Boska komedia, Raj · Dante Alighieri

Pieśń XXXI – Pieśń XXXIII

Pieśń XXXI

4583

Ciąg dalszy. Beatrycze zniknęła i zajęła miejsce w róży niebiańskiej. Pożegnanie. Św. Bernard. Królowa niebios.

Tak pod figurą cudnie białej róży
4585
Pokazał mi się pierwszy zastęp święty[588],
Który w triumfie został wniebowzięty
Przez krew, co wylał zań Baranek Boży.
Anioł, BógDrugi[589], co widzi, latając, i śpiewa
Chwałę, cześć Tego, który go zagrzewa
4590
Miłością swoją, a przez swą szczodrotę
Wzniósł tak wysoko! Jako pszczelna rzesza,
Co biorąc miody po kwiatach się wiesza
I wraca w ulach snuć wonną robotę,
Zapadał w różę strojną w piękne liście,
4595
To stamtąd znowu zrywał się w tę stronę,
Gdzie jego miłość mieszka wiekuiście:
Twarze ich płomień żywy, skrzydła złote,
A reszta kształtów tak świeciła biało,
Że z nimi śniegi porównać za mało.
4600
Duchy zlatując w tej róży koronę,
Miotały skrzydła i nabytym w górze
Wiały pokojem i ogniem na różę:
Jednak ta rzesza ciągle latająca
W górę to na dół, od kwiatu do słońca,
4605
Nie zakrywała patrzącemu oku
Okolicznego blasku i widoku;
Bo światłość boska świat z końca do końca
Przenika w miarę, ile jej jest godnym,
Niehamowana wypadkiem przygodnym.
4610
Błogie, bezpieczne to królestwo całe,
Starym i nowym ludem zamieszkałe[590],
Wzrok swój i miłość w jeden punkt utkwiło.
Ty w jednej gwieździe, co świecisz zaiste
Na rozkosz duchów, o światło troiste!
4615
Jeśli im patrzeć na ciebie tak miło,
Spojrzyj na ziemię, jaka burza nasza!
GwiazdaJeśli przybyły z tej strony lud dziki[591],
Gdzie ciągle w krąg się Helice unasza[592],
Z czułą jak matka miłością, tęsknotą,
4620
Za swoim synem, polarnym Beotą[593],
Patrząc na Romę, jej wielkie pomniki,
Zdrętwiał, osłupiał dziwem niespodzianem,
Wtenczas gdy klękał świat przed Lateranem[594];
Ja, com przechodził bez tchu i popasu
4625
Z ziemskiego w boskie, do wieczności czasu,
Od florentynów[595] gwaru i hałasu
Do rozumnego i cichego ludu[596],
Nie dziw, że wzruszon dziwem i zapałem
Nie chcąc nic słyszeć i mówić, milczałem.
4630
Pielgrzym, gdzie doznał łask niebieskich cudu,
Pilnie kościoła rozpatruje mury,
By zapamiętał, jakiej jest struktury,
I opowiedział drugim z przypomnienia.
Podobnie patrząc w to niebo wesoło,
4635
Przeprowadzałem po nim me spojrzenia
I najwyraźniej widziałem oblicza,
Z jakich wybłyska miłość tajemnicza,
A wszystkie światłem oświecone z góry
I swym uśmiechem; kształt raju ogólny
4640
Wzrok mój ogarnął, ale nie był zdolny
W żadną część spojrzeć źrenicą utkwioną.
Wtem się zwróciłem z żądzą odrodzoną
Do mojej Pani, by w moim zwątpieniu
Nazwała rzeczy te po ich imieniu.
4645
I wtem, o dziwo! zamiast Beatrycy
Widziałem starca[597] kształt, wdzięk jego ruchów,
Na podobieństwo był niebieskich duchów,
Święte wesele pałało w źrenicy,
Twarz mu powaga ze słodyczą stroi,
4650
Jako czułemu ojcowi[598] przystoi.
«Mów, gdzie jest ona?» pytam niecierpliwy.
«Z mego siedzenia» rzekł starzec sędziwy
«Od Beatrycze przychodzę, jej goniec,
Aby twej żądzy wskazać kres i koniec.
4655
Spójrz, gdzie najwyżej kołuje krąg trzeci,
Tam ją zobaczysz, jak na tronie świeci,
Gdzie posadzona jest własną zasługą».
