Chłopi, Część czwarta - Lato · Władysław Stanisław Reymont

V

ok. 41 min czytaniaKsiądzKońSąsiad

V

1266

— Pietrek, przynieś no drewek — krzyknęła sprzed domu Hanka, rozmamłana była całkiem i omączona przy wyrabianiu chleba.

1267

W szabaśniku[593] huczał już tęgi ogień, przegarniała go raz po raz i leciała obtaczać bochny i wynosić je w ganek, na deskę ździebko[594] wystawioną w słońcu, bych[595] prędzej rosły. Zwijała się siarczyście, gdyż ciasto prawie już kipiało z wielkiej dzieży[596], przyokrytej[597] pierzyną.

1268

— Józka, dorzuć do pieca, bo trzon jeszczek[598] czarniawy!

1269

Ale Józki nie było, a Pietrek też się nie kwapił[599] z posłuchem, nakładał w podwórzu gnój, oklepując czubaty wóz, bych[600] się nie roztrzęsał[601] po drodze, i spokojnie poredzał[602] ze ślepym dziadem, któren[603] pod stodołą wykręcał[604] powrósła[605].

1270

Popołudniowe słońce tak jeszcze przypiekało, że ściany popuszczały żywicą, parzyła ziemia i powietrze prażyło kiej[606] żywym ogniem, że już ruchać się[607] było ciężko. Muchy jeno[608] kręciły się z brzękiem nad wozem i konie dziw nie porwały postronków i nóg nie połamały szarpiąc się i oganiając od ukąszeń.

1271

Nad podwórzem wisiała senna, przygniatająca spieka[609], przejęta ostrym zapachem gnoju, że nawet ptaki w sadzie pocichły, kury leżały pod płotami kieby[610] nieżywe, a prosiaki z pojękiwaniem rozwalały się w błocie pod studnią, gdy naraz dziad zaczął srogo kichać, bowiem z obory zawiało jeszcze barzej[611].

1272

— Na zdrowie wama[612], dziadku!

1273

— Nie z trybularza wieje, nie, a chociem[613] i tego zwyczajny[614], ale zawierciło w nosie gorzej tabaki.

1274

— Kto czego zwyczajny, to mu smakuje!

1275

— Głupiś, cóż to, łajno jeno[615] wywąchuję po świecie!…

1276

— Rzekłem, bo mi się przybaczyło[616], co tak mi pedział[617] mój dziadźka we wojsku, kiej[618] me[619] przy uczeniu pierwszy raz sprał po pysku…

1277

— I wzwyczaiłeś się do tego, co? Hi! hi! hi!…

1278

— Hale, bogać ta, kiej[620] rychło[621] sprzykrzyła mi się taka nauka, że przycapiłem ścierwę w jakimś kącie i tak mu pysk wyrychtowałem, jaże[622] spuchnął niby bania. Już me[623] potem nie bijał[624]

1279

— Długoś to służył?

1280

— A całe pięć roków! Nie było się czym wykupić, to i musiałem rużie dźwigać. Jeno[625] zrazu, pókim był głupi, to potyrał[626] mną, kto chciał, i biedym się najadł, ale kamraty me[627] nauczyły, że jak czego brakowało, tośwa[628] zworowali abo dała jedna dzieucha[629], służanka, bom obiecał się z nią ożenić! A jak me[630] przezywały od kartoszków[631], jak się śmiały z mojej mowy i naszego pacierza…

1281

— A poganiny zapowietrzone, śmiały się z pacierza.

1282

— Tom każdemu z osobna pomacał żebra i poniechały[632]!

1283

— Cie, takiś to mocarz!

1284

— Mocarz, nie mocarz, ale trzem radę dam! — przechwalał się z uśmiechem.

1285

— Byłeś to na wojnie, co?

1286

— Jakże, przeciem z Turkami wojował. Pokorzylim[633] ich do cna!

1287

— Pietrek[634], kajże[635] to drzewo? — zawołała znowu Hanka.

1288

— A tam, kaj było przódzi[636]! — odburknął pod nosem.

1289

— Dyć[637] gospodyni cię woła — upominał nasłuchujący dziad.

1290

— Niech woła, a juści[638], może jeszczek[639] statki[640] mył będę!

1291

— Głuchyś czy co? — wrzasnęła wybiegając przed dom.

1292

— W piecu palił nie będę, nie do tegom się godził! — odkrzyknął.

1293

Wywarła na niego gębę po swojemu.

1294

Ale parob bardzo hardo odszczekiwał, ani myśląc posłuchać, a kiej[641] go jakimś słowem barzej dojena[642], wraził[643] widły w gnój i zawołał ze złością:

1295

— Nie z Jagusią macie sprawę, nie wygonicie me[644] krzykiem.

1296

— Obaczysz, co ci zrobię! Popamiętasz! — groziła dotknięta do żywego i już rozeźlona tak zwijała się kole chleba, jaże[645] tuman mąki zapełnił izbę i buchał przez okna. Mamrotała jeno na zuchwalca wynosząc chleby w ganek, to dorzucając drewek do pieca albo i wyzierając[646] za dziećmi. Strudzona już była z pracy i spieki[647], bo w izbie gorąc[648] jaże dusił, a w sieniach, kaj[649] się buzowało w szabaśniku, też ledwie odzipnął[650], że przy tym i muchy, od których roiły się ściany, brzęczały nieustannie i cięły wielce dokuczliwie, to prawie z płaczem oganiała się gałęzią i tak już była spocona i rozdrażniona, że robiła coraz wolniej i niecierpliwiej.

1297

Właśnie ostatni nabier[651] ciasta wygniatała, gdy Pietrek wyjechał z podwórza.

1298

— Poczekaj, dam ci podwieczorek!

1299

— Prrr! A zjem, niezgorzej już mi kruczy[652] w brzuchu po obiedzie.

1300

— Mało to ci było?

1301

— I… płone[653] jadło, to przelatuje przez żywot[654] kiej bez sito.

1302

— Płone! widzisz go! Cóż to, mięso będę ci dawała? Sama po kątach też nie chlam[655] kiełbasy. Drugie[656] na przednówku i tego nie mają. Obacz no, jak to żyją komornicy.

1303

Postawiła w ganku dzieżkę[657] zsiadłego mleka i bochen.

1304

Przysiadł łakomie do jadła i z wolna się nadziewał[658] podrzucając niekiej[659] glonki chleba boćkowi, któren[660] przygrajdał się ze sadu i warował przy nim kiej[661] pies.

1305

— Chude, sama serwatka — mruczał podjadłszy już nieco.

1306

— A może byś chciał samej śmietany, poczekaj.

1307

Zaś kiej[662] się nałożył do syta i brał za lejce, dorzuciła uszczypliwie:

1308

— Zgódź się do Jagusi, ona ci tłuściej będzie dawała.

1309

— Pewnie, bo póki tu ona była gospodynią, nikto[663] głodem nie przymierał — zaciął konie batem, wóz wsparł ramieniem i ruszył.

1310

Utrafił ją w słabiznę[664], ale nim się zebrała odpowiedzieć, odjechał.

1311

Jaskółki zaświegotały pod strzechą i stado gołębi opadło z gruchaniem na ganek, a kiej[665] je spędzała, doszedł ją ze sadu jakiś kwik, zlękła się, że świnie pyszczą[666] po cebuli, ale na szczęście to jeno[667] sąsiedzka maciora ryła się pod płot.

1312

— Wsadź jeno ryj, a spyszcz, to już ja cię przyrychtuję[668].

1313

A ledwie wzięła się znowu do roboty, kiej[669] bociek hycnął na ganek, przyczaił się ździebko[670] i popatrzywszy to jednym, to drugim okiem, jął kuć w bochny łykając ciasto wielkimi kawałami.

1314

Wypadła na niego z wrzaskiem.

1315

Uciekał z wyciągniętym dziobem robiąc gwałtownie gardzielem, a kiej go już doganiała, bych zdzielić drewnem, poderwał się i frunął na stodołę i długo tam stojał[671] klekocąc a wycierając dziób o kalenicę[672].

1316

— Czekaj, złodzieju, jeszcze ja ci kulasy[673] poprzetrącam — groziła obtaczając na nowo podziurawione bochenki.

1317

Przyleciała Józka, więc na niej wszystko się skrupiło.

1318

— Kaj[674] się to nosisz[675]? Cięgiem[676] ganiasz jak kot z pęcherzem! Powiem Antkowi, jakaś to robotna[677]! Wygarniaj z pieca, a żywo[678]!

1319

— Byłam jeno u Płoszkowej Kasi. Wszystkie[679] w polu, a chudzinie[680] nawet wody nie ma kto podać.

1320

— Cóż to jej, chora?

1321

— Pewnikiem[681] ośpica[682], bo czerwona i rozpalona kiej[683] ogień.

1322

— A przynieś ze sobą chorobę, to cię dam do śpitala[684].

1323

— Juści, bom to już przy jednej chorej siadywała! Nie baczycie[685], jakem to przy was dulczyła[686], kiejście leżeli[687] w połogu[688]. — I już trajkotała dalej po swojemu, spędzając muchy z ciasta i bierąc[689] się do wygarniania węgli z pieca.

