Eneida · Wergiliusz

Księga VIII

Księga VIII

1
Gdy wojny znak z Laurentu zamczyska Turn srogi
Wywiesił i chrapliwym dźwiękiem wrzasły rogi,
Gdy wspiął konie, gdy chrzęsła na nim zbroja tęga,
Wnet wzburzą się umysły, w zgiełku się sprzysięga
5
Skwapliwie całe Lacjum, młódź sierdzi się srodze
Buńczuczna. Messap oraz Ufens, pierwsi wodze,
Z Mezentem, wzgardzicielem bóstw, zewsząd dobrany
Huf kupią[708], wielkie z żeńców ogołocą łany.
Wenula ślą do grodu wielkiego Diomeda
10
Z wieścią, że w Lacjum Teukrów wtargnęła czereda,
Że Enej flotą przybył ze zwyciężonemi
Penaty, prawym królem się mieniąc tej ziemi;
Że pośród wielu ludów Dardańcowi dano
Posłuch; szeroko w Lacjum słynie jego miano.
15
Co knuje, czego dopiąć chciałby w swojej dumie,
Gdy wygra bój — to lepiej on sam wyrozumie,
Niźli obaj królowie: Turn i Latyn stary.
Tak sprawy stały w Lacjum. Widząc te zamiary
Bohater z Troi, miotan trosk wielkich nawałą,
20
Raz w tę, raz w tamtę stronę obraca myśl śmiałą,
Wszystko ważąc wśród deszczu trwożnych oszołomień:
Tak drżące światło słońca lub księżyca promień
Srebrzysty, w kotle z wodą odbity od brzega
Spiżowych warg, po wszystkich ścianach lekko biega
25
A wreszcie do najwyższych domu wzlata pował.
NocNoc była i głęboki sen już obejmował
Pomęczone zwierzęta ziemi z ptactwem społem,
Gdy ojciec Enej w chłodną noc, pod niebem gołem
Znużon rozterką myśli splątanych we wojnie,
30
Położył się i późnym snem krzepił spokojnie.
RzekaNatenczas sam bóg rzeki Tyberyn mu z bliska
Zjawił się wśród topoli, nad gąszcz uroczyska
Wstając, w płaszczu leciuchnym, żółtawym — na głowie
Wplecione we włos bujne się wiło sitowie.
35
Wraz tak mówi i troski słowami tak koi:
«Synu bogów, co z ręki wroga gród nam Troi
Wracasz i zachowujesz wciąż Pergam sędziwy,
Czekany wśród laurenckiej i latyńskiej niwy!
Tu dom twój i penaty! Nie ustawaj w drodze,
40
Niech wojny cię nie trwożą: gnębiący cię srodze
Gniew bogów ustał.
Byś nie sądził, że złudne sny twoją myśl mącą.
Maciorę ujrzysz wielką, pod dębem leżącą,
Przy niej płód głów trzydziestu, białych jak ich matka,
45
Ssać będzie jej wymiona. Kres trudów ostatka
Tam znajdziesz, tam gród przyszły swe mury pomieści.
Gdy od tej chwili pełnych lat minie trzydzieści,
Askań miasto założy z głośnym Alby mianem.
Pewne rzeczy obwieszczam; jak będzie ci danem
50
Osiągnąć cel ten, w krótkim pouczę cię słowie:
W krainie tej Pallasa plemię, Arkadowie,
Co za królem Ewandrem szli i jego znaki,
Obrali łan i w górach gród nie lada jaki
Stawili: Pallanteum od Pallasa dziada[709]
55
Zwie się. Tych z Latynami ciągła dzieli zwada.
Z nimi złącz się przymierzem na każdą przygodę.
Ja sam cię do nich rzeką wzdłuż brzegów powiodę,
Byś zmógł wiosły[710] przeciwny prąd wśród żmudnej jazdy.
Powstań, synu bogini! — Zanim zajdą gwiazdy,
60
Junonie zanoś modły — gniew, groźby niemałe
Pokornymi zmiękcz śluby. Mnie później dasz chwałę,
Zwycięzca. Jam jest, który nurt rzeki wezbrany
O brzeg miotam i bujnych niw przecinam łany:
Modry Tyber, najmilsza dla niebiosów rzeka.
65
Tu dom mój — źródło w górach wysokich, z daleka».
Rzekł i w nurtów głębokich skryje się czeluści,
Na dno dążąc. Eneja sen nocny opuści.
Wstaje i patrząc w niebo, co brzaskiem zórz płonie,
Zaczerpnie wody z rzeki w złączone wraz dłonie,
70
Jak zwyczaj chce, i takie do nieba śle słowa:
«Nimfy, nimfy Laurentu, skąd rzek kryształowa
Mknie fala, i ty Tybrze ze świętymi wody,
Weźcie mnie w swoją pieczę, brońcie od przygody
Gdziekolwiek cię, pełnego litości nade mną,
75
Topiel kryje, gdziekolwiek twarz jawisz przyjemną,
Zawsze sławę i hojne odbierzesz obiaty,
O rzeko, hesperyjskich wód królu rogaty[711],
Jeno broń mnie i bliżej twe określ wyrocznie!»
Tak mówi; dwuwiosłowce dwa z floty niezwłocznie
80
Wybiera, zbroi druhów i opatrzy żagle.
Wtem oto przed ich okiem dziw zjawi się nagle:
Pod lasem biała, białe karmiąca prosięta,
Na zielonym wybrzeżu świnia rozciągnięta. —
Zbożny Enej wnet tobie, Junono, ją w darze
85
Zabija i z prosięty kładzie na ołtarze.
RzekaBogini nurty Tybru, co wprzód się wzdymały
Przez całą noc, ukoi; ucichną wód wały,
Niby staw lub zatoka; fal błysną zwierciadła
Pogodne, praca wioseł mozolna odpadła.