Podniosłem oczy, nie czekając długo,
I zobaczyłem siedzącą na tronie,
4660
W odbijającej blask wieczny koronie.
Im wyżej piorun grzmi wśród chmur przestworza,
Odeń wzrok ludzki nie jest tak odległy
W chwili, gdy tonie w głębokości morza,
Jak ją daleko oczy me postrzegły:
4665
Mimo odległość, obraz Beatrycy
Jak promień słońca zszedł do mej źrenicy.
«O Pani! w której żyję przez nadzieję,
Ty, co przez łaskę, ażeby mnie zbawić,
Raczyłaś w piekle swe ślady zostawić,
4670
Jeśli widziałem tyle nowych rzeczy,
Winienem twojej dobroci, twej pieczy;
Duch mój przez ciebie, czuję, jak mężnieje.
Tyś mnie wywiodła na wolność z niewoli[599]
Przez wszystkie środki twej mocy i woli,
4675
Chciej szczodrobliwość twą zachować we mnie,
By uzdrowiony przez ciebie po ciemnie
Duch mój nie zbłądził i tu miał mieszkanie,
Gdy chorym ciałem zasnę na skonanie».
Tak się modliłem: ona, co się zdała
4680
Być tak daleko, wdzięcznie się rozśmiała,
Spojrzawszy na mnie, a potem powiodła
Oczyma w górę, do wiecznego źródła.
A święty starzec: «Abyś dróg zawiłość
Skracając, dobiegł kresu twej podróży,
4685
Mnie tu posłały modlitwa i miłość.
Pociągnij okiem przez ten ogród boży,
On wzrok twój wzmocni tyle, aż wysoko
Pod boży promień wytężysz twe oko.
ReligiaKrólowa niebios, do której się żarzy
4690
Duch mój miłością, tę łaskę ci zdarzy.
Wierz mi, bo jestem jej wiernym Bernardem[600]!»
ChrystusKiedy oglądać szedł Kroata[601] dziki
Z twarzą Chrystusa chustkę Weroniki[602],
Patrząc, łzą rzewną błysnął w oku twardem,
4695
A patrząc, mówił sam w myśli: «O Chryste!
Takież twe rysy były rzeczywiste?»
Podobnie w sercu dziwiłem się moim
Żywej miłości, przez jaką ten święty
Na ziemi żył już niebieskim pokojem.
4700
«Ten, synu łaski, byt błogosławiony»
Mówił mi «będzie dla cię niepojęty
Dopóki trzymasz wzrok na dół spuszczony;
Lecz przebież okiem te kręgi bezmierne
Wyżej, aż ujrzysz stolicę Królowej,
4705
Której królestwo uległe i wierne».
Podniosłem oczy, jak w brzask porankowy
Wschodnia część nieba w żywszym ogniu brodzi,
Świetniejsza od tej, gdzie słońce zachodzi.
Tak idąc ciągle, jak stopa pielgrzyma
4710
Idzie pod górę, moimi oczyma,
Na krańcu kręgów widziałem punkt koła,
Któremu światło w pobliżu i z dala
Z tych kręgów żadne dorównać nie zdoła.
Jak tam, gdzie kolej wozu zatoczona
4715
Kierowanego źle przez Faetona,
Gwiazdy blednieją, a wschód się zapala,
ReligiaRównie ta flaga pokoju utkwiona[603]
Błyszczała w środku, gasząc z każdej strony
Blask innych świateł jej blaskiem przyćmiony.
4720
AniołW tym środku pułkiem tysięcznym anieli
Z rozpostartymi skrzydłami, weseli,
W krąg przeciągali kolumną ściśniętą,
Jakby święcili swej królowej święto.
Widziałem, jak się piękność uśmiechała
4725
Do gier i piesień[604] na cześć jej poczętych,
Ta radość oczu wszystkich innych świętych.
Gdybym miał środki w słowach choć po trosze
Oddać, co roi wyobraźnia śmiała,
Słów by zabrakło na takie rozkosze!
4730
Bernard utkwione widząc moje oczy
Z uwagą w przedmiot jego żądz uroczy[605],
Wzrok swój tam zwrócił z tak wielkim zapałem,
Że na nią moim płomienniej patrzałem.

Pieśń XXXII[606]

4734

Ciąg dalszy. Św. Bernard objaśnia szczegóły róży niebiańskiej.

