
audiobook
Żona modna
Brak ocen
- Epoka
- Oświecenie
- Rodzaj
- Epika
- Gatunek
- Satyra
- Czytanie
- ok. 6 min czytania
- Nagranie
- 13 min
1
Małżeństwo«A ponieważ dostałeś, coś tak drogo cenił,
Winszuję[1], panie Pietrze, żeś się już ożenił».
«Bóg zapłać». «Cóż to znaczy? Ozięble dziękujesz,
Alboż to szczęścia swego jeszcze nie pojmujesz?
5
Pierwsze czasy cukrowe». «Toś pewnie w goryczy?»
Trzymaj skromnie, cierpliwie, a milcz tak jak drudzy,
10Co to swoich małżonek uniżeni słudzy,
Z tytułu ichmościowie, dla oka dobrani[8],
A jejmość tylko w domu rządczyna[9] i pani.
Pewnie może i twoja?» Miasto, Żona«Ma talenta śliczne:
Wziąłem po niej w posagu cztery wsie dziedziczne,
15Piękna, grzeczna, rozumna». «Tym lepiej». «Tym gorzej.
Wszystko to na złe wyszło i zgubi mnie wsporzej[10];
Piękność, talent wielkie są zaszczyty[11] niewieście,
Cóż po tym, kiedy była wychowana w mieście».
«Alboż to miasto psuje?» «A któż wątpić może?
20Bogdaj to[12] żonka ze wsi!» «A z miasta?» «Broń Boże!
Źlem tuszył[13], skorom moją pierwszy raz obaczył,
Ale żem to, co postrzegł, na dobre tłumaczył,
Wiejski Tyrsys, wzdychałem do mojej Filidy[16].
25
A nim przyszło do ślubu i dania mi ręki,
Szliśmy drogą romansów[18], a czym się uśmiéchał,
Czym się skarżył, czy milczał, czy mówił, czy wzdychał,
Widziałem, żem niedobrze udawał aktora,
30
Korzyść, Mąż, ŚlubModna Filis gardziła sercem domatora.
I ja byłbym nią wzgardził; ale punkt honoru,
A czego mi najbardziej żal, ponęta zbioru[19],
Owe wioski, co z mymi graniczą, dziedziczne,
Te mnie zwiodły, wprawiły w te okowy[20] śliczne.
35Przyszło do intercyzy[21]. Punkt pierwszy: że w mieście
Jejmość przy doskonałej francuskiej niewieście,
Co lepiej (bo Francuzka) potrafi ratować,
Będzie mieszkać, ilekroć trafi się chorować.
Punkt drugi: chociaż zdrowa czas na wsi przesiedzi,
40Co zima jednak miasto stołeczne odwiedzi.
Punkt trzeci: będzie miała swój ekwipaż[22] własny.
Punkt czwarty: dom się najmie wygodny, nieciasny,
To jest apartamenta paradne[23] dla gości,
Jeden z tyłu dla męża, z przodu dla jejmości.
45Punkt piąty: a broń Boże! — Zląkłem się. A czego?
Albo się węzeł przerwie, albo się rozłączy[25]!«
»Jaki węzeł?« »Małżeński«. Rzekłem: »Ten śmierć kończy«.
Rozśmieli się z wieśniackiej przytomni[26] prostoty.
50I tak płacąc wolnością niewczesne[27] zaloty,
Po zwyczajnych obrządkach rzecz poprzedzających
Jestem wpisany w bractwo braci żałujących.
Wyjeżdżamy do domu. Jejmość w złych humorach:
»Czym pojedziem?« »Karetą«. »A nie na resorach[28]?«
55Daliż[29] ja po resory. Szczęściem kasztelanic,
Co karetę angielską sprowadził z zagranic,
Zgrał się co do szeląga. Kupiłem. Czas siadać.
Jejmość słaba. Więc podróż musiemy odkładać.
Zdrowsza jejmość. Zajeżdża angielska karéta.
60Siada jejmość, a przy niej suczka faworyta.
Kładą skrzynki, skrzyneczki, woreczki i paczki,
Te od wódek pachnących[30], tamte od tabaczki,
Niosą pudło kornetów[31], jakiś kosz na fanty;
ZwierzętaW jednej klatce kanarek, co śpiewa kuranty,
65W drugiej sroka, dla ptaków jedzenie w garnuszku,
Dalej kotka z kocięty i mysz na łańcuszku.
Chcę siadać, nie masz miejsca; żeby nie zwlec drogi,
Wziąłem klatkę pod pachę, a suczkę na nogi.
Wyjeżdżamy szczęśliwie, jejmość siedzi smutna,
70Ja milczę, sroka tylko wrzeszczy rezolutna.
Przerwała jejmość myśli: »Masz waćpan kucharza?«
»Mam, moje serce«. »A pfe, koncept z kalendarza[32],
Moje serce! Proszę się tych prostactw oduczyć!«
Zamilkłem. Trudno mówić, a dopieroż mruczyć.
75Więc milczę. SługaJejmość znowu o kucharza pyta.
»Mam, mościa dobrodziejko«. »Masz waćpan stangréta?«
»Wszak nas wiezie«. »To furman. Trzeba od parady
Mieć inszego. Kucharza dla jakiej sąsiady
Możesz waćpan ustąpić«. »Dobry«. »Skąd?« »Poddany«.
80»To musi być zapewne nieoszacowany,
Musi dobrze przypiekać reczuszki, łazanki,
Do gustu pani wojskiej[33], panny podstolanki.
Ustąp go waćpan; przyjmą pana Matyjasza,
Może go i ksiądz pleban użyć do kiermasza[34].
