AKT DRUGI
PROLOG
CHÓR
W jej miejscu władnie
[88] siła żądzy nowej;
Piękną przestała być przy Julii świeżej
Piękność, dla której umrzeć był gotowy.
765Dziś jest Romeo kochany i kocha,
W oczach obojga żar jednaki płonie;
Lecz on, w niej wroga przypuszczając, szlocha,
A ona miłość z wędki grozy chłonie.
On się nie zbliży i przed nią nie złoży
770 Przysiąg serdecznych, uważan za wroga;
I jej, choć w łonie namiętność się sroży,
Zejścia się z lubym zamkniętą jest droga.
Lecz w żądzy siła: po wielkich katuszach
Wielką im radość czas zgotuje w duszach.
SCENA PIERWSZA
Pusty plac przytykający do ogrodu Kapuletów. Wchodzi Romeo.
ROMEO
775Mamże
[89] iść dalej, gdy tu moje serce?
Cofnij się, ziemio, wynajdź sobie centrum!
wchodzi na mur i spuszcza się do ogrodu
Wchodzą Merkucjo i Benwolio.
BENWOLIO
MERKUCJO
Ma rozum;
Powietrze chłodne, więc dyrnął do łóżka.
BENWOLIO
780Pobiegł tą drogą i przelazł przez parkan.
Wołaj, Merkucjo!
Użyję nań zaklęć;
Romeo! Gachu
[90]! Cietrzewiu! Wariacie!
Ukaż się w lotnej postaci westchnienia,
785 Powiedz choć jeden wiersz, a dość mi będzie;
Jęknij: ach! Połącz w rym: kochać i szlochać;
Szepnij Wenerze
[91] jakie piękne słówko;
Daj jaki nowy epitet ślepemu
Jej synalkowi
[92], co tak celnie strzelał
790 Za owych czasów, gdy król Kofetua
W zaloty chodził do córki żebraczej.
Nie słucha; ani piśnie, ani trunie
[93]
Zdechł robak, muszę zakląć go inaczej.
Klnę cię na żywe oczy Rozaliny,
795 Na jej wysokie czoło, krasne usta,
Wysmukłe nóżki i toczone biodra
Z przyległościami, abyś się przed nami
W właściwej sobie postaci ukazał.
BENWOLIO
Gniewać się będzie, jeśli cię usłyszy.
MERKUCJO
800Co się ma gniewać? Mógłby się rozgniewać,
Gdyby za sprawą mojego zaklęcia
W zaczarowane koło jego pani
Inny duch wkroczył i stał tam dopóty,
Dopóki by go nie zmogła: to byłby
805 Powód do uraz; moja inwokacja
Jest przyjacielska i godziwa razem,
Bo wywołuje w imię jego pani
Jego jedynie naturalną postać.
BENWOLIO
MiłośćPójdź! Skrył się ówdzie pomiędzy drzewami,
810 By się tam zbratał z tajemniczą nocą —
Ślepym w miłości ciemność jest najmilsza.
MERKUCJO
Teraz usiądzie sobie pod jabłonką
I będzie wzdychał, by jego kochanka
815 Była owocem, który młode panny,
Kiedy są same — nazywają figą.
Oby, Romeo, była, oby była
Taką otwartą figą, a ty chłopcze,
Obyś był gruszką! Dobranoc, Romeo!
820 Idę lec w moim łóżku za kotarą,
Bo to polowe tu dla mnie za chłodne.
Czy idziesz także?
BENWOLIO
Idę; próżno szukać
Takiego, co być nie chce znaleziony.
Wychodzą.
SCENA DRUGA
Ogród Kapuletów. Wchodzi Romeo.
ROMEO
Julia ukazuje się w oknie.
Lecz cicho!
ŚwiatłoCo za blask strzelił tam z okna!
Ono jest wschodem, a Julia jest słońcem!
Wnijdź, cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę
[95],
Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś
830 Od niej piękniejsza; o, jeśli zazdrosna,
Nie bądź jej służką! Jej szatkę zieloną
I bladą noszą jeno głupcy. Zrzuć ją!
To moja pani, to moja kochanka!
O! Gdyby mogła wiedzieć, czym jest dla mnie!
835 Przemawia, chociaż nic nie mówi; cóż stąd?
Jej oczy mówią, oczom więc odpowiem.
Za śmiały jestem; mówią, lecz nie do mnie.
Z całego nieba, gdzie indziej zajęte,
840 Prosiły oczu jej, aby zastępczo
Stały w ich sferach, dopóki nie wrócą.
Lecz choćby oczy jej były na niebie,
A owe gwiazdy w oprawie jej oczu:
Blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy
845 Jak zorza lampę; gdyby zaś jej oczy
Wśród eterycznej zabłysły przezroczy,
Ptaki ocknęłyby się i śpiewały,
Myśląc, że to już nie noc, lecz dzień biały.
Patrz, jak na dłoni smutnie wsparła liczko!
850 O! Gdybym mógł być tylko rękawiczką,
Co tę dłoń kryje!
JULIA
ROMEO
Cicho! Coś mówi.