4735
Cały przedmiotem swej żądzy zajęty,
Sam urząd mistrza dowolnie wziął na się
I począł mówić w te słowa ten święty[607]
Matka Boska, Zaświaty«U stóp Maryi, co ranę zgoiła,
A którą jątrząc z bólem otworzyła,
4740
Siedzi niewiasta w pełnej wdzięku krasie[608]
A niżej od niej, na trzecim siedzeniu
Siedzą pospołu Rachel z Beatrycą,
Sara, Judyta z prababką psalmisty[609]
Co w skrusze wołał: Miserere mei[610]!
4745
Z tronu na trony w dół schodząc źrenicą,
Możesz je widzieć, gdy ja po kolei
Szczeblując na wierzch róży wiekuistej,
Każdy jej listek nazwę po imieniu,
W dół do siódmego stopnia, jako z góry
4750
Do tegoż stopnia, izraelskie córy
Zajęły wszystkie tego kwiatu liście.
Bo te niewiasty wedle wzroku siły,
Z jaką swą wiarę w Chrystusie utkwiły,
Są murem, który w znak ducha nagrody
4755
Przegrodził różę na te święte schody.
Gdzie kwiat jej liściem najgęściej odziany,
Tworzą tych schodów gęstolistne ściany
Ci, co w Chrystusa uwierzyli przyjście;
Po drugiej stronie, gdzie kwiatu korona
4760
Świeci przerwami jakby wyszczerbiona,
Siedzą ci tylko, co na ziemi w chwili,
Gdy Chrystus przyszedł, wzrok nań obrócili.
A jak z tej strony tron niebieskiej Pani
O całą przestrzeń najgłębszej otchłani
4765
Od innych tronów dzieli wielki przedział,
Naprzeciw siedzi, patrz, wielki Jan Chrzciciel,
Który, nim zstąpił do piekła Zbawiciel,
Tam nań czekając przez dwa roki siedział[611];
Pod nim z zamiarem nowy przedział tworzą
4770
Trzy najświetniejsze duchowe potęgi[612],
I inni z kręgów zstępując na kręgi.
A więc podziwiaj tu Opatrzność Bożą,
Bo tu duch każdy doświadczonej wiary,
Wyznawcy nowej zarówno jak starej,
4775
Tego ogrodu mogą być kwiatami.
Wiedz, że od stopnia, co te dwa przedziały
W środku przerzyna liniją[613] tak długą,
Do najniższego orszak duchów cały,
Nie swoją własną, lecz drugich zasługą,
4780
I pod pewnymi siedzi warunkami.
Dusze te z swojej śmiertelnej powłoki
Za wcześnie wzbiły tu swój lot wysoki,
Wprzód nim prawdziwą mogły wybrać wiarę:
Łatwo je poznasz po ich kształcie innym,
4785
Po drobnej twarzy, po głosie dziecinnym,
Gdy wzrok tam zwrócisz lub nakłonisz ucha,
Teraz ty milczysz, wątpiąc w głębi ducha,
Lecz ja duszące z ciebie zdejmę węzły,
W jakie twe myśli badawcze uwięzły.
4790
Tu chęci mają swą wagę i miarę:
Wiedz, że tym państwem ślepy traf nie włada,
Bo w cichym prawu wiecznemu poddaństwie,
Wszystko do miejsca swojego w tym państwie
Ściśle jak pierścień do palca przypada.
4795
Dlatego z pieluch te dusze szczęśliwe
Wchodząc za wcześnie w to życie prawdziwe,
Niżej lub wyżej są nie bez przyczyny.
Król tej bezmiernej, bez granic krainy,
Którego miłość szczęściem tak wysokim,
4800
Taką miłością jej mieszkańców poi,
Że każda żądza tu jest w pełni swojej:
Stwarzając wszystkie dusze pod swym okiem,
Sam je nierówną łaską uposażył,
Jak ją na szali swej woli odważył.
4805
Pismo ci święte najwyraźniej mówi
O dwojgu bliźniąt, jak niesforne dziatki
Trzęsły się z gniewu w żywocie swej matki[614],
Bo niebo daje każdemu duchowi
Koronę łaski wedle barwy włosa,
4810
Równie wybrani wstępują w niebiosa
Na różne stopnie, różnica ich cała
Jest w treści, jaką pierwsza łaska dała.
Zrazu dość było dla nieba dziedziców
Przy niewinności mieć wiarę rodziców,
4815
A gdy się pierwsze wypełniły czasy,
