Kordian · Juliusz Słowacki

PROLOG

ok. 2 min czytaniaDuchKoniec świataPoeta

PROLOG

PIERWSZA OSOBA PROLOGU

Duch, Koniec świataBoże! zeszlij[36] na lud twój, wyniszczony bojem,
Sen cichy, sen przespany, z pociech jasnym zdrojem;
Niechaj widmo rozpaczy we śnie go nie dręczy.
325
Rozwieś nad nim kotarę z rąbka niebios tęczy,
Niech się we łzach nie budzi przed dniem zmartwychwstania;
A mnie daj łzy ogromne i męki niespania,
Po mękach wręcz mi trąbę sądnego anioła;
A kogo przed tron Boga ta trąba zawoła,
330
Niechaj stanie przed Tobą. Daj mi siłę, Boże,
A komu palec przekleństw na czoło położę,
Niech nosi znak na czole… Pozwól, Panie, tuszyć[37],
Że słowem zdołam cielce złote giąć i kruszyć…
Z brązu wzniosę posągi, gdzie pokruszę gipsy.
335
A kto ja jestem? — Jestem duch Apokalipsy —
Obróćcie ku mnie oczu zamglonych i twarzy…
Oto stoję wśród siedmiu złocistych lichtarzy
Podobny do człowieka… szata w długość szczodra
Spływa do stóp; pas złoty przewiązał mi biodra,
340
Głowę kryje włos biały, jak śniegi, jak wełna;
Z oczu skra leci ogniów dyjamentu pełna,
Nogi mam jak miedź świeżym ogniskiem czerwona,
Głos huczy jako woda wezbraniem szalona,
W ręku siedem gwiazd niosę, a z ust mi wytryska
345
Miecz ostry obosieczny, a twarz moja błyska
Jak słońce w całej mocy wyświecone kołem.
A gdy przede mną na twarz upadniecie czołem,
Powiem wam: «Jestem pierwszy… i ostatnim będę…»

DRUGA OSOBA PROLOGU

PoetaJa wam zapał poety na nici rozprzędę,
350
Wy śmiejcie się z zapału mego towarzysza…
Kto on? — do tureckiego podobny derwisza;
Owe siedem lichtarzy, jest to siedem grodów,
Stoi wśród siedmiu złotem nalanych narodów,
Wygnaniec. — A włos czarny w siwość mu zamienia
355
Nie wiek, ale zgryzota… W oczach blask natchnienia,
W ręku gwiazdy… to myśli, z których jasność dniowa;
Miecz w ustach obosieczny, jest to sztylet słowa,
Którym zabija ludzi głupich… albo wrogów.

TRZECIA OSOBA PROLOGU

Zwaśnionych obu spędzam ze scenicznych progów.
360
Dajcie mi proch zamknięty w narodowej urnie,
Z prochu lud wskrzeszę, stawiam na mogił koturnie
I mam aktorów wyższych o całe mogiły.
Z przebudzonych rycerzy zerwę całun zgniły,
Wszystkich obwieję nieba polskiego błękitem,
365
Wszystkich oświecę duszy promieniem i świtem
Urodzonych nadziei — aż przejdą przed wami
Pozdrowieni uśmiechem, pożegnani łzami.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.