- Literum
- Lektury szkolne
- Matura podstawowa
- Boska komedia, Raj
- Pieśń I – Pieśń V
Boska komedia, Raj · Dante Alighieri
Pieśń I – Pieśń V
Pieśń I
1(Inwokacja. Siódmy poranek. Wzlot ku niebu. Pouczenie o wszechświecie)
Cześć, chwała Tego, który świat porusza,
Nierówny rzuca blask w kole stworzenia;
Byłem ja w niebie, gdzie się rozpromienia
5
Blask ten najwięcej i widziałem rzeczy,
Których kto schodzi stamtąd nie powiada[2]
Bo na to słowa nie ma głos człowieczy.
Albowiem nasza zbliżając się dusza
Do najdroższego swej żądzy przedmiotu,
10
Tak w nim głęboko i cała zapada,
Że pamięć traci, nadzieję powrotu,
Jednak z królestwa świętego zebrany
Skarbiec piękności w ducha mego cieśni,
Od dzisiaj będzie treścią mojej pieśni.
15
O! W tej ostatniej pracy, Apollinie,
Zrób ze mnie pełne twej łaski naczynie,
Takie, by rósł w nim twój laur ukochany.
Dotąd wierzch jeden Parnasu[3], o Febe!
Starczył mi, teraz dwóch czuję potrzebę,
20
Na resztę drogi i trudów wędrowca[4].
Znijdź[5] do mnie, niech mnie twój zapał unosi,
Z jakim hardego członki Marsyjasza[6]
Rad dobywałeś żywe z ich pokrowca[7].
O boska siło! Gdy mnie rzeczywiście
25
Natchniesz do tyla, że pieśń moja z chwałą
Błogosławionych królestwa wyśpiewa
Cień, który wrył się w moją duszę całą;
Ujrzysz, jak przyjdę do stóp twego drzewa,
Wieńczyć się w jego nieśmiertelne liście,
30
Których mnie przedmiot i ty zrobisz godnym.
Dzisiaj tak rzadko kto się uszczknąć stara
Laur na poety triumf lub Cezara
(Błąd i wstyd woli upadłego ducha) —
Że kiedy duch czyj dziś lauru jest głodnym,
35
Penejska gałąź powinna wesoło
Rozjaśnić bóstwa delfickiego czoło.
Za małą iskrą wielki płomień bucha;
Może kto po mnie w potężniejszej mowie
Wymodli, że mu Apollo odpowie.
40
Światło nam schodzi[8] oknami różnemi,
Lecz jeśli ludziom przez to okno błyska,
Gdzie się w trzy krzyże wiążą cztery kręgi,
Bieg światła lepszy, wpływ jego potęgi
Czynniej działając na wosk naszej ziemi,
45
Wyraźniej na nim swą pieczęć wyciska.
Ranek tym oknem schodził tam wysoko,
A tu był wieczór; tam półkula cała,
Gdy nasza czarną, jak dzień była biała.
SłońceA obrócona w lewo Beatryce
50
Trzymała w słońcu utkwione źrenice[9],
Orle na słońce tak nie patrzy oko.
Jak drugi promień z pierwszego przez chmurę
Błyska i znowu podnosi się w górę,
Z wracającego tęsknotą pielgrzyma;
55
Tak jej czyn wchodząc w myśl moją oczyma
Zapłodził[10] czyn mój i oczy jak gońce
Płodnej w czyn myśli posłałem na słońce.
Wiele tam możem siłami naszemi,
Co niepodobnym zdaje się na ziemi;
60
Tak działa miejsca dzielność i opieka
Przeznaczonego na gniazdo człowieka[11].
Długo znieść słońca nie mogła powieka,
Widziałem tylko jak ognie roznieca,
Jak war żelaza iskrzący się z pieca.
65
I zdało mi się, że od wschodniej strony
Z dni wielu jeden wielki dzień się zrobił,
Jakby Bóg niebo drugim słońcem zdobił.
Gdy Beatrycze oczy promieniste
Wciąż zatapiała w sfery wiekuiste,
70
Wzrok mój padł na nią z wysoka zwrócony,
A spoglądając na nią, jakby w niebie
Duch mój utonął, wyszedłem sam z siebie,
Jak Glaukus, który skosztowawszy ziela,
W morskiego boga cudownie się wciela[12].
75Język słów nie ma, za słabe ich brzmienie,
Wydać naszego ducha przemienienie;
Niech więc sam przykład starczy temu gwoli[13],
Komu tak łaska doświadczać pozwoli.
Czy tylko byłem, jak niegdyś, stworzoną
80
Przez ciebie duszą jeszcze niewcieloną?
Niebios Rządczyni! Ty wiesz, o Miłości!
Ty, coś mnie wzniosła do ich wysokości.
O pożądana! Gdy ruch sfer na niebie
Całą uwagę obrócił na siebie,
85
Przez harmoniję[14], jaką z nich wywodzisz,
Tony jej sprzęgasz, wznosisz, to łagodzisz.
Zdało się, niebo od końca do końca
Płonęło ogniem od płomienia słońca,
Że nigdy deszcze lub rzeki gdy wzbiorą,
90
Wód swoich w szersze nie zlały jezioro.
A nowość tonów i światłość niezwykła
Tak ich badania żądzą mnie paliła,
Nigdy jej ostrza nie czułem tak żywo!