Na przyszłe życia trudy i zapasy
Krzepiono męskie dzieci obrzezaniem.
Lecz gdy czas łaski przyszedł z zwiastowaniem
Wesołej wieści, nowo narodzeni
4820
Bez chrztu pomarli, nie w imię Chrystusa,
Trzymani byli w piekielnej przedsieni.
Teraz w twarz spojrzyj, w ten obraz uroczy,
Najpodobniejszy do twarzy Chrystusa[615],
Blask jej oswoi z światłością twe oczy,
4825
Że ujrzą w końcu samego Chrystusa[616]».
I na nią duchy lały deszcz radości.
Stworzone wzlatać do tej wysokości,
Że com wprzód widział, żadne tu widzenie
Mnie nie wtrąciło w takie zadziwienie,
4830
Nie pokazało, jak ta światłość błoga
Tak zbliżonego podobieństwa Boga.
Miłość, co pierwsza, śpiewając, zstąpiła,
Ave Maria gdy tę pieśń nuciła,
Przed nią szeroko swe skrzydła rozpięła[617].
4835
Na tę pieśń boską, z miejsca, gdzie kto siedział,
Wszelki duch święty chórem odpowiedział,
Aż twarz jej świecić pogodniej zaczęła.
— «O święty ojcze! Coś tu zszedł gotowy,
Z twojej na wieczność tak słodkiej stolicy,
4840
Zgasić pragnienie moje z twej krynicy,
Jaki to anioł, co takim spojrzeniem
Pogląda w oczy niebieskiej królowej,
Tak zakochany, że się zda płomieniem?»
Jeszcze wiedzenia żądza nieustanna
4845
Tak mi kazała zapytać świętego,
Który od blasku Maryi wielkiego
Piękniał jak gwiazda od słońca poranna.
A on: «W nim znajdziesz, co anioł mieć może,
Łaskę i ufność w miłosierdzie boże.
4850
On to zniósł palmę dla Maryi w czasie,
Kiedy nasz ciężar Bóg Syn przyjął na się.
A teraz wytęż, ile wzrok dosięże,
Jak będę mówił, oczy przenikliwe,
Abyś mógł widzieć tego państwa męże,
4855
Arcypobożne, arcysprawiedliwe!
Ci dwaj szczęśliwsze mają przeznaczenie,
Bo są najbliżej przy tronie Augusty,
Jak dwa rodowe tej róży korzenie[618].
Po jej lewicy jest ojca siedzenie[619],
4860
Który zżuł owoc łakomymi usty,
Aby ród ludzki pożywał gorycze.
Po jej prawicy patrz w święte oblicze
Ojca Kościoła[620], któremu jak bratu
Chrystus przy swoim zdał Wniebowstąpieniu
4865
Klucze od tego tak pięknego kwiatu[621].
Patrz, ten, co widział w proroczym widzeniu[622]
Bolesne czasy, a na tle ich łzami
Spłakaną pięknej twarz oblubienicy[623]
Zdobytej krwawo włócznią i ćwiekami,
4870
Przy Piotrze siedzi; z pierwszym po lewicy
Wódz ludu zasiadł w majestacie chwały[624],
Ludu, co płochy, w grzechu skamieniały,
Pożywał z nieba spadającą mannę.
Patrz na siedzącą przeciw Piotra Annę[625],
4875
Jak wzrok szczęśliwa zatapia w kwiat róży,
W lica swej córki, że oka nie zmruży
W blasku światłości śpiewając Hosannę.
Naprzeciw wielkiej rodziny Pradziada
Łucyja[626] siedzi[627], która twojej Pani,
4880
»Ratuj go«, rzekła, gdy twoja powieka
Ściemniała w strachu na progu otchłani.
Teraz, gdy twoich marzeń czas ucieka,
Spoczniemy w miejscu, gdzie spocząć wypada,
Jak dobry krawiec, który, ile staje
4885
Sukna do skroju, taką suknię kraje.
I w Arcymiłość zatopimy oczy[628],
Ile podobna, przeniknij jej płomień,
Abyś twym okiem odbił jego promień,
Jednak ażebyś nie pomyślał z trwogi,
4890
Że naprzód lecąc, cofasz się z pół drogi,
Gdy myśl do lotu swe skrzydła roztoczy,
Pomódl się do Niej, bo modlitwa jedna
Dla cię przyczyną Jej łaskę wyjedna;
I w ślad idź za mną myślą, duszą całą,
4895
By twoje serce z modlitwą zaczętą
Przeze mnie od niej w niczym nie odstało».
I począł mówić tę modlitwę świętą:

