Nie-Boska komedia · Zygmunt Krasiński

CZĘŚĆ DRUGA

ok. 12 min czytaniaPoetaUpadekOjciecSynWizja

CZĘŚĆ DRUGA[53]

205

Dziecko, Dzieciństwo, PoetaCzemu, o dziecię, nie hasasz na kijku, nie bawisz się lalką, much nie mordujesz, nie wbijasz na pal motyli, nie tarzasz się po trawnikach, nie kradniesz łakoci[54], nie oblewasz łzami wszystkich liter od A do Z? — Królu much i motyli, przyjacielu poliszynela[55], czarcie maleńki, czemuś tak podobny do aniołka? — Co znaczą twoje błękitne oczy, pochylone, choć żywe, pełne wspomnień, choć ledwo kilka wiosen przeszło ci nad głową? — Skąd czoło opierasz na rączkach białych i zdajesz się marzyć, a jako kwiat obarczony rosą, tak skronią twoje obarczone myślami? —

*

206

A kiedy się zarumienisz, płoniesz jak stulistna róża i, pukle odwijając w tył, wzroczkiem sięgasz do nieba — powiedz, co słyszysz, co widzisz, z kim rozmawiasz wtedy? — Bo na twe czoło występują zmarszczki, gdyby cieniutkie nici, płynące z niewidzialnego kłębka — bo w oczach twoich jaśnieje iskra, której nikt nie rozumie — a mamka twoja płacze i woła na ciebie, i myśli, że jej nie kochasz — a znajomi i krewni wołają na ciebie i myślą, że ich nie poznajesz — twój ojciec jeden milczy i spogląda ponuro, a łza mu się zakręci i znowu gdzieś przepadnie. —

*

207

Lekarz wziął cię za puls, liczył bicia i ogłosił, że masz nerwy. — Ojciec Chrzestny ciast ci przyniósł, poklepał po ramieniu i wróżył, że będziesz obywatelem pośród wielkiego narodu. — Profesor przystąpił i macał głowę twoją, i wyrzekł, że masz zdatność do nauk ścisłych[56]. — Ubogi, któremuś dał grosz, przechodząc, do czapki, obiecał ci piękną żonę na ziemi i koronę w niebie. — Wojskowy przyskoczył, porwał i podrzucił, i krzyknął: „Będziesz pułkownikiem”. — Cyganka długo czytała dłoń twoją prawą i lewą, nic wyczytać nie mogła; jęcząc odeszła, dukata wziąć nie chciała. — Magnetyzer[57] palcami ci wionął w oczy, długimi palcami twarz ci okrążył i przeląkł się, bo czuł, że sam zasypia. — Ksiądz gotował cię do pierwszej spowiedzi — i chciał ukląc[58] przed tobą, jak przed obrazkiem. — Malarz nadszedł, kiedyś się gniewał i tupał nóżkami; nakreślił z ciebie szatanka i posadził cię na obrazie dnia sądnego między wyklętymi duchami. —

*

208

Tymczasem wzrastasz i piękniejesz — nie ową świeżością dzieciństwa mleczną i poziomkową, ale pięknością dziwnych, niepojętych myśli, które chyba z innego świata płyną ku tobie — bo choć często oczy masz gasnące, śniade lica, zgięte piersi, każdy, co spojrzy na ciebie, zatrzyma się i powie: „Jakie śliczne dziecię!” — Gdyby kwiat, co więdnie, miał duszę z ognia i natchnienie z nieba, gdyby na każdym listku, chylącym się ku ziemi, anielska myśl leżała miasto kropli rosy, ten kwiat byłby do ciebie podobnym, o dziecię moje — może takie bywały przed upadkiem Adama[59]. —

Matka, Ojciec, Poeta, Poetka, Poezja, Syn, Wizja, ZaświatyCmentarz — Mąż i Orcio przy grobie w gotyckie filary i wieżyczki.[60]

ModlitwaMĄŻ

209

Zdejm kapelusik i módl się za duszę matki. —

ORCIO

210

Zdrowaś Panno Maryjo, łaskiś Bożej pełna, Królowa niebios, Pani wszystkiego, co kwitnie na ziemi, po polach, nad strumieniami…

MĄŻ

211

Czego odmieniasz słowa modlitwy — módl się, jak cię nauczono, za matkę, która temu dziesięć lat właśnie o tej samej godzinie skonała.

