Dziady, część III · Adam Mickiewicz
AKT I
AKT I
SCENA I
Korytarz — straż z karabinami stoi opodal — kilku więźniów młodych ze świecami wychodzą z cel swoich — północ
JAKUB
Czy można? — obaczym się?
WięzienieADOLF
JAKUB
Która biła?
ADOLF
Północ niedaleko.
JAKUB
Ale jak nas runt[25] złowi, kaprala zasieka.
ADOLF
Tylko zgaś świecę; — widzisz — ogień w okna bije.
gaszą świecę
Inni więźniowie, wywołani z celi, wychodzą
ŻEGOTA
Dobry wieczór.
KONRAD
KS. LWOWICZ
I wy tu?
SOBOLEWSKI
I ja tu.
FREJEND
SOBOLEWSKI
Żegoto! a, jak się masz; — i ty tu, kochany!
ŻEGOTA
U mnie cela trzy kroki; was taka gromada.
FREJEND
JAKUB
Bez kaprala wiedzy?
FREJEND
Niewola, Polak, ŻołnierzKapral poczciwy, i sam z butelek skorzysta,
Przy tym jest Polak, dawny nasz legijonista,
Którego car przerobił gwałtem na Moskala.
195Kapral dobry katolik, i więźniom pozwala
Przepędzić wieczór świętej Wigiliji razem.
JAKUB
Gdyby się dowiedzieli, nie uszłoby płazem.
Wchodzą do celi Konrada, nakładają ogień w kominie i zapalają świecę. — Cela Konrada jak w Prologu
Gospodarz, WieśKS. LWOWICZ
I skądże się tu wziąłeś, Żegoto kochany?
Kiedy?
ŻEGOTA
KS. LWOWICZ
I ty byłeś gospodarz?
ŻEGOTA
JAKUB
Wzięto cię niespodzianie?
Strach, Niewola, Przemoc, Wieś, NocŻEGOTA
Od dawna słyszałem
O jakimś w Wilnie śledztwie; dom mój blisko drogi.
Widać było kibitki latające czwałem
210I co noc nas przerażał poczty dźwięk złowrogi.
Nieraz gdyśmy wieczorem do stołu zasiedli
I ktoś żartem uderzył w szklankę noża trzonkiem,
Drżały kobiety nasze, staruszkowie bledli,
Myśląc, że już zajeżdża feldjeger ze dzwonkiem.[30]
215
Pieniądz, Chciwość, WładzaLecz nie wiedziałem, kogo szukają i za co,
Nie należałem dotąd do żadnego spisku.
Sądzę, że rząd to śledztwo wynalazł dla zysku,
Że się więźniowie nasi porządnie opłacą
I powrócą do domu.
TOMASZ
Wina, Kara, ZbrodniarzŻEGOTA
Jużci przecież bez winy w Sybir nas nie wyślą;
A jakąż winę naszą znajdą lub wymyślą?
Milczycie, — wytłumaczcież, co się tutaj dzieje,
O co nas oskarżono, jaki powód sprawy?
TOMASZ
225
Powód — że Nowosilcow przybył tu z Warszawy.
Znasz zapewne charakter pana Senatora.
Wiesz, że już był w niełasce u imperatora,
Że zysk dawniejszych łupiestw przepił i roztrwonił,
Stracił u kupców kredyt i ostatkiem gonił.
230Bo pomimo największych starań i zabiegów
Nie może w Polsce spisku żadnego wyśledzić;
Więc postanowił świeży kraj, Litwę, nawiedzić,
I tu przeniósł się z całym głównym sztabem szpiegów.
Żeby zaś mógł bezkarnie po Litwie plądrować
235I na nowo się w łaskę samodzierżcy wkręcić,
Musi z towarzystw naszych wielką rzecz wysnuwać
I nowych wiele ofiar carowi poświęcić.
ŻEGOTA
Lecz my się uniewinnim —
TOMASZ
SądBronić się daremnie —
240I śledztwo, i sąd cały toczy się tajemnie;
Nikomu nie powiedzą, za co oskarżony,
Ten, co nas skarży, naszej ma słuchać obrony;
On gwałtem chce nas karać — nie unikniem kary.
Poświęcenie, Przywódca, Ofiara, PrzyjaźńZostał nam jeszcze środek smutny — lecz jedyny:
245Kilku z nas poświęcimy wrogom na ofiary,
I ci na siebie muszą przyjąć wszystkich winy.
Ja stałem na waszego towarzystwa czele,
Mam obowiązek cierpieć za was, przyjaciele;
Dodajcie mi wybranych jeszcze kilku braci,
250Z takich, co są sieroty, starsi, nieżonaci,
Których zguba niewiele serc w Litwie zakrwawi,
A młodszych, potrzebniejszych z rąk wroga wybawi.
ŻEGOTA
Więc aż do tego przyszło?
JAKUB
FREJEND
Nasz Jacek musiał żonę zostawić w połogu,
A nie płacze —
Polak, SynFELIKS KOŁAKOWSKI
Ma płakać? owszem — chwała Bogu.
Jeśli powije syna, przyszłość mu wywieszczę —
260Daj mi no rękę — jestem trochę chiromanta[31],
Wywróżę tobie przyszłość twojego infanta[32].
patrząc na rękę
Jeśli będzie poczciwy, pod moskiewskim rządem
Spotka się niezawodnie z kibitką i sądem;
A kto wie, może wszystkich nas znajdzie tu jeszcze —
265Lubię synów, to nasi przyszli towarzysze.
Więzienie, CzasŻEGOTA
Wy tu długo siedzicie?
FREJEND
Skądże datę wiedzieć?
Kalendarza nie mamy, nikt listów nie pisze;
To gorsza, że nie wiemy, póki mamy siedzieć.
SUZIN
Przywódca, WięzieńFREJEND
Ale pytaj Tomasza, patryjarchę biedy;
Największy szczupak, on też pierwszy wpadł do matni;
On nas tu wszystkich przyjął i wyjdzie ostatni,
275Wie o wszystkich, kto przybył, skąd przybył i kiedy.
SUZIN
To pan Tomasz! ja poznać nie mogłem Tomasza;
Daj mi rękę, znałeś mię krótko i niewiele:
Wtenczas tak była droga wszystkim przyjaźń wasza
Otaczali was liczni, bliżsi przyjaciele;
280Nie dojrzałeś mię w tłumie, lecz ja ciebie znałem,
Wiem, coś zrobił, coś cierpiał, żebyś nas ocalił; —
Odtąd będę się z twojej znajomości chwalił,
I w dzień zgonu przypomnę — z Tomaszem płakałem.
FREJEND
Ale dla Boga, po co te łzy, płacze, zgroza.
285Patrz — Tomasz, gdy był wolny, miał na swoim czole
Wypisano wielkimi literami: «koza».
Dziś w więzieniu jak w domu, jak w swoim żywiole.
On był na świecie jako grzyby kryptogamy,
Więdniał i schnął od słońca; — wsadzony do lochu,
290Kiedy my, słoneczniki, bledniejem, zdychamy,
On rozwija się, kwitnie i tyje po trochu.
Ale też wziął pan Tomasz kuracyją modną,
Sławną teraz na świecie kuracyją głodną.
ŻEGOTA
do Tomasza
Więzienie, Cierpienie, Głód, Jedzenie, Trucizna, WięzieńGłodem ciebie morzono?
FREJEND
295
Dodawano strawy;
Ale gdybyś ją widział, — widok to ciekawy!
Dość było taką strawą w pokoju zakadzić,
Ażeby myszy wytruć i świerszcze wygładzić.
ŻEGOTA
I jakże ty jeść mogłeś!
TOMASZ
300
Tydzień nic nie jadłem,
Potem jeść próbowałem, potem z sił opadłem;
Potem jak po truciźnie czułem bole, kłucia,
Potem kilka tygodni leżałem bez czucia.
Nie wiem, ile i jakiem choroby przebywał,
305Bo nie było doktora, co by je nazywał.
Wreszcie jam wstał jadł znowu i do sił przychodził,
I zdaje mi się, żem się do tej strawy zrodził.
FREJEND
z wymuszoną wesołością
JAKUB
Ależ przywyknąć, bracie!
FREJEND
Na tym cała sztuka.
Więzień, WięzienieJAKUB
FREJEND
PrzyjaźńTOMASZ
Wolałbym być pod ziemią, w głodzie i chorobie,
325Znosić kije i gorsze niźli kije — śledztwo,
Niż tu, w lepszym więzieniu, mieć was za sąsiedztwo. —
Łotry! wszystkich nas w jednym chcą zakopać grobie.
Ofiara, PrzyjaźńFREJEND
Jak to? więc płaczesz po nas — masz kogo żałować.
Czy nie mnie? pytam, Szlachcic, Żołnierzjaka korzyść z mego życia?
330Jeszcze w wojnie — mam jakiś talencik do bicia,
I mógłbym kilku dońcom[36] grzbiety naszpikować.
Ale w pokoju — cóż stąd, że lat sto przeżyję
I będę klął Moskalów, i umrę — i zgniję.
Na wolności wiek cały byłbym mizerakiem,
335Jak proch, albo jak wino miernego gatunku; —
Dziś, gdy wino zatknięto, proch przybito kłakiem,
W kozie mam całą wartość butli i ładunku.
Wytchnąłbym się jak wino z otwartej konewki;
Spaliłbym jak proch lekko z otwartej panewki.
340Lecz jeśli mię w łańcuchach stąd na Sybir wyślą,
Obaczą mię Litwini bracia i pomyślą:
Wszakci to krew szlachecka, to młódź nasza ginie,
Poczekaj, zbójco caru[37], czekaj, Moskwicinie! —
Taki jak ja, Tomaszu, dałby się powiesić,
345Żebyś ty jednę chwilę żył na świecie dłużéj:
Taki jak ja — ojczyźnie tylko śmiercią służy;
Umarłbym dziesięć razy, byle cię raz wskrzesić, —
Ciebie, lub ponurego poetę Konrada,
Który nam o przyszłości, jak Cygan, powiada. —
do Konrada
350
PoetaWierzę, bo Tomasz mówił, żeś ty śpiewak wielki,
Kocham cię, boś podobny także do butelki:
Rozlewasz pieśń, uczuciem, zapałem oddychasz,
Pijem, czujem, a ciebie ubywa — usychasz.
bierze za rękę Konrada i łzy sobie ociera
do Tomasza i Konrada
Wy wiecie, że was kocham, ale można kochać,
355Nie płakać. Otóż, bracia, osuszcie łzy wasze; —
Bo jak się raz rozczulę i jak zacznę szlochać,
I herbaty nie zrobię, i ogień zagaszę.
robi herbatę
Chwila milczenia
KS. LWOWICZ
Prawda, źle przyjmujemy nowego przybysza;
pokazując Żegotę
JAKUB
Czy nie ma nowin z miasta?
WSZYSCY
Nowin?
KS. LWOWICZ
Żadnych nowin?
ADOLF
Jan dziś chodził na śledztwo, był godzinę w mieście,
365Ale milczy i smutny; — i jak widać z miny,
Nie ma ochoty gadać.
KILKU Z WIĘŹNIÓW
No, Janie! Nowiny?
JAN SOBOLEWSKI
ponuro
Niedobre — dziś — na Sybir — kibitek dwadzieście
Wywieźli.
ŻEGOTA
JAN
Studentów ze Żmudzi.
WSZYSCY
Na Sybir?
JAN
I paradnie! — było mnóstwo ludzi.
KILKU
Wywieźli!
JAN
JACEK
Widziałeś! — i mego
Brata wywieźli? — wszystkich?
JAN
Wszystkich, — do jednego
Sam widziałem. — Wracając, prosiłem kaprala
380Zatrzymać się; pozwolił chwilkę. Stałem z dala,
Skryłem się za słupami kościoła. Ofiara, Cierpienie, Więzień, ZesłaniecW kościele
Właśnie msza była; — ludu zebrało się wiele.
Nagle lud cały runął przeze drzwi nawałem,
Z kościoła ku więzieniu. Stałem pod przysionkiem,
385I kościół tak był pusty, że w głębi widziałem
Księdza z kielichem w ręku i chłopca ze dzwonkiem.
Lud otoczył więzienie nieruchomym wałem;
Od bram więzienia na plac, jak w wielkie obrzędy,
Wojsko z bronią, z bębnami stało we dwa rzędy;
390W pośrodku nich kibitki. — Rosjanin, UrzędnikPatrzę, z placu sadzi
Policmejster na koniu; — z miny zgadłbyś łatwo,
Że wielki człowiek, wielki tryumf poprowadzi:
DzieckoTryumf Cara północy, zwycięzcy — nad dziatwą. —
Wkrótce znak dano bębnem i ratusz otwarty —
395Widziałem ich: — za każdym z bagnetem szły warty,
Małe chłopcy, znędzniałe, wszyscy jak rekruci
Z golonymi głowami; — na nogach okuci.
Biedne chłopcy — najmłodszy, dziesięć lat, niebożę,
Skarżył się, że łańcucha podźwignąć nie może;
400I pokazywał nogę skrwawioną i nagą.
Policmejster przejeżdża, pyta, czego żądał;
Policmejster człek ludzki, sam łańcuch oglądał:
«Dziesięć funtów, zgadza się z przepisaną wagą». —
Święty, Polak, Patriota, Przemiana, CnotaWywiedli Janczewskiego; — poznałem, oszpetniał,
405Sczerniał, schudł, ale jakoś dziwnie wyszlachetniał.
Ten przed rokiem swawolny, ładny chłopczyk mały,
Dziś poglądał z kibitki, jak z odludnej skały
Ów Cesarz! — okiem dumnym, suchym i pogodnym;
To zdawał się pocieszać spólników niewoli,
410To lud żegnał uśmiechem, gorzkim, lecz łagodnym,
Jak gdyby im chciał mówić: nie bardzo mię boli.
Wtem zdało mi się, że mnie napotkał oczyma,
I nie widząc, że kapral za suknią mię trzyma,
Myślił, żem uwolniony; — dłoń swą ucałował,
415I skinął ku mnie, jakby żegnał i winszował; —
I wszystkich oczy nagle zwróciły się ku mnie,
A kapral ciągnął gwałtem, ażebym się schował;
Nie chciałem, tylkom stanął bliżej przy kolumnie.
Uważałem na więźnia postawę i ruchy: —
420On postrzegł, że lud płacze patrząc na łańcuchy,
Wstrząsł nogą łańcuch, na znak, że mu niezbyt ciężył. —
A wtem zacięto konia, — kibitka runęła —
On zdjął z głowy kapelusz, wstał i głos natężył,
I trzykroć krzyknął: «Jeszcze Polska nie zginęła». —
425Wpadli w tłum; — ale długo ta ręka ku niebu,
Kapelusz czarny jako chorągiew pogrzebu,
Głowa, z której włos przemoc odarła bezwstydna,
Głowa niezawstydzona, dumna, z dala widna,
Co wszystkim swą niewinność i hańbę obwieszcza
430I wystaje z czarnego tylu głów natłoku,
Jak z morza łeb delfina, nawałnicy wieszcza,
Ta ręka i ta głowa zostały mi w oku,
I zostaną w mej myśli, — i w drodze żywota
Jak kompas pokażą mi, powiodą, gdzie cnota:
435Jeśli zapomnę o nich, Ty, Boże na niebie,
Zapomnij o mnie. —
KS. LWOWICZ
Amen za was.
KAŻDY Z WIĘŹNIÓW
I za siebie.
Niewola, Strach, PrzemocJAN SOBOLEWSKI
Tymczasem zajeżdżały inne rzędem długim
440Kibitki; — ich wsadzano jednego po drugim.
Rzuciłem wzrok po ludu ściśnionego kupie,
Po wojsku, — wszystkie twarze pobladły jak trupie;
A w takim tłumie taka była cichość głucha,
Żem słyszał każdy krok ich, każdy dźwięk łańcucha.
445Dziwna rzecz! wszyscy czuli, jak nieludzka kara:
Lud, wojsko czuje, — milczy, — tak boją się cara.
Ofiara, Śmierć, TrupWywiedli ostatniego; — zdało się, że wzbraniał,
Lecz on biedny iść nie mógł, co chwila się słaniał,
Z wolna schodził ze schodów i ledwie na drugi
450Szczebel stąpił, stoczył się i upadł jak długi;
To Wasilewski, siedział tu w naszym sąsiedztwie;
Dano mu tyle kijów onegdaj na śledztwie,
Że mu odtąd krwi kropli w twarzy nie zostało.
Żołnierz przyszedł i podjął z ziemi jego ciało,
455Niósł w kibitkę na ręku, ale ręką drugą
Tajemnie łzy ocierał; — niósł powoli, długo
ChrystusWasilewski nie zemdlał, nie zwisnął, nie ciężał,
Ale jak padł na ziemię prosto, tak otężał.
Niesiony, jak słup sterczał i jak z krzyża zdjęte
460Ręce miał nad barkami żołnierza rozpięte;
Oczy straszne, zbielałe, szeroko rozwarte; —
I lud oczy i usta otworzył; — i razem
Jedno westchnienie z piersi tysiąca wydarte,
Głębokie i podziemne jęknęło dokoła,
465Jak gdyby jękły wszystkie groby spod kościoła.
Komenda je zgłuszyła bębnem i rozkazem:
«Do broni — marsz!» — ruszono, a środkiem ulicy
Puściła się kibitka lotem błyskawicy.
Jedna pusta; — był więzień, ale niewidomy[39];
470Rękę tylko do ludu wyciągnął spod słomy,
Siną, rozwartą, trupią; trząsł nią, jakby żegnał;
Kibitka w tłum wjechała; — nim bicz tłumy przegnał,
Krew, Ciało, Chleb, Wino, Obrzędy, KsiądzStanęli przed kościołem; i właśnie w tej chwili
Słyszałem dzwonek, kiedy trupa przewozili.
475
ChrystusSpojrzałem w kościół pusty i rękę kapłańską
Widziałem, podnoszącą ciało i krew Pańską,
I rzekłem: Panie! Ty, co sądami Piłata
Przelałeś krew niewinną dla zbawienia świata,
Przyjm tę spod sądów cara ofiarę dziecinną,
480Nie tak świętą ni wielką, lecz równie niewinną.
Długie milczenie
Zbrodnia, Szatan, Śmierć, Ojczyzna, RosjaJÓZEF
Czytałem ja o wojnach; — w dawnych, dzikich czasach,
Piszą, że tak okropne wojny prowadzono,
Że nieprzyjaciel drzewom nie przepuszczał w lasach
I że z drzewami na pniu zasiewy palono.
