Opowiadania z mitologii Greków i Rzymian · Albert Zipper

Bogowie i boginie

ok. 1 godz. 41 min czytaniaPorwanieZemsta

Bogowie i boginie

6. Bogowie olimpijscy

30

Wiemy już, że Zeus wskrzesił połknięte przez niemiłosiernego ojca rodzeństwo. Byli to dwaj bracia i trzy siostry. Z braćmi Zeus podzielił się rządami świata: sam miał panować w niebie, władzę nad morzem otrzymał jego brat Posejdon, a trzeci brat, Hades, objął rządy w podziemiu. Obok nich było jeszcze wielu innych bogów, na ziemi, w niebie i w podziemiu, byli bogowie więksi i mniejsi, czyli wyżsi i niżsi.

31

Góra Olimp w Tesalii jest najwyższym szczytem Grecji; jej wierzchołek, okryty wiecznym śniegiem, osłonięty tajemniczą mgłą wznosi się na prawie trzy tysiące metrów ku niebu. Poza tą zasłoną wyobrażał sobie lud grecki siedzibę bogów jako gród[10] wielki, wspaniały, pełen licznych pałaców. Pałac Zeusa wznosił się na samym szczycie Olimpu, najbliżej stropu niebieskiego, w którego niezmąconym błękicie kąpią się oczy nieśmiertelnych. Wiecznie tam ciepło i miło, wiecznie jasno i słonecznie, nigdy nie ma ani deszczu, ani zimy.

32

Na Olimpie mieszkali obok Zeusa wszyscy wyżsi bogowie, których władza obejmowała niebiosa lub ziemię, oprócz Posejdona; jego pałac bowiem znajdował się w głębi morza.

33

Bogowie niebiescy byli wszyscy jaśni, pogodni; bóstwa podziemia, nieprzywykłe do światła, ponure, nie mieszkały na Olimpie, przybywały tam, do pałacu Zeusa, tylko w nadzwyczajnych wypadkach na wielkie zgromadzenia, na ważne narady.

7. Zeus

34

Zeus (wymawiaj: dzeus), król bogów, „ojciec bogów i ludzi”, jest pierwszym i najpotężniejszym z wszystkich bogów. Wyższego nad siebie nie zna: jedynie odwieczne przeznaczenie kieruje jego wolą, która poza tym nie jest niczym ograniczona. Zeus jest silniejszy niż wszyscy bogowie razem. Gdyby wszyscy zmówili się i wspólnymi siłami zarzucili mu łańcuch na nogi, nie zdołaliby go ściągnąć z Olimpu; on zaś, gdyby tylko zechciał, nie tylko wszystkich bogów, ale i ziemię i morze, wszystkich ludzi i wszystkie zwierzęta dźwignąłby sam w górę i uwiązał u szczytu Olimpu.

35

Od Zeusa zależą wszelkie zjawiska niebieskie, atmosferyczne: burza i pogoda, deszcz, śnieg i grad. Gdy rozgniewany potrząśnie egidą, swoją tarczą, na ziemi szaleje burza; gdy wstrząśnie głową, cały świat i Olimp drżą w posadach.

36

W ręku Zeusa spoczywa też dola ludzi i życie. Na złotej wadze ważył król bogów losy śmiertelnych i zsyłał szczęście lub niedolę; karał niegodnych, pomagał pobożnym i uczciwym. Szczególną zaś opieką otaczał panujących, którzy od niego otrzymali swą władzę. Oni też starają się o to, żeby na ziemi spełniała się wola Zeusa, żeby wszędzie panował porządek i prawo.

37

Święte prawo gościnności miało w Zeusie gorliwego opiekuna, który strasznie mścił się za jego pogwałcenie, za wszelką krzywdę i zniewagę wyrządzoną gościowi. Biada też krzywoprzysięzcom, żaden z nich nie ujdzie karzącej prawicy najwyższego z bogów, którego obraził złamaniem świętej przysięgi, tej najwyższej rękojmi wzajemnej wiary pomiędzy ludźmi.

38

Zeus jest wszechwiedzący, zna przeszłość i przyszłość. Zasłona, jaka przed oczyma śmiertelników zakrywa ich przyszłe losy, nie istnieje dla wzroku Zeusa. Niekiedy też odchyla on jej rąbek przed ludźmi i pozwala im zajrzeć w tajemniczą przyszłość. Zeus więc zsyła ludziom sny, aby im objawić swą wolę, wpłynąć na ich postanowienia i pokierować w ten sposób ich losem. Sny bywają niekiedy tak wyraźne, że śniący z łatwością sam mógł je sobie wytłumaczyć; dla zrozumienia mniej jasnego snu udawał się do doświadczonego wróżbity, który mu tłumaczył jego znaczenie. Innego rodzaju wróżbą były błyskawice i grzmoty, tęcza, trzęsienie ziemi, zaćmienie słońca lub księżyca, a wszystkie te zjawiska odnosili Grecy do Zeusa. Za jego też wolą zjawiają się ptaki, to z prawej, to z lewej strony, to takie, to inne, w wielkiej gromadzie lub pojedynczo — i także w tych zjawiskach upatrywano wróżbę przyszłości i śledzono je ze szczególną uwagą. Wróżono nadto z jelit zwierzęcia ofiarnego, z układania się i barwy dymu palącej się już ofiary. Wszystkie wyrocznie, miejsca, w których kapłani wróżyli przyszłość, należały do Zeusa, a jeżeli wyrocznią władał inny bóg, jak np. Apollo wyrocznią delficką, działo się to niejako w zastępstwie Zeusa, w jego imieniu i z jego polecenia.

39

W miejscowości Dodonie, w krainie greckiej Epirze, była prastara wyrocznia Zeusa przy jego najdawniejszej świątyni. Kapłani i kapłanki wróżyli tam przyszłość z szumu świętego dębu i ze szmeru źródła, które biło w cieniu tego drzewa, w późniejszych czasach także z dźwięku naczyń z brązu zawieszonych na dębie.

40

Zeusowi poświęcone były: król ptaków: orzeł, najwspanialsze z drzew: dąb, i szczyty gór, jako wznoszące się ponad siedzibami ludzi.

41

Z biegiem czasu starożytni zaczęli pod imieniem Zeusa czcić rozmaitych bogów innych narodowości. Znany np. z dziejów Aleksandra Wielkiego[11] Zeus Ammon jest właściwie egipskim bogiem Amonem, który w oazie Siwa posiadał wspaniałą świątynię z wyrocznią. Kapłani świątyni tej uczcili króla macedońskiego, gdy do nich zawitał, imieniem syna Zeusa Ammona.

8. Olimpia i igrzyska olimpijskie

42

Z dzikich gór krainy Arkadii wypływa rzeka Alfejos, która wijąc się wśród lesistych wzgórz, szerokim korytem płynie do nisko położonej krainy Elidy. Północny brzeg Alfejosu w Elidzie nazywano w starożytności Olimpem. Nazwa ta zatem, jak widzimy, nie ograniczała się do tego jednego szczytu, który był ulubioną siedzibą władców świata, lecz Olimp oznaczał w ogóle górzyste miejsce związane w jakiś sposób z czcią bogów. Na Olimpie elejskim czy też u jego stóp oddawano już w zamierzchłych czasach cześć Zeusowi, najwyższemu z bogów. Miejsce to zasłynęło jako źródło łask Zeusa i z daleka pielgrzymowali do niego mieszkańcy Peloponezu[12].

43

Dwa narody peloponeskie, Elejczycy i Spartanie[13], zawarli pomiędzy sobą umowę, w której uroczyście zobowiązali się bronić nietykalności świętego miejsca i nie przeszkadzać pielgrzymom udającym się do niego. Traktat ten sięga ósmego wieku przed Chrystusem. Wtedy już przy świątyni Zeusowej odbywały się igrzyska, a w tym czasie musiał panować pokój w całym Peloponezie. Krainę Elis[14] uważano za poświęconą Zeusowi, dlatego nigdy nie groziła jej wojna i nikt nie zakłócał pokoju jej mieszkańcom.

44

Heraklesa, największego bohatera plemienia Dorów, wymieniały prastare podania jako tego, który ustanowił uroczystości olimpijskie. Święto to miało zrazu znaczenie tylko miejscowe; z biegiem czasu jednak nabierało znaczenia coraz ogólniejszego i począł je obchodzić cały Peloponez, później Hellada (Grecja) cała, a wreszcie i najodleglejsze osady Hellenów (Greków). Grecy, rozrzuceni po wszystkich częściach ziemi, dzielący się na cztery szczepy: Dorów, Jonów, Eolów i Achajów, i rozbici na liczne, często żyjące w niezgodzie plemiona, uważali się mimo to za jeden naród, gdy chodziło o uroczystości olimpijskie. Święte miejsce najwyższego z bogów greckich stało się niejako ogniskiem, duchową stolicą całego narodu helleńskiego. Wskazują na podobne znaczenie Olimpii i takie okoliczności, że np. wszyscy Grecy liczyli czas według igrzysk olimpijskich na olimpiady, albo że długość toru wyścigowego w Olimpii przyjęto powszechnie jako miarę przestrzeni, tzw. stadion (łac. stadium).

45

Olimpia nie była miastem, chociaż w najbliższym jej sąsiedztwie stało za dawnych czasów miasto. Zburzyli je do szczętu Spartanie po trzeciej wojnie meseńskiej[15] (w piątym stuleciu), tak iż już w starożytności wielu pisarzy powątpiewało, czy w ogóle kiedykolwiek istniało tam miasto. Od tego czasu w okolicy Olimpii były już same tylko wsie, cała zaś kraina nie miała sobie równej w Helladzie ani co do zamożności mieszkańców, ani co do urodzajności i uprawy ziemi.

46

Obszar Olimpii składał się z dwóch części. Główną częścią była tak zwana Altis, przestrzeń poświęcona Zeusowi. Według podania sam Herakles, syn Zeusa, odgraniczył tę świętą przestrzeń od reszty i otoczył ją wysokim murem. Wiodła do niej jedna ogromna brama, przez którą procesje dostawały się do świętego miejsca. Na prawo od tej bramy rosło święte drzewo oliwne; zasadzić je miał również Herakles, przyniósłszy ze sobą wątłą latorośl aż skądś od źródeł Dunaju, o które to strony niegdyś zawadził w swoich nieskończonych wędrówkach po ziemi. Była to dzika oliwka, od uprawnej różniąca się ciemniejszymi listkami. Z tego drzewa, zwanego drzewem pięknych wieńców, odcinano gałązki, najzaszczytniejszą nagrodę zwycięzców olimpijskich. Złotymi nożycami odcinał je chłopiec, którego rodzice oboje jeszcze żyli.

47

Pomiędzy wszystkimi zabudowaniami zajmującymi świętą przestrzeń Altis górowała znaczeniem i wspaniałością świątynia Zeusa. Początki jej sięgają niepamiętnych czasów. Najpierw był tu tylko ołtarz, potem stanęła bardzo skromna świątynia; skromna też pozostała aż do czasów, kiedy sztuka grecka dosięgła swego szczytu. Za czasów Peryklesa zakwitły w Atenach budownictwo i rzeźba tak świetnie i jako owoc jej rozkwitu stanęło tyle niewidzianych dotąd pomników, że oczy całej Grecji olśnił wspaniały blask sztuki ateńskiej. Elejczycy też nie chcieli pozostać w tyle, zwrócili się więc do Aten i zażądali stamtąd budowniczych i rzeźbiarzy, którzy by równie wspaniale, jak swe miasto rodzinne, ozdobili Olimpię, tę wspólną świętość wszystkich Hellenów. Zaszczytnego wezwania usłuchali artyści ateńscy i przybyli nad brzegi Alfejosu, na czele ich zaś był Fidiasz[16], mistrz najsławniejszy ze wszystkich.

48

Liczne pomniki sztuki, które powstały w tych czasach i później, zachowały się do naszych czasów niestety nieraz bardzo uszkodzone i przysypane ziemią. Wydobyła je na powierzchnię ziemi wyprawa naukowa wysłana do Olimpii na koszt rządu niemieckiego. W latach 1875 do 1878 pod kierunkiem uczonych archeologów, czyli znawców sztuki starożytnej, robotnicy przekopali cały teren świętej Altis. Badania nad pomnikami, które wówczas wykopano, w połączeniu z opisami przekazanymi nam przez pisarzy starożytnych, pozwalają obecnie stworzyć sobie dokładny obraz świątyni Zeusa i innych budowli w Olimpii.

49

Świątynie bogów budowali Grecy najczęściej w kształcie prostokąta. Ozdobą świątyń były kolumny, umieszczone nie tylko w środku, ale i na zewnątrz. W jednych świątyniach kolumny zewnętrzne znajdowały się tylko po jednej stronie, tj. od wschodu, gdzie było wejście, w innych także po przeciwnej. Często całą świątynię otaczała kolumnada, tj. szereg kolumn w jednym lub nawet w dwóch szeregach. W ten sposób powstały rozmaite typy świątyń, z których każdy miał swoją nazwę.

50

Do świątyni wchodziło się schodami, których ilość była zawsze nieparzysta, ażeby wstępujący do przybytku bożego tak na pierwszym, jak i na ostatnim schodzie stawał prawą nogą.

51

W czasach, kiedy sztuka Greków stanęła u szczytu swego rozwoju, świątynie bogów budowano w jednym z trzech stylów: w stylu doryckim, jońskim albo korynckim. Każdemu stylowi odpowiada właściwa mu kolumna, więc mamy i trzy rodzaje kolumn: kolumnę dorycką, jońską i koryncką. Świątynia olimpijska Zeusa zbudowana była w stylu doryckim, a otaczał ją ze wszech stron jeden rząd takichże kolumn.

52

Kolumna dorycka, najdawniejsza z kolumn greckich, jest krótka, krępa, wznosi się wprost z posadzki, bez żadnej podstawy; jej górna część, tak zwany kapitel, ma kształt pierścienia. Takich kolumn doryckich, stojących jedna od drugiej w równych odstępach, liczyła świątynia Zeusowa trzynaście na każdym z dłuższych boków, po sześć na bokach krótszych. Długość świątyni wynosiła przeszło 64, szerokość niespełna 28 metrów.

53

Kolumny dźwigały główną belkę kamienną, którą Grecy nazywali architrawem. Nad architrawem, oddzielony od niego małym gzymsem, ciągnął się mniej więcej tej samej wysokości pas zwany fryzem. Ozdobiony był tryglifami, tj. potrójnymi lub podwójnymi zagłębieniami. Miejsca czworoboczne między tryglifami, metopy, wypełnione były płaskorzeźbami. Zdarzało się też, że fryz był nieprzerywany, tj. nie miał metop ani tryglifów. Ponad fryzem wystawał główny gzyms; pomiędzy nim a ścianami dachu, spadającymi po prawej i po lewej stronie ku dłuższym ścianom bocznym, powstaje dwuramienny trójkąt. Ten fronton (naczółek, przyczółek) gmachu wypełniała w świątyni Zeusa grupa rzeźbionych postaci, przedstawiająca wyścigi Pelopsa z królem Elidy. Także po zachodniej stronie świątyni, gdzie tak samo jak na wschodniej, były kolumnada, architraw i fryz, mamy również trójkąt zapełniony statuami; przyczółek ten przedstawiał w świątyni olimpijskiej walkę Lapitów i centaurów. (O podaniach, które tu wspominamy, będzie mowa w dalszym ciągu niniejszej książki).

54

Przez drzwi z brązu wchodziło się do przedsionka świątyni, napełnionego mnóstwem pobożnych pamiątek, a dalej do właściwego przybytku bożego. Tę główną część wnętrza dzieliły na trzy nawy dwa rzędy kolumn, których w każdym rzędzie było siedem. Za główną częścią świątyni była jeszcze, jak zwykle w świątyniach, oddzielona ścianą część tylna, przeznaczona na skarbiec, w którym złożony był majątek świątyni. Część główną przybytku bożego zapełniały ołtarze na ofiary niekrwawe, często w kształcie trójnogów; stały tam i były rozwieszone na ścianach liczne wota[17] składane przez pobożnych, jak posągi, srebrne i złote trójnogi, obrazy, sprzęty ofiarne itd.

55

Naprzeciw wejścia, w nawie środkowej, oparty o tylną ścianę, stał posąg Zeusa, arcydzieło Fidiasza słynne w całej starożytności i zaliczone do siedmiu cudów świata. Był to posąg kolosalnych rozmiarów, mierzący wysokości 15 metrów; stał na olbrzymim piedestale, szerokim na 6,5 metra, sięgającym 9,5 metra w głąb i 4 metry w górę. Podstawa ta przedstawiała cały Olimp; wyrzeźbione były tu postacie wszystkich bogów olimpijskich. Na niej wznosił się tron królewski, lśniący od złota i kosztownych kamieni, bogato ozdobiony płaskorzeźbami wyobrażającymi sceny mitologiczne, rzeźbione w kości słoniowej i hebanie[18], a na tronie spoczywała potężna postać władcy świata. Wieniec z gałązek oliwnych zdobił głowę Zeusa; w prawej ręce bóg trzymał na dłoni postać Nike, bogini zwycięstwa, w lewej berło zakończone postacią dumnego orła.

56

Pierś była naga, resztę ciała okrywała w obfitych fałdach spływająca aż do sandałów, przetykana liliami szata. Całość była wspaniała, zdumiewająco piękna; najpiękniejszą zaś częścią arcydzieła, którą artysta dowiódł najwyższej potęgi swego geniuszu, była głowa Zeusa. Bujne kędziory ocieniały pogodne, ku dołowi silniej występujące naprzód czoło, a w rysach boskiego oblicza łączył się wyraz wspaniałej godności króla z łagodną dobrocią ojca bogów i ludzi. Grecy nie uważali za szczęśliwego kogoś, kto przynajmniej raz w życiu nie oglądał oblicza olimpijskiego Zeusa.

57

Tworząc to arcydzieło, artysta miał na myśli jeden z ustępów Homerowej[19] Iliady. W miejscu tym opowiada poeta, jak nimfa morska Tetyda przebywa do Zeusa i błaga jego pomocy, zaklina go, aby się ujął za jej synem, srodze[20] pokrzywdzonym. Zeus przyjmuje ją łaskawie i oświadcza, że spełni jej wolę, po czym poeta tak dalej mówi: „To rzekłszy, ciemnymi poruszył brwiami syn Kronosa, a ambrozyjskie kędziory spłynęły z nieśmiertelnej głowy władcy, i zatrząsł się wielki Olimp”.

58

Tak więc Fidiasz w dziele swej ręki przedstawił Zeusa jako boga wszechmocnego, bezwzględnie i zawsze zwyciężającego, lecz zarazem łaskawie przychylającego się do prośby wzywających jego opieki. Jako materiał posłużyły artyście złoto i kość słoniowa; ze złota były obnażone części ciała, z kości szata boga.

59

Statuę olimpijską Zeusa znamy niestety tylko z opisów. Zachowały się jednak do naszych czasów monety miasta Elis, przedstawiające bądź to całą postać Fidiaszowego Zeusa, bądź jego głowę (ryc. 7). Dzieło Fidiasza spłonęło prawdopodobnie podczas pożaru świątyni olimpijskiej w 408 roku po Chr.

60

Zeus Fidiasza stał się później wzorem dla rzeźbiarzy, jak należy przedstawiać ojca bogów i ludzi. Przedstawiano go więc zawsze jako obraz siły męskiej: twarz brodata, na głowie bujne kędziory, czoło wysokie, u dołu wypukłe. Obok boga znajduje się orzeł, ręka trzyma berło, piorun, boginię zwycięstwa (Grecy nazywali ją Nike, a Rzymianie Wiktoria).

61

Oprócz świątyni Zeusa wznosiło się na Altis jeszcze wiele innych świątyń, budynków i pomników. Na obszernym placu blisko świątyni Zeusowej stał na kilka metrów wysoki ołtarz, przeznaczony na krwawe ofiary dla najpotężniejszego z bogów. Wewnątrz świątyni stały, jak już wiemy, niewielkich rozmiarów ołtarze przeznaczone na ofiary niekrwawe. Wysoki zaś ołtarz ów dla ofiar krwawych przedstawiał się jako wspaniała budowla; u jego stóp zabijano zwierzęta, potem po kamiennych schodach wynoszono mięso na platformę tworzącą szczyt budowli i będącą właściwym ołtarzem. Wskutek popiołu i kości, nagromadzonych w ciągu lat, ołtarz stawał się z biegiem czasu coraz wyższy.

62

W Altis ciągnął się też długi szereg skarbców, napełnionych cennymi darami, które pobożni z całego świata znosili tu dla Zeusa. Tu stał stadion, budowla przeznaczona na igrzyska, i hipodrom, zabudowania dla wyścigów rydwanów. W nieskończonym szeregu stały też tu posągi bogów, półbogów i zwycięzców olimpijskich. Drzewa i krzewy zasiewały całą przestrzeń, wyglądającą jak ogromny ogród, a nad krajobrazem panował lesisty pagórek Kronosa.

