Romeo i Julia · William Shakespeare (Szekspir)

AKT DRUGI

AKT DRUGI

PROLOG

Przełożył Jan Kasprowicz

CHÓR

Konflikt, Miłość, RodzinaDawna namiętność już w całunach leży,
W jej miejscu władnie[88] siła żądzy nowej;
Piękną przestała być przy Julii świeżej
Piękność, dla której umrzeć był gotowy.
765
Dziś jest Romeo kochany i kocha,
W oczach obojga żar jednaki płonie;
Lecz on, w niej wroga przypuszczając, szlocha,
A ona miłość z wędki grozy chłonie.
On się nie zbliży i przed nią nie złoży
770
Przysiąg serdecznych, uważan za wroga;
I jej, choć w łonie namiętność się sroży,
Zejścia się z lubym zamkniętą jest droga.
Lecz w żądzy siła: po wielkich katuszach
Wielką im radość czas zgotuje w duszach.

SCENA PIERWSZA

Pusty plac przytykający do ogrodu Kapuletów. Wchodzi Romeo.

ROMEO

775
Mamże[89] iść dalej, gdy tu moje serce?
Cofnij się, ziemio, wynajdź sobie centrum!
wchodzi na mur i spuszcza się do ogrodu
Wchodzą Merkucjo i Benwolio.

BENWOLIO

Romeo! Bracie! Romeo!

MERKUCJO

Ma rozum;
Powietrze chłodne, więc dyrnął do łóżka.

BENWOLIO

780
Pobiegł tą drogą i przelazł przez parkan.
Wołaj, Merkucjo!

KochanekMERKUCJO

Użyję nań zaklęć;
Romeo! Gachu[90]! Cietrzewiu! Wariacie!
Ukaż się w lotnej postaci westchnienia,
785
Powiedz choć jeden wiersz, a dość mi będzie;
Jęknij: ach! Połącz w rym: kochać i szlochać;
Szepnij Wenerze[91] jakie piękne słówko;
Daj jaki nowy epitet ślepemu
Jej synalkowi[92], co tak celnie strzelał
790
Za owych czasów, gdy król Kofetua
W zaloty chodził do córki żebraczej.
Nie słucha; ani piśnie, ani trunie[93]
Zdechł robak, muszę zakląć go inaczej.
Klnę cię na żywe oczy Rozaliny,
795
Na jej wysokie czoło, krasne usta,
Wysmukłe nóżki i toczone biodra
Z przyległościami, abyś się przed nami
W właściwej sobie postaci ukazał.

BENWOLIO

Gniewać się będzie, jeśli cię usłyszy.

MERKUCJO

800
Co się ma gniewać? Mógłby się rozgniewać,
Gdyby za sprawą mojego zaklęcia
W zaczarowane koło jego pani
Inny duch wkroczył i stał tam dopóty,
Dopóki by go nie zmogła: to byłby
805
Powód do uraz; moja inwokacja
Jest przyjacielska i godziwa razem,
Bo wywołuje w imię jego pani
Jego jedynie naturalną postać.

BENWOLIO

MiłośćPójdź! Skrył się ówdzie pomiędzy drzewami,
810
By się tam zbratał z tajemniczą nocą —
Ślepym w miłości ciemność jest najmilsza.

MERKUCJO

Kobieta, KochanekMożeż[94] w cel trafić miłość, będąc ślepą?
Teraz usiądzie sobie pod jabłonką
I będzie wzdychał, by jego kochanka
815
Była owocem, który młode panny,
Kiedy są same — nazywają figą.
Oby, Romeo, była, oby była
Taką otwartą figą, a ty chłopcze,
Obyś był gruszką! Dobranoc, Romeo!
820
Idę lec w moim łóżku za kotarą,
Bo to polowe tu dla mnie za chłodne.
Czy idziesz także?

BENWOLIO

Idę; próżno szukać
Takiego, co być nie chce znaleziony.
Wychodzą.

SCENA DRUGA

Ogród Kapuletów. Wchodzi Romeo.

ROMEO

825
Cierpienie, Kochanek, MiłośćDrwi z blizn, kto nigdy nie doświadczył rany.
Julia ukazuje się w oknie.
Lecz cicho! ŚwiatłoCo za blask strzelił tam z okna!
Ono jest wschodem, a Julia jest słońcem!
Wnijdź, cudne słońce, zgładź zazdrosną lunę[95],
Która aż zbladła z gniewu, że ty jesteś
830
Od niej piękniejsza; o, jeśli zazdrosna,
Nie bądź jej służką! Jej szatkę zieloną
I bladą noszą jeno głupcy. Zrzuć ją!
To moja pani, to moja kochanka!
O! Gdyby mogła wiedzieć, czym jest dla mnie!
835
Przemawia, chociaż nic nie mówi; cóż stąd?
Jej oczy mówią, oczom więc odpowiem.
Za śmiały jestem; mówią, lecz nie do mnie.
Gwiazda, OkoDwie najjaśniejsze, najpiękniejsze gwiazdy
Z całego nieba, gdzie indziej zajęte,
840
Prosiły oczu jej, aby zastępczo
Stały w ich sferach, dopóki nie wrócą.
Lecz choćby oczy jej były na niebie,
A owe gwiazdy w oprawie jej oczu:
Blask jej oblicza zawstydziłby gwiazdy
845
Jak zorza lampę; gdyby zaś jej oczy
Wśród eterycznej zabłysły przezroczy,
Ptaki ocknęłyby się i śpiewały,
Myśląc, że to już nie noc, lecz dzień biały.
Patrz, jak na dłoni smutnie wsparła liczko!
850
O! Gdybym mógł być tylko rękawiczką,
Co tę dłoń kryje!

