Nie-Boska komedia · Zygmunt Krasiński

CZĘŚĆ PIERWSZA

„Do błędów, nagromadzonych przez przodków, dodali to, czego nie znali ich przodkowie — wahanie się i bojaźń; — i stało się zatem, — że zniknęli z powierzchni ziemi i wielkie milczenie jest po nich[1]”.

Bezimienny

„To be, or not to be, that is the question[2]”.

Hamlet

Poświęcone Marii[3]

CZĘŚĆ PIERWSZA[4]

1

Poeta, PoezjaGwiazdy wokoło twojej głowy — pod twoimi nogi fale morza — na falach morza tęcza przed tobą pędzi i rozdziela mgły — co ujrzysz, jest twoim — brzegi, miasta i ludzie tobie się przynależą — niebo jest twoim — chwale twojej niby nic nie zrówna. —

*

2

Ty grasz cudzym uszom niepojęte rozkosze. — Splatasz serca i rozwiązujesz gdyby[5] wianek, igraszkę palców twoich — łzy wyciskasz — suszysz je uśmiechem i na nowo uśmiech strącasz z ust na chwilę — na chwil kilka — czasem na wieki. — Ale sam co czujesz? — ale sam co tworzysz? — co myślisz? — Przez ciebie płynie strumień piękności, ale ty nie jesteś pięknością. — WiedzaBiada ci — biada! — Dziecię, co płacze na łonie mamki — kwiat polny, co nie wie o woniach swoich, więcej ma zasługi przed Panem od ciebie. —

*

3

Skądżeś powstał, marny cieniu, który znać o świetle dajesz, a światła nie znasz, nie widziałeś, nie obaczysz? Kto cię stworzył w gniewie lub w ironii? — Kto ci dał życie nikczemne, tak zwodnicze, że potrafisz udać Anioła chwilą, nim zagrząźniesz w błoto, nim jak płaz pójdziesz czołgać i zadusić się mułem? — Tobie i niewieście jeden jest początek[6]

*

4

Bóg, CierpienieAle i ty cierpisz, choć twoja boleść nic nie utworzy, na nic się nie zda. — Ostatniego nędzarza jęk policzon[7] między tony harf niebieskich. — Twoje rozpacze i westchnienia opadają na dół i Szatan je zbiera, dodaje w radości do swoich kłamstw i złudzeń — a Pan je kiedyś zaprzeczy, jako one zaprzeczyły Pana. —

*

5

Nie przeto wyrzekam na ciebie, Poezjo, matko Piękności i Zbawienia. — Ten tylko nieszczęśliwy[8], kto na światach poczętych, na światach, mających zginąć, musi wspominać lub przeczuwać ciebie — bo jedno tych gubisz, którzy się poświęcili tobie, którzy się stali żywymi głosami twej chwały. —

*

6

Błogosławiony ten, w którym zamieszkałaś, jak Bóg zamieszkał w świecie, niewidziany, niesłyszany, w każdej części jego okazały, wielki, Pan, przed którym się uniżają stworzenia i mówią: „On jest tutaj”. — Taki cię będzie nosił gdyby gwiazdę na czole swoim[9], a nie oddzieli się od twej miłości przepaścią słowa. — On będzie kochał ludzi i wystąpi mężem pośród braci swoich. — A kto cię nie dochowa, kto zdradzi za wcześnie i wyda na marną rozkosz ludziom, temu sypniesz kilka kwiatów na głowę i odwrócisz się, a on zwiędłymi się bawi i grobowy wieniec splata sobie przez całe życie. — Temu i niewieście jeden jest początek.

Anioł, MałżeństwoANIOŁ STRÓŻ[10]

7

Pokój ludziom dobrej woli — błogosławiony pośród stworzeń, kto ma serce[11] — on jeszcze zbawion być może. — Żono dobra i skromna, zjaw się dla niego — i dziecię niechaj się urodzi w domu waszym. —

przelatuje

Szatan, KuszenieCHÓR ZŁYCH DUCHÓW

8

W drogę, w drogę, widma, lećcie ku niemu! — Ty naprzód, ty na czele, cieniu nałożnicy, umarłej wczoraj, odświeżony w mgle i ubrany w kwiaty, dziewico, kochanko poety, naprzód. —

9

10

SławaW drogę i ty, sławo, stary orle wypchany w piekle, zdjęty z palu, kędy cię strzelec zawiesił w jesieni — leć i roztocz skrzydła, wielkie, białe od słońca, nad głową poety.Natura, PozoryZ naszych sklepów wynidź, spróchniały obrazie Edenu[12], dzieło Belzebuba[13] — dziury zalepiem i rozwiedziemy pokostem — a potem, płótno czarodziejskie, zwiń się w chmurę i leć do poety — wnet się rozwiąż naokoło niego, opasz go skałami i wodami, na przemian nocą i dniem. — Matko naturo, otocz poetę!