485Ale car mędrszy, srożej, głębiej Polskę krwawi,
On nawet ziarna zboża zabiera i dławi;
Sam szatan mu metodę zniszczenia tłumaczy.
KOŁAKOWSKI
I uczniowi najlepszą nagrodę wyznaczy.
Chwila milczenia
Pobożność, Modlitwa, Ksiądz, LosKS. LWOWICZ
Bracia, kto wie, ów więzień może jeszcze żyje;
490Pan Bóg to sam wie tylko i kiedyś odkryje.
Ja, jak ksiądz, pomodlę się, i wam radzę szczerze
Zmówić za męczennika spoczynek pacierze. —
Kto wie, jaka nas wszystkich czeka jutro dola.
SamobójstwoADOLF
FREJEND
Łebski! — To z nami uczty wesołe on dzielił,
Jak przyszło dzielić biedę, on w nogi ze świata.
KS. LWOWICZ
Nieźle by i za tego pomodlić się brata.
Rozpacz, Zwątpienie, Kara, Sprawiedliwość, Urzędnik, Rosjanin, NiemiecJANKOWSKI
Wiesz, księże: dalibógże, drwię ja z twojej wiary:
500Cóż stąd, choćbym był gorszym niż Turki, Tatary,
Choćbym został złodziejem, szpiegiem, rozbójnikiem,
Austryjakiem, Prusakiem, carskim urzędnikiem;
Jeszcze tak prędko bożej nie lękam się kary; —
Wasilewski zabity, my tu — a są cary.
FREJEND
505
Toż chciałem mówić, dobrze, żeś ty za mnie zgrzeszył; —
Ale pozwól odetchnąć, bom całkiem osłupiał
Słuchając tych powieści — człek spłakał się, zgłupiał.
Ej, Feliksie, żebyś ty nas trochę pocieszył!
Ty, jeśli zechcesz, w piekle diabła byś rozśmieszył.
KILKU WIĘŹNIÓW
ŻEGOTA
SzlachcicStójcie na chwilę — ja też szlachcic sejmikowy,
Choć ostatni przybyłem, nie chcę cicho siedzieć;
Józef nam coś o ziarnkach mówił, — na te mowy
515Gospodarz winien z miejsca swego odpowiedzieć.
Ojczyzna, Naród, Rosja, GospodarzLubo car wszystkie ziarna naszego ogrodu
Chce zabrać i zakopać w ziemię w swoim carstwie,
Będzie drożyzna, ale nie bójcie się głodu;
Pan Antoni już pisał o tym gospodarstwie.
JEDEN Z WIĘŹNIÓW
ŻEGOTA
Znacie bajkę Goreckiego[40]?
A raczej prawdę?
KILKU
Jaką? Powiedz nam, kolego.
ŻEGOTA
Odrodzenie, Bóg, SzatanGdy Bóg wygnał grzesznika z rajskiego ogrodu,
525Nie chciał przecie, ażeby człowiek umarł z głodu;
I rozkazał aniołom zboże przysposobić
I rozsypać ziarnami po drodze człowieka.
Przyszedł Adam, znalazł je, obejrzał z daleka
I odszedł; bo nie wiedział, co ze zbożem robić.
530Aż w nocy przyszedł diabeł mądry i tak rzecze:
«Niedaremnie tu Pan Bóg rozsypał garść żyta,
Musi tu być w tych ziarnach jakaś moc ukryta;
Schowajmy je, nim człowiek ich wartość dociecze».
Zrobił rogiem rów w ziemi i nasypał żytem,
535Naplwał i ziemią nakrył, i przybił kopytem; —
Dumny i rad, że boże zamiary przeniknął,
Całym gardłem rozśmiał się i ryknął, i zniknął.
Aż tu wiosną, na wielkie diabła zadziwienie,
Wyrasta trawa, kwiecie, kłosy i nasienie.
540
Chytrość rozumem, a złość nazywacie mocą;
Kto z was wiarę i wolność znajdzie i zagrzebie,
Myśli Boga oszukać — oszuka sam siebie.
JAKUB
Szlachcic, Sarmata, PoezjaFREJEND
Dobre to — lecz ja znowu do Feliksa wracam.
Wasze bajki — i co mi to za poezyje,
Gdzie muszę głowę trudnić, niźli sens namacam;
Nasz Feliks z piosenkami niech żyje i pije!
nalewa mu wino
Bunt, Rozpacz, Przemoc, Zwątpienie, Pobożność, Bóg, SprawiedliwośćJANKOWSKI
śpiewa
Mówcie, jeśli wola czyja,
Jezus Maryja.
Nim uwierzę że nam sprzyja
555Jezus Maryja:
Niech wprzód łotrów powybija
Jezus Maryja.
Póki cała carska szyja,
Jezus Maryja,
Póki Nowosilcow pija,
565Jezus Maryja,
Nie uwierzę, że nam sprzyja
Jezus Maryja.
Matka BoskaKONRAD
Słuchaj, ty! — tych mnie imion przy kielichach wara.
Dawno nie wiem, gdzie moja podziała się wiara,
570Nie mieszam się do wszystkich świętych z litaniji,
Lecz nie dozwolę bluźnić imienia Maryi.
KAPRAL
podchodząc do Konrada
Dobrze, że Panu jedno to zostało imię —
Choć szuler zgrany wszystko wyrzuci z kalety,
Nie zgrał się, póki jedną ma sztukę monety.
575Znajdzie ją w dzień szczęśliwy, więc z kalety wyjmie,
Więc da w handel na procent, Bóg pobłogosławi,
I większy skarb przed śmiercią, niźli miał, zostawi.
To imię, Panie, nie żart — Żołnierz, Wspomnienia, Wojnawięc mnie się zdarzyło
W Hiszpaniji, lat temu — o, to dawno było,
580Nim car mię tym oszpecił mundurem szelmowskim —
Więc byłem w legijonach, naprzód pod Dąbrowskim,
A potem wszedłem w sławny pułk Sobolewskiego.
SOBOLEWSKI
To mój brat!
KAPRAL
O mój Boże! pokój duszy jego!
585Walny żołnierz — tak — zginął od pięciu kul razem;
Nawet podobny Panu. — Przedmurze chrześcijaństwa, Polak, Pobożność, PijaństwoOtóż — więc z rozkazem
Brata Pana jechałem w miasteczko Lamego —
Jak dziś pamiętam — więc tam byli Francuziska:
Ten gra w kości, ten w karty, ten dziewczęta ściska —
590Nuż beczeć; — Każdy Francuz, jak podpije, beczy.
Jak zaczną tedy śpiewać wszyscy nic do rzeczy,
Siwobrode wąsale takie pieśni tłuste!
Aż był wstyd mnie młodemu. — Z rozpusty w rozpustę,
Dalej bredzić na świętych; — otóż z większych w większe
595Grzechy laząc, nuż bluźnić na Pannę Najświętszę —
A trzeba wiedzieć, że mam patent sodalisa[42]
I z powinności bronię Maryi imienia —
Więc ja im perswadować: — Stulcie pysk, do bisa!
Więc umilkli, nie chcąc mieć ze mną do czynienia. —
Konrad zamyśla się, inni zaczynają, rozmowę
600
Ale no Pan posłuchaj, co się stąd wyświęci.
Po zwadzie poszliśmy spać, wszyscy dobrze cięci —
Aż w nocy trąbią na koń — zaczną obóz trwożyć —
MorderstwoFrancuzi nuż do czapek, i nie mogą włożyć: —
Bo nie było na co wdziać, — bo każdego główka
605Była ślicznie odcięta nożem jak makówka.
Szelma gospodarz porznął jak kury w folwarku; —
Patrzę, więc moja głowa została na karku;
W czapce kartka łacińska, pismo nie wiem czyje:
«Vivat Polonus, unus defonsor Mariae»[43].
610Otóż widzisz Pan, że ja tym imieniem żyję.
JEDEN Z WIĘŹNIÓW
Feliksie, musisz śpiewać; nalać mu herbaty
Czy wina. —
FELIKS
Jednogłośnie decydują braty,
Że muszę być wesoły. Chociaż serce pęka,
615Feliks będzie wesoły i będzie piosenka.
śpiewa
Zemsta, Syberia, ZesłaniecNie dbam, jaka spadnie kara,
Mina[44], Sybir czy kajdany.
Zawsze ja wierny poddany
Pracować będę dla cara;
620
W minach kruszec kując młotem,
Pomyślę: ta mina szara
To żelazo, — z niego potem
Zrobi ktoś topór na cara.
Gdy będę na zaludnieniu,
625Pojmę córeczkę Tatara;
Może w moim pokoleniu
Zrodzi się Paleń[45] dla cara.
Gdy w kolonijach osiędę,
Ogród zorzę, grzędy skopię,
630A na nich co rok siać będę
Same lny, same konopie.
CHÓR
śpiewa
Zrodzi się Paleń dla cara
ra — ra — ra — ra — ra — ra —
SUZIN
Lecz cóż to Konrad cicho zasępiony siedzi,
Jakby obliczał swoje grzechy do spowiedzi?
640Feliksie, on nie słyszał zgoła twoich pieni;
Konradzie! — patrzcie — zbladnął, znowu się czerwieni.
Czy on słaby?
FELIKS
Stój, cicho — zgadłem, że tak będzie —
O, my znamy Konrada, co to znaczy, wiemy.
645Północ jego godzina. — Teraz Feliks niemy,
Teraz, bracia, piosenkę lepszą posłyszemy.
Ale muzyki trzeba; — ty masz flet, Frejendzie,
Graj dawną jego nutę, a my cicho stójmy
I kiedy trzeba, głosy do chóru nastrójmy.
Poeta, Duch, OkoJÓZEF
patrząc na Konrada
650
Bracia! duch jego uszedł i błądzi daleko:
Jeszcze nie wrócił — może przyszłość w gwiazdach czyta,
Może się tam z duchami znajomymi wita,
I one mu powiedzą, czego z gwiazd docieką.
Jak dziwne oczy — błyszczy ogień pod powieką,
655A oko nic nie mówi i o nic nie pyta;
Duszy teraz w nich nie ma; błyszczą jak ogniska
Zostawione od wojska, które w nocy cieniu
Na daleką wyprawę ruszyło w milczeniu —
Nim zgasną, wojsko wróci na swe stanowiska.
Frejend próbuje różnych nut
KONRAD
śpiewa
660
Upiór, Wampir, Zemsta, Wróg, Krew, Nienawiść, Naród, PoezjaPieśń ma była już w grobie, już chłodna, —
Krew poczuła — spod ziemi wygląda —
I jak upiór powstaje krwi głodna:
I krwi żąda, krwi żąda, krwi żąda.
Tak! zemsta, zemsta, zemsta na wroga,
665Z Bogiem i choćby mimo Boga!
Chór powtarza
I Pieśń mówi: ja pójdę wieczorem,
Naprzód braci rodaków gryźć muszę,
Komu tylko zapuszczę kły w duszę,
Ten jak ja musi zostać upiorem.
670Tak! zemsta, zemsta, etc. etc.
Potem pójdziem, krew wroga wypijem,
Ciało jego rozrąbiem toporem:
Ręce, nogi goździami przybijem,
By nie powstał i nie był upiorem.
675
Z duszą jego do piekła iść musim,
Wszyscy razem na duszy usiędziem,
Póki z niej nieśmiertelność wydusim,
Póki ona czuć będzie, gryźć będziem.
Tak! zemsta, zemsta, etc. etc.
KS. LWOWICZ
KAPRAL
Poezja, SzatanJak on okropnie patrzy, — to jest pieśń szatańska.
przestają śpiewać
Wizja, Poeta, Duch, Pojedynek, PtakKONRAD
z towarzyszeniem fletu
Wznoszę się! lecę! tam, na szczyt opoki —
Już nad plemieniem człowieczem,
Między proroki.
685
OkoStąd ja przyszłości brudne obłoki
Rozcinam moją źrenicą jak mieczem;
Rękami jak wichrami mgły jej rozdzieram —
Już widno — jasno — z góry na ludy spozieram —
Tam księga sybilińska[47] przyszłych losów świata —
690Tam, na dole!
Oko, WzrokPatrz, patrz, przyszłe wypadki i następne lata,
Jak drobne ptaki, gdy orła postrzegą,
Mnie, orła na niebie!
Patrz, jak do ziemi przypadają, biegą,
695Jak się stado w piasek grzebie —
Za nimi, hej, za nimi oczy me sokole,
Oczy błyskawice,
Za nimi szpony moje! — dostrzegę je, schwycę.
Cóż to? jaki ptak powstał i roztacza pióra,
700Zasłania wszystkich, okiem mię wyzywa;
Skrzydła ma czarne jak burzliwa chmura,
A szerokie i długie na kształt tęczy łuku.
I niebo całe zakrywa —
To kruk olbrzymi — ktoś ty? — ktoś ty, kruku?
705Ktoś ty? — jam orzeł! — patrzy kruk — myśl moję plącze!
Ktoś ty? — jam gromowłady! —
Spojrzał na mnie — w oczy mię jak dymem uderzył,
Myśli moje miesza — plącze —
KILKU WIĘŹNIÓW
KONRAD
Stój! stójcie! — jam się z krukiem zmierzył —
Stójcie — myśli rozplączę —
Pieśń skończę — skończę —
słania się
KS. LWOWICZ
Dosyć tych pieśni.
INNI
KAPRAL
Dosyć — Pan Bóg z nami —
Dzwonek! — słyszycie dzwonek? — runt, runt pod bramami!
Gaście ogień — do siebie!
JEDEN Z WIĘŹNIÓW
patrząc w okno
Uciekają wszyscy
SCENA II. IMPROWIZACJA
Poeta, Poezja, Samotnik, Dusza, PychaKONRAD
po długim milczeniu
Samotność — cóż po ludziach, czy-m śpiewak dla ludzi?
Gdzie człowiek, co z mej pieśni całą myśl wysłucha,
Obejmie okiem wszystkie promienie jej ducha?
Nieszczęsny, kto dla ludzi głos i język trudzi:
725
SłowoJęzyk kłamie głosowi, a głos myślom kłamie;
Myśl z duszy leci bystro, nim się w słowach złamie,
A słowa myśl pochłoną i tak drżą nad myślą,
Jak ziemia nad połkniętą, niewidzialną rzeką.
Z drżenia ziemi czyż ludzie głąb nurtów docieką.
730Gdzie pędzi, czy się domyślą? —
Uczucie krąży w duszy, rozpala się, żarzy,
Jak krew po swych głębokich, niewidomych cieśniach;
Ile krwi tylko ludzie widzą w mojej twarzy,
Tyle tylko z mych uczuć dostrzegą w mych pieśniach.
735
Nauka, Mądrość, WzrokPieśni ma, tyś jest gwiazdą za granicą świata!
I wzrok ziemski, do ciebie wysłany za gońca,
Choć szklanne weźmie skrzydła[48], ciebie nie dolata,
Tylko o twoję mleczną drogę się uderzy;
Domyśla się, że to słońca,
740Lecz ich nie zliczy, nie zmierzy.
Wam, pieśni, ludzkie oczy, uszy, niepotrzebne; —
Płyńcie w duszy mej wnętrznościach,
Świećcie na jej wysokościach,
Jak strumienie podziemne, jak gwiazdy nadniebne.
745
Bóg, NaturaTy Boże, ty naturo! dajcie posłuchanie. —
Godna to was muzyka i godne śpiewanie. —
Ja mistrz!
Stworzenie, Muzyka, Gwiazda, Duch, NieśmiertelnośćJa mistrz wyciągam dłonie!
Wyciągam aż w niebiosa i kładę me dłonie
750Na gwiazdach jak na szklannych harmoniki kręgach.
To nagłym, to wolnym ruchem,
Kręcę gwiazdy moim duchem.
Milijon tonów płynie; w tonów milijonie
Każdy ton ja dobyłem, wiem o każdym tonie;
755Zgadzam je, dzielę i łączę,
I w tęcze, i w akordy, i we strofy plączę,
Rozlewam je we dźwiękach i w błyskawic wstęgach. —
Odjąłem ręce, wzniosłem nad świata krawędzie,
I kręgi harmoniki wstrzymały się w pędzie.
760Sam śpiewam, słyszę me śpiewy —
Długie, przeciągłe jak wichru powiewy,
Przewiewają ludzkiego rodu całe tonie,
Jęczą żalem, ryczą burzą,
I wieki im głucho wtórzą;
765A każdy dźwięk ten razem gra i płonie,
Mam go w uchu, mam go w oku,
Jak wiatr, gdy fale kołysze,
Po świstach lot jego słyszę,
Widzę go w szacie obłoku.
770
Bóg, NaturaBoga, natury godne takie pienie!
Pieśń to wielka, pieśń-tworzenie.
Taka pieśń jest siła, dzielność,
Taka pieśń jest nieśmiertelność!
Ja czuję nieśmiertelność, nieśmiertelność tworzę,
775Cóż Ty większego mogłeś zrobić — Boże?
Patrz, jak te myśli dobywam sam z siebie,
Wcielam w słowa, one lecą,
Rozsypują się po niebie,
Toczą się, grają i świecą;
780Już dalekie, czuję jeszcze,
Ich wdziękami się lubuję,
Ich okrągłość dłonią czuję,
Ich ruch myślą odgaduję:
Kocham was, me dzieci wieszcze!
785Myśli moje! gwiazdy moje!
Czucia moje! wichry moje!
W pośrodku was jak ojciec wśród rodziny stoję,
Wy wszystkie moje!
Depcę was, wszyscy poeci,
790Wszyscy mędrce i proroki,
Których wielbił świat szeroki.
Gdyby chodzili dotąd śród swych dusznych[49] dzieci,
Gdyby wszystkie pochwały i wszystkie oklaski
Słyszeli, czuli i za słuszne znali,
795I wszystkie sławy każdodziennej blaski
Promieniami na wieńcach swoich zapalali;
Z całą pochwał muzyką i wieńców ozdobą,
Zebraną z wieków tyla i z pokoleń tyla,
Nie czuliby własnego szczęścia, własnej mocy
800Jak ja dziś czuję w tej samotnej nocy:
Kiedy sam śpiewam w sobie,
Śpiewam samemu sobie.
Tak! — czuły jestem, silny jestem i rozumny. —
Nigdym nie czuł, jak w tej chwili —
805Dziś mój zenit, moc moja dzisiaj się przesili,
Dziś poznam, czym najwyższy, czylim tylko dumny;
Dziś jest chwila przeznaczona,
Dziś najsilniej wytężę duszy mej ramiona —
To jest chwila Samsona,
810Kiedy więzień i ślepy dumał u kolumny.
