1Gdzie te wrota nieszczesne
[2], któremi przed laty
Puszczał sie w ziemię
[3] Orfeus
[4], szukając swej straty,
Żebych
[5] ja też tąż ścieżką swej namilszej córy
Poszedł szukać i on
[6] bród mógł przebyć, przez który
5Srogi jakiś przewoźnik wozi blade cienie
[7]
I w lasy niewesołe cyprysowe
[8] żenie
[9].
Surowego Plutona
[16]: owa
[17] go [to] łzami,
10To temi żałosnemi zmiękczywa
[18] pieśniami,
Że mi moję namilszą dziewkę jeszcze wróci,
A ten nieuśmierzony
[19] we mnie żal ukróci
[20].
Zginąć ci mu nie może; tuć sie wszystkim zostać,
Niech sie tylko niedoszłej
[21] jagodzie da dostać
[22].
15Gdzie by
[23] też tak kamienne ten Bóg serce nosił,
Żeby tam smutny człowiek już nic nie uprosił.
Cóż temu rzec?
[24] Więc tamże już za jedną drogą
[25]
Zostać, a z duszą zaraz
[26] zewlec
[27] troskę srogą.