Wieś — kościół — nad kościołem Anioł Stróż się kołysze.

Anioł[ANIOŁ STRÓŻ]

11

Jeśli dotrzymasz przysięgi na wieki, będziesz bratem moim w obliczu Ojca niebieskiego.

znika
Wnątrz[14] kościoła — świadki — gromnica na ołtarzu. —

MałżeństwoKSIĄDZ

ślub daje
12

Pamiętajcie na to. —

Wstaje para — Mąż ściska ręką żony i oddaje ją krewnemu — wszyscy wychodzą — on sam zostaje w kościele.

[MĄŻ]

13

Ślub, PrzekleństwoZstąpiłem do ziemskich ślubów[15], bom znalazł tę, o której marzyłem — przeklęstwo[16] mojej głowie, jeśli ją kiedy kochać przestanę. —

*

Wesele, Panna młodaKomnata pełna osób — bal — muzyka — świece — kwiaty. — Panna Młoda walcuje i po kilku okręgach staje, przypadkiem napotyka męża w tłumie i głowę, opiera na jego ramieniu.

PAN MŁODY

14

Jakżeś mi piękna[17] w osłabieniu swoim — w nieładzie kwiaty i perły na włosach twoich — płoniesz ze wstydu i znużenia — o, wiecznie, wiecznie będziesz pieśnią moją. —

PANNA MŁODA

15

Kobieta, ŻonaBędę wierną żoną tobie, jako matka mówiła, jako serce mówi. — Ale tyle ludzi jest tutaj — tak gorąco i huczno. —

PAN MŁODY

16

Idź z raz jeszcze w taniec, a ja tu stać będę i patrzeć na cię, jakem nieraz w myśli patrzał na sunących aniołów. —

PANNA MŁODA

17

Pójdę, jeśli chcesz, ale już sił prawie nie mam. —

PAN MŁODY

18

Proszę cię, moje kochanie. —

Taniec i muzyka.

*

Szatan, Kobieta demoniczna, PrzebranieNoc pochmurna — Duch zły pod postacią dziewicy, lecąc —

[DUCH ZŁY]

19

Niedawnom jeszcze biegała po ziemi w taką samą porę — teraz gnają mnie czarty i każą świętą udawać. —

leci nad ogrodem
20

Kwiaty, odrywajcie się i lećcie do moich włosów. —

leci nad cmentarzem
21

Świeżość i wdzięki umarłych dziewic, rozlane w powietrzu, płynące nad mogiłami, lećcie do jagód moich. —

22

23

Tu czarnowłosa się rozsypuje — cienie jej puklów, zawiśnijcie mi nad czołem. — Pod tym kamieniem zgasłych dwoje ócz błękitnych — do mnie, do mnie ogień, co tlał w nich! — Za tymi kraty sto gromnic się pali — księżnę dziś pochowano — suknio atłasowa, biała jak mleko,oderwij się od niej! — Przez kraty leci suknia do mnie, trzepocząc się jak ptak — a dalej, a dalej. —

*

Kochanek romantyczny, Kobieta demoniczna, Małżeństwo, Mąż, Miłość romantyczna, Nuda, Szatan, ŻonaPokój sypialny — lampa nocna stoi na stole i blisko oświeca Męża śpiącego obok Żony. —

MĄŻ

przez sen
24

Skądże przybywasz, nie widziana, nie słyszana od dawna — jak woda płynie, tak płyną twoje stopy, dwie fale białe — pokój świątobliwy na skroniach twoich — wszystko, com marzył i kochał, zeszło się w tobie.

przebudza się
25

Gdzież jestem! — ha, przy żonie — to moja żona. —

wpatruje się w Żonę.
26

Sądziłem, że to ty jesteś marzeniem moim, a otóż po długiej przerwie wróciło ono i różnym jest od ciebie. — Ty dobra i miła, ale tamta… Boże — co widzę — na jawie —

