- Literum
- Lektury szkolne
- Klasy 4–6
- Opowiadania z mitologii Greków i Rzymian
- Herosi i śmiertelnicy
Opowiadania z mitologii Greków i Rzymian · Albert Zipper
Herosi i śmiertelnicy
Herosi i śmiertelnicy
39. Skazańcy w Tartarze: Tantal, Syzyf, Iksjon, Tytios, Danaidy
311Z wszystkich zbrodniarzy, którzy pokutowali w Tartarze za winy swego życia, niektórzy są powszechnie znani, a kary, na jakie ich skazano, poszły niejako w przysłowie. Przecież dziś jeszcze mówimy o mękach tantalowych, o beczce Danaid, o syzyfowym trudzie.
312Zbrodnia, Zaświaty, KaraTantal, król jednej z krain Azji Mniejszej, był szczęśliwym ulubieńcem Zeusa i bogów, którzy nawet zapraszali go do siebie na Olimp, gdzie uczestniczył w ucztach nieśmiertelnych władców świata. To niebywałe wyróżnienie wbiło Tantala w taką dumę, że nie tylko zaczął zdradzać ludziom tajemnice niebian, lecz nawet zamyślił zuchwale doświadczyć, wystawić na próbę samych bogów. Zaprosił ich otóż wszystkich do siebie i podał im jako potrawę własnego syna Pelopsa, którego zabił i przyrządził jako pieczeń. Żaden z bogów nie tknął jednak potwornej strawy, tylko jedna Demeter — która wtedy, tęskniąc za utraconą córką, z rozpaczy odchodziła od zmysłów — skosztowała kawałek łopatki. Z polecenia bogów Hermes ugotował ciało Pelopsa, przez co zabity ożył, część zaś łopatki zastąpiono płatkiem kości słoniowej; potomkowie Pelopsa mieli z tego powodu białą plamkę na łopatce.
313Zeus strącił Tantala do Tartaru, gdzie ponosi karę godną swej zbrodni. Oto stoi w strumyku czystej jak kryształ wody, a ponad głową jego zwisają gałęzie drzew, uginające się od soczystych owoców. Woda łechce jego stopy, więc spragniony Tantal schyla się ku niej — lecz kiedy ma już jej zaczerpnąć, woda cofa się przed nim; głodny, sięga w górę po owoc, lecz gałęzie odsuwają się również, tak że nie może zerwać owocu. Tak cierpi niewymowne męczarnie, wieczny głód i wieczne pragnienie, mając przed oczyma to wszystko, co by go w jednej chwili mogło uszczęśliwić.
314Zbrodnia, Zaświaty, KaraKról Syzyf, srogi dla poddanych, a zuchwały wobec bogów, był do tego stopnia przebiegły, że boga śmierci, którego zesłał na niego Zeus, uwięził i przetrzymywał, aż go sam Ares musiał oswobodzić. Sprowadzony do Hadesu, Syzyf wyłudził od Persefony pozwolenie na rzekomo krótki jeszcze pobyt na ziemi, pod pretekstem, że jego ciało leży niepochowane i że musi przypomnieć żonie, aby mu oddała tę ostatnią przysługę. Lecz wydostawszy się z Hadesu, pozostał na ziemi i drwił sobie z potęgi bogów. W końcu jednak Hermes zaprowadził go po raz drugi do podziemia. Odtąd pozostał już w Tartarze, gdzie kazano mu wytoczyć ogromny głaz na szczyt wysokiej góry. Męczy się i poci, nieborak, i już dochodzi ze swym brzemieniem[97] pod sam wierzchołek… wtem skała wymyka mu się z rąk, przerażony Syzyf odskakuje na bok i cała jego praca okazuje się daremna. Musi więc zaczynać ją na nowo, gdyż głaz leży znów u stóp góry.
315Zbrodnia, Zaświaty, KaraKról Iksjon, którego, jak Tantala, bogowie zaszczycali swym towarzystwem, również nadużył tej nadzwyczajnej łaski niebian. Ponosi więc i on wieczne męki w Tartarze, wpleciony w koło, które nieustannie obraca się i druzgoce jego członki.
316Zbrodnia, Zaświaty, KaraOlbrzym Tytios był także nie lada zuchwalcem i ubliżył czci należnej bogom. Strącony do Tartaru, leżał przykuty do ziemi, a sęp wydziobywał mu wątrobę, która ciągle na nowo odrastała.
317Zbrodnia, Zaświaty, KaraNiezwykła kara spotkała w Tartarze Danaidy, córki króla Danaosa. Król ten miał pięćdziesiąt córek i wydał je za pięćdziesięciu synów swego brata. Niegodziwe Danaidy jednak, wszystkie z wyjątkiem jednej, zabiły swych małżonków. Otóż czterdzieści dziewięć zbrodniczych sióstr za karę wykonuje w Tartarze zadanie, którego nigdy nie mogą ukończyć. Czerpią sitami wodę i mają nią napełnić beczkę, w której nie ma dna. Praca ich więc jest tak samo daremna jak usiłowania Syzyfa — jego skała nigdy nie stanie na szczycie góry, beczka Danaid nigdy się nie zapełni.
40. Prometeusz i stworzenie człowieka
318StworzeniePrometeusz, potomek rodu tytanów, ulepił z gliny i wody postać człowieka. Za wzór posłużyły mu kształty bogów, z niebios też wziął trochę ognia, aby nim ożywić martwą postać.
319Nie podobało się jednak Zeusowi, że powstało nowe plemię tak podobne do bogów, i wypatrywał sposobności, aby zaszkodzić ludziom. Pewnego razu bogowie zeszli się, aby omówić z Prometeuszem, jako rzecznikiem i zastępcą nowego plemienia, jakie części zwierząt ofiarnych mają im się dostawać w udziale. Wtedy Prometeusz zabił wołu, pokrajał go i podzielił na dwie części; w jednym miejscu położył mięso i okrył je skórą, w drugim — kości obleczone tłuszczem. Zeus, który w imieniu bogów miał wybierać, wybrał część pokrytą tłuszczem; poznawszy zaś, że to były kości, postanowił ukarać samolubnych ludzi. Natychmiast też wykonał ten zamiar, zabierając im ogień.
320Ogień, DarBez ognia o postępie, o szczęściu i wygodzie ludzi nawet myśleć nie było można. Dlatego też Prometeusz zakradł się powtórnie do nieba i przyniósł na ziemię płomień z wozu słonecznego, ukryty we wnętrzu trzciny. Wkrótce też Zeus ujrzał wszędzie na ziemi płonące jak dawniej ogniska. Prometeusz zaś, dbały o dobro ludzi, uczył ich teraz rozlicznych kunsztów, a bardzo mu w tym dopomagała siła dobroczynna ognia.
321Kondycja ludzka, NadziejaWpadł zatem Zeus na nowy sposób szkodzenia plemieniu ludzkiemu. Na polecenie króla bogów Hefajstos utworzył na wzór nieśmiertelnych postać dziewicy, którą bogowie wyposażyli w ujmujące przymioty[98] duszy, w nadzwyczajną urodę, w przepiękne szaty i klejnoty. Kobietę tę Hermes zaprowadził przed dom Epimeteusza, brata Prometeusza. Epimeteusz (imię to znaczy: „opóźniający się z pomysłami, tępo myślący”) był tak nieopatrzny i lekkomyślny, jak jego brat Prometeusz (znaczy: „naprzód myślący”, „przewidujący”) przebiegły i bystry. Otóż Epimeteusz, puszczając mimo uszu przestrogi brata, przyjął zwodniczy dar bogów i ożenił się z dziewicą.
322Jako posag zaś Hermes dał Pandorze — tak było na imię tej dziewicy — dużą puszkę, w której, jak mniemała[99], znajdowały się skarby. Zaciekawiona, otworzyła puszkę, a w tej samej chwili wyleciały z niej wszystkie nieszczęścia, które odtąd trapią ród ludzki na ziemi: dolegliwe choroby, zgubne namiętności, dręczące troski, słowem, wszystko, co złe, wyleciało, aby nawiedzić śmiertelnych i dręczyć jednego za drugim, ku niezmiernemu zadowoleniu złośliwych bogów. Przerażona Pandora zamknęła, za późno niestety, fatalną puszkę, na szczęście ludzi jednak dość rychło[100] jeszcze, aby jedyna rzecz dobra, która się tam znajdowała, nie uleciała na Olimp, lecz pozostała na ziemi. Tym skarbem była nadzieja: nadzieja lepszej doli i pomyślnej przyszłości, która krzepi[101] i dźwiga ludzi, kiedy upadają pod brzemieniem owych nieszczęsnych darów Pandory.
323KaraZeus w okrutny sposób ukarał Prometeusza za kradzież ognia i za ciągłe opiekowanie się rodem ludzkim. Kazał go przykuć do skały w górach Kaukazu; pozbawionemu wolności, sęp szarpał dziobem ciało i pożerał wątrobę, która wprawdzie cudownym sposobem niebawem znowu odrastała, lecz po to tylko, żeby krwiożerczy ptak mógł zadawać nieszczęśliwemu nowe męki. Skończyć zaś miały się te męczarnie tylko wtedy, gdyby ktoś swoim życiem dobrowolnie okupił swobodę dobroczyńcy ludzkości.
324Po wiekach dopiero oswobodził Prometeusza Herakles: zastrzelił z łuku sępa i skruszył kajdany, które przykuwały męczennika do skały. Centaur Chiron ofiarował swe życie za jego wolność, dlatego Prometeusz nie utracił jej powtórnie; oswobodzony, na pamiątkę przebytej niewoli nosił zawsze żelazną obrączkę, a w niej kamyczek, odłamek skały kaukaskiej.
41. Pięć wieków ludzkości
325Oprócz podania o Prometeuszu jako stworzycielu rodu ludzkiego istniały inne jeszcze podania o początkach ludzkości. Według nich ludzi mieli stworzyć sami bogowie. Jednak następujące po sobie pokolenia nie były jednakowe; z biegiem czasu zmieniały się przymioty ludzi, jak i warunki, w których wiedli swój żywot.
326I tak jeszcze na czasy rządów Kronosa przypada złoty wiek ludzkości. Życie ludzi upływało bez trosk i bez trudów, w wiecznej młodości i wiecznym zdrowiu; śmierć, tak groźna później, była tylko przejściem z życia w łagodny sen. Ziemia sama, bez uprawiania, wydawała bogate plony; panował wieczny pokój, nie było rozlewu krwi, nawet drapieżne zwierzęta nie miały jeszcze krwiożerczej natury, wilk i baranek sypiały razem na jednym legowisku. Lecz losy tak zrządziły, że pokolenie to po pewnym czasie wymarło.
327Bogowie stworzyli z kolei nowe pokolenie ze srebra i rozpoczął się wiek srebrny. Ani ciałem, ani umysłem nie dorównywało to pokolenie dawnym ludziom: rozwijało się bardzo powoli, sto lat potrzeba było, by dziecię wyrosło i nabrało na tyle sił, aby mogło się obejść bez opieki matki i piastunki. Kiedy zaś ludzie ci doszli do pełni swych sił, ich dalsze życie trwało już krótko. Zuchwałość i lekkomyślność, namiętności i zbrodnicze porywy brukały teraz naturę ludzką. Trwały też na ziemi ciągłe spory, a bogom nie oddawano należnej czci. Toteż Zeus usunął niebawem niegodziwe plemię z dziedziny świata.
328Nastąpił wiek spiżowy, pokolenie, które Zeus stworzył z jesionu. Tylko wojna, wieczna wojna zaprzątała umysł tego pokolenia o olbrzymim wzroście, o olbrzymich siłach. Gardząc strawą roślinną, karmili się ci ludzie mięsem zabijanych zwierząt. Ze spiżu mieli domy, zbroje, broń, narzędzia, żelaza nie znali. W końcu wymordowali się nawzajem i hańbą okryci zstąpili do wrót Hadesu.
329Czwarty wiek był bohaterski. Wtedy to żyli owi półbogowie bohaterskiego ducha i niezwykle silnego ciała, jak Herakles, Tezeusz i inni, których niedługo poznamy bliżej. Po wojnie trojańskiej zakończył się ten wiek i nastąpił wiek żelazny, który trwa po dzień dzisiejszy.
42. Potop
330Za czasów pokolenia spiżowego Zeus postanowił osobiście przekonać się o słuszności skarg na ludzkość, które go zewsząd dochodziły. Udał się więc na ziemię w postaci człowieka i przewędrował niejedną krainę. Wszędzie widział bujnie krzewiące się zbrodnie, same zbrodnie. W podróży przybył także na dwór pewnego króla. Ludność upadła na kolana, gdyż Zeus nie taił się tutaj z tym, że jest bogiem; lecz bezbożny król postawił przed nim potrawę z ludzkiego mięsa i miał zamiar zabić go w nocy. Rozgniewany Zeus zapalił piorunem pałac królewski, a przerażony król zaczął czym prędzej umykać. Lecz o dziwo! — krzyk jego brzmiał jak wycie wilka, ręce zwisły ku ziemi i zamieniły się w nogi, ciało pokryło się sierścią: zamiast człowieka wilk pędził przez pola.
331PotopZeus powrócił na Olimp, rozgniewany srodze na ród ludzki. Z początku chciał całą ziemię zniszczyć gromami, lecz wstrzymała go obawa, żeby się i niebo nie zajęło od tak silnego ognia. Ostatecznie jako niszczący żywioł wybrał wodę. Zesłał na ziemię nieustające ulewy: rzeki wystąpiły z brzegów, zalały pola, podmulały i niosły ze sobą chaty, domy, świątynie. Wszędzie ginęli ludzie i zwierzęta, a człowiek, któremu na razie udało się schronić na wierzchołek olbrzymiego drzewa lub na szczyt góry, umierał wkrótce z głodu. Tak znikło z powierzchni ziemi całe plemię ludzkie.
332StworzenieJedna tylko para ludzi, małżeństwo w bardzo już podeszłym wieku, Deukalion, syn Prometeusza, i Pyrra, córka Epimeteusza, ocalała w ogólnym potopie. Stosując się do rady Prometeusza, wsiedli oboje do łodzi, która zatrzymała się na stokach góry Parnas. Wody z wolna zaczęły opadać; Zeus, wyglądając z Olimpu, zobaczył pozostałą z setek tysięcy parę ludzi, a że wiedział o nieskalanej cnocie obojga, pozostawił ich przy życiu.
333Smutno było staruszkom samym na ziemi, tęsknili za towarzystwem ludzi. Zapytali więc wyroczni, w jaki sposób ziemia zaludniłaby się na nowo. Usłyszeli odpowiedź, że stanie się to, jeśli rzucać będą za siebie kości matki. Wzdrygnęli się bogobojni ludzie na podobną myśl i nie mogli uwierzyć, żeby bogowie mogli żądać rzeczy tak potwornej. Po dłuższym namyśle doszli do przekonania, że wyrocznia kośćmi matki nazywa zapewne kamienie, tkwiące w ziemi, wspólnej matce wszelkiego stworzenia. Podnosili więc staruszkowie z ziemi kamienie i rzucali je za siebie. Kamienie miękły, zaokrąglały się, rosły, przybierając coraz bardziej postać ludzką. Ziemne cząstki osiadłe na kamieniach zamieniły się w ciało, twardy środek stał się szkieletem, żyły kamienne pozostały żyłami, lecz zmiękły i krew zaczęła w nich krążyć. Z kamieni, które rzucał Deukalion, wyrastali mężczyźni, z kamieni rzucanych przez Pyrrę — kobiety. Tak powstało wokół obojga staruszków nowe pokolenie, które czciło ich i kochało jak rodziców.
43. Orfeusz i Eurydyka
334Muzyka, ArtystaSłynny mistrz lutni i pieśni, Orfeusz, był synem muzy Kaliope. Apollo darował mu lutnię, matka uczyła go muzyki. Kiedy śpiewał i przygrywał, ptaki zlatywały się do niego, ryby słuchały go w zachwycie, dzikie zwierzęta zbiegały się z borów, nawet drzewa i skały ruszały się z miejsca, żeby być bliżej czarownego władcy tonów.
335Małżeństwo, Miłość, Śmierć, Zaświaty, RozpaczOrfeusz kochał najtkliwszą miłością żonę swą Eurydykę. Umarła ona nagle, w kwiecie wieku, ukąszona przez żmiję. Orfeusz, płacząc i łkając, wzbudzał swymi żalami odgłos lasów i dolin, po których błąkał się teraz samotny. Wreszcie rozpacz poddała mu szaloną myśl: postanowił zejść do podziemia i uprowadzić stamtąd żonę.
336Wiedziony żalem i tęsknotą zaszedł więc do krainy wiecznej ciemności. Niewystraszony groźnymi widokami, szedł śmiało naprzód, aż stanął przed tronem Hadesa i Persefony. Tu rozpoczął pieśń żałosną i tęskną: zasłuchane duchy zmarłych roniły łzy, Tantal przestał śledzić usuwającą się przed nim strugę, Danaidy zaprzestały czerpania wody, Syzyf usiadł na swym głazie, zapominając o trudzie, koło dręczące Iksjona stanęło, nawet Erynie po raz pierwszy się wzruszyły.
337Hades i Persefona, rozrzewnieni grą i śpiewem nieszczęśliwego małżonka, pozwolili mu zabrać ze sobą Eurydykę, pod takim jednak warunkiem: ona miała iść za nim, on zaś miał nie oglądać się za siebie, zanim nie staną na ziemi. Niestety Orfeusz nie mógł się przemóc, żeby nie obrócić tęsknego spojrzenia na ukochaną żonę. W tej chwili znikła mu z oczu — na zawsze. Wprawdzie po raz drugi wstąpił do piekieł, ale Charon nie chciał go już przewieźć przez rzekę.
338Odtąd, stroniąc od świata i ludzi, w głębokiej melancholii Orfeusz pędził nieszczęsny żywot. Pewnego dnia spotkały go menady, szalone towarzyszki Dionizosa, a widząc, że milczący i smutny, nie bierze udziału w ich weselu, z wściekłością rzuciły się na biedaka i rozszarpały go. Głowa Orfeusza i lutnia wpadły do rzeki, a fale poniosły je do morza i wyrzuciły na brzegach wyspy Lesbos, która słynęła w starożytności jako ojczyzna znakomitych poetów i poetek.
44. Perseusz
339Królowi argiwskiemu[102] Akrizjosowi przepowiedziała wyrocznia, że własny wnuk pozbawi go życia i tronu. Król miał córkę jedynaczkę, imieniem Danae. Aby więc zapobiec spełnieniu się wyroczni, kazał Akrizjos wybudować wieżę ze spiżu i w niej zamknął swą córkę. Ale moc bogów jest silniejsza od ludzkiej. Opowiadano, że sam Zeus w postaci złotego deszczu dostał się do wnętrza spiżowego więzienia i zawarł związek małżeński z królewną. Synem Danae i Zeusa miał być Perseusz. Kiedy przyszedł na świat, okrutny Akrizjos kazał matkę z dziecięciem zamknąć w skrzyni i rzucić na fale wzburzonego morza. Ale nimfy morskie, zdjęte litością, otoczyły opieką nieszczęsne ofiary i skierowały skrzynię ku pewnej wyspie, której król, zajęty właśnie łowieniem ryb, spostrzegł ją miotaną falami. W ten sposób Danae z dziecięciem została ocalona i zaznała u króla gościnnego przyjęcia.
340Perseusz wyrastał na młodzieńca wielkiej siły i bohaterskiego umysłu. Pragnąc sławy i rwąc się do wielkich czynów, wybrał się na wyprawę w celu pozyskania głowy Meduzy, a zadanie to było tym trudniejsze, że nie znał drogi, którą mógłby się dostać do siedziby tego potwora.
341Hermes i Atena, którym się to śmiałe przedsięwzięcie nadzwyczaj podobało, przybyli młodzieńcowi z pomocą i pouczyli go, że gdzieś daleko na krańcach Zachodu znajduje się ścieżka, którą zajdzie do Meduzy. Tam, rzekli bogowie, mieszkają straszne Graje, a jeszcze dalej Gorgony i Meduza.
342Wybrawszy drogę według wskazówek bogów, Perseusz przybył do miejsca, gdzie mieszkały trzy Graje. Siostry te miały postać łabędzi, lecz bardzo brzydkie głowy ludzkie o siwych włosach; wszystkie trzy razem posiadały tylko jedno oko i jeden ząb, których tylko mogły używać na przemian. Spały właśnie, gdy Perseusz do nich zaszedł; korzystając więc z pomyślnej sposobności, zabrał im jedyne oko i ząb. Przebudziwszy się, potworne siostry spostrzegły z niemałym przerażeniem, że żadna z nich nie ma ani oka, ani zęba. Perseusz oświadczył wtedy, że zwróci im oko i ząb tylko wtedy, jeśli wskażą mu dalszą drogę. Chcąc nie chcąc, musiały spełnić jego żądanie.
343Słuchając rady Graj, bohater przybył do nimf mieszkających z dala od wszystkich bogów i ludzi, w pustym ustroniu. Od nich otrzymał cenne podarunki: skrzydlate sandały, za pomocą których mógł unosić się w powietrzu, hełm, który czynił go niewidzialnym, i torbę. Atena darowała mu lśniącą jak zwierciadło tarczę, a Hermes diamentowy sierp.
344Przypasawszy skrzydlate sandały, Perseusz wzniósł się w górę i zaleciał na wybrzeże Okeanosu, gdzie mieszkały Gorgony. Gorgony miały ciało okryte smoczymi łuskami, u nóg złote skrzydła, ręce z żelaza, na głowach węże zamiast włosów, a w ustach kły dzika. Kto spoglądnął im w twarz, w tej samej chwili zamieniał się w kamień. Dwie Gorgony były nieśmiertelne, tylko trzecia z nich, imieniem Meduza, mogła ulec śmierci; jej właśnie głowy pożądał Perseusz.
345I Gorgony spały, kiedy bohater przybył do nich, unosząc się w powietrzu na rumaku, niewidzialny dzięki hełmowi, który miał na głowie. Lekko i ostrożnie zniżając się ku trzem siostrom, Perseusz obracał zręcznie tarczę, żeby zobaczyć w niej Gorgony i poznać ze znamion[103], podanych mu przez bogów, która z nich jest Meduzą. W twarz zaś wprost spojrzeć im nie mógł, aby nie zamienić się w kamień. Wkrótce też poznał, która jest śmiertelną Meduzą. Nie namyślając się długo i patrząc ciągle w zwierciadlaną tarczę, pochwycił Meduzę za gadziny zwisające z jej głowy i jednym zamachem sierpa odciął potworny łeb. Z tułowia Meduzy wyskoczył wtedy Pegaz, skrzydlaty koń, i zniknął w obłokach.
346Perseusz nie spojrzał ani razu na uciętą głowę, schował ją do torby i oddalił się czym prędzej. Daremnie ścigały go siostry Meduzy: bohater, wzlatując w powietrze, ocalił się przy pomocy cudownego hełmu. Ale wichry porwały go, kiedy znalazł się nad piaszczystą pustynią Afryki, i miotały nim to w tę, to w tamtą stronę. Z kropli, ściekających wtedy z głowy Meduzy, miały powstać węże, których pełna jest owa pustynia. Wiatry zagnały Perseusza dalej na zachód, do nieznanej krainy, której król posiadał gaj z drzewami o szczerozłotych owocach. Obawiając się o te skarby, król odmówił prośbie Perseusza, aby wolno mu było spocząć w pałacu. Wtedy Perseusz zawrzał gniewem:
347— Skoro ty nic nie chcesz mi dać — rzekł — to ja ci dam podarunek.
348Wydobył z torby głowę Meduzy i odwróciwszy się, trzymał ją tak, aby niegościnny król spojrzał na nią. W tej chwili królowi zaczęły sztywnieć członki i zamienił się w martwy głaz.
349Podążając dalej, pewnego dnia Perseusz usłyszał szlochanie i jęki i zobaczył dziewicę przecudnej urody, przykutą do nadmorskiej skały, a obok niej potwora, unoszącego się na falach, który już otwierał paszczę, aby ją pochłonąć. Nieszczęśliwą dziewicą była królewna Andromeda. Jej matka ośmieliła się porównać swoją piękność z pięknością nimf morskich, a one, dotknięte do żywego zarozumiałością śmiertelnej kobiety, zesłały na kraj tego potwora, który pochłonął już wiele ofiar. Przerażeni mieszkańcy udali się po ratunek do wyroczni. Poradziła im, aby dla przebłagania obrażonych nimf ofiarowali królewnę Andromedę na pastwę potwora. A teraz właśnie, w chwili najwyższego niebezpieczeństwa, zjawiła się niespodziewana, prawdziwie cudowna pomoc. Nadleciał Perseusz, a spostrzegłszy piękną dziewicę i strasznego potwora grożącego jej życiu, w mgnieniu oka spadł z wysokości na ziemię i po zaciętej walce pokonał go. Oswobodzona Andromeda oddała swą rękę mężnemu wybawicielowi.
350(Ryc. 39, marmurowa płaskorzeźba w Muzeum Kapitolińskim w Rzymie, przedstawia Perseusza i Andromedę. Perseusz, mający jak Hermes skrzydła na głowie, pokonał już potwora, który co prawda jest nieco za mały i nie tak strasznie wygląda. Leży on u stóp skały, a oswobodzona Andromeda zstępuje z niej przy pomocy dzielnego bohatera).
351Właśnie odbywała się w pałacu królewskim uczta weselna, kiedy pewien królewicz, który już dawniej starał się o rękę Andromedy, wpadł do sali z wielkim pocztem zbrojnych. Łatwo sobie wyobrazić przerażenie gości weselnych, nieprzygotowanych wcale na taką niespodziankę. Jednak pan młody nie stracił odwagi, bronił się bohatersko i napastników jednego po drugim rozciągał na ziemi. Dopiero gdy wobec ich ogromnej przewagi trzeba było już zwątpić o zwycięstwie, uciekł się Perseusz do cudownego środka, który miał zawsze przy sobie. Donośnym głosem wezwał wszystkich gości weselnych, żeby odwrócili od niego wzrok, sam też się odwrócił, potem wyjął głowę Meduzy z torby i skierował ją ku nieproszonym natrętom, którzy też w mgnieniu oka skamienieli.
352W towarzystwie małżonki powrócił teraz Perseusz do swej matki Danae i zastał ją przy życiu i w zdrowiu. Wkrótce potem dowiedział się, że jego dziadek Akrizjos został pozbawiony tronu i wygnany z kraju. Chociaż Akrizjos z córką i wnukiem postąpił niemiłosiernie, Perseusz nie tylko nie ucieszył się z jego upadku, lecz nawet sam pośpieszył mu z pomocą i przywrócił mu tron królewski.
353Jednak niebawem nieszczęśliwy traf stał się powodem, że dusza Perseusza pogrążyła się w głębokiej żałobie. Pewnego dnia odbywały się igrzyska, a ciśnięty ręką Perseusza dysk uderzył przypadkiem w skroń dziadka i zabił go na miejscu.
354Odtąd Perseusz spędzał dni w smutku i żałobie, gdyż chociaż niewinny, uważał się za zabójcę dziadka. Nieznośne mu się stało miejsce dotychczasowego pobytu i przeniósł się do nowego miasta, które sam założył. I tam jednak nie zaznał spokoju. Głowę Meduzy darował Atenie, która odtąd nosi ją na swej tarczy albo na pancerzu, na piersiach.
45. Bellerofont
355Bohater pochodzący z miasta Koryntu, imieniem Bellerofont, zyskał wielką sławę, gdy pokonał potwora Chimerę.
356Chimera wyglądała jak zlepek z rozmaitych zwierząt: z przodu była podobna do lwa, w środku do kozy, z tyłu do smoka, a z jej paszczy buchały płomienie. Nikt nie mógł jej się oprzeć; pożerała ludzi i zwierzęta, niszczyła pola i lasy. Bellerofont, namówiony przez króla krainy, którą właśnie pustoszyła Chimera, wyprawił się na nią.
357Bellerofontowi, podobnie jak Perseuszowi, również przyszli z pomocą bogowie. Przysłali mu skrzydlatego konia, Pegaza; dosiadł go, a kierować nim nauczyła go Pallada. Uzbrojony, uniósł się w powietrze i strzałami zabił Chimerę. Następnie zaczął z wielkim szczęściem walczyć z narodami napadającymi od niepamiętnych czasów na kraj, w którym teraz przebywał. Król owej ziemi, widząc świetne owoce działalności Bellerofonta i że nawet sami bogowie nie szczędzili mu swej pomocy, oddał mu swą córkę za żonę i podzielił z nim rządy.
358Niestety dalszy żywot Bellerofonta nie był godny tak pięknej przeszłości. Przyszła do głowy mu szalona myśl wznieść się na Pegazie do niebios i dotrzeć do siedziby bogów. Obrażony tą śmiałością Zeus sprawił, że skrzydlaty rumak spłoszył się i zrzucił jeźdźca, który odtąd, pogrążony w smutku i żalu, wiódł haniebny żywot.
359Ryc. 40, piękne malowidło na wazie, przedstawia Bellerofonta, unoszącego się na Pegazie w powietrzu, i Chimerę, którą zabija pociskami. W pewnej odległości stoją teść bohatera, w azjatyckim stroju, z berłem w ręku, i bogini Pallas Atena, w rynsztunku wojennym, z tarczą i włócznią, z pancerzem z głową Meduzy na piersi.
