Konrad Wallenrod · Adam Mickiewicz

Wstęp – Uczta

Dovete adunque sapere come sono due generazioni da combattere….. bisogna essere volpe e leone.[1]

Machiavelli

Bonawenturze i Joannie Zaleskim na pamiątkę lata tysiąc ośmset dwudziestego siódmego poświęca Autor.

Wstęp

1
Religia, Wojna, Krew, Niewola, UcieczkaSto lat mijało, jak zakon krzyżowy
We krwi pogaństwa północnego brodził;
Już Prusak[2] szyję uchylił w okowy
Lub ziemię oddał, a z duszą uchodził;
5
Niemiec za zbiegiem rozpuścił gonitwy,
Więził, mordował, aż do granic Litwy.
Religia, RzekaNiemen rozdziela Litwinów od wrogów:
Po jednej stronie błyszczą świątyń szczyty
I szumią lasy, pomieszkania bogów;
10
Po drugiej stronie, na pagórku wbity
Krzyż, godło Niemców, czoło kryje w niebie,
Groźne ku Litwie wyciąga ramiona,
Jak gdyby wszystkie ziemie Palemona[3]
Chciał z góry objąć i garnąć pod siebie.
15
Z tej strony tłumy litewskiej młodzieży,
W kołpakach rysich[4], w niedźwiedziej odzieży,
Z łukiem na plecach, z dłonią pełną grotów,
Snują się, śledząc niemieckich obrotów[5].
Po drugiej stronie, w szyszaku i zbroi,
20
Niemiec na koniu nieruchomy stoi;
Oczy utkwiwszy w nieprzyjaciół szaniec,
Nabija strzelbę i liczy różaniec.
Rzeka, Wróg, NaturaI ci, i owi pilnują przeprawy.
Tak Niemen, dawniej sławny z gościnności,
25
Łączący bratnich narodów dzierżawy,
Już teraz dla nich był progiem wieczności;
I nikt, bez straty życia lub swobody,
Nie mógł przestąpić zakazanej wody.
DrzewoTylko gałązka litewskiego chmielu,
30
Wdziękami pruskiej topoli nęcona,
Pnąc się po wierzbach i po wodnym zielu,
Śmiałe, jak dawniej, wyciąga ramiona
I rzekę kraśnym[6] przeskakując wiankiem,
Na obcym brzegu łączy się z kochankiem.
35
Tylko słowiki kowieńskiej dąbrowy[7],
Z bracią swoimi zapuszczańskiej góry,
Wiodą, jak dawniej, litewskie rozmowy,
Lub, swobodnymi wymknąwszy się pióry[8],
Latają w gości na spólne[9] ostrowy[10].
40
A ludzie? — ludzi rozdzieliły boje!
Dawna Prusaków i Litwy zażyłość
Poszła w niepamięć: tylko czasem miłość
I ludzi zbliża… Znałem ludzi dwoje.
O Niemnie! Wkrótce runą do twych brodów
45
Śmierć i pożogę niosące szeregi;
I twoje dotąd szanowane brzegi
Topor z zielonych ogołoci wianków,
Huk dział wystraszy słowiki z ogrodów;
Co przyrodzenia[11] związał łańcuch złoty,
50
Wszystko rozerwie nienawiść narodów;
Wszystko rozerwie… Lecz serca kochanków
Złączą się znowu w pieśniach wajdeloty[12].

I

Obiór[13]