JULIA

Ach!

ROMEO

Cicho! Coś mówi.
AniołO! Mów, mów dalej, uroczy aniele;
855
Bo ty mi w noc tę tak wspaniale świecisz
Jak lotny goniec niebios rozwartemu
Od podziwienia oku śmiertelników,
Które się wlepia w niego, aby patrzeć,
Jak on po ciężkich chmurach się przesuwa
860
I po powietrznej żegluje przestrzeni.

JULIA

Konflikt, Krew, Miłość, RodzinaRomeo! Czemuż ty jesteś Romeo!
Wyrzecz[96] się swego rodu, rzuć tę nazwę!
Lub jeśli tego nie możesz uczynić,
To przysiąż[97] wiernym być mojej miłości,
865
A ja przestanę być z krwi Kapuletów.

ROMEO

Mamże[98] przemówić czy też słuchać dalej?

JULIA

Konflikt, Miłość, Rodzina, Pozory, PrawdaNazwa twa tylko jest mi nieprzyjazna,
Boś ty w istocie nie Montekim dla mnie.
Jestże[99] Monteki choćby tylko ręką,
870
Ramieniem, twarzą, zgoła jakąkolwiek
Częścią człowieka? O! Weź inną nazwę!
Czymże jest nazwa? To, co zowiem różą,
Pod inną nazwą równie by pachniało;
Tak i Romeo bez nazwy Romea
875
Przecież by całą swą wartość zatrzymał.
KochanekRomeo! Porzuć tę nazwę, a w zamian
Za to, co nawet cząstką ciebie nie jest,
Weź mię, ach! całą!

ROMEO

Biorę cię za słowo:
880
Zwij mię kochankiem, a krzyżmo[100] chrztu tego
Sprawi, że odtąd nie będę Romeem.

JULIA

Ktoś ty jest, co się nocą osłaniając,
Podchodzisz moją samotność?

ROMEO

Z nazwiska
885
Nie mógłbym tobie powiedzieć, kto jestem;
Nazwisko moje jest mi nienawistne,
Bo jest, o! święta, nieprzyjazne tobie;
Zdarłbym je, gdybym miał je napisane.

JULIA

Jeszcze me ucho stu słów nie wypiło
890
Z tych ust, a przecież dźwięk już ich mi znany.
Jest żeś Romeo, mów? Jest żeś Monteki?

ROMEO

Nie jestem ani jednym, ani drugim,
Jednoli[101] z dwojga jest niemiłe tobie.

JULIA

Jak żeś tu przyszedł, powiedz, i dlaczego?
895
Mur jest wysoki i trudny do przejścia,
A miejsce zgubne; gdyby cię kto z moich
Krewnych tu zastał…

ROMEO

MiłośćNa skrzydłach miłości
Lekko, bezpiecznie mur ten przesadziłem,
900
OdwagaBo miłość nie ma żadnych tam i granic;
A co potrafi, na to się i waży;
Krewni więc twoi nie trwożą mię wcale.

JULIA

Zabiliby cię, gdyby cię ujrzeli.

ROMEO

Ach! Więcej groźby leży w oczach twoich
905
Niż w ich dwudziestu mieczach; patrz łaskawie,
A będę silny przeciw ich gniewowi.

JULIA

Na Boga! Niech cię oni tu nie ujrzą!

ROMEO

Ciemny płaszcz nocy skryje mię przed nimi.
Lecz niech mię znajdą, jeśli ty mię kochasz.
910
Lepszy kres życia skutkiem ich niechęci
Niż przedłużony zgon w braku twych uczuć.

JULIA

MiłośćKto ci dopomógł znaleźć to ustronie?

ROMEO

Miłość, co mi go doradziła szukać;
Ona mi instynkt, ja jej oczy dałem.
915
Nie jestem sternik, gdybyś jednak była
Równie daleko jak ów brzeg, którego
Morze najdalsze podmywa krawędzie,
Śmiało po taki klejnot bym popłynął.

JULIA

Gdyby nie ciemność, co mi twarz maskuje,
920
Widziałbyś na niej rozlany rumieniec
Po tym, co z ust mych słyszałeś tej nocy.
Rada bym form się trzymać, rada cofnąć
To, co wyrzekłam; ale precz, udanie!
MiłośćCzy ty mię kochasz? Wiem, że powiesz: tak jest;
925
I jać[102] uwierzę; Mężczyznamimo przysiąg jednak
Możesz mię zawieść. Z wiarołomstwa mężczyzn
Śmieje się, mówią, Jowisz. O! Romeo!
Jeśli mię kochasz, wyrzecz to rzetelnie;
Lecz jeśli masz mię za podbój zbyt łatwy,
930
To zmarszczę czoło i przewrotną będę,
I na miłosne twoje oświadczenia
Powiem: nie, w innym razie za nic w świecie.
Za czuła może jestem, o! Monteki,
Stąd możesz sądzić me obejście płochym[103];
935
Ufaj mi jednak, będę ja wierniejsza
Od tych, co bieglej umieją się drożyć[104].
Byłabym ja się była, prawdę mówiąc,
Także drożyła, gdybyś był tajnego
Głosu miłości mojej nie podchwycił.
940
Nie wiń mię przeto ani też przypisuj
Płochości tego wylania mych uczuć,
Które zdradziła noc ciemna.

ROMEO

Przysięgam na ten księżyc, co wspaniale
945
Powleka srebrem tamtych drzew wierzchołki…

JULIA

MiłośćO! Nie przysięgaj na księżyc, bo księżyc
Co tydzień zmienia kształt swej pięknej tarczy;
I miłość twoja po takiej przysiędze
Mogłaby również zmienną się okazać.

