Balladyna · Juliusz Słowacki
AKT PIĄTY
AKT PIĄTY
SCENA I
Poranek na leśnej łące. — Skierka i Chochlik.
SKIERKA
CHOCHLIK
Ja na zamku wieży
Ucztowałem u sowy. Gdzie pani Goplana?
SKIERKA
3325
Rośliny, ZwierzętaZnów polecę po rozłogach,
Polecę łąką i borem;
Kwiatki postawię na nogach,
Rozczeszę żyto na grzędzie,
Zatrzymam się nad jeziorem,
3330Zawołam: «Labu, labusie!»
I dwa Goplany łabędzie
Po wód błękitnym obrusie
Przypłyną do mnie z ajeru[236];
Garsteczką złotego żeru
3335Śnieżne ptaszęta przysypię;
I znów lecę pod leszczynę,
Gdzie łania Goplany szczypie
Błyszczącą deszczem krzewinę;
I tęczę nad nią zawieszę,
3340I różę nad nią rozwinę;
I znowu dalej pospieszę
Na skrzydłach babki konika.
Przypływa tuman mgły rannej, oświecony tęczą; spod bramy kolorów wychodzi Goplana.
GOPLANA
Chodźcie mnie uścisnąć, aniołki,
Bo Goplana na wieki wam znika.
3345O! zapłakane fijołki!
Róże moje, bądźcie zdrowe.
SKIERKA
Co ty śpiewasz?…
GOPLANA
Niestety! niestety!
Piosenkę pożegnania.
SKIERKA
Kara, WygnanieGOPLANA
Polecę w okropną krainę,
Gdzie sosny i śniegi sine,
Gdzie słońce jak gasnący żar;
3355Gdzie księżyc jak twarz tych mar,
Co z grobu wychodzą na cmentarz.
Anioł kar ze mną popłynie
Krzycząc mi w duszy:
«Pamiętasz o róż i malin krainie».
3360Bądźcie zdrowi! bądźcie zdrowi!
Zemsta, BógPoplątałam ludzkie czyny
Tak, że Bogu mścicielowi
Trzeba wziąć grom i upuścić
Na ludzkie dzieła i winy…
SKIERKA
GOPLANA
Puszczajcie biedną wygnaną,
Kiedyś wam o mnie zaśpiewa
Piosenkę obca ptaszyna
3370Usiadłszy na gałązce płaczącego drzewa.
Bądźcie zdrowi! moja wina,
Że wygnana w północ lecę.
CHOCHLIK
Jeszcze ci w drodze poświecę,
Jak hajduk[238] biegnąc z ognikiem.
GOPLANA
SKIERKA
O biada! o biada! o biada!
GOPLANA
Próżne żale! próżne żale!…
pokazuje w głąb lasu
Wychodzi — Skierka i Chochlik lecą za nią.
SCENA II
Pod murami Gnezna wał.
Kirkor z dobytym mieczem, ze skrzydłami orlimi na barkach, wchodzi na czele wojska. — Chorągwie rozwinięte — trąby grają.
KIRKOR
do Rycerzy
Rycerz, Walka, Władza, ZdradaCzłowiek, co się o berło Lachów upomina,
Nie chciał wystąpić w szranki; jak podła gadzina
Kryje się, a zebrawszy, co mówię! ten podły
3395Obietnicami, złotem, zakupiwszy sobie
Mnogich stronników… rycerz z nieznanymi godły[240],
Walką chce tron owładać[241] i na moim grobie
Stanąć jako na pierwszym szczeblu królowania.
Mnodzy rycerze nasi (niech nas Bóg ochrania
3400Od takiego szaleństwa i takiej ślepoty!),
Bóg, Cnota, SprawiedliwośćMnodzy nasi rycerze przeszli pod namioty
Jasnego oszukańca, lecz Bóg patrzy z nieba
W serca ludzkie; nam zdrajców przekupnych nie trzeba.