Z Maryjenburskiej[14] wieży zadzwoniono,
Działa zagrzmiały, w bębny uderzono:
55
Dzień uroczysty w Krzyżowym Zakonie.
Zewsząd komtury[15] do stolicy śpieszą.
Kędy zebrani w kapituły gronie,
Wezwawszy Ducha Świętego uradzą,
Na czyich piersiach wielki krzyż zawieszą
60
I w czyje ręce wielki miecz[16] oddadzą.
Na radach spłynął dzień jeden i drugi,
Bo wielu mężów staje do zawodu;
A wszyscy równie wysokiego rodu,
I wszystkich równe w Zakonie zasługi;
65
Dotąd powszechna między bracią zgoda
Nad wszystkich wyżej stawi Wallenroda.
Rycerz, Sława, WalkaOn cudzoziemiec, w Prusach nieznajomy,
Sławą napełnił zagraniczne domy[17]:
Czy Maurów ścigał na kastylskich górach,
70
Czy Ottomana przez morskie odmęty,
W bitwach na czele, pierwszy był na murach,
Pierwszy zahaczał pohańców[18] okręty;
I na turniejach, skoro wstąpił w szranki,
Jeżeli raczył przyłbicę odsłonić,
75
Nikt się nie ważył na ostre z nim gonić[19],
Pierwsze mu zgodnie ustępując wianki.
Nie tylko między krzyżowymi roty[20]
Wsławił orężem młodociane lata,
Zdobią go wielkie chrześcijańskie cnoty:
80
Ubóstwo, skromność i pogarda świata.
Konrad nie słynął w przydwornym nacisku
Gładkością mowy, składnością ukłonów;
Ani swej broni dla podłego zysku
Nie przedał w służbę niezgodnych baronów.
85
Klasztornym murom wiek poświęcił młody;
Wzgardził oklaski i górne urzędy[21];
Nawet zacniejsze i słodsze nagrody,
Starość, Młodość, Kobieta, Mężczyzna, UrodaMinstrelów[22] hymny i piękności względy
Nie przemawiały do zimnego ducha.
90
Wallenrod pochwał obojętnie słucha,
Na kraśne lica pogląda[23] z daleka,
Od czarującej rozmowy ucieka.
Czy był nieczułym, dumnym z przyrodzenia,
Czy stał się z wiekiem — bo choć jeszcze młody,
95
Już włos miał siwy i zwiędłe jagody[24],
Napiętnowane starością cierpienia —
Trudno odgadnąć. ZabawaZdarzały się chwile,
W których zabawy młodzieży podzielał,
Nawet niewieścich gwarów słuchał mile,
100
Na żarty dworzan żartami odstrzelał
I sypał damom grzecznych słówek krocie,
Z zimnym uśmiechem, jak dzieciom łakocie:
Były to rzadkie chwile zapomnienia…
I wkrótce lada słówko obojętne,
105
Które dla drugich nie miało znaczenia,
W nim obudzało wzruszenia namiętne;
Słowa: ojczyzna, powinność, kochanka,
O krucyjatach i o Litwie wzmianka,
Nagle wesołość Wallenroda truły;
110
Słysząc je, znowu odwracał oblicze,
Znowu na wszystko stawał się nieczuły
I pogrążał się w dumy tajemnicze.
Może, wspomniawszy świętość powołania,
Sam sobie ziemskich słodyczy zabrania.
115
Jedne znał tylko przyjaźni słodycze,
Jednego tylko wybrał przyjaciela,
Świętego cnotą i pobożnym stanem:
Był to mnich siwy, zwano go Halbanem.
PrzyjaźńOn Wallenroda samotność podziela;
120
On był i duszy jego spowiednikiem,
On był i serca jego powiernikiem.
Szczęśliwa przyjaźń! Świętym jest na ziemi,
Kto umiał przyjaźń zabrać ze świętemi.
Tak naczelnicy zakonnej obrady
125
Rozpamiętują Konrada przymioty.
Alkohol, Wspomnienia, Śpiew, SłowoAle miał wadę — bo któż jest bez wady?
Konrad światowej nie lubił pustoty,
Konrad pijanej nie dzielił biesiady.
Wszakże, zamknięty w samotnym pokoju,
130
Gdy go dręczyły nudy lub zgryzoty,
Szukał pociechy w gorącym napoju[25];
I wtenczas zdał się wdziewać postać nową,
Wtenczas twarz jego, bladą i surową,
Jakiś rumieniec chorowity krasił:
135
I wielkie, niegdyś błękitne źrenice,
Które czas nieco skaził i przygasił,
Ciskały dawnych ogniów błyskawice.
Z piersi żałosne westchnienie ucieka
I łzą perłową nabrzmiewa powieka,
140
Dłoń lutni szuka, usta pieśni leją,
Pieśni nucone cudzoziemską mową,
Lecz je słuchaczów serca rozumieją:
Dosyć usłyszeć muzykę grobową,
Dosyć uważać na śpiewaka postać.
145
W licach pamięci widać natężenie,
Brwi podniesione, pochyłe wejrzenie
Chcące z głębiny ziemnej coś wydostać:
Jakiż być może pieśni jego wątek?
Zapewne myślą w obłędnych pogoniach,
150
Ściga swą młodość na przeszłości toniach…
Gdzież dusza jego? — W krainie pamiątek.
Muzyka, Śpiew, Radość, SmutekLecz nigdy ręka, w muzycznym zapędzie,
Z lutni weselszych tonów nie dobędzie;
I lica jego niewinnych uśmiechów
155
Zdają się lękać, jak śmiertelnych grzechów.
Wszystkie uderza struny po kolei,
Prócz jednej struny — prócz struny wesela.
Wszystkie uczucia słuchacz z nim podziela,
Oprócz jednego uczucia — nadziei.
160
Nieraz go bracia zeszli[26] niespodzianie
I nadzwyczajnej dziwili się zmianie:
Konrad, zbudzony, zżymał się[27] i gniewał,
Porzucał lutnię i pieśni nie śpiewał;
Wymawiał głośno bezbożne wyrazy,
165
Coś Halbanowi szeptał po kryjomu,
Krzyczał na wojska, wydawał rozkazy,
Straszliwie groził, nie wiadomo komu.
Trwożą się bracia… WzrokStary Halban siada
I wzrok zatapia w oblicze Konrada,
170
Wzrok przenikliwy, chłodny i surowy,
Pełen jakowejś tajemnej wymowy.
Czy coś wspomina, czyli coś doradza,
Czy trwogę w sercu Wallenroda budzi:
Zaraz mu chmurne czoło wypogadza,
175
Oczy przygasza i oblicze studzi.
Oko, Wzrok, ZwierzęTak na igrzysku, kiedy lwów dozorca,
Sprosiwszy pany, damy, i rycerze,
Rozłamie kratę żelaznego dworca,
Da hasło trąbą: wtem królewskie zwierzę
180
Grzmi z głębi piersi, strach na widzów pada;
Jeden dozorca kroku nie poruszy,
Spokojnie ręce na piersiach zakłada,
I lwa potężnie uderzy — oczyma;
Tym nieśmiertelnej talizmanem duszy
185
Moc bezrozumną na uwięzi trzyma[28].

II

Z Maryjenburskiej wieży zadzwoniono.
Z obradnej sali idą do kaplicy:
Najpierwszy komtur, wielcy urzędnicy,
Kapłani, bracia i rycerzy grono.
190
Nieszpornych modłów[29] kapituła[30] słucha
I śpiewa hymny do Świętego Ducha.

