Boska komedia, Piekło · Dante Alighieri

Pieśń XVI – Pieśń XX

ok. 21 min czytaniaCierpienieDuchDuszaKaraCzary

Pieśń XVI

2101

(Krąg VII. Koło III. Ciąg dalszy. Gwidogwera. Rusticuci).

Już byłem w miejscu, gdzie słychać szum wody,
Która spadała w drugi krąg piekielny[238]
Szumiąc podobnie jak w ulach gwar pszczelny.
2105
Trzy cienie od tej oderwane trzody,
Co przechodziła pod ognistym deszczem,
Podbiegły do nas, krzycząc w uniesieniu:
«O stój, poznajem po twoim odzieniu,
Żeś dziecko naszej występnej ojczyzny».
2110
Widziałem na ich ciałach od płomienia
Świeże i stare wypalone blizny;
Niestety! Jeszcze wspominam je z dreszczem,
Choć czas na poły zatarł ślad wrażenia.
Na krzyk ich brzegiem idący porzecznym
2115
Mistrz stanął; do mnie obrócił się twarzą
I rzekł: «Stań, jeśli chcesz być dla nich grzecznym:
Gdyby nie ognie, co te piaski skwarzą,
Rzekłbym, że witać z skwapliwością całą,
Więcej by tobie niźli im przystało».
2120
Dusza, DuchGdyśmy stanęli, starą pieśń okrzyków
Cienie zawyły z boleści wyrazem,
Kręcąc się w kółko wszyscy trzej zarazem[239]
I obyczajem nagich zapaśników
Już namaszczonych, co się okiem mierzą,
2125
Nim w szrankach na się piersią w pierś uderzą,
Cienie wprost do mnie obracając twarze,
W krąg się kręciły po stepu obszarze,
W sposób, że szyja skrzywiona z ich nogą,
Ciągle jak w sporze, przeciwną szły drogą.
2130
Jeden tak mówił: «Chociaż pełen groźby
Step ten ruchomy, smutny i spalony,
Podał w pogardę nas i nasze prośby,
Mów, naszej sławy odgłosem skłoniony,
Kto jesteś, co tu stopami żywemi
2135
Stąpasz po piekle śmiało jak po ziemi?
Patrz, ten, którego ja zacieram ślady,
Nagi, żarami obdarty ze skóry,
Był dobrze większym, jak ty mniemasz mężem;
Był wnukiem skromnej i pięknej Gwalrady[240]
2140
Nazwisko jego było Gwidogwera,
Mąż zawołany radą i orężem.
Drugi, co ze mną, smutny i ponury,
Gorące żwiry stopami rozciera,
Wpatruj się dobrze, to Aldobrandini[241],
2145
Wieszcz bez słuchacza wśród swojej krainy!
Ich współmęczennik w tej ognia pustyni
Jam Rustikuci[242]; zaiste zła żona
Więcej jak wszystko, wwiodła mnie do winy».
Gdybym był pewny od ognia zachrony,
2150
Skoczyłbym na dół objąć ich w ramiona,
Wierzę, nie byłby mistrz tym zasmucony;
Lecz myśl, że będę na żarach spieczony,
Strach w końcu we mnie dobry zamiar przemógł,
Żem ich uściskiem lubować się nie mógł.
2155
Potem na takie zdobyłem się słowa:
«Nie jest to wzgarda, lecz boleść serdeczna,
Jaką mi sprawia wasza męka wieczna.
Mnie o was mistrza uprzedziła mowa,
Według słów jego pomyślałem wreszcie,
2160
Jacyście przyszli, takimi jesteście,
Jestem wasz ziomek i zawsze z zapałem
O waszych czynach szlachetnych słuchałem.
Żółć porzuciłem[243], cel mej drogi główny
Dojść do owoców, których treść tak słodka!
2165
Co mi obiecał mój wódz prawdomówny;
Lecz tu wpierw muszę zstąpić aż do środka[244]».
Cień rzekł: «Niech dusza twoimi członkami