Ona, co czytać moją myśl przywykła,
95
Chcąc zaspokoić mój umysł wzruszony,
Nim zapytałem, usta otworzyła
I tak poczęła: «Rozum twój spaczony
Wyobrażeniem, które widzi krzywo,
Robi, że prawdę pojmujesz leniwo:
100
Tego nie widzisz, co byś widział jasno,
Gdybyś mógł z błędu powstać siłą własną.
Ty już nie jesteś, jak wierzysz, na ziemi;
Piorun tak szybko nie spada z swej chmury,
Jak ty tu lecisz, wznosząc się do góry».
105
Jeślim z pierwszego ochłonął zwątpienia,
Ukołysany przez jej dźwięczne słowa,
Silniej objęła mnie wątpliwość nowa:
I rzekłem: «Czuję rozkosz wypocznienia[15]
Po zmordowaniu z wielkiego zdziwienia;
110
Teraz podziwiam, skrzydłami jakimi
Wzbijam się wyżej nad te lekkie ciała[16]?»
Ona westchnąwszy, tak na mnie spojrzała
Jak matka, gdy jej córka oszalała.
I tak poczęła: «We wszech rzeczy wątku
115
Dopatrzysz ślady wyraźne porządku[17],
A ten porządek, jest to forma błoga,
Która kształtuje świat na obraz Boga.
Tu wyższe twory[18] widzą siły wiecznej
Obraz widomy, jej cel ostateczny,
120
Przez który stał się porządek konieczny.
Wszystkie istoty w porządkowym składzie
Przyrodna skłonność wyraźnie odznacza,
I podług doli, co im los przeznacza,
Żyją mniej więcej wierni swej zasadzie.
125
Tak po tym wielkim istot oceanie,
Jak i co której radzi skłonność czyja,
Każda instynktu pełniąc rozkazanie
Do różnych portów swą łódką przybija;
Z instynktów jeden masz w ognia iskierce,
130
Którą coś ciągnie pod księżyc w podniebie:
Ten żywszym biciem porusza nam serce,
Ten ziemię ściska i zbiera ją w siebie.
Łuk tych instynktów wypuszcza swe groty
Na bezrozumne i wyższe istoty
135
Przez duch i miłość; Ten, co nim tak mierzy,
Opatrznym światłem niebo wypogadza[19]
Gdzie pierwsze Rucho jak najchyżej bieży.
I moc tej struny teraz nas tam niesie,
Która kieruje lecące z niej strzały,
140
Ażeby wszystkie do celu leciały,
Aby utkwiły w wesołym ich kresie.
Lecz jako forma często się nie zgadza
Z myślą wylęgłą ze sztukmistrza ducha,
Bo na odpowiedź cielesność jest głucha;
145
Tak często zbacza z kierunku stworzenie,
Które choć w taki sposób prowadzone,
Ma moc na drugą pochylić się stronę;
Jak widzim ogień spadający z chmury,
Tak dusza spada, gdy jej popęd z góry
150
Ściągną do ziemi fałszywe rozkosze.
Mniej cię powinno, jak sądzę i wnoszę,
Dziwić twe ze mną tu wniebowstąpienie,
Niż gdy spadają na dół z gór strumienie.
Byłoby dziwniej, gdybyś tam na dole
155
Gnuśniał[20] w spoczynku, mając wolną wolę,
Niż gdyby płomień wzbijać się ochoczy
Zarył się w ziemię jak kret, co ją toczy».
I potem w niebo podniosła swe oczy.
Pieśń II
159(I. oddział, siedem kół planetowych. Na Księżycu. Koniec pouczenia o wszechświecie (o plamach na Księżycu))
160
Łódką w ślad mojej śpiewającej nawy,
Zawracaj wiosłem w brzegi za pogody,
Nie tobie za mną żeglować przez morze,
Tracąc mnie z oczu zabłądziłbyś może.
165
Ja płynę dotąd w nieżeglowne wody,
Żagiel mój tchnienie rozdyma Minerwy[22],
Apollo ster mój, grono Muz dziewięciu
Gwiazdą niedźwiedzic wzrok żeglarza nęci.
Ty mała garstko! Co wcześnie bez przerwy
170
Po chleb aniołów wyciągałaś szyję,
Chleb, jakim człowiek tu z dnia na dzień żyje,
Lecz którym nigdy nie może być sytym[23],
Okręt twój śmiało pod żaglem rozwitym
W ślad moją bruzdą niech się szybko śliźnie,
175
Nim wiatr ją zmiecie na wodnej płaszczyźnie.
Co zobaczycie, dziwniejszym się wyda
Niż Argonautom[24] zamorska Kolchida,
Gdzie się dziwili pierwsze wędrowniki,
180
Wieczne pragnienie współ z duszą stworzone[27].
W królestwo duchów wejść błogosławione,
Szybko nas niosło coraz wyżej, wyżej,
Jak widzim z nieba ziemi obrót chyży.
A Beatrycze wciąż w górę patrzyła,
185
Jam patrzył na nią[28]; jak złożona strzała
Na łuku z węzła zrywa się i leci,
Tak szybko byłem w tym miejscu, gdzie świeci
Cudowna światłość, której blask uroczy
Od Beatrycze oderwał me oczy.