46. Herakles (Herkules)
360Spomiędzy wszystkich bohaterów, o których opowiada mitologia grecka, żaden nie uzyskał tak szerokiej sławy jak Herakles, przez Rzymian zwany Herkulesem. Urodził się w Tebach, w zamku królewskim, jako syn królowej Alkmeny, wnuczki Perseusza. A że podania greckie lubią pochodzenie sławnych bohaterów łączyć z osobą Zeusa, więc nie zadowalając się tym, że Herakles pochodził od Perseusza, a więc pośrednio od Zeusa, uważano nadto Heraklesa za syna samego króla bogów. Bądź co bądź Zeus od samego początku w szczególny sposób opiekował się losami Heraklesa, Hera zaś, przeciwnie, nienawidziła go i prześladowała przez całe życie.
361Zeus, przewidując przyszłość Heraklesa, przysiągł na zgromadzeniu bogów na Olimpie, że potomek Perseusza, który się w tym dniu urodzi, będzie panował nad wszystkimi innymi potomkami bohatera. Mówiąc to, Zeus miał na myśli Heraklesa. Jednak Hera sprawiła, że Herakles urodził się dopiero o dzień później, owego dnia zaś w Mykenach, mieście na Peloponezie, przyszedł na świat królewicz Eurysteusz, również potomek Perseusza. Tak więc mimo zamiaru i woli Zeusa musiał Herakles słuchać Eurysteusza i wykonywać jego rozkazy, chociaż panem najdzielniejszego i najsilniejszego z bohaterów był nędzny, słaby, godny pogardy tchórz.
362Nienawiść Hery do Heraklesa objawiła się zaraz na wstępie życia bohatera i napawała jego matkę ciągłą obawą o losy syna. Chcąc zmylić Herę, kazała wynieść niemowlę z pałacu królewskiego i pozostawić na polu, które w późnych jeszcze czasach zwano polem Heraklesowym. Przechodziły właśnie tamtędy boginie Atena i Hera i wzięły na ręce nieznanego dzieciaka, a Hera przyłożyła go nawet do swej piersi, którą zaczął chciwie ssać. Tych kilka kropel mleka bogini wystarczyło, aby Heraklesa uczynić nieśmiertelnym.
363Wkrótce potem Hera dowiedziała się, kogo nakarmiła swą piersią, i jej nienawiść stała się jeszcze większa. Zesłała na śpiące dziecko dwa węże, które wsunąwszy się w kolebkę, zaczęły owijać się wokół rączek i szyi chłopca. Ani zdjęta snem matka, ani piastunki nie spostrzegły strasznych przybyszy. Ruchy ślizgających się po ciałku węży obudziły niemowlę; niewystraszony jednak ich sykiem malutki Herakles chwycił jedną i drugą rączką szyje napastników i udusił ich. Zbudziły się piastunki, lecz strach i przerażenie odjęły im mowę; przebudziła się też matka i z okrzykiem rzuciła się ku kołysce. Na krzyk przybiegł także jej mąż, król tebański, i straż. Jakież było zdziwienie wszystkich, gdy dziecię ujrzeli żywe, uśmiechnięte, a straszliwe węże leżące na ziemi bez życia. Przywołany wieszczek przepowiedział słuchającym w skupieniu ducha i zdumionym Tebańczykom bohaterską przyszłość cudownego chłopięcia.
364Kiedy Herakles podrósł, powierzono go opiece znakomitych nauczycieli, żeby należycie ćwiczyli i rozwijali jego ciało i umysł. Uczył go znany nam już centaur Chiron, który wychował tylu dzielnych bohaterów. Pod okiem znakomitych wojowników zaprawiał się też Herakles do sztuki wojennej. Potem, jak to wtedy było w zwyczaju, czas jakiś razem z pasterzami pilnował trzód królewskich. Licząc lat osiemnaście, miał cztery łokcie wzrostu i był najpiękniejszym i najsilniejszym młodzieńcem w całej Helladzie.
365W tym to czasie, idąc dnia pewnego drogą, ujrzał zbliżające się ku niemu dwie kobiety, jedną skromną, odzianą w białe szaty, drugą, rozglądającą się śmiało i wyzywająco na wszystkie strony, ubraną w wykwintne szaty. Ta druga właśnie przyśpieszyła kroku, aby jako pierwsza przemówić do Heraklesa, i rzekła:
366— Widzę, Heraklesie, że wahasz się, jaką drogę masz wybrać w życiu. Jeżeli pójdziesz za moją radą, powiodę cię najprzyjemniejszą i najłatwiejszą drogą; nie będzie rozkoszy, której byś nie zakosztował, a przykrości nie odczujesz żadnej w całym swym życiu. Nie będziesz się nękał ani wojnami, ani jakimkolwiek trudem, bo swoim zwolennikom niosę przyjemności bez pracy.
367Usłyszawszy taką mowę, Herakles zapytał:
368— Jak ci na imię, niewiasto?
369— Przyjaciele moi zwą mnie Szczęściem, wrogowie zaś nazywają mnie Nikczemnością.
370Teraz do Heraklesa podeszła druga kobieta i tak przemówiła:
371— I ja do ciebie przychodzę, Heraklesie, wiedząc, kim są twoi rodzice, i poznawszy w czasie twej nauki twoje zdolności. Dlatego też mam nadzieję, że gdybyś zechciał mnie słuchać, zdziałałbyś w życiu wiele rzeczy pięknych i dobrych. Nie będę cię łudziła nadzieją rozkoszy, lecz szczerze przedstawię ci, jak bogowie urządzili świat i jaki jest rzeczywisty stan spraw ludzkich. Oto bogowie nie dali ludziom żadnej dobrej i pięknej rzeczy bez znoju[104] i usilnego starania. Musisz pracować, hartować ciało i wytężać umysł, lecz za to znajdziesz zadowolenie w samym sobie, będziesz pożyteczny dla ludzkości, doczekasz się uznania u bogów, a poczciwej sławy u ludzi.
372Tu przerwała jej Nikczemność:
373— Czy widzisz, Heraklesie, jaką żmudną i daleką drogę wskazuje ci ta kobieta, kiedy ja chcę cię powieść przyjemną i krótką do szczęśliwości?
374Herakles nie wahał się długo. Nie słuchając dalszych słów obłudnej Nikczemności, odwrócił od niej oczy i poszedł prostą a zaszczytną drogą, którą mu wskazała Cnota — nią bowiem była ta druga, skromna kobieta.
Pierwsze czyny Heraklesa
375Rozpoczął więc Herakles swój bohaterski żywot, obfity w czyny, które stały się najwyższym dobrodziejstwem dla ludzkości. Helladę szpeciło w owych czasach mnóstwo bagien, moczarów, nieprzebytych borów, a żyły w nich potwory czyhające na zgubę ludzką. Było też w Grecji pełno rozbójników, znęcających się w okrutny sposób nad wędrowcem, którego droga zawiodła w pobliże ich siedliska. Herakles postanowił oswobodzić ludzkość od trapiących ją podobnych wrogów, czy to w postaci człowieczej, czy zwierzęcej. Straszną zaś broń, maczugę, sporządził sobie z dzikiego drzewa oliwnego, wyrwanego razem z korzeniem z ziemi.
376Pierwszego bohaterskiego czynu dokonał Herakles, licząc lat osiemnaście: zabił lwa, który napadał na trzody królewskie. Pokonawszy zwierzę, zdarł z niego skórę i zawiesił ją na plecach, zaś związane na piersiach łapy przytrzymywały skórę.
377Wkrótce potem pośpieszył z pomocą rodzinnemu miastu, najniesłuszniej w świecie krzywdzonemu przez sąsiadów. Mimo trudnych warunków, zebrawszy zaledwie drobną garstkę wojowników, pobił nieprzyjaciół na głowę, a nawet zajął i spalił ich miasto. Sława tej bohaterskiej wyprawy rozbrzmiała po całej Helladzie; sami bogowie wyrazili podziw dla Heraklesa i obdarzyli go hojnie: Atena dała mu pancerz, Apollo strzały, Hefajstos złoty kołczan, Hermes miecz.
378Niewiele też upłynęło czasu, a bogowie olimpijscy wezwali Heraklesa na pomoc w wojnie z gigantami, o czym już napisaliśmy na początku tej książki.
379Eurysteusz, który tymczasem objął rządy w Mykenach, powołał przed siebie Heraklesa. Opierając się na owej nieszczęsnej przysiędze Zeusa, o której powyżej wspomnieliśmy, zażądał od niego, aby mu się zupełnie oddał w służbę. Gdy sam Zeus polecił Heraklesowi usłuchać tego rozkazu, bohater nie posiadał się z żalu i wpadł w głęboką zadumę, którą Hera, jego nieprzyjaciółka, zamieniła w szaleństwo. Wyrocznia delficka, do której się następnie udał, złagodziła jego los o tyle, że bezwzględną służbę u Eurysteusza zamieniła na obowiązek wykonania dziesięciu prac, które mu ten jego król i pan poleci. Herakles podjął się tego i dokonał takich prac, o jakich nikt przedtem nie śmiał nawet pomyśleć.
Pierwsza praca. Lew nemejski
380Niesłychanej wielkości lew od dłuższego już czasu pustoszył okolice świątyni Zeusa w Nemei. Dopiero po długiej wędrówce Heraklesowi udało się go spotkać, szukał go zaś, bo Eurysteusz polecił mu zabicie potwora. Próbował przeszyć go strzałą, lecz przekonał się, że strzały nie ranią jego ciała. Po trzecim strzale lew zobaczył przeciwnika, który dotychczas ukrywał się przed jego wzrokiem. Nasrożył spojrzenie, najeżył grzywę i skurczył grzbiet, gotując się do skoku. Już podniósł się z ziemi, już się rzucił, gdy Herakles maczugą uderzył go w kark. Lew upadł na ziemię i znów powstał, chwiejąc się na nogach. Tymczasem bohater zaszedł go z tyłu, uchwycił za szyję obiema rękami, ścisnął i udusił. Chciał zedrzeć skórę z pokonanego zwierza, lecz nie mógł tego dokonać nożem, wykonał ten zamiar dopiero za pomocą jego własnych pazurów. Odtąd skóra lwa nemejskiego służyła mu za odzież. Gdy zjawił się w niej przed Eurysteuszem, król Myken przeraził się tak bardzo, że ze strachu wlazł do ogromnej beczki z brązu. Odtąd Eurysteusz już nigdy nie widywał się z bohaterem osobiście, lecz porozumiewał się z nim i przekazywał mu swe zlecenia za pośrednictwem jednego ze swych krewnych.
Druga praca. Hydra lernejska
381Na moczarach lernejskich[105] w Argolidzie[106] mieszkała Hydra, straszny wąż czy też smok, potwór o dziewięciu łbach, z których jeden był nieśmiertelny. Herakles wyprawił się z polecenia Eurysteusza na potwora lernejskiego, odszukał jego kryjówkę i puszczał do wnętrza jaskini strzałę za strzałą, aż zmusił go do opuszczenia jej. Teraz zaczął mu odcinać głowy; lecz gdy jedną odciął, w miejscu ściętej wyrastały natychmiast dwie nowe. Herakles, zdumiony tym niespodziewanym zjawiskiem, które udaremniało wszelkie jego usiłowania, właśnie przemyśliwał nad tym, co dalej począć, gdy nagle zjawił się w dodatku olbrzymi rak i zaczął ranić mu nogi. Herakles zdeptał raka, a przeciw wężowi użył pomocy towarzysza, którego sobie dobrał do tej pracy. Ten stanął obok Heraklesa i trzymał w ręku rozpalone głownie; ilekroć spadł jeden z łbów potwora, wypalał natychmiast ranę, tak że nie odrastał już nowy łeb. Gdy pozostała już tylko ostatnia, nieśmiertelna głowa, Herakles uciął ją tak jak tamte i przywalił olbrzymią skałą. Potem, rozrąbawszy cielsko Hydry, pomazał jadowitą krwią potwora swe strzały, tak że odtąd rany nimi zadane były nieuleczalne.
Trzecia praca. Łania kerynejska
382W Górach Kerynejskich[107] w Achai[108] miała Artemida ulubioną łanię, o złotych rogach, a nogach z brązu. Łanię tę zapragnął Eurysteusz zobaczyć żywą. Była ona bardzo zwinna i po całym świecie uciekała przed ścigającym ją Heraklesem. Przez rok cały Herakles na próżno tropił jej ślady, aż przewędrowawszy mnóstwo krajów, znalazł się z powrotem w Achai, skąd wyszedł. Teraz dopiero udało się bohaterowi przestrzelić nogę zwierzęcia. W ten sposób zdołał ją pochwycić i zanieść do Myken. W drodze spotkali go Apollo i Artemida, która uniesiona gniewem, chciała mu odebrać zdobycz. Uspokoiła się wreszcie, gdy Herakles przypomniał jej, że tak uciążliwą wyprawę podjął tylko z woli Eurysteusza, której sami bogowie kazali mu słuchać.
Czwarta praca. Dzik erymantejski
383W Arkadii, na górze Erymantos, przebywał ogromny dzik, będący postrachem całej okolicy. Tropiąc go, zaszedł Herakles do groty gościnnego centaura. Zajadał on właśnie surowe mięso, Heraklesowi zaś zastawił pieczeń. Gdy Herakles zjadł i zażądał wina, centaur oświadczył mu, że ma wprawdzie beczkę starego, wytrawnego wina, lecz nie jest ono jego wyłączną własnością i należy także do innych centaurów. Herakles nalegał jednak, więc centaur wytoczył beczkę i otworzył. W tej chwili centaurowie poczuli zapach wina i zeszli się ze wszech stron, grożąc mu i nacierając na niego, lecz Herakles powalił ich wszystkich strzałami. Ku swemu niezmiernemu żalowi zranił jednak mimo woli także centaura Chirona, który był niegdyś jego nauczycielem. Spomiędzy wszystkich centaurów jedynie Chiron był nieśmiertelny; zatruta strzała sprawiała mu okropne męki, przywoływał śmierć, aby je zakończyła, a nie mógł się jej doczekać. Wtedy Herakles przyrzekł mu, że przyśle mu boga śmierci, wybawcę od wszystkich męczarni. Inni centaurowie zginęli wszyscy, a między nimi i ten, który tak gościnnie przyjął Heraklesa; nie został raniony przez bohatera, zadrasnął się przypadkiem jadowitą strzałą, którą wyciągnął jednemu z rannych.
384Po tej przygodzie Herakles przybył do lasu, w którym znajdował się dzik erymantejski. Wymyślił na niego osobliwy sposób: mając bardzo donośny głos, krzyczał ze wszystkich sił i straszył tym dzika, który nieustannie przed nim uciekał. Właśnie tego życzył sobie Herakles. Pędził go w stronę, gdzie leżało bardzo dużo śniegu, a to przeszkodziło zwierzęciu w dalszej ucieczce. Herakles dopadł go teraz z łatwością, związał mu nogi silnymi powrozami i zaniósł go żywcem do Eurysteusza.
Piąta praca. Stajnie Augiasza
385W owych czasach nawet dla króla nie było poniżeniem czy hańbą zajmować się czynnościami, jakie później uważano za ujmę dla wyższego stanowiska. Zwłaszcza wszelkie zajęcia wchodzące w zakres rolnictwa i pasterstwa nie miały w sobie nic upokarzającego. Pojmiemy więc, że Herakles bez ujmy dla swej czci mógł się podjąć zadania, jakie Eurysteusz mu nakazał.
386Żył wtedy król, imieniem Augiasz, posiadający trzy tysiące sztuk bydła i koni. Budynki, w których trzymał te stada, nie były sprzątane od trzydziestu lat. Herakles z rozkazu Eurysteusza miał sam dokonać tej pracy. Zjawił się więc przed Augiaszem i ofiarował się, że wyczyści mu stajnie. Król, wielce ucieszony, obiecał mu za tę czynność dziesiątą część swoich stad. Do olbrzymiej pracy Herakles zabrał się bardzo zręcznie. Rzekę, która płynęła opodal, wprowadził do stajni z jednej strony, a z przeciwnej wpuścił ją znowu we właściwe łożysko. Fale rzeczne wpadły z wielką siłą do stajni i w jednym dniu dokonały całej pracy. Augiasz wzbraniał się jednak dotrzymać obietnicy, a Herakles, mszcząc się za tę krzywdę, zabił niewdzięcznika.
Szósta praca. Ptaki stymfalijskie
387W Arkadii, na Jeziorze Stymfalijskim, w miejscu zupełnie niedostępnym, chował się osobliwy rodzaj ptaków. Miały żelazne pazury i żelazne dzioby, którymi przebijały nawet najgrubszą skórę, a okryte były żelaznymi piórami, które mogły wyrzucać w dal jak strzały. Ptaki stymfalijskie były istną plagą całej okolicy, co dzień padały ich ofiarą zwierzęta i ludzie. Gdy Herakles przybył nad Jezioro Stymfalijskie, otoczyło go ze wszech stron groźne ptactwo, tak że nie wiedział, co począć. Wtem ktoś lekko dotknął jego ramienia. Obejrzał się i zobaczył olbrzymią postać Ateny, która dała mu parę ogromnych grzechotek z brązu. Z tymi grzechotkami w ręku Herakles stanął na wzgórzu i uderzając jedną o drugą, sprawił tak straszliwy hałas, że wypłoszone ptaki poczęły wzlatywać. Teraz napiął łuk i zabił wiele ptaków strzałami, reszta uleciała gdzieś za siódmą górę i nie powróciła już nigdy.
Siódma praca. Byk kreteński
388Władca Krety Minos oświadczył raz Posejdonowi, że nie posiada godnej go ofiary, i przyrzekł, iż spali na ołtarzu boga pierwsze stworzenie, które wyjdzie z morza na ląd. Wkrótce z fal morskich wyszedł prześliczny byk niezwykłej wielkości. Ujrzawszy go, Minos wolał cudowne zwierzę włączyć swoich trzód, a Posejdonowi ofiarował na jego miejsce inną sztukę bydła. Posejdon, słusznie obrażony i rozgniewany, zesłał na byka taki szał, że stał się postrachem całej wyspy; biegał po niej rozwścieklony, czyniąc wokół wielkie spustoszenie. Herakles chwycił go żywcem, poskromił zupełnie, usiadł nawet na jego grzbiecie i przyjechał tak aż do Myken, do Eurysteusza, gdzie puścił go na wolność.
Ósma praca. Konie Diomedesa
389Król Diomedes posiadał ziejące ogniem konie, które karmił mięsem ludzkim, a mianowicie każdego cudzoziemca, który przybył do jego kraju, przeznaczał na strawę ulubionym rumakom. Herakles ukarał bezbożnika, urągającego świętym prawom gościnności, taką samą śmiercią, jaką on zadawał obcym przybyszom, a konie zaprowadził do Myken. Jeszcze w późniejszych wiekach chowały się tam konie pochodzące od tych Diomedesowych; sławny rumak Aleksandra Wielkiego[109], Bucefał, należał do ich rodu.
390Załatwiwszy się z końmi Diomedesa, Herakles przyłączył się do wyprawy Argonautów, o czym będzie mowa później.
Dziewiąta praca. Pas Hipolity, królowej Amazonek
391W Azji Mniejszej[110] mieszkały Amazonki, osobliwe plemię kobiet, którego jedynym zajęciem była wojna. Podejmowały wyprawy wojenne nawet w dalekie kraje, a wszędzie znane były z nieustraszonej odwagi. Ich królowa, Hipolita, posiadała przecudnej roboty pas, dzieło Hefajstosa. Gdy córka Eurysteusza zażądała tego pasa, Herakles musiał wyprawić się z wojskiem przeciw Amazonkom, ale ich królowa, szanując go jako wielkiego bohatera, oświadczyła, że gotowa jest oddać pas. Wtedy Hera, niezadowolona z pokojowego załatwienia sprawy, przybrała postać Amazonki i rozpowszechniała wieść, jakoby Herakles miał zamiar porwać Hipolitę i zawieść ją do swej ojczyzny. Amazonki zawrzały gniewem i rozpoczęły walkę, która jednak zakończyła się ich porażką, Herakles zaś powrócił szczęśliwie do domu z pasem ich królowej.
Dziesiąta praca. Trzody Geriona
392Gerion, olbrzym o trzech głowach, trzech ciałach, sześciu rękach i sześciu nogach, mieszkał na najdalszym Zachodzie, na ostatecznych krańcach ziemi. Posiadał najliczniejsze trzody na świecie, które Herakles miał przyprowadzić Eurysteszowi. W tym celu bohater wybrał się z wojskiem i zaszedł aż tam, gdzie dzisiaj znajduje się Cieśnina Gibraltarska, a wtedy łączyły się przesmykiem Europa z Afryką. Herakles rozdarł przesmyk i w taki sposób rozdzielił obie części świata, tak że odtąd Morze Śródziemne łączy się z Oceanem Atlantyckim. Na pamiątkę tego czynu ustawił tam na dwóch przeciwnych wybrzeżach skały, które starożytni nazwali „Słupami Herkulesa” i uważali za krańce świata. Wreszcie Herakles dotarł do celu wyprawy, zabił olbrzyma pilnującego trzód królewskich i dwugłowego psa, który mu w tym pomagał. Walczył też Herakles dzielnie z samym królem Gerionem i jego wojskiem. Herę, która przybyła królowi na pomoc, zranił, tak że czym prędzej powróciła na Olimp; Geriona przebił strzałą w okolicy żołądka, tam gdzie zrastały się jego trzy ciała. Zawładnąwszy nareszcie trzodami, pędził je przez wiele krain, aż dotarł do Myken.
*
393Herakles wykonał szczęśliwie dziesięć prac, które nałożyła na niego wyrocznia, wyszedł zwycięsko z największych niebezpieczeństw. Daremnie, wymyślając coraz nowe zadania, spodziewał się niecny król Myken, że Herakles nie wróci żywy, że raz wreszcie zginie krewniak, którego tak bardzo nienawidził. Zawiódłszy się w swej nadziei, nędznik chwycił się innego sposobu. Tłumacząc więc Heraklesowi, że oczyszczenie stajni Augiasza, jako wykonane za zapłatę, i wypłoszenie ptaków stymfalijskich, doprowadzone do skutku z pomocą bogini Ateny, nie mogą być zaliczone do dziesięciu prac, których Herakles się podjął, wysłał bohatera na dwie nowe wyprawy, jeszcze niebezpieczniejsze i trudniejsze niż poprzednie.
Jedenasta praca. Złote jabłka Hesperyd
394Zaślubiny Zeusa z Herą uczcili wszyscy bogowie darami. Darem Gai było rozłożyste drzewo, rodzące złote jabłka, które wyrosło na zachodnich krańcach świata. Cudownego drzewa strzegły cztery dziewice, Hesperydy, i nigdy niezasypiający smok o stu głowach, z których bez przerwy wydobywał się przeraźliwy syk. Po te jabłka musiał się wyprawić Herakles.
395Nikt nie znał drogi do miejsca, w którym przebywały Hesperydy. Błąkając się więc to tu, to tam, Herakles korzystał z każdej sposobności, jaka się nadarzyła, i dokonał wielu bohaterskich czynów. I tak zaszedł aż do gór Kaukaz i zobaczył tam przykutego do skały Prometeusza, spędzającego dni w męczarniach, zadawanych mu przez nigdy nienasyconego sępa. Herakles, zdjęty litością, przeszył strzałą krwiożerczego ptaka, a Prometeusza uwolnił od oków[111]. Ponieważ zaś według przysięgi Zeusa męczarnie Prometeusza miały się skończyć tylko w takim przypadku, gdyby ktoś dobrowolnie poniósł za niego śmierć, trzeba więc było teraz czekać, aż znajdzie się ktoś, kto by chciał złożyć w ofierze swoje życie. Któż zaś mógł bardziej pożądać śmierci, jak centaur Chiron, który zraniony zatrutą strzałą, skazany był z powodu swej nieśmiertelności na wieczyste męki. Jemu uśmiechała się śmierć, bo uważał ją za wybawienie, z rozkoszą więc poświęcił się za Prometeusza i tak dokonał oswobodzenia szlachetnego dobroczyńcy ludzkości.
396Od Prometeusza Herakles dowiedział się o dalszej drodze, Powędrował więc do olbrzyma Atlasa, który podtrzymywał na swych barkach całe sklepienie niebios. Atlas oświadczył Heraklesowi, że sam przyniesie mu żądane jabłka, jeżeli za niego tymczasem potrzyma firmament[112]. Bohater zastąpił Atlasa, a ten, rad, że się pozbył niewygodnego brzemienia, pobiegł do ogrodu Hesperyd. Uśpił smoka, uprosił Hesperydy i zerwał kilka jabłek. Ale gdy zakosztował błogiej swobody, nie chciało mu się już powracać do pełnionego od tylu wieków ciężkiego obowiązku, dość miał już dźwigania nieba. Wtedy Herakles rzekł do niego:
397— Cóż czynić? Chętnie będę dalej trzymał sklepienie niebieskie na barkach, lecz nie znając się na rzeczy, wziąłem je jakoś bardzo niewygodnie na grzbiet. Weź je, proszę, jeszcze tylko na chwilkę i pokaż mi, jak mam je trzymać!
398Głupi Atlas rzucił jabłka na ziemię i wziął z powrotem na plecy firmament, a Herakles, nie w ciemię bity, porwał owoce i pomknął z nimi czym prędzej. Zaniósł je Eurysteuszowi, lecz ten, niezadowolony, że nadzieja zgubienia Heraklesa znowu go zawiodła, oddał mu je z powrotem. Herakles ofiarował je Atenie, ona zaś zwróciła je Hesperydom.
Dwunasta praca. Wyprawa po Cerbera
399Dotychczasowe prace Heraklesa odbywały się wszystkie na ziemi. Jako dwunastą i ostatnią wymyślił Eurysteusz coś zupełnie niebywałego i, jak sądził, niemożliwego do wykonania. Zażądał od oddanego swej służbie bohatera, żeby się udał do podziemia, do strasznego Hadesu, dokąd żaden żywy człowiek jeszcze nie dotarł, i przywiódł stamtąd na powierzchnię ziemi, przed jego oblicze, groźnego potwora piekielnego — Cerbera.
400Udał się więc Herakles do podziemia i zaszedł do państwa Hadesa. Zmusił Charona, aby go przewiózł przez rzekę, a cienie zmarłych, zdumione niezwykłym widokiem żywego człowieka, pierzchały w przerażeniu na wszystkie strony. Doszedłszy nareszcie do samego Hadesa, który mu wzbraniał dalszej wędrówki po swym królestwie, strzałą zranił go w ramię. Bóg, zdumiony i przejęty bólem, pozwolił mu zabrać Cerbera, jeśli tylko dokona tego bez żadnej broni. Herakles, zobaczywszy strasznego potwora, niewylękniony ani jadem toczącym się ze smoczych paszcz, ani widokiem węży na jego sierści, ani ciągłym ujadaniem, sykiem, wyciem i rzucaniem się piekielnego stróża, ujął go prawicą za nogi, a lewicą, jakby w kleszcze żelazne, schwycił go za szyję. Tak wyniósł go na światło dzienne, gdzie Cerber, czując obcy dla siebie świat, zaczął żałośnie skomleć i warczeć i jeszcze rozpaczliwiej wyrywał się na wolność. Teraz Herakles założył na jeńca ciężkie kajdany i zaszedł z nim aż do Eurysteusza, który na tak straszny widok zadrżał jak liść osiki i odwrócił oczy. Wykazawszy się dowodem, że spełnił zlecenie, bohater zwolnił kolana, którymi ściskał Cerbera, a ten jednym susem uwolnił się i warcząc i poszczekując, bez tchu popędził do swych ukochanych piekieł.
401Na tej dwunastej pracy skończyła się służba największego bohatera u władcy Myken. Herakles nie ustawał jednak w obranym zawodzie i śpieszył do dalszych wielkich i szlachetnych czynów.
Admet i Alkestis
402Król tesalski, imieniem Admet, szlachetnością charakteru zyskał szczególne względy u Apollina. Gdy więc zbliżała się chwila, w której przeznaczone było Admetowi zejść ze świata, Apollo wymógł na nieubłaganych Mojrach, że oszczędzą Admeta, jeżeli tylko ktoś inny zechce zająć jego miejsce i podejmie się umrzeć za niego. Admet zasmucił się, że tak młodo przychodzi mu żegnać się z życiem, i obchodził wszystkich starszych przyjaciół i znajomych, prosząc, aby się któryś poświęcił za niego, lecz nikt nie chciał go zastąpić. Nawet jego rodzice, staruszkowie, już ledwie trzymający się na nogach i trapieni licznymi dolegliwościami, nie chcieli poświęcić tego życia, które przecież zdawało się tylko ciężarem. Znalazł się wreszcie ktoś, co bez wahania rad poświęcił swój młody żywot dla wybawienia Admeta.
403Otóż Alkestis[113], jego żona, kobieta słynąca z piękności i cnoty, oświadczyła, że gotowa jest w miejsce króla pójść do krainy cieni.
404— Posłuchaj, Admecie — rzekła — czego dusza moja pragnie. Twoje życie, dobrego króla, dobrego ojca, warte dużo więcej od mojego. Najdroższe ono zwłaszcza dla mnie, dlatego chętnie teraz umrę, chociaż śmierć mi jeszcze nie grozi, chociaż jakiś inny król mógłby zostać moim małżonkiem. Umrę, bo nie chcę żyć bez ciebie i patrzeć na osierocone dziatki. Twemu ojcu i matce nie przyniesie to chluby, że wzbraniali się poświęcić resztki nędznego żywota dla swego jedynaka. Matka, Dziecko, Sierota, WdowiecLecz skoro taka jest wola bogów, o jedno tylko cię błagam: żyj sam dla naszych dzieci, nie dawaj im macochy, bo o macochach mówią, jakoby smok bywał od nich łagodniejszy.
405Admet wzdrygnął się na te słowa i nie chciał nic wiedzieć o tak niebywałym poświęceniu. Ale daremnie przekonywał, daremnie prosił, Alkestis stanowczo oświadczyła, że wykona swój zamiar i nic nie zdoła zmienić jej woli. Musiał więc król zgodzić się na wspaniałomyślną ofiarę żony i zalewając się łzami, przysiągł jej, że nie weźmie drugiej małżonki. Alkestis umarła.
