- Literum
- Lektury szkolne
- Matura podstawowa
- Boska komedia, Czyściec
- Pieśń XXVI – Pieśń XXX
Boska komedia, Czyściec · Dante Alighieri
Pieśń XXVI – Pieśń XXX
Pieśń XXVI
3667(Krąg VII. Wieczór. Poeci prowansalscy.)
Jeden za drugim gdy szliśmy w krąg skały,
Mistrz dobry mówił często na pół z trwogą:
3670
«Strzeż się, ostrożnym bądź moją przestrogą».
Słońce padało mi na prawe ramię[418],
Opromieniony słońcem zachód cały
Błękit swój zmienił w jeden obłok biały.
Tłum dusz idących widząc, że się łamie
3675
Od mego cienia blask więcej czerwony[419],
Na to zjawisko poglądał zdziwiony.
I o mnie z tego powodu mówiły.
W kolej duch ducha pytał na przemianę:
«Ten cień ma, zda się, ciało nieudane[420]?»
3680
Sprawdziwszy domysł, do mnie się zbliżyły,
Strzegąc się jednak, by nie zejść tak w stronę,
Gdzie by nie mogły być ogniem palone.
«O ty za dwoma idący na końcu,
Nie przez lenistwo[421], może przez pokorę,
3685
Mów, bo pragnieniem i ogniem ja gorę.
Twych słów pragniemy całą naszą trzodą,
Arab nie tęskni tak za chłodną wodą.
Mów, jak twym ciałem robisz mur ku słońcu,
Że promień jego skroś ciebie nie wierci,
3690
Jak gdybyś jeszcze nie wstąpił w sieć śmierci?»
Jeden duch do mnie tak przemówić raczył.
Ja bym się przed nim jasno wytłumaczył,
Gdyby mię nowy przedmiot nie zahaczył.
Środkiem zajętej drogi przez płomienie
3695
Szły drugie, pierwsze wymijając, cienie[422],
Co mię wtrąciło w podziw i zwątpienie.
I ci, i owi gdy się spotykali,
Przechodząc mimo wzajem się ściskali,
Uweseleni z krótkiego uścisku.
3700
Tak mrówek czarne roty na mrowisku
Gdy się spotkają, stykając nos z nosem,
Snadź[423] sobie wzajem zadają pytania,
O swoich łupach, drogach między wrzosem.
Cienie te kończąc czułe powitania,
3705
Każdy nim odszedł i biegł, ile zdołał,
Każdy na przemian wniebogłosy wołał:
Jeden: «Sodoma, Gomora!» wykrzyka[424],
A drugi woła: «Pazyfae w skórę[425]
Wstąpiła ciołki[426] i jak bydlę gore
3710
Lubieżną żądzą, drażniąc upał byka.
A jak lecące naprzeciw żurawie,
Jedne w kraj piasków, drugie w góry lodu[427],
Jedne z bojaźni słońca, drugie chłodu,
Mijają siebie w nadpowietrznej wrzawie;
3715
Podobnie w ogniu obie duchów trzody,
Szły, odchodziły ciągłymi przechody,
A każda płacząc, swoją piosnkę śpiewa
Znów pierwsze duchy słuchać mię gotowe,
Podeszły do mnie zawiązać rozmowę.
3720
Widząc, jak pragną słów moich napoju,
Mówiłem: «Duchy, z których się spodziewa
Każdy dojść kiedyś do źródła pokoju,
Ani zielone, ni jeszcze przejrzałe[428],
Jako widzicie, członki moje całe
3725
Tu noszę z sobą, z krwią i kością całą.
Idę tam wyżej, by przestać być ślepym;
Tam czeka na mnie łaskawa niewiasta,
Łaską jej idę do bożego miasta.
Oto dlatego w świecie waszym śmiało
3730
Wlokę na sobie to śmiertelne ciało.
Największą z żądz swych ukójcie w radości,
Oby was niebo pod swym wielkim sklepem,
Bez dna i brzegów, a pełne miłości,
Raczyło przyjąć za swych wiecznych gości!
3735
Lecz mi powiedzcie sami, kto jesteście,
I ci, co idą za wami w płomieniu,
Bym was mógł jeszcze spisać po imieniu».
Góral raz pierwszy będąc w wielkim mieście,
Błądzi jak zwierzę wypłoszone z boru;
3740
Nie tak się wielkim zdziwieniem zapala
Na widok miasta dziki wzrok górala,
Jako te duchy, sądząc z ich pozoru.
Lecz kiedy z trwogi ochłonęły swojej,
Która się szybko w wyższych sercach koi,
3745
Tak odpowiedział znajomy głos cienia:
«Błogo ci, jeśli na korzyść sumienia
Przychodzisz do nas szukać doświadczenia.
Duchy, co przeszły w naglonym pośpiechu,
Czyszczą w tym ogniu skazę tego grzechu,
3750
Za który Cezar szydną[429] Gallów mową
Wśród swych tryumfów zwany był: Królową[430].
Krzycząc: »Sodoma!« czerwienią swe lica,
A ich wstyd siłę płomienia podsyca.
Nasz grzech podwójny był przeciw naturze;
3755
Lecz żeśmy wstydu potargawszy pęta,
Szli za krewkością żądzy jak zwierzęta,
Na hańbę naszą, kiedy się tu znidą
Nasze dwie trzody, tej imię wzywamy,
Co się bydlęciem stała w jego skórze.
3760
Wiesz, jakie czyścim tu brudy i plamy;
Jeżeli nasze nazwiska chcesz wiedzieć,
Ja nie mam czasu, nie mogę powiedzieć.
