1Nie dbam, aby zimne skały
Po mym graniu tańcowały;
Niech mię wilcy nie słuchają,
Lasy za mną nie biegają
[2].
5Hanno, tobie k woli
[3] spiewam,
Skąd jesli twą łaskę miewam,
Przeszedłem już Amfijona
Mnie sama twarz nie uwiedzie;
10I choć druga na plac jedzie
[5]
Z herby domów starożytnych,
Zacne plemię
[6] dziadów bitnych,
Ja chcę podobać sie w mowie
Nauczonej
[7] białejgłowie;
15Ty mię pochwal, moja pani,
Nie dbam, choć kto inszy gani.
Cnocie zajźrzą jako żywo
[8],
Bujne drzewo wiatrom krzywo
[9];
Ale ty chciej pómóc sama,
20Nie ugrozi zazdrość nama
[10].
A jesli me niskie progi
Będą godne twojej nogi,
Nogi pięknej — nie potrzeba
[11],
Dosięgę już głową nieba.
25Samy
[12] cię ściany wołają
I z dobrą myślą czekają;
Lipa stojąc wpośrzód dworu,
Wygląda cię co raz
[13] z boru.
Każ bystre konie zakładać,
30A sama sie gotuj wsiadać;
Teraz naweselsze czasy,
Zielenią sie pięknie lasy.
Łąki kwitną rozmaicie,
Zająca już nie znać w życie
[14],
35Przy nadziei oracz ścisły
[15],
Że będzie miał z czym do Wisły.
Stada igrają przy wodzie,
A sam pasterz, siedząc w chłodzie,
Gra w piszczałkę proste pieśni,
40A faunowie
[16] skaczą leśni.
Kwap sie, póki jasne zorze
Nie zapadną w bystre morze;
Po chwili ćmy
[17] czarne wstaną,
Co noc noszą nienaspaną
[18].