1324

— Trza[690] będzie ludziom ponieść podwieczorek — przerwała Hanka.

1325

— Zaraz poletę[691]. Usmażyć to jajków Antkowi?

1326

— A usmaż, jeno słoniną nie szafuj.

1327

— Żałujecie to?

1328

— Zaśby[692]. Ale co za tłusto, to może być i Antkowi niezdrowo.

1329

Dzieusze[693] chciało się lecieć, to w mig uwinęła się z robotą i nim Hanka zalepiła piec, zabrała troje dwojaków[694] z mlekiem, chleby we fartuszek i poleciała.

1330

— Spojrzyj ta na płótno, czy wyschło, a z powrotem pomocz, jeszcze do zachodu przeschnie — zawołała oknem, ale Józka już była za przełazem, jeno piesneczka[695] leciała za nią i ze żyta mignęła kiej niekiej[696] konopiasta głowina.

1331

Na podorówce pod lasem komornice rozrzucały gnój, jaki Pietrek dowoził, a przyorywał Antek.

1332

Że zaś ziemia gliniasta, mimo niedawnego zbronowania, była spieczona i twarda, to skiby łupały się niby skały, a konie ciągnęły pług z takim wysiłkiem, jaże[697] rwały się postronki.

1333

Antek, jakby wrośnięty w imadła, orał zawzięcie zapomniawszy o całym świecie, czasem chlastał biczem po końskich portkach, a częściej jeno cmokaniem je przynaglał, gdyż do cna ustawały, robota bowiem była ciężka i znojna, ale kwardą[698] i czujną ręką prowadził pług i rżnął skibę za skibą, kładąc posobnie[699] szerokie, proste zagony, boć rola szła pod pszenicę.

1334

Wrony łaziły bruzdami wydziobując glisty, zaś gniady źrebiec, szczypiący trawę po miedzy[700], rwał się raz po raz do klaczy łakomie, sięgając matczynych wymion.

1335

— Co mu się to przypomina, cycoń jeden — mruknął Antek śmigając go po kulasach[701], że zadarł ogona i skoczył w bok, on zaś orał dalej cierpliwie, tyle jeno przerywając skwarną cichość, co się ta niekaj[702] ozwał do kobiet, ale tak już był umęczony pracą i spiekotą, że skoro Pietrek nadjechał, krzyknął w złości:

1336

— Kobiety czekają, a ty wleczesz się kieby[703] szmaciarz!

1337

— A juści, droga ciężka i koń ledwie już kulasami rucha.

1338

— A po cóżeś tyla czasu stojał[704] pod lasem? Widziałem.

1339

— Możecie obaczyć, piaskiem kiej kot nie zagarniam.

1340

— Pyskacz ścierwa. Wio, stare, wio!

1341

Ale konie ustawały coraz barzej, całe już okryte pianą, a i jemu, chocia był rozdziany do białych portek i koszuli, pot też zalewał twarz i ręce mdlały od pracy, że dojrzawszy Józkę zawołał radośnie:

1342

— W sam czas przyszłaś, a to ostatnią parą dygujemy[705].

1343

Dociągnął skibę pod bór, konie wyłożył i rozkiełznawszy je puścił na trawiastą, podleśną drogę, a sam rzucił się w cień na kraju lasu i kiej[706] wilk zgłodniały wyjadał z dwojaków, a Józka jęła mu trajkotać nad uszami.

1344

— Ostaw me[707], nie ciekawym twoich nowinek — warknął gniewnie, że odszczeknęła gniewnie i poleciała w las na jagody.

1345

Bór stojał cichy, rozprażony, pachnący i kieby[708] ździebko[709] przymglały w słonecznej ulewie, że jeno[710] niekiedy zaruchały się cichuśko zielone podszycia i z głębin buchał ciąg przejęty żywicą abo i jakieś pobłąkane głosy i ptasie śpiewania.

1346

Antek rozciągnął się na trawie i kurzył[711] papierosa, ale jakby przez coraz głębszą mgłę widział dziedzica skaczącego na koniu po podleskich polach i jakichś ludzi z tykami.

1347

Wielgachne chojary[712], kieby z miedzi wykute, wynosiły się nad nim rzucając po oczach chwiejny i morzący śpikiem[713] cień. Już się był całkiem zapadł w cichość, gdy zaturkotał jakiś wóz.

1348

— Organistów parobek na tartak wozi, juści — pomyślał unosząc ciężką głowę i opadł z powrotem, ale już nie zasnął, gdyż ktosik[714] wyrzekł: Pochwalony!

1349

Komornice wychodziły posobnie[715] z lasu z brzemionami drzewa na plecach, zaś w końcu wlekła się Jagustynka, zgarbiona pod ciężarem prawie do ziemi.

1350

— Odpocznijcie, a to wama[716] już oczy na wierzch wyłażą.

1351

Przysiadła w podle[717], wspierając brzemię o drzewo i ledwie zipiąc.

1352

— Nie la[718] was taka robota — szepnął ze współczuciem.

1353

— Juści, co już całkiem opadłam ze sił.

1354

— Pietrek, a gęściej kupki, gęściej! — krzyknął do parobka. — Czemuż to waju[719] nie wyręczą?

1355

Jeno się skrzywiła odwracając zaczerwienione, bólne[720] oczy.

1356

— Takeście jakoś zmiękli, że ani was tera poznać.

1357

— I krzemień puści pod młotem — jęknęła zwieszając głowę — bieda chybciej przeżre człowieka niźli rdza żelazo.

1358

— Ciężki latoś[721] przednówek nawet la[722] gospodarzy[723].

1359

— Kto ma jeno lebiodę[724] z otrębami, temu nie potrza[725] mówić o biedzie.

1360

— Bójcie się Boga, dyć przyjdźcież wieczorem, a znajdzie się jeszcze w chałupie jaki korczyk[726] ziemniaków. Odrobicie we żniwa.

1361

Zapłakała rzewliwie, nie mogąc wykrztusić tego słowa podzięki.

1362

— A może ta i co więcej najdzie Hanka — dodał z dobrością[727].

1363

— Żeby nie Hanka, to byśwa[728] już byli pozdychali — zaszeptała łzawo. — Juści, co odrobię, kiedy jeno będzie potrza. I nie za siebie mówię. Bóg ci zapłać! Cóż ta ja, ten śmieć jeno, co się go trepem następuje, ani wiedząc o tym, i do głodu niezgorzej wezwyczajonam, ale jak te moje robaki kochane zapiskają: babulu, jeść! a nie ma czym zatkać głodnych brzuchów, to powiedam, cobym se te kulasy odrąbała abo i z tego ołtarza zdarła i poniesła do Żyda, bych się jeno najadły.

1364

— To znowuj siedzicie z dziećmi?

1365

— Matkam przeciek. Ostawię to samych w takiej biedzie! A latoś[729] jakby wszystko złe zwaliło się na nich. Krowa im padła, ziemniaki zgniły, że trza[730] było kupować do sadzenia, wiater[731] obalił stodołę, a do tego synowa po rodach ostatnich cięgiem[732] chorzeje i wszyćko[733] ostało na tej boskiej Opatrzności.

1366

— Juści, bo Wojtkowi jeno gorzałka[734] pachnie i pilno do karczmy.

1367

— Z biedy się niekiej[735] napijał, z czystej biedy, ale jak dostał w boru robotę, to ani już zajrzy do Żyda, niech drugie[736] zaświadczą — broniła syna gorąco. — Biedocie to kużden[737] kieliszek policzą! Pofolgował[738] se Jezusiczek we złości, pofolgował, no, żeby się tak zawziąć na jednego głupiego chłopa. I za co? Cóż to złego zrobił? — mamrotała podnosząc w niebo groźne, pytające oczy.

1368

— Małoście to na nich pomstowali? — rzekł z naciskiem.

1369

— Hale, wysłuchałby to Jezus głupiego szczekania! Juści — ale dodała jakby trwożniej i niespokojniej — kiej matka nawet wyklina dzieci, to i tak w sercu nie pragnie im krzywdy. We złości to i ozór nie pości. Jakże…

1370

— Wypuścił to już Wojtek łąkę, co?

1371

— Młynarz przynosił na nią całe tysiąc złotych, ale ja wzbroniłam, bo jak temu wilkowi wpadnie co w pazury, to mu już sam zły nie wyrwie. A może się jeszcze trafi kto drugi z pieniędzmi?

1372

— Śliczna łąka, jak amen tak pewne dwa pokosy w rok, żebym tak miał grosz zapaśny! — westchnął oblizując się kiej kot do mleka.

1373

— Już i Maciej chcieli ją kupować, że to rychtyk przylega do Jagusinego pola.

1374

Drgnął na to imię, lecz dopiero w jakieś Zdrowaś[739] zapytał niby niechcący, wlekąc[740] oczami po polach, daleko.

1375

— Co się to wyrabia u Dominikowej?