406Właśnie w tym czasie, gdy dobrowolna śmierć królowej pogrążyła pałac Admeta w głębokim smutku, przybył Herakles, od dawna dobry znajomy króla, nic nie wiedząc o tym, co zaszło. Admet, w żałobnej odzieży, wyszedł mu naprzeciw i nie chcąc zasmucić gościa, oświadczył, że umarła mu jakaś daleka krewna. Uspokojony Herakles poszedł więc do pokojów gościnnych i zasiadł do pełnego dzbana i do obfitej uczty. Lecz i tu uderzył go znowu dziwny smutek sług, od nich też dowiedział się całej prawdy.
407Zapytał, gdzie pochowano Alkestis. Udał się natychmiast do grobowca i czekał tam na boga śmierci, który miał przybyć po przygotowaną dla niego ofiarę. Kiedy się zjawił, Herakles pokonał go i wyprowadził z grobowca na świat milczącą, bladą królową. Inne podanie opowiada, że Herakles po raz drugi poszedł do piekieł i wykradł stamtąd Alkestis. Prowadząc Alkestis, z głową zakrytą grubym, czarnym welonem, przybył z powrotem do pałacu królewskiego. Admet, któremu nieznana postać wzrostem i chodem przypominała dopiero co utraconą małżonkę, na ten widok uczuł srogi ból w sercu i łkając, ocierał obficie płynące łzy.
408— Przyjacielu — odezwał się Herakles — zobacz, kogo ci przywiodłem, i połóż kres swemu żalowi!
409To mówiąc, zdjął zasłonę z oblicza Alkestis. Admet w pierwszej chwili osłupiał z zdumienia i radości, potem słaniając się z nadmiaru uczucia, niepewny, czy to duch i złudzenie, czy rzeczywista Alkestis, pochwycił w ramiona drogą małżonkę.
410Wesele zajęło miejsce czarnej żałoby i szczęście oświecało znowu jasnymi promieniami gród królewski. Tak cudownie odpłacił się Herakles za doznaną u przyjaciela gościnność.
Herakles niewolnikiem królowej Omfale
411Porwany chwilowym szałem, nieświadomy Herakles zabił swego przyjaciela, królewicza Ifitosa. Wkrótce jednak poczuł gorzkie wyrzuty sumienia i udał się do wyroczni o radę, jak odpokutować za swój czyn. Wyrocznia nakazała mu, żeby dał się sprzedać na trzy lata jako niewolnik, a otrzymanymi pieniędzmi wynagrodził ojca Ifitosa; grzywna uchodziła wtedy za odpowiednią karę za zabójstwo. Spełniając polecenie wyroczni, Herakles udał się na targ i wmieszał się w tłum wystawionych na sprzedaż niewolników. Tu kupiła go lidyjska[114] królowa Omfale. I w tej służbie wyprawił się Herakles zrazu na niebezpieczne przygody i złożył wiele dowodów bohaterskiego ducha, aż później wskutek zrządzenia Hery zniewieściał najzupełniej. On, dotąd najdzielniejszy ze wszystkich bohaterów, teraz, odziany w szaty kobiece, zasiadał do stołu z niewolnicami królowej, za krosnami albo przy kołowrotku, i tkając lub przędąc, opowiadał dzieje swego żywota, najgorliwiej dbając o to, żeby na czas uporać się z wyznaczoną robotą, trzęsąc się ze strachu, aby królowa nie ganiła go za niedbalstwo. Dopiero kiedy minęły trzy lata niewoli, przywdział jak dawniej lwią skórę i wyruszył w świat na nowe przygody.
Koniec Heraklesa
412Wkrótce potem Herakles ożenił się z królewną Dejanirą. Ojciec Dejaniry był niemałym w kłopocie, gdy oświadczyli się o nią równocześnie bóg pobliskiej rzeki i Herakles. Walka obu rywali miała rozstrzygnąć, czyją będzie żoną Dejanira. Odbyła się więc straszna i niezwykła walka pomiędzy zaciętymi przeciwnikami. Bóg rzeki zmieniał kilkakrotnie swą postać, stawał się to smokiem, to bykiem, aż wreszcie Herakles powalił go na ziemię i złamał mu róg. Wtedy dopiero musiał przyznać się do przegranej, a Herakles otrzymał rękę Dejaniry. Urodził im się synek, nazwany Hyllos.
413Po pewnym czasie młode małżeństwo postanowiło opuścić rodzinne strony Dejaniry. W podróży przybyli na brzeg rzeki, przez którą mieszkający tam centaur Nessos za zapłatą przenosił przybywających ludzi. On też miał teraz przenieść Dejanirę, Herakles zaś przejść w bród przez rzekę. Zaledwie bohater stanął na przeciwnym brzegu, gdy przeraził go rozpaczliwy krzyk małżonki. Obejrzał się i zobaczył, jak Nessos, zamiast podążyć wprost do brzegu, uprowadza Dejanirę w zupełnie innym kierunku. Herakles chwycił za łuk i wypuścił w pierś zdrajcy jedną ze swych zatrutych strzał. Umierając, centaur umyślił zemścić się. Polecił Dejanirze, aby nabrała do naczynia jego krwi, sączącej się z rany, i zapewnił ją, że to cudowny środek, którym powinna natrzeć szatę Heraklesa, gdyby kiedyś ostygł w miłości do niej, a natychmiast odzyska serce małżonka.
414Po wielu latach przebytych wśród dalszych walk i bohaterskich czynów Herakles zajął stolicę pewnego króla, o którego córkę na próżno starał się przed tym, nim jeszcze ożenił się z Dejanirą. Stąd powstała niedorzeczna pogłoska, jakoby Herakles miał zamiar odepchnąć Dejanirę, a ożenić się z wziętą do niewoli królewną. Gdy wieść ta doszła do uszu Dejaniry, uwierzyła jej niestety łatwowierna; pośpieszyła do swej komnaty, wyjęła naczynie z jadowitą krwią i pomazała nią wewnętrzną stronę ślicznej szaty, którą utkała dla męża.
415Herakles składał właśnie ofiarę dziękczynną za odniesione zwycięstwo, gdy uradowany ujrzał przysłaną mu szatę, piękne dzieło rąk ukochanej żony; wdział ją czym prędzej, aby tym bardziej uroczyście dokonać ofiary. Wtem straszliwy ogień zaczął palić jego członki. Daremnie usiłował zedrzeć szatę, wpijała się coraz mocniej w ciało, a żrący żar coraz głębiej sięgał do wnętrza. Krzycząc, wyjąc z bólu, porwał, szalony, posłańca, który mu przyniósł nieszczęsną szatę, i zdruzgotał go o skałę. Gdy wieść o strasznych mękach Heraklesa doszła do Dejaniry, z rozpaczy przebiła się mieczem.
416Najstarszy syn Heraklesa i Dejaniry, Hyllos, był smutnym świadkiem, jak ginął jego ojciec. Herakles polecił mu i obecnym przy nim przyjaciołom, aby ułożyli stos i spalili go na nim żywcem. Uczynili wprawdzie zadość woli bohatera, wznieśli stos, ale nikt nie chciał go podpalić, aż wreszcie uczynił to jakiś obcy przechodzień, za co Herakles obdarzył go swym łukiem i zatrutymi strzałami.
417Tak skończył się ziemski żywot Heraklesa. Na płonący stos opuściły się chmury i zakryły go zupełnie. Gdy zaś burza z piorunami i błyskawicami minęła, a świadkowie ostatnich chwil bohatera chcieli zebrać jego szczątki, nic nie znaleźli. Zdumieni cudem, natychmiast uczcili ofiarą pamięć półboga.
418Syn Zeusa przyjęty został na Olimp, na co zasłużył życiem pełnym trudów i poświęceń dla ludzkości. Atena wprowadziła go do zgromadzenia bogów olimpijskich. Nawet Hera, dotąd nieubłagana jego przeciwniczka, pojednała się z nim i oddała mu za żonę swą ulubioną córkę, boginię Hebe.
419Sztuka przedstawiała Heraklesa bardzo często, a to w dziecięcym, młodzieńczym i męskim wieku. Jako dojrzały mężczyzna ma on w dziełach sztuki poważne rysy, małą głowę, krótką, gęstą brodę, szeroką pierś, krótki, gruby kark, silne muskuły; obok niego znajdują się maczuga, łuk, lwia skóra.
420Herakles Farnezyjski, znajdujący się dzisiaj w Muzeum Narodowym w Neapolu (ryc. 42), najbardziej znany ze wszystkich jego posągów, które ze starożytności dotrwały do naszych czasów, jest naśladowaniem oryginału słynnego rzeźbiarza Lizypa[115], współczesnego Aleksandrowi Wielkiemu.
421Dwanaście prac Heraklesowych przedstawiały metopy świątyni Zeusowej w Olimpii, których znaczną część wydobyto spod gruzów w naszych czasach.
422Ryc. 41, malowidło ścienne w Pompejach, przedstawia następującą sytuację: Herakles (poznać go po lwiej skórze, maczudze i kołczanie) z żoną i dzieckiem przybyli dopiero co na brzeg rzeki. Dejanira, jako młoda mężatka z welonem na głowie, stoi na powozie, na ręku Heraklesa maleńki Hyllos bawi się jabłkiem. Centaur, o uszach satyra (rzecz niezwykła, może, aby wskazać na jego niestałość), żywo gestykulując, namawia bohatera, aby mu powierzył Dejanirę do przeniesienia przez rzekę. Herakles spogląda na niego ponuro z niedowierzaniem.
47. Dedal i Ikar
423Ateńczyk Dedal był nie tylko sławnym budowniczym, lecz także znakomitym rzeźbiarzem; te dwie sztuki bowiem, architekturę i rzeźbę, z których każdej z osobna poświęcają się dzisiejsi artyści, za dawnych czasów zazwyczaj łączono. Przecież Fidiasz, o którego rzeźbach niejednokrotnie wspominaliśmy, słynął także jako architekt.
424Zbrodnia, UcieczkaDedal wykształcił wielu uczniów. Jeden z nich, jego siostrzeniec, okazywał tak niezwykłe zdolności, że Dedal, obawiając się, iż gotów go wkrótce prześcignąć sławą, poszedł z nim raz na wierzchołek góry i strącił go w przepaść. Gdy zbrodnia wyszła na jaw, Dedal w towarzystwie swego syna Ikara umknął z Aten i udał się na Kretę.
425LabiryntNa Krecie panował wówczas król Minos, monarcha[116] pełen cnót i bardzo troskliwy o dobro swych poddanych. Ku niezmiernemu żalowi Minosa pojawił się wtedy na wyspie Minotaur, potwór w postaci człowieka o byczym łbie, i pożerał każdego, kogo tylko spotkał. Nikt nie zdołał go pokonać, myślano więc tylko o tym, jak go uczynić mniej szkodliwym. Otóż Dedal, przybywszy na Kretę, zbudował Labirynt, olbrzymi gmach o nieskończonej ilości korytarzy i krużganków, tak poplątanych, że z wyjątkiem samego mistrza, kto wszedł raz, nigdy nie mógł się z niego wydostać. Do tego to gmachu zapędzono Minotaura.
426Ucieczka, Niebo, UpadekPo wybudowaniu Labiryntu Dedal chciał przenieść się z Krety gdzieś indziej, lecz Minos nie chciał puścić od siebie znakomitego artysty. Wówczas Dedal postanowił uciec z Krety niezwykłą drogą. Sporządził sobie i synowi skrzydła z piór spojonych woskiem, aby za pomocą nich unieść się w powietrze. Przed wzlotem napominał Ikara, aby nie zbliżał się zbytnio do słońca, gdyż wosk, który łączy pióra skrzydeł, może się łatwo stopić. Wzlecieli ku niebiosom. Ojciec trzymał się blisko ziemi, lecz Ikar, nie mogąc się nacieszyć swobodnym bujaniem, wzniósł się zanadto w górę. Wówczas ciepło słoneczne stopiło wosk, a nieroztropny chłopiec wpadł w morze, które po nim nazwano Morzem Ikaryjskim.
427Ryc. 43, płaskorzeźba, znajdująca się dziś w willi Albani w Rzymie, przedstawia Dedala kończącego skrzydła dla siebie; Ikar z przypiętymi już skrzydłami stoi obok niego.
48. Tezeusz
Młodość i pierwsze czyny Tezeusza
428Tezeusz, największy bohater mityczny ziemi attyckiej, był synem króla ateńskiego Egeusza[117]. Egeusz, bawiąc gdzieś na obczyźnie, ożenił się z córką królewską; potem powrócił wprawdzie do Aten, lecz sam, bez żony i syna, bo z ważnych powodów musiał ukrywać przed światem ich istnienie. Żegnając się z małżonką, Egeusz złożył pod bardzo ciężkim głazem parę sandałów i swój miecz i polecił królowej, ażeby syn dopiero wówczas przybył do ojca, do Aten, gdy własnymi siłami wydobędzie spod głazu sandały i miecz, po których ojciec go pozna.
429Kiedy Tezeusz dorósł, matka zaprowadziła go do głazu, a młodzieniec dźwignął go z łatwością, wyjął spod niego sandały i włożył je na nogi, wyjął miecz i przypasał go do boku. Dziadek, ojciec matki, poradził mu, aby ze względu na bardzo niebezpieczną drogę lądem wybrał się do Aten morzem.
430Lecz Tezeusz od dawna marzył o wielkich czynach. Herakles był jego krewnym, Heraklesa też obrał sobie jako wzór w życiu, gorąco pragnął wstępować w jego ślady. Przed laty, kiedy Tezeusz liczył zaledwie siedem lat, pewnego dnia Herakles przybył do jego dziadka. Gdy zasiedli do uczty, sławny bohater złożył lwią skórę, a wszyscy chłopcy bawiący się na sali uciekli ze strachu. Tylko Tezeusz porwał siekierę i chciał zabić lwa, sądził bowiem, tak samo jak tamci, że to nie skóra, ale żywy lew.
431Toteż teraz śmiały młodzieniec odrzekł na radę dziadka:
432Odwaga, Młodość, Syn, Ojciec— Cóż by powiedział mój ojciec, jeślibym mu jako oznakę synostwa przyniósł sandały bez kurzu, miecz bez krwi?
433Słowa te podobały się dziadkowi, który sam za młodu dokonał niejednego dzielnego czynu. Nie powstrzymywał go więc dłużej, lecz jak i matka pobłogosławił na drogę.
434Zaraz na wstępie do życia pełnego bohaterskich dzieł Tezeusz wsławił się zbawiennymi dla ludzkości czynami. I tak spotkał zbója Perifetesa, który ogromną maczugą roztrzaskiwał głowy przechodniów. Także i Tezeusza, lekceważąc go sobie jako młodzika, zamierzał pozbawić życia. Tezeusz po krótkiej walce zabił go i zdobył jego maczugę, podobną do Herkulesowej, którą później odniósł niejedno zwycięstwo.
435W dalszej drodze spotkał się z innym rozbójnikiem, Sinisem, który w straszny, nieludzki sposób zwykł zabijać swe ofiary. Naginał ku sobie wierzchołki dwóch sosen i przywiązywał do nich podróżnych, jedną nogę i jedno ramię do jednej, drugą nogę i drugie ramię do drugiej. Potem szybko rozwiązywał powrozy, którymi były związane oba wierzchołki, tak że drzewa gwałtownie odskakiwały i rozszarpywały ciało biednej ofiary. Dopiero Tezeusz pokonał bezbożnika i ukarał go taką samą śmiercią, jaką on innym zadawał.
436Dalej znowu zwyciężył rozbójnika Skirona, który strącał podróżnych ze skały w morze. I z jeszcze jednym złośliwym łotrem musiał stoczyć walkę. Prokrustes posiadał dwa łoża, jedno zbyt długie, drugie zbyt krótkie. Ktokolwiek przechodził drogą, tego porywał i kładł na jedno z nich. Człowieka o małym wzroście układał na długim łóżku i póty go rozciągał, aż ciało dorównało długości łoża; wysokiego zaś, rosłego, umieszczał na krótkim łożu i ucinał mu nogi o tyle, aby łoża dla niego starczyło. Także od tego barbarzyńcy Tezeusz uwolnił ludzkość: położył olbrzyma na „małym łożu” i pokrajał go na kawałki.
437Okryty sławą tak znakomitych czynów, przybył Tezeusz do Aten, gdzie Egeusz doznał niemałej radości, po sandałach i mieczu poznając własne dziecko w młodym bohaterze.
438I tu dokonał Tezeusz niebawem wielkiego i pożytecznego dzieła. Ów byk kreteński, którego Herakles poskromił i zawiódł przed Eurysteusza, a następnie puścił na wolność, przebiegał w dzikim szale krainy Grecji. Tezeuszowi udało się pokonać go po raz drugi, po czym spętanego zaprowadził do Aten i spalił na ofiarę Apollinowi. Jednak większe jeszcze czyny i większa sława czekały dzielnego królewicza.
Wyprawa na Minotaura
439Ateny, pobite w wojnie z Kretą, zobowiązały się co dziesięć lat dostarczać siedmiu młodzieńców i siedem dziewic, aby służyli za żer Minotaurowi zamkniętemu w Labiryncie. Właśnie miał po raz trzeci odpłynąć okręt z tym smutnym haraczem; płacząc i jęcząc, stali na rynku ateńskim rodzice mający w domu małoletnie dzieci, dokoła urny, bo wyciągnięty z niej los wskazywał ofiary, które miał pochłonąć Minotaur. Wtedy wśród zgromadzonego ludu powstał Tezeusz, jedyny potomek króla i następca tronu, i oświadczył, że dobrowolnie przyłącza się do młodzieńców i dziewic odpływających na Kretę. Daremne były prośby i zaklęcia ojca. Szlachetny królewicz pocieszał go nadzieją, że pokona krwiożerczego potwora. Przyrzekł stroskanemu ojcu, że gdy wyprawa mu się uda, wówczas zamiast czarnych żagli, które wywieszano na żałobnym okręcie wiozącym ofiary Minotaura, wywiesi białe.
440Kiedy losowanie się skończyło, królewicz poprowadził chłopców i dziewczęta przed ołtarz Apollina, ofiarował w ich imieniu bogu gałązkę oliwną opasaną białą wełną — była oznaka wzywających opieki — i odmówił uroczystą modlitwę. Potem, otoczeni całą ludnością miasta, zeszli na brzeg morza i wsiedli na okręt.
441Labirynt, Potwór, WalkaGdy przybyli na Kretę, przeznaczonych na śmierć młodzieńców i dziewice oddano królowi. Lecz Ariadna, córka Minosa, ulitowała się nad Tezeuszem. Żal jej było skazanego na śmierć młodzieńca i wpadła na niezwykły pomysł, aby go ocalić. Dała mu kłębek nici i poleciła, by przywiązał początek nitki przy wejściu do Labiryntu, a w miarę posuwania się naprzód rozwijał ją, tak żeby wiedziony tym śladem, potrafił każdej chwili znaleźć drogę powrotną.
442Kiedy Kreteńczycy wprowadzili do Labiryntu Tezeusza razem ze wszystkimi Ateńczykami, śmiało szedł naprzód, ciągle rozwijając kłębek, aż zobaczył straszliwego Minotaura. Stanął naprzeciw niego z bronią w dłoni i po długiej, zaciętej walce roztrzaskał łeb potworowi.
443Tak niespodziewanie oswobodzeni Ateńczycy opuścili czym prędzej złowrogą wyspę. Z nimi odpłynęła także Ariadna, którą miał poślubić wdzięczny Tezeusz. Kiedy jednak przybyli na wyspę Naksos, Tezeuszowi ukazał się we śnie bóg Dionizos, oznajmił mu, że Ariadnę jemu, a nie ateńskiemu królewiczowi, przeznaczyły losy na małżonkę, i groził mu rozmaitymi nieszczęściami, gdyby ją mimo to chciał poślubić. Tezeusz, wychowany w bojaźni bogów, stłumił żal serca i niepostrzeżony przez królewnę, odpłynął. Do opuszczonej Ariadny przybył wtedy Dionizos i pojął ją za żonę.
444Tymczasem ojciec Tezeusza dni i noce spędzał nad brzegiem morza i wytężał tęskny wzrok w dal, czy nie spostrzeże powracającego okrętu. Czekał długo, nareszcie pewnego dnia zobaczył daleko na kresach widnokręgu czarne żagle. Na nieszczęście bowiem Tezeusz, czy to w nadmiarze radości z odniesionego zwycięstwa, czy też z rozpaczy po utracie Ariadny, zapomniał o przyrzeczeniu danym ojcu, że zamieni czarne żagle na białe. Gdy więc starzec, kochający syna nade wszystko, ujrzał złowrogi znak, stracił nadzieję, że go zobaczy, i rzucił się w morze, które do dziś zwie się Morzem Egejskim.
445Tezeusz, nie wiedząc o tym, co się przed chwilą stało, wylądował i przystąpił natychmiast do uroczystej ofiary dziękczynnej. Posłaniec, którego z wieścią o swym przybyciu wyprawił do miasta, powrócił właśnie i czekał, aż służba boża się skończy, i wtedy dopiero doniósł mu o tragicznej śmierci Egeusza. Niby gromem rażony, runął Tezeusz na ziemię. Po pewnym czasie odzyskał przytomność i razem z towarzyszami pośpieszył w głębokim smutku do miasta, aby dobremu ojcu oddać ostatnią cześć.
446Teraz rządy Aten objął Tezeusz. To właśnie jego zasługą było, że Ateny stały się pierwszym i największym miastem w Attyce, a cała ta kraina jednym państwem, tak że odtąd wyrazy Ateny i Attyka pod względem politycznym są niemal jednym i tym samym. W państwie tym Tezeusz zaprowadził ład i porządek przez mądre i świadome celu ustawodawstwo. Póki istniało państwo ateńskie, obywatele otaczali czcią i wdzięcznością pamięć tego króla i bohatera, któremu przypisywali początek wielu ustaw, urzędów i zwyczajów.
Tezeusz i Pejritoos
447Do późnej potomności przeszła pamięć wiernej przyjaźni, która łączyła Tezeusza i Pejritoosa. Pejritoos, król wojowniczego plemienia Lapitów mieszkającego w Tesalii, pragnął przekonać się o sile Tezeusza i szukając w tym celu zaczepki, spędził z pastwiska i zabrał trzodę, która była własnością króla. Tezeusz chwycił za broń i zaczął ścigać śmiałka. Właśnie tego pragnął Pejritoos; przystanął i odwróciwszy się, spojrzał w oczy Tezeuszowi. I stała się rzecz niespodziewana: tak Tezeusz, jak i Pejritoos rzucili równocześnie broń, podziwiając wzajemnie swą śmiałość i siłę. Pejritoos podał królowi prawicę i oświadczył, że godzi się na wszelkie zadośćuczynienie za wyrządzoną krzywdę. Wtedy Tezeusz zawołał:
448— Z wroga stań się moim przyjacielem, czyż to nie wystarczy?
449Obaj bohaterowie rzucili się sobie w objęcia i poprzysięgli sobie dozgonną przyjaźń. Przysięgi tej dochowali wiernie. W taki to dziwny sposób zawiązała się przyjaźń Tezeusza z Pejritoosem.
450Wkrótce potem odbywało się wesele Pejritoosa z królewną Hippodamią. Na gody[118] przybyli nie tylko najznakomitsi spośród Lapitów, lecz także wielu centaurów, którzy choć w wiecznej niezgodzie z Lapitami, tym razem przyjęli jednak zaprosiny. Było też wielu książąt tesalskich i był, rozumie się, także najserdeczniejszy przyjaciel pana młodego, Tezeusz. Wszyscy goście weselni zasiedli wspólnie do uczty.
451Zabawa ciągnęła się już długi czas i nic nie zakłócało ogólnej wesołości. Stoły zastawiono smacznymi potrawami, wino było dobre, nie dziw więc, że po gościnnych komnatach króla Lapitów rozbrzmiewała swobodna rozmowa, pieśni i wesołe okrzyki. Gdy jednak nadmiar wypitego wina zaczął już działać na umysły zgromadzonych, jednemu z obecnych centaurów przyszła do głowy szalona fantazja porwania panny młodej. Nagle osłupiali goście ujrzeli, jak centaur, chwyciwszy królewnę za włosy, wlecze ją za sobą, i usłyszeli przeraźliwe wołanie o pomoc opierającej się dziewicy. W mgnieniu oka wesele zamieniło się w bitwę, pałac królewski w pole walki: stanęli centaurowie z jednej strony, Lapici, Pejritoos i Tezeusz z drugiej. Tezeusz zwrócił się przeciw centaurowi, który porwał pannę młodą, i uwolnił ją z rąk szaleńca. Centaur uderzył króla ateńskiego w pierś, Tezeusz zaś, porwawszy zrobiony z brązu dzban misternej roboty — bo broni w sali nie było — cisnął nim i uderzył w głowę napastnika, tak że zalany krwią, runął na ziemię.
452Walka, tym krwawsza i straszliwsza, że walczono dzbanami, świecznikami i innymi sprzętami, co komu w ręce wpadło, skończyła się dopiero późno w nocy zupełną klęską centaurów.
Hippolit
453Pierwszą małżonką Tezeusza była owa królowa Amazonek, której pas Herakles zaniósł do Myken. Po jej śmierci Tezeusz zawarł powtórne śluby z Fedrą, młodszą siostrą Ariadny. Kobieta demoniczna, Kłamstwo, Samobójstwo, ZemstaFedra, kobieta bardzo przewrotna, nie wzdragała się nawet namawiać swego pasierba Hippolita, syna Tezeusza z pierwszego małżeństwa, żeby własnego ojca pozbawił tronu i życia, a sam objął rządy i się z nią ożenił. Hipolit z oburzeniem odepchnął podobną myśl i opuścił dom rodzicielski, aby nie widzieć więcej przewrotnej macochy. Tezeusz w tym czasie bawił właśnie za granicami kraju. Fedra postanowiła w osobliwy sposób zemścić się na młodzieńcu, który nie uległ jej występnym namowom: postanowiła zginąć sama, aby tylko tym pewniej zgotować zgubę Hippolitowi. Gdy Tezeusz powrócił do Aten, zastał Fedrę nieżywą, a w jej skostniałej dłoni znalazł kartkę z napisem: „Hippolit jest powodem mego samobójstwa; namawiał mnie do zbrodni, którą wzdragałam się spełnić”.
454Król nie chciał wierzyć własnym oczom. Nieobecność Hippolita zdawała się potwierdzać straszne oskarżenie Fedry. Miotany boleścią i rozpaczą, Tezeusz zwrócił się z prośbą do Posejdona, któremu ze wszystkich bogów oddawał szczególną cześć.
455— Posejdonie! – zawołał. — Zamiast trzech próśb, które obiecałeś mi spełnić, spełnij jedną! Niechaj mój syn przeklęty zginie!
456W chwili kiedy ojciec rzucił na niego to straszne przekleństwo, Hippolit jechał nad brzegiem morza powozem ciągniętym przez czwórkę koni. Nagle jakiś potwór wyszedł z fal, a kierując się prosto na konie, sprawił, że spłoszone, poniosły. Woźnica spadł z powozu, a rumaki wlekły za sobą jego ciało i tłukły nim o ziemię w szalonym biegu.
457Gdy posłaniec z tą wieścią stanął przed królem, pojawiła się równocześnie stara piastunka, powiernica Fedry, dręczona wyrzutami sumienia, i dała świadectwo niewinności Hippolita. Przyniesiono na marach[119] umierającego królewicza, któremu osłodą ostatnich chwil życia była świadomość, że ojciec wie o jego niewinności.
Koniec Tezeusza
458Śmierć Hippolita pogrążyła Tezeusza w głębokim smutku. Pejritoos starał się go wyrwać z nieustannej rozpaczliwej zadumy, co mu się też po pewnym czasie udało. Wybrali się razem na wyprawę, nie bardzo jednak godziwą. Pejritoosowi, który jak Tezeusz był wdowcem, przyszła do głowy zuchwała myśl, aby wtargnąć do podziemia i uprowadzić stamtąd Persefonę. Tezeusz nie myślał opuszczać przyjaciela w tak niebywałym przedsięwzięciu, razem więc udali się do piekieł. Tam jednak Hades spłatał im figla, którego się nie spodziewali. Usiedli na kamieniu, aby odpocząć. Po chwili chcą powstać, lecz pomimo wysiłków nie mogą. Hades przewidział ich zbrodnicze zamiary i za karę przykuł ich do kamienia — na wieki. Mieli teraz dość czasu zastanawiać się nad swą lekkomyślną zuchwałością i żałować jej, niestety za późno.
459Gdy Herakles, wyprawiając się po Cerbera, przybył do Hadesu, ujrzał tam obu przyjaciół i postanowił ich uwolnić. Lecz udało mu się jedynie uwolnić Tezeusza; gdy zbliżył się do Pejritoosa, grunt zatrząsł się pod nim, musiał więc pójść dalej.
460Ciężkie chwile przebyte w Hadesie na zawsze wyleczyły Tezeusza z wszelkich nierozważnych myśli. Powróciwszy na ziemię, do Aten, zastał tam niesnaski[120] domowe i bezskutecznie starał się przywrócić zgodę wśród obywateli. Opuścił więc miasto ojczyste i udał się na jedną z wysp Morza Egejskiego, gdzie miał posiadłość. Król tej wyspy, przyjąwszy gościa z udaną serdecznością, zaprowadził go na szczyt wysokiej skały, skąd, jak mówił, można okiem objąć całą wyspę. Gdy Tezeusz napawał się pięknym widokiem, zdradliwy skrytobójca pchnął go w przepaść, kierując się zbrodniczą chciwością, aby zagarnąć jego posiadłości. Taki był zgon bohaterskiego króla Aten.