Zrzucę ciało i tylko jak duch wezmę pióra —
Potrzeba mi lotu,
Wylecę z planet i gwiazd kołowrotu,
Prometeusz, BógTam dojdę, gdzie graniczą Stwórca i natura.
815
I mam je, mam je, mam — tych skrzydeł dwoje;
Wystarczą: — od zachodu na wschód je rozszerzę,
Lewym o przeszłość, prawym o przyszłość uderzę.
I dojdę po promieniach uczucia — do Ciebie!
I zajrzę w uczucia Twoje,
820O Ty! o którym mówią, że czujesz na niebie!
Jam tu, jam przybył, widzisz, jaka ma potęga!
Aż tu moje skrzydło sięga.
Ciało, SerceLecz jestem człowiek, i tam, na ziemi me ciało;
Kochałem tam, w ojczyźnie serce me zostało —
825
Naród, Patriota, Miłość, OjczyznaAle ta miłość moja na świecie,
Ta miłość nie na jednym spoczęła człowieku
Jak owad na róży kwiecie:
Nie na jednej rodzinie, nie na jednym wieku.
Ja kocham cały naród! — objąłem w ramiona
830Wszystkie przeszłe i przyszłe jego pokolenia,
Przycisnąłem tu do łona,
Jak przyjaciel, kochanek, małżonek, jak ojciec:
Chcę go dźwignąć, uszczęśliwić,
Chcę nim cały świat zadziwić,
835Nie mam sposobu i tu przyszedłem go dociec.
Nauka, MądrośćPrzyszedłem zbrojny całą myśli władzą,
Tej myśli, co niebiosom Twe gromy wydarła,
Śledziła chód Twych planet, głąb morza rozwarła —
PoetaMam więcej, tę Moc, której ludzie nie nadadzą,
840Mam to uczucie, co się samo w sobie chowa
Jak wulkan, tylko dymi niekiedy przez słowa.
I Mocy tej nie wziąłem z drzewa edeńskiego,
Z owocu wiadomości złego i dobrego;
Nie z ksiąg ani z opowiadań,
845Ani z rozwiązania zadań,
Ani z czarodziejskich badań.
Jam się twórcą urodził:
Stamtąd przyszły siły moje,
Skąd do Ciebie przyszły Twoje,
850Boś i Ty po nie nie chodził:
Masz, nie boisz się stracić; i ja się nie boję.
OkoCzyś Ty mi dał, czy wziąłem, skąd i Ty masz — oko
Bystre, potężne: w chwilach mej siły — wysoko
Kiedy na chmur spojrzę szlaki
855I wędrowne słyszę ptaki,
Żeglujące na ledwie dostrzeżonym skrzydle;
Zechcę i wnet je okiem zatrzymam jak w sidle —
Stado pieśń żałosną dzwoni,
Lecz póki ich nie puszczę, Twój wiatr ich nie zgoni.
860Kiedy spojrzę w kometę z całą mocą duszy,
Dopóki na nią patrzę, z miejsca się nie ruszy.
Kondycja ludzkaTylko ludzie skazitelni,
Marni, ale nieśmiertelni,
Nie służą mi, nie znają — nie znają nas obu,
865Mnie i Ciebie.
Ja na nich szukam sposobu
Tu, w niebie.
WładzaTę władzę, którą mam nad przyrodzeniem,
Chcę wywrzeć na ludzkie dusze,
870Jak ptaki i jak gwiazdy rządzę mym skinieniem,
Tak bliźnich rozrządzać muszę.
Nie bronią — broń broń odbije,
Nie pieśniami — długo rosną,
Nie nauką — prędko gnije,
875Nie cudami — to zbyt głośno.
Chcę czuciem rządzić, które jest we mnie;
Rządzić jak Ty wszystkimi zawsze i tajemnie: —
Co ja zechcę, niech wnet zgadną,
Spełnią, tym się uszczęśliwią,
880A jeżeli się sprzeciwią,
Niechaj cierpią i przepadną.
Niech ludzie będą dla mnie jak myśli i słowa,
Z których, gdy zechcę, pieśni wiąże się budowa; —
Mówią, że Ty tak władasz!
885Wiesz, żem myśli nie popsuł, mowy nie umorzył;
Jeśli mnie nad duszami równą władzę nadasz,
Ja bym mój naród jak pieśń żywą stworzył,
I większe niżli Ty zrobiłbym dziwo,
Zanuciłbym pieśń szczęśliwą!
890
Daj mi rząd dusz! — Nieśmiertelność, Obraz świataTak gardzę tą martwą budową,
Która gmin światem zowie i przywykł ją chwalić,
Żem nie próbował dotąd, czyli moje słowo
Nie mogłoby jej wnet zwalić.
Lecz czuję w sobie, że gdybym mą wolę
895Ścisnął, natężył i razem wyświecił,
Może bym sto gwiazd zgasił, a drugie sto wzniecił —
Bo jestem nieśmiertelny! i w stworzenia kole
Są inni nieśmiertelni; — wyższych nie spotkałem —
BógNajwyższy na niebiosach! — Ciebie tu szukałem,
900Ja najwyższy z czujących na ziemnym padole.
Nie spotkałem Cię dotąd — żeś Ty jest, zgaduję;
Niech Cię spotkam i niechaj Twą wyższość uczuję —
Ja chcę władzy, daj mi ją, lub wskaż do niej drogę!
O prorokach, dusz władcach, że byli, słyszałem,
905I wierzę; lecz co oni mogli, to ja mogę,
Ja chcę mieć władzę, jaką Ty posiadasz,
Ja chcę duszami władać, jak Ty nimi władasz.
Długie milczenie
z ironią
Bunt, Bóg, Miłość, Mądrość, Serce, RozumMilczysz, milczysz! wiem teraz, jam Cię teraz zbadał,
Zrozumiałem, coś Ty jest i jakeś Ty władał. —
910Kłamca, kto Ciebie nazywał miłością,
Ty jesteś tylko mądrością.
Ludzie myślą, nie sercem, Twych dróg się dowiedzą;
Myślą, nie sercem, składy broni Twej wyśledzą —
NaukaTen tylko, kto się wrył w księgi,
915W metal, w liczbę, w trupie ciało,
Temu się tylko udało
Przywłaszczyć część Twej potęgi.
Znajdzie truciznę, proch, parę,
Znajdzie blaski, dymy, huki,
920Znajdzie prawność, i złą wiarę
Na mędrki i na nieuki.
Myślom oddałeś świata użycie,
Serca zostawiasz na wiecznej pokucie,
Dałeś mnie najkrótsze życie
925I najmocniejsze uczucie. —
Milczenie
Kondycja ludzkaCzym jest me czucie?
Ach, iskrą tylko!
Czym jest me życie?
Ach, jedną chwilką!
930Lecz te, co jutro rykną, czym są dzisiaj gromy?
Iskrą tylko.
Czym jest wieków ciąg cały, mnie z dziejów wiadomy?
Jedną chwilką.
Z czego wychodzi cały człowiek, mały światek?
935Z iskry tylko.
Czym jest śmierć, co rozprószy myśli mych dostatek?
Jedną chwilką.
BratCzym był On, póki światy trzymał w swoim łonie?
Iskrą tylko.
940Czym będzie wieczność świata, gdy On go pochłonie?
Jedną chwilką.
Anioł, Szatan, Walka, DuchGŁOS Z LEWEJ STRONY[50]
GŁOS Z PRAWEJ
Co za szał!
Brońmy go, brońmy,
Skrzydłem osłońmy
950
Chwila i iskra, gdy się przedłuża, rozpala —
Stwarza i zwala.
Śmiało, śmiało! tę chwilę rozdłużmy, rozdalmy,
Śmiało, śmiało! tę iskrę rozniećmy, rozpalmy —
Teraz — dobrze — tak. Jeszcze raz Ciebie wyzywam,
955Jeszcze po przyjacielsku duszę Ci odkrywam.
Milczysz, — wszakżeś z Szatanem walczył osobiście?
Wyzywam Cię uroczyście.
Nie gardź mną, ja nie jeden, choć sam tu wzniesiony.
Jestem na ziemi sercem z wielkim ludem zbratan,
960Mam ja za sobą wojska, i mocy, i trony;
Jeśli ja będę bluźnierca,
MiłośćJa wydam Tobie krwawszą bitwę niźli Szatan:
On walczył na rozumy, ja wyzwę na serca.
Jam cierpiał, kochał, w mękach i miłości wzrosłem;
965Kiedyś mnie wydarł osobiste szczęście,
Na własnej piersi ja skrwawiłem pięście,
Przeciw Niebu ich nie wzniosłem.
GŁOS[51]
GŁOS
Teraz duszą jam w moję ojczyznę wcielony;
Ciałem połknąłem jej duszę,
Ja i ojczyzna to jedno.
Nazywam się Milijon — bo za milijony
980Kocham i cierpię katusze.
Patrzę na ojczyznę biedną,
Jak syn na ojca wplecionego w koło;
MatkaCzuję całego cierpienia narodu,
Jak matka czuje w łonie bole swego płodu.
985Cierpię, szaleję — a Ty mądrze i wesoło
Zawsze rządzisz,
Zawsze sądzisz,
I mówią, że Ty nie błądzisz!
Słuchaj, jeśli to prawda, com z wiarą synowską
990Słyszał, na ten świat przychodząc,
Że Ty kochasz; — jeżeliś Ty kochał świat rodząc,
Jeśli ku zrodzonemu masz miłość ojcowską; —
SerceJeżeli serce czułe było w liczbie zwierząt,
Któreś Ty w arce zamknął i wyrwał z powodzi; —
995Jeśli to serce nie jest potwór, co się rodzi
Przypadkiem, ale nigdy lat swych nie dochodzi; —
Jeśli pod rządem Twoim czułość nie jest bezrząd,
Jeśli w milijon ludzi krzyczących «ratunku!”»
Nie patrzysz jak w zawiłe zrównanie rachunku; —
1000Jeśli miłość jest na co w świecie Twym potrzebną
I nie jest tylko Twoją omyłką liczebną…
GŁOS[52]
GŁOS
WładzaMilczysz! — Jam Ci do głębi serce me otworzył,
Zaklinam, daj mi władzę: — jedna część jej licha,
Część tego, co na ziemi osiągnęła pycha,
Z tą jedną cząstką ileż ja bym szczęścia stworzył!
1015Milczysz! — nie dasz dla serca, dajże dla rozumu. —
Widzisz, żem pierwszy z ludzi i z aniołów tłumu,
Że Cię znam lepiej niźli Twoje archanioły,
Wart, żebyś ze mną władzą dzielił się na poły —
Jeślim nie zgadł, odpowiedz — milczysz! ja nie kłamię.
1020Milczysz i ufasz, że masz silne ramię —
Wiedz, że uczucie spali, czego myśl nie złamie —
OgieńWidzisz to moje ognisko: — uczucie,
Zbieram je, ściskam, by mocniej pałało,
Wbijam w żelazne woli mej okucie,
1025Jak nabój w burzące działo.
GŁOS[53]
Ognia! pal!
GŁOS
Litość! żal!
Odezwij się, — bo strzelę przeciw Twej naturze;
Jeśli jej w gruzy nie zburzę,
1030To wstrząsnę całym państw Twoich obszarem;
Bo wystrzelę głos w całe obręby stworzenia:
Ten głos, który z pokoleń pójdzie w pokolenia:
Krzyknę, żeś Ty nie ojcem świata, ale…
GŁOS DIABŁA
Carem!
Konrad staje chwilę, słania się i pada
Diabeł, Duch, Grzech, Pycha, ModlitwaDUCHY Z LEWEJ STRONY
PIERWSZY
DRUGI
Jeszcze dysze.
PIERWSZY
Omdlał, omdlał, a nim
Przebudzi się, dodusim.
DUCH Z PRAWEJ STRONY
Precz — modlą się za nim.
DUCH Z LEWEJ
PIERWSZY Z LEWEJ
Ty bestyjo głupia!
Nie pomogłeś mu słowo ostatnie wyrzygnąć,
Jeszcze o jeden stopień w dumę go podźwignąć!
Chwila dumy — ta czaszka już byłaby trupia.
1045Być tak blisko tej czaszki! i nie można deptać!
Widzieć krew w jego ustach, i nie można chłeptać!
Najgłupszy z diabłów, tyś go wypuścił w pół drogi.
DRUGI
Wróci się, wróci —
PIERWSZY
DRUGI
Cha! cha! straszysz, ciociu! mamo!
Ja dziecko będę płakać —
płacze
Masz —
uderza rogiem
PIERWSZY
Sacrédieu![54]
DRUGI
uderza
Masz.
PIERWSZY
Słychać stukanie i klucz we drzwiach
DRUGI DUCH
Pop, klecha, przyczajmy się i schowajmy rogi.
SCENA III
Wchodzą Kapral, braciszek bernardyn Piotr, jeden Więzień
Choroba, Grzech, Duch, Modlitwa, PobożnośćKS. PIOTR
W imię Ojca i Syna i Świętego Ducha.
WIĘZIEŃ
On zapewne osłabiał. — Konradzie! — nie słucha.
KS. PIOTR
Pokój temu domowi, pokój grzesznikowi!
WIĘZIEŃ
Ks. Piotr modli się
KAPRAL
do Więźnia
Mój Panie, idźcie sobie, a nas tu zostawcie.
WIĘZIEŃ
Ale dla Boga! próżnych modlitew nie prawcie;
Podejmijcie go z ziemi, połóżmy do łóżka;
1070Księże Pietrze.
KS. PIOTR
Tu zostaw.
WIĘZIEŃ
Oto jest poduszka.
kładzie Konrada
E, ja wiem, co to znaczy. — Czasem nań napada
Takie szaleństwo: długo śpiewa, potem gada,
1075A jutro zdrów jak ryba. Lecz kto wam powiedział,
Że on osłabiał?
KAPRAL
Panie, ot byś cicho siedział.
Niech brat Piotr pomodli się nad waszym kolegą;
Bo ja wiem, że tu było — coś — tu — niedobrego.
1080Gdy runt odszedł, w tej celi hałas posłyszałem,
Spojrzę dziurką od klucza, a co tu widziałem,
To mnie wiedzieć. Pobiegłem do mojego kmotra,
Bo on człowiek pobożny, do braciszka Piotra —
Patrz na tego chorego: niedobrze się dzieje —
Szaleństwo, Dusza, Rozum, Mądrość, Śmierć, Prawda, Pozory, GrzechWIĘZIEŃ
KAPRAL
Oszaleć? — Ej, Panowie, strzeżcie się, Panowie!
U was usta wymowne, wiele nauk w głowie,
A patrzcie, głowa mądra w prochu się taczała,
I z tych ust, tak wymownych, patrzaj — piana biała.
1090Słyszałem, co on śpiewał, ja słów nie pojąłem,
Lecz było coś u niego w oczach i nad czołem.
Wierz mi, że z tym człowiekiem niedobrze się dzieje —
Byłem ja w legijonach, nim wzięto w rekruty,
Brałem szturmem fortece, klasztory, reduty;
1095Więcej dusz wychodzących z ciała ja widziałem,
Niźli Waćpan przeczytał książek w życiu całem.
A to jest rzecz niemała widzieć, jak człek kona.
Widziałem ja na Pradze księży zarzynanych,
I w Hiszpaniji żywcem z wieży wyrzucanych;
1100Widziałem matek szablą rozrywane łona,
I dzieci konające na kozackich pikach,
I Francuzów na śniegu, i Turków na palu;
I wiem, co w konających widać męczennikach,
A co w złodzieju, zbójcy, Turku lub Moskalu.
1105Widziałem rozstrzelanych, co patrzyli śmiele
W rurę broni, nie chcieli na oczy zasłony;
StrachA jak padli na ziemię, widziałem w ich ciele
Strach, co za życia wstydem i pychą więziony,
Wyszedł z trupa jak owad i pełzał wokoło:
1110Gorszy strach niż ten, który tchórza w bitwie nęka.
Taki strach, że dość spojrzeć na zamarłe czoło,
Aby widzieć, że dusza dąsa się i lęka,
Gardzi bólem i cierpi, i wieczna jej męka.
Trup, ZaświatyA więc, mój Panie, myślę, że twarz umarłego
1115Jest jak patent wojskowy do świata przyszłego,
I poznasz zaraz, jak on tam będzie przyjęty,
W jakiej randze i stopniu: święty czy przeklęty. —
A więc tego człowieka i pieśń, i choroba.
I czoło, i wzrok wcale mi się nie podoba.
1120Otóż Waćpan spokojnie idź do swojej celi,
My z bratem Piotrem będziem przy chorym siedzieli.
Więzień odchodzi
Upadek, Otchłań, Rozpacz, MiłosierdzieKONRAD
Przepaść — tysiąc lat — pusto — dobrze — jeszcze więcéj!
Ja wytrzymam i dziesięć tysiąców tysięcy —
Modlić się? — tu modlitwa nie przyda się na nic —
1125I byłaż taka przepaść bez dna i bez granic? —
Nie wiedziałem — a była.
KAPRAL
Słyszysz, jak on szlocha:
KS. PIOTR
Synu mój, tyś na sercu, które ciebie kocha.
do Kaprala
Wyjdź stąd i patrz, ażeby nikt tędy nie chodził
1130I póki stąd nie wyjdę, nikt mi nie przeszkodził.
Kapral odchodzi
Wizja, Oko, Szatan, Rozpacz, Kuszenie, SamobójstwoKONRAD
zrywa się
Nie! — oka mi nie wydarł! mam to silne oko,
Widzę stąd, i stąd nawet, choć ciemno — głęboko,
Widzę ciebie, Rollison, — bracie, cóż to znaczy?
I tyś w więzieniu, zbity, krwią cały zbryzgany,
1135I ciebie Bóg nie słuchał, i tyś już w rozpaczy;
Szukasz noża, próbujesz głowę tłuc o ściany: —
«Ratunku!» — Bóg nie daje, ja ci dać nie mogę,
Oko mam silne, spojrzę, może cię zabiję —
Nie — ale ci pokażę okiem — śmierci drogę.
1140Patrz, tam masz okno, wybij, skocz, zleć i złam szyję,
OtchłańI ze mną tu leć w głębie, w ciemność — lećmy na dół —
Otchłań — otchłań ta lepsza niźli ziemi padół;
Tu nie ma braci, matek, narodów, — tyranów —
Pójdź tu.
Szatan, Diabeł, Ksiądz, Egzorcyzm, ModlitwaKS. PIOTR
DUCH
Stój, nie klnij — stój, odstąp od progu,
Wyjdę —
KS. PIOTR
DUCH
KS. PIOTR
Ty to z ust jego wrzeszczysz, stujęzyczna żmijo,
Kuszenie, MędrzecDUCH
KS. PIOTR
W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
DUCH
1170
Ale stój, stój, mój księże, stój, już dosyć tego;
Tylko, księżuniu, nie męcz na próżno: — czyś szatan,
Żeby tak męczyć!