190
Ona, co w głębi mego serca czyta,
Zwrócona do mnie, tak piękna, jak miła,
Ze zwykłym słów swych wdziękiem i urokiem
«Wznieś wdzięczną duszę do Boga» mówiła:
«Przez Niego nas tu pierwsza gwiazda wita[29]».
195
Byliśmy, zda się, przykryci obłokiem
Lśniącym i twardym, grał blasków tysiącem,
Jak dyjamentu[30] szlif rażony słońcem.
Ta wieczna perła świecąca na niebie
Blaskiem niezmierzchłym[31] przyjęła nas w siebie
200
Jak woda, która do swojego łona
Przyjmuje promień, cała i złączona[32].
Któż pojmie z ludzi, że ja będąc ciałem,
Drugie sam sobą ciało przenikałem,
Mający ciała rozciągłość i miarę?
205
Jaką czuć w sobie winniśmy tęsknotę,
Aby oglądać tę arcyistotę,
W której dopatrzym w zachwyceniu błogim,
Jak się natura nasza łączy z Bogiem.
Tam się objawi, w co wierzym przez wiarę,
210
I bez dowodu samo cię uderzy,
Jak pierwsza wiara, w jaką człowiek wierzy.
Odpowiedziałem: — «Pani! Ile może
Wdzięcznym być człowiek, dziękuję w pokorze
Temu, co wzniósł mnie nad padoły ziemne.
215
Lecz powiedz, jakie są te plamy ciemne
Na księżycowym ciele, a skąd w gminie
Tysiące bajek krąży o Kainie[33]».
Ona uśmiechem na chwilę powlekła
Urocze lica, a potem tak rzekła:
220
— «Jeśli sąd ludzki błądzi na rozdroże,
Tam gdzie klucz zmysłów otworzyć nie może,
Zaiste, odtąd, rzecz tę widząc jaśniej,
Strzała podziwu ciebie nie zadraśnie;
Gdy w zmysłach sądu szukacie prawidła,
225
Widzisz, twój rozum jak ma krótkie skrzydła!
Lecz mów, co o tym myślisz sam przez siebie?»
— Niebo«Ta rozmaitość» rzekłem: «form na niebie,
Ona: — «Wierzenie twoje w fałszu brodzi,
230
Co sam rad ujrzysz; gdy z uwagą ducha
Na mój przeczący wywód skłonisz ucha.
Na ósmej sferze gwiazd naliczysz sporo[36],
Ilość i jakość światła, jakim gorą,
Każe nam wnosić, że są różnolice.
235
Gdy ciała ciekłe i zsiadłe różnice
Wszystkich form tworzą, w tych by gwiazdach była
Równa lub różna, jednak jedna siła.
Gdy różne siły powinny być w owych
Ciałach owocem ich zasad formowych[37];
240
Twierdzenie twoje, jako miecz zagłady
Prócz jednej[38] niszczy wszystkie te zasady.
Nadto, jeśliby rozrzedzone ciało
Wtedy planeta z tej lub owej strony
245
Ze swojej treści byłby pozbawiony[40],
Albo wciąż łudząc twoich oczu wartę,
Zmieniałby ciągle swojej księgi kartę;
Jak ciało zwierza, co w swym całym toku
Miąższość, to chudość pokazuje oku.
250
Gdyby twój pierwszy domysł był prawdziwy,
W zaćmieniach słońca miałbyś dowód żywy;
Słoneczny promień mógłby przejść bez szkody
Przez krąg księżyca, jak przez przeźrocz wody,
Co jednak nie jest: a więc przez dowody
255
Drugi twój domysł gdy zwycięsko zbiję,
Fałszywość sądu twojego wykryję.
Jeśli to rzadkie ciało nie przenika
Na skroś księżyca, snadź w nim punkt spotyka,
Gdzie przeciwieństwo jego nie pozwala
260
Postąpić dalej. Stamtąd się zapala,
Odbija promień, co odblaskiem zowiem,
Jak farba przez szkło podszyte ołowiem.
Lecz powiesz, promień w tej części księżyca
Daleko ciemniej jak w innej przyświeca,
265
Bo się odbija z większej głębokości.
Z tego zarzutu możesz zawsze w porę
Wyzwolić siebie wprost przez doświadczenie,
Źródło, skąd płyną waszych sztuk strumienie[41].
Weź trzy zwierciadła, w jednej odległości
270
Dwa staw przed sobą, trzecie dobrze dalej;
Między dwa pierwsze potem zwróć twe oczy
Niech tylko świecznik, co za tobą gore,
W ich się troistej odbije przeźroczy.
Chociaż najdalsze słabszy blask zapali,
275
Jako w dwóch bliższych w dalszym równie żywo
Ujrzysz odbite świecznika ogniwo[42].
Teraz jak ziemia, która się zieleni
Spod warstwy śniegów od ciepłych promieni,
Duch twój z fałszywych sądów się wyzwoli,
280
Światło tak żywe przyjmie z mojej woli,
Że sam zabłyśnie w jego aureoli.
W niebie, w stolicy bożego pokoju,
Wiruje sfera co najszybszej jazdy;
W niej jest treść, ziarno wszech bytów rozwoju[43].
285
Niebo następne, gdzie się roją gwiazdy[44],
Ten byt rozdziela na różne planety
Z sił rozmaitych zarodem poczęte,
Odeń oddzielne, jednak nim objęte.