Kieruje długo, sława niech obleci
Zakres dni twoich i po tobie świeci.
2170
Mów, czy waleczność i uczucia szczere
Żyją jak niegdyś pomiędzy ziomkami,
Czy już wygnane są u nich w bezcześci?
Bo gość niedawny Wilhelm Borsijere [245],
Który tu przybył społem jęczeć z nami,
2175
Przerażające opowiada wieści».
«Zatyli[246] na twym, Florencyjo, chlebie
Przybysze nowi (zysk nagły a lichy),
Zrodzili tyle swawoli i pychy,
Że już złem własnym skarżysz sama siebie[247]».
2180
Tak wykrzyknąłem z podniesioną twarzą:
Słysząc to, cienie po sobie spojrzały,
Jak ci, co głosem prawdy się przerażą.
Potem samotrzeć tak odpowiedziały:
«Jeżeli zawsze, najskąpszy z gadaczy!
2185
Tak małym kosztem zbywasz twych słuchaczy,
Szczęśliwie mierzysz miarą słów twe chęci:
Przecież gdy zdołasz wyjść z tych miejsc rozpaczy
I ujrzysz świat twój z gwiazd światłem tak miłym,
Jeśli ci zda się mówić: ja tam byłem —
2190
Chciej nas przypomnieć żyjących pamięci!»
Wtem rozerwały koło i uciekły
Szybko, jak gdyby skrzydłami wiatr siekły;
I nikt tak prędko Amen nie wymówi,
Jak znikły w stepie, pędząc w ślad swej trzody.
2195
Przeto iść dalej zdało się mistrzowi,
Ja szedłem za nim, wtem — o dziwo nowe!
RzekaTak blisko łoskot zagłuszył nas wody,
Że szumem naszą przerywał rozmowę.
Jak z własnym ujściem zapieniona rzeka[248]
2200
Na wschód od Wizo do morza przecieka,
Z gór Apeninu, zwana Aquachetą,
Nim zstąpi w głębsze na dolinach łoże;
Przy Forli traci to imię, a potem,
Jak z gór kaskada spadając z łoskotem,
2205
Grzmi wód hałasem przy San Benedetto[249],
Gdzie z tysiąc ludzi pomieścić się może:
Z takim łoskotem ze stromej skał ściany[250],
Staczał się strumień krwią zafarbowany,
Ażem ogłuchnął na oboje ucho.
2210
A byłem w pasie sznurkiem przepasany,
Jakim tuszyłem — daremna otucho! —
Złowić panterę z skórą cętkowaną[251].
Sznur odpasawszy, jak mi rozkazano,
Zwinięty w kłębek oddałem mistrzowi,
2215
Mistrz się na prawo zwrócił ku brzegowi
I z brzegu, stojąc nad stromą opoką,
Cisnął go w otchłań strumienia głęboką.
Rzekłem więc w sobie: Pewnie coś nowego
Na ten znak nowy odpowie, jak wróżę,
2220
Gdy mistrz uwagi nie zdejmuje z niego. —
Jak ludzie przy tym powinni być baczni,
Który najskrytszą myśl w nich zbadać może!
Mistrz mówił: «Teraz pilno patrzeć zacznij,
To, na co czekam, zaraz się objawi,
2225
O czym ty marzysz, wnet ujrzysz oczyma».
Niech człowiek prawdę za ustami trzyma,
Jeśli choć pozór z niej kłamstwa wynika,
Bo sam bez winy na wstyd się wystawi.
Lecz tu zatrzymać nie mogę języka:
2230
Na te poemy, czytelniku, tobie,
Klnę się, jak chcę mieć twą łaskę po sobie,
Że przez mgły gęste widziałem i mżące
Jakieś w powietrzu widmo pływające
W postaci nurka, gdy tonie w wód łono,
2235
Aby odwiązać kotew[252] zaczepioną
O głaz podwodny lub wynieść z wód łona
Jakiś tam przedmiot morzem pochłonięty,
W chwili, gdy przed się wyciąga ramiona,
A cały sobą przysiada na pięty.