KS. PIOTR
Ktoś ty?
DUCH
KS. PIOTR
Coś widział?
DUCH
Zwierza.
KS. PIOTR
Gdzie?
DUCH
W Rzymie.
KS. PIOTR
modli się
DUCH
Ale słucham.
KS. PIOTR
Gdzieś widział więźnia?
DUCH
Mówię, w Rzymie —
KS. PIOTR
Kłamiesz.
Kuszenie, Pycha, PokoraDUCH
1185
Księże, na honor, na kochanki imię,
Mej kochanki czarniutkiej, co tak do mnie wzdycha —
A wiesz ty, jak się zowie moja luba? — Pycha.
Jakiś ty nieciekawy! —
KS. PIOTR
DUCH
Ale co tam masz robić, ja sam stąd wyruszę,
Przyznaję się, że wlazłem niezgrabnie w tę duszę.
Tu mnie kole — ta dusza jest jak skóra jeża,
Włożyłem ją na wywrót, kolcami do kiszek.
Ksiądz modli się
1195
Kuszenie, PochlebstwoAleś bo i ty majster, choć prosty braciszek; —
Osły, powinni ciebie obrać za papieża.
Głupstwo stawią w kościele na przód, jak kolumny,
A ciebie kryją w kątku: świecznik, gwiazdę blasku!
KS. PIOTR
DUCH
śmiejąc się
Aha! gniewasz się, pacierz przerwałeś — da capo[61];
Żebyś sam widział, jak ty śmiesznie kręcisz łapą —
Istny niedźwiadek, gdy się broni od komarów! —
On trzepie swoje, — no więc — dosyć już tych swarów;
1205Znam twoję moc i chcę się tobie wyspowiadać,
Będę ci o przeszłości i przyszłości gadać. —
A wiesz ty, co o tobie mówią w całym mieście? —
Ksiądz modli się
A wiesz ty, co to będzie z Polską za lat dwieście? —
A wiesz, dlaczego tobie przeor tak nie sprzyja? —
1210A wiesz, w Apokalipsie co znaczy bestyja? —
Milczy i trzepie — oczy aż strach we mnie wlepił.
Fałsz, Urzędnik, Rosjanin, NiemiecPowiedz, księżuniu, czegoś do mnie się uczepił?
Co ja winien, że takie mam odbierać chłosty.
Czy ja jestem król diabłów, — wszak ja diabeł prosty.
1215
Pan, SługaZważ, czy to prawnie sługę ukarać za pana,
Wszakże ja tu przyszedłem z rozkazu Szatana;
Trudno mu się tłumaczyć, bo z nim nie brat za brat,
Każą duszę brać w areszt, biorę, sadzę w ciemność;
1220Zdarza się przy tym duszy jaka nieprzyjemność,
Ale czyż z mojej winy? — jam ślepe narzędzie;
Tyran szelma da ukaz, pisze: «Niech tak będzie» —
Cierpienie, Łzy, SerceCzyż to mnie miło męczyć, — mnie samemu męka. —
Ach —
wzdycha
1225
jak to źle być czułym. — Ach, serce mi pęka.
Wierz mi: gdy pazurami grzesznika odzieram,
Nieraz ogonem, ah! ah! — łzy sobie ocieram.
Ksiądz modli się
KuszenieA wiesz, że jutro będziesz bity jako Haman?
KS. PIOTR
DUCH
Księże, stój — słucham — gadam — stój — jedną sekundę!
KS. PIOTR
Gdzie jest nieszczęsny więzień, co chce zgubić duszę? —
Milczysz — Exorciso te —
DUCH
Gadam, gadam — muszę.
KS. PIOTR
DUCH
Więźnia.
KS. PIOTR
Jakiego?
DUCH
Grzesznika.
KS. PIOTR
Gdzie? —
DUCH
KS. PIOTR
W jakim?
DUCH
Dominika.
Ten grzesznik już przeklęty, prawem mnie należy.
KS. PIOTR
Kłamiesz.
DUCH
KS. PIOTR
Kłamiesz.
DUCH
Chory leży.
PrzekleństwoKS. PIOTR
Exorciso te —
DUCH
KS. PIOTR
Mów prawdę.
DUCH
Grzesznik chory, lata bez pamięci
I jutro rano szyję niezawodnie skręci.
KS. PIOTR
Kłamiesz.
DUCH
Chleb, Wino, Ciało, KrewKS. PIOTR
Jak ratować grzesznika?
DUCH
Bodajeś zdechł, klecho,
Nie powiem.
KS. PIOTR
DUCH
Ratować pociechą.
KS. PIOTR
Dobrze, gadaj wyraźnie — czego mu potrzeba?
DUCH
Mam chrypkę, nie wymówię.
KS. PIOTR
Mów!
DUCH
KS. PIOTR
Mów, czego potrzeba —
DUCH
Księżulu,
Ja tego nie wymówię.
KS. PIOTR
DUCH
He — Wina — Chleba —
KS. PIOTR
Rozumiem, Chleba Twego i Krwi Twojej, Panie —
Pójdę, i daj mi spełnić Twoje rozkazanie.
do Ducha
Duch uchodzi
Miłosierdzie, Bóg, PrzemianaKONRAD
Dźwigasz mię! — ktoś ty? — strzeż się, sam spadniesz w te doły.
Podaje rękę — lećmy — w górę jak ptak lecę —
Mile oddycham wonią — promieniami świecę.
Któż mi dał rękę? — dobrzy ludzie i anioły;
1280Skądże litość, wam do mnie schodzić do tych dołów?
Ludzie? — Ludźmi gardziłem, nie znałem aniołów.
Piętno, Grzech, SłowoKS. PIOTR
Módl się, bo strasznie Pańska dotknęła cię ręka:
Usta, którymiś wieczny Majestat obraził,
Te usta zły duch słowy szkaradnymi skaził;
1285Słowa głupstwa, najsroższa dla mądrych ust męka,
Oby ci policzone były za pokutę.
Obyś o nich zapomniał —
KONRAD
Już są tam — wykute.
KS. PIOTR
Obyś, grzeszniku, nigdy sam ich nie wyczytał,
1290Oby cię o znaczenie ich Bóg nie zapytał —
Módl się; myśl twoja w brudne obleczona słowa,
Jak grzeszna, z tronu swego strącona królowa,
Gdy w żebraczej odzieży, okryta popiołem,
Odstoi czas pokuty swojej przed kościołem,
1295Znowu na tron powróci, strój królewski wdzieje
I większym niżli pierwej blaskiem zajaśnieje.
Usnął —
— Twe miłosierdzie, Panie, jest bez granic.
pada krzyżem
Panie, otom ja sługa dawny, grzesznik stary,
1300Sługa już spracowany i niezgodny na nic.
Ten młody, zrób go za mnie sługą Twojej wiary,
A ja za jego winy przyjmę wszystkie kary.
On poprawi się jeszcze, on wsławi Twe Imię.
Módlmy się, Pan nasz dobry! Pan ofiarę przyjmie.
modli się
W bliskim kościele, za ścianą, zaczynają śpiewać pieśń Bożego Narodzenia. Nad Księdzem Piotrem Chór aniołów na nutę: «Anioł pasterzom mówił»
Anioł, Modlitwa, Grzech, Sąd, MiłosierdzieCHÓR ANIOŁÓW
głosy dziecinne
1305
Pokój temu domowi,
Spoczynek grzesznikowi.
Sługo! sługo pokorny, cichy,
Wniosłeś pokój w dom pychy.
Pokój temu domowi.
ARCHANIOŁ PIERWSZY
na nutę: «Bóg nasz ucieczką»
ARCHANIOŁ DRUGI
Lecz płaczą nad nim, modlą się za nim Twoi Anieli.
ARCHANIOŁ PIERWSZY
Tych zdepc, o Panie, tych złam, o Panie, którzy Twe święte sądy pogardzą,
ARCHANIOŁ DRUGI
Ale tym daruj, co świętych sądów Twych nie pojęli.
Mędrzec, PokoraANIOŁ
Kiedym z gwiazdą nadziei
1315Leciał świecąc Judei,
Hymn Narodzenia śpiewali Anieli:
Mędrcy nas nie widzieli,
Królowie nie słyszeli.
Pastuszkowie spostrzegli
1320I do Betlejem biegli:
Pierwsi wieczną mądrość witali,
Wieczną władzę uznali:
Biedni, prości i mali.
ARCHANIOŁ PIERWSZY
Pan, gdy ciekawość, dumę i chytrość w sercu Aniołów, sług swych, obaczył,
1325Duchom wieczystym, Aniołom czystym, Pan nie przebaczył.
Runęły z niebios, jak deszcz gwiaździsty, Aniołów tłumy,
I deszczem lecą za nimi co dzień mędrców rozumy.
CHÓR ANIOŁÓW
Pan maluczkim objawia,
Czego wielkim odmawia.
1330Litość! litość! nad synem ziemi,
On był między wielkiemi,
Litość nad synem ziemi.
MiłośćARCHANIOŁ DRUGI
On sądów Twoich nie chodził badać jako ciekawy,
Nie dla mądrości ludzkiej on badał, ani dla sławy.
ARCHANIOŁ PIERWSZY
1335
On Cię nie poznał, on Cię nie uczcił, Panie nasz wielki!
On Cię nie kochał, on Cię nie wezwał, nasz Zbawicielu!
ARCHANIOŁ DRUGI
Lecz on szanował imię Najświętszej Twej Rodzicielki.
On kochał naród, on kochał wiele, on kochał wielu.
Pokora, Mędrzec, Król, PychaANIOŁ
Krzyż w złoto oprawiony
1340Zdobi królów korony.
Na piersi mędrców błyszczy jak zorze,
A w duszę wniść nie może:
Oświeć, oświeć ich, Boże!
CHÓR ANIOŁÓW
My tak ludzi kochamy,
1345Tak z nimi być żądamy
Wygnani od mędrków i króli,
Prostaczek nas przytuli,
Nad nim dzień, noc śpiewamy.
CHÓR ARCHANIOŁÓW
Podnieś tę głowę, a wstanie z prochu, niebios dosięże,
1350I dobrowolnie padnie, i uczci krzyża podnóże;
Wedle niej cały świat u stóp krzyża niechaj polęże
I niech Cię wsławi, żeś sprawiedliwy i litościwy Pan nasz, o Boże!
OBADWA CHÓRY
Pokój, pokój prostocie,
Pokornej, cichej cnocie!
1355Sługo, sługo pokorny, cichy,
Wniosłeś pokój w dom pychy,
Pokój grzesznemu sierocie.
SCENA IV. DOM WIEJSKI PODE LWOWEM
Pokój sypialny — Ewa[65], młoda panienka, wbiega, poprawia kwiaty przed obrazem Najświętszej Panny, klęka i modli się. Wchodzi Marcelina[66]
MARCELINA
Pobożność, Modlitwa, PatriotaModlisz się jeszcze dotąd! — czas spać, północ biła.
EWA
Jużem się za ojczyznę moję pomodliła,
1360Jak nauczono, i za ojca, i za mamę;
Zmówmy jeszcze i za nich pacierze też same.
Matka, OjczyznaChoć oni tak daleko, ale to są dziatki
Jednej ojczyzny naszej, Polski, jednej matki.
Litwin, co dziś tu przybył, uciekł od Moskali;
1365Strach słyszeć, co tam oni z nimi wyrabiali.
Zły car kazał ich wszystkich do ciemnicy wsadzić
I jak Herod chce całe pokolenie zgładzić.
Litwin ten bardzo ojca naszego zasmucił,
Poszedł w pole i dotąd z przechadzki nie wrócił.
1370Mama na mszę posłała i obchód żałobny,
Bo wielu z nich umarło. — Ja pacierz osobny
Zmówię za tego, co te piosenki ogłosił;
pokazując książkę
I on także w więzieniu, jak nam gość donosił.
Te piosenki czytałam; niektóre są piękne —
1375Jeszcze pójdę, przed Matką Najświętszą uklęknę,
Pomodlę się za niego; kto wie, czy w tej chwili
Ma rodziców, żeby się za nim pomodlili.
Marcelina odchodzi
Ewa modli się i usypia
AniołANIOŁ
Lekko i cicho, jak lekkie sny zlećmy.
CHÓR ANIOŁÓW
Braciszka miłego sen rozweselmy,
1380Sennemu pod głowę skrzydło podścielmy,
Oczami, gwiazdami, twarz mu oświećmy,
KwiatyŚpiewając i grając latajmy wiankiem,
Nad czystym, nad cichym naszym kochankiem.
Rączęta liliowe za liście splećmy,
1385Za róże kwitnące czoła rozniećmy,
Spod wstążek gwiaździstych włos nasz rozwiążmy.
Rozpuśćmy w promienie, rozlejmy w wonie;
Kwitnącym, pachnącym, żyjącym wiankiem
Kochanka naszego piersi okrążmy,
1390Kochanka naszego otulmy skronie.
Śpiewając i grając latajmy wiankiem,
Nad czystym, nad cichym naszym kochankiem.
EWA
Wizja, SenWIDZENIE
Deszczyk tak świeży, miły, cichy jak rosa,
I skąd ten deszczyk — tak czyste niebiosa,
1395Jasne niebiosa! —
Krople zielone, kraśne — trawki, równianki[67],
Róże, lilije, wianki
Obwijają mię wkoło. — Ach, jaki sen wonny,
Sen lekki, słodki, — oby był dozgonny.
1400Różo błyszcząca, słoneczna,
Lilijo przeczysta, mleczna!
Ty nie z ziemi: — tam rosłaś, nad białym obłokiem.
Narcyzie, jakim śnieżnym patrzysz na mnie okiem;
A te błękitne kwiaty pamiątek,
1405Jak źrenice niewiniątek —
Matka BoskaPoznałam — kwiatki moje — sama polewałam,
W moim ogródku wczora nazbierałam,
I uwieńczyłam Matki Boskiej skronie,
Tam nad łóżkiem na obrazku.
1410Widzę — to Matka Boska — cudowny blasku!
Pogląda na mnie, bierze wianek w dłonie,
Podaje Jezusowi, a Jezus dziecię
Z uśmiechem rzuca na mnie kwiecie —
Jak wypiękniały kwiatki — jak ich wiele — krocie,
1415A wszystkie w przelocie
Szukają na powietrzu siebie,
Moje kochanki!
I same plotą się w wianki.
Jak tu mnie miło, jak w niebie;
1420Jak tu mnie dobrze, mój Boże; —
Niech mię na zawsze ten wianek otoczy,
Niech zasnę, umrę, patrząc w te róże,
W te białe narcyzu oczy.
Róża, ta róża żyje
1425Wstąpiła w nią dusza,
Główką lekko rusza,
Jaki ogień z niej bije.
To rumieniec żyjący — jak zorzy wniście[68].
Śmieje się, jak na uśmiech rozwija liście,
1430Roztula między liściem dwoje ust z koralu,
Mówi, coś mówi — jak cicho, jak skromnie.
Co ty, różo, szepcesz do mnie?
Zbyt cicho, smutnie — czy to głos żalu?
Skarżysz się, żeś wyjęta z rodzinnej trawki?
1435Nie wzięłam ciebie dla mojej zabawki,
Jam tobą skronie Matki Najświętszej wieńczyła,
Jam po spowiedzi wczora łzami cię poiła;
A z twoich ust koralu
Wylatują promieniem
1440Iskierka po iskierce —
Czy taka światłość jest twoim pieniem?
Czego chcesz, różo miła?
RÓŻA
Weź mnie na serce.
ANIOŁOWIE
Rozwiążmy, rozplećmy anielski wianek.
RÓŻA
ANIOŁOWIE
My w niebo do domu lećmy wesoło.
RÓŻA
Ja będę ją bawił, nim błyśnie ranek,
Na sennym jej sercu złożę me skronie:
Jak święty apostoł, Pański kochanek,
1450Na boskim Chrystusa spoczywał łonie.
SCENA V. CELA KSIĘDZA PIOTRA
Pokora, ModlitwaKS. PIOTR
modli się leżąc krzyżem
Panie! czymże ja jestem przed Twoim obliczem? —
Prochem i niczem;
Ale gdym Tobie moję nicość wyspowiadał,
Ja, proch, będę z Panem gadał.
Wizja, Odrodzenie przez grób, Chrystus, Dziecko, Ojczyzna, Naród, Historia, Cierpienie, ŚmierćWIDZENIE
1455
Tyran wstał — Herod! — Panie, cała Polska młoda
Wydana w ręce Heroda.
Co widzę — długie, białe, dróg krzyżowych biegi,
Drogi długie — nie dojrzeć — przez puszcze[69], przez śniegi
Wszystkie na północ! — tam, tam w kraj daleki,
1460Płyną jak rzeki.
Płyną: — ta droga prosto do żelaznej bramy,
Tamta jak strumień wpadła pod skałę, w te jamy,
A tamtej ujście w morzu. — Patrz! po drogach leci
Tłum wozów — jako chmury wiatrami pędzone,
1465Wszystkie tam w jedną stronę.
Ach, Panie! to nasze dzieci,
Tam na północ — Panie, Panie!
Takiż to los ich — wygnanie!
I dasz ich wszystkich wygubić za młodu,
1470I pokolenie nasze zatracisz do końca? —
Patrz! — ha! — to dziecię uszło — rośnie — to obrońca!
Wskrzesiciel narodu, —
Z matki obcej; krew jego dawne bohatery,
A imię jego będzie czterdzieści i cztery.
1475
Panie! czy przyjścia jego nie raczysz przyśpieszyć?
Lud mój pocieszyć? —
Nie! lud wycierpi. — Widzę ten motłoch — tyrany,
Zbójce — biegą — porwali — mój Naród związany
Cała Europa wlecze, nad nim się urąga —
1480«Na trybunał!» — Tam zgraja niewinnego wciąga.
Na trybunale gęby, bez serc, bez rąk; sędzie —
To jego sędzie!
Krzyczą: «Gal, Gal sądzić będzie»
Gal w nim winy nie znalazł i — umywa ręce,
1485
KrólA króle krzyczą: «Potęp i wydaj go męce;
Krew jego spadnie na nas i na syny nasze;
Krzyżuj syna Maryi, wypuść Barabasze:
Ukrzyżuj, — on cesarza koronę znieważa,
Ukrzyżuj, — bo powiemy, żeś ty wróg cesarza».