63

Kiedy nie odbywały się igrzyska, Olimpia stała pustką. Nie było tam wówczas nikogo prócz kapłanów, pochodzących z najprzedniejszych rodów Peloponezu, i ich służby, jak: zarzynacze ofiar, fleciści, którzy według zwyczaju przygrywali podczas ofiarowania, itp. Sielankową ciszę przerywał od czasu do czasu tylko krok pielgrzyma pragnącego pomodlić się u ołtarza Zeusowego. Jakaż jednak następowała zmiana, gdy zbliżał się czas uroczystości, obchodzonych od 776 roku regularnie co czwarty rok!

64

O nadejściu święta oznajmiali całej Helladzie posłowie wysłani z Olimpii. „Święto Zeusa zbliża się znowu — wołali. — Wszelkie spory niech ustaną, niech zamilknie chrzęst oręża! Swobodnie i bezpiecznie, lądem i morzem niech zdążają pielgrzymi ku gościnnym progom Zeusa!” Tak wysłannicy olimpijscy zapraszali wszystkich Greków, którzy nie skalali życia nieuczciwym czynem, do udziału w uroczystości wszechhelleńskiej, pomijali zaś państwa i miasta, które swym zachowaniem sprzeniewierzyły się wspólnej sprawie narodu greckiego.

65

Kiedy już nadchodził termin rozpoczęcia uroczystości, gościńce[21] prowadzące do Olimpii zaroiły się rzeszami[22] śpieszącymi do świętego miejsca. Było wówczas na co patrzeć, było też czym zaspokoić ciekawość. Bowiem zdążały do Olimpii nie tylko tłumy pieszych pielgrzymów i jeźdźców; szły także całe poselstwa z zaproszonych miast, składające się z dostojników, odzianych w bogate szaty, z licznym pocztem[23] służby; szczególną zwracali uwagę przybysze z dalekich osad, ich konie i muły, ich niewolnicy, a między nimi nierzadko spotkać można było Libijczyków[24], Scytów[25] i inne narody, których postać, cera, ruchy, odzież uderzały ciekawe oczy wszystkich swoją niezwykłością. Toczyły się też wspaniałe rydwany, pomykały dziarskie konie rozmaitych ras, aby wziąć udział w igrzyskach. Na ogromnej równinie pod murami Altis obozowali przybysze w tysiącach namiotów.

66

Kto miał zamiar wystąpić w igrzyskach, zgłaszał się do komisji sędziów igrzyskowych. Badano najpierw, czy jest Grekiem, czy nie popełnił jakiegoś haniebnego czynu; następnie musiał się wykazać, że w ciągu dziesięciu miesięcy przechodził w gimnazjum, tj. w zabudowaniach przeznaczonych na odbywanie ćwiczeń fizycznych (odpowiadającemu naszym gmachom „Sokoła”[26]), przepisany szereg ćwiczeń, i wobec sędziów udowodnić nabytą w nich wprawę. Tych, którzy odpowiadali warunkom, szykowano według rodzaju walki i według wieku. Potem prowadzono ich przed posąg Zeusa, przedstawiający boga jako obrońcę przysięgi z gromami w obu rękach, i tu zawodnicy przysięgali, że będą unikać w walce wszelkiej nieuczciwości i wszelkich zabronionych forteli.

67

Uroczystości i igrzyska nie zawsze odbywały się w ten sam sposób. Z początku był tylko jeden dzień świąteczny, a igrzyska ograniczały się do biegu na wyścigi. Z czasem zakres igrzysk rozszerzył się i obejmował cały szereg ćwiczeń cielesnych uprawianych w Grecji; igrzyska trwały wówczas pięć dni.

68

Nadszedł wreszcie uroczysty dzień; widzowie zapełnili szczelnie widownię stadionu, oczekując niecierpliwie rozpoczęcia zawodów. Zawodnicy wchodzą grupami, poprzedzani przez sędziów odzianych w purpurowe szaty. Sędziowie zajęli już honorowe miejsca. Herold wywołuje po imieniu każdego z zawodników. Ktokolwiek ze zgromadzonych miałby jakąś wątpliwość co do pochodzenia lub dobrej sławy któregoś z rywalizujących, może teraz jeszcze wystąpić z zarzutem, a sędziowie natychmiast orzekną o słuszności oskarżenia. Następnie zawodnicy jeden po drugim przystępują do srebrnej urny i ciągną losy. Ci, którzy wyciągnęli jednakowe litery, tworzą pary i grupy zmagające się razem. Każda grupa biega osobno, a na końcu zwycięzcy ze wszystkich grup współzawodniczą znów razem o zwycięstwo. Bieg odbywał się zawsze kilka razy dokoła stadionu, dlatego ustawiony na jego końcu słup nosił napis: „Wracaj!”, słup na początku toru miał napis: „Bądź dzielny!”, zaś ustawiony pośrodku: „Śpiesz się!”.

69

W podobny sposób rozpoczynały się i odbywały także inne rodzaje zawodów: skok, mocowanie się, walka na pięści, rzucanie dyskiem i oszczepem. Dysk był to wypukły z obu stron krążek z zaostrzonym brzegiem; wygrywał ten, kto nim najdalej rzucił.

70

Najwspanialej przedstawiały się wyścigi na hipodromie. Brali w nich udział tylko najbogatsi, a piękno i bogactwo rydwanów, czystość rasy i wartość koni, przepych szat i ozdób były przedmiotem współzawodnictwa. W wyścigach na hipodromie mogła więc brać udział tylko młodzież arystokratyczna; Alkibiades[27] na przykład uważał je za jedyne godne siebie i zaszczytne.

71

Czwarty dzień igrzysk przeznaczony był na ten właśnie rodzaj zawodów. Miejsce, gdzie miał stanąć który powóz przed rozpoczęciem wyścigów, wyznaczał współzawodnikom los. Rumaki niecierpliwie uderzały kopytami o ziemię, czekając na znak do wyruszenia, z niecierpliwością też spoglądała publiczność w tę stronę, skąd wznieść się miał w powietrze wykonany z brązu orzeł, a opuścić na ziemię brązowy delfin. Wprawienie w ruch bowiem tych dwóch zwierząt — a były to arcydzieła mechaniki — było znakiem, na który ściągano liny, wyciągnięte tuż przed powozami, i czwórki wbiegały na tor, aby go przebiec dwanaście razy. Niepewność, obawa, niecierpliwość, strach, radość owładały na przemian duszami widzów, którzy z zapartym oddechem przypatrywali się wyścigowi. Największa trudność polegała na tym, aby w pełnym biegu okrążyć metę w miejscu, gdzie tor zakręcał i zawracał; tam cisnęły się wszystkie pojazdy, chcąc zawrócić jak najbliżej mety, a tym samym zyskać na czasie i prześcignąć współzawodników. Zdarzyło się raz, że w tym miejscu zostało uszkodzonych czterdzieści powozów; jeden tylko wyszedł cało i już z łatwością pokonał współzawodników.

72

Po pełnych wzruszeń dniach walki zbliżała się wreszcie chwila, w której zwycięzcy mieli otrzymać nagrodę. Otoczeni gronem krewnych, przyjaciół i współobywateli, zbierali się obok stadionu i hipodromu i kroczyli w uroczystym pochodzie do świątyni Zeusa. Sędziowie zajęli już miejsca u stóp boga, za stołem, na którym leżały wieńce ze świeżo naciętych świętych gałązek oliwnych. W świątyni i przed świątynią chóry hymny śpiewały na cześć boga, podczas gdy skronie bohaterów zdobiono wieńcami, a w ich dłonie wkładano gałązki palmowe. Wreszcie zwycięzcy palili ofiarę na ołtarzu Zeusa i zasiadali do uczty, gdzie zastawiano im część ofiarnego mięsiwa; tylko część bowiem ofiar składanych bogom pożerał ogień, resztę spożywali ofiarujący i kapłani. Posągi zwycięzców ustawiano w Altis; kto trzy razy zwyciężył, otrzymywał posąg naturalnej wielkości.

73

Zwycięstwo w igrzyskach olimpijskich Grecy uważali za największe szczęście, jakiego może dostąpić śmiertelnik. Pewien starzec, który sam za młodu zdobył palmę w igrzyskach, był świadkiem zwycięstwa swych synów. Wzięli oni sędziwego ojca na barki i obnosili w triumfie dokoła stadionu, a zgromadzony naród wołał: „Starcze, dość żyłeś na ziemi, czy nie zamierzasz wznieść się na Olimp?”. Kto dożył takiego triumfu, temu już nie żyć między ludźmi na ziemi, lecz chyba na Olimpie — z bogami.

74

Nowe zaszczyty czekały zwycięzcę w mieście rodzinnym. Kapłani i najprzedniejsi obywatele wychodzili mu naprzeciw na gościniec, a gdy zjawił się, odziany w purpurę, rozbrzmiewał hymn na jego cześć. Burzono też nieraz część murów miasta, aby nie bramą, drogą zwykłych śmiertelników, lecz takim niezwykłym wejściem wchodził w nie ten, kto nieśmiertelną chwałą okrył gród rodzinny. Pochód podążał teraz ku świątyni opiekuńczego bóstwa miasta; tu zwycięzca składał ofiarę, po której następowała uczta. Wszyscy prześcigali się teraz w oznakach czci dla dzielnego obywatela. Brało w tym udział i państwo; przyznawało mu pewne zaszczyty na czas całego życia, jak na przykład honorowe miejsce w teatrze i w czasie uroczystości, zwolnienie od wszelkich danin itp. W Atenach zwycięzcy olimpijscy jadali przy jednym stole z pierwszymi urzędnikami w państwie.

75

Ryc. 4. Zeus (Jowisz) z Otricoli, w Muzeum Kapitolińskim w Rzymie. Nazwy: Otricoli. Ludovisi, Farnese itp., używane dla oznaczenia zachowanych nam dzieł rzeźby starożytnej, są to zazwyczaj nazwy rodzin, których własnością były te pomniki starożytności, albo miejscowości, gdzie je znaleziono czy też umieszczono.

76

Ryc 5. Świątynia dorycka. Rycina w tym miejscu służy do uzmysłowienia podanych szczegółów budowy świątyń. W takim samym celu ryc. 6 przedstawia przekrój przez świątynię olimpijską Zeusa.

77

Ryc. 7. Monety miasta Elis dają wyobrażenie o wyglądzie Zeusa Fidiaszowego.

9. Filemon i Baucis

78

Jak niekiedy monarchowie[28] ziemscy kryją się pod skromną szatą i zwiedzają nawet najuboższe chaty swych poddanych, aby się osobiście przekonać o ich sposobie życia, potrzebach i pragnieniach, tak i Zeus, najwyższy władca, wędrował nieraz po ziemi, najczęściej w towarzystwie swego syna Hermesa.

79

Pewnego razu, późnym już wieczorem, zaszli obaj bogowie do jakiejś wioski i prosili o nocleg. Lecz daremnie pukali do wszystkich chat, nigdzie nie chciano ich przyjąć, obrzucono ich obelgami i przekleństwami, gdy w imię świętej gościnności prosili o schronienie. Dopiero na samym krańcu wsi, w ostatniej mizernej chałupie otworzono podróżnym i przyjęto ich, czym chata bogata.

80

Mieszkało tam dwoje staruszków, Filemon i Baucis. Radzi[29] nieznanym przybyszom, staruszkowie odstąpili im swe łoże i chcieli im zarżnąć na wieczerzę jedyną gąskę, jaką mieli, lecz bogowie nie zgodzili się na to, litując się nad zwierzęciem, które się skryło za ich siedzeniem.

81

Zeus i Hermes nie taili wreszcie dłużej, kim są, i wyprowadzili staruszków z chaty na pobliski wzgórek. Straszny przedstawił się stąd widok: wszystkie zagrody, cała wioska tonęła w falach strasznej powodzi, w której zginęli też wszyscy niegościnni mieszkańcy. Za to ubożuchna chatka, posiadłość staruszków, przemieniła się we wspaniałą świątynię. Filemon i Baucis uprosili sobie u Zeusa dwie łaski: ażeby oboje, jako kapłan i kapłanka, mogli w tej świątyni służyć bogom, a kiedy śmierć miałaby porwać jedno z nich, aby oboje pomarli razem. Długie jeszcze lata żyli poczciwi ludzie, aż pewnego dnia, kiedy właśnie składali ofiarę, Filemon zamienił się w dąb, Baucis zaś w lipę, a gałęzie obu drzew splotły się razem.

10. Jowisz

82

Bogiem, który odpowiada Zeusowi Greków, był u Rzymian Jupiter, czyli Jowisz. W Jowiszu czcili Rzymianie przede wszystkim szczególnego opiekuna swego państwa, który narodowi rzymskiemu przeznaczył panowanie nad całym światem, udzielał mu potęgi i sławy i wiódł go od zwycięstwa do zwycięstwa. Na wzgórzu kapitolińskim[30] stała najwspanialsza świątynia Jowisza. W niej składali mu uroczyste ofiary naczelnicy państwa, konsulowie[31], gdy obejmowali urzędowanie, wodzowie, gdy wyruszali na wojnę i gdy wrócili z niej, i tam zawieszali zbroję zdobytą na naczelnym wodzu nieprzyjaciół.

83

Triumf, największy zaszczyt, jaki mógł spotkać Rzymianina, był właściwie uroczystością na cześć Jowisza, dawcy zwycięstwa, opiekuna narodu rzymskiego. Na Polu Marsowym[32], w świątyni boga wojny, zbierał się senat[33] i oczekiwał triumfatora, który osobną bramą triumfalną wjeżdżał do miasta. Teraz zaczynał się wspaniały pochód. Na czele szedł senat i urzędnicy, a za nimi, poprzedzone muzyką, szły setki niewolników, niosąc najcenniejsze przedmioty zdobyte, jak błyszczące zbroje, piękne posągi, korony lśniące drogimi kamieniami, złoto i srebro, wreszcie obrazy zdobytych miast lub tablice z ich nazwami. Dalej postępowały pięknie uwieńczone białe byki, przeznaczone na ofiarę, i szli wzięci w niewolę królowie ze swymi rodzinami.

84

Za wszystkimi dopiero jechał triumfator, na wysokim pozłocistym rydwanie, ciągniętym przez czwórkę białych rumaków. Ponad jego głową, ozdobioną wawrzynem, wznosił się w powietrzu wieniec ze złota i drogich kamieni. W ręku trzymał berło, a odziany był w haftowaną w palmowe gałązki tunikę (szatę spodnią) i w purpurową togę (szatę wierzchnią), przetykaną złotem. Aby zaś śmiertelnik, doznawszy tak nadzwyczajnego zaszczytu i jak bóg wywyższony ponad rzeszę ludzi, nie uniósł się zbytnią pychą, wolno było żołnierzom, którzy idąc za nim, zamykali pochód, śpiewać pieśni szydzące ze słabostek wodza. Był to chwilowy przywilej, z którego zawsze korzystano. U stóp Kapitolu rydwan zatrzymywał się; triumfator udawał się pieszo do świątyni Jowisza i własną ręką składał tam ofiarę.

85

Strój triumfatora, toga i tunika, berło i wieniec były godłami Jowisza Kapitolińskiego; triumfator przedstawiał Jowisza Kapitolińskiego, który w jego osobie zstąpił niejako na ziemię. Świadczył o tym i ten zwyczaj, że triumfator malował swoją twarz czerwoną farbą, taką samą, jaką pociągano w dni świąteczne lice[34] starego glinianego posągu Jowisza w świątyni na Kapitolu.

86

Dziwne się to może wydaje, że triumfator osobiście składał ofiarę, lecz w starożytności nie tylko kapłani sprawowali ofiary. Składać je mógł każdy; król ofiarował bogom za naród, wódz za wojsko. Każdy musiał się jednak trzymać pewnych przepisów religijnych, określających dokładnie, jak należy spełniać ofiarę. Przepisy te wchodziły u Rzymian daleko bardziej w szczegóły aniżeli u Greków, a zaniechanie jednej drobnostki pozbawiało znaczenia całą ofiarę. Niektórym bóstwom składano ofiary niekrwawe, innym krwawe, rozmaitym bogom ofiarowano rozmaite zwierzęta. Zawsze zaś zwierzę ofiarne musiało być bez skazy. Tylko małą jego część palono na cześć bogów; drugą część oddawał ofiarujący kapłanom, resztę spożywał w domu w gronie rodziny i przyjaciół.

87

Rycina 8 przedstawia ofiarę szczególnie ulubioną u Rzymian, mianowicie ofiarę składającą się z trzech zwierząt: byka, barana i wieprza. Takiej właśnie dokonywał triumfator na Kapitolu. Ofiarujący, jak to widzimy na rycinie, stoi przy małym ołtarzu, uwieńczonym z powodu odbywającej się właśnie ofiary. Chłopiec podaje mu skrzynkę z kadzidłem, drugi sługa, stojący za nim, trzyma naczynie z winem. Kadzidła bowiem, wina i solonej mąki wymagały przepisy ofiarne. Obecni przy ofierze mieli głowy uwieńczone kwiatami, a na zwierzętach ofiarnych zawieszano wełniane wstęgi i również wieńce z kwiatów. Jeden z obecnych trzyma nóż ofiarny.

88

Najwyższy kapłan Jowisza miał wielkie znaczenie w społeczeństwie rzymskim. Podlegał jednak mnóstwu dziwacznych przepisów, których musiał dokładnie przestrzegać. Nie wolno mu było przysięgać, jeździć na koniu, patrzeć na uzbrojone wojsko albo na człowieka zajętego pracą w dzień świąteczny. Mógł nosić pierścień tylko roboty ażurowej, a w jego odzieży nie mógł się znajdować ani jeden węzełek. Nie wolno mu było spędzić choćby jednej, w późniejszych czasach dwóch nocy poza obrębem Rzymu. Gdy mu umarła żona, która w niektórych obrzędach była jego pomocnicą, tracił natychmiast swój urząd.

11. Janus

89

Janus, bóg Rzymian, nieznany Grekom, był bogiem drzwi i bram, wejścia i wyjścia. Wejściu odpowiada początek; był więc Janus także bogiem wszelkiego początku. Kiedy pobłogosławił początkowi jakiejś czynności, zapewniał jej tym samym dalszy pomyślny bieg i pożądany skutek.

90

Janusowi poświęcony był pierwszy miesiąc roku, nazwany od niego u Rzymian januarius, w każdym miesiącu pierwszy dzień, a z każdego dnia chwile ranne. Każdego poranka modlili się do niego kapłani. Największym świętem Janusa był Nowy Rok, pierwszy dzień stycznia. Wtedy życzono sobie nawzajem Nowego Roku, obdarzano się owocami, cukierkami, ciastkami i rozmaitymi upominkami, a unikano starannie wszelkich słów mogących mieścić w sobie złą wróżbę.

91

Rolnik poczynający zasiew lub żniwo, dostojnik obejmujący urzędowanie zwracał się najpierw do Janusa. W dzień Nowego Roku szli nowo obrani konsulowie, w odświętnych szatach, z oznakami swej godności, otoczeni senatem, rycerstwem i niezliczonym tłumem, na Kapitol i składali tam Jowiszowi ofiarę z białych byków, przedtem jednak wzywali łaski Janusa.

92

Miał też Janus wpływ i na sprawy wojenne. Gdy wybuchła wojna, otwierano jego świątynię, która tak długo stała otworem, aż wojna się skończyła. Świątynia ta była właściwie sklepioną halą; wojsko wyruszające na wojnę przechodziło przez nią, wchodząc jedną bramą, a przeciwległą wychodząc. Stał w niej posąg Janusa, o dwu twarzach, z kluczem w ręku; dwa oblicza oznaczały początek i koniec, klucz, którym otwieramy drzwi, oznaczał wejście, początek.

93

Ryc. 9 przedstawia asa, główną monetę Rzymian, z wybitą na nim głową Janusa.

12. Hera (Juno)

94

Królową niebios, którą wszyscy bogowie i boginie otaczali głęboką czcią, była małżonka Zeusa, a zarazem jego siostra, Hera. Małżeństwo takie między bratem i siostrą zdarzało się rzeczywiście u niektórych narodów starożytnych; zresztą mitologia to podania fantastyczne, w których wyobraźnia nie krępowała się względami na rzeczywiste stosunki. Dość, że uważano Herę za siostrę i małżonkę Zeusa, który jako jedyny z bogów był od niej ważniejszy; lecz i on szanował jej powagę, słuchał jej zdania i nieraz zasięgał jej rady. Od czasu do czasu jednak zdarzały się sprzeczki i zatargi pomiędzy Zeusem a Herą, zwłaszcza wtedy, gdy bogini chciała samowolnie na przekór Zeusowi pokierować jakąś sprawą.

95

Hera, tak jak jej małżonek, władała zjawiskami niebieskimi, burzą i pogodą, deszczem i piorunem. Ze spraw ludzkich opiekowała się głównie małżeństwami, dlatego kobiety zamężne w pierwszym rzędzie do niej zwracały swoje modlitwy.

96

Najwspanialsza, a zarazem najstarsza świątynia Hery wznosiła się w pobliżu peloponeskiego miasta Argos. Tam na cześć bogini obchodzono co pięć lat bardzo uroczyste święto. Lud podążał z miasta z procesją do świątyni, a kapłanka Hery jechała na wozie ciągniętym przez parę białych byków. Przybywszy na miejsce, palono na cześć Hery hekatombę, tj. ofiarę składającą się ze stu wołów. Jak zawsze przy ofiarach krwawych, i tu nie palono zwierząt w całości. Po zarżnięciu bydlęcia niszczono ogniem tylko owinięte w tłuszcz udźce, resztę zaś pieczono i spożywano. Tak więc pozostawało tu podczas hekatomby bardzo wiele mięsa dla zebranego ludu, który zajadał je wesoło, po czym rozpoczynały się igrzyska, w których chodziło głównie o zerwanie tarczy przytwierdzonej do ściany. Zwycięzca otrzymywał zerwaną tarczę i wieniec mirtowy[35].

