Boska komedia, Piekło · Dante Alighieri

Pieśń VI – Pieśń X

Pieśń VI

717

(Krąg III. Żarłocy. Cerber. Ciacco.)

Kiedym odzyskał zabłąkane zmysły,
Co się nad losem dwojga moich krewnych
720
W żalu, w litości i smutku rozprysły,
Nowy się obraz przede mną rozrzucił:
Gdziem tylko spojrzał, kędym się obrócił,
Widziałem inne męki i męczonych.
DeszczBył to krąg trzeci[85], krąg deszczów ulewnych,
725
Deszcz jak z upustów spadał otworzonych
Ciężki i chłodny; śnieg zmieszany z gradem
W ciemnym powietrzu szumiał wodospadem,
Ziemia deszcz chłonąc, oddychała czadem.
PotwórBłotoCerber tam szczekał swą paszczą troistą
730
Na duchy, które w ziemię ugrzęzły bagnistą,
A oczy jego świeciły czerwono;
Wełna nań czarna, sam szerokobrzuchy,
Łapy niejedną uzbrojone szponą,
Nimi darł w pasy potępione duchy.
735
Jak psy pod deszczem potępieńcy wyją,
Zmokłą za siebie obracając szyją,
Kręcą się ciągle w tę i ową stronę,
Tworząc nawzajem z swych boków zasłonę.
Cerber, ów robak wielki[86], gdy nas zoczył[87],
740
Troista jego paszcza się rozwarła,
A gniew członkami konwulsyjnie miota;
Wirgili dłońmi po ziemi zatoczył
I w nie nabrawszy, co tylko mógł, błota,
Cisnął oburącz w łakome trzy gardła.
745
Jak pies drży cały, kiedy oszczekuje,
Lecz gdy mu spadnie kawał chleba z ręki,
Przylega cichy i chleb, milcząc, żuje;
Tak szatan Cerber plugawe paszczęki
Zamknął, którymi tak zagłuszał duchy,
750
Że każdy raczej wolałby być głuchy!
BłotoSzliśmy płaszczyzną bagna ruchomego.
Gdy stopa nasza po cieniach deptała,
Zdało się, żeśmy deptali ich ciała.
Cienie leżały w bagnie prócz jednego,
755
Który wstał szybko i siadł, właśnie w chwili,
Około niego gdyśmy przechodzili.
«O! Kto bądź ciebie w te piekła prowadzi,
Poznaj mnie», mówił, «wprzód nim się rozstałem
Z mą klatką, jeszcze byłeś obleczony ciałem».
760
Ja na to: «Zda się, że ciebie widziałem,
Ale mi za to ma pamięć nie ręczy,
Może to boleść, co ciebie tak męczy,
W niej tak dalece rysy twoje gładzi.
Kto taki jesteś, zaspokój pielgrzyma,
765
Wtrącony tutaj i na karę taką?
Jeśli jest większa, równie przykrej nie ma».
A on: «W twym mieście, gdzie zawiść tak płuży[88],
Wesół przeżyłem czas ziemskiej podróży,
Przez ziomków twoich przezwany Ciakko[89].
770
Za chuć obżarstwa niską i nikczemną,
Jak widzisz, leje wieczny deszcz nade mną.
Tu ja niejeden, wszystkie cierpią dusze
Za grzech ten samy też same katusze».
I zamilkł, snadź[90] się nagadał do woli.
775
— «Ciakko», rzekłem «twa kara mnie boli,
Lecz powiedz, proszę, do jak smutnej doli
Dojść może naszych byt obywateli,
Gdy ich do tyla duch stronnictwa dzieli?
Czy sprawiedliwy jest mąż między nimi?
780
Skąd się tam pożar zapalił niezgody?»
ProroctwoA on: «Znużeni sporami długimi,
Krwią chyba zgaszą te żagwie pożarne.
Stronnictwo Białe przecz wypędzi Czarne[91].
O, któż obliczy ich klęski i szkody!
785
Nim słońce trzeci swój obrót dokona,
Upadną Biali; strona zwyciężona
Znów się podniesie za pomocą męża,
Który w spoczynku ostrzy żądło węża,
I harde czoło podniesie na długo,
790
I w ciężkie jarzmo wprzęże stronę drugą;
Nad nimi płaczę i za nich się wstydzę.
Dwóch między nimi sprawiedliwych widzę[92],
Nikt ich nie słucha w ślepym żądz zapale,
Duma, łakomstwo i zawiść, trzy głownie,
795
Serca ich pieką swym żarem gwałtownie».
Na tym Ciakko zakończył swe żale.
«O! nie przerywaj» rzekłem doń «rozmowy,
Obdarz mnie jeszcze choć niewielu słowy.
Mów: Tedżiajo, Moska, Farinata[93],
800
Gdzie Rustikuci, Arigo i inni,
Pragnący dobra ziomków, dobroczynni,
W niebo czy w piekło zstąpili ze świata?»
On: «Grzechy inne, z żalem wyznać muszę,
Między czarniejsze strąciły je dusze,
805
W krąg głębszy; gdy śmiesz zstąpić tak głęboko,
Wszystkich ich społem tam ujrzysz na oko.
Gdy cię świat słodki do powrotu znęci,
Przypomnij, proszę, mnie ziomków pamięci.
Dłużej nie mówię, ucinam rozmowę».
810
Wtenczas utkwione we mnie prosto oczy
Wykrzywił zezem i trochę z uboczy
Popatrzał na mnie, potem schylił głowę
I zapadł w błoto. Przewodnik mój rzecze:
«On już nie wstanie, aż prochy człowiecze
815
Wstaną budzone trąbą Archanioła,
Aż nieprzyjaciel grzechu nań zawoła[94].
Wtenczas z nich każdy znajdzie swą mogiłę.
W niej ciało z kością, z żyłą zwiąże żyłę.
Wstanie i sądu wiecznego wysłucha».
820
Tak szliśmy z wolna brudną mieszaniną
Z deszczów i cieni, jak grząską drożyną,
O przyszłym życiu rozmawiając ducha.
«Mistrzu», spytałem, «ból, co im dokucza,
Po wielkim sądzie, który ich potępi,
825
Żądło swe więcej zaostrzy czy stępi?»
A mistrz: «Nauka twoja cię poucza,
Im doskonalszej jaka rzecz jest treści,
Tym żywiej czuje rozkosze, boleści.
Lud ten przeklęty nigdy, jako krzywy,
830
Doskonałości nie dojdzie prawdziwej;
Ale po sądzie, takie ma ufanie[95]
Że do niej trochę zbliżonym zostanie».
Idąc po kręgu przez błoto ogromne
I mówiąc wiele, czego tu nie wspomnę,
835
Doszliśmy kresu, gdzie na schyłku drogi
Stał Plutus, ludzi wróg nad wszystkie wrogi.