Skoro przybędzie Popiel, po którego w lasy
3405Posłałem trzech rycerzy, z orlimi hałasy[242]
Rzucimy się na złoty obóz samozwańca.
do Rycerzy stojących na murach
Wy zamykajcie bramy… Niech z każdego szańca
Na pole walki patrzą mnogie samostrzały!
Gdybym ja przegrał, zginął, to jeszcze te wały
3410Długo bronić się mogą… Niech wam siwe głowy
Przypomną w chwilę strachu, że mur południowy
Najsłabszy, że tam trzeba postawić mur ludzi.
Ale da Bóg, że miasto jutro się obudzi
Wolne od zgrai łotrów.
RYCERZE
Rycerz, ŻonaKIRKOR
Jeśli Bóg da… ach! kiedyż ja przyłbicę złożę!
Kiedyż wrócę do żony? kiedyż ujrzę koniec
Krwawym sprawom królestwa i rozbojom?
JEDEN Z RYCERZY
Goniec.
Wchodzi Goniec kurzawą okryty.
Śmierć, Trup, Morderstwo, ZbrodniaKIRKOR
GONIEC
Okropność!
KIRKOR
Czy w chacie
Nie znaleźliście starca? mów… walka nas czeka.
GONIEC
KIRKOR
Trąbić po obozie
Hasło do walki! — Los jemu dopisał,
Do śmierci gonił nieszczęściem i zabił
Nieznaną ręką. — Serceś mi osłabił
3435Twoją powieścią, spraw się dobrze w boju. —
Mówisz, że wisiał?
GONIEC
W pustelniczym stroju
Wisiał przed chatą. Na nieszczęsnym drzewie
Wrona krakała…
Przywódca, RycerzKIRKOR
3440
Idźmy! niech w powiewie
Tańczą chorągwie… idźmy! ścisnąć szyki!
Nadzieja w męstwie. — Niech zaczną łuczniki!…
wychodzi z wojskiem
SCENA III
Namiot Balladyny.
Kostryn i Balladyna w zbrojach — z hełmami zapuszczonymi wchodzą na scenę.
KOSTRYN
Zostań w namiocie, nie wychodź na pole,
Bo, jak przeczuwam, Walka, Śmierćwkrótce Kirkorczycy
3445Walkę rozpoczną. Obóz jego w dole,
A nasz na górze jak gniazdo orlicy.
BALLADYNA
Wiele dusz stanie za chwilę przed Bogiem.
KOSTRYN
Gdzie młócą żyto, tam plewy z omłotku
3450I nie rozplątuj znów na kołowrotku
Szczero-sumiennym — zaplątanych pasem
Dziwnej przeszłości.
Wchodzi Żołnierz.
ŻOŁNIERZ
Z okropnym hałasem
Idą do boju szyki Kirkorowe.
KOSTRYN
BALLADYNA
Czy zwyciężymy?
KOSTRYN
Kobieta, Mężczyzna, WojnaSiedź, pani, w namiocie.
Niechaj cię próżność nie prowadzi w złocie
Na oczy słońca i na łuków żądła.
3460Bogdaj byś cicho śpiewała i prządła
Szatę królewską lub śmierci koszulę;
To albo drugie pewnie ci się przyda…
Ha! ha! z proc lecą ołowiane kule,
Patrz, jak kolczate… hej, giermku, gdzie dzida
3465I tarcza moja?
bierze tarczę i dzidę z rąk giermka i wychodzi
Śmierć, Trucizna, Zbrodnia, ZbrodniarzBALLADYNA
sama
Jeżeli zwycięży,
Jak mu nagrodzę? w ziemi całej łonie
Nie znajdę kruszcu na zalanie gardła
Temu Niemcowi. Lecz jeżeli przegra?
3470Jeżeli przegra, to się wszystko skończy
Chwilą okropną, wszystko się rozwiąże
Jak straszna bajka jakiej czarownicy:
Przegrała, w piersi przebiła się nożem,
A nóż zatruty był jadem gadziny.
