Pieśń o Rolandzie · Autor nieznany
CCXV – CCLXV
CCXV
238Pierwszy cesarz przywdziewa zbroję. Szybko obleka swoją kolczugę. Wiąże hełm, opasał swój miecz Radosny, którego blasku samo słońce nie gasi. Wiesza na szyi tarczę, chwyta kopię i potrząsa nią. Potem wsiada na Tensendura, swego dzielnego rumaka; zdobył go przy marsońskim brodzie, kiedy wysadził z siodła Malpalina z Narbony i położył go trupem. Zwalnia rumakowi cugle, spina go raz po raz ostrogą i puszcza się galopem na oczach stu tysięcy ludzi. Wzywa Boga i apostoła rzymskiego.
CCXVI
239Na całej równinie Francuzi zsiadają z koni: więcej niż sto tysięcy zbroi się ich naraz. Mają piękny rynsztunek, konie żwawe, a broń piękną. Potem siadają na koń. Jeśli godzina przyjdzie, spodziewają się wytrzymać bitwę. Proporce ich spływają aż na hełmy. Kiedy Karol ich ujrzał w tak pięknej postawie, woła Żozerana z Prowancji, diuka Naima, Antelma z Moguncji: „Na takich zuchach można polegać. Szalony byłby, kto by się trapił, mając ich ze sobą! Jeżeli Arabowie nie wyrzekną się ataku, sprzedam im, jak sadzę, drogo śmierć Rolanda”. Diuk Naim powiada: „Daj to Bóg!”.
CCXVII
240Karol wola Rabela i Ginemanta. I tak mówi król: „Panowie, rozkazuję wam, obejmijcie miejsce Rolanda i Oliwiera: niech jeden niesie miecz, a drugi róg; i jedźcie przed innymi: a z wami piętnaście tysięcy Francuzów samej młodzieży, spośród najdzielniejszych. Po nich pójdzie drugie tyle: Gebwin i Laurenty poprowadzą ich”. Diuk Naim i hrabia Żozeran pięknie sprawili te dwa szyki. Jeśli godzina przyjdzie, walka będzie sroga.
CCXVIII
241Dwa pierwsze szyki złożone są z Francuzów. Po nich ustawia się trzeci. W tym są wasale bawarscy: szacują ich na dwadzieścia tysięcy rycerzy. Gdzie oni stoją, tam nie ugnie się szereg bitewny. Nie masz pod słońcem ludzi, których by Karol bardziej miłował, z wyjątkiem Francuzów, którzy podbili mu tyle królestw. Hrabia Ogier duński, dzielny wojownik, poprowadzi ich. Ha! piękne to jest wojsko!
CCXIX
242Cesarz Karol narządził już trzy szyki. Diuk Naim sprawuje wówczas czwarty, z baronów pełnych męstwa: są z Alemanii, a szacują ich na dwadzieścia tysięcy. Mają piękne konie, dobrą broń. Nigdy z obawy przed śmiercią nie ustąpią kroku. Herman, diuk tracki, poprowadzi ich; raczej by zginął, niżby okazał się tchórzem.
CCXX
243Diuk Naim i hrabia Żozeran utworzyli z Normanów piąty szyk bitewny. Wszyscy Francuzi szacują ich na dwadzieścia tysięcy. Mają piękną broń i rącze konie; raczej umrą, niżby się poddali. Pod niebem nie ma ludu zdatniejszego w bitwie. Stary Ryszard ich powiedzie. Ten dobrze będzie kłuł swoją ostrą włócznią.
CCXXI
244Szósty szyk utworzono z Bretonów. Jest tam trzydzieści tysięcy rycerzy. Jadą jak szczerzy baronowie, lance mają z malowanym drzewcem, proporce ich bujają na wietrze. Pan ich zowie się Eudon. Woła hrabiego Newelona, Tedbalda rejmskiego i margrabiego Otona: „Powiedźcie mój lud, powierzam wam ten zaszczyt”.
CCXXII
245Cesarz ma sześć sformowanych szyków. Diuk Naim złożył siódmy. Składa się z Puatwenów i z baronów owerniackich. Może ich być czterdzieści tysięcy rycerzy. Mają dobre konie, a broń ich jest bardzo piękna. Ustawili się na stronie, w dolinie u stóp wzgórza; prawą ręką Karol im błogosławi. Żozeran i Godzelm poprowadzą ich.