Ten łańcuch bytu inne sfery splata,
290
Osobnym ruchem każda krąży sfera,
Według różnicy, co się w niej zawiera!
Każdą jej pociąg pędzi do jej mety.
Jak widzisz teraz, te narzędzia świata
Szczeblami siły, jakie z góry biorą,
295
Podają gwiazdom, co pod nimi gorą.
Ile twe oczy wzrok wytężyć mogą,
Patrz, ja ku Prawdzie jaką idę drogą,
Jeśli dojść do niej pałasz żywą chęcią.
Sfery te stałym podległe warunkom,
300
Siłę, co ciała ich w przestrzenie miota,
Błogosławionym chciej przyznać kierunkom[45],
Jak kowalowi dzieło jego młota.
To ósme niebo, gdzie gwiazd tyle świeci,
Od Arcyducha ma ruch, jakim leci,
305
Staje się jego obrazem, pieczęcią.
Jak w prochu twoim członki twe porusza
I różno władze rozwija twa dusza,
Arcyduch tak swą dobroć rozmnożoną
Zlewa na gwiazdy i szczepi w ich łono,
310
Sam kołujący na swojej jedności.
Każda więc siła w swe ciało szlachetne,
Które ożywia, wnika rozmaicie
I z nim się wiąże jak z tobą twe życie:
A że wypływa z natury wesołej,
315
Świeci jak w oku skra żywej radości.
Więc nie ciał zsiadłych i ciekłych żywioły
Robią, że światła nierównie są świetne,
Ale ta siła z wszechmocą duchową,
Która jest sama zasadą formową
320
Wedle potęgi, jaką ma jej władza,
To, co jest ciemne i jasne, wyradza».
Pieśń III
322(Ciąg dalszy. Mieszkanki księżyca. Zakonnica Pikarda. Konstancja, matka Fryderyka II. Pouczenie o istocie świętości.)
To słońce[46], co mnie miłości płomieniem
Paliło, teraz wdzięk prawdy uroczy
325
Odkryło swoim dowodem, przeczeniem.
A ja, ze skruchą pragnąc doskonałą
Wyznać me błędy, o ile przystało,
Podniosłem głowę i już mówić miałem:
Lecz widok nowy pociągał me oczy,
330
Wzrok mój weń z takim wraziłem zapałem,
Że o spowiedzi mojej zapomniałem.
Jak przez szkła przeźrocz czystą i bez skazy,
Albo przez jasne, ciche wód kryształy,
Nie tak głębokie by dno zaciemniały,
335
Szły do mych oczu takie mdłe obrazy,
Że prędzej perła na tle białym czoła
Blaskiem swym oczu uwagę wywoła.
Widziałem, zda się, orszak cieniów nowy
Rozwierał usta skore do rozmowy:
340
Dlatego łatwo w błąd przeciwny wpadłem
Temu błędowi, co miłość złudzeniem
Między człowiekiem zatlił a strumieniem[47].
Chcąc widzieć cienie, azali zwierciadłem
Były obite, ciekawie patrzałem,
345
Skąd wychodziły, z jakich ciał poczęte?
I nic nie widząc, wzrok znowu zwracałem
Na światło pięknej przewodniczki mojej,
A uśmiech błyskał przez jej oczy święte.
Ona mówiła: — «Nie z przyczyny innej,
350Ja się uśmiecham z twej myśli dziecinnej;
Jeszcze twa stopa nie o mocy swojej,
Słabo na prawdzie jak potknięta stoi.
Te, jako widzisz, rysy cieniów mglistych,
Są to postacie istot rzeczywistych,
355
Tu wywołanych za śluby złamane.
A więc jak stoisz, przemów do nich z dala,
Słuchaj ich z wiarą, bo światłość prawdziwa,
Przez którą duch ich w radości opływa,
Nigdy im od się zbłądzić nie pozwala».
360
I obróciłem rozmowę do cienia,
Który najwięcej miał chęci mówienia,
Rzucając słowa z pośpiechu splątane:
«Duchu!» mówiłem: «Szczęśliwie stworzony,
Co w sobie, życiem wiecznym oświecony,
365
Czujesz tę słodycz, jakiej nie pojmuje
Nikt i nie pojmie, aż nim jej skosztuje;
Przyrzekam tobie wdzięczność niezrównaną,
Jeśli mi powiesz los wasz, twoje miano;
Ciekawej chęci nie licz na karb grzechu».
370
A cień z oczyma pełnymi uśmiechu:
«Miłość, BógTu miłość nasza, boskiej obraz żywy,
Drzwi nie zamyka dla chęci godziwej,
Bo miłosierdziu zdało się bożemu,
Aby dwór jego był podobny Jemu.
375
Byłam na ziemi zakonnicą skromną,
Jeśli mnie dobrze twoje oczy pomną,
Choć piękność moja dziś jest w krasie żywszej.
Poznasz Pikardę[48]; mieszkam pośród grona
Błogosławionych i błogosławiona
380
Jestem tu w sferze ze sfer najleniwszej[49].
Płomień żądz naszych do tyla rozdęty,
Jaką w nich iskrę zapalił Duch Święty,
Cieszy się sferą, jaką jest objęty.