Upadek, ZdradaDZIEWICA

27

Zdradziłeś mnie.

znika

MĄŻ

28

Przeklęta niech będzie chwila, w której pojąłem kobietę, w której opuściłem kochankę lat młodych, myśl myśli moich, duszę duszy mojej…

ŻONA

przebudza się
29

Co się stało — czy już dzień — czy powóz zaszedł? — Wszak mamy jechać dzisiaj po różne sprawunki. —

MĄŻ

30

Noc głucha — śpij — śpij głęboko. —

ŻONA

31

OpiekaMożeś zasłabł nagle, mój drogi? Wstanę i dam ci eteru[18]

MĄŻ

32

Zaśnij. —

ŻONA

33

Powiedz mi, drogi, co masz[19], bo głos twój niezwyczajny i gorączką nabiegły ci jagody[20]. —

MĄŻ

zrywając się
34

Świeżego powietrza mi trzeba. — Zostań się — przez Boga, nie chodź za mną — nie wstawaj, powiadam ci raz jeszcze. —

wychodzi

*

Ogród przy świetle księżyca — za parkanem kościół[21]. —

MĄŻ

35

Życie snemOd dnia ślubu mojego spałem snem odrętwiałym, snem żarłoków, snem fabrykanta Niemca[22] przy żonie Niemce — świat cały jakoś zasnął wokoło mnie na podobieństwo moje — jeździłem po krewnych, po doktorach, po sklepach, a że dziecię ma się mi narodzić, myślałem o mamce. —

Bije druga na wieży kościoła.
36

Do mnie, państwa moje dawne, zaludnione, żyjące, garnące się pod myśl moją — słuchające natchnień moich — niegdyś odgłos nocnego dzwonu był hasłem waszym. —

chodzi i załamuje ręce
37

CiałoBoże, czyś Ty sam uświęcił związek dwóch ciał? czyś Ty sam wyrzekł, że nic ich rozerwać nie zdoła, choć dusze się odepchną od siebie, pójdą każda w swoją stronę i ciała, gdyby dwa trupy, zostawią przy sobie? —

38

39

Znowu jesteś przy mnie — o moja — o moja, zabierz mnie z sobą. — Jeśliś złudzeniem, jeślim cię wymyślił, a tyś się utworzyła ze mnie i teraz objawiasz się mnie, niechże i ja będę marą, stanę się mgłą i dymem, by zjednoczyć się z tobą. —

DZIEWICA

40

Pójdzieszli za mną, w którykolwiek dzień przylecę po ciebie? —

MĄŻ

41

O każdej chwili twoim jestem. —

DZIEWICA

42

Pamiętaj. —

MĄŻ

43

Zostań się — nie rozpraszaj się jako sen. — Jeśliś pięknością nad pięknościami, pomysłem nad wszystkimi myśli, czegóż nie trwasz dłużej od jednego życzenia, od jednej myśli? —

Okno otwiera się w przyległym domu.

GŁOS KOBIECY

44

OpiekaMój drogi, chłód nocy spadnie ci na piersi; wracaj, mój najlepszy, bo mi tęskno samej w tym czarnym, dużym pokoju. —

MĄŻ

45

Dobrze — zaraz. —

46

DomZnikł duch, ale obiecał, że powróci, a wtedy żegnaj mi, ogródku i domku, i ty, stworzona dla ogródka i domku, ale nie dla mnie.

GŁOS

47

Zmiłuj się — coraz chłodniej nad rankiem. —

MĄŻ

48

A dziecię moje — o Boże!

wychodzi

*

Salon — dwie świece na fortepianie — kolebka z uśpionym dzieckiem w kącie — Mąż rozciągnięty na krześle, z twarzą ukrytą w dłoniach — Żona przy fortepianie.

ŻONA

49

Byłam u Ojca Beniamina, obiecał mi się na pojutrze. —

MĄŻ

50

Dziękuję ci.

ŻONA

51

Posłałam do cukiernika, żeby kilka tort[23] przysposobił, boś podobno dużo gości sprosił[24] na chrzciny — wiesz — takie czokoladowe[25], z cyfrą Jerzego Stanisława[26]. —

MĄŻ

52

Dziękuję ci.