Pieśń XVII

2240

(Gerion. Ostatni z koła III: lichwiarze. Odjazd.)

Potwór«Zarażająca świat tchem jadowitym,
Oto z ogonem stalowym bestyja[253].
Którym broń łamie i mury przebija!»
Tak mówił wódz mój, a na zwierza skinął,
2245
Aby z powietrza do nas lot swój zwinął,
Na brzeg, gdzie szliśmy nadrzecznym granitem.
I oszukaństwa spadł obraz obrzydły;
Wysunął głowę, pierś pod stopy nasze,
Lecz nie położył ogona na tamie.
2250
Ten latający dziwoląg, nie kłamię,
Sprawiedliwego miał oblicze męża,
A skóra na nim błyszcząca i miękka,
Resztą był ciała podobny do węża.
A miał dwie łapy zakrzywione w widły,
2255
Podszyte puchem pod samo podpasze;
Pierś, grzbiet i boki jak hieroglif jaki
Były pisane w kółka i gzygzaki:
Piękniej Arachny nie dzierzgała ręka,
Tkań, jaką snuje piękna odaliska,
2260
Większym bogactwem barwy nie połyska.
Jak czasem stoją w brzegach rzeki łodzie,
Na pół na ziemi, a na poły w wodzie,
Jak bóbr do walki po pas wynurzony,
W kraju, gdzie żyją żarłoczne Teutony[254],
2265
Tak zajmowała ta bestyja dzika
Brzeg, co step piasków granitem zamyka.
Całym ogonem potwór na wiatr miotał,
Jak skorpion żądłem zatrutym migotał,
A wódz mi mówił: «Teraz nam z wybrzeży
2270
Zstąpić przystoi, gdzie ten potwór leży».
I schodząc w prawo (któż ostrożność zgani?),
Jeszcze dwa dałem kroki tym wybrzeżem
Z myślą, że w stepie ognia się ustrzeżem.
Gdyśmy stanęli przed tym ptako-zwierzem,
2275
Nieco opodal, u progu otchłani,
Duchy, widziałem, na piasku siedziały[255].
A mistrz: «Ażebyś poznał krąg ten cały,
Idź, poznaj bliżej ich stan i katusze,
Lecz z nimi długą nie baw się rozmową:
2280
Nim wrócisz, spytać tej bestyi muszę,
Czy nam do jazdy grzbietu nie użyczy».
I sam poszedłem w dolinę stepową,
Gdzie krańcem siódmy krąg z ósmym graniczy,
Dusza, Kara, CierpienieTam gdzie siedziały nieszczęśliwe duchy.
2285
Boleść tryskała przez oczy ich łzami,
Podnosząc ręce od ruchu mdlejące,
Żar odsuwały, to piaski gorące;
Jak psy w skwar letni pyskiem, to łapami
Ich kąsające opędzają muchy.
2290
Próżno oczyma przeglądałem twarze
Okaleczałe w tym bolesnym żarze.
Nikogo w takiem zebraniu niemałem,
Nie mogłem poznać, lecz zauważałem,
Z każdego szyi zwisała kaleta,
2295
Godłem i barwą każda rozmaita;
Ich oczy, zda się, że pasły się nimi.
Podszedłszy bliżej, oczyma własnymi
Widziałem, jak na błękitnej kalecie
Siedział lew bury i tonął w błękicie:
2300
Tak robiąc przegląd, postrzegłem z daleka
Drugą kaletę jak w krwi farbowaną,
A na tle krwawym gęś bielszą od mleka;
Jeden, któremu tło białego wora
Zdobiła świnia, błękitna maciora,
2305
Przemówił do mnie: «Co tu robisz żywy?
Wiedz, że mój były sąsiad Witaliano[256]
Siądzie tu przy mnie, po mej lewej stronie:
Padwianin jestem w florentynów gronie,
Często mnie głuszy ich okrzyk wrzaskliwy:
2310
»Oby mąż nadszedł krokiem uroczystym,
Który ma worek o dziobie troistym[257]«».
A potem dziko żar oczyma wskrzesił,
