- Literum
- Lektury szkolne
- Matura podstawowa
- Kronika polska
- Księga Pierwsza
Kronika polska · Gall Anonim
Księga Pierwsza
Księga Pierwsza
1. O książęciu Popielu, zwanym Koszysko[26]
81Był w mieście Gnieźnie (przez wyraz „gniazdo” tłumaczącym się na słowiańskie) książę imieniem Popiel, dwóch mający synów, a ten obyczajem pogańskim na ich postrzyżyny wyprawił wielką ucztę, sprosiwszy na nią licznych panów i przyjaciół z dworskiej swej starszyzny. Zdarzyło się zaś ze skrytego Bożego zrządzenia, iż tamże przybyło dwóch obcych przychodniów[27], których nie tylko do uczty nie zaproszono, lecz owszem na wejściu zaraz do bram grodu odparto[28] sromotnie[29]. Ci zatem z obrzydzeniem się otrząsnąwszy na taką owych grodzian nieludzkość, i zszedłszy na dół, kierując się ku przedmieściu, losem fortunnym zdążyli wobec lepianki oracza, temuż książęciu służącego. Ów zaś biedak politowania pełen[30], gości rzeczonych chętnie do wstąpienia na ten czas zawezwał i w co chata była bogata, gościnnie im ofiarował. Goście skłoniwszy się wdzięcznie ku temu wezwaniu i przestępując próg gościnny: Oby przybycie nasze — rzekli — na radość wam wyszło, a z tymże pospołu i obfitość wszelkiego dobra, a z potomstwa zaszczyt i sława spłynęła.
2. O Piaście, synu Chościska[31]
82Domownikami wszakże gospody rzeczonej byli: Piast, syn Chościska[32] i żona jego Rzepka, imiony tymi zwani, którzy z wielką serdecznością radzi byli we wszelkim gości swych zapotrzebowaniu usłużyć, a widząc roztropność tychże, cokolwiek mieli w zapasie, gotowali się tym sobie przychylność ich ująć. Podczas więc gdy wedle zwyczaju z goszczącymi wszczęła się rozmowa o rzeczach rozlicznych, a między innymi zapytali ich pielgrzymi, azaliżby czego nie mieli do napicia się, odrzekł im na to oracz gościnny: Mamci ja wprawdzie naczyńko warzonego piwa, com go przysposobił na dobę postrzyżyn mego jedynaka; lecz cóż to znaczy ta odrobina? Jeśliby wam smakowało, to się go napijcie. Umyślił bowiem ów kmieć ubogi, w chwili gdy pan jego a książę dla własnych synów biesiadę wyprawiał — na coby się w innym czasie z przyczyny ubóstwa nie zdobył — niejaki przysmak także na postrzyżyny malca swojego sporządzić, a garstkę przyjaciół równejże chudoby[33], nie już na obiad, ale na ranną przekąskę zaprosić; bo oprócz tego wieprzka wykarmił, co go był ku temu celowi zachował. To, co powiem następnie, dziwnym lub cudownym się wyda; lecz któż zdoła Bożą wspaniałość w tym razie wyrachować? Lub kto się ośmieli rozprawiać o dobrodziejstwach Bożych? Gdy Pan docześnie pokorę biednych wywyższa niekiedy, nie wzbrania się też gościnność pogan nawet wynagradzać. Każą mu zatem pielgrzymi, wiedząc, co czynią, częstować się piwem, pewni, iż zamiast ubywać, w miarę przylewania pomnażać się będzie. Jakoż wieść niesie, że gdy podawać je zaczęto, taka się jego znalazła obfitość, iż napełniono nim wszelkie statki[34] domowe i nadto jeszcze zbywające na dworze od uczty książęcej. Polecają też i wieprzka wyżej pomienionego zabić, a wspominają, że dziesięć statków, po słowiańsku zwanych cebrami, co rzecz nader dziwna, zostało napełnionych tym mięsiwem. Patrząc więc na takie cuda Piast i Rzepka, jakąś niezwykłą przepowiednię o chłopcu swym w tym przeczuwali; i już by radzi byli samegoż książecia wraz z biesiadnikami zaprosić, lecz tego uczynić nie śmieli bez poradzenia się pierwej pielgrzymów obecnych. Cóż to jednak omawiać z dala? Ma się rozumieć, takaż była i rada gości, a książę z całym swym dworem zaproszony był od Piasta i nie pogardził też książę zaproszeniem rolnika swojego. Nie tak wybujałe bowiem było naówczas jeszcze owo książęce rozwielmożenie Polski, ani władca ziemi taką wystawnością pychy się nie nadymał, ani tyloma orszakami dworskiej drużyny otoczony, w pochodzie wspaniałym nie występował. Odbyła się zatem obyczajem swym uczta; jadła i napoju pod dostatkiem było dla wszystkich; owi pielgrzymi postrzygli chłopca, a w przepowiedni na przyszłość, miano Siemowita[35] mu nadali.
3. O książęciu Siemowicie, synu Piasta[36]
83Co gdy się stało, pacholę Siemowit, syn Piasta Chościska, rósł w lata i siły, a z dniem każdym w pomnożeniu krzepić się jął dzielności — tak iż król nad króle a książę nad książęta[37], głosy jednomyślnymi postanowił go książęciem Polski, Popiela[38] zaś wraz z potomstwem do szczętu z państwa wykorzenił[39]. Król, Upadek, ZwierzętaJakoż opowiadają starcy, dalekich pamiętni czasów, że ów Popiel zegnany z tronu, takiego od myszy zajadłych doznał prześladowania, iż chroniąc się przed nimi, przez otoczenie swe na wyspę uprowadzony, gdzie zamknięty w wieży drewnianej, dopóty się bronił od wściekłego tychże wpław doganiających napadu, dopóki opuszczony od wszystkich, dla nieznośnej woni z ciał pobitego mnóstwa wynikającej, śmiercią najhaniebniejszą, pod zębami kąsających potworów ducha wyzionął.
84Ale puśćmy w niepamięć[40] czyny tych, których wspomnienie odległa starożytność zatarła i których splugawił błąd a bałwochwalstwo, i przejdźmy do wymienienia zwięzłego zdarzeń tkwiących w pamięci wiernej.
85I tak Siemowit, do steru państwa przyzwany, młodość swą nie na rozkoszach a gnuśności trawił, ale w zażyciu, pracy, tudzież rycerskości, z dzielnego ramienia zaszczytu i sławy dostąpił; granice zaś swego panowania dalej niżeli kto inny przedtem rozprzestrzenił. W miejsce schodzącego ze świata Lestek[41], syn jego nastąpił, który dorównał ojcu w dzielności i czynach rycerskich. Po zejściu także Lestka, syn jego Siemomysł[42] tron objął, który pamięć przodków i rozrodzeniem, i dostojeństwem potroił[43].
4. O ślepocie Mieszka, syna Siemomysłowego
86Z tego zaś to Siemomysła ojcowstwa narodził się wielki i godny pamięci Mieszko — pierwszy noszący to imię[44], a przez lat siedem od urodzenia na wzroku ociemniały. W siódmą więc rocznicę upływającą rodzic zwyczajem przyjętym zwoławszy na zebranie towarzyszów rady przybocznej oraz innych przedniejszych z narodu, obfitą i uroczystą wyprawił ucztę; atoli pośród uciech biesiadnych, jakoby zdjęty boleścią i pomny sromoty, ciężko tylko wzdychał tajemnie. Owóż gdy inni radowali się, klaszcząc w dłonie z nawyknienia, dopełniła miary wesołości wieść (z osobnej komnaty) przyniesiona, iż chłopiec przejrzał na światło dzienne. Z niedowierzaniem przyjmował ojciec dziw sobie głoszony przez nadbiegających jednego po drugim, aż wreszcie matka[45], powstawszy od stołu biesiadnego i naocznie przekonawszy się w komnacie chłopca, ostatecznie przecięła wątpliwość stroskanego ojca, oznajmiając wobec grona ucztujących, iż syn jej widzi. Natenczas nie było już miary uciechy dla wszystkich, skoro chłopiec, który dotąd nikogo nie widział, jął rozpoznawać oblicza, a zniewagę z powodu ślepoty[46] w radość niewymowną zamienił. Siemomysł przeto, panujący książę, obecnych ze starszyzny, świadomych dzieł wielu, zagaduje troskliwie, coby rozumieć należało o tej ślepocie i zadziwiającym przejrzeniu. Zagadnięci objaśniają, iż ślepota jego oznaczać właśnie miała Polskę, przedtem ślepą podobnież, i wróżą, że ona także za sprawą Mieszka ma być oświecona, a ponad inne wywyższona narody. Bo i tak się też stało rzeczywiście, choć inaczej natenczas mogło być tłumaczonym. Polska przedtem prawdziwie była ślepa, ani czci prawego Boga nie znając, ani zasad wiary; lecz skoro Mieszko przejrzał, i ona została oświeconą — przez jego bowiem przyjęcie wiary, naród ze śmierci niedowiarstwa się wyzwolił. Bóg wszechmogący właściwym porządkiem przywrócił naprzód cielesny wzrok Mieszkowi, a później przydał mu duchowy, aby przez rzeczy widzialne przenikał do poznania niewidzialnych, od poznania zaś rzeczy stworzonych przychodził do uwielbienia twórczej wszechmocności. Lecz po cóż tu u nas koło wóz swój wyprzedza?[47] Co się tyczy Siemomysła, ten w późnej już nader starości ze światem się rozstał.