*
461Po wielu wiekach, gdy Ateńczycy, zwyciężywszy pod Maratonem dziesięciokrotnie liczniejsze zastępy wrogów, okryli się nieśmiertelną sławą, opowiadano, że w czasie bitwy ukazał się Tezeusz i prowadził rodaków do zwycięstwa. Wtedy wyrocznia delficka nakazała Ateńczykom pochować w ojczystej ziemi zwłoki wielkiego bohatera. Kimon[121], syn Miltiadesa[122], zdobył wyspę, na której zginął Tezeusz, a gdy szukał nieznanego grobu, spostrzegł orła, który długo unosił się w powietrzu, a potem spadł nagle na jedną z mogił i szponami począł ją rozgrzebywać. Zaczęto kopać w tym miejscu i znaleziono olbrzymi szkielet ludzki, obok niego miecz i włócznię. Nikt nie wątpił, że to poszukiwane szczątki bohatera narodowego, twórcy wielkości państwa. Przewieziono je do Aten i uroczyście pochowano, a na grobie wybudowano świątynię w stylu doryckim, po dziś dzień zachowaną i znaną pod nazwą świątyni Tezeusza[123].
462Ryc. 44 przedstawia znany powszechnie posąg Ariadny pogrążonej we śnie, który znajduje się w Muzeum Watykańskim w Rzymie.
49. Kadmos
463Król fenicki[124] Agenor miał córkę, której na imię było Europa. Gdy pewnego dnia w towarzystwie rówieśnic bawiła się na kwiecistej łące, zbliżył się ku nim prześliczny byk jasnej maści[125]. Zrazu przestrach ogarnął dziewczęta i zaczęły uciekać; widząc zaś, że piękne zwierzę jest bardzo łagodne, spokojnie się pasie, podeszły do niego, wieńczyły je kwiatami, a Europa usiadła nawet na jego grzbiecie. Nagle byk popędził z królewną w dal, aż na brzeg morza, i dalej przez fale morskie, aż znikł z oczu osłupiałych dziewcząt. Dopiero na wyspie Krecie zakończył tę awanturniczą wędrówkę i zmienił swą postać. Był to nikt inny, tylko sam Zeus, który oświadczył królewnie, że uprowadził ją w tym przebraniu, aby ją uczynić swoją małżonką. Ta część świata, do której należy Kreta, otrzymała swoją nazwę od królewny fenickiej. Całą bajkę wymyślili Kreteńczycy, bo opowiadając w dalszym ciągu, że synem Zeusa i Europy był ich król Minos, związali dzieje wyspy z samym królem bogów.
464W Fenicji tyle tylko wiedziano, że Europa gdzieś zniknęła, a może zginęła, a jej stroskany ojciec wysłał swojego syna Kadmosa w świat, aby odszukał zaginioną siostrę.
465Kadmos, błądząc dłuższy czas na próżno po wielu krajach, otrzymał od wyroczni delfickiej polecenie, aby w tym miejscu osiadł na stałe i założył miasto, dokąd go zawiedzie pasąca się samotnie krowa. Niedługo po opuszczeniu świątyni delfickiej Kadmos rzeczywiście zobaczył krowę, a idąc za nią ze swymi towarzyszami, zaszedł do dzikiej ustroni, w której zwierzę spoczęło wśród bujnej trawy.
466Kadmos zatrzymał się w tym miejscu, a Fenicjanie poszli szukać wody. Spostrzegli też wkrótce w gęstwinie szemrzącą strugę i zaczęli z niej czerpać wodę. Nagle z wody wychylił się olbrzymi smok i rozwścieczony rzucił się na ludzi, mordując wszystkich. Kadmos, zdziwiony, że żaden z towarzyszy nie powraca, poszedł za nimi z mieczem i oszczepem; i on spotkał się ze smokiem i po zaciętej walce zabił go.
467Gdy zadumany usiadł przy olbrzymim cielsku pokonanego wroga, przystąpiła do samotnego Pallas Atena i rozkazała mu, ażeby zębami smoka zasiał rolę. Królewicz wykonał rozkaz bogini. Minęło chwil kilka, a z ziemi zaczęli wyrastać zbrojni mężczyźni, jak zboże w polu. Wkrótce przed Kadmosem stanęła cała ich gromada i zaraz zawrzała straszna walka: rycerze rzucili się na siebie i po niedługiej chwili wymordowali się nawzajem; pozostało z nich tylko pięciu, gdy na usilne naleganie Pallady zaprzestali dalszej walki.
468Tych pięciu uważali Tebanie za praojców swego narodu; bohaterowie ci bowiem, posłuszni woli Kadmosa, wybudowali nazwany od niego zamek, Kadmeę, i miasto, którego zamek ten miał bronić, Teby.
50. Zetos i Amfion
469Z rodu Kadmosa pochodziła Antiope, matka Zetosa i Amfiona. Ci dwaj młodzieńcy wychowali się na wsi wśród pasterzy: Zetos wyrósł na bohatera rzadkiej siły i odwagi, Amfion zabłysnął jako lutnista i śpiewak. Bratowa Antiope, królowa Teb, Dirke, kobieta złośliwa i przewrotna, nienawidziła Antiope. Wymyślała dla niej coraz to nowe udręczenia, pomiatała nią jak najgorszą z niewolnic, nareszcie wtrąciła nieszczęsną do ciemnego, wilgotnego więzienia. Ale drzwi więzienia otworzyły się cudem i pękły kajdany Antiope, która uszczęśliwiona odzyskaniem wolności, uciekła czym prędzej mimo czarnej nocy i mroźnego wichru.
470Podczas ucieczki zaszła przypadkiem do domostwa, w którym mieszkali Zetos i Amfion. Ledwie wstąpiła w progi, nieznana im i synów swych nieznająca, pojawiła się tam i Dirke, która pośpieszyła za Antiope i usiłowała teraz namówić mieszkańców chaty, żeby tułaczce odmówili schronienia. Wtem nadszedł stary pasterz, który jako jedyny wiedział, że Zetos i Amfion są synami Antiope, i wyjawił wszystkim prawdziwy stan rzeczy.
471Wskutek potwornych obelg i oszczerstw rzuconych przez bezbożną Dirke na biedną Antiope, obaj młodzieńcy przyprowadzili olbrzymiego byka i zaczęli już do niego przywiązywać Antiope, ażeby rozjuszone zwierzę uniosło na śmierć tę, jak sądzili, piekielną zbrodniarkę. Teraz, dowiedziawszy się, że to ich matka, i usłyszawszy od niej, jak okrutnie Dirke przez tyle lat ją prześladowała, jak niesłusznie i nikczemnie ją oskarża, przywiązali do tego samego byka, tymi samymi powrozami niecną potwarczynię[126], tak że wleczona przez wściekłe zwierzę po górach i dolinach, zginęła straszną śmiercią.
472Zetos i Amfion udali się razem z Antiope do Teb i objęli tam rządy. Teby nie były jeszcze wtedy obwarowane, z wyjątkiem Kadmei. Wznieśli zatem bracia strome mury i tym sposobem pozostawili miastu trwałą pamiątkę po sobie. Zetos, słynący z niebywałej siły, wyłamywał skały, znosił je z gór do miasta i ociosywał, Amfion zaś przygrywał na lutni, a na głos jej dźwięków kamienie bez niczyjej pomocy same układały się i spajały w silną całość. Amfion był wynalazcą lutni o siedmiu strunach, toteż siedem bram wiodło w obręb murów miasta.
473Tak zwany Byk Farnezyjski (ryc. 45) w Neapolu, największa grupa ze wszystkich dzieł dłuta, które zachowały się ze starożytności, przedstawia w marmurze tę właśnie chwilę, gdy Zetos i Amfion przywiązują Dirke do rogów byka. Równie malownicza, jak niebezpieczna pozycja obu młodzieńców na skałach nadaje grupie układ piramidalny, wdzięczny i miły dla oka. Kamienie i skały wskazują nierówności terenu, po którym ma być wleczona Dirke. Amfiona wyróżnia lutnia, oparta obok niego o ziemię. Widzimy tam też Antiope i jeszcze jedną postać męską, którą dawniej tłumaczono jako pasterza, dziś zaś widzi się w niej bóstwo okolicy, w której się rozegrała groźna scena. W grupie tych pięciu osób wokół byka dowiodła rzeźba największej śmiałości i pod tym względem nic z tym dziełem nie może się równać.
51. Edyp
474Potomek Kadmosa, król tebański Lajos, i jego żona Jokasta przez długie lata nie mieli potomstwa. Wyrocznia, do której posłali w tej sprawie, tak im odpowiedziała: „Lajosie, pragniesz potomka, będziesz go miał. Wiedz jednak, że losy tak się składają, iż ręka własnego dziecka pozbawi cię życia”.
475W jakiś czas po tej złowrogiej wyroczni urodził się parze królewskiej syn. W trzeci dzień po narodzeniu wyniesiono go z pałacu do lasu, aby porzucony zginął od dzikich zwierząt, z głodu, zimna i niepogody.
476Lecz widocznie śmierć tak wczesna nie była przeznaczona dziecięciu. Znalazł je pasterz, który przypadkiem zapędził swoje trzody w tę dziką okolicę. Litując się nad biedactwem, zabrał je ze sobą i oddał swemu panu, królowi Koryntu. Król ten był bezdzietny, przybrał więc znalezione dziecię za syna i nazwał Edypem. Gdy Edyp dorósł, był przekonany, że jest prawdziwym synem swych przybranych rodziców, bowiem starannie tajono przed nim jego prawdziwe pochodzenie. Jednak pewnego dnia, gdy uroczysta uczta zgromadziła na dworze licznych biesiadników, jeden z obecnych gości zaczął wyrzucać Edypowi, że nie jest synem królewskim. Dotknął go tym do żywego. Zaniepokojony królewicz zapytał nazajutrz rodziców, czy w słowach dworzanina mieści się choć szczypta prawdy. Król koryncki rozgniewał się srodze na nieopatrznego biesiadnika, Edypa zaś uspokajał i najuroczyściej zapewnił go, że jest jego własnym dzieckiem. Mimo to odtąd nieustannie nurtowała w umyśle Edypa wątpliwość, nie miał już chwili spokoju. Chcąc się więc na zawsze pozbyć bolesnej niepewności, udał się do wyroczni delfickiej. I tu jednak nie doczekał się rozstrzygnięcia pytania, które go tak dręczyło, przeciwnie, usłyszał następujące straszne zdanie: „Zabijesz własnego ojca, ożenisz się ze swoją matką, a twoje potomstwo będzie obrzydzeniem dla rodzaju ludzkiego”.
477Słowa te tak przeraziły Edypa, że postanowił nie wracać już wcale do Koryntu, swojego ojczystego — jak sądził — gniazda, ani do pary królewskiej, w której mimo wszelkich wątpliwości upatrywał bądź co bądź swych rodziców.
478Nie uszedł jeszcze daleko od Delf, gdy w jednym z wąwozów tej górskiej okolicy spotkał się z nadjeżdżającym wozem. Woźnica w ubliżających słowach rozkazał pieszemu wędrowcowi ustąpić z drogi. Obrażony Edyp nie ustąpił i uderzył woźnicę, a wtedy siedzący na wozie starzec okutym w żelazo kijem uderzył Edypa w głowę. Rozpoczęła się bójka, w której Edyp, chociaż sam jeden, zwyciężył i zabił pana, woźnicę i dwóch służących; trzeci sługa zdołał umknąć. Starcem, którego Edyp spotkał i zabił w wąwozie, był właśnie król Lajos, jego ojciec, o czym Edyp nie wiedział. Tak spełniła się zaraz pierwsza część wyroczni.
479Edyp skierował teraz swe kroki ku Tebom, które to miasto zastał pogrążone w głębokiej żałobie. Nie tylko bowiem opłakiwano śmierć króla, lecz jeszcze inne nieszczęście zesłali bogowie na miasto. Okropny potwór, jakiego nikt dotąd nie pamiętał, napełniał przerażeniem Teby i okolicę. Był to Sfinks, potwór w postaci lwa o orlich skrzydłach, a obliczu ludzkim. W osobliwy sposób nastawał on na życie ludzi: każdemu, kogo spotkał, zadawał zagadkę do rozwiązania. Kto tego nie dokonał — a dotychczas nikomu się to nie udało — tego Sfinks rozszarpywał pazurami albo strącał w przepaść ze skały, na której zwykł przesiadywać.
480Liczba ofiar potwora rosła z każdym dniem. Dlatego Kreon, brat królowej wdowy Jokasty, który sprawował rządy w czasie bezkrólewia, ogłosił, że kto rozwiąże zagadkę Sfinksa, otrzyma w nagrodę rękę Jokasty i tron tebański. Sfinks bowiem oznajmił, że tylko dopóty przeznaczono mu żyć, dopóki ktoś nie rozwiąże zagadki.
481Gdy Edyp zbliżał się do Teb, Sfinks, siedzący na skale obok bramy miasta (ryc. 46), zapytał go:
482— Jakie to stworzenie, obdarzone głosem, chodzi rano na czterech nogach, w południe na dwóch, a wieczorem na trzech? Ze wszystkich stworzeń ono jedno zmienia liczbę nóg i właśnie wtedy, kiedy największą ich liczbą rozporządza, najmniejszą posiada siłę i chyżość[127].
483Nie namyślając się długo, Edyp odrzekł:
484— Twoja zagadka oznacza człowieka. O poranku życia, kiedy jest wątłym, bezsilnym dziecięciem, chodzi na dwóch nogach i dwóch rękach; kiedy dorośnie, w południe swego życia, używa tylko pary nóg; a gdy dożyje wieczora, kresu swych dni, potrzebuje jeszcze podpory, trzecią nogą staje się dla niego kij, na którym się opiera.
485Ledwie Edyp wypowiedział te słowa, Sfinks rzucił się w przepaść i znikł na zawsze z oczu ludzkich.
486Cały naród błogosławił Edypa jako zbawcę od niebywałej klęski. W triumfie wprowadzono go do miasta, gdzie z wielką wystawnością obchodzono wstąpienie na tron nowego króla i jego wesele z Jokastą. Ani ona, ani Edyp nie przypuszczali, że oto syn, a zarazem zabójca Lajosa poślubił własną matkę.
487Po długich latach błogiego panowania Edypa wybuchła w kraju groźna zaraza. Wyrocznia, do której się udano, odpowiedziała w te słowa: „Pozbądźcie się zbrodni, która wśród was mieszka! Wina królobójstwa ciąży na całym kraju”. Sam król Edyp, bogobojny i dbały o dobro narodu, nakazał natychmiast przeprowadzić jak najdokładniejsze śledztwo. Przeklinając mordercę, przywołał słynnego wieszczka Tejrezjasza[128], aby łatwiej dotrzeć do wątku tajemnicy. Z wolna zaczęła się ona odkrywać przed jego oczyma, potworna i coraz potworniejsza. Ów sługa króla Lajosa, który sam jeden uszedł śmierci, żył jeszcze; jego zeznania odsłoniły ostatni rąbek tajemnicy. Nie ulegało już teraz żadnej wątpliwości, że wszystko okropnie się spełniło, tak jak Lajosowi i Edypowi przepowiedziała wyrocznia. Wtedy Jokasta z rozpaczy powiesiła się, a Edyp wyłupił sobie oczy, które musiały patrzeć na takie zbrodnie.
488Gdy po pierwszym szale boleści i rozpaczy Edyp uspokoił się nieco, musiał przyznać, że był tylko ślepym, a niewinnym narzędziem w rękach złośliwego losu. Jego pierwotny zamiar opuszczenia ojczyzny na zawsze ustępował z wolna pragnieniu pozostania na rodzinnej ziemi. Jednak Kreon, szwagier, oraz Eteokles i Polinik[129], synowie nieszczęśliwego króla, każdy w nadziei, że to jemu dostanie się królestwo, kiedy Edypa nie będzie już w Tebach, zmusili go do opuszczenia kraju. Dali mu do rąk kij żebraczy i zatrzasnęli za nim bramy zamku królewskiego. Edyp miał dwie córki: Antygonę i Ismenę. Starsza z nich, Antygona, poświęciła się na usługi ojcu; prowadząc i pielęgnując ociemniałego starca, dobrowolnie dzieliła jego wygnanie.
489Edyp i Antygona udali się najpierw do Delf, a Pytia zapowiedziała nieszczęśliwemu koniec cierpień wówczas, gdy dostanie się do kraju, w którym znajdzie przytułek u Erynii. Po długiej tułaczce z wierną i ukochaną córką Edyp przybył do Attyki, do gaju poświęconego Eryniom. W ślad za Edypem zjawili się tam także Kreon i Polinik; wyrocznia bowiem kazała im przywołać z powrotem Edypa, jeżeli jeden z nich ma zostać królem. Lecz Edyp odtrącił ich i przeklął synów, niemających serca dla ojca, przepowiadając, że tylko tyle ziemi tebańskiej dostanie im się w udziale, ile im jej będzie potrzebne na grób. Gdy zaś Kreon i Polinik przemocą chcieli zabrać starca ze sobą, pojawił się król ateński Tezeusz i stanął w obronie nieszczęśliwego wygnańca.
490Ostatnie chwile życia spędził więc Edyp w gaju Erynii, w towarzystwie Tezeusza oraz Antygony i Ismeny, która przybyła do ojca z Teb. Tutaj, jak sobie tłumaczył wyrocznię, czekał go grób. Pożegnawszy się czule z ukochanymi córkami, poszedł w głąb gaju, mając u boku tylko ateńskiego króla. Tak zaszli aż do miejsca, w którym otwierała się otchłań — według powszechnej wiary jedno z wejść do Hadesu. Tędy zstąpił Edyp do kraju ciemności i znalazł spokój, którego na ziemi nie zaznał.
52. Wyprawa siedmiu przeciw Tebom
491Król krainy argiwskiej Adrastos miał dwie córki. Wyrocznia obwieściła mu, że jedną z nich wyda za lwa, drugą za dzika. Wróżby tej ani król, ani nikt inny nie zrozumiał.
492Po latach zdarzyło się, że pewnej nocy do zamku argiwskiego przybyli dwaj cudzoziemcy. Jednym z nich był Polinik, syn Edypa, wygnany z Teb przez swego brata Eteoklesa. Drugim był królewicz Tydeus, który dopuściwszy się w czasie polowania mimowolnego zabójstwa, musiał opuścić kraj ojczysty. Przypadkiem zeszli się obaj równocześnie u bram pałacu królewskiego, a nie znając się wzajemnie, mieli się za nieprzyjaciół i rozpoczęli walkę ze sobą. Chrzęst broni i okrzyki obydwu przebudziły mieszkańców zamku, którzy wyszli z pochodniami, aby zobaczyć, co się dzieje. Adrastos rozdzielił walczących i zdziwił się niemało, widząc na tarczy Polinika głowę lwa, a na tarczy Tydeusa łeb dzika. Teraz pojął znaczenie ciemnej wyroczni. Wygnani królewicze, przyjęci gościnnie w zamku króla argiwskiego, poprosili o rękę jego córek i poślubili je.
493Król Adrastos, pragnąc swą córkę widzieć na tronie tebańskim, stanął na czele wyprawy, zwanej powszechnie wyprawą siedmiu przeciw Tebom. Oprócz Adrastosa, Polinika i Tydeusa czterech jeszcze, razem zatem siedmiu książąt połączyło swe wojska w tym celu.
494Z otuchą i radością patrzyli wodzowie na dzielnych wojowników, na czele których z Argos wyruszyli pod Teby. Lecz niedługo po rozpoczęciu wyprawy upadli wszyscy na duchu. Dokuczliwe upały nie tylko były wielką przeszkodą w pochodzie, ale nadto wysuszyły wszystkie strugi i krynice; pod ciężarem rozpalonych promieniami słońca pancerzy wojownicy zaczęli ginąć z pragnienia. Wtem ujrzeli pod cienistym drzewem kobietę z dzieckiem na ręku. Ona wybawiła z rozpaczliwego położenia rzesze wojenne; pozostawiwszy dziecię na murawie, zaprowadziła spragnionych rycerzy do strumyka, szemrzącego w ukryciu wśród leśnej gęstwiny. Radość wojska, które tak niespodziewanie mogło w czystych nurtach strumienia ugasić palące pragnienie, była równie wielka, jak przerażenie przewodniczki, gdy powróciła na miejsce, w którym pozostawiła dziecko. Dziecięcia nie było. Opodal leżały strasznie poszarpane i pokrwawione szczątki jego ciała, a obok nich ogromne wężysko. „Te skrwawione zwłoki to wróżba dla naszej wyprawy!” — odezwał się na to wieszczek, biorący udział w wyprawie. Jednak nie zdołał przekonać nie dowierzających mu towarzyszy; ci bowiem, zabiwszy węża, upatrywali tak w śmierci potwora, jak w niespodziewanym ugaszeniu dokuczliwego pragnienia wróżbę wprost przeciwną, pomyślną dla siebie.
495W Tebach dzielili się wtedy władzą Kreon i Eteokles. Gdy połączone wojska przybyły pod miasto, Kreon udał się o poradę do słynnego wieszczka Tejrezjasza, który orzekł, że Teby będą ocalone, jeśli najstarszy syn Kreona sam pozbawi się życia. Kreon daleki był od zalecenia takiej ofiary ukochanemu synowi, ale ten kochał goręcej ojczyznę niż swoje młode życie. Dowiedziawszy się o wieszczbie, wyjął z zanadrza sztylet i przebił się.
496Z żalem po stracie ukochanego syna, zarazem jednak z wiarą w słowa wieszcza i z otuchą, że ta ofiara rozstrzygnęła sprawę na korzyść Teb, rozpoczął Kreon obronę miasta. Już w jednym z poprzednich ustępów opowiedzieliśmy, że Teby miały siedem bram; przed każdą bramą rozłożyło się jedno z połączonych wojsk, a Kreon, podzieliwszy siłę zbrojną Teb również na siedem oddziałów, umieścił je po jednym przy każdej bramie. Oblegający przypuścili szturm na miasto; jednak mimo niezmiernych wysiłków, mimo niesłychanego męstwa, napad spełzł na niczym.
497Teraz Eteokles udał się na najwyższy szczyt Kadmei, zamku tebańskiego, i donośnym głosem, tak że mogli go słyszeć i rodacy, i nieprzyjaciele, oświadczył, że w celu zaoszczędzenia rozlewu krwi gotów jest walczyć z bratem. Jeżeli sam zwycięży, niechaj nieprzyjaciele odstąpią od oblężenia; jeżeliby zaś zwyciężył Polinik, to ten obejmie rządy w Tebach. Gdy obie strony zgodziły się na takie załatwienie sprawy, Polinik zawołał, że w każdej chwili gotów jest do walki z bratem.
498Wyszedł więc Eteokles z bramy miasta i stanął naprzeciw rodzonego brata. Pod wrażeniem tej chwili groza przejęła widzów, dreszcz przeszedł po ich członkach i pot wystąpił na ich oblicza. Bracia natarli na siebie, godząc to w pierś, to w twarz, to w oczy, ale żaden nie zranił drugiego, bo obaj zręcznie zasłaniali się tarczą. Dopiero gdy Eteokles, chcąc odtrącić kamień, nieostrożnie wysunął nogę za tarczę, Polinik włócznią przebił mu goleń. Równocześnie jednak obnażył swe ramię, a Eteokles, korzystając z tego, uderzył brata włócznią tak silnie w łopatkę, że złamana broń utkwiła w niej. Nie mając już włóczni, a chcąc jej pozbawić także przeciwnika, cisnął w Polinika kamieniem i złamał jego włócznię na pół. Obaj dobyli teraz krótkich mieczy i zbliżyli się do siebie. Eteokles przebił bratu wnętrzności, a Polinik, słaniający się już ku ziemi, ostatnim wysiłkiem utopił miecz w piersi Eteoklesa. Tak legli obok siebie bracia, którzy się całe życie nienawidzili: spełniło się, co przepowiedział ojciec wyrodnym synom.
499Niespodziewany wynik walki, po której wszyscy oczekiwali rozstrzygnięcia sprawy, zapalił na nowo pochodnię wojny. Oblegający utrzymywali, że za zwycięzcę należy uważać Polinika, bo pierwszy ugodził przeciwnika; Tebanie zaś byli zdania, że zwyciężył Eteokles, ponieważ zginął później. Gdy spory nie doprowadziły do niczego, a sprzymierzone wojska nie chciały ustąpić spod miasta, Tebanie uderzyli na nie i zadali im rozstrzygającą klęskę. Z wodzów tylko Adrastos pozostał przy życiu i z niedobitkami powrócił do ziemi ojczystej.
*
500W oswobodzonych Tebach objął rządy Kreon. Pierwszą jego czynnością było pogrzebanie poległych Tebańczyków. Zwłoki Eteoklesa z wielką okazałością spalił na stosie, ciało zaś Polinika kazał pozostawić niepochowane, aby się stało pastwą drapieżnego ptactwa i dzikich zwierząt.
501Kochająca brata Antygona nie mogła znieść, żeby nieszczęśliwy Polinik nie doczekał się pogrzebu, nie mogła pogodzić się z myślą, że jego cień, jęcząc i narzekając, błąkać się będzie nad brzegami rzeki umarłych. Dlatego nie zważała na bezwzględny zakaz Kreona i nie lękając się kar, którymi zagroził król, niespostrzeżona przez stojącą w pobliżu straż, pokryła zwłoki Polinika lekką warstwą ziemi. Wystarczało to zupełnie do uspokojenia ducha w podziemiu. Kreon, dowiedziawszy się o przekroczeniu jego królewskiej woli, kazał zrzucić ziemię z ciała i powiększył straż przy zwłokach. Niebawem też spostrzeżono Antygonę, która powtórnie przybyła, aby oddać bratu ostatnią posługę, a nie mogąc pokryć zwłok ziemią, przynajmniej po trzykroć skropiła je wodą. Strażnicy pojmali śmiałą dziewicę i zaprowadzili przed tron królewski.
502Kreon zapytał surowo Antygonę, czy nie zna prawa, które ustanowił.
503— Innego prawa — odrzekła Antygona — słuchać musiałam, nie ziemskiego, ale boskiego, które nakazuje mi, żebym ciało brata pogrzebała.
504Kreon szorstko zgromił królewnę i skazał ją na pogrzebanie żywcem, chociaż była narzeczoną jego syna. Zaprowadzono Antygonę za miasto i opuszczono do podziemnego pomieszczenia, aby tam zginęła.
505Wtem zjawił się przed Kreonem wieszczek Tejrezjasz, którego ten się zawsze radził, i objawił mu, że jest wolą bogów, aby zwłoki Polinika pogrzebano, a niewinną dziewicę wyprowadzono z podziemi.
506— Królu — ostrzegał starzec — dwie osoby utracisz z najbliższych sobie, jeżeli natychmiast nie naprawisz krzywdy.
507Kreon wahał się postąpić według rady starca, ale niebawem zaczęły go niepokoić wyrzuty sumienia i straszne przeczucia. Gdy zaś starszyzna Tebańczyków uchwaliła pójść za poradą wieszczka, Kreon nakazał, choć niechętnie, pochować rozkładające się już ciało królewicza i pośpieszył do grobowca kochającej siostry. Lecz w grobowcu leżało skostniałe już ciało Antygony; nie chcąc zginąć śmiercią głodową, popełniła nieszczęsna samobójstwo. Syn zaś Kreona, Hajmon, narzeczony Antygony, w strasznej rozpaczy tarzał się na ziemi u stóp ukochanej. Gdy zobaczył nadchodzącego ojca, jak szalony dobył miecza i rzucił się na niego, tak że Kreon tylko szybką ucieczką ocalił życie. Wtedy nieszczęśliwy młodzieniec przebił mieczem własną pierś. Tak śmiercią syna opłacił Kreon swój brak litości.
*
508Dziesięć lat minęło od tych zdarzeń. Synowie poległych pod Tebami bohaterów dorośli już i postanowili pomścić śmierć ojców; wyruszyli więc na Teby po raz drugi. Ta druga wyprawa zakończyła się klęską Tebańczyków — sprzymierzeni książęta zajęli gród.
53. Dioskurowie: Kastor i Polluks
509Kastor i Polluks[130], bliźniacy, bohaterowie podobni zupełnie do siebie wyglądem i umysłem, urodzili się w Sparcie i mieli być synami Zeusa, co też wyraża ich wspólne imię, Dioskurowie bowiem znaczy tyle, co synowie Zeusowi.
510Już we wczesnej młodości Dioskurowie dowiedli nadzwyczajnej siły i wielkiej wprawy w ćwiczeniach cielesnych. Kastor zasłynął głównie z sztuki kierowania nawet najdzikszymi rumakami, Polluks zaś uchodził za najznakomitszego w walce na pięści. Brali udział w licznych wyprawach, jak w wyprawie Argonautów i w łowach kalidońskich, o czym wkrótce wspomnimy.
511Obaj nie byli jednak równo obdarowani przez los: Kastor był śmiertelny, Polluks nieśmiertelny. Bracia nigdy nie rozłączali się ze sobą, wszystkie przygody, wszystkie niebezpieczeństwa przebyli wspólnie. Aż wreszcie pewnego dnia, gdy walczyli z niebezpiecznym wrogiem, zwycięstwo przechyliło się na stronę nierozłącznych braci, lecz Kastor przypłacił je życiem. Kiedy Polluks zobaczył umierającego brata, którego nad wyraz kochał, błagał Zeusa, aby równocześnie sam mógł także umrzeć. Zeus pozwolił mu wybrać sobie albo życie wieczne w niebie, podczas gdy brat będzie przebywał w podziemiu, albo też życie w towarzystwie Kastora pół roku w niebie, a drugie pół w podziemiu. Polluks z żywą radością, nie wahając się ani chwili, poprosił, aby wolno mu było dzielić los brata.