97

Do uroczystości Hery w Argos odnosi się znana w starożytności opowieść o młodzieńcach Kleobisie i Bitonie, których matka była kapłanką w owej świątyni. Nadchodziła właśnie pora, kiedy kapłanka, mieszkająca dość daleko od świątyni, miała się wybrać w drogę, aby spełnić obrzędy świąteczne. Czekano już tylko na zaprzęg, który miał ją tam zawieźć. Chwile mijały, zaprzęg nie nadchodził. Wtedy Kleobis i Biton sami zaprzęgli się do wozu i zawieźli ukochaną matkę do świątyni. Kapłanka, rozrzewniona tak wymownym dowodem przywiązania swych dzieci, zwróciła się w uroczystej modlitwie do bogów, prosząc ich, żeby Bitona i Kleobisa wynagrodzili najwyższym darem, jakiego mogą udzielić śmiertelnikowi. I cóż się stało? Oto po uroczystej ofierze zasnęli obaj bracia obok siebie i nie obudzili się już nigdy.

98

Sztuka przedstawiała Herę jako kobietę o rysach pięknych, ale poważnych, o dużych oczach, bujnych włosach, u czoła uwieńczonych diademem. Postać jej, otulona długą, fałdzistą szatą, jest w całym słowa znaczeniu majestatyczna[36].

99

Świątynia w Argos mieściła w sobie najsłynniejszy posąg Hery, dzieło sławnego rzeźbiarza Polikleta[37]. Jak posąg Zeusa w Olimpii, tak i ten był wykonany w złocie i kości słoniowej, miał też równie ogromne rozmiary i stał się tak samo wzorem dla rzeźbiarzy, którzy w późniejszych czasach tworzyli posągi Hery (ryc. 10, Hera Ludovisi w Neapolu).

100

Herze poświęcone były ze zwierząt paw i kukułka, z roślin owoc granatu i mirt, którego listki oplatają skronie dziewic wstępujących w stan małżeński.

101

Rzymianie nazywali Herę Junoną. Jak grecka Hera, tak też Juno Rzymian doznawała szczególnej czci od kobiet zamężnych.

13. Hebe. Iris. Ganimedes

102

Hebe, bogini wiecznej młodości, była ulubioną córką Hery. Gdy bogowie gromadzili się w wielkiej sali Olimpu, Hebe nalewała im nektar. Kiedy najdzielniejszy ze wszystkich bohaterów, Herakles, którego życie później poznamy dokładniej, skończył swój ziemski żywot i dostał się na Olimp, poślubił tam Hebe. Hera zgodziła się na to, chociaż za jego życia najbardziej prześladowała Heraklesa swą nienawiścią.

103

Iris[38], bogini tęczy, była posłanką Hery. Jeśli Hera wydała jakiś rozkaz, jeśli miała komuś polecić jakąś czynność lub donieść o czymś, wysyłała w takich razach Irydę, zupełnie sobie oddaną. Stopy Irydy, schodzącej z niebios na ziemię, zakreślały, według wiary Greków, wielobarwny łuk na niebie — tęczę.

104

Ulubieńcem Zeusa był Ganimedes, królewicz trojański. Swoją nadzwyczajną urodą zwrócił na siebie uwagę bogów, którzy uznali, że tak piękny młodzieniec powinien usługiwać im podczas uczt na Olimpie. Zeus zesłał swego orła na ziemię lub, jak opowiadali inni, sam w postaci orła zleciał ze szczytów Olimpu i uniósł ze sobą urodziwego królewicza. Ganimedes, obdarzony wieczną młodością, przybywa odtąd wśród bogów, a gdy się razem zgromadzą, razem z Hebe podaje im ambrozję i dolewa im nektaru. Ambrozja jest to potrawa, a nektar napój bogów, one zachowują im młodość i zapewniają nieśmiertelność.

105

Porwanie Ganimedesa artyści przedstawiali bardzo często. Najsławniejsze było dzieło rzeźbiarza Leocharesa[39], którego kopię posiada Muzeum Watykańskie w Rzymie (ryc. 11). Kij pastuszy, pies i fujarka wskazują, że Ganimedes, jak to było w powszechnym zwyczaju, chociaż był królewiczem, pasał trzody ojca.

14. Pallas Atena (Minerwa)

106

Mało które z bóstw opiekowało się tyloma i tak ważnymi sprawami jak Pallas Atena, nazywana także jednym z tych imion: Pallas albo Atena, a przez Rzymian Minerwą. Ulubienica ojca bogów, wyskoczyła pewnego dnia z czoła Zeusa, w pełnym rynsztunku wojennym. Czoło, a raczej mózg za nim ukryty, zwykliśmy uważać za kolebkę myśli; Atena więc, która wyszła z czoła Zeusowego, była przede wszystkim boginią mądrości. Przypisywano jej najwyższą mądrość, a do zakresu jej władzy zaliczano wszelką czynność opierającą się na mądrości. Mądrość prawdziwa gotowa jest każdej chwili zwalczać i pokonywać swych przeciwników; dlatego też i Atena przyszła na świat w pełnej zbroi.

107

Jako bogini mądrości opiekowała się Atena wszelką należycie urządzoną społecznością, dbała o utrzymanie porządku i karności w miastach i państwach. Ponieważ zaś państwo nie mogłoby istnieć, gdyby siła zbrojna nie broniła jego całości i nie odstraszała napastników, dlatego Atena, opiekunka państw, ze szczególnym zamiłowaniem oddawała się sztuce wojennej. Chociaż więc była i boginią wojny, nie radowała się jednak rozlewem krwi, jękiem rannych, rabunkiem i pożogą. Tylko sprawiedliwa wojna doznawała jej opieki, święta walka za ojczyznę, w obronie najwyższych dóbr obywateli. W takiej to wojnie pouczała Atena wodzów, jak mają szykować wojsko, zagrzewała żołnierzy, żeby dzielnie walczyli.

108

Każda gałąź pożytecznej wiedzy miała w Palladzie swoją opiekunkę; mnóstwo też praktycznych wynalazków przypisywano tej mądrej bogini. Tak na przykład miała wynaleźć pług i okręt, najważniejsze zatem narzędzie rolnicze i nie mniej ważny środek komunikacyjny, które to wynalazki odgrywają tak ważną rolę w cywilizacyjnym pochodzie ludzkości. Ona miała oswoić wołu, aby ciągnął ciężary, i dzikiego rumaka, ażeby wojownika niósł w szyku bojowym. Palladzie również zawdzięczały swój początek i oddawały się pod jej opiekę wszystkie rzemiosła, bez których nie byłoby mowy o najmniejszym postępie na świecie. I wszystkie swojego sztuki należały do zakresu jej władzy; rzeźbiarz, malarz, budowniczy czcił w niej potężną opiekunkę kunsztu.

109

Bogini mądrości opiekowała się też gorliwie pracami kobiecymi, przecież sama nauczyła kobiety używania igły, krosien[40] i kołowrotka[41]. Kobieta chcąca wydoskonalić się w tych zajęciach zwracała się do Ateny z ofiarą i modlitwą.

110

Pierwsza uczennica bogini w sztuce tkackiej, Arachne, odpłaciła się swej dobrodziejce czarną niewdzięcznością. Nauka szła jej znakomicie, lecz zamiast zachować skromność i poczuwać się do wdzięczności wobec swej mistrzyni, zapomniała się do tego stopnia, że wyzwała w zawody samą boginię, a na domiar złego przedstawiła na swej tkaninie sceny uwłaczające bogom. Pallas, uniesiona sprawiedliwym gniewem, podarła robotę zuchwałego dziewczęcia, ją zaś samą zamieniła w pająka, który ze wstydu kryje się po kątach i ciągle snuje tkaniny.

111

Atena była ulubionym dzieckiem Zeusa; uważał ją za najbliższą swemu sercu, nie odmawiał też żadnej jej prośbie i nigdy nie gniewał się na nią. Egida, straszna tarcza Zeusa, z głową Meduzy, na której widok ludzie kamienieli, służyła jej w walce; ojciec nie zabraniał jej nawet używać swych piorunów. Z tej nadzwyczajnej łaski i miłości Zeusa korzystała Atena, wstawiając się do niego, kiedy chciała pomyślnie pokierować losem dzielnych bohaterów, którymi się opiekowała.

15. Cześć Pallady w Atenach

112

Ze wszystkich miejscowości obrała sobie Pallas jako ulubioną siedzibę miasto Ateny, skąd też pochodzi jej druga nazwa; Atena bowiem znaczy tyle, co bogini ateńska. Pallas i Posejdon, bóg morza, wiedli spór o posiadanie Attyki, w której to krainie największym miastem były właśnie Ateny, bo i on upodobał ją sobie niemało. Po długich sprzeczkach obie strony zgodziły się na to, że każda z nich złoży ziemi attyckiej w ofierze jakiś dar, a bogowie rozstrzygną, który z tych darów przyniesie większy pożytek mieszkańcom. Posejdon uderzył trójzębem w ziemię i wyskoczył z niej koń; Pallas stworzyła drzewo oliwne. Bogowie zastanawiali się długo nad tym, jakie korzyści przynieść może ludziom koń, a jakie drzewo oliwne, przyznali wreszcie pierwszeństwo darowi Ateny; ona więc zawładnęła ziemią attycką.

113

Na Akropolu, obronnym pierwotnie wzgórzu Aten, wznosiły się aż trzy świątynie poświęcone potężnej opiekunce państwa. Najwspanialszą z tych świątyń był tak zwany Partenon, który na miejscu dawniejszych świątyń wzniesiono za czasów Peryklesa[42]. Budową kierował sławny Fidiasz.

114

Partenon (zob. ryc. 5) wybudowany był cały z marmuru, którego bogate kopalnie posiadała Attyka. Naokoło gmachu biegł w kształcie prostokąta rząd kolumn doryckich, razem 46; po 8 po obu węższych bokach, a po 17 po szerszych[43]. Z przodu zaś i z tyłu stał jeszcze drugi rząd 6 kolumn. Fryz zewnętrzny, tj. nad zewnętrznymi kolumnami, przerywany był metopami, które przedstawiały sceny wojenne. Fryz wewnętrzny, tj. ponad drugim rzędem kolumn i dokoła całej świątyni, nie miał metop, lecz przedstawiał w jednej, nieprzerwanej płaszczyźnie procesję panatenajską; wysokość tego fryzu wynosiła metr, a długość 160 metrów. Przyczółek wschodni wyobrażał zjawienie się Ateny w gronie bogów olimpijskich, zachodni — spór bogini z Posejdonem o ziemię attycką. Wszystkie rzeźby wykonał albo sam Fidiasz, albo jego uczniowie pod kierownictwem mistrza.

115

W głównej części świątyni stał olbrzymi posąg Ateny, rzeźbiony w złocie i kości słoniowej, arcydzieło Fidiasza, godne stanąć obok jego Zeusa w Olimpii. Na piedestale odpowiedniej wielkości wznosił się posąg bogini, 26 łokci[44] wysoki. Przedstawiał Atenę uzbrojoną, w hełmie, w pancerzu, lewą ręką opierającą się na tarczy, a na prawej dłoni trzymającą skrzydlatą boginię zwycięstwa. Sama bogini zwycięstwa liczyła cztery łokcie wysokości. Hełm, tarcza, nawet sandały Ateny były pokryte płaskorzeźbami treści mitologicznej.

116

Wszystkie części wspaniałej świątyni były zapełnione niezliczonymi wotami[45], szatami, których używano w czasie pochodu panatenajskiego, itp. Część tych skarbów, umieszczona za kratą, była widoczna dla publiczności.

117

Na wolnym placu obok Partenonu wznosił się drugi olbrzymi, spiżowy posąg Ateny, również dzieło Fidiasza. Tu przedstawiona była Atena jako przodowniczka w boju. Grot włóczni, którą bogini trzymała w ręku, widać było z daleka; z zapałem witali go powracający z wypraw żeglarze, bo gród ojczysty był już bliski.

118

Partenon zamieniono w czasach chrześcijańskich na kościół, za panowania Turków na meczet. Przetrwał on tak wieki i mimo przeobrażeń i dobudowań utrzymał się mniej więcej w stanie pierwotnym. Dopiero w czasie oblężenia Aten przez Wenecjan w 1687 r. wyleciała w powietrze prochownia, umieszczona przez Turków w części Partenonu, a wypadek ten spowodował znaczne zniszczenie gmachu. Ale i to, co pozostało, jest najcenniejszym pomnikiem architektury, jaki przekazała nam starożytność, i budzi podziw i cześć dla wielkich mistrzów greckich, którzy tworzyli tak piękne dzieła. Nieoceniony fryz, przedstawiający pochód panatenajski, zabrał na początku XIX stulecia ambasador angielski, lord Elgin do Londynu, do wspaniałych zbiorów Muzeum Brytyjskiego.

119

Do liczby pomników sztuki budowniczej, które mniej lub bardziej uszkodzone przechowały się na Akropolu do naszych czasów, należy druga świątynia Ateny, która jednak nie służyła wyłącznie jej kultowi, zwana Erechtejon. Świątynia ta zbudowana była w stylu jońskim. Poważne, ciężkie kolumny doryckie, wznoszące się bezpośrednio z podstawy, zastąpiono tu smuklejszymi kolumnami jońskimi. Podnóże takiej kolumny składa się jakby z ustawionych na sobie kilku niskich walców o różnej średnicy; górną część, tak zwany kapitel, zdobią rzeźby, a po obu stronach zakręcone podwójne ślimaki. Ponieważ piękno dzieła sztuki polega na zgodności wszystkich jego części, toteż nie można było do każdej budowli użyć dowolnie tej lub owej kolumny. Ciężkie kolumny doryckie nadawały świątyni charakter poważny, surowy, a cała budowla, mniej wysoka, rozciągała się wszerz; smukłe kolumny jońskie nadawały całemu gmachowi cechę pewnej lekkości, budowla w stylu jońskim niejako mniej trzymała się ziemi, pnąc się raczej ku niebu.

120

Z całego Erechtejonu najlepiej zachował się portyk[46] kariatydowy, rodzaj werandy, której strop zamiast kolumn podtrzymują postacie kobiece, tak zwane kariatydy.

121

W Erechtejonie pokazywano w starożytności rozliczne pamiątki z czasów mitycznych: ślad trójzębu, który Posejdon w czasie swego sporu z Palladą wbił w ziemię; źródło słonej wody, które wówczas miało wytrysnąć; najstarsze drzewo oliwne, stworzone przez Atenę. Gdy Persowie pustoszyli gród ateński, ścięli to drzewo, lecz jak podanie niesie, już w nocy po ich wymarszu pień ściętego drzewa wypuścił świeżą gałązkę.

122

Prastarych czasów sięgała największa uroczystość, którą Ateńczycy obchodzili na cześć swojej boskiej opiekunki, mianowicie święta panatenajskie, czyli Panatenaje. Święta te, obchodzone z początku bardzo skromnie, nabierały z biegiem czasu coraz większej świetności i okazałości[47].

123

Panatenaje odbywały się co trzy lata. Już na kilka dni przed rozpoczęciem uroczystości morze roiło się od statków, na których przybywały poselstwa z osad ateńskich, wiozące bogate ofiary i dary. Przybywało też z dalekich krain wielu cudzoziemców, którzy z podziwem i zachwytem oglądali publiczne budowle Aten i skarby sztuki greckiej.

124

Święta panatenajskie trwały sześć do dziesięciu dni. Rozpoczynały się zawodami lutnistów, flecistów i śpiewaków, które odbywały się we wspaniałym gmachu u stóp Akropolu. Wtedy to deklamatorzy recytowali ustępy z poematów Homera. Potem następowały igrzyska gimnastyczne, wyścigi, tańce wojenne, bieg z pochodniami itp. Na ostatni dzień uroczystości przypadała wielka procesja, zakończenie i ukoronowanie obrzędów świątecznych.

125

Już wczesnym rankiem gromadzili się przed najwspanialszą bramą miasta mieszkańcy Aten i okolicy i szykowali się do pochodu według przepisanego ceremoniału. Na czele stawali lutniści i fleciści, za nimi szli zbrojni obywatele, najpierw piechota, potem jeźdźcy. Dalej postępowali zwycięzcy w wyścigach, na wierzchowcach albo na rydwanach. Dzielna jazda, duma i sława Aten, i wspaniałe czterokonne zaprzęgi budziły u widzów szczególne zaciekawienie.

126

Teraz szły zwierzęta ofiarne, pięknie uwieńczone; wiedli je kapłani i liczna służba, wszyscy w odświętnych szatach. Za nimi kroczyli z kolei starcy z oliwnymi gałązkami w ręku, ludzie otaczani powszechną czcią, niosący dary ofiarowane bogini; wybrane dziewice, z koszami, w których były naczynia ofiarne: dzbany, czarki, kadzielnice; wreszcie młodzieńcy z rozmaitymi kunsztownymi wyrobami. Obywatelkom ateńskim towarzyszyły dziewice z ludności nieposiadającej prawa obywatelstwa, niosące gałązki dębowe, placki ofiarne, oliwę i wino. Poselstwa osad i miast sprzymierzonych także brały udział w tym wspaniałym pochodzie.

127

W samym środku procesji posuwał się na kołach okręt, na którym na kształt żagla powiewała szata, przeznaczona dla najstarszego posągu Ateny. Suknię tę, na każdy rok nową, tkaną w rozmaite obrazy, sporządzały najdostojniejsze kobiety miasta, tworząc z niej istne arcydzieło sztuki kobiecej.

128

W takim mniej więcej porządku przechodziła procesja przez najokazalsze ulice miasta, przystając obok najważniejszych świątyń, gdzie składano ofiary. W końcu, okrążywszy Akropol, wspaniałymi Propylejami, schodami przedziwnej architektury, wstępowała na wzgórze zamkowe. Tu rzesza dzieliła się na dwie części, a rozszedłszy się w przeciwne strony, łączyła się z powrotem u wschodniej części Partenonu, tj. przed głównymi drzwiami świątyni. Przy dźwięku uroczystych hymnów składano tu dary i palono hekatomby; część przeznaczona dla bogów szła z dymem, resztę spożywano na wspólnej uczcie.

129

Sztuka przedstawia Atenę jako młodą kobietę o poważnych rysach, raczej męskich niż kobiecych. Na głowie ma hełm wojenny, na piersiach pancerz, często z głową Meduzy. Godłami bogini są egida, włócznia, gałązka oliwki, sowa. Z roślin bowiem było jej poświęcone drzewo oliwne, ze zwierząt zaś sowa, po dziś dzień uchodząca w sztuce za symbol uczoności.

130

Ryc. 12 przedstawia Atenę w walce z gigantami. Jest to tak samo część płaskorzeźby z ołtarza pergameńskiego, jak ryc. 2. Po lewej ręce widzimy skrzydlatego giganta owiniętego wężem, jego twarz wyraża ból; dalej spostrzegamy Atenę, w hełmie, z głową Meduzy na piersiach, pełną zapału i grozy wojennej. Gaja, bogini ziemi, którą poznać po owocach, darach jej, które trzyma w ręku, wychodzi z ziemi, aby z macierzyńską miłością bronić swego dziecka, błagającego jej opieki. Po prawej Nike, skrzydlata bogini zwycięstwa, podaje Atenie gałązkę wawrzynu.

131

Na ryc. 13 widzimy Atenę zwaną Warwakion; jest to wysoka na metr, marmurowa statua, którą wykopano w Atenach 30 grudnia 1879 r. Większość znawców rzeczy starożytnych uważa ten posąg za kopię owej Ateny Fidiaszowej, która stała w Partenonie. Bogini zwycięstwa, opierającej się na słupie, którą Pallas obejmuje ręką, brak niestety głowy. Jak prawie zawsze, tak i tutaj Atena ma na głowie hełm wojenny, na piersiach pancerz z głowę Meduzy.

132

Ryc. 5 przedstawia Partenon, ryc. 14 Erechtejon (po prawej portyk kariatyd) tak, jak te świątynie wyglądały w starożytności.

16. Apollo

133

Wiemy już, że Herę uważano powszechnie za małżonkę Zeusa i królową niebios. Wiele jednak jest podań, które wymieniają inne jeszcze małżonki Zeusa, tak boginie, jak i królewny. Bo podania powstawały w rozmaitych stronach Grecji, jedno niezależnie od drugiego, toteż często nie zgadzają się między sobą. Pamiętajmy, że tworzyła je ruchliwa, płodna, niczym niekrępująca się wyobraźnia ludu. Każda niemal kraina pragnęła się chlubić jakimś bogiem albo bohaterem, który by się w niej urodził, a był potomkiem samego króla bogów. Stąd prócz Hery namnożyło się w mitologii wiele małżonek Zeusa i wielu jego synów i córek.