5. Jakim sposobem Mieszko Dąbrówkę pojął za żonę
87Po nim Mieszko, objąwszy tron książęcy[48], kształcić swój umysł i hartować siły ku wykonaniu zwierzchniej władzy począł, a raz po raz nawiedzać wojną ludy dokoła. Tak atoli jeszcze w błędzie pogaństwa był zatopiony, iż z siedmiu niewiastami przez nałóg żył w wielożeństwie. Wreszcie zapragnął wejść w związek małżeński z niewiastą arcychrześciańską[49], czeską księżniczką, Dąbrówką[50] imieniem. Lecz ta odmówiła stanowczo oddania mu swej ręki, zaczym by się nie pozbył szpetnego nałogu, a zostać chrześcianinem nie obiecał. Gdy się więc zgodził na wyrzeczenie się pogaństwa, a przyjęcie wiary Chrystusa sakramentalne[51], i owa też pani, w wielkim otoczeniu dostojników świeckich i duchowych przybyła do Polski. Nie nastąpiło jednak tak prędko połączenie; musiał wprzód (poganin Mieszko) obeznać się z obyczajem chrześcijańskim i zasadami religijnego obrządku, wyrzec przesądu pogaństwa, po tym zaś przygotowaniu na łono kościoła być przyjętym[52].
6. O pierwszym Bolesławie, który się zowie Chrobrym albo Wielkim[53]
88Pierwszy tedy książę Polan[54] Mieszko przez prawowierną żonę łaski chrztu świętego dostąpił; a dosyć jest na wziętość i chwałę jego przytoczyć, iż w jego czasach i przezeń, światło z niebios poczęte zaświtało nad Polską. Błogosławiona albowiem ta niewiasta powiła mu rozgłośnego na świat Bolesława[55], który po zejściu jego, silną dłonią ujął ster państwa, a w taką za łaską Bożą wzrósł moc i dzielność, iż, że się tak wysłowię, przy blasku jego potęgi cała Polska złotem połyskać się zdawała. Któż to opisać zdoła godnie jego mężne sprawy i walki przeciw ludom rozlicznym dokoła podjęte, albo pismy[56] wspomnieniu jego poświęconymi uwiecznić? Czyliż nie on Morawy i Czechy pod berło zagarnął? Nie on w Pradze książęcej stolicę swą założył, a namiestników swych wśród tego kraju postanowił? Nie on, w bojach ponawianych, na miazgę starł Węgrów i całą ich ziemicę aż po Dunaj władzy swej zhołdował? Nieposkromionych zaś Sasów tak przeważnie zgromił, iż u rzeki Sali[57], założony przezeń jakby kres żelazny granice Polski określał[58]. I na cóż by się przydało wyliczać jego zwycięstwa i tryumfy nad ludami niewiernymi, o których wiadomo, że jakby pod stopami swymi je zdeptał? On trwających upornie w przesądach Lutyków, Pomorzan i Prusaków do tej uległości orężem swym przywiódł, iż pośród ich krain zbudował kościoły i biskupów postanowił, dokonywając to przez pana apostolskiego albo właściwiej mówiąc, pan apostolski dokonywał to przezeń. ŚwiętyOn także świętego Wojciecha, w długiej pielgrzymce i od swego zbuntowanego ludu czeskiego mnogie krzywdy mającego, do przeniesienia, po wstąpieniu w granice swe z wielkim uczczeniem przyjął, a do przepowiadań jego i postanowień wiernie się stosował. Święty zaś męczennik ogniem miłości i gorliwością apostołowania pałający, gdy widział, iż cokolwiek już w Polsce wiara święta się ukrzepiła i kościół Pański urósł, nieulękły do Prus wkroczył i tam palmy swej męczeńskiej dostąpił; po czym Bolesław na wagę złota ciało jego od Prusaków wykupił i z czcią należną w grodzie stołecznym gnieźnieńskim złożył.
89To również za godne uwiecznienia w pamięci uważamy, iż za czasów jego Otto Rudy[59], cesarz, do grobu Świętego Wojciecha[60], celem modlitwy i przejednania a zarazem poznania tak chwalebnie rozgłoszonego Bolesława przybył, o czym dowodniej mówi książka opowiadająca dzieje zgonu męczennika[61]. Bolesław podejmował go w dziedzinie swej z takim poszanowaniem i wspaniałością, z jakim rzecz słuszna była, aby przyjmował króla i cesarza rzymskiego, a zarazem gościa takiej dostojności. Albowiem dziwy nad dziwy rozwinął Bolesław za wstępem cesarza na swą ziemicę: naprzód wielorodne szyki rycerstwa, następnie panów swych, wśród rozległej płaszczyzny, jakby w chóry ustawionych, kędy szat różnobarwność pojedyncze działy między sobą wyróżniała. I nie była to lada jaka rozmaitość stroju, lecz cokolwiek kosztowniejszego gdzie między ludami mogło się wynaleźć. Boć to za czasów Bolesława, każdy rycerz a także niewiasty przydworne bławatów zamiast szat lnianych albo wełnianych używały; ani futra jakkolwiek drogie, przy czym nowotne były, na dworze jego bez pokrycia bławatem lub złotogłowem były noszone. W tych to bowiem jego czasach złoto pospolitym, na równi ze srebrem gdzie indziej, miano, podłe zaś srebro za plewę sobie ceniono. Patrząc na tę jego świetność, potęgę i bogactwo cesarz rzymski zawołał w zdumieniu cały: „O! Na koronę cesarstwa mego, większe to jeszcze, co widzę, nad wieści sławą mi głoszone”; po naradzeniu się zaś z dostojnikami swymi, wszem wobec dodał: „Nie jest to rzecz godna, aby takiego to męża osobliwego zwać pospołu z innymi urzędnikami zwierzchnimi, dukiem albo komesem, lecz chwalebnie raczej na tron królewski podniesionego, diadematem uświetnić”. I przy tych słowach diadem cesarski zdjąwszy z swej głowy, na głowę Bolesława w zakład przyjaźni go włożył, a za chorągiew tryumfalną dał mu w upominku gwóźdź z krzyża Pańskiego wraz z włócznią Maurycego świętego, za co go wzajem Bolesław ramieniem świętego Wojciecha obdarował. Takim też w owym dniu zamiłowaniem wzajemnym się zjednoczyli, iż cesarz zamianował[62] go bratem i sprzymierzeńcem cesarstwa, a ludu rzymskiego przyjacielem i towarzyszem postanowił. Nadto cokolwiek z nadawnictw kościelnych w krainie Polaków do cesarstwa należało albo w pokonanych przezeń i na przyszłość pokonać się mających ziemicach barbarzyńców, jemu i władzy jego następcom ustąpił; którą to uchwałę papież Sylwester[63] świętego rzymskiego kościoła przywilejem potwierdził[64]. Uczta, Bogactwo, KrólPrzeto Bolesław, na godność królewską przez cesarza wyniesiony tak chwalebnie, wrodzonej sobie dał dowód szczodroty, przez trzy dni z rzędu po swym ukoronowaniu ucztę z królewska a z cesarska wyprawiając, oraz po każdym dniu skończonym zmieniając inne naczynia i sprzęty, więcej też rozmaitości osobnych, coraz kosztowniejszych na widok dobywając. Za powstaniem bowiem od każdej uczty z kolei kazał podczaszym i stolnikom naczynia złote i srebrne (jako tam drewnianych wcale nie było), a mianowicie: misy i czary, rożny i noże, jako też rogi do picia, ze stołów przez wszystkie trzy dni zbierać i cesarzowi przez uczczenie a nie w daninie książęcej odnosić. Podobnież rozkazał komornikom bławaty rozpięte i zasłony, kobierce, obrusy, przyodziewki, ręczniki i wszystko, co przy usłużeniu na jaw dobytym było, zebrać i odnieść do komory cesarskiej. Prócz tych dał innych naczyń jeszcze wiele tak złotych, jak srebrnych różnego wyrobu; bławaty zaś w barwie wielorakiej, ozdoby przeznaczenia niewiadomego, kamienie drogie, a wszystkiego tego taki dobór i obfitość, iż cesarz jakoby za cud i mrzonkę dary te poczytał. I dostojników jego tak wspaniale obdarzył, że jak miał w nich przyjaciół, odtąd najprzyjaźniejszych sobie[65] albo wylanych duszą i ciałem uczynił. Lecz któż to jeszcze zliczyć zdoła, co i w jakim rodzaju między zacniejszych rozdał, gdy ani jeden pachołek spomiędzy takiego mnóstwa bez podarunku nie odszedł. Cesarz zatem rozradowany z darami wrócił do dziedziny swojej. Bolesław tymczasem z ciągu panowania gniewy stare na wrogów odnowić był zniewolony.