ROMEO

950
Na cóż mam przysiąc?

JULIA

Nie przysięgaj wcale;
Lub wreszcie przysiąż na samego siebie:
Na ten uroczy przedmiot mych uwielbień,
To ci uwierzę.

ROMEO

955
Jeśli szczera miłość
Mojego serca…

JULIA

Daj pokój[105] przysięgom.
Lubo[106] się cieszę z twojej obecności,
Te nocne śluby nie cieszą mnie jakoś,
960
Za nagłe one są, za nierozważne,
Podobne niby do blasku, co znika,
Nim człowiek zdąży powiedzieć: «Błysnęło».
Dobranoc, luby[107]! Oby nam ten wonny
Miłości pączek przyniósł kwiat niepłonny!
965
Bądź zdrów! I zaśnij z tak błogim spokojem,
Jaki, z twej łaski, czuję w sercu mojem.

ROMEO

Także mam odejść niezaspokojony?

JULIA

Jakiegoż więcej chcesz zaspokojenia?

ROMEO

Zamiany twoich zapewnień za moje.

JULIA

970
Jużem[108] ci dała je, nimeś[109] zażądał;
Rada bym jednak one mieć na powrót.

ROMEO

Chciałaż[110] byś cofnąć je? Dlaczego? Luba!

JULIA

Ażebym mogła oddać ci je znowu.
A przecież jest to żądanie zbyteczne;
975
Miłość, WodaBo moja miłość równie jest głęboka
Jak morze, równie jak ono bez końca;
Im więcej ci jej udzielam, tym więcej
Czuję jej w sercu.
Słychać w pokojach głos Marty.
Wołają mię. — Zaraz.
980
Bądź zdrów, kochanku drogi! — Zaraz, zaraz.
— Najmilszy, pomnij być stałym! — Zaczekaj,
Zaczekaj trochę, powrócę za chwilę.
wychodzi

ROMEO

Błogosławiona, o! błogosławiona
Po dwakroć nocy! Ale czy to wszystko,
985
Dziejąc się w nocy nie jest marą tylko?
Co tak lubego możeż[111] być istotnym?

JULIA

ukazując się znowu
Jeszcze słów parę, a potem dobranoc,
Drogi Romeo! Jeśli twoja skłonność
Jest prawą, twoim zamiarem małżeństwo:
990
To mię uwiadom jutro przez osobę,
Którą do ciebie przyślę, gdzie i kiedy
Zechcesz dopełnić obrzędu; a wtedy
Całą mą przyszłość u nóg twoich złożę
I w świat za tobą pójdę w imię boże.

MARTA

za sceną
995
Panienko!

JULIA

Idę. — Lecz jeśli mię zwodzisz,
To cię zaklinam…

MARTA

za sceną
Julciu!

JULIA

Zaraz idę.
1000
— Jeśli mię zwodzisz, o! to cię zaklinam,
Skończ te zabiegi i zostaw mię żalom.
— Jutro więc przyślę.

ROMEO

Jak pragnę zbawienia…

KochanekJULIA

Po tysiąc razy dobranoc.
odchodzi

ROMEO

1005
Po tysiąc
Razy niedobra tam, gdzie ty nie świecisz.
Jak żak, gdy rzuca książkę, tak kochanek
Do celu swego pospiesza wesoły;
A gdy nadejdzie z kochanką rozstanek[112],
1010
Wlecze się smutnie, jak ów żak do szkoły.
odchodzi

JULIA

ukazuje się znowu
Pst, pst! Romeo! O, gdybym mieć mogła
Głos sokolnika, by tego maiża[113]
Nazad[114] przywołać! Przymus jest ochrypły,
Nie może głośno mówić, gdyby nie to,
1015
Wstrząsłabym[115] góry, gdzie się echo kryje,
I głos bym jego zrobiła chrapliwszy
Niż mój od rozbrzmień imienia Romeo!

Kochanek, MiłośćROMEO

Dusza, DźwiękMoja to dusza dzwoni imię moje,
Jak srebrny dźwięk ma nocą głos kochanki!
1020
I jestże[116] słodsza muzyka na świecie?

JULIA

Romeo!

ROMEO

Luba!

JULIA

O której godzinie
Jutro mam przysłać?

ROMEO

1025
O dziewiątej.

JULIA

Dobrze.
Dwudziestoletni to termin. Nie pomnę,
Po com tu ciebie znowu przywołała.

ROMEO

Pozwól mi czekać, aż sobie przypomnisz.

JULIA

1030
Zapomnę znowu, po co czekasz, pomnąc[117]
O twojej tylko lubej obecności.

ROMEO

A ja wciąż czekać będę, abyś ciągle
Zapominała, sam zapominając,
Że mam gdzie inny dom jak tutaj.

JULIA

1035
Dnieć będzie: rada bym, żebyś już odszedł;
Nie dalej jednak jak ów biedny ptaszek,
Co go swawolna dziewka z rąk wypuszcza
I wnet, zazdroszcząc mu krótkiej wolności,
1040
Jak niewolnika trzymanego w więzach
Jedwabnym sznurkiem przyciąga na powrót.

ROMEO

Chciałbym być biednym ptaszkiem w twoim ręku.

JULIA

O! Ja bym zbytkiem pieszczot cię zabiła.
Dobranoc, luby! Jeszcze raz dobranoc!
1045
Smutek rozstania tak bardzo jest miły,
Że by dobranoc wciąż usta mówiły.
odchodzi

Kochanek, SenROMEO

Sen na twe oczy, pokój w pierś niech spłynie;
Obym był nimi w tej błogiej godzinie!
Spieszę do ojca Laurentego celi,
1050
On mi pomocy i rady udzieli.
wychodzi

SCENA TRZECIA

Cela Ojca Laurentego. Wchodzi Ojciec Laurenty z koszykiem w ręku.