134

I tak para boskich bliźniąt: Apollo (inaczej Feb[48]) i jego siostra Artemida[49], uchodzili za dzieci Zeusa i bogini Latony. Na świat przyszli na wysepce Delos, leżącej na Morzu Egejskim. Wyspa ta pływała aż do owego czasu po rozległej przestrzeni morskiej, dopiero z chwilą narodzin Apollina Posejdon przytwierdził ją do dna morskiego na czterech słupach.

135

Wieszczbiarstwo[50] było głównym przedmiotem boskiej opieki Apollina. Posiadał on największą liczbę wyroczni i w nich przez usta kapłanów i kapłanek wygłaszał wolę swego ojca, Zeusa, od którego pochodzi wszelka wróżba.

136

Był też Apollo bogiem muzyki i poezji. Grał cudne melodie na złotej lirze i przy jej dźwiękach śpiewał hymny, ku zachwytowi i rozkoszy bogów, kiedy się zebrali na Olimpie. Biada temu, kto odważył się walczyć z Apollinem o pierwszeństwo w sztuce muzycznej — spotykała go natychmiast surowa kara, jak to się stało z Marsjaszem, jednym z wesołych towarzyszy boga wina.

137

Marsjasz grywał na flecie. Instrument ten wynalazła Atena i radowała się serdecznie jego tonami. Gdy jednak przechodziła obok strumyka i rzuciła okiem w wodne przeźrocze, ku swemu niemałemu przerażeniu spostrzegła, że gra na flecie ohydnie wydyma jej policzki i wykrzywia całą twarz. Zirytowana, cisnęła instrument daleko od siebie. Podniósł go właśnie ów Marsjasz, zaczął na nim wygrywać i wkrótce doszedł do takiej wprawy i doskonałości, iż nie wahał się stanąć do rywalizacji z samym Apollinem. Odbyły się więc zawody, a zwycięstwo przyznano, rozumie się, Apollinowi. Bóg muzyki zemścił się też na hardym muzyku w sposób nielitościwy, bo jak zabitego zwierza, odarł nieszczęśliwego rywala ze skóry.

138

Bóg wieszczbiarstwa, muzyki i poezji miał także wielkie znaczenie w sprawach życia i śmierci. Jeżeli ktoś umierał śmiercią niebolesną, zwłaszcza w podeszłym wieku, mówiono o nim, że łagodna strzała Apollina zesłała na niego śmierć. Ale gdy ten sam bóg zawrzał gniewem i napiąwszy srebrny łuk, przykładał do niego strzałę po strzale, wtedy godząc w znienawidzonych zbrodniarzy, szerzył wśród nich zarazę i śmierć połączoną z okropnymi męczarniami.

139

Ulubieńcem Apollina był milutki chłopczyna. Chłopiec ten miał jelenia, z którym wszędzie chodził, z którym się nigdy nie rozstawał. Pewnego dnia jednak, próbując włóczni, fatalnym przypadkiem przebił nią ukochane zwierzę. Od tej chwili czarny smutek ogarnął duszę mimowolnego zabójcy; tęskniąc i płacząc, ukrywał się daleko od ludzi w najciemniejszym ustroniu[51] leśnym, aż mu serce pękło ze zmartwienia i żalu. Zmarłego chłopca zamienił Apollo w drzewo, które dotąd jest godłem smutku i żałoby, mianowicie w cyprys.

17. Wyrocznia delficka

140

Zaledwie Apollo przyszedł na świat, skosztował nektaru i stał się cud — niemowlę zamieniło się natychmiast w młodzieńca. Zaraz też otrzymał od bogów w darze złotą lirę i srebrny łuk ze strzałami. Wsiadł do rydwanu, który ciągnęła para łabędzi, i powietrznymi szlakami podążył z rodzinnego miejsca do Delf, gdzie już wtedy istniała wyrocznia. Okolica tamtejsza była jednak odludnym pustkowiem, gdyż straszny smok, mieszkający w ponurej grocie, szerzył dokoła strach i śmierć. Apollo zabił potwora i stał się zbawcą i dobrodziejem całej okolicy.

141

Pewnego dnia, stojąc na wybrzeżu morskim, tam, skąd później prowadziła droga do Delf, Apollo zobaczył z daleka wielki okręt. Skoczył do wody, zamienił się w olbrzymiego delfina i wzburzając morze ogromnymi bałwanami[52], zapędził okręt do tego miejsca na wybrzeżu, skąd go spostrzegł. Teraz przybrał z powrotem swą własną postać i jaśniejąc całym blaskiem boskości, wezwał kupców, do których należał okręt, ażeby nie powracali już do ziemi rodzinnej, lecz pozostali w Delfach jako kapłani w jego świątyni. Przybysze zanucili hymn na cześć boga i poszli za nim w odludne ustronie, jakie rozpościerało się u stóp góry Parnas. Teraz dopiero poczuli żal i trwogę, widząc naokoło nieurodzajne skały, i błagali Apollina, żeby się nad nimi zlitował. Bóg ich pocieszał, mówiąc: „Niech tylko każdy z was weźmie w prawicę nóż ofiarny, a wkrótce ze wszech stron zjawią się ofiary!”. Przybysze nabrali otuchy i założyli miasto Delfy, które miało niebawem zasłynąć szczęściem i bogactwem.

142

Nie tylko z całej Hellady, lecz także ze Wschodu i z Italii przybywało do Delf wielu pobożnych ludzi, pragnących usłyszeć głos boga, i przywozili ze sobą bogate dary. Osoby prywatne, a nawet miasta i państwa udawały się do wyroczni delfickiej, a odpowiedzi jej niejednokrotnie wpływały silnie na obrót ważnych spraw politycznych. Dopiero mniej więcej w czasach wojny peloponeskiej[53] znaczenie wyroczni delfickiej zaczyna upadać, częściowo z winy kapłanów, których nie bez słuszności posądzano o stronniczość i sprzedajność.

143

Świątynia Apollina miała niezwykłe rozmiary i stała na wielkim placu, na którym było mnóstwo pomniejszych świątyń, skarbców, portyków, posągów. Przed wejściem do świątyni stał okazały ołtarz i duży trójnóg, ofiarowany Apollinowi przez Greków po zwycięskiej bitwie pod Platejami[54]. Trójnóg ten, którego część przechowała się aż do naszych czasów, miał kształt bardzo ładny: trzy spiżowe węże, których szyje rozchodziły się, dźwigały szczerozłotą czarę.

144

Na wschodnim przyczółku świątyni wyobrażeni byli Apollo i Artemida ze swoją matką, na zachodnim bóg wina z orszakiem i bóg słońca na swym rydwanie. W przedsionku świątyni stał posąg Homera, a na ścianie widniały mądre zdania, jak: „Poznaj samego siebie” i „Nic nad miarę”[55]. W świątyni wznosiły się rozmaite posągi bogów, przede wszystkim zaś wpadał w oczy złoty posąg Apollina, stojący za ołtarzem, na którym płonął wieczny ogień ofiarny. Obok niego znajdował się marmurowy głaz stożkowatego kształtu, owinięty opaskami, a po obu jego bokach stały złote orły. Opowiadano, że pewnego razu Zeus wypuścił w przeciwnych kierunkach dwa orły i właśnie tu, w Delfach, na miejscu oznaczonym przez ten kamień, spotkały się obydwa ptaki. Toteż uważano ten marmurowy stożek za środek świata.

145

Za posągiem Apollina była ściana, ukrywająca przed oczyma niewtajemniczonych najświętszą, niedostępną część świątyni. Ta część była wybudowana ponad szczeliną skalną, z której wydobywały się odurzające gazy. W czasach, kiedy nie było tu jeszcze świątyni, pasterze zauważyli w tym miejscu, jak zabłąkana koza wiła się w konwulsjach, i w ten sposób dowiedzieli się o szczelinie i jej odurzających wyziewach. Tu stał drugi posąg Apollina, tu rosło prastare, święte drzewo laurowe.

146

Wolę bogów oznajmiała Pytia, tak nazywała się kapłanka Apollina. Z początku wybierano na Pytię dziewicę, w późniejszych czasach kobietę w podeszłym już wieku. Gdy nadszedł czas wieszczby[56], Pytia oczyszczała się, według zwyczaju, za pomocą przepisanych kąpieli, stroiła głowę w złote ozdoby, a ciało odziewała w długą, fałdzistą szatę. Następnie przystępowali do niej kapłani i wiedli ją do przenajświętszego przybytku; tam Pytia, zerwawszy garść liści ze świętego wawrzynu[57], żuła je i piła wodę z krynicy[58], która się tam znajdowała.

147

Tuż nad brzegiem szczeliny, z której wydobywały się odurzające wyziewy, stał trójnóg. Pytia siadała na nim i wkrótce wpadała w stan niezwykłego rozdrażnienia: drżała, przewracała oczyma i majaczyła. W luźnych słowach, które się wtedy wyrywały z ust kapłanki, widziano objawienie woli boskiej. Kapłani skrzętnie zapisywali je na tabliczkach, a po pewnym czasie wynosili ze świątyni Pytię nieprzytomną i na pół żywą.

148

W wypowiedzianych przez Pytię słowach kapłani starali się wyszukać pewną myśl. Ostatecznym wynikiem ich rozmyślań i kombinacji bywał wiersz lub dwuwiersz, który następnie komunikowano pytającemu o wolę boga. Wyrocznie te były zwykle ciemne, zagadkowe, dwuznaczne.

149

W pobliżu Delf rozciągała się równina, którą uważano za świętą własność boga, a której nie było wolno uprawiać. Na tej równinie odbywały się co pięć lat igrzyska na cześć Apollina; ustanowienie ich przypisywano jemu samemu. Z początku stawali tam do współzawodnictwa tylko śpiewacy i muzycy, z biegiem czasu rozszerzono zakres igrzysk także na ćwiczenia gimnastyczne. Zwycięzca otrzymywał gałąź wawrzynu, które to drzewo, jak z ptaków łabędź, poświęcone było Apollinowi.

150

Ze wszystkich posągów Apollina, które się zachowały do naszych czasów, najbardziej znany jest prześliczny tak zwany Apollo Belwederski (ryc. 15), w Muzeum Watykańskim w Rzymie.

151

Tradycja łączy powstanie tego posągu, a raczej utraconego oryginału, którego on jest kopią, z Delfami. W r. 279 przed Chr. Celtowie[59] napadli na krainy greckie i żądni obfitej zdobyczy, wtargnęli do Delf. Jednak przeraziła ich niesłychana nawałnica z piorunami i gradem i zmusiła do rychłej[60] ucieczki. Opowiadano, że sam Apollo w towarzystwie Ateny i Artemidy zjawił się wtedy i spłoszył najeźdźców. Na pamiątkę tego zdarzenia mieli Grecy postawić ten posąg, przedstawiający rozgniewanego boga.

18. Muzy

152

Gdy Apollo zachwycał bogów śpiewem i muzyką, towarzyszyło mu dziewięć bogiń, a on przewodniczył ich chórowi. Były to Muzy[61], córy Zeusa, które uszlachetniają umysł człowieka i dodają uroku jego życiu.

153

Muzy przebywały zawsze razem, albo na Olimpie, albo w swych ulubionych siedzibach: na górze Parnas, w pobliżu Delf, lub na górze Helikon[62], gdzie biło poświęcone im źródło; wytrysło ono, kiedy uderzył o kopytem ziemię skrzydlaty koń, Pegaz.

154

Pegaz, mawiali Grecy, na swym grzbiecie unosi natchnionego poetę w krainę fantazji, Pegaz jest uosobieniem górnych lotów poezji.

155

Wszystkie Muzy razem opiekowały się sztukami i umiejętnościami; mimo to jednak każda z nich miała pewien właściwy sobie zakres. Toteż po godłach poznajemy, którą z Muz przedstawia nam rzeźba albo malowidło. I tak Klio, poważną muzę dziejów, czyli historii, przedstawiano w postaci siedzącej, z pergaminem lub tabliczką, na której rylcem wypisuje zdarzenia; Melpomena, muza tragedii, trzyma w ręku maskę smutnego młodzieńca, Talia zaś, muza komedii, maskę śmiejącego się starca; Kalliope, muza epopei, trzyma zwój, tj. książkę; Euterpe, muza poezji lirycznej, gra na flecie; Terpsychora, muza tańców, trzyma lutnię w jednej ręce, a w drugiej małą płytkę, którą uderzano w struny[63]; Erato, muza pieśni miłosnych, trzyma również lirę w ręku; Polihymnia, muza pieśni religijnych, bez godła, stoi zadumana; Urania wreszcie, muza astronomii, ma oczy zwrócone w górę i trzyma glob niebieski i cyrkiel.

19. Asklepios (Eskulap)

156

Żywa wyobraźnia narodu greckiego stworzyła, jak to już dotąd mogliśmy spostrzec, wiele niezwykłych postaci. Między innymi Grecy wymyślili centaurów, rodzaj stworzeń podobnych do konia, lecz z piersią i głową ludzką. Wśród centaurów znajdował się jeden, imieniem Chiron, który słynął z niezwykłej mądrości. Jemu też liczni bohaterowie powierzali swych synów na wychowanie, gdyż nikt nie umiał, tak jak on, kształcić ciało i ducha.

157

Chironowi powierzył też Apollo swego syna Asklepiosa (Rzymianie nazywali go Eskulapem). Ten, wychowując się u Chirona, nabył od niego wiedzy lekarskiej i wkrótce przewyższył w niej swego nauczyciela. Nie było rany, nie było choroby tak niebezpiecznej, na którą by Asklepios nie podał skutecznego lekarstwa; wskrzeszał nawet zmarłych, których duch uleciał już do podziemia. Toteż zastępy umarłych, do niedawna tak liczne w podziemiu, zaczęły się niesłychanie przerzedzać. Hades, władca podziemia, zwrócił się wskutek tego do Zeusa ze skargą, że wkrótce nie będzie miał nad kim panować. Wtedy Zeus zabił piorunem Asklepiosa, obawiając się, aby ludzie, mając tak znakomitego lekarza i obrońcę przed śmiercią, nie przestali lękać się i czcić bogów. Lecz wdzięczni ludzie, chociaż Asklepios był tylko śmiertelną istotą i już go nie było na świecie, czcili go jako boga zdrowia, a córkę jego Higieję[64] jako boginię zdrowia.

158

Apollo, dotknięty do żywego utratą ulubionego syna, napiął swój łuk i zaczął zabijać cyklopów, którzy wyrabiali pioruny dla Zeusa, a więc pośrednio stali się sprawcami śmierci Asklepiosa. Ale i Zeus zapłonął wtedy srogim gniewem przeciw buntowniczemu synowi i skazał go na dłuższe wygnanie z Olimpu.

159

Ryc. 16. Kamea jest to płytka, najczęściej okrągła, z kamienia półszlachetnego, jak onyks, krwawnik itp. lub też z innego, pięknie zabarwionego, na której wyrżnięta jest jakaś płaskorzeźba. Kamee były rozpowszechnione w starożytności już w bardzo wcześnie i zachowało się ich do naszych czasów bardzo wiele.

160

Kamea starożytna, którą odtwarza rycina, ukazuje nam trzy postacie. Starzec po lewej stronie, z piersią i jednym ramieniem odsłoniętymi, opierający się na lasce, dokoła której wije się wąż — to Asklepios. Postać kobieca po prawej stronie, trzymająca miseczkę — to Higieja. (Niekiedy trzyma ona w drugiej ręce węża pijącego z tej miseczki). W środku, pomiędzy Asklepiosem a Higieją, widzimy chłopczyka, wyobrażającego boga wyzdrowienia. Asklepiosa i Higieję można łatwo poznać, gdyż przedstawieni są zawsze jednakowo, a spotykamy się z nimi często, bo służą zwykle za godło aptek.

20. Artemida (Diana)

161

W świątyniach Apollina oddawano zawsze cześć także jego siostrze Artemidzie, która na wyspie Delos razem z nim ujrzała światło dzienne.

162

Artemida (Rzymianie nazywali ją Dianą) była przede wszystkim boginią łowów. Wierzono jednak także, że opiekuje się dziką zwierzyną, że utrzymuje ją przy zdrowiu i żywi. Artemida uprosiła sobie od Zeusa, żeby wolno jej było nigdy nie wychodzić za mąż; dlatego też widziano w niej szczególną opiekunkę dziewic. Jak mężatki do Hery, tak dziewczęta zwracały swe modły głównie do Artemidy i składały ofiary na jej ołtarzach.

163

Największą przyjemność znajdowała Artemida w łowach po górach i lasach. Towarzyszyły jej nimfy, boginie piękne i dziewicze jak ona, opiekunki gór, drzew, źródeł i ruczajów[65]. Pośród nich wszystkich ona wystrzelała wzrostem i górowała pięknością.

164

Młodzieniec, imieniem Akteon, podczas polowania przypadkiem zaszedł w ustroń leśną, gdzie właśnie przebywała ze swymi towarzyszkami bogini łowów, która unikała wzroku mężczyzn. Zaledwie Artemida spostrzegła, że zbliża się ku niej mężczyzna, zemściła się w okrutny sposób. W mgnieniu oka na głowie Akteona wyrosły jelenie rogi, jego ręce zamieniły się w nogi, a całe jego ciało pokryła sierść: Akteon stał się jeleniem. Własne ogary, z którymi wybrał się na polowanie, rzuciły się na zmienionego tak niespodzianie młodzieńca i rozszarpały go na kawałki.

165

W Sparcie był ołtarz Artemidy, przed którym corocznie w jej święto biczowano chłopców tak niemiłosiernie, że ich krew obryzgiwała ołtarz i posąg bogini. Była to pozostałość zamierzchłych czasów, kiedy naród grecki, jak inne narody starożytne, składał bogom krwawe ofiary z ludzi.

166

Najwspanialszą świątynię miała Artemida w mieście Efez, w Azji Mniejszej. Jednak ta Artemida, którą tam czczono, nie była boginią grecką, podobnie jak Zeus Ammon, o którym już słyszeliśmy, nie był greckim bogiem. Artemida efeska to azjatyckie bóstwo przyrody, które Grecy zrównali ze swoją Artemidą.

167

Świątynia efeskiej Artemidy, słynąca w starożytności jako jeden z siedmiu cudów świata, zajmowała obszar cztery razy tak wielki, jak Partenon ateński. Budowa jej trwała przeszło sto lat i pochłonęła olbrzymie sumy — godne też było dzieło tak wielkich trudów i olbrzymich kosztów.

168

W Efezie żył niejaki Herostrates, człowiek, którego dzień i noc dręczyła osobliwego rodzaju chorobliwa żądza, mianowicie nieustannie przemyśliwał nad tym, jak swoje imię przekazać potomności. Wreszcie zabłysła mu potworna myśl — postanowił podpalić świątynię Artemidy. Pewnej nocy — była to ta sama noc, podczas której urodził się król macedoński Aleksander Wielki — wykonał nieszczęsne postanowienie, a świątynia spłonęła niemal do szczętu. Schwytano Herostratesa i zamęczono go na śmierć; zginął szczęśliwy, że dopiął swego. Gdy dowiedziano się o pobudkach jego czynu, postanowiono imię obłąkanego podpalacza pogrążyć w wiecznym zapomnieniu; lecz na próżno! Do dnia dzisiejszego bowiem mówimy o człowieku, który się osławił szalonym czynem, że okrył się sławą herostratesową. Na miejscu spalonej świątyni wzniesiono nową, daleko wspanialszą, którą również słusznie zaliczano do cudów świata.

169

Artyści przedstawiali Artemidę jako smukłą dziewicę, w krótkiej odzieży myśliwskiej bez rękawów, z bronią w ręku; twarz owalna, czoło odkryte, włosy związane w tył. Rysy twarzy i postać przypominają jej brata Apollina.

170

Nasza rycina (ryc. 17) wyobraża najpiękniejszy posąg Artemidy, jaki się zachował do naszych dni i zdobi dzisiaj słynną galerię Luwru w Paryżu. W towarzystwie łani — która jest stałym godłem tej bogini — przebiega las, a usłyszawszy w gęstwinie szelest zwierzyny, sięga po kołczan, aby wyjąć z niego strzałę.

21. Niobe

171

Niobe, córka króla Tantala, wyszła za Amfiona, który panował w Tebach. Miała siedmiu synów i tyleż córek, a dumna z licznego potomstwa, szydziła z Latony, matki Apollina i Artemidy, że posiada tylko dwoje dzieci, i zabraniała Tebańczykom składać ofiary Latonie, mówiąc, że powinni je składać raczej swej królowej.

172

Żywo tym dotknięta Latona udała się po pomoc do swych dzieci. Mszcząc się za krzywdy matki, Apollo przeszył swymi strzałami synów Niobe, Artemida zaś swoimi — córki. Nieszczęsna matka z rozpaczy długo błądziła po świecie, aż zaszła do swej ziemi ojczystej, a tu bogowie zamienili ją w skałę. Jednak nawet skamieniała wylewa łzy za ukochanymi dziećmi.

173

Śmierć dzieci Niobe należała do ulubionych przedmiotów rzeźby greckiej. Do najznakomitszych dzieł tego rodzaju zaliczamy grupę znajdującą się we Florencji. Z tej grupy widzimy na ryc. 18 najdoskonalszą, najgenialniej uchwyconą z wszystkich postać, mianowicie samą Niobe, jak tuli do siebie najmłodszą córkę i z wyrazem boleści i wyrzutu, lecz niemniej i dumy, zwraca swe oblicze, chcąc oko w oko spotkać się z mściwą boginią.