7. Jaką potęgą Bolesław na Ruś uderzył
90Trzeba zatem najpierwej z porządku opisać, jak chwalebnie i wspaniale krzywdy swej na królu Rusinów[66] pomścił, który mu wydania siostry swej w małżeństwo odmówił. Obrażony tym Bolesław, z ogromną siłą do królestwa Rusinów wtargnął i tychże naprzód orężnie się opierać usiłujących, a niemających odwagi dotrzymania kroku, jako wiatr kurzawę przed obliczem swym pognał. Ani zrazu on trybem nieprzyjacielskim, przez dobywanie grodów lub wybieranie danin pieniężnych, drogę swą opóźniał, lecz do Kijowa, stolicy państwa, dla ogarnienia zarazem twierdzy królewskiej i samegoż panującego pociągnął spiesznie. Wszakże król Rusinów, wedle prostaczego obyczaju tego ludu, trafunkiem podtenczas siedząc w łódce, łowieniem ryb się zabawiał, gdy mu znienacka doniesiono, iż król Bolesław nadchodzi. Zdało mu się to niepodobnym do uwierzenia, gdy jednak goniec po gońcu z tąż wieścią nadbiegał, tym upewniony struchlał wewnętrznie. Mówią, iż w tej chwili, przykładając palec wielki z wtórym i obyczajem rybackim wędę pośliniwszy, na pohańbienie ludu swego miał się odezwać przysłowiem: „Ponieważ Bolesław tym się misterstwem nie trudnił[67], ale do zabaw orężnych po rycersku przywykł, przeto Bóg przeznaczył gród ten i królestwo Rusinów z bogactwy w nich zawartymi do rąk jego wydać”. Tak rzekł i nie trwając na miejscu dłużej, w ucieczce ocalenia szukał. Bolesław tymczasem, żadnego nie spotykając oporu na wstępie do wielkiego i zamożnego grodu, miecza z pochwy dobył, a w złotą bramę nim uderzając[68], ze śmiechem dość rubasznym, gdy przyboczni jego się dziwili, dlaczego by to czynił, dał się słyszeć: „Jak w tej godzinie złota brama grodu od tego miecza pryska, tak nocy następnej siostra zgnuśniałego króla w małżeństwo mi odmówiona, przypłaci niewieścim wstydem; lecz wyjątkowym tym razem nie będzie to dla niej łoże małżonki Bolesława, a nałożnicy, aby rodu naszego przez to pomszczoną była krzywda, w odwecie zaś spadła hańba i zniewaga na Rusinów”. I co zapowiedział w słowach, czynami tego dopełnił[69]. A przeto król Bolesław, opływającym w dostatki miastem i najpotężniejszym królestwem Rusi przez dziesięć miesięcy rozporządzając i wysyłając z tychże pieniądze do Polski[70], nigdy nie został bezczynnym; jedenastego zaś miesiąca z powodu, iż tak mnogie dzierżał krainy, a syna Mieszka dla[71] małoletności zdolnym jeszcze do rządzenia nie mniemał[72], postanowiwszy w miejsce swe pewnego Rusina z sobą spokrewnionego[73], ze skarbem zatrzymanym do Polski odciągnął.
91W odwrocie zatem, ucieszonego niezmiernie z wyprawy i łupu, i już znajdującego się w pobliżu swych granic, król zbiegły ściga teraz, mając pod swą wodzą połączone siły książąt ruskich, tudzież hordy Połowców[74] i Pieczyngów[75], a w duchu pewny zwycięstwa, stara się mu drogę od rzeki Bugu zaskoczyć. Sądził bowiem, iż Polacy, wedle obyczaju ludzi po takim zwycięstwie ze zdobyczy swej chełpliwych, co żywo do dom zwykle pragnących pośpieszyć, za zbliżeniem się do granic swego kraju również postąpią jako niecierpliwi ujrzenia jak najrychlej swych żon i swych dzieci. Nie rozumował on sobie tak bezzasadnie w tym względzie, albowiem rzeczywiście wielka już część Polaków, bez wiedzy króla odbiegła była z szeregów. Lecz król Bolesław, widząc szczupłą garstkę swego rycerstwa, a nieprzyjaciół prawie o stokroć przewyższających ją w liczbie, nie jako tchórz a gnuśnik, lecz śmiały z przyrody[76] i obaczny[77] na wszystko, tymi słowy rzecz zagaja do rycerzy swoich: „Nie trzeba mi upominać dzielnych i w długoletnim zaprawionych boju, ni przez to opóźniać tryumfu cisnącego się nam do ręki; bo pora to właśnie do pokazania siły pięści i ducha mężnego. Inaczej na cóż by nam wyszło tyle dzieł przeważnie dokonanych i zwycięstw, na co by się przydało, iż tyle zhołdowaliśmy krain i łupów bogatych odnieśli, gdybyśmy trafem tej przygodzie ulegając, i tamte, i nasze w dodatku utracić mieli? Ale ja ufam w miłosierdzie Boże i w wasze doświadczone męstwo, że jeśli tylko dziarskim sercem do boju staniecie, jeśli po dawnemu poczniecie znowu, jeśli wspomnicie wreszcie sobie, czymeście to się chełpili przy podziale łupów i w rozgwarze stołów biesiadnych, zwycięscy dzisiaj raz jeszcze położycie koniec mozołowi nieskończonemu, a prócz tego się okryjecie chwałą nieprzeżytą, obok uciechy z tryumfu. Przeciwnie, czemu nie wierzę, gdybyście byli zwyciężeni, z panów dzisiejszych, pójdziecie w pęta Rusinów i wy, i wasze dzieci; nie mówię już o kaźniach, jakimi wam odpłacą za krzywdy im przyczynione”. Na te i tym podobne, rzeczone do siebie słowa przez Bolesława, wszystkie jego rycerstwo jednomyślnie dzidami potrząsnęło, jednym także odpierając głosem, iż milszy im tryumf nad szpetny z łupem unoszonym powrót do domu. Natenczas Bolesław każdego z nich poimiennie napomniawszy do pójścia za swym przykładem, w najgęstsze tłumy nieprzyjaciół skacząc, jak lew krwi spragniony w nich się zanurzył. Nie jest to możebnym dla zdolności pióra naszego wypowiedzieć, jaką tam rzeź w tej gęstwie dotrzymującej kroku uczynił; ani ktokolwiek bądź by potrafił tysiące zasłanych na pobojowisku nieprzyjaciół pewną liczbą oznaczyć; tyle tylko wiadomo, iż w nieskończonej liczbie na bój pociągnęli, a pierzchła ich z placu garść ledwo zbyt mała. Tak też upewniało wielu, co po niejakim przeciągu czasu przybyli z krain dalekich wyszukiwać na pobojowisku ciał przyjaciół swych lub krewnych, iż dla mnogości krwi tamże przelanej, nikt stąpić nie mógł po całej płaszczyznie, bez zbroczenia stóp w posoce lub potrącenia o zastygłe trupy; owszem, iż koryto Bugu zdawało się więcej krwią ludzką opływać niżeli swym wodnym strumieniem. Jakoż od owego czasu Ruś względem Polski na długo została danniczą[78].
8. O wspaniałości i potędze Bolesława Wielkiego
92Liczniejsze są bez porównania i pilniejszej wymagające rozwagi czyny Bolesława, jak gdybyśmy porwać się tu mogli na ich opisanie, zbierając je w treść i na gołych słów brzmieniu poprzestając. Któryż bowiem rachmistrz dosyć pewną liczbą zdołałby określić hufy jego żelazne albo opisując zwycięstwa, zliczyć dokładnie szeregi jego nieskończonych tryumfów? Wychodziło bowiem na bój za jego czasów: z Poznania 1300 rycerstwa w łuskowej zbroi a 4000 tarczowników; z Gniezna 1500 łuskowych a 5000 tarczowników; z warownego Władysława[79] łuskowych 500 a tarczowników 2000; z Giecza pierwszych 300, drugich 2000; a wszystko to lud dorodny i niepospolitym doświadczeniem wojennym we władaniu orężem należycie wykształcony. Cóż gdybyśmy do tej listy wciągnąć chcieli z tylu innych jeszcze zamków i grodów wojenne komputy? I nazbyt długi a nieskończony byłby to dla nas mozół, dla was zaś może nie tak dalece powabna zabawa. Żebym wam przeto oszczędził tego nudnego rozczytywania się w regestrach napełnionych cyframi, wolę położyć wam liczbę ogólną, bez potrzeby wchodzenia w szczegóły wielkiego mnóstwa. Więcej bowiem król Bolesław miał rycerzy w zbroję pancerną zakutych, niżeli za naszych czasów ma cała Polska tarczowników; za króla Bolesława tylu prawie miała Polska rycerzy, ile już teraz nie ma razem wziętych ludzi obojga pogłówia[80].