Pieśń XXXIII

4898

Zakończenie. Modlitwa św. Bernarda. Matka Boska. Trójca Przenajświętsza.

«Dziewico, matko, córko twego syna,
4900
Najpokorniejsza i najwyższa w niebie,
Przedwiecznej woli granico jedyna[629]!
Ludzka natura w tobie i przez ciebie
Tak się podniosła, że z jej uszlachceniem
Nie wzgardził stać się jej Stwórca stworzeniem[630]
4905
W żywocie twoim, o Matko, Dziewico,
Zatliłaś miłość, pod której gorącem
Kwiat ten[631] kielichem świecąc gęstolistym,
Bujnie w pokoju rośnie wiekuistym.
Tu jesteś łaski południowym słońcem,
4910
Na ziemi żywą nadziei krynicą.
Niewiasto, twoja tak wielka potęga,
Kto cię nie błaga, a po łaskę sięga,
Bezskrzydłą żądzą ten w górę się wznosi.
Dobroć twa wspiera nie tylko, kto prosi,
4915
Często przygiętych boleści ciężarem
Uprzedza prośbę dobrowolnym darem.
W tobie się łączy, miłosierdzia Pani,
Pobożność, miłość, dobroć, szczodrobliwość.
Oto ze świata najgłębszej otchłani
4920
On, który wchodząc na te niebios szczyty
Widział koleją wszystkie duchów byty[632],
Błaga cię, wzmocnij w łasce jego oko,
Aby widzeniem wzniósł się tak wysoko,
Gdzie ostateczna jest jego szczęśliwość[633].
4925
Ja, com goręcej takiej wzroku siły
Nie życzył sobie, jak jemu tu w niebie,
Wszystkie modlitwy moje ślę do ciebie,
Błagając, oby daremne nie były!
Niechaj on swojej śmiertelności błędy
4930
Za twą przyczyną jako mgły rozproszy,
Aby mógł utkwić wzrok w arcyrozkoszy.
Ty, która możesz, co chcesz, o Królowo!
W nim twą opieką zwalcz krewkie popędy,
Błagam cię jeszcze, po widzeniu takiem,
4935
Chciej w nim zachować chęć i wolę zdrową.
Patrz, Beatrycze z błogosławionymi
Składają ręce i całym orszakiem
Modlą się, łącząc swe prośby z moimi».
W mówcę przez Boga ukochane oczy
4940
Utkwione dały nam znać jako posły,
Jak głos modlitwy dla niej jest uroczy;
Potem na wieczne światło się podniosły,
Trudno uwierzyć, że twór w takie słońce
Zatapiał oczy tak przenikające.
4945
Do kresu wszystkich mych żądz, gdym z zapałem
Zbliżał się, czułem, zdumion nie po mału[634],
Jak stygł żądz owych cały żar zapału.
Bernard z uśmiechem wskazywał mi gestem,
Ażebym w górę patrzył, i patrzyłem
4950
Czując, że takim, jak być życzył, jestem[635],
Bo wzrok mój wedle ducha przemienienia
Był więcej czystym i wrażał spojrzenia
Coraz to głębiej w arcyświatło żywe,
Które jest jedno przez siebie prawdziwe.
4955
Wzrok mój był odtąd wyższy nad moc słowa:
Słowo i pamięć zbytnim wysileniem
Mdleją przed takim korząc się widzeniem.
Jako widzący we śnie po minionym
Marzeniu czucie swych wrażeń przechowa,
4960
Choć rys obrazu tonie w tle zamglonym,
Takim ja jestem, bo moje widzenie
Wionęło z duszy jak senne marzenie[636].
A jeśli słodycz z niego urodzona
Czuję, jak spada kroplami w to serce,
4965
Tak śnieg od słońca topnieje niezwłocznie,
Tak się rozlecą, kiedy wiatr zadmucha
Na wiotkich liściach spisane wyrocznie[637].
Śmiertelną myślą, o niedościgniona,
Wieczna światłości, wskrześ z mojego ducha,
4970
Cząstkę płomienia na twe podobieństwo,
Zapal mój język, aby choć w iskierce
Przekazał przyszłym pokoleniom gwoli[638]
Chwałę płomiennej twojej aureoli,
Aby przez trochę wrażeń z mych uniesień,
4975