Los nasz, jak widzisz, ma blasku niewiele,
385
Bośmy na różne rozstrzeleni cele,
Niedbale, w części złamali swe śluby».
A ja: — «Postaci waszych wdzięk tak luby!
Tak coś boskiego wzrok mój do was nęci,
Że pierwszy rys wasz spłowiał w mej pamięci.
390
Długo szukałem ciebie w przypomnieniu,
Gdy mi pomagasz, zwąc się po imieniu,
Poznaję, jakbym cię widział od wczoraj.
Lecz powiedz, tu, gdyś wiekuiście błoga,
Czy do sfer wyższych nie tęsknisz goręcej,
395
Ażeby bliżej spoglądać na Boga,
Kochać go więcej, być kochaną więcej?»
Wtem uśmiech, w którym prześwieca pokora,
Jej twarz i drugich oświecił dokoła,
I przemówiła do mnie tak wesoła,
400
Że mi się zdała z światła, jakim błyska,
Płonąć miłością z pierwszego ogniska[50].
— «BógBracie! Tu miłość żar woli przygasza,
Chęć w tym, co mamy, określa jej władza,
Ona dóbr innych pragnąć nam odradza.
405
Gdybyśmy sami, na przekór pokorze
Wyżej być chcieli, chęć i wola nasza
Byłyby zaraz z wolą tego w sporze,
Którego mądrość nas tu współgromadzi:
A zgodą stoi to królestwo boże.
410
Gdy bliżej poznasz naturę sfer nieba,
Przyznasz, że tu żyć w miłości potrzeba.
Błogosławiony stan jest naszej doli
Wtedy, gdy z wolą bożą się zespoli;
Wszystkich nas wole idą z jednej woli.
415
A stopnie duchów nadane jestestwa
Miłe są temu całemu królestwu,
Jak i królowi, którego tu wola
Jest razem wolą wszystkich jako króla.
Na jego woli nasz pokój spoczywa,
420
Ona jest morzem, w które wszystko spływa,
Co sama tworzy, co robi natura[51]».
Wtenczas mi z oczu zeszła błędu chmura,
Jasno mi było, jak gdy błąd uznajem,
Że każde miejsce w niebiosach jest rajem[52],
425
Choć w nich deszcz łaski niejednako spada.
Lecz, jak gdy drażni smak suta biesiada,
Syci potrawą jedną, nie przestajem
Pożądać drugiej; tak gestem i słowem
Robiłem, znęcon słów jej złotogłowem,
430
By się dowiedzieć, jaka to tkań była,
Do końca której czołnka[53] nie puściła.
— «PobożnośćZasługą» rzekła, «pobożności swojej,
Jedna tu w niebie wyżej od nas stoi[54],
Wedle zakonu, którego zasłoną
435
I suknią była w życiu obleczoną;
Aby do śmierci z czystym ślubów wieńcem,
Czuwać, zasypiać społem z oblubieńcem[55],
Który ślub każdy uznaje za godny,
Jeśli jest z prawem miłosierdzia zgodny.
440
Na wzór jej młoda uciekłam od świata
I jej zakonu zamknęła mnie krata,
I ślubowałam w mej duszy do zgonu
Przez nią wskazaną iść drogą zakonu.
Ludzie zza kraty, z klasztornego progu,
445
Zawsze do złego skłonniejsi z nałogu
Niźli do dobra, porwali mnie skrycie;
A Bóg wie, jakie było moje życie.
Światłość, co w prawą żywe ognie nieci
I całym blaskiem naszej sfery świeci,
450
Co z ust mych o mnie słyszałeś w tej dobie,
Podobnie w duchu tak myśli o sobie.
Jak ze mnie, równie mimo ślub zrobiony,
Zdjęto z jej czoła cień świętej zasłony.
PobożnośćLecz gdy wróciła w świat pomimo woli
455
I w swe nałogi, co ją dotąd boli,
Serce jej ziemską skazą niesplamione
Ciągle nosiło tę świętą zasłonę[56].
Z drugiego wiatru, co od Szwabów wieje[59],
460
Zrodziła trzeci i na nim zgasł światu
Z tej krwi ostatni świecznik majestatu[60]».
Skończywszy mówić, Pikarda pobożna
Nuciła Ave: tak nucąc, w oddali
Znikła jak kamień tonie w mętnej fali.
465
Spojrzenia moje, ile było można,
Szły ciągle za nią, lecz gdy ją straciły,
W cel większej żądzy oko me zwróciły
I utonęły całe w Beatrycę:
Lecz ta ciskała takie błyskawice,
470
Że ich widoku nie mogły znieść oczy;
Przeto ją pytać mniej byłem ochoczy.
Pieśń IV
472(Dalszy ciąg. Pouczenie o istocie i stopniach błogosławieństwa i o wolnej woli.)
Konflikt wewnętrznyPomiędzy dwiema siedząc potrawami,
Umarłby z głodu człowiek, pan wyboru,
475
Gdyby z nich jednej nie przeżuł zębami.
Tak między dwoma drży jagnię wilkami,
Tak drży pies, wpadłszy między dwa rogale;
Tak zawieszony między dwa zwątpienia
Milczałem tylko, bom czuł mus milczenia,
480
Z czego bynajmniej ja się nie pochwalę.