9. O męstwie i szlachetności Wielkiego Bolesława
93Taka była rycerska wspaniałość Bolesława; lecz nie mniejsza też była cnota posłuszeństwa duchownego. Biskupów wszakże a kapelanów swoich miał w takim uczczeniu, ze wobec ich stojących usiąść nie śmiał, ani ich inaczej jak panami (albo księdzami) nie nazywał; do Boga zaś wznosił modły z pobożnością największą, kościół święty wywyższał w znaczeniu i po królewsku darami go swymi przyozdabiał. Król, SprawiedliwośćMiał przy tym coś niepospolicie znakomitego, ze względu wymiaru sprawiedliwości i pokornego zachowania, że gdy kiedy wieśniak ubogi lub pokrzywdzona niewiasta uskarżała się przed nim na wojewodę lub towarzysza innego z jego rady[81]; jakkolwiekby ważnymi zajęty był sprawami i mnogimi orszakami panów i rycerzy był otoczony, nie pierwej z miejsca odchodził, póki sprawy z porządku nie wysłuchał, a po tego, przeciw któremu skargę zanoszono, komornika[82] nie posłał. A tymczasem skarżącego się, któremu z swych zaufanych w pieczę oddawał, aby pamiętał o nim, za przybyciem zaś przeciwnika sprawę mu jego przedstawił. Jakby też drugi ojciec upominał wieśniaka, aby nieobecnego bez winy istotnej nie oskarżał, a niesłusznie żaląc się przeciw niemu i do gniewu pobudzając, na siebie samego następnie go nie ściągał. — Oskarżony przeto nie opóźniał się ani na chwilę, a na pierwsze wezwanie jak najspieszniej przybywał: ani szukał już żadnej dla siebie wymówki, z powodu uchybienia na termin w dniu pewnym oznaczony. Za przybyciem zaś pozwanego do stronnictwa zwierzchnika, twarzy mu niechętnej Bolesław nie okazał na wnijściu; owszem, przyjmując go ochoczo i dobrodusznie, kazał zabrać miejsce u stołu, i tegoż dnia nawet zaraz sprawy jego nie roztrząsał, lecz zostawiał ją na dzień jutrzejszy lub dalszy. Z taką to pilnością rozważał sprawę ubogiego, na równi ją ze sprawą pana mając. O jak tu nie podziwiać statecznego umysłu Bolesława, wielkiego tegoż udoskonalenia! Wszak osoba nie była w jego sądzie przedniejszym względem: sprawiedliwość przede wszystkim w rządzeniu narodu, a cześć kościoła i dobrobyt kraju, na szczycie najwyższym postawione. Przez sprawiedliwość to i słuszność dla wszystkich porównaną, Bolesław dostąpił sławy tej i godności; a takimi cnotami właśnie, pierwszy wzrost potęgi Rzymian, następnie zaś cesarstwa się dokonał. Ozdobił Bóg wszechmocny króla Bolesława taką potęgą i szczęściem wojennym, w miarę rozpoznawanej w nim takiej dobroci i sprawiedliwości względem siebie i ludzi sobie poddanych; taka chwała szła w ślad za Bolesławem, taka obfitość wszelkiego dobra i powszechne rozradowanie — na jakie prawość jego i szczodrota zasługiwały.
10. O potyczce Bolesława z Rusinami
94Lecz odłóżmy przypomnienie tego do karty następnej, a nadmieńmy o pewnej potyczce, z nowości swej pamiętnej, która da poznać, o ile często pokora nad pychą ma górę. Zdarzyło się albowiem, iż w jednym i tymże samym czasie, król Bolesław po nieprzyjacielsku wkroczył do Rusi, a król Rusinów nawzajem do Polski; obaj nawzajem nie wiedząc o sobie, a każdy z nich na brzegu przeciwnym rzeki rozłożył się obozem. Gdy zaś doniesiono królowi Rusinów, że Bolesław na drugą stronę rzeki już przeszedł i na pograniczu jego państwa rozpuścił zagony, rozumiejąc król nierozsądny, że go z mnogością swą ludu jak zwierza dzikiego w sieci swe pojmał, powiadają, iż odnieść mu kazał urągowisko w przysłowiu, które na własną jego obrócić się miało głowę: „Niech wie Bolesław, że psy go moje i łowcy jak dzika w legowisku otoczyły”. Na co król polski odparł, w odesłanej mu odpowiedzi: „Dobrześ — rzekł — dzika w legowisku wymienił; gdyż we krwi myśliwego i psiarni twej, czyli wodzów a rycerzy, zbroczę kopyta oraz ziemię twą i grody jako zwierz dziki osobliwy spustoszę bez miłosierdzia”. — Po takiej z obu stron pogróżek słownych wymianie, gdy w dniu następnym nadchodziła uroczystość, którą król Bolesław zamierzył świątkować, zwlekł był potyczkę do oznaczonego dnia dalszego. Owóż dnia tego wielką ilość bydła zabito, które oprawiano na rzeczoną uroczystość dla stołu królewskiego, jak było zwyczajem, gdy społem u niego zasiadał z naczelnym rycerstwem swoim. A zebrawszy się nad brzegiem rzeki cała czeladź i służba kuchenna, wraz z ciurami obozowymi, płukała mięsiwa i wnętrza z bydląt wyjęte, którym z brzegu przeciwnego ruscy pachołcy i giermkowie w zgiełkliwym hałasie wymyślając, obelżywymi słowy gniew ich starali się podniecić. Więc ci, płacąc w takichże słowach odwetem, ze stanowiska swego odkrzykiwali naprzód, potem jęli im miotać w oczy odpadkami nieczystymi. Tak zwada rosła w nieprzebieraniu zniewag, a gdy ze strony Rusinów strzały szyć w powietrzu na koniec poczęły, czeladź polska, zabezpieczywszy psiarnie i ptastwo do łowów chowane, a porwawszy broń rycerzy, w godzinie południowej snem się pokrzepiających dla wytchnienia, po przebyciu wpław rzeki, w prostej z ciurów złożonej gromadce, między tłumy Rusinów zwycięsko się wparła. Król przeto Bolesław i wojsko całe, wrzaskiem zarazem i szczękiem oręża rozbudzone, dowiedziawszy się, co zaszło, gdy przezorność wypadkowi dowierzać nie dozwalała, w sformowanych szeregach runęli na nieprzyjaciół, do bezładnej ucieczki zmuszonych; a tym sposobem, nie przy samych ciurach obozowych została chwała zwycięstwa, ani ich samych tylko w starciu krew popłynęła. Takie zaś mnóstwo rycerstwa natenczas wpław się do rzeki rzuciło, że stojącym z dala nie nurt wodny się wydawał przez nie przebywany, lecz suchy szlak lądowy. Tych atoli słów parę dość będzie o bojach, aby z czego w jego życiu słuchacze korzyść i wzór do naśladowania wyciągnęli.
11. O urządzeniu kościołów w Polsce i pobożności Bolesława
95Przeto też król Bolesław w budowaniu kościołów, celem krzewienia czci bożej, urządzaniu biskupstw i nieszczędzeniu nadawnictw, tak nieograniczonej był pobożności, iż za jego czasów Polska miała dwóch arcybiskupów[83] z sufraganami do tychże należącymi. A dla nich przez wszystko z ręki swej i we wszystkim tak dalece życzliwym i posłusznym się okazywał, że jeśli który ze świeckich urzędów przeciw któremukolwiek z duchownych lub pasterzy sprawę sporną poczynał lub cokolwiek z własności kościelnej przyswajał, sam wszem obecnym ręką nakazywał milczenie, a jako patron i rzecznik sprawy pasterzy i kościoła bronił. Ludy zaś barbarzyńskie dokoła zwyciężając, nie do płacenia daniny zmuszał, lecz do mnożenia wiary prawdziwej. Sam nadto kościoły pomiędzy nimi z własnego nakładu wznosił, tudzież biskupów z przynależną dostojnością, podwładne też im duchowieństwo, według ustaw kanonicznych w rzeczy niezbędne pośród niewiernych opatrywał. Król, Sprawiedliwość, Religia, WładzaTakimi tedy cnotami, to jest bojaźnią i miłością, król Bolesław przodkował i z taką myślą zaradną królestwo a rzecz publiczną sprawował. Mnogimi zaiste cnotami i świadectwami prawości daleko na obszar Bolesław zasłynął, lecz trzema cnotami mianowicie, jako to: sprawiedliwością, słusznością, afektem pobożnym, na taką wzbił się wyżynę niezrównaną. Sprawiedliwością, albowiem bez względu na osobę sprawę w sądzie swym roztrzygał, słusznością, albowiem lud i urzędy na równi miłował, afektem pobożnym, albowiem Chrystusa i jego oblubienicę przez wielorakie uczczenia do serc wpajał. Dlatego zaś, że sprawiedliwość wymierzał i wszystkich bez wyróżnienia miłował, że matkę naszą, kościół i mężów kościoła w znaczeniu wywyższał, za świętej matki, kościoła modłami i wstawiennictwy[84] tegoż u steru będących kapłanów (jak się wyraża psalmista): „Pan także róg jego wywyższył w sławie nad inne”[85], a pomyślnością uwieńczył, cokolwiek przedsiębrał w chwalebnych zamiarach. Jedno to zatem szło za drugim, że jak co do rzeczy boskich był Bolesław żarliwym, tak i co do rzeczy świeckich rozjaśniał wspaniale.
12. Jak Bolesław podróże po ziemiach swych odbywał bez obciążenia poddanych
96W jego bowiem czasach nie tylko towarzysze przydworni[86], lecz także szlachta wszelka[87] na lechach swoich wywieszała złote łańcuchy niezmiernej wagi, w takie to wszystko pieniężne dostatki opływało; niewiasty zaś do składu dworu należące tak dalece obciążały się w wieńce złote, noszenia drogie, naszyjniki, naramienniki, klejnoty a złotogłowy, iż gdyby postępując od rękodajnych w pomoc wspierane nie były, ciężaru kruszcu na sobie unieść nie byłyby w stanie. Taką też nadobnością twarzy pogodnej Bóg go samego obdarzył i tak łaskawe jego spojrzenie każdemu było pożądane, że kiedy trafem sprzed obecności swej kogo za winę powszednią oddalił, lubo[88] nawet swobodę sobie we wszelkich sprawach miał zostawioną, nie miał się za żyjącego prawie, a jakby żywcem pogrzebionego, nie za człeka wolnej woli się poczytywał, a za strąconego do turmy więziennej: co trwało tak bez zmiany, aż do odzyskania łaski jego na nowo. Ani wieśniaków swoich, jako pan samowładny do podwód[89] zniewalał, lecz jak ojciec litościwy dozwalał im przeżywać spokojnie. Gdziekolwiek bowiem miał swe przestanki i stałą służbę oznaczoną, nierad jak Numidyjczyk przebywał pod namiotami albo w otworzystych polach, lecz gościł najczęściej po zamkach i grodach. A ilekroć swe stanowisko z jednego do drugiego przenosił grodu, przeszłych na pograniczu zostawiając, nowych z kolei przybierał stanowniczych i włodarzy[90]. Nie potrzebował mu też schodzić z drogi obcy wędrowiec albo oracz skrywać swe woły i owce podczas jego przejazdu, lecz z uśmiechniętym obliczem, czy biedak, czy bogacz, na pana swego poglądał, a jakoby cała ojczyzna na spotkanie jego wylegała[91].