CCXXIII
246Zasię ósmy szyk bojowy sformował Naim z Flamandów i z fryzyjskich baronów; jest ich więcej niż czterdzieści tysięcy rycerzy. Gdzie oni będą, nigdy bitwa się nie ugnie. Król powiada: „Ci dobrze spełnią moje służby”. Rembalt i Hamon z Galicji we dwóch powiodą tych zacnych rycerzy.
CCXXIV
247Naim i hrabia Żozeran narządzili z dzielnych junaków dziesiąty szyk bojowy. To są Lotaryńczyki i Burgundy; jest ich dobre pięćdziesiąt tysięcy rycerstwa; hełmy przywiązane, kolczugi na grzbiecie. Jeżeli Arabowie nie odmówią bitwy, ci będą bili dobrze, skoro raz ich dopadną! Poprowadzi ich Tiery, diuk argoński.
CCXXV
248Dziesiąty korpus bojowy składa się z baronów francuskich. Jest ich sto tysięcy najlepszych naszych rycerzy. Ciała mają chwackie, postawę butną, głowy czubate, brody białe. Wdziali pancerze i kolczugi z podwójnej siatki, przypasali miecze francuskie i hiszpańskie; pawęże ich, pięknie wyrobione, zdobne są licznymi znaki. Już siedli na koń i domagają się bitwy. Krzyczą: Montjoie! Z nimi to trzyma się Karol Wielki. Godfryd andegaweński dzierży sztandar. Sztandar ten był w kościele św. Piotra i zwał się Rzymski: ale zmieniono mu imię[8].
CCXXVI
249Cesarz zsiada z konia. Na zielonej murawie położył się twarzą do ziemi. Obraca lica ku wschodzącemu słońcu i z całego serca wzywa Boga: „Ojcze prawdziwy, broń mnie w tym dniu dzisiejszym, ty, któryś ocalił Jonasza i wydobył go z brzucha wieloryba; ty, któryś oszczędził króla Niniwy i oswobodził Daniela ze straszliwej męczarni w jamie, gdzie był wśród lwów; ty, któryś ocalił troje dzieci w piecu gorejącym! Niechaj w dniu dzisiejszym miłość twoja będzie mi ku pomocy! Przez twoją łaskę, jeśli ci się tak spodoba, dozwól mi pomścić mego siostrzana Rolanda!”. Tak pomodliwszy się, stanął na nogi i uczynił potężny znak krzyża świętego. Dosiada swego rączego bieguna. Naim i Żozeran trzymali mu strzemię. Bierze tarczę i swoją ostrą włócznię. Ciało ma szlachetne, dzielne i postawne; twarz jasną i spokojną. Jedzie, mocno trzymając się w strzemionach. Przed nim, za nim, surmy grają; głośniej nad wszystkie inne wydziera się róg. Przez litość nad Rolandem Francuzi płaczą.
CCXXVII
250Bardzo wspaniale cesarz jedzie na koniu. Na piersi jego, na kolczudze rozkłada się broda. Przez miłość dlań inni robią tak samo; po tym można poznać sto tysięcy Francuzów, jego szyk bojowy. Przebywają góry i wysokie skały, głębokie doliny i wąwozy pełne trwogi. Wychodzą z gór i z dzikiej okolicy. Weszli w Hiszpanię i rozwinęli się na równinie. Do Baliganta wracają jego przednie straże. Syryjczyk pewien zdaje mu sprawę z poselstwa: „Widzieliśmy dumnego króla Karola. Ludzie jego są hardzi, nie chybią mu z pewnością. Zbrójcie się, za chwilę będziecie mieli bitwę”. Baligant powiada: „Pięknie się zapowiada. Grajcie w surmy, iżby moi poganie wiedzieli o tym”.