Milczałem, ale był to chłód pozoru,
Z lic mych iskrzyła chęć pytania nowa
Goręcej, niżby buchnęła przez słowa.
Jak prorok Daniel przez wykład snu dziwny
485
Gniew ukołysał okrutnego króla[61],
Tak Beatrycze przez natchnienie boże
Zrobiła mówiąc: — «Konflikt wewnętrznyJa widzę niemylnie,
Jak cię pociąga dwóch żądz prąd przeciwny;
Troska twa sama wiąże się tak silnie,
490
Że się na zewnątrz rozwinąć nie może.
Ty rozumujesz: gdy trwa dobra wola,
Dlaczego, gdy jej czyni gwałt kto drugi,
Maleje wartość jej własnej zasługi?
Jeszcze cię robak drugiej troski wierci,
495
Jakoby dusze wedle słów Platona
Do gwiazd rodzinnych wracają po śmierci[62].
Dwóch tych trosk w tobie walka niestoczona.
Wpierw zwalczę bronią mojego wykładu
Myśl, co najwięcej ma żółci i jadu.
500
Wśród Serafinów, co przed Panem panów
Najświetniej gorą, dwóch, czy jeden z Janów,
Samuel, Mojżesz nie mówię, Maryja,
Wszyscy jak duchy, których widzisz cienie,
Nie mają swoich stolic w drugim niebie:
505
Równie im świeci wiekuiste lato.
Lecz wszyscy pierwszą upiękniają sferę,
Słodycz ich życia równie się rozwija
I światło różnie wyiskrzają z siebie,
Według jak czują w sobie boże tchnienie.
510
Te duchy tu się pokazały na to,
Abyś przez znaki poznał prawdoszczere,
Jaka najniższa sfera ze sfer nieba.
Do waszych pojęć tak przemawiać trzeba,
Bo rozumowy wasz pogląd zawisły
515
Od sądu, jaki naprzód tworzą zmysły[63].
Dlatego pismo folgować wam umie,
Gdy boże oko, boża ręka mówi,
Nadając ludzki kształt Arcyduchowi;
Choć Pismo wcale rzecz inną rozumie[64].
520I święty Kościół pod figurą ciała
Wam Gabriela przedstawia, Michała
I tego, co wzrok wrócił Tobiaszowi. —
Myśl, jaką Platon w usta Tymeusza[65]
DuszaWkłada o duszach, nic wspólnego nie ma
525
Z tym, co tu widzim; on mówi, jak mniema;
Mówi, że wraca do swej gwiazdy dusza,
Wierząc, że od niej oderwaną była,
Kiedy natura ją z formą łączyła.
Może w tym zdaniu inna myśl się chowa,
530
Zamiar, którego nie wydały słowa,
Godny nie żartu, lecz raczej podziwu.
Jeżeli przez to rozumie, że wpływu
Do swych sfer wraca chwała i nagana,
Jako odbity promień od zwierciadła;
535
Strzała być mogła dobrze celowana,
Od tarczy prawdy niedaleko padła.
Już źle pojęta zasada ta śmiała
Ledwo nie cały stary świat zbłąkała,
Który cześć Marsa, Jowisza ogłasza.
540
Druga wątpliwość, jaka tobą chwieje,
Mniej jadowita, zbić ją mam nadzieję.
Że ludziom zda się sprawiedliwość nasza
Niesprawiedliwą, w tym jest skarga stara,
Nie złość kacerska, lecz wątpiąca wiara[66].
545
A że tę prawdę twój rozum w lot zbada,
Wedle, jak żądasz, objaśnię cię rada.
Konflikt wewnętrznyGdy gwałt przychodzi, cierpiąca go dusza,
Chociaż spokojnym żalem się zakrwawia,
Bez żadnej spółki z tym, który ją zmusza,
550
Gwałt jeszcze takiej duszy nie wymawia[67].
Wola, gdy nie chce, ma ognia naturę,
Gaś po sto razy, on wybucha w górę.
Więc gdy się wola mniej lub więcej zgina
Przed siłą, siły sługą być zaczyna:
555
Tak i te duchy mogły na wstyd siły
Wrócić za kratę, jednak nie wróciły.
Gdyby ich wola była tak wytrwała,
Jaka Wawrzyńca na żarach trzymała[68],
Co w ogniu rękę paliła Scewoli[69];
560
Czyżby nie mogły swe śluby przerwane
Dopełnić w miejscu, skąd były porwane?
Lecz arcyrzadka taka stałość woli!
Ten wykład, jeśliś doń ucha przykładał,
Twemu twierdzeniu cios ostatni zadał.
565
Lecz oto drugi ciebie błąd pokusza,
Z którego własna myśl cię nie wyzwoli:
Z tej walki mógłbyś wyjść cały znużony.
Dusza, Kłamstwo, Prawda, BłogosławieństwoBłogosławiona, mówiłam ci, dusza
Kłamać nie może, ponieważ szczęśliwa
570
Przy pierwszej prawdzie najbliżej przebywa.
I w tym Pikarda, mówiąc, na myśl wbiegła
O Konstancyi, która wiernie strzegła
Niepokalaną miłość dla zasłony.
Konflikt wewnętrznyStąd w słowach naszych, z mojej i z jej strony,
575
Mógł cię uderzyć pozór przeciwieństwa.