1376

Ale przejrzała go w lot, prześmiech jeno[741] wionął po zwiędłych wargach, rozjarzyły się oczy i przysunąwszy się jęła[742] mówić bolejąco:

1377

— A co! Piekło tam i tyla. W chałupie kiej[743] po pochowku, jaże mrozi od smutku, a pociechy znikąd ni poratunku! Jeno oczy wypłakują i boskiego zmiłowania czekają! A już najbarzej Jagusia…

1378

I kieby[744] przędzę rozsnuwała różnoście[745] o Jagusinych smutkach, żalach i opuszczeniu. Mówiła gorąco, przypochlebiając mu się i jakby ciągnąc za język, ale milczał uparcie, gdyż z nagła rozparła go taka żrąca tęsknica, jaże[746] się cały rozdygotał.

1379

Szczęściem, co powróciła Józka niosąc z pól zapaski czernic[747], nasypała mu jagód w kapelusz i zebrawszy dwojaki pobiegła w dyrdy[748] ku chałupie.

1380

A Jagustynka nie doczekawszy się od niego ani słowa odpowiedzi jęła się dźwigać stękający.

1381

— Poniechajcie! Pietrek, zabierz ich na wóz! — rozkazał krótko.

1382

Chycił[749] się znowu pługa i jakiś czas cierpliwie krajał spieczoną, twardą ziemię, przyginał się w jarzmie kiej[750] wół, dawał się wszystek tej pracy, ale i tak nie zdusił tęsknicy.

1383

Już mu się dłużył dzień, że raz po raz spozierał[751] na słońce i niecierpliwymi oczami mierzył pole, spory kawał leżał jeszcze do zaorania. Jurzył się[752] też w sobie coraz barzej i nie wiada[753] laczego[754] prał konie, a ostro krzykał na kobiety, bych[755] się prędzej ruchały[756]! Tak go już cosik[757] ponosiło, że ledwie ścierpiał, i takie myśle[758] kłębiły się po głowie i przyćmiewały oczy, że coraz częściej pług mu się w rękach chybotał zadzierając[759] o kamienie, zaś pod lasem tak się był zarył[760] pod jakiś korzeń, aż krój[761] się oberwał.

1384

Nie było sposobu dalej orać, zabrał więc pług na sanice i założywszy wałacha pojechał do dom[762] po nowy.

1385

W chałupie było pusto i wszystko leżało rozbabrane i zamączone, a Hanka kłóciła się z kimś w sadzie.

1386

— Paparuch! Na sprzeczki to czas ma! — mruczał idąc w podwórze, ale tam zeźlił się barzej, gdyż i ten drugi pług, któren[763] wyciągnął spod szopy, zarówno był do niczego. Długo koło niego majstrował coraz niecierpliwiej, nasłuchując kłótni, bo Hanka już wykrzykiwała rozwścieklona:

1387

— Zapłać szkody, to ci maciorę wypuszczę, a nie, to podam do sądu! Zapłać za płótno, co mi je zwiesną[764] podarła na bielniku, i za te spyskane[765] ziemniaki. Mam świadków na wszystko! Widzisz ją, jaka mądra, będzie se świnie wypasała na moim! Nie daruję swojego! A na drugi raz to twojej maciorze i tobie kulasy[766] poprzetrącam! — jazgotała zajadle, że zaś i sąsiadka dłużną nie ostawała, to już kłóciły się na zabój, wytrząchając do się przez płoty zaciśniętymi pięściami.

1388

— Hanka! — krzyknął zakładając se[767] pług na ramiona.

1389

Przyleciała rozwrzeszczana i rozczapierzona kiej kokosz.

1390

— A to wydzierasz się, jaże[768] na całą wieś słychać!

1391

— Swojego bronię! Jakże, pozwolę to, bych[769] mi cudze świnie pyskały po zagonach! Tyla szkody robią, to mam być cicho? Niedoczekanie, nie daruję! — wykrzykiwała, jaże[770] przerwał jej ostro:

1392

— Ogarnij się, a to wyglądasz kiej[771] nieboskie stworzenie!

1393

— Hale, do roboty będę się przybierała kiej do kościoła, juści[772].

1394

Popatrzył na nią wzgardliwie, boć wyglądała, jakby ją kto wyciągnął spod łóżka, i rzuciwszy ramionami poszedł.

1395

Kowal był przy robocie; już z dala szczękały brzękliwe, mocne głosy młotów, a w kuźni huczał ogień i było gorąco kiej w piekle. Michał właśnie był odkuwał z pomocnikiem jakieś grubachne sztaby, pot mu zalewał twarz umorusaną, ale kuł niestrudzenie i jakby z zajadłością.

1396

— Komuż to takie sielne[773] osie?

1397

— Do Płoszkowego woza! Będzie woził na tartak!

1398

Antek przysiadł na progu skręcając sobie papierosa.

1399

Młoty wciąż biły zajadle, trzaskając nieustannie raz, dwa, raz, dwa, i czerwone żelazo bite ze wszystkiej mocy robiło się powolne[774] kieby[775] ciasto, ugniatali go też na swoją potrzebę, jaże[776] cała kuźnia dygotała.

1400

— Nie chciałbyś to wozić? — rzekł Michał wsadzając żelazo w ognisko i poruchując[777] miechem.

1401

— A bo to me[778] młynarz dopuści, ponoć wzion[779] wożenie na spółkę z organistą i ze Żydami jest za pan brat.

1402

— Konie masz, porządek[780] wszystek gotowy, a parob jeno się wałęsa kole[781] chałupy. Niezgorzej płacą — szepnął zachętliwie.

1403

— Juści, co[782] przydałby się jakiś grosz na żniwo, ale cóż, młynarza przeciech[783] o pomoc prosił nie będę.

1404

— Trza[784] by ci pomówić z kupcami.

1405

— Abo to je[785] znam! Byś to chciał wstawić się za mną!

1406

— Kiej prosisz, to pomówię, jeszcze dzisia[786] do nich poletę[787].

1407

Antek cofnął się prędko przed kuźnię, gdyż znowuj[788] zagrały młoty i iskry sypnęły się deszczem ognistym i parzącym.

1408

— Zaraz przyjdę, obaczę jeno[789], jakie to drzewo zwożą.

1409

I na tartaku robota wrzała kiej[790] w ulu, traczka[791] już szła bez przerwy, piły z głuchym zgrzytem przeżerały długachne kloce, a woda z krzykiem waliła się z kół w rzekę i spieniona, zmordowana, gotowała się bełkotliwie w ciasnych brzegach. Z wozów zwalali chojary, ledwie okrzesane z gałęzi, aż ziemia jęczała, zaś sześciu chłopa obciesywało[792] je do kantu, a drugie wynosiły deski na słońce.

1410

Mateusz prowadził całą fabrykę, że co trochę widać go było w innej stronie, dzielnie zwijał się rządząc i bacznie wszystkiego doglądając.

1411

Przywitali się przyjacielsko.

1412

— A kajże[793] to Bartek? — pytał Antek rozglądając się po ludziach.

1413

— Zmierziły mu się Lipce[794] i pociągnął za wiatrem.

1414

— Że to poniektórych tak cięgiem[795] telepie po świecie! Roboty widać masz na długo, tylachna[796] drzewa!

1415

— A chwaci[797] na jaki rok abo[798] i dłużej. Jak dziedzic ugodzi się ze wszystkimi, to z pół boru wytnie i przeda.

1416

— Na Podlesiu znowuj[799] dzisiaj rozmierzają ziemię.

1417

— Bo już co dnia zgłasza się ktosik[800] do zgody! Barany juchy, nie chciały cię słuchać, żeby gromadą się ugodzić, to dziedzic da więcej, a tera[801] robią w pojedynkę, cichaczem, byle prędzej.

1418

— Niektóren[802] człowiek to jak ten osieł: chcesz, bych[803] ruszył naprzód, to ciągaj go za ogon! Pewnie co barany, dziedzic obrywa każdemu coś niecoś, bo z osobna się godzą.

1419

— Odebrałeś to już swoje gronta[804]?

1420

— Jeszczek[805] nie wyszedł czas po śmierci ojcowej i nie można robić działów, alem se[806] już upatrzył pole.

1421

Za rzeką pomiędzy olchami mignęła jakaś twarz, zdało mu się, że to Jagusia, więc chociaż pogadywał, ale już coraz niespokojniej latał oczami po gąszczach nadrzecznych.

1422

— Taki gorąc, trza się iść wykąpać — rzekł wreszcie i poszedł w dół rzeki, niby to wybierając sposobne miejsce, ale skoro go skryły drzewa, puścił się pędem.

1423

Juści, że ona to była. Szła z motyczką do kapusty.

1424

— Jagusia! — zawołał zrównawszy się z nią.

1425

Obejrzała się bacznie i rozeznawszy głos i jego twarz, wychylającą się ze szuwarów, przystanęła trwożnie, nie wiedząc zgoła, co począć, bezradna całkiem i spłoszona.

1426

— Nie poznajesz me[807] to? — szepnął gorąco, próbując przejść do niej na drugą stronę. Ale rzeka w tym miejscu była głęboka, choć wąska zaledwie na jakieś parę kroków.