22. Helios. Selene. Eos

174

Jeden z tytanów, imieniem Helios (u Rzymian Sol), zwany czasem wprost tylko Tytanem, był bogiem słońca; siostra jego Eos (u Rzymian Aurora) była boginią zorzy porannej[66], a druga siostra, Selene (u Rzymian Luna), boginią księżyca. Nazwy greckie Helios, Eos, Selene, i tak samo łacińskie Sol, Aurora, Luna, oznaczają słońce, zorzę poranną i księżyc.

175

Według wyobrażenia Greków piękna Eos otwierała każdego poranka wrota niebios: z gwiazdą poranną[67] na czole, stawała na wozie, który ciągnęła czwórka wspaniałych rumaków, i puszczała się w drogę. Zwiastowała nadejście swego płomiennego brata, który pędzi w ślad za nią, a nigdy jej nie dogania. Na złotym rydwanie, zaprzężonym w cztery ogniste rumaki, wyjeżdżał władca słońca, z promienistym wieńcem dokoła głowy, z którego na wszystkie strony rozchodziło się ożywcze światło. Z niemałym trudem pogania Helios dzikie, niesforne rumaki w górę po stropie niebios, aż w południe dochodzi do jego najwyższego punktu. Potem powoli zwraca wóz ku ziemi, aż nareszcie po całodziennej jeździe opuszcza niebiosa i odpoczywa u zachodnich brzegów rzeki Okeanu[68]. Według mniemania[69] Greków bowiem ziemia jest kręgiem, dokoła którego płynie rzeka Okeanos.

176

Nadeszła wreszcie noc. Na niebie pokazuje się blada Selene, którą para rumaków wiezie łagodnie i spokojnie wśród niezliczonych gwiazd. Tymczasem Helios wsiadł do łódki i jedzie nią po Okeanie aż do wschodniego krańca widnokręgu, skąd następnego poranka rozpocznie na nowo swą wieczystą wędrówkę.

177

Helios, wznoszący się na swym rydwanie wysoko ponad ziemię, widzi wszystko, co się na niej dzieje. Toteż kto przysięgał, powoływał się na Heliosa, jako na świadka, przed którym nic nie może się zataić.

178

Mieszkańcy wyspy Rodos uważali Heliosa za szczególnego opiekuna swych spraw i poświęcali mu wiele świątyń i posągów. Najbardziej z tych posągów zasłynął tak zwany Kolos Rodyjski, zaliczony do siedmiu cudów świata. Wysokość tego spiżowego olbrzyma wynosiła 70 łokci. Wielki palec u jego ręki był tak gruby, że niewielu było mężczyzn, którzy mogliby go objąć, każdy zresztą palec przewyższał długością całość zwykłych posągów. W jednej ręce kolos dźwigał olbrzymich rozmiarów czarę, w której nocą płonęła smoła. Ustawiony pod gołym niebem, w porcie na wybrzeżu morskim, pełnił zatem służbę latarni morskiej.

179

Ten największy posąg starożytności nie istniał jednak długo; po 66 latach runął wskutek trzęsienia ziemi. Gruzy leżały dookoła przez całych dziewięć wieków; dopiero kiedy Arabowie zajęli wyspę, wódz ich sprzedał szczątki Żydowi, który do uprzątnięcia spiżu potrzebował aż 900 wielbłądów.

180

Ryc. 19 przedstawia Heliosa według posągu znajdującego się w willi Borghese w Rzymie: w rękach trzyma kulę ziemską i róg obfitości[70], a głowę boga opasuje wieniec z promieni. Ryc. 20, według malowidła starożytnego, przedstawia Selene, z półksiężycem na głowie, w fałdzistej szacie.

181

Z biegiem czasu Helios i Selene ustąpili miejsca Apollinowi i Artemidzie. Apollo stał się bogiem słońca, do którego odtąd odnosiło się wszystko to, co poprzednio opowiadano o Heliosie; Artemida zaś stała się boginią księżyca, dlatego też przedstawiano ją niekiedy z półksiężycem na głowie, jak Selene.

23. Faeton

182

Helios — a jak później opowiadano, Apollo — miał syna, imieniem Faeton. Pewnego razu zaprzeczono jego boskiemu pochodzeniu. Ambitny i próżny młodzieniec udał się natychmiast do pałacu ojca i nie uspokoił się, aż wymógł na Heliosie niezłomną przysięgę, że dla swego syna uczyni wszystko, czegokolwiek tylko ten zapragnie. Helios zaklął się na Styks, na straszną rzekę podziemia, a takiej przysięgi bogowie nie mogli złamać.

183

Dopiero teraz, gdy Helios wypowiedział już niezmienne słowo, Faeton wyjawił swe życzenie, aby mu było wolno, na dowód, że jest synem Heliosa, przez dzień jeden kierować wozem słonecznym. Nieszczęśliwy ojciec kochał Faetona z całej duszy, przeraził się więc jego nieroztropną prośbą i przedstawiał mu straszne niebezpieczeństwo, nawet niechybną zgubę, gdyby się nie dał odwieść od lekkomyślnego zamiaru. Przecież on sam, chociaż wprawny, ledwie może podołać swemu trudnemu zadaniu i niełatwo mu przychodzi przezwyciężać zawrót głowy, gdy kieruje nieśmiertelnymi rumakami, a żaden z bogów nie potrafiłby go zastąpić. Na próżno użył Helios całej swej wymowy, daremnie zaklinał i błagał — nierozsądny młodzieniec nie dał się przekonać. Rad nierad Helios musiał dotrzymać, co przyrzekł; uczynił, co mógł w tych warunkach, aby zmniejszyć grożące synowi niebezpieczeństwo: podał mu wskazówki, jak kierować rumakami; w końcu dał mu wsiąść na wóz słoneczny.

184

Młodzieniec zaciął[71] ziejącą płomieniami czwórkę i lekkomyślnie cieszył się z szybkiej jazdy; jednak konie po niewprawnej ręce i po lekkości rydwanu poznały, że to nie Helios nimi kieruje. Wóz zbaczał z właściwej drogi, to zbliżał się ku eterowi[72] i dotykał gwiazd, to staczał się ku ziemi. Faeton, odurzony zupełnie gorącem, które zapierało mu oddech, i zmieniającymi się co chwila nieznanymi widokami, zdjęty przerażeniem, nie usiłował już nawet kierować rumakami i mdlejąc, opuścił cugle. Wóz słoneczny zbliżył się ku ziemi, a w tej chwili zawrzały i wyschły źródła i rzeki, lasy na górach i plony na polach spaliły się, a ludzie owych okolic, dawniej biali, zmienili się na czarnych Murzynów. Gdy zaś wóz wzniósł się znowu w wyżyny, chmury przemieniły się w parę, która sycząc, ulatywała.

185

Wreszcie usłyszał Zeus płacz i lament bogów rzecznych, nimf polnych i leśnych i śmiertelnych mieszkańców ziemi; toczący się po bezdrożach wóz słoneczny zagrażał całemu światu pożogą[73] i zniszczeniem. Wtedy Zeus, litując się nad rodem boskim i ludzkim, cisnął piorunem w nieszczęsnego Faetona: rażony syn Heliosa zleciał z wozu słonecznego w nurty rzeki Padu[74]. Siostry Faetona, które z żalu za utraconym bratem nieustannie roniły łzy, zamieniły się w płaczące wierzby, a ciągle cieknące z ich oczu łzy twardniały, zamieniając się w bursztyn. Jego najwierniejszego przyjaciela zaś, który nie mógł utulić się w tęsknocie i żalu za nieszczęśliwym Faetonem, przemienili bogowie w łabędzia; krążył on ciągle wokół miejsca, w którym fale zamknęły się nad ciałem Faetona.

24. Hermes (Merkury)

186

Hermes, poseł bogów, był synem Zeusa i Mai, córki tytana Atlasa. Zaraz po jego przyjściu na świat okazało się, co z niego będzie. Kiedy bowiem matka zasnęła, Hermes wydobył się z pieluch i wyszedł na świat boży. Pierwszą rzeczą, którą znalazł, była skorupa żółwia. Podniósł ją, wyczyścił, naciągnął na nią struny — i powstało narzędzie muzyczne, pierwsza lira. Idąc dalej, zobaczył trzody Apollina; nie pytając, czyja to własność, uprowadził pięćdziesiąt krów, lecz wpierw obwiązał ich nogi chrustem i słomą, aby ślady nie zdradzały, którędy pójdą. Zrobiwszy to, powrócił do matki i jakby nic położył się z powrotem w pieluszki.

187

Nazajutrz rano Apollo spostrzegł ubytek w swej trzodzie i udał się w pogoń za złodziejem. Zaszedł aż do miejsca, w którym Hermesiątko spało najspokojniej. Obudził go, lecz chłopczyna wypierał się wszelkiej winy i chociaż Apollo groził mu, że wrzuci go do Tartaru, nie przyznał się do niczego.

188

Apollo zabrał więc ze sobą chłopca o tak osobliwych zdolnościach i zaprowadził go na Olimp, przed tron Zeusa. Ten, widząc milutki drobiazg w pieluchach z tak ciężkim zarzutem, uśmiał się serdecznie. Nie zważał jednak na wykręty malca i stanowczo rozkazał mu oddać skradzione bydło. Wtem Apollo usłyszał piękny dźwięk liry; oczarowany nim, przystał chętnie na zamianę. Wziął lirę, a trzody oddał Hermesowi, który przysiągł, że już nigdy brata nie skrzywdzi. Odtąd łączyła ich przykładna miłość braterska.

189

Z powodu niesłychanego sprytu, którym odznaczał się od urodzenia, Hermes nadawał się do wypełniania poleceń wymagających energicznego i przebiegłego wykonawcy. Był więc posłańcem bogów, zwłaszcza Zeusa, który najczęściej przez niego objawiał swą wolę. Hermes towarzyszył też zawsze Zeusowi w wycieczkach na ziemię, jak to już słyszeliśmy w opowiadaniu o Filemonie i Baucis. Zadanie miał trudniejsze od Irydy; ona była tylko posłanniczką bogów, Hermes zaś nie tylko użyczał swych ust bogu, którego był posłem, lecz nadto wytężał swój umysł, aby pokierować sprawą po jego myśli.

190

Hermes, jako poseł bogów, musiał znać każdą drogę i ścieżkę. Dlatego uczyniono go bogiem dróg i gościńców. Przy drogach stały czworoboczne słupy, ozdobione u góry głową Hermesa, tak zwane hermy. Takie hermy stały się w Atenach powodem odwołania Alkibiadesa z naczelnego dowództwa na Sycylii[75], gdy wytoczono mu proces z powodu ich znieważenia i obrazy bogów.

191

Hermes, znający wszystkie drogi na ziemi i w podziemiu, miał też stały urząd przeprowadzania dusz umarłych do podziemia.

192

Był bogiem kupców, którzy muszą sprytnie prowadzić swe interesy, żeby się uchronić od straty. Nawet złodzieje uważali Hermesa za swego opiekuna, bo zaraz w pierwszym dniu życia dopuścił się śmiałej kradzieży.

193

Rzymianie nazywali Hermesa Merkurym i czcili go przede wszystkim jako boga handlu.

194

Sztuka przedstawiała Hermesa jako dorodnego, zwinnego młodzieńca, niekiedy z kapeluszem na głowie; miało to oznaczać, że jest właśnie w drodze, gdyż starożytni używali kapeluszy tylko w czasie podróży. U kapelusza i u nóg miewał skrzydełka, jako oznakę szybkości, w ręku trzymał laskę, również zdobną w skrzydełka, wokół której wiła się para węży. Niekiedy trzymał sakiewkę z pieniądzmi.

195

Rycina 21 przedstawia Hermesa dłuta znakomitego rzeźbiarza Praksytelesa[76]. To słynne w starożytności dzieło wykopano w Olimpii w 1877 r., mało uszkodzone. Brakujące prawe przedramię łatwo uzupełnić, gdyż starożytny pisarz podaje, że prawa ręka trzymała winne grono, a na lewej spoczywał bóg wina jako niemowlę, sięgające z uśmiechem po winne grono. Był tu więc Hermes przedstawiony w chwili, kiedy z polecenia Zeusa niósł nowo narodzonego braciszka na Olimp, pomiędzy bogów, albo do nimf, czy do Sylena na wychowanie.

25. Ares

196

Obok Ateny bogiem wojny był także Ares, syn Zeusa i Hery. Jakaż jednak była między nimi różnica! Atena była boginią wojny, lecz tylko takiej, która jest nieuniknionym środkiem politycznym, a do tego wojny prowadzonej według zasad sztuki wojennej. Ares, przeciwnie, radował się wojną samą przez się; chodziło mu tylko o zgiełk bitwy, o jęki rannych i rozlew krwi. Nigdy niesyty mordu i krwi, nie zważał, gdzie przyjaciel, a gdzie wróg, po której stronie sprawiedliwość, z jednego obozu przerzucał się do drugiego, aby tylko zaspokoić swoją okrutną żądzę. Na swym wozie pędził tam, gdzie był najgęściejszy natłok wojowników, gdzie najstraszniej wrzała walka. Dwa straszne bóstwa, niezgody i mordów wojennych, kierowały jego wozem, dzierżąc w ręku rozpalone pochodnie, a bóstwa bojaźni i przestrachu zaprzęgały jego rumaki. Gdy w czasie wojny trojańskiej Aresa zraniono w bitwie, zawrzasnął tak okropnym głosem, jakby krzyknęło równocześnie dziesięć tysięcy wojowników.

197

Między Ateną a Aresem nigdy nie było zgody; bogini należycie obmyślonej bitwy wychodziła zwycięsko z walki z Aresem. Nawet własny ojciec Aresa, Zeus, cierpiał go tylko ze względu na tak bliskie pokrewieństwo.

198

Ze starożytnych posągów Aresa najbardziej znany jest znajdujący się dziś w Rzymie w willi Ludovisi, który pokazuje ryc. 22. Widzimy tu Aresa odpoczywającego po bitwie. W ręku trzyma miecz, u jego nóg bawi się zabawny amorek.

26. Mars

199

Mars, bóg wielkiego znaczenia u Rzymian, odpowiadał Aresowi Greków. Uchodził za praojca narodu rzymskiego, gdyż Romulus i Remus[77], założyciele „wiecznego miasta”, byli jego synami. Mars więc otaczał potężną opieką miasto i państwo rzymskie. Wódz wyruszający przeciw nieprzyjacielowi wchodził do świątyni Marsa, brał do rąk włócznię i tarczę boga i wołał: „Marsie, czuwaj!”. Plac poświęcony mu w Rzymie, Pole Marsowe, służył do przeglądów wojska i do ćwiczeń wojennych i gimnastycznych, jak też do odbywania zgromadzeń ludowych.

200

Gdy za dawnych czasów plemionom italskim groziło jakieś nieszczęście, ślubowano Marsowi tak zwaną „świętą wiosnę”, tj. wszystkie młode, które zwierzętom domowym urodziły się w czasie najbliższej wiosny, palono Marsowi w ofierze, chłopców zaś i dziewczęta urodzonych w tym czasie wysyłano, gdy dorośli, za granicę kraju, w celu założenia nowej osady.

201

Za rządów pobożnego króla rzymskiego Numy Pompiliusza miała spaść z niebios tarcza, z którą odtąd, według słów przepowiedni, związana była pomyślność Rzymu. Dlatego kazał król dorobić jeszcze jedenaście zupełnie podobnych tarcz, tak że nikt nie mógł rozpoznać prawdziwej; zawiesił je potem wszystkie w poświęconym miejscu i ustanowił dwunastu kapłanów. Kapłani ci, zwani saliami, najwięcej zajęcia mieli w marcu, miesiącu nazwanym od boga Marsa i jemu poświęconemu. W ciągu tego miesiąca dzień w dzień saliowie przechodzili z włóczniami i świętymi tarczami ulicami miasta, tańcząc, śpiewając i uderzając pałeczkami o tarcze; tak obchodzili po kolei wszystkie świątynie, zatrzymując się przy każdej, żeby złożyć ofiarę.

27. Afrodyta (Wenus)

202

Afrodyta, bogini piękności, urodziła się według podań greckich z morza. Pewnego wiosennego poranka wyszła z fal morskich na brzeg, gdzie pod jej stopami wyrastały mirty, róże i bujna murawa. Potem udała się na Olimp, którego mieszkańcy powitali ją jako równą sobie boginię.

203

Afrodyta była boginią wszelkiego piękna. Piękno przyrody, wonne gaje i prześliczne kwiaty, uroda cielesna, piękno duszy i charakteru uchodziły za dar tej bogini.

204

Afrodyta była także boginią miłości we wszelkich jej przejawach. Pod jej opieką pozostawała wzajemna miłość małżonków, jak też przyjaźń łącząca wierne serca.

205

Afrodyta pokochała chłopca Adonisa i zajęła się jego wychowaniem. Adonis największą przyjemność znajdował w polowaniu, a Afrodyta, która nigdy nie rozlała krwi żadnego stworzenia, powodowana przywiązaniem do swego ulubieńca, śpieszyła teraz razem z nim do lasu, aby go ochraniać od grożących niebezpieczeństw. Ale raz Adonis zapomniał o przestrogach swej boskiej opiekunki. Uniesiony szałem myśliwskim, cisnął włócznią w olbrzymiego odyńca; nie powalił go od razu, a rozjuszone zwierzę rzuciło się na niego i zaczęło szarpać kłami delikatne ciało młodzieńca. W tej właśnie chwili nadbiegła Afrodyta, która już dłuższy czas go szukała, i zastała Adonisa bladego i martwego w kałuży krwi. Rozpacz bogini była bez granic; z krwi Adonisa stworzyła czerwony kwiat, który przypominał jej odtąd ukochanego młodzieńca.

206

Adonis przebywał w krainie zmarłych w podziemiu, a Afrodyta błagała Zeusa, aby pozwolił mu powrócić w dziedziny światła. Jednak urzeczywistnienie tej prośby spotykało się z żywym oporem władców podziemia. Ostatecznie Zeus rozstrzygnął sprawę w ten sposób, że Adonis przez połowę roku przebywać miał pod ziemią, a przez drugą połowę na ziemi.

207

Na pamiątkę Adonisa obchodzono osobne święto, Adonie, wesołe i żałobne po części. Adonie trwały dwa dni: w pierwszym dniu opłakiwano zgon Adonisa, w drugim hałaśliwie radowano się z jego powrotu. Szczególnie kobiety brały udział w tej uroczystości; kupowały i obnosiły posążki Afrodyty i Adonisa, i śpiewały o nim pieśni. Urządzano też po domach „ogródki adonisowe”, tj. zasadzano w wazonach rośliny, które szybko wschodzą i równie rychło przekwitają; podobnie zginął rychło Adonis, zaledwie wyrósłszy z dzieciństwa. W zwyczajach tych było pewne podobieństwo do obrzędów łączących się z mitem o Demeter i Persefonie, o których niebawem się dowiemy. Życiu Adonisa odpowiadała piękna wiosna, budząca wszystko do radości i życia, śmierci jego zaś smutna jesień, w której cała przyroda umiera.

208

U Rzymian bogini Wenus, czyli Wenera (grecka Afrodyta), doznawała szczególnej czci, zwłaszcza za panowania pierwszych cesarzy. Uważano ją za matkę rodu julijskiego, do którego należał Juliusz Cezar; Juliowie zaś wywodzili swoje pochodzenie od Julusa, syna trojańskiego bohatera Eneasza, który był synem Afrodyty.

209

Afrodycie poświęcone były mirt, róża, jabłko i mak, z ptaków: wróbel, gołąb i jaskółka.

210

Jak w Apollinie ideał piękności męskiej, tak w Afrodycie przedstawiała sztuka ideał piękności kobiecej. Z licznych posągów, jakie się zachowały, najbardziej może słynie Afrodyta z Milo, wykopana na greckiej wyspie o tej nazwie, w starożytności Melos. Znajduje się w muzeum Luwru w Paryżu (ryc. 23).

28. Orszak Afrodyty

211

Do orszaku Afrodyty należały Hory i Charyty, a nadto słuchali jej rozkazów bogowie Eros i Hymen.

212

Hory (co znaczy dosłownie: pory roku) były córkami Zeusa i boginiami pór roku. Grecy odróżniali zazwyczaj tylko trzy pory roku: wiosnę, lato i zimę, liczyli więc trzy Hory.

213

Charyty, u Rzymian Gracje (wyraz grecki charis, a łaciński gratia oznaczają tyle, co wdzięk, powab), były boginiami wdzięku. Darem tych trzech sióstr było wszystko, co dodaje życiu powabu i przyjemności; one stworzyły piękne formy życia towarzyskiego, tak samo, jak zsyłały natchnienie artystom, tworzącym wiekopomne dzieła.

214

Hory i Charyty wyobraża sztuka jako piękne dziewice, odziane lekko, uwieńczone kwiatami, złączone w tanecznym chórze.