3475
Czarownica, Kobieta, StarośćGdzie ta kobieta? Obaczyłam w lesie
Babę podobną do roztrzaskanego
Piorunem dębu… kazałam potworze
Z krukami śmierci gonić za obozem
I przynieść jadu czerpanego z węży.
Stara kobieta w łachmanach wchodzi, podnosząc zasłonę namiotu.
STARA
Przyniosłam rożek ludomoru.
BALLADYNA
Daj… i uciekaj do ciemnego boru,
Uciekaj, mówię, stara czarownico;
A spróbowawszy na kim tego jadu,
3485Zapłacę tobie… precz, bo cię pochwycą
Rycerze moi i na rzece spławią.
Ucieka Stara kobieta.
Okropna jędza… Włos by[244] gniazdo gadu
Wisi w postronkach, a oczy się krwawią
Jak zęby wilcze obroczone[245] w ścierwie.
3490
SamobójstwoNóż ten zatruty piersi mi rozerwie,
Jeżeli w ręce męża wpadnę żywa,
I serce moje bijące ukąsi
Jak żądło osy. Już po jednej stronie
Jadem zmazany okropnie poczerniał
3495I zarumienił się rdzą, pozieleniał;
A druga strona, jeszcze niedotknięta
Śliną wężową, czysta jak tasaki
Świeżo na krętym brusie[246] pociągnione.
Wchodzi Żołnierz.
Co słychać?
ŻOŁNIERZ
BALLADYNA
Czy przegrywamy?
ŻOŁNIERZ
BALLADYNA
Z czymżeś ty, człowiecze,
Do mnie przysłany?
Walka, ZdradaŻOŁNIERZ
BALLADYNA
Wchodzi drugi Goniec.
PieniądzGONIEC
Lewe się skrzydło zaczęło rozwijać
I pierzchać w Gnezno… wkrótce walki koniec.
3525Przy nas zwycięstwo…
BALLADYNA
Dobrej wieści goniec
Niech ma zapłatę…
daje pieniądze
Czy wódz wrogów wzięty?
KlęskaGONIEC
Widziałem sztandar Kirkora zatknięty
3530Na małym wzgórku, gdzie rosną trzy brzozy;Gotycyzm, Trup
A trupów szaniec[249] urósł tak wysoko
Około niego, że my pełni zgrozy,
Ani wziąć wodza mogliśmy na oko,
Ani przestąpić umarłego wału[250].
BALLADYNA
Słychać okrzyki.
Kostryn wchodzi zbrojny i krwią pomazany.
A Kirkor?
KOSTRYN
Zginął…
BALLADYNA
chowając nóż zatruty po jednej stronie
Kostryn wychodzi.
ZwycięstwoGŁOSY ZA NAMIOTEM
Niech żyje wódz nasz, Fon Kostryn!
BALLADYNA
Niech żyje
Wódz wasz, Fon Kostryn… powtarzam wyrazy
Jak głupia sroka… rzucę się na szyję
3550Niemca i węzłem pocałunków zduszę.
Kostryn wprowadza poselstwo ze stolicy — jeden z obywateli niesie na tacy złotej chleb i sól.
KOSTRYN
Oto poselstwo z poddanej stolicy.
BALLADYNA
Kazałeś wieszać?
KOSTRYN
Bunt, KaraPierwsi buntownicy
Już zgromadzeni pod maćkową gruszę;
3555A ta się cieszy, że do siego roku[252]
Dwa razy będzie nosiła owoce.
BALLADYNA
do poselstwa miejskiego
Pochlebstwo, SługaCzego wy chcecie?
Posłowie klękają.
POSEŁ MIEJSKI
Aniele z obłoku!
Do ciebie serca narodu sieroce
3560Wznoszą się wszystkie, ty bądź kraju panem.
Stolica całym zniżona kolanem
Czeka na ciebie z otwartymi bramy.