Pieśń VII

837

(Plutus. Krąg IV. Skąpcy i marnotrawcy. Krąg V. Popędliwi.)

Potwór«Ojcze szatanie! Patrz no, jakie dziwy[96]
Tak Plutus krzyczał głosem ochrypiałym[97].
840
Mądry przewodnik rzekł do mnie: «Bądź śmiałym,
Pokrzepmy w sobie umysł bojaźliwy;
Jaką bądź władzę mieć może ten potwór,
Nie wzbroni wejść nam w tych skał ciemny otwór».
Potem w potwora policzek nadęty
845
Spojrzał i mówił: «Milcz, wilku przeklęty![98]
Niechaj cię strawi własny wybuch gniewu.
Podróży naszej nie wstrzyma zawada:
Tam, tam chcą tego, gdzie hardy łeb smoka
Michał Archanioł zdeptał w mgnieniu oka».
850
Jak żagiel wzdęty od wiatrów powiewu,
Gdy maszt się łamie, zwija się, upada,
Równie jak długi legł potwór zażarty,
My schodziliśmy powoli w krąg czwarty [99],
Bliżej zważając to miejsce boleści,
855
Kędy złe świata całego się mieści.
Sprawiedliwości boża! Kto ogarnie
Nowe, com widział, kary i męczarnie,
Nagotowane tam przez twoje rządy?
Dlaczego błędy nasze tak nas toczą?
860
Jak gdy Charybdy dwa przeciwne prądy
Zetrą się z sobą, od siebie odskoczą,
Tak się ścierają tam duchy z duchami[100]
SkąpiecA potępieńcy, widziałem, bez liku,
Jako dwa wojska szły w bojowym szyku,
865
Tocząc ogromne ciężary piersiami.
W pierwszym natarciu zwarli się, a potem
Nagle bezładnym pierzchnęli odwrotem,
Krzycząc: Precz, skąpcy! Precz, marnotrawniki! —
Tak z obu krańców po tym kręgu czarnym
870
Lud bieżąc tłumem niezgodnym i gwarnym,
Miotał bez przerwy obelgi i krzyki:
Każdy od kręgu swojego połowy
Powracał, turniej rozpoczynać nowy.
Patrzając[101] na nich z żalem nad ich biedą,
875
Rzekłem: «Mów, mistrzu, co to za gmin lichy?
Ci postrzyżeni, co na lewo idą,
Czy byli świeccy za życia, czy mnichy?»
A mistrz: «Ci wszyscy, co na siebie godzą,
Miary pojęciem nie dostrzegli płytkiem.
880
Jedni zgrzeszyli skąpstwem, drudzy zbytkiem.
Głos ich wyraźnie brzmi w dwoistym echu,
Gdy się z dwóch krańców tego kręgu schodzą
Gdzie ich rozdziela przeciwieństwo grzechu.
Ci, co bez włosów nagą czaszką świecą,
885
Są to łakomcy, mnich, papież, kardynał,
Co ducha w jarzmo łakomstwa uginał[102]».
«Mistrzu», mówiłem, «jakoś mi się roi,
Że wśród tej ciżby, którą brudy szpecą,
Brudy tych piekieł, są znajomi moi».
890
Kara, CierpienieA mistrz mi na to: «Tak, proszę, nie myślij,
Oni już tutaj z brudem życia przyszli.
Tu wiecznie będą tłuc się jak obecnie,
Tak skąpcy, jak ci, co tracili mienie;
Ci wstaną na sąd z głową pozbawioną
895
Włosów, a tamci z pięścią zacieśnioną[103].
Ci, co skąpili, i ci, co trwonili,
Za grzech ten piękny świat nieba stracili;
Patrz na ich karę, ta więcej ci powie,
Niżbym w wymownym wypowiedział słowie.
900
Teraz, mój synu, możesz widzieć jasno,
Jak szybko bańki pękają i gasną
Dóbr powierzonych Fortunie, a człowiek
Goni za nimi do zawarcia powiek!
Ile jest w ziemi, ile było złota,
905