Hymn

Duch, Ptak, BógDuchu, Światło Boże!
Gołąbko Syjonu!
Dziś chrześcijański świat, ziemne podnoże
195
Twojego tronu,
Widomą[31] oświeć postacią
I roztocz skrzydła nad syjońską bracią.
Spod twych skrzydeł niech wystrzeli
Słonecznymi promień blaski,
200
I kto najświętszej godniejszy łaski,
Temu niech złotym wieńcem skronie rozweseli;
A padniem na twarz syny człowieka,
Temu, nad kim spoczywa twych skrzydeł opieka.
Synu Zbawicielu!
205
Skinieniem wszechmocnej ręki
Naznacz, kto z wielu
Najgodniejszy słynąć
Świętym znakiem twojej męki,
Piotra mieczem hetmanić żołnierstwu twej wiary
210
I przed oczyma pogaństwa rozwinąć
Królestwa twego sztandary;
A syn ziemi niech czoło i serce uniża
Przed tym, na czyich piersiach błyśnie gwiazda krzyża.

*

Po modłach wyszli. Arcykomtur[32] zlecił,
215
Spocząwszy nieco, powracać do choru
I znowu błagać, aby Bóg oświecił
Kapłanów, braci i mężów obioru.
Wyszli nocnymi orzeźwić się chłody:
Jedni zasiedli zamkowy krużganek,
220
Drudzy przechodzą gaje i ogrody.
Noc była cicha, majowej pogody;
Z dala niepewny wyglądał poranek;
Księżyc, Kochanek romantycznyKsiężyc, obiegłszy błonie szafirowe,
Z odmiennym licem, z różnym blaskiem w oku,
225
Drzemiąc to w ciemnym, to w srebrnym obłoku,
Zniżał swą cichą i samotną głowę;
Jak dumający w pustyni kochanek,
Obiegłszy myślą całe życia koło,
Wszystkie nadzieje, słodycze, cierpienia,
230
To łzy wylewa, to spojrzy wesoło,
Wreszcie ku piersiom zmordowane czoło
Skłania — i wpada w letarg zamyślenia.
Przechadzką inni bawią się rycerze.
Lecz arcykomtur chwil darmo nie traci:
235
Zaraz Halbana i celniejszych braci
Wzywa do siebie i na stronę bierze,
Aby z daleka od ciekawej rzeszy
Zasięgnąć rady, udzielić przestrogi.
Wychodzi z zamku, na równinę spieszy.
240
BłądzenieTak rozmawiając, nie pilnując drogi,
Błądzili kilka godzin w okolicy,
Blisko spokojnych jeziora wybrzeży.
Już ranek: pora wracać do stolicy;
Stają… głos jakiś… skąd… z narożnej wieży:
245
Słuchają pilnie — to głos pustelnicy.
Pobożność, Kobieta, Samotnik, ObyczajeW tej wieży dawno, przed laty dziesięciu,
Jakaś nieznana pobożna niewiasta,
Z dala przybywszy do Maryi miasta —
Czy ją natchnęło niebo w przedsięwzięciu,
250
Czy skażonego sumienia wyrzuty
Pragnąc ukoić balsamem pokuty —
Pustelniczego szukała ukrycia
I tu znalazła grobowiec za życia[33].
Długo nie chcieli zezwalać kapłani,
255
Wreszcie, stałością prośby przełamani,
Dali jej w wieży samotne schronienie.
Ledwie stanęła za święconym progiem,
Na próg zwalono cegły i kamienie:
Została sama z myślami i Bogiem;
260
I bramę, co ją od żyjących dzieli,
Chyba w dzień sądny odemkną anieli.
U góry małe okienko i krata,
Kędy pobożny lud słał pożywienie,
A niebo wietrzyk i dzienne promienie.
265
Biedna grzesznico! Czyż nienawiść świata
Do tyla[34] umysł skołatała młody,
Że się obawiasz słońca i pogody?
Zaledwie w swoim zamknęła się grobie,
Nikt jej nie widział przy okienku wieży
270
Przyjmować w usta wiatru oddech świeży,
Oglądać niebo w pogodnej ozdobie
I miłe kwiaty na ziemnym[35] obszarze,
I stokroć milsze swoich bliźnich twarze.
Wiedziano tylko, że jest dotąd w życiu:
275
Bo nieraz jeszcze świętego pielgrzyma,
Gdy nocą przy jej błąka się ukryciu,
Jakiś dźwięk miły na chwilę zatrzyma;
Dźwięk to zapewne pobożnej piosenki.
I z pruskich wiosek, gdy zebrane dzieci
280
Igrają w wieczór u bliskiej dąbrowy,
Natenczas z okna coś białego świeci,
Jak gdyby promyk wschodzącej jutrzenki:
Czy to jej włosa pukiel bursztynowy,
Czyli to połysk drobnej śnieżnej ręki,
285
Błogosławiącej niewiniątek głowy…
Komtur, tamtędy obróciwszy kroki,
Słyszy, gdy wieżę narożną pomijał[36]:
«Tyś Konrad!… Przebóg, spełnione wyroki!
Ty masz być mistrzem, abyś ich zabijał!…
290
Maska, PodstępCzyż nie poznają?… Ukrywasz daremnie…
Chociażbyś jak wąż inne przybrał ciało:
Jeszcze by w twojej duszy pozostało
Wiele dawnego — wszak zostało we mnie!
Chociażbyś wrócił po twoim pogrzebie,
295
Jeszcze Krzyżacy poznaliby ciebie…»
Słucha rycerstwo: to głos pustelnicy!
Spojrzą na kratę: zda się pochylona,
Zda się ku ziemi wyciągać ramiona —
Do kogóż?… Pusto w całej okolicy.
300
Z daleka tylko jakiś blask uderza,
Na kształt płomyka stalowej przyłbicy,
I cień na ziemi… czy to płaszcz rycerza?
Już znikło… Pewnie złudzenie źrenicy,
Pewnie jutrzenki błysnął wzrok rumiany,
305
Po ziemi ranne przemknęły tumany[37].
«Bracia! — rzekł Halban — dziękujmy niebiosom,
Pewnie wyroki niebios nas przywiodły:
Ufajmy wieszczym pustelnicy głosom.
Czy słyszeliście? Wieszczba o Konradzie:
310
Konrad dzielnego imię Wallenroda!
Stójmy, brat bratu niechaj rękę poda;
Słowo rycerskie: na jutrzejszej radzie,
On mistrzem naszym!…»[38]«Zgoda — krzykną — zgoda!»
I poszli krzycząc. Długo po dolinie
315
Odgłos tryumfu i radości bije:
«Konrad niech żyje, wielki mistrz niech żyje!
Niech żyje Zakon, niech pogaństwo zginie!»
Halban pozostał mocno zamyślony;
Na wołających okiem wzgardy rzucił,
320
Spojrzał ku wieży i cichymi tony
Taką piosenkę odchodząc zanucił.