Imię zaś moje Gwinicelli Gwido[431],
A tu się czyszczę, bom w żalu i skrusze
3765
U kresu życia oddał Bogu duszę».
Gdy sam się Gwido nazwał po imieniu,
Mój wzór i lepszych ode mnie poetów,
Miłosnych pieśni i dźwięcznych sonetów,
Nie słysząc, milcząc, szedłem w zamyśleniu,
3770
Patrząc na niego; lecz że stał w płomieniu,
Płomień buchając coraz to goręcej,
Ostrzegł, ażebym nie zbliżał się więcej.
Gdym się napatrzył, tak patrząc nań długo,
«Odpłacę» rzekłem «moją ci posługą»,
3775
Z zaklęciem, jakie obudza w nas wiarę
I w oświadczeniu drugich, i w ofiarę.
On rzekł: «Głęboko wryły się twe słowa
W mą duszę, nawet nie zmaże ich Lete:
Lecz jeśli prawda rządzi twym mówieniem,
3780
Mów, za co zdradzasz słowem i spojrzeniem,
Żeś na byłego tak łaskaw poetę?»
A ja: «Dopóki trwa współczesna mowa,
Pamięć w niej słodycz twych rymów przechowa».
— «Patrz,» mówił «ten cień z postaci surowy»
3785
(Tu wskazał palcem idącego ducha[432])
«Lepszym był swojej mowy robotnikiem.
Pisząc rymowym i prozy językiem,
Prześcignął wielu: rój głupców zaczyna
Wynosić nadeń imię Simmussyna;
3790
Pozwól im bajać, wiatr im ten lub owy,
Hałas, nie prawda, zawraca im głowy,
Sąd ich rozumu i sztuki nie słucha.
Z podobną wrzawą Guitona dawniej[433]
Wznosili w niebo ci krytycy sławni,
3795
Aż w końcu zdrowszym sądem czytelników
Prawda zgłuszyła chwalców i krytyków.
Teraz jeżeli masz przywilej z nieba,
Z którym ci wolno stanąć przed klasztorem,
Gdzie jest sam Chrystus zakonu przeorem,
3800
Zmów tam: Ojcze nasz! tyle tylko trzeba
Dla mnie w tym świecie, gdzie pokutą śpieszym
Gładzić grzech przeszły, a więcej nie grzeszym».
Duch potem miejsca chcąc ustąpić może
Drugiemu, który za nim szedł w pokorze,
3805
Zniknął w płomieniu, gdzie? oczy nie zgadną,
Jak ryba w wodzie, kiedy idzie na dno.
Widząc cień palcem wskazany, do cienia
Podszedłem mówiąc: «Dla twego imienia
Znajdziesz w mym sercu miejsce honorowe».
3810
A cień uprzejmie tak zaczął przemowę:
«Tak się mi twoja cała osoba[434],
I twe pytanie grzeczne podoba,
Że kryć się nie chcę, milczeć nie mogę.
Arnold me imię, wciąż po kolei
3815
Płacząc, to nucąc, idę w swą drogę:
Patrząc w mą przeszłość łzą się zalewam;
Gdy spojrzę w przyszłość okiem nadziei,
Idąc co spieszniej, wesoło śpiewam.
Ty, co dla wiecznych ducha korzyści,
3820
Idziesz, nie czując chłodu, gorąca,
Tam, gdzie cię wzywa Moc wszechmogąca,
Wspomnij, że moja dusza cierpiąca».
Tak rzekł i zniknął w ogniu, co ich czyści.
Pieśń XXVII
3824(Pochód przez ogień do raju. Noc, Sen Dantego o Lei i Racheli. Wirgiliusz odchodzi.)
3825
Punkt, skąd promienie pierwsze słońce miota
Na Jeruzalem, na krwawe Golgota[435],
(Kiedy nad Ebro stoi Waga złota
W samym zenicie, a Gangesu fale
Grzeją się, płynąc w południm[436] upale,)
3830
Punkt ten był wtenczas zajęty przez słońce;
Więc dla nas nikło dnia światło gasnące,
W chwili, gdy anioł zjawił się wesoły.
Na zewnątrz ognia wystając na poły,
Stał i: Beati mundo corde śpiewał,
3835
A z piersi głosu strumienie wylewał.
Potem: «Iść wyżej nie wolno wam, duchy,
Póki was płomień nie ugryzie zrazu;
Idźcie w płomienie, biada, kto jest głuchy
Na pieśń, co śpiewa z bożego rozkazu».
3840
Tak mówił anioł: stojąc blisko niego,
Takem się uląkł głosu potężnego,
Jakby kto grzebał mnie za życia w grobie.
Patrząc na ogień wzniosłem ręce obie,
Myśl wystraszona wciąż wyobrażała
3845
W ogniu, com widział, gorejące ciała.
Wtem do mnie oba wodze się zwrócili:
«Synu, tu nie ma śmierci!» rzekł Wirgili,
«Tylko jest męka czasem określona.
Jeśli, przypomnij, nie zdjęła mię trwoga,
3850
Gdym cię na barki wsadził Geryjona[437],
Czegóż się lękać będąc bliżej Boga?
Gdybyś lat tysiąc stał wśród tych płomieni,
Jednego włosa żar ci nie wyleni[438].
Sprawdź to, co mówię, próbą doświadczenia,
3855
Połę twej sukni przytknij do płomienia.
Śmiało, przez ogień bezpieczna twa droga».
Lecz ja pomimo przekonania w duchu,
Stałem jak wryty w ziemię głaz, bez ruchu.