1427

— Jakże, nie poznałabym cię to? — oglądała się lękliwie za siebie na kapuśnisko, kaj[808] czerwieniały jakieś kobiety.

1428

— Kajże[809] się to kryjesz, że ani sposobu cię uwidzieć?

1429

— Kaj? Wygnała me twoja z chałupy, to siedzę u matki…

1430

— Dyć i o tym rad bym z tobą pomówił. Wyjdź, Jagno, wieczorkiem za smętarz. Powiem ci cosik, przyjdź! — prosił gorąco.

1431

— Hale, żeby me kto jeszcze obaczył! Dosyć mam już za dawne… — odrzekła twardo. Ale tak molestował, tak skamlał, że skruszało jej serce, zaczynało jej być żal.

1432

— A cóż mi to nowego powiesz? po cóż to me wołasz?

1433

— Czym ci to już taki całkiem cudzy[810], Jaguś?

1434

— Nie cudzy, ale i nie swój! Nie w głowie mi takie rzeczy…

1435

— Jeno przyjdź, a nie pożałujesz. Bojasz[811] się za smętarz, to przyjdź za księży sad, nie baczysz[812] to kaj[813]? Nie baczysz, Jaguś?…

1436

Jaże odwróciła głowę, takie pąsy na nią uderzyły.

1437

— Nie pleć, dyć[814] mi wstydno… — zesromała[815] się wielce.

1438

— Przyjdź, Jaguś, choćby do północka czekał będę…

1439

— To poczekaj… — odwróciła się nagle i poleciała na kapuśnisko.

1440

Patrzył za nią łakomie i przejęły go takie luboście[816] i takie płomia[817] wzburzyły krew, że gotów był lecieć za nią i brać ją choćby na oczach wszystkich… Ledwie się już pohamował.

1441

— Nic, jeno ta spieka[818] tak me[819] rozebrała[820]! — pomyślał rozdziewając się spiesznie do kąpieli.

1442

Przechłodził się galancie[821] i jął deliberować[822] nad sobą.

1443

— Że to człowiek słaby kiej[823] ten paździerz[824], bele[825] co go poniesie…

1444

Wstyd mu się zrobiło, rozejrzał się, czy aby go kto z nią nie widział, i usilnie rozważał wszystko, co mu o niej powiadali.

1445

— Takaś to ty, jagódko, taka! — myślał ze wzgardą i jakby z żalem, ale naraz przystanął pod jakimś drzewem i stojał[826] z przywartymi[827] powiekami, bo jawiła mu się na oczach w całej swojej cudności.

1446

— Cheba[828] takiej drugiej nie ma na wszystkim[829] świecie! — jęknął i strasznie zapragnął jeszcze raz ją widzieć, jeszcze raz ogarnąć ramionami, przycisnąć do serca i napić się z tych warg czerwonych, pić na umór ten miód słodki, pić do dna…

1447

— Jeno ten ostatni razik, Jagusiu! ten ostatni! — szeptał błagalnie, jakby do niej. Długo potem przecierał oczy wodząc nimi po drzewach, nim się pomiarkował i poszedł do kuźni. Michał był sam i właśnie już się zabierał do pługa.

1448

— A strzyma twój wóz takie ciężary? — spytał.

1449

— Bylem jeno miał co kłaść…

1450

— Kiej obiecuję, to jakbyś już miał na wozie.

1451

Antek jął pisać kredą na drzwiach i rachować.

1452

— Jeszczek[830] do żniw zarobiłbym ze trzysta złotych! — rzekł radośnie.

1453

— Akuratnie miałbyś na sprawę — ozwał się kowal od niechcenia.

1454

Antek schmurzył się nagle i oczy zaświeciły mu ponuro.

1455

— Zmora ta moja sprawa, co ją wspomnę, to mi wszyćko[831] z rąk leci, że nawet żyć się odechciewa…

1456

— Nie dziwota, jeno[832] to me[833] zastanawia, że się za nijakim poratunkiem jeszcze nie rozglądasz.

1457

— A cóż to poredzę?

1458

— Trzeba by jednak coś zrobić! Jakże, dać się to pod nóż, kiej[834] ten cielak rzezakowi[835]?

1459

— Głową muru nie przebiję! — westchnął boleśnie.

1460

Michał kuł znowu z zajadłością, zaś Antek pogrążył się w niepokojące i strachliwe dumania i takie myśle[836] go nawiedzały, jaże[837] mienił się na twarzy i zrywał się z miejsca, bezradnie latając oczami po świecie; ale szwagierek dał mu się długo trapić szpiegując go jeno[838] chytrymi ślepiami, aż w końcu rzekł cicho:

1461

— Kaźmirz z Modlicy umiał se[839] poredzić[840]

1462

— Ten, co to uciekł do Hameryki[841]?

1463

— A ten sam! Mądrala, jucha, przewąchał pismo nosem.

1464

— A bo mu to dowiedły[842], że zabił tego strażnika?

1465

— Nie czekał, jaże[843] mu dowiedą[844]! Nie głupi zgnić w kreminale[845]

1466

— Łacno[846] mu było, kawaler.

1467

— Ratuje się, któren[847] musi. Ja cię ta do niczegój[848] nie namawiam, abyś nie pomyślał, że mam w tym cosik swojego na widoku, a jeno[849] powiedam[850], jak to w przypadku robiły drugie[851]. Jak ci się żywnie podoba, tak zrób. Wojtek Gajda z Wolicy też ano wrócił z kreminału w same świątki. Cóż, dziesięć roków[852] toć jeszczek[853] nie życie, można przetrzymać…

1468

— Dziesięć roków, Jezus kochany! — jęknął chytając się za głowę.

1469

— A tyle odsiedział w ciężkich robotach, juści, co karwas[854] czasu.

1470

— Wszystko gotówem[855] przenieść[856], bele[857] jeno nie siedzenie. Jezus! siedziałem te parę miesięcy, a już me[858] się dur chytał[859]

1471

— A za trzy niedziele[860] byłbyś już za morzami, niech Jankiel powie…

1472

— Strasznie daleko! Jak to iść, wszyćko[861] ciepnąć[862], ostawić dom, dzieci, ziemię, wieś i w tyli[863] świat, na zawdy[864]! — Zgroza go przejęła.

1473

— Tyla poszło dobrowolnie i ani komu w głowie wracać do tych rajów.

1474

— A mnie nawet pomyśleć o tym straszno!

1475

— Juści[865], ale obacz Wojtka i posłuchaj, co rozpowiada o tym kreminale, to cię jeszczek barzej[866] zafrasuje! Jakże, chłop ma niespełna czterdzieści roków, a do cna już posiwiał i zgarbaciał, żywą krwią pluje i kulasami[867] ledwie powłóczy. Jeno patrzeć, jak pójdzie na księżą oborę[868]. Ale po co ci gadać, masz swój rozum, to się jego posłuchaj.

1476

Przycichł w porę, zmiarkowawszy, że już w nim posiał niepokój, więc resztę zostawił czasowi, skrycie się jeno[869] ciesząc z plonów, jakie spodziewał się zebrać. Ale skończywszy pług ozwał się wesoło:

1477

— Poletę[870] tera[871] do kupców, a wóz gotuj na jutro, bo woził będziesz. O sprawie nie myśl, nie warto se[872] psuć głowy, to ano będzie, co będzie i co Bóg miłosierny pozwoli. Przyjdę do cię wieczorem.

1478

Ale Antek nie zapomniał tak zaraz; połknął te jego przyjacielskie powiadki[873] kiej[874] ryba przynętę i dławił się nią, darło mu ano wątrobę, jaże[875] ledwie się ruchał pod grozą męczących pomyślunków[876].

1479

— Dziesięć roków! Dziesięć roków — szeptał niekiedy, drętwiejąc w strachu.

1480

Mrok już zapadał, ludzie ściągali z pól, w obejściu podniósł się niemały rejwach[877], gdyż Witek przygnał stado, a kobiety kręciły się kole[878] udojów i obrządków, zaś na wsi jaże[879] się trzęsło od przedwieczornych pogwarów i wrzasków dzieci, kąpiących się we stawie.

1481

Antek wyciągnął wóz za stodołę, aby go przyrychtować i opatrzyć na jutro, ale wnet odechciało mu się wszystkiego, że jeno[880] krzyknął na Pietrka, pojącego konie pod studnią:

1482

— Nasmaruj wóz i wyporządź, będziesz od jutra woził na tartak.

1483

Parob zaklął siarczyście. Nie szła mu w smak taka robota.

1484

— Zawrzyj gębę i rób, co ci każą! Hanuś, daj trzy miarki owsa na obrok, a koniczyny przynieś im z pola, Pietrek, niech se podjedzą…

1485

Hanka próbowała go rozpytywać, ale cosik[881] jeno[882] mruknął i pokręciwszy się po obejściu poszedł do Mateusza, z którym teraz żył w wielkim przyjacielstwie.

1486

Mateusz tyle co jeno[883] był wrócił[884] z roboty i właśnie chlipał pod chałupą zsiadłe mleko la[885] ochłody.