Żaden z tych duchów znużonych widocznie,
Gdyby je posiadł, na chwilę nie spocznie».
«Mistrzu, mów, kto jest dóbr ziemskich królowa
Bogactwo, Bieda, LosKto ta Fortuna, o której tu mowa[104]?
Kto ona, co tak wszechmocnie bogata,
910
W swych szponach trzyma wszystkie dobra świata?»
Mistrz: «Jaka waszej niewiedzy ślepota!
Jak mały rozum, co światła nie szuka!
Niechże cię moja objaśni nauka:
ON, nieścigniony[105] myślą śmiertelnika,
915
Stworzył niebiosa, dał im przewodnika,
By wszystkie części środkowe i skrajne,
Pooświecało światło jednostajne.
ON, co tak niebo światłością przyodział,
Jej blaski także i ziemi dał w podział
920
I przewodniczkę, która rządząc niemi,
Wiedzie, kiedy chce, koleją po ziemi
Marne bogactwa od rodu do rodu,
Z ludu do ludu, pomimo zachodu
I wszech zabiegów ludzkiej roztropności.
925
Stąd naród, który rozkazywał długo,
Słabnie, zostaje niewolnikiem, sługą,
Jako wyrzecze tej potęgi prawo,
Co jej nie widać jak węża pod trawą.
Z Fortuną próżny spór waszej mądrości,
930
Jej ulegają i morza, i lądy;
Jak inne bóstwa sprawuje swe rządy,
Ciągle obmyśla zjawiska przewrotu,
Sama konieczność nagli ją do lotu,
Stąd często zmienia obrót kołowrotu.
935
Ludzie w swych sądach wciąż ją na krzyż wleką,
Zamiast ją chwalić, obelgami sieką;
Ona tych obelg nie słyszy, przebywa
Wśród pierworodnych duchów i szczęśliwa
Własną błogością, swoje koło toczy.
940
Tu w krąg kar większych nasza stopa wkroczy;
Gwiazdy wschodzące, gdym wychodził w drogę,
Już się zniżają po nocnym obiegu[106],
Idźmy, tak długo ja czekać nie mogę».
RzekaI szliśmy przez krąg do drugiego brzegu[107]
945
Tuż przy kipiącym źródle, skąd wynika
Głębsze i szersze koryto strumyka;
Wodę pleśń jakaś kryła starożytna,
Fala jej więcej ciemna jak błękitna.
Szliśmy przez nowe, coraz niższe schody,
950
Ponad wybrzeżem tej czarniawej wody.
Strumień ten smutny, spływając pod ścianę
Brzegów ziejących nadgniłym wyziewem,
Z wód ścieku tworzył bagno Styksem zwane.
Gdy wszystko nowe wzrok oglądać pragnie,
955
Spostrzegłem duchy zagrzęzłe w tym bagnie,
Nagie, a twarz ich rozjątrzona gniewem.
Tłukły się w gniewie nie tylko pięściami,
Lecz głową, piersią, splecione barkami,
Nawzajem siebie szarpały zębami».
960
A mistrz rzekł do mnie: «Uważaj, mój miły,
Oto są duchy, które się złościły,
A prócz nich zgraja potępieńców licha,
Co pod tą wodą kryje się, tak wzdycha,
Że aż od westchnień woda się odyma,
965
Jak to własnymi oglądasz oczyma». —
«Smutno dni życia zeszły nam do końca!
Tam, gdzie powietrze weselił blask słońca,
Który w nas gniewu ciemniły wybuchy:
A teraz smutno nam w tym czarnym bagnie,
970
Tu muł połyka, kto powietrza pragnie».
Taki hymn gardłem bełkotały duchy,
Jak zajękliwi[108]; a my szliśmy dalej,
Obchodząc łukiem błotniste wybrzeże:
Z tych, co ustami bagno połykali,
975
Nie zdjąwszy wzroku, przyszliśmy pod wieżę.