Często się zdarza, że trwogą przejęci
Ludzie, chcąc uciec od niebezpieczeństwa,
To, co źle robią, robią mimo chęci.
Masz z matkobójcy przykład, z Alkmeona[70],
580
Który uległszy powadze ojcowskiej,
Stał się bezbożnym z miłości synowskiej.
Chcę, abyś myślał, że wina zrodzona
Z przymierza woli i siły gwałcącej,
Niczym nie zetrze plamy ją hańbiącej.
585
Bezwarunkowej woli gwałt nie złamie
I na zło tylko o tyle przyzwala,
Ile ją bojaźń od dobra oddala.
Więc gdy Pikarda uprzednimi słowy
Orzekła woli moc bezwarunkowej,
590
Poznałeś drugą wolę z mej rozmowy;
Dowód, że prawdzie z nas żadna nie kłamie».
Tak dźwięcząc, płynął szmer świętego zdroju
Z krynicy, z której wszelka prawda tryska,
Aż obie żądze zgasił mi w pokoju.
595
«Kochanko boża[71]! Gdy deszcz słów twych leje,
Duch mój w nim rzeźwo kąpie się i grzeje:
Skąpy lśni promień z uczuć mych ogniska,
Aby twej łasce sprostać choć w połowie,
Niech ten, co może, za mnie ci odpowie.
600
Rozum nasz nigdy, jak łakome dzieci,
Niesyt, póki się prawdą nie oświeci,
Za którą każda inna prawda kłamie;
Gdy w jego oku jej promień się złamie,
W niej odpoczywa, jak zwierzę w swej jamie:
605
Przeciwnie, pogoń żądz naszych daremna
Nas by strawiła jak febra tajemna.
Wskutek tej żądzy wątpienie wynika
Z podnóża prawdy jak latorośl dzika
I coraz wyżej i wyżej powiewa,
610
Aż nim doścignie do wierzchołka drzewa[72]
To mnie ośmiela, o Pani! w tej chwili
O drugą prawdę zapytać w pokorze,
Której blask dla mnie zakrywa błąd gruby:
Chcę wiedzieć, człowiek czy złamane śluby
615
Zastąpić godnie innym ślubem może,
Gdy szalę jego ciężarem przechyli?»
MiłośćOna spojrzała oczyma boskimi,
W nich żar miłości pałał tak uroczy,
Że jego blaskiem zwyciężone oczy
620
Jak przelękniony spuściłem do ziemi.
Pieśń V
621(Dodatek do ostatniego pouczenia i o ślubach. 2. Wzlot ku Merkuremu.)
«MiłośćGdy tu, w tym środku gorącej miłości,
Ja świecę tobie płomienniej i żywiej
Nad wszystkie ziemskich blasków wielmożności,
625
Tak, że zwyciężam twoich oczu siłę;
Nie dziw się, robi to wzrok doskonały[73],
Który pochwyca szybko przedmiot cały,
A raz schwyciwszy, bada nie leniwiej.
Już widzę jasno, jak w tym duchu świta
630
Jasność od światła wiecznego odbita,
Którego widok w nas miłość zapala.
A jeśli inne rzeczy tobie miłe[74]
Porwą twe serce jako łódkę fala,
Blask tegoż światła, ale źle poznany,
635
Będzie ci świecił przez przedmiot kochany.
Chcesz wiedzieć, można li przez inne dzieła,
Przez żal, modlitwę, jaką wolno prosić,
Złamanym ślubom uczynić zadosyć,
Ażeby duszę ustrzec od zgryzoty?»
640
Tak Beatrycze, tak tę pieśń poczęła,
I jak mówiący człowiek nieprzerwanie,
Ciągle swe święte snuła nauczanie.
«Bóg, Kondycja ludzkaNajwiększym darem, jaki z swej szczodroty
Bóg dał, nas tworząc, który jako zgodny
645
Z jego dobrocią sam najwyżej ceni,
Jest wolna wola; dar istot przyrodny
Mających rozum. Teraz rzutem oka
W głąb tej zasady zajrzyj do jej rdzeni,
A poznasz, wartość ślubu jak wysoka[75]!
650
Jeśli go w tobie tak wola uchwala,
Że sam przyzwalasz i Bóg nań przyzwala,
Bóg, Kondycja ludzkaZ Bogiem gdy staje umowa człowieka,
Wtedy się człowiek skarbu woli zrzeka:
Po tej ofierze cóż ma dać w zamianę?
655
Gdy dary przez cię raz ofiarowane
Myślisz używać jak godziwą własność,
To jedno, jakbyś zły bogactw nabytek
Pragnął obrócić na dobry pożytek.
Głównego punktu widzisz całą jasność,
660
Lecz ci tej prawdzie przeczy Kościół święty,
Rozwiązujący ślub z woli poczęty.
Zaczekaj chwilę, nie wstawaj od stołu,
Abym ci pokarm ciężki od strawienia
Pomogła przeżuć i strawić pospołu.
665
Otwórz na ścieżaj myśli furtki obie
Przy wejściu słów mych, a zamknij je w sobie:
Nie dość, że wchodzi nauka uszami,
Zwietrzeje, gdy ją pamięć nie zatrzyma.
Ofiara, PrzysięgaTreść ślubu wiążą dwie rzeczy koniecznie,
670
Pierwszą, naszego przedmiot poświęcenia,
Drugą jest w sobie żyjąca umowa:
Ostatnia nigdy niestarta trwa wiecznie,
Jak cię objaśnia wyżej moja mowa.