90
Zaczem z pluskiem pomyślnym mkną dalej wytrwale:
Kraje toń smolna jodła, w krąg dziwią się fale,
Dziwią się gaje, widząc tarcze, co migocą
Z dala, i zdobne statki, prące naprzód z mocą.
Oni dzień i noc płyną po spokojnej toni,
95
Mknąc przez wielkie zakręty: raz rząd ich zasłoni
Drzew różnych, to wśród lasów zielonych nurt sieką.
Ogniste słońce stało w górze, gdy nad rzeką
W dali mur ujrzą, zamek z domy[712] niewieloma,
Które w niebo spiętrzyła dziś potężna Roma,
100
Wtedy zasię Ewander z biedną dzierżył rzeszą.
Raźno w bok zwrócą dzioby i do grodu śpieszą.
Przypadkiem w dniu tym z rodu Arkadów król stary
Alcydowi[713] i bogom sprawował ofiary
Przed grodem w gaju; Pallas, syn jego, z młodzieżą
105
I z ubogim senatem kadzideł woń świeżą
Słali — ciepła krew, dymiąc, broczyła ołtarze.
Gdy ujrzą wielkie statki w cienistym wiszarze
Wśród gaju i w milczeniu poruszane wiosła,
Zlękli się nagle, wszystka rzesza się podniosła
110
Od stołów. Lecz przerywać uczt Pallas ochoczy,
Nie daje — sam z oszczepem naprzeciw poskoczy
opodal z pagórka: «Chłopcy! Co w te sioła
Nieznaną gna was drogą? Gdzie mkniecie — zawoła —
Skąd ród? Gdzie dom wasz? Pokój czy bój was przywodzi?
115
Więc ojciec Enej, stojąc na wysokiej łodzi
I gałązkę oliwy wznosząc, tak zaczyna:
«Trojan widzisz, lud wrogi zastępom Latyna,
Co w pysze odtrąciły nas, znękanych srodze.
Do Ewandra dążymy. Odnieścież, iż wodze
120
Dardańscy przyszli szukać u druhów obrony».
Osłupiał Pallas, takim mianem uderzony:
«Ktośkolwiek jest, pójdź — rzecze — i z rodzicem pomów
Do woli; gościem będziesz pośród naszych domów».
Po tych słowach prawicę mu żywo uściska;
125
Rzucają brzeg i wchodzą w gaju uroczyska.
Wtedy Enej do króla z przyjazną rzekł twarzą:
«Najlepszy z Grajów! Ciebie dziś losy mi każą
Błagać, wstęgami pęki spowiwszy gałązek.
Nie zląkłem się, żeś z Grecji, wódz Greków, że związek
130
Pokrewieństwa z Atrydy[714] cię łączy oboma.
Mnie męstwo, wola bogów z wyroczni wiadoma,
Wspólny ród nasz i odgłos twej sławy niepodły
Łączą z tobą i tutaj chętnego przywiodły.
Dardan, pradziad, co Troi pierwsze wznosił mury,
135
Z Elektry — mówią — zrodzon, Atlasowej córy,
W Teukrii osiadł. Elektrę, matkę bohatera,
Atlas rodzi, co niebo barkami podpiera;
Waszym przodkiem Merkury, któremu na szczycie
Cylleny chłodnym piękna Maja dała życie,
140
Ta sama Maja, twierdzą, jest córką olbrzyma
Atlasa, co gwieździsty strop na barkach trzyma:
Tak ród nas obu z jednej krwi początek bierze.
W to ufając, nie słałem posłów o przymierze
Ni pism — siebie i głowę własną tu bez trwogi
145
Stawiam i z tymi prośby wstępuję w twe progi:
Nas lud Dauna[715], co ciebie srogim trapi bojem,
Nęka; gdy nas odpędzi, ufa, że pod swojem
Jarzmem całą Hesperię ugnie bez przeszkody,
Zawładnąwszy obydwóch italskich mórz wody[716].
150
Przyjm i daj nam prawicę. Są u nas ku wojnie
Chętne serca i młodzież ćwiczona przystojnie».
Tak rzekł Enej. Ów, długo w mówiącego lice
I oczy wpatrzon, utkwił w nim bystre źrenice,
W końcu krótko rzekł: — «Jakże oglądam cię chętnie,
155
Najdzielniejszy wśród Teukrów! Poznaję w lic piętnie
Anchiza lica, w głosie — głos, któremu sprzyjam!
Pomnę: na Salaminę gdy wybrał się Pryjam
Do siostry swej, Hezjony, także chłodną srodze
Arkadię wraz z druhami nawiedził po drodze,
160
Mnie wtenczas pierwsza młodość rumieniła lica…
Wodzów Teukrów, Pryjama, ich tronu dziedzica,
Podziwiałem; nad wszystkich przecież wyżej skronie
Niósł Anchiz. Wnet młodzieńcza chęć we mnie rozpłonie
Uścisnąć mu prawicę, przemówić doń z bliska;
165
Przystąpię i w Feneja go wiodę siedliska.
Z licyjskimi on strzały pyszny kołczan potem
Zostawił mi, płaszcz cudny dał, przetykan złotem,
I dwie uzdy ze złota — dziś Pallas je bierze. —
Więc, jak pragniecie, z wami zawieram przymierze
170
I skoro brzask rozbłyśnie jutro, z hufcem w drogę
Wesołych was wyprawię i skarby[717] wspomogę.
Tymczasem, gdyście przyszli jako przyjaciele,
Dorocznych świąt wraz z nami obchodźcie wesele
I dziś już przywykajcie do druhów zastawy».
175
To rzekłszy, każe wnosić uprzątnięte strawy,
Stawia czasze i mężów na darni sadowi.
Przed innymi uprzejmie wskaże Enejowi
Klonowy tron, lwa skórą zaścielon kudłatą.
Rześcy chłopcy i kapłan, piękną zdobny szatą,
180
Pieczone wątpia[718] niosą, kosz, co się ugina
Pod darami Cerery, i wyborne wina.