ŻONA

53

DzieckoBogu dzięki, że już raz się odbędzie ten obrządek — że Orcio nasz zupełnie chrześcijaninem się stanie — bo choć już chrzczony z wody[27], zdawało mi się zawsze, że mu nie dostaje czegoś[28]. —

idzie do kolebki
54

Śpij, moje dziecię — czy już się tobie coś śni, że zrzuciłeś kołderkę — ot, tak — teraz leż tak. — Orcio mi dzisiaj niespokojny — mój maleńki — mój śliczny, śpij. —

MĄŻ

na stronie
55

Parno — duszno — burza się gotuje — rychłoż tam ozwie się piorun, a tu pęknie serce moje? —

ŻONA

wraca, siada do fortepianu, gra i przerywa, znowu grać zaczyna i przestaje znowu
56

Dzisiaj, wczoraj ach! mój ty Boże, i przez cały tydzień, i już od trzech tygodni, od miesiąca słowa nie rzekłeś do mnie — i wszyscy, których widzę, mówią mi, że źle wyglądam. —

MĄŻ

na stronie
57

Nadeszła godzina nic jej nie odwlecze.—

głośno
58

Zdaje mi się owszem, że dobrze wyglądasz.

ŻONA

59

Tobie wszystko jedno, bo już nie patrzysz na mnie, odwracasz się, kiedy wchodzę, i zakrywasz oczy, kiedy siedzę blisko. — Wczoraj byłam u spowiedzi i przypominałam sobie wszystkie grzechy — a nie mogłam nic znaleźć takiego, co by cię obrazić mogło. —

MĄŻ

60

Nie obraziłaś mnie.

ŻONA

61

Mój Boże — mój Boże!

MiłośćMĄŻ

62

Czuję, że powinienem cię kochać. —

ŻONA

63

Dobiłeś mnie tym jednym: „powinienem”. — Ach! lepiej wstań i powiedz — „nie kocham” — przynajmniej już będę wiedziała wszystko — wszystko. —

zrywa się i bierze dziecko z kolebki
64

Matka, PoświęcenieJego nie opuszczaj, a ja się na gniew twój poświęcę — dziecko moje kochaj — dziecko moje, Henryku. —

przyklęka

MĄŻ

podnosząc
65

Nie zważaj na to, com powiedział — napadają mnie często złe chwile — nudy[29]. —

PrzysięgaŻONA

66

O jedno słowo cię proszę — o jedną obietnicę tylko — powiedz, że go zawsze kochać będziesz. —

MĄŻ

67

I ciebie, i jego — wierzaj mi.

Całuje ją w czoło — a ona go obejmuje ramionami — Wtem grzmot słychać — zaraz potem muzykę — akord po akordzie, i coraz dziksze[30].

ŻONA

68

Co to znaczy?

dziecię ciśnie do piersi. Muzyka się urywa.
Wchodzi Dziewica.

Kobieta, Mężczyzna, Pozory, Wzrok[DZIEWICA]

69

O mój luby, przynoszę ci błogosławieństwo i rozkosz — chodź za mną. —

70

O mój luby, odrzuć ziemskie łańcuchy, które cię pętają. — Ja ze świata świeżego, bez końca, bez nocy. — Jam twoja. —

ŻONA

71

Najświętsza Panno, ratuj mnie! — to widmo blade, jak umarły — oczy zgasłe i głos jak skrzypienie woza, na którym trup leży. —

MĄŻ

72

Twe czoło jasne, twój włos kwieciem przetykany, o luba. —

ŻONA

73

Całun w szmatach opada jej z ramion. —

MĄŻ

74

Światło leje się naokoło ciebie — głos twój raz jeszcze — niechaj zaginę potem. —

DZIEWICA

75

Ta, która cię wstrzymuje, jest złudzeniem. — Jej życie znikome — jej miłość jako liść, co ginie wśród tysiąca zeschłych — ale ja nie przeminę. —

ŻONA

76

Henryku, Henryku, zasłoń mnie, nie daj mnie — czuję siarkę i zaduch grobowy[31]. —

MĄŻ

77

Kobieto z gliny i błota, nie zazdrość, nie potwarzaj[32] — nie bluźń — patrz — to myśl pierwsza Boga o tobie, ale tyś poszła za radą węża i stałaś się, czym jesteś[33]. —

ŻONA

78

Nie puszczę cię. —

MĄŻ

79

O luba! rzucam dom i idę za tobą. —

wychodzi

ŻONA

80

Henryku — Henryku —

mdleje i pada z dzieckiem — drugi grzmot

*

Chrzest — GościeOjciec BeniaminOjciec ChrzestnyMatka Chrzestna — mamka z dzieckiem — na sofie na boku siedzi Żona — w głębi służący.