Upór mój z mojej czytając źrenicy,
3860
Wirgili do mnie rzekł trochę zmieszany:
«Jeden mur tylko, wierzaj, mój kochany,
Przedziela ciebie tu od Beatrycy[439]».
Jak na głos: «Tisbe!» Pyram konający[440]
Otworzył oczy i obraz jej mżący
3865
Widział pod morwą, która odtąd nowe
Jęła owoce rodzić rubinowe;
Głos mego wodza, czułem, jak mi kruszy
Kamienny upór wspomnieniem imienia,
Co zawsze iskrą wybłyska z mej duszy.
3870
Wódz potrząsł głową, mówiąc: «Czyliż mamy
Stać tu, tak blisko będąc raju bramy?»
Wtem się uśmiechnął jak matka troskliwa,
Co dziecka upór jabłkiem pokonywa.
I wszedł przede mną w pośrodek płomienia,
3875
A Stacyjusza, który nas rozdzielał
W tej drodze, prosił, aby mię ośmielał
Idąc w krok za mną i robił zasłonę[441].
W tym ogniu usta tak czułem spalone,
Że chętnie piłbym szkło warem stopione,
3880
Takim upałem płomień mię dogrzewał.
A mistrz mnie ciesząc wesół i ochoczy,
O Beatrycze wciąż rozmowę toczy,
I mówił: «Zda się, już widzę jej oczy!»
Głos nas prowadził i nad nami śpiewał;
3885
Wyszliśmy z ognia na schody odkryte.
Benedicti Patris mei, venite![442]
Głos mówił z światła takiego, co przemógł
Wzrok mój, że dłużej nań patrzeć już nie mógł.
«Zniża się słońce!» mówił, «blisko zmroku,
3890
Nie zatrzymujcie, lecz przyśpieszcie kroku,
Nim jeszcze zachód nie jest zaczerniony».
Ścieżka przez skałę szła od wschodu strony,
Więc przerywałem przed sobą w tę stronę
Promienie słońca niskie i zniżone[443].
3895
Jeszcześmy szczebli przebiegli niewiele,
Zgadłem po moim cieniu, jak się ściele,
Że już za nami zagasał blask słońca.
I nim widnokrąg od końca do końca
Noc osiągnęła sieciami ciemnoty,
3900
Każdy z nas, jakby zmrok do snu już morzył,
Jak stał, na szczeblu swoim się położył;
Iść dalej brakło siły, nie ochoty.
Jak głodne kozy, wesołe i śmiałe,
Rwąc trawę skaczą ze skały na skałę,
3905
A w żar południ leżąc przy strumieniu,
Spokojnie żują, albo w groty cieniu:
A pasterz, stojąc na swej lasce wsparty,
Od zwierza trzyma wokoło nich warty;
I jako pasterz w noc u drzwi zagrody,
3910
Czuwa, by zwierz mu nie rozegnał trzody;
Ja byłem kozą, oni pasterzami,
Skały zagrody naszej ostrokołem.
Przez błękit widny pomiędzy skałami
Widziałem gwiazdy jaśniejsze daleko[444]
3915
Od tych, co widzim śmiertelną powieką.
Tak rozważając i patrząc usnąłem
Snem, który często ma wieści uprzednie
O tym, co być ma, jakby przepowiednie.
3920
Ogniem miłości od wschodu przez chmurę
Pierwsze promienie rzucała na górę,
Przyśniła mi się cudna mara senna:
Niewiasta młoda idąca przez błonie,
Zbierała kwiaty, to wieńce z nich wiła,
3925
A śpiewającą pieśnią tak mówiła:
«O! jeśli wiedzieć chce ciekawość czyja,
Kto jestem? powiedz, nazywam się Lia[446],
Że idąc, gdzie mię woń kwiatów owionie,
Wszędzie wyciągam moje białe ręce,
3930
Aby je uszczknąć dla siebie na wieńce.
Chcąc się podobać przed zwierciadłem sobie,
Tu zbieram kwiaty i wieńce z nich robię;
Lecz moja siostra Rachela dzień cały
Siedzi i patrzy w zwierciadeł kryształy:
3935
Ona swe piękne lubi widzieć oczy,
Ja pracę rąk mych, lubię strój uroczy;
Ją poglądanie, mnie czyn zadowolą».
Świt, PielgrzymJuż brzask, dnia goniec, powietrze przeniknął,
(Dla wracających tym milszy pielgrzymów,
3940
Blisko ich kraju, gdy rodzinne pola
Brzask ten oświeci, kłąb rodzinnych dymów[447]).
Ciemność pierzchała, a z nią sen mój zniknął.
Czyściec, Rozum, Wiedza, Kwiaty, RajWstałem, przede mną wstali mistrze moi:
«Ten słodki owoc[448], za którym wciąż ludzie
3945
Po tylu drzewach gonią w takim trudzie,
Dzisiaj zupełnie twój głód zaspokoi».
Wirgili do mnie mówił tymi słowy.
Żadne kolędne, podarek gotowy,
W pociesze słowom takim nie wyrówna.
3950
A chęć iść wyżej tak była gwałtowna,
Że z każdym krokiem stóp moich łoskotu,
Czułem, jak rosły mi skrzydła do lotu.
Gdy całe schody przeszliśmy pod nami,
Najwyższy stopień dotknąwszy stopami,
3955
Wirgili mówił, wzrok utkwiwszy we mnie:
«Ogień mający czas i ogień wieczny[449]
Widziałeś synu; to kres ostateczny
Drogi przebytej z tobą tak przyjemnie,
To punkt, za którym nic widzieć nie mogę.