1490Gal wydał — już porwali — już niewinne skronie
Zakrwawione, w szyderskiej, cierniowej koronie,
Podnieśli przed świat cały; — i ludy się zbiegły —
Gal krzyczy: «Oto naród wolny, niepodległy!»
Ach, Panie, już widzę krzyż — ach, jak długo, długo
1495Musi go nosić — Panie, zlituj się nad sługą.
Daj mu siły, bo w drodze upadnie i skona —
Krzyż ma długie, na całą Europę ramiona,
Z trzech wyschłych ludów, jak z trzech twardych drzew ukuty. —
Już wleką; już mój Naród na tronie pokuty —
1500
MatkaA matka Wolność u nóg zapłakana stoi.
RosjaninPatrz — oto żołdak Moskal z kopiją przyskoczył
I krew niewinną mego narodu wytoczył.
Cóżeś zrobił, najgłupszy, najsroższy z siepaczy!
1505On jeden poprawi się, i Bóg mu przebaczy.
Mój kochanek już głowę konającą spuścił,
Wołając: «Panie, Panie, za coś mię opuścił!»
On skonał!
Słychać Chóry aniołów — daleki śpiew wielkanocnej pieśni — na koniec słychać: «alleluja! alleluja!»
Ku niebu, on ku niebu, ku niebu ulata!
1510I od stóp jego wionęła
Biała jak śnieg szata —
Spadła, — szeroko — cały świat się w nią obwinął.
Mój kochanek na niebie, sprzed oczu nie zginął.
Jako trzy słońca błyszczą jego trzy źrenice,
1515I ludom pokazuje przebitą prawicę.
Któż ten mąż? — To namiestnik na ziemskim padole.
Znałem go, — był dzieckiem — znałem,
Jak urósł duszą i ciałem!
On ślepy, lecz go wiedzie anioł pacholę.
1520Mąż straszny — ma trzy oblicza,
On ma trzy czoła.
Jak baldakim rozpięta księga tajemnicza
Nad jego głową, osłania lice.
Podnóżem jego są trzy stolice.
1525Trzy końce świata drżą, gdy on woła;
I słyszę z nieba głosy jak gromy:
WolnośćTo namiestnik wolności na ziemi widomy!
On to na sławie zbuduje ogromy
Swego kościoła!
1530Nad ludy i nad króle podniesiony;
Na trzech stoi koronach, a sam bez korony:
A życie jego — trud trudów,
A tytuł jego — lud ludów;
Z matki obcej, krew jego dawne bohatery,
1535A imię jego czterdzieści i cztery.
Sława! sława! sława!
zasypia
Zaświaty, Bóg, Duch, Ojciec, DzieckoANIOŁOWIE
schodzą widomie
Usnął — Wyjmijmy z ciała duszę, jak dziecinę
Senną z kolebki złotej, i zmysłów sukienkę
Lekko zwleczmy; ubierzmy w światło jak jutrzenkę
1540I lećmy. Jasną duszę nieśmy w niebo trzecie,
Ojcu naszemu złożyć na kolanach dziecię;
Niech uświęci sennego ojcowską pieszczotą,
A przed ranną modlitwą duszę wrócim życiu,
I znowu w czystych zmysłów otulim powiciu,
1545I znowu złożym w ciało, jak w kolebkę złotą.
SCENA VI
Pokój sypialny wspaniały — Senator obraca się na łożu i wzdycha — Dwóch Diabłów nad głową
Diabeł, Kłótnia, Dusza, SenDIABEŁ I
Spił się, a nie chce spać,
Muszę tak długo stać,
Łajdaku, cicho leż!
Czy go tam kole jeż?
DIABEŁ II
DIABEŁ I
Zasnął, wpadnę jak zwierz.
DIABEŁ II
Jako na wróbla ptak.
OBADWAJ
WążDuszę do piekła wlec,
Wężami smagać, piec.
BELZEBUB
DWAJ DIABŁY
Coś ty za kmotr?
BELZEBUB
Belzebub.
DWAJ DIABŁY
No, i cóż?
BELZEBUB
Zwierzyny mi nie płosz.
DIABEŁ I
BELZEBUB
Jak ujrzy noc i żar,
Srogość i mnogość kar,
Zlęknie się naszych scen;
1565Przypomni jutro sen,
Może poprawić się,
Jeszcze daleko zgon.
DIABEŁ II
wyciągając szpony
Pozwól zabawić się —
Co ty o niego drżysz,
1570Gdy poprawi się on,
Ja każę święcić się
I wezmę w ręce krzyż.
BELZEBUB
DIABEŁ I
pokazując sennego
Urzędnik, RosjaninBELZEBUB
Łotrze, a znasz mój czyn[72]?
Od cara zwierzchność mam!
DIABEŁ I
Pardon — cóż każesz Waść?
BELZEBUB
Możesz na duszę wpaść,
1585Możesz ją w pychę wzdąć,
A potem w hańbę pchnąć,
Możesz w pogardzie wlec
I szyderstwami siec,
Ale o piekle cyt!
1590My lećmy — fit, fit, fit.
odlatuje
DIABEŁ I
Więc ja za duszę cap;
Aha, łajdaku, drżysz!
DIABEŁ II
Tylko ją bierz do łap
Lekko, jak kotek mysz.
WIDZENIE SENATORA
Pycha, Chciwość, Zazdrość, Strach, Fałsz, Plotka, Urzędnik, Rosjanin, Dworzanin, DwórSENATOR
przez sen
1595
Pismo! — to dla mnie — reskrypt Jego Carskiej Mości!
Własnoręczny, — ha! ha! ha! — rubli sto tysięcy.
Order! — gdzie — lokaj, przypnij — tu. Tytuł książęcy!
A! — a! — Wielki Marszałku; a! — pękną z zazdrości:
przewraca się
Do Cesarza! — przedpokój — oni wszyscy stoją;
1600Nienawidzą mnie wszyscy, kłaniają się, boją.
Marszałek — Grand Contrôleur[73] — ledwie poznasz, w masce.
Ach, jakie lube szemrania,
Dokoła lube szemrania:
Senator w łasce, w łasce, w łasce, w łasce, w łasce.
1605Ach, niech umrę, niech umrę śród tego szemrania,
Jak śród nałożnic moich łaskotania!
Każdy się kłania,
Jestem duszą zebrania.
Patrzą na mnie, zazdroszczą — nos w górę zadzieram:
1610O rozkoszy! umieram, z rozkoszy umieram!
przewraca się
Dwór, Dworzanin, Urzędnik, Rosjanin, Strach, Tchórzostwo, Zemsta, Plotka, ŚmiechCesarz! — Jego Imperatorska Mość — a! Cesarz wchodzi,
A! — co? — nie patrzy! zmarszczył brwi — spojrzał ukosem?
Ach! — Najjaśniejszy Panie — ach! — nie mogę głosem —
Głos mi zamarł — ach, dreszcz, pot, — ach! dreszcz ziębi, chłodzi. —
1615Ach, Marszałek! — co? do mnie odwraca się tyłem.
Tyłem, a! senatory, dworskie urzędniki!
Ach, umieram, umarłem, pochowany, zgniłem,
I toczą mię robaki, szyderstwa, żarciki.
Uciekają ode mnie. Ha! jak pusto! głucho.
1620Szambelan szelma, szelma! patrz, wyszczyrza zęby —
Dbrum — ten uśmiech jak pająk wleciał mi do gęby.
spluwa
Jaki dźwięk! — to kalambur — o brzydka mucho;
opędza koło nosa
Lata mi koło nosa
Jak osa,
1625I epigramy, żarciki, przytyki,
Te szmery, — ach, to świerszcze wlazły mi w ucho:
Moje ucho, moje ucho!
wytrząsa palcem ucho
Jaki szmer — kamerjunkry świszczą jak puszczyki,
Damy ogonem skrzeczą jak grzechotniki,
1630Jaki okropny szmer! śmiechy! wrzaski:
Senator wypadł z łaski, z łaski! z łaski, z łaski.
pada z łóżka na ziemią
Zaświaty, Piekło, Dusza, Pies, Sumienie, Grzech, CiałoDIABŁY
zstępują widomie
Teraz duszę ze zmysłów wydrzem, jak z okucia
Psa złego; lecz nie całkiem, nałożym kaganiec,
Na wpół zostawim w ciele, by nie tracił czucia;
1635Drugą połowę wleczmy aż na świata kraniec,
Gdzie się doczesność kończy, a wieczność zaczyna,
Gdzie z sumnieniem graniczy piekielna kraina;
I złe psisko uwiążem tam, na pograniczu:
Tam pracuj, ręko moja, tam świstaj, mój biczu.
1640Nim trzeci kur zapieje, musim z tej męczarni
Wrócić zmordowanego, skalanego ducha;
Znowu przykuć do zmysłów jako do łańcucha,
I znowu w ciele zamknąć jako w brudnej psiarni.
Salon, WarszawaSCENA VII. SALON WARSZAWSKI
Kilku wielkich Urzędników, kilku wielkich Literatów, kilka Dam wielkiego tonu, kilku Jenerałów i Sztabsoficerow; wszyscy incognito piją herbatę przy stoliku — bliżej drzwi kilku Młodych ludzi i dwóch Starych Polaków. Stojący rozmawiają z żywością — towarzystwo stolikowe mówi po francusku, przy drzwiach po polsku
Zbrodnia, Cierpienie, NaródPRZY DRZWIACH
ZENON NIEMOJEWSKI
do Adolfa
To i u was na Litwie toż samo się dzieje?
ADOLF
NIEMOJEWSKI
Krew?
ADOLF
Nie na polu bitwy, lecz pod ręką kata,
Nie od miecza, lecz tylko od pałki i bata.
Rozmawiają ciszej
Dworzanin, DamaPRZY STOLIKU
HRABIA
To bal był taki świetny, i wojskowych wiele?
FRANCUZ
DAMA
Owszem, pełno —
HRABIA
I świetny?
DAMA
O tym mówić długo.
KAMERJUNKIER
Służono najniezgrabniej, choć z liczną usługą;
1655Nie miałem szklanki wina, ułamku pasztetu,
Tak zawalono całe wniście do bufetu.
DAMA I
W sali tańców zgoła nic nie ugrupowano,
Jak na raucie angielskim po nogach deptano.
DAMA II
Bo to był tylko jeden z prywatnych wieczorów.
SZAMBELAN
wyjmuje inwitacje[74] i pokazuje, wszyscy przekonywają się
DAMA I
Tym gorzej; pomieszano grupy, toalety,
Nie można było zgoła ocenić ubiorów.
DAMA II
Odtąd jak Nowosilcow wyjechał z Warszawy,
Nikt nie umie gustownie urządzić zabawy:
1665Nie widziałam pięknego balu ani razu.
On umiał ugrupować bal na kształt obrazu;
Słychać między mężczyznami śmiech
DAMA I
Śmiejcie się, Państwo, mówcie, co się wam podoba,
A była to potrzebna w Warszawie osoba.
Naród, PatriotaPRZY DRZWIACH
JEDEN Z MŁODYCH
Cichowski uwolniony?
ADOLF
1670
Ja znam Cichowskiego.
Właśnie byłem, chciałem się dowiedzieć od niego,
Żeby między naszymi na Litwie rozgłosić.
ZENON NIEMOJEWSKI
My powinniśmy z sobą łączyć się i znosić;
Inaczej, rozdzieleni, wszyscy zginiem marnie.
gadają ciszej
MŁODA DAMA
PRZY STOLIKU
Literat, DamaJENERAŁ
do Literata
Ale przeczytaj wreszcie — dajże się uprosić.
LITERAT
Ja nie umiem na pamięć.
JENERAŁ
LITERAT
Damy? — a! — to literatki.
Więcej wierszy francuskich na pamięć umieją
Niźli ja.
JENERAŁ
idzie mówiąc z Damami
Tylko niechaj Panie się nie śmieją.
DAMA
JENERAŁ
do Oficera
Ma racyję po części, bo nudne po trochu.
pokazuje na Literata
Opiewa tysiąc wierszy o sadzeniu grochu.
do Literata
pokazując na drugiego Literata
ten nam gazeciarz swe rymy wypali.
Śliczna byłaby wszystkim słuchaczom przysługa.
Patrz, jak się on zaprasza, jak śmieje się, mruga;
I usta już otworzył jak zdechłą ostrygę,
1695I oko zwrócił wielkie i słodkie jak figę.
LITERAT
do siebie
Wychodzą —
do Jenerała
Długie wiersze, ja bym piersi strudził.
JENERAŁ
do Oficera
Dobrze, że nie chce czytać, boby nas zanudził.
MŁODA DAMA
oddzielając się od grupy młodszej, ode drzwi, do stolika
A to jest rzecz okropna — słuchajcie, Panowie!
do Adolfa
OFICER WYŻSZY
Cichowski wypuszczony?
HRABIA
Przesiedział lat tyle
W więzieniu —
TchórzostwoSZAMBELAN
Ja myśliłem, że leżał w mogile.
do siebie
1705
O takich rzeczach słuchać nie bardzo bezpiecznie,
A wyjść w środku powieści byłoby niegrzecznie.
wychodzi
HRABIA
Wypuszczony? — to dziwna.
ADOLF
Nie znaleźli winy.
Władza, Dworzanin, ZdradaMISTRZ CEREMONII
Któż tu mówi o winach; — są inne przyczyny —
1710Kto długo był w więzieniu, widział, słyszał wiele —
A rząd ma swe widoki, ma głębokie cele,
Które musi ukrywać. — To jest rzecz rządowa —
Tajniki polityczne — myśl gabinetowa.
To się tak wszędzie dzieje — są tajniki stanu —
1715Ale Pan z Litwy, — a! a! — to jest dziwno Panu.
Panowie na wsi, to tak chcecie o cesarstwie
Wiedzieć wszystko, jak gdyby o swym gospodarstwie.
uśmiecha się
PolakKAMERJUNKIER
Pan z Litwy, i po polsku? nie pojmuję wcale —
Ja myśliłem, że w Litwie to wszystko Moskale.
1720O Litwie, dalibógże! mniej wiem niż o Chinach —
Constitutionnel coś raz pisał o Litwinach,
Ale w innych gazetach francuskich ni słowa.
NaródPANNA
do Adolfa
Niech Pan opowie, — to rzecz ważna, narodowa.
STARY POLAK
ADOLF
Wszyscy zbliżają się i słuchają
1730
Dziecko, MłodośćZnałem go będąc dzieckiem; — był on wtenczas młody,
Żywy, dowcipny, wesół i sławny z urody;
Był duszą towarzystwa; gdzie się tylko zjawił.
Wszystkich opowiadaniem i żartami bawił;
Lubił dzieci, i często brał mię na kolana,
1735U dzieci miał on tytuł «wesołego pana».
Pamiętam włosy jego, — nieraz ręce moje
Plątałem w jasnych włosów kędzierzawe zwoje.
Wzrok pamiętam, — musiał być wesoły, niewinny,
Bo kiedy patrzył na nas, zdawał się dziecinny;
1740I patrząc na nas, wabił nas do swej źrenicy,
Patrząc nań, myśleliśmy, żeśmy rówiennicy.
On wtenczas miał się żenić; — pomnę, że przynosił
Dzieciom dary swej przyszłej i na ślub nas prosił.
Potem długo nie przyszedł, i mówiono w domu,
1745Że nie wiedzieć gdzie zniknął, umknął po kryjomu,
Szuka rząd, ale śladu dotąd nie wytropił, —
Na koniec powiedziano: zabił się, utopił.
Policyja dowodem stwierdziła domysły,
Znaleziono płaszcz jego nad brzegami Wisły;
1750Przyniesiono płaszcz żonie — poznała — on zginął;
Trupa nie znaleziono — i tak rok przeminął.
Dlaczegóż on się zabił? — pytano, badano,
Żałowano, płakano; wreszcie — zapomniano.
WięzieńI minęło dwa lata. Jednego wieczora
1755Więźniów do Belwederu wiedziono z klasztora.
Wieczór ciemny i dżdżysty; — nie wiem, czy przypadkiem,
Czy umyślnie ktoś był tej procesyi świadkiem;
Może jeden z odważnych warszawskich młodzieńców,
Którzy śledzą pobytu i nazwiska jeńców:
1760Warty stały w ulicach, głucho było w mieście —
Wtem ktoś zza muru krzyknął: «Więźnie, kto jesteście?»
Sto ozwało się imion; — śród nich dosłyszano
Jego imię, i żonie nazajutrz znać dano.
Pisała i latała, prosiła, błagała,
1765Lecz prócz tego imienia — nic nie posłyszała.
I znowu lat trzy przeszło bez śladu, bez wieści.
Lecz nie wiedzieć kto szerzył w Warszawie powieści,
Że on żyje, że męczą, że przyznać się wzbrania
I że dotąd nie złożył żadnego wyznania;
1770Że mu przez wiele nocy spać nie dozwolano,
Że karmiono śledziami i pić nie dawano;
Że pojono opijum, nasyłano strachy,
Larwy; że łaskotano w podeszwy, pod pachy —
Lecz wkrótce innych wzięto, o innych zaczęli
1775Mówić; żona płakała, wszyscy zapomnieli.
Aż niedawno przed domem żony w nocy dzwonią —
Otworzono: Oficer i żandarm pod bronią,
I więzień. — On — każą dać pióra i papieru;
Podpisać, że wrócony żywy z Belwederu.
1780Wzięli podpis, i palcem pogroziwszy: «Jeśli
Wydasz…» — i nie skończyli; jak weszli, odeszli.
To on był. — Biegę widzieć, przyjaciel ostrzega:
«Nie idź dzisiaj, bo spotkasz pod wrotami szpiega».
Idę nazajutrz, w progu policejskie draby;
1785Idę w tydzień, on sam mię nie przyjmuje, słaby.
Aż niedawno za miastem w pojeździe spotkałem —
Powiedziano, że to on, bo go nie poznałem.
Przemiana, CierpienieUtył, ale to była okropna otyłość:
Wydęła go zła strawa i powietrza zgniłość;
1790Policzki mu nabrzmiały, pożółkły i zbladły,
W czole zmarszczki pół wieku, włosy wszystkie spadły.
Witam, on mię nie poznał, nie chciał mówić do mnie,
Mówię, kto jestem, patrzy na mnie bezprzytomnie.
Gdym dawnej znajomości szczegóły powiadał,
1795
OkoWtenczas on oczy we mnie utopił i badał.
Ach! wszystko, co przecierpiał w swych męczarniach dziennych,
I wszystko, co przemyślił w swych nocach bezsennych,
Wszystko poznałem w jednej chwili z jego oka;
Bo na tym oku była straszliwa powłoka.