85A pasztetnik?« »Umiałci i pasztety robić«.
»Wierz mi waćpan, jeżeli mamy się sposobić
Do uczciwego życia, weźże ludzi zgodnych,
Kucharzy cudzoziemców, pasztetników modnych,
Trzeba i cukiernika. Serwis zwierściadlany
90Masz waćpan i figurki piękne z porcelany[35]?«
»Nie mam«. »Jak to być może? Ale już rozumiem
JedzenieI lubo jeszcze trybu wiejskiego nie umiem,
Domyślam się. Na wety[36] zastawiają półki,
Tam w pięknych piramidach krajanki, gomółki,
95Tatarskie ziele[37] w cukrze, imbier chiński w miodzie,
Zaś ku większej pociesze razem i wygodzie
W ładunkach bibułowych kmin kandyzowany[38],
A na wierzchu toruński piernik pozłacany[39].
Szkoda mówić, to pięknie, wybornie i grzecznie,
100Ale wybacz mi waćpan, że się stawię sprzecznie[40].
Jam niegodna tych parad, takiej wspaniałości«.
Zmilczałem, wolno było żartować jejmości.
Wjeżdżamy już we wrota, spojźrzała z karety:
»A pfe, mospanie! parkan, czemu nie sztakiety?«
105
Sługa, ŻonaWysiadła, a z nią suczka i kotka, i myszka;
Odepchnęła starego szafarza Franciszka,
Łzy mu w oczach stanęły, jam westchnął. W drzwi wchodzi.
»To nasz ksiądz pleban!« »Kłaniam[41]«. Zmarszczył się dobrodziéj.
Sługa»Gdzie sala?« »Tu jadamy«. »Kto widział tak jadać!
110Mała izba, czterdziestu nie może tu siadać«.
Aż się wezdrgnął Franciszek, skoro to wyrzekła,
A klucznica natychmiast ze strachu uciekła.
Jam został. Idziem dalej. »Tu pokój sypialny«.
»A pokój do bawienia?« »Tam gdzie i jadalny«.
115»To być nigdy nie może! A gabinet?« »Daléj.
Ten będzie dla waćpani, a tu będziem spali«.
»Spali? Proszę, mospanie, do swoich pokojów.
Ja muszę mieć osobne od spania, od strojów,
Od książek, od muzyki, od zabaw prywatnych,
120Dla panien pokojowych[42], dla służebnic płatnych.
»Wyrzucić! Nie potrzeba przydatniego lustru.
To niemczyzna. Niech będą z cyprysów gaiki,
Mruczące po kamyczkach gdzieniegdzie strumyki,
125Tu kiosk[44], a tu meczecik, holenderskie wanny,
Tu domek pustelnika, tam kościół Dyjanny[45].
Wszystko jak od niechcenia, jakby od igraszki,
Belwederek[46] maleńki, klateczki na ptaszki,
A tu słowik miłośnie szczebioce do ucha,
130Synogarlica jęczy, a gołąbek grucha[47],
A ja sobie rozmyślam pomiędzy cyprysy
Uciekłem, jak się jejmość rozpoczęła zżymać,
Już też więcej nie mogłem tych bajek wytrzymać.
135Uciekłem. Dom, Przemiana, ŻonaJejmość w rządy. Pełno w domu wrzawy,
Trzy sztafety[50] w tygodniu poszło do Warszawy;
W dwa tygodnie już domu i poznać nie można.
Jejmość w planty[51] obfita, a w dziełach przemożna,
Z stołowej izby balki wyrzuciwszy stare[52],
140Dała sufit a na nim Wenery Ofiarę[53].
Już alkowa[54] złocona w sypialnym pokoju,
Gipsem wymarmurzony[55] gabinet od stroju.
Poszły słojki z apteczki, poszły konfitury,
A nowym dziełem kunsztu i architektury
145
A wszystko po francusku; globus na stoliku,
Buduar szklni się złotem, pełno porcelany,
Stoliki marmurowe, zwierściadlane ściany.
Zgoła przeszedł mój domek warszawskie pałace,
150A ja w kącie nieborak, jak płaczę, tak płaczę.
To mniejsza, lecz gdy hurmem zjechali się goście,
Wykwintne kawalery i modne imoście,
ZabawaBal, maszki, trąby, kotły, gromadna muzyka,
Pan szambelan za zdrowie jejmości wykrzyka,
155Pan adiutant wypija moje stare wino,
A jejmość, w kącie siedząc z panią starościną,
Kiedy się ja uwijam jako jaki sługa,
Coraz na mnie pogląda, śmieje się i mruga.
Po wieczerzy fajerwerk[58]. Goście patrzą z sali;
160
Ja wybiegam, ja gaszę, ratuję i płaczę,
A tu brzmią coraz głośniej na wiwat trębacze.
Powracam zmordowany od pogorzeliska,
Nowe żarty, przymówki, nowe pośmiewiska.
165Siedzą goście, a coraz więcej ich przybywa,
Przekładam zbytni ekspens, jejmość zapalczywa
Z swoimi czterma wsiami odzywa się dwornie.
»I osiem nie wystarczy« — przekładam pokornie.
»To się wróćmy do miasta«. Zezwoliłem, jedziem;
170Już tu od kilku niedziel zbytkujem i siedziem.
MałżeństwoJuż… ale dobrze mi tak, choć frasunek bodzie,
Cóż mam czynić? Próżny żal, jak mówią, po szkodzie».
Strona 1 z 1
Motywy w utworze
Tekst i nagranie pochodzą z serwisu Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Podział tekstu na części udostępniamy na tych samych warunkach. Wesprzyj Wolne Lektury.