3960
Aż tu mój rozum wskazywał ci drogę[450],
Teraz sam musisz próbować sił własnych,
Za przewodniczkę obierz własną wolę;
Ty już wyszedłeś z dróg stromych i ciasnych.
Patrz, oto słońce błyszczy na twym czole,
3965
Patrz, krzewy, trawy kwiatem szachowane
Same z tej ziemi wschodzą niezasiane
Nim ci radością błysną piękne oczy,
Co przyjść do ciebie znagliły mię łzami,
Tymczasem siadaj, chodź między kwiatami,
3970
Niech cię pieszczota ich woni otoczy.
Odtąd nie słuchaj mych rad i rozmowy,
Masz wolnej woli sąd prosty i zdrowy:
Byłby zaiste w tym błąd rozumowy,
Gdybyś nie działał, jak chce twoja wola;
3975
Więc koronuję cię na twego króla[451].
Pieśń XXVIII
3976(Oddział III. Raj ziemski. Szósty poranek podróży. Gaj. Strumień. Matylda.)
Żądny obejrzeć wewnątrz i wokoło
Wdzięk boskiej, wonnej i gęstej dąbrowy[452],
Co łagodziła blask dnia porankowy,
3980
Z niecierpliwością rzuciłem brzeg skały[453]
I szedłem z wolna przez pole i z wolna,
Aż mię owiała woń kwiatów okolna.
Powietrze słodkie musnęło mi czoło,
Niezmienne, świeże jak powiew majowy[454];
3985
Liście drżeć skore w tym lubym powiewie,
Wszystkie się na wstecz w tę stronę skłaniały.
Gdzie pierwszy cień swój rzuca góra święta.
Jednak zagięte gałęzie i chrusty
Tak nie zboczyły od liniji[455] prostej,
3990
Ażeby na ich wierzchołkach ptaszęta
Przestały śpiewać i ćwiczyć się w śpiewie.
Wesołe siedząc i nucąc na drzewie,
Witały ranek pomiędzy liściami,
Mieszającymi swój szmer z ich pieśniami.
3995
Taki szmer szumi na pola i lasy,
Z gałęzi sosen nad brzegiem Chiassy[456],
Kiedy dmie Eol duszące Siroko[457].
Choć z wolna idąc, w las wszedłem głęboko,
Aż w leśnych błędach gubiło się oko.
4000
I oto krok mój w chaosie zadumień
Nie mógł iść dalej, zatrzymał mię strumień[458],
Którego drobne fale w lewą stronę
Zginały trawy przy nim urodzone.
Najczystsze wody po ziemi rozlane
4005
Byłyby mętne z wodą porównane,
Która nie kryje żadnej rzeczy na dnie:
Chociaż jej przeźrocz cień osłania wieczny,
Przez który księżyc i promień słoneczny
Do jej fal jasnych nigdy się nie wkradnie.
4010Stanąłem, oczy za strumień posłałem,
Drzew rozmaitość podziwiać z zapałem.
I tam (jak przedmiot gdy się zjawi nowy,
Każdą myśl inną wywietrza nam z głowy),
Widziałem damę[459], po kwietnych zieleniach
4015Idąc, nuciła i kwiaty zbierała,
Jakimi łąka jej drogę dzierzgała.
«Ty, co się grzejesz w miłości promieniach,
O piękna!» rzekłem: «jeśli z lic twych zgadłem,
Zbliż się do zdroju, śpiewaczek królowo,
4020Abym, co śpiewasz, mógł słyszeć twe słowo.
Ty przypominasz mi ową dolinę,
Z której porwano piękną Prozerpinę[460],
I chwilę, gdy ją straciła jej matka
A ona świeżość wiośnianego kwiatka».
4025Gdy tanecznica skoczne kręgi toczy,
Sama na sobie obraca się długo,
Zaledwo jedną mknie stopą przed drugą:
Tak się na kwiatach lotem błyskawicy
Zwróciła ku mnie, podobna dziewicy,
4030Która w dół spuszcza swoje skromne oczy.
Ona odmową prośby mej nie drażni,
Tak blisko smugiem podeszła murawy,
Żem mógł jej słowa słyszeć najwyraźniej.
Ledwo stanęła nad pięknym strumieniem,
4035Tam, gdzie nadbrzeżne w nim kąpią się trawy,
Już mię darzyła oczu podniesieniem.
Wątpię, czy żywszym spod rzęsów[461] promieniem
Wenus błysnęła, czując ból od strzały,
Gdy ją niebacznie ranił syn jej mały.
4040Z prawego brzegu wciąż się uśmiechały
Jej usta do mnie, kwiaty, jakie zrywa,
Bez nasion rodzi ta ziemi szczęśliwa.
Strumień nas dzielił ledwo o trzy kroki,
Lecz Hellespontu rozdąsana fala,
4045Gdzie most Kserksesa w swe tonie zawala[462],
(Dla dumy ludzkiej dziś jeszcze wędzidło),
Tak Leandrowi nie była obrzydłą,
Gdy między Sestos a Abidos pływa[463]:
Jako był dla mnie ten strumień głęboki,
4050Który natenczas mój przechód zapierał,
A sam przede mną swych wód nie otwierał.
«Jesteś» mówiła «tu jeszcze gość nowy,
Może mój uśmiech, coś dostrzegł z daleka,
W miejscu wybranym na gniazdo człowieka,
4055Dziwi cię, wzbudza jakieś podejrzenie?
Lecz światło z psalmu: »Boś ucieszył, Panie«[464],
W zmroku twej myśli wejdzie jak zaranie.