215

Eros, u Rzymian Amor (wyrazy te znaczą tyle, co polskie „miłość”), był bogiem miłości, a Hymen bogiem małżeństw. Erosa przedstawiano zawsze z łukiem i kołczanem, bowiem wypuszczona przez Erosa strzała raniła serce i zapalała je miłością ku jakiejś osobie. Nie zadowalając się jednym Erosem, rzeźbiarze i malarze ze szczególnym zamiłowaniem przedstawiali kilku i kilkunastu naraz erosów, czyli amorków, pociesznych, pucułowatych, niby-aniołków, dzieciaków, płatających rozmaite figle.

216

Bardzo często też przedstawiano Psyche (wyraz ten znaczy „dusza”), uosobienie duszy ludzkiej, małżonkę Erosa, jako dziewczę z motylimi skrzydłami. Na kamei (ryc. 24) widzimy ją odpoczywającą na skale.

29. Hefajstos (Wulkan)

217

Hefajstos, zwany przez Rzymian Wulkanem, był synem Zeusa i Hery. Gdy przyszedł na świat, był tak brzydki, że przerażona matka wyrzuciła go z Olimpu na ziemię. Nimfy morskie pochwyciły spadające niemowlę i wychowały je u siebie w grocie.

218

Wkrótce zaczął Hefajstos wyrabiać śliczne przedmioty z rozmaitych metali. Budziły one podziw wszystkich, którzy je oglądali. I tak ukuł z miedzi bardzo piękny, wygodny fotel i posłał go na Olimp w darze swojej matce. Hera ucieszyła się niemało pięknym upominkiem, a chcąc go spróbować, usiadła w fotelu. Przekonawszy się, że jest bardzo wygodny, chce powstać — lecz o zgrozo! nie może. Wszyscy bogowie śpieszą na pomoc, lecz nikt nie umiał poradzić. Musiano się wreszcie zwrócić do mistrza, który dzieło sporządził. Pierwszy do Hefajstosa udał się Ares, lecz ten odstraszył go rozpalonymi głowniami[78]. Bóg wina podjął się z kolei zadania, które nie udało się bogu wojny, i dokonał go z lepszym powodzeniem: ukoił winem rozdrażnienie Hefajstosa i zaprowadził go na Olimp. Przebiegły mistrz uwolnił Herę z przykrego położenia i pozostał odtąd na Olimpie.

219

Hefajstos gorąco kochał matkę, chociaż się z nim tak niemiłosiernie obeszła. Gdy pewnego razu doszło do sprzeczki między nią a Zeusem, ujął się za matką, czym tak rozdrażnił Zeusa, że ten porwał nieboraka i po raz drugi cisnął nim na ziemię. Cały dzień leciał Hefajstos, wieczorem dopiero spadł na wyspę Lemnos, której mieszkańcy wpół martwego, srodze pokaleczonego, gościnnie przyjęli i pielęgnowali, póki mu nie pozwolono wrócić na Olimp. Wypadek ten nie pozostał jednak bez przykrych następstw, gdyż odtąd Hefajstos kulał na jedną nogę.

220

Mimo tego wszystkiego jednak dobroduszny Hefajstos nie żywił niechęci do rodziców, śmiał się nawet sam z własnej biedy. Gdy pewnego razu, jak to się dość często zdarzało, wybuchła między władcami Olimpu niezgoda, Hefajstos wziął z rąk Hebe dzban nektaru i sam zaczął, kulejąc, chodzić od jednego boga do drugiego i dolewać do pucharów napoju. Widok to był tak pocieszny, że wywołał głośny śmiech między bogami, a ich wesołość zwiększyła się jeszcze, gdy Hefajstos z humorem zaczął opowiadać swą ostatnią mimowolną podróż z wyżyn Olimpu i przestrzegał przed nową kłótnią.

221

Hefajstos miał swój warsztat na Olimpie. Tam wyrabiał zbroje i inne przedmioty z metali. Bogom wystawił na Olimpie pałace z metalu, niepodlegające zniszczeniu, jego też dziełem były berło i egida Zeusa, złoty wóz Heliosa, trójząb Posejdona i wiele innych misternych wyrobów. Sobie samemu sporządził z brązu dwie niewolnice, które jak żywe umiały się poruszać i mówić.

222

Inna pracownia Hefajstosa miała być na wyspie Sycylii, we wnętrzu góry Etny. Pomocnikami jego byli trzej cyklopowie, olbrzymi o jednym oku na środku czoła: oni to, jak już słyszeliśmy, wyrabiali pioruny dla Zeusa.

223

Nazwa ziejących ogniem gór — wulkanów — pochodzi od rzymskiej nazwy Hefajstosa. Ogień i dym buchające z Etny i innych wulkanów pochodziły według mniemania starożytnych z kuźni boga, ukrytych tam pod powierzchnią ziemi.

224

Sztuka przedstawia Hefajstosa jako krzepkiego[79] kowala, z młotem, obcęgami lub innym narzędziem w ręku. Takiego widzimy i na malowidle na wazie (ryc. 25).

225

Hefajstos, w odzieży rzemieślnika, siedzi na stołku o nóżkach w kształcie lwich nóg i przymocowuje rękojeść do tarczy, którą trzyma oburącz starszy satyr. Za bogiem, na podstawie, stoi gotowa już zbroja. Przed nią na podłodze siedzi chłopak i wygładza nagolenicę[80]. Po lewej stronie wznosi się piec. Przed nim, na stołku, przykucnął karzeł w odzieży rzemieślniczej; w ręku trzyma przyrząd do wygładzania i bada gładkość spoczywającego na podstawie hełmu. Zza pieca wychyla się młody satyr i zaczepia karła, ściągając mu czapkę z głowy; tamże wystają dzidy, a z jednej z nich zwisa skóra.

30. Hestia

226

Siostra Zeusa, Hestia, była boginią ogniska domowego. Dokoła ogniska gromadzi się cała rodzina, toteż Hestię uważano za boginię rodzinnej zgody, za opiekunkę i orędowniczkę domu i rodziny.

227

Czymże zaś jest gmina, państwo, naród, jeśli nie rodziną, tylko obszerniejszą, liczniejszą! Dlatego też w starożytności nie tylko każda rodzina, lecz każde miasto, a nawet całe państwo posiadało ognisko, na którym płonął starannie podtrzymywany wieczny ogień. Widziano w tym ognisku symbol świętego węzła, łączącego w jedno ciało członków takiej szerszej rodziny, jaką jest społeczeństwo. Jeżeli część obywateli miała założyć osadę na obczyźnie i opuszczała ojczyste miasto, zapalała drzazgę u swego ogniska, aby ją zawieźć do nowej ojczyzny i tak nowe życie nawiązać do dawniejszego.

228

Hestia miała mało świątyń, bo też ich nie potrzebowała. Przecież każdy dom, każdy budynek miejskiej rady był jej świątynią. Nawet świątynie wszystkich bogów i bogiń rozbrzmiewały jej chwałą, przed każdą bowiem ofiarą i po każdej ofierze, czy składano ją w domu czy w świątyni któregoś z bogów, pamiętano o Hestii jako o bogini ognia ofiarnego.

229

Sztuka bardzo rzadko przedstawiała Hestię, nie zachował się żaden posąg, o którym można by twierdzić na pewno, że to ma być jej wizerunek.

31. Westa. Penaty i lary

230

Rzymska bogini Westa była Hestią Greków. Była to bogini ogniska, które się znajdowało w głównej izbie domu, w miejscu zebrań rodzinnych. Ogień i woda to niejako podstawa każdego gospodarstwa: ogień też i woda, przeznaczone na pożytek domowy, należały do zakresu władzy Westy. Ogień i wodę przynosiła młoda mężatka z domu rodziców do domu męża, który przyjmował ją na progu ogniem i wodą ze swego domu.

231

W świątyni Westy w Rzymie znajdowało się ognisko państwowe. Arcykapłan, który mieszkał tuż obok, w miejscu, gdzie niegdyś stał pałac królewski, w imieniu państwa sprawował w tej świątyni obowiązki gospodarza domu i czuwał nad dokładnym wykonywaniem świętych obrzędów Westy.

232

Król Numa Pompiliusz ustanowił do służby bogini sześć kapłanek, które zwały się westalkami. Rozpoczynały one służbę, licząc sześć lat życia, a zobowiązywały się do niej na lat trzydzieści. Dziesięć lat uczyły się obrzędów, drugich dziesięć pełniły służbę samodzielnie, a przez ostatnich dziesięć lat uczyły swe nowo wstępujące następczynie. Westalki ślubowały żyć w stanie panieńskim i sumiennie pilnować świętych obrzędów; po upływie obowiązkowego czasu wolno im było zaprzestać służby i wyjść za mąż.

233

Do obowiązków westalek należało przynoszenie wody potrzebnej do czynności religijnych, przygotowywanie przepisanych ofiar, nieskończona ilość obmywań glinianych naczyń, używanych wyłącznie do ofiar Westy, przede wszystkim zaś utrzymywanie świętego ognia, który płonął dniem i nocą i nigdy nie powinien był zgasnąć.

234

Westalki doznawały wielkiej czci. Gdy w długich, białych, obramowanych purpurą szatach, z przepaską na czole i z długim welonem, wychodziły na ulicę, poprzedzali je liktorowie[81], tak samo jak najwyższych dostojników państwowych. Gdy przypadkiem spotkały złoczyńcę, prowadzonego na miejsce stracenia, mogły wstawić się za nim, a wtedy obdarzano go wolnością. W teatrze i na widowiskach publicznych zajmowały najlepsze miejsca.

235

Straszna kara czekała westalkę, która zapomniała o swych ślubach — grzebano ją żywcem. Winną wyprowadzano poza obręb miasta, opuszczano do podziemnego pomieszczenia i zostawiano jej tam palącą się lampę, bochenek chleba, trochę oliwy i dzban wody. Potem zamykano wejście kamieniem i zamurowywano, oddając nieszczęśliwą na pastwę[82] najokropniejszej śmierci z głodu i braku powietrza. Należy jednak wspomnieć, że taki straszny wypadek wydarzył się przez cały ciąg trwania państwa rzymskiego zaledwie kilka razy. Rok, w którym zaszedł, uważano za bardzo niepomyślny dla państwa, widząc w przewinieniu westalki wróżbę nieszczęścia.

236

Gdy w świątyni Westy zagasł przypadkiem ogień, nie było wolno go rozniecić na nowo w zwykły sposób. Brano wtedy kawał drzewa owocowego i wiercono w nim świdrem póty, póki nie zaczął się palić, albo też rozniecano ogień za pomocą szkła skupiającego promienie słoneczne.

237

Z kultem rzymskiej Westy łączył się ściśle kult penatów i larów, czczonych również przy ognisku domowym.

238

Lary były to bóstwa opiekuńcze rodziny, penaty zaś to duchy zmarłych przodków, którym przypisywano staranie o dobro potomków. Posążki larów i penatów mieściły się w szafce, ustawionej obok ogniska domowego. Kult larów i penatów zachował w późnych wiekach pierwotny, nader prosty charakter. Trzy razy na dzień, przed śniadaniem, obiadem i wieczerzą, ustawiano przed nimi miseczki z odrobiną strawy[83]; oprócz tego w dniach uroczystości rodzinnych i w trzech dniach każdego miesiąca ofiarowano im, tj. wylewano przed nimi trochę mleka, miodu i wina. W czasie takich ofiar szafka była otwarta, a posążki uwieńczone.

239

Panna młoda, wstępując do domu męża, składała ofiarę larom; młodzieniec, zrzucający szatę chłopięcą, ofiarował larom złoty amulecik, który do tego czasu nosił zawieszony na szyi.

240

Oprócz larów prywatnych były i lary pewnej miejscowości, i lary państwowe. Nawet niektóre ulice miały swych larów, których posążki umieszczone były w osobnych kapliczkach.

241

Oprócz świątyń czworokątnych istniały już u Greków także okrągłe, były jednak dość rzadkie, Rzymianie zaś lubowali się w tej formie. Świątynia taka była albo cała okolona kolumnadą, albo u wejścia znajdował się portyk z kolumnami. Świątynie okrągłe pokrywała z reguły kopuła. Otóż świątynia, zwana świątynią Westy albo Sybilli, zachowana jeszcze bardzo dobrze, w okolicy Rzymu, w Tivoli (ryc. 26), przedstawia nam typ świątyni okrągłej, otoczonej kolumnadą. Kolumny te należą do rodzaju tak zwanych korynckich. Kolumna koryncka, o podstawie takiej jak jońska i równie wysmukła, ma kapitel bardzo wspaniały, przedstawiający podwójny lub kilkakrotny rząd prześlicznych liści. Kolumny korynckie w budowlach rzymskich spotykamy bardzo często. Kolumnami rzymskimi nazywamy kolumny łączące w kapitelu liście ze ślimakami (wolutami) kolumny jońskiej. Rycina 27 przedstawia tak zwaną Maison Carrée w Nimes we Francji, świątynię rzymską w stylu korynckim, bardzo dobrze zachowaną.

32. Bóstwa losów ludzkich

242

Odwieczne przeznaczenie uważali Grecy za potęgę tak wielką i bezwzględną, że słuchali jej wszyscy bogowie, nawet sam Zeus musiał się jej poddawać. Wyobraźnia Greków stworzyła tyle przeróżnych postaci rozlicznych bóstw, jednak nie zdołała uosobić przeznaczenia rządzącego całym światem. Losami ludzkimi kierują obok przeznaczenia Parki i Fortuna; te rzymskie nazwy bóstw greckich: Mojr i Tyche, używane są powszechnie po dziś dzień.

243

Mojry — trzy siostry — siedzą wiecznie przy kołowrotku i przędą delikatną i nietrwałą nić żywota ludzkiego: Kloto snuje ją, Lachesis odmierza, a Atropos przecina. Gdy jej nieubłagana ręka przetnie nitkę, człowiek na ziemi umiera.

244

Tyche, czyli Fortuna jest boginią szczęścia. Ponieważ szczęście jest niepewne i zmienne, dlatego przedstawiano Fortunę stojącą na chwiejnej i śliskiej podstawie, mianowicie na kuli. W ręku trzyma róg obfitości i ster życia, niekiedy również oparty na kuli, na znak niepewności losów człowieka (ryc. 28).

33. Demeter (Ceres) i Persefona (Prozerpina)

245

Rea oprócz Hestii miała dwie córki, Herę i Demeter. Hera została małżonką Zeusa i królowała na Olimpie. Demeter (u Rzymian Ceres) wolała pozostać przy matce i jak ona opiekować się ziemią i ziemiopłodami. Jest ona głównym bóstwem zbóż i płodów ziemnych.

246

Brat jej, Posejdon, uniesiony popędliwym usposobieniem, bardzo ją raz obraził. Rozżalona na bogów, którzy się za nią nie ujęli, zaczęła Demeter w bólu i rozpaczy unikać światła dziennego i skryła się w ponurej, niedostępnej grocie, w zapadłej Arkadii. Od tej chwili ziemia przestała rodzić, zasiewy zwiędły i zeschły, a ludzie zaczęli mrzeć z głodu. Zeus, zdjęty litością nad rodem ludzkim, wysłał boga Pana, aby odszukał boginię, której ślad zupełnie zaginął. Pan wywiązał się dobrze z polecenia i doniósł niebawem Zeusowi o schronieniu zagniewanej siostry. Bogowie i boginie zaczęli więc odwiedzać rozżaloną Demeter i błagali ją, aby zaniechała zgubnego gniewu. Prośby odniosły pożądany skutek: Demeter pojawiła się znowu na ziemi, na polach, które na nowo zaczęły rodzić zboże i przynosić płody na pożytek ludzkości. Demeter nie spodziewała się wtedy, że bogowie kiedyś po raz drugi, i to jeszcze boleśniej ją skrzywdzą.

247

PorwanieWyspa Sycylia, słynąca z urodzajów i słusznie zwana w starożytności spichrzem Italii, była ulubioną siedzibą bogini rolnictwa. Na niej też wychowała się córka Demeter, Persefona, zwana też Korą, a przez Rzymian Prozerpiną, jedynaczka, którą bogini kochała taką miłością, na jaką zdobyć się może tylko serce najbardziej kochającej matki. Persefonie nie było tu smutno, gdyż nie była sama; otaczało ją grono rówieśnic, okolicznych nimf, jak ona pięknych, jak ona wesołych. Razem bawiły się, razem tańczyły i śpiewały, przechadzały się po kwiecistych błoniach[84], zrywając kwiaty i wijąc wieńce. Gdy tak raz — a był to piękny dzień wiosenny — bawiły się wesoło na łące, nagle rozwarła się ziemia i ukazał się z czeluści czarny rydwan, zaprzężony w czwórkę czarnych, dyszących ogniem rumaków, a na nim sam Hades, bóg podziemia. Rzucił okiem na dziewczęta, które przestraszone pierzchły[85] na wszystkie strony, spostrzegł Persefonę i bez namysłu porwał ją w silne ramiona i postawił na wozie obok siebie. Żadna z bogiń, którym dotychczas ofiarował swą rękę, nie chciała zostać jego małżonką, bo wszystkie przerażała myśl, że w ponurym podziemiu, pogrążone w wiecznej ciemności, będą wieść smutny żywot. Żadna nie chciała zostać królową piekieł, żył więc Hades dotąd w stanie bezżennym. Teraz szczęśliwy wypadek dopomógł mu i oddał w jego ręce Persefonę, która miała zostać królową podziemia. Biedna córka Demeter, drżąca z przerażenia, na próżno wołała swe towarzyszki, na próżno wzywała matkę, wyciągała ręce ku bogom i darła z rozpaczy swe białe szaty! Towarzyszki ukryły się strwożone, matki nie było, bogowie nie słuchali jej błagania; ogniste rumaki gnały dalej i dalej, mimo narzekań i łez porwanego dziewczęcia. Jedna tylko nimfa, usłyszawszy rozpaczliwe wołanie o pomoc, wyszła z groty, w której mieszkała, i wyciągnęła ramiona, myśląc, że powstrzyma zuchwałego napastnika. Lecz Hades drwił z bezsilnych usiłowań; dzikim wzrokiem popatrzył na nimfę, która w tej chwili zamieniła się w jezioro; uderzył berłem o ziemię, a ziemia, drżąc w swych posadach, otwiera się z głuchym hukiem i pochłania rydwan, a z nim Hadesa razem z Persefoną.

248

Rozpaczy Demeter, gdy nie znalazła ukochanej córki, nie da się opisać. Nikt nie mógł jej nawet powiedzieć, co się stało z Persefoną — znikła i ślad po niej zaginął. Wtedy Demeter zaprzęgła do wozu dwa smoki, zapaliła od ognia wulkanu Etny dwie pochodnie, które wzięła w ręce, i szukała córki po całym obszarze ziemi.

249

ZemstaPewnego razu bogini, znużona długą podróżą i skwarem słonecznym, zatrzymała się u brzegu potoku, aby ugasić dokuczliwe pragnienie. Lecz chłopi, zgromadzeni właśnie na brzegu, dopuścili się niewczesnego żartu i zmącili czystą jak kryształ wodę. Rozgniewana bogini skropiła nieopatrznych dowcipnisiów wodą i zamieniła ich w żaby. Innego znowu dnia wstąpiła do przydrożnej chaty i trapiona głodem prosiła staruszkę, którą tam zastała, o jakiś posiłek. Dostała polewkę ze słodu i miodu i poczęła ją jeść tak chciwie, że stojący obok wyrostek zaczął się śmiać z bogini. Oburzona Demeter wylała resztkę potrawy na twarz chłopca, który natychmiast padł na ziemię, skurczył się i przemieniony w jaszczurkę pomknął w pobliskie krzaki.

250

W swej tułaczce Demeter przybyła do Attyki, w okolice miasta Eleusis[86]. Przybrawszy postać ubogiej staruszki, usiadła przy studni i oddając się smutnym myślom, wylewała gorzkie łzy. Właśnie przechodziły tamtędy córki króla tych stron i ujrzawszy zrozpaczoną staruszkę, poczęły wypytywać o jej dolę. Gdy usłyszały, że korsarze odarli ją z całego mienia i porzucili tu na wybrzeżu, że zmuszona nędzą pragnie przyjąć gdzieś służbę, aby zarobić na chleb, wzruszone królewny zabrały ją do domu, do matki, która oddała jej najmłodsze dziecię do piastowania. Bogini zajęła się jak najtroskliwiej dzieckiem, pielęgnowała je dniem i nocą, karmiła ambrozją, pokarmem bogów, a nocą, kiedy myślała, że nikt jej nie podpatrzy, trzymała dziecię nad ogniem, aby jego ciało oczyścić z wszelkich śmiertelnych naleciałości i obdarzyć swego wychowanka nieśmiertelnością. Lecz raz naszła boginię królowa i widząc dziecko w płomieniach, zaczęła z krzykiem wymyślać i grozić niegodziwej piastunce. Wtedy Demeter zrzuciła z siebie pomarszczoną skórę i ubogie szaty i stanęła przed przerażoną królową w całym majestacie mieszkanki Olimpu. Wyrzucała nieopatrznej matce, że sama przeszkodziła temu, aby syn jej Triptolemos został nieśmiertelny, i rozkazała w Eleusis wznieść ku czci swej ołtarz i świątynię. Nazajutrz też król, posłuszny woli bogini, zwołał cały lud, opowiedział, co się stało, i obwieścił zgromadzonym rozkaz niebianki. Wkrótce potem stanął w Eleusis ołtarz i świątynia Demeter.