Spożywa Enej z młodzią trojańską pospołu
Smaczne uda i combry[719] ogromnego wołu.
Gdy już zaspokoili głód, tłumiąc chęć jadła,
185
Rzekł król Ewander: — «Ucztę, która nam wypadła
Ze zwyczaju, te bóstwa wielkiego ołtarze,
Nie zabobon bóstw starych niepomny nam każe
Poświęcać: z wielkich, gościu trojański, wyrwani
Niebezpieczeństw, obiaty niebianom ślem w dani.
190
Przypatrz się tym zwieszonym w górze skalnym bryłom:
Strzaskane leżą głazy, opuszczony wyłom
Kryjówki, ległych grani olbrzymie brzemiona.
PotwórJaskinia była wielka tam, w gąszczu tajona,
Srogiego półczłowieka, Kaka[720], skryte leże,
195
Niedostępne dla słońca; krwi strugi wciąż świeże
Wilżyły wokół ziemię. Nad bramą wysoką
Wisiały głowy, ciemną zbroczone posoką.
Wulkan ojcem potwora był; jego to żary
Z pyska ziejąc, wlókł cielsko swe wielkie bez miary.
200
Przyszła nam jednak w końcu pomoc upragniona
Ze strony boga: bowiem zabiwszy Geriona
Trójkształtnego[721] i z łupu wielkiego wesoły,
Nadszedł Alcyd[722] zwycięski, pędząc tędy woły
Ogromne: jar i rzekę zajmowały całą.
205
Lecz Kak dziki, by zgoła nic już nie zostało,
Na co by podstęp jego nie czyhał i zdrada,
Cztery byki ogromne ze stajni wykrada
I tyleż równie pięknych jałowic. By śliski
Grunt zwykłymi się racic nie znaczył odciski,
210
Za ogony wlókł bydło po urwistej drodze,
Myląc ślady, i w jamie ukrył ciemnej srodze.
Żadne znaki nie wiodły do groty tej z bliska.
Walka, PotwórTymczasem, kiedy Alcyd wypędzał z pastwiska
Swe stada napasione w drogę, zaryczały
215
Odchodzące już woły; i zaraz gaj cały
Rozebrzmiał rykiem, wzgórza ślą gromkich ech krocie,
Razem i woły w wielkiej ukrywane grocie
Zaryczą: podstęp Kaka od razu się wyda.
Wtedy ból i gniew w piersi rozpłonie Alcyda:
220
Sękaty dąb porywa w dłonie i bez zwłoki
Szybkim pędem na góry zrąb wbiega wysoki.
Pierwszy raz wtedy Kaka ujrzano z daleka,
Jak z trwogą w oczach, szybszy niż Eurus[723], ucieka
Do jaskini: strach skrzydła mu przypnie u nogi.
225
Gdy zamknął się i łańcuch rozerwawszy srogi
Strącił skałę, co kunsztem ojcowskiego młota
Wisiała na żelazie, i zaparł nią wrota,
Nadbiegł oto Tyryntczyk i wśród stromych stoczy
Dostępu śledzi, wokół pilnie zwraca oczy,
230
Zgrzytając zębem. Trzykroć, płonąc gniewu szałem,
Bada stok Awentynu, trzykroć z sercem śmiałem
Podważa głaz — i trzykroć siadł w jarze znużony. —
Niebotyczna grań, z każdej niedostępna strony,
Nad grzbietem się jaskini wznosiła pochyło;
235
Drapieżne ptactwo chętnie swe gniazda tam kryło.
Tę skałę, jak na lewo od strugi się spiętrza,
Z prawej strony prąc, wstrząsnął silnie i od wnętrza
Z posad wyrwał, a potem z nagła mocno pchnie ją: —
Zagrzmiały od łoskotu przestwory nad knieją,
240
Rwą się brzegi, przelękły strumień w bok odpłynie.
Odsłaniają się Kaka ogromne jaskinie
Do wnętrza, pełna mroków pieczara głęboka.
Nie inaczej, gdy ziemia pęknie i dla oka
Podziemnych siedzib wnętrzne odsłoni tajniki,
245
Kraj cieniów, bogom wstrętny, przepaści głąb dziki
Widnieje, drży rój Manów[724], kryjąc się w otchłanie…
Zaczem przychwyconego w świetle niespodzianie,
Ryczącego okropnie z wklęsłej jamy wnęka[725],
Strzałami Alcyd praży, wszelką bronią nęka,
250
Ogromne głazy miecąc[726] i grube konary.
Ów, nie mogąc uciekać, przerażon bez miary,
Z paszczęki dym potworny (okropne zjawiska!)
Wyrzyga, na dom cały gęste chmury ciska,
Kryjąc widok dla oczu, i mroki olbrzymie
255
W grocie skłębia: noc z ogniem, błyskającym w dymie.
Nie ścierpiał Alcyd, ale przez płomień do głębi
Na oślep skoczył, kędy najsrożej się kłębi
Fala dymu i ciemną mgłę z jamy dna żenie[727].
Tam Kaka, zionącego w mroku czcze płomienie,
260
Oburącz chwyta dłońmi za szyję i tłoczy
Suche gardło, aż na wierzch wystąpią mu oczy.
Wraz odsłonią się domu wnętrza tajemnicze
Przez drzwi rozbite: woły, złupione zdobycze
Ukażą się na światło; za nogi tłum ściąga
265
Potworne cielsko, groźnym oczom dziwoląga
Przygląda się do syta, oblicze, kark spasły
Podziwia i gardziele, gdzie ognie zagasły.
Odtąd cześć dajem zbawcy, w potomnych pamięci
Radosny dzień ten. Potyt nasz pierwszy go święci
270
I Pinariów ród, starzy Alcyda wieszczkowie.
On w gaju wzniósł ten ołtarz, co wielkim się zowie[728]
I wielkim go na zawsze kraj będzie zwać cały.