1487

Skądciś, jakby ze sadu, sączyło się ciche, żałosne płakanie.

1488

— Któż to tam tak skwierczy?

1489

— A Nastusia. Urwanie głowy mam z tymi jamorami[886]: zapowiedzie[887] już wyszły, ślub ma być w niedzielę, a Dominikowa wczoraj zapowiedziała przez sołtysa, jako gospodarka na nią zapisana i Szymkowi nie udzieli ani zagona, i do chałupy go nie puści. I święcie to zrobi, znam ja dobrze to sobacze nasienie.

1490

— Cóż na to Szymek?

1491

— A co, jak usiadł w sadzie rano, tak i dotąd tam siedzi kiej[888] ten słup, że nawet Nastusi nie odpowiada, już się nawet bojam[889], żeby mu się rozum nie popsuł.

1492

— Szymek! — krzyknął w sad — a pódzi[890] no do nas; przyszedł Boryna, to może ci co poredzi[891]

1493

Zjawił się po jakiejś minucie i usiadł na przyzbie nie witając się z nikim. Juści, co chłopak do cna był zmizerowany i wyschnięty kieby[892] ta osinowa deska; jedne oczy mu gorzały, zaś w wychudzonej twarzy taiło się jakieś twarde postanowienie.

1494

— I cóżeś umyślił? — pytał łagodnie Mateusz.

1495

— A co, że wezmę siekierę i zakatrupię ją kiej[893] psa!

1496

— Głupiś! bajanie ostaw do karczmy.

1497

— Jak Bóg na niebie, tak ją zakatrupię. Cóż mi to ostaje, co? Grontu mi po ojcach zapiera, z chałupy me goni, spłaty nie daje, to cóż pocznę? Kaj się, sierota, podzieję, kaj? I żeby to me rodzona matka tak krzywdziła! — jęknął ocierając rękawem łzy, ale naraz porwał się i zakrzyczał: — Nie daruję, psiachmać, swojego, żebym miał za to zgnić w kreminale, a nie daruję!

1498

Uspokoili go na tyla, co przymilkł i siedział chmurny, a tak nasrożony, że nawet nie odpowiadał na Nastusine łzawe szepty. Oni zaś deliberowali, jak by mu pomóc, ale cóż, kiej[894] nic z tego nie wychodziło, nie było bowiem sposobu na Dominikową. Aż dopiero Nastka odciągnąwszy na stronę brata cosik[895] mu przełożyła.

1499

— Kobieta i nalazła[896] mądrą radę! — zawołał radośnie, wracając pod chałupę. — A to powieda[897], bych[898] kupić od dziedzica na Podlesiu ze sześć morgów na spłaty! Co, dobra rada? A matce można będzie pokazać starą panią, niech się wścieknie ze złości…

1500

— Rada juści dobra jak każda rada, jeno gdzie pieniądze?…

1501

— Nastusia ma swoje tysiąc złotych, na zadatek chwaci[899]

1502

— A kajże[900] to jeszcze chałupa, lewentarz[901], porządki[902], zasiewy?

1503

— Kaj[903]? A tu! A tu! — wrzasnął naraz Szymek wyskakując przed nich a trząchając zaciśniętymi garściami…

1504

— Tak się to mówi, ale czy uredzisz[904]? — mruknął Antek niedowierzająco.

1505

— Dajcie mi jeno ziemię, a obaczycie, dajcie! — zakrzyczał z mocą.

1506

— To nie ma się co głowić, a jeno iść do dziedzica i kupować!

1507

— Poczekaj, Antek, zaraz, niech no se wszyćko[905] w myślach ułożę…

1508

— Obaczycie, jak sobie radę dawał będę! — gadał prędko Szymek. — A kto u matki orał? Kto siał? Kto zbierał? Dyć jeno ja sam! A źle to w roli robiłem, co? Wałkoń to jestem, co? Niech cała wieś powie, niech matka zaświarczy[906]! Dajcie mi jeno[907] grunt, spomóżcie, braty rodzone, a to już wama[908] za to do śmierci się nie odsłużę. Pomóżcie, ludzie kochane, pomóżcie! — wołał śmiejąc się i płacząc na przemian, zgoła jakby pijany radosną nadzieją.

1509

A kiej[909] się ździebko[910] uspokoił, zaczęli już wspólnie rozważać i deliberować nad tymi zamysłami.

1510

— Bych[911] się jeno[912] dziedzic zgodził na spłaty! — westchnęła Nastka.

1511

— Poręczymy z Mateuszem, to widzi mi się, co i da.

1512

Nastusia jaże[913] go chciała całować po rękach za tyla[914] dobrości.

1513

— Zażywałem niezgorszej biedy, to wiem, jak drugim smakuje! — rzekł cicho, powstając do odejścia, bo się już było całkiem zmroczało nad ziemiami, jeno co niebo było jeszcze jasne i zorze dopalały się na zachodzie.

1514

Antek stał czas jakiś nad stawem wagując się[915] w sobie, w którą stronę pójdzie, lecz po chwili ruszył ku domowi.

1515

Szedł jednak z wolna kieby[916] pod przymusem, przystając co trocha ze znajomymi, na drogach bowiem było pełno ludzi, wałęsających się gadzin[917] i dzieci. Przyśpiewki trzęsły się po opłotkach, kajś[918] zakrzyczały przepłoszone gęsi, pod młynem wrzeszczały kąpiące się chłopaki, jakieś kumy kłóciły się po drugiej stronie stawu, jakby przed Balcerkami, a przenikliwy głos piszczałki przewiercał uszy.

1516

Chociaż Antkowi nie było pilno i rad przystawał na drodze a z bele[919] kim pogadywał, to w końcu stanął przed swoją chałupą. Okna stały wywarte[920] i oświetlone, dziecko płakało pod ścianą, zaś z podwórza rozlegał się wrzaskliwy głos Hanki, a kiej niekiej[921] jazgotliwe odszczekiwanie Józki.

1517

Zawahał się znowu, ale kiej[922] Łapa zaskomlał przy nim i jął wyskakiwać z radości, kopnął go w nagłym gniewie i zawrócił z powrotem na wieś. Dopadł dróżki proboszczowskiej, przemknął się kole[923] organistów tak cicho, że go nawet psy nie poczuły, i wsunął się pod księży sad, zaraz przy szerokiej miedzy, dzielącej Kłębową ziemię od księżych.

1518

Nakrył go głęboki cień drzew galancie[924] rozrośniętych.

1519

Księżycowy sierp zawisł już był na pociemniałym niebie i gwiazdy jęły się rozjarzać coraz migotliwiej; wieczór czynił się rosisty a silnie nagrzany, prawdziwie latowy[925]. Przepiórki wołały ze zbóż, od łąk dalekich leciały grubaskie[926] pohukiwania bąków, zaś nad polami wisiała taka rozpachniona cichość, jaże[927] w głowie się mąciło.

1520

Ale Jagusia jakoś nie przychodziła.

1521

Ksiądz, Koń, SąsiadNatomiast o jakieś pół stajania[928] od Antka po miedzy spacerował proboszcz w białym obleczeniu i z gołą głową, tak pogrążony w odmawianiu pacierzy, iż jakby nie widział, co[929] jego konie, pasące się na chudym, wytartym ugorze, przeszły miedzę i łakomie wżerały się w Kłębową koniczynę, która niby bór czerniała spaniale[930] wyrośnięta i pokryta kwiatem.

1522

Ksiądz cięgiem[931] chodził mamrocąc pacierze, po gwiazdach włóczył oczami, a niekiej[932] przystawał, pilnie nasłuchując, i gdy się jeno ruszyło co niebądź kajś[933] pod wsią, zawracał spiesznie, gderząc niby gniewnie na konie.

1523

— A gdzieżeś to polazł, siwy? W Kłębową koniczynę, co? Widzicie ich, jakie to łajdusy! Smakuje wam cudze, co? A batem chceta po portkach? No, mówię, batem! — pograżał wielce srogo.

1524

Ale koniska tak smacznie chrupały, jaże[934] księdzu zbrakło serca na wypędzenie ze szkody, więc jeno[935] rozglądał się a prawił z cicha:

1525

— No żrej jeden drugi, żrej… już się za to zmówi jaki paciorek za Kłębową duszę albo i wynagrodzi czym szkodę! Nygusy, jak się to przypinają do świeżej koniczyny!

1526

I znowu chodził tam i z nawrotem, pacierze mówił i stróżował ani się spodziewając, jako Antek patrzy w niego, słucha i z coraz większą niespokojnością wyczekuje na Jagusię.

1527

Przeszło tak z parę dobrych pacierzów, gdy naraz Antkowi przyszło na myśl podejść do niego a wyznać się ze swoich frasunków.

1528

— Taki nauczony, to może prędzej najdzie jaką radę! — rozważał cofając się cieniami pod stodołę i dopiero za węgłem śmiało wyszedł na miedzę i głośno zachrząkał.