OJCIEC LAURENTY

Szary poranek spędza mrok ponury,
Pasami światła znacząc wschodnie mury
I noc się na bok chyli jak pijana
Z dróg dnia ubitych kołami Tytana[118].
1055
Nim oko słońca pełnym blaskiem strzeli,
Rosę wypije i świat rozweseli,
Natura, Rośliny, Ziemia, Matka, GróbMuszę uzbierać w ten koszyk z sitowia
Roślin tak zbawczych, jak zgubnych dla zdrowia,
Ziemia jest matką natury i grobem,
1060
Grzebie i życia obdziela zasobem.
I mnóstwo dzieci jej łona widzimy
Ciągnących pokarm z jej piersi rodzimej;
Niejedno w skutkach swoich wyśmienite,
Każde do czegoś, wszystko rozmaite.
1065
O! moc to pełna cudów, co się mieści
W sokach ziół, krzewów, w martwej kruszców treści!
Obraz świataBo nie ma rzeczy tak podłych na ziemi,
Aby nie mogły stać się przydatnemi;
Ni tak przydatnych, aby zamiast służyć
1070
Nie zaszkodziły pod wpływem nadużyć.
Wszakże i cnota może zajść w bezdroże,
A błąd się czynem uszlachetnić może.
Kondycja ludzka, RoślinyW mdłym kwiatku, w ziółku jednym i tym samem
Ma nieraz miejsce jad wespół z balsamem,
1075
Co zmysły razi i to, co im sprzyja,
Bo jego zapach rzeźwi; smak zabija.
Podobnie sprzeczna i w człowieku gości
Dwójca pierwiastków: dobroci i złości;
A kędy górę gorsza weźmie strona,
1080
Tam śmierć przychodzi i roślina kona.
Wchodzi Romeo.

ROMEO

Dzień dobry, ojcze mój.

OJCIEC LAURENTY

Benedicite![119]
Cóż to za ranny głos tak mnie pozdrawia!
Młodość, Starość, SenMłody mój synu, zły to znak, kto łoże
1085
Próżne zostawia o tak wczesnej porze.
Troska odbywa straż w oczach starego,
A sen tych mija, których troski strzegą;
Ale gdzie czerstwa, wolna od kłopotów
Młódź głowę złoży, sen zawżdy przyjść gotów.
1090
To więc tak ranne tu przybycie zdradza
Jakiś niepokój, któremu snu władza
Ulec musiała. Czy tylko się kładłeś?
Możeś do łóżka i nie zajrzał[120]?

ROMEO

Zgadłeś;
1095
Milej niż w łóżku przeszły mi godziny.

OJCIEC LAURENTY

Grzeszniku, pewnieś był u Rozaliny.

ROMEO

U Rozaliny? Nie, ojcze; to imię
W pamięci mojej wiecznym snem już drzemie.

OJCIEC LAURENTY

Brawo, mój synu! Lecz gdzieżeś to bywał?

ROMEO

1100
Zaraz ci powiem: próżno byś zgadywał;
Konflikt, MiłośćByłem na balu w domu mego wroga,
Gdziem został ranny, lecz zbójczyni sroga
Czuje cios wzajem przeze mnie zadany,
Tak że na nasze obopólne rany
1105
Święty wpływ tylko twej, ojcze, opieki
Poradzić zdoła i dać zbawcze leki.
Po chrześcijańsku, jak widzisz, przemawiam,
Skoro się nawet za mym wrogiem wstawiam.

OJCIEC LAURENTY

Mów jaśniej, synu; zagadkowa spowiedź,
1110
Dwuznaczną także znajduje odpowiedź.

ROMEO

Kobieta, Małżeństwo, MiłośćDowiedz się zatem, że anioł kobieta,
Którąm ukochał, jest z krwi Kapuleta.
Jego to dziecko i nadzieja cała;
Jak ja ją, tak mnie ona ukochała.
1115
I do jedności, która nas już splata,
Brakuje tylko, byś nas ty dla świata
Stułą zjednoczył. Gdzie, o jakiej dobie
Dozgonną miłość przysięgliśmy sobie,
Powiem ci idąc, czcigodny kapłanie;
1120
Błagam cię tylko, niech się to dziś stanie.

OJCIEC LAURENTY

Kochanek, Młodość, Miłość, PrzemianaŚwięty Franciszku! Cóż to za przemiana!
Toż Rozalina, owa ukochana,
Niczym już dla cię? Miłość więc młodzieży
W oczach jedynie, a nie w sercu leży?
1125
Jezus! Maryja! Ileż to solanki
Ściekło z twych oczu dla owej kochanki!
I nadaremnie, bowiem twe zapały
Wciąż zalewane, wciąż się powiększały.
Jeszcze twych westchnień nie rozwiał Fawoni[121];
1130
Jeszcze twój dawny jęk w uszach mi dzwoni,
I na twych licach, bladością pokrytych,
Widoczny jeszcze ślad łez nie obmytych,
Wszystko, coś cierpiał z miłosnej przyczyny,
Cierpiałeś tylko gwoli Rozaliny.
1135
A teraz! nie dziw, gdy mdła płeć upadnie,
Kiedy mężczyźni szwankują[122] tak snadnie[123].

ROMEO

Gdym kochał tamtą, takżeś nie pochwalał.

OJCIEC LAURENTY

Nie, żeś ją kochał, lecz żeś za nią szalał.

ROMEO

Pogrześć tą miłość kazałeś.

