Chłopi, Część pierwsza - Jesień · Władysław Stanisław Reymont
X
X
1974Ksiądz— Na ambonie i każdemu z osobna to mówię, ale wy jak te psy tylko nastajecie jeden na drugiego, tylko… — wiatr resztę słów wepchnął mu do gardła, że ksiądz się srodze zakasłał, a Antek nic nie rzekł, szedł w podle i wypatrywał w mrokach, pomiędzy drzewami.
1975Wiatr się podnosił coraz mocniejszy, przewalał się po drodze i tak bił w topole, i miotał nimi, aż się przyginały z jękiem i szumiały rozsrożone.
1976Koń— A mówiłem jusze — zaczął znowu ksiądz — żeby sam kobyłę zaprowadził do stawu, to ją naprzód wypuścił — no, i zapodziała się… Ślepa przecież, zalezie gdzie między płoty i jeszcze nogi połamie! — Biadał i bardzo troskliwie szukał, zaglądał za drzewo każde, wypatrywał po polach.
1977— Przeciech zawżdy sama chodziła…
1978— Zna dobrze drogę do stawu… przecież, nalał kto bądź wody do beczki, wykręcił tylko, a ona już sama trafiła na plebanię… — Ale w dzień ją zaprzęgali… a dzisiaj Magda czy Walek puścili ją już o zmierzchu… Walek! — krzyknął głośno, bo cień jakiś zamajaczył wśród topoli…
1979— Walka widziałem po naszej stronie, ale jeszcze przed zmrokiem.
1980— Polazł ją szukać, rychło w czas. Klacz ma ze dwadzieścia roków, przy mnie się ulęgła… wysłużyła sobie łaskawy chleb… a przywiązana jak człowiek… Mój Boże, żeby się jej co złego nie stało!
1981— Co jej ta będzie! — mruknął Antek ze złością, bo jakże, poszedł do dobrodzieja po radę, po użalenie się, to go ino skrzyczał i jeszcze zabrał, żeby kobyły szukać! Juści, i kobyły szkoda, choć ta i ślepa, i stara, ale zawżdy człowiekowi powinna być pierwszyzna!
1982Grzech, Konflikt, Zemsta, Ojciec, Syn— A ty się opamiętaj i nie pomstuj, boć to ojciec rodzony! Słyszysz!
1983— Dobrze pamiętam! — odparł ze złością.
1984— Grzech śmiertelny i obraza boska. A nic ten dobrego nie zwojuje sobie, któren w zapamiętałości rękę podnosi na ojców i przeciwi się przykazaniom Bożym. Masz rozum, toś o tym wiedzieć powinien.
1985— Sprawiedliwości chcę ino.
1986— A pomsty szukasz, co?
1987Antek nie wiedział, co rzec na to.
1988— A i to ci jeszcze powiem, że pokorne cielę dwie matki ssie.
1989— Wszyscy mi to powiedają… juści, ino tej pokorności mam już po grdykę, że więcej nie ścierpię! Choćby i zbój, choćby i ukrzywdziciel, ale że ojciec rodzony, to już mu wolno wszystko, a dzieciom nie wolno dochodzić swojej krzywdy! Laboga, takie urządzenie na świecie, że ino plunąć a iść, gdzie oczy poniesą…
1990— A idź, któż cię trzyma? — rzucił porywczo ksiądz.
1991— Może i pójdę, bo co mi tutaj robić, co? — szeptał ciszej, łzawo jakoś.
1992— Bajesz i tyle. Drudzy i jednego zagona nie mają, a siedzą, pracują i jeszcze Panu Bogu dziękują. Wziąłbyś się do roboty, a nie wyrzekał jak baba. Zdrowy jesteś, mocny, masz o co ręce zaczepić…
1993— Przeciech, całe trzy morgi! — rzucił urągliwie.
1994— Żonę i dzieci masz, toś o tym pamiętać powinien.
1995— Baczęć ja dobrze, baczę… — mruknął przez zęby.
1996Wyszli przed karczmę, świeciło się w oknach i jakieś głosy wydzierały się aż na drogę.
1997Pijaństwo, Żołnierz— Co to, znowu pijatyka, co?
1998— Rekruty, te, co ich do wojska latoś wzieni, piją se la uciechy… W niedzielę ich pognają w tylachny świat, to się cieszą…
1999Karczma— Karczma prawie pełna! — szepnął ksiądz przystając przy topoli, skąd było dobrze widać przez okno całe wnętrze zapchane ludźmi.
2000Szlachcic, Chłop, Własność, Przemoc— Bo się zejść miały dzisiaj i uredzić… względem tego lasu, co go dziedzic sprzedał Żydom na porębę…
2001— Przecież niecały sprzedał, jeszcze tyle zostało!
2002— Póki z nami się nie ugodzi, to ani chojaka ruszyć nie damy!
2003— Jak to?… — zapytał wystraszonym nieco głosem.
2004— A nie damy i tyla! Ociec chce się prawować, ale Kłąb i te, co z nim trzymają, powiedają, że sądu nie chcą, a rąbać nie pozwolą i choćby całą wsią iść przyszło, to pójdą, a i z siekierami, i z widłami, jak wypadnie, a swojego nie dadzą…
2005— Jezus Maria! To by się bez bitki i jakiego nieszczęścia nie obyło!
2006Sprawiedliwość, Przemoc, Zemsta— Pewnie! Jak się parę łbów dworskich siekierami rozwali, to zaraz będzie sprawiedliwość!
2007— Antek! Rozum ci się ze złości pomieszał czy co? Głupstwa pleciesz, mój drogi!
2008Ale Antek już nie słuchał, rzucił się nieco w bok i zginął w ciemnościach, a ksiądz poszedł spiesznie ku plebanii, bo usłyszał turkot kół i ciche, żałosne rżenie kobyły…
2009Antek zaś poszedł w dół wsi, ku młynowi, a drugą stroną stawu, żeby nie przechodzić koło chałupy Jagny.
2010Jak zadra tkwiła mu ona pod sercem, jak zła zadra, że jej nie wyciągnąć ni uciec od niej.
2011A bystre światło biło z jej chałupy, jasne i wesołe jakieś… przystanął, aby spojrzeć ino ten jeden razik, aby choć zakląć ze złości — ale go wnet cosik poderwało z miejsca, że pognał jako ten wicher, ni się obejrzał za się.
2012— Ojcowa ona już, ojcowa!