Stąd u Hebreów[76] konieczność ofiary,
675
Taki Lewitów był obyczaj stary,
Choć ich ofiara dość często się zmienia[77].
OfiaraCo do przedmiotu ofiary niezdrożna
Zamiana, jeśli zastąpić ją można
Drugą ofiarą, gdy jest równie święta.
680
Lecz nikt nie może, jak Kościół poucza,
Ciężaru z ramion swą własną powagą
Zdjąć bez srebrnego i złotego klucza[78].
Zamianę płochą zważ co do litery,
Czy rzecz rzucona nie jest tak zamknięta
685
W nowo przyjętej, jak w liczbie sześć cztery.
Bo każdy przedmiot, jeżeli swą wagą
Ku sobie szalę przychyli zasługi,
Już się nie daje wymienić na drugi.
O ludzie! Ślubów nie miejcie za marę,
690
Bądźcie im wierni, lecz dla nich nieślepi,
Jak Jefte pierwszą robiący ofiarę[79].
Byłoby mówić «źle zrobiłem» lepiej,
Niż robić gorzej, wypełniając śluby:
Wielki wódz Greków rażony tym błędem[80].
695
Zmusza swą córkę, aby pod żelazem
Odżałowała swoich wdzięków chluby.
Głupcy i mędrcy płakali zarazem
I nad ofiarą, i dzikim obrzędem.
Większą powagę miejcie, chrześcijanie,
700
Nie bądźcie wiotcy jako puch w tej wierze,
Że każda woda was z brudu opierze.
Macie Testament i Stary, i Nowy,
Macie pasterza trzody Chrystusowej,
Aby prostował wasze obłąkanie;
705
Dość dla waszego zaiste zbawienia.
Gdy was gdzie indziej zwrócą złe pragnienia,
Żeście nie owce, pamiętać wypada,
By was nie ugryzł żart Żyda sąsiada[81].
Nie róbcie jak to jagnię igrające,
710
Które porzucić mleko matki woli
Dla płochej z sobą tryksy i swawoli».
Tak Beatrycze, jak piszę, mówiła:
I pełna żądzy potem się zwróciła
W stronę, gdzie więcej płomieni się słońce,
715
A jej milczenie, twarz zmieniona cała,
Kazały milczeć, spuściłem w dół głowę,
W której już snuła myśl pytania nowe.
Jak pierwej w tarczy cel przebija strzała,
Nim struna łuku spocznie jeszcze drżąca,
720
Tak w drugą sferę biegła nasza jazda[82].
A moja Pani tak była świecąca,
Gdy wstępowała z rozkoszą tajemną
W światło tej sfery, że od niej Merkury
Płomienniej błysnął. O! Jeśli ta gwiazda
725
Grała blaskami, cóż się działo ze mną
Tak wrażeniowym i czułym z natury?
A jak w sadzawce przynęcone ryby,
Gdy cień zewnętrzny przez jasne fal szyby
Znęci je żeru znajomym obrazem,
730
Wesołe grają pod przeźrocza fali,
Więcej tysiąca światłości zarazem
Biegło wprost ku nam, wołając z oddali:
«Oto on żywszą w nas miłość zapali!»
Gdy tłum tych świateł ku nam się pomykał,
735
Widziałem duchy pełne wesołości
W promiennym blasku, jaki z nich wynikał.
Myśl, czytelniku, gdybym, wielka wina!
Przerwał nić przędzy, co się tu zaczyna,
Jak niespokojny czułbyś głód nowości?
740
Sądź wedle siebie, ile te światłości
Bodły mnie wiedzieć, skąd i jakie były,
Odkąd się moim oczom objawiły.
— «O, urodzony szczęśliwie z powicia!
Któremu z wyższej dozwolono łaski
745
Wiecznych triumfów tu oglądać trony,
Wpierw nim rzuciłeś bojowanie życia!
My tu światłością świecim, co swe blaski
Rozpromieniła na wsze nieba strony.
Chcesz wiedzieć, jaka nasza dola w niebie,
750
Sam, jako raczysz, nasycaj tu siebie».
Tak mówił jeden duch; a Beatryce:
«Mów, mów z ufnością, myśli twe bez trwogi
Otwórz przed nimi, uwierz w nich jak w bogi».
— «Widzę, że w świetle własnym masz twe gniazdo,
755
Ponieważ świeci przez twoje źrenice
Gdy się uśmiechasz: duszo świątobliwa!
Ktoś ty, ja nie wiem; dlaczego z tą gwiazdą
Światło twe zlewasz, która mniej szczęśliwa,
Przed ludźmi cudzym światłem się zakrywa[83]?»
760
Tak rzekłem: światłość, co zrazu mówiła,
Żywszym niż wprzódy ogniem zaświeciła.
Jak samo w sobie blask pochłania słońce,
Zakryte dla nas przez zbytek światłości,
Trawiąc gorącem pary łagodzące
765
Żar jego ognia; ze zbytku radości
W swym blasku postać utonęła święta,
Tak się zamknąwszy, odrzekła zamknięta[84]
Słowami, jakie pieśń następna śpiewa.
Strona 1 z 1 · 15% utworu
Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.