251

Tymczasem Demeter opuściła już to miasto i wędrowała dalej po świecie, szukając ukochanej córki. Towarzyszył jej Triptolemos, który przywiązany całym sercem do piastunki, nie chciał się już z nią rozstać. Dopiero kiedy po raz drugi zaszła do Attyki, Triptolemos pozostał już w Eleusis. Bogini obdarzyła go pługiem i broną i nauczyła uprawy roli, a on rozpowszechniał te wiadomości pośród mieszkańców Attyki. Toteż kiedy umarł, wdzięczny lud zaliczył go do herosów, tj. półboskich bohaterów ziemi attyckiej, i poświęcał mu ołtarze.

252

Po długiej wędrówce Demeter dowiedziała się wreszcie, co się stało z jej córką i gdzie się znajduje. Miał jej to wszystko powiedzieć widzący bóg słońca, a na ślad całkiem już pewny naprowadził ją biały welon Persefony, który bogini poznała; welon ten pływał na falach owego jeziora, w które Hades zamienił nieszczęsną nimfę, co ujęła się za Persefoną. Kiedy Demeter dowiedziała się o losie córki, pośpieszyła na wyżyny Olimpu, do pałacu Zeusa, i rzuciła się do nóg ojcu bogów, zraszając je obfitymi łzami; błagała go, aby jej zwrócił ukochaną jedynaczkę. Zeus uległ prośbom siostry i orzekł, że Persefona ma powrócić do matki, jeżeli tylko w podziemiu nie tknęła jeszcze żadnej strawy. Nie posiadając się z radości, Demeter pośpieszyła do podziemia, uszczęśliwiona całowała i ściskała odzyskane dziecię i już miała je czym prędzej zabrać z miejsc wiecznych ciemności — gdy wtem ktoś ze służby Hades zdradził, że Persefona zjadła w podziemiu kilka ziarnek owocu granatu! Na nowo śpieszy zatem biedna matka do tronu Zeusa, raz jeszcze rzuca mu się do nóg i błaga. Daremnie — nie zdołał już Zeus odwołać tego, co raz powiedział. Złagodził jednak swój srogi wyrok: pół roku, orzekł, będzie Persefona przebywała pod ziemią, drugą jego połowę może spędzać na ziemi.

253

Do mitu o Demeter i Persefonie, który odgrywał w Grecji bardzo ważną rolę, dodamy tu jeszcze kilka słów o synu Demeter, Plutosie. Plutos[87], bóg bogactwa, chełpił się, jak opowiadają, pewnego dnia wobec Zeusa, jakoby tylko mądrych i cnotliwych obdarzał swą łaską. Zeus, rozgniewany zarozumiałością młodego boga, ukarał go utratą wzroku. Odtąd ślepy bóg bogactw nie rozróżnia godnych i niegodnych; jedni i drudzy cisną się do jego pałacu i wynoszą stamtąd obfite skarby. A jakiż pożytek ma z bogactw ten, kto ich nie umie mądrze użyć? Trwoni je nierozumnie, jak to co dzień widzimy, tak że wkrótce nie ma po nich ani śladu. Słusznie zatem starożytni mawiali, że Plutos przychodzi żółwim krokiem, ucieka zaś, jakby miał skrzydła.

254

Już w trakcie powyższego opowiadania o losach Demeter poznaliśmy, jak srogo karała ona tych, którzy ubliżyli jej czci. Okropnie też pomściła swą krzywdę na pewnym Tesalczyku. Zawinił on przez to, że ściął dąb w świętym gaju bogini, która go natychmiast skazała na karę: nigdy nienasyconego głodu. Trapiony wiecznym głodem, sprzedał nieszczęsny w krótkim czasie wszystko, co posiadał, wszystkie ruchomości i zagrodę, aby tylko mieć co jeść — a jadł bez wytchnienia. Wreszcie nawet swą córkę sprzedał w niewolę. Miała zaś dziewczyna taką czarodziejską moc, że zamieniała się w różne zwierzęta; raz zmieniła się w krowę, raz w łanię, to znów w owcę, i tak zawsze powracała do ojca, aby być na nowo sprzedana. Wyczerpały się jednak i te sposoby, aż cierpiący wilczy głód skazaniec nie miał go w końcu czym zaspokoić. Począł więc obgryzać i połykać kawały własnego ciała, póki nie zginął haniebnie.

255

Miasto Eleusis, sławne z uroczystości, które się w nim odbywały, leżało nad Zatoką Sarońską, naprzeciw wyspy Salaminy, mniej więcej trzy mile[88] na zachód od Aten. W Eleusis było pełno pamiątek po Demeter, jak np. święte pole, na którym według podania zasiała pierwsze zboże, a które potem zaorywano co roku bardzo uroczyście. Świątynię Demeter w Eleusis, za dawnych czasów skromną, zastąpiono w czasach Peryklesa wspaniałą budowlą. W tej to świątyni odbywały się Eleuzynie, największe święto Demeter, a obok świąt panatenajskich najważniejsze święto ziemi attyckiej. Odnosiły się one w pierwszym rzędzie do stosunku Demeter do córki, do pobytu Persefony w podziemiu w czasie jesieni i do powrotu jej na ziemię z wiosną.

256

Tak zwane Małe Eleuzynie odbywały się w Atenach na początku wiosny; na początek jesieni przypadały Wielkie Eleuzynie, które obchodzono przez dziewięć dni. Pierwszych pięć dni uważano za rodzaj wstępu i przygotowania do właściwej pory świątecznej; przeznaczone one były na rozmaite, ściśle przepisane ofiary, obmywania, posty i procesje. W szóstym dniu odbywał się wielki pochód z Aten do Eleusis, tak zwanym „świętym gościńcem”, po którego obu stronach stało mnóstwo świątyń, pomników i grobowców. W tym uroczystym pochodzie oprócz kapłanów i najwyższych urzędników brały udział tysiące pobożnych; wszyscy zaś uwieńczeni byli mirtem i bluszczem, a w ręku trzymali kłosy, narzędzia rolnicze lub pochodnie. Wieczorem procesja przybywała do Eleusis. Następne dni, głównie zaś czas nocny, spędzano na osobliwych ceremoniach. Po smutku z powodu zniknięcia Persefony następowała radość z powodu jej powrotu. Jak Demeter, szukając Persefony, przez czas dłuższy nie brała do ust żadnej strawy, tak i pobożni odbywali dłuższe posty, a pierwszym posiłkiem, który spożywali w chwili, kiedy uroczystość ze smutnej przechodziła w radosną, był taki sam napój z wody i mąki jęczmiennej, jakim według podania Demeter przerwała swój długi post.

257

Nie każdy mógł brać udział w Eleuzyniach, dozwolone to było tylko wtajemniczonym; stąd też nazwa „misteria”, tj. tajemnice eleuzyńskie. Wtajemniczeni dzielili się na stopień niższy i wyższy. Szczyt uroczystości, dostępny wyłącznie dla wtajemniczonych wyższego stopnia, stanowiło przedstawienie dramatyczne w wielkiej świątyni eleuzyńskiej. Przedstawienie to odbywało się z nadzwyczajną wystawnością. Treścią jego były dzieje Demeter i Persefony oraz boga wina, Dionizosa, którego uważano za brata albo męża Persefony w czasie jej pobytu na ziemi.

258

Persefona jest uosobieniem ziarna, które wrzucone do ciemnej ziemi nie ginie, lecz po miesiącach wydobywa się znowu na światło dzienne, przemienione i silne. Ale w podaniu tym kryje się jeszcze inna alegoria, bo wyobrażenie śmierci i zmartwychwstania, wyobrażenie nieśmiertelności duszy. Nadzieja drugiego żywota po śmierci, wiara w nieśmiertelność duszy — te wzniosłe idee, które dopiero Objawienie podało wszystkim wiernym jako prawdę Bożą, głoszono już w misteriach eleuzyńskich.

259

Rzeźbiarze i malarze przedstawiali Demeter jako kobietę z rysów wielce podobną do Hery, lecz z łagodniejszym wyrazem oblicza. Jej wspaniałą postać okrywa długa, fałdzista szata; skroń otacza wieniec z kłosów, ręka trzyma czasem berło lub pochodnię. Kłosy, kwiaty, sierp, a niekiedy prosię — ulubione jej zwierzę ofiarne — znajdują się zwykle przy niej, jako jej godła (zob. ryc. 29 malowidło w Pompei).

260

Ryc. 30, malowidło na wazie, przedstawia scenę z misteriów eleuzyńskich. Po lewej stronie siedzi Demeter z pochodnią w ręku; obok niej, również z pochodnią, stoi Persefona, a po drugiej stronie młodzieniec, może Triptolemos, bawiący się z wężem. Po prawej stronie widzimy ceremonię dopuszczenia do tajemnic eleuzyńskich. Wierny, mający być wtajemniczony, siedzi zasłonięty, trzymając pochodnię; kobieta trzyma nad nim koszyk, przedmiot używany w kulcie Demeter. Najwyższy kapłan i jego pomocnik przygotowują ofiarę z prosięcia, polewając je wodą.

34. Dionizos (Bachus)

261

Bóg wina Dionizos, którego zwano także Bakchosem, u Rzymian Bachusem, był synem Zeusa i królewny tebańskiej Semele. Zażądała ona od Zeusa, ażeby jej się ukazał w całej wspaniałości władcy bogów i ludzi, poprzednio zaś wymogła już na nim przysięgę, że spełni każdą jej prośbę. Musiał więc król niebios postąpić według jej woli, chociaż wiedział, że dla śmiertelnej istoty będzie to niechybna zguba. Kiedy też Zeus zjawił się wśród gromów i błyskawic, Semele zginęła rażona piorunem, a pałac królewski spłonął. Delikatnym niemowlęciem Dionizosem, cudem ocalonym, zaopiekowały się nimfy w górach Tracji.

262

Podrósłszy nieco, młody Dionizos wychował się u wieśniaka, któremu na imię było Sylen. Ten Sylen (ryc. 32) była to postać oryginalna i ciekawa: stary, otyły, brzuchaty, łysy, zawsze wesoły i swobodny, oddał się całą duszą pielęgnowaniu ukochanego wychowanka, uczył go mądrości i chronił od wszystkiego złego. Ilekroć zaś Dionizos oddalił się z oczu Sylena, Hera, która go serdecznie nienawidziła, nastawała na jego zgubę. Raz, gdy spał w cieniu drzewa, nasłała na niego parę węży; obudził go jednak szelest gadów, gdy prześlizgiwały się wśród krzewów; pochwycił je silną dłonią i udusił. Innym znowu razem zesłała na umysł młodego Dionizosa szał, tak że uniesiony nim, uciekł w świat i dopiero po dłuższym czasie odzyskał zdrowe zmysły.

263

Gdy Dionizos wyrósł, podejmował długie wyprawy po całym świecie, aby wszędzie rozpowszechnić znajomość krzewu winnego. Pierwsza wielka wyprawa zawiodła go aż do dalekich Indii. Na czele pochodu jechał sam Dionizos na rydwanie, który ciągnęła para tygrysów; na głowie miał wieniec z winorośli i bluszczu, a w ręku trzymał berło, które zawsze nosił, tak zwany tyrs, kij opleciony gałązkami winorośli i bluszczu, a zakończony szyszką. Dalej jechał na ośle zgrzybiały staruszek, Sylen, wiecznie zapity, uśmiechnięty i bełkocący dowcipne wyrazy; nogi już od dawna odmawiały mu swych usług, dlatego bez ulubionego osła nie wybierał się w drogę. Naokoło Sylena podskakiwali, wywijając tyrsami, satyrowie, bogowie sielscy, po części zupełnie podobni do ludzi, z kozim ogonkiem i kozimi uszami (ryc. 31 i 32). W wyprawach brały także udział kobiety, menady, czyli bachantki (ryc. 31), z włosami przeplatanymi liściem winnym, bluszczem lub nawet oswojonymi wężami; otaczały wóz boga, śpiewając i tańcząc, bijąc w bębny, wywijając tyrsem, wrzeszcząc prawie nieprzytomnie z szału i uniesienia: „Evoe Bakche! Hej, hej, Bakchosie!”. Do tego pijanego towarzystwa przyłączały się także okoliczne nimfy, centaurowie, niekiedy nawet Muzy i Charyty.

264

Nikt nie zdołał oprzeć się potędze władcy wina; pokonywał naród po narodzie, zmusił do hołdu krańce ziemi, dalekie Indie, i w triumfie powracał do rodzinnej Grecji. Zatrzymawszy się na wyspie Naksos, spotkał tam królewnę Ariadnę, córkę króla kreteńskiego Minosa, pogrążoną w wielkim smutku i żalu z powodu ateńskiego królewicza Tezeusza, który ją, swą narzeczoną, w tym miejscu porzucił. Dionizos ofiarował Ariadnie swą rękę, którą też po krótkim namyśle przyjęła. Bóg wina ofiarował jej sporządzony przez Hefajstosa piękny diadem ślubny, który rzucony w górę podczas uroczystości zaślubin, zamienił się w gwiazdy i błyszczy jako konstelacja Korony na niebie. Odtąd Ariadna zasiadała u jego boku na królewskim rydwanie, otwierającym pochód armii Dionizosowej.

265

Dionizos, sprawca wesołości, umiał jednak być strasznym mścicielem, gdy spotkał się z takimi, którzy ubliżali jego czci. Gdy na przykład przybył do Teb, swego rodzinnego miasta, mieszkańcy wyszli mu naprzeciw, słali kwiatami jego drogę, składali mu ofiary i wykonywali wszystkie obrzędy należne jego czci. Tylko król opierał się posłannictwu Dionizosa, wahał się uznać go za boga i nie brał udziału w ofiarach. Spowodowany jednak ciekawością, wyszedł z miasta na miejsce, gdzie odbywały się uroczystości. Wtedy rozgniewany bóg zamienił go w dzikiego zwierza. W mgnieniu oka otoczyły króla i rzuciły się na niego porwane szałem menady, między nimi jego własna matka i ciotki, i rozszarpały go na kawałki.

266

W innym mieście także obchodzono uroczystość na cześć Dionizosa. Brali w niej udział wszyscy co do jednego obywatele, nawet żadna z kobiet nie pozostała w domu. Tylko trzy siostry, królewny, nie wyszły z pałacu, lecz jak zawsze zajmowały się krosienkami, swą ulubioną robotą, i zatrzymały w domu dziewczęta służebne, aby im pomagały. Zaczęły ponadto drwić sobie z ubrań bachantek, z tyrsów, którymi wywijają, z lamparcich i tygrysich skór, okrywających towarzyszki boga, z bluszczowych i winnych wieńców, które ocieniają ich skronie. Nic nie pomogły upomnienia rodziców, groźby kapłanów. Wkrótce jednak w ślad za występkiem zjawiła się i kara za tak zuchwałe lekceważenie potężnego bóstwa. Nagle pałac zadrżał w posadach; nieszczęsne kobiety ujrzały dokoła siebie ogień i dym — chcą uciekać. Wtem obrzydliwa skóra okrywa ich ciała, na ramionach rozpinają się jakieś błony, niby skrzydła. Ziemia znika im spod stóp, unoszą się w powietrzu; chcą mówić, tylko pisk wydobywa się z ich piersi. Piękne królewny zamienione zostały… w szpetne nietoperze!

267

Uroczystości na cześć Dionizosa lud obchodził bardzo wesoło; czas, w którym się odbywały, i należne obrzędy były w różnych krainach i miejscach różne, lecz obok ofiar wszędzie nieodłączne od świąt dionizyjskich były wino, wesołość i żarty. W Attyce obchodzono corocznie na cześć Dionizosa cztery święta, z których najwcześniejsze były Dionizje Małe, czyli wiejskie, a ostatnie Dionizje Wielkie, czyli miejskie. W czasie Dionizjów Małych spijano moszcz[89], zabawiano się wesołymi tańcami, rozmaitymi figlami. Tak np. chłopcy skakali na jednej nodze po workach napełnionych winem, a pomazanych śliskim olejem. Z największą wystawnością odbywało się sześciodniowe święto Dionizjów Wielkich, czyli miejskich. Święto to ściągało do Aten bardzo wiele ludu, nie tylko z bliższej okolicy, lecz nawet z dalekich stron. Prastary posążek Dionizosa obnoszono po mieście i ustawiano go z powrotem na zwykłym miejscu; w czasie tej uroczystej procesji chóry śpiewały na cześć boga hymny stworzone przez pierwszorzędnych poetów i muzyków.

268

Z pieśni śpiewanych podczas świąt dionizyjskich i z żartów, jakie wtedy wyprawiano, powstał i rozwinął się z biegiem czasu teatr grecki, tak tragedie, jak i komedie. To było też powodem, że właśnie podczas świąt dionizyjskich odbywały się przedstawienia teatralne i że na samym środku wnętrza każdego teatru znajdował się ołtarz Dionizosa. Stałych bowiem widowisk teatralnych, do których dzisiaj się przyzwyczailiśmy, na które można uczęszczać co dzień, Grecy nie znali; budynki teatralne istniały wprawdzie, lecz przedstawienia odbywały się tylko w dniach świątecznych, zwłaszcza, jak powiedzieliśmy, podczas świąt dionizyjskich.

269

Sztuka przedstawiała Dionizosa najczęściej jako młodzieńca o pełnych, miękkich kształtach; długie, bujne sploty, opięte przepaską, spływają mu z głowy uwieńczonej winoroślą lub bluszczem; ręka trzyma tyrs lub puchar. Często przedstawiony jest na płaskorzeźbach nie sam, lecz z całym swym orszakiem.

270

Niekiedy artyści wyobrażali Bachusa w postaci dojrzałego mężczyzny o pogodnych rysach, z brodą i włosami pięknie ułożonymi, odzianego w szeroką szatę, sięgającą do stóp.

271

Do naszych czasów zachowała się w Atenach budowla z r. 334 przed Chr., tak zwany pomnik Lizykratesa, bowiem z jego polecenia i na jego koszt został wzniesiony. Dzisiejsi Ateńczycy nazywają ten pomnik Latarnią Demostenesa[90] i opowiadają, że ten znakomity mówca przesiadywał samotnie we wnętrzu tego budynku i studiował. Na czworobocznej podstawie wznosi się okrąg z sześciu kolumn korynckich, nad nimi biegną architraw i fryz, a całość zamyka kopuła, na której w fantastyczny sposób ustawiony był trójnóg.

272

Fryz pomnika Lizykratesa przedstawia w szeregu licznych postaci następujące podanie o Dionizosie. Pewnego dnia Dionizos, bardzo jeszcze młody, stał na brzegu morza odziany w drogą purpurową szatę. Rozbójnicy morscy, którzy właśnie przepływali obok, wzięli go za syna królewskiego, wypadli na ląd i porwali go, spodziewając się obfitego okupu. Chcą go wiązać — kajdany nie chwytają się bóstwa i opadają. Wtedy sternik poznał, że to z bogiem sprawa; lecz na próżno namawiał towarzyszy, aby go czym prędzej puścili na wolność, śmiali się tylko z tak niedorzecznej, jak sądzili, rady. Wtem okręt zapełnił się złotym winem, a dokoła zaczęły wyrastać zielone gałązki winne; na miejscu zaś pojmanego młodzieńca zjawił się groźny lew. Zwierz ze straszną wściekłością rzucił się na herszta nikczemnej zgrai; inni zbójcy, przerażeni, skoczyli do morza, lecz nie wydostali się już z niego — bo obrażony bóg przemienił ich w delfiny. Sam tylko sternik pozostał przy życiu i poświęcił się jako kapłan czci Dionizosa. Powyższa rycina (ryc. 33), przedstawiająca Dionizosa karmiącego panterę, wyjęta jest właśnie z fryzu pomnika Lizykratesa.

273

Do orszaku Dionizosa przyłączał się także Pan, bóg lasów i pastwisk. Miał on różki na głowie, kozią brodę, krzywy nos, kozi ogonek i kozie nogi, a na całym ciele pokryty był włosami (ryc. 34). Pan lubił przebywać na łąkach i w lasach, to kryjąc się w cienistym ustroniu, to pasąc trzodę na polanie, to przyłączając się do towarzystwa nimf górskich, którym przygrywał do tańca na ulubionej fujarce. Pan miał od swoją opieką dziką zwierzynę, stada i pszczoły, to on wieńczył powodzeniem łowy myśliwych i połowy rybaków. Nieraz jednak, gdy schowany w zaroślach przerwie ciszę leśną swym przeraźliwym głosem, przejmuje ludzi nagły strach, nazywany od niego strachem panicznym. Taki to strach przejął Persów w bitwie maratońskiej[91], a wieść niosła, że wówczas właśnie Pan tak przeraził barbarzyńców. Dlatego poświęcono mu jaskinię w pobliżu pobojowiska maratońskiego, a drugą w skale, na której wznosił się gród ateński.

35. Faun

274

Jako zupełnie podobnych do Pana wyobrażali sobie Rzymianie Fauna i faunów, gdyż tak jak satyrów, liczono ich wielu. Faun i faunowie lubią ustroń leśną, przebywają w niej, nie pokazując się pośród ludzi, dalecy od zgiełku miast. W miejscach poświęconych Faunowi wieśniak ofiarowywał barana, potem kładł się na skórze zarżniętego zwierzęcia i zasypiał. Wierzył, że we śnie bóg objawi mu przyszłość.