1800Źrenice miał podobne do kawałków szklanych,
Które zostają w oknach więzień kratowanych,
Których barwa jest szara jak tkanka pajęcza,
A które, patrząc z boku, świecą się jak tęcza:
I widać w nich rdzę krwawą, iskry, ciemne plamy,
1805Ale ich okiem na wskroś przebić nie zdołamy:
Straciły przezroczystość, lecz widać po wierzchu,
Że leżały w wilgoci, w pustkach, w ziemi, w zmierzchu.
W miesiąc poszedłem znowu, myśliłem, że zdoła
Rozpatrzyć się na świecie i pamięć przywoła.
1810Lecz tyle tysięcy dni był pod śledztwa próbą,
Tyle tysięcy nocy rozmawiał sam z sobą,
Tyle lat go badały mękami tyrany,
Tyle lat otaczały słuch mające ściany;
A całą jego było obroną — milczenie,
1815A całym jego były towarzystwem — cienie;
Że już się nie udało wesołemu miastu
Zgładzić w miesiąc naukę tych lat kilkunastu.
Słońce zda mu się szpiegiem, dzień donosicielem,
Domowi[75] jego strażą, gość nieprzyjacielem.
1820Jeśli do jego domu przyjdzie kto nawiedzić,
Na klamki trzask on myśli zaraz: idą śledzić;
Odwraca się i głowę na ręku opiera,
Zdaje się, że przytomność, moc umysłu zbiera:
Ścina usta, by słowa same nie wypadły,
1825Oczy spuszcza, by szpiegi z oczu co nie zgadły.
Pytany, myśląc zawsze, że jest w swym więzieniu,
Ucieka w głąb pokoju i tam pada w cieniu,
Krzycząc zawsze dwa słowa: «Nic nie wiem, nie powiem!»
I te dwa słowa — jego stały się przysłowiem;
1830I długo przed nim płacze na kolanach żona
I dziecko, nim on bojaźń i wstręt swój pokona.
Naród, Historia, PolakPrzeszłą niewolę lubią opiewać więźniowie;
Myśliłem, że on ją nam najlepiej opowie,
Wyda na jaw spod ziemi i spod straży zbirów
1835Dzieje swe, dzieje wszystkich Polski bohatyrów: —
Bo teraz Polska żyje, kwitnie w ziemi cieniach,
Jej dzieje na Sybirze, w twierdzach i więzieniach.
I cóż on na pytania moje odpowiedział?
Że o swoich cierpieniach sam już nic nie wiedział,
1840Nie pomniał. — Jego pamięć zapisana cała
Jak księga herkulańska pod ziemią spróchniała:
Sam autor zmartwychwstały nie umie w niej czytać,
Rzekł tylko: «Będą o to Pana Boga pytać,
On to wszystko zapisał, wszystko mnie opowie».
Adolf łzy ociera
Długie milczenie
Poezja, LiteratDAMA MŁODA
do Literata
HRABIA
Niech to stary Niemcewicz w pamiętniki wsadzi:
On tam, słyszałem, różne szpargały gromadzi.
LITERAT I
To historyja!
LITERAT II
Straszna.
KAMERJUNKIER
Literat, PoezjaLITERAT I
Takich dziejów słuchają, lecz kto je przeczyta?
I proszę, jak opiewać spółczesne wypadki;
Zamiast mitologiji są naoczne świadki.
Potem, jest to wyraźny, święty przepis sztuki,
1855Że należy poetom czekać — aż — aż —
JEDEN Z MŁODZIEŻY
Póki? —
Wieleż lat czekać trzeba, nim się przedmiot świeży
Jak figa ucukruje, jak tytuń uleży?
LITERAT I
Nie ma wyraźnych reguł.
LITERAT II
LITERAT I
To mało!
LITERAT III
Tysiąc, parę tysięcy —
Polak, NaródLITERAT IV
A mnie by się zdało,
Że to wcale nie szkodzi, że przedmiot jest nowy,
1865Szkoda tylko, że nie jest polski, narodowy.
Nasz naród się prostotą, gościnnością chlubi,
Nasz naród scen okropnych, gwałtownych nie lubi; —
Śpiewać, na przykład, wiejskich chłopców zalecanki.
Trzody, cienie — Sławianie, my lubim sielanki.
DwórLITERAT I
MISTRZ CEREMONII
Nie ma dworu! — a to mię dziwi niepomału,
Przecież ja jestem mistrzem ceremonijału.
SzlachcicHRABIA
cicho do Mistrza
Gdybyś Namiestnikowi wyrzekł za mną słówko,
Moja żona byłaby pierwszą pokojówką.
głośno
DRUGI HRABIA
niedawno kreowany[76] z mieszczan
Arystokracja zawsze swobód jest podporą,
Niech państwo przykład z Wielkiej Brytaniji biorą.
Zaczyna się kłótnia polityczna — młodzież wychodzi
Naród, Przywódca, PozoryPIERWSZY Z MŁODYCH
A łotry! — o, to kija!
A *** G ***
N***
Patrzcie, cóż my tu poczniem, patrzcie, przyjaciele,
Otóż to jacy stoją na narodu czele.
WYSOCKI
Powiedz raczej: na wierzchu. Nasz naród jak lawa,
1890Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa,
OgieńLecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi;
Plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi.
odchodzą
SCENA VIII. PAN SENATOR
W Wilnie — sala przedpokojowa; na prawo drzwi do sali komisji śledczej, gdzie prowadzą więźniów i widać ogromne pliki papierów — w głębi drzwi do pokojów Senatora, gdzie słychać muzykę — czas po obiedzie — u okna siedzi Sekretarz nad papierami; dalej nieco na lewo stolik, gdzie grają w wiska — Nowosilcow pije kawę; koło niego szambelan Bajkow, Pelikan i jeden Doktor — u drzwi warta i kilku Lokajów nieruchomych
Dworzanin, Urzędnik, Fircyk, ZbrodniarzSENATOR
do Szambelana
Diable! quelle corvée![77] — przecież po obiedzie.
1895Zresztą, en fait des dames[79], stare albo głupie: —
Avec leur franc parler et leur ton détestable[84].
Figurez-vous[85] — ja gadam o strojach, kasynie,
1900A moja kompanija o ojcu, o synie: —
«On stary, on zbyt młody, Panie Senatorze,
On kozy znieść nie może, Panie Senatorze,
On prosi spowiednika, on chce widzieć żonę,
1905
Il y a de quoi[88] oszaleć, muszę skończyć sprawę
I uciec z tego Wilna w kochaną Warszawę[89].
On się beze mnie nudzi, a ja z tą hołotą —
Je n'en puis plus[92] —
Próżność, Służalczość, ZbrodniarzDOKTOR
podchodząc
1910
Mówiłem właśnie, Jaśnie Panie,
Że ledwie rzecz zaczęta, i sprawa w tym stanie,
W jakim jest chory, kiedy lekarz go nawiedzi
I zrobi anagnosin[93]. Mnóstwo uczniów siedzi,
Tyle było śledzenia, żadnego dowodu;
1915Jeszcześmy nie trafili w samo jądro wrzodu.
Cóż odkryto? wierszyki! ce sont de maux légers[94],
Ce sont, można powiedzieć, accidents passagers[95];
Ale osnowa spisku dotąd jest tajemną,
I…
SENATOR
z urazą
1920
Tajemną? — to, widzę, Panu w oczach ciemno!
I nie dziw, po obiedzie — więc, signor Dottore,
Adio, bona notte[96] — dzięki za perorę!
Tajemną! sam śledziłem i ma być tajemną?
I vous osez[97], Docteur, mówić tak przede mną?
1925Któż kiedy widział formalniejsze śledztwa?
pokazując papiery
Wyznania dobrowolne, skargi i świadectwa,
Wszystko jest, i tu cały spisek świętokradzki
Stoi spisany jasno jak ukaz senacki[98]. —
Tajemną! — za te nudy, owóż co mam w zysku.
DOKTOR
Zbrodniarz, Urzędnik, Chciwość, Władza, Zbrodnia, Szantaż, DzieckoLOKAJ
Człowiek kupca Kanissyna
Czeka i jakiś Panu rejestr[100] przypomina.
SENATOR
Rejestr? jaki tam rejestr? — kto?
SługaLOKAJ
SENATOR
Idźże precz, sukisyn!
Widzisz, że ja zajęty.
SłużalczośćDOKTOR
do Lokajów
SEKRETARZ
wstając od stolika
On powiada, że jeśli Pan zapłatę zwleka,
On zrobi proces.
SENATOR
Napisz grzecznie, niechaj czeka.
zamyśla się
SEKRETARZ
To mały chłopczyna.
SENATOR
OgieńOni wszyscy mali, ale patrz w ich serce; —
Najlepiej ogień zgasić, dopóki w iskierce.
SEKRETARZ
Syn Kanissyna w Moskwie.
SENATOR
SEKRETARZ
On podobno u kadetów służy.
SENATOR
U kadetów? — voyez-vous, on tam wojsko burzy.
SEKRETARZ
SENATOR
Oh! cet incendiaire[103],
Ma tu korespondentów.
do Sekretarza
Pochlebstwo, SłużalczośćDOKTOR
Właśnie jak miałem honor mówić Jaśnie Panu,
Są tam ludzie różnego i wieku, i stanu; —
1965To najniebezpieczniejsze jest spisku symptoma,
A wszystkim rusza pewna sprężyna kryjoma,
Którą…
SENATOR
z urazą
Kryjoma?
DOKTOR
Senator odwraca się
do siebie
To szatan niecierpliwy, — z tym człowiekiem bieda!
Mam tyle ważnych rzeczy; wymówić mi nie da.
PELIKAN
do Senatora
Co Pan Senator każe z Rollisonem robić?
SENATOR
Jakim?
PELIKAN
SENATOR
Eh bien?[105]
PELIKAN
On zachorował.
SENATOR
Wieleż kijów dano?
PELIKAN
BAJKOW
Pan Botwinko; cha, cha —
O! nieprędko on kończy, gdy się raz rozmacha.
Ja zaręczam, że on go opatrzył nieszpetnie —
Parions[106], że mu wyliczył najmniej ze trzy setnie.
SENATOR
zadziwiony
1985
Trois cents coups et vivant? trois cents coups, le coquin,
Trois cents coups sans mourir, — quel dos de jacobin![107]
Myśliłem, że w Rosyi la vertu cutanée
Je n'y conçois rien! — ha, ha, ha, ha, mon ami![110]
do grającego w wiska, który czeka na swego kompana
1990
Polaki nam odbiorą nasz handel skórami.
Un honnête soldat en serait mort dix fois!
Quel rebelle![111] —
podchodzi do stolika
Dla Pana mam un homme de bois[112] —
Chłopiec drewniany; dał mu sam Botwinko kije.
1995Trzysta kijów dziecięciu — figurez-vous?[113] żyje!
do Pelikana
Nic nie wyznał?
PELIKAN
Prawie nic; — zęby tylko zaciął,
Krzyczy, że nie chce skarżyć niewinnych przyjaciół.
Ale z tych kilku słówek odkrywa się wiele —
2000Widać, że ci uczniowie — jego przyjaciele.
SENATOR
C'est juste[114]: jaki upór!
Historia, SzkołaDOKTOR
Właśnie powiadałem
Jaśnie Panu, że młodzież zarażają szałem,
Ucząc ich głupstw: na przykład, starożytne dzieje!
2005Któż nie widzi, że młodzież od tego szaleje.
SENATOR
wesoło
Vous n'aimez pas l'histoire, — ha, ha, un satirique
Aurait dit, że boisz się devenir historique[115].
PochlebstwoDOKTOR
I owszem, uczyć dziejów, niech się młodzież dowie,
Co robili królowie, wielcy ministrowie…
SENATOR
DOKTOR
ucieszony
Właśnie mówię, widzi Pan Dobrodziéj,
Że jest sposób wykładać dzieje i dla młodzi.
Lecz po co zawsze prawić o republikanach.
Zawsze o Ateńczykach, Spartanach, Rzymianach.
PELIKAN
do jednego ze swoich towarzyszów, pokazując Doktora
podchodzi do Doktora
Ale cóż o tym mówić, czy to teraz pora;
Zważ no, czy można nudzić pana Senatora.
LOKAJ
do Senatora
Czy Pan rozkaże wpuścić te panie — kobiety —
2020Pan wie — co wysiadają tu co dzień z karety —
Jedna ślepa, a druga —
Zbrodniarz, Kaleka, Wdowa, MatkaSENATOR
Ślepa? któż to ona?
LOKAJ
Pani Rollison
PELIKAN
Matka tego Rollisona.
LOKAJ
SENATOR
Odprawić było —
DOKTOR
Z Panem Bogiem!
LOKAJ
Odprawiamy, lecz siada i skwierczy pod progiem.
Kazaliśmy brać w areszt, — ze ślepą kobiétą
2030Trudno iść, lud się skupił, żołnierza wybito.
Czy mam wpuścić?
SENATOR
E! rady sobie dać nie umiesz —
Wpuścić, tylko aż do pół schodów — czy rozumiesz?
A potem ją sprowadzić — aż w dół — o tak tęgo;
z gestem
Drugi Lokaj wchodzi i oddaje list Bajkowowi
No, czegóż stoisz, pójdźże —
BAJKOW
Elle porte une lettre[116].
oddaje list
SENATOR
Któż by to za nią pisał?
BAJKOW
La princesse peut-être[117].
SENATOR
czyta
Wchodzą dwie Damy i Ksiądz Piotr
PELIKAN
do Bajkowa
To stara czarownica, mère de ce fripon[119].
Śmiech, Rozpacz, Władza, Strach, Matka, Kaleka, Urzędnik, SzantażSENATOR
grzecznie
Witam, witam, któraż z pań jest pani Rollison?
P. ROLLISON
z płaczem
— Ja — mój syn! Panie Dobrodzieju…
SENATOR
DRUGA DAMA
Nas dwie.
SENATOR
do Drugiej
I po cóż Panią mam tu honor witać?
DRUGA
SENATOR
Ha! nie widzi — a to wącha może?
Bo co dzień do mnie trafia.
DRUGA
Ja tu ją przywożę,
Ona sama i stara, i nie bardzo zdrowa.
P. ROLLISONOWA
SENATOR
Cicho.
do Drugiej
Pani któż jesteś?
DRUGA
Kmitowa.
SENATOR
KMITOWA
bladnąc
Jak to, jak to? Panie!
Senator śmieje się
Matka, Wdowa, Rozpacz, Więzień, PrzemocP. ROLLISONOWA
Panie! litość — ja wdowa! Panie Senatorze!
Słyszałam, że zabili — czyż można, mój Boże!
Moje dziecko! — Ksiądz mówi, że on jeszcze żyje;
2065Ale go biją, Panie! któż dzieci tak bije! —
Jego zbito — zlituj się — po katowsku zbito.
płacze
SENATOR
Gdzie? kogo? — gadaj przecie po ludzku, kobiéto.
P. ROLLISONOWA
Kogo? ach, dziecko moje! Mój Panie — ja wdowa —
Ach, wieleż to lat, póki człek dziecko wychowa!
2070Mój Jaś już drugich uczył; niech Pan wszystkich spyta,
Jak on uczył się dobrze. — Ja biedna kobiéta!
On mnie żywił ze swego szczupłego dochodu —
Ślepa, on był mnie okiem — Panie, umrę z głodu.
SENATOR
P. ROLLISONOWA
Kto mnie mówił? ja mam matki ucho.
Ja ślepa; teraz w uchu cała moja dusza,
Dusza matki. — Wiedli go wczora do ratusza;
Słyszałam —
SENATOR
P. ROLLISONOWA
Wypchnęli mię z progu
I z bramy, i z dziedzińca. Siadłam tam na rogu,
Pod murem; — mury grube, — przyłożyłam ucho —
Tam siedziałam od rana. — W północ, w mieście głucho,
2085Słucham — w północ, tam z muru — nie, nie zwodzę siebie;
Słyszałam go, słyszałam, jak Pan Bóg na niebie;
Ja głos jego słyszałam uszami własnemi —
Cichy, jakby spod ziemi, jak ze środka ziemi. —
I mój słuch wszedł w głąb muru, daleko, głęboko;
2090Słyszałam, męczono go —
SENATOR
Jak w gorączce bredzi!
Ale tam, moja Pani, wielu innych siedzi?
Zbrodniarz, Zbrodnia, Cierpienie, Śmiech, Rozpacz, Serce, Urzędnik, FircykP. ROLLISONOWA
Jak to? — czyż to nie był głos mojego dziecięcia?
Niema owca pozna głos swojego jagnięcia
2095Śród najliczniejszej trzody — ach, to był głos taki! —
Ach, dobry Panie, żebyś słyszał raz głos taki,
Ty byś już nigdy w życiu spokojnie nie zasnął!
SENATOR
Syn Pani zdrów być musi, gdy tak głośno wrzasnął.
P. ROLLISONOWA
pada na kolana
Jeśli masz ludzkie serce…
Otwierają się drzwi od sali — słychać muzykę, — wbiega Panna ubrana jak na bal
PANNA
SENATOR
Herz! choeur! tu także była mowa około serc[121].
Vous venez à propos, vous belle comme un coeur.
2105
Moment sentimental! il pleut ici des coeurs[122].
do Bajkowa
Żeby le grand-duc Michel[123] ten kalambur wiedział,
Ma foi[124], to już bym dawno w radzie państwa siedział.
do Panny
J'y suis — dans un moment[125].
P. ROLLISONOWA
chwyta za suknię
PANNA
Faites-lui donc grâce![126]
SENATOR
Diable m'emporte[127], jeśli wiem, czego chce ta jędza.
P. ROLLISONOWA
Chcę widzieć syna.
SENATOR
z przyciskiem
Cesarz nie pozwala.
KS. PIOTR
P. ROLLISONOWA
Księdza przynajmniej poszlij, syn mój prosi księdza.
Może kona; — gdy ciebie płacz matki nie wzruszy,
Bój się Boga, dręcz ciało, ale nie gub duszy.
FałszSENATOR
P. ROLLISONOWA
pokazując Księdza Piotra
Ten ksiądz poczciwy mówił; on tygodni tyle
Biega, błaga, lecz nie chcą wpuścić i na chwilę.
Spytaj księdza, on powie…
SENATOR
patrząc bystro na Księdza
To on wie? — poczciwy! —
2125
ReligiaNo zgoda, zgoda, — dobrze, — Cesarz sprawiedliwy;
Cesarz księży nie wzbrania, owszem sam posyła,
Aby do moralności młodzież powróciła.
Nikt jak ja religiji nie ceni, nie lubi —
wzdycha
P. ROLLISONOWA
do Panny
Ach, Panienko droga!