13. O zacności i litościwych postępkach żony Bolesława Wielkiego
97Miłował zaś wodze swe i towarzyszów rady a sprawców[92] na zwierzchnich urzędach jakoby braci lub synów swoich i pocześnie z nimi, przy zachowaniu godności należytej, jako mądry Władca się obchodził. Zanoszącym bowiem przeciw nim skargi, bezrozważnie wiary nie dawał, wyrok owszem nawet przeciw potępionym sądownie miłosierdziem łagodził. Jakoż tak bywało nieraz, że małżonka jego, królowa[93], niewiasta roztropna i obaczna, wielu za winę na śmierć skazanych z rąk oprawców wyrwała, tudzież od niechybnego zatracenia wiszącego nad głową ocalić potrafiła, zatrzymując ich, już to bez wiedzy króla, już przy udanej niewiadomości ze strony tegoż, w turmie więziennej, zaczem[94] mianych pod strażą nie upatrzyła sposobności ocalenia. Miał wszakże król dwunastu przyjaciół składających jego radę, z którymi lubił, w towarzystwie żon ich także, gdy od trosk i znojów panowania był wolny, społem obcować i wieczerzać; wtenczas to z nimi poufnie rozprawiał albo tajniki, nie wszem dostępne, wyprowadzał na jaw. Król, Żona, Kara, Miłosierdzie, Sprawiedliwość, Uczta, ObyczajeOwóż śród uciech takich biesiadnych, gdy pośród innych przedmiotów zgadało się niekiedy trafunkiem[95] o powyższych skazanych prawem, król Bolesław zaś ubolewał z powodu rodu ich dobrego i żałował danego przez siebie rozkazu ich stracenia, oczekująca na taką czcigodna królowa, zbliżywszy się ku niemu i z pieszczotliwym pierś jego gładząc przymileniem, poczynała go wybadywać, azaliżby przyjął to wdzięcznie, gdyby który święty trafunkiem ze śmierci ich wskrzesił. Król odpowiadał jej na to, iż nie masz rzeczy tak kosztownej, której by nie oddał, gdyby ktoś z grobu zdołał do życia powołać ich na nowo a plemię[96] ich od skazy bezeceństwa uwolnić. Słysząc to, wierna i mądra królowa oskarżała się za winną kryjomego przestępstwa i świadomą jakoby kradzieży, potem z dwunastu obecnymi przyjaciółmi i żonami tychże rzucała się obces do stóp królewskich, błagając o przebaczenie dla siebie i owych skazanych przestępców. Naówczas król łaskawie przyjmując jej prośbę i z pocałunkiem podnosząc ją schyloną w serdeczne objęcia, pochwalał czyn jej miłosierdzia i popełnionej w dobrej wierze kradzieży nie chciał pamiętać. Tejże chwili zaraz mnogich konnych gońców posyłano po owych więźniów, przez roztropność niewieścią przy życiu zachowanych, a to przy wskazaniu tymże terminu natychmiastowego do powrotu. Wnet radość niewypowiedziana całe biesiadujące grono opanowywała, w uczuciu przysługi krajowi, przy ocaleniu dostojności władcy, mądrze przez królowę dokonanej, której król wysłuchiwał błagań na radzie z przyjacioły nie darmo. Tamci zaś, po których posłano, za przybyciem nie natychmiast królowi, lecz królowej byli przedstawieni, a skarceni dopiero jej słowy na wpół surowymi, na wpół łagodnymi, odprowadzeni byli do łaźni królewskiej. Tam ich król Bolesław, kąpiących się pospołu, jak ojciec synów karcił, przywodząc im na pamięć plemię, któremu przyczyniali przez swe postępki hańby. „Wy — mówił — takich zacnych rodzin potomkowie, mogliżeście takich win się dopuszczać?” Wiekiem wprawdzie podeszlejszych[97] słowy tylko sam lub przez poufnych sobie strofował, młodszych zaś, prócz upomnień, własną ręką chłostał. A w taki sposób po ojcowsku upomnianych i przystrojonych w szaty królewskie, udzieliwszy im nadto podarki i wróciwszy zaszczyty odebrane, do dom uradowanych odprawiał. Takim się to król Bolesław względem ludu i jego zwierzchników odkazywał, tak mądrze kazał się zarazem bać i kochać poddanym swoim.
14. O wystawności stołu i hojności króla Bolesława
98Król, JedzenieStół utrzymywał on tak porządnie i z tak uczciwym pozorem, iż w każdy dzień, nieuroczysty nawet, zastawiono ich głównych w liczbie 40, oprócz pomniejszych wielu przy zdarzeniu; nic przecież obcego na nie nie dostarczano, a wszystko pochodziło z własnych dobytków. Jakoż miał swych ptaszników i łowców, dobranych z rozmaitych narodowości, którzy właściwymi sobie misternymi środkami imali[98] wszelkiego rodzaju zwierzynę lądową i ptastwo, a z tych czworonożnych i skrzydlatych starczyło co dzień obficie do dań na stoły tak licznie zastawione.
15. O wznoszeniu zamków i grodów po swem państwie przez Bolesława
99Zwykł także wielki Bolesław na granicach krain, celem uchronienia tychże od nieprzyjaciół, po wielekroć zatrudniony, gdy zapytywali go włodarze a namiestnicy[99], coby z odzieży na święta doroczne przysposobionych, co stać się miało z pokarmów i napojów trzymanych po różnych wewnątrz grodach, odpowiadać przysłowiem, na przykład dla późniejszych po sobie władców wyrzeczonym: „Godziwiej mi i przyjemniej ocalić przed nieprzyjacioły kurczę od kokoszy, niżeli po tych albo owych grodach gnuśnie biesiadującemu dozwolić mi wrogom na żywe oczy się urągać. Albowiem kurczę utracić dla braku męstwa nie za stratę kurczęcia poczytuję, lecz jakbym zamek albo gród utracił”. I przywołując ze swych poufałych, których za stosownych uważał, pojedynczo ich po grodach szczególnych i zamczyskach wydzielał, którzy by w jego zastępstwie mieszkańcom tamecznym uczty wyprawiali a wedle swego zwyczaju rozdawali z wierności doznanym przyodziewki oraz inne dary z ręki królewskiej. Dla takich to mów a czynów podziwiali wszyscy roztropność i geniusz opatrzny[100] męża znakomitego, rozprawiając między sobą: „Toż to jest ojciec ojczyzny prawdziwy, to obrońca, to pan i władca, a nie cudzego mienia trwoniciel, lecz uczciwy sprawy publicznej zawiadowca, który szkodę chłopkowi od wrogów wyrządzoną na równi ceni z utratą zamku lub grodu”. Po cóż długo się rozpisywać? Gdybyśmy wszystkie czyny lub słowa wielkiego Bolesława pamiętne chcieli opowiedzieć, byłoby to, jak byśmy się kusili po kropli osuszyć morze. Lecz cóż to wadzi niezajętym pracą czytelnikom posłyszeć o rzeczach, które zaledwo mozolnie zdoła dziejopisarz wyszperać?