PIERWSZY GOŚĆ

po cichu
81

Dziwna rzecz, gdzie Hrabia się podział. —

DRUGI GOŚĆ

82

Zabałamucił się gdzieś lub pisze. —

PIERWSZY GOŚĆ

83

A Pani blada, niewyspana, słowa do nikogo nie przemówiła.

TRZECI GOŚĆ

84

Chrzest dzisiejszy przypomina mi bale, na które zaprosiwszy gospodarz, zgra się wilią[34] w karty, a potem gości przyjmuje z grzecznością rozpaczy. —

CZWARTY GOŚĆ

85

Opuściłem śliczną księżniczkę — przyszedłem — sądziłem, że będzie sute śniadanie, a zamiast tego, jako Pismo mówi, płacz i zgrzytanie zębów. —

Chrzest, PoetaOJCIEC BENIAMIN

86

Jerzy Stanisławie, przyjmujesz olej święty?

OJCIEC I MATKA CHRZESTNA

87

Przyjmuję. —

JEDEN Z GOŚCI

88

Patrzcie, wstała i stąpa, jak gdyby we śnie. —

DRUGI GOŚĆ

89

Roztoczyła ręce przed się i chwiejąc się idzie ku synowi. —

TRZECI GOŚĆ

90

Co mówicie! — Podajmy jej ramię, bo zemdleje. —

OJCIEC BENIAMIN

91

Jerzy Stanisławie, wyrzekasz się Szatana i pychy jego?

OJCIEC I MATKA CHRZESTNA

92

Wyrzekam się. —

JEDEN Z GOŚCI

93

Cyt — słuchajcie. —

ŻONA

kładąc dłonie na głowie dziecięcia
94

Gdzie ojciec twój, Orcio? —

OJCIEC BENIAMIN

95

Proszę nie przerywać. —

ŻONA

96

Błogosławię cię, Orciu, błogosławię, dziecię moje. — Bądź poetą[35], aby cię ojciec kochał, nie odrzucił kiedyś. —

MATKA CHRZESTNA

97

Ale pozwólże, moja Marysiu. —

ŻONA

98

Dziecko, MatkaTy ojcu zasłużysz się i przypodobasz — a wtedy on twojej matce przebaczy. —

OJCIEC BENIAMIN

99

Bój się Pani Hrabina Boga. —

ŻONA

100

Przeklinam cię, jeśli nie będziesz poetą. —

mdleje — wynoszą ją sługi

GOŚCIE

razem
101

Coś nadzwyczajnego zaszło w tym domu, wychodźmy, wychodźmy! —

Obywatel, OjczyznaTymczasem obrzęd się kończy — dziecię płaczące odnoszą do kolebki.

OJCIEC CHRZESTNY

przed kolebką
102

Jerzy Stanisławie, dopiero coś został chrześcijaninem i wszedł do towarzystwa ludzkiego[36], a później zostaniesz obywatelem, a za staraniem rodziców i łaską Bożą znakomitym urzędnikiem — pamiętaj, że Ojczyznę kochać trzeba i że nawet za Ojczyznę zginąć jest pięknie…

Wychodzą wszyscy.

*

Kochanek romantyczny, Miłość romantyczna, SzatanPiękna okolica — wzgórza i łasy — góry w oddali.

MĄŻ

103

Tegom żądał, o to przez długie modliłem się lata i nareszciem już bliski mojego celu Kondycja ludzka— świat ludzi zostawiłem z tyłu — niechaj sobie tam każda mrówka bieży i bawi się dźbłem[37] swoim, a kiedy go opuści, niech skacze ze złości lub umiera z żalu. —

OtchłańGŁOS DZIEWICY

104

Tędy — tędy. —

przechodzi

*

Góry i przepaście ponad morzem — gęste chmury — burza. —

MĄŻ

105

Gdzie mi się podziała — nagle rozpłynęły się wonie poranku, pogoda się zaćmiła — stoję na tym szczycie, otchłań pode mną i wiatry huczą przeraźliwie. —

Anioł, Kobieta demoniczna, Kochanek romantyczny, Miłość romantyczna, Samobójstwo, Szatan, Klęska, RozczarowanieGŁOS DZIEWICY

w oddaleniu
106

Do mnie, mój luby.