Pieśń VIII

976

(Przeprawa. Argenti. Ku kręgowi VI. Walka o wstęp do miasta Dis. )

Tak postępując wzdłuż błotnych wybrzeży,
Wpierw nim przyszedłem pod wieżę wysoką[109],
W szczyt jej z powodu dwóch małych płomieni
980
Utkwiłem oczy; sygnał z drugiej wieży
Jej odpowiadał, lecz w takiej przestrzeni,
Że ledwo dobrze wytężone oko
Mogło odróżnić jeden od drugiego.
Więc się zwracając do mędrca mojego,
985
Pytam: «Co znaczą te hasła ogniowe,
Kto ich znakami prowadzi rozmowę?».
A on: «Co ujrzeć pożąda twa dusza,
Już na tych wodach bagnistych wpław rusza,
Patrz, gdy ci oczu tuman nie zaprósza».
990
Nikt szybszej strzały w powietrzu nie spotka,
Jak mała ku nam szybowała łódka;
Ten, co wioślarzem jej był i sternikiem,
Wykrzyknął: «Sam tu[110], zła duszo, tyś nasza!».
Mistrz mój z powagą rzekł do Flegijasza[111]:
995
«O Flegijaszu[112]! krzyk twój próżnym krzykiem
Tym razem; nasze przyjście tu chwilowe,
Nim się przez bagno przeprawim styksowe».
Jak człowiek, gdy się omylonym widzi[113],
Gniew swój hamuje, omyłki się wstydzi,
1000
Tak i Flegijasz swój wybuch łagodzi.
Wtem mnie Wirgili zawezwał do łodzi,
Ta nie wprzód wagę uczuwać się zdała,
Aż ciężar mego unosiła ciała.
Gdyśmy płynęli przez te martwe brody,
1005
Gniew, Piekło, Miłosierdzie, KaraCień obłocony wynurzył się z wody,
Staje przede mną i pyta z hałasem:
«Ktoś ty jest, co tu przychodzisz przed czasem?»
«A tyś kto?» rzekłem. Cień na to z rozpaczą:
«Widzisz, że jestem jeden z tych, co płaczą».
1010
A ja: «Żyj w płaczu, w wiekuistej męce!
Choć tak zbrukało twe policzki błoto,
Poznaję ciebie, przeklęta istoto».
Wtenczas ku łodzi cień wyciągnął ręce,
Lecz mistrz roztropny odepchnął natręta,
1015
Mówiąc: «Z psią zgrają precz, duszo przeklęta!»
Potem rękoma objął mnie za szyję[114],
W twarz mnie całował i rzekł: «Słusznie, duszo,
Tak się oburzasz, niechaj będzie w niebie
Błogosławiona, co rodziła ciebie!
1020
PychaOn był nadęty próżnością i pychą,
Żadna go w życiu nie zdobiła cnota
I tu gniew za to bez przerwy nim miota.
Iluż na waszej ziemi dotąd żyje
Książąt i królów, co się dmą i puszą,
1025
Każdy uchodzić za wielkiego pragnie,
Co będą leżeć jak wieprze w tym bagnie,
Sławę po sobie zostawiwszy lichą».
«Mistrzu», mówiłem, «łódź szybko pomyka,
Chciałbym zobaczyć tego tam grzesznika».
1030
Mistrz: «Nim ta łódka drugi brzeg powita,
Takiej uciechy użyjesz do syta».
Patrzę, aż za nim po tej mętnej toni
Błotniste duchy pędziły w pogoni;
Za co niech jeszcze będzie Bogu chwała
1035
I pochwalone jego imię święte!
Wszyscy krzyczeli: «Hejże na Argentę[115]
I duchów zgraja w skok za nim bieżała:
Gnany floreńczyk[116], jakby szczuty psami,
Ze złości szarpał, gryzł siebie zębami
1040
I legł znużony pod naciskiem zgrai,
Jak pies gdy w sobie dech życia przyczai.