AniołO! Mów, mów dalej, uroczy aniele;
855 Bo ty mi w noc tę tak wspaniale świecisz
Jak lotny goniec niebios rozwartemu
Od podziwienia oku śmiertelników,
Które się wlepia w niego, aby patrzeć,
Jak on po ciężkich chmurach się przesuwa
860 I po powietrznej żegluje przestrzeni.
JULIA
Wyrzecz
[96] się swego rodu, rzuć tę nazwę!
Lub jeśli tego nie możesz uczynić,
To przysiąż
[97] wiernym być mojej miłości,
865 A ja przestanę być z krwi Kapuletów.
ROMEO
Mamże
[98] przemówić czy też słuchać dalej?
JULIA
Boś ty w istocie nie Montekim dla mnie.
Jestże
[99] Monteki choćby tylko ręką,
870 Ramieniem, twarzą, zgoła jakąkolwiek
Częścią człowieka? O! Weź inną nazwę!
Czymże jest nazwa? To, co zowiem różą,
Pod inną nazwą równie by pachniało;
Tak i Romeo bez nazwy Romea
875 Przecież by całą swą wartość zatrzymał.
KochanekRomeo! Porzuć tę nazwę, a w zamian
Za to, co nawet cząstką ciebie nie jest,
Weź mię, ach! całą!
ROMEO
Biorę cię za słowo:
880 Zwij mię kochankiem, a krzyżmo
[100] chrztu tego
Sprawi, że odtąd nie będę Romeem.
JULIA
Ktoś ty jest, co się nocą osłaniając,
Podchodzisz moją samotność?
ROMEO
Z nazwiska
885 Nie mógłbym tobie powiedzieć, kto jestem;
Nazwisko moje jest mi nienawistne,
Bo jest, o! święta, nieprzyjazne tobie;
Zdarłbym je, gdybym miał je napisane.
JULIA
Jeszcze me ucho stu słów nie wypiło
890 Z tych ust, a przecież dźwięk już ich mi znany.
Jest żeś Romeo, mów? Jest żeś Monteki?
ROMEO
Nie jestem ani jednym, ani drugim,
Jednoli
[101] z dwojga jest niemiłe tobie.
JULIA
Jak żeś tu przyszedł, powiedz, i dlaczego?
895 Mur jest wysoki i trudny do przejścia,
A miejsce zgubne; gdyby cię kto z moich
Krewnych tu zastał…
ROMEO
Lekko, bezpiecznie mur ten przesadziłem,
900 OdwagaBo miłość nie ma żadnych tam i granic;
A co potrafi, na to się i waży;
Krewni więc twoi nie trwożą mię wcale.
JULIA
Zabiliby cię, gdyby cię ujrzeli.
ROMEO
Ach! Więcej groźby leży w oczach twoich
905 Niż w ich dwudziestu mieczach; patrz łaskawie,
A będę silny przeciw ich gniewowi.
JULIA
Na Boga! Niech cię oni tu nie ujrzą!
ROMEO
Ciemny płaszcz nocy skryje mię przed nimi.
Lecz niech mię znajdą, jeśli ty mię kochasz.
910 Lepszy kres życia skutkiem ich niechęci
Niż przedłużony zgon w braku twych uczuć.
JULIA
MiłośćKto ci dopomógł znaleźć to ustronie?
ROMEO
Miłość, co mi go doradziła szukać;
Ona mi instynkt, ja jej oczy dałem.
915 Nie jestem sternik, gdybyś jednak była
Równie daleko jak ów brzeg, którego
Morze najdalsze podmywa krawędzie,
Śmiało po taki klejnot bym popłynął.
JULIA
Gdyby nie ciemność, co mi twarz maskuje,
920 Widziałbyś na niej rozlany rumieniec
Po tym, co z ust mych słyszałeś tej nocy.
Rada bym form się trzymać, rada cofnąć
To, co wyrzekłam; ale precz, udanie!
MiłośćCzy ty mię kochasz? Wiem, że powiesz: tak jest;
925
Możesz mię zawieść. Z wiarołomstwa mężczyzn
Śmieje się, mówią, Jowisz. O! Romeo!
Jeśli mię kochasz, wyrzecz to rzetelnie;
Lecz jeśli masz mię za podbój zbyt łatwy,
930 To zmarszczę czoło i przewrotną będę,
I na miłosne twoje oświadczenia
Powiem: nie, w innym razie za nic w świecie.
Za czuła może jestem, o! Monteki,
Stąd możesz sądzić me obejście płochym
[103];
935 Ufaj mi jednak, będę ja wierniejsza
Od tych, co bieglej umieją się drożyć
[104].
Byłabym ja się była, prawdę mówiąc,
Także drożyła, gdybyś był tajnego
Głosu miłości mojej nie podchwycił.
940 Nie wiń mię przeto ani też przypisuj
Płochości tego wylania mych uczuć,
Które zdradziła noc ciemna.
ROMEO
Przysięgam na ten księżyc, co wspaniale
945 Powleka srebrem tamtych drzew wierzchołki…
JULIA
MiłośćO! Nie przysięgaj na księżyc, bo księżyc
Co tydzień zmienia kształt swej pięknej tarczy;
I miłość twoja po takiej przysiędze
Mogłaby również zmienną się okazać.