ORCIO

212

Zdrowaś Panno Maryjo, łaski Bożej pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś między Aniołami, i każdy z nich, kiedy przechodzisz, tęczę jedną z skrzydeł swych wydziera i rzuca pod stopy Twoje. — Ty na nich, jak gdyby na falach[61]

MĄŻ

213

Orcio! —

ORCIO

214

Kiedy mi te słowa się nawijają i bolą w głowie tak, że, proszę Papy, muszę je powiedzieć. —

MĄŻ

215

Wstań, taka modlitwa nie idzie do Boga. — Matki nie pamiętasz — nie możesz jej kochać. —

ORCIO

216

Widuję bardzo często Mamę. —

MĄŻ

217

Gdzie, mój maleńki? —

ORCIO

218

We śnie, to jest, niezupełnie we śnie, ale tak, kiedy zasypiam, na przykład zawczoraj[62]. —

MĄŻ

219

Dziecko moje, co ty gadasz?

ORCIO

220

Była bardzo biała i wychudła. —

MĄŻ

221

A mówiła co do ciebie?

ORCIO

222

Zdawało mi się, że się przechadza po wielkiej i szerokiej ciemności, sama bardzo biała, i mówiła:

Ja błąkam się wszędzie,
Ja wszędzie się wdzieram,
225
Gdzie światów krawędzie,
Gdzie aniołów pienie,
I dla ciebie zbieram
Kształtów roje,
O dziecię moje!
230
Myśli i natchnienie.
I od duchów wyższych,
I od duchów niższych
Farby i odcienie,
Dźwięki i promienie
235
Zbieram dla ciebie,
Byś ty, o synku mój!
Był, jako są w niebie,
I ojciec twój
Kochał ciebie —
240

Widzi Ojciec, że pamiętam słowo w słowo — proszę kochanego Papy, ja nie kłamię. —

MĄŻ

opierając się o filar grobu
241

Mario, czyż dziecię własne chcesz zgubić, mnie dwoma zgonami obarczyć?… Co ja mówię? Ona gdzieś w niebie, cicha i spokojna, jak za życia na ziemi — marzy się tylko temu biednemu chłopięciu. —

ORCIO

242

I teraz słyszę głos jej, lecz nic nie widzę. —

MĄŻ

243

Skąd — w której stronie? —

ORCIO

244

Jak gdyby od tych dwóch modrzewi, na które pada światło zachodzącego słońca. —

245
Ja napoję
Usta twoje
Dźwiękiem i potęgą,
Czoło przyozdobię
Jasności wstęgą,
250
I matki miłością
Obudzę w tobie
Wszystko, co ludzie na ziemi, anieli w niebie
Nazwali pięknością, —
By ojciec twój,
255
O synku mój!
Kochał ciebie —

MĄŻ

257

DuszaCzyż myśli ostatnie przy zgonie towarzyszą duszy, choć dostanie się do nieba — możeż być duch szczęśliwym, świętym i obłąkanym zarazem? —

ORCIO

258

Głos Mamy słabieje[63], ginie już prawie za murem kośćtnicy[64], ot tam — tam — jeszcze powtarza —

O synku mój!
260
By ojciec twój
Kochał ciebie —

Bóg, Los, ModlitwaMĄŻ[65]

262

Boże, zmiłuj się nad dzieckiem naszym, którego, zda się, że w gniewie Twoim przeznaczyłeś szaleństwu i za wczesnej śmierci. — Panie, nie wydzieraj rozumu własnym stworzeniom, nie opuszczaj świątyń, któreś Sam wybudował Sobie — spojrzyj na męki moje, i aniołka tego nie wydawaj piekłu — mnieś przynajmniej obdarzył siłą na wytrzymanie natłoku myśli, namiętności i uczuć, a jemu? — dałeś ciało do pajęczyny podobne, które lada myśl wielka rozerwie — o Panie Boże — o Boże! —

263

264

Od lat dziesięciu dnia spokojnego nie miałem — nasłałeś wielu ludzi na mnie, którzy mi szczęścia winszowali, zazdrościli, życzyli — spuściłeś na mnie grad boleści i znikomych obrazów, i przeczuciów[66], i marzeń — łaska Twoja na rozum spadła, nie na serce moje — dozwól mi dziecię ukochać w pokoju, i niechaj stanie mir[67] już między Stwórcą i stworzonym. — Synu, przeżegnaj się i chodź ze mną. Wieczny odpoczynek.

Wychodzą.

*

Spacer — damy i kawalerowie — FilozofMąż.

Filozof, Historia, Obraz świata, RewolucjaFILOZOF

265

Powtarzam, iż to jest nieodbitą, samowolną wiarą[68] we mnie, że czas nadchodzi wyzwolenia kobiet i Murzynów. —

MĄŻ

266

Pan masz rację.