Wykrzywił wargę i język wywiesił
Jako wół, kiedy swoje nozdrza liże.
2315
A ja z bojaźni, czy nie zabawiłem
Dłużej nad zakres według słów przestrogi,
Grzbiet do tych nędznych duchów obróciłem.
Patrzę, zwierz dziki już oczyma strzyże,
Na grzbiecie jego siedział mój wódz drogi
2320
I mówił: «Teraz bądź krzepki i śmiały!
Ktokolwiek tutaj chce zstąpić z tej skały,
Musi drabiną schodzić tylko taką.
Siądź z przodu, moje do ogona siodło,
Aby cię jego ostrze nie ubodło».
2325
Jak chory febrą zmęczony czworaką,
Patrząc na blade paznokcie, już całem,
Nim dreszcz chorobę poczuje, drży ciałem,
Słowa te wstrzęły mnie drżeniem nieznanem;
Na koniec strach mój na wstyd się przesila,
2330
Który przed dobrym krzepi sługę panem.
Siadłem na barkach szerokich zwierzęcia;
Chciałem rzec: «Trzymaj, weź mnie w swe objęcia!»
Lecz głos nie wyszedł uwięzły w mym łonie.
On, co mię wyrwał z niebezpieczeństw tyla,
2335
Gdym siadł, w ramiona tulił mnie jak dziecię
I mówił: «Teraz ruszaj, Geryjonie!
Tylko pamiętaj, że nie cienie duchów,
Lecz nowy ciężar niesiesz na twym grzbiecie;
Szerokim łukiem spuszczaj się do ziemi».
2340
Jak łódź od brzegu ruchy leniwemi
Zrazu się sunął; a potem, a potem,
Kiedy już poczuł swobodę swych ruchów,
Podniósł się w górę i zwinnym obrotem
Ogon ku piersi przerzucił nad nami,
2345
Rozciągnął ogon, jak węgorz nim miotał,
W powietrzu dwiema wiosłując łapami.
StrachCzy ode mnie Faeton, nie uwierzę,
Czuł większą trwogę, gdy rydwan zdruzgotał
I lejc upuścił pod sferą słoneczną,
2350
Tor swój nieszczęsny znacząc drogą mleczną[258],
Lub Ikar widząc topniejące pierze,
Gdy ojciec krzyczał: «Słoneczna pożoga
Spali ci skrzydła, zuchwała to droga!»
Jakaż w tej chwili była moja trwoga,
2355
Gdy wszystkie z oczu straciwszy przedmioty
Widziałem tylko powietrze i zwierze!
Ptak-zwierzę płynąc powoli, powoli,
Na przemian skręcał, to zniżał swe loty,
Ledwo odgadłem, co się działo ze mną,
2360
Z wiatru, co dął mi w twarz mą i pode mną.
Otchłań na prawo, podsłuchałem potem,
Grzmiała pod nami potężnym łoskotem;
Na tak straszliwy łoskot mimo woli
Z trwogą spuściłem w dół oczy i głowę:
2365
Wtenczas ta otchłań prawie o połowę
Zwiększyła we mnie grozę przerażenia,
Widziałem ognie, słyszałem jęczenia
I cały drżący w sobie się zebrałem.
Czegom nie widział, w tej chwili widziałem,
2370
Że się spuszczamy między wielkie męki,
Słysząc zbliżone szlochanie i jęki.
Sokół gdy długo na skrzydłach się waży,
A sokolniczy stojący na straży
Nie widząc długo ptaka i zdobyczy:
2375
«Sam tu[259] sokole!» niecierpliwie krzyczy;
Z chmur, gdzie daremnie setne kreślił koła,
Spuszcza się skrzydło znużone sokoła
I ptak, bo wre w nim żółć gniewem zagrzana,
Spada z daleka od swojego pana: —
2380
Tak nas Geryjon wysadził na skałę
Sterczącą na dnie głębokiego jaru
I pierzchnął, zbywszy naszego ciężaru,
Jak widzim z łuku pierzchającą strzałę.