MĄŻ

107

Jakże już daleko, a ja przesadzić nie zdołam przepaści. —

GŁOS

w pobliżu
108

Gdzie skrzydła twoje? —

MĄŻ

109

Zły duchu, co się natrząsasz ze mnie, gardzę tobą. —

GŁOS DRUGI

110

U wiszaru[38] góry twoja wielka dusza, nieśmiertelna, co jednym rzutem niebo przelecieć miała, ot kona! — i nieboga twoich stóp się prosi, by nie szły dalej — wielka dusza — serce wielkie. —

MĄŻ

111

Pokażcie mi się, weźcie postać, którą bym mógł zgiąć i obalić. — Jeśli się was ulęknę, bodajbym Jej nie otrzymał nigdy. —

DZIEWICA

na drugiej stronie przepaści
112

Uwiąż się dłoni mojej i wzleć. —

MĄŻ

113

Cóż się dzieje z tobą — kwiaty odrywają się od skroni twoich i padają na ziemię, a jak tylko się jej dotkną, ślizgają jak jaszczurki, czołgają jak żmije. —

DZIEWICA

114

Mój luby! —

MĄŻ

115

Przez Boga, suknię wiatr zdarł ci z ramion i rozdarł w szmaty. —

DZIEWICA

116

Czemu się ociągasz? —

MĄŻ

117

Deszcz kapie z włosów — kości nagie wyzierają z łona. —

DZIEWICA

118

Obiecałeś — przysiągłeś —

MĄŻ

119

Błyskawica zrzenice[39] jej wyżarła[40]. —

CHÓR DUCHÓW ZŁYCH

120

Stara, wracaj do piekła — uwiodłaś serce wielkie i dumne, podziw ludzi i siebie samego. — Serce wielkie, idź za lubą twoją[41]. —

MĄŻ

121

Boże, czy Ty mnie za to potępisz, żem uwierzył, iż Twoja piękność przenosi o całe niebo piękność tej ziemi — za to, żem ścigał za nią i męczył się dla niej, ażem stał się igrzyskiem szatanów!

DUCH ZŁY

122

Słuchajcie, bracia — słuchajcie! —

MĄŻ

123

Dobija ostatnia godzina. — Burza kręci się czarnymi wiry — morze dobywa się na skały i ciągnie ku mnie — niewidoma siła pcha mnie coraz dalej — coraz bliżej —z tyłu tłum ludzi wsiadł mi na barki i prze ku otchłani. —

DUCH ZŁY

124

Radujcie się, bracia — radujcie! —

MĄŻ

125

Na próżno walczyć — rozkosz otchłani mnie porywa[42] — zawrót w duszy mojej — Boże — wróg Twój zwycięża! —

ChrzestANIOŁ STRÓŻ

ponad morzem
126

Pokój wam, bałwany, uciszcie się. —

127

W tej chwili[43] na głowę dziecięcia twego zlewa się woda święta. —

128

Wracaj do domu i nie grzesz więcej. —

129

Wracaj do domu i kochaj dziecię twoje. —

*

Dom, Małżeństwo, Mąż, Poeta, Szaleniec, Szatan, ŻonaSalon z fortepianem — wchodzi MążSłużący ze świecą za nim. —

MĄŻ

130

Gdzie Pani?

SŁUGA JW.

131

Pani słaba. —

MĄŻ

132

Byłem w jej pokoju — pusty. —

SŁUGA

133

Jasny Panie, bo JW. Pani tu nie ma.

MĄŻ

134

A gdzie?

SŁUGA

135

Odwieźli ją wczoraj…

MĄŻ

136

Gdzie?

SŁUGA

137

Do domu wariatów.

ucieka z pokoju

MĄŻ

138

Słuchaj, Mario, może ty udajesz, skryłaś się gdzie, żeby mnie ukarać? Ozwij się, proszę cię — Mario — Marysiu —

139

Nie — nikt nie odpowiada. — Janie — Katarzyno! — Ten dom cały ogłuchł — oniemiał. —

140

FałszTę, której przysiągłem na wierność i szczęście, sam strąciłem do rzędu potępionych już na tym świecie. — Wszystko, czegom się dotknął, zniszczyłem i siebie samego zniszczę w końcu. — Czyż na to piekło mnie wypuściło, bym trochę dłużej był jego żywym obrazem na ziemi?