2013Do szwagra bieżał, do kowala — rady i on nijakiej nie da, ale między ludźmi nieco posiedzi, a nie tam, w chałupie ojcowej… KsiądzAlbo i ten ksiądz! Do roboty go będzie zaganiał! Hale, sam nic nie robi, frasunku nijakiego ni turbacji żadnej nie ma, to łatwo mu drugich poganiać. KobietaKobietę mu wypomniał i dzieci… baczy on ją dobrze, baczy! Już mu dość obmierzły jej płakania i ta jej pokorność, i te jej psie, skamlące oczy… i gdyby nie ona!… Żeby to był sam! Jezus mój! — jęknął ciężko i porwał go dziki, szalony gniew, że chciało mu się chycić kogo za gardziel, dusić, rozdzierać i bić aż do śmierci!…
2014Ale kogo?… Nie, nie wiedział, i złość ustąpiła nagle, jak była przyszła, a on patrzył pustym wzrokiem w noc i nasłuchiwał szamotań wichury, co się przewalała po sadach i tak ciepała drzewami, aż kładły się na płoty i chlastały go gałęziami po twarzy… i wlókł się wolno, ociężale, że ledwie się mógł poruszać, bo na duszę jęły mu się zwalać zmory smutku, umęczenia, niemocy, iż rychło zapomniał, gdzie idzie i z czym?…
2015— Ojcowa jest Jagna, ojcowa! — przerzekał raz po raz, a coraz ciszej — jako ten pacierz, bych go nie zapomnąć.
2016W kuźni czerwono było od ogniska, chłopak dymał miechem zapamiętale, aż rozżarzone węgle warczały i buchały krwawym płomieniem; kowal stał przy kowadle, czapkę miał na tyle głowy, ręce nagie, skórzany fartuch, twarz usmoloną tak, że mu ino oczy świeciły się jako te wągliki, a kuł żelazo czerwone mocno, aż huczało, i deszcz iskier rozpryskiwał się spod młota i z sykiem topił się w błotnistej ziemi.
2017— A co? — zapytał po chwili.
2018— I… cóż by zaś! — odparł cicho Antek, wsparł się o wasąg, których kilka stało do okucia, i zapatrzył się w ogień.
2019Kowal pracował tęgo, nagrzewał żelazo raz po raz i kuł, dzwonił do taktu młotem, to pomagał chłopakowi dymać miechem, gdy mocniejszego ognia było potrzeba, a ukradkiem poglądał na Antka i uśmiech złośliwy wił mu się pod rudymi wąsami.
2020Ksiądz— Byłeś pono u dobrodzieja? No i co?
2021— A cóż by, nic! W kościele bym to samo usłyszał.
2022— A chciałeś co innego? — zaśmiał się ironicznie.
2023— Ksiądz przecie, uczony… — mówił usprawiedliwiająco Antek.
2024— Uczony, jak wziąć trzeba, ale nie, kiej co dać komu…
2025Ale Antkowi już się odechciało sprzeciwiać.
2026— Pójdę do izby — rzekł po chwili.
2027— Idź, wójt wstąpi do mnie, to tam przyjdziemy! A machorka jest na szafce, zapal se…
2028Nie słyszał nawet, tylko wszedł do mieszkania, co po drugiej stronie drogi było.
2029Nauka, Dziecko, Chłop, WieśSiostra rozpalała ogień, a najstarszy chłopak uczył się na elementarzu przy stole… Przywitali się w milczeniu.
2030— Uczy się to? — zauważył, bo chłopak sylabizował głośno i wodził zastruganym patykiem po literach.
2031— Już od kopania panienka z młyna mu pokazują, bo mój czasu nie ma.
2032— Roch też uczy już od wczoraj w ojcowej izbie.
2033— Chciałam i ja tam słać Jaśka, ale mój nie da, że to u ojca i że panienka więcej uczona, bo w szkołach była we Warszawie…
2034— Pewnie, pewnie… — powiedział, byle coś rzec.
2035— A Jasiek taki zmyślny do lementarza, aż się panienka dziwuje.
2036— Jakże… kowalowe nasienie przecież… syn takiego mądrali…
2037— Przekpiwasz się, a on najlepiej powiada, że póki ociec żyją, to zawżdy zapis mogą odebrać…
2038— Juści, wyrwij wilkowi z gardła, wyrwij! Sześć morgów grontu! To my u niego z kobietą za parobków prawie służym, a on obcej zapisuje, leda komu…
2039— Kłócił się będziesz a pomstował, a rady u ludzi szukał, a prawował — to cię jeszcze z chałupy wygoni… — mówiła cicho oglądając się na drzwi.
2040— Kto to powiedział? — zawołał głośno zrywając się ze stołka.
2041— Cichoj ino… tak ludzie mówią, cichoj!… — szeptała lękliwie.
2042— Nie ustąpię, niech mę przez moc wyciepnie, do sądu pójdę, prawował się będę, a nie ustąpię! — krzyczał prawie.
2043— I głową muru nie przebijesz, choćbyś i trykał jak ten baran! — powiedział kowal wchodząc do izby.
2044— To co zrobić? Mądre rady masz la ludzi, to poradź…
2045— Złością ze starym nie wygra!
2046SprawiedliwośćZapalił fajkę i jął mu przekładać, tłumaczyć, łagodzić i tak kręcić, aż się Antek poznał i krzyknął:
2047— Ty z nim trzymasz!
2048— Za sprawiedliwością jestem.
2049— Dobrze ci za nią zapłacił?
2050— Jeśli zapłacił, to nie z twojej kieszeni.
2051— A z mojej, psiachmać, z mojej! Dobrodziej jucha z cudzego. Dosyć już wziąłeś, to ci niepilno.
2052— Tylem wziął, co i ty!
2053— Hale, tyle… a statki, a szmaty, a krowę, a ileś wycyganił od ojca? Baczę dobrze i te gąski, te prosiaki i kto tam zliczy! A ciołek, co ci go dał niedawno, to nic?
2054— Mogłeś i ty brać.
2055— Złodziej nie jestem ni ten cygan!
2056— A ja złodziejem jestem, ja?…
2057Przyskoczyli do siebie, gotowi się chycić za orzydla, ale opadli wnet, bo Antek rzekł ciszej:
2058— Nie mówię tego do ciebie… Ale swojego nie dam, choćbym miał skapieć[68]…
2059— I… nie tyla ci tam o ten grunt idzie, widzi mi się… — rzucił drwiąco kowal.
2060— Ino o co?
2061Plotka, Kłótnia— Latałeś za Jagną, to ci teraz i markotno.