Ty, coś mię prośbą wyzwał do rozmowy,
Gdy chcesz ode mnie o czym innym wiedzieć,
4060Przyszłam gotowa tobie odpowiedzieć,
Wszelkich zapytań rozwiązać zwątpienie».
— «Woda,» mówiłem «szelest tej dąbrowy,
Z jedną mi rzeczą nie godzą się dziwnie,
O której naprzód słyszałem przeciwnie[465],
4065I nową wiarę wyzywa do boju».
— «Powód tej rzeczy gdy objaśnię lepiej,»
Rzekła, «rozproszę mgłę, co ciebie ślepi.
On arcydobro[466], gdy zrąb świata złożył,
Człowieka dobrym i dla dobra stworzył:
4070Jako zadatek wiecznego pokoju
Dał mu to miejsce; człowiek z własnej winy
Krótkie, nie długie liczył tu godziny;
Uczciwe śmiechy i słodkie wesele
Na łzy wymienił i smutków tak wiele!
4075Aby wyziewy, co z wody i ziemi
Wznosząc się w chmury stają się ciepłemi[467],
Nie przyczyniły człowiekowi wojny,
Góra ta w niebo wznosi wierzch spokojny
I żadna burza jej skał nie dotyka
4080Od punktu, w którym na drzwi się zamyka.
Więc jak powietrze po koła obwodzie
Wiruje pierwszym ruchem popychane[468],
Jeśli to koło zniskąd[469] nieprzerwane:
Skał tych wyżynę ruch podobny bodzie,
4085Choć od burz wolna w tym eterze czystym;
Kołysze las ten szumem uroczystym,
Dlatego właśnie, że jest gęstolistym.
I tymże ruchem kwiaty kołysane
Sycą powietrze swej treści przymiotem[470],
4090Powietrze wzajem wirowym obrotem
Kołując wonne ich treści rozwiewa,
I wasza ziemia, o ile jest godna
Płodniejszej strefy, ile sama płodna,
Kwiaty, rośliny, rozmaite drzewa
4095Zapładza[471], krzewi dla bożego ludu.
I tam, zaiste, żadnego w tym cudu
Nie będziesz widział, jeżeli roślina
Bez widnych nasion kiełkować zaczyna.
Wiedz, tu, gdzie jesteś, że ta święta rola
4100Różne nasiona w swym łonie zespola[472],
Że rodzi takie owoce i kwiecie,
Jakich nie uszczknął nikt na waszym świecie.
Woda, co widzisz, nie tryska z tej żyły,
Którą tumany i deszcze poiły,
4105Jak zdrój, co wzbiera nad brzegi i ginie;
Ona z krynicy wiekuistej płynie
I z woli bożej kruż[473] napełnia cały,
Ile wylewa przez te dwa kanały.
Pierwszy, z którego wszyscy piją radzi,
4110Ma moc, że zaraz pamięć grzechu gładzi;
Drugi powraca żywe przypomnienie
Dobrodziejstw ducha i jego zasługi.
Ten zwie się Lete, a Eunoe drugi[474],
On wtenczas działa, kto pił wód tych dwoje[475].
4115Smak jego wody jest nad wszystkie zdroje:
Choć masz, zaiste, dość syte pragnienie,
Z szczególnej łaski dam przydatek nowy,
Wierząc, że tobie nie braknie ochoty,
Słuchać, co powiem nad zakres rozmowy.
4120Poeci dawniej śpiewając wiek złoty[476],
Stan jego błogi, może w swoim czasie
Marzyli o tym miejscu na Parnasie.
Tu szczep człowieka wzrósł czysty, bez plamy,
Tu wieczna wiosna, tu wszelkie owoce,
4125Nektar, o którym wciąż ich pieśń świegoce,
O którym ludzie tak wiele bajali».
Wtem się zwróciłem do poetów moich
I uśmiech z lic ich widziałem oboich[477],
Z jakim ostatnich objaśnień słuchali:
4130Potem zwróciłem wzrok do pięknej damy.
Pieśń XXIX
4131(Pochód zwycięski prawdziwego Kościoła objawia się na przeciwnym brzegu strumienia.)
Jak zakochana, co słodką rozmową
Albo przegrawką[478] swoją pieśń przeplata,
Ona tak zwrotkę zanuciła nową:
4135
Beati, quorum tecta sunt peccata[479].
Potem jak nimfy samotnie błądzące
W cienistych gajach, brzegami potoków,
Ta szuka cienia, ta chce widzieć słońce,
Ona szła z wolna przeciw rzeki biegu;
4140Według niej szedłem drugą stroną brzegu.
Jeszcześmy może nie uszli stu kroków,
Gdy oba brzegi swój zakręt złamały
W sposób, żem na wschód obrócił się cały.
Krótko tak szliśmy przeciw wschodu słońca,
4145Gdy piękna dama do mnie się zwróciła,
«Mój bracie, patrzaj i słuchaj» mówiła.
Wtem las jak wielki, od końca do końca
Blask nagły przebiegł; złudzona źrenica
Kazała wierzyć, że to błyskawica.
4150Lecz gdy ta szybko przepada jak wschodzi,
A blask ten coraz żywsze ognie niecił,
Którymi w końcu cały las oświecił[480],
Mówiłem w myśli: «Skąd ten blask pochodzi?