Dość mówić o nim! Nowy jęk z uboczy
Wpadł w ucho moje, wytężyłem oczy.
Mistrz mówił: «Synu, patrz mury olbrzymie,
1045
MiastoUjrzysz za chwilę miasto, Dis na imię,
Mieszkańcy żyją tam w ogniu i dymie».
A ja: «W dolinie postrzegam zaiste
Miasto meczetów[117], ich mur się czerwieni,
Jakby się wyrwał dopiero z płomieni».
1050
Mistrz odpowiedział: «Ognie wiekuiste,
Które w ich wnętrzach żarzą się i płoną,
Dają im barwę, jak widzisz, czerwoną».
Weszliśmy w końcu do fosy głębokiej,
Okopującej w krąg ziemię spaloną,
1055
Pustą, jak gdyby szła po niej zaraza,
Mury na pozór zdały się z żelaza.
Łódź kołująca wbiegła w kąt zatoki,
Gdzie sternik wiosło otrząsając z błota,
Krzyknął: «Wychodźcie z łodzi, oto wrota[118]!».
1060
Duchy widziałem jak deszcz z nieba spadłe,
Osiadły wrota, a gniewem zajadłe,
Mówiły w zgiełku: «Jak śmie, kto on taki?
Iść przez królestwo zmarłych, nieumarły?»
Lecz mądry wódz mój dał im znać przez znaki,
1065
Że pod sekretem chce pomówić z niemi;
Natenczas w sobie wielki gniew zawarły,
Mówiąc: «Chodź jeden, lecz on, precz z tej ziemi!
Żywy niech wraca znów żyć z żyjącymi.
Ty zostań z nami, on, jeżeli może,
1070
Niech sam powraca przez błędne bezdroże».
Sądź, czytelniku, jak mnie zgiełk zasmucił
Tych słów przeklętych; dziś jeszcze truchleję,
Na świat mój wrócić straciłem nadzieję.
«Wodzu mój drogi, o ty, coś odwrócił
1075
Ode mnie przygód, niebezpieczeństw tyle,»
Rzekłem, «nie rzucaj mnie o własnej sile!
Jeśli mi z tobą nie wolno iść dalej,
Wracajmy ścieżką, którąśmy deptali».
Mistrz, co troskliwie dotąd mnie prowadził:
1080
«Nie bój się», mówił, «te piekielne tłuszcze
Nie mogą zamknąć drogi nam wskazanej;
Mocniejszy od nich tę podróż uradził!
Tu czekaj na mnie; umysł twój stroskany
Umacniaj wolą, pocieszaj nadzieją,
1085
Bo ja tu w piekle ciebie nie opuszczę».
Wtem mnie zostawił mistrz mój dobrotliwy,
Konflikt wewnętrznyA ja się chwiejąc w myślach, jak się chwieją
Młodziuchne trawki, stałem na pół żywy;
Tak i Nie walkę toczyły w mej głowie.
1090
Nie mogłem słyszeć, co im rzekł w rozmowie,
Dość, że nie został z nimi, bo wnet sami
W miasto jak gnani pobiegli co żywo,
Bramę zamknąwszy przed mistrza piersiami,
Który od bramy szedł do mnie leniwo,
1095
W ziemię miał oczy głęboko spuszczone,
Zwykłej śmiałości wzroku pozbawione
I te wyjąkał słowa przez wzdychania:
«W miasto boleści kto mi iść zabrania?»
A do mnie mówił: «Jeślim obrażony,
1100
Nie troszcz się o to, ja próbę zwyciężę;
Darmo gromadzą lud swój do obrony,
Jacy bądź są tam, szatany czy męże.
Tu ich zuchwałość szalała tak samo,
Przed mniej ukrytą, znajomą ci bramą,
1105
Która bez zamku aż do dzisiaj stoi[119].
Czarny jej napis tkwi w pamięci twojej:
Lecz oto idzie, patrz! sam schodzi z góry
Ten, co nam bramę otworzy w te mury».