Pieśń

Dno ma złociste i niebieskie lica:
Piękna Litwinka, co jej czerpa[40] wody,
325
Czystsze ma serce, śliczniejsze jagody.
Wilija w miłej kowieńskiej dolinie,
Śród tulipanów i narcyzów płynie:
U nóg Litwinki kwiat naszych młodzianów,
Od róż kraśniejszy i od tulipanów.
330
Wilija gardzi doliny kwiatami,
Bo szuka Niemna, swego oblubieńca:
Litwince nudno między Litwinami,
Bo ukochała cudzego młodzieńca.
Niemen w gwałtowne pochwyci ramiona,
335
Niesie na skały i dzikie przestworza,
Tuli kochankę do zimnego łona,
I giną razem w głębokościach morza…
I ciebie równie przychodzień oddali
Z ojczystych dolin, o Litwinko biedna!
340
I ty utoniesz w zapomnienia fali,
Ale smutniejsza, ale sama jedna…
Serce i potok ostrzegać daremnie!
Dziewica kocha i Wilija bieży:
Wilija znikła w ukochanym Niemnie,
345
Dziewica płacze w pustelniczej wieży…

III

Gdy Mistrz praw świętych ucałował księgi,
Skończył modlitwę i wziął od komtura
Miecz i krzyż wielki, znamiona potęgi:
Twarz, PrzywódcaWzniósł dumne czoło. Chociaż troski chmura
350
Ciężyła nad nim, wkoło okiem strzelił,
W którym się radość na pół z gniewem żarzy,
I, niewidziany gość na jego twarzy,
Uśmiech przeleciał, słaby i znikomy:
Jak blask, co chmurę poranną rozdzielił,
355
Zwiastując razem wschód słońca i gromy.
Ten zapał Mistrza, to groźne oblicze
Napełnia serca otuchą, nadzieją:
Widzą przed sobą bitwy i zdobycze,
I hojnie w myśli krew pogańską leją.
360
Takiemu władcy któż dostoi kroku?
Któż się nie zlęknie jego szabli, wzroku?
Drżyjcie, Litwini! Już się chwila zbliża,
Gdy z murów Wilna błyśnie znamię krzyża.
Nadzieje próżne. Cieką dni, tygodnie,
365
Upłynął cały długi rok w pokoju,
Litwa zagraża. Wallenrod niegodnie
Ani sam walczy, ani śle do boju;
Przywódca, ReligiaA gdy się zbudzi i coś działać zacznie,
Stary porządek wywraca opacznie[41].
370
Woła, że Zakon z świętych wyszedł karbów[42],
Że bracia gwałcą przysiężone śluby;
Módlmy się, woła, wyrzeczmy się skarbów,
Szukajmy w cnotach i pokoju chluby.
Narzuca posty, pokuty, ciężary,
375
Uciech, wygody niewinnej zaprzecza,
Lada grzech ściga najsroższymi kary
Podziemnych lochów, wygnania i miecza.
Tymczasem Litwin, co przed laty z dala
Omijał bramy zakonnej stolicy,
380
Teraz dokoła wsi co noc podpala
I lud bezbronny chwyta z okolicy;
Pod samym zamkiem dumnie się przechwala,
Że idzie na mszę do mistrza kaplicy…
Pierwszy raz dzieci z rodziców swych progu
385
Drżały na straszny dźwięk żmudzkiego rogu.
Polityka, KonfliktKiedyż być może czas lepszy do wojny!
Litwa szarpana wewnętrzną niezgodą;
stąd dzielny Rusin, stąd Lach niespokojny,
stąd krymskie chany lud potężny wiodą.
390
Witołd, zepchnięty od Jagiełły z tronu,
Przyjechał szukać opieki Zakonu,
W nagrodę skarby i ziemie przyrzeka
I wsparcia dotąd nadaremnie czeka.
Szemrają bracia, gromadzi się rada:
395
Mistrza nie widać. Halban stary bieży;
W zamku, w kaplicy nie znalazł Konrada.
Gdzież on? Zapewne u narożnej wieży.
Śledzili bracia nocne jego kroki;
Wszystkim wiadomo: każdego wieczora,
400
Gdy ziemię grubsze osłaniają mroki,
On idzie błądzić po brzegach jeziora;
Albo klęczący, przyparty do muru,
Okryty płaszczem, aż do białej zorzy
Świeci z daleka, jak posąg z marmuru,
405
I przez noc całą senność go nie zmorzy.
Często na cichy odgłos pustelnicy
Wstaje i ciche daje odpowiedzi;
Brzmienia ich z dala ucho nie dośledzi:
Lecz widać z blasku wstrząśnionej przyłbicy,
410
Rąk niespokojnych, podniesionej głowy,
Że jakieś ważne toczą się rozmowy.