FILOZOF

267

I wielkiej do tego odmiany w towarzystwie[69] ludzkim w szczególności i w ogólności — z czego wywodzę odrodzenie się rodu ludzkiego przez krew i zniszczenie form starych. —

MĄŻ

268

Tak się Panu wydaje? —

FILOZOF

269

RewolucjaPodobnie jako glob nasz się prostuje lub pochyla na osi swojej przez nagłe rewolucje. —

DrzewoMĄŻ

270

Czy widzisz to drzewo spróchniałe? —

FILOZOF

271

Z młodymi listkami na dolnych gałązkach. —

MĄŻ

272

Dobrze. — Jak sądzisz — wiele lat jeszcze stać może?

FILOZOF

273

Czy ja wiem? — Rok — dwa lata. —

MĄŻ

274

A jednak dzisiaj wypuściło z siebie kilka listków świeżych, choć korzenie gniją coraz bardziej. —

FILOZOF

275

Cóż z tego? —

MĄŻ

276

Nic — tylko, że gruchnie i pójdzie precz na węgle i popiół, bo nawet stolarzowi nie zda się na nic. —

FILOZOF

277

Przecie nie o tym mowa. —

MĄŻ

278

Jednak to obraz twój i wszystkich twoich, i wieku twego, i teorii twojej[70]. —

Przechodzą.

*

MĄŻ

279

Pracowałem lat wiele na odkrycie ostatniego końca wszelkich wiadomości, rozkoszy i myśli, i odkryłem — próżnię grobową w sercu moim — znam wszystkie uczucia po imieniu, a żadnej żądzy, żadnej wiary, miłości nie ma we mnie — jedno[71] kilka przeczuciów krąży w tej pustyni — o synu moim, że oślepnie — o towarzystwie, w którym wzrosłem, że rozprzęgnie się — i cierpię tak, jak Bóg jest szczęśliwy, sam w sobie, sam dla siebie[72]. —

GŁOS ANIOŁA STRÓŻA

280

Schorzałych, zgłodniałych, rozpaczających pokochaj bliźnich twoich, biednych bliźnich twoich, a zbawion będziesz.

MĄŻ

281

Kto się odzywa? —

MEFISTO[73][74]

przechodząc
282

Kłaniam uniżenie — lubię czasem zastanawiać podróżnych darem, który natura osadziła we mnie. — Jestem brzuchomowca[75]. —

MĄŻ

podnosząc rękę do kapelusza
283

Na kopersztychu[76] podobną twarz gdzieś widziałem. —

MEFISTO

na stronie
284

Hrabia ma dobrą pamięć. —

głośno
285

Niech będzie pochwalon —

MĄŻ

286

Na wieki wieków — amen. —

MEFISTO

wchodząc pomiędzy skały
287

Ty i głupstwo twoje. —

MĄŻ

288

Biedne dziecię, dla win ojca, dla szału matki przeznaczone wiecznej ślepocie — nie dopełnione, bez namiętności, żyjące tylko marzeniem, cień przelatującego anioła, rzucony na ziemię[77] i błądzący w znikomości swojej. Pokusa, Ptak, Sława, Wąż— Jakiż ogromny orzeł wzbił się nad miejscem, w którym ten człowiek zniknął! —

ORZEŁ

289

Witam cię — witam.

MĄŻ

290

Leci ku mnie, cały czarny — świst jego skrzydeł jako świst tysiąca kul w boju. —

ORZEŁ

291

Szablą ojców twoich bij się o ich cześć i potęgę.

MĄŻ

292

Roztoczył się nade mną — wzrokiem węża grzechotnika[78] ssie mi źrzenice — ha! rozumiem ciebie. —

ORZEŁ

293

Nie ustępuj, nie ustąp nigdy — a wrogi twe, podłe wrogi twe pójdą w pył. —

MĄŻ

294

Żegnam cię wśród skał, pomiędzy którymi znikasz — bądź co bądź, fałsz czy prawda, zwycięstwo czy zaguba[79], uwierzę tobie, posłanniku chwały. — Przeszłości, bądź mi ku pomocy — a jeśli duch twój wrócił do łona Boga, niechaj się znów oderwie, wstąpi we mnie, stanie się myślą, siłą i czynem. —

zrzuca żmiją
295

Idź, podły gadzie — jako strąciłem ciebie i nie ma żalu po tobie w naturze, tak oni wszyscy stoczą się w dół i po nich żalu nie będzie — sławy nie zostanie — żadna chmura się nie odwróci w żegludze, by spojrzeć za sobą na tylu synów ziemi, ginących pospołu. —

296

297

Oni naprzód — ja potem. —

298

299

Błękicie niezmierzony, ty ziemię obwijasz — ziemia niemowlęciem, co zgrzyta i płacze — ale ty nie drżysz, nie słuchasz jej, ty płyniesz w nieskończoność swoją. —

300

301

Matko naturo[80], bądź mi zdrowa — idę się na człowieka przetworzyć, walczyć idę z bracią moją.