512Dioskurów przedstawia sztuka zawsze razem, jako młodzieńców siedzących na koniach albo prowadzących konie, każdego z gwiazdką u czoła.
54. Łowy kalidońskie
513Król miasta Kalidon (w Grecji środkowej) składał po żniwach obfite ofiary wszystkim bogom. Pewnego razu zapomniał o Artemidzie, która uniesiona pragnieniem zemsty, zesłała na jego krainę olbrzymiego dzika, pustoszącego pola i pożerającego ludzi.
514Aby zgładzić tego potwora, królewicz kalidoński Meleager urządził łowy, na które zaprosił wielu ówczesnych sławnych bohaterów, jak Kastora i Polluksa, Jazona, Tezeusza, Pejritoosa, Admetosa i innych. Przybyła także z Arkadii sławna łowczyni, królewna Atalanta. Pierwszą strzałę, która zraniła dzika, wypuściła właśnie Atalanta. Potem dopiero dobił go Meleager i ofiarował zwierza dzielnej Atalancie. Ten postępek Meleagra nie podobał się jego wujom, którzy również brali udział w łowach. Wszczęli z siostrzeńcem spór, uniesieni gniewem chwycili nawet za broń i zmusili Meleagra do walki, w której zabił swych przeciwników.
515Zaraz po przyjściu na świat Meleagra, kiedy liczył dopiero siedem dni, w domu jego matki zjawiły się Mojry i oświadczyły, że jej syn żyć będzie dopóty, póki nie dopali się polano, które właśnie płonęło na ognisku. Na te słowa matka Meleagra w mgnieniu oka skoczyła ku ognisku, wyjęła palącą się głownię, zgasiła ją i schowała do skrzyni. Teraz, odchodząc od zmysłów z żalu po stracie braci, królowa porwała polano ze skrzyni i wrzuciła je do ognia. W tej chwili Meleager zachorował i wśród niewymownych cierpień wkrótce zakończył życie. Matka, żałując poniewczasie swego czynu, zadała sobie śmierć, siostry zaś Meleagra, nieutulone w żalu, zamienili bogowie w perliczki[131].
55. Wyprawa Argonautów
Złote runo
516Pewien król beocki[132] miał dwoje dzieci, Fryksosa i Helle. Po śmierci ich matki pojął drugą małżonkę. Fryksos i Helle doznawali od macochy ciągłych przykrości, nastawała nawet na ich życie. Pewnej nocy ukazała się dzieciom zmarła matka i wyjawiła im, że niegodziwa macocha ma zamiar targnąć się niebawem na ich życie; dlatego też poleciła im jak najrychlej opuścić nieszczęsny dom. Przyprowadziła im też barana o szczerozłotym runie, który miał ich lądem i morzem zanieść w dalekie, bezpieczne kraje.
517Fryksos i Helle, pożegnawszy się czule z dobrą matką, ze łzami w oczach dosiedli barana i wzniósłszy się na nim w powietrze, popędzili w dal. Tak przebywali lądy i morza, góry i rzeki. Kiedy jednak unosili się ponad cieśniną morską oddzielającą Europę od Azji, Helle ześliznęła się ze złotego barana i wpadła do morza. Bóg tego morza pojął ją za małżonkę, a cieśnina odtąd nazywa się Hellespontem[133], tj. morzem Helli.
518Fryksos podążył dalej sam i zatrzymał się dopiero w dalekiej krainie Kolchidzie[134], na wschodnich kresach Morza Czarnego, gdzie doznał u króla gościnnego przyjęcia. Tam z barana złożył dziękczynną ofiarę Zeusowi, zaś jego runo[135] powiesił w świętym gaju. Złotego runa strzegł odtąd groźny smok, a wieść o nim rozeszła się niebawem daleko po wszystkich krajach. (Ryc. 47, malowidło w Pompejach, przedstawia spadnięcie Helle w nurty Hellespontu.)
Jazon
519Fryksos już nie żył, gdy w pewnym mieście Tesalii wstąpił na tron król Pelias. Panował zaś bezprawnie, gdyż pozbawił tronu własnego brata, a jego syna, Jazona, byłby nawet zabił, gdyby go w porę nie ocalono. Jazona oddano na wychowanie centaurowi Chironowi, który, jak to już wiemy, słynął jako nauczyciel znakomitych bohaterów.
520Gdy Jazon dorósł i odpowiednio się wykształcił, postanowił zażądać od Peliasa tronu, który mu się prawnie należał. W drodze spotkał staruszkę, która prosiła go, aby ją przeniósł przez rzekę. Pod postacią staruszki ukrywała się bogini Hera, nieprzyjaciółka Peliasa. Gdy Jazon, spełniając prośbę staruszki, przenosił ją na drugi brzeg, zgubił w mule rzecznym sandał z jednej nogi i tylko w jednym sandale przybył do miasta, w którym panował stryj. Stanął na rynku w tej właśnie chwili, gdy Pelias, otoczony całą ludnością, składał uroczystą ofiarę. Oczy wszystkich zwróciły się na niezwykłej urody młodzieńca i sam Pelias spojrzał ciekawie na przybysza. Nie wiedział, kto to, lecz zmieszał się, zbladł i zadrżał. Spostrzegł bowiem u wędrowca sandał na jednej tylko nodze, a pamiętał dobrze, że wyrocznia kazała mu wystrzegać się człowieka, który przybędzie do niego o jednym sandale. Ukrywając zmieszanie, przyjął życzliwie Jazona, który wymienił mu swe imię i oświadczył, że wychował się u Chirona i przybywa przypomnieć sobie strony rodzinne.
521Przez kilka dni Jazon zapoznawał się z krewnymi i powinowatymi, których miał bardzo wielu, a szóstego dnia poszedł w ich towarzystwie do Peliasa i zażądał od niego tylko władzy królewskiej, a wszystko inne, co stryj bezprawnie posiadł: trzody bydła i stada koni, pola i łąki, które zabrał bratu, chciał mu pozostawić. Pelias oświadczył mu, że wysłucha jego prośby, lecz w zamian żąda od niego innej przysługi.
522— Od dawna — rzekł — trapią mnie przykre sny; ukazuje mi się nocą Fryksos i żąda, żebym przywiózł do Grecji jego ciało i złote runo z Kolchidy. Jestem stary, ale ty, w pełni sił młodzieńczych, zdołasz to uczynić. Jedź, okryj się sławą, przywieź zwłoki Fryksosa i runo, a oddam ci tron i berło ojcowskie.
523Nie omylił się chytry Pelias, że dla młodzieńca wychowanego na bohatera sposobność uzyskania sławy będzie miała najpotężniejszy urok, że goniąc za nią, pozostawi stryjowi spokojne zasiadanie na tronie. Miał przy tym i tę nadzieję, że wyprawa się nie uda i Jazon nigdy z niej nie wróci. Istotnie Jazon zapomniał o teraźniejszości, o swoich prawach do tronu, o ohydnym postępowaniu Peliasa, i wszelką myśl skierował ku awanturniczemu przedsięwzięciu.
Argonauci i ich przygody w drodze do Kolchidy
524Gdy po Grecji rozeszła się wieść, że Jazon wybiera się po złote runo, zebrało się około pięćdziesięciu bohaterów, aby wziąć udział w wyprawie. Budowniczy Argos przy pomocy bogini Ateny wybudował okręt z drewna nieulegającego butwieniu. Użyto do tej budowy także jednej deski z dębu z Dodony, która miała właściwość wróżenia przyszłości. Okręt, od imienia budowniczego nazwany „Argo”, był nadzwyczaj lekki i można go było przenosić lądem. Kiedy już wszystko było gotowe, bohaterowie zajęli miejsca. Byli tam między innymi: Herakles, Peleus, ojciec Achillesa, Telamon i Ojleus, ojcowie obu Ajasów, nierozłączni bliźniacy Kastor i Polluks, Meleager, Orfeusz, zawołany śpiewak, Tezeusz i Pejritoos i wielu innych. W rękach Jazona spoczywało naczelne dowództwo. Argonauci — to znaczy płynący statkiem Argo — odbili od brzegu przy dźwiękach lutni Orfeusza. Nie udali się jednak wprost do Kolchidy, lecz zatrzymywali się nieraz po drodze, bądź z potrzeby, bądź dla rozrywki, i doświadczyli wielu niebezpiecznych przygód.
525Zaraz na początku odwiedzili sędziwego Chirona, który z niemałym zadowoleniem ujrzał aż tylu swych dzielnych wychowanków, zjednoczonych dla osiągnięcia chwalebnego celu.
526Na wyspie Lemnos mieszkańcy ofiarowali Jazonowi berło królewskie i starali się zatrzymać Argonautów, obiecując im życie pełne wygód i przyjemności, ale nieustraszeni bohaterowie nie zgodzili się na to i popłynęli dalej. Na innej znów wyspie[136], po minięciu Hellespontu, stoczyli walkę z olbrzymami o sześciu ramionach, za to gościnnie przyjęli ich spokojni mieszkańcy. Później ciemną nocą burza zagnała ich ponownie na tę samą wyspę. Sądząc, że są w innym kraju, rozpoczęli walkę z mieszkańcami i dopiero o brzasku dnia zaniechali jej, spostrzegłszy, że walczą z przyjaciółmi. Opłakiwali teraz wspólnie straszne skutki nieszczęsnej pomyłki.
527W dalszej drodze odłączył się od nich Herakles. Jego wychowanek, który towarzyszył mu w wyprawie, opuścił okręt, aby z krynicy zaczerpnąć wody dla swego opiekuna. Nachylił się jednak za bardzo nad głębiną, wpadł do niej i utonął. Herakles, który nawet wtedy gdy wszyscy towarzysze oddalili się od okrętu, pilnował go i nie opuszczał ani na chwilę, poszedł zobaczyć, co się dzieje z młodzieńcem, który nie wracał z wodą. Tymczasem Argonauci powrócili, Argo odbiła od brzegu, i dopiero znacznie później spostrzeżono, że nie ma Heraklesa.
528Król dzikiego narodu, do którego przybyli z kolei, lżył i wyzywał Argonautów i zażądał, aby się zmierzyli z nim w walce na pięści. Słynął on wszędzie jako niepokonany w tym rodzaju walki i na tysiące liczył zwyciężonych przez siebie zawodników. Wówczas Polluks, porzuciwszy wiosło, na którym spoczywały jego dłonie — bohaterowie bowiem wiosłowali sami — wyszedł na ląd i stanął naprzeciw króla. Barbarzyńca raz za razem z niepohamowaną gwałtownością uderzał na Polluksa, ale ten zręcznie uchylał się przed jego uderzeniami. I tak czas mijał, a oni bądź odpoczywali znużeni, bądź znowu odnawiali zmagania. Wreszcie po długiej walce barbarzyńca zamierzył się na czoło Polluksa, lecz chybił i trafił go w ramię. Polluks uderzył go teraz z całą siłą w skroń i rozbił mu czaszkę. Mieszkańców, którzy chcieli pomścić śmierć króla, Argonauci pokonali po krótkiej walce. Przy uczcie, do której zasiedli po zwycięstwie, Orfeusz opiewał sławę Polluksa.
529Następnie bohaterowie przybili do dalszych wybrzeży Azji Mniejszej. Tutaj pędził smutny żywot król Fineus. Za to, że w niewłaściwy sposób używał władzy wróżenia, daru Apollina, bóg ten zesłał na starca bardzo dotkliwe kary. Nie tylko bowiem pozbawił Fineusa wzroku, lecz prześladował go jeszcze nieustannie w inny sposób. Ilekroć zastawiano przed królem jakąś potrawę, w tej samej chwili pojawiały się obrzydliwe harpie, duże ptaki o kobiecych głowach, i pożerały lub plugawiły jedzenie, tak że niepodobna było przezwyciężyć wstrętu i tknąć potraw. Toteż pożałowania godny Fineus wychudł jak szczapa i spodziewał się lada chwila śmierci głodowej. Mało już było nadziei, aby jego los się poprawił, przez długi bowiem czas daremnie oczekiwał spełnienia wyroczni, że przybędą synowie Boreasza i uwolnią go od tej plagi.
530Wynędzniały, ociemniały starzec, skóra tylko i kości, stał na brzegu wsparty na kiju i trzęsąc się z osłabienia, wyczekiwał przybycia okrętu, który by mu przyniósł zapowiedziane zbawienie. Gdy otoczyli go Argonauci, zawołał:
531— Jam wasz, jam Grek, wybawcie mnie! Czy nie ma między wami synów Boreasza, których najstarsza siostra była moją żoną?
532Ledwie wypowiedział słowa te, rzucili mu się na szyję dwaj synowie Boreasza, którzy brali udział w wyprawie. Dowiedziawszy się o jego nieszczęściu, postawili przed nim strawę. Natychmiast powietrze zaszumiało od lotu ptaków i zobaczono harpie, które z przeraźliwym hałasem rzuciły się na potrawy. Nie dały spłoszyć się krzykiem zgromadzonych bohaterów, uleciały dopiero wówczas, kiedy ostatni kęs chleba został pożarty, i pozostawiły po sobie wstrętną woń. Za nimi puścili się w pogoń skrzydlaci synowie Boreasza. Harpie pędziły jak wiatr, dogonili je jednak i już mieli je zabić, gdy wtem zjawiła się niespodzianie bogini Iryda, która zabroniła im to czynić i przysięgła na Styks, że obrzydliwe ptaki już nie będą dręczyły Fineusa. Tego tylko pragnęli synowie Boreasza. Powrócili do Fineusa, który zasiadł z Argonautami do wspólnego stołu i po długich latach po raz pierwszy spożywał w spokoju czyste i smaczne potrawy. Na pożegnanie Fineus przepowiedział Argonautom przyszłość i udzielił im mądrych rad.
533Dalej Argonauci musieli przepływać pomiędzy Symplegadami. Były to dwie skały ogromnej długości, które nieustannie odsuwały się, to znów zbliżały do siebie. Ruch ten zaś odbywał się tak szybko, że gołąb, który raz chciał pomiędzy nimi przelecieć, cudem tylko uniknął śmierci: zbliżające się ku sobie skały przymknęły mu piórka ogona. Mimo to bohaterowie odważyli się na przepłynięcie, lecz tylko bezpośrednia pomoc bogini Ateny uchroniła okręt od zmiażdżenia. Inna wieść niesie, że gdy Orfeusz zaśpiewał, skały rozstąpiły się i odtąd nieruchome, utkwiły w dnie morza.
534Na tym nie skończyły się przygody Argonautów. Zanim dojechali do ziemi kolchidzkiej, zmarł ich dzielny sternik; potem musieli walczyć z takimi samymi ptakami stymfalijskimi, jak niegdyś Herakles. Na samotnej wyspie wreszcie spotkali synów Fryksosa, którzy usilnie ich przestrzegali, aby zaniechali swojego zamiaru i nie narażali się na niechybną utratę życia. Nareszcie zobaczyli szczyty Kaukazu i ujrzeli orła, dręczyciela Prometeusza, jak rozpościerając skrzydła w obłokach, szybował ku skale, do której był przykuty męczennik. Przyśpieszyli żeglugę i w ciągu tej samej nocy dopłynęli do Kolchidy i zarzucili kotwicę.
Jazon zdobywa złote runo
535Po krótkim wypoczynku Jazon udał się do pałacu władcy Kolchidy, Ajetesa. Kiedy król dowiedział się o zamiarze przybyszów, zawrzał strasznym gniewem, ostatecznie jednak zgodził się na ich żądanie i przyrzekł wydać złote runo, lecz postawił im nadzwyczaj ciężkie warunki. Najpierw, rzekł, Jazon zaprzęgnie parę dzikich, ziejących ogniem byków do pługa i zaorze rolę; po drugie zasieje bruzdy smoczymi zębami i zwalczy uzbrojonych olbrzymów, którzy wyrosną z tego nasienia (por. mit o Kadmosie); po trzecie pokona smoka, który dniem i nocą czuwając, strzeże runa zawieszonego w świętym gaju. Ajetes był pewny, że Jazon nie podoła tylu trudnościom, ale bohater odpowiedział, że weźmie się do dzieła i dokona go, choćby mu życiem przyszło przypłacić.
536Tymczasem, jak niegdyś Tezeuszowi Ariadna, tak teraz Jazonowi, za sprawą bogini Hery, przyrzekła pomoc królewna kolchidzka Medea. Słynęła ona z nadzwyczajnej biegłości w czarach i obiecała wybawić Jazona z groźnego niebezpieczeństwa, on zaś przysiągł, że zabierze ją ze sobą do Grecji i poślubi.
537Nadszedł wreszcie czas próby. Ajetes, który sam władał sztuką czarodziejską, wypuścił na Jazona ogniem ziejące byki. Wszyscy byli pewni, że żar buchający z ich nozdrzy zabije greckiego bohatera, lecz maść, którą Medea kazała natrzeć się Jazonowi, uczyniła go wytrzymałym na ogień. Podszedł spokojnie do byków, zaprzągł je do pługa, zorał nimi rolę i posiał smocze zęby. Niedługo trwało, a wyskoczyła z ziemi zgraja olbrzymich rycerzy w pełnej zbroi, którzy wywijając włóczniami i mieczami, otoczyli Jazona. Nieprzestraszony Jazon rzucił pomiędzy nich czarowny kamień, również dar Medei. Teraz wojownicy zamiast uderzyć wspólnie na Jazona, wszczęli walkę między sobą i pozabijali się nawzajem.
538Grecy z niemałym zdumieniem przypatrywali się osobliwemu widokowi, radując się z niespodziewanego powodzenia swego wodza. Pozostawała jeszcze walka ze smokiem, ale i na nią Medea znalazła radę. Czarami uśpiła krwiożerczego potwora, a Jazon zabrał lśniące jak słońce złote runo, cel swych marzeń i tylu starań.
539Grecy pośpieszyli czym prędzej na okręt, a z nimi Medea i jej braciszek Apsyrtos. Nie odpłynęli jeszcze daleko, kiedy ujrzeli w pogoni za sobą mnóstwo łodzi kolchidzkich, na jednej zaś z nich samego Ajetesa, który miotany wściekłością wydawał rozkazy i zagrzewał poddanych do ścigania Greków. Raz jeszcze Medea ocaliła Jazona, lecz w sposób straszny, okrutny: zabiła własnego brata i jego ciało po kawałku rzucała do morza, aby ojca, zbierającego skrzętnie śmiertelne szczątki drogiego dziecka, powstrzymać od dalszej pogoni. Czyn dzikiej Kolchidki nawet w sercach Argonautów, których ocalenie miał przecież na celu, obudził wstręt i grozę; z wielu też oznak widać było, że bogowie srogo pomszczą tę zbrodnię Medei.
540Nieniepokojony przez Ajetesa, płynął teraz okręt spokojnie dalej, lecz Argonautów czekało jeszcze wiele przygód, zanim po tułaczce powrócili do ojczyzny. Pominiemy opis tych przygód i opowiemy, co działo się dalej, po powrocie Argonautów, w mieście rodzinnym Jazona.
Medea
541Ojciec Jazona był wtedy już tak stary i osłabiony, że ledwie się trzymał na nogach. Jazon więc prosił Medeę, żeby odmłodziła staruszka. Modliła się przez dziewięć dni i dziewięć nocy do bóstw piekielnych, uganiała się w powietrzu na swym wozie ciągniętym przez parę smoków i wszędzie szukała potrzebnych ziół. Wreszcie, gdy czary były już należycie przygotowane, przystąpiła do dzieła i starzec odzyskał z powrotem młodość i siłę na długie jeszcze lata.
542Córki Peliasa, który również był już w podeszłym wieku, dowiedziawszy się o tym cudzie, zaczęły nalegać na Medeę, żeby i ich ojcu wyświadczyła to samo dobrodziejstwo. Medea pozornie zgodziła się na tę myśl i kazała im w nocy uciąć szyję śpiącemu Peliasowi, obiecując, że wleje w ciało czarowną siłę młodości. Córki wzdragały się na taką radę, lecz w końcu uwierzyły Medei i uczyniły, jak poleciła. Medea zaś tylko czekała tej chwili. Z pochodnią w ręku pobiegła na wieżę zamku, a na ten umówiony znak Jazon, oblegający już od dawna zamek, przypuścił szturm i zajął go z łatwością.
543Według innego podania córki Peliasa z rozkazu Medei pokroiły jego ciało na drobne kawałki i czekały, aż czarownica ugotuje je w garnku i tym sposobem odmłodzi ojca. Za późno niestety spostrzegły, jak niemiłosiernie oszukała je przewrotna Kolchidka.
544Smutny był koniec Jazona. Nie uzyskał tronu, musiał nawet opuścić strony rodzinne i przenieść się do Koryntu. Po dziewięciu latach pobytu w tym mieście zerwał śluby z Medeą, odepchnął ją i zamierzał zawrzeć nowy związek małżeński z Kreuzą[137], córką króla korynckiego. Niewdzięczny mimo uszu puszczał wyrzuty Medei, która przypominała mu, jak dla niego opuściła ojczyznę, rodziców i krewnych, jak nie wahała się poświęcić własnego brata, żeby go ocalić, jak bez jej pomocy byłby dawno zginął. Zaklęcia Medei przebrzmiały bez skutku. Król Koryntu, który również życzył sobie zaślubin córki z Jazonem, rozkazał Medei, aby opuściła jego kraj na zawsze.
545W dniu ślubu panna młoda otrzymała prześliczną złocistą szatę — był to dar Medei. Kreuza, uradowana nad wyraz mieniącą się w promieniach słońca szatą, wdziała ją czym prędzej, nie spodziewając się niestety, że dozna losu podobnego jak niegdyś Herakles. Straszny żar zaczął palić jej członki, nic nie zdołało go ugasić i królewna zginęła w najstraszniejszych męczarniach. Z bezsilną rozpaczą patrzył Jazon na katusze[138] oblubienicy, potem zerwał się, aby pomścić jej śmierć na Medei.
546Wracając do siebie, spostrzegł Medeę, jak unosiła się w obłokach na smoczym rydwanie, daleka od wszelkich pocisków zemsty ludzkiej. Najboleśniejsza jednak niespodzianka czekała Jazona, kiedy wszedł w progi domu: swoje ukochane dzieci zastał — martwe. Odchodząc, zamordowała je własna matka. Na ten widok Jazon porwał miecz i przebił nim swą pierś, kończąc własną ręką nieszczęsny i bezcelowy żywot.
547Inne podanie opiewa, że Jazon, dręczony wyrzutami sumienia, błąkał się po świecie, nie zaznawszy już żadnej szczęśliwej chwili w życiu. Gdy pewnego dnia odpoczywał na Istmie Korynckim w cieniu okrętu Argo, okręt rozsypał się i pogrzebał bohatera pod spróchniałymi belkami.
548Ryc. 48 to płaskorzeźba w willi Albani w Rzymie: Atena pomaga Argonautom przy budowie ich okrętu. Losy Medei były ulubionym przedmiotem sztuki malarskiej i rzeźbiarskiej. Ryc. 49, malowidło w Herkulanum, przedstawiające Medeę w groźnym rozdrażnieniu, przed dokonaniem zabójstwa dzieci, jest kopią jednego z najbardziej cenionych obrazów starożytności.
56. Potomkowie Tantala
549Słyszeliście już o królu Tantalu, który okazał się tak niewdzięczny i zuchwały wobec bogów i za to musiał w Tartarze cierpieć męki wiecznego głodu i pragnienia.
550Wspomnieliśmy już o synu tegoż Tantala, Pelopsie, któremu bogowie w cudowny sposób przywrócili życie. Jego żywot nie był wolny od zbrodni.
551W Elidzie panował król, który przodował w wyścigach końskich. Miał córkę, o której rękę starali się liczni książęta. Otóż król Elidy oświadczył, że odda rękę swej jedynaczki tylko temu z zalotników, który pokona go w wyścigach; jeśli zaś starający się zostanie pokonany, przypłaci to głową. Pelops poprosił o rękę królewny i stanął do walki. Był pewny zwycięstwa, bo przekupił królewskiego woźnicę, który z kół wozu powyjmował żelazne gwoździe i zastąpił je woskowymi. Ledwie też król rozpoczął jazdę, koła się rozleciały, wóz się wywrócił, a król spadł na ziemię i zabił się. Tak zyskał Pelops rękę królewny i godność królewską. Z biegiem czasu stał się panem niemal całej tej części Grecji, którą od niego też nazwano Peloponezem, tj. wyspą, a raczej półwyspem Pelopsa. Mimo takiego powodzenia klątwa bogów ciążyła na jego rodzie.
552Pelops miał trzech synów. Dwaj najstarsi zabili wspólnie najmłodszego, którego ojciec najbardziej kochał. Ale i pomiędzy nimi — jeden nazywał się Atreus, drugi Tyestes — nie było zgody. Obaj dopuścili się ohydnych zbrodni, krzywdząc się nawzajem. Tyestes pierwszy obraził najdotkliwiej brata, w którego domu wtedy przebywał. Atreus wskutek tego wygnał go od swego ogniska. Tyestes, rozpalony zemstą, porwał małego synka Atreusa i wychował go u siebie, wpajając w niego srogą nienawiść do ojca, zataiwszy przed chłopakiem, że to jego własny ojciec. Wreszcie, gdy wyrósł na młodzieńca, Tyestes wysłał go do Myken, gdzie Atreus panował. Ożenił się bowiem z córką owego Eurysteusza, którego rozkazów Herakles musiał słuchać, i objął po nim panowanie w Mykenach. Otóż teraz własny syn Atreusa, namówiony przez stryja, nieznany ojcu i nieznający jego, podjął się zamachu na jego życie. Zamach się nie udał i dopiero gdy mordercę w okrutnych męczarniach stracono, Atreus dowiedział się, że zamęczył na śmierć własnego syna.
553Teraz Atreus ze swej strony gotował się do niesłychanej zemsty. Pojednał się na pozór z bratem i zaprosił go do siebie z całą rodziną. Pewnego dnia po obiedzie, kiedy brat był w najlepszym w świecie usposobieniu, Atreus oświadczył mu, że pieczeń, która mu dopiero co smakowała, to ciała jego własnych dzieci! Atreus kazał je zabić i przyrządzić jako potrawę. Wtedy bóg słońca odwrócił od ziemi swoje oblicze na widok niebywałej zbrodni.
554Synami Atreusa byli Agamemnon, który po ojcu objął rządy w Mykenach, i Menelaos. Ich dzieje wiążą się jak najściślej z największą i najsławniejszą ze wszystkich wypraw, jakie wyobraźnia Greków przeniosła w czasy mityczne, z wojną trojańską.
57. Wojna trojańska
Troja
555Na północno-zachodnim krańcu Azji Mniejszej, nad Hellespontem i Morzem Egejskim, leżała kraina Troada. Głównym jej miastem była Troja, zwana też Ilion. Z początku był tam tylko obronny zamek, w którym mieszkał król, właściwe miasto nie miało murów. Laomedon, jeden z władców Troady, człowiek nader przebiegły, miał zamiar obwarować Troję, namówił więc bogów Posejdona i Apollina, którzy właśnie przez czas jakiś na przebywali ziemi, aby mu zbudowali mury dokoła miasta. Bogowie wzięli się do pracy i wkrótce piękne i silne mury opasały stolicę. Lecz gdy po dokonaniu dzieła bogowie zjawili się, aby odebrać przyobiecaną nagrodę, niecny Laomedon nie tylko że im nie nie dał, lecz posunął się do zuchwałych gróźb i złorzeczeń. Za takie zuchwalstwo spotkała go sroga kara: cały ród Laomedona wyginął, a jeden tylko z jego synów, Priam, pozostał przy życiu i objął po nim rządy.
556Król Priam i jego małżonka Hekabe[139] mieli liczne potomstwo. O jednym z synów, o pięknym Parysie, przepowiedziała wyrocznia, że będzie sprawcą zguby ziemi ojczystej. Z powodu tej wyroczni nie chowano go w domu rodzicielskim, lecz oddano pomiędzy pasterzy królewskich, gdzie w zupełnie obcym otoczeniu nie wiedział o swych rodzicach. Pasał trzody królewskie, razem z niewolnikami Priama, uważając się za równego im.
Jabłko niezgody
557Właśnie w tych czasach odbywało się w Grecji świetne wesele. Tetyda, nimfa morska, wychodziła za króla Peleusa, jednego z najdzielniejszych bohaterów. Na weselu byli obecni wszyscy bogowie i wszystkie boginie i obdarzyli młodą parę wspaniałymi upominkami. Tylko o jednej bogini zapomniano. Niezaproszona bogini niezgody Eris, pragnąc się zemścić, zjawiła się w czasie uczty, gdy wszyscy bawili się w najlepsze, i rzuciła pomiędzy boginie prześliczne złote jabłko z napisem „Najpiękniejszej”. (Stąd po dziś dzień w wielu językach określenie „jabłko niezgody”).
558Jabłko podobało się boginiom i każda pragnęła je posiąść. Przede wszystkim jednak trzy z nich wiodły zawzięty spór: Hera, Atena i Afrodyta. Odwołały się do Zeusa, aby rozstrzygnął sprawę; lecz Zeus wiedział, że jakikolwiek wyda wyrok, w każdym przypadku narazi się na przykrości. Gdyby przyznał jabłko Herze, wszyscy pomawialiby go o stronniczość; gdyby zaś ona nie otrzymała jabłka, byłby narażony na ustawiczne wyrzuty w domu. Dlatego pragnął pozbyć się kłopotu i odesłał boginie do królewskiego pasterza w ziemi trojańskiej, który jako bezstronny sędzia z pewnością sprawiedliwie rozstrzygnie sprawę.