141

Na jakiejże poduszce ona dziś głowę położy? — Jakież dźwięki otoczą ją w nocy? — Skowyczenia i śpiewy obłąkanych. Widzę ją — czoło, na którym zawsze myśl spokojna, witająca — uprzejma — przezierała — pochylone trzyma — a myśl dobrą swoją posłała w nieznane obszary, może za mną, i błąka się biedna, i płacze. —

GŁOS SKĄDSIŚ

142

Dramat układasz[44]. —

MĄŻ

143

Ha! — mój Szatan się odzywa —

bieży ku drzwiom, rozpycha podwoje
144

Tatara mi osiodłać — płaszcz mój i pistolety! —

*

Dom obłąkanych, w górzystej okolicy. — Ogród wokoło. —

ŻONA DOKTORA

z pękiem kluczów u drzwi
145

— Może Pan krewny Hrabiny. —

MĄŻ

146

Jestem przyjacielem jej męża, on mnie tu przysłał. —

Obraz świata, Poeta, Poetka, Poezja, Rewolucja, Szaleniec, Upadek, Wieża BabelŻONA DOKTORA

147

Proszę Pana — wiele sobie z niej obiecywać nie sposób — mój mąż wyjechał, byłby to lepiej wyłuszczył — przywieźli ją zawczoraj — była w konwulsjach. — Jakie gorąco. —

obciera twarz
148

Mamy dużo chorych — żadnego jednak tak niebezpiecznie, jak ona. — Imainuj[45] sobie Pan, ten instytut kosztuje nas ze dwakroć sto tysięcy. — Patrz Pan, jaki widok na góry — ale Pan, widzę, niecierpliwy — więc to nieprawda, że jakóbiny[46]jej męża porwali w nocy? — Proszę Pana. —

*

Pokój — kratowane okno — kilka krzeseł — łóżko — Żona na kanapie. —

MĄŻ

wchodzi
149

Chcę być z nią sam na sam. —

GŁOS ZZA DRZWI

150

Mój mąż by się gniewał, gdyby…

MĄŻ

151

Dajże mi W. Pani pokój! —

drzwi za sobą zamyka i idzie ku Żonie

GŁOS ZNAD SUFITU[47]

152

W łańcuchy spętaliście Boga. — Jeden już umarł na krzyżu. — Ja drugi Bóg, i równie wśród katów. —

GŁOS SPOD PODŁOGI

153

Na rusztowanie głowy królów i panów — ode mnie poczyna się wolność ludu. —

GŁOS ZZA PRAWEJ ŚCIANY

154

Klękajcie przed królem, panem waszym. —

GŁOS ZZA LEWEJ ŚCIANY

155

Kometa na niebie już błyska — dzień strasznego sądu się zbliża. —

MĄŻ

ŻONA

157

Przysięgłam ci na wierność do grobu. —

MĄŻ

158

Chodź — daj mi ramię, wyjdziemy. —

ŻONA

159

Ciało, DuszaNie mogę się podnieść — dusza opuściła ciało moje, wstąpiła do głowy. —

MĄŻ

160

Pozwól, wyniosę ciebie. —

ŻONA

161

Dozwól chwil kilka jeszcze, a stanę się godną ciebie. —

MĄŻ

162

Jak to?

ŻONA

163

Modliłam się trzy nocy i Bóg mnie wysłuchał. —

MĄŻ

164

Nie rozumiem cię. —

ŻONA

165

Od kiedym cię straciła, zaszła odmiana we mnie — „Panie Boże” mówiłam i biłam się w piersi, i gromnicę przystawiałam do piersi, i pokutowałam, „spuść na mnie ducha poezji” i trzeciego dnia z rana stałam się poetą. —

MĄŻ

166

Mario —

ŻONA

167

Los, PrzekleństwoHenryku, mną teraz już nie pogardzisz — jestem pełna natchnienia — wieczorami już mnie nie będziesz porzucał. —

MĄŻ

168

Nigdy, nigdy. —

ŻONA

169

Patrz na mnie. — Czy nie zrównałam się z tobą? — Wszystko pojmę, zrozumiem, wydam, wygram, wyśpiewam. — Morze, gwiazdy, burza, bitwa. — Tak, gwiazdy, burza, morze — ach! wymknęło mi się jeszcze coś — bitwa. — Musisz mnie zaprowadzić na bitwę — ujrzę i opiszę — trup, całun, krew, fala, rosa, trumna. —