Pieśń z wieży

ŁzyKtóż me westchnienia, kto me łzy policzy?
Czy już tak długie przepłakałam lata,
Czy tyle w piersiach i oczach goryczy,
415
Że od mych westchnień pordzewiała krata?
Gdzie łza upadnie, w zimny głaz przecieka:
Jak gdyby w serce dobrego człowieka.
Jest wieczny ogień w zamku Swentoroga[43],
Ten ogień żywią pobożne kapłany;
420
Jest wieczne źródło na górze Mendoga.
To źródło żywią śniegi i tumany:
Nikt moich westchnień i łez nie podsyca,
A dotąd boli serce i źrenica.
Pieszczoty ojca, matki uściśnienia,
425
Zamek bogaty, kraina wesoła,
Dni bez tęsknoty, nocy bez marzenia:
Spokojność na kształt cichego anioła,
We dnie i w nocy, na polu i w domie[44]
Strzegła mię z bliska, chociaż niewidomie[45].
430
Kobieta, Mężczyzna, Miłość, ReligiaTrzy piękne córki było nas u matki,
A mnie najpierwej żądano w zamęście;
Szczęśliwa młodość, szczęśliwe dostatki;
Któż mi powiedział, że jest inne szczęście?
Piękny młodzieńcze! Na coś mi powiedział
435
To, o czym w Litwie nikt pierwej nie wiedział?
O Bogu wielkim, o jasnych aniołach,
Kamiennych miastach, kędy wiara święta,
Gdzie lud w bogatych modli się kościołach,
I kędy dziewic słuchają książęta,
440
Waleczni w boju, jak nasi rycerze,
Czuli w miłości, jak nasi pasterze.
Gdzie człowiek, ziemne złożywszy pokrycie,
Z duszą ulata po rozkosznym niebie…
Ach, ja wierzyłam… bo niebieskie życie
445
Już przeczuwałam, gdym słuchała ciebie!
Ach, odtąd marzę w dobrych i złych losach,
Tylko o tobie, tylko o niebiosach!
Krzyż na twych piersiach oczy me weselił,
W nim oglądałam przyszłe szczęścia hasło…
450
Niestety! z krzyża gdy piorun wystrzelił,
Wszystko dokoła ucichło, zagasło!…
Nic nie żałuję, choć gorzkie łzy leję,
Boś wszystko odjął, zostawił nadzieję.

*

Nadzieję, cichym powtórzyły echem
455
Brzegi jeziora, doliny i knieje.
Zbudził się Konrad i z dzikim uśmiechem:
«Gdzież jestem — wołał — tu słychać — nadzieje?!…
Na co te pieśni?… Pomnę[46] twoje szczęście:
Trzy piękne córki było was u matki,
460
Ciebie najpierwej żądano w zamęście…
Kwiaty, WążBiada, o biada wam, nadobne kwiatki!
Straszliwa żmija wkradła się do sadu,
A kędy piersią prześliźnie się błędną,
Usechną trawy i róże uwiędną,
465
I będą żółte jako piersi gadu!
Uciekaj myślą i dni przypominaj,
Które byś dotąd pędziła wesoło,
Gdyby… Ty milczysz?… ŁzyŚpiewaj i przeklinaj;
Niechaj łza straszna, co głazy przecieka,
470
Nie ginie darmo; zdejmę szyszak z głowy,
Tu niechaj spadnie, niech mi pali czoło;
Tu niechaj spadnie, jam cierpieć gotowy:
Chcę znać zawczasu, co mię w piekle czeka».

Głos z wieży

«Daruj, mój miły, daruj mi, jam winna.
475
Przyszedłeś późno, tęskno było czekać,
I mimowolnie jakaś pieśń dziecinna…
Precz mi z tą pieśnią!… Miałaż bym[47] narzekać?
Kondycja ludzka, SzczęścieZ tobą, mój luby, z tobąśmy przeżyli[48]
Znikomą chwilę: lecz tej jednej chwili
480
Nie będę mieniać[49] z całą ziemian zgrają
Na ciche życie przepędzone w nudzie!
Ty sam mówiłeś, że zwyczajni ludzie
Są jako konchy[50], co się w bagnie tają:
Ledwie raz na rok, falą niepogody
485
Wypchnięte, z mętnej pokażą się wody,
Otworzą usta, raz westchną ku niebu
I znowu wrócą do swego pogrzebu[51].
Nie, jam na takie szczęście nie stworzona!
Kobieta, Mężczyzna, Ptak, Miłość, LotJeszcze w ojczyźnie ciche pędząc życie,
490
Nieraz w pośrodku towarzyszek grona
Za czymś tęskniłam i wzdychałam skrycie,
I czułam serca niespokojne bicie.
Nieraz z poziomej uciekałam łąki,
I na najwyższym stanąwszy pagórku,
495
Myśliłam sobie: gdyby te skowronki
Ze skrzydeł swoich dały mi po piórku,
Poszłabym z nimi i tylko z tej góry
Chciałabym jeden mały kwiat uszczyknąć,
Kwiat niezabudki[52], a potem za chmury
500
Lecieć wysoko! wysoko! i — zniknąć…
Tyś mię wysłuchał! Ty, skrzydły orlemi,
Monarcho ptaków, wzniosłeś mię do siebie!..
Teraz, skowronki, o nic was nie proszę:
Bo gdzież ma lecieć, po jakie rozkosze,
505
Kto poznał Boga wielkiego na niebie
I kochał męża wielkiego na ziemi?»