Pieśń XVIII

2385

(Krąg VIII. Tłumok 1 i 2. Rajfury i pochlebcy.)

PiekłoJest miejsce w piekle zwane Złe Tłumoki[260],
Żelaznej barwy, a całe z opoki[261],
Okólna ściana także granitowa;
Pośrodku jama wrzyna się opoką,
2390
Tworząc szeroką studnię i głęboką,
O której będzie na swym miejscu mowa[262].
Od zrębu studni aż po skał podnoże,
Przestrzeń okrągła, a całe wydroże
Do dna porznięte na dziesięć oddziałów.
2395
A jako liczne przekopy i jamy
Bronią przystępu do zamkowych wałów —
Pewne schronienie od wrogów napaści —
Na wzór ten były te kamienne tamy;
A jako twierdza fosą otoczona
2400
Na brzeg jej drugi rzuca most od bramy,
Tak od stóp skały szły kamienne zęby,
Które przerżnąwszy fosy i przepaści,
Końcami w studni wpierały się zręby.
Kiedyśmy zsiedli z grzbietu Geryjona,
2405
W takie skaliste weszliśmy warownie.
Z mistrzem na lewo zawróciłem kroku[263],
Na prawo zasię widziałem w pół zmroku
I nowych katów, i nowe katownie.
Grzesznicy nadzy w tym pierwszym tłumoku [264]
2410
Jedni szli do nas, połowa szła bokiem
W naszym kierunku, ale sporszym[265] krokiem.
Rzym gdy rok święci jubileuszowy,
Przyjęto zwyczaj, by przez most zamkowy
Dla ogromnego nacisku pątników
2415
Lud, idąc, na dwie dzielił się połowy.
Jedni przechodząc, mają w Santo-Pietro
Twarz obróconą, ci w Monte-Giordano,
Że tłumy ludu nigdy się nie zetrą.
Tak z stron przeciwnych szatany rogale
2420
Idąc z biczami po tej czarnej skale,
Okrutnie z tyłu smagały grzeszników.
I na trzask pierwszy bicza jakby gnano
Trzodę ze szkody, cały tłum uciekał,
Nikt na trzask drugi i trzeci nie czekał.
2425
Podczas gdy szedłem ponad jamą ciemną,
Widzę, znajomy potępieniec kroczy,
I rzekłem: «Znam go, nie mylą mnie oczy».
Wstrzymałem kroku, a nie chcąc mnie smucić,
Wódz mój łagodny zatrzymał się ze mną,
2430
Krok trochę na wstecz pozwolił mi zwrócić.
Lecz duch smagany wpadł na wybieg nowy,
Chciał mi się ukryć nachyleniem głowy;
Ja mówię: «Ty, co wzrok spuszczasz tak dziko,
Jeśli twych rysów wyraz niekłamany,
2435
Poznaję ciebie, witaj Wenediko[266]
Za jaką winę jesteś tak chłostany?»
«Ze wstrętem mówię, jaka moja wina,
Chociaż wstręt głos twój łagodzi srebrzysty,
Głos, co mi świat mój niegdyś przypomina.
2440
Jestem ten, który jako duch nieczysty
Skusiłem piękną mą siostrę Gizolę,
Aby się zdała na margrafa wolę.
Różnie w powieściach brzmi ta historyja!
Niejeden tutaj grzbiet biczami sieką,
2445
Pełno tu moich ziomków Bolończyków;
Pomiędzy Reno a Saweny[267] rzeką,
Więcej nie spotkasz nawykłych języków
Do wymawiania sipa zamiast sia[268];
Gdy chcesz świadectwo mieć tej prawdy godne,
2450
Wspomnij na nasze łakomstwo przyrodne.
Gdy mówił, szatan uderzył go biczem:
«Idź,» krzyknął, «z swoim gronem wszetecznieczem,
Tu nie ma targów na wdzięki niewieście!»
Ja do mojego wracam przewodnika;
2455
Idąc znów za nim przyszliśmy nareszcie,
Gdzie skała ramię kamienne wytyka.