170
Nieskończoność mnie obleje
I jak ptak, w nieskończoności
Błękit skrzydłami rozwieję
I lecąc, się rozemdleję
W czarnej nicości. —

MĄŻ

175

Przeklęstwo — przeklęstwo[48]! —

ŻONA

obejmuje go ramionami i całuje w usta
176

Henryku mój, Henryku, jakżem szczęśliwa. —

GŁOS SPOD POSADZKI

177

Trzech królów własną ręką zabiłem — dziesięciu jest jeszcze — i księży stu śpiewających mszę. —

GŁOS Z LEWEJ STRONY

178

Słońce trzecią część blasku straciło — gwiazdy zaczynają potykać się po drogach swoich — niestety — niestety[49].

MĄŻ

179

Dla mnie już nadszedł dzień sądu.

ŻONA

180

Rozjaśnij czoło, bo smucisz mnie na nowo. — Czegóż ci nie dostaje? — Wiesz, powiem ci coś jeszcze.

MĄŻ

181

Mów, a wszystkiego dopełnię.

ŻONA

182

Twój syn będzie poetą.

MĄŻ

183

Co?

ŻONA

184

Na chrzcie ksiądz mu dał pierwsze imię — poeta — a następne znasz, Jerzy Stanisław. — Jam to sprawiła — błogosławiłam, dodałam przeklęstwo — on będzie poetą. — Ach, jakże cię kocham, Henryku.

Bóg, Chrystus, Upadek, Koniec świata, WizjaGŁOS Z SUFITU

185

Daruj im, Ojcze, bo nie wiedzą, co czynią.

ŻONA

186

Tamten dziwne cierpi obłąkanie — nieprawdaż?

MĄŻ

187

Najdziwniejsze.

ŻONA

188

On nie wie, co gada, ale ja ci ogłoszę, co by było, gdyby Bóg oszalał[50]

bierze go za rękę
189

Wszystkie światy lecą to na dół, to w górę — człowiek każdy, robak każdy krzyczy — „Ja Bogiem” — i co chwila jeden po drugim konają — gasną komety i słońca. — Chrystus nas już nie zbawi — krzyż swój wziął w ręce obie i rzucił w otchłań. Czy słyszysz, jak ten krzyż, nadzieja milionów, rozbija się o gwiazdy, łamie się, pęka, rozlatuje w kawałki, a coraz niżej i niżej — aż tuman wielki powstał z jego odłamków — Matka BoskaNajświętsza Bogarodzica jedna się jeszcze modli i gwiazdy, Jej służebnice, nie odbiegły Jej dotąd — ale i Ona pójdzie, kędy idzie świat cały. —

MĄŻ

190

Mario, może chcesz widzieć syna[51]? —

ŻONA

191

Jam mu skrzydła przypięła, posłała między światy, by się napoił wszystkim, co piękne i straszne, i wyniosłe. — On wróci kiedyś i uraduje ciebie. — Ach!

MĄŻ

192

Źle tobie?

ŻONA

193

W głowie mi ktoś lampę zawiesił[52] i lampa się kołysze — nieznośnie. —

MĄŻ

194

Mario moja najdroższa, bądźże mi spokojna, jako dawniej byłaś. —

ŻONA

195

ŚmierćKto jest poetą, ten nie żyje długo.

MĄŻ

196

Hej! ratunku — pomocy! —

Wpadają kobiety i Żona Doktora.

ŻONA DOKTORA

197

Pigułek — proszków! — Nie — nic zsiadłego — owszem, płynne jakie lekarstwo. — Małgosiu, bież do apteczki! — Pan sam temu przyczyną — mój mąż mnie wyłaje. —

ŻONA

198

Żegnam cię, Henryku. —

ŻONA DOKTORA

199

To JW. Hrabia sam w osobie swojej!

MĄŻ

200

Mario, Mario! —

ściska ją

ŻONA

201

Dobrze mi, bo umieram przy tobie. —

spuszcza głowę

ŻONA DOKTORA

202

Jaka czerwona. — Krew rzuciła się do mózgu.

MĄŻ

203

Ale jej nic nie będzie!

Wchodzi Doktor i zbliża się do kanapy.

DOKTOR

204

Już jej nic nie ma — umarła. —

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.