ROMEO
JULIA
Nie przysięgaj wcale;
Lub wreszcie przysiąż na samego siebie:
Na ten uroczy przedmiot mych uwielbień,
To ci uwierzę.
ROMEO
955Jeśli szczera miłość
Mojego serca…
JULIA
Daj pokój
[105] przysięgom.
Lubo
[106] się cieszę z twojej obecności,
Te nocne śluby nie cieszą mnie jakoś,
960 Za nagłe one są, za nierozważne,
Podobne niby do blasku, co znika,
Nim człowiek zdąży powiedzieć: «Błysnęło».
Dobranoc, luby
[107]! Oby nam ten wonny
Miłości pączek przyniósł kwiat niepłonny!
965 Bądź zdrów! I zaśnij z tak błogim spokojem,
Jaki, z twej łaski, czuję w sercu mojem.
ROMEO
Także mam odejść niezaspokojony?
JULIA
Jakiegoż więcej chcesz zaspokojenia?
ROMEO
Zamiany twoich zapewnień za moje.
JULIA
970
Rada bym jednak one mieć na powrót.
ROMEO
Chciałaż
[110] byś cofnąć je? Dlaczego? Luba!
JULIA
Ażebym mogła oddać ci je znowu.
A przecież jest to żądanie zbyteczne;
975
Jak morze, równie jak ono bez końca;
Im więcej ci jej udzielam, tym więcej
Czuję jej w sercu.
Słychać w pokojach głos Marty.
Wołają mię. — Zaraz.
980 Bądź zdrów, kochanku drogi! — Zaraz, zaraz.
— Najmilszy, pomnij być stałym! — Zaczekaj,
Zaczekaj trochę, powrócę za chwilę.
wychodzi
ROMEO
Błogosławiona, o! błogosławiona
Po dwakroć nocy! Ale czy to wszystko,
985 Dziejąc się w nocy nie jest marą tylko?
Co tak lubego możeż
[111] być istotnym?
JULIA
ukazując się znowu
Jeszcze słów parę, a potem dobranoc,
Drogi Romeo! Jeśli twoja skłonność
Jest prawą, twoim zamiarem małżeństwo:
990 To mię uwiadom jutro przez osobę,
Którą do ciebie przyślę, gdzie i kiedy
Zechcesz dopełnić obrzędu; a wtedy
Całą mą przyszłość u nóg twoich złożę
I w świat za tobą pójdę w imię boże.
MARTA
JULIA
Idę. — Lecz jeśli mię zwodzisz,
To cię zaklinam…
MARTA
JULIA
Zaraz idę.
1000 — Jeśli mię zwodzisz, o! to cię zaklinam,
Skończ te zabiegi i zostaw mię żalom.
— Jutro więc przyślę.
ROMEO
ROMEO
1005Po tysiąc
Razy niedobra tam, gdzie ty nie świecisz.
Jak żak, gdy rzuca książkę, tak kochanek
Do celu swego pospiesza wesoły;
A gdy nadejdzie z kochanką rozstanek
[112],
1010 Wlecze się smutnie, jak ów żak do szkoły.
odchodzi
JULIA
ukazuje się znowu
Pst, pst! Romeo! O, gdybym mieć mogła
Głos sokolnika, by tego maiża
[113]
Nazad
[114] przywołać! Przymus jest ochrypły,
Nie może głośno mówić, gdyby nie to,
1015 Wstrząsłabym
[115] góry, gdzie się echo kryje,
I głos bym jego zrobiła chrapliwszy
Niż mój od rozbrzmień imienia Romeo!
Jak srebrny dźwięk ma nocą głos kochanki!
1020 I jestże
[116] słodsza muzyka na świecie?
JULIA
ROMEO
JULIA
O której godzinie
Jutro mam przysłać?
ROMEO
JULIA
Dobrze.
Dwudziestoletni to termin. Nie pomnę,
Po com tu ciebie znowu przywołała.
ROMEO
Pozwól mi czekać, aż sobie przypomnisz.
JULIA
1030Zapomnę znowu, po co czekasz, pomnąc
[117]
O twojej tylko lubej obecności.
ROMEO
A ja wciąż czekać będę, abyś ciągle
Zapominała, sam zapominając,
Że mam gdzie inny dom jak tutaj.
JULIA
1035
Dnieć będzie: rada bym, żebyś już odszedł;
Nie dalej jednak jak ów biedny ptaszek,
Co go swawolna dziewka z rąk wypuszcza
I wnet, zazdroszcząc mu krótkiej wolności,
1040 Jak niewolnika trzymanego w więzach
Jedwabnym sznurkiem przyciąga na powrót.
ROMEO
Chciałbym być biednym ptaszkiem w twoim ręku.
JULIA
O! Ja bym zbytkiem pieszczot cię zabiła.
Dobranoc, luby! Jeszcze raz dobranoc!
1045 Smutek rozstania tak bardzo jest miły,
Że by dobranoc wciąż usta mówiły.
odchodzi
Sen na twe oczy, pokój w pierś niech spłynie;
Obym był nimi w tej błogiej godzinie!