Przez trochę dźwięków odbitych z mych piesień[639],
Świat łatwiej pojąć mógł twoje zwycięstwo.
Wierzę na ranę palącą jak płomień,
Jaką mym oczom zadał żywy promień,
Że mógłbym nagle olsnąć, gdyby były
4980
Oczy się moje odeń odwróciły[640].
Pomnę, jak wolą przezeń ośmieloną
Dopótym wzroku wytężał potęgę,
Aż go stopiłem z siłą nieskończoną.
Obfita łasko! Przez którą tam śmiałem
4985
Tak oczy w wiecznej zatapiać światłości,
Że czułem, jak w niej wzrok mój przetrawiałem:
W jej głębokościach treść rzeczy widziałem
Z miłością w jedną oprawionych księgę,
Porozrzucanych kartami po świecie.
4990
Rzeczy, wypadki, ich różne własności,
W księdze tej łączy taka jedność zwięzła,
Jak w pączku kwiatu zieloność i kwiecie.
Nawet powszechną formę tego węzła,
Najmocniej wierzę, żem widział na oko,
4995
Bo gdy to mówię, radość niepowszedna
Czuję, jak pierś mi wypełnia szeroko.
W letarg mnie większy wtrąca chwila jedna,
Niż świat dwudzieste i więcej stulecie,
Odkąd na wielkie Neptuna zdziwienie
5000
Po morzach Argów pławiły się cienie.
Duch mój tym światłem zachwycony żywem,
Coraz się większym zapalał podziwem;
A tej światłości skutek tak uroczy,
Że niepodobna od niej zwrócić oczy,
5005
I patrzeć w inną rzecz z uwagą nową,
Jeżeli dobro jako przedmiot woli
Z nią się bezwzględnie i całe zespoli;
Bo w nim jest tylko doskonałość, dzielność,
Za krańcem jego błąd i skazitelność.
5010
Odtąd już słabszym stanie się me słowo,
Aby rozwinąć moich wspomnień zwoje,
Od głosu dziecka w pierwszym jego roku,
Gdy jeszcze piersią wilży usta swoje.
Nie, żeby wieczne to światło w mym oku
5015
Łamało promień z potężniejszą siłą,
Które jest zawsze też same, jak było;
Cała przyczyna leży w moim wzroku,
Który, gdym patrzał, wzmacniał się tajemnie,
Gdy się zmieniłem, sam się skaził we mnie.
5020
Widziałem w kształcie troistych obręczy
W głębi najwyższej światłości trzy kręgi
Troistej barwy, jednego rozmiaru,
Odblask dwóch pierwszych był równej potęgi[641],
Jak gdy się tęcza odbija od tęczy,
5025
Trzeci wiał z obu jakby ogniem żaru[642].
Myśl chcąc wyrazić, czuję chrypkę w głosie,
Od moich widzeń skrzydło myśli śmiałe
Odległe więcej jak o niebo całe,
A słowa moje tak karle i małe!
5030
Światłości wieczna, co w sobie zamknięta,
Jedna pojmujesz siebie i pojęta
Kochasz się w sobie, uśmiechasz się do siebie!
Krąg, który, zda się, poczętym był w tobie,
Jak promień światła w źrenicy złamany,
5035
Gdy po nim oczy moje przebiegały,
Zdało się, patrząc, po środku miał w sobie
Nasz obraz własną barwą malowany[643],
Dlatego wzrok mój w nim utonął cały
Jak geometra, co niespaniem blady
5040
Ślęczy nad kołem do zawrotu głowy
I nie znajduje szukanej zasady[644],
Stałem się takim na ten widok nowy!
I chciałem widzieć, jak ten obraz społem
Przystał do koła i złączył się z kołem;
5045
Lecz tam nie mógłbym wzlecieć skrzydłem własnym,
Gdyby nie duch mój rażon światłem jasnym[645],
W którym już jego żądzy nic nie drażni.
Tu mdleje siła mojej wyobraźni;
Lecz chęć i wola[646] jako potoczone
5050
Koła zarazem w kolej swojej jazdy,
Przez miłość w inną zwróciły się stronę,
Miłość, co wprawia w ruch słońce i gwiazdy[647].

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.