W powietrzu jasnym słodkie wiały śpiewy,
4155Wtedy ja z dobrej żarliwości ducha
Jąłem wyrzekać na zuchwałość Ewy;
Bo tam, gdzie ziemia i gdzie niebo słucha,
Jedna niewiasta, ledwo że wyrosła,
Już być pod jakąś zasłoną nie zniosła:
4160A gdyby pod tą została zasłoną,
Mógłbym i prędzej, i dłużej zaiste
Uciech tych słodycz czuć niewysłowioną.
Wielkim zadatkiem uciech kołysany
Wiecznych, mających trwanie rzeczywiste,
4165Gdy szedłem z wolna i cały zmieszany,
Powietrze jakby ogniem zapalone
Buchnęło światłem przez liście zielone:
Dźwięk słodki, cośmy słyszeli już wcześniej,
Stał się wyraźną, czystą nutą pieśni.
4170O! jeślim cierpiał dla was, święte panny[481],
Głód, chłód, bezsenność i trud nieustanny,
Waszej pomocy ja tu wezwać muszę;
Niechaj Helikon zaleje mi duszę,
Niech Uranija[482] z sióstr swych gronem całem
4175Łaskawie mojej pieśni nie zaprzeczy,
Włożyć w rym trudne do pojęcia rzeczy.
Zdało się, złotych siedem drzew widziałem[483],
Będąc złudzonym zbyt wielką przestrzenią,
Pomiędzy nami a nowym przedmiotem:
4180Lecz gdy do tyla zbliżyłem się potem,
Że przedmiot zmysłom kłamiący złudzeniem
Zaprzestał zwodzić oczy oddaleniem,
Władza, co wiąże z rozumem rozmowę,
Rzeczywistością rozwiała błąd cały:
4185Widzę, świeczniki złotem się promienią,
Słyszałem, głosy: «Hosanna!» śpiewały.
Z świeczników w sklepy niebios[484] lazurowe
I czyste biła światłość więcej lśniąca
Niż w północ w środku pełni od miesiąca[485].
4190Pełen podziwu, gdzie stał mój Wirgili,
Zwróciłem oczy, lecz i on w tej chwili
Odrzekł mi nie mniej zadziwionym wzrokiem[486].
Znów na wysokie spojrzałem świeczniki,
Które szły do nas powolniejszym krokiem,
4195Niźli do ślubu idzie panna młoda.
«Przecz» rzekła dama «w te złote ozdoby
W te żywe światła tak wraziłeś oczy,
Że nic nie widzisz, kto za nimi kroczy?»
I jakby z tyłu szły ich przewodniki,
4200Widziałem w bieli ubrane osoby[487],
A taka białość, jaka szat ich była,
Nigdy na ziemi oczom nie świeciła.
W lewo błyszczała taka jasna woda[488],
Gdyby źrenica gdzie indziej zwrócona
4205Mogła w nią spojrzeć, moja lewa strona
Jak we zwierciadle w niej by się odbiła.
Gdy już doszedłem, gdzie z tym gronem całem
Dzielił mię tylko wąski nurt potoku,
Chcąc lepiej widzieć, zatrzymałem kroku.
4210Przodem idące płomienie widziałem
I jak powietrze w tyle malowały
W barwiste pręgi, które pozór miały
Pędzlów[489] ciągnących na dłuż linijami:
Gdy w górze błyszczał łuk z siedmiu pręgami,
4215Jakimi dla nas zdobi niebo czasem
Słońce swym łukiem, księżyc swoim pasem.
Gdy te sztandary już nikły w oddali,
Jakby ich pochód wódz urządził biegły,
W przedziałach świecznik każdy postępuje
4220O dziesięć kroków od siebie odległy[490].
Pod pięknym niebem, które opisuję,
Dwudziestu czterech starców szło parami[491],
W wieńcach z liliji, a wszyscy śpiewali:
«Między córkami Adama zrodzona,
4225Piękna, na wieki bądź błogosławiona[492]!»
Gdy z brzegów kwieciem i murawą słanych
Odeszły dalej stopy tych wybranych,
Jak wschodzą gwiazda za gwiazdą i gorą,
W ślad za starcami szło znów zwierząt czworo[493];
4230A liść zielony każde wieńczył zwierze,
A każde miało aż skrzydeł sześcioro,
A mnóstwem oczu pokryte ich pierze.
Oczy Argusa tak by przenikliwe
Miały spojrzenia, gdyby były żywe.
4235Na opisanie kształtów ich postaci
Rymów oszczędna moja pieśń nie traci;
Trudno być datnym, daruj czytelniku,
Kto ma przed sobą wydatków bez liku.
Ezechijela[494] czytaj, jego karty
4240Tak je malują, jak widział widzeniem
Ze stref dalekich lodowatej ziemi
Idących z wichrem, śniegiem i płomieniem.
Jak są w tych księgach, tam były takiemi,
Prócz liczby skrzydeł, o których rzekł ciemno;
4245Jan, co mu przeczy, w tym zgadza się ze mną.
Pomiędzy czworgiem zwierząt plac otwarty
Wóz tryumfalny zamykał, toczony
Na swych dwóch kołach, gryf był doń wprzężony[495].
Gryf w niebo wznosił swoje skrzydła długie[496],
4250Przez pas środkowy, przez trzy i trzy drugie,
A wszystkie siedem bez szkody przecinał:
Wierzch skrzydeł niknął, tak je wzwyż rozpinał
Gryf, gdzie był ptakiem, w części swego ciała
Miał członki złote, w innych się mieszała
4255Z barwą czerwoną barwa srebra biała[497].
Wozem tak pięknym nie woził Rzym stary,
Tryumfatory swoje i cezary:
Przy nim ubogim byłby rydwan słońca,
Który zbłąkany zgorzał od gorąca
4260Na prośbę Ziemi, jej modlitwy tkliwej:
Tak chciał Jowisza wyrok sprawiedliwy!