Spieszę do ojca Laurentego celi,
1050 On mi pomocy i rady udzieli.
wychodzi
SCENA TRZECIA
Cela Ojca Laurentego. Wchodzi Ojciec Laurenty z koszykiem w ręku.
OJCIEC LAURENTY
Szary poranek spędza mrok ponury,
Pasami światła znacząc wschodnie mury
I noc się na bok chyli jak pijana
Z dróg dnia ubitych kołami Tytana
[118].
1055 Nim oko słońca pełnym blaskiem strzeli,
Rosę wypije i świat rozweseli,
Roślin tak zbawczych, jak zgubnych dla zdrowia,
Ziemia jest matką natury i grobem,
1060 Grzebie i życia obdziela zasobem.
I mnóstwo dzieci jej łona widzimy
Ciągnących pokarm z jej piersi rodzimej;
Niejedno w skutkach swoich wyśmienite,
Każde do czegoś, wszystko rozmaite.
1065 O! moc to pełna cudów, co się mieści
W sokach ziół, krzewów, w martwej kruszców treści!
Aby nie mogły stać się przydatnemi;
Ni tak przydatnych, aby zamiast służyć
1070 Nie zaszkodziły pod wpływem nadużyć.
Wszakże i cnota może zajść w bezdroże,
A błąd się czynem uszlachetnić może.
Ma nieraz miejsce jad wespół z balsamem,
1075 Co zmysły razi i to, co im sprzyja,
Bo jego zapach rzeźwi; smak zabija.
Podobnie sprzeczna i w człowieku gości
Dwójca pierwiastków: dobroci i złości;
A kędy górę gorsza weźmie strona,
1080 Tam śmierć przychodzi i roślina kona.
Wchodzi Romeo.
ROMEO
OJCIEC LAURENTY
Cóż to za ranny głos tak mnie pozdrawia!
1085 Próżne zostawia o tak wczesnej porze.
Troska odbywa straż w oczach starego,
A sen tych mija, których troski strzegą;
Ale gdzie czerstwa, wolna od kłopotów
Młódź głowę złoży, sen zawżdy przyjść gotów.
1090 To więc tak ranne tu przybycie zdradza
Jakiś niepokój, któremu snu władza
Ulec musiała. Czy tylko się kładłeś?
Możeś do łóżka i nie zajrzał
[120]?
ROMEO
Zgadłeś;
1095 Milej niż w łóżku przeszły mi godziny.
OJCIEC LAURENTY
Grzeszniku, pewnieś był u Rozaliny.
ROMEO
U Rozaliny? Nie, ojcze; to imię
W pamięci mojej wiecznym snem już drzemie.
OJCIEC LAURENTY
Brawo, mój synu! Lecz gdzieżeś to bywał?
ROMEO
1100Zaraz ci powiem: próżno byś zgadywał;
Gdziem został ranny, lecz zbójczyni sroga
Czuje cios wzajem przeze mnie zadany,
Tak że na nasze obopólne rany
1105 Święty wpływ tylko twej, ojcze, opieki
Poradzić zdoła i dać zbawcze leki.
Po chrześcijańsku, jak widzisz, przemawiam,
Skoro się nawet za mym wrogiem wstawiam.
OJCIEC LAURENTY
Mów jaśniej, synu; zagadkowa spowiedź,
1110 Dwuznaczną także znajduje odpowiedź.
ROMEO
Którąm ukochał, jest z krwi Kapuleta.
Jego to dziecko i nadzieja cała;
Jak ja ją, tak mnie ona ukochała.
1115 I do jedności, która nas już splata,
Brakuje tylko, byś nas ty dla świata
Stułą zjednoczył. Gdzie, o jakiej dobie
Dozgonną miłość przysięgliśmy sobie,
Powiem ci idąc, czcigodny kapłanie;
1120 Błagam cię tylko, niech się to dziś stanie.
OJCIEC LAURENTY
Toż Rozalina, owa ukochana,
Niczym już dla cię? Miłość więc młodzieży
W oczach jedynie, a nie w sercu leży?
1125 Jezus! Maryja! Ileż to solanki
Ściekło z twych oczu dla owej kochanki!
I nadaremnie, bowiem twe zapały
Wciąż zalewane, wciąż się powiększały.
Jeszcze twych westchnień nie rozwiał Fawoni
[121];
1130 Jeszcze twój dawny jęk w uszach mi dzwoni,
I na twych licach, bladością pokrytych,
Widoczny jeszcze ślad łez nie obmytych,
Wszystko, coś cierpiał z miłosnej przyczyny,
Cierpiałeś tylko gwoli Rozaliny.
1135 A teraz! nie dziw, gdy mdła płeć upadnie,
ROMEO
Gdym kochał tamtą, takżeś nie pochwalał.
OJCIEC LAURENTY
Nie, żeś ją kochał, lecz żeś za nią szalał.
ROMEO
Pogrześć tą miłość kazałeś.
OJCIEC LAURENTY
1140Nie w grobie
By tę pochować, a inną wziąć sobie.
ROMEO
Nie łaj mnie, proszę; ta, co mi dziś luba,
Miłość mą płaci miłością cheruba;
Z tamtą inaczej było.