275

W Rzymie Faunowi poświęcone było miejsce ściśle związane z najdawniejszymi podaniami narodowymi. Tam właśnie znajdowały się, jedno obok drugiego: grota, w której wilczyca karmić miała Romulusa i Remusa, drzewo figowe, na którym zawisnął kosz z porzuconymi bliźniętami, i pokryta strzechą chata, w której mieli mieszkać. W czasie święta na cześć Fauna ofiarujący kapłani zbroczonym krwią nożem dotykali czół dwóch młodzieńców; potem zaś, gdy powstałe stąd plamy ścierano wełną zmaczaną w mleku, młodzieńcy musieli się głośno śmiać. Następnie kapłani ze skór ofiarowanych koźląt wykrawali fartuchy i rzemienie i przywdziawszy takie fartuchy, przebiegali miasto z rzemieniami w ręku, wywijając nimi i bijąc wszystkich po drodze. Takie uderzenie rzemieniem miało oczyszczać z grzechów i przynosić szczęście.

36. Midas

276

Pewnego dnia Apollo, mistrz lutni, i Pan, mistrz fujarki, stanęli ze sobą do zawodów o pierwszeństwo w grze i wybrali na sędziego króla Midasa. Midas przyznał wyższość Panowi. Rozgniewany wyrokiem Apollo obdarzył Midasa oślimi uszami, ozdobą fatalną, którą też król jak najstaranniej ukrywał pod koroną. Przez długi czas nikt nie wiedział o haniebnym zeszpeceniu głowy królewskiej, aż raz nadworny fryzjer niespodziewanie wszedł w drzwi Midasa, który nie miał już czasu zakryć oślich uszu. Fryzjer przysiągł, że tajemnicy, którą poznał dzięki nieszczęsnemu dla króla przypadkowi, nikomu nie wyjawi. Golibroda, jak zresztą wielu jego towarzyszy, z natury był bardzo gadatliwy, a wymuszone milczenie dokuczało biedakowi tak bardzo, że nie mogąc dłużej zachować tajemnicy, pobiegł na brzeg rzeki i chcąc się wygadać, wygrzebał dołek w ziemi i krzyknął do jego wnętrza: „Król Midas ma ośle uszy!”.

277

Niewiele upłynęło czasu, a cały świat wiedział już o tajemnicy króla, bo trzcina, która wyrosła w tym miejscu, powtarzała za lada szelestem wietrzyka: „Król Midas ma ośle uszy!”.

*

278

Pewnego razu stary Sylen, pijany jak zawsze, zapragnął spoczynku i położył się w pięknych ogrodach różanych, które okalały pałac Midasa. Znaleźli go tam wieśniacy i skrępowanego wieńcami zaprowadzili przed króla. Midas nie uczynił mu nic złego, przeciwnie, rad z wesołego i zabawnego starowiny, gościł go u siebie przez całych dziesięć dni i dopiero jedenastego dnia odstawił go z powrotem do Dionizosa.

279

Tymczasem Dionizos, który bardzo kochał swego wychowawcę, był niemało strapiony, co się mogło stać z poczciwym starowiną. Kiedy go więc ujrzał zdrowego i wesołego, chciał okazać Midasowi swą wdzięczność i pozwolił mu wypowiedzieć jakieś życzenie, przyrzekając je spełnić. Niemądry Midas — a iluż jest do niego podobnych! — sądząc, że jedynie złoto może człowieka uszczęśliwić, prosił, aby wszystko, czegokolwiek się dotknie, przemieniało się w złoto. Jego życzenie się spełniło: gałązka, którą zerwał z drzewa, była złota, kamień, który podniósł z ziemi, był również szczerozłoty. Midas nie posiadał się z radości, przecież bez trudu stawał się panem niezmiernych skarbów.

280

Kiedy wreszcie kilkadziesiąt razy doświadczył prawdziwości tak gorąco upragnionej cudownej łaski, uczuł głód i zasiadł do stołu. Zaczyna jeść; wtem ugryzł coś twardego: czym prędzej wyjmuje kąsek z ust i widzi — złoto! Chce pić — krople wina zamieniają się w metalowe kulki, uderzające z dźwiękiem o jego zęby! Przerażony widmem nieuniknionej śmierci głodowej, popędził co tchu za bogiem, aby uprosić cofnięcie nierozważnie żądanej łaski. Dionizos polecił mu, aby się wykąpał w pobliskiej rzece. Midas poszedł za poradą boga i pozbył się nieszczęsnego daru; rzeka zaś, gdy zanurzył w niej swe ciało, zaczęła odtąd w swych falach toczyć złoty piasek.

37. Bóstwa wodne

281

Brat Zeusa, Posejdon, u Rzymian Neptun, panował jako potężny władca nad całym obszarem wód ziemskich: nad morzami, ze wszystkimi ich zatokami i cieśninami, nad rzekami, potokami, strumieniami, źródłami.

282

Zamiast królewskiego berła Posejdon dzierżył złoty trójząb o czarownej mocy. Kiedy uderzył nim o ziemię, pękały skały, a ziemia trzęsła się w swych posadach; kiedy bóg zanurzył go w morzu, mógł i wywołać burzę na spokojnych falach, i ułożyć do ciszy wzburzone bałwany.

283

Szerokie dziedziny swego państwa Posejdon zwiedzał na wspaniałym rydwanie, który ciągnęły nieśmiertelne rumaki. Prując fale, jedną ręką bóg trzyma trójząb, drugą kieruje rumakami. To z prawej, to z lewej strony wypływają wówczas mieszkańcy morza i cieszą się, że mogą ujrzeć ukochanego pana i władcę.

284

Jednak w duszy króla mórz nie zawsze panuje pogoda; nieraz, zły i pochmurny, trzęsie ziemią i wznieca zgubne nawałnice. Wtedy na rozkaz jego Eol, władca wiatrów, wysyła jednego ze swych skrzydlatych sług, Boreasza, wiejącego mroźnym tchnieniem z północy, lub Zefira, sprowadzającego obfitą ulewę, lub wreszcie innego — czasem nawet dwóch, trzech równocześnie, tak że mocując się ze sobą, porywają wszystko w swój wir i odmęt. Biada okrętowi, którego załogę zaskoczyły w drodze podobne zmagania skrzydlatych posłańców Posejdona!

285

Posejdon swój pałac miał w głębiach morza. Tam mieszkał razem ze swą małżonką, Amfitrytą, jedną z licznych nimf morskich, i z synem Trytonem, którego ciało zamiast nóg miało rybi ogon. Podobnie jak ojciec, również Tryton jeździł po falach, na koniu lub też na wozie, dmąc w ogromną muszlę jak w trąbę. Towarzyszyły mu inne podobne do niego stworzenia, trytony i nimfy morskie; siedząc na grzbietach rumaków wodnych lub zwinnych delfinów, oddają się śpiewowi i muzyce lub też lekką stopą wiodą wesołe tańce po powierzchni fal. Gdy zaś sprzykrzyła im się ta rozrywka, nimfy morskie powracały na dno morza do swych mieszkań, do grot lśniących złotem i srebrem, i zasiadały tam do złotych kołowrotków.

286

Grecy, którzy zapełniali i ożywiali bóstwami całą przyrodę, upatrywali w każdym źródle, w każdym strumyku i w każdej rzece osobnego boga lub boginię. Takich bóstw liczono trzy tysiące i poczytywano je wszystkie za synów i córki tytana Okeanosa. Tego też Okeanosa, syna Uranosa i Gai, uważali Grecy za boga jakiejś największej, bajecznej rzeki, która miała opływać całą ziemię.

287

Według ich mniemania bowiem ziemia była ogromnym kręgiem, a naokoło niej płynęła ta właśnie rzeka, zwana Okeanos, tak samo jak jej bóg. Ponad ziemią wznosi się, oparte na jej kresach, półkuliste sklepienie niebios, a w takiej samej odległości pod ziemią roztacza się Tartar. Okeanos nie jest morzem, lecz ma słodką wodę, jest rzeką. Sądzono powszechnie, że wszelka słodka woda na ziemi ma jakimś związek z Okeanosem — nic więc dziwnego, że w bóstwach wszystkich źródeł, strumyków i rzek, stawów i jezior widziano synów i córki prastarego Okeanosa. Wszyscy ci bogowie i boginie, i inni jeszcze, o których nie wspominamy, należeli do państwa Posejdona i podlegali władzy króla wód.

288

Posejdonowi poświęcony był ze zwierząt koń, którego stworzył (zob. wcześniej, rywalizacja z Pallas Ateną), i delfin; z drzew poświęcona mu była sosna, z której budowano łodzie, a której igły mają ciemnozieloną barwę morza. Jeżeli zaś ktoś z ludzi wyszedł cało z burzy morskiej, wywieszał w świątyni Posejdona obraz przedstawiający przygodę, która go spotkała.

289

Najwspanialej czczono Posejdona na Przesmyku Korynckim, na Istmie[92]. Tutaj w świętym gaju sosnowym stała okazała świątynia boga, tutaj też odbywały się na cześć jego słynne igrzyska istmijskie. Walczono tam o palmę zwycięstwa, tak w ćwiczeniach gimnastycznych, jak w muzyce i poezji. Nagrodą zwycięzcy bywał początkowo wieniec z bluszczu, w późniejszych czasach wieniec sosnowy, niekiedy prócz wieńca i gałąź palmowa.

290

Igrzyska istmijskie były uroczystością głównie Jonów, gdyż to plemię oddawało Posejdonowi największą cześć. Zjeżdżali się na nie liczni uczestnicy z całej Hellady i tylko na igrzyskach olimpijskich bywało więcej zebranych. Urządzaniem igrzysk zajmował się Korynt, jedno z najbogatszych miast Grecji. Jak z olimpijskich, tak i z istmijskich uroczystości korzystano nieraz w tym celu, aby zebranym ze wszech stron obywatelom obwieścić sprawy obchodzące całą Grecję.

291

Artyści przedstawiali Posejdona w postaci podobnej do Zeusa, z tą różnicą, że jego twarz wyrażała nie tyle spokojny majestat i powagę, lecz raczej siłę i gwałtowność. W ręku trzyma trójząb, a obok niego znajduje się zwykle delfin, dziób okrętu lub inne podobne godło jego władzy. W ten sposób przedstawia go ryc. 36, posąg znajdujący się na Lateranie w Rzymie.

292

Jak Dionizosa z całym pochodem, tak i Posejdona wiele pomników sztuki przedstawia nie samego, lecz w otoczeniu Amfitryty, trytonów i nimf morskich.

293

Wizerunki Amfitryty i w ogóle bóstw wodnych cechują pewne symboliczne godła: sieć rybacka, ryby, raki lub szczypce raków na skroni lub we włosach.

294

Bóstwa rzek przedstawiała sztuka jako starców lub też jako młodzieńców, ze skronią uwieńczoną roślinami wodnymi, z urną albo z rogiem obfitości w ręku; urna jest obrazem źródła, róg obfitości oznacza bogactwo i dobrobyt, jakiego krajom przybrzeżnym przysparza rzeka. Na ryc. 36 widzimy Tiberinusa, boga rzeki Tybr, nad którą leży Rzym, kolosalny posąg, znajdujący się dziś w muzeum Pio-Clementino w Rzymie. Starzec trzyma w prawej ręce wiosło, w lewej róg obfitości z owocami, a obok niego legła wilczyca karmiąca bliźnięta, Romulusa i Remusa, założycieli Rzymu.

295

Na Wieży Wiatrów w Atenach, ośmiokątnej budowli pochodzącej z II wieku przed Chr., bardzo dobrze zachowanej do naszych dni, widzimy w płaskorzeźbie postacie ośmiu wiatrów, wiejących z rozmaitych stron świata. Wiatry przedstawione są tu jako skrzydlaci młodzieńcy, mężczyźni lub starcy.

296

Cztery z tych postaci przedstawia ryc. 37. Są tam: 1) ponury Boreasz (wiatr północny), ubrany po zimowemu, dmie w muszlę trytońską jak w róg; 2) duszny Euros (wiatr południowo-wschodni) skrył prawe ramię w fałdach szaty. W przeciwieństwie do tych dwóch brodatych, starszych przedstawiają się nam młodzieńcy: 3) pożądany Notos (wiatr południowy, na południu zapowiadający deszcz) wylewa z wywróconego dzbana strugi wody; 4) łagodny Zefir (wiatr zachodni, w naszych stronach zwiastun deszczu) obsypuje ziemię wonnym, miłym kwieciem.

38. Podziemie

297

Bardzo daleko, gdzieś na ostatnich krańcach Zachodu, zaczyna się straszna przestrzeń, na wieki pozbawiona ożywiającego światła. Tam jest jej początek, główne wejście do niej; nikt zaś nie zmierzył, jak daleko się rozciąga. Ogólnie mniemano, że kraina ciemności, zaczynająca się w owych stronach, ciągnie się dalej pod krąg ziemi, stąd wzięła się jej nazwa: podziemie. Grecy nazywali podziemie Hadesem, Rzymianie Orkusem[93].

298

Lecz prócz wspomnianego wejścia do Hadesu, gdzieś na najdalszym Zachodzie, istniało jeszcze wiele innych wejść do niego. Uważano mianowicie za nie rozpadliny i jamy, otwierające niejako wnętrze ziemi, zwłaszcza takie, z których wydobywały się cuchnące wyziewy, błotniste strumienie, gorące źródła.

299

W podziemiu panował brat Zeusa, zwany, jak samo podziemie, Hadesem, albo też Plutonem[94]. Państwo jego zaczynało się tam, dokąd nigdy nie dochodził najmniejszy promyk słoneczny; toteż wyrażano się, że na wszystkim zalega tam potrójna ciemność. Żelazny mur ograniczał państwo Hadesa od dziedziny dnia: bramami, które się w nim znajdowały, można było wprawdzie wejść do wnętrza, lecz powrót był niemożliwy. Styks, straszna rzeka podziemia, siedem razy przewijał się dokoła państwa ciemności. Woda Styksu miała szczególne znaczenie dla bogów: jeżeli któryś z nich miał przysięgać, wtedy Iris lotem błyskawicy śpieszyła do podziemia i wracała stamtąd ze złotą czarką pełną wody styksowej. Mający przysięgać bóg wylewał tę wodę na ziemię i zaklinał się na nią. Takiej przysięgi niepodobna było cofnąć, jak to już słyszeliśmy w historii Faetona. Wprawdzie bóg krzywoprzysięzca nie mógł być karany śmiercią, ale lekkomyślnego winowajcę spotykała uciążliwa choroba i wygnanie na dłuższy czas z Olimpu.

300

Oprócz Styksu przepływały przez podziemie jeszcze inne rzeki; najważniejszą z nich była rzeka zapomnienia, Lete. Napiwszy się jej wody, zmarli tracili pamięć wszystkiego, co przeżyli na ziemi.

301

Jednak nie tylko ciemności, nie tylko mur żelazny i rzeki, przerzynające podziemie we wszystkich kierunkach i wijące się w niezliczonych zakrętach i odnogach, powstrzymywały istotę, która pragnęłaby wyjść z Hadesowego państwa. U bram muru piekielnego czuwał dniem i nocą srogi stróż, Cerber. Był to potwór o kilku, kilkudziesięciu, a bodaj czy nie o stu głowach, podobny do psa, lecz ogon jego był smoczy, a zamiast sierści miał węże. Leżał u wejścia do samego Hadesu, cichy i potulny wobec wszystkich, którzy przechodzili obok niego do podziemia; jeżeli zaś ktoś o jakiejkolwiek porze zamierzał stamtąd wyjść, nieznający snu, wiecznie czuwający potwór rzucał się na niego z okropną wściekłością, szczekał przeraźliwie i toczył jadowitą pianę z paszcz.

302

Kiedy życie człowieka ustało i dusza rozłączyła się z ciałem, Hermes, przewodnik zmarłych, skinąwszy na nią, wiódł ją do podziemia z całym zastępem innych dusz, które zebrał po drodze. Hermes kroczy naprzód, za nim stąpają te dusze, czyli cienie; szmer ich kroków jest tak cichy jak szelest nietoperzy zrywających się w górę. Tak wchodzą do państwa ciemności, nad brzegi podziemnej rzeki, gdzie Hermes powierza ich Charonowi i sam odchodzi.

303

Charon, ponury, zgryźliwy starzec, pełnił powierzony mu przez Hadesa urząd przewożenia cieni przez rzekę. Nie każdego jednak przyjmuje do swej łodzi; żywy musiałby się wykazać pozwoleniem od bogów, zaś duchy wolno mu przewozić tylko wtedy, gdy na ziemi pochowano ich ciało, a pamięć uczczono ofiarą. Duchy niepogrzebanych błąkały się nad ponurymi brzegami strasznej rzeki. Za przewóz należała się Charonowi zapłata; aby więc zmarły nie był w kłopocie, kiedy mu przyjdzie zapłacić przewoźnikowi, Grecy mieli w zwyczaju wkładać do ust zmarłego człowieka drobną monetę.

304

Stanąwszy na przeciwnym brzegu, umarły dostawał się na szerokie błonia. Tutaj wznosił się tron Hadesa, najwyższego pana i sędziego zmarłych, który rozważał żywot ziemski przybywających i wymierzał im sprawiedliwość. W czynności tej wspierali władcę podziemia Ajakos[95], Minos i Radamantys, trzej ludzie, którzy za życia zasłynęli ze sprawiedliwości i bogobojności; wszyscy trzej synowie Zeusa, byli niegdyś na ziemi królami.

305

Stosownie do wyroku, jaki zapadł, dzielono duchy na dwie gromady. Cienie ludzi dobrych szły na Pola Elizejskie, czyli do Elizjum. Tam świeciło wieczne słońce i trwał nieprzerwany maj. Wyobrażano sobie, że duchy zmarłych prowadzą tam dalej taki sam żywot, jaki wiedli oni na ziemi, lecz bez trosk i dolegliwości.

306

Nie zawsze jednak pojmowano w taki sposób życie zagrobowe. Istniała jeszcze inna wiara, która przedstawiała położenie wszystkich bez wyjątku zmarłych, a więc nie tylko tych, którzy skalali się za życia zbrodniami, lecz i sprawiedliwych, jako niewymownie przykre i smutne. Według tego mniemania umarły przechadza się w podziemiu w postaci, jaką miał tu na ziemi, ale kształty jego są tylko pozorne, jest to raczej szary cień, niejako tylko przypomnienie człowieka, nic więcej. Choćby ktoś mieczem nawet ciął te kształty, nie napotkałby żadnego oporu, bo postać zmarłego to tylko próżnia. Bez ciała, bez siły, nieme i nieprzytomne błąkają się cienie po przestrzeniach Hadesu. Dopiero kiedy im się uda napić krwi zwierzęcia ofiarnego, odzyskują na kilka chwil przytomność, żeby poskarżyć się na swój nudny i bezcelowy byt. „Zaprawdę lepiej być na ziemi nędznym najemnikiem, aniżeli w podziemiu królować wszystkim cieniom” — rzekł Achilles do Odyseusza, któremu z woli bogów pozwolono zejść do podziemia[96].

307

Przeciwieństwem Elizjum było drugie miejsce, w którym przebywały dusze złych ludzi. Grzeszników strącano do najdalszych głębi podziemia, do najciemniejszej, najstraszniejszej przestrzeni. W tym właśnie miejscu, zwanym Tartarem, musieli pozostawać, cierpiąc różnego rodzaju utrapienia i męki. Kary i męki były rozmaite, jak to pokaże opowiadanie o powszechnie znanych zbrodniarzach, którzy pogrążeni w Tartarze, pokutowali za wielkie winy żywota.

308

Wszyscy złoczyńcy pozostawali pod czujnym okiem Erynii (ich nazwa rzymska to Furie). Erynie, trzy siostry, były to wychudłe istoty, o zielonawosinej cerze i przerażającym wyrazie twarzy; zamiast włosów dokoła ich głowy wiły się i syczały obrzydłe gadziny. W rękach trzymały bicze, również splecione z gadzin, i zapalone pochodnie. Erynie są mścicielkami wszelkich zbrodni; dobremu człowiekowi nie mogą szkodzić, lecz nad zbrodniarzem znęcają się niemiłosiernie i przepędzają go — często jeszcze za życia, bo wychodzą one niekiedy na powierzchnię ziemi — z miejsca na miejsce, nie dają mu spokoju ani we dnie, ani w nocy, a kiedy skończy żywot doczesny, dopiero prześladują go dalej w Tartarze. W tych groźnych Eryniach Grecy trafnie uosobili straszne, nigdy niedające się uśpić wyrzuty złego sumienia, które zbrodniarz daremnie stara się zagłuszyć, przed którymi daremnie usiłuje uciec.

309

Bóstwom podziemia, zwłaszcza Hadesowi, poświęcony był cyprys, drzewo żałoby.

310

Ryc. 38 przedstawia według grobowca starożytnego scenę z podziemia. Hermes, którego łatwo poznać po skrzydłach u kapelusza i po skrzydlatej lasce oplecionej wężami, przyprowadza dusze przed tron Hadesa i Persefony. Wizerunki władców podziemi były dosyć rzadkie; przedstawiano ich jako podobnych do Zeusa i Hery, lecz wyraz ich twarzy bywał bardziej ponury.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.