Konrad

«CierpienieWielkość! i znowu wielkość, mój aniele!
Wielkość, dla której jęczymy w niedoli!
Kilka dni jeszcze, niech serce przeboli,
510
Kilka dni tylko — już ich tak niewiele…
Stało się! Próżno po czasie żałować;
Łzy, ZemstaPłaczmy — lecz niechaj drżą nieprzyjaciele:
Bo Konrad płakał — ażeby mordować.
Po coś tu przyszła, po co, moja droga!
515
Z klasztornych murów, z świątyni pokoju?
Jam się poświęcił na usługi Boga:
Nie lepiejż było[53] w świętych jego murach
Z dala ode mnie płakać i umierać,
Niż tu, w krainie kłamstwa i rozboju,
520
W grobowej wieży, w powolnych torturach
Konać i oczy samotne otwierać,
I przez niezłomne tej kraty okucia
Pomocy żebrać… a ja słuchać muszę,
Patrzeć na długą skonania katuszę,
525
Stojąc z daleka, i kląć moję[54] duszę,
Że w niej są jeszcze ostatki uczucia!…»

Głos z wieży

«Jeśli narzekasz, nie przychodź tu więcej!
Chociażbyś przyszedł, błagał najgoręcej,
Już nie usłyszysz! Już okno zamykam:
530
Spuszczę się znowu w moją wieżę ciemną,
Niechaj w milczeniu gorzkie łzy połykam.
Bądź zdrów na wieki, bądź zdrów, mój jedyny!
I niech zaginie pamięć tej godziny,
W której nie miałeś litości nade mną!»

Konrad

535
«SamobójstwoWięc ty miej litość! Ty jesteś aniołem!
Stój! A jeżeli prośba cię nie wstrzyma,
O ten róg wieży uderzę się czołem,
Będę cię błagał skonaniem Kaima…»

Głos z wieży

«Obraz świata, Kondycja ludzkaO, miejmy litość, nad sobą samemi!…
540
Pomnij, mój luby, że jak ten świat wielki,
Dwoje nas tylko na ogromnej ziemi,
Na morzach piasku dwie rosy kropelki;
Że lada wietrzyk, z ziemnego padołu
Znikniem na zawsze: ach, gińmyż pospołu[55]!…
545
Nie na to przyszłam, ażeby cię dręczyć:
Miłość romantyczna, ReligiaNie chciałam przyjąć święcenia kapłanek,
Bo niebu serca nie śmiałam zaręczyć,
Póki w nim ziemski panował kochanek.
Pragnęłam zostać w klasztorze i skromnie
550
Oddać dni moje zakonnic usłudze:
Lecz tam, bez ciebie, wszystko wokoło mnie
Było tak nowe, tak dzikie, tak cudze…
Wspomniałam sobie, że po latach wielu,
Miałeś powrócić do Maryi-grodu,
555
Szukając zemsty na nieprzyjacielu
I broniąc sprawy biednego narodu…
CzasKto czeka, lata myślami ukraca;
Mówiłam sobie: on już może wraca,
Może już wrócił… czyż nie wolno żądać,
560
Gdy mam żyjąca zakopać się w grobie,
Abym cię mogła raz jeszcze oglądać,
Abym przynajmniej umarła przy tobie?…
Pójdę więc, rzekłam, w pustelniczym domku,
Około drogi, na skały ułomku
565
Zamknę się sama: może rycerz jaki,
Koło mej chatki przechodzący blisko,
Wymówi czasem kochanka nazwisko;
Może pomiędzy obcymi szyszaki[56]
Ujrzę znak jego; niech odmieni zbroje,
570
Niechaj na tarczy obce godła kładnie,
SerceNiech twarz odmieni… jeszcze serce moje,
Z daleka nawet, kochanka odgadnie;
Obowiązek, Przekleństwo, BłogosławieństwoI gdy go ciężka powinność przymusza
Wszystko dokoła wyniszczać i krwawić,
575
Wszyscy go przeklną — będzie jedna dusza,
Co mu z daleka śmie pobłogosławić!…
Łzy, SzczęścieTu mój obrałam domek i grobowiec,
W cichej ustroni, kędy świętokradzki
Mych jęków nie śmie podsłuchać wędrowiec.
580
Ty, wiem, że lubisz samotne przechadzki;
Myśliłam[57] sobie: on może z wieczora
Wybieży[58] z dala od swych towarzyszy,
Pomówić z wiatrem i z falą jeziora,
Pomyśli o mnie i głos mój usłyszy…
585
Niebo spełniło niewinne życzenia!
Przyszedłeś, moje zrozumiałeś pienia[59]!…
Dawniej prosiłam, by mię twym obrazem
Sny pocieszały, choć obraz był niemy:
Dziś, ile szczęścia! Dziś, możemy razem —
590
Razem zapłakać…»