Pieśń IX

1109

(Anioł. Krąg VI. Ateusze i kacerze.)

1110
Wódz mój, gdy wracał od bramy piekielnej,
Spostrzegłszy twarz mą bladości śmiertelnej,
Skrył własną bladość w głębi swego ducha
I stanął w kroku, jak człowiek, gdy słucha,
Bo wzrok nie sięgał dalekich widoków
1115
W powietrzu czarnym od dymu obłoków.
«Zwycięstwo przy nas w tej walce być może,»
Tak począł mówić, «gdy nie — On pomoże…
Ach! tu na niego jak mi czekać długo[120]
Gdym zauważał, jak swych myśli wątek
1120
Mistrz plącząc, pierwszą myśl maskował drugą,
Jak sprzeczny słów był koniec a początek;
Strwożony byłem tą uciętą mową,
Rojąc myśl gorszą niż mogło mieć słowo,
I zapytałem: «Czy kiedy duch jaki
1125
Na dno tej smutnej konchy[121] szedł w te szlaki,
Z pierwszego kręgu, gdzie zeszłym ze świata
Jedyną karą jest nadziei strata[122]
A on: «Tą drogą chodził arcyrzadki
Duch, tej mieszkaniec, gdzie ja mieszkam, klatki.
1130
Zaiste niegdyś zwiedziłem te strony,
Dzikiej Erychty zaklęciem zmuszony,
Co zmarłych dusze do ich ciał wzywała[123]:
Duch mój zaledwo rozebrał się z ciała,
Rzekła mi: «Zejdź tu!» czarodziejka nasza:
1135
«PiekłoWydobyć jeden cień z kręgu Judasza».
Krąg ten najniższy i najwięcej ciemny,
Najdalszy nieba, co wszystko otacza.
Bądź więc spokojnym, znam ten szlak podziemny.
Bagno dyszące zgnilizną wyziewu
1140
Wokoło grodzi to miasto boleści,
Gdzie odtąd wstąpić nie możem bez gniewu».
I mówił jeszcze rzeczy różnej treści,
Które zwietrzały z pamięci słuchacza.
Bo cały byłem duszą i spojrzeniem
1145
Na szczycie wieży świecącej płomieniem.
Tam trzy piekielne widziałem Furyje[124],
Stały przy ogniu; z niewiasty postawą,
Z hyder[125] zielonych okolone pasem,
A zamiast włosów drobne węże, żmije
1150
Na szpetne czoła spadały i szyje.
On, który poznał znajome służebne
Królowej piekieł: «Patrz», mówił, «to ona,
Stoi na lewo Megera, na prawo
Stoi Alekto, w środku Tyzyfona».
1155
To rzekłszy, zamilkł. Furyje tymczasem
Tłukły swe piersi, wszystkie ciała części
Krwawiły znakiem paznokcia lub pięści.
Krzyk ich tak straszny bił w gwiazdy podniebne,
Żem do poety tulił się jak dziecko,
1160
Podejrzewając[126] ich wściekłość zdradziecką.
«Sam tu[127], Meduzo! a przemień go w kamień!»
Krzyknęła pierwsza; w kolej «Zamień, zamień!»
Krzyczały wszystkie, patrząc na dół z wieży:
«My niepomszczone, zemścić się należy
1165
Za tak zuchwałe zejście Tezeusza[128]
A mistrz tak mówił: «Ten widok zbyt wzrusza!
Przymknij twe oczy i stój odwrócony;
Gdybyś tu spojrzał twarzą w twarz Gorgony.
Na świat słoneczny już byś stąd nie wrócił».
1170
I sam do wieży mnie tyłem obrócił;
Wątpiąc, czy dobrze me dłonie zasłonią.
Jeszcze mi oczy zasłonił swą dłonią.
O wy! co macie zmysł pojęcia zdrowy,
Chciejcie naukę odkryć utajoną
1175
W tych dziwnych wierszach pod słowa zasłoną[129].
Trzęsąc aż do dna cały nurt styksowy,
Po mętnych wodach szumiał huk daleki,
Obu brzegami potrząsając rzeki.
BurzaTak burza huczy w czasie niepogodnym,
1180
Kiedy wiatr dysząc tchem ciepłym, to chłodnym,
Szturmuje lasy; jak lniane paździerze
Łamie gałęzie, rwąc kwiaty i trawy,
Toczy się z pychą po kłębach kurzawy,
A z pól pierzchają trzody i pasterze.
1185
Mistrz dłoń z mych oczu zdjął i rzekł: «Patrz w stronę,
Gdzie najzjadliwszy dym jak czad błękitny,
Bucha ze środka pleśni starożytnej».
Jak żaby wodnym wężem wystraszone,
Płyną samopas przez wodne powierzchnie,
1190
Aż gdzieś pod wodę każda w bagno pierzchnie;
Tak potępieńców gromada ladaco,
Przed kimś, widziałem, uciekała z trwogą,
Który przechodził przez Styks suchą nogą.
On z twarzy swojej dym ręką odtrąca,
1195
Zda się, tą jedną mordował się pracą;
AniołPoznałem zaraz niebieskiego gońca,
Zwróciłem oczy w świętym przerażeniu
Do mistrza; chęć swą mistrz znakiem odsłonił,
Bym stał spokojnie i przed nim się skłonił.
1200
Ileż ten anioł miał wzgardy w spojrzeniu!
Poszedł pode drzwi, laską trącił w bramę,
Drzwi bez oporu rozwarły się same.
«Strącone duchy i obrzydłe Bogu!»
Do przelęknionych zawołał na progu,
1205
«Jak wasza hardość dojrzała z cierpieniem!
Daremnie ona z tą wolą się spiera,
Co nigdy swego nie chybiała celu,
Co was karała w boleściach tak wielu!
Daremna wasza walka z przeznaczeniem.
1210
Wspomnijcie swego przygodę Cerbera[130],
Co z pyska, z szyi obdarty ze szczeci,
Wpół wyleniały jeszcze skórą świeci».
I szedł na powrót po bagnie styksowym,
Słowa nam nie rzekł ani rzucił okiem,
1215
Innym zajęty myśleniem głębokiem.
My ośmieleni świętym jego słowem
Zwracamy stopy nasze w gród Plutona,
Brama na ścieżaj stała otworzona.
Pragnąc utworzyć sąd z miejsc tych przeklętych
1220
O losie duchów w tej twierdzy zamkniętych,
Ledwo tam wszedłem, źrenicą ciekawą
CmentarzWodziłem wkoło, na lewo, na prawo
I tylko wielkie wkrąg widziałem pole,
Gdzie rosły same męczeństwa i bole.
1225
Jako przy Ronie, pod Arią, przy Pola,
Kędy Kwarnero wodami okola
Od ziem niemieckich italskie wybrzeża,
Tysiące mogił płaszczyznę najeża:
Tak tam sterczały groby i mogiły,
1230
A grób od grobu płomienie dzieliły;
Żelazo w ogniu nie świeci czerwieniej,
Jak tam świeciły groby wśród płomieni[131].
Grobów i trumien podniesione wieka,
Z nich jęk na zewnątrz pobrzmiewał z daleka,
1235
W przeciągłych, to w pół urwanych westchnieniach.
A ja: «Mów, mistrzu, jacy w tych sklepieniach
Leżą grzesznicy, którzy pokój w grobie
Jękiem, westchnieniem kłócą sami sobie?».
A mistrz mi na to: «To groby kacerzy
1240
I tych, co udział w sektach wszelkich biorą:
Tutaj podobny przy podobnym leży,
A groby słabiej albo mocniej gorą».
I szliśmy w prawo, pomiędzy ścianami
Wysokich murów i męczennikami.