2062— Widziałeś?… — krzyknął ugodzony jakby w samo serce.
2063— Są takie we wsi, co i widziały, a nie raz…
2064Urzędnik— Żeby im pomroka padła na ślepie! — szepnął ciszej, bo właśnie wójt wchodził do izby i witał się ze wszystkimi; snadź wiedział, o co się kłócą, bo również jął bronić starego i usprawiedliwiać.
2065— Dobrze was poił i wypasał kiełbasami, to i nie dziwota, że go bronicie…
2066— Bele czego nie powiadaj, kiej wójt do cię mówi! — krzyknął wyniośle.
2067— Wasze wójtostwo stoi u mnie tyle, co ten patyk złamany…
2068— Coś rzekł, co?
2069— Słyszeliście! A nie, to rzeknę jeszcze takie słowo, aż wam w pięty pójdzie…
2070— Rzeknij to słowo, rzeknij!
2071— A rzeknę — oto pijanica jesteście i judasz, i przeniewierca! A rzeknę, że za gromadzkie pieniądze balujecie i dobrzeście za to wzięli od dworu, że dziedzic sprzedał nasz las!… A chcecie, to wam jeszcze co dołożę, ino że już tym kijaszkiem… — wołał zapalczywie porywając za kij.
2072— Urzędnik jestem, miarkuj się, Antek, byś nie żałował.
2073Dom, Gość, Przestrzeń, Obyczaje— A w mojej chałupie ludzi nie następuj, bo tu nie karczma! — krzyczał kowal zasłaniając sobą wójta, ale Antek już na nic nie zważał, bo obu zwymyślał jak psów, trzasnął drzwiami i wyszedł…
2074Ulżyło mu rzetelnie; spokojniejszy wrócił do domu, ino tym jednym markotny, że niepotrzebnie pokłócił się ze szwagrem.
2075— Teraz już wszyscy będą przeciwko mnie! — myślał nazajutrz rano przy śniadaniu i ze zdumieniem zobaczył kowala wchodzącego do izby.
2076Przywitali się, jakby nigdy nic nie zaszło pomiędzy nimi.
2077A że Antek szedł do stodoły urżnąć sieczki, kowal poszedł za nim, przysiadł się na snopkach zruconych ze sąsieka do omłotu i jął cicho mówić:
2078— Na psa wszystkie kłótnie i o co jeszcze? O to głupie słowo! Tom pierwszy przyszedł do ciebie i pierwszy wyciągam rękę do zgody…
2079Antek podał mu rękę, spojrzał podejrzliwie i mruknął:
2080— Juści, że ino to słowo, bom złości do was nie miał. Wójt mnie zeźlił, bo co się będzie ujmował, nie jego sprawa, to mu wara!
2081— To samo mu rzekłem, bo chciał bieżyć za tobą…
2082— Bić mnie… dałbym ja mu bitkę, jak jego pociotkowi, co jeszcze od żniw żebra se lekuje… — wykrzyknął i jął nakładać słomę do lady.
2083— I tom mu przypomniał… — rzucił skromnie kowal i uśmiechnął się chytrze.
2084— Jeszcze ja się z nim porachuję, popamięta mnie… figura jucha, urzędnik!…
2085— Ryfa jest i tyla, poniechaj go. Ojciec, Rodzina, Syn, WłasnośćUmyśliłem cosik i z tym do ciebie przychodzę… Trza zrobić tak… Po południu przyjdzie tu moja, to razem z nią idźcie do starego rozmówić się dokumentnie… Na nic tam złości i żalenia się po kątach, trza w oczy stanąć i prosto powiedzieć, co się ma… Będzie dobrze abo i nie będzie, ale trza wszystko wyłożyć!…
2086— Co tu wykładać, kiej zapis zrobił!
2087— I złością z nim nie poredzi! Juści, że zapis zrobił, ale póki żyje, to zawdy go może odebrać — bacz to sobie i latego nie potrza mu się przeciwić. Niech się żeni, niech ma swoją uciechę.
2088Antek przybladł na to przypomnienie i drżeć począł w sobie, aż rznąć przestał.
2089— Przeciw temu nie powstawaj w oczy, a przychwalaj i mów, że dobrze robi, i zapis, miał wolę, to zrobił… niech ino resztę nam przyobieca — tobie i mojej, a przy świadkach! — dodał chytrze.
2090— A Józka i Grzela? — zapytał z niechęcią.
2091— Spłaci się ich! Bo to Grzela mało wybrał? Ady prawie mu co miesiąc posyła do wojska. Mnie ino słuchaj, zrób, jak ci redzę, a nie stracisz. Moja w tym głowa, że już tak pokieruję, co wszystko będzie nasze…
2092— Jeszcze baran żyje, a już kuśnierz kożuch na nim szyje…
2093— Mnie słuchaj… SprawiedliwośćNiech ino przyobieca przy świadkach, żeby ino było za co chycić pazurami… sąd jeszcze jest i sprawiedliwość, nie bój się. A jest już jedna zaczepka, boć został gront po twojej matce…
2094— Wielka parada, cztery morgi — na mnie i na twoją…
2095— Ale go nie dał tobie ni mojej! A tyle roków sieje i zbiera! Zapłaci wam dobrze za to i z precentami… Przywtórzę raz jeszcze, staremu się w niczym nie przeciw, przychwalaj, przygaduj, na wesele idź, dobrego słowa nie żałuj, a obaczysz, że go narychtujemy[69]… A nie da się dobrocią, to sądy radę mu dadzą… Z Jagusią znacie się dobrze… to i ona mogłaby ci pomóc coś niecoś… jeno jej rzeknij o tym… ona jeszcze lepiej mogłaby starego na naszą stronę przechylić… no, zgoda?… Bo czas mi już iść…
2096— Zgoda! Ino prędko idź, bym ci w pysk nie dał i za wrota nie wyciepnął! — szepnął przez zęby.
2097— Co ty, Antek? Co ty? — bełkotał przestraszony, bo Antek puścił kosę i szedł ku niemu blady, ze strasznymi oczami.
2098— Judasz ścierwa, złodziej! — wychlustywał ze siebie spienioną nienawiścią słowa, aż kowal porwał się i uciekł co tchu.