OJCIEC LAURENTY

1140
Nie w grobie
By tę pochować, a inną wziąć sobie.

ROMEO

Nie łaj mnie, proszę; ta, co mi dziś luba,
Miłość mą płaci miłością cheruba;
Z tamtą inaczej było.

OJCIEC LAURENTY

1145
Bo odgadła,
Że w rzeczach serca nie znasz abecadła,
Tylko z rutyny czytasz. Rodzina, ŚlubPójdź, wietrzniku;
Do sankcji[124] tego nowego wybryku
Jeden i jeden tylko wzgląd mię skłania:
1150
To jest, że może z tego zawiązania
Wyniknie węzeł, który wasze rody
Zawistne złączy w piękny łańcuch zgody.

ROMEO

O! prędzej! pilno mi!

OJCIEC LAURENTY

Festina lente[125]!
1155
Zdradne są kroki za śpiesznie podjęte.
Wychodzą.

SCENA CZWARTA

Ulica. Wchodzą Merkucjo i Benwolio.

MERKUCJO

1156

Gdzież, u diabła, ugrzązł Romeo! Czy był tej nocy w domu?

BENWOLIO

1157

Nie w domu swego ojca przynajmniej; mówiłem z jego służącym.

MERKUCJO

Ta blada sekutnica Rozalina[126]
Na wariata go wnet wykieruje.

BENWOLIO

1160
Tybalt, starego Kapuleta krewny,
Pisał do niego list.

MERKUCJO

Z wyzwaniem, ręczę.

BENWOLIO

Romeo mu odpowie.

MERKUCJO

Każdy człowiek
1165
Piśmienny może na list odpowiedzieć.

BENWOLIO

1166

On mu odpowie odpowiednio, jak człowiek wyzwany.

MERKUCJO

1167

Cierpienie, Kochanek, MiłośćBiedny Romeo! Już trup z niego! Zakłuty czarnymi oczyma białogłowy; przestrzelony na wskroś uszu romansową piosnką; ugodzony w sam rdzeń serca postrzałem ślepego malca łucznika; potrafiż[127] on Tybaltowi stawić czoło?

BENWOLIO

1168

A cóż to takiego Tybalt?

MERKUCJO

1169

Coś więcej niż książę kotów[128]; możesz mi wierzyć! PojedynekNieustraszony rębacz, bije się jak z nut, zna czas, odległość i miarę; pauzuje w sam raz jak potrzeba: raz, dwa, a trzy to już w pierś. Żaden jedwabny guzik nie wykręci mu się od śmierci. Duelista[129] to, duelista pierwszej klasy. Owe nieśmiertelne passado! Owe punto reverso! owe hai![130]

BENWOLIO

1170

Co takiego?

MERKUCJO

1171

Niech kaci porwą to plemię śmiesznych, sepleniących, przesadnych fantastyków, z ich nowo kutymi terminami! Na Boga, doskonała klinga! Dzielny mąż! Wspaniała dziewka! Nie jest–że to rzecz opłakana, że nas obsiadły te zagraniczne muchy, te modne sroki, te pardonnez moi[131], którym tak bardzo idzie o nową formę, że nawet na starej ławce wygodnie siedzieć nie mogą[132]; te bąki, co bąkają: bon! bon![133]

Wchodzi Romeo.

BENWOLIO

1172

Oto Romeo, nasz Romeo idzie.

PrzyjaźńMERKUCJO

1173

Bez mlecza, jak śledź suszony. O! człowieku! jakżeś się w rybę przedzierzgnął! Teraz go rymy Petrarki rozczulają. Laura naprzeciw jego bóstwa jest prostą pomywaczką, lubo tamta miała kochanka, co ją opiewał; Dydona flądrą; Kleopatra Cyganką; Helena i Hero szurgotami i otłukami; Tyzbe[134] kopciuchem lub czymś podobnym, ale zawsze niedystyngowanym. Bonjour[135], sinior Romeo! Oto masz francuskie pozdrowienie na cześć twoich francuskich pantalonów. Pięknie nas zażyłeś tej nocy.

ROMEO

1174

Dzień dobry wam, moi drodzy. Jakże to was zażyłem?

MERKUCJO

1175

Pokazałeś nam odwrotną stronę medalu, odwrotną stronę swego medalu.

ROMEO

1176

To się znaczy, żem wam zdezerterował. Wybacz, kochany Merkucjo; miałem pilny interes, a w takim przypadku człowiek może zgrzeszyć na polu uprzejmości.

MERKUCJO

1177

To się znaczy, że w takim przypadku człowiek może być zniewolony zgiąć kolana.

ROMEO

1178

Ma się rozumieć — z uprzejmości.

MERKUCJO

1179

Bardzoś zgrabnie trafił w sedno.

ROMEO

1180

A ty bardzoś zgrabnie to wyłożył.

MERKUCJO

1181

Ja bo jestem kwiatem uprzejmości.

ROMEO

1182

Kwiatem kwiatów.

MERKUCJO

1183

Racja.

ROMEO

1184

Jeżeliś ty kwiatem, to moje trzewiki są w kwitnącym stanie[136].

MERKUCJO

1185

Brawo! pielęgnuj mi ten dowcip; ażeby, skoro ci się do reszty zedrze podeszwa u trzewików, twój dowcip mógł po prostu figurować.

ROMEO

1186

O! godny zdartej podeszwy dowcipie! O! figuro pełna prostoty[137] z powodu swego prostactwa!

MERKUCJO

1187

Na pomoc, Benwolio! moje koncepta dech tracą.

ROMEO

1188

Pejczą je i pejczą[138]! Biczem i ostrogą, inaczej nazwę je hetkami[139].