Więc, młodzieńcy, tak wielkiej obchodząc dzień chwały,
Uwieńczcie liściem włosy i czasze do ręki
275
Z winem biorąc, wspólnemu bogu czyńcie dzięki!»
Rzekł, Alcyda topolą wieńczy[729] uroczyście
Swą skroń, we włos dwubarwne wplatając jej liście,
I w puchar wino wlewa. Z nim wszyscy pospołu
Radośnie wielbią bogów libacją[730] u stołu.
280
Tymczasem słońce już się chyliło ku ziemi.
Już kapłani i Potyt, pierwszy przed wszystkiemi,
Ubrani w skóry, śpieszą niosąc żagwie żwawo.
Wznowią uczty, powtórną nakryją zastawą
Stoły i półmiskami obarczą ołtarze.
285
Przy ogniu ich tłum Saliów[731] rześki się ukaże,
Gałązkami topoli wieńczący swe czoło —
Tu chłopców, a tam starców chór.
Sławią wesoło Alcyda, jak w kolebce już, dziecina mała,
Dwa węże zdusił, które nań Juno nasłała.
290
Jak w boju zburzył do cna dwa grody kwitnące,
Troję i Echaliję, jak trudów tysiące
Pod królem Eurystejem, za sprawą Junony,
Ponosił: — «Tyś chmur dzieci, o niezwyciężony,
Hyleja oraz Fola[732], prawicą zmógł śmiałą,
295
Dziw Krety i lwa zwalił pod nemejską skałą;
Ciebie Styks i stróż Orku zląkł się, w głębokości
Jamy leżąc na stosie wpół zgryzionych kości;
Ciebie żadne straszydło, ni Tyfej niezmierny
Nie przeraził swą bronią, ni groźny smok Lerny[733],
300
Co gromadą głów wokół siepał nastroszoną.
Witaj, synu Jowisza, wliczon w niebian grono,
W święto twoje racz ku nam raźną zstąpić nogą!»
To w pieśni sławią. Kaka jaskinię też srogą
Wspominają i z pyska miotane płomienie.
305
Grzmią gaje w krąg, wiatr echa na pagórki żenie[734].
Spełniwszy obrzęd święty, do miasta się rzesza
Udaje zaraz cała. Król stary pośpiesza
Wraz ze synem, Eneja prowadząc na przedzie,
Rozmowy różne w drodze wespół z nimi wiedzie.
310
Dziwi się, żywo oczy swe zwraca dokoła
Enej, a każde miejsce w nim zachwyt wywoła;
Wiele pyta, spraw dawnych ciekaw niewymownie,
Król Ewander, co Romy założył warownię,
«Złoty wiekFauny — rzecze — i nimfy dzierżyły te kraje,
315
I ród mężów, co z twardych pni dębu powstaje.
Obcą im była roli uprawa rozumna
I sprzężaj wołów; plonów nie zwozili w gumna —
Owoce ich i łowy mozolne żywiły.
Pierwszy Saturn, Olimpu rzuciwszy szczyt miły,
320
Uchodząc jako tułacz przed gniewem Jowisza,
Lud szorstki, rozprószony w górzyste zacisza,
Zgromadził, dał mu prawa — Lacjum kraj on zowie,
Ponieważ łacno w ono się ukrył pustkowie[735].
Wieść niesie, że pod królem tym nastał wiek złoty:
325
Tak w pokoju swym berłem wiódł naród do cnoty.
Lecz z wolna wiek podlejszy ludziom się wyłania:
Szał wojny i niesyta żądza posiadania.
Auzońce potem przyszli, Sykańce olbrzymie,
I nieraz kraj Saturna nowe przybrał imię[736]
330
Nastali króle: szorstki Tybr wielkiego ciała;
Od niego potem Tybrem Italia nazwała
Albulę, dawne miano odmieniając rzeki.
Mnie, z kraju wygnanego w mórz odmęt daleki,
Los i Fatum, któremu ludzie ujść nie mogą,
335
Tu przywiodły, tu matka nimfa swą przestrogą,
Karmenta[737], mnie przyzwała i boski Apollin».
Tak rzekł, ołtarz mu wskaże wśród zacisznych dolin
Bramę Karmentalską, w Romie czczoną święcie,
Gdzie z dawna chwałę nimfie oddają Karmencie,
340
Wieszczce boskiej, co pierwsza przyszłe wielkie dzieła
Teukrów i Pallanteum piękne sławić jęła.
Gąszcz też wielki, co w miejscu Azylu wysterkał[738]
Wskazuje i pod chłodnym urwiskiem Luperkał[739],
(Który tak się od Pana licejskiego[740] zowie),
345
I gaju Argileta zaciszne pustkowie;
Wskaże plac, gdzie gość Argus z rąk zginął czeladzi,
Na tarpejską grań i na Kapitol prowadzi —
Dziś złoty, wtenczas puszczą zarośnięty srogą;
Już wtedy nań wieśniacy spoglądali z trwogą
350
Religijną, las straszył ich i głazy duże.
«Ten gaj — rzecze — to lasem porośnięte wzgórze,
Nie wiedzieć który dzierży bóg. Wierzą Arkadzi,
Że widziano Jowisza, jak burze gromadzi
I prawicą Egidy krąg[741] wstrząsa ponury.
355
Tam dwu grodów oglądasz rozwalone mury,
Zabytki mężów dawnych, cenne niewymownie:
Tę — Janus, tamtę — Saturn zakładał warownię,
Tu Janikuł[742], tam zasię Saturnia[743] jest nasza».
Tak gwarząc, pod ubogie się zbliżą poddasza
360
Ewandra; tu i ówdzie usłyszą ryk stada,
Gdzie dziś Forum jest Romy i Karyn osada.
Gdy doszli do domostwa, ów rzekł: «W te to progi
Alcyd wstąpił, ten domek go przyjął ubogi.