559Rywalki posłuchały Zeusa, w lot udały się do Troady i stanęły przed Parysem, którego blask nadziemskich postaci w pierwszej chwili omal nie pozbawił wzroku. Przymrużył oczy i dopiero po pewnym czasie otwierał je z wolna i odzyskiwał spokój, konieczny do wysłuchania sprawy bogiń. Każda z rywalek starała się pozyskać względy sędziego świetnymi obietnicami: Hera przyrzekała mu godność królewską w potężnym państwie, Atena sławę z mądrości i bohaterskich czynów, Afrodyta najpiękniejszą kobietę w świecie za żonę. Z trzech bogiń Afrodyta podobała się Parysowi najbardziej, jej też oddał jabłko. Hera i Atena, obrażone wyrokiem, zaprzysięgły zemstę i postanowiły zgubić państwo trojańskie, Priama i jego ród.
Porwanie Heleny
560Niedługo potem Parys opuścił swe ustronie i udał się do Troi, pragnąc wziąć udział w igrzyskach. Nieznany nikomu pasterz zwyciężał synów królewskich. Wtedy Kasandra, córka Priama, którą bogowie obdarzyli darem wieszczym, oznajmiła, że ten zwycięzca to nie obcy, lecz królewicz Parys. Złowrogą przepowiednię puszczono w niepamięć i Parys pozostał już na dworze królewskim.
561Wkrótce potem Parys z polecenia ojca udał się w pewnej sprawie do Grecji. W podróży zawadził także o Spartę. Panował tam król Menelaos, którego żona Helena uchodziła za najpiękniejszą kobietę na świecie.
562Teraz nadszedł czas, w którym miała się spełnić obietnica Afrodyty. Lekkomyślny Parys, ujrzawszy Helenę, zapomniał o celu swej wyprawy. Helena, nie mniej lekkomyślna jak on, skorzystała z chwilowej nieobecności męża i zabrawszy ze sobą bogate skarby, wsiadła na okręt królewicza i odpłynęła z nim do Troi. Jeden z bogów morza wynurzył się z fal i groźnie potrząsając głową, strasznym głosem zapowiadał im karę bogów za zdradę, za nadużycie świętego prawa gościnności. Przepowiadał, że Grecy przybędą z ogromnym wojskiem, że Troję zrównają z ziemią i zgładzą Priama i cały jego ród. Jednak przeniewiercza para zagłuszyła wyrzuty sumienia, mimo uszu puściła groźne słowa czczonego powszechnie bóstwa. Wylądowali na jednej z wysp Archipelagu[140], wzięli tam ślub i używali jak swojej własności skarbów zabranych Menelaosowi.
Wyprawa na Troję
563O rękę królewny Heleny, słynącej z piękności w całej Grecji, starali się prócz Menelaosa prawie wszyscy książęta greccy.
564Ojciec jej był więc w niemałym kłopocie, komu oddać córkę. Zwlekał z ostatecznym rozstrzygnięciem sprawy, jak długo mógł, słusznie bowiem obawiał się, że gdy Helena odda rękę jednemu ze starających się, wszyscy pominięci współzawodnicy zwrócą się w nienawiści przeciw szczęśliwemu wybrańcowi. Idąc za poradą mądrego króla Itaki Odyseusza, ojciec Heleny zobowiązał wszystkich starających się o jej rękę książąt przysięgą, że jej przyszłemu mężowi, gdyby kiedykolwiek doznał krzywdy, pośpieszą z pomocą. Każdy przystał chętnie na taką przysięgę. Przecież sprawa nie była jeszcze rozstrzygnięta, więc każdy spodziewał się, że sam będzie tym wybrańcem. Helena wybrała Menelaosa, a jej ojciec oddał mu rządy w Sparcie.
565Kiedy więc po latach małżonek Heleny doznał od Parysa tak dotkliwej obrazy, udał się najpierw do swojego brata, Agamemnona, króla Myken, i objeżdżał z nim całą Grecję, aby przypomnieć królom przysięgę złożoną ojcu Heleny i wezwać ich do wspólnej wyprawy na Troję. Usiłowania braci uwieńczył w krótkim czasie pożądany skutek i cała Grecja gotowała się do wielkiej wojny. Za zgodą wszystkich naczelne dowództwo objął Agamemnon. Oprócz niego i Menelaosa brali udział w wyprawie liczni książęta z najznamienitszych rodów greckich:
5661. Achilles, syn owego króla Peleusa, na którego weselu bogini niezgody rzuciła nieszczęsne złote jabłko. Jego matka, nimfa morska Tetyda, skąpała nowo narodzonego Achillesa w wodzie podziemnej rzeki, Styksu, i zabezpieczyła go tym sposobem przed wszelkimi ranami. Achilles mógł być raniony w tylko jedno miejsce, mianowicie w piętę, za którą trzymała go podczas kąpieli. Matka pragnęła obdarzyć go także nieśmiertelnością i w tym celu trzymała go w ogniu przyniesionym z Olimpu, opalając każdej nocy jedną część ciała i smarując ją następnie ambrozją. Jednak gdy dzieło nie było jeszcze dokonane, pewnej nocy Peleus obudził się, a widząc dziecię w ogniu, wyrwał je z rąk żony. (Porównaj mit o Demeter i Triptolemosie).
567Wtedy matka Achillesa powróciła do głębi morza, do swych sióstr. Peleus oddał chłopaka na wychowanie centaurowi Chironowi, który, jak już wiemy, słynął jako nauczyciel wielu sławnych bohaterów. Tam chłopiec karmił się szpikiem niedźwiedzim i lwią wątrobą i nabrał ogromnej siły.
568Gdy najznakomitszy w całej Grecji wróżbita, Kalchas, oświadczył, że bez udziału Achillesa wyprawa na Troję się nie uda, żona Peleusa raz jeszcze wyszła z fal morskich i ukryła swego syna na dworze znajomego króla, gdzie odziany w szaty kobiecie, przebywał wśród córek i służebnic królewskich. Przebiegły Odyseusz, którego wysłano na odszukanie Achillesa, przebrał się za wędrownego kupca i udał się do miasta, które Kalchas wymienił jako miejsce pobytu syna Peleusowego. Po przybyciu na dwór królewski Odyseusz zaczął rozkładać towary: obecne dziewczęta rzuciły się natychmiast na lalki, suknie i ozdoby. Achilles zaś, nie spojrzawszy nawet na nie, pochwycił czym prędzej oręż i tarczę, które Odyseusz także przyniósł ze sobą. Wykryty takim podstępem, Achilles ruszył chętnie na wyprawę; bo kiedy losy pozwoliły mu wybierać między życiem długim, spokojnym i swobodnym, ale pozbawionym sławy, a krótkim, pełnym trudów i niebezpieczeństw, za to jednak okrytym wiekopomną sławą, nie wahał się ani chwili i wybrał to drugie. (Porównaj opowiadanie o Heraklesie na rozstajnej drodze).
5692. Odyseusz (Rzymianie zwali go Ulisses albo Ulikses). Odyseusz, król wysepki Itaki, jednej z Wysp Jońskich, był najprzebieglejszym z Greków i potrafił znaleźć wyjście z najtrudniejszych sytuacji. Nie chciał przyłączyć się do wyprawy, nie chciał opuścić swej młodej żony Penelopy i nowo narodzonego synka, Telemacha. Jednak wyrocznia żądała koniecznie udziału Odyseusza, oświadczając, że bez niego wyprawa nie się uda. Gdy Menelaos z królewiczem Palamedesem, swoim najwierniejszym przyjacielem, przybył do domu Odyseusza, zastał go zajętego uprawą roli. Odyseusz, udając wobec przybyszów chorego na umyśle, zaprzągł do pługa obok wołu osła i zamiast nasienia sypał sól w bruzdy. Wtedy Palamedes położył małego Telemacha w tym miejscu, które pług miał zaorać. Odyseusz, doszedłszy do tego miejsca, zatrzymał pług i dowiódł tym, że ma świadomość swych czynów. Musiał więc pójść za posłańcami, lecz zapałał nienawiścią do Palamedesa, który jego, najprzebieglejszego, potrafił podejść.
5703. Król Nestor panował w mieście Pylos w krainie meseńskiej[141]. Najstarszy ze wszystkich Greków, którzy podążyli pod Troję, oglądał już trzecie pokolenie ludzi, słynął też z mądrej rady, doświadczenia, pogody umysłu i wymowy.
5714. Królewicz Ajas[142], syn Telamona, przewyższał wzrostem wszystkich Greków.
5725. Królewicz Ajas, syn Ojleusa.
5736. Królewicz Diomedes.
5747. Królewicz Palamedes, przyjaciel Menelaosa.
5758. Królewicz Patroklos, nierozłączny druh Achillesa, z którym się razem wychował.
5769. Filoktet, syn owego wędrowca (a był nim król tesalski), któremu umierający Herakles podarował swoje strzały. Strzały te otrzymał po ojcu Filoktet, a według wyroczni Troja bez nich nie mogła być zdobyta.
Ofiarowanie Ifigenii
577Flota połączonych Greków, licząca przeszło tysiąc okrętów, zebrała się w porcie miasta Aulida[143]. Wódz naczelny wyprawy, Agamemnon, przybywszy tam wcześniej od innych, polował pewnego dnia w gaju poświęconym Artemidzie. Zabił tam łanię i chełpił się, że sama Artemida, chociaż jest boginią łowów, nie mogłaby się pochwalić piękniejszą zdobyczą.
578Artemida, dotknięta zuchwalstwem króla, który nie tylko zabił poświęcone jej zwierzę, lecz jeszcze śmiał jej bluźnić, postanowiła za grzech wodza zemścić się na wszystkich Grekach i zesłała uporczywą ciszę morską. Gdy zebrane okręty już dłuższy czas daremnie oczekiwały pomyślnego wiatru, a wojsko zaczęło się niecierpliwić, wieszczek Kalchas orzekł, że cisza nie ustąpi prędzej, aż Agamemnon na ołtarzu rozgniewanej bogini nie złoży w ofierze swojej własnej córki Ifigenii.
579Serce ojcowskie wstrząsnęło się i ze wstrętem odepchnęło myśl tak okropną. Kazał obwieścić wojsku, że złoży naczelne dowództwo, a zabić swego dziecka nie zdoła. Na takie oświadczenie całe wojsko zawrzało buntem. Menelaos wszedł do namiotu brata, aby go namówić do ukorzenia się przed wolą bogów objawioną przez usta Kalchasa.
580Ifigenia bawiła w domu w Mykenach, pod opieką swej matki Klitajmestry[144]. Agamemnon, który usłuchał wreszcie słów brata, aby ją stamtąd sprowadzić, posłał list do Klitajmestry, w którym pod pozorem, jakoby Achilles prosił go o rękę córki, zażądał, aby natychmiast opuściła Mykeny i razem z Ifigenią przybyła do obozu w Aulidzie. Klitajmestra przyjechała, a Agamemnon oddał córkę Kalchasowi, który w obecności wojska miał dokonać uroczystej ofiary. Już kapłan zawiódł dziewicę przed ołtarz, już wziął w rękę stal błyszczącą w promieniach słońca, już miał zadać śmiertelny cios Ifigenii, gdy nagle królewna zniknęła z ołtarza, a na jej miejscu zobaczono konającą łanię. Spalono ją w miejsce cudownie ocalonej ofiary, którą nie wiadomo kto i dokąd usunął.
581Agamemnon swobodniej odetchnął po tak szczęśliwym zakończeniu tej groźnej sprawy. Powróciwszy do namiotu, nie zastał tam już Klitajmestry i opowiadano mu tylko, że wołała i powtarzała ciągle: „Nie ma mej córki, nie ma jej, ojciec ją porwał i zabił!”. Nie wierzyła wieści o cudownym ocaleniu dziecka, a nie pożegnawszy się z Agamemnonem, do którego czuła najżywszy żal, odjechała z powrotem do Myken.
582Jeszcze szczątki łani dopalały się na ołtarzu, gdy zaszumiało w drzewach i poruszył się wiatr zachodni. Otucha wstąpiła w serca Greków. Czym prędzej wsiedli na okręty i odbili od ziemi ojczystej.
Droga do Troi
583Gdy z zamiarem krótkiego odpoczynku wylądowali na jednej z wysp Archipelagu, Filoktet odnalazł na niej ołtarz, który przed laty postawił tam Jazon, gdy płynął z Argonautami. Gdy zbliżył się do niego, aby spełnić na nim ofiarę, z zarośli wyskoczył wąż i ukąsił bohatera w nogę. Rana nie goiła się, lecz jątrząc się ciągle, sprawiała ukąszonemu nieznośne cierpienia. Filoktet nie jęczał, ale ryczał z boleści. Krzyki nieszczęśliwego i wstrętna woń, którą wydawała ropa sącząca się z rany, spowodowały, że Grecy powzięli zamiar pozbycia się przykrego towarzysza. Przemyśliwano więc w dalszej drodze nad tym, jak tego dokonać. Ostatecznie Odyseusz wsiadł z nim do łodzi i przybił do brzegu wyspy, obok której właśnie przepływali. Znużony cierpieniem Filoktet położył się w cieniu drzew, a gdy obudził się ze snu, nikogo nie zobaczył przy sobie. Odyseusz był już daleko z flotą Greków. Obok chorego, opuszczonego na bezludnym wybrzeżu, leżała jego odzież i trochę strawy.
584Grecy przybili do brzegów Azji Mniejszej, przez pomyłkę zaś dotarli nie do Troady, lecz dalej na południe, do krainy, w której panował Grek, jeden z synów Heraklesa. Nie wiedząc nic o tym, że są w królestwie swojego pobratymca, nastawionego do nich jak najżyczliwiej, rozpoczęli walkę z mieszkańcami, których spotkali na wybrzeżu. Obie strony poniosły dotkliwe straty; rannych i zabitych było bardzo wielu, między innymi ciężką ranę otrzymał król tej krainy. Dopiero po bitwie wyszła na jaw prawda: Grecy i krajowcy zasiedli jak bracia do wspólnych stołów, wkrótce król cudownym sposobem wyzdrowiał. Żegnając Greków, oświadczył im, że będąc zięciem Priama, króla Troi, powinien by się właściwie do niego przyłączyć; skoro zaś jako Grek uczynić tego nie może, więc nie będzie się wcale mieszał do wypadków wojennych.
585Wreszcie Grecy dotarli do Troady. Przybili do brzegu, wyciągnęli okręty na ląd i ustawili je w rzędach. Obok okrętów rozbili namioty dla wojska; każda kraina grecka, czyli każdy król miał obok swych okrętów swe namioty. W środku obozu pozostawiono wolne miejsce: tu odbywały się walne narady i zgromadzenia. Obóz przecinało wiele dróg, z których jedne prowadziły ku morzu, drugie przecinały się z nimi pod kątem prostym. Założenie takiego obozu było konieczne, gdyż Grecy wiedzieli, że niełatwo przyjdzie im zdobyć Troję, że ich pobyt pod tym miastem spory czas się przeciągnie.
586Od morza ziemia wznosiła się niewysokimi wzgórzami. Między obozem greckim a miastem rozciągała się szeroka równina, kwieciste łąki i pola, a dalej widać było rozległe miasto warowne, Ilion, i królujące nad nim wzgórze obronne, gdzie stał pałac Priama i liczne świątynie bogów.
587Trojanie stawili opór Grekom nie sami; wiele okolicznych narodów, wielu dzielnych książąt przybyło im z pomocą. Na czele sił trojańskich stanął Hektor, najstarszy z synów króla Priama. Do najznakomitszych bohaterów trojańskich należał także Eneasz, syn bogini Afrodyty.
588Rozpoczęła się wojna, tym uporczywsza, że i bogowie mieszali się do niej, a niektórzy brali w niej udział nawet we własnej osobie. Posejdon, Hermes, Hefajstos, Hera, Atena wspierali Greków, Apollo, Ares, Afrodyta pomagali Trojanom, Zeus zajmował pośrednie stanowisko, a obie strony starały się wszelkimi sposobami przeciągnąć na swoją stronę władcę bogów i ludzi.
Pierwsze lata wojny
589Grecy jeszcze nie ukończyli robót przy ustawianiu obozu, kiedy bramy miasta otwarły się i wypadło z nich wojsko trojańskie. Hektor i Eneasz dokazywali cudów waleczności i siali śmierć dokoła. Dopiero gdy Achilles zjawił się na polu walki, pierwsza bitwa została rozstrzygnięta na korzyść najeźdźców.
590Wkrótce potem w obozie greckim zaszło pożałowania godne zdarzenie. Wyrocznia nakazała Grekom, aby w ich imieniu Palamedes spalił hekatombę w miejscu poświęconym Apollinowi. Takie wyróżnienie Palamedesa nie spodobało się Odyseuszowi, który jak wiemy, nienawidził tego królewicza, i postanowił teraz zgubić go za jednym zamachem.
591Poszedł do namiotu Palamedesa i niespostrzeżony przez nikogo, zakopał tam znaczną ilość złota. Potem napisał list, w którym król trojański dziękuje Palamedesowi za zamiar zdradzenia wojska greckiego i wspomina o przesłanych mu za to pieniądzach. Ten rzekomy list Priama do Palamedesa znaleziono u pewnego jeńca trojańskiego, w czym również była ręka Odyseusza. O liście dowiedział się wkrótce cały obóz i zwołano radę wojenną, aby wydała wyrok na Palamedesa. Pieniądze znalezione w namiocie oskarżonego były w oczach wszystkich tak wymownym dowodem jego winy, że wszelka obrona musiała umilknąć. Palamedes przeczuwał aż nadto dobrze, kto zgotował mu zgubę, lecz nie umiał się obronić i w milczeniu wysłuchał wyroku, którym jednomyślnie skazano go na karę ukamienowania. Gdy rzucono pierwsze kamienie, Palamedes zawołał: „Raduj się, prawdo, zginęłaś przede mną!”
*
592Dziesięć lat trwała wojna trojańska. O dziewięciu pierwszych latach wiemy niewiele. Zeszły głównie na pustoszeniu ziemi trojańskiej, na obleganiu i zdobywaniu zamków i grodów położonych w Troadzie lub w krainach z nią sprzymierzonych. Grecy zniszczyli wiele miejscowości i uprowadzili z nich dużo łupu, mieszkańców wzięli w niewolę i rozdzielili pomiędzy siebie.
593Dopiero o dziesiątym roku walki spotykamy dokładniejsze wiadomości u poety Homera, bowiem jego Iliada opisuje zdarzenia 51 dni dziesiątego roku oblężenia Troi, mianowicie od czasu, kiedy niezgoda zapanowała w obozie greckim i stała się powodem ważnych wypadków. Iliada, ten wiekopomnej sławy utwór poezji greckiej, przedstawia dokładnie wszystkie ciekawe wydarzenia, które miały wtedy zajść, toteż na podstawie tego poematu podamy w najogólniejszych rysach ich przebieg.
Achilles i Hektor
594Homer opiewa na początku Iliady „gniew Achillesa”. Na zgromadzeniu wojska Achilles i Agamemnon posprzeczali się tak bardzo, że znikła wszelka nadzieja pojednania bohaterów. Może nawet doszłoby między nimi do rozlewu krwi, lecz Atena poskromiła zapalczywość Achillesa, a poważany powszechnie Nestor uspokoił ich roztropną przemową. Odtąd jednak Achilles usunął się z całym zastępem swych poddanych od udziału w wojnie i obojętny na wszystkie sprawy publiczne, przebywał w swym namiocie.
595Tymczasem Trojanie, radzi, że Achilles, którego najbardziej się obawiali, zajął zupełnie bierne stanowisko wobec dalszego toku wojny, z każdym dniem bardziej stawiali czoło Grekom, wreszcie wtargnęli do obozu i poczęli palić ich okręty. Achilles był głuchy na wszystkie prośby i pojednawcze przekonywania, na wszystkie wyprawiane do niego poselstwa, uparł się i za nic w świecie nie chciał brać dalej udziału w wojnie. W końcu jednak na prośbę Patroklosa, swego najwierniejszego i najukochańszego druha, wprawdzie nie wyruszył sam na pole walki, lecz oddał mu swoją zbroję, dzieło Hefajstosa; znali ją dobrze Trojanie, których szeregi pierzchały na jej widok. Toteż gdy teraz Patroklos ukazał się nieprzyjaciołom, Trojanie, przekonani, że mają przed sobą samego Achillesa, zdjęci trwogą, zaczęli podawać tyły. Patroklos, uniesiony powodzeniem, zapomniał o koniecznej przezorności i zbyt namiętnie folgował[145] zapałowi bojowemu. Toteż po pewnej chwili Trojanie spostrzegli, że zbroja Achillesa nie jego okrywa. Hektor, wspierany przez Apollina, wszczął walkę z Patroklosem i zabił go. Grecy po zaciętym boju zdobyli tylko zwłoki Patroklosa, Hektor zaś powrócił do Troi, dumny z odniesionego zwycięstwa i z wywalczonej zbroi Achillesowej.
596Jednak to zwycięstwo Hektora było jakby ostatnim blaskiem słońca, nim zagaśnie w ciemnościach. Śmierć Patroklosa poruszyła Achillesa do żywego. Żal opanował jego serce, a jedna tylko myśl powstrzymywała go od rozpaczy: że powinien pomścić śmierć ukochanego przyjaciela. Przysiągł, że nie tknie ani pokarmu, ani napoju, póki nie wykona tego obowiązku przyjaźni. Pojednał się z Agamemnonem, a Hefajstos sporządził dla niego nową zbroję. Niedługo trwało, a sam Achilles pojawił się znowu na polu walki, od której stronił przez kilka tygodni. Trojanie pierzchali przed nim, a on jak dawniej zabijał ich setkami: gdzie się ukazał, zwyciężał.
597Nareszcie ujrzał Hektora, którego widoku tak gorąco pragnął jego rozpłomieniony zemstą umysł. Pokonał naczelnego wodza Trojan i zabił go; ściągnął z ciała zbroję, a zwłoki przywiązał do wozu. Potem wstąpił na wóz i trzy razy powlókł dokoła miasta ciało nieszczęsnego Hektora. Trojanie z żalem patrzyli na to z murów miasta, a nieskończona rozpacz opanowała matkę Hektora, Hekabe, i jego żonę Andromachę.
598Potem Achilles zawlókł ciało Hektora do obozu greckiego. Zwłoki Patroklosa uroczyście spalił na stosie, a jego pamięć uczcił ofiarą i igrzyskami. Naokoło mogiły przyjaciela wlókł znowu zwłoki ofiary swej zemsty, Hektora.
599Ciało wodza trojańskiego nie miało jednak pozostać niepochowane, porzucone na pastwę drapieżnych ptaków. Stary Priam, wiedziony przez Hermesa, udał się do Achillesa, któremu już przedtem Zeus polecił, ażeby stroskanemu starcowi wydał zwłoki syna. Achilles, wzruszony żalem nieszczęsnego ojca, przyjął okup, wydał Priamowi ciało Hektora i zezwolił na zawieszenie broni, ażeby uroczyście, jak się należało takiemu bohaterowi, pochować jego ciało. Odbył się zatem pogrzeb Hektora według zwyczaju, z wielką świetnością.
600Na tym kończy się opowiadanie Iliady.
601Achilles nie doczekał końca wojny. On, najsłynniejszy z bohaterów greckich, padł od strzały zniewieściałego Parysa, ugodzony w piętę, w jedynym miejscu, jak wiemy, w którym mogło zostać zranione jego ciało.
602Pomiędzy Grekami powstał zacięty spór o to, kto z nich weźmie zbroję Achillesa. Wskutek tego odebrał sobie życie Ajas, syn Telamona, najwaleczniejszy po Achillesie bohater, bo zbroję przyznano nie jemu, lecz Odyseuszowi, a Ajas nie mógł przeżyć tej krzywdy.
603Ponieważ mimo tego wszystkiego, co dotąd zdziałano, zdobycie Troi przeciągało się, Grecy kilkakrotnie posyłali do wyroczni z zapytaniem, jak przyśpieszyć upadek nienawistnego miasta. Na zamku trojańskim znajdował się posąg bóstwa opiekuńczego, tzw. palladion[146], z którym, jak orzekła wyrocznia, losy Troi wiązały się o tyle, że mogła ona zostać zdobyta tylko wtedy, gdyby ktoś ten posąg zabrał poza obręb zamku. Otóż gdy Grecy usłyszeli takie zdanie wyroczni, Odyseusz i Diomedes z niesłychaną śmiałością zakradli się do zamku i powrócili z pożądaną zdobyczą. Grecy zastosowali się także i do innych wymagań wyroczni. Odyseusz sprowadził do obozu syna Achillesowego, Neoptolemosa, i Filokteta, gdyż bez nich Troja nie mogła być zdobyta. Filoktet, wyleczony ze swojej rany, pozbawił życia Parysa, lekkomyślnego sprawcę tak długiej wojny i śmierci tylu bohaterów. Zabił go jedną z tych zatrutych strzał, które jeszcze jego ojciec od otrzymał Heraklesa.
Drewniany koń
604Nareszcie zdobyto Troję, a dokonać tego miała nie waleczność, lecz podstęp. Za radą przebiegłego Odyseusza Grecy zbudowali drewnianego konia, w którego wydrążonym wnętrzu mieli się ukryć najodważniejsi z wodzów greckich. Tak też uczyniono, po czym Grecy, pozostawiwszy konia przed murami Troi, w nocy zwinęli swój obóz i na okrętach odbili od wybrzeży trojańskich.
605Następnego dnia Trojan niemało zadziwił niezwykły, niespodziewany widok roztaczający się z murów miasta: łąki i pola opustoszały z namiotów, morze było wolne od greckich okrętów. Otworzyli bramy miasta i wyszli z niego tłumnie, ze swobodą i zadowoleniem, jakich od tylu lat nie zaznali. Zaraz spostrzegli olbrzymiego konia i zaczęli go ciekawie oglądać i zastanawiać się nad jego znaczeniem.
606Zebrany wkoło tłum głosił rozmaite zdania. Jedni chcieli konia spalić, inni strącić do morza, inni znów wciągnąć do miasta. Wtem przyprowadzono związanego człowieka, który pragnął się rozmówić z samym królem. Pojmany młodzieniec zaczął opowiadać długą historię, której główną treścią było, że jest Grekiem, ale że jego właśni rodacy wyrządzili mu wiele przykrości i krzywd i dlatego nie czuje się już obowiązany do wierności wobec nich, lecz otwarcie wyjawi Trojańczykom to, co jako uczciwy Grek powinien by zachować w tajemnicy.
607Grecy — tak mówił dalej — na rozkaz wyroczni opuścili Troję, odstąpili od oblężenia i udali się z powrotem do ojczyzny. Tego zaś konia pozostawili pod miastem, ponieważ bogowie kazali im go wybudować i pozostawić. Drewniany koń powinien być ustawiony w samej Troi, bo z wyroku bogów jego cudowna moc chronić ją będzie na zawsze od wszystkiego złego.
608Nadszedł na to kapłan Apollina Laokoon i uderzył konia włócznią. Zadźwięczały zbroje zamkniętych w jego wnętrzu bohaterów i wokoło rozległ się podejrzany odgłos. Ale lud uwierzył udanym łzom i zaklęciom Greka i domagał się hałaśliwie usłuchania jego rady; wszelki opór zaś zanikł, gdy cud zdawał się potwierdzać słowa Greka. Oto nagle wyszły z morza dwa olbrzymiej wielkości węże, a zesłał je Posejdon, wrogo, jak wiemy, usposobiony do Trojan, wiedząc, że lud będzie tłumaczyć takie zjawisko na swą zgubę. Węże rzuciły się wprost na Laokoona, zajętego w towarzystwie dwóch synów przygotowaniem ofiary, i w mgnieniu oka splotły i zadusiły ojca i obu synów. Wszyscy widzieli w tym zdarzeniu karę bożą na nieufnego kapłana. Zaraz też zarzucono powrozy na konia i zaczęto go ciągnąć do miasta. Gdy brama okazała się za mała, Trojanie bez namysłu wyłamali część muru i nie spoczęli, aż koń stanął wewnątrz miasta.
609Nadeszła noc. Trojanie, spokojni i szczęśliwi, jak od lat wielu nie byli, spali po swoich domach. Teraz ów przeniewierczy Grek kluczem, który powierzyli mu rodacy, otworzył drzwiczki konia, a z jego wnętrza wysypali się bohaterowie greccy. Tymczasem wojsko greckie, które wcale nie powróciło do ojczyzny, lecz ukryło się koło pobliskiej wyspy, przybiło z powrotem do brzegów trojańskich i szło ku miastu. Jego bramy stały już otworem, gdyż bohaterowie, którzy wyszli z wnętrza konia, pokonali od razu straż czuwającą u bram.
610O oporze Trojan nie było już mowy. Kiedy mieszkańcy się ocknęli, całe miasto stało już w płomieniach, ogniem i mieczem niszczyli Grecy Troję i jej ludność. Ziejąc mordem, szalał na czele wszystkich Neoptolemos, syn Achillesa. Sędziwy Priam zrazu myślał o tym, aby stawić czoło nieprzyjacielowi, a w końcu za radą żony oddał się pod opiekę Zeusa, chroniąc się przy jego ołtarzu. Dziki Neoptolemos nie uszanował jednak świętych praw, strzegących życia tych, którzy schronili się pod opiekę bogów. Nieszczęśliwy Priam legł u stóp ołtarza jego pod ciosami. Neoptolemos też z wieży zamkowej strącił niewinne dziecię, jedynego syna Hektora i Andromachy.
611Zagłada Troi, zupełne zwycięstwo Greków — oto był koniec dziesięcioletniej wojny.
*
612Ryciny dodane do niniejszego rozdziału przedstawiają postaci i wypadki z wojny trojańskiej.