MERKUCJO

1189

Jeżeli twój dowcip poluje na dzikie gęsi[140], to kapituluję; bo on ma więcej kwalifikacji ku temu niż wszystkie moje umysłowe władze. Czy ja ci się zdaję na to[141], żebym miał z gęsiami do czynienia?

ROMEO

1190

Tyś mi się nigdy na nic nie zdał, wyjąwszy, kiedy miałem do czynienia z gęsiami.

MERKUCJO

1191

Za ten koncept ugryzę cię w ucho.

ROMEO

1192

Chyba udziobiesz!

MERKUCJO

1193

Twój dowcip jest gorzką konfiturą, diabelnie ostrym sosem.

ROMEO

1194

Stosownym do gęsi.

MERKUCJO

1195

To koncept z koźlej skórki, której cal da się rozciągnąć tak, że nim opaszesz całą głowę.

ROMEO

1196

Rozciągnę go do wyrazu „głowę”, który połączywszy z gęsią, będziesz miał gęsią głowę.

MERKUCJO

1197

Nie jest–że to lepiej niż jęczeć z miłości? Teraz to co innego; teraz mi jesteś towarzyski, jesteś Romeem, jesteś tym, czym jesteś; Miłośćmiłość zaś jest podobna do owego gapia, co się szwenda wywiesiwszy język, szukając dziury, gdzie by mógł palec wścibić.

ROMEO

1198

Stój! Stój!

MERKUCJO

1199

Chcesz, aby się mój dowcip zastanowił w samym środku weny[142]?

ROMEO

1200

Z obawy, abyś tej weny zbyt nie rozszerzył.

MERKUCJO

1201

Mylisz się, właśnie byłem bliski ją ścieśnić, bo jużem był doszedł do jej dna i nie miałem zamiaru dłużej wyczerpywać materii.

ROMEO

1202

Patrzcie, co za dziwadła!

Wchodzi Marta z Piotrem.

MERKUCJO

1203

Żagiel! żagiel! żagiel![143]

BENWOLIO

1204

Dwa, dwa: spodnie i spódnica[144]

MARTA

1205

Piotrze.

PIOTR

1206

Słucham.

DamaMARTA

1207

Piotrze, gdzie mój wachlarz[145]?

MERKUCJO

1208

Proszę cię, mój Piotrze, zakryj wachlarzem twarz jejmości; bo z dwojga tego, jej wachlarz jest piękniejszy.

MARTA

1209

Życzę panom dnia dobrego.

MERKUCJO

1210

Życzymy ci dobrego południa, piękna sinioro.

MARTA

1211

Czy to już południe?

MERKUCJO

1212

Nie inaczej; bo nieczysta ręka wskazówki na kompasie trzyma już południe za ogon.

MARTA

1213

Chryste Panie! Cóż to za człowiek z waćpana?

ROMEO

1214

Człowiek, którego Pan Bóg skazał na zepsucie.

MARTA

1215

Dobrześ pan powiedział, na poczciwość! Nie wie też czasem który z panów, gdzie bym mogła znaleźć młodego Romea?

ROMEO

1216

Ja wiem czasem, ale młodego Romea znajdziesz waćpani starszym, niż był, kiedyś go szukać zaczęła. Jestem najmłodszy z tych, co noszą to imię w braku gorszego.

MARTA

1217

Ach, to dobrze!

MERKUCJO

1218

Możeż[146] być dobrym to, co jest gorszym?

MARTA

1219

Jeżeli waćpan nim jesteś, to rada bym z nim pomówić sam na sam.

BENWOLIO

1220

Zaprosi go na jakąś wieczorynkę.

MERKUCJO

1221

Pośredniczka to Wenery. Huź, ha![147]

ROMEO

1222

Cóż to, czyś kota[148] upatrzył?

MERKUCJO

1223

Kotlinę, panie, nie kota; i to w starym piecu, nie w polu.

Bodaj to kotlina,
Gdzie siedzi kocina,
Ta nie osmali…
Lecz zmykaj, chudzino,
Przed taką kotliną,
Gdzie diabeł pali!
1224

Romeo, czy będziesz u ojca na obiedzie? My tam idziemy.

ROMEO

1225

Pośpieszę za wami.

Kobieta, DamaMERKUCJO

1226

Do widzenia, starożytna damo; damo, damo, damo, damo[149]!

Wychodzą Merkucjo i Benwolio.

MARTA

1227

Tak, tak, do widzenia! Grzeczność, SłowoCo to za infamis[150], proszę pana, co się tak poważył rozpuścić cugle swemu grubiaństwu?

ROMEO

1228

Jest to panicz zakochany w swym języku, zdolny wypowiedzieć więcej w ciągu jednej minuty niż milczeć przez cały miesiąc.

MARTA

1229

Honor, OpiekaJeżeli on na mnie co powiedział, dam ja mu, chociażby był zuchwalszy, niż jest, i miał ze sobą dwudziestu sobie podobnych drabów; a jeżeli mi ujdzie, to znajdę takich, co to potrafią. A hultaj! czy to ja jestem jego kochanką, jego poniewieradłem! (do Piotra) I ty tu stałeś także i mogłeś ścierpieć, żeby mnie lada gbur używał wedle upodobania za przedmiot swych bezwstydnych żartów?

PIOTR

1230

Nie widziałem jeszcze, żeby kto używał jejmości wedle upodobania; gdybym był to widział, byłbym był pewnie zaraz giwer wydobył, ręczę za to. Umiem się najeżyć tak dobrze jak kto inny, kiedy mam sposobność po temu i prawo za sobą.