Śmiej, gościu, gardzić zbytkiem, wnijdź śladem Alcyda
365
I niech ci niedostatek przykrym się nie wyda!»
Rzekł, wielkiego Eneja w ciasne wiedzie ściany,
Na tapczan suchym liściem suto podesłany
I skórą niedźwiedzicy z puszcz libijskiej ziemi.
Noc padła, ziemię skrzydły objąwszy ciemnemi,
370
Gdy matka Wenus, zdjęta niedaremną trwogą,
Laurentu groźby słysząc oraz wrzawę srogą,
Na złotym łożu męża Wulkana wśród troski
Tak zacznie, w słowa uczuć wlewając żar boski:
«Kiedy wojną nękali argoliccy wodze
375
Pergam, co zasłużonej miał ulec pożodze,
Nie prosiłam o pomoc ni oręż — twej siły
I sztuki nie wzywałam, nie chcąc, mężu miły,
By cię darmo nużyła praca tak niełatwa —
Choć wiele czci Pryjama świadczyła mi dziatwa
380
I płakałam, klęsk syna twarde widząc brzemię.
Dziś z rozkazu Jowisza na Rutulów ziemię
Wstąpił; błagam więc, ufna, że głos mój coś wskóra,
O broń dla mego syna. Wszak Nereja córa[744]
I Tytona małżonka[745] łzami cię zjednała…
385
Patrz, jakich ludów zewsząd zbiera się nawała,
Wśród murów ostrząc miecze na Teukrów mych zgony!»
Mąż, Żona, Seks, WładzaRzekła, ociężałego śnieżnymi ramiony[746]
Obejmie, wśród rozkosznych pieszcząc oszołomień.
On zwykłe żary przejął zaraz, znany płomień
390
Wszedł mu w tętna i przebiegł przez bezwładne kości.
Nie inaczej, gdy grzmoty huczą wśród ciemności,
Ognistej błyskawicy smug w chmurach się błąka.
Odczuła to świadoma swej krasy małżonka —
Zaś rodzic, wieczną zmożon miłością, tak powie:
395
«Czemu z dala zaczynasz w oględnym tak słowie?
Czy nie ufasz mi, boska? Dla takich twych pieszczot
Już wprzódy Teukrom w dłonie tarcz dałbym i brzeszczot.
Ani Jowisz, ni losy nie broniły wcale,
By Pryjama gród dziesięć lat dalszych stał w chwale,
400
I teraz, gdy wojenną chcesz wzniecić pożogę,
Czegokolwiek po sztuce spodziewać się mogę,
Co się zrobić ze stali da, co ulać ktoś by
Ze spiżu w ogniu zdołał, to… Zaprzestań prośby
I ufaj swojej mocy…» Tak rzekł; upragniony
405
Uścisk oddał, i chyląc skroń na piersi żony,
W głębokiego snu błogie zapadł ukojenie.
Świt, Praca, Kobieta, SługaPo północy, gdy rzednąć zaczynają cienie
Płosząc sen, gdy niewiasta biedą przyciśniona,
Co żyje z prac Minerwy drobnych i z wrzeciona,
410
Krząta się, zgasły ogień roznieca z popiołu
W noc pracę ze służebnic swych gronem pospołu
Wszczynając, tak iż czystym męża swego łoże
Zachować i dziateczki swe wyżywić może —
Tak właśnie Ogniowładca[747], rzuciwszy posłanie
415
Miękkie, do rzemiosł swoich ochotnie powstanie.
Jest wyspa przy Sycylii, tuż obok Lipary
Eolskiej, gdzie ze szczelin skał bucha dym szary.
Pod nią huczy Cyklopów jaskinia zapadła,
Groźna jak czeluść Etny, gdzie jęczą kowadła
420
Tęgo bite, stal chrzęści, rozpalona w głębi
Wielkich pieców i ogień ze sykiem się kłębi:
Wulkana dom, Wulkanią zwana skalna gleba.
Tam zstąpił Ogniowładca z wysokiego nieba.
Cyklopi tam żelazo z wielkimi mozoły
425
Kuli: Brontes, Steropes i Pyrakmon goły;
Rękoma ich już wokół była wygładzona
Część gromu, jaki rodzic, ująwszy w ramiona,
Miota w ziemię; część była niedokuta jeszcze.
Do niej trzy strzały z gradu, trzy nawalne deszcze
430
Dodali, trzy z błyskawic i wichru promienie,
A teraz straszne błyski, huk i przerażenie
Mieszali, oraz płomień niezbłagany zgoła.
Opodal rydwan Marsa i dwa wartkie koła
Kuli, którymi w grody ów niesie strach blady,
435
I egidę okropną, broń gniewnej Pallady,
Na wyścigi zdobili łuskami ze złota,
Dwa węże i Gorgonę, co dziki wzrok miota
Ze ściętej głowy, dłutem gładząc z każdej strony.
«Złóżcie wszystko — rzekł — rzućcie trud nie­dokończony,
440
Cyklopy Etny, bacząc na zlecenie z nieba:
Mąż dzielny o broń błaga, teraz sił potrzeba,
Teraz sztuki mistrzowskiej — teraz zwinnej dłoni!
Nie zwlekajcie!»
Nic nad to nie wyrzekł, zaś oni
445
PracaSzybko porwą się wszyscy i wnet się robota
Zaczyna. Płyną strugi spiżu oraz złota,
Śmiercionośna stal w piecu wre. Ogromnej tarczy
Krąg kują, co sam jeden na wszystkie wystarczy
Latynów strzały — siedem blach zbijają społem
450
Potężnych. Inni miechy stłaczają, z mozołem
Dmąc w ogień. Reszta spiże syczące zanurza
W wodzie. Szczękiem kowadeł jaskinia grzmi duża.
Oni z mocą ogromną podnoszą ramiona
W takt kując stal, co zgrzyta w obcęgach kręcona.
455
Gdy tak w Eolii Wulkan kwapi się co siły,
Ewandra w skromnym domu budzi ranek miły
I ptactwo, co pod strzechą świegotać zaczyna.
Wstaje zaraz, przywdziewa szaty starowina,
Tyrreńskie łapcie rześko nakłada na nogi
460
I przy boku tegejski[748] zawiesza miecz srogi,
Pantery skórą ramię osłaniając prawe.
Przed nim stróże domostwa, dwa psy biegną żwawe.
Z wysokich progów śpiesząc tuż za krokiem pana.
Do komnaty, co była Enejowi dana,
465
Szedł, słów swych i obietnic pamiętny bohater.
Lecz i Enej już rankiem próg rzucił swych kwater.
Ten Achata ma obok, ów Pallasa, syna.
Spotkawszy się, dłoń ścisną; wśród domu się wszczyna
Rozmowa, której wprzód się zagaić nie dało.
470
Pierwszy zaczął król:
«O wielki wodzu Teukrów! Gdyś ty wyszedł cało,
Nie przyznaję, iż Troja do cna legła w dymie!
My, by pomoc nieść w boju za tak wielkie imię,
Zbyt słabi: stąd zamyka nas Tybr, stamtąd Rutul
475
Ze szczękiem broni ciśnie. Przecież troskę utul:
Ja tobie wielkie ludy i bogate kraje
Sprzymierzę w bój, bo pomoc niespodzianą daje
Przypadek; same losy cię tutaj wezwały…
Jest opodal, zbudowan na urwisku skały,
480
Agilliny gród stary[749], gdzie wsławion we wojnie
Lud Lidów[750] wzgórz etruskich jary zajął zbrojnie.
Ziemię, długo szczęśliwym kwitnącą pokojem,
Pyszny król Mezent w końcu berłem owładł swojem.
Zbrodnia, Zemsta, Władza, LudWspomnęż mordy i zbrodnie, jakie tyran srogi
485
Spełniał? Weń i w ród jego obróćcie to, bogi!
Umarłych wiązać społem ze żywymi każe,
Z rękoma łącząc ręce, a z twarzami twarze
Ku długiej męce: ropą i krwią zlane ciała
Śmierć powolna w uścisku strasznym zabierała.
490
Znękane rzesze oręż chwycą po kryjomu
I oblegną zbrodniarza w jego własnym domu,
Mordują druhów, ogień na dachy miotają.
On wśród rzezi uchodzi przed wzburzoną zgrają
Do Rutulów, gdzie Turn go swą bronią osłania.
495
Więc Etruria, słusznego pełna zagniewania,
Żąda, by wydał króla na pomstę w tej dobie.
Nad wojskiem jej, Eneju, ja władzę dam tobie.
Nad całym brzegiem z łodzi stłoczonych grzmią gwary,
Każą nieść znaki; kapłan wstrzymuje ich stary,
500
Los wieszcząc: «O Meonii[751] chlubo, młodzi droga,
Kwiecie męstwa! Ból słuszny cię wiedzie na wroga,
Gniew prawy na Mezenta uzbraja twe ramię;
Lecz wiedz: Italczyk ludów tak wielkich nie złamie:
Obcych wodzów szukajcie! — Te bogów przestrogi
505
Słysząc, hufce Etrusków zdrętwiały od trwogi.
Sam Tarchon mi przez posłów berło i koronę
Przysłał, błagając, abym między zgromadzone
Wszedł szyki i tyrreńskie w mą władzę wziął włości.
Ale mnie zimna starość już berła zazdrości
510
I siły nie dostaje[752] na żaden czyn wielki.
Wezwałbym syna, ale ten z matki Sabelki[753]
Italską krew dziedziczy. — Tobie starość czoła
Nie marszczy, ród nie broni, a bóstwo cię woła:
Śpiesz, Teukrów i Italii wodzu, pełen sławy!
515
Z tobą chluba i szczęście moje, Pallas żwawy,
Złączy się. Niechaj śpiesząc pod wodzą twą w boje,
Wdraża się w dzieła Marsa, niechaj czyny twoje
Oglądać i podziwiać przywyknie od młodu.
Dwustu jeźdźców arkadzkich, kwiat mego narodu,
520
Przydam ci — tyleż Pallas od siebie wieść każe».
Gdy to mówił, schylili zamyślone twarze
Enej i wierny Achat pod twardym mozołem
Troski — i wiele ważą w sercu niewesołem,
Gdy nagle Cyterejka[754] widomy znak dała:
525
W czystym niebie piorunu błysk nagle zapała
Wśród grzmotu, świat się walić zdaje niespodzianie
I w powietrzu tyrreńskich surm ozwie się granie…
Spojrzą — znów przestwór gromkim zahuczy łoskotem
I na niebie pogodnym, w obłoku, wnet potem
530
Szczękną bronie, od zbrojnych się hufców zaroi…
Zdrętwieli wszyscy z lęku, lecz bohater z Troi
Poznał dźwięk, obietnice matki uroczyste;
Zaczem powie: «O druhu, nie badaj zaiste,
Co znaczą te zjawiska: mnie to Olimp woła!
535
Ten znak matka przyrzekła zjawić, gdy dokoła
Bój grozić będzie, mówiąc, że Wulkana bronie
Z nieba w pomoc mi ześle.
Och! Jaki bój w nieszczęsnym Laurencie zapłonie,
Jak skaran będziesz, Turnie! Ileż do twej fali
540
Tarcz mężów, przyłbic oraz ciał dzielnych się zwali,
Ojcze Tybrze! Niech depcze Turn sojusz, niech rwie go!»
Te słowa rzekłszy, z tronu wstaje wysokiego,
Żar ze stosu Alcyda, jak zwyczaj chce stary,
Roznieci na ołtarzu, penaty i lary[755]
545
Wesół uczci; wraz owce na ofiarę świeżą
Ewander bije społem z trojańską młodzieżą.
Enej łodzie nawiedza i druhów pozdrowi.
Spośród tych, co na boje ruszyć są gotowi,
Mężniejszych sam wybiera zaraz; pozostali
550
Bez pracy wioseł płyną rzeką z prądem fali,
By donieść Askaniowi o ojcu i sprawie.
Teukrom konie tyrreńskie król daje łaskawie:
Dla Eneja w dział rumak idzie przystrojony
Lwa skórą płową — złote błyszczą na niej szpony.
555
Wnet po małym miasteczku głoszona wieść hula,
Że ruszy huf ku brzegom tyrreńskiego króla.
Zdwajają śluby matki, wobec bliskiej trwogi
Drżą serca, większej grozy nabiera Mars srogi,
Wojna, Strach, Ojciec, SynEwander idącego w bój uściska syna
560
Nienasycon i ze łzą tak mówić zaczyna:
«O, niechby mi Juppiter miniony wiek młody
Wrócił, gdym u Prenesty[756] bram szyki w zawody
Rwał, stosy tarcz podpalał i nieustraszenie
Erula tą prawicą w Tartaru słał cienie —
565
Dziw, któremu Feronia, matka[757], trzy aż razem
(Straszno rzec!) dała dusze; po trzykroć żelazem
Powalony być musiał, przecież wszystkie społem
Dusze i tyleż mieczy tą ręką mu wziąłem. —
Nigdybym z twych uścisków słodkich, drogie dziecko,
570
Nie wyrywał się teraz, i Mezent zdradziecko
Drwiąc ze mnie, tak by wielu swym mieczem nie naciął
Wśród miasta, tylu moich nie zgubił przyjaciół!…
Lecz, o bogi! Jowiszu wielki przed wszystkiemi!
Zlitujcie się nad królem arkadyjskiej ziemi
575
I słyszcie ojca, który błagalne śle słowa!
Jeśli mi los Pallasa nietkniętym zachowa,
Jeśli znowu zobaczyć mam jego twarz młodą:
Pragnę żyć i przed żadną nie zadrżę przygodą. —
Jeśli zaś, o Fortuno, zdradę knujesz skrycie,
580
Dzisiaj już, dzisiaj gorzkie skończyć pragnę życie,
Gdy wątpliwa jest troska, co w pierś mą się wrzyna,
Gdy cię chłopcze, rozkoszy późna i jedyna,
W objęciu trzymam, gdy mi serca nie rozrania
Wieść gorsza…» Takie rodzic śle mu pożegnania; —
585
Do domu niosą słudzy bladego, bez siły.
Już przez otwarte bramy hufce wychodziły:
Pośród pierwszych rot Enej wraz z wiernym Achatem.
Potem przedni Trojanie; w odzieniu bogatem
Środkiem Pallas — tarcz barwna mu zorzą się pali:
590
Tak Jutrzenka skąpana w Oceanu fali,
Gwiazda, co ponad inne Wenerze jest miła,
Pojawia się wśród mroków i cudny blask zsyła.
Żołnierz, Kobieta, MatkaŚledzą matki trwożliwe, wstąpiwszy na mury,
Błyszczące spiżem hufce pośród pyłu chmury.
595
Oni przez chaszcze, kędy prosta droga wiedzie,
Rwą pancerni; zgiełk dudni, za rotą na przedzie
Gna druga w trop i sypki piach trąca kopyto.
Jest wielki gaj nad Cery[758] rzeczułką w jar skrytą,
Z dawna czczony szeroko; pagórki dokoła
600
Piętrzą się, ciemne jodły zwieńczają ich czoła,
Sylwanowi, co pola i trzodę swą darzy
Opieką, jak wieść niesie, Pelazgowie starzy
Gaj ten oddali, pierwsi władcy ziem Latyna.
Blisko stąd Tarchon oraz tyrreńska drużyna
605
Miała obóz; ze wzgórza można było okiem
Dostrzec legie stojące na polu szerokiem.
Tam ojciec Enej, a z nim dobrana młódź cała
Znużeni śpieszą, krzepią rumaki i ciała.
Tymczasem boska Wenus ze śnieżnych chmur spłynie
610
Z darami; kiedy syna w zacisznej dolinie
Ujrzy, gdzie chłodnej rzeki lśni toń kryształowa,
Przystąpi doń, witając, i rzecze te słowa:
«Oto męża mojego dar, sztucznej[759] roboty:
W zbroicy tej Laurentów pysznych zwarte roty
615
Zmóc zdołasz i dzielnego Turna wyzwać z bliska».
Tak rzecze Cyterejka i syna uściska,
Pod dębem naprzeciwko broń kładąc wspaniałą.
On, ciesząc się podarkiem i tak wielką chwałą,
Strój, Historia, PolitykaNie może się nasycić — oczyma zdumiony
620
Po niej wodzi, rękoma pieści i ramiony[760]
Straszliwy szyszak z kitą, miotający płomię[761],
Miecz śmiercionośny oraz potężną w ogromie
Spiżową zbroję, która się krwawo rumieni,
Jak chmura, z dala lśniąca od słońca promieni,
625
Nakolanka ze srebra i złota, i włócznie,
I piękną niewymownie tarcz, rzeźbioną sztucznie.
Na niej dzieje Italii i triumfy Romy
Wybornie wróżb i czasów następnych świadomy
Po Askaniu i wojny wszystkie nieprzerwanie
630
Wyrzeźbił Ogniowładca. Tam ród, co powstanie
Przedstawił: w grocie Marsa[762], widać, rozciągnięta
Wilczyca leży, wokół jej wymion bliźnięta
Igrają, chłopcy, mleko ssąc zgoła bez trwogi;
Ona zaś, lekko ku nim zginając kark srogi,
635
Liże obu i gładzi językiem ich ciała.