CCXXVIII
251Rycerz, Ciało, WrógW całym wojsku każe bębnić w bębny i dąć w trąby i rogi głośno i dźwięcznie: poganie zsiadają na ziemię, aby przywdziać zbroje. Emir nie chce być najopieszalszy. Wdziewa błękitną stalową kolczugę, wiąże hełm strojny złotem i kamieniami. Potem do lewego boku przypasuje miecz; w pysze swojej znalazł dlań imię: z przyczyny miecza Karola, o którym słyszał, nazywa swój Szacownym; Szacowny, to jego krzyk bitewny. Każe tak wykrzykiwać swoim rycerzom, potem wiesza na szyi wielką, szeroką tarczę; klamra na niej złota, brzeg strojny kryształem; rzemień z tęgiego jedwabiu, a podbicie haftowane. Chwyta swoją włócznię, którą nazywa Maltet: drzewce jest grube jak maczuga, a żelazo starczyłoby na brzemię dla muła. Baligant wsiadł na swego rumaka, Markules zza morza trzymał mu strzemię. Waleczny rycerz rozkraczył się szeroko; lędźwie ma wąskie, a boki szerokie, pierś obszerną i dobrze utoczoną, barki krzepkie, płeć rumianą, twarz hardą; jego kędzierzawa głowa biała jest jak kwiat wiosenny; co zaś do dzielności, tej dowiódł nieraz. Boże! co za rycerz, gdyby był chrześcijański! Spina konia: jasna krew tryska pod ostrogą. Puszcza się galopa, skacze przez rów; był może pięćdziesiąt stóp szeroki. Poganie krzyczą: „Ten jest stworzony, aby bronić granic! który Francuz odważy się walczyć przeciw niemu, chcący czy niechcący przypłaci to życiem. Karol jest bardzo szalony, że nie uszedł stąd!”.
CCXXIX
252Emir podobny jest do szczerego barona. Broda u niego biała jest jak kwiat. Jest bardzo uczony w swoim prawie; w bitwie jest dumny i śmiały. Syn jego Malpramis jest z rzędu wielkich rycerzy: wysoki i silny, podobny jest do swoich przodków. Powiada do ojca: „Naprzód, panie, naprzód! Bardzo bym się dziwował, gdybyśmy ujrzeli Karola”. Baligant powiada: „Ujrzymy go pewnie, bo bardzo jest waleczny. Liczne kroniki mówią o nim z wielką pochwałą. Ale nie ma już swego siostrzana Rolanda; nie stanie mu siły, aby nam zdzierżyć”.
CCXXX
253„Miły synu Malpramisie, powiada Baligant, przedwczoraj ubito Rolanda, dobrego wasala, i Oliwiera, dzielnego rycerza, i dwunastu parów, których Karol tak kochał; dwadzieścia tysięcy rycerzy ubito, samych Francuzów. Wszyscy inni mniej dla mnie warci od tej rękawiczki. To prawda, że cesarz wraca: goniec mój, Syryjczyk, oznajmił mi to. Dziesięć wielkich chorągwi zbliża się. Ten, który dzwoni w róg, jest bardzo waleczny. Towarzysz odpowiada mu na bardzo dźwięcznym rogu; ci dwaj jadą na czele, z nimi piętnaście tysięcy Francuzów, z owej młodzi, którą Karol nazywa swymi dziećmi; potem jedzie ich drugie tyle: ci będą potykać się bardzo śmiało”. Malpramis rzecze: „Proszę cię, ojcze, o dar: niech ja zadam pierwszy cios!”.
CCXXXI
254„Synu Malpramisie, rzecze Baligant, daję ci to, o co mnie prosisz. Przeciw Francuzom wnet przyjdzie ci walczyć. Powiedziesz Torleja, króla perskiego, i Dapamorta, króla leutyckiego. Jeżeli zdołasz zetrzeć pychę wrogów, dam ci kawał mego kraju od Szeriantu aż do Walmarkis”. Odpowiada: „Dzięki ci, panie!”. Podchodzi, przyjmuje dar, ziemię, która należała wówczas do króla Florisa. Nigdy nie miał jej ujrzeć; nigdy tego lenna nie posiadł ani nie zajął.
CCXXXII
255Emir jedzie przez szeregi swoich wojsk. Syn jego, wyniosłej postawy, jedzie za nim. Król Torlej i król Dapamort wystawiają natychmiast trzydzieści chorągwi; rycerzy mają w cudownej mnogości; najlichsza chorągiew liczy pięćdziesiąt tysięcy. Pierwszą tworzą ludzie butentroccy; drugą Minowie z wielkimi głowami: na krzyżu, wzdłuż grzbietu, mają szczeć zgoła jak wieprze. A trzecia składa się z Nublów i Blosów, a czwarta z Brunów i Esklawonów, a piąta z Sorbrów i Sorów; a szósta z Ormian i Maurów; a siódma z Jerychończyków, a ósma z Nigrów, a dziewiąta z Grosów, a dziesiąta z mieszkańców krzepkiej Balidy: to plemię nigdy nie chciało niczego dobrego. Admirał klnie się wszelakim zaklęciem na cud Mahometa i na jego ciało: „Szalony ten Karol francuski, że jedzie na nas! Będzie miał bitwę, jeśli się nie cofnie. Nigdy już nie będzie nosił złotej korony”.