Witaj więc! witaj, miły hospodynie[253]!
Serca i skarby, i wszystko, co mamy,
3565Pod nogi twoje strumieniem popłynie,
Boś już zasłużył na wdzięczność narodu
Skaraniem hersztów, którzy nas uwiedli.
Ci nas mękami, karą miecza, głodu,
W mieście trzymali; a nasze zaś serca
3570Ciebie szukały. Obyśmy dowiedli,
Że między nami żaden przeniewierca
Na gniew twój, wielki panie, nie zasłużył,
Obyś żył długo, obyś skarbów użył,
Obyś nieszczęsną przyciśnionych dolą
3575I tu przed tobą klęczących na prochu
Przyjął łaskawie. Chlebem cię i solą
Witamy, panie.
BALLADYNA
do Kostryna
Kobieta, Przemoc, WładzaCzy z tego motłochu
Żaden przeciwko mnie nie nosił broni?
KOSTRYN
BALLADYNA
Gdzie oni?
KOSTRYN
wskazując
Pan burmistrz Kurier i Pismo.
Miłosierdzie, SerceBALLADYNA
PIERWSZY Z POSŁÓW
Panie! w twoim łonie
Kamienne serce.
BALLADYNA
PIERWSZY Z POSŁÓW
BALLADYNA
Jestem kobiétą.
widząc, że się cofają z przerażeniem
Cóż to? Cofnęli się jak od zarazy,
I znów jak wiatrem kołysane żyto
Biją głowami?
PIERWSZY Z POSŁÓW
BALLADYNA
Bez ludu woli…
Trucizna, Podstęp, Morderstwo, ZbrodniaDajcie mi chleb z solą.
Posłowie, ufam drożdżom tego ciasta.
3605
Serce, WładzaChodź tu, Kostrynie. Winnam ci tak wiele,
Że ci połowa zdobytego miasta,
Połowa kraju i chleba połowa
Słusznie należy…
wyjmuje nóż zatruty po jednej stronie i rozcina na dwoje chleb
KOSTRYN
klękając
O! królowa!
BALLADYNA
kosztując chleb, widzi, że Kostryn także je podaną sobie połowę
Czyń, co ja czynię. Nie lękam się jadu
W chlebie poddanych. Choćby miasto[255] żyta
Użyli łusek żelaznego gadu,
3615Smaczną ci będzie żelazem zdobyta
Bułka… Jedz, proszę… trzeba ludziom wierzyć.
W trąby zwycięskie. Idźmy, wojownicy,
Do otworzonej żelazem stolicy.
wychodzi oparta na Kostrynie, za nią posłowie i lud
SCENA IV
Sala królewska w Gneznie — tron w głębi — Kanclerz u stóp tronu. Panowie państwa. Wawel dziejopis. — Paź. — Dwór. — Sędziowie.
KANCLERZ
Wchodzi Goniec.
GONIEC
KANCLERZ
Kobieta, WładzaKobiéta!
WSZYSCY
Królem kobiéta!
KANCLERZ
Goniec drugi wchodzi.
GONIEC
Prześwietny urzędzie!
Królowa weszła już do bram stolicy.
KANCLERZ
PIERWSZY Z PANÓW
Wieszczbiarz nie może wytłumaczyć cudu,
Co się ukazał dzisiaj narodowi.
Lud niespokojny.
KANCLERZ
Co za cud?
PIERWSZY Z PANÓW
3640
Nad opis.
Jeżeli chcecie, to go wam opowié
I w księgi wpisze szlachetny dziejopis
Królów na Gneznie.
KANCLERZ
WAWEL
Co widziało wielu,
Mogę poświadczyć jak świadek naoczny.
Dnia tego ranek był po stronach mroczny,
Lecz się wyjaśnił ku wschodowi słońca —
3650Więc jak widziałem prawie sam… od końca
Niebios, skąd błyszczy gwiazda Oryjona,
Wyleciał lecąc sznur żurawi biały,
A na nim wisząc za śnieżne ramiona
Mglista niewiasta.