2099— Rozum mu się psuje czy co? — myślał już na drodze. — Jakże, dobrą radę dałem… a ten?… Kiej taki głupi, to niech idzie na wyrobek, niech go stary wygoni, pomogę jeszcze do tego… a tak czy owak grontu nie popuszczę… Takiś to ty! W pysk chciałeś mi dać, za wrota wyciepnąć, żem się chciał z tobą podzielić… że kiej do brata przyszedłem z dobrym słowem! Takiś to ty! Aha, sam byś chciał wszystko brać! Niedoczekanie twoje! PodstępWyciągnąłeś ty ze mnie moje zamysły, to już cię, jucho, przyrychtuję, jaż cię frybra angielska potrzęsie! — Rozsrażał się coraz bardziej, bo go wściekłość porywała, że Antek przejrzał jego zamysły i gotów jeszcze wydać przed starym. Tego się najwięcej obawiał.
2100— Trza temu zapobiec! — zdecydował natychmiast i mimo obawy przed Antkiem zawrócił z powrotem do Borynów.
2101— Jest gospodarz? — zapytał Witka, któren wprost domu smagał kamieniami na gęsi, pływające po stawie.
2102— Hale, jest tam! Poszli przecie do młynarzów zapraszać na wesele…
2103— Wyjdę naprzeciw, niby to się spotkamy! — pomyślał i poszedł ku młynarzowi, ale Mąż, Żonapo drodze wstąpił jeszcze do domu i przykazał żonie pięknie się przyodziać, dzieci zabrać i zaraz, jak przedzwonią południe, iść do Antków.
2104— Już on ci powie, co robić!… Nic sama nie rób i nie miarkuj, boś głupia, a ino jak będzie potrza, to beknij, ojcowe nogi obłap i proś… a słuchaj dobrze, co ojciec powiedzą i co Antek przódzi mówił będzie…
2105Z dobry pacierz ją nauczał, a przez okno patrzył, czy ich na moście nie widać.
2106— Zajrzę do młyna, czy jagłę zrobili. — Dłużyło mu się w domu czekać.
2107Ale szedł wolno, przystawał a medytował… — Juści, kto go ta wie, co zrobił? Sklął mnie, a gotów zrobić, com redził… to i lepiej, że kobieta przy tym będzie… a nie zrobi, pokłócą się… stary go wypędzi… Tak abo i nie, a zawsze się cosik udrze la siebie… — zaśmiał się radośnie, zatarł ręce, nacisnął kaszkiet i zapiął kapotę, bo wietrzno było i ziąb przejmujący szedł od stawu.
2108— Przymrozek będzie albo i pluchy nowe — szepnął przystając na moście i spoglądając po niebie… Chmury gnały nisko, bure, ciężkie, jakby obłocone, niby stada nie mytych baranów. Staw pomrukiwał głucho, a czasami chlustał wodą o brzegi, na których gdzieniegdzie wśród czarnych, pochylonych olch i wierzb rosochatych czerwieniły się kobiety pierące szmaty — kijanki[70] trzaskały zajadle po obu brzegach. Na drogach pusto było, gęsi tylko całymi stadami babrały w stężałym błocie i po rowach, zarzuconych opadłymi liśćmi i śmieciami, i dzieci krzyczały przed domami. Koguty zaczęły piać po płotach, jakby na zmianę.
2109— We młynie prędzej się ich doczekam! — szepnął i poszedł na dół.
2110Antek zaś po odejściu kowala jął rznąć tak zajadle sieczkę, że całkiem się zatracił w tej robocie i do południa narznął tyle, aż Kuba, któren przyjechał z lasu, wykrzyknął:
2111— Na cały tydzień będzie tego, no — dziwował się tak głośno, aż Antek oprzytomniał, ladę rzucił, przeciągnął się i poszedł do chałupy.
2112— Co będzie, to będzie, a trza mi się z ojcem rozmówić dzisiaj! — postanawiał… — Cygan on jest i judasz, ale może i dobrze redzi… Juści, musi on w tym co mieć… — Nauka, Praca u podstaw, WieśMyślał o kowalu i zajrzał na drugą stronę, ojcową, i wnet się cofnął, bo tam siedziało ze dwadzieścioro dzieci i wszystkie razem a w głos sylabizowały… Roch je nauczał i pilnie baczył, by psich figlów nie stroiły… Chodził se dookoła nich z różańcem w ręku, nasłuchiwał, czasem które poprawił, czasem pociągnął za ucho, czasem pogłaskał, a często gęsto przysiadł i cierpliwie wykładał, jako tam stoi, i pytał, a dzieciska hurmem jedno przez drugie rwały się odpowiadać, jako te indory, kiej je kto podrażni… a tak głośno, że i po drugiej stronie słychać było…
2113StarośćHanka gotowała obiad i pogadywała z ojcem swoim, starym Bylicą, któren rzadko zachodził, że to schorowany był i ledwie się już ruchał.
2114Siedział pod oknem, wsparty na kijaszku, i wodził oczami po izbie, to na dzieci, co były cicho się zbiły w kąt, to na Hankę spozierał… siwy był całkiem, wargi mu się trzęsły i głos miał słaby, jakby ptaszęcy, a w piersiach mu cięgiem rzęziało…
2115— Jedliście śniadanie, co? — pytała cicho.
2116— I… po prawdzie to Weronka zabaczyła mi dać… i nie upominałem się, nie…
2117Siostra, Rodzina, Własność— Weronka psy nawet głodzi, bo tu nieraz do mnie podjeść przychodzą! — zawołała, bo i przy tym gniewała się ze starszą siostrą jeszcze od zeszłej zimy, że to tamta po śmierci matki pobrała wszystko, co pozostało, i oddać nie chciała, to się i prawie nie widywały.
2118Bieda, Córka, Ojciec, Starość— Bo się u nich nie przelewa, nie… — bronił cicho… — Stach młóci u organisty, to i tam poje i jeszcze czterdzieści groszy za dzień bierze… a w chałupie tyla gąb… że i tych ziemniaków nie starczy… Prawda… że dwie krowy mają i mleko jest… że masło i sery do miasta nosi i ten grosz jaki zbierze… ale zabaczy często dać jeść… juści, nie dziwota… dzieci tyla… a to i wełniaki ludziom tka… i przędzie, i haruje jak ten wół… a bo to dużo mi trza?… Żeby ino w porę… i co dnia… to…
2119— A to się do nas przenieście na zwiesnę, kiej wam u tej suki tak źle…
2120— Dyć się nie skarżę, nie narzekam, ino… ino… — głos mu się załamał nagle…
2121— Popaślibyście gęsi, to dzieci przypilnowali…
2122— Wszystko bym robił, Hanuś, wszystko — szeptał cichutko.