CCXXXIII
256Potem składają dziesięć innych chorągwi. Pierwsza złożona jest z brzydkich Kananejczyków: przybyli z Walfitu na krótsze drogi; druga z Turków, a trzecia z Persów; zasię czwarta z Pieczyngów i Persów, a piąta z Solterasów i Awarów, a szósta z Ormalejów i Eugiezów, a siódma z ludu Samuela, a ósma z mieszkańców Bruizy, a dziewiąta z Klawerczyków, a dziesiąta z mieszkańców pustyni Okcjanu: plemię, które nie służy Bogu. Nigdy nie słyszeliście o gorszych okrutnikach: mają skórę tak twardą jak żelazo; toteż nie dbają o kolczugę ani o hełm: w bitwie zasię twardzi są i uparci.
CCXXXIV
257Emir kazał sprawić dziesięć dalszych chorągwi. Pierwsza składa się z olbrzymów malproskich, druga z Hunów, a trzecia z Węgrów, czwarta zasię z mieszkańców Baldyzy Długiej, a piąta z Walpenejczyków, a szósta z ludzi z Marozy, a siódma z Leusów i Astrymonów, a ósma z Argoilów, a dziewiąta z mieszkańców Klarbony, a dziesiąta z Frondów długobrodych; to plemię nigdy nie kochało Boga. Kroniki francuskie wymieniają tak trzydzieści chorągwi. Wielkie to jest wojsko, w którym surmy dzwonią. Poganie jadą odważnie w bój.
CCXXXV
258Emir jest bardzo potężny pan. Przed sobą każe nieść swojego smoka i sztandar Terwagana i Mahometa, i obraz okrutnego Apollina. Dziesięciu Kananejczyków jedzie dokoła niego; jadąc śpiewają donośnym głosem: „Ten, który chce być zbawiony przez naszych bogów, niechaj się modli do nich i niech im służy w wielkiej pokorze!”. Francuzi powiadają: „Rychło, łajdaki, pomrzecie! Oby ten dzień stał się wam zgubą! Ty, Boże nasz, broń Karola! Niechaj ta bitwa będzie wygrana w jego imię!”.
CCXXXVI
259Emir jest to wódz bardzo roztropny. Woła do siebie syna swego i dwóch królów: „Panowie baronowie, będziecie jechali na przedzie. Poprowadzicie wszystkie moje chorągwie; ale trzy najlepsze zatrzymam przy sobie: pierwszą turecką, drugą ormalejską, a trzecią z olbrzymów malproskich. Ze mną będą Okcjańczycy: oni to będą walczyć przeciw Karolowi i Francuzom. Jeżeli cesarz spróbuje targnąć się na mnie, zdejmę mu głowę z ramion. Nie doczeka się — niechaj wie o tym! — żadnego innego prawa”.
CCXXXVII
260Wielkie są wojska, piękne chorągwie i szyki. Między poganami a Francuzami nie masz góry ani doliny, pagórka ani lasu, ani boru, które by mogły skryć wojsko: widzą się jasno na otwartej równinie. Baligant powiada: „Owo, moi poganie, pośpieszajcie szukać bitwy!”. Ambor z Olufernii niesie sztandar. Widząc go, poganie wykrzykują jego imię: Szacowny, swoje zawołanie. Francuzi powiadają: „Niech ten dzień ujrzy waszą zgubę”. I krzyczą znów potężnie: „Montjoie!”. Cesarz każe uderzyć w trąby i w róg, który dzwoni donośniej nad wszystkie. Poganie mówią: „Piękny jest ludek Karolowy. Będziemy mieli ostrą i zaciętą bitwę”.