OJCIEC LAURENTY
1145Bo odgadła,
Że w rzeczach serca nie znasz abecadła,
Do sankcji
[124] tego nowego wybryku
Jeden i jeden tylko wzgląd mię skłania:
1150 To jest, że może z tego zawiązania
Wyniknie węzeł, który wasze rody
Zawistne złączy w piękny łańcuch zgody.
ROMEO
OJCIEC LAURENTY
1155 Zdradne są kroki za śpiesznie podjęte.
Wychodzą.
SCENA CZWARTA
Ulica. Wchodzą Merkucjo i Benwolio.
MERKUCJO
1156Gdzież, u diabła, ugrzązł Romeo! Czy był tej nocy w domu?
BENWOLIO
1157Nie w domu swego ojca przynajmniej; mówiłem z jego służącym.
MERKUCJO
Ta blada sekutnica Rozalina
[126]
Na wariata go wnet wykieruje.
BENWOLIO
1160Tybalt, starego Kapuleta krewny,
Pisał do niego list.
MERKUCJO
BENWOLIO
MERKUCJO
Każdy człowiek
1165 Piśmienny może na list odpowiedzieć.
BENWOLIO
1166On mu odpowie odpowiednio, jak człowiek wyzwany.
MERKUCJO
1167Cierpienie, Kochanek, MiłośćBiedny Romeo! Już trup z niego! Zakłuty czarnymi oczyma białogłowy; przestrzelony na wskroś uszu romansową piosnką; ugodzony w sam rdzeń serca postrzałem ślepego malca łucznika; potrafiż[127] on Tybaltowi stawić czoło?
BENWOLIO
1168A cóż to takiego Tybalt?
MERKUCJO
1169Coś więcej niż książę kotów[128]; możesz mi wierzyć! PojedynekNieustraszony rębacz, bije się jak z nut, zna czas, odległość i miarę; pauzuje w sam raz jak potrzeba: raz, dwa, a trzy to już w pierś. Żaden jedwabny guzik nie wykręci mu się od śmierci. Duelista[129] to, duelista pierwszej klasy. Owe nieśmiertelne passado! Owe punto reverso! owe hai![130]
BENWOLIO
MERKUCJO
1171Niech kaci porwą to plemię śmiesznych, sepleniących, przesadnych fantastyków, z ich nowo kutymi terminami! Na Boga, doskonała klinga! Dzielny mąż! Wspaniała dziewka! Nie jest–że to rzecz opłakana, że nas obsiadły te zagraniczne muchy, te modne sroki, te pardonnez moi[131], którym tak bardzo idzie o nową formę, że nawet na starej ławce wygodnie siedzieć nie mogą[132]; te bąki, co bąkają: bon! bon![133]
Wchodzi Romeo.
BENWOLIO
1172Oto Romeo, nasz Romeo idzie.
1173Bez mlecza, jak śledź suszony. O! człowieku! jakżeś się w rybę przedzierzgnął! Teraz go rymy Petrarki rozczulają. Laura naprzeciw jego bóstwa jest prostą pomywaczką, lubo tamta miała kochanka, co ją opiewał; Dydona flądrą; Kleopatra Cyganką; Helena i Hero szurgotami i otłukami; Tyzbe[134] kopciuchem lub czymś podobnym, ale zawsze niedystyngowanym. Bonjour[135], sinior Romeo! Oto masz francuskie pozdrowienie na cześć twoich francuskich pantalonów. Pięknie nas zażyłeś tej nocy.
ROMEO
1174Dzień dobry wam, moi drodzy. Jakże to was zażyłem?
MERKUCJO
1175Pokazałeś nam odwrotną stronę medalu, odwrotną stronę swego medalu.
ROMEO
1176To się znaczy, żem wam zdezerterował. Wybacz, kochany Merkucjo; miałem pilny interes, a w takim przypadku człowiek może zgrzeszyć na polu uprzejmości.
MERKUCJO
1177To się znaczy, że w takim przypadku człowiek może być zniewolony zgiąć kolana.
ROMEO
1178Ma się rozumieć — z uprzejmości.
MERKUCJO
1179Bardzoś zgrabnie trafił w sedno.
ROMEO
1180A ty bardzoś zgrabnie to wyłożył.
MERKUCJO
1181Ja bo jestem kwiatem uprzejmości.
ROMEO
MERKUCJO
ROMEO
1184Jeżeliś ty kwiatem, to moje trzewiki są w kwitnącym stanie[136].
MERKUCJO
1185Brawo! pielęgnuj mi ten dowcip; ażeby, skoro ci się do reszty zedrze podeszwa u trzewików, twój dowcip mógł po prostu figurować.
ROMEO
1186O! godny zdartej podeszwy dowcipie! O! figuro pełna prostoty[137] z powodu swego prostactwa!
MERKUCJO
1187Na pomoc, Benwolio! moje koncepta dech tracą.
ROMEO
1188Pejczą je i pejczą[138]! Biczem i ostrogą, inaczej nazwę je hetkami[139].
MERKUCJO
1189Jeżeli twój dowcip poluje na dzikie gęsi[140], to kapituluję; bo on ma więcej kwalifikacji ku temu niż wszystkie moje umysłowe władze. Czy ja ci się zdaję na to[141], żebym miał z gęsiami do czynienia?