16. O zgonie żałośnym wielkiego Bolesława
100Król, RycerzGdy zatem w tyle i tak niepospolitych, wedle tego, co się rzekło, bogactw i ludzi rycerskich król Bolesław, bez porównania z innymi królami, zamożny był, wyrzekał przecież zawsze, iż brak mu jeszcze było rycerzy. A gdy dzielny gość który, wobec niego zalecił się z rycerstwa, nie za żołdaka przezeń, lecz jakby za syna własnego był miany. Toż gdy kiedykolwiek, jak się przydarza, zasłyszał o którym z nich, iż mu się nie wiedzie w koniach albo czym innym, obsypując go we wszystko do nieskończoności, mawiał do obecnych: „Gdybym mocen był tego dzielnego wojaka od śmierci tak bogactwem mym wyzwolić, jak mocen jestem niedole jego i ubóstwo dostatkiem mym pokonać, samą łakomą śmierć obładowałbym złotem, bylem tylko kwiat ten odwagi rycerskiej zdołał uchować”. Dlatego męża znakomitości tak nieporównanej winni następcy w cnotach naśladować, ażeby i sami kiedyś zdołali do takiej chwały a potęgi dojść podobnież. Kto pragnie takiej sławy nabyć po zgonie, o palmę taką za życia swego niech się ubiega. Nie dość jest z Bolesławem chcieć się porównać tytułem pamiętnym, lecz życie swe na wzór szanowny życia jego usposobić. Natenczas dopiero męstwo w czynach wojennych, chwalebnie ma być wspomniane, gdy życie rycerza poczesne obyczaje ozdobią. Bo taką to była wiekopomna chwała Bolesława, takie potomnym męstwo zostawił po sobie za wzór do naśladowania. I nie na próżno Bóg łaskę zlewał nań po łasce, nie bez przyczyny przeniósł go nad inne króle i książęta, lecz że miłował Boga w każdym swym dziele i przedsięwzięciu, a sercem całym dla swych podwładnych jak ojciec dla synów się wywnętrzał. Szło za tym[101], iż wszyscy, a mianowicie czczeni przezeń szczególniej arcybiskupi[102], biskupi, opaci, zakonnicy, kapłani świeccy, w modłach go swoich polecali Bogu; wodzowie zaś, towarzysze, oraz inni przedniejsi, życzyli mu zawsze zwycięstwa i pod jego wodzą pragnęli iść bez końca. Król, Śmierć, Opieka, Żałoba, PaństwoPełen więc sławy Bolesław żywot szczęśliwy zamykając skonem chwalebnym, gdy przeczuwał, iż dług ciała wszelkiego wypłacić mu przychodzi, zwoławszy swych wszystkich do siebie, wraz z wojewodami i przyjacioły z najdalszych granic, mówił z nimi poufnie o rządzie państwa i stanie tegoż, wreszcie jakby głosem proroczym o wypadkach zajść mających na przyszłość im oznajmił: „O! bodajby — mówił — bracia moi, których tkliwie jak matka synów wychowałem, to, co na łożu śmierci, jako bliskie nadejścia przewiduję, wam w pomyślność się obróciło, a wnet wszczynający ogień rokoszu oby bali się Boga i człowieka! Biada, biada, już jakbym w zwierciadle widział zagadkowo plemię królewskie tułające się na wygnaniu i w obłędzie, a politowania żebrzące u tych, których stopami mymi zdeptałem. Widzę także w oddali wychodzący z mych lędźwi, jakby węglik rozpalony, który głownią miecza mego opasany, blaskiem swym całą Polskę rozświeci[103]”. Natenczas przeto żal i jęk głośny otaczających do głębi serca wszystkich przeniknął, dla[104] boleści zaś zbytniej nikt myśli zebrać nie mógł, stojąc osłupiały. A gdy po uśmierzeniu bólu na chwilę zapytali go, jakżeby długo strojem żałobnym i zachowaniem się zgon jego obchodzić mieli, głosem szczeromownym odparł: „Nie na miesiące, ani na lata kres żałoby wam oznaczam; lecz ktokolwiek znał mię a łaski mej dla siebie doznał, pamiętając o mnie, we dnie i w nocy opłakiwać mię będzie. Ale i nie ci tylko, którzy mię znali i życzliwość mą zaskarbili, zapłaczą; synowie ich jeszcze i najdalsze wnuki, ilekroć im wspomną o zgonie króla Bolesława, srodze zaboleją”. Z dobą też opuszczenia przez Bolesława padołu ziemskiego, wiek złoty w ołowiany się zamienił. Polska przedtem królowa, promieniejącym złotem i kamieniami drogimi uwieńczona, zasiadła w kurzu, odziana szatami wdowieństwa; w szlochanie lutnia, oklaski w smutek powszechny, radość w westchnienia ciężkie się obraca. Wszakże przez ciąg owego roku całego nikt w Polsce uczty głośnej nie wyprawił; żaden mąż szlachetny ni białogłowa w suknie uroczyste się nie przystroili; ani oklasków, ani dźwięków lutni po gospodach nikt nie zasłyszał; żadną piosnką dziewczęcia ani odgłosem wesołości, echo po ulicach nie zabrzmiało. W takiej żałobie przez rok bez wyjątku wszyscy dotrwali; ale mężowie szlachetni wraz z żonami po kres życia nawet płakali tej straty Bolesława. Z odejściem Bolesława spośrodka ludzi pokój i radość a dostatek wszelki z Polski jednocześnie jakby całkowicie wywędrowały. Na tym wiec połóżmy koniec pochwałom wielkiego Bolesława, a zgon jego pieniem żałobnym nieco opłaczmy.
Pienia o zgonie Bolesława[105]
17. O wstąpieniu po Bolesławie Wielkim Mieszka, jego syna
125Po rozstaniu się ze światem Bolesława Wielkiego drugi Mieszko[110], syn jego, na tron wstąpił, który już za życia ojca siostrę[111] Ottona III był pojął za żonę, a ta mu powiła syna Kazimierza, innym imieniem Karola, odnowiciela Polski[112]. Mieszko był dzielnym rycerzem i wielu czynów wojennych, które za długo byłoby tu wyliczać, dokonał. Nienawistny dla wszystkich sąsiadów, z powodu zawiści przez tychże dla ojca jeszcze uczuwanej, nie dorównał przecież wzorowi ojca ani trybem życia, ani obyczajami, ani na koniec dostatków zamożnością. Mówią, że na zjeździe z Czechami zdradziecko pojmany i pozbawiony płodności, za pomocą rzemienia i gwałtu, odpłacił jakoby za postępek króla Bolesława, swego ojca, który ich książęcia a wuja Mieszkowego oślepił. Z niewoli Mieszko wyszedł wprawdzie, lecz żony odtąd nie znał już wcale. O Mieszku jednak zamilczmy resztę, a przejdźmy do Kazimierza, odnowiciela Polski.
18. O wstąpieniu Kazimierza po śmierci ojca i spędzeniu z tronu
126Po śmierci więc Mieszka, który po królu Bolesławie niedługo pożył, małym chłopięciem[113] Kazimierz wraz z matką rodu cesarskiego pozostał. Ta, wychowując syna swobodnie i w miarę niewieścich zdolności, państwo sprawując uczciwie, przez zdrajców[114] zawistnych z królestwa wyrzucona została; ale syn jej małoletni, jakoby dla pokrywki zwodniczej, wewnątrz królestwa przez tychże zatrzymany. Kazimierz po dojściu do dojrzałości i objęciu steru państwa, dał powód niechętnym, którzy się lękali, ażeby za krzywdę matki się nie mścił, iż powstali przeciw niemu i ustąpić do Węgier go zmusili. A w czasie owym rządy Węgier Szczepan[115] sprawował, pierwszy je ku wierze groźby i schlebianiami[116] nawracając; żył zaś w pokoju i przyjaźni z Czechami, najzawziętszymi wrogami Polaków, a przeto mu swobodnie, po kres życia swego, od siebie odejść nie dozwalał. Dopiero po jego zejściu ze świata, gdy rządy Węgier objął Piotr Wenecjanin[117], który to założył kościół św. Piotra w mieście Pięciokościelnym Bazoarium[118], przez żadnego z następców jego dotychczas niedokończony, a prosili go znowuż Czesi, aby Kazimierza nie wypuszczał, jeżeli chce z nimi w przyjaźni na wzór poprzedników swych dotrwać, jak mówią, z uczuciem godności swej królewskiej miał odeprzeć: „Jeśli tak prawo jakie starożytne waruje, aby król Węgrów był dozorcą więziennym książęcia czeskiego, tedy zadość uczynię żądaniu waszemu”. Tym sposobem poselstwu Czechów odpowiedziawszy z oburzeniem, a mało sobie ceniąc ich przyjaźń lub nieprzyjaźń, dawszy, przeciwnie, Kazimierzowi 100 koni z takąż ilością rycerzy, którzy za nim udać się mieli, w broń i okrycie zaopatrzywszy, uczciwie go odprawił, ani kierunku drogi, jaki by sobie obrał, nie wzbronił. Kazimierz zaś, za czyn ten przejęty dlań wdzięcznością, pośpiesznie do krainy niemieckiej wkroczywszy, nie wiem, jaki by czas u matki i cesarza zabawił, lecz dało mu to sposobność do jak najbieglejszego wyćwiczenia się w sprawie rycerskiej, a zahartowania w wojennej odwadze. Dozwólmy jednak mu na chwilę spocząć przy matce, a nędzę i spustoszenie odmalujmy Polski.
19. O odzyskaniu królestwa polskiego przez Kazimierza, który był mnichem[119]
127Tymczasem królowie i książęta w okręgu Polski każdy na własną rękę ją szarpali i przyłączali do swych dziedzin grody i zamki pograniczne albo po dobyciu[120] równali je z ziemią. A wystawiona na ponoszenie krzywd tylu i klęsk dotkliwych od[121] zagranicznych nieprzyjaciół, szpetniej i obrzydlej była trapiona od własnych mieszkańców. Albowiem powstali niewolnicy przeciw panom, wyzwoleńcy przeciw szlachcie, sami ogłaszając się panami, obracając tychże w niewolę swą nawzajem, porywając ich żony i łoża tychże najnielitośniej sromocąc. Wyrzekłszy się prócz tego wiary katolickiej, czego bez zalania się łzami wypowiedzieć nie możemy, bunt podnieśli przeciw biskupom i kapłanom[122], a niektórych z nich, jakby dla wyróżnienia godności, pogładzili[123] mieczem; niektórych zaś, jako zasługujących na śmierć podlejszą, ukamienowali.