CCXXXVIII
261Szeroka jest dolina i widać kraj w oddali. Hełmy o kamieniach oprawnych w złoto błyszczą, i tarcze, i pancerze przerabiane, i włócznie, i proporce wiszące u żeleźców. Surmy grają, a głosy ich są bardzo jasne, a róg dzwoni głośno do ataku. Emir woła swego brata, Kanabeja, króla Florydy; ten dzierżył ziemię aż do Walseury. Pokazuje mu chorągwie Karolowe: „Patrzcie tę zachwaloną pychę Francji! Cesarz jedzie bardzo dumnie. Jedzie z tyłu z owymi starcami, którzy na pancerzach rozłożyli swoje brody, tak białe jak śniegi na lodach. Ci będą dobrze bili mieczem i kopią. Będziemy mieli bitwę twardą i zawziętą; nigdy nie widziano podobnej”. Daleko przed swoim wojskiem, dalej niż na rzucenie laską, Baligant jedzie ma koniu. Krzyczy: „Pójdźcie, poganie, bo ja ruszam w drogę”. Potrząsa włócznią; obrócił ostrze przeciw Karolowi.
CCXXXIX
262Kiedy Karol Wielki widzi emira i smoka, chorągiew i sztandar, i jak wielka jest siła Arabów, i jak oni pokryli całą okolicę prócz pola, które on zajmuje, król francuski woła, a głos jego niesie daleko: „Baronowie francuscy, dobrzy z was wasale. Wytrzymaliście tyle szczerych bitew. Widzicie pogan: okrutnicy są i tchórze. Cała ich wiara nie zda się im za szeląga. Liczne jest ich plemię, ale co to jest dla was, panowie? Kto nie chce w tej chwili zginąć ze mną, niech sobie idzie!”. Po czym spina konia ostrogami, Tensendur daje cztery susy. Francuzi powiadają: „Dzielnego mamy króla. Jedź, wielki rycerzu, żaden z nas ci nie chybi”.
CCXL
263Dzień był jasny, słońce jaskrawe. Piękne są wojska, potężne szyki bojowe. Przednie szeregi zderzają się. Hrabia Rabel i hrabia Gwinemant puszczają cugle koniom i prą żywo ostrogą. Wówczas Frankowie wypuszczają konie, gotują się uderzyć ostrymi kopiami.
CCXLI
264Hrabia Rabel jest śmiały rycerz. Spina konia szczerozłotą ostrogą i gotuje się ugodzić Torleja, króla perskiego; ani tarcza, ani pancerz nie wytrzymają ciosu. Wbił mu w ciało pozłocistą włócznię, zwalił go trupem w zarośla. Francuzi powiadają: „Niech Bóg nam pomaga! Karol ma za sobą prawo, nie możemy mu chybić”.
CCXLII
265Wojna, Prawo, Bóg, ObcyI Gwinemant pędzi przeciw leutyckiemu królowi. Strzaskał mu tarczę malowaną w kwiaty; potem rozdarł mu pancerz; wbija mu w ciało cały swój proporzec i (niech kto z tego śmieje się lub płacze!) kładzie go trupem. Na ten cios Francuzi krzyczą: „Bijcie, baronowie, nie ociągajcie się. Prawo jest przy Karolu przeciw tym czarnym: Bóg nas wybrał, abyśmy wydali prawdziwy sąd”.
CCXLIII
266Malpramis siedzi na koniu cale białym. Rzuca się w ciżbę Francuzów. Od jednego do drugiego idzie, zadając srogie ciosy i waląc trupa na trupa. Najpierwszy Baligant krzyczy: „O moi baronowie, długo was żywiłem! Patrzcie na mego syna. Karola on chce dosięgnąć. Ilu baronów wzywa ze swego szyku! Dzielniejszego nadeń nie żądam. Wspomóżcie go waszymi ostrymi włóczniami!”. Na te słowa, poganie rzucają się. Zadają krzepkie ciosy, wielka jest rzeźba. Bitwa jest piękna i krwawa; ani wprzód ani potem nie widziano tak zażartej bitwy.
CCXLIV
267Wielkie są wojska, hufce śmiałe. Wszystkie chorągwie wdały się w bitwę. A poganie walą krzepko na podziw. Boże! Tyle drzewców pęka na dwoje, tyle tarczy się łamie, tyle stalowych koszulek się pruje! Ziemia jest cała nimi zasypana i trawa na polu, zielona i miękka… Emir woła niewiernych: „Bijcie, baronowie, bijcie to nasienie chrześcijańskie!”. Bitwa jest uparta i twarda. Ani przedtem, ani potem nie widziano równie zaciętej. Aż do nocy będzie trwała bez wytchnienia.