*

Choroba, Wzrok, Ojciec, Poeta, SynPokój. — MążLekarzOrcio.

MĄŻ

302

Nic mu nie pomogli — w Panu ostatnia nadzieja. —

LEKARZ

303

Bardzo mi zaszczytnie…

MĄŻ

304

Mów panu[81], co czujesz. —

ORCIO

305

Już nie mogę ciebie, Ojcze, i tego pana rozpoznać — iskry i nicie czarne latają przed moimi oczyma, czasem z nich wydobędzie się na kształt cieniutkiego węża — i nuż robi się chmura żółta — ta chmura w górę podleci, spadnie na dół, pryśnie z niej tęcza — i to nic mnie nie boli. —

LEKARZ

306

Stań, Panie Jerzy, w cieniu — wiele Pan lat masz? —

patrzy mu w oczy

MĄŻ

307

Skończył czternaście. —

LEKARZ

308

Teraz odwróć się do okna. —

MĄŻ

309

A cóż?

Kłamstwo, LekarzLEKARZ

310

Powieki prześliczne, białka[82] przeczyste, żyły wszystkie w porządku, muszkuły w sile. —

do Orcia
311

Śmiej się Pan z tego — Pan będziesz zdrów jak ja. —

do Męża
312

Ciało, Dusza, Oko, UpadekNie ma nadziei. — Sam Pan Hrabia przypatrz się źrzenicy — nieczuła na światło — osłabienie zupełne nerwu optycznego. —

ORCIO

313

Mgłą zachodzi mi wszystko — wszystko. —

MĄŻ

314

Prawda — rozwarta — Szara — bez życia. —

ORCIO

315

Kiedy spuszczę powieki, więcej widzę niż z otwartymi oczyma. —

LEKARZ

316

Myśl w nim ciało przepsuła[83] — należy się bać katalepsji[84]. —

MĄŻ

odprowadzając Lekarza na stronę
317

Wszystko, co zażądasz — pół mojego majątku —

LEKARZ

318

Dezorganizacja nie może się zreorganizować[85]. —

bierze kij i kapelusz
319

Najniższy sługa Pana Hrabiego, muszę jechać zdjąć jednej pani kataraktę[86]. —

MĄŻ

320

Zmiłuj się, nie opuszczaj nas jeszcze. —

LEKARZ

321

Może Pan ciekawy nazwiska tej choroby?

MĄŻ

322

I żadnej, żadnej nie ma nadziei?

LEKARZ

323

Zowie się po grecku, amaurosis[87]. Jest to ślepota spowodowana chorobą czy uszkodzeniem nerwu wzrokowego lub zmianami w mózgu. —

wychodzi

Szatan, RozpaczMĄŻ

przyciskając syna do piersi
324

Ale ty widzisz jeszcze cokolwiek?

ORCIO

325

Słyszę głos twój, Ojcze. —

MĄŻ

326

Spojrzyj w okno, tam słońce, pogoda. —

ORCIO

327

Pełno postaci mi się wije między źrzenicą a powieką — widzę twarze widziane, znajome miejsca — karty książek czytanych. —

MĄŻ

328

To widzisz jeszcze?

ORCIO

329

Tak, oczyma duszy, lecz tamte pogasły. —

MĄŻ

padając na kolana
Chwila milczenia.
330

Przed kim ukląkłem — gdzie mam się upomnieć o krzywdę mojego dziecka? —

wstając
331

Milczmy raczej — Bóg się z modlitw, Szatan z przeklęstw śmieje[88]. —

GŁOS SKĄDSIŚ

332

Twój syn poetą — czegóż żądasz więcej?

*

LekarzOjciec Chrzestny

OJCIEC CHRZESTNY

333

Zapewnie, to wielkie nieszczęście być ślepym. —

LEKARZ

334

I bardzo nadzwyczajne w tak młodym wieku. —

OJCIEC CHRZESTNY

335

Był zawsze słabej kompleksji, i matka jego umarła nieco… tak…

LEKARZ

336

Jak to?

OJCIEC CHRZESTNY

337

Poniekąd tak — Wać Pan rozumiesz — bez piątej klepki. —

Mąż wchodzi.