2123— W izbie jest miejsce, to się łóżko wstawi, byście ciepło mieli…
2124— A dyć i w oborze, i przy koniach spałbym, byle u ciebie, Hanuś, byle już nie wracać! Byle… — zachłysnął się aż tą prośbą błagalną i łzy jęły mu kapać z zapadłych, poczerwieniałych oczów… — Zabrała mi pierzynę, bo powiada, że dzieci nie mają pod czym spać… juści… marzły, żem sam je brał do siebie… ale kożuszysko się wytarło i nic mę nie grzeje… i łóżko mi wziena… a po mojej stronie zimno… ani tej szczapy drzewa nie pozwoli… i każdą łyżkę strawy wypomina… na żebry wygania… a kiej mocy nie mam, do ciebiem się ledwie zwlókł…
2125Córka, Ojciec, Sąd, Sprawiedliwość— Laboga! A czemuście to nam nic nigdy nie rzekli, że wam tak źle…
2126— Jakże… córka… on dobry człowiek, ale cięgiem na wyrobku… jakże…
2127— Piekielnica jedna! Wzięła pół gromu i pół chałupy, i wszystko, i taki wam daje wycug! Do sądu trza iść! Jeść mieli wam dawać i opał, i to, co wam do ubieru potrzeba, a my te dwanaście rubli w rok… bośmy przeciech i dług spłacili… co, nie tak?…
2128— Prawda! Rzetelni jesteście, prawda… ale i te parę złotych, co od was, a com je chował sobie na pochówek, wycyganiła ode mnie… a potem i dać było potrza… Jakże, dziecko… — Umilkł i siedział cichy, skulony, podobny do kupy starych wiórów prędzej niźli do człowieka.
2129A po obiedzie, skoro jeno kowalowa weszła z dziećmi i jęła się witać, zabrał węzełek, jaki mu Hanka narządziła po kryjomu, i wyniósł się po cichu.
2130Boryna na obiad nie przyszedł.
2131Kowalowa postanowiła zatem czekać choćby i do nocy; Hanka narządziła pod oknem warsztat i przeciągała pacześny wątek przez płochy i tylko niekiedy, choć i z nieśmiałością, rzuciła jakie słowo w rozmowę, jaką wiódł Antek z siostrą; wywodził swoje żale, w czym mu już i przywtarzała, ale niedługo to trwało, bo wpadła Jagustynka i jakby od niechcenia mówiła:
2132Wesele— Od organistów lecę, do prania mnie zawołały… Dopiero co był tam Maciej z Jagną prosić na wesele. Pójdą! Juści, swój do swego, bogacz do bogacza ciągnie… i księdza też prosili…
2133— I dobrodzieja prosili?… — wykrzyknęła Hanka.
2134— A cóż to, święty czy co? Prosili, powiedział, że może przyjdzie… laczego nie?… Bo to młoducha nie urodna, a bo to jadła dobrego i napitku nie naszykują? Młynarze się też obiecali i z córką. Ho, ho, takiego wesela, jak Lipce Lipcami, jeszcze nie było! Wiem dobrze, bo z Jewką od młynarzów kucharować będziemy. Wieprza już im Jambroży sprawił, kiełbasy robią… — przerwała nagle, bo nikt nie mówił i nie pytał, siedzieli chmurni, więc przyjrzała się wszystkim uważnie i wykrzyknęła:
2135— Zanosi się u was na coś!
2136— Zanosi czy nie zanosi, a wam nic do tego! — powiedziała tak ostro kowalowa, aż Jagustynka się obraziła i poszła na drugą stronę, do Józi, która ustawiała ławki i stołki, bo dzieci się już porozchodziły, a Roch polazł na wieś.
2137— Pewnie, że ojciec nie będzie sobie żałował niczego — szepnęła kowalowa rozżalonym głosem.
2138— Nie ma to na to? — powiedziała Hanka i zmilkła zastrachana, bo Antek spojrzał na nią groźnie. Siedzieli więc prawie w milczeniu i czekali; czasem które niecoś rzekło i znowu zapadało głuche, ciężkie, niepokojące milczenie…
2139Przed chałupą i na ganku Witek z dziećmi wyprawiał takie brewerie, aż Łapa szczekał i chałupa się trzęsła.
2140— Gotowych pieniędzy musi mieć też dosyć, ciągle coś sprzedaje, a wyda na co?…
2141Antek machnął ręką na to siostrzyne słowo i wyszedł z izby na powietrze, ckniło mu się w chałupie i niepokój w nim rósł i strach, sam nie wiedział czego… czekał na ojca i niecierpliwił się, a rad był w duszy, że tamtego tak długo nie widać. Kobieta, Mężczyzna, Zazdrość— „Nie o gront tobie idzie, a o Jagusię!” Przypomniał sobie, co mu kowal wczoraj powiedział… — Łże jak ten pies! — wykrzyknął zapamiętale. Wziął się do ogacania ściany od podwórza, Witek nosił mu ściółkę z kupy, a on ubijał i zakładał żerdkami, ale mu ręce drżały i raz wraz zaprzestawał roboty. Wspierał się o ścianę i przez nagie, bezlistne drzewa patrzył za staw, hań, na Jagusiną chałupę… Nie, nie miłowanie w nim wzrastało, ino złość i tysiące uczuć nienawistnych, aż się zdziwił temu! Suka, ścierwa, rzucili jej gnat, to i poszła! — myślał.
2142Ale przyszły nań wspomnienia, wypełzły skądściś, z tych pól nagich, z dróg, z sadów sczerniałych i pokurczonych i obsiadły mu serce, czepiały się myśli, majaczyły przed oczami… aż pot pokrył mu czoło, oczy rozbłysły i dreszcz go przechodził mocny, ognisty!… Hej, a tam w sadzie… a wtedy w lesie… a kiedy razem powracali z miasta…
2143Ciało, Kobieta, Pożądanie, WizjaJezus! Aż się zatoczył, bo z nagła ujrzał tuż przed sobą jej twarz rozpłomienioną, dyszącą namiętnie, jej modre oczy i te usta pełne i tak czerwone, a tak bliskie, że ich tchnienie czuł, buchnęły na niego żarem… i ten głos cichy, urywany, nabrzmiały miłością i ogniem… — Jantoś!… Jantoś! — przechylała się do niego blisko, że czuł ją całą przy sobie, jej piersi, jej ramiona, jej nogi — aż oczy przecierał i odpędzał precz od się te mary mamiące, i cała jego złość zawzięta skapywała mu z serca niby te lody ze strzech, gdy je wiośniane słońce przygrzeje, a budziło się znowu kochanie i wznosiła swój łeb kolczasty tęskność bolesna, taka straszna tęskność, że choćby głową tłuc o ścianę i ryczeć wniebogłosy!