Wstaw się ty jeszcze za mną, ach, na rany Boga!
Mój syn mały; — rok siedzi o chlebie i wodzie,
W zimnym, ciemnym więzieniu, bez odzieży, w chłodzie.
PANNA
SENATOR
w ambarasie[131]
Jak to, jak to? on rok siedział?
Jak to, imaginez-vous[132] — jam o tym nie wiedział!
do Pelikana
Słuchaj, trzeba tę sprawę najpierwej rozpatrzyć,
Jeśli to prawda, uszy komisarzom natrzyć.
do Rollisonowej
P. KMITOWA
Nie płacz tak, pan Senator nie wie o twym synie,
Jak się dowie, obaczysz, może oswobodzi.
P. ROLLISONOWA
uradowana
Nie wie? — chce wiedzieć? o, niech mu Pan Bóg nagrodzi.
Ja to zawsze mówiłam ludziom: — być nie może
2145Tak okrutny, jak mówią, on stworzenie boże,
On człowiek, jego matka mlekiem wykarmiła —
Ludzie śmieli się; widzisz, jam prawdę mówiła.
do Senatora
Tyś nie wiedział! — te łotry wszystko tobie tają.
Wierz mi, Panie, tyś łotrów otoczony zgrają;
2150Nie ich pytaj, nas pytaj, my wszystko powiemy,
Całą prawdę —
SENATOR
śmiejąc się
No dobrze, o tym pomówiemy,
Dziś nie mam czasu, adieu[134]. — Księżnej powiedz, Pani,
Że co można, to wszystko każę zrobić dla niej.
grzecznie
do Księdza Piotra
Waść, księże, zostań, parę słów mam szepnąć tobie.
do Panny
J'y suis dans un moment[135].
Wszyscy odchodzą prócz dawnych osób
SENATOR
po pauzie do Lokajów
A szelmy, łajdaki!
Łotry, stoicie przy drzwiach i porządek taki?
2160Skórę wam zedrę, szelmy, służby was nauczę:
Podstępdo jednego Lokaja
Słuchaj — ty idź za babą —
do Pelikana
Nie, Panu poruczę.
Skoro wyjdzie od Księżnej, daj jej pozwolenie
Widzieć syna i prowadź aż tam — tam, w więzienie,
2165Potem osobno zamknij, — tak, na cztery klucze.
rzuca się na krzesło
LOKAJ
ze drżeniem
Pan kazał wpuścić —
SENATOR
schwytując się
Co? co? — ty śmiesz, ty! mnie gadać?
Toś wyuczył się w Polsce panu odpowiadać.
2170Stój, stój, ja cię oduczę. — Wieść go do kwatery
Policmejstra — sto kijów i tygodnie cztery
Na chleb i wodę —
Służalczość, Podstęp, Zbrodnia, MorderstwoPELIKAN
Niech Pan Senator uważy,
Iż mimo tajemnicy i czujności straży
2175O biciu Rollisona niechętne osoby
Wieść roznoszą, i może wynajdą sposoby
Oczernić przed Cesarzem nasze czyste chęci,
Jeśli się temu śledztwu prędko łeb nie skręci.
DOKTOR
Właśnie ja rozmyślałem nad tym, Jaśnie Panie.
2180Rollison od dni wielu cierpi pomieszanie;
Chce sobie życie odjąć, do okien się rzuca,
A okna są zamknięte…
PELIKAN
On chory na płuca;
Nie należy w zamknionym powietrzu go morzyć;
2185Rozkażę mu więc okna natychmiast otworzyć.
Mieszka na trzecim piętrze — powietrza użyje…
Zbrodniarz, Urzędnik, Rosjanin, Obowiązek, Służalczość, FałszSENATOR
roztargniony
Wpuszczać mi na kark babę, gdy ja kawę piję;
Nie dadzą chwili —
DOKTOR
SENATOR
spokojnie
Eh, mon Docteur[138], przed wszystkim służba i porządek
Potem, to owszem dobrze na słaby żołądek;
2195To żółć porusza, a żółć fait la digestion[139].
Po obiedzie, ja mógłbym voir donner la question[140],
Kiedy tak każe służba: — en prenant son café[141],
Wiesz co, to chwila właśnie widzieć auto-da-fé[142].
PELIKAN
odpychając Doktora
SENATOR
Pochować;
I pozwalam, jeżeli zechcesz, balsamować.
Zaręczyny, Pożądanie, Pozycja społeczna, Kobieta, Młodość, StarośćA propos balsam, Bajkow! — tobie by się zdało
Trochę balsamu, bo masz takie trupie ciało,
2205A żenisz się. Czy wiecie, on ma narzeczoną;
Drzwi z lewej strony odmykają się — Lokaj wchodzi — Senator pokazując drzwi
BAJKOW
SENATOR
A propos księdza
do Księdza
KS. PIOTR
Nie piję.
SENATOR
No, kapłanie, pij!
KS. PIOTR
Jestem braciszek.
SENATOR
Braciszek czy stryjaszek, skądże to Waszeci
2225Wiedzieć, co po więzieniach robią cudze dzieci?
Czy to Waszeć chodziłeś z wieściami do matki?
KS. PIOTR
Ja.
SENATOR
do Sekretarza
Zapisz to wyznanie — a oto są świadki.
do Księdza
A skądżeś o tym wiedział? he? ptaszek nie lada!
2230Spostrzegł się, że notują, i nie odpowiada.
W jakim klasztorze bractwo twe?
KS. PIOTR
U bernardynów.
SENATOR
A u dominikanów pewnie masz kuzynów?
Bo u dominikanów ten Rollison siedział.
2235No gadajże, skąd ty wiesz, kto ci to powiedział?
Władza, Rosja, Religia, Urzędnik, SzantażSłyszysz! — ja tobie każę — nie szepc mi po cichu.
Ja w imieniu Cesarza każę; słyszysz, mnichu?
Mnichu! czy ty słyszałeś o ruskim batogu?
do Sekretarza
Zapisz, że milczał.
do Księdza
2240
Wszak ty służysz Panu Bogu —
Znasz ty teologiją — słuchaj, teologu.
Wiesz ty, że wszelka władza od Boga pochodzi,
Gdy władza każe mówić, milczeć się nie godzi.
Ksiądz milczy
KS. PIOTR
Jeśli kto władzę cierpi, nie mów, że jej słucha;
Bóg czasem daje władzę w ręce złego ducha.
SENATOR
Jeżeli cię powieszę, a Cesarz się dowie,
Żem zrobił nieformalnie, a wiesz, co on powie?
2250«Ej, Senatorze, widzę, że się już ty bisisz».
A ty, mnichu, tymczasem jak wisisz, tak wisisz.
Pódź no bliżej, ostatni raz cię będę badał:
Wyznaj, kto tobie o tym biciu rozpowiadał?
He? — milczysz — już od Boga ty się nie dowiedział —
2255Kto mówił? — co? — Bóg? — anioł? — diabeł?
KS. PIOTR
Tyś powiedział.
SENATOR
obruszony
«Tyś?» — mnie mówić: tyś? — tyś, — ha, mnich!
Kara, BógDOKTOR
Ha, kapcanie!
Mówi się Panu: Jaśnie Oświecony Panie.
do Pelikana
pokazuje ręką
PELIKAN
daje Księdzu policzek
Widzisz, ośle, Senator się gniewa.
KSIĄDZ
do Doktora
Panie, odpuść mu, Panie; on nie wie, co zrobił!
Ach, bracie, tą złą radą tyś sam się już dobił.
2265Dziś ty staniesz przed Bogiem.
SENATOR
Co to?
BAJKOW
On błaznuje.
Daj mu jeszcze raz w papę, niech nam prorokuje.
daje mu szczutkę[147]
KS. PIOTR
SENATOR
Hej, posłać po Botwinkę! zatrzymać tu klechę —
Ja sam będę przy śledztwie, będziem mieć uciechę.
Obaczym, czy on będzie milczał tak upornie.
Ktoś go namówił.
Korzyść, SłużalczośćDOKTOR
2275
Właśnie przedstawiam pokornie,
To jest rzecz umówiona, i te wszystkie spiski
Kieruje, jak wiem pewnie, Książę Czartoryski;
SENATOR
schwytuje się za krzesła
do siebie
do Doktora
Skądże wiesz?
DOKTOR
Dawno, czynnie, sprawą się zaprzątam.
SENATOR
I Pan mnie nie mówiłeś?
DOKTOR
SENATOR
Ktoś! ktoś! ale czy Książę?
DOKTOR
Mam ślad oczywisty,
Mam doniesienia, skargi i przejęte listy.
SENATOR
DOKTOR
Przynajmniej jest mowa o Księciu
W tych listach i o całym jego przedsięwzięciu,
I wielu profesorów — a głównym ogniskiem
Jest Lelewel. On tajnie kieruje tym spiskiem.
SENATOR
do siebie
2295
Ach, gdyby jaki dowód! choćby podejrzenie,
Ślad dowodu, cień śladu, choćby cieniów cienie!
Nieraz już mi o uszy obiła się mowa:
«To Czartoryski wyniósł tak Nowosilcowa».
Obaczym teraz, kto z nas będzie mógł się chwalić,
2300Czy ten, co umiał wynieść, czy ten, co obalić.
do Doktora
Pójdź — que je vous embrasse[150] — a! a! to rzecz inna,
Ja wraz zgadnąłem, że to sprawa nie dziecinna:
Ja wraz zgadnąłem, że to jest Książęcia sztuka.
DOKTOR
poufale
I Pan zgadnął? — zje diabła, kto Pana oszuka.
SENATOR
poważnie
2305
Choć ja wiem o tym wszystkim, Panie Radco Stanu,
Jeśli odkryć dowody udało się Panu,
Ecoutez[151], daję Panu senatorskie słowo,
Naprzód pensyję roczną powiększę połową
I tę skargę za dziesięć lat służby policzę,
2310Potem może starostwo, dobra kanonicze,
Order — kto wie, nasz Cesarz wspaniale opłaca,
Ja go sam będę prosił, — już to moja praca.
DOKTOR
Mnie też to kosztowało niemało zabiegów;
Ze szczupłej mojej płacy opłacałem szpiegów;
2315A wszystko z gorliwości o dobro Cesarza.
Podstęp, UrzędnikSENATOR
biorąc go pod rękę
Mon cher, idź zaraz, weźmij mego sekretarza.
Wziąć te wszystkie papiery i opieczętować;
do Doktora
Wieczorem będziem wszystko razem trutynować[152].
do siebie
zamyśla się
do Sekretarza w ucho
Przyaresztuj Doktora razem z papierami.
do Bajkowa, który wchodzi
To ważna sprawa, musim zatrudnić się sami.
Doktor wymknął się z pewnym słówkiem nieumyślnie,
Zbadałem go, a śledztwo ostatek wyciśnie.
Pelikan, widząc względy Senatora, odprowadza Doktora i kłania mu się nisko
DOKTOR
do siebie
do Senatora
Zaraz wracam.
SENATOR
niedbale
O ósmej ja wyjeżdżam z miasta.
Ksiądz, Śmierć, WizjaDOKTOR
patrząc na zegarek
Co to? na mym zegarku godzina dwunasta?
SENATOR
DOKTOR
Co, już piąta? — ledwie oczom wierzę.
Mój indeks[153] na dwunastej, na samym numerze
Stanął i na dwunastej sam indeksu nosek;
Żeby choć o sekundę ruszył, choć o włosek!
KS. PIOTR
DOKTOR
Czego ty chcesz?
PELIKAN
Proroctwo tobie jakieś burczy.
Patrz, jak mu oczy błyszczą, istny wzrok jaszczurczy!
KS. PIOTR
PELIKAN
Ten braciszek coś bardzo wygląda na szpiega —
Otwierają się drzwi z lewej strony, wchodzi mnóstwo dam wystrojonych, urzędników, gości, — za nimi muzyka
P. GUBERNATOROWA
Czy można?
P. SOWIETNIKOWA
C'est indigne![154]
P. JENERAŁOWA
P. SOWIETNIKOWA
Vraiment, c'est un malheur[156].
WSZYSTKIE
razem
Wreszcie przyszłyśmy szukać.
SENATOR
Cóż to? — jaka gala!
DAMA
I tu możemy tańczyć, dość obszerna sala.
stają i szykują się do tańca
SENATOR
KSIĘŻNA
Ce n'est qu'une surprise[158].
SENATOR
KSIĘŻNA
Vous danserez, j'espère[160].
SENATOR
Certes, et de mon mieux[161].
Muzyka gra menueta z «Don Juana» — z lewej strony stoją czynownicy, czyli urzędnicy i urzędniczki — z prawej kilku z młodzieży, kilku młodych oficerów rosyjskich, kilku starych ubranych po polsku i kilka młodych dam. — Na środku menuet. Senator tańczy z narzeczoną Bajkowa; Bajkow z Księżną
BAL
SCENA ŚPIEWANA
Z PRAWEJ STRONY
DAMA
Patrz, patrz starego, jak się wije,
Jak sapie, oby skręcił szyję.
do Senatora
na stronę
Il crévera dans l'instant[162].
Zbrodniarz, Taniec, ZabawaMŁODY CZŁOWIEK
Patrz, jak on łasi się i liże,
Wczora mordował, tańczy dziś;
Patrz, patrz, jak on oczyma strzyże,
2365Skacze jak w klatce ryś.
DAMA
Wczora mordował i katował,
I tyle krwi niewinnej wylał;
Patrz, dzisiaj on pazury schował
I będzie się przymilał.
Z LEWEJ STRONY
KOLLESKI REGESTRATOR
do Sowietnika[163]
2370
Urzędnik, Rosjanin, Pycha, Pozycja społeczna, TaniecTańczy Senator, czy widzicie,
Ej, Sowietniku, pódźmy w tan.
SOWIETNIK
Uważaj, czy to przyzwoicie,
Byś ze mną tańczył Pan.
REGESTRATOR
Ale tu znajdziem kilka dam.
SOWIETNIK
REGESTRATOR
Skądże to?
SOWIETNIK
Jestem sowietnikiem.
REGESTRATOR
SOWIETNIK
Mój Panie, ja nie tańczę z nikim,
Kto ma tak niski czyn.
do Pułkownika
Pódź, Pułkowniku, pódźże w taniec,
Widzisz, że tańczy sam Senator.
PUŁKOWNIK
pokazując Regestratora
SOWIETNIK
Kolleski Regestrator!
PUŁKOWNIK
Ta szuja[164], istne jakubiny!
DAMA
do Senatora
Jak ślicznie, lekko tańczysz Pan.
SOWIETNIK
z gniewem
Jak tu pomieszały się czyny!
DAMA
PochlebstwoLEWA STRONA
chórem
DAMY
Ah! quelle beauté, quelle grâce![165]
MĘŻCZYŹNI
Jaka to świetność, przepych jaki!
PRAWA STRONA
chórem
MĘŻCZYŹNI
Ach, łotry, szelmy, ach, łajdaki!
Żeby ich piorun trzasł.
Dwór, Grzech, Pożądanie, Żona, Córka, Cnota, ObyczajeSENATOR
tańcząc, do Gubernatorowej
GUBERNATOR
biegąc za Senatorem
To człek prosty;
Niech Pan to na nas zda.
podchodzi do Starosty
STAROSTA
W domu siedzi.
GUBERNATOR
A córki?
STAROSTA
Jedną tylko mam.
GUBERNATOROWA
I córka balu nie odwiedzi?
STAROSTA
GUBERNATOROWA
Pan tu sam?
STAROSTA
Ja sam.
GUBERNATOR
I żona nie zna Senatora?
STAROSTA
Dla siebie tylko żonę mam.
GUBERNATOROWA
STAROSTA
Usłużność Pani znam.
GUBERNATOR
Tu w menuecie para zbywa,
Senator potrzebuje dam.
STAROSTA
GUBERNATOROWA
Mówiono, że tańczy i grywa,
Senator chciał zaprosić sam.
STAROSTA
Widzę, że pan Senator wzywa
Na raz po kilka dam.
Zabawa, ZbrodniaLEWA STRONA
chórem
PRAWA STRONA
chórem
Te szelmy z rana piją krew,
A po obiedzie rom.
SOWIETNIK
pokazując Senatora
STAROSTA
OFICER ROSYJSKI
do Bestużewa
Urzędnik, Dworzanin, Pożądanie, Grzech, ObyczajeSTUDENT
do Oficera
Patrz, jak się Bajkow, Bajkow rucha,
Co to za mina, co za ruch!
Skacze jak po śmieciach ropucha,
2435Patrz, patrz, jak nadął brzuch.
Wyszczerzył zęby, nazbyt łyknął,
Patrz, jak otwiera gębę on,
Słuchaj, ach, słuchaj, Bajkow ryknął.
Bajkow nuci
do Bajkowa
Mon Général, quelle chanson[168]!
BAJKOW
śpiewa pieśń Beranżera[169]
STUDENT
Général, ce sont vos paroles?[171]
BAJKOW
Oui[172].
STUDENT
JEDEN Z OFICERÓW
śmiejąc się
Ces couplets sont vraiment fort drôles,
Quel ton satirique et plaisant![174]
MŁODY CZŁOWIEK
Pour votre muse sans rivale
Je vous ferais académicien[175].
BAJKOW
w ucho, — pokazując Księżną
SENATOR
w ucho, — pokazując narzeczoną Bajkowa
Va, va, je te coifferai bien[176].
Dwór, Grzech, Obyczaje, Matka, CórkaPANNA
tańcząc, do Matki
Nazbyt ohydni, nazbyt starzy.
MATKA
z prawej strony
Jeśli ci zbrzydnął, to go rzuć.
SOWIETNIKOWA
z prawej strony
Jak mojej córeczce do twarzy.
STAROSTA
SOWIETNIKOWA DRUGA
do córki stojącej obok
Tylko, Zosieńku, podnieś wzrok.
Może Senator cię obaczy.
STAROSTA
LEWA STRONA
chórem
Ach, jaka świetność, przepych jaki!
Ah, quelle beauté, quelle grâce!
PRAWA STRONA
Ach, szelmy, łotry, ach, łajdaki!
Żeby ich piorun trzasł.
Z PRAWEJ STRONY MIĘDZY MŁODZIEŻĄ
Polak, Rosjanin, Sprawiedliwość, Zemsta, Kara, Zbrodniarz, Urzędnik, Rosja, OjczyznaJUSTYN POL
do Bestużewa, pokazując na Senatora
BESTUŻEW
Cóż stąd, jednego łotra zgładzić
Lub obić, co za zysk?
Oni wyszukają przyczyny,
2470By uniwersytety znieść,
Krzyknąć, że ucznie jakubiny,
I waszą młodzież zjeść.