Konrad

«I cóż wypłaczemy?…
Obowiązek, Zemsta, Miłość, Konflikt wewnętrznyPłakałem, pomnisz[60], kiedy się wydarłem
Na wieki wieków z twojego objęcia;
Gdy dobrowolnie dla szczęścia umarłem,
595
Ażeby krwawe spełnić przedsięwzięcia.
Już uwieńczone zbyt długie męczeństwo!
Teraz stanąłem u życzeń mych celu,
Mogę się zemścić na nieprzyjacielu:
A ty mi przyszłaś wydzierać zwycięstwo!…
600
Odtąd jak znowu z okna twej wieżycy
Spojrzałaś na mnie: w całym kręgu świata
Znowu nic nie ma dla mojej źrenicy,
Tylko jezioro i wieża, i krata…
Wkoło mnie wszystko wre wojny rozruchem:
605
Śród trąb odgłosu, śród oręża szczęku,
Ja niecierpliwym, wytężonym uchem
Szukam ust twoich anielskiego dźwięku,
I dzień mój cały jest oczekiwaniem,
A gdy wieczornej doczekam się pory,
610
Chcę ją przedłużyć rozpamiętywaniem:
Ja życie moje liczę na wieczory!
Tymczasem Zakon spoczynkowi łaje[61],
O wojnę prosi, własnej żąda zguby,
I mściwy Halban wytchnąć mi nie daje:
615
Albo dawniejsze przypomina śluby,
Wyrżnięte sioła[62] i zniszczone kraje;
Albo, gdy nie chcę skargi jego słuchać,
Jednym westchnieniem, skinieniem, oczyma,
Umie przygasłą chęć zemsty rozdmuchać…
620
Wyrok mój zda się przybliżać do końca,
Nic już Krzyżaków od wojny nie wstrzyma.
Wczoraśmy z Rzymu odebrali gońca,
Z różnych stron świata niezliczone chmury
Pobożny zapał w pole nagromadził,
625
Wszyscy wołają, abym ich prowadził
Z mieczem i krzyżem na wileńskie mury…
A przecież — wyznam ze wstydem ! — w tej chwili,
Kiedy się ważą narodów wyroki,
Myślę o tobie, wynajduję zwłoki,
630
Żebyśmy jeszcze dzień jeden przeżyli…
Jam miłość, szczęście, jam niebo za młodu
Umiał poświęcić dla sprawy narodu,
Z żalem, lecz z męstwem! — a dzisiaj, ja stary,
635
Dzisiaj powinność, rozpacz, wola boża
Pędzą mię w pole: a ja siwej głowy
Nie śmiem oderwać od tych ścian podnoża,
Ażeby twojej nie stracić — rozmowy!…»
Umilknął. Z wieży słychać tylko jęki.
640
W milczeniu długie przeciekły godziny;
Noc rozrzedniała[63] i promyk jutrzenki
Już zarumienił lica cichej wody;
Pomiędzy liściem drzemiącej krzewiny
Ze szmerem ranne przewiewały chłody,
645
Ptaszęta cichym ozwały się pieniem,
Umilkły znowu — i długim milczeniem
Znać dają, że się zbudziły za wcześnie.
Konrad powstaje, wzniósł ku wieży czoło,
Długo na kratę poglądał boleśnie.
650
Słowik zanucił. Konrad naokoło
DuchSpojrzał: już ranek; opuścił przyłbicę,
W szerokie zwoje płaszcza twarz obwinął,
Skinieniem ręki żegna pustelnicę
I w krzakach zginął.
655
Tak duch piekielny od wrót pustelnika
Na odgłos dzwonu porannego znika.