I szliśmy lekko po skale i żwawo,
Dalszy nasz pochód zwracając na prawo.
Gdyśmy wstąpili na łuk jej arkady,
2460
Pod którą duchów przechodzą gromady,
Mój wódz «Stój,» mówił, «daj folgę krokowi!
Patrz, oto idą potępieńcy nowi,
Jeszcześ ich widzieć nie mógł oko w oko,
Bo w tym kierunku idą pod opoką».
2465
Z starego mostu, pod jego łukami,
Widzę, cug duchów przeciągał przed nami[269],
Biczem jak pierwszy zarówno smagany.
A dobry mistrz mój mówił niepytany:
«Patrz, wyższy głową nad wszystkich cień idzie,
2470
A który mimo częstych razów bicza,
Zda się, łzą jedną nie zwilżył oblicza.
Jaka królewska w nim postać z powagą!
To Jazon[270], który mądrością, odwagą
Zmyliwszy straże, skradł runo w Kolchidzie.
2475
Przez wyspę Lemnos przechodził w tę chwilę,
Kiedy niewiasty do samych jej krańców,
Mszcząc się okrutnie za mężów rozpustę,
Wymordowały jej męskich mieszkańców.
Tam przez namowy słowa złotouste,
2480
Zwiódł i pogwałcił młodą Hipsypilę,
Która płeć swoją w całej okolicy
Zwiodła zarównież zdradą niepowszedną,
I tam ją w ciąży zostawił i jedną.
Grzech ten go wtrącił w męki tej otchłani,
2485
Aby w niej poczuć mógł zemstę Medei.
Z nim idą jemu podobni zwodnicy.
Poznałeś pierwszy tłumok, a z kolei
Tych, co są biczem szatanów smagani».
Byliśmy w miejscu, gdzie wąska drożyna
2490
W krzyż drugą tamę kamienną przecina
I z drugą pierwszą połączą arkadę;
Duch, CierpienieTam nową duchów widziałem gromadę,
Płaczącą w jamie drugiego tłumoka[271].
Każdy duch bił się własnymi pięściami,
2495
Zawracał głowę i dyszał nozdrzami.
Wilgotny wyziew buchając z dna jamy,
Jak ciasto pleśnią przylegał do tamy,
Odrażający dla nosa i oka;
Dna trudno dojrzeć, tak jama głęboka.
2500
Widziałem jednak, stojąc na tej skale,
Na dnie ugrzęzły duchy w ludzkim kale:
Kiedym się wpatrzył, jakaś rudo-płowa
Sterczała kałem tak zbrukana głowa,
Że darmo w myśli sam siebie zagadłem,
2505
Kto on był, świeckim czy mnichem? nie zgadłem.
Głowa ta rzekła: «Co tak pilno tobie,
Jednej się mojej przyglądać osobie?»
«Jeślim cię» rzekłem «w pamięci zachował,
Znałem cię niegdyś z włosami suchemi,
2510
Aleksym z Lukki zwano cię na ziemi[272].
Dlatego pilniej jak drugich w około
Oglądam ciebie». On bijąc się w czoło:
«Pochlebstwo» rzekł «mnie wtrąciło w tę jamę,
Którym mój język tak dzielnie szermował!»
2515
Wódz do mnie mówił: «Za kamienną tamę
Wyciągnij szyję, a spojrzyj w głębinę,
Tam ujrzysz na dnie stojącą dziewczynę
Z rozczochranymi jak wiedźma włosami;
Pierś swą aż do krwi szarpie paznokciami,
2520
Ruchy jej ciała dzikie i gwałtowne,
To raz przysiada, to wstaje na nogi,
To dworka Tais[273]! raz przez usta sługi,
Kiedy kochanek pochlebnie jej pyta:
Mam li ja wielkie w twych oczach zasługi?
2525
Odpowiedziała: Zaiste cudowne!
Prędzej przechodźmy te skalne progi,
Tu wzrok się brudu napatrzył do syta».

Pieśń XIX

2528

(Krąg VIII. Tłumok III. Symoniacy. Mikołaj III i inni papieże).