A trzy niewiasty z prawej wozu strony
Biegły, krąg wiążąc tańcem zatoczony[498];
Jedna tak była czerwona z wejrzenia,
4265Ledwo ją mógłbyś ujrzeć wśród płomienia.
Druga zielona, jakby jej budowa
Ciałem i kością była szmaragdowa;
A trzecia biała jak śnieg spadły świeżo.
Niewiasta biała na przemian z czerwoną,
4270Zda się wodziły tańcujące grono;
Na pieśń z nich trzeciej w takt różny nuconą,
Tancerki wolniej albo prędzej bieżą[499],
W lewo od wozu, poza jego kołem,
Tanecznym kręgiem przemykały społem
4275Cztery niewiasty całe w czerwień strojne[500],
Taktem z nich jednej mierząc kroki swoje,
Tej, co na czole miała oczu troje.
W ślad za tym chórem, który pokazałem,
Idących z tyłu dwóch starców widziałem[501],
4280Chód ich poważny, spojrzenia spokojne.
Pierwszy, wielkiego uczeń Hipokrata,
Co od natury wziął pociąg i wzory,
Jak darzyć zdrowiem najmilsze jej twory.
Drugi gdzie indziej, zda się, myślą lata,
4285Miecz jego ostry błyszczał tak daleko,
Ażem się uląkł, choć stałem za rzeką.
W kolej szli czterej pokornej postaci[502]:
A za orszakiem swych w Chrystusie braci
Poważny starzec szedł jeden i śpiący;
4290Lecz we śnie twarz miał bystrą i natchnioną[503].
Siedmiu ostatnich, jako pierwsze grono
Równe ubrani; w tym różnica cała,
Że głów równianka[504] nie wieńczyła biała,
Lecz róże, kwiaty barwy gorejącej[505].
4295Przysiągłbyś patrząc z daleka oczami,
Że płomień już ich pali nade brwiami.
Gdy wóz przede mną zatoczył się kołem,
Grzmot dał się słyszeć; wszyscy, co szli społem,
Jak gdyby iść im zakazano dalej,
4300Ze świecznikami swój pochód wstrzymali.
Pieśń XXX
4301(Pochód staje. Beatrycze, jeszcze zasłoniona[506], mówi o Dantego miłości ku niej i sprzeniewierzeniu się jej: główna myśl Boskiej komedii, analogicznie do pieśni II Piekła.)
Kiedy pierwszego ten siedmiogwiazd nieba[507],
(Który nie wschodzi, nigdy nie zachodzi
I nie znał innej chmury prócz zasłony
4305Przez grzech na jego światłość narzuconej,
Który świat uczył, jak żyć i strzec trzeba
Swych powinności, jak nasz sterem łodzi
Zręcznie obraca[508], że łódź w port swój wchodzi),
Wstrzymał swój pochód; ci, co pierwej przyszli[509]
4310Przed gryfem, oczy zwrócili i myśli
Do wozu jako do swego pokoju.
Jeden z tych starców jak niebieski goniec
Potężnym śpiewem wykrzyknął na koniec,
Trzy razy wtórząc[510]: — «Przyjdź w godowym stroju,
4315Oblubienico! rzuć cedry libańskie!»
I wszyscy po nim koleją nucili.
Jak szybko w sądny dzień błogosławieni
Powstaną z grobów, nucąc alleluja
Odzyskanymi na koniec głosami;
4320Tak na śpiew starców z wozu tejże chwili
Ze stu posłańców wieczności powstało[511]:
«Błogosławiony! który w imię Pańskie [512]
Przychodzisz», wszyscy rzekli zachwyceni.
Gdy krzyk ten wzleciał i w powietrzu buja,
4325Potem wzwyż wkoło rzucając kwiatami:
«Sypcie lilije pełnymi garściami».
Widziałem przedświt, jak wschodnią część całą
Niebo rumieni, a ile wzrok sięga,
Stroi pogodą resztę widnokręga[513].
4330Widziałem, z cieniów jak wybłyska słońce,
Rannymi mgłami blask swój łagodzące
W sposób, że mogłem na to świata oko
Poglądać długo; tak w nim zatopiony
Przez obłok kwiatów, dziw nad wszystkie dziwy!
4335Co z rąk anielskich wznosił się wysoko,
A potem spadał na wóz i wokoło,
Świętą niewiastę postrzegłem szczęśliwy[514].
Twarz jej świeciła spod białej zasłony,
Oliwny wieniec oplatał jej czoło,
4340Płaszcz wiał z jej ramion jak szmaragd zielony,
Suknia czerwona jako płomień żywy.
Duch mój, co z dawna i długo odwykał
Podziwem, trwogą drżeć w jej obecności,
Poznał ją łatwo bez pomocy oka
4345I poczuł dawnej potęgę miłości
Przez skryty pociąg, jaki z niej wynikał.
Ledwo przez oczy tajemniczy skutek
Poczułem siły, co jak błysk z wysoka
Jeszcze zraniła mię w dzieciństwie mojem;
4350
Jak małe dziecko, co bieży i łowi
Matkę za rękę, czując strach lub smutek,
Aby te słowa rzec Wirgiliuszowi:
«Każda krwi kropla drży we mnie i pali,
4355Poznaję ślady dawnego płomienia[517]».
Lecz już Wirgili znikł i był w oddali,
Wirgili, wódz mój i ojciec zarazem,
Który skłoniony jej słodkim rozkazem,
Aż tu mię przywiódł dla mego zbawienia[518].