IV

Uczta

Był dzień patrona, uroczyste święto.
Komtury z braćmi do stolicy jadą;
Białe chorągwie na wieżach zatknięto:
660
Konrad rycerzy ma uczcić biesiadą.
Sto białych płaszczów powiewa za stołem,
Na każdym płaszczu czerni się krzyż długi:
To byli bracia; a za nimi kołem
Młodzi giermkowie stoją dla posługi.
665
Konrad na czele. Po lewicy tronu
Wziął miejsce Witołd[64] ze swymi hetmany,
Dawniej był wrogiem, dziś gościem Zakonu,
Przeciwko Litwie sojuszem związany.
Już Mistrz powstawszy daje uczty hasło:
670
«Cieszmy się w Panu!» Wnet puchary błysły[65],
«Cieszmy się w Panu!» tysiąc głosów wrzasło,
Srebra zabrzmiały, strugi wina trysły.
Wallenrod usiadł i na łokciu wsparty
Słuchał z pogardą nieprzystojnych gwarów;
675
Umilkła wrzawa, ledwie ciche żarty
Gdzieniegdzie przerwą lekki dźwięk pucharów.
«Cieszmy się — rzecze. — Cóż to, bracia moi,
Także[66] rycerzom cieszyć się przystoi?
Zrazu wrzask pjany[67], a teraz szmer cichy…
680
Mamyż[68] ucztować jak zbójce lub mnichy?
Inne zwyczaje były za mych czasów,
Kiedy na pełnym trupów bojowisku,
Śród gór kastylskich lub finlandzkich lasów,
Przy obozowym piliśmy ognisku.
685
Tam były pieśni!… Między waszym gminem
Czyż nie ma barda albo menestrela[69]?
Serce, Wino, Śpiew, RadośćSerce człowieka wino rozwesela,
Ale piosenka jest dla myśli winem».
Zarazem różni śpiewacy powstali.
690
Tam Włoch otyły słowiczymi tony
Konrada męstwo i pobożność chwali;
Ówdzie trubadur[70] od brzegów Garony[71]
Opiewa dzieje miłosnych pasterzy,
Zaklętych dziewic i błędnych rycerzy.
695
Wallenrod drzemał; piosenki ustały;
Nagle zbudzony przerwanym łoskotem,
Cisnął Włochowi trzos[72] ładowny złotem:
«Mnie — rzekł — jednemu śpiewałeś pochwały,
Jeden nie może dać innej nagrody:
700
Weź i pójdź z oczu!… Ów trubadur młody,
Który piękności i miłości służy,
Niechaj daruje, że w rycerskim gronie
Dziewicy nie masz, co by mu na łonie
Wdzięczna przypięła marny kwiatek róży…
705
Tu róże zwiędły… Innego chcę barda,
Zakonnik-rycerz innej chcę piosenki:
Niechaj mi będzie tak dzika i twarda,
Jak hałas rogów i oręża szczęki
I tak ponura jak klasztorne ściany,
710
I tak ognista jak samotnik pjany.
Dla nas, co święcim i mordujem ludzi,
Mordercza piosnka niech świętość ogłasza,
Niechaj rozczula i gniewa, i nudzi;
I znowu niechaj znudzonych przestrasza.
715
Takie jest życie — taka piosnka nasza!…
Kto ją zaśpiewa?… kto?»
«Ja» — odpowiedział
Sędziwy starzec, który u podwojów[73]
Między giermkami i paziami siedział.
720
Prusak czy Litwin, jak widać ze strojów.
Brodę miał gęstą, wiekiem ubieloną,
Głowę obwiewa ostatek siwizny,
Czoło i oczy zakryte zasłoną,
W twarzy wyryte lat i cierpień blizny.
725
W prawicy starą lutnię pruską nosił,
A lewą rękę wyciągnął do stoła
I tym skinieniem posłuchania prosił.
Ucichli wszyscy.
«Ja śpiewam — zawoła. —
730
Ojczyzna, Patriota, SługaDawniej Prusakom i Litwie śpiewałem:
Dziś jedni legli w ojczyzny obronie,
Drudzy, żyć nie chcąc po ojczyzny zgonie,
Dobić się wolą nad jej martwym ciałem;
Jak sługi, wierne w dobrym i złym losie,
735
Giną na swego dobroczyńcy stosie.
Inni sromotnie[74] po lasach się kryją,
Inni — jak Witołd, między wami żyją…
Ojczyzna, Zaświaty, SłowoAle po śmierci… Niemcy, wy to wiecie,
Sami spytajcie niecnych zdrajców kraju,
740
Co oni poczną, gdy na tamtym świecie
Wskazani wiecznym ogniom na pożarcie,
Zechcą swych przodków wywoływać z raju?
Jakim językiem poproszą o wsparcie?
Czy w ich niemieckiej, barbarzyńskiej mowie
745
Głos dzieci swoich uznają przodkowie?…
Porwanie, Kapłan, Poeta, NiewolaO dzieci, jaka na Litwę sromota[75]!
Żaden mi, żaden nie przyniósł obrony,
Gdy od ołtarza, stary wajdelota[76],
Byłem w niemieckich kajdanach wleczony…
750
Samotny, w obcej ziemi zestarzałem;
Śpiewak, niestety! śpiewać nie mam komu;
Na Litwę patrząc, oczy wypłakałem…
Dzisiaj — jeżeli chcę westchnąć do domu,
Nie wiem, gdzie leży mój dom ulubiony,
755
Czy tam, czy ówdzie, czyli z tamtej strony…
Tu tylko w sercu, tu się ochroniło,
Co w mej ojczyźnie najlepszego było…
I te ubogie, dawnych skarbów szczątki
Weźcie mi, Niemcy, weźcie mi pamiątki!
760
Jak zwyciężony rycerz na igrzysku[77]
Zachowa życie, ale cześć utraca;
I dni wzgardzone wlekąc w pośmiewisku,
Znowu do swego zwycięzcy powraca,
I raz ostatni wytężając ramię,
765
Broń swą pod jego stopami rozłamie:
Tak mię ostatnia natchnęła ochota.
Jeszcze do lutni ośmieliłem rękę:
Poeta, PoezjaNiech wam ostatni w Litwie wajdelota
Nuci ostatnią litewską piosenkę».
770
Skończył i czekał Mistrza odpowiedzi.
Czekają wszyscy w milczeniu głębokiem:
Konrad badawczym i szyderczym okiem
Witołda liców i poruszeń śledzi[78].
Zdrada, Gniew, Wyrzuty sumienia, ŁzyPostrzegli wszyscy, kiedy wajdelota
775
Mówił o zdrajcach, jak się Witołd mienił[79],
Zsiniał, pobladnął, znowu się czerwienił:
Dręczy go równie i gniew, i sromota[80];
Na koniec, szablę ściskając u boku,
Idzie, zdziwioną gromadę roztrąca,
780
Spojrzał na starca, zahamował kroku
I chmura gniewu nad czołem wisząca
Opadła nagle w bystrym łez potoku.
Powrócił, usiadł, płaszczem twarz zasłania
I w tajemnicze utonął dumania.
785
A Niemcy z cicha: «Czyliż do biesiady
Przypuszczać mamy żebrające dziady?
Kto słucha pieśni i kto je rozumie…»
Takie odgłosy w biesiadniczym tłumie
Coraz żywszymi przerywano śmiechy;
790
Paziowie krzyczą, świstając w orzechy:
«Oto jest nuta litewskiego śpiewu!»
Wtem Konrad powstał: «Waleczni rycerze,
Dziś Zakon, wedle starego zwyczaju,
Od miast i książąt podarunki bierze:
795
Jak winne[81] hołdy z podległego kraju,
Żebrak wam piosnkę przynosi w ofierze;
Złożenia hołdu nie brońmy starcowi,
Weźmijmy[82] piosnkę — będzie to grosz wdowi.
Pośród nas widzim książęcia Litwinów,
800
Gośćmi Zakonu są jego wodzowie:
Miło im będzie pamięć dawnych czynów
Słyszeć, w ojczystej odświeżoną mowie.
Kto nie rozumie, niechaj się oddali.
Słowo, Poezja, Obcy, NaturaJa… czasem lubię te posępne jęki
805
Niezrozumiałej litewskiej piosenki:
Jak lubię łoskot rozhukanej fali
Albo szmer cichy wiosennego deszczu,
Przy nich spać miło… Śpiewaj, stary wieszczu».

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.