128W końcu, tak z przyczyny obcych, jak własnych rodaków[124], doszła Polska do takiego opustoszenia, iż do szczętu prawie wyzuta została z bogactw i ludzi. W owym to czasie Czechowie zburzyli Poznań i Gniezno i zwłoki św. Wojciecha z sobą unieśli[125]. Ci zaś, którzy uszli pojmania przez nieprzyjaciół albo nie chcieli się mieszać z rokoszanami, poza Wisłę na Mazowsze uciekali; i tak długo grody pomienione stały pustkami, że w kościołach św. Wojciecha męczennika i św. Piotra apostoła dziki zwierz posłał łożyska swoje. Jest mniemanie, iż dlatego spadła klęska na kraj cały, że Radzim (Gaudenty), brat św. Wojciecha i następca, nie wiem już z jakiego powodu, cisnął nań klątwę. Dosyć jednak tego, co się rzekło, o spustoszeniu i wyludnieniu Polski: niech to jedynie posłuży za naukę tym, co wiary panom swym przyrodzonym nie dochowali. Kazimierz tedy, na czas niejaki przebywający między Niemcami, a poprzedzony wieścią o dzielności swej rycerskiej, umyślił powrócić do Polski, z czym w tajemnicy matce swej się zwierzył. Gdy zaś upominała go matka, aby nie wracał między lud zdradziecki i nie dość jeszcze wiarą św. oświecony, ale spokojnie się obywał dziedzictwem macierzyńskim, a prócz tego jeszcze namawiał go cesarz do pozostania z sobą, oświadczając się z chęcią wielkomyślną osadzenia go na księstwie udzielnym — jako mąż naukowo wykształcony, miał się odezwać w trybie przysłowia: „Żadna posiadłość po wujach spadająca, ani macierzyńska, sprawiedliwiej i zaszczytniej się nie dzierży nad ojcowską”. A wziąwszy z sobą 500 rycerstwa, w granicę Polski wkroczył, i posunąwszy się dalej, zamek pewien, przez obrońców sobie poddany, zajął, z którego z wolna całą Polskę, od Pomorzan i Czechów zajechaną, od innych też narodów pogranicznych oswobodził[126] i panowanie swe w niej założył. W dalszym czasie pojął za żonę, obraną sobie na Rusi księżniczkę arcyposażną, z której miał czterech synów i córkę jedyną, wydaną później w zamęście królowi czeskiemu. Imiona synów jego są: Bolesław, Władysław, Mieszko i Otton. Ale dokończmy, co się pierwej wzmiankowało o czynach pierwotnych Kazimierza; z kolei dopiero powiemy o synach, który z nich wcześniej, a który później panował.
20. O bitwie z towarzyszem Masławem[127] i Mazurami
129Po wyzwoleniu tedy i odzyskaniu orężnym na spłoszonych zaborcach pogranicznych ojczyzny, nie mniejsze zostawało Kazimierzowi wrogie szamotanie się z ludem swym i własnymi z prawa dziedzicznego poddanymi. Obrał się bowiem niejaki, Masław imieniem, podczaszy ojca jego Mieszka i dworzanin; po śmierci zaś tegoż za przekonaniem ludu swego wojewoda naczelny i chorąży[128]. Powiedzieliśmy zaś wyżej, iż Mazowsze przedtem napełniło się zbiegami i tak dalece zaludniło, iż rolnikami sioła, dobytkiem gospodarczym pastwiska i mieszkańcami bez liku rosła każda siedziba. Masław przeto zaufany w dziarskość swego rycerstwa, a więcej jeszcze wyniosłością chciwości zgubnej zaślepiony, usiłował otrzymać przez zuchwalstwo zarozumiałości swojej, co mu się nie należało z jakiegoś prawa lub urodzenia. Stąd też wybujała do tego stopnia jego pycha, iż wypowiedział Kazimierzowi posłuszeństwo, a nadto umyślił bronią i zasadzkami opór mu stawić. Kazimierz atoli tym oburzony, iż sługa ojcowski i jego własny kusił się o dopięcie gwałtem, co z ciężką jego byłoby szkodą i niebezpieczeństwem, gdyby temu wczas nie zapobiegł skutecznie; zebrawszy wprawdzie liczebnie szczupłą garstkę wojowników, ale do bojów nawykłą, wystąpił przeciw niemu zaczepnie, przy zwarciu się orężnym trupem na pobojowisku go położył, a przez to walne zwycięstwo nad Masławem pokojem odtąd ojczyznę całą obdarzył. W pamięci bowiem ludzkiej dotrwało, iż taką naówczas rzeź sprawił między Mazowszanami, jaka się nie dała słyszeć od dawna; wreszcie zaświadczają o niej dotychczas miejsca, na których toczyła się walka i urwiste rzeki pobrzeża. Osobiście nawet tamże Kazimierz, zniewolony wśród nawały drogę sobie ostrym torować mieczem, tak dalece się utrudził, przy tym naraził w pogoni, iż barki, pierś całą i twarz odsłoniętą krwią opryskał; a niezdolny rumaka pohamować, gdy się samopas zbyt naprzód wysunął, iż byłby, odciąwszy się od swoich, zginął niewątpliwie, gdyby któryś nie ze szlachty rodowej, lecz z nieosiadłego na roli rycerstwa w porę z pomocą nie nadbiegł[129]: za co temuż Kazimierz potem nagrodził, iż zwierzchność grodu mu nadał, a w godności pomiędzy rzędy szlachty zaliczył[130]. Jakoż w onej bitwie Mazowszanie 50 zbrojnych szyków na plac wyprowadzili, Kazimierz zaś ledwo trzy hufy pancerne miał zupełne[131], albowiem, jak się rzekło, cała prawie Polska stała pustkowiem.
21. O bitwie Kazimierza z Pomorzanami
130Po zwycięskim dokonaniu owej pamiętnej bitwy, z garstką swą na duchu niezachwianą, ruszył naprzeciw zastępom Pomorzan z pomocą nadciągającym dla Masława; doniesiono mu bowiem przedtem, iż lada chwila byli spodziewani. Roztropnie tedy sobie począł, umyśliwszy najprzód pojedynczo rozprawić się z Mazurami, po czym byłoby mu łatwiej następnie dać pole Pomorzanom. Tym razem bowiem ci ostatni wiedli cztery zbrojne legie[132], a siły Kazimierza ani w połowie im nie dorównywały. — Lecz miałoż go to zastraszać? Dowód dał Kazimierz w tejże chwili, gdy na widok przeciwników ku pobojowisku zdążających, jako mąż krasomowny wielce, przemówił, rycerstwo swe do walecznego pobudzając starcia: „Owóż oczekiwany dzień ten już z dawna! Owóż kres troski i mozołu! Dopiero się rozprawiliśmy z płonnymi chrześcijanami, na czcicieli bożyszcz przyszła teraz kolej. Mnogość o zwycięstwie nie stanowi; łaska tu Boża, za kim jest, rozstrzygnie. Wspomnieć wam tylko na dzielność swą przeszłą, a wnet i mozołom położycie koniec![133]” To rzekłszy, przy Bożej pomocy dał hasło do boju i wielkie zwycięstwo odniósł. Powiadają o nim następnie, iż kościół święty z nie lada krzepił pobożnością, a zwłaszcza zakonników i panien świątobliwych zgromadzenia szerzył, jako i sam w dzieciństwie od krewniaków do klasztoru oddany, wziął w tymże światło nauk pierwotne i do dzieł mądrości Bożej się sposobił.
22. O wstąpieniu z kolei syna Kazimierza, Bolesława wtórego, zwanego Szczodrym
131Dotknąwszy tedy spraw pamiętnych Kazimierza, a pomijając wiele innych w milczeniu przez pośpiech, piszący na skończeniu dni jego opowieść i panowania jego zakończy. Kazimierz świat pożegnał wreszcie[134], a Bolesław, syn jego pierworodny, znany ze szczodroty i ducha wojennego, na tron polski wstąpił[135]. Ten byłby czynami dorównał czynom przodków, gdyby zbyteczna nieco wyniosłość i próżność nim nie powodowała. Gdy bowiem przy objęciu rządów władnął nad Polakami i Pomorzanami, a siły potężne z nich złożone na zdobywanie grodu pod Gradec[136] wyprowadził, niedbalstwem ufności zbytniej w sobie, nie tylko grodu nie posiadł, lecz owszem ledwo z zasadzki Czechów wyszedł bezpiecznie; przez co też i zwierzchniej władzy nad Pomorzanami się pozbył. Lecz to nikogo zadziwiać nie powinno, jeżeli dla braku doświadczenia się pobłądzi, byle tylko następnie przez mądrość, to co się zaniedbało, naprawił.
23. O umowie Bolesława z książęciem Rusinów
132Niesłuszną byłoby rzeczą w milczeniu pomijać dowody wielorakie dzielności i szczodroty Bolesława wtórego; lecz chociaż pokrótce coś z wiela innych, dla przykładu rządzącym, starajmy się nadmienić. Otóż więc król Bolesław wtóry, śmiałym i walecznym był rycerzem, chętnym w daniu opieki stron obcych przychodniom, a dawcą z hojnych najhojniejszym. On także, na podobieństwo wielkiego Bolesława I, do Kijowa, stolicy państwa Rusinów, zbrojno wtargnął i cięciem miecza o bramę złotą pamięć swą zaznaczył. Tam rodem z sobą złączonego pewnego Rusina, do którego państwo to należało, na tronie wielkoksiążęcym postanowił[137], odparłszy od władzy przeciw temuż zbuntowanych. O, co to za przepych chwały doczesnej! Co za majestat królewskiej potęgi! Na prośbę wszakże króla przez siebie uczynionego, aby spotkał go publicznie i pocałunku zgody, celem zjednania mu szacunku u swego ludu udzielił, Polak wprawdzie, Bolesław ów szczodry, przychylnym się okazał, lecz Rusin, ile od niego żądał, dać musiał. Złożył mu bowiem tyle grzywien złota, ile rumak jego zrobił kroków od dworca zajmowanego do miejsca spotkania. Ale i wtenczas z rumaka nie zsiadając, z uśmiechem tylko targnąwszy go za brodę, owego pocałunku sowicie opłaconego udzielił.