ROMEO
1190Tyś mi się nigdy na nic nie zdał, wyjąwszy, kiedy miałem do czynienia z gęsiami.
MERKUCJO
1191Za ten koncept ugryzę cię w ucho.
ROMEO
MERKUCJO
1193Twój dowcip jest gorzką konfiturą, diabelnie ostrym sosem.
ROMEO
MERKUCJO
1195To koncept z koźlej skórki, której cal da się rozciągnąć tak, że nim opaszesz całą głowę.
ROMEO
1196Rozciągnę go do wyrazu „głowę”, który połączywszy z gęsią, będziesz miał gęsią głowę.
MERKUCJO
1197Nie jest–że to lepiej niż jęczeć z miłości? Teraz to co innego; teraz mi jesteś towarzyski, jesteś Romeem, jesteś tym, czym jesteś; Miłośćmiłość zaś jest podobna do owego gapia, co się szwenda wywiesiwszy język, szukając dziury, gdzie by mógł palec wścibić.
ROMEO
MERKUCJO
1199Chcesz, aby się mój dowcip zastanowił w samym środku weny[142]?
ROMEO
1200Z obawy, abyś tej weny zbyt nie rozszerzył.
MERKUCJO
1201Mylisz się, właśnie byłem bliski ją ścieśnić, bo jużem był doszedł do jej dna i nie miałem zamiaru dłużej wyczerpywać materii.
ROMEO
1202Patrzcie, co za dziwadła!
Wchodzi Marta z Piotrem.
MERKUCJO
BENWOLIO
MARTA
PIOTR
MERKUCJO
1208Proszę cię, mój Piotrze, zakryj wachlarzem twarz jejmości; bo z dwojga tego, jej wachlarz jest piękniejszy.
MARTA
1209Życzę panom dnia dobrego.
MERKUCJO
1210Życzymy ci dobrego południa, piękna sinioro.
MARTA
MERKUCJO
1212Nie inaczej; bo nieczysta ręka wskazówki na kompasie trzyma już południe za ogon.
MARTA
1213Chryste Panie! Cóż to za człowiek z waćpana?
ROMEO
1214Człowiek, którego Pan Bóg skazał na zepsucie.
MARTA
1215Dobrześ pan powiedział, na poczciwość! Nie wie też czasem który z panów, gdzie bym mogła znaleźć młodego Romea?
ROMEO
1216Ja wiem czasem, ale młodego Romea znajdziesz waćpani starszym, niż był, kiedyś go szukać zaczęła. Jestem najmłodszy z tych, co noszą to imię w braku gorszego.
MARTA
MERKUCJO
1218Możeż[146] być dobrym to, co jest gorszym?
MARTA
1219Jeżeli waćpan nim jesteś, to rada bym z nim pomówić sam na sam.
BENWOLIO
1220Zaprosi go na jakąś wieczorynkę.
MERKUCJO
ROMEO
MERKUCJO
1223Kotlinę, panie, nie kota; i to w starym piecu, nie w polu.
Bodaj to kotlina,
Gdzie siedzi kocina,
Ta nie osmali…
Lecz zmykaj, chudzino,
Przed taką kotliną,
Gdzie diabeł pali!
1224Romeo, czy będziesz u ojca na obiedzie? My tam idziemy.
ROMEO
1226Do widzenia, starożytna damo; damo, damo, damo, damo[149]!
Wychodzą Merkucjo i Benwolio.
MARTA
1227Tak, tak, do widzenia! Grzeczność, SłowoCo to za infamis[150], proszę pana, co się tak poważył rozpuścić cugle swemu grubiaństwu?
ROMEO
1228Jest to panicz zakochany w swym języku, zdolny wypowiedzieć więcej w ciągu jednej minuty niż milczeć przez cały miesiąc.
MARTA
1229Honor, OpiekaJeżeli on na mnie co powiedział, dam ja mu, chociażby był zuchwalszy, niż jest, i miał ze sobą dwudziestu sobie podobnych drabów; a jeżeli mi ujdzie, to znajdę takich, co to potrafią. A hultaj! czy to ja jestem jego kochanką, jego poniewieradłem! (do Piotra) I ty tu stałeś także i mogłeś ścierpieć, żeby mnie lada gbur używał wedle upodobania za przedmiot swych bezwstydnych żartów?
PIOTR
1230Nie widziałem jeszcze, żeby kto używał jejmości wedle upodobania; gdybym był to widział, byłbym był pewnie zaraz giwer wydobył, ręczę za to. Umiem się najeżyć tak dobrze jak kto inny, kiedy mam sposobność po temu i prawo za sobą.
MARTA
1231Dlaboga! tak jestem rozdrażniona, że się wszystko we mnie trzęsie. A hultaj! Otóż, proszę pana, tak jak powiedziałam, młoda moja pani kazała mi się wywiedzieć o panu; co mi kazała powiedzieć, to sobie zachowuję; ale przede wszystkim oświadczam panu, że jeżelibyś ją osadził na koszu, jak to mówią, bo panienka, o której mówię, jest młoda, i dlatego, gdybyś ją pan wywiódł w pole, byłoby to tak ciężkim psikusem, jaki tylko młodej panience można wyrządzić.