613Ryc. 50. Widzimy tu cały szereg bohaterów tej wojny. Sztuka utworzyła dla każdego z nich pewien stały typ. Wszystkie zebrane tu, typowe głowy pochodzą z pomników starożytnych.
614Ryc. 51. Płaskorzeźba w Muzeum Kapitolińskim w Rzymie przedstawia epizody z lat dziecinnych Achillesa. Po lewej: Tetyda oddaje synka centaurowi Chironowi na wychowanie; po prawej: Chiron z Achillesem polują na Iwa.
615Ryc. 52. Malowidło pompejańskie. Na ziemi leżą lusterko, szkatułka z klejnotami i inne przedmioty ponętne dla kobiet, ale także hełm i tarcza. Postać główna: Achilles, przed nim Odyseusz. Kiedy na znak Odyseusza zabrzmiały trąby, Achilles porwał już miecz, zbierze i resztę broni; wyrywa się z ramion towarzyszki, która daremnie usiłuje go zatrzymać.
616Ryc. 53. Ofiarowanie Ifigenii, malowidło, które się zachowało w Pompejach. Kapłan Kalchas trzyma w ręku nóż; dwóch pomocników niesie Ifigenię; Agamemnon, pogrążony w smutku, zasłonił głowę szatą. Obok widzimy posążek Artemidy trzymającej dwie pochodnie, przy niej para psów. W obłokach unoszą się sama Artemida i nimfa wiodąca łanię.
617Ryc. 54. Malowidło na wazie, przedstawia odwiedziny Priama u Achillesa. Achilles po obiedzie siedzi na sofie. Pod sofą znajdują się zwłoki Hektora. Priam ukończył już swą przemowę, za nim stoją słudzy z darami. Achilles zwraca się do swojego niewolnika, aby przyniósł napój na powitanie gościa.
618Ryc. 55. Grupa Laokoona, wykonana z marmuru, jest jednym z najsłynniejszych dzieł rzeźby, jakie przekazały nam wieki starożytne. Wydobyto ją spod gruzów w Rzymie w 1506 r., znajduje się tam w Muzeum Watykańskim. Węże oplotły kapłana i jego dwóch synów i zadały już śmiertelną ranę ojcu i starszemu synowi; młodszy usiłuje jeszcze uwolnić się ze śmiertelnych uścisków.
58. Dzieje rodu Agamemnona
Powrót Agamemnona
619Po długiej i zaciętej walce Grecy zdobyli potężny gród Priama, okryli się sławą wojenną i wywieźli ze zdobytej Troi niezmierne bogactwa. Wszyscy od dawna tęsknili za ojczyzną i pragnęli czym prędzej trafić pod dach rodzinny. A jednak teraz właśnie, kiedy już wszystkie trudności zdawały się ustępować im z drogi, gdy każdy z nich widział się niemal u kresu spełnionych marzeń, srogo zaczęły gnębić losy niejednego z uczestników uwieńczonej chwałą wyprawy. Dla innych znowu powrót w rodzinne progi, tak gorąco upragniony, stał się źródłem nowych niebezpieczeństw i bolesnych doświadczeń, a nawet przyczyną zguby.
620Klitajmestra, małżonka Agamemnona, nie mogła darować mężowi, że ofiarowaniem Ifigenii tak boleśnie obraził jej uczucia macierzyńskie. Skorzystał z tego Ajgistos, stryjeczny brat Agamemnona, syn Tyestesa, który po ojcu odziedziczył nienawiść do Atreusza i jego rodu. Przybył do Myken, zupełnie oczarował sobą Klitajmestrę i w zastępstwie Agamemnona objął rządy w państwie.
621Gdy po wielu latach wieść o zburzeniu Troi dotarła do Grecji, Ajgistos i Klitajmestra tak się urządzili, że przyjazd Agamemnona nie mógł ich zaskoczyć nieprzygotowanych. Na szczycie zamku dzień i noc stał odtąd strażnik, a drugi przebywał stale nad brzegiem morza i wypatrywał, czy nie zbliża się okręt królewski. Gdyby Agamemnon przybił nocną porą do brzegu, stojący nad morzem strażnik miał rozniecić ogień, żeby zobaczono go z zamku jako znak przybycia króla.
622Powracające z Troi okręty Agamemnona pozostawały pod szczególną opieką Hery i dlatego nie doznały żadnych niepomyślnych przygód. Dopiero kiedy zbliżały się do Peloponezu, zerwała się straszna burza. Nie uszkodziła wprawdzie żadnego okrętu, lecz zapędziła flotę z powrotem na pełne morze. Przypadek ten powiększył tylko tęsknotę Agamemnona za krainą ojczystą; tym bardziej więc ucieszył się, gdy nareszcie dobił szczęśliwie do brzegów rodzinnej ziemi i mógł wylądować.
623Było to właśnie w nocy. Zapłonął więc natychmiast od dawna przygotowany stos, a strażnik zamkowy w Mykenach, zobaczywszy płomień, zatrąbił w róg i obudził wszystkich mieszkańców zamku, zwiastując im, iż Agamemnon powrócił.
624Gdy król zbliżył się do grodu, którego tak dawno nie widział, Klitajmestra wyszła mu naprzeciw i powitała go z udawaną serdecznością, okazując mu swą miłość i radość oznakami czci i uległości, tak że bohater nawet nie spodziewał się takiego przyjęcia. Zmęczony podróżą i okryty kurzem, Agamemnon pragnął przede wszystkim wykąpać się i udał się do izby łaziebnej. Ledwie wszedł do kąpieli, Klitajmestra zarzuciła na niego siatkę splecioną z mocnych sznurów. Usiłując się z niej wydobyć, Agamemnon wikłał się coraz bardziej, a gdy miał już ręce skrępowane i nie mógł się bronić, doskoczył Ajgistos i zabił go mieczem.
Orestes i Pilades
625Syn Agamemnona Orestes liczył lat jedenaście, kiedy ojciec zginął zdradziecką śmiercią. Klitajmestra i Ajgistos zaczęli teraz nastawać także na życie chłopca, dręczyła ich bowiem obawa, że zostanie kiedyś mścicielem zamordowanego ojca. Aby więc ocalić Orestesa, Elektra, siostra jego i Ifigenii, wysłała go do stryja, panującego w dalekiej krainie; tutaj wychowywał się razem ze swym stryjecznym bratem, Piladesem. Orestesa i Piladesa, krewnych i rówieśników, połączyła rychło najtkliwsza przyjaźń.
626Gdy Orestes dorósł, wyrocznia delficka przypomniała mu synowski obowiązek pomszczenia na mordercach śmierci ojca. Orestes i Pilades wybrali się zatem razem do Myken. Nieznani tam nikomu młodzieńcy, nie chcąc budzić podejrzenia Ajgistosa i Klitajmestry, opowiadali, że jedynak Agamemnona zginął wskutek nieszczęśliwego wypadku na wyścigach. Przybyli właśnie, jak mówili dalej, z jego polecenia i przywieźli urnę, zawierającą jego popioły. Orestes bowiem, umierając, miał wyrazić życzenie, aby pochowano go w ziemi ojczystej. Na tę wieść występna para, nieprawnie dzierżąca tron Myken, nie ukrywała swej radości, że nareszcie będzie mogła czuć się bezpieczna. Wręcz inaczej podziałała wiadomość na siostrę Orestesa. Elektra dzień i noc opłakiwała zgon rodzica, a w swym bezmiernym smutku pocieszała się jedynie nadzieją, że Orestes pomści kiedyś potworną zbrodnię. Znienawidzona przez matkę z powodu wiernego przywiązania do pamięci ojca, pędziła w domu rodzicielskim żywot gorszy niż ostatnia niewolnica. Teraz upadła jak gromem rażona na straszną wieść, którą przynieśli cudzoziemcy. Jakże wielka jednak była jej radość, gdy obaj przybysze wyjawili jej prawdę, gdy się przekonała, że to sam Orestes stoi przed nią, że przybył z zamiarem pomszczenia ojca! Ściskając brata, ze łzami w oczach, gorącymi słowami zaklinała go, aby spełnił czyn, którego bogowie żądają od niego. W żywych barwach przedstawiała mu, jak niecnie Klitajmestra podeszła ojca i jak zdradziecko go zamordowano.
627Orestes pomścił śmierć ojca, zabił Ajgistosa i Klitajmestrę, własną matkę. Posłuszny rozkazom wyroczni i spełniając obowiązek synowski, tym samym stał się matkobójcą. Toteż zaledwie ciało matki runęło na ziemię, wyszły na światło dzienne i stanęły przed Orestesem straszne boginie zemsty, Erynie, które ścigają zabójców. Odtąd dzień i noc nie dawały mu odetchnąć, przepędzały go wciąż z miejsca na miejsce i stawiały mu przed oczy krwawe widmo zamordowanej matki. Stan duszy Orestesa równał się szaleństwu, a nie było sposobu zaspokojenia straszliwych Erynii. Apollo delficki, do którego zwrócił się Orestes, doprowadzony do rozpaczy nieustanną męczarnią, kazał mu podążyć do Taurydy i sprowadzić stamtąd wizerunek siostry.
Ifigenia
628Orestes i Pilades, który go i w tej wyprawie nie opuścił, udali się więc razem do dalekiej Taurydy (dzisiejszego Półwyspu Krymskiego). Tam wśród szumiących drzew rozległego gaju wznosiła się prastara świątynia bogini Artemidy. Mieszkańcy tego kraju oddawali jej cześć w ten okrutny sposób, że wszystkich cudzoziemców przybywających w te strony palili na ołtarzu strasznej bogini. Toteż Orestesa i Piladesa, kiedy przybyli, pojmano i oddano w ręce najstarszej kapłanki Artemidy. Po pewnym czasie Orestes dowiedział się, że kapłanką tą jest osoba najbliższa mu na świecie — Ifigenia, którą on i wszyscy od tylu lat opłakiwali jako nieżyjącą.
629W owej strasznej chwili, gdy nóż Kalchasa dotknął szyi królewny, Artemida zakryła ją chmurą i uniosła sprzed oczu zgromadzonych aż do odległej Taurydy, do swej świątyni. Tu z polecenia bogini córka Agamemnona sprawowała obowiązki najstarszej kapłanki, dokonywała mianowicie ceremonii poświęcenia ofiar, które oddawała podwładnym kapłankom, aby je zabiły i spaliły. Teraz, kiedy nastąpiło spotkanie rodzeństwa, radosne, lecz i bolesne zarazem, gdyż Ifigenia dowiedziała się teraz dopiero o strasznej śmierci ojca i matki i ściganiu brata przez Erynie — postanowili wszyscy troje, Orestes, Pilades i Ifigenia, powrócić do Grecji i zabrać ze sobą „wizerunek siostry”, tj. czczony w Taurydzie posąg Artemidy, siostry Apollina, który domagał się tego przez usta Pytii. Królowi Taurydy Ifigenia oświadczyła, nie wymieniając imion przybyszów, że jeden z nich, matkobójca prześladowany przez Erynie, wstąpiwszy do świątyni i dotknąwszy ołtarza i posągu bogini, pokalał wszelką własność Artemidy. Poleciła zatem królowi jako najstarsza kapłanka okadzenie całej świątyni, sama zaś z posągiem bogini i z oboma jeńcami udała się nad morze, aby, jak oświadczyła, w jego czystych nurtach obmyć posąg i oczyścić matkobójcę.
630Król uwierzył słowom kapłanki, która nigdy dotąd nie nadużyła jego zaufania. Tymczasem Ifigenia, Orestes i Pilades przybyli nad brzeg morza i z posągiem bogini wsiedli na okręt Orestesa, który stał ukryty wśród skał wybrzeża. Ale ucieczka nie udała się. Taurowie puścili się w pogoń za uchodzącymi, dognali ich i zaprowadzili przed wrzącego zemstą króla. Zamiast upragnionego powrotu do ojczyzny groziła im niechybna śmierć, gdy nagle zjawiła się w obłokach bogini Atena i obwieściła królowi, że jest wolą bogów, żeby Greków puścił wolno do ojczyzny i zostawił im posąg Artemidy, który odtąd miał być czczony w Grecji.
631Ocaleni tym cudem Grecy przywieźli posąg bogini do ojczyzny, a Ifigenia spełniała nadal obowiązki kapłanki w nowej świątyni. Erynie opuściły Orestesa, który objął tron ojcowski. Jego wierny przyjaciel i nieodstępny towarzysz Pilades ożenił się z Elektrą i także objął rządy po swym ojcu. Przekleństwo ciążące na rodzie Tantala ustąpiło odtąd łasce niebian.
59. Przygody Odyseusza
632Niejeden z bohaterów greckich, którzy walczyli pod Troją, tułał się po szerokim świecie i miał sporo przygód, nim powrócił do ojczyzny, żaden jednak nie miał do zwalczenia tylu przeszkód, nie odbył tak dalekich wędrówek, jak Odyseusz. Bąkał się prawie po wszystkich morzach, krajach i wyspach, z jednego niebezpieczeństwa wpadał w drugie, a nieraz rozpacz i zwątpienie ogarniały jego umysł i serce.
633Dzieje tej tułaczki Odyseusza znamy bardzo dokładnie, gdyż opisał je Homer w znanym na cały świat i sławnym po wszystkie czasy poemacie, nazwanym od imienia bohatera Odyseją.
W jaskini Polifema
634Z dwunastoma okrętami opuścił Odyseusz wybrzeże trojańskie. Zeus zesłał na żeglarzy srogie burze, które przez wiele dni rzucały okrętami po przestworach morza i zapędziły je nareszcie do krainy, której mieszkańcy żywili się słodkim owocem lotosu. Kilku towarzyszy Odysa także zakosztowało tego owocu i wkrótce poczuli jego czarodziejskie działanie, mianowicie zapomnieli o kraju rodzinnym, o rodakach i krewnych, o swych obowiązkach, a pragnęli na zawsze pozostać w krainie lotosu. Łzami zalanych i opierających się musieli inni towarzysze gwałtem zabrać i sprowadzić z powrotem na okręty.
635Płynąc dalej, przybył Odyseusz do kraju cyklopów. Nie byli to owi cyklopi, których znamy jako pomocników i sługi Hefajstosa, lecz ich potomkowie, także lud olbrzymów mających jedno oko na środku czoła. Każdy z nich mieszkał ze swą rodziną osobno, w ogromnych jaskiniach wykutych w skałach nadmorskich. Najstraszniejszym i najsilniejszym z nich był Polifem.
636Odys zarzucił kotwicę u brzegów prześlicznej wyspy, w miejscu, gdzie zobaczył przystań wielce dogodną do wylądowania. Pozostawił okręty w przystani, a na jednym wybrał się na przeciwległe wybrzeże. Z dwunastoma towarzyszami wstąpił do krainy cyklopów i zaczął się w niej rozglądać. Wpadła mu w oczy olbrzymia jaskinia, a gdy do niej weszli, bardzo się zdumieli. Jaskinia była podzielona na części, a w każdej panował podziwu godny ład i porządek. Tu były ogrodzenia, w których stały jagnięta i koźlątka, tam kosze pełne sera, wiadra i wiaderka do prowadzenia gospodarstwa mlecznego.
637Odyseusz i jego towarzysze wzięli ze sobą z okrętu kosz z żywnością i dzban przedniego[147] starego wina, lecz zobaczywszy taką mnogość wybornego sera, zasiedli w jaskini i zaczęli go zajadać. Wtem zjawił się cyklop. Pędził przed sobą owce i kozy; wprowadziwszy je do jaskini, zastawił jej otwór ogromnym głazem, potem rozniecił ogień i wydoił trzodę. Teraz dopiero spostrzegł nieznajomych, którzy przerażeni widokiem olbrzyma, skryli się po kątach, a spostrzegłszy ich, ryknął przeraźliwym głosem. Daremnie Odyseusz zaklinał go na święte prawo gościnności i w imię Zeusa prosił, aby był łaskaw dla nich. Polifem wybuchnął szyderczym śmiechem:
638— Cóż obchodzą cyklopów — zawołał — Zeus i wszyscy inni bogowie!
639Wyciągnąwszy następnie ręce, porwał dwóch nieszczęsnych i uderzył ich głowami o ziemię; zabitych posiekał na drobne kawałki i spożył na wieczerzę. Po tym smacznym kąsku olbrzym położył się na wznak i zasnął, a jego chrapanie rozlegało się po jaskini jak huk grzmotów.
640Odyseusz miał ze sobą miecz, mógł więc zabić teraz śpiącego Polifema. Lecz na cóż by się było przydało, skoro wszyscy razem, jak byli w jaskini, nie zdołaliby odwalić ogromnego kamienia, którym cyklop zamknął wejście do swej siedziby?
641Nazajutrz rano olbrzym zbudził się, porwał znowu dwóch towarzyszy Odysa i uczynił z nimi to, co wczoraj. Po takim śniadaniu odwalił skałę, wygnał trzodę i z powrotem zastawił wejście. Tymczasem Odyseusz nie przestawał przemyśliwać nad sposobem ocalenia siebie i reszty towarzyszy. Wkrótce też wpadł na szczęśliwy pomysł. Spostrzegł długi pal ze świeżego drzewa oliwnego, który Polifem chował w jaskini, aby go, kiedy wyschnie, użyć na maczugę. Odys zaostrzył koniec tego pala, włożył go do ognia i trzymał w nim dopóty, aż należycie stwardniał. Gdy olbrzym powrócił wieczorem z pastwiska, swoim zwyczajem porwał dwie nowe ofiary i zjadłszy je, położył się, aby należycie strawić wieczerzę. Odyseusz zbliżył się teraz do niego z pokorą i podał mu naczynie z owym winem, które przyniósł ze sobą. Napój przypadł widocznie do smaku cyklopowi, bo zażądał po raz drugi i trzeci pełnego naczynia, co Odyseusz z ochotą spełnił. W rozmowie, którą tymczasem król Itaki prowadził z cyklopem, powiedział pytającemu o jego imię, że nazywa się „Nikt”. W nagrodę za smaczny napój Polifem przyrzekł mu, że pożre go dopiero wtedy, gdy już żaden z jego towarzyszy nie zostanie przy życiu.
642Wkrótce cyklopa ogarnął twardy sen. Tego tylko pragnął Odys. Pochwycił przygotowany rano pal, włożył jego koniec w ogień, rozżarzył go, a potem przy pomocy towarzyszy wbił go w jedyne oko Polifema i kręcąc na wszystkie strony, wypalił je, tak że sycząc, wypłynęło.
643Olbrzym, przebudzony nagle, ryczał i wył z boleści, a niczego nie widząc, macał na oślep po jaskini, lecz żadnego ze swych jeńców nie mógł schwycić. Zaczął więc przywoływać na pomoc swych współbraci, innych cyklopów. Ci, zgromadziwszy się przed jaskinią, pytali:
644— A któż to, Polifemie, uczynił ci coś złego? Któż cię zranił?
645Na wszystkie pytania Polifem wykrzykiwał nieustannie tylko jedno:
646— Nikt! Nikt!
647Na to Cyklopi zawołali:
648— Ha! Toś pewnie chory, kiedy nikt cię nie skrzywdził, a my chorób leczyć nie umiemy.
649I odeszli.
650Teraz dopiero odetchnęli lżej więźniowie w jaskini. Polifem zaś odsunął kamień, usiadł tuż obok wejścia i wyciągnął ramiona, obawiając się widocznie, aby znienawidzeni sprawcy jego cierpień nie umknęli. Jednak mądry Odyseusz wymyślił niezwykły sposób ocalenia wszystkich. Przebiegły bohater powiązał po trzy barany razem, jednego obok drugiego, a pod każdym idącym w środku przywiązał jednego z towarzyszy. Tak przygotowawszy dla wszystkich ucieczkę, wlazł sam pod największego barana i głęboko zatopił ręce w bujnej wełnie.
651Kiedy nadszedł ranek, Polifem odsunął głaz zamykający otwór, aby wypuścić owce na pastwisko. Zaczęły wychodzić, a cyklop usiadł znowu na progu i wyciągnął przed siebie ramiona, aby móc schwycić uciekających. Nie namacał oczywiście nic innego, jak tylko wełnę na grzbietach baranów, a tymczasem Odyseusz i jego towarzysze wydostali się szczęśliwie ze strasznego więzienia. Teraz król Itaki puścił swojego barana i odwiązał towarzyszy, po czym odszukali okręt. Kiedy znaleźli się szczęśliwie na okręcie, Odyseusz zaczął głośno drwić sobie z cyklopa. Polifem, rozwścieczony, ciskał głazami za okrętem, ale daremnie. Nie udało mu się go dosięgnąć i roztrzaskać. W rozpaczy i wściekłości zwrócił się z gorącą modlitwą do Posejdona, swego ojca, prosząc go, żeby pomścił na królu Itaki zniewagę syna.
Od Eola do Kirke
652Szczęśliwie wystawszy się z paszczy śmierci, przybyli tułacze do wyspy króla wiatrów, Eola. Przyjął ich jak najżyczliwiej i gościł u siebie cały miesiąc, a gdy odjeżdżali, dał Odysowi worek, w którym zamknął wszystkie niepomyślne wiatry. Okręt płynął w pożądanym kierunku i dziesiątej nocy był już tak blisko Itaki, że spostrzeżono ognie płonące na wybrzeżu. Na nieszczęście właśnie wtedy znużenie skleiło powieki Odyseusza. Jego towarzysze, którzy już dawno zastanawiali się nad tym, co może być schowane w worku podarowanym bohaterowi przez Eola, rozwiązali go teraz, przekonani, że znajdą skarby, złoto i srebro, które król ukrywa przed ich wzrokiem. Ale o zgrozo! — w tej chwili zerwała się szalona burza, rozkiełzane wiatry zaczęły rzucać okrętem jak piłką na wszystkie strony, aż wreszcie zaniosły go z powrotem na wyspę Eola. Lecz tym razem król wiatrów gniewnie odprawił Odysa, oburzony, że tak zły użytek uczyniono z jego daru.
653Żeglując dalej, przybył Odyseusz do krainy, w której mieszkali olbrzymiego wzrostu ludożercy. Ciskali oni ogromnymi głazami na jego okręty, zabili bardzo wielu ludzi i zgruchotali łodzie. Ocalał tylko jeden okręt, ukryty za górą; na nim zebrał Odyseusz niedobitków i popłynął z nimi dalej.
654Najbliższym krajem, do którego przybyli, była wyspa, a na niej — o czym Odyseusz nie wiedział — mieszkała potężna czarodziejka, imieniem Kirke[148]. Aby i tutaj nie stać się ofiarą jakiegoś niespodziewanego nieszczęścia, Odys wysłał dwudziestu dwóch ze swoich ludzi na zwiady. Przybyli oni do bardzo pięknej okolicy. Po drodze nie spotkali nikogo, tylko rozmaite zwierzęta, które im jednako nie robiły nic złego. Idąc dalej, zobaczyli piękny pałac, do którego weszli, a tu powitała ich jak najżyczliwiej sama królowa wyspy, Kirke. Czarodziejka postawiła przed nimi smaczną potrawę, którą z wielkim apetytem zaczęli zajadać. Nagle zmieniła się ich postać, z ludzi stali się wieprzami, a czarodziejka zamknęła ich w chlewie i karmiła odtąd żołędziami. Ale jeden z wysłanych przez Odysa ludzi, przeczuwając coś złego, nie wszedł do wnętrza pałacu. Zobaczywszy teraz, co się z tamtymi stało, pobiegł czym prędzej do Odysa i ze łzami w oczach, drżącym z żalu głosem, opowiedział o strasznej scenie, której był świadkiem.
655Odyseusz, usłyszawszy o czarach, uzbroił się i udał się sam jeden do czarodziejskiego pałacu. W drodze spotkał się z bogiem Hermesem. Ten zaopatrzył go w środek zabezpieczający przed wpływem czarów i udzielił mu rady, aby z dobytym mieczem rzucił się na Kirke i zmusił ją do przysięgi, że nie będzie mu szkodzić.
656Kirke przyjęła króla jak najserdeczniej i obficie zastawiła stół, między innymi podała tę zgubną a nęcącą potrawę, która czarodziejskim sposobem zamieniła jego wysłanników w zwierzęta. Gdy Odyseusz zaczął jeść, dotknęła go różdżką i zawołała: „Idź do chlewu, do tamtych!”. Ale bohater dobył w tej chwili miecza i rzucił się na czarownicę. Kirke, zdumiona, że czary nie działają, a zarazem przerażona groźną postawą bohatera, poznała, że chronią go wyższe potęgi, i przysięgła, że mu nie wyrządzi krzywdy, a jego zamienionym w wieprze towarzyszom przywróciła postać ludzką.
657Teraz przybyli do pałacu także wszyscy ci, co jeszcze dotąd pozostawali na okręcie, i razem cały rok spędzili na wyspie; powodziło im się tu bardzo dobrze. Gdy się już żegnali i wybierali w dalszą podróż, Kirke wyjawiła Odysowi, że wolą bogów jest, aby popłynął do kresów kręgu ziemskiego i wstąpił do Hadesu, gdzie duch sławnego wieszcza tebańskiego Tejrezjasza poda mu dalsze wskazówki. Opisała mu drogę, którą ma podążyć do krainy cieniów, pouczyła go, co tam ma czynić i jak się zachować.
W podziemiu. Scylla. Woły Heliosa
658Słuchając rad Kirke, żeglarze przybyli do zachodnich brzegów Okeanu i znaleźli się w gaju, w którym rosły olchy, topole i wierzby, zupełnie tak, jak zapowiedziała to Kirke. Odyseusz wstąpił do głębokiej przepaści. Zaszedł po pewnym czasie do miejsca, w którym wykopał jamę i zarżnął kilka owiec na ofiarę cieniom zmarłych, a krew zwierząt, stosując się do polecenia Kirke, wpuścił do jamy. Tysiącami zaczęły się teraz zjawiać cienie, łaknące krwi. Lecz Odyseusz nie dał im dotknąć napoju, póki nie nadszedł duch Tejrezjasza.
659Wieszcz tebański napił się ciemnej krwi, po czym przepowiedział Odyseuszowi dalsze koleje jego żywota. Mówił, że przybędzie na wyspę Sycylię, lecz zabronił mu zabijać woły, które tam się pasą, jeśli nie chce ściągnąć na się gniewu ich właściciela. Groził, że w przeciwnym razie zginą wszyscy i jeden tylko Odyseusz przybędzie do ojczyzny, po długiej tułaczce, na obcym okręcie. Lecz i wtedy nie skończą się jego kłopoty, bo zastanie obcych ludzi niszczących jego mienie i dręczących jego wierną małżonkę, Penelopę. Odchodząc, wieszczek pouczył Odysa, że każdy z duchów, któremu da się napić krwi ofiarnej, będzie z nim rozmawiać.
660Teraz po kolei przystępowały do Odysa cienie zmarłych, których znał za życia, i napiwszy się krwi, opowiadały niejedno, o czym Odyseusz jeszcze nie wiedział. Odyseusz rozmawiał ze swoją matką, z Agamemnonem, z Achillesem, z Patroklosem. Wreszcie, omdlewając niemal po tylu przejmujących wrażeniach, opuścił czarną otchłań i powrócił do towarzyszy na okręt.
661Dalsza droga wiodła obok wyspy, na której mieszkały syreny, przecudnie śpiewające nimfy. Urokowi ich śpiewu nikt nie mógł się oprzeć, każdy żeglarz kierował więc łódź w stronę ich wyspy, potem rozbijał się na skałach i tracił życie. Odyseusz, którego Kirke także o tym uprzedziła, zalepił towarzyszom uszy woskiem, zanim jeszcze zbliżyli się do wyspy, siebie samego zaś rozkazał przywiązać do masztu i polecił tym silniej ściągać węzły, im bardziej by się wyrywał. Takim sposobem zażegnano groźne niebezpieczeństwo.
662Płynąc dalej ku Sycylii, tułacze zbliżali się do pochłaniającego wszystko strasznego wiru, zwanego Charybdą, obok którego w grocie nadmorskiej mieszkała potworna Scylla[149]. Scylla poruszała się na dwunastu nogach, miała sześć wężowych karków, a na każdym szpetny łeb o trzech rzędach zębów. Nieustannie wydawała z siebie przeraźliwy głos, podobny do psiego szczekania. Okrętowi Odysa udało się bez szwanku przepłynąć przez huczącą, ziejącą przepaść Charybdy, lecz unikając zgubnego wiru, zawadził o Scyllę, której nikt przedtem nie spostrzegł. W mgnieniu oka sześcioma paszczami porwała sześciu ludzi z załogi okrętu. Nieszczęśni, wijąc się pomiędzy zębami Scylli, wzywali pomocy Odysa, lecz na próżno, bo po chwili zginęli we wnętrzu potwora.
663Tak drogo okupiwszy przejazd między Scyllą a Charybdą, Odyseusz zobaczył przed sobą wyspę Sycylię, na której wcale nie myślał wylądować, gdyż obawiał się spełnienia nieszczęsnego proroctwa wieszcza tebańskiego. W końcu uległ prośbom towarzyszy i zawinął do przystani, zobowiązując wszystkich uroczystą przysięgą, że nie tkną poświęconych Heliosowi stad, które pasły się na wyspie. Póki starczało im pożywienia, którego pod dostatkiem otrzymali od Kirke, nietrudno było tułaczom dochować przysięgi, lecz gdy niepomyślne wiatry przedłużały nadspodziewanie pobyt na wyspie, gdy smacznej strawy coraz bardziej ubywało, wtedy coraz bardziej zaczynały ich nęcić tłuste woły Heliosa, których tyle pasło się dokoła. A gdy pewnego dnia Odyseusz, obudziwszy się ze snu, stanął pośród towarzyszy, zobaczył z ogromnym przerażeniem, że zajadali smacznie pieczeń z mięsa świętych wołów.