Pieśń X

1245

(Krąg VI. Ciąg dalszy: Farinata, Kawalkante, Fryderyk II.)

Między cmentarzem, przez ścieżki bezdrożne,
A miejskim murem, idziemy powoli:
«Wysoka cnoto! Co według swej woli
Wodzisz mnie», rzekłem, «przez kręgi bezbożne,
1250
Powiedz: (któż lepiej chęć mą zaspokoi?)
Można li widzieć tych, co w grobach leżą?
Grobowe wieka snadź[132] podjęte świeżo,
A nikt wkoło nich na straży nie stoi».
Filozof, Dusza, Ciało, Zaświaty, Piekło, KaraMistrz na to: «Wszystkie zamkną się mogiły:
1255
Gdy tu powrócą z Jozefatu dusze
Z ciałami, które na ziemi rzuciły[133].
Tu z Epikurem cmentarz po tej stronie
Mają ci wszyscy, co szerzyli zdanie,
Że dusza z ciałem zamiera przy skonie.
1260
Odpowiadając na twoje pytanie
Chęć, jaką skrywasz, zaspokoić, muszę[134]».
A ja mu na to: «Wodzu! chęć niecałą
Odkrywam tobie, bo chcę mówić mało,
Jak żąda twoja przestroga nienowa».
1265
«Ty, co za życia idziesz, Toskańczyku,
Przez cmentarz ognia i mówisz tak skromnie,
Jeśli twa łaska, wstrzymaj się koło mnie.
Szlachetny kraj nasz zdradza twoja mowa,
Który klął może fatalność mej chwały».
1270
Głos z grobu do mnie przemówił w te słowa[135].
Do mego wodza podszedłem, drżąc cały,
A on rzekł do mnie: «Zwróć oczy, co tobie?
GróbPatrz, Farinata siedzi w swoim grobie,
Możesz go widzieć od pasa do głowy».
1275
Utkwiłem oczy w jego wzrok grobowy,
On piersią, czołem prostował się w trumnie,
Jak gdyby piekłu urągał się dumnie.
Mistrz mnie pełnego zgrozy i żałoby
Porwał co żywo i pchnął między groby,
1280
I rzekł: «Bądź jasnym i otwartym w mowie!».
Gdym stanął przed nim, on na mnie ukosem
Popatrzał trochę i wyniosłym głosem,
Zapytał: «Jacy są twoi przodkowie?».
Chcąc być posłusznym, nic nie zataiłem.
1285
On spojrzał na wpół przymkniętą powieką
I rzekł: «Z twoimi w ciągłej wojnie żyłem,
Onychże z kraju wygnałem dwa razy».
«Wygnani», rzekłem z uczuciem obrazy,
«Byli dwa razy, wracali dwa razy;
1290
To była sztuka, której nie spostrzegli
Twoi stronnicy jako w niej niebiegli».
Cień drugi wzniósł się ponad trumny wieko[136].
Tylko po brodę, z zdziwieniem nas obu,
Widać, że wstawał na kolanach z grobu.
1295
Wodząc oczyma, mnie wkoło oglądał,
Jak gdyby kogoś przy mnie widzieć żądał;
Lecz gdy na koniec spostrzegł, że się mami
Próżną nadzieją, przemówił ze łzami:
«Jeżeli własna genijuszu[137] siła
1300
To ci więzienie ciemne otworzyła,
Powiedz, gdzie syn mój, czemu on nie z tobą?»
A ja: «Nie wchodzę tu jedną osobą,
W ślad tego mędrca stopy moje idą,
Który tam czeka. Być może, twój Gwido
1305
Zanadto mało oddawał mu cześci!»
Z jego słów, z jego wyrazu boleści
Odgadłem łatwo, kto ten cień był nowy,
Więc mu odrzekłem stosownymi słowy.
A cień się porwał na nogi i krzyknął:
1310
«On był [138]! Czy jeszcze spośród was nie zniknął?
Czy mu się jeszcze jak w jasnej krynicy
Łagodne światło odbija w źrenicy?»