1529

A ksiądz posłyszawszy, że ktoś nadchodzi, zakrzyczał na konie:

1530

— Szkodniki paskudne! To ani z oczów spuścić, zaraz w cudze jak te świnie! Wiśta kasztan! — I uniesłszy[936] ubieru[937] wypędzał je z pośpiechem.

1531

— Boryna! Jak się masz? — wołał rozpoznawszy go z bliska.

1532

— Dyć[938] szukam dobrodzieja, byłem już na plebanii.

1533

— A wyszedłem zmówić pacierze i przypilnować konisków, bo Walek poleciał do dworu. Ale takie znarowione szkodniki, że niech Bóg broni, rady nie mogę sobie dać z nimi. Patrz, jak się Kłębowi wysypało koniczyny, jak bór! Z mojego nasienia… Za to moją tak wymroziło, że został się tylko rumianek i osty! — westchnął żałośnie, przysiadając na kamieniu. — Siadajże, to sobie pogadamy! śliczna pora! Za jakie trzy tygodnie zadzwonią kosy! No, mówię ci!…

1534

Antek przysiadł w podle[939] i zaczął z wolna rozpowiadać, z czym był przyszedł. Proboszcz słuchał uważnie, tabakę zażywał i na konie krzyczał raz po raz, kichając przy tym siarczyście.

1535

— A gdzie! Ślepyś, że cudze? Widzisz je, świntuchy znarowione!…

1536

Antkowi szło jakoś niesporo, zająkiwał się i plątał.

1537

— Widzę, że ci coś ciężkiego dolega. Wyznaj się szczerze, to ci ulży, wyznaj! Przed kimże duszę wyżalisz, jak nie przed księdzem? — Pogładził go po głowie i uczęstował tabaką, że Antek nabrawszy śmiałości rozpowiedział mu wszystkie swoje frasunki.

1538

Ksiądz długo ważył jego słowa, wzdychał i w końcu rzekł:

1539

— Ja bym ci za borowego naznaczył pokutę kościelną: stawałeś w ojcowej obronie, a że był łajdus i luter, to niewielka stała się szkoda! Ale sądy ci nie darują. Najmniej posiedzisz ze cztery lata! I co ci tu radzić? Mój Boże, i w Ameryce ludzie żyją, i z kryminału też wracają. Ale jedno złe i drugie też nie lepsze.

1540

Był za tym, żeby Antek uciekał choćby jutro, to znowu radził pozostać i odsiedzieć karę, a na ostatku powiedział:

1541

— Jedno, co pewna: zdać się na Opatrzność i czekać zmiłowania Bożego.

1542

— Hale, i wezmą me[940] w dybki[941], w Sybir pognają…

1543

— Wielu jednak powraca, sam znałem niejednego…

1544

— Juści, jeno[942] co to po latach zastanę w chałupie, co? A bo to kobieta da sama radę? Zmarnuje się wszystko! — szeptał bezradnie.

1545

— Z duszy serca rad bym ci pomógł, ale cóż ja mogę… Czekaj, mszę świętą odprawię do Przemienienia Pańskiego na twoją intencję. Zapędź mi konie do stajni, późno! No, mówię ci, późno, czas spać!

1546

Antek tak był przejęty turbacjami[943], że wyszedłszy z księżego podwórza dopiero przypomniał sobie Jagusię i spiesznie do niej poleciał.

1547

Juści, co już czekała skulona pod stodołą.

1548

— Czekałam i czekałam!

1549

Głos miała jakby schrypnięty od rosy.

1550

— Mogłem się to księdzu wymówić? — Chciał ją objąć, odepchnęła go.

1551

— Nie figle mi ta w głowie, nie ceckania!

1552

— Dyć cię całkiem nie poznaję! — Czuł się dotknięty.

1553

— Jakąś me ostawił, takusieńką i jestem…

1554

— A niepodobna do się… — Przysunął się bliżej.

1555

— Nie zafrasowałeś się o mnie bez[944] tyla czasu, a teraz się dziwujesz?

1556

— Że już i barzej[945] nie sposób, ale mogłem to przylecieć do cię, co?

1557

— A ja ostałam jeno z trupem a ze zgryzotami! — Zatrzęsła się z zimna.

1558

— I ani ci w głowie postało zajrzeć do mnie, co inszego miałaś w myślach!…

1559

— Czekałeś to me[946], Jantoś[947], czekałeś? — wyjąkała niedowierzająco.

1560

— I jak jeszcze! A to kiej[948] ten głupi co dnia wisiałem u kraty i oczy wypatrywałem za tobą, i co dnia cię czekałem! — Nagły żal nim zatrząsł.

1561

— Jezu kochany! A tak me skląłeś tam za brogiem! A takiś przódzi[949] był zły! A kiej cię brali, to aniś spojrzał na mnie, aniś przemówił… Dobrze baczę[950], miałeś to dobre słowo la[951] wszystkich, nawet la psa jeno[952] nie la mnie! To już myślałam, że się wścieknę!

1562

— Nie miałem złości do cię, Jaguś, nie. Ale jak się dusza człowiekowi zapiecze w zgryzocie, to by i siebie, i wszystek świat wytracił…

1563

Milczeli stojąc tuż przy sobie, biedro w biedro. Księżyc świecił im prosto w twarze. Dyszeli ciężko, szarpani gryzącymi spominkami[953], oczy im pływały w zakrzepłych łzach żalów i udręki.

1564

— Nie tak to me[954] kiedyś witałaś! — rzekł smutnie.

1565

Rozpłakała się nagle i rzewliwie kiej[955] dzieciątko.

1566

— Jakże cię to mam witać, jak? Małoś to me już pokrzywdził i sponiewierał, że tera[956] ludzie patrzą na mnie kiej[957] na tego psa…

1567

— Ja cię sponiewierałem? To przeze mnie? — Gniew go przejął.

1568

— A przez ciebie! Przez ciebie wygnała me[958] z chałupy ta flądra, to świńskie pomietło! Przez ciebie poszłam na pośmiech całej wsi…

1569

— A wójta to już nie baczysz[959]? a drugich, co? — buchnął groźnie.

1570

— Wszyćko[960] bez ciebie! Wszyćko! — szeptała coraz bardziej rozżalona. — A czemuś me do się zniewolił jak tego psa? Miałeś przecież swoją kobietę. Głupia byłam, a tyś me tak opętał, co już świata Bożego za tobą nie widziałam! I czemuś me potem ostawił samą, na pastwę?

1571

Ale i on porwany żalami zasyczał przez zaciśnięte zęby:

1572

— To ja ci kazałem ostać moją macochą? Ja cię też pewnie niewoliłem, byś się tłukła z każdym, kto jeno chciał, co?

1573

— To po coś mi nie wzbronił? Byś me miłował, to byś me nie dał na wolę, nie ostawiłbyś me samej, a jeno strzegł przed złą przygodą, jak to drugie robią! — skarżyła się boleśnie i tak pełna niezgłębionego żalu, że już nie poredził[961] się bronić. Odpadły go wszystkie złoście[962], a serce się rozdygotało kochaniem.

1574

— Cichoj, Jaguś, cichoj, dzieciątko! — szeptał z tkliwością.

1575

— I taka krzywda mi się stała, to i ty powstajesz na mnie jak wszystkie, i ty, i ty! — szlochała wspierając głowę o stodołę.

1576

Usadził ją przy sobie na miedzy i jął przygarniać do serca a tulić, a głaskać po włosach i obcierając jej twarz zapłakaną, całował jej wargi roztrzęsione i te oczy zalane gorzkimi łzami, te kochane a tak przesmucone oczy. Pieścił ją, przyhołubiał[963] i spokoił[964], jak jeno poredził, że już płakała coraz ciszej przywierając doń i z taką dufnością uwiesiła mu się na szyi a kładła głowę na jego piersiach jakby na tym matczynym sercu, kaj[965] tak lubo jest wypłakiwać wszystkie boleście a smutki…

1577

Ale Antkowi już się mąciło w głowie, bo takie luboście biły od niej i tak go rozprażało jej ciepło, że coraz zajadlej całował i coraz mocniej ogarniał ją sobą…

1578

Zrazu ani miarkowała[966], do czego idzie i co się z nią wyrabia. Dopiero kiej[967] się już całkiem poczuła w jego mocy i kiej jął rozgniatać jej wargi rozpalonymi całunkami, zaczęła się szarpać a prosić lękliwie, prawie z płaczem:

1579

— Puść me[968], Jantoś! Puść! Loboga, bo bede[969] krzyczeć!

1580

Ale mogła się to już wydrzeć smokowi, kiej ściskał, jaże tchu brakowało i całą przejmował war i dygotania.

1581

— Ostatni raz pozwól, ostatni! — skamlał ledwie już zipiąc.

1582

Aż świat się z nią zakręcił i poleciała jakby na dno jakowegoś raju, a on ją wzion[970], jak to kiedyś brał, zapamiętale, przez lubą moc kochania, i dawała mu się też jak kiedyś, w słodkiej udręce niemocy, na niezmierzone szczęście, na śmierć samą…

1583

Jak kiedyś, mój Jezu! Jak dawniej! Jak zawdy[971]!