2144— A żeby to siarczyste zatrzasnęły! — wykrzyknął przytomniejąc i bystro spojrzał na Witka, czy ten nie domyśla się czego… Od trzech tygodni był w gorączce, w oczekiwaniu jakiegoś cudu, a nic nie mógł poredzić, niczemu się przeciwić! A bo to raz przychodziły mu szalone myśli i postanowienia, że biegł, aby się z nią zobaczyć, bo to jedną noc na deszczu i chłodzie warował jak ten pies przed jej chałupą! Nie wyszła, unikała go, na drodze już z dala omijała!…
2145GrzechNie, to nie! I coraz bardziej zawzinał się przeciwko niej i przeciw wszystkiemu! Kobieta, WłasnośćOjcowa ona, to i obca, to i ta przybłęda, ten pies bezpański, ten złodziej, co gront, dobro najwyższe, im kradnie — a to kijem go choćby i na śmierć zakatrupię!
2146A bo to raz chciało mu się ojcu do oczów stanąć i rzec: nie możecie się z Jagną żenić, bo ona moja! Ale strach podnosił mu włosy na głowie, co powie stary, co ludzie, co wieś?…
2147A przecież Jaguś będzie jego macochą, matką jakby — jakże to może być, jakże?… Toć grzech musi być, grzech! Aż bał się myśleć o tym, bo mu serce zamierało ze zgrozy niewytłumaczonej, z obawy przed jakąś straszną karą boską… I nie rzec o tym nikomu, ino to nosić w sobie jako zarzewie, jako ten ogień żywy, któren aż do kości przepala… nie na ludzką to moc, nie.
2148A tu już za tydzień ślub…
2149— Gospodarz idą! — zawołał Witek prędko, aż Antek drgnął ze strachu.
2150Mroczało już na świecie.
2151Zmierzch sypał się na wieś, jako ten popiół niewystudzony i od ukrytego zarzewia rudawy jeszcze — zorze dogasały, bladły od tych chmur burych, które wiatr gnał i zwalał na zachód, i stożył w góry przeogromne. Zimno się robiło, ziemia tężała, powietrze czyniło się ostre, rzeźwe jak przed przymrozkiem i takie słuchliwe, że tupot i ryki pędzonego do wodopoju inwentarza szły głośniej, a skrzypy wrótni i studziennych żurawi, rozmowy, krzyki dzieci, szczekania leciały wyraźniej przez staw; Światło, Księżyc, Nocgdzieniegdzie błyskały już okna i padały na wodę długie, porwane, drgające odbicia świetliste… a spoza lasów wychylał się z wolna ogromny, czerwony księżyc w pełni, aż łuny biły nad nim, jakby pożar buchał gdzieś w głębi lasów.
2152Boryna przyodział się w zwyczajne szmaty i poszedł w podwórze do gospodarstwa, zajrzał do koni, do krów, do stodoły, a nawet i do prosiaków, skrzyczał Kubę za coś i Witka również, że cielęta wylazły z gródki i łaziły pomiędzy krowami, a gdy wrócił do izby swojej, już tam czekali nań wszyscy… Milczeli, ino wszystkie oczy podniosły się na niego i opadły wnet, bo przystanął na środku, obejrzał się po nich i zapytał drwiąco:
2153— Wszystkie! Jak na sąd jaki!
2154— Nie na sąd, ino do was przyślim z proszeniem — rzekła nieśmiało kowalowa.
2155— A czemuż to i twój nie przyszedł?…
2156— Robotę ma pilną, to ostał w domu…
2157— Juści… robotę… juści… — uśmiechnął się domyślnie, zrzucił kapotę i jął zzuwać buty, a oni milczeli, nie wiedząc, od czego zacząć. Dziecko, Kobieta, MatkaKowalowa chrząkała i przyciszała dzieci, bo się brały do baraszkowania, Hanka siedziała na progu i karmiła chłopaka, a latała niespokojnymi oczami po twarzy Antka, któren siedział pod oknem i układał sobie w głowie, co ma rzec, a drżał cały ze wzruszenia i niecierpliwości. Jedna Józia spokojnie obierała ziemniaki pod kominem, przyrzucała drewek na ogień i ciekawie poglądała po wszystkich, bo nic wymiarkować nie mogła.
2158— Czego chcecie, mówcie! — zawołał ostro, zniecierpliwiony milczeniem.
2159— A to… mów, Antek… a to przyślim wedle tego zapisu… — jąkała kowalowa.
2160— Zapis zrobiłem, a ślub w niedzielę… to wam rzeknę!
2161— To wiemy, ale nie o to przyślim.
2162— A czego?
2163— Zapisaliście całe sześć morgów!
2164— Bom tak chciał, a zechcę, to w ten mig zapiszę wszystko…
2165— Jak wszystko będzie wasze, to zapiszecie! — powiedział Antek.
2166— A czyjeż to jest, co? Czyje?…
2167— Dziecińskie, nasze.
2168— Głupiś jak ten baran! Grunt jest mój i zrobię z nim, co mi się spodoba!
2169— Zrobicie abo i nie zrobicie…
2170— Ty mi wzbronisz, ty!
2171— A ja, a my wszystkie, a nie, to sądy wam wzbronią! — krzyknął, bo już nie mógł ścierpieć i buchnął zapamiętałością.
2172— Sądami mi wygrażasz, co? Sądami! Zamknij ty gębę, pókim dobry, bo pożałujesz! — krzyczał przyskakując do niego z pięściami.
2173— A ukrzywdzić się nie damy! — wrzasnęła Hanka podnosząc się na nogi.
2174— A ty czego? Trzy morgi piachu wniesła i starą płachtę, a będzie tu pysk wywierała?
2175— Wyście i tyla Antkowi nie dali, nawet tych jego morgów matczynych, a robimy wam za parobków, jak te woły.
2176— Sprzątacie za to z trzech morgów.
2177— A odrabiamy wam za dwadzieścia abo i więcej!
2178Ziemia, Własność— Jak wam krzywda, idźcie se poszukać lepiej!
2179— Nie pójdziem szukać, bo tu jest nasze! Nasze po dziadach pradziadach! — zawołał mocno Antek.