KANCLERZ
WAWEL
Nie ja widziałem, lecz widziało wielu;
Mogę przyświadczyć na rzecz z mego czasu.
PAŹ
KANCLERZ
CiemnośćŚciemnia się jak przed burzą.
JEDEN Z PANÓW
Co to? ciemność smutna
Na tron upadła i nam na oblicza:
Jak zaćmionego słońca tajemnicza
Zieloność — bladzi staniemy przed panią.
KILKU
Wchodzi Strażnik wieży.
STRAŻNIK
Burza, ŻywiołyNad blaszaną banią
Królewskich zamków, skąd w niebo wytryska
Igła złocona, okropne chmurzyska
Wkoło się czarnym owinęły wiankiem
3680I coraz grubsze już wiszą nad gankiem,
Gdzie ustawiona muzyka króleska.
A cała nieba równina niebieska,
Jakby się z jednej urągała chmury.
KANCLERZ
Bijcie we dzwony.
STRAŻNIK
KANCLERZ
Deszczu potrzeba, niech pada.
STRAŻNIK
Na czarnym wozie jakaś jędza blada,
Stu żurawiami wywieziona z piekła,
3690Wężami stado wędrujące siekła
I kierowała nad zamek do chmury.
Siedzi w mgle teraz, ale jęk ponury
Piekielnych ptaków z mgły się wydobywa.
Słyszycie?
Słychać jęk z wieży.
KANCLERZ
PANOWIE
zrywając się z ław
Okropność!…
KANCLERZ
Niech się żaden z ław nie zrywa.
A ty, strażniku, musiałeś być pjany[260]
I sam stworzyłeś wieść o czarownicy.
STRAŻNIK
OKRZYKI
za sceną
Niech żyje królowa!
Balladyna wchodzi w królewskim ubiorze, w koronie Kostryn w zbroi — Lud.
KrólKANCLERZ
Pani! niech będzie poświęconą głowa,
Co nam przynosi koronę Popielów.
3705Witaj i panuj tak mądrze i szczodrze,
Ażebyś z Bogiem do najświętszych celów
Lud prowadziła. Przewiąż się na biodrze
Szatą czystości, czoło wznieś do nieba.
Daj łaskę winnym — daj łaknącym chleba,
3710A wszystkim niechaj rządzi sprawiedliwość.
BALLADYNA
z tronu
Cóż mam uczynić?
KANCLERZ
Praw naszych gorliwość
O dobro ludu stanowi od dawna,
Że król, nim siądzie do pierwszego stołu,
3715Nim da spoczynek strudzonemu czołu,
Które uciska w dzień korona sławna:
Wprzódy na ławie sądowniczej siada,
I rozwiązuje kryminalne sprawy.
BALLADYNA
ŚmierćKostryn chwieje się i pada.
JEDEN Z PANÓW
Co to jest? wódz blednie i pada?
Balladyna przystępując do leżącego Kostryna.
Co to się znaczy… słabo ci?
KOSTRYN
Umieram.
BALLADYNA
Panie mój! drogi!
KOSTRYN
3725
Zbrodniarz, Zbrodnia, MorderstwoPrecz! jędzo trująca!
Zrzućcie ją z tronu — ja pierwszy otwieram
Grobowiec ciemny dla ludzi tysiąca,
Co będą żyli pod nią…
BALLADYNA
On w malignie…
3730Wynieść go! wynieść!… ciało jego stygnie…
Niech lekarz jaki uzdrowi go, za to
Połową kraju zapłacę.
LEKARZ
Już skonał.
Wynoszą ciało Kostryna. Lekarz idzie za nim.
KANCLERZ
Pani, okropną zasmucona stratą,
3735Znoś ją cierpliwie. Śmierć, WładzaBóg ciebie przekonał,
Na samym wstępie u złotego tronu,
Że przy tych szczeblach stoi widmo zgonu
I czeka na nas.