CCLXV
268Emir wzywa swoich: „Bijcie, poganie; przybyliście jeno po to, aby bić! Dam wam kobiet szlachetnych i pięknych, dam wam lenna, dziedziny, ziemie”. Poganie odpowiadają: „Tak powinniśmy czynić!”. Od tego ciągłego bicia dużo ich włóczni się łamie: wówczas dobywają więcej niż sto tysięcy mieczów. Oto potrzeba bolesna i straszliwa: kto jest pośród nich, widzi, co to jest bitwa.
CCXLVI
269Cesarz wzywa swoich Francuzów: „Panowie baronowie, miłuję was, wierzę w was. Dla mnie wydaliście tyle bitew, zdobyliście tyle królestw, zdarli z tronu królów; uznaję to dobrze, winien wam jestem zapłatę: ciało moje, ziemie, bogactwa. Pomścijcie waszych synów, waszych braci i waszych dziedziców, którzy pod Ronsewal padli tamtego wieczoru. Wiecie, że przeciw poganom mam prawo za sobą”. Frankowie odpowiadają: „Panie, prawdę powiadasz”. I dwadzieścia tysięcy jest ich koło niego, którzy jednym głosem przysięgają mu wiarę, iż nie chybią mu, choćby mieli paść; każdy dobrze użyje swej kopii. Wnet dzwonią miecze; bitwa jest na podziw zacięta.
CCXLVII
270I Malpramis jedzie polem. Srogą rzeźbę czyni wśród Francuzów. Diuk Naim patrzy nań hardym wzrokiem i zamierza ugodzić go jak rycerz. Rozdziera skórę na jego tarczy, rozpruwa mu pancerz, wbija mu w ciało swój żółty proporzec, wali go trupem między innych, którzy leżą bez liku.
CCXLVIII
271Król Kanabej, brat emira, spina konia mocno ostrogami. Dobył miecza: gałka jest z kryształu. Wali Naima w hełm, łamie mu go na dwoje, przecina stalowym mieczem pięć rzemieni — czapka nie zda się na nic — przecina czapkę aż do skory, zrzuca jej kawał na ziemię. Cios był srogi, diuk jest jak piorunem rażony. Ma upaść, ale Bóg go wspiera. Chwyta oburącz szyję swego bieguna. Jeśli poganin ponowi cios, szlachetny wasal polegnie. Karol francuski przybywa, on go wspomoże.
CCXLIX
272Diuk Naim jest w wielkiej niedoli. A poganin gotuje się ugodzić go znowu. Karol powiada mu: „Ladaco, na swoje nieszczęście porwałeś się na niego!”. I mężnie naciera nań. Kruszy tarczę poganina, miażdży mu ją o serce. Rozdziera pancerz na piersi i kładzie go trupem: siodło zostaje próżne.
CCL
273Karol, wielki król, pełen jest boleści, kiedy widzi przed sobą rannego Naima i jasną krew, która ścieka na zieloną murawę. Pochylony nad nim, powiada: „Miły panie Naimie, jedź przy moim boku. Zginął ladaco, który na ciebie nastawał; na ten raz wbiłem mu w ciało mą włócznię”. Diuk odpowiada: „Panie, polegam na tobie; jeśli wyżyję, nie stracisz na tym”. Potem w miłości i wierze jadą obok siebie, z nimi dwadzieścia tysięcy Francuzów; nie masz jednego, który by nie walił i nie kosił.
CCLI
274Emir jedzie polem. Uderzy hrabiego Gwinemana. Miażdży mu białą tarcz o serce, rozdziera mu kolczugę, otwiera na dwoje pierś i wali go trupem z rączego konia. Potem zabił Gebwina i Loranta, i Ryszarda Starego, pana Normanów. Poganie krzyczą: „Szacowny wart jest swojej ceny. Bijcie, poganie, mamy obrońcę!”.
CCLII
275Pięknie jest widzieć rycerzy arabskich i okcyjańskich i owych z Argoli, i z Bakli, jak walą swymi włóczniami. Z drugiej strony Francuzi nie myślą ustępować. Wielu Francuzów, wielu pogan umiera. Aż do wieczora bitwa szaleje. Ilu pomarło baronów francuskich! Ile żałoby jeszcze, nim się to skończy!