4360Nawet raj ziemski po takim rozstaniu
Nie zmniejszył smutku; w łez moich wezbraniu
Twarz chociaż rosą omyta czyśćcową,
Z goryczy płaczu sczerniała na nowo.
— «Dante! że ciebie porzucił Wirgili,
4365Czegóż masz płakać? płacz hamuj tej chwili,
Łzy twe zachowaj na ból innej rany[519]».
A jak admirał dbały o cześć flagi
Sam robi przegląd swej floty zebranej,
Nowotnym[520] majtkom dodając odwagi,
4370Patrzy, jak wiążą kotew[521] do powrozu;
Tak, gdy na brzmienie mojego imienia
Jam się odwrócił, a które tu wzmienia
Pieśń przez konieczność; z lewej strony wozu,
Już z uprzedniego znajoma widzenia,
4375Pośród aniołów godowego koła
Stała niewiasta i ku mnie bez przerwy
Z tej strony rzeki swe oczy zwracała,
Chociaż zasłona, spadając z jej czoła,
Gęsto dzierzgana liściami Minerwy
4380Większą część rysów jej twarzy skrywała;
Z gestem pogardy jak gniewna królowa,
Mówiła dalej, jak mówca, co chowa
Na koniec mowy najgorętsze słowa:
— «Patrz, a mnie poznasz, jam jest Beatryce!
4385Jak śmiałeś wstąpić na tę górę żywy,
Tu, kędy mieszka tylko duch szczęśliwy?»
Na jasne wody spuściłem źrenice,
Lecz je po chwili podniosłem od wody,
Patrząc w nią, wstyd mi czerwienił jagody[522].
4390Jak matka dziecku, tak ona surową
Wydała mi się, choć pełna słodyczy,
Czułem w pieszczocie jej słów jad goryczy.
Ona umilkła, a wzwyż nad jej głową
Poczęli nagle śpiewać aniołowie:
4395«W tobiem ja, Panie, położył nadzieję[523]!»
Aż psalm na wierszu ucięli w połowie!
«Tyś mię postawił na miejscu przestronnem».
Jak śnieg na górach osiwiałych szronem,
Co od północy grodzą ziemię włoską,
4400Gdy tchnie słowacki wiatr, nagle twardnieje[524],
Potem promieniem rozmiękczony słońca
Płynie jak świeca w ogniu topniejąca;
Podobnie stałem z suchymi oczyma,
Przed posłyszeniem pieśni, której nuta
4405Zawsze wtór nutom sfer niebieskich trzyma.
Gdy się wsłuchawszy w melodyję boską,
Pojąłem w końcu, że ta pieśń współczuta
Zdradza współczucie ich nad moją troską
Większe, niż gdyby powiedzieli: «Siostro!
4410Dlaczego z nim się obchodzisz tak ostro?»
Lód, co me serce owiał chłodem mrozu,
Z zakrzepłym bólem, oczyma, ustami,
Topniejąc płynął westchnieniem i łzami.
Lecz ona w prawą obrócona[525] z wozu,
4415Rzekła do istot litościwych nieba:
«Wasze w dniu wiecznym tak wielkie czuwanie,
Że wam nie kryje ni noc, ni zaspanie
Jednego kroku, co zrobi stulecie
Pielgrzymujące po doczesnym świecie.
4420Z większym staraniem i dłuższą daleko
Dam wam odpowiedź, jak dla was potrzeba,
Aby mię pojął płaczący za rzeką;
By błąd i boleść w nim jak dwa ciężary
Na jednej szali były jednej miary.
4425Nie tylko wpływem wielkich sfer i słońca,
Co każde ziarno prowadzą do końca,
Według gwiazd biegu; lecz przez łaski boże,
Których deszcz w duszę wsiąkając głęboko,
Lotne jej treści wznosi tak wysoko,
4430Że się wzrok do nich przybliżyć nie może,
On był w swym życiu nowym tak szczęśliwy[526],
Że wszelki nałóg prawy i godziwy
Mógłby w nim skutki wyrodzić cudowne.
Ale zły siewca ma plony nierówne,
4435Grunt złą uprawą często chwasty kryły,
Im więcej w sobie ma rodzajnej siły.
Czas jakiś, póki, a był to czas błogi,
Moje dziecinne świeciły mu oczy,
Wodziłam jego na tor prostej drogi:
4440Ale stanąwszy w progu mej młodości,
Gdy z ciała w życie wstąpiłam duchowe,
On mnie zapomniał dla innych piękności.
Gdy duch mój w piękność rósł i cnoty nowe,
W nim ciągle płowiał mój obraz uroczy.
4445Potem samochcąc zszedł na drogi krzywe,
Gonić dóbr ziemskich obrazy kłamliwe,
Co swych obietnic dotrzymać nie mogą.
Daremnie jego przez sny i natchnienia
Chciałam odwołać w przeszłość dlań tak błogą,
4450On spadł tak nisko! z środków wyczerpnionych[527]
Pozostał jeden dla jego zbawienia,
Dać jemu poznać męki potępionych.
Dlatego otchłań zwiedziłam głęboką
Śmierci i grzechu! o czym wiecie sami,
4455By skłonić wodza prośbami i łzami,
Aby wprowadził jego tu wysoko.
Przedwieczny zakaz boży przez poetę
Byłby złamanym, gdyby przeszedł Letę
I chciał kosztować takich wód do syta,
4460Nie zapłaciwszy łzami skruchy myta[528]».
Strona 1 z 1 · 90% utworu
Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.