BALLADYNA
do siebie
głośno
KANCLERZ
Wdzięczność i sława tobie.
BALLADYNA
3745
Ja o sławę
Nie dbam, a wyższa teraz nad sąd ludu,
Będę, czym dawno byłabym, zrodzona
Pod inną gwiazdą. PrzemianaŻycie pełne trudu
Na dwie połowy przecięła korona.
3750Przeszłość odpadła jak od płytkiej stali,
Którą po stronie jednej ośliniła
Żmija — połowa jabłka leci zgniła
I czarna jadem. Wyście mnie nie znali
Taką, jak byłam — Ksiądz, Tajemnicaniech więc lud nie śledzi
3755Przeszłości mojej. Wiecie, com wyznała,
A resztę wyznam księdzu na spowiedzi.
Ha! jeszcze jedno — Mąż, Pogrzeb, Śmierć bohaterska, Żonaposzukajcie ciała
Grafa Kirkora między gęste trupy[262].
I na ten wzgórek, gdzie już tylko słupy
3760Brzóz obrąbanych mieczami się bielą,
Zanieście mary z jedwabną pościelą,
Na tej pościeli przyniesiecie śpiące
Zwłoki Kirkora… Niech ludu tysiące
Płacze przy marach tego, co z orężem
3765Poległ mym wrogiem… a był moim mężem. —
Zaprawdę mówię, ja — po grafie wdowa.
Lecz niech nie roi bajek tłum gawiedzi;
SądCo miała wyznać, wyznała królowa,
A resztę powie księdzu na spowiedzi.
3770
Król, Sprawiedliwość, PrzysięgaTeraz, kanclerzu, wywołaj przede mnie
Zbrodniów — na pierwszym siedzę trybunale.
Jeśli fałsz wydam, niechaj będzie ze mnie
Gniazdo robaków! niech się ogniem spalę!
Ani mię ujmie dobroć, ani trwoga,
3775Ani odwiodą ludzie, ani czarty.
Przysięgam sobie samej, w oczach Boga,
Być sprawiedliwą.
KANCLERZ
Woźni!
WOŹNI
Sąd otwarty.
KANCLERZ
3780
Oto jest księga praw. — Oto Zbawiciel
Na suchym drewnie krzyża rozpostarty.
Ucałuj księgę i krzyż!
WOŹNY
Oskarżyciel.
Staje Lekarz zamkowy.
KANCLERZ
Ktoś jest?…
LEKARZ
KANCLERZ
Trucizna, ZbrodniaO co sprawa?
LEKARZ
O jadotrucie.
KANCLERZ
Na kim?
LEKARZ
Na Kostrynie.
3790Twój wódz, o pani można i łaskawa,
Otruty skonał; wielki rycerz ginie
Od jadu, co się zowie ludomorem.
Na jego ciele żelaznym kolorem
Wyszło tysiące plam; skonał otruty.
KANCLERZ
LEKARZ
Niech sąd szuka winnych.
BALLADYNA
Zbrodniarz nieznany? odłożyć do innych
Sądów tę sprawę. Niech ma czas pokuty.
KANCLERZ
Sprawiedliwość, ZbrodniarzZwyczajem kraju jest, mościa królowo,
3800Wydawać wyrok choćby nad nieznanym
I zawieszony miecz trzymać nad głową
Tajnego zbrodnia, aż będzie schwytanym
I da nam gardło.
BALLADYNA
KANCLERZ
Takich Bóg ukarze.
Do ciebie ziemski wyrok dać należy
Szczero-sumienny.
BALLADYNA
KANCLERZ
Chłop, Kara, Szlachcic, ZbrodniaJeżeli który z szlachty i z rycerzy
Trucizną gorzką na życie nastawa
Równego sobie i dopełni czynu,
To kara miecza. Jeśli zaś kto z gminu
3815Otrucie spełni…
BALLADYNA
Dosyć!…
KANCLERZ
Sądź, królowo.