Mistrzu Symonie[274]! Wy, jego sektarze,
2530
Co rzeczy boże, o łakome dusze,
Jako goniący za zyskiem kramarze,
Cudzołożycie za srebro i złoto,
Gdy być powinno żenione z szczodrotą:
Teraz ja dla was zadąć w trąbę muszę,
2535
Boście trzeciego tłumoka mieszkańce.
Już wstąpiliśmy na same skał krańce,
Skąd wzrok, jak stromą opoką kaskada,
Na dno otchłani prostopadle spada.
O jakże wielki twojej kunszt, o Panie,
2540
Arcymądrości, którą Tyś przyodział
Stosownie niebo, ziemię i otchłanie!
Jak sprawiedliwy przez ciebie jej podział!
Widziałem z brzegu i na dnie głaz szary,
Pełen dziur krągłych, wszystkie jednej miary:
2545
Takie są w moim pięknym Świętym Janie[275],
Gdzie kąpią dzieci przy chrzestnym obrzędzie;
Jedną z nich stłukłem niewiele lat temu,
Podając pomoc dziecku tonącemu;
A co przynajmniej niech dowodem będzie,
2550
Aby człek każdy spostrzegał się w błędzie.
Kara, Cierpienie, GrzechGrzesznik wytykał z jamy każdej dziury
Nogi po uda, resztę jego ciała
Więziła w środku swego lochu skała.
Dwie stopy płomień przypalał jaskrawy,
2555
Boleść tak silnie miotała nóg stawy,
Że mógłby zerwać i więzy, i sznury.
Jak napojone przedmioty oliwą
Pochwycą płomień w sam wierzch wyciągnięty,
Tak płomień sięgał ich palców od pięty.
2560
«Pojaśń[276] mi mistrzu,» zagadłem go żywo,
«Kto by w tej dziurze rzucał się jak wściekły,
Czy mu tak ognie czerwone dopiekły?»
«Jeśli chcesz» mówił «zejść na dno tej jamy,
Dzieje ich zbrodni z ichże ust poznamy».
2565
A ja: «Ty pan mój, jam sługa twej woli,
A sługa robi, co mu pan pozwoli».
I wstąpiliśmy na łuk czwartej tamy,
Tuż ponad fosę pokłutą dziurami.
Mistrz na dno fosy sprowadzał mnie z góry
2570
I przyprowadził do otworu dziury,
Skąd duch boleśnie skarżył się udami[277].
«O kto bądź jesteś, jak pal w dziurę wbity,»
Począłem mówić, «duchu nieszczęśliwy,
Jeżeli możesz, miarkuj ból twój żywy».
2575
I stałem jak mnich kapturem zakryty,
Spowiadający zbójcę w jego jamie[278],
Co się ma nad nim za chwilę zawalić;
Gdy spowiedź chytry złoczyńca odkłada,
To woła mnicha, a ten go spowiada,
2580
Chciałby na chwilę bliską śmierć oddalić.
Duch krzyknął[279]: «Ha, tu jesteś, Bonifacy?
Już mi od dawna przepowiednia kłamie:
Gdzie skarby twoje, owoce twej pracy?
Dla których zdradą, drogami krzywemi,
2585
Śmiałeś odważny zaślubić na ziemi
Piękną niewiastę[280], dać ją na targ zysku,
Abyś ją wzgardą zbrukał w twym uścisku».
Jak ten, co słysząc niepojęte słowa,
Ze wstydu milczy, stałem jak niemowa.
2590
«Mów, odpowiadaj»: zawołał Wirgili,
«Zupełnie inne, nie to noszę miano,
Jak się domyślasz». Nie zwlekając chwili
Odpowiedziałem, tak jak mi kazano.
Duch kręcąc stopy konwulsyjnym ruchem,
2595
Mówił z westchnieniem głębokiem i głuchem:
«O co mnie pytasz? Jeśliś wiedzieć chciwy,
Jaki w tej dziurze jest duch nieszczęśliwy,
Wiedz, że płaszcz wielki był moją odzieżą[281].
Jam syn, zaiste, niedźwiedzicy matki[282]
2600
Pragnąc wychować pokrewne niedźwiadki,
Aby na złotym wierzgały obroku,
W mój wór złożyłem z całej ziemi złoto
A w końcu siebie w tym ciasnym tłumoku.
Jeszcze tu drudzy pod mą głową leżą
2605
Symonijacy, co w tę jamę ciemną,
Między jej lochy zapadli przede mną[283].
Tam ja zapadnę, gdy tu, o sromoto!
Przyjdzie i w lochach tych skał się zagrzebie
Ten, za którego mylnie wziąłem ciebie.
2610
Lecz on nie będzie tak długo swej nogi,
Jak ja, wystawiał na ognia pożogi:
W ślad za nim przyjdzie pasterz od Zachodu[284]
Nieprawościami obciążon od młodu,
Gdy mu ostatnia godzina wybije,
2615
On tu mnie sobą i jego nakryje.
Będzie to nowy Jazon w pysze swojej[285],
O którym w Księdze Machabejskiej stoi;
W Filipie znajdzie swego Antyjocha».
Czy mnie uniosła żarliwość zbyt płocha[286],
2620
Nie wiem, lecz jego zgromiłem w te słowa:
«Mów, czego Pasterz nasz i Pan żywota
Żądał od Piotra? Może skarbów, złota?
Nim zdał klucz, taka była jego mowa:
Idź i dopełniaj dzieła mego dalej.
2625
Czyż Piotr i drudzy przekupić się dali,
Gdy los wyboru padł na Mateusza,
Miejsce swe chytra gdy straciła dusza[287]?
Nie skarż, zaiste, słuszna twa katusza,
Zważ sam, do czego złoto cię przywiodło,
2630
Twych walk z Karolem przyczyna i źródło[288].
Gdyby nie wzgląd mój, jak wiara poucza,
Poszanowania dla twojego klucza,
Któryś piastował w stolicy Piotrowej,
Dałbym ci uczuć większą gorycz mowy.
2635
Pasterze, widział was Ewangelista[289],
W owej niewieście, co ciałem nieczysta
Cudzołożyła z ziemskimi królami.
Ona, zrodzona aż z siedmiu głowami,
Moc swą czerpała z dziesięciu swych rogów,
2640
Póki wdzięk miała dla jej męża cnota.
Wyście, o zgrozo! ze srebra i złota
Bez liku ziemskich natworzyli bogów;
Od bałwochwalcy w czym się wy różnicie?
On czci jednego, wy ich ze sto czcicie.
2645
Ach! Źródło złego płynęło i płynie
Nie z nawrócenia twego, Konstantynie[290],
Lecz z twych posagów danych w dobrej wierze,
Na których pierwsi stanęli papieże».
Podczas gdym jemu nucił pieśń tej nuty,
2650
Bądź gniew, bądź ostre sumienia wyrzuty
Tak dojmowały boleśnie duchowi,
Aż trząsł gwałtownie obiema stopami.
Jam się podobał mojemu wodzowi,
Który, pamiętam, zawsze rad mnie słuchał,
2655
Gdy duch mój w słowach szczerością wybuchał.
I objął, wziął mnie na ręce po prostu,
I szedł, jak zstąpił, drożyną tą samą,
Do piersi mojej tulił się piersiami,
Aż wyszedł ze mną na arkadę mostu,
2660
Gdzie czwarta z piątą połączą się tamą.
Słodki swój ciężar tam powoli złożył
Na skale śliskiej dla stóp podróżnika,
Gdzie ledwo może skakać koza dzika —
Skąd widok nowy oczom się otworzył.