CCLIII
276Francuzi i Arabowie biją na wyprzódki. Tyle drzewców się łamie, tyle ostrych włóczni. Kto by widział te potrzaskane tarcze, kto by słyszał te białe pancerze dzwoniące, te tarcze zgrzytające o hełmy, kto by widział tych rycerzy padających i tylu ludzi wyjących i umierających na ziemi, ten by sobie przypomniał wielką boleść. Ciężko jest strzymać tę bitwę. Emir wzywa Apollina i Terwagana, a także Mahometa: „Moi panowie bogowie, długo wam służyłem. Zrobię wam posągi ze szczerego złota!…”. Staje przed nim wierny sługa Gemalfin, przynosi mu złe nowiny. Powiada: „Baligancie, wielkie nieszczęście przyszło na ciebie. Malpramis, twój syn, stracony. I Kanabej, twój brat, zabity. Dwom Francuzom los dał ich pokonać. Jeden, zda mi się, to sam cesarz: rycerz wielkiej postawy, wygląda na potężnego pana, brodę ma białą jak kwiaty w kwietniu”. Emir spuszcza głowę, której hełm ciąży, twarz mu się chmurzy, boleść jego jest wielka, zda się, iż z niej skona. Woła Jangleja z Zamorza.
CCLIV
277Emir powiada: „Jangleju, przybądź. Jesteś dzielny i mądry wielce: zawsze zasięgałem twojej rady. Co sądzisz o Arabach i o Frankach? Czy będziemy mieli zwycięstwo w tej bitwie?”. A tamten odpowiada: „Zginąłeś, Baligancie, bogi twoje nie ocalą cię. Karol jest dumny, ludzie jego waleczni. Nigdy nie widziałem plemienia tak śmiałego w boju. Ale wezwij na pomoc baronów z Okcjanu, Turków, Enfrunów, Arabów i Olbrzymów. Co bądź się stanie, nie ociągaj się!”.
CCLV
278Emir rozłożył na pancerzu swą brodę, tak białą jak kwiat głogu. Co bądź się zdarzy, nie chce się chować. Bierze do ust róg jasno grający, dzwoni weń tak głośno, że poganie usłyszeli: na całym polu wojska skupiają się koło niego. Okcyjańscy krzyczą i rżą, argoilscy szczekają jak psy. Żądają Francuzów i z jakim zuchwalstwem! Rzucają się w gęstwę, gromią ich i dzielą. Od jednego razu pokładli trupem siedem tysięcy.
CCLVI
279Hrabia Ogier nie znał nigdy tchórzostwa; nigdy mężniejszy baron nie oblókł pancerza. Kiedy ujrzał, że szyki Francuzów się łamią, woła Tiery'ego, diuka Argony, Godfreda i hrabiego andegaweńskiego Żozerana. Bardzo śmiało upomina Karola: „Patrz na tych pogan, jak oni zabijają twoich! Nie daj Bóg, aby twoja głowa nosiła koronę, jeśli nie natrzesz w tej chwili, aby pomścić nasz wstyd!”. Nikt nie odrzekł ani słowa. Wszyscy bodą konie ostrogą, popędzają je, natrą na pogan, gdziekolwiek ich dopadną.
CCLVII
280Karol Wielki uderza srodze, i diuk Naim, i Ogier Duńczyk, i Godfryd andegaweński, który dzierżył sztandar. A pan Ogier duński najwaleczniejszy jest ze wszystkich. Spina konia, prze go całą siłą i zadaje temu, który trzyma smoka, taki cios, że przewraca na miejscu przed sobą Ambojra i smoka, i sztandar królewski. Baligant widzi, że jego sztandar padł i że chorągiew Mahometa zhańbiono: wówczas emir zaczyna pojmować, że nie ma słuszności, a prawo jest z Karolem. Poganie arabscy podają tył, cesarz wzywa Francuzów: „Powiedzcie, baronowie, na Boga, czy mi pomożecie!”. Francuzi odpowiadają: „Czemu pytasz o to? Zdrajca ten, kto nie będzie walił co siły!”.
CCLVIII
281Walka, Rycerz, ObyczajeDzień mija, zbliża się wieczór. Frankowie i poganie walą mieczami. Ci, którzy się potykają tą bronią, dzielni są i jedni, i drudzy. Nie zapominają swego zawołania. Emir krzyczy: „Szacowny!”. Karol: „Montjoie!”, słynne swe zawołanie. Po swoich głosach donośnych i silnych poznali się. W szczerym polu spotykają się, szukają się, zadają sobie wielkie ciosy kopią w pawęże zdobne obręczami. Łamią je wzajem pod szerokimi klamrami. Rzemienie trzaskają, siodła spadają, obaj królowie padają… Powstają szybko na nogi. Dobywają śmiało mieczów. Nikt nie przerwie tej walki: nie może się skończyć bez ludzkiej śmierci.