Na co nie mając mojej odpowiedzi,
Padł w grób na powrót. A tamten cień siedzi
1315
Nieporuszony jak popiersie z miedzi
I swą rozmowę ciągnie ze mną dalej:
«Jeśli źle moi tę sztukę poznali,
To więcej boli niż ten żar, co pali,
Lecz nim królowej piekieł światłość cudna[139]
1320
Błyśnie na niebie po raz pięćdziesiąty[140],
Doznasz na sobie, jak ta sztuka trudna!
Lecz mów, nim wrócisz w swe rodzinne kąty,
Co moi temu zrobili ludowi,
Że na nich prawa tak dzikie stanowi?[141]
1325
Ja na to: «Od krwi wielkiego rozlewu,
Zaczerwieniona Arbia[142] posoką,
Ten lud pobudza do zemsty i gniewu».
Tu potrząsł[143] głową, westchnąwszy głęboko:
«Nie jeden», mówił, «przy Arbii byłem,
1330
Nie bez powodu jej wody skrwawiłem.
Lecz jeden byłem na radzie, gdzie społem
Lud wołał: Niechaj Florencyja zginie!
Jam się sprzeciwił jeden tej ruinie,
Broniąc ją śmiało z podniesionym czołem».
1335
Na to ja rzekłem: «Niech Bóg twej rodzinie
Da, by wygnani znów w to miasta przyszli!
Teraz mi rozwiąż węzeł moich myśli:
Bo ja tak mniemam, jeśli się nie mylę,
Że łatwo przyszłe przenikacie skutki,
1340
Lecz wam obecne zakryte są chwile».
«My», mówił, «Jak ci, co mają wzrok krótki,
Widzimy tylko dalekie przedmioty,
Taki dar mamy od Bożej Istoty.
Gdy rzecz się zbliża, wzrok nasz się zaciemnia
1345
I nic nie wiemy, co się z wami dzieje,
Chyba od zmarłych, których tam śle ziemia,
O was tam żywych wieść do nas zawieje.
Wiedz, że pojętność nasza dla nas zgaśnie
W dzień, gdy przyszłości drzwi sam czas zatrzaśnie».
1350
WiadomośćSkruszony żalem i wstydząc się błędu [144],
Czyniąc zeń wyrzut sam sobie dotkliwy,
Rzekłem mu: «Pociesz, powiedz wieść przyjemną
Tamtemu, co się skrył szybko przede mną,
Że jeszcze jego syn jest zdrów i żywy.
1355
Jeślim na czułość ojcowską bez względu,
Serce mu zranił za długim milczeniem,
Powiedz, że byłem zajęty wątpieniem,
Któreś objaśnił teraz, jak życzyłem».
Już mistrz mnie wołał, więc ducha prosiłem,
1360
By jeszcze jedną ciekawość umorzył:
Przy czyim grobie sam się w grób położył?
On rzekł: «Tu leży nas więcej tysiąca,
Tu jest Fryderyk drugi, tam Kardynał[145]
Dalej, a innych nie będę wspominał».
1365
I w grób się schował: jam szedł do poety,
Ważąc rozmowę, której treść, niestety!
Wyraźnie była dla mnie źle wróżąca.
I szliśmy dalej, mój wódz ukochany
Rzekł mi po drodze: «Czegoś tak zmieszany?»
1370
Opowiedziałem wszystko najswobodniej.
Mędrzec zalecał: «Niech twa pamięć chowa
Te smutne, może i prorocze słowa,
Lecz na tę chwilę zwróć uwagę godniej».
I podniósł palec[146]. «Kiedy cię zatrzyma
1375
Ta, co wszechwidzi swoimi oczyma[147]
O twojej drodze będziesz wiedział od niej».
Rzekł i z cmentarza, gdy w myślach mych ginę,
W środek na lewą bierzemy się ukośnie,
Idziem wąwozem, co schodzi w dolinę,
1380
Dolina dymi i swędzi[148] nieznośnie.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.