24. O podejściu Bolesława Szczodrego przez Czechów
133Zaszło jednocześnie[138], iż książę czeski[139] całą siłą wojenną wtargnął do Polski przez zwarte na pograniczu leśne gęstwiny i na pewnej płaszczyźnie sposobnej do boju obozem się położył. Na wieść o tym, niezasypiający gnuśnie Bolesław, na spotkanie wroga pośpieszył i oskrzydlając tegoż w rączym obrocie, ze wszech stron otoczył. Że to już właśnie dzień miał się ku schyłkowi, a widział swoich biegiem utrudzonych, przez wysłańców Czechom nazajutrz bitwę zapowiedział i aby do rozprawy z nim w tymże miejscu byli gotowi, na dalszą pogoń go nie narażając, usilnie się domagał. „Dotąd wprawdzie — były jego słowa — wynurzając się z lasu, na kształt wilków na karmę zgłodniałych, zwykliście bezkarnie, pod nieobecność pasterza przez leśne kryjówki się dostawać; lecz teraz, wobec łowca z oszczepy i psiarnią za śladami rozpuszczoną, ucieczką i zasadzkami rozpiętych sieci uniknąć już nie zdołacie — miejcież się do mężnego odporu”. Szczwany przecież w chytrości panujący książę Czechów tuż obesłał go odpowiedzią, iż nie przystoi na takiej znamienitości króla utrudzać się do niższego; lecz jeżeli istnym chce się okazać synem Kazimierza, niech gotów będzie dnia jutrzejszego na służbę tamże ze strony Czechów zaczekać. Bolesław tedy, nie chcąc się okazać niegodnym owego zaklęcia, trwając w miejscu, dał się ułowić podstępności Czecha. Ale upłynęła i połowa dnia następnego, widać go nie było, owszem po obozie Polaków wieść gruchnęła, iż nocy poprzedniej jeszcze, na bój nie czekając, ratowali się ucieczką. Tejże chwili, boleśnie dotknięty Bolesław takim podejściem, co tchu przez Morawy puścił się w pogoń za zbiegami; lecz nie zyskawszy nic więcej nad pochwytanie jeńców lub pogrom rozproszeńców, szkody nie nagradzający, wrócił, złorzecząc swej nieoględności. Dołączyć do tego jeszcze wypada objaśnienie, dlaczego ustał zupełnie prawie po całej Polsce zwyczaj przywdziewania zbroi łuskowej, przyciężkiej, która dawniej tak w niej była upowszechniona w rycerskich obozach Bolesława wielkiego.
25. O zwycięstwie Bolesława Szczodrego nad Pomorzanami
134Powód rzeczony dało właśnie wysforowanie się nagłe Pomorzan przeciw Polsce, o którym zasłyszał Bolesław na oddalonych granicach swego państwa. Zapaławszy tenże w umyśle gorejącym chęcią jak najrychlejszego wyzwolenia ojczyzny spod najazdu pogan, nie czekając nawet na zdążenie wojska całego pod chorągwie, wyruszył, naturalnie bez dostatecznego nawet zaopatrzenia, w pole. A gdy nadbiegł nad rzekę, na której brzegu przeciwnym stały tłumy pogan, nie szukając mostu ani brodu stosownego do jej przebycia, ale tak, jak ciężko byli uzbrojeni, pancernych swych puścił w pędzie na toń niezgłębioną. Gdy zatem znaczna liczba tychże, skutkiem takiego zuchwalstwa, na dno się pogrążyła, reszta zrzuciwszy zbroję łuskową, za przedostaniem się wpław przez rzekę dokonała zwycięstwa nad onymi tłumami, lubo[140] to okupione zostało niepomierną szkodą. Od tego to czasu Polska jęła zarzucać[141] łuskową zbroję, a wojak żwawiej dopadał do wroga i ciężar żelaza już mu nie zawadzał w przebywaniu rzek po drodze napotykanych.
26. O rozrzutnej hojności Bolesława i pewnym księżynie żebrzącym
135Nie zataję też jednego pamiętnego czynu wygórowanej hojności Bolesława wtórego, owszem podam go za przykład następcom do naśladowania. Razu pewnego w Krakowie zasiadł był przed swym pałacem Bolesław Szczodry, otoczon swym dworem, a wobec niego rozściełano na kobiercach pieniężny dostatek, z danin od Rusinów i innych ludów hołdowniczych pobrany. Wtem się pojawił przechodni mimo[142] niejaki ubogi księżyna ze stron obcych, który na widok niezmiernych skarbów rozpostartych w zdumieniu się zastanowił[143]. Nie mogąc więc z jednej strony dosyć nasycić łakomego wzroku, z drugiej nędzę swą porównywając w myślach z tym, na co patrzył, jął wzdychać z jękiem donośnym. Król Bolesław tej chwili, jako był zwykle porywczy i surowy, posłyszawszy jęk w pobliżu, a w domniemaniu, że przez którego z komorników był ktoś karcony, w porywie gniewu zawołał, kto śmiał te jęki rozwodzić albo się ważył chłostać w jego obecności? Naówczas ubogi ów księżyna wylękły cały, wolał był pieniędzy tych nigdy nie widzieć, jak znęcony ich połyskiem, znaleźć się na królewskim dworcu. Czegoż to się kryjesz, lichy księżyno? Czego się wahasz z wyznaniem, co za przyczyna była twych jęków? To twe jęczenie wnet smutek twój odpędzi cały, a westchnienie żałośne zrodzi radość niepomiarkowaną. Nie chciej, szczodry królu, nie chciej w księżynie biednym dłużej dech tamować, lecz pośpiesz barki jego brzemieniem skarbu twojego obciążyć.
136Przeto księżyna na zapytanie króla, co myślał, wzdychając tak żałośnie, z drżeniem odpowiedział: „Miłościwy królu, nędzę mą i niedostatek rozważając a chwałę twą wielką i blask majestatu, takie na myśli mając porównanie między szczęściem i niedolą, przejęty boleścią, westchnąłem”. Tedy mu rzecze król szczodry: „Jeżeliś tylko wzdychał z powodu niedostatku, w królu Bolesławie pocieszyciela ubóstwa znalazłeś. Przystąp zatem do pieniędzy, na któreś patrzył zdumiony, i bierz ich tyle, ile tylko na sobie unieść zdołasz”. A przystąpiwszy ów nędzarz, złotem i srebrem napełnił kapicę swą całą, tak iż do zbytniego pękła ciężaru i pieniądze się rozsypały. Natenczas król szczodry, zdjął z siebie płaszcz własny i zamiast worka ubogiemu księżynie go podał, a sam też dopomagając, lepiej mu jeszcze naładował. Taki bowiem ciężar był złota i srebra, iż wołać począł, że chyba kark skręci, jeżeli go więcej przyłoży.
137Król trybem swym żył sławnie, wzbogacony nędzarz ducha wyzionął[144].
27. O wygnaniu do Węgier Szczodrego Bolesława
138On także Salomona[145] króla z Węgier swymi siłami do ucieczki zmusił, a na stolicy posadził Władysława[146], również celującego urodą, jak napełnionego na wskroś pobożnością. Rzeczony Władysław od dzieciństwa wychowywał się w Polsce i przez to jakby rodowitym stał się Polakiem z życia swego i obyczajów. Mówią, iż Węgry takiego króla nigdy nie miały, ani ziemia już po nim tak nigdy nie była urodzajną. W jaki zaś sposób król Bolesław z Polski był wyrzucony, byłoby wiele do opowiadania; to tylko powiedzieć się godzi, że nie powinien był chrześcijanin na chrześcijanach za grzech jakikolwiek cielesnej wywierać zemsty. To bowiem wielce mu zaszkodziło, gdy grzech do grzechu przydał, gdy za zdradę biskupa obcięciem członków skarał. Ani biskupa zdrajcy tym samym nie uniewinniamy, ani zalecamy króla mszczącego się tak haniebnie; ale dajmy pokój temu przedmiotowi[147], a raczej wypowiedzmy, jak w Węgrzech przyjęty został.
28. O przyjęciu Bolesława, przez Władysława króla Węgier
139Posłyszawszy Władysław o przybyciu Bolesława, częścią się cieszy z oglądania przyjaciela, częścią daje mimowolny powód temuż do gniewu; jak bowiem nie ukrywał radości swej przy jego spotkaniu, tak zmuszony u niego szukać schronienia Bolesław ubolewał tylko nad zrządzającym to losem sobie nieprzyjaznym. A przecież go przyjmował nie jak obcego lub przychodnia, lub jak zwykł przyjmować równy równego, lecz jak rycerz swego przywódcę, podwładny wojewoda króla lub król cesarza przyjmować obowiązany. Bolesław królem ze swej ręki zwał Władysława i Władysław, że z jego ręki był królem, przyznawał. W Bolesławie przypisać to jednak należy próżności, co ujