Boska komedia, Czyściec · Dante Alighieri

Pieśń XXXI – Pieśń XXXIII

ok. 15 min czytania

Pieśń XXXI

4461

(Dante spowiada się przed Beatrycze. Zanurza się w strumieniu i przekracza go. Beatrycze zdejmuje zasłonę.)

«Ty, który stoisz poza świętą rzeką[529]»,
Tymi mówiła Beatrycze słowy,
Zwracając do mnie samo ostrze mowy,
4465
A której cięcia tak bolą i pieką.
«Mów, czy to prawda[530]? wielkie oskarżenie,
Spowiedzią twoje oczyszczaj sumienie».
Stałem zmieszany, ze zbytku wzruszenia
Głos mój, nim wyszedł, stracił siłę brzmienia.
4470
Czekała trochę, potem tak mówiła:
«Mów, nie myśl długo, twych błędów wspomnienia
Jeszcze ci woda Lety nie zgładziła».
Strach tak potężnie głos we mnie zatłumiał[531],
Że ledwom ciche Tak wymówić umiał,
4475
Że trzeba było patrzeć okiem umieć,
Chcąc po ust ruchu jego dźwięk zrozumieć.
Majdan[532] gwałtownie gdy naciągnie ręka,
Zarazem struna i łuk cały pęka,
Strzała mniej szybko dobiega do celu;
4480
Takem złamany był od wrażeń wielu,
Tyle wzdychałem i płakałem tyle,
Że głos w swym przejściu spóźnił się o chwilę.
Wtem ona: «Kiedy iskrę po iskierce
Wciąż dorzucając do twych żądz niewinnych,
4485
Miłością dobra zatliłam twe serce,
Po którym żądza nie widzi dóbr innych;
Mów, jaki łańcuch lub przekop głęboki
Na drodze dobra zatrzymał twe kroki,
Żeś musiał stracić nadzieję iść dalej?
4490
Jakie korzyści i jakie pieszczoty
Urzekły ciebie, że wstyd cię nie pali
Ciągle uganiać tak błędne przedmioty?»
Westchnąłem gorzko, usta zmordowane,
Jąkając słowa krótkie i urwane,
4495
Ledwo dość miały sił do odpowiedzi.
Płacząc, mówiłem: «Obecne rozkosze
Dawny mój zapał studziły po trosze,
Odkąd twarz twoja skryła się przede mną».
A ona: «Szczerym bądź w twojej spowiedzi,
4500
Nie zmniejszysz winy, tłumacząc ją ciemno,
Gdy ją skroś widzi oko spowiednika.
Wiedz, gdy wyznanie grzechu się wymyka
Ze skruszonego żalem ust grzesznika,
Tu kamień młyński z wiekuistej rady
4505
W obrocie swoim tępi ostrze szpady[533].
Jednak chcąc wstydu oszczędzić dla ucha
I gdybyś potem uznając rzecz marną,
Słuchać mógł syren z większym hartem ducha[534],
Słuchaj, a odsuń wszelkie łez twych ziarno.
4510
Tam ciało moje w mogile zamknięte
Mogłoby natchnąć cele życia święte;
Nigdy natury albo sztuki dzieło
Większą rozkoszą ciebie nie natchnęło,
Jak moje piękne, gdzie żył duch mój, ciało,
4515
A które teraz w proch się rozsypało.
Gdy przez śmierć moją arcyrozkosz taka
Znikła dla ciebie, czyż piękność czasową
Po mojej mogłeś pożądać na nowo?
Na pierwszy postrzał kłamliwych słodyczy
4520
Tyś był powinien wzrok zatopić w niebie,
Wiedzieć, że stamtąd ja patrzę na ciebie,
Ja, duch wcielony w byt już niezwodniczy.
Nie powinieneś był zwyczajem ptaka
Spuszczać twych skrzydeł, by czekać ran nowych
4525
Z oczu dziewczyny lub z jej ust różowych[535],
Lub od uciechy równie krótkotrwałej.
Ptak dziecię czeka na dwa, trzy wystrzały,
Lecz w oczach ptaka, co z dawna porosły
W pierze i pióra, może mieć lot wzniosły,
4530
Daremnie łowiec nastawuje sieci.
Darmo łuk ciągnie, strzała nie doleci».
Jak gdy do winy przyznają się dzieci,
Milczą i prosto stoją przed starszemi,
Tylko ich oczy wstyd spuszcza do ziemi;
4535
Podobnie stałem, a ona tak pocznie:
«Gdy mnie słuchając bolejesz widocznie,
Podnieś twą brodę[536], boleść, co cię tłoczy,
Poczujesz żywiej patrząc w moje oczy».
Dąb czerstwy z mniejszym upada oporem
4540
Przed huraganem albo pod toporem,
Jak ja podniosłem brodę z jej rozkazu[537]:
Gdy twarz przez brodę, całość przez część zowie,
Słów gorzkich żądło poczułem do razu.
W chwili, gdym moje podnosił źrenice,
4545
Przestali rzucać kwiaty aniołowie,
Wzrok mój nieśmiały padł na Beatrycę
Patrzącą w gryfa postać promienistą,
W jednej osobie z naturą dwoistą.
Choć pod zasłoną stała poza rzeką,
4550
Od siebie samej piękniejsza daleko
I tym piękniejsza, że wdziękami swemi
Drugich piękności nie ćmiła na ziemi.
Żal jął boleśnie piec mię jak pokrzywą,
Żem ją zapomniał, kochając tak żywo,
4555
Dla marnych uciech, światowej głupoty.
W serce me żądło ukłuło zgryzoty,
Padłem omdlały; co się we mnie działo,
Ona, przyczyna, znała boleść całą.
Potem zewnętrzne gdym odzyskał zmysły,
4560
Nade mną stała ta samotna dama,
Której mi oczy uprzednio zabłysły[538].
I jakby biorąc mię w swoją opiekę,
«Wstań, wstań,» mówiła «a idź za mną dalej».
Po same usta wciągnęła mię w rzekę,
4565
Ręką mnie wlokąc za sobą, a sama
Jak lekka łódka szła lekko po fali.
Gdyśmy do brzegu szczęśliwego przyszli:
«Oczyść mię!» słodki psalm dźwięczał przez chwilę[539],
Słodyczy nuty pióro nie określi.
4570
Głowę mą piękna objęła kobieta
I zatopiła mnie w wodę o tyle,
Żem się przez usta jej napił do syta.
Tak skąpanego przedstawiła z wody
Czterem tancerkom przecudnej urody[540],
4575
Które mię swymi oplotły rękami,
Mówiąc i nucąc zgodnymi głosami:
«Tu nimfy, w niebie jesteśmy gwiazdami;
Pierwej nim przyszła na świat Beatryce,
Nas przeznaczono na jej służebnice[541].
4580
My zaprowadzim ciebie przed jej oczy;
Gdybyś ich światła mógł znieść ogień żywy,
Oto na stronie stoi niewiast troje[542],
Które wzrok mają więcej przenikliwy,
Ich wzrok zaostrzy mdłe spojrzenie twoje».
4585
Tak głosem brzmiącym jako śpiew uroczy,
Zarazem wszystkie śpiewając mówiły:
Mnie przed popiersiem gryfa postawiły[543],
Gdzie Beatrycze stała ku nam twarzą.
I rzekły: «Nie szczędź wzroku, bo tu z nami
4590
Przed znajomymi stoisz szmaragdami,
Skąd już ci miłość ciskała swe strzały».
Wtem żądz tysiące, co jak skry się żarzą,
Wzrok mój w promiennych oczach zatapiały,
Które bez przerwy na gryfa patrzały[544].
4595
Jak słońce w szklannych lub wodnych przeźroczach,
Postacią jedną, to drugą widomie
Gryf się promienił w Beatrycy oczach[545].
Zważ, czytelniku, moje zadziwienie,
Gdy gryf, widziałem, stojąc nieruchomie,
4600
Sam się przekształcał w swój obraz obfity:
Podczas gdy pełna wesela i trwogi
Dusza ma pokarm kosztowała błogi,
Który nas sycąc pobudza łaknienie.
Snadź[546] z wyższych szczebli znowu trzy kobiety
4605
Zstąpiły na brzeg lekkimi stopami,
Na wzór aniołów z tańcem i pieśniami.
Pieśń była taka: «Pojrzyj, Beatryce,
Twój wierny patrzy w twe święte źrenice,
Przeszedł mil tyle, aby cię oglądać.
4610
Przez łaskę, jeśli możem łaski żądać,
Odsłoń mu usta, niech twą piękność drugą
Pozna na końcu, nie kryj jej tak długo[547]
O! ty, światłości blasku wiekuistej,
Kto pił z Parnasu studni przeźroczystej,
4615
A pijąc ciągle, zbladł, wysechł z pragnienia;
Któż by nie zadrżał bojaźnią tajemną,
Ważąc się kreślić ciebie, gdy przede mną,
Gdzie sfer melodią niebo się ocienia,
W powietrzu jasnym, spod kwiatów obłoku,
4620
Siebie odkryłaś, błysnęłaś mi w oku!

Pieśń XXXII

4621

(Widzenie się z Beatrycze — połączenie z łaską bożą. Pochód zwraca się na prawo, ku drzewu poznania. Rydwan pozostaje tu — Chrystus i Święci znikają. Beatrycze zstępuje. Widzenie dziejów widomego walczącego Kościoła.)

Tak były moje oczy wytężone,
Dziesięcioletnie gaszące pragnienie[548],
Że inne zmysły wtrąciły w uśpienie;
4625
Oczy jak murem z dwóch stron zasłonione[549],
Na wszystko inne patrzyły bez troski:
Tak silnie uśmiech mojej pani boski
Ciągnął mnie do się dawnymi sieciami.
Wtenczas twarz moją gwałtownie rękami
4630
Zwracały w lewo nimfy i mówiły:
«Oczy się jego zanadto wpatrzyły[550]».
Stan przykry, jaki czujem w naszym oku,
Gdy uderzona powieka przez słońce
Wzrok mruży, na czas[551] pozbawił mię wzroku.
4635
Lecz wzrok przed światłem gdy wypoczął małem[552]
(Mówię, równając do wielkiej światłości,
Od której gwałtem oczy oderwałem),
Spostrzegłem w prawą zastępy idące
Okrytych wieczną chwałą bojowników,
4640
Twarzą ku słońcu i siedmiu świeczników,
Jak pod zasłoną swojego obozu,
Bojowym szykiem postępując rota,
Zwraca się, kędy jej sztandar migota[553];
Tak cały zastęp królestwa wieczności,
4645
Co szedł przed wozem, przeciągał pochodem,
Nim wóz na prawą zawrócił[554] się przodem.
Niewiasty stają tuż przy kołach wozu,
A gryf wóz święty targnął siłą całą,
Choć na nim żadne pióro nie zadrżało.
4650
Dama, co dla mnie w bród ze mną szła rzeką,
Stacyjusz[555] i ja szliśmy niedaleko
Za kołem, które łuk mniejszy pisało[556],
I szliśmy wielką, dziś pustą dąbrową,
Przez błąd wierzącej w poradę wężową,
4655
Pieśnią aniołów mierząc swoje kroki.
Gdyśmy do tyla zaszli w las głęboki.
Jak na potrójny rzut strzały w strzelnicę,
Z wozu zstąpiła na dół Beatryce.
Wtem «Adam! Adam!» szmer zamruczał głuchy,
4660
Wszyscy pień drzewa otoczyli suchy,
Z liści i kwiatu z dawna obnażony[557];
Czub drzewa tylko liściami[558] odziany,
Wzwyż rozszerzając obwód swej korony[559]
Mógłby zadziwić leśne Indiany.
4665
«Dwoisty gryfie, bądź błogosławiony!
Że nie rozdarłeś dziobem tego drzewa[560]:
Słodki smak jego, lecz Adam i Ewa
Czuli, jak jadem paliło ich trzewa[561]
Wokoło drzewa tłum szemrał tym śpiewem,
4670
Gryf odpowiadał na ten szmer w te słowa:
«Tak się nasienie wszelkiej prawdy chowa».
I zaraz po tej uciętej przemowie,
Wóz pod to drzewo, po swych liściach wdowie[562],
Zatoczył dyszlem i rzucił pod drzewem,
4675
Z którego wóz ten zrobiony był rdzeni[563].
A jak rośliny nasze, gdy stojące
Za znakiem Ryby wyiskrza się słońce[564],
Z nią blaski wspólnych mieszając promieni,
Nim swe rumaki, co ogniami zieją,
4680
Pod inną gwiazdą zaprzęże koleją,
Zmieniają barwy i kwiatem pęcznieją;
Tak odzyskując barwy aż z wierzchołka,
Bledsze od róży, żywsze od fiołka,
Bezlistne drzewo odżyło na nowo[565].
4685
Wtenczas tłum śpiewał jakąś pieśń godową,
Nuty tej pieśni na ziemi nie brzmiały,
A ja nie mogłem dosłuchać jej całej.
Gdybym mógł skreślić, jak bajarz uroczy
Uśpił bajaniem Argusowe oczy[566],
4690
Którym czuwanie zbytnie jest przestrogą,
Bo wzrok ich czujny kosztował tak drogo!
Jak malujący malarz według wzoru,
Skreśliłbym sen mój barwą słów doboru;
Maluj, kto sen mój pędzlem uosobisz,
4695
Ja schodzę w moment, który wspomnieć miło,
Gdy światło snu mi zasłonę przebiło,
Gdy do mnie krzyknął głos: «Wstań! co ty robisz?»
A jak na Tabor woń jabłoni luba[567],
Której owocu aniołowie chciwi
4700
Bez przerwy w niebie ucztują szczęśliwi,
Znęciła Piotra, Jana i Jakuba,
Gdzie przed niebieskim blaskiem wywróceni,
Wstali na słowo, co z grobowych cieni
Budzi umarłych i wtenczas widzieli
4705
Jak Eliasz, Mojżesz w obłokach zniknęli;
I jak ich mistrza, który w niebo wzlata,
Czerwona z białą zmieniła się szata;
Taki głos ze snu przetarł mi źrenice.
Widzę nade mną stoi pochylona,
4710
Pełna współczucia niewiasta[568], to ona,
Co mnie pod skrzydłem swej czułej opieki,
Przeprowadziła dnem letejskiej rzeki.
Z trwogą ją pytam: «Gdzie jest Beatryce?»
— «Patrz, ona siedzi na korzeniach drzewa[569],
4715
Co świeżym liściem i kwieciem powiewa;
Patrz, jakie grono otacza ją kołem,
Drudzy ku niebu z gryfem lecą społem,
I nucą pieśnie, których nut słodycze
Coraz to słodsze, więcej tajemnicze».
4720
Jaki był dalszy ciąg jej odpowiedzi,
Ja nie wiem, bo już w mych oczach błysnęła
Ta, co uwagę całą pochłonęła.
Na ziemi nagiej Beatrycze siedzi,
Jakby dla straży wozu gryf ją rzucił,
4725
Gdy pod to drzewo wóz dyszlem zawrócił.
Siedem nimf wieńcem wokoło niej stoi[570],
A każda świecznik trzyma w dłoni swojej,
Który podmuchu wiatrów się nie boi.
— «Dziś gaj ten zwiedzasz jako gość znikomy,
4730
Nim wstąpisz ze mną w wieczności przybytek,
Jak obywatel tej niebieskiej Romy,
Gdzie Chrystus pierwszym jest obywatelem!
A więc na świata grzesznego pożytek,
Ten wóz szczególniej zrób uwagi celem;
4735
Abyś wróciwszy, farbami żywemi
To, co widziałeś, opisał na ziemi».
Tymi mówiła Beatrycze słowy.
Chętnie jej rozkaz wypełnić gotowy,
Gdzie chciała, oczy zwróciłem i myśli.
4740
Tak szybko ogień jasnych prąg[571] nie kryśli[572],
Gdy piorunowa wyrzuca go chmura,
Jak na to drzewo spadł ptak jowiszowy[573],
Zakrakał dziko i nastrzępił pióra,
Korę i liście, kwiat, co się rozwijał,
4745
Z zielonych pączków swym dziobem obijał
I z całej siły uderzył piersiami
W pośrodek wozu, wóz wrył się kołami,
Zgiął się jak okręt tłuczony falami.
Lis długo, długo pełznąc niewidzialny[574],
4750
Ukradkiem wskoczył na wóz tryumfalny,
Chudy, snadź łaknął tuczniejszego chleba.
Lecz moja pani zgromiła go srogo,
Uciekł, choć z głodu ledwo iść mógł drogą.
Orzeł, widziałem, spadł z zachodniej strony
4755
I wóz, gdy odeń krzywe podniósł szpony,
Zostawił swoim piórem upierzony.
Wtem głos przemówił wychodzący z nieba
Jak głos, co z piersi zbolałej wychodzi:
«Zły jest ładunek twój, o moja łodzi!»
4760
Między kołami wozu w mgnieniu oka
W ziemi się przepaść rozwarła głęboka,
Wychodzącego z niej widziałem smoka[575],
Który ogonem na skroś wóz przeszywa:
Potem jak osa, gdy żądło wyrywa,
4765
Cofając ogon zarwał wozu kawał,
Idąc, rad z łupu uśmiechać się zdawał.
Wóz uszkodzony jak rodzajna niwa,
Którą puszyste okrywają zioła,
Okrył się pierzem z piór ptaka cezarów.
4770
Czystą być mogła myśl jego zamiarów;
Pióra przykryły dyszel, oba koła,
W tak krótkim czasie, że dłużej westchnienie
Z ust półotwartych wyrywa cierpienie.
Z tak przekształconej tej świętej budowy
4775
Z różnych jej części wyglądały głowy;
Z dyszla trzy tylko, tych rogi bawole,
Gdy czterem sterczał jeden róg na czole[576].
Któż taki potwór mógł widzieć[577] w naturze?
Pewna jak twierdza na wysokiej górze
4780
Na wóz, widziałem, siadła wszetecznica;
Piersią pół nagą świecąc przez koszulę,
Wokoło siebie wodziła oczyma.
Przy niej stał olbrzym, wzrok bystry olbrzyma
Poglądał na nią z trwogą podejrzaną,
4785
Snadź[578] aby jemu branki nie porwano.
Kiedy niekiedy ściskali się czule.
Dziki zalotnik spostrzegłszy jej lica
Zwrócone ku mnie, widząc jak z uboczy
Chciwe i błędne obracała oczy,
4790
Chłostał ją rózgą aż do stóp od głowy.
Gdy tak w nim zawiść żar gniewu zagrzewa,
W skok wóz potworny odwiązał od drzewa
I precz daleko ciągnął w głąb dąbrowy,
Która jak puklerz swoją gęstwą ciemną
4795
Brankę i zwierzę[579] zakryła przede mną.

Pieśń XXXIII

4796

(Beatrycze i inne niewiasty powstają, Beatrycze prorokuje ocalenie Kościoła i przywrócenie ładu bożego. Eunoe i zanurzenie się w niej. Zakończenie.)

Deus, venerunt gentes: na przemianę,
Zmieniając w kolej chór swój z każdą zwrotką,
To trzy, to cztery głosy nimf dobrane,
4800
Płacząc, poczęły psalmodyję słodką[580].
A Beatrycze, wzdychając, jej słucha,
Współczuciem łez ich zmieniona i drżąca;
Rzekłbyś, Maryja pod krzyżem stojąca,
Niewiele więcej była od niej blada.
4805
Lecz gdy spostrzegła, że mówić wypada,
Powstała prosta, z żarliwości ducha
Zaczerwieniona jak ogień, mówiła:
«Siostry, maluczko już mnie tu widzicie,
Maluczko zasię, a znów mnie ujrzycie[581]».
4810
Wszystkie sióstr siedm przed się postawiła,
Damę, mnie, mędrca, który został z nami[582],
Za sobą, tylko znak dając gestami.
Tak szła i prawie za dziesiątym krokiem,
Gdy oczy moje przebiła swym okiem,
4815
Rzekła spokojna: «Chodź sam bliżej, śmiało,
A stań tak do mnie zwrócony w połowie,
Abyś mógł słyszeć, gdy do cię przemówię».
Gdym stanął przy niej, jak mi stać przystało,
«Bracie,» mówiła, «tak idąc, dlaczego
4820
Nie śmiesz mi zadać pytania jakiego?»
Jak ten, co nie śmie wyjść z pewnych obrębów
Przyzwoitości przed swoim zwierzchnikiem,
Mówiąc, nie może przez pokory zbytek,
Żywego słowa wyrwać spoza zębów,
4825
Począłem jąkać nieśmiałym językiem;
«Pani, znasz lepiej sama mój pożytek».
A ona: «Wstydem nie czerwień twej twarzy,
Abyś nie mówił jak człowiek, gdy marzy.
Wiedz, że spód wozu strzaskany przez smoka
4830
I był, i nie jest zarazem dla oka[583],
Lecz żeby grzesznik nie roił, jak roi,
Że bożą zemstę potrawą ukoi[584].
Orzeł, co tyle ronił piór, nie będzie
Zawsze bezdzietny! Choć wóz w ślepym błędzie
4835
Złudzony piór tych ozdobą zwodniczą,
Stał się potworą, a potem zdobyczą.
Bo widzę jasno przyszłość tajemniczą,
Pomimo przeszkód, co się nagromadzą,
Już idą gwiazdy, które czas sprowadzą,
4840
Gdy wszetecznicę i jej spółgrzesznika
Liczba, co pięćset, pięć, dziesięć zamyka[585],
Zesłana z nieba, jak proch marny zniszczy.
Może ta wróżba jak Sfinks lub Temida[586],
Niezrozumiałą i ciemną się wyda,
4845
Bo miesza rozum światłem, co zbyt błyszczy:
Lecz wam rozwiążą węzeł tej zagadki
Najady, które wcielą się w wypadki,
Plaga ich trzody ocali i zboża[587].
Zapisz i odnieś żyjącym te słowa,
4850
Których dni kresem jest deska grobowa:
Przeze mnie bowiem mówi prawda boża.
Pomnij, spisując wiernie te wyrazy,
Nie zakryć drzewa, które wobec ciebie
Już znieważonym było po dwa razy.
4855
Kto bądź je łamie, a z liści obnaża,
Bluźnierstwem czynu ten Boga obraża,
Bo On to drzewo stworzył świętym w niebie[588]
Na swój użytek. Przeto pierwsza dusza
Za grzech, co z niego zjeść owoc pokusza[589],
4860
W mękach i żądzy przez lat pięć tysięcy
Oczekiwała Tego najgoręcej,
Który ukarał jej płoche łaknienie
Na sobie samym przez śmierć i cierpienie[590].
Duch twój śpi, jeśli zrozumieć niezdolny,
4865
Że dla przyczyny to drzewo szczególnej
Tak jest wyniosłe, a wierzch swój zieloną,
Coraz to szerszą rozwija koroną.
Jeżeli duch twój jak w Elsy strumieniu[591]
Nie okamieniał w daremnym myśleniu:
4870
Jeśliś nie splamił szperaniem twej głowy
Ducha, jak Pyram krwią owoc morwowy,
Wtenczas zrozumiesz z pożytkiem dla siebie
Myśl rządów Boga na ziemi i w niebie
W zakazie, jakim to drzewo otoczył.
4875
Lecz gdy grzech rozum do tyla zamroczył,
Że ciebie razi słów mych światłość nowa;
Chcę, abyś w sercu wszystkie moje słowa
Jeśli nie spisał, to choć odmalował:
Jak pielgrzym kij swój, z którym pielgrzymował,
4880
Ubrany w palmy na pamiątkę chowa».
A ja: «Jak odcisk na wosku pieczęci,
Pieczęć twa w mojej zostanie pamięci:
Lecz za co wznosisz lot słów tak wysoko,
Że najbystrzejsze nie dojrzy ich oko?»
4885
—«Abyś» mówiła «poznał, w jakiej szkole
Styrałeś[592] myśli po próżnym mozole,
I abyś jasno widział w świetle nowem,
Ile nauka jej zgodna z mym słowem[593],
I że od bożych dróg droga człowieka
4890
Jest tak jak ziemia od nieba daleka».
— «Nie przypominam,» jej odpowiedziałem,
«Czym się oderwał od cię sercem całem,
Nic nie wyrzuca głos mego sumienia».
— «Twoja niepamięć przestaje być grzechem;
4895
Przypomnij sobie,» mówiła z uśmiechem,
«Wszakżeś niedawno pił z Lety strumienia.
A jak po dymie poznajemy płomie,
To zapomnienie dowodzi widomie,
Że twoja wola ze ślepych popędów
4900
Mogła popełnić wiele innych błędów.
Odtąd me słowa pokażą się nago,
Abyś je tępą mógł pojąć uwagą».
Świetniejsze w blasku i wolniej idące
Już przez południk przechodziło słońce,
4905
Który się zmienia podług ruchu ziemi.
Gdy siedem niewiast wstrzymały swe iście[594],
Jako podróżna w drodze karawana,
Nową przeszkodą nagle zatrzymana;
Doszedłem kresu, gdzie cień rzuca mroki,
4910
Jakie przez czarne gałęzie a liście
Zielone, wiatrem kołysane jodła
Rzuca na chłodne alpejskie potoki.
Jakby szedł Eufrat i Tygrys przed niemi
Z jednej krynicy, tak mi się wydało,
4915
I jeden z drugim z wolna się rozdziela,
Jak gdy przyjaciel żegna przyjaciela.
«O światło!» rzekłem, «człowieczeństwa chwało,
Jaka to woda, co z jednego źródła
Płynąc, na dwa się ramiona rozwiodła?»
4920
Ona: «Matyldy proś, niechaj ci powie».
A piękna dama w ten głos się ozowie[595],
Jak chcący z siebie zrzucić winę całą;
«Nie zapomniałam o tym jemu kazać[596],
Słów mych zdrój Lety nie mógł w nim wymazać».
4925
A Beatrycze: «Snadź[597] większe staranie,
Które tak często nam pamięć porywa,
Robi, że pomrok duch jego zakrywa.
Że jego okiem widzieć nie jest w stanie.
Lecz patrz, Eunoe tu płynie po łące[598],
4930
W nim jego siły orzeźwij mdlejące».
A jako piękna i łagodna dusza,
Co się z pomocą nie ociąga długo,
Robiąc swawolę drugiej woli sługą;
Tak piękna dama wnet ruszyła kroku
4935
I mnie prowadząc z sobą do potoku,
Łagodnie rzekła: «Idź» do Stacyjusza.
Gdybym mógł w większej jak teraz przestrzeni
Popuścić pióro, wierz, mój czytelniku,
Pochwał tej wody spisałbym bez liku,
4940
Słodszej od wszystkich i rzek, i strumieni;
Lecz gdym zapisał karty przeznaczone
Na tę pieśń drugą[599], a sztuki wędzidło
Lot mój hamuje, więc opuszczam skrzydło.
Wyszedłem z wody, przez jej treści zdrowe
4945
Tak odnowiony jak rośliny nowe,
W gałązkach, w liściach nowych odnowione;
Gdy nie tu jeszcze koniec mojej jazdy,
Czysty i gotów wylecieć pod gwiazdy.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.