Poeta, WizjaMĄŻ

338

Przepraszam Pana, żem go prosił o tak późnej godzinie, ale od kilku dni mój biedny syn budzi się zawsze około dwunastej, wstaje i przez sen mówi — proszę za mną. —

LEKARZ

339

Chodźmy. — Jestem bardzo ciekawy owego fenomenu. —

*

Pokój sypialny. — SłużącaKrewniOjciec ChrzestnyLekarzMąż. —

KREWNY

340

Cicho. —

DRUGI

341

Obudził się, a nas nie słyszy.

LEKARZ

342

Proszę Panów nic nie mówić. —

OJCIEC CHRZESTNY

343

To rzecz arcydziwna. —

ORCIO

wstając
344

O Boże — Boże. —

KREWNY

345

Jak powoli stąpa. —

DRUGI

346

Jak trzyma ręce założone na piersiach. —

TRZECI

347

Nie mrugnie powieką — ledwo że usta roztwiera, a przecie głos ostry, przeciągły z nich się dobywa. —

SŁUŻĄCY

348

Jezusie Nazareński!

ORCIO

349

Precz ode mnie ciemności — jam się urodził synem światła i pieśni — co chcecie ode mnie? — czego żądacie ode mnie? —

350

Nie poddam się wam, choć wzrok mój uleciał z wiatrami i goni gdzieś po przestrzeniach — ale on wróci kiedyś, bogaty w promienie gwiazd, i oczy moje rozogni płomieniem. —

OJCIEC CHRZESTNY

351

Tak jak nieboszczka, plecie sam nie wie co — to widok bardzo zastanawiający. —

LEKARZ

352

Zgadzam się z Panem Dobrodziejem. —

MAMKA

353

Najświętsza Panno Częstochowska, weź mi oczy i daj jemu. —

ORCIO

354

Matko moja, proszę cię — matko moja, naślij mi teraz obrazów i myśli, bym żył wewnątrz, bym stworzył drugi świat w sobie, równy temu, jaki postradałem. —

KREWNY

355

Co myślisz, bracie, to wymaga rady familijnej. —

DRUGI

356

Czekaj — cicho. —

ORCIO

357

Nie odpowiadasz mi — o matko! nie opuszczaj mnie. —

Lekarz, PrawdaLEKARZ

do Męża
358

Obowiązkiem moim jest prawdę mówić. —

OJCIEC CHRZESTNY

359

Tak jest — to jest obowiązkiem — i zaletą lekarzy, Panie Konsyliarzu[89].

LEKARZ

360

Pański syn ma pomieszanie zmysłów, połączone z nadzwyczajną drażliwością nerwów, co niekiedy sprawia, że tak powiem, stan snu i jawu[90] zarazem, stan podobny do tego, który oczewiście[91] tu napotykamy. —

MĄŻ

na stronie
361

Boże, patrz, on Twoje sądy mi tłumaczy. —

LEKARZ

362

Chciałbym pióra i kałamarza — Cerasi laurei dwa grana[92] etc. etc. …

MĄŻ

363

W tamtym pokoju Pan znajdziesz — proszę wszystkich, by wyszli. —

GŁOSY POMIESZANE

364

Dobranoc — dobranoc — do jutra —

wychodzą

ORCIO

budząc się
365

Dobrej nocy mi życzą — mówcie o długiej nocy — o wiecznej może — ale nie o dobrej, nie o szczęśliwej. —

MĄŻ

366

Wesprzyj się na mnie, odprowadzę cię do łóżka. —

ORCIO

367

Ojcze, co to się ma znaczyć[93]? —

MĄŻ

368

Okryj się dobrze i zaśnij spokojnie, bo doktor mówi, że wzrok odzyskasz. —

ORCIO

369

Tak mi niedobrze — sen mi przerwały głosy czyjeś. —

zasypia

Anioł, Przeczucie, Los, UpadekMĄŻ

370

Niech moje błogosławieństwo spoczywa na tobie — nic ci więcej dać nie mogę, ni szczęścia, ni światła, ni sławy — a dobija godzina[94], w której będę musiał walczyć, działać z kilkoma ludźmi przeciwko wielu ludziom. — Gdzie się ty podziejesz, sam jeden i wśród stu przepaści, ślepy, bezsilny, dziecię i poeto zarazem, biedny śpiewaku bez słuchaczy, żyjący duszą za obrębami ziemi, a ciałem przykuty do ziemi — o ty nieszczęśliwy, najnieszczęśliwszy z aniołów, o ty mój synu? —

MAMKA

u drzwi
371

Pan Konsyliarz każe JW. Pana prosić. —

MĄŻ

372

Dobra moja Katarzyno, zostań się przy małym. —

wychodzi

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.