ROMEO
1232Pozdrów ją, waćpani, ode mnie i powiedz, że jej daję rendez–vous[151]…
MARTA
1233Poczciwości! oświadczę jej to, oświadczę. Niebożę, nie posiądzie się z radości.
ROMEO
1234Co jej waćpani chcesz oświadczyć? Nie wiesz, co mówić miałem.
MARTA
1235Oświadczę jej, że pan dajesz randewu; co jest, jeżeli się nie mylę, ofiarą godną prawdziwego szlachcica.
ROMEO
1236Ślub, TajemnicaPowiedz jej, aby pod pozorem spowiedzi przyszła za parę godzin do celi ojca Laurentego, tam ślub weźmiemy. Pieniądz, SługaOto masz waćpani za swoje trudy.
MARTA
1237Nie, panie; ani grosika.
ROMEO
1238No, no, bez ceremonii.
MARTA
1239Za parę godzin więc; dobrze, nie zaniedba się stawić.
ROMEO
1240Waćpani staniesz za murem klasztornym,
Tam ci mój człowiek przyniesie drabinkę
[152]
Z sznurków skręconą, która mi w noc późną
Do szczytu mego szczęścia wstęp ułatwi.
Bądź zdrowa! Wierność twa znajdzie nagrodę,
1245 Poleć mię swojej młodej pani.
MARTA
Niech wam Bóg błogosławi! Ale, ale…
ROMEO
Cóż mi waćpani jeszcze powiesz?
MARTA
TajemnicaCzy człowiek pański dobry do sekretu?
Bo gdzie się skrycie prowadzą układy,
1250 Tam dwóch już, mówią, za wiele do rady.
ROMEO
Ręczę za niego: jest to wierność sama.
1252A więc wszystko dobrze. Co też za miłe stworzenie ta moja panienka! Co to nie wyprawiało, jak było małym! Chryste Panie! Ale, ale, jest tu na mieście jeden pan, niejaki Parys, ten ma na nią diabli apetyt; ale ona, poczciwina, wolałaby patrzeć na bazyliszka[153] niż na niego. Przekomarzam się z nią nieraz i mówię, że ten Parys to wcale przystojny mężczyzna; wtedy ona, powiadam panu, za każdym razem aż blednie, zupełnie tak jak pąsowa chusta na słońcu. Proszę też pana, czy rozmaryn[154] i Romeo nie zaczyna się od takiej samej litery?
ROMEO
1253Nie inaczej: jedno i drugie od R.
MARTA
1254Kpiarz z waszmości. To psie imię[155]. To litera dla… Nie, tamto zaczyna się od innej litery. Co też ona o tym prawi, to jest o rozmarynie i o panu: rada bym, żebyś pan to słyszał.
ROMEO
1255Poleć jej służby moje.
wychodzi
1256Uczynię to, uczynię po tysiąc razy. — Piotrze!
PIOTR
MARTA
1258Piotrze, naści[156] mój wachlarz i idź przodem.
Wychodzą.
SCENA PIĄTA
Ogród Kapuletów. Wchodzi Julia.
JULIA
Dziewiąta biła, kiedym ją posłała;
1260 MiłośćPrzyrzekła wrócić się za pół godziny.
Nie znalazła go może? nie, to nie to;
Słabe ma nogi. Heroldem miłości
Powinna by być myśl, która o dziesięć
Razy mknie prędzej niż promienie słońca,
1265 Kiedy z pochyłych wzgórków cień spędzają.
Nie darmo lotne gołębie są w cugach
Bóstwa miłości i nie darmo Kupid
Ma skrzydła z wiatrem idące w zawody.
Już teraz słońce jest w samej połowie
1270 Dzisiejszej drogi swojej; od dziewiątej
Aż do dwunastej trzy już upłynęły
Długie godziny, a jeszcze jej nie ma.
Gdyby krew miała młodą i uczucia,
Jak piłka byłaby chyżą i lekką,
1275 I słowa moje do mego kochanka,
A jego do mnie w lot by ją popchnęły;
StarośćLecz starzy wcześnie są jakby nieżywi;
Jak ołów ciężcy, zimni, więc leniwi.
Wchodzą Marta i Piotr.
Ha! otóż idzie. I cóż, złota nianiu?
1280 Czyś się widziała z nim? Każ odejść słudze.
MARTA
Idź, stań za progiem Piotrze.
Wychodzi Piotr.
JULIA
Mów, droga, luba nianiu! Ależ przebóg!
Czemu tak smutno wyglądasz? Chociażbyś
Złe wieści miała, powiedz je wesoło;
1285 Jeśli zaś dobre przynosisz, ta mina
Fałszywy miesza ton do ich muzyki.
MARTA
Tchu nie mam, pozwól mi trochę odpocząć;
Ach! moje kości! To był harc nie lada!
JULIA
Weź moje kości, a daj mi wieść swoją.
1290 Mów–że, mów prędzej, mów, nianiuniu droga.
MARTA
Co za gwałt! Folguj, dlaboga, choć chwilkę,
Czyliż nie widzisz, że ledwie oddycham?