1584

Noc stała rozgwiażdżona, księżyc wisiał wysoko w pół nieba; nagrzane, rozpachnione powietrze obtulało pola pośpione w niezgłębionej cichości; cały świat leżał bez tchu w upojnym zapomnieniu i w słodkiej pieszczocie niepamięci.

1585

A i w nich nie było już pomiarkowania o niczym, nic, kromie[972] ognia i burzy, i nic, kromie wiecznie żądnej i wiecznie nienasyconej tęsknicy. Jak kiedy uschnięta drzewina ożeni się z pierunem i buchnie w niebo płomieniami, że już wraz giną hucząc weselną pieśń zatraty, tak i oni przepadali w jakichś nienasyconych żarach. Ożyły w nich dawne miłoście i zwarły się, strzelając bujnym, radosnym ogniem na to jedno mgnienie zapamiętania, na tę jedną tylko minutę ostatniej radości.

1586

Bo kiej znowu siedli przy sobie, już im tak cosik[973] omroczyło dusze, że spozierali[974] na się trwożnie, ukradkiem, rozbiegając się oczami kieby ze wstydem i żalem.

1587

Na darmo szukał wargami jej warg głodnych całunków, jak kiedyś: odwracała się z niechęcią.

1588

Na darmo szeptał przezwiska co najsłodsze: nie odpowiadała, pilnie zapatrzona w księżyc; więc burzył się w sobie i chłódł, przejęty dziwną markotnością i żalami.

1589

Siedzieli, nie wiedząc już, co mówić, niecierpliwiąc się jeno a wyczekując, które się pierwej ruszy i pójdzie sobie precz.

1590

A w Jagusi jakby już wszystko wygasło ze szczętem i rozsypało się w popiół, bo ozwała się z przytajoną złością:

1591

— Aleś me[975] zniewolił, kiej[976] ten zbój, no!

1592

— Nie mojaś to, Jaguś, nie moja? — Chciał ją przygarnąć, odepchnęła go gwałtownie.

1593

— Anim twoja, anim niczyja, rozumiesz? Niczyja!

1594

Rozpłakała się znowu, ale już jej nie spokoił ni utulał, lecz po jakim czasie powiedział ważnym[977] głosem:

1595

— Jaguś, poszłabyś ze mną we świat?

1596

— Kajże[978] to? — podniesła[979] na niego zapłakane oczy.

1597

— A choćby do samej Hameryki! Poszłabyś za mną, Jaguś?

1598

— A cóż to poczniesz ze swoją kobietą?

1599

Zerwał się, kieby[980] go kto biczem trzasnął.

1600

— Prawdę pytam! Trutkę to jej zadasz czy co?

1601

Pochwycił ją wpół, przygarnął krzepko i całując namiętnie po całej twarzy jął prosić a molestować, bych[981] z nim jechała we świat, kaj[982] by już ostali razem i na zawsze. Sporo czasu mówił o swoich zamysłach i nadziejach, czepił się bowiem nagle tej myśle[983] uciekania z nią kiej[984] pijany płota i kiej pijany też plótł, ogarnięty gorączkowym wzburzeniem. Wysłuchała wszystkiego do końca i odrzekła z przekąsem:

1602

— Zniewoliłeś me[985] do grzechu, to rozumiesz, com już do cna zgłupiała i uwierzę ci w bele[986] bzdury…

1603

Przysięgał na wszystko, jako[987] świętą prawdę powieda[988]; nie chciała już nawet słuchać i wyrwawszy się z jego rąk szepnęła:

1604

— Ani mi się śni uciekać z tobą. Po co? Abo mi to źle samej? — Obtuliła się zapaską rozglądając się uważnie. — Późno, muszę już bieżyć[989]!

1605

— Kajże[990] ci pilno, nikto[991] przeciek[992] z chałupy za tobą nie patrzy?

1606

— Ale na ciebie pora. Już tam Hanka pierzynę wietrzy a wzdycha…

1607

Rozżarł się na te słowa kiej[993] pies i syknął urągliwie:

1608

— Ja ci nie wypominam, kto tam na ciebie po karczmach wyczekuje…

1609

— A jakbyś wiedział, co niejeden gotów czekać choćby do słońca, jakbyś wiedział! Sielnieś[994] zadufany w siebie i rozumiesz, co jeno[995] ty jeden jesteś! — gadała prześmiechając się zjadliwie.

1610

— A to leć, choćby nawet do Żyda, leć! — wykrztusił.

1611

Ale się nie ruszyła z miejsca; jeszcze stali przy sobie dysząc jeno[996] ciężko a poglądając na się rozsrożonymi ślepiami, a kieby[997] szukając w sobie tych jakichś słów najbarzej[998] bolących.

1612

— Miałeś coś pedzieć[999], to mi rzeknij, bo więcej już do cię nie wyjdę…

1613

— Nie bój się, nie będę cię wywoływał, nie…

1614

— Bo choćbyś mi nawet u nóg skamlał, to nie wyjdę.

1615

— Juści, czasu ci nie starczy, do tylu musisz co noc wychodzić…

1616

— A żebyś skapiał kiej ten pies! — skoczyła w pola na przełaj.

1617

Nie pogonił jednak ni nawet zawołał za nią, widząc, jak leciała przez zagony kiej cień i przepadła pod sadami; przecierał tylko oczy kieby[1000] ze śpiku[1001] a wzdychał markotnie.

1618

— Zgłupiałem już do cna! Jezu, dokąd to baba może zaprowadzić.

1619

Było mu czegoś dziwnie wstyd, gdy wracał do chałupy; nie mógł sobie darować tego, co się stało, i srodze się tym gryzł i męczył.

1620

Pościel gotowa już czekała na niego w sadzie, w półkoszkach, gdyż w izbie nie sposób było wyspać z powodu gorąca i much.

1621

Ale nie zasnął; leżał wpatrzony w dalekie migoty gwiazd i nasłuchując cichych stąpań nocy rozważał se o Jagusi.

1622

— Ni z nią, ni przez[1002] niej! A żebyś! — zaklął z cicha i wzdychał żałośnie, i przewracał się z boku na bok, i odrzucał pierzynę, stawiając nogi na chłodnej, orosiałej trawie, ale śpik nie przychodził i myśle[1003] o niej nie ustawały ni na to oczymgnienie[1004].

1623

Któreś dziecko zapłakało w chałupie i zamamrotała cosik[1005] Hanka; uniósł głowę, ale po chwili przycichło i znowu opadły go deliberacje[1006] i szły przez niego kiej[1007] te wiośniane, pachnące zwiewy kolebiące duszę słodkimi spominkami[1008]; ale już się im nie dał w niewolę, a na sprzeciw, rozglądał się w nich trzeźwo, że w końcu przyszedł do tego, co[1009] sobie rzekł uroczyście, jakby na świętej spowiedzi:

1624

— Raz temu musi być koniec! Wstyd to i grzech! Co by to znowu ludzie pedzieli[1010]! Dyć ociec dzieciom jestem i gospodarz! Musi być koniec.

1625

Postanawiał, ale było mu jej żal, nieopowiedzianie żal.

1626

— Niech se[1011] jeno[1012] człowiek raz jeden pofolguje[1013], a już się tak pokuma ze złem, co go i śmierć nie rozdzieli! — medytował gorzko i górnie.

1627

Świt się już robił, całe niebo przyodziewało się kieby[1014] w te zgrzebne gzło[1015], ale Antek jeszcze nie spał, zaś kiej biały dzień jął mu zazierać w oczy, przyleciała go budzić Hanka. Podniósł na nią schmurzoną twarz, lecz taki dziwnie był la[1016] niej dobry, że skoro mu opowiedziała, z czym to wczoraj przychodził kowal późnym wieczorem, pogłaskał ją po nieuczesanych włosach.

1628

— Kiej się udało ze zwózką, to ci już cosik kupię na jarmarku.

1629

Rozradowała się taką łaską i dalejże molestować, aby też kupić oszkloną szafę na talerze, jaką miały organisty[1017].

1630

— Pokrótce to se zamyślisz o dworskiej kanapie! — zaśmiał się, przyobiecując jednak, co jeno[1018] prosiła, i wstał prędko, robota bowiem czekała i trza było kark podać w jarzmo i ciągnąć jak co dnia.

1631

Rozmówił się jeszcze z kowalem i zaraz po śniadaniu Pietrka wyprawił do wożenia gnoju, a sam pojechał w parę koni do lasu.

1632

W porębie jaże[1019] huczało od roboty; sporo narodu kręciło się przy obróbce drzewa naciętego zimą, że kieby[1020] to nieustanne kucie dzięciołów, tak rozlegało się bicie siekier i trzeszczenie pił; zaś w bujnych trawach poręby pasły się lipeckie stada i dymiły ogniska.

1633

Spomniał, co się tu kiedyś wyrabiało, i pokiwał głową widząc, jak to już zgodnie robią razem Lipczaki z rzepecką szlachtą i drugimi.