MARTA

1231

Dlaboga! tak jestem rozdrażniona, że się wszystko we mnie trzęsie. A hultaj! Otóż, proszę pana, tak jak powiedziałam, młoda moja pani kazała mi się wywiedzieć o panu; co mi kazała powiedzieć, to sobie zachowuję; ale przede wszystkim oświadczam panu, że jeżelibyś ją osadził na koszu, jak to mówią, bo panienka, o której mówię, jest młoda, i dlatego, gdybyś ją pan wywiódł w pole, byłoby to tak ciężkim psikusem, jaki tylko młodej panience można wyrządzić.

ROMEO

1232

Pozdrów ją, waćpani, ode mnie i powiedz, że jej daję rendez–vous[151]

MARTA

1233

Poczciwości! oświadczę jej to, oświadczę. Niebożę, nie posiądzie się z radości.

ROMEO

1234

Co jej waćpani chcesz oświadczyć? Nie wiesz, co mówić miałem.

MARTA

1235

Oświadczę jej, że pan dajesz randewu; co jest, jeżeli się nie mylę, ofiarą godną prawdziwego szlachcica.

ROMEO

1236

Ślub, TajemnicaPowiedz jej, aby pod pozorem spowiedzi przyszła za parę godzin do celi ojca Laurentego, tam ślub weźmiemy. Pieniądz, SługaOto masz waćpani za swoje trudy.

MARTA

1237

Nie, panie; ani grosika.

ROMEO

1238

No, no, bez ceremonii.

MARTA

1239

Za parę godzin więc; dobrze, nie zaniedba się stawić.

ROMEO

1240
Waćpani staniesz za murem klasztornym,
Tam ci mój człowiek przyniesie drabinkę[152]
Z sznurków skręconą, która mi w noc późną
Do szczytu mego szczęścia wstęp ułatwi.
Bądź zdrowa! Wierność twa znajdzie nagrodę,
1245
Poleć mię swojej młodej pani.

MARTA

Niech wam Bóg błogosławi! Ale, ale…

ROMEO

Cóż mi waćpani jeszcze powiesz?

MARTA

TajemnicaCzy człowiek pański dobry do sekretu?
Bo gdzie się skrycie prowadzą układy,
1250
Tam dwóch już, mówią, za wiele do rady.

ROMEO

Ręczę za niego: jest to wierność sama.

SługaMARTA

1252

A więc wszystko dobrze. Co też za miłe stworzenie ta moja panienka! Co to nie wyprawiało, jak było małym! Chryste Panie! Ale, ale, jest tu na mieście jeden pan, niejaki Parys, ten ma na nią diabli apetyt; ale ona, poczciwina, wolałaby patrzeć na bazyliszka[153] niż na niego. Przekomarzam się z nią nieraz i mówię, że ten Parys to wcale przystojny mężczyzna; wtedy ona, powiadam panu, za każdym razem aż blednie, zupełnie tak jak pąsowa chusta na słońcu. Proszę też pana, czy rozmaryn[154] i Romeo nie zaczyna się od takiej samej litery?

ROMEO

1253

Nie inaczej: jedno i drugie od R.

MARTA

1254

Kpiarz z waszmości. To psie imię[155]. To litera dla… Nie, tamto zaczyna się od innej litery. Co też ona o tym prawi, to jest o rozmarynie i o panu: rada bym, żebyś pan to słyszał.

ROMEO

1255

Poleć jej służby moje.

wychodzi

SługaMARTA

1256

Uczynię to, uczynię po tysiąc razy. — Piotrze!

PIOTR

1257

Jestem.

MARTA

1258

Piotrze, naści[156] mój wachlarz i idź przodem.

Wychodzą.

SCENA PIĄTA

Ogród Kapuletów. Wchodzi Julia.

JULIA

Dziewiąta biła, kiedym ją posłała;
1260
MiłośćPrzyrzekła wrócić się za pół godziny.
Nie znalazła go może? nie, to nie to;
Słabe ma nogi. Heroldem miłości
Powinna by być myśl, która o dziesięć
Razy mknie prędzej niż promienie słońca,
1265
Kiedy z pochyłych wzgórków cień spędzają.
Nie darmo lotne gołębie są w cugach
Bóstwa miłości i nie darmo Kupid
Ma skrzydła z wiatrem idące w zawody.
Już teraz słońce jest w samej połowie
1270
Dzisiejszej drogi swojej; od dziewiątej
Aż do dwunastej trzy już upłynęły
Długie godziny, a jeszcze jej nie ma.
Gdyby krew miała młodą i uczucia,
Jak piłka byłaby chyżą i lekką,
1275
I słowa moje do mego kochanka,
A jego do mnie w lot by ją popchnęły;
StarośćLecz starzy wcześnie są jakby nieżywi;
Jak ołów ciężcy, zimni, więc leniwi.
Wchodzą Marta i Piotr.
Ha! otóż idzie. I cóż, złota nianiu?
1280
Czyś się widziała z nim? Każ odejść słudze.

MARTA

Idź, stań za progiem Piotrze.
Wychodzi Piotr.

JULIA

Mów, droga, luba nianiu! Ależ przebóg!
Czemu tak smutno wyglądasz? Chociażbyś
Złe wieści miała, powiedz je wesoło;
1285
Jeśli zaś dobre przynosisz, ta mina
Fałszywy miesza ton do ich muzyki.

MARTA

Tchu nie mam, pozwól mi trochę odpocząć;
Ach! moje kości! To był harc nie lada!

JULIA

Weź moje kości, a daj mi wieść swoją.
1290
Mów–że, mów prędzej, mów, nianiuniu droga.

MARTA

Co za gwałt! Folguj, dlaboga, choć chwilkę,
Czyliż nie widzisz, że ledwie oddycham?