2180Stary uderzył go oczami i nic nie odrzekł, przysiadł przed komin i pogrzebaczem tak dziabał w głownie, aż iskry się sypały — zły był, ognie chodziły mu po twarzy i włosy mu cięgiem spadały na oczy, jarzące jak u żbika… ale się jeszcze hamował, choć ledwie i zdzierżał…
2181Długie milczenie zaległo izbę, że ino te przysapki a dychania prędkie słychać było. Hanka szlochała z cicha i pohuśtywała dziecko, bo skamleć poczęło.
2182— My nie przeciwni ożenkowi, chcecie, to się żeńcie…
2183— A przeciwcie się, dużo o to stoję!…
2184— Ino zapis odbierzcie — dorzuciła przez łzy Hanka.
2185— Zmilkniesz ty, a to, psiachmać, jazgocze cięgiem jak ta suka! — rzucił z taką mocą pogrzebacz w ogień, aż się głownie potoczyły na izbę.
2186— A wy się miarkujcie, bo to nie dziewka wasza, żebyście gębę wywierali na nią!
2187— To czemu pyskuje!
2188— Ma prawo, bo się o swoje upomina! — wrzeszczał coraz mocniej Antek.
2189Sprawiedliwość, Własność, Ojciec, Dziecko— Chcecie, to i zapiszcie, ale to, co ostało, odpiszcie na nas — zaczęła cicho kowalowa.
2190— Głupiaś! Widzisz ją, mojem się tu będzie dzieliła! Nie bój się, na wycug do waju nie pójdę… — rzekłem!
2191— A my nie ustąpim. Sprawiedliwości chcemy.
2192— Jak wezmę kija, to wama dam sprawiedliwość.
2193— Spróbujcie ino tknąć, a pewnikiem wesela nie doczekacie…
2194Kłótnia, RodzinaI jęli się już kłócić, przyskakiwać do się, grozić, bić pięściami w stół, wykrzykiwać a wypominać wszystkie swoje żale i krzywdy. Antek tak się zapamiętał i tak rozsrożył, że wściekłość buchała z niego i raz wraz już starego chwytał to za ramię, to za orzydle i gotów był bić… ale stary jeszcze się hamował, nie chciał bijatyki, odpychał Antka, na obelgi z rzadka odpowiadał, bych ino dziwowiska la sąsiadów i wsi całej nie czynić. W izbie podniósł się taki krzyk i zamęt, i płacz, bo obie kobiety płakały i wołały na przemian, a dzieci też wrzeszczały, że Kuba z Witkiem przylecieli z podwórza pod okna… ale nic rozeznać nie rozeznali, bo wszyscy razem krzyczeli, aż w końcu, kiedy im już zabrakło głosu, chrzypieli ino samymi przekleństwami a pogroźbami. Kobieta, Kłótnia, Bijatyka, Ojciec, SynHanka ryknęła nowym, ogromnym płaczem, wsparła się o okap i jęła zalewanym przez łzy, nieprzytomnym głosem krzyczeć:
2195— Na żebrę ino nam iść, we świat… o mój Jezus, mój Jezus!… A jak te woły harowalim i dnie… i noce… za parobków… a teraz co?… A Pan Bóg was pokarze za krzywdę naszą!… Pokarze… Całe sześć morgów zapisali… a te szmaty po matce… te paciorki… to wszystko… i la kogo to? La kogo?… La takiej świni! A żebyś pode płotem zdechła za krzywdę naszą, a żeby cię robaki roztoczyły, ty wywłoko, ty lakudro jedna, ty!…
2196— Coś powiedziała?… — zaryczał stary przyskakując do niej…
2197— Że lakudra i włók ten, to i cała wieś wie o tym… cały świat!… cały!…
2198— Wara ci od niej, bo ci ten pysk o ścianę rozbiję, wara… — i jął nią trząść, ale już Antek przyskoczył i osłonił, i również krzyczeć począł:
2199— I ja przywtórzę, że lakudra jest, włók, ja! A spał z nią, kto chciał, ja!… — wołał nieprzytomnie i gadał, co mu ślina na język przyniesła, nie skończył, bo stary, rozwścieklony już teraz do ostatka, trzasnął go tak w pysk, aż rymnął łbem na oszkloną szafkę i z nią razem zwalił się na ziemię… Porwał się rychło okrwawiony i runął na ojca.
2200Rzucili się na siebie jak dwa psy wściekłe, chycili się za piersi i wodzili po izbie, miotali, bili sobą o łóżka, o skrzynie, o ściany, aż łby trzaskały. Krzyk się podniósł nieopisany, kobiety chciały ich rozerwać, ale przewalili się na ziemię i tak zwarci całą nienawiścią i krzywdami tarzali się, gnietli, dusili…
2201Całe szczęście, że rychło rozerwali ich sąsiedzi i odgrodzili od siebie…
2202Antka przenieśli na drugą stronę i zlewali wodą, tak osłabł z umęczenia i upływu krwi, bo twarz miał porozcinaną o szyby.
2203Staremu nic się nie stało; spencer miał nieco podarty i twarz podrapaną i aż siną z wściekłości… Sklął i powyganiał ludzi, co się byli zlecieli, drzwi od sieni zamknął i siadł przed kominem…
2204Ale uspokoić się nie mógł, bo mu cięgiem wracało przypomnienie tego, co na Jagnę wypowiedzieli, a żgało go w serce jakby nożem…
2205— Nie daruję ja ci tego, psie jeden, nie daruję! — przysięgał sobie w duszy. — Jakże, na Jagusię… — Ale wnet przychodziło mu do głowy i to, co nieraz już słyszał o niej, co dawniej pogadywali, a na co nie zwracał uwagi! Gorąco mu się robiło i dziwnie duszno, i dziwnie markotno… — Nieprawda, pleciuchy i zazdrośniki, wiadomo! — wykrzyknął w głos, ale coraz więcej mu się przypominało gadań ludzkich. — Jakże, rodzony syn powieda, to nie mają szczekać! Ścierwa! — ale żarły go te wspominki jak ogień…
2206A gdy Józia posprzątała ślady bitwy, a w końcu, choć i późno, podała kolację, spróbował ziemniaków i położył łyżkę, nie mógł przełknąć.
2207— Zasypałeś obroki koniom? — zapytał Kuby.
2208— Przeciech…
2209— Gdzie Witek?
2210— Po Jambroża poleciał, by Antkowi głowę opatrzył; gęba mu spuchła kiej garnek — dodał i wyniósł się zaraz, bo księżyc świecił, a on się dzisiaj wybierał pod las na polowanie… — Juchy, chleb ich rozpiera, to się biją — mruczał.