664Kara za grzech nie dała na siebie długo czekać. Helios poskarżył się na zgromadzeniu bogów na doznaną zniewagę i oświadczył, że jeśli nie otrzyma zadośćuczynienia, zaprzestanie zsyłać na świat promienie słoneczne. Z rozmaitych oznak poznał też Odyseusz niebawem gniew bogów: zdarte z wołów skóry poruszały się jak żywe, nabite na rożny mięso wydawało przeraźliwy ryk. Gdy wreszcie wszyscy wsiedli na okręt i opuścili Sycylię, Zeus dla przebłagania Heliosa zesłał niesłychaną burzę, która roztrzaskała okręt Odysa. Wszyscy jego towarzysze utonęli, Odyseusz chwycił się oderwanego masztu i tak między życiem a śmiercią unosił się na rozhukanych bałwanach. Wiatry zagnały go tuż pod skałę Scylli. Potwór chwycił już maszt, za pomocą którego Odyseusz utrzymywał się na powierzchni, a on sam uczepił się drzewa figowego, wyrastającego ze skały. Zginąłby niechybnie, ale oto niespodziewanie Scylla wyrzuciła po chwili niestrawny maszt, którego samotny rozbitek uczepił się teraz na nowo.
Wyspa nimfy Kalipso
665Dziewięć dni miotały królem Itaki bałwany morskie, dziesiątego dnia wreszcie przybył do rozkosznej wyspy, królestwa nimfy Kalipso. Tu odetchnął Odyseusz po srogich doświadczeniach, po stracie wszystkich towarzyszy. Kalipso pragnęła go zatrzymać u siebie na zawsze jako swego małżonka, chciała go nawet uczynić nieśmiertelnym. Czymże wobec tego istnego raju, jaki stanowiła urocza wyspa nimfy, była mizerna, skalista Itaka! Lecz Odyseusz, głuchy na obietnice i namowy bogini, przesiadywał samotny na wybrzeżu, kierując tęskny wzrok w stronę ziemi rodzinnej, całym sercem pragnąc zobaczyć choćby dym wznoszący się z ognisk na Itace, droższej mu nad wszystkie kraje, bo była przecież jego ojczyzną!
666Siedem lat przetęsknił Odyseusz w tym raju. Wreszcie bogowie zlitowali się nad nim i za wstawiennictwem Ateny, orędowniczki tułacza, postanowili polecić nimfie, żeby dłużej nie nalegała na opierającego się jej namowom króla i pozwoliła mu odpłynąć do domu. Szczęśliwy Odys chwycił czym prędzej za narzędzia i w ciągu pięciu dni narąbał drzew, narżnął desek i zbił tratwę, na której puścił się w podróż. Lecz i tym razem nie dostał się jeszcze do ukochanej ojczyzny.
667Spostrzegł go Posejdon, ciągle jeszcze rozgniewany za oślepienie Polifema, uderzył trójzębem w morze i wywołał straszliwą burzę. Tratwa rozbiła się, a Odyseusz ocalił wprawdzie życie, chwyciwszy się wątłej deski, lecz mokra odzież ciążyła mu coraz bardziej i ciągnęła go ku głębi. Wtem zjawiła się jedna z bogiń morskich i dała mu swój welon, mający cudowną moc ochrony przed utonięciem. Odyseusz usiadł na płynącej desce jak na koniu, mokrą odzież zdjął z siebie i wyrzucił do morza, a przycisnął do piersi welon bogini. Tak płynął całe dwie doby po falach morskich, wreszcie zobaczył ląd, a fala sama niosła go ku niemu. Już chwytał rękoma skałę, gdy nadciągający bałwan oderwał go i cisnął z powrotem na pełne morze. Dobywając ostatnich sił, po raz drugi popłynął ku wybrzeżu. Tym razem dostał się szczęśliwie na ląd, ucałował matkę-ziemię, a welon bogini z uczuciem wdzięczności wrzucił do sinej toni.
668Zapadała noc, powiewał mroźny wiatr. Odyseusz, skołatany tyloma przejściami, dygocąc z zimna, wszedł do niedostępnej wiatrom gęstwiny, okrył się liśćmi, których wiele leżało dokoła, i zasnął twardym snem.
U Feaków
669Kraina, na brzeg której morze wyrzuciło Odysa, była wyspą zamieszkaną przez naród Feaków, słynących jako dzielni żeglarze, wiodących poza tym wygodny żywot w błogim pokoju, wśród uczt i zabaw. Król, władca tej ziemi, miał licznych synów i ukochaną jedynaczkę, Nauzykaę. Jak to było zwyczajem ówczesnych królewien, Nauzykaa zajmowała się gospodarstwem domowym, przede wszystkim należało do niej pranie bielizny dla całej rodziny.
670Za sprawą bogini Ateny, opiekunki Odysa, właśnie w dzień po jego przybyciu do kraju Feaków Nauzykaa udała się z licznymi służebnicami na brzeg morza, aby prać szaty. Gdy dziewczęta uporały się z pracą, zaczęły bawić się piłką, korzystając z chwil wolnych, zanim wyprane rzeczy wyschną na słońcu. W czasie zabawy piłka wpadła przypadkiem w to miejsce, gdzie spał Odyseusz, i obudziła go. Zerwał się na równe nogi i przestraszony wyszedł z gęstwiny. Jakaż była jego radość, gdy zamiast dzikich barbarzyńców, zamiast strasznych olbrzymów, jakich obawiał się ujrzeć po wszystkim, co dotąd przeżył, zobaczył rozbawione dziewczęta, które na widok nieznanego mężczyzny rozpierzchły się przerażone. Jedna Nauzykaa pozostała na miejscu. Jej więc opowiedział Odyseusz o rozbiciu swojej tratwy i pochlebnymi słowami błagał ją o pomoc, którą mu też łaskawie przyrzekła. Na rozkaz Nauzykai służebnice wybrały ze świeżo wypranej odzieży i bielizny szaty dla tułacza. Odyseusz poszedł do pobliskiej rzeki, wykąpał się, zmył z ciała grubą skorupę soli morskiej, namaścił się zwyczajem Greków oliwą, uczesał i ubrał w świeżą, piękną odzież. Wyglądał teraz bardzo okazale, podobny do boga, gdyż Atena dodała jego postaci wdzięku i nadziemskiego blasku; toteż królewna ledwie go poznała, gdy powtórnie stanął przed zdumioną. Udzieliła mu wskazówek, co ma dalej czynić, którą drogą pójść, a przede wszystkim pouczyła go, aby wchodząc do pałacu, najpierw rzucił się do nóg jej matce i ją prosił o opiekę, gdyż wtedy może być pewny, że otrzyma, czego tak gorąco pragnie, że Feakowie zawiozą go do domu. Taką dawszy mu radę, Nauzykaa odjechała z towarzyszkami do miasta, które nie było zbyt oddalone od wybrzeża morskiego.
671Idąc gościńcem, Odyseusz zaszedł do pałacu królewskiego, gdzie w wielkiej sali biesiadowała właśnie rodzina królewska i najznakomitsi mężowie narodu. Mgła, którą go otoczyła Atena, czyniła go niewidzialnym; dopiero gdy stanął przed królową, mgła zniknęła i Feakowie ujrzeli nieznanego sobie, nadzwyczaj urodziwego mężczyznę, który rzucił się do stóp królowej i błagał o odesłanie do rodzinnej ziemi. Postać i mowa przybysza wywarły na obecnych najkorzystniejsze wrażenie. Król i królowa przyjęli go bardzo łaskawie i przyrzekli spełnić jego prośbę, nie pytając go na razie o imię i pochodzenie.
672Na drugi dzień odbywały się igrzyska, podczas których Feakowie składali dowody siły i zręczności. Odyseusz przypatrywał się igrzyskom, lecz nie brał w nich udziału. Dopiero gdy jeden z Feaków zaczął z tego powodu natrząsać się z niego, wstąpił także w szranki nieznany nikomu król Itaki. Wziął w rękę najcięższy dysk i cisnął nim. Rzucony ręką Odysa dysk z głośnym świstem pruł powietrze i upadł daleko za najdalej rzuconym dyskiem Feaków. Siła Odysa wywołała zdumienie zgromadzonych, domyślali się w nim jakiegoś głośnego bohatera, jeśli nie boga, na jakiego z postawy i oblicza wyglądał.
673Później król Feaków spostrzegł, że gdy śpiewak przy wtórze lutni[150] opiewał zdarzenia z wojny trojańskiej, nieznany gość miał łzy w oczach i zakrywał oblicze. Odezwał się więc do niego w te słowa:
674— Nie każdemu widocznie pieśniarz sprawia przyjemność swoim śpiewem. Odkąd bowiem nasz wieszcz uderzył w struny i rozbrzmiał jego śpiew, smutek objął serce cudzoziemca i wyciska mu łzy z oczu. A przecież każdemu dobremu człowiekowi gość jest tak miły jak brat rodzony. Powiedz nam zatem, cudzoziemcze, kim jesteś, kim są twoi rodzice i gdzie twoja ojczyzna. Bo i tak musimy ją poznać, skoro mamy cię do niej zawieźć.
675Na to odrzekł Odyseusz:
676— Śpiewak twój, dostojny królu, nie sprawia mi przykrości; rozkoszą jest słuchać dźwięku jego lutni. Lecz gdy wy, przyjaciele, chcecie dowiedzieć się o mych cierpieniach, to teraz dopiero zacznie szarpać me łono boleść i zgryzota. Od czego mi bowiem zacząć i na czym skończyć? Przede wszystkim jednak odkryję wam ród mój i moją ojczyznę. Jestem Odyseusz, syn Laertesa. Znają mnie ludzie i chwalą wszędzie mą mądrość. Na słonecznej wyspie mieszkam, na Itace; dokoła leżą pomniejsze ludne wysepki. Skalista, pełna złomów[151] i kamieni jest moja ojczyzna, jednak wydaje dzielnych mężów! Miłuję ją z duszy mej, z całego serca, bo komuż ojczyzna nie jest droga! Słuchajcie, opowiem wam o swym powrocie spod Troi.
677Po tych słowach Odyseusz zaczął opowiadać dokładnie, z wszelkimi szczegółami, swoje znane nam już przygody aż do przybycia na wyspę Feaków. Zaciekawienie słuchaczy wzrastało coraz bardziej, z gorączkową uwagą śledzili przebieg przygód, które spotkały króla Itaki.
678— Teraz nadszedł koniec twych cierpień — rzekł król Feaków — teraz zawieziemy cię szczęśliwie do twej ojczyzny.
679Feakowie przygotowali prześliczny okręt, przynieśli na niego liczne i kosztowne dary dla Odyseusza, wybrali dzielnych wioślarzy i wyprawili gościa do Itaki.
680Tym razem już bez żadnych przygód okręt tułacza zarzucił kotwicę w przystani wyspy. Odyseusz spał właśnie, kiedy się to stało. Żeglarze wynieśli go ostrożnie na ląd, ułożyli w cieniu drzewa oliwnego, potem znieśli z okrętu bogate dary, złożyli je obok niego i podniósłszy kotwicę, popłynęli z powrotem. Nie przeczuwali, że nie będą się już nadal radować błogim życiem na swej wyspie. Władca morza Posejdon, rozgniewany, że znienawidzonego przez niego Odysa zawieźli do ojczyzny, wyciągnął prawicę, gdy już byli koło wybrzeża wyspy ojczystej, i w jednej chwili skamieniał okręt feacki wraz ze wszystkimi ludźmi, i wrósł w dno morskie.
Stosunki na Itace
681Gdy Odyseusz przed dwudziestu laty — dziesięć lat ciągnęło się oblężenie Troi, dziesięć trwała tułaczka bohatera — opuszczał Itakę, pozostawił młodą żonę Penelopę i niemowlę, Telemacha. Wojna wlokła się leniwie, wieści o Odysie nie nadchodziły. W miarę jak mijał rok za rokiem, zaczęło się zjawiać w pałacu królewskim coraz więcej ubiegających się o rękę Penelopy. Byli to synowie znakomitych rodów Itaki i naczelnicy plemion zamieszkujących sąsiednie krainy i wyspy. Coraz natarczywiej nalegali na królową, aby jednemu z nich oddała swą rękę. Jednak Penelopa, chociaż lata mijały bez wiadomości o mężu, opierała się żądaniu natrętnych zalotników. Zgraja ich rozgospodarowała się w końcu w pałacu Odysa i zuchwale rozporządzała jego mieniem jak swoją własnością. Mieszkali w pałacu, wydawali uczty, spędzali dzień po dniu na hucznych zabawach, marnując bez sumienia cudzy dobytek. Penelopa i Telemach nie mogli powstrzymać i poskromić zuchwałych hulaków. Skończyła się wojna trojańska, a nikt nie usłyszał nawet najdrobniejszej wieści o Odysie; pasożyci korzystali więc z tego i z każdym dniem rosła ich bezczelność.
682Gdy zalotnicy coraz gwałtowniej domagali się, żeby Penelopa wybrała sobie spośród nich męża, przyrzekła im, że odda jednemu z nich swą rękę, kiedy ukończy tkaninę, którą była zajęta, mianowicie szatę śmiertelną dla swego teścia. Tymczasem wierna małżonka Odysa nocą pruła wszystko, co w ciągu dnia utkała, tak że robota nie postępowała wcale naprzód. Długi czas łudziła natrętów w taki sposób, aż jedna z jej służebnic zdradziła niecierpliwym zalotnikom fortel królowej.
683Telemach osiągnął tymczasem wiek dwudziestu lat. Zwołał zgromadzenie obywateli itackich, zgromił i napiętnował na nim zuchwalstwo zalotników, lecz nic nie wskórał, gdyż większość ludu obawiała się wystąpić przeciw potężnym książętom. Wtedy Telemach opuścił dom rodzinny i wybrał się w podróż, aby zasięgnąć wiadomości o ojcu. Towarzyszyła mu Atena w postaci Mentora, człowieka powszechnie poważanego i wiernie oddanego rodzinie panującej. Pojechał Telemach do Nestora, a od niego do Menelaosa. Wszędzie przyjmowano go gościnnie i serdecznie, z niekłamanym współczuciem dla niego i ojca — lecz o ojcu niczego się nie dowiedział. Nikt nie spotkał się z Odysem i nikt o nim nie słyszał, odkąd opuścił wybrzeże trojańskie.
Wierny pasterz. Telemach
684Odyseusz, obudziwszy się ze snu, zasmucił się mocno, nie widząc nikogo dokoła siebie. Nie poznał swojej ojczyzny i sądził, że znowu w jakimś nieznanym kraju wystawiony będzie na przykre przygody. Wtem stanęła przed nim bogini Atena w postaci pasterza, zapewniła go, że znajduje się na Itace, i powiadomiła go o smutnym stanie rzeczy w jego domu, o zuchwałym postępowaniu zalotników. Wspólnie naradzali się nad tym, co teraz należałoby począć, i uznali, że najlepiej będzie, jeśli Odyseusz, nie dając się przez pewien czas nikomu poznać, rozpatrzy się w stosunkach i dopiero w stosownej chwili zrzuci przybraną maskę. Dotknęła go więc bogini laską, którą trzymała w ręku. Natychmiast skóra pomarszczyła mu się na ciele, oczy utraciły blask, miejsce bujnych kędziorów zajęła łysina, a zamiast pięknej odzieży, w jaką go ubrali Feakowie, ciało króla, zmienionego nie do poznania, okryły obrzydliwe łachmany żebracze.
685Odyseusz ukrył dary Feaków w pobliskiej grocie, po czym pożegnał się z boginią i wyruszył w drogę. Udał się do lasu, gdzie mieszkał naczelny pasterz trzody chlewnej króla Itaki. Pasterz ten, imieniem Eumajos, człowiek bogobojny, sumienny, poczciwy, przyjął żebraka gościnnie, nakarmił go i napoił, radząc, aby pozostał u niego, gdyż bezczelni zalotnicy gotowi go skrzywdzić. Chociaż już tyle lat upłynęło od czasu, jak zaginęła ostatnia wieść o Odysie, wierny Eumajos serdecznie wspominał swego kochanego pana, biadał nad jego losem, narzekał na zuchwałe rządy zalotników. Pilnował gorliwie powierzonej sobie trzody jako własności królewskiej i niechętnie, ulegając tylko przymusowi, dostarczał na żądanie rozpanoszonych zalotników mięsa do pałacu.
686Niedługo jeszcze gościł Odyseusz u poczciwego sługi, któremu jednak nie dał się poznać, gdy przybył powracający ze Sparty Telemach. Za sprawą Ateny uniknął właśnie szczęśliwie zasadzki, którą mu zgotowali zalotnicy, i u pasterza spotkał się z ojcem. Odyseusz, któremu bogini na chwilę przywróciła jego właściwą postać, dał się poznać synowi. Zalewając się łzami i ściskając wzajemnie, długo oddawali się obaj miłym wrażeniom niespodziewanego spotkania. Potem Odys, myśląc o zemście na dręczycielach żony i syna, na marnotrawcach swego mienia, polecił synowi, żeby usunął z wielkiej sali pałacu wszelką broń, wyjąwszy dwie tarcze, dwa oszczepy i dwa miecze dla nich obu; a Odyseusz, aby uśpić czujność zuchwalców, miał w postaci żebraka przybyć do pałacu.
Ukaranie zalotników
687Odyseusz udał się tam wkrótce i naraził się na niecne urągania i brutalne żarty zuchwałych młodzieńców. Nie tylko zalotnicy, lecz nawet liczna służba drwiła sobie z przybysza. Musiał ponadto słuchać, jak miotano przekleństwa na króla Itaki i na Telemacha.
688Obok drzwi pałacu leżał pies Argos, który za dawnych lat towarzyszył Odysowi na polowaniach. Postarzał się i schudł, bo nikt go nie pielęgnował, nawet strawy mu nie podawano — wynędzniały leżał na śmietnisku. On jeden poznał swego pana, pokręcił ogonem i spojrzał na niego wzrokiem, w którym błyszczała radość. Nie miał jednak sił, aby powstać i zbliżyć się do Odysa — popatrzył na niego po raz ostatni i zginął.
689Penelopa dowiedziała się od wiernego Eumajosa, że przybyły żebrak spotkał raz Odysa i opowie jej wszystko, co o nim wie. Dopuszczony do Penelopy, Odyseusz opowiedział jej, udając ciągle biedaka przybłędę, niektóre szczegóły o sobie. Poznała go jednak stara gospodyni Eurykleja, przed laty jego piastunka, po bliźnie, którą był naznaczony od dzieciństwa, ale Odyseusz wymógł na niej, że milczała. Żebrak zaś powtarzał wciąż Penelopie, że Odyseusz lada chwila przybędzie i uwolni ją od natrętów.
690Tymczasem sprawy stanęły tak, że Penelopa nie mogła już dłużej opierać się naleganiom zalotników, że musiała jednego z nich wybrać za męża. Raz jeszcze spróbowała fortelu: swoje zamążpójście uzależniła od warunku tak trudnego, że śmiało mogła przypuszczać, iż żaden z zuchwalców go nie spełni. Kazała przynieść łuk i strzały Odysa, których od jego odjazdu nikt nie używał. Potem ustawiono jeden za drugim dwanaście słupów i zatknięto na nich pierścienie. Po tych przygotowaniach nadeszła Penelopa i oświadczyła, że kto naciągnie łuk i jedną strzałą przeszyje wszystkie pierścienie na raz, otrzyma jej rękę.
691Zalotnicy przystąpili do dzieła. Jeden po drugim silił się daremnie — żaden nie potrafił napiąć grubej cięciwy ogromnego łuku. Kiedy okazało się, że żaden — a było tych zuchwalców około stu — nie daje rady, wtedy Odyseusz, siedzący jako żebrak przy progu, napomknął pokornie, że i on pragnąłby spróbować strzału. Taka zachcianka nędznego żebraka oburzyła dumnych panków; lecz gdy królowa oświadczyła, że przecież nie wyjdzie za żebraka, zgodzili się na życzenie nędzarza. Odyseusz powstał, wziął łuk, z którym jego silna dłoń tyle razy miała do czynienia, obejrzał go i zbadał dokładnie, czy drewno nie spróchniało, czy cięciwa giętka, czy strzały wytrzymałe. Potem z łatwością naciągnął grubą cięciwę, wymierzył i przestrzelił wszystkie pierścienie.
692Już przedtem Odyseusz dał się poznać poczciwemu pasterzowi bezrogów i drugiemu słudze, również pasterzowi, który pozostał mu wierny. Przygotowując wszystko do zemsty, już poprzedniej nocy Odyseusz z Telemachem wynieśli wszelką broń z wielkiej sali. Otóż w czasie, kiedy Odyseusz zajęty był oglądaniem łuku, a uwaga wszystkich zalotników zwrócona była na niego, Telemach zamknął drzwi sali, aby żaden z zalotników nie zdołał umknąć.
693Jeszcze też zalotnicy nie wyszli z podziwu nad celnym strzałem żebraka, gdy ten, zrzuciwszy łachmany, stanął na podwyższeniu, nałożył nową strzałę i przeszył nią gardło najzuchwalszego z zalotników.
694— Jedna walka się skończyła — zawołał strasznym głosem — druga się rozpoczyna! Psy! Myśleliście, że nigdy spod Troi nie powrócę? Trwoniliście moje mienie, przekupiliście moją służbę, dręczyliście moją małżonkę, nie wstydziliście się bogów i ludzi. Teraz nadeszła chwila zemsty, ostatnia godzina waszego żywota!
695Tak się też stało. Walczył Odyseusz, Telemach, walczyli obaj pasterze i sama Atena, która w postaci Mentora zjawiła się w sali. Pałając zawziętym gniewem przeciw zuchwalcom, nie pozwoliła bogini przepuścić ani jednemu, wszyscy legli trupem. Kara dosięgła także i tych ze służby, którzy wrogo występowali przeciw Telemachowi i Penelopie.
Penelopa
696Nikt już teraz nie wątpił, że powrócił król, który dwadzieścia lat przebywał na obczyźnie. Jedna tylko Penelopa była dziwnie zimna i nieczuła i nie śpieszyła z powitaniem małżonka, któremu tyle lat dochowała wierności, którego oczekiwała z tak tkliwą tęsknotą. Nikt nie mógł sobie wytłumaczyć tej dziwnej oziębłości.
697Nadeszła noc, a klucznica[152] zabrała się do ścielenia łoża Odyseuszowi, aby w nim znowu spoczął po dwudziestu latach. Wtedy zjawiła się Penelopa i kazała łóżko wynieść i umieścić gdzie indziej. Na to Odyseusz odrzekł, że to niemożliwe, bo gdy w miejscu, gdzie dawniej był las, wybudował sobie pałac, pozostawił jeden ze zrąbanych pni z korzeniami w ziemi. Pozostawiony pniak miał służyć za nogę łóżka, którego inne części spojono z nim w jedną całość. Łóżko to było dziełem własnych rąk Odysa i nikt oprócz niego i Penelopy nie wiedział o tajemnicy, że go ani przesunąć, ani wynieść nie się nie da.
698Ledwie Odyseusz wyrzekł swe słowa, w usposobieniu królowej zaszła uderzająca zmiana; z oczami pełnymi łez rzuciła się na szyję mężowi i okrywała jego twarz gorącymi pocałunkami:
699— Odysie — wołała — nie gniewaj się, przecież zawsze byłeś tak dobry, tak mądry. Nie gniewaj się, że nie od razu zbliżyłam się tkliwie do ciebie. Żyłam w ciągłej trwodze, aby mnie nie podszedł jakiś przebiegły oszust. Teraz wyrzekłeś to, co prócz nas obojga nikomu nie było znane! Przekonałeś i zwyciężyłeś moje oporne serce!
700Gdy to rzekła, wezbrała dusza Odysa niewysłowionym wzruszeniem; roniąc gorące łzy, wziął w objęcia skarb nieoceniony, swą wierną małżonkę. Penelopa pragnęła dowiedzieć się o wszystkich przygodach tułacza. Zaczął zatem Odyseusz opowiadać swe losy i odnowił w umyśle wszystkie straszne przeprawy, które przeżył z woli bogów. Lecz one minęły! Przecież był już w ojczyźnie, wśród swoich, u boku wiernej towarzyszki życia. Ranek się już zbliżał, gdy Odyseusz zakończył swą opowieść i gdy sen pożądany skleił powieki połączonych na nowo małżonków.
Zakończenie
701Nazajutrz Odyseusz udał się z synem na wieś, do swego sędziwego ojca Laertesa, który spędzał dni w smutku, odkąd zaginął wszelki słuch o synu. Na wieść, że powrócił Odyseusz, od dawna już uważany za umarłego, że zjawił się, że przed nim stoi, starzec zemdlał z nadmiaru szczęścia, lecz w objęciach syna odzyskał zaraz przytomność i oddał się cały uczuciu niespodziewanej radości i szczęścia.
702Jednak mimo powrotu Odysa, mimo zwycięstwa odniesionego nad zalotnikami nie zaświeciło jeszcze jasne słońce nad dolą króla Itaki i jego rodziny, nowe czarne chmury poczęły się gromadzić nad ich głowami.
703Śmierć stu zalotników poruszyła całą Itakę i okoliczne wyspy. Krewni zabitych gotowali się do zemsty i szykowali wojsko. Kiedy po kilku dniach Laertes, Odyseusz i Telemach w licznym towarzystwie przyjaciół wracali ze wsi do miasta, napotkali wojsko sprzymierzonych nieprzyjaciół i rozpoczęła się walka. Niedługo jednak trwała, gdyż głos bogini Ateny, rozlegający się z wyżyn niebieskich, zakazał dalszego rozlewu krwi. Bogini w postaci Mentora pojawiła się na rynku miasta i pojednała Odysa z mieszkańcami; między rodem panującym a ludem zapanował wieczny pokój. Radosna wiadomość o tym dotarła wkrótce do pałacu; wyszła z niego Penelopa, otoczona służbą, w wieńcach i odświętnych szatach, aby powitać uroczyście króla. Odtąd para królewska żyła długie lata w niezamąconym szczęściu i spokoju.
60. Przygody Eneasza
704Pobożny Eneasz, syn bogini Afrodyty, jeden z najdzielniejszych bohaterów trojańskich, po zagładzie ojczystego miasta uszedł śmierci, ocalili go bogowie. Gdy Grecy wtargnęli do miasta, Eneasz zerwał się do walki. Jednak wkrótce usłyszał wolę bogów, że ma zabrać ze sobą posążki bóstw opiekuńczych miasta do innych, bezpiecznych miejsc. Trzymając w ręku posążki, wziął na plecy swego starego ojca, a żonie polecił postępować za sobą. Tak torował sobie drogę wśród powszechnego zgiełku i zamieszania, przez miecze wrogów i płonące miasto. Żona Eneasza zginęła gdzieś w tej drodze, Eneasz zaś dotarł pomyślnie do wybrzeża morskiego, skąd odpłynął razem z innymi, którzy się szczęśliwie wydostali z Troi.
705Długo trwała podróż Eneasza i jego towarzyszy i daleko go zaprowadziła. Gdy przybyli na Kretę, zdawało im się, że jest wolą bogów, aby tam osiedli. Wkrótce jednak z polecenia bogów musieli popłynąć dalej. W czasie tej tułaczki sędziwy ojciec Eneasza dokonał żywota.
706Już siedem lat upłynęło, odkąd opuścili ojczyznę, a jeszcze nie stanęli w obiecanym kraju, na ziemi italskiej. Kiedy zbliżali się do tych stron, zaskoczyła ich burza, zesłana przez Junonę, która równie jak wszystkich Trojan, nienawidziła i Eneasza. Burza zagnała tułaczy w przeciwnym zupełnie kierunku — do Afryki. Tu przyjęła ich życzliwie królowa Dydona, która właśnie wtedy zakładała miasto Kartaginę[153]. Z rozkazu Jowisza Eneasz opuścił Afrykę i popłynął dalej, a królowa kartagińska, zawiedziona w nadziei, że Eneasz z nią się ożeni i pozostanie w Afryce, przebiła się mieczem.
707Tymczasem Eneasz, straciwszy cztery okręty za sprawą ciągle wrogiej mu Junony, wybrał się w dalszą drogę i stanął na ziemi italskiej, gdzie za poradą wieszczki zstąpił, jak Odyseusz, do podziemia. Powróciwszy na światło dzienne, udał się do Lacjum[154], krainy obiecanej mu przez bogów. Król tamtejszy przyjął go życzliwie i nie myślał przeszkadzać osiedleniu się Trojan w swym kraju, a nawet chciał wydać za przybysza swoją córkę. Junonie jednak nie był na rękę tak pomyślny obrót sprawy, namówiła więc jednego z sąsiednich królów, żeby rozpoczął wojnę z Trojanami. Wojna trwała dłuższy czas, szala zwycięstwa przechylała się to na tę, to na tamtą stronę, aż wreszcie Eneaszowi udało się zabić w pojedynku przeciwnika, a tym samym zakończyć długą walkę. Trojanie osiedlili się teraz w Lacjum bez przeszkody.
708Na tym kończy poeta rzymski Wergiliusz opowiadanie w swej Eneidzie, epopei bohaterskiej Rzymian.
709Syn Eneasza Julus założył miasto Alba Longa. Z dziejami tego miasta łączą się dzieje Rzymu. Romulus bowiem, założyciel stolicy świata starożytnego, Romy[155], pochodził w prostej linii od Julusa.
710W taki sposób Rzymianie początki swego miasta łączyli z prastarym, pamiętnym grodem trojańskim. Ród Juliów i cesarze julijscy[156] uważali się za potomków Julusa, a więc Wenerę, której Julus był wnukiem, a Eneasz synem, czcili jako nieśmiertelną matkę swego rodu.
Strona 1 z 1 · 100% utworu
Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.