JULIA

Ledwie oddychasz; kiedy masz dość tchnienia
Do powiedzenia, że ledwie oddychasz?
1295
To tłumaczenie się twoje jest dłuższe
Od wieści, której zwłokę nim tłumaczysz;
Masz–li wieść dobrą czy złą? niech przynajmniej
Tego się dowiem, poczekam na resztę;
Tylko mi powiedz: czy jest zła, czy dobra?

MARTA

1300

Tak, tak, pięknyś panna wybór zrobiła! pannie właśnie męża wybierać. Romeo! żal się Boże! Co mi to za gagatek! Ma wprawdzie twarz gładszą niż niejeden, ale oczy, niech się wszystkie inne schowają; co się zaś tyczy rąk i nóg, i całej budowy, chociaż o tym nie ma co wspominać, przyznać trzeba, że nieporównane. Nie jest to wprawdzie galant całą gębą, ale słodziuchny jak baranek. No, no, dziewczyno! Bóg pomagaj! A czy jedliście już obiad?

JULIA

Nie. Ale o tym wszystkim już wiedziałam.
Cóż o małżeństwie naszym mówił? powiedz.

Kobieta, StarośćMARTA

Ach! jak mnie głowa boli! tak w niej łupie,
Jakby się miała w kawałki rozlecieć.
1305
A krzyż! krzyż! biedny krzyż! niechaj waćpannie
Bóg nie pamięta, żeś mię posyłała.
Aby mi przez ten kurs śmierci przyśpieszyć.

JULIA

Doprawdy, przykro mi, że jesteś słaba.
Nianiu, nianiuniu, nianiunieczku droga.
1310
Powiedz mi, co ci mówił mój kochanek?

MARTA

Mówił, jak dobrze wychowany młodzian,
Grzeczny, stateczny, a przy tym, upewniam,
Pełen zacności. Gdzie waćpanny matka?

JULIA

Gdzie moja matka? Gdzież ma być? Jest w domu.
1315
Co też nie pleciesz, nianiu, mój kochanek
Mówił, jak dobrze wychowany młodzian,
Gdzie moja matka?

MARTA

O mój miły Jezu!
Takżeś mi aśćka w ukropie kąpana!
1320
I takąż to jest maść na moje kości?
Bądź–że na przyszłość sama sobie posłem.

JULIA

O męki! Co ci powiedział Romeo?

MARTA

Masz pozwolenie iść dziś do spowiedzi?

JULIA

Mam je.

MARTA

1325
Kochanek, RajŚpiesz więc do celi ojca Laurentego;
Tam znajdziesz kogoś, co–ć pojmie za żonę.
Jak ci jagódki pokraśniały! Czekaj!
Zaraz je w szkarłat zmienię inną wieścią:
Idź do kościoła, ja tymczasem pójdę
1330
Przynieść drabinkę, po której twój ptaszek
Ma się do gniazdka wśliznąć, jak się ściemni.
Jak tragarz, muszę być ci ku pomocy;
Ty za to ciężar dźwigać będziesz w nocy.
Idź: trza mi zjeść co po takim zmachaniu.

JULIA

1335
Idę raj posiąść. Adieu[157], złota nianiu.
Wychodzą.

SCENA SZÓSTA

Cela Ojca Laurentego. Ojciec Laurenty i Romeo

OJCIEC LAURENTY

MałżeństwoOby ten święty akt był miły niebu
I przyszłość smutkiem nas nie ukarała.

ROMEO

Amen! lecz choćby przyszedł nawał smutku,
Nie sprzeciwważyłby on tej radości,
1340
Jaką mię darzy jedna przy niej chwila.
Złącz tylko nasze dłonie świętym węzłem;
Niech go śmierć potem przetnie, kiedy zechce,
Dość, że wprzód będę mógł ją nazwać moją.

Ksiądz, MiłośćOJCIEC LAURENTY

Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny;
1345
Są one na kształt prochu zatlonego[158],
Co wystrzeliwszy gaśnie. Miód jest słodki,
Lecz słodkość jego graniczy z ckliwością
I zbytkiem smaku zabija apetyt.
Miarkuj więc miłość twoją; zbyt skwapliwy
1350
Tak samo spóźnia się jak zbyt leniwy.
Wchodzi Julia.
Panna młodaOtóż i panna młoda. Mech najcieńszy
Nie ugiąłby się pod tak lekką stopą.
Kochankom mogłyby do jazdy służyć
Owe słoneczne pyłki, co igrają
1355
Latem w powietrzu; tak lekką jest marność.

JULIA

Czcigodny spowiedniku, bądź pozdrowion.

OJCIEC LAURENTY

Romeo, córko, podziękuje tobie
Za nas obydwu.

JULIA

Pozdrawiam go również,
1360
By dzięki jego zbytnimi nie były.

ROMEO

O! Julio, jeśli miara twej radości
Równa się mojej, a dar jej skreślenia
Większy od mego: to osłódź twym tchnieniem
Powietrze i niech muzyka ust twoich
1365
Objawi obraz szczęścia, jakie spływa
Na nas oboje w tym błogim spotkaniu.

JULIA

Miłość, SłowoCzucie bogatsze w osnowę niż w słowa
Pyszni się z swojej wartości, nie z ozdób;
Żebracy tylko rachują swe mienie.
1370
Mojej miłości skarb jest tak niezmierny,
Że i pół sumy tej nie zdołam zliczyć.

Ksiądz, Małżeństwo, ŚlubOJCIEC LAURENTY

Pójdźcie, załatwim rzecz w krótkich wyrazach,
Nie wprzód będziecie sobie zostawieni,
Aż was sakrament z dwojga w jedno zmieni.
Wychodzą.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.