2211Stary też poszedł na wieś, nie wstąpił jednak do Jagny, choć się w oknach świeciło, zawrócił spod samych drzwi i polazł drogą ku młynowi.
2212Noc była chłodna, wyiskrzona, przymrozek ścinał ziemię, księżyc wisiał wysoko i tak jasno świecił, że cały staw roziskrzył się jakby żywym srebrem, drzewa rzucały długie, chwiejne cienie na drogi puste. Późno już było, światła w domach gasły, ino bielone ściany występowały mocniej ze sadów nagich, cisza i noc ogarniała wieś całą, jeden młyn turkotał i woda bełkotała monotonnie… Maciej chodził to tą, to drugą stroną stawu i nie wiedział, co z sobą począć, nie uspokoił się, gdzie tam, jeszcze barzej rozbierała go złość i nienawiść; aż i do karczmy poszedł, posłał po wójta i prawie do północka pił, ale robaka nie zalał… jeno jedno postanowienie powziął.
2213Ojciec, SynRano nazajutrz, skoro wstał, zajrzał na drugą stronę. Antek leżał jeszcze, twarz miał obwiązaną w okrwawioną szmatę, ale się uniósł nieco.
2214— Wynośta mi się w ten mig z chałupy, żeby ni śladu po was nie ostało! — krzyknął. — Chcesz wojny, chcesz sądu, idź do sądu, skarż mnie, dochodź swojego. Coś swoje posiał — latem zbierzesz, a teraz wynoś się! Niech moje oczy was nie widzą! Słyszysz! — ryknął, bo Antek podniósł się, ale nic nie odpowiadał… i zaczął się wolno ubierać…
2215— Żeby mi do połednia już was nie było! — zawołał jeszcze z sieni.
2216Antek i na to nie odrzekł, jakby nic nie słyszał…
2217— Józka, zawołaj Kubę, niech założy kobyłę do wozu i wywiezie ich, gdzie chcą!
2218Choroba— Hale, kiej Kubie cosik jest, leży na werku i jęczy ino, a powiada, że całkiem wstać nie może, tak go ten kulas krzywy boli…
2219— Hale, noga go boli! Wałkoń jeden, odpoczywać se chce… — i sam zajął się rannym obrządkiem gospodarskim.
2220Ale Kuba rozchorzał naprawdę, nie powiadał, co mu jest, choć go się Boryna pytał, ino że chory, a tak jęczał, tak stękał, aż konie rżały, przychodziły do wyrka i obwąchiwały mu twarz, i lizały, a Witek coraz to nosił mu wodę wiaderkiem i ukradkiem prał w potoku jakieś szmaty skrwawione…
2221Stary nie spostrzegł tego, bo przypilnowywał, by się Antkowie wynosili.
2222I wynosili się.
2223Bez krzyków już, bez kłótni, bez sprzeciwiań pakowali się, wynosili statki, wiązali toboły; Hanka aż mdlała z żałości, Antek ją wodą trzeźwił i poganiał, byle już rychlej zejść z ojcowskich oczów, byle prędzej…
2224Pożyczył konia od Kłęba, ojcowego nie chciał, i przewoził rzeczy do Hanczynego ojca, na koniec wsi, za karczmę jeszcze…
2225Ze wsi przyszło paru gospodarzy z Rochem na czele i chcieli zgodę czynić między nimi, ale ni syn, ni ojciec mówić sobie o tym nie dali… —
2226— Pobróbuje, jak to wolność smakuje i swój chleb — odpowiedział stary.
2227Antek nic nie odrzekł na namowy, ino podniósł pięść i tak zaklął strasznie, tak pogroził, aż Roch zbladł i cofnął się do kobiet, których się dość zebrało w opłotkach i w ganku, żeby to Hance pomóc, a głównie, by się w głos użalać i pyskować a uredzać!…
2228Gdy zabeczana Józia podawała obiad ojcu i Rochowi, już tamci z ostatnimi rzeczami i dziećmi wyjeżdżali z opłotków na drogę… Antek ni się obejrzał na chałupę, przeżegnał się ino, westchnął ciężko, smagał konia, podpierał wóz, bo kopiasto był nałożony, i szedł jak martwy, a blady jak ten papier, oczy mu gorzały zaciętością i zęby szczękały kiej we febrze… ale ni jednego słowa nie rzekł, Hanka zaś wlekła się za wozem, starszy chłopak czepiał się matczynego wełniaka i krzyczał wniebogłosy, młodszego tuliła do piersi i zaganiała przed sobą krowy, stadko gęsi i dwa chude prosiaki, a tak ryczała, tak wyklinała, tak zawodziła, że ludzie wychodzili z domów i jakby procesją ich odprowadzali.
2229A u starego obiad jedli w ponurym milczeniu.
2230PiesStary Łapa szczekał na ganku, biegł za wozem, powracał znowu i wył… Witek go nawoływał, ale pies nie słuchał, biegał po sadzie, obwąchiwał podwórze, wpadał do izby Antków, obleciał ją parę razy, wypadł do sieni, szczekał, skomlił… połasił się do Józi i znowu latał jak oszalały, to przysiadał na zadzie i ogłupiałym wzrokiem patrzył, aż wreszcie zerwał się, wtulił ogon pod się i poleciał za Antkami…
2231— A to i Łapa poszedł za niemi…
2232— Wróci, wygłodzi się, to wróci, nie bój się, Józia — mówił miękko stary. Córka, Ojciec, Gospodyni— Nie bucz, głupia! Wyporządź tamtą stronę, Roch będą mieli mieszkanie. Zawołaj Jagustynki, to ci pomoże… i zajmij się gospodarstwem, gospodynią teraz jesteś, na twojej głowie wszystko… no nie bucz, nie… — ujął jej głowę i głaskał a przyciskał do piersi, a hołubił…
2233— Pojadę do miasta, to ci trzewiki kupię.
2234— Kupicie, tatulu? Naprawdę kupicie?…
2235— Kupię ci, kupię ci i co więcej, ino dobrą córką bądź, o gospodarstwie pamiętaj!
2236— To i na kaftan mi kupcie, taki jak ma Nastusia Gołębianka.
2237— Kupię ci, córko, kupię…
2238— I wstążek, ino długich, bobym nie miała na wasze wesele.
2239— Co ci ino potrza, mów, a wszystko miała będziesz, wszystko.
Strona 1 z 1 · 78% utworu
Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.