Niechaj u ciebie mniej waży praw słowo
Niż głos sumnienia.
BALLADYNA
KANCLERZ
Na zamkowym progu
Otrąbić wyrok. A jeżeli mściciel
Kat nie wypełni, zostawiamy Bogu!
Słychać trąby.
Wchodzi Filon z nożem i z dzbankiem malin, ubrany w kwiaty.
Ktoś jest?
ŁzyFILON
KANCLERZ
FILON
Oto malinowy
Dzbanek, a oto nóż. A te maliny
3840
ZbrodniaByły pod głową zabitej dziewczyny,
Nóż był w jej piersiach. Kobieta, Kochanek romantyczny, Łzy, Miłość, Miłość platoniczna, Miłość silniejsza niż śmierć, Śmierć, ŻałobaNiechaj z tego dzbanka
Wypłynie nowy Eurotas[266] płaczu,
Niech zaprowadzi smutnego kochanka
Falą przejrzystą do kochanki grobu,
3845A ja mu powiem: «Strumyku tułaczu,
Dzięki ci wieczne, w grobie dla nas obu
Będzie spoczynek i cichości morze.
Przebacz, Apollo! promienisty Boże!
Że łzy przyszedłem przed ludźmi wylewać
3850I smutek z nimi łamać jako chleby.
Przychodzę ludziom smutną pieśń wyśpiewać,
Prosić Plutona, by mi wrócił żonę».
Słuchajcie! ona żoną moją była,
3855Żoną mej duszy; dziś jedna mogiła
Zamyka białe ciało, zakrwawione
Tym nożem… patrzcie! Oto na tym dzbanku
Znalazłem martwą, o wiosny poranku,
Zabitą nożem.
Szaleniec, SędziaKANCLERZ
BALLADYNA
Kanclerzu, ja gardzę
Szalonych ludzi zaskarżeniem.
KANCLERZ
FILON
KANCLERZ
Mów, na kogo padły
Twe podejrzenia o zabójstwo krwawe?
ŚmierćFILON
KANCLERZ
Gdzież ją znalazłeś?
FILON
KANCLERZ
BALLADYNA
A jak sądzą prawa?
KANCLERZ
Za śmierć chcą śmierci.
BALLADYNA
Z tych pozabijanych
Nie będziem mieli prochu ani ćwierci.
KANCLERZ
BALLADYNA
Winna jest śmierci.
KANCLERZ
Winna… Więc sądzisz, że zbrodniarz niewiasta?
BALLADYNA
Sądzę, jak sądzę…
KANCLERZ
Bóg, Sprawiedliwość, ZemstaNiech ludowi miasta
3895Otrąbią wyrok na zamkowym progu.
Katowi zemsta należy lub — Bogu.
Trąby.
Niech teraz stanie oskarżyciel trzeci.
Wchodzi ślepa Wdowa, matka Balladyny.
Ktoś ty jest?
WDOWA
Wdowa.
KANCLERZ
WDOWA
Skargę zanoszę… Mówią, że królowa
Piękna jak anioł, niechaj ona sądzi…
Miałam dwie córki, stara, biedna wdowa,
3905Żywiłam obie. — Jak to często błądzi
Człowiek na ziemi, czekając pociechy —
Młodsza uciekła spod matczynej strzechy,
Niedobre dziecko. Lecz druga… o Boże!
Królowo moja, ty jak anioł biała,
3910Sądźże ty sama! — Druga poszła w łoże
Wielkiego grafa; bogdajbym skonała,
Jeśli ja kłamię; graf ją wziął za żonę.
Królowo moja, bogdaj ci koronę
Bóg wiecznie trzymał na tej mądrej główce,
3915Osądź! — W tej drugiej córce jak w makówce
Było rozumu. Graf ją kochał bardzo,
Ale ja matka kochałam jak matka!