Niedaleko tuż Roma potężna jaśniała;
Porywane Sabinki wśród świąt przez tłum zbrojny
Bezecnie, i stąd wszczęte z nagła nowe wojny
Przez Romy lud, Tacjusza[763] i Kuretów społem
640
Surowych. Lecz wnet bitwy znużeni mozołem
Zbrojni króle maciorę składają w ofierze
Jowiszowi, ucztują i czynią przymierze.
Obok — Metta w dwie strony rwą w pędzie rydwany
(Obyś trwał, Albańczyku, w słowie niezachwiany!).
645
Wlecze zdrajcę Tul, w gniewie zacięty niezmiernie,
Przez las, a krwią dokoła zrosiły się ciernie.
Tuż Porsenna, gród z mocą oblegając, zmusza
Wygnanego na powrót przyjąć Tarkwiniusza.
Eneadzi za wolność porywają miecze;
650
On żywo zda się grozić; gniew widać go piecze,
Że rozerwać most Kokles odważył się młody,
A Klelia uszła, płynąc przez tybrowe wody.
Manliusz zamków tarpejskich i świątyni strzeże
Pilnie, dzierżąc wysokie Kapitolu wieże;
655
Strzechą ze słomy błyszczy Romulowa chata;
Tuż srebrna gęś w krużgankach wyzłacanych lata
Głosząc, że Gallów wojska czyhają za progiem;
W krzach pod zamkiem Gallowie siedzą z licem srogiem,
Głuchą nocą zakryci wśród ciemności ślepych;
660
Złote włosy ich, płonie złocistych szał przepych
I płaszczy prążkowanych; śnieżyste ich szyje
Spina złoto; z dwu włóczni alpejskich blask bije
Wokół, a długie tarcze osłaniają ciała.
Saliów[764] też i Luperków[765] nagich tam jaśniała
665
Gromada — czapy z czubem, tarcze niespodzianie
Spadłe z nieba; i matki w wygodnym rydwanie
Wiezione wśród obrzędów przez gród. — Tuż mrok siny
Tartarskich pól, Plutona głębokie krainy
Widać, kary za zbrodnie: przykuty do skały
670
Katylina, na twarze jędz patrzy struchlały;
Cnotliwi są osobno: tym prawa śle Kato.
W środku lśni morza obraz, rzeźbiony bogato
W złocie: błyska biel piany z tła ciemnej głębiny;
Ze srebra wyrzeźbione naokół delfiny
675
Wzburzone fale zwinnie w krąg sieką ogonem.
Z przodu flota w spiż strojna. Na morzu spienionem
Aktyjską widać bitwę; Leukate[766] wre w szale
Wojennym; szczerym złotem połyskują fale.
Tu August Cezar wiedzie italskie w bój srogi
680
Zastępy — z nim lud, senat i potężne bogi.
On na statku wyniosłym stoi, obie skronie
Płomień zioną, rodowa gwiazda z czoła płonie.
Tuż z wróżby pomyślnymi Agryppa dostojny
Wiedzie zastęp potężny; mocarny znak wojny,
685
Okrętowy mu wieniec błyska wokół czoła.
Antoniusz barbarzyńców pod znaki swe woła.
Zwycięzca z krajów Wschodu, z Czerwonych Wybrzeży,
Z Egiptu hufce zbiera — lud Baktry z nim bieży;
Społem idzie (o hańbo!) Egipcjanka, żona.
690
Wraz wszyscy gnają, morza toń huczy spieniona
Od wioseł, dziobów, osęk. Suną nad głębiną;
Rzekłbyś, że to Cyklady oderwane płyną
Po morzu lub z turniami zbiegają się turnie:
Tak z mocą walą statki, piętrzące się górnie.
695
Lecą w krąg szybkie strzały i w kłębach płomieni
Pakuły — krwawą rzezią morze się rumieni.
Królowa w środku, hufce brząkadłem w bój woła,
Dwóch wężów za plecami niewidząca zgoła.
Przeróżnych bogów larwy i szczekacz zuchwały
700
Anub[767] — w Neptuna, Wenus i Minerwę strzały
Miecą. Sroży się Mawors w okrutnej potędze,
Zakuty w stal, posępne lecą w górze jędze;
Ucieszona Niezgoda w rozdartej odzieży
Gna, a za nią Bellona z krwawym biczem bieży.
705
Widząc to, łuk Apollo aktyjski napina
Z wysoka: drży Egiptu i Indu drużyna,
I Arabi Sabejcy podają tył nagle.
Królowa sama każe w lot rozpinać żagle,
Puścić liny i z wichrem gnać morzem spienionem.
710
Ją, wśród rzezi blednący niedalekim zgonem,
Wyrzeźbił Ogniowładca jak z pędem Japyga[768]
Gna; ogromny Nil w dali od smutku się wzdryga,
Otwiera jej ramiona i na ciche łono
Swych modrych fal przyjmuje rzeszę zwyciężoną.
715
Potrójny tryumf święcąc Cezar, w mury Romy
Wiezion, bogom Italii w znak chwały widomy
Nieśmiertelny ślub czyni, wielkich świątyń trzysta
Wznosi w mieście. Lud z igrzysk wesoło korzysta;
W świątyniach tłumy matron, w zieleni ołtarze,
720
Przed nimi cielce, bogom poświęcone w darze,
On w śnieżnym chramie Feba siedząc, wybór czyni
Z darów, łupem obwiesza podwoje świątyni
Przepyszne. Długim rzędem idą zwyciężeni,
Różni mową — strój różny i oręż się mieni:
725
Tu Nomadów tłum, Afrów rzesza rozbrojona;
Lelegi, Kary, łowczych Gelonów plemiona;
Eufrates, już uciszon, szedł drżący od trwogi,
Szedł daleki Morynów naród, Ren dwurogi,
Dzicy Daje i Araks, który mosty zrywa.
730
Te na tarczy Wulkana oglądając dziwa,
Cieszy się obrazami, choć spraw nieświadomy,
Na barkach wznosząc sławę wnuków i los Romy.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.