JULIA
Ledwie oddychasz; kiedy masz dość tchnienia
Do powiedzenia, że ledwie oddychasz?
1295 To tłumaczenie się twoje jest dłuższe
Od wieści, której zwłokę nim tłumaczysz;
Masz–li wieść dobrą czy złą? niech przynajmniej
Tego się dowiem, poczekam na resztę;
Tylko mi powiedz: czy jest zła, czy dobra?
MARTA
1300Tak, tak, pięknyś panna wybór zrobiła! pannie właśnie męża wybierać. Romeo! żal się Boże! Co mi to za gagatek! Ma wprawdzie twarz gładszą niż niejeden, ale oczy, niech się wszystkie inne schowają; co się zaś tyczy rąk i nóg, i całej budowy, chociaż o tym nie ma co wspominać, przyznać trzeba, że nieporównane. Nie jest to wprawdzie galant całą gębą, ale słodziuchny jak baranek. No, no, dziewczyno! Bóg pomagaj! A czy jedliście już obiad?
JULIA
Nie. Ale o tym wszystkim już wiedziałam.
Cóż o małżeństwie naszym mówił? powiedz.
Ach! jak mnie głowa boli! tak w niej łupie,
Jakby się miała w kawałki rozlecieć.
1305 A krzyż! krzyż! biedny krzyż! niechaj waćpannie
Bóg nie pamięta, żeś mię posyłała.
Aby mi przez ten kurs śmierci przyśpieszyć.
JULIA
Doprawdy, przykro mi, że jesteś słaba.
Nianiu, nianiuniu, nianiunieczku droga.
1310 Powiedz mi, co ci mówił mój kochanek?
MARTA
Mówił, jak dobrze wychowany młodzian,
Grzeczny, stateczny, a przy tym, upewniam,
Pełen zacności. Gdzie waćpanny matka?
JULIA
Gdzie moja matka? Gdzież ma być? Jest w domu.
1315 Co też nie pleciesz, nianiu, mój kochanek
Mówił, jak dobrze wychowany młodzian,
Gdzie moja matka?
MARTA
O mój miły Jezu!
Takżeś mi aśćka w ukropie kąpana!
1320 I takąż to jest maść na moje kości?
Bądź–że na przyszłość sama sobie posłem.
JULIA
O męki! Co ci powiedział Romeo?
MARTA
Masz pozwolenie iść dziś do spowiedzi?
JULIA
MARTA
1325
Tam znajdziesz kogoś, co–ć pojmie za żonę.
Jak ci jagódki pokraśniały! Czekaj!
Zaraz je w szkarłat zmienię inną wieścią:
Idź do kościoła, ja tymczasem pójdę
1330 Przynieść drabinkę, po której twój ptaszek
Ma się do gniazdka wśliznąć, jak się ściemni.
Jak tragarz, muszę być ci ku pomocy;
Ty za to ciężar dźwigać będziesz w nocy.
Idź: trza mi zjeść co po takim zmachaniu.
JULIA
1335Idę raj posiąść. Adieu
[157], złota nianiu.
Wychodzą.
SCENA SZÓSTA
Cela Ojca Laurentego. Ojciec Laurenty i Romeo
OJCIEC LAURENTY
I przyszłość smutkiem nas nie ukarała.
ROMEO
Amen! lecz choćby przyszedł nawał smutku,
Nie sprzeciwważyłby on tej radości,
1340 Jaką mię darzy jedna przy niej chwila.
Złącz tylko nasze dłonie świętym węzłem;
Niech go śmierć potem przetnie, kiedy zechce,
Dość, że wprzód będę mógł ją nazwać moją.
Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny;
1345 Są one na kształt prochu zatlonego
[158],
Co wystrzeliwszy gaśnie. Miód jest słodki,
Lecz słodkość jego graniczy z ckliwością
I zbytkiem smaku zabija apetyt.
Miarkuj więc miłość twoją; zbyt skwapliwy
1350 Tak samo spóźnia się jak zbyt leniwy.
Wchodzi Julia.
Nie ugiąłby się pod tak lekką stopą.
Kochankom mogłyby do jazdy służyć
Owe słoneczne pyłki, co igrają
1355 Latem w powietrzu; tak lekką jest marność.
JULIA
Czcigodny spowiedniku, bądź pozdrowion.
OJCIEC LAURENTY
Romeo, córko, podziękuje tobie
Za nas obydwu.
JULIA
Pozdrawiam go również,
1360 By dzięki jego zbytnimi nie były.
ROMEO
O! Julio, jeśli miara twej radości
Równa się mojej, a dar jej skreślenia
Większy od mego: to osłódź twym tchnieniem
Powietrze i niech muzyka ust twoich
1365 Objawi obraz szczęścia, jakie spływa
Na nas oboje w tym błogim spotkaniu.
JULIA
Pyszni się z swojej wartości, nie z ozdób;
Żebracy tylko rachują swe mienie.
1370 Mojej miłości skarb jest tak niezmierny,
Że i pół sumy tej nie zdołam zliczyć.
Pójdźcie, załatwim rzecz w krótkich wyrazach,
Nie wprzód będziecie sobie zostawieni,
Aż was sakrament z dwojga w jedno zmieni.
Wychodzą.