Pieśń XX

2665

(Krąg VIII. Tłumok IV. Czarnoksiężnicy i wróżbici.)

Nowa męczarnia wierszem wyśpiewana
Da treść dwudziestej z mojej pierwszej pieśni[291],
Która opiewa kary potępionych.
Duch, CierpienieSkłoniony zajrzeć do rozwartej cieśni,
2670
Co się czerniła wśród skał rozszczepionych,
A cała we łzach bolesnych skąpana:
Widziałem duchy; krągłą jej doliną,
Cicho płaczące, wciąż idą i płyną,
Jako na ziemi lud za procesyją.
2675
Ci potępieńcy z wykrzywioną szyją,
Skrzywione brody wspierali na krzyżu,
Twarz ich wyraźnie była wykręcona
Między łopatki grzbietu za ramiona.
A szli wstecz, tyłem, tak idą od chwili[292]
2680
Gdy zmysł widzenia przed się utracili.
Może się komu na ziemi zdarzyło
Widzieć tak zgiętych kurczem paraliżu,
Nie widząc, nie śmiem wierzyć, że tak było.
Mój czytelniku! jeśli Bóg cię skłania,
2685
Zebrać tu owoc z twojego czytania,
Jeśli masz serce na boleść niegłuche,
Osądź, czy mogłem ja mieć oczy suche,
Widząc nasz obraz, nasze podobieństwo,
Tak wykrzywione przez dziwne męczeństwo,
2690
I widząc łzy ich (któż temu uwierzy!),
Jak z ócz spadały bruzdą ich pacierzy.
Współczucie, Sprawiedliwość, BógZaiste, wsparty o skałę płakałem,
A wódz mój wołał: «Czyś rażon ich szałem?
Tu litość żyje wtenczas, gdy zamarła[293]!
2695
Gdzie tak zuchwali, co się nie zatrwożą,
Przesądzać żalem sprawiedliwość bożą?
Wznieś wyżej głowę, patrz, oto duch kroczy,
Pod którym ziemia swą przepaść rozwarła.
Wobec Tebanów, ledwo w przepaść wskoczy,
2700
»Amfiaraus zapadł!« Krzyk się szerzy[294]
»Już on do szturmu jutro nie uderzy«.
Gdy go chłonęła w głąb ta przepaść dzika,
Minos, co sądzi każdego grzesznika,
Widzi, pierś jego z ramion się wytyka;
2705
CzaryZa to, że w przyszłość zagłębiał się okiem,
Tutaj wstecz patrzy, wstecznym idzie krokiem.
Patrz, Tyrezyjasz, co czarów zaklęciem
Z męża w niewiastę zmienił się, dziw nowy!
Przeobrażony od stóp aż do głowy[295].
2710
I wprzódy musiał laską czarnoksięską
Dwóch sprzęgłych wężów[296] zabić jednym cięciem,
Nim się na powrót oblekł w skórę męską.
Patrz, który idąc w zad zatacza brzuchem,
To Aruns, głośny niegdyś wieszczym duchem[297].
2715
W góry od ludzi skrył się za żywota;
Biała z marmurów kararyjskich grota
Była mu domem, skąd mógł w każdej porze
Patrzeć na gwiazdy, to na pełne morze.
Ta, co włosami rozwianych warkoczy
2720
Kryje pierś, której nie widzą twe oczy,
To Manto[298], niegdyś ziem i wysep[299] siła,
Niejedne lądy i morza zwiedziła,
Aż przyszła w stronę, która mnie zrodziła[300].
Młoda i piękna, w samym wieku kwiecie,
2725
Przez swego ojca śmierć osierocona,
Gdy miasto Teby zdobył miecz Kreona,
Przeżyła młodość, wędrując po świecie.
Tam w pięknej ziemi, gdzie Alpy półkolem
Ściskają Niemcy wyżej za Tyrolem,
2730
Tuż pod alpejską ścianą granitową,
Leży jezioro, Benako[301] je zową[302].
Tysiąc strumieni, myślę, więcej może,
Pomiędzy Gardą a Apeninami
Kryształowymi leją się krużami
2735
W wodę, co drzemie w tym pięknym jeziorze.
Trzy pogranicza tworzą jej wybrzeże,
Gdzie z Trentu, z Bresci, z Werony pasterze,
Razem swym trzodom błogosławić mogą,
Jeśliby razem jechali tą drogą[303].
2740
Niżej, gdzie woda nad brzegi się wzbiera,
Usiadła piękna twierdza Peskijera,
Zdolna od wrogów swą kamienną tamą
Bronić mieszkańców Bresci i Bergamo.
Z czary jeziora wody przepełnione
2745
Wzbierają rzeką na łąki zielone,
Ta Mincio zwana, bieży[304] po dolinie
Aż pod Gowerno, gdzie w rzece Po ginie.
Dalej płaszczyzną nurtując krynice,
Z wód ścieku tworzą stęchłe trzęsawice[305],
2750
Gdzie woda parą chorobliwą dysze.
Tam sobie Manto obrała zacisze,
Z dala od ludzi, nieznane nikomu,
Gdzie się czarami bawiąc po kryjomu,
Żyła lat wiele, aż wiekiem schyloną
2755
Taż sama ziemia przyjęła w swe łono.
Wkrótce w to miejsce lud ciągnął tłumami,
Obwarowane wokoło bagnami;
Na kościach zmarłej miasto zbudowane
Od miana Manty Mantuą nazwane.
2760
Niegdyś to miasto było więcej ludne,
Nim Pinamonte przez rady obłudne
Zniszczenia jego pierwszy osnuł wątek[306].
To mówię tobie, gdyby się zdarzyło
Słyszeć ojczyzny mej inny początek,
2765
Ażeby kłamstwo prawdy nie zaćmiło».
Ja na to: «Mistrzu! ty mówisz tak jasno,
Słowo twe tyle ma dla mnie powagi;
Przy jego blasku wszelkie drugich słowa
Jak chłodne węgle przy zarzewiu gasną
2770
Powiedz, czy jeszcze jaka postać nowa
Między tym tłumem jest godną uwagi?
Bo tym się tylko troska moja głowa».
Mistrz mówił. «Ten, co dno tej jamy depcze
A brodę zwiesza długą aż do pasa,
2775
Był wieszczkiem greckim; gdy Grecyja cała
Do broni wszystek lud męski wzywała,
Że ledwo który pozostał w kolebce,
Dał znak w Aulidzie za radą Kalchasa
Zerwać kotwice, łódź puścić na fale.
2780
Że on Eurypil[307], któż się nie domniema?
Śpiewa go moje tragiczne poema[308],
Które ty całe znasz tak doskonale!
CzaryDrugi, co w żebra zapadłe ma boki,
Był to Skott Michał, astrolog głęboki,
2785
Znał przy tym wszystkie czary i uroki;
Widzisz Gwidona Bonatę, Asdente[309],
Który by teraz wolał, zgadnąć łatwo,
Lecz żal za późny, mieć szydło zatknięte
W podeszwę buta i pociągać dratwą.
2790
Patrz, oto niewiast nieszczęśliwych grono,
Które rzuciły igłę i wrzeciono,
Aby głośnymi stały się wróżkami,
Robiąc swe czary zaklęciem, ziołami.
Chodźmy, już gwiazda, na której Kaina
2795
I ciernie widzą, zapadać zaczyna[310].
Już pod Sewillą muska wody czyste,
Zajmując rąbkiem półsferze dwoiste.
Ostatniej nocy księżyc był okrągły[311];
Aby on czasem, miej na to wzgląd ciągły,
2800
Nie szkodził tobie w tym głębokim zmroku[312].
Mówił, a szliśmy nie wstrzymując kroku…

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.