1634

— Bieda ich doprowadziła do rozumu. I potrza to było wszystkiego, co? — wyrzekł do Filipa, syna Jagustynki, okrzesującego chojary.

1635

— A kto temu był winowaty, jak nie dziedzic a gospodarze! — mruknął ponuro chłop, nie przestając obrąbywać gałęzi.

1636

— Ale może już najbarzej złoście[1021] i głupie podjudzania.

1637

Przystanął w miejscu, kaj[1022] był zakatrupił borowego, i tak go cosik[1023] złego sparło[1024] pod piersiami, jaże zaklął:

1638

— Ścierwa, przez niego cała moja marnacyja! Bym poredził[1025], to bym ci jeszczek[1026] dołożył! — splunął i wziął się do roboty.

1639

I już całe dnie woził na tartak, przypinając się do pracy z taką zapamiętałością, jakby się chciał zarobić na śmierć, lecz mimo tego nie zabił pamięci o Jagusi ani o tej sprawie nieszczęsnej.

1640

Któregoś dnia powiedział mu Mateusz, że kupili grunt na Podlesiu, dziedzic dał na spłatę i jeszcze przyobiecał zrzynów i łat, zaś ślub Nastusi odłożyli, póki Szymek jako tako się nie zagospodaruje.

1641

Co go ta obchodziło cudze, mało to jeszcze miał swoich turbacji[1027]? A do tego kowal już prawie codziennie i na różne sposoby straszył go sprawą i z wolna, ostrożnie, a wielce chytrze napomykał, że gdyby mu było pilno potrza, to ten i ów dałby pieniędzy…

1642

Antek już sto razy gotów był prasnąć wszystko i uciekać, ale co spojrzał na wieś i co sobie wziął w myśle, jako pójdzie stąd na zawsze, to go taki strach ogarniał, iż wolałby kryminał, wolałby wszystko najgorsze, bele[1028] nie to.

1643

Ale i o kryminale myślał z rozpaczą w duszy.

1644

Więc z tego bojowania ze sobą zmizerował się, zgorzkniał i stał się w chałupie srogi a niewyrozumiały. Hanka w głowę zachodziła, na darmo próbując się wywiedzieć, co mu się stało. Nawet zrazu podejrzewała, jako znowu spiknął się z Jagusią; ale co oko miała bystre, a odpasiona Jagustynka też za nimi patrzała i drugie potwierdzali, że wyraźnie stronią od siebie i nikaj[1029] się nie schodzą, to się już uspokoiła z tej strony. Cóż z tego, że mu służyła jak mogła najwierniej, że już jadło miał wybrane i na porę, w chałupie ochędożny[1030] porządek, że gospodarka szła jak najlepiej, kiej[1031] cięgiem był zły, chmurny, o bele[1032] co poniewierał i dobrego słowa jej nie dawał.

1645

A już było najciężej, kiedy chodził cichy, strapiony, smutny kiej noc jesienna i ani się gniewał, ani uprzykrzał, a jeno ciężko wzdychał i na całe wieczory szedł do karczmy pić ze znajomkami.

1646

Pytać otwarcie nie miała śmiałości, a Rocho klął się, że też nie wie o niczym, co mogło być prawdą, gdyż stary przychodził teraz jeno[1033] na noc, a całe dnie wędrował po okolicy ze swoimi książeczkami, a nauczając pobożne nabożeństwa do Serca Jezusowego, którego urzędy wzbraniały odprawować po kościołach.

1647

Aż któregoś wieczora, kiedy siedzieli jeszcze w izbie przy miskach, bo wiater[1034] się był zerwał[1035] po zachodzie, psy całą hurmą zaszczekały nad stawem. Rocho położył łyżkę pilnie nasłuchując.

1648

— Ktoś obcy! Trza[1036] wyjrzeć.

1649

A tyla co jeno[1037] wyszedł, powrócił blady i rzekł prędko:

1650

— Pałasze brzęczą na drodze! Jakby pytały, na wsi jestem!

1651

Skoczył w sad i zginął.

1652

Antek zbladł śmiertelnie i skoczył na równe nogi. Psy już docierały w opłotkach, na ganku rozległy się ciężkie stąpania.

1653

— A może to już po mnie? — jęknął w trwodze.

1654

Wszyscy jakby zmartwieli ujrzawszy na progu strażników.

1655

Antek nie mógł się poruszyć, a jeno[1038] latał oczyma po wywartych[1039] oknach i drzwiach. Szczęściem, co Hanka całkiem przytomnie zapraszała ich siedzieć podsuwając ławę.

1656

Grzecznie się przywitali, tak się zarazem przymawiając o kolację, że musiała im nasmażyć jajecznicy.

1657

— Kajże[1040] tak późno? — zapytał wreszcie Antek.

1658

— Po służbie! Dzieło u nas niemałe! — odrzekł starszy wodząc oczami po zebranych w izbie.

1659

— Pewnie za złodziejami? — dorzucił Antek śmielej, wynosząc flachę z komory.

1660

— I za złodziejami, i za drugim! Przepijcie do nas, gospodarzu!

1661

Napił się z nimi. Przypięli się do jajecznicy, jaże[1041] łyżki dzwoniły.

1662

Wszyscy siedzieli cichuśko kiej[1042] te przytrwożone trusie[1043].

1663

Strażnicy wymietli miskę do czysta, przepili jeszcze gorzałką i starszy obcierając wąsy rzekł uroczyście:

1664

— Dawno was wypuścili z turmy, a?

1665

— Niby to pan starszy nie wiedzą!

1666

Rozdygotał się ździebko[1044].

1667

— A gdzież to Rocho? — spytał nagle starszy.

1668

— Któren[1045] Rocho? — zrozumiał w mig i znacznie się uspokoił.

1669

— Podobno u was żyje, kakoj[1046] to Rocho?

1670

— A może pan starszy mówią o tym dziadku, co to chodzi po wsi? Prawda, dyć[1047] go Rochem wołają!

1671

Strażnik rzucił się niecierpliwie i rzekł groźnie:

1672

— Nie róbcie szutek[1048], przecież mieszka u was, wiadomo!

1673

— Pewnie, co nieraz siedział u nas, ale siedział i u drugich. Proszalny dziadek, to kaj mu popadnie, tam i na noc głowę przytuli. Dziś w chałupie, indziej w obórce, a niekiedy i prosto pode płotem. Cóż to pan starszy upatrzył se na niego?

1674

— Tak cóż by, nic, po znajomości pytam…

1675

— Poczciwy człowiek, wody nikomu nie zamąci — wtrąciła Hanka.

1676

— Nu, my znamy[1049], kto on taki, znamy! — mruknął znacząco, próbując różnymi sposobami wypytywać o niego. Nawet już tabaką częstował, ale wszyscy tak gadali cięgiem[1050] jedno w kółko, że nie mogąc niczego przewąchać podniósł się z ławy ze złością: — A ja mówię, że mieszka u was w chałupie!

1677

— Przeciek[1051] go w kieszeń nie schowałem! — odburknął Antek.

1678

— Ja tu po służbie, ponimajcie[1052], Boryna! — cisnął się groźnie starszy, ale jakoś się udobruchał dostawszy na drogę mendel jajków[1053] i sporą osełkę świeżego masła.

1679

Witek poszedł za nimi trop w trop, rozpowiadając potem, jako wstępowali do sołtysa i próbowali zazierać[1054] do poniektórych okien jeszcze oświetlonych, jeno co[1055] pieski tak naszczekiwały, że nie poredziwszy nikaj zajrzeć kryjomo[1056], z niczym odeszli.

1680

Ale to zdarzenie tak jakoś dziwnie rozebrało Antka, że skoro jeno[1057] został sam na sam z żoną, zaczął się wyznawać z utrapień.

1681

Słuchała z bijącym sercem, uważnie, nie przepuszczając ani jednego słowa, dopiero kiej[1058] w końcu zapowiedział, jako[1059] im już nic nie pozostaje, jeno[1060] przedać[1061] wszystko i uciekać we świat, choćby do Hameryki, stanęła przed nim pobladła kieby[1062] ściana.

1682

— Nie pódę[1063] i dzieci na zatratę nie pozwolę! — wyrzekła groźnie — nie pódę! A jak mnie przyniewolisz, to siekierą łby dzieciom porozbijam, a sama choćby do studni! Prawdę mówię, tak mi, Panie Boże, dopomóż! Zapamiętaj to sobie! — krzyczała klękając przed obrazami jakby do uroczystej przysięgi.

1683

— Cichoj! Dyć[1064] jeno[1065] tak mówię!

1684

Wytchnęła nieco i rzekła ciszej, ledwie już łzy powstrzymując:

1685

— Odsiedzisz swoje i wrócisz! Nie bój się, dam se radę… nie uronię ci ni zagona, jeszcze me[1066] nie znasz… nie popuszczę z pazurów. Pan Jezus pomoże, to i taki dopust udźwignę — płakała cicho.

1686

Medytował długo i w końcu powiedział:

1687

— To bedzie[1067], co Bóg da! Trza[1068] poczekać na sprawę.

1688

Że na nic się zdały chytre kowalowe zabiegi.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.