CCLIX
282Bardzo jest dzielny Karol z lubej Francji; i emir nie boi się go ani nie drży. Dobywają nagich mieczów i walą straszliwe ciosy w swoje pawęże. Przecinają skórę, mimo iż podwójną, i drzewo; gwoździe wypadają, klamry lecą w kawały. Potem, odsłoniwszy ciało, walą się po pancerzach; z ich jasnych hełmów sypią się iskry. Nie skończy się ta walka, aż jeden z nich uzna swój błąd.
CCLX
283Walka, Religia, Sługa, WładzaEmir powiada: „Karolu, wejdź w samego siebie: zgódź się okazać mi, że żałujesz! W istocie, zabiłeś mi syna i bardzo niesłusznie żądasz mego kraju. Zostań moim wasalem… Pójdź ze mną aż na wschód jako mój sługa”. Karol odpowiada: „To byłaby, wierę, wielka nikczemność. Poganinowi nie lża mi użyczyć pokoju ani miłości. Przyjm prawo, jakie Bóg nam objawił, prawo chrześcijańskie: wnet będę cię miłował; potem służ mi i uznaj króla wszechpotężnego”. Baligant rzecze: „Głupie słowa powiadasz”. Zaczem jęli na nowo walić mieczem.
CCLXI
284Król, Bóg, Anioł, Opieka, WalkaEmir jest bardzo silny. Wali Karola Wielkiego w hełm z ciemnej stali, łamie mu go na głowie i rozcina, brzeszczot sięga aż do włosów, nadcina ciało na dłoń i więcej, kość jest obnażona. Karol chwieje się, omal nie upadł. Ale Bóg nie chce, aby go zabito ani zwyciężono! Święty Gabriel wrócił doń i pyta: „Wielki Królu, co czynisz?”.
CCLXII
285Kiedy Karol usłyszał święty głos anioła, już się nie lęka, wie, że nie umrze. Odzyskał siłę i zmysły. Mieczem francuskim wali emira. Kruszy mu hełm, na którym błyszczą drogie kamienie, otwiera mu czaszkę, rozlewając mózg, rozcina mu głowę aż po białą brodę i bez żadnego ratunku kładzie go trupem. Krzyczy: „Montjoie!”, iżby się skupili koło niego. Na ten krzyk przybywa diuk Naim, chwyta konia Tensendura, Karol wsiada nań z powrotem. Poganie uciekają, Bóg nie chce, aby zostali. Francuzi osiągnęli tak upragniony cel.
CCLXIII
286Poganie pierzchają, Bóg tak chce. Frankowie, i cesarz z nimi, pędzą ich przed sobą. Król powiada: „Panowie, pomścijcie wasze żałoby, czyńcie waszą wolę i niechaj serca wasze rozjaśnią się, widziałem bowiem dziś rano, że oczy wasze płakały”. Frankowie odpowiadają: „Panie, tak trzeba nam czynić!”. Każdy bije, ile tylko może. Z pogan, którzy tam byli, mało który uszedł.
CCLXIV
287Skwar jest wielki, kurz wzbija się w górę. Poganie uciekają, a Francuzi nękają ich. Pogoń trwa aż do Saragossy. Ksiądz, Religia, BógNa szczyt wieży wyszła Bramimonda: z nią jej kleryki i kanoniki fałszywej wiary, których nigdy Bóg nie kochał: nie mają ani święceń, ani tonsury. Klęska, ŚmierćKiedy ujrzała Arabów w takiej rozsypce, głośno krzyczy: „Ha, miły królu, oto pobito naszych ludzi! Emir poległ tak haniebnie!”. Kiedy Marsyl to słyszy, obraca się do ściany, oczy jego leją łzy, głowa opada. Umarł z boleści, od klęski, która się nań zwaliła. Oddaje duszę czartu.
CCLXV
288Poganie pomarli; Karol wygrał bitwę. Zwalił bramy Saragossy: wie, że nie będą jej bronili. Zajął miasto; wojska jego weszły w nie prawem zdobyczy i spały tam tej nocy. Król z białą brodą pełen jest dumy. A Bramimonda oddała mu wszystkie wieże; dziesięć wielkich, pięćdziesiąt małych. Kto zyska pomoc bożą, dobrze wieńczy swoje dzieła.
Strona 1 z 1 · 92% utworu
Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.