Aż tu w jej zamku już służalce gardzą
Biedną staruszką — cierpię do ostatka
3920Wzgardę służalców, grób był dla mnie blisko —
Aż tu mnie jednej nocy te[272] córczysko
W obliczu ludzi zaprzało się[273] głośno…
«A! córko», mówię, «bądźże ty litośną
Dla starej matki, co już bliska truny[274]».
3925Była noc straszna i deszcz, i pioruny,
Pioruny i deszcz, i ciemno, i burza.
Córka kazała wypędzić z podwórza
Mnie, starą matkę, na wichry i deszcze,
W noc i w pioruny, i w burzę, i jeszcze
3930Głodną kazała — niech jej Pan Bóg Stwórca
Przebaczy! — Głodną wypędzić z podwórca,
Do lasu… Wiatr mię poniósł za łachmany,
Piorun wypalił oczy. O! różany
Mój królu! złoty mój panie! litości!
KANCLERZ
BALLADYNA
Przecież nie śmiercią?
KANCLERZ
Córka, Kara, Matka, Miłość tragiczna, SprawiedliwośćLechitów ustawa
Śmierć przepisuje na niewdzięczne dzieci.
3940Niechaj cię księga naszych praw oświeci,
Czytaj… i czytaj we własnym sumnieniu.
A ty, staruszko, nazwij po imieniu
Wyrodną córkę, a kat ją ukarze,
Chociażby z pierwszym grafem państwa w parze
3945Los ją powiązał… Powiedz grafa miano
I córki imię, a prawa dostaną
Przez mury zamku jej serca i głowy.
WDOWA
Urzędnik, PrawoKANCLERZ
WDOWA
Nie! nie! nie!
KANCLERZ
WDOWA
Nie, panie.
KANCLERZ
WDOWA
Ona niewinna.
KANCLERZ
Wziąć ją na tortury.
WDOWA
wydzierając się straży
KANCLERZ
Wygadasz w boleści.
WDOWA
odchodzi ze strażą
KANCLERZ
Praw się trzymam treści.
A za to niech mię wielki Bóg obwini,
Lub uniewinni… A ty, monarchini,
3975Wiedz, że mam serce pełne łez, goryczy
I przerażenia.
Słychać jęk.
Co to jest?
ŻOŁNIERZ
To krzyczy
Stara kobieta…
KANCLERZ
ŻOŁNIERZ
Nic…
KANCLERZ
Poczekajmy.
BALLADYNA
Podają pić.
ŻOŁNIERZ
Już zdjęta z żelaznego drąga.
BALLADYNA
Już!…
Powiedziała co w bolach?
ŻOŁNIERZ
Umarła.
BALLADYNA
ŻOŁNIERZ
KANCLERZ
I nic nie wydała?
ŻOŁNIERZ
Praca, WładzaBALLADYNA
Od rana
Siedzę na sądach, a żaden z nędzarzy
Tak nie pracuje długo i tak znojnie[279].
4005
Ciemność, NocJuż noc, panowie.
KANCLERZ
Nie… to czarna chmura
Wisi nad zamkiem. CórkaPoradź się spokojnie
Twego sumnienia, czego wartą córa,
Dla której matka taką śmiercią kona?
BALLADYNA
KANCLERZ
Niech twoja korona
Przybierze blasku sądem sprawiedliwym.
Ona zaprawdę winna ogniem żywym
Być obrócona na węgiel piekielny.
4015Osądź ją…
WSZYSCY
Osądź!
KANCLERZ
Jak Bóg nieśmiertelny,
Winna jest sądu.
WSZYSCY
Pociąć ją na ćwierci.
KANCLERZ
BALLADYNA
po długim milczeniu
Sprawiedliwość, ŻywiołyWinna śmierci!
Piorun spada i zabija królowę — wszyscy przerażeni.
KANCLERZ
Król-kobieta piorunem boskim zastrzelony;
Zamiast w koronacyjne bić w pogrzebu dzwony!
KONIEC
Strona 1 z 1 · 99% utworu
Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.