JUSTYN POL
Lecz on zapłaci za męczarnie,
Za tyle krwi i łez.
BESTUŻEW
POL
Nóż świerzbi w ręku, pozwól ubić.
BESTUŻEW
Ostrzegam jeszcze raz!
POL
Pozwól przynajmniej go wyczubić.
BESTUŻEW
POL
Ach, szelmy, łotry, ach, zbrodniarze!
BESTUŻEW
Muszę ciebie wywieść za próg.
POL
Czyż go to za nas nikt nie skarze?
Nikt się nie pomści?
odchodzą ku drzwiom
KS. PIOTR
Nagle muzyka się zmienia i gra arią Komandora
TAŃCZĄCY
Co to jest? — co to?
GOŚCIE
Jaka muzyka ponura!
JEDEN
patrząc w okna
Jak ciemno, patrz no, jaka zebrała się chmura.
zamyka okno — słychać z dala grzmot
SENATOR
Cóż to? Czemu nie grają?
DYREKTOR MUZYKI
SENATOR
Pałki!
DYREKTOR
Bo to miano grać różne z opery kawałki,
Oni nie zrozumieli, i stąd zamieszanie.
SENATOR
No, no, no — arrangez donc[177] — no, panowie — panie.
Rozpacz, Zbrodnia, Zbrodniarz, SzaleństwoSłychać krzyk wielki za drzwiami
PANI ROLLISON
za drzwiami, okropnym głosem
SEKRETARZ
Ślepa!
SługaLOKAJ
strwożony
Widzi — patrz, jak sadzi
Po schodach, zatrzymajcie!
DRUDZY LOKAJE
Kto jej co poradzi!
PANI ROLLISON
LOKAJ
chce zatrzymać — ona obala jednego z nich
A! patrz, jak obaliła — a! a! opętana.
uciekają
Matka, Syn, KrewPANI ROLLISON
Gdzie ty! — znajdę cię, mozgi[178] na bruku rozbiję —
Jak mój syn! Ha, tyranie! syn mój, syn nie żyje!
Wyrzucili go oknem — czy ty masz sumnienie?
2505Syna mego tam z góry, na bruk, na kamienie.
Ha, ty pijaku stary, zbryzgany krwią tylu
Niewiniątek, pódź! — gdzie ty, gdzie ty, krokodylu?
Ja ciebie tu rozedrę, jak mój Jaś, na sztuki. —
Syn! wyrzucili z okna, z klasztoru, na bruki.
2510Me dziecię, mój jedynak! mój ojciec-żywiciel —
A ten żyje, i Pan Bóg jest, i jest Zbawiciel!
KS. PIOTR
Nie bluźń, kobieto; syn twój zraniony, lecz żyje.
Krew, Kaleka, ZbrodniarzPANI ROLLISON
Żyje? syn żyje? czyje to są słowa, czyje?
Czy to prawda, mój księże? — Ja zaraz pobiegłam —
2515«Spadł» krzyczą, — biegę — wzięli — i zwłok nie dostrzegłam:
Zwłok mego jedynaka. — Ja biedna sierota!
Zwłok syna nie widziałam. Widzisz — ta ślepota!
Lecz krew na bruku czułam — przez Boga żywego
Tu czuję — krew tę samą, tu krew syna mego,
2520Tu jest ktoś krwią zbryzgany — tu, tu jest kat jego!
Idzie prosto do Senatora — Senator umyka się — Pani Rollison pada zemdlona na ziemię — Ks. Piotr podchodzi do niej ze Starostą — Kara, Bóg, Cudsłychać uderzenie piorunu
WSZYSCY
zlęknieni
Słowo stało się ciałem! — To tu!
INNI
Tu! Tu!
KS. PIOTR
Nie tu.
JEDEN
patrząc w okno
Jak blisko — w sam róg domu uniwersytetu.
SENATOR
podchodzi do okna
KTOŚ Z WIDZÓW
Słyszysz w domu krzyk kobiéty?
KTOŚ NA ULICY
śmiejąc się
Cha — cha — cha — diabli wzięli.
Pelikan wbiega zmieszany
SENATOR
Nasz Doktor?
PieniądzPELIKAN
STAROSTA
Ruble rosyjskie, widzę, bardzo niebezpieczne.
SENATOR
do Dam
Panie zmieszały taniec — jak Panie niegrzeczne.
widząc, te ratują Panią Rollison
Wynieście ją, wynieście — pomóc tej kobiecie.
Wynieście ją.
KS. PIOTR
SENATOR
Wynieście, gdzie chcecie.
KS. PIOTR
Syn jej jeszcze nie umarł, on jeszcze oddycha,
Pozwól mnie iść do niego.
SENATOR
Idź, gdzie chcesz, do licha!
Sprawiedliwość, Strach, Zbrodniado siebie
2545
Doktor zabity, ach! ach! ach! c'est inconcevable![180]
Ten ksiądz mu przepowiedział — ah! ah! ah! c'est diable![181]
do kompanii
No i cóż w tym strasznego? — wiosną idą chmury,
Z chmury piorun wypada: — taki bieg natury.
SOWIETNIKOWA
do męża
SOWIETNIK
Głupia jesteś.
SOWIETNIKOWA
Słychać znowu grzmot — wszyscy uciekają; naprzód lewa, potem prawa strona. — Zostaje Senator, Pelikan, Ks. Piotr
SENATOR
patrząc za uciekającymi
Przeklęty Doktor! żyjąc nudził mię do mdłości,
A jak zdechł, patrzaj, jeszcze rozpędza mi gości.
do Pelikana
Ksiądz milczy
Prawdę mówiąc, ten Doktor troszeczkę przewinił,
Prawdę mówiąc, ten Doktor nad powinność czynił.
On aurait fort à dire[184] — kto wie, są przestrogi —
2565Mój Boże, czemu prostej nie trzymać się drogi!
No i cóż, księże? — milczy!… milczy i zwiesił nos.
Ale go puszczę wolno: — on dirait bien des choses[185]!…
zamyśla się
Sprawiedliwość, KaraPELIKAN
Cha! cha! cha! jeśli śledztwo jest niebezpieczeństwem,
Toć by nas przecie piorun zaszczycił pierwszeństwem.
KS. PIOTR
SENATOR
ciekawy
O piorunie? — Doktorze? — mów!
KS. PIOTR
— dwie przypowieści.
Onego czasu w upał przyszli ludzie różni
Zasnąć pod cieniem muru; byli to podróżni.
2575Między nimi był zbójca, a gdy inni spali,
Anioł Pański zbudził go: «Wstań, bo mur się wali».
On zbójca był ze wszystkich innych najzłośliwszy:
Wstał, a mur inne pobił. On ręce złożywszy
Bogu dziękował, że mu ocalono zdrowie.
2580A Pański anioł stanął przed nim i tak powie:
«Ty najwięcej zgrzeszyłeś! kary nie wyminiesz,
Lecz ostatni najgłośniej, najhaniebniej zginiesz».
A druga powieść taka. — Za czasu dawnego,
Pewny wódz rzymski pobił króla potężnego;
2585I kazał na śmierć zabić wszystkie niewolniki,
Wszystkie rotmistrze pułków i wszystkie setniki.
Ale króla samego przy życiu zostawił,
Tudzież starosty, tudzież pułkowniki zbawił. —
I mówili do siebie głupi więźnie owi:
2590«Będziem żyć, podziękujmy za życie wodzowi».
Aż jeden żołnierz rzymski, co im posługował,
Rzekł im: «Zaprawdę wódz was przy życiu zachował;
Bo was przykuje przy swym tryumfalnym wozie
I będzie oprowadzał po całym obozie,
2595I do miasta powiedzie; bo wy z tych jesteście,
Których wodzą po Rzymie, onym sławnym mieście,
Aby lud rzymski krzyknął: Patrzcie, co wódz zrobił,
On takie króle, takie pułkowniki pobił.
Potem, gdy was w łańcuchach złotych oprowadzi,
2600Odda was w ręce kata, a kat was osadzi
Na głębokie, podziemne i ciemne wygnanie,
Kędy będzie płacz wieczny i zębów zgrzytanie».
Tak mówił żołnierz rzymski; — do żołnierza tego
Król gromiąc rzekł: «Twe słowa są słowa głupiego,
2605Czyś ty kiedy na ucztach z twoim wodzem siedział,
Ażebyś jego rady, jego myśli wiedział?»
Zgromiwszy, pił i śmiał się z swymi współwięźniami,
Ze swymi hetmanami i pułkownikami.
SENATOR
znudzony
Senator odchodzi do swoich pokojów z Pelikanem. Ks. Piotr idzie ku drzwiom i spotyka Konrada, który, prowadzony na śledztwo od dwóch żołnierzy, ujrzawszy Księdza wstrzymuje się i patrzy nań długo
KONRAD
Dziwna rzecz, nie widziałem nigdy tej postaci,
A znam go, jak jednego z mych rodzonych braci.
2615Czy to we śnie! — tak, we śnie, teraz przypomniałem,
Taż sama twarz, te oczy, we śnie go widziałem.
On to, zdało się, że mię wyrywał z otchłani.
do Księdza
Mój księże, choć jesteśmy mało sobie znani,
Przynajmniej ksiądz mię nie znasz: przyjmij dziękczynienie
2620Za łaskę, którą tylko zna moje sumienie.
Drodzy są i widziani we śnie przyjaciele,
Gdy prawdziwych na jawie widzim tak niewiele.
Weź, proszę, ten pierścionek, przedaj; daj połowę
Ubogim, drugą na mszę za dusze czyscowe;
2625Wiem, co cierpią, jeżeli czyściec jest niewolą;
WizjaMnie, kto wie, czy już kiedy słuchać mszy pozwolą.
KS. PIOTR
Pozwolą — Za pierścionek ja ci dam przestrogę.
Ty pojedziesz w daleką, nieznajomą drogę;
Będziesz w wielkich, bogatych i rozumnych tłumie,
2630Szukaj męża, co więcej niźli oni umie;
Poznasz, bo cię powita pierwszy w Imię Boże.
Słuchaj, co powie…
KONRAD
wpatrując się
Cóż to? tyżeś?… czy być może?
Stój na chwilę… dla Boga…
KS. PIOTR
KONRAD
Jedno słowo…
ŻOŁNIERZ
Nie wolno! każdy w swoję drogę. —
SCENA IX. NOC DZIADÓW
Opodal widać kaplicę — smętarz — Guślarz i Kobieta w żałobie
GUŚLARZ
DuchKOBIETA
Ja tam nie pójdę, guślarzu,
Ja chcę zostać na smętarzu,
Chcę jednego widzieć ducha:
Tego, co przed laty wielu
2645Zjawił się po mym weselu,
Co pośród duchów gromady
Stanął nagle krwawy, blady,
I mnie dzikim okiem łowił,
I ani słowa nie mówił.
GUŚLARZ
2650
On żył może, gdym go badał,
Dlatego nie odpowiadał.
Bo na duchów zgromadzenie,
W tajemniczą noc na Dziady,
Można wzywać żywych cienie.
2655Ciała będą u biesiady
Albo u gry, albo w boju,
I zostaną tam w pokoju;
Dusza zwana po imieniu
Objawia się w lekkim cieniu;
2660Lecz póki żyje, ust nie ma,
Stoi biała, głucha, niema.
KOBIETA
Cóż znaczyła w piersiach rana?
GUŚLARZ
Widać, że w duszę zadana.
KOBIETA
Ja tu sama zgubię drogę.
GUŚLARZ
2665
Ja tu z tobą zostać mogę.
Tam beze mnie zrobią czary,
Jest tam inny guślarz stary. —
Czy słyszysz te śpiewy w dali?
Już się tam ludzie zebrali.
2670Pierwszą klątwę już zaklęli,
Klątwę wianka i kądzieli,
Wezwali powietrznych duchów.
Widzisz tych świateł tysiące,
Jakby gwiazdy spadające?
2675Ten ognistych ciąg łańcuchów?
To powietrznych roje duchów.
Patrz, już nad kaplicą świecą
Pod czarnym niebios obszarem,
Jak gołębie, kiedy lecą
2680W nocy nad miasta pożarem,
Gdy białymi skrzydeł puchy
Odbijając żar ogniska,
Ptastwo jak stado gwiazd błyska.
KOBIETA
On nie będzie z tymi duchy!
Cmentarz, Gotycyzm, TrupGUŚLARZ
2685
Widzisz, blask z kaplicy bucha,
Teraz klęli ognia władzą;
Ciała w nocy złego ducha
Z pustyń, z mogił wyprowadzą.
Tędy będą ciągnąć duchy.
2690Poznasz go, jeśli pamiętasz,
Ukryj się ze mną w dąb suchy,
W ten dąb suchy i wygniły,
Tu się niegdyś wróżki kryły.
Już rusza się cały smętarz,
2695Rozwierają się mogiły,
Wybuchnął płomyk niebieski;
Podskakują w górę deski,
Wysuwają potępieńce
Blade głowy, długie ręce;
2700Widzisz oczy jak zarzewie,
Schowaj oczy, skryj się w drzewie.
Upiór z dala wzrokiem piecze,
Lecz guślarza nie urzecze.
Ha!
KOBIETA
Upiór, Zbrodniarz, Chciwość, KaraGUŚLARZ
Trup to świeży!
W nie zgniłej jeszcze odzieży.
Dymem siarki trąci wkoło,
Czarne ma jak węgiel czoło.
2710Zamiast oczu — w jamach czaszki
Żarzą się dwie złote blaszki,
A w środku każdego kółka
Siedzi diablik, jak w źrenicy,
I wywraca wciąż koziołka,
2715Miga lotem błyskawicy.
Trup tu bieży, zębem zgrzyta,
Z ręki przelewa do ręki,
Jak gdyby z sita do sita,
Wrzące srebro — słyszysz jęki?
WIDMO
2720
Gdzie kościół? — gdzie kościół — gdzie Boga lud chwali?
Gdzie kościół, ach, pokaż, człowiecze.
Ach, widzisz, jak we łbie ten dukat mię pali,
Jak srebro stopione dłoń piecze.
Ach, wylej, człowieku, dla biednej sieroty,
2725Dla więźnia jakiego, dla wdowy,
Ach, wylej mi z ręki żar srebrny i złoty,
I dukat ten wyłup mi z głowy.
Ty nie chcesz! ha, kruszec przelewać ja muszę
Aż kiedyś ten dzieci pożerca
2730Wyzionie łakomą, bezdenną swą duszę,
Ten kruszec mu wleję do serca.
A potem przez oczy, przez uszy wyleję
I znowu tym wleję korytem,
I będę tym trupem obracać jak sitem,
2735Naleję, wyleję, przesieję!
Ach, kiedyż przez niego ten kruszec przesieję!
Ach, czekać tak długo! — goreję! goreję!
ucieka
GUŚLARZ
Ha!
KOBIETA
Co widzisz?
Upiór, Zbrodniarz, Pożądanie, KaraGUŚLARZ
2740
Ha, jak blisko!
Drugi wylazł, ku nam bieży,
Jakie obrzydłe trupisko!
Blade, tłuste, trup to świeży,
I strój świeży ma na ciele,
2745Ubrany jak na wesele;
I gad niedawno go toczy,
Ledwie mu wpół wygryzł oczy.
Od kaplicy w stronę skoczył,
Czart go uwiódł, czart zamroczył,
2750Nie puści go do kaplicy.
Czart przybrał postać dziewicy;
I na trupa rączką kiwa,
Okiem mruga, śmiechem wzywa;
Skacze ku niej trup zwiedziony,
2755Z grobu na grób, jak szalony.
I rękami, i nogami
Wije, jak wiatrak skrzydłami —
Już pada do jej uścisków;
PiesWtem spod nóg jego wytryska
2760Dziesięć długich, czarnych pysków;
Wyskakują czarne psiska,
Od nóg lubej go porwały
I targają na kawały,
Członki krwawym pyskiem trzęsą,
2765Po polu roznoszą mięso.
Psy zniknęły. — Nowe dziwo,
Każda część trupa jest żywą:
Wszystkie jak oddzielne trupy
Biegą zebrać się do kupy.
2770Głowa skacze jak ropucha
I nozdrzami ogień bucha;
Czołgają się piersi trupa
Jak wielka żółwia skorupa —
Już zrosła się głowa z ciałem,
2775Jak krokodyl bieży cwałem.
WążOderwanej ręki palce
Drżą, wiją się jak padalce;
Dłoń za piasek chwyta, grzebie,
I ciągnie rękę do siebie,
2780I nogi się przyczołgały,
I znowu trup wstaje cały.
Znowu wabi ulubiona,
Znowu pada w jej ramiona,
Znowu go porwały czarty,
2785I znowu w sztuki rozdarty —
Ha! niech go więcej nie widzę!
KOBIETA
Tak się boisz?
GUŚLARZ
KOBIETA
On nie będzie z tymi duchy!
WierzeniaGUŚLARZ
Wkrótce, wkrótce koniec Dziadów.
Słyszysz — trzeci kur już pieje;
Tam śpiewają ojców dzieje,
2795I rozchodzą się gromady.
KOBIETA
I nie przyszedł on na Dziady!
CzaryGUŚLARZ
Jeśli duch ten jeszcze w ciele,
Wymów teraz jego imię,
Ja na czarodziejskie ziele
2800W tajemniczym zaklnę rymie;
I duch ciało swe zostawi,
I przed tobą się objawi.
KOBIETA
Wymówiłam —
GUŚLARZ
KOBIETA
Nie ma ducha!
GUŚLARZ
O kobieto! twój kochanek
Albo zmienił ojców wiarę,
Albo zmienił imię stare.
2810Widzisz, już zbliża się ranek,
Gusła nasze moc straciły,
Nie pokaże się twój miły.
wychodzą z drzewa
KOBIETA
On!
GUŚLARZ
Tu jedzie.
KOBIETA
Cierpienie, PatriotaGUŚLARZ
Pierś miał zbroczoną posoką,
Bo w tej piersi jest ran wiele:
Straszne cierpi on katusze,
Tysiąc mieczów miał on w ciele,
2830A wszystkie przeszły — aż w duszę.
Śmierć go chyba z ran uleczy.
KOBIETA
Któż weń wraził tyle mieczy?
GUŚLARZ
Narodu nieprzyjaciele.
Piętno, GrzechKOBIETA
GUŚLARZ
Ta największe sprawia bole;
Jam ją widział, jam ją zbadał;
Tę ranę sam sobie zadał,
2840Śmierć z niej uleczyć nie może.
KOBIETA
Ach, ulecz go, wielki Boże!
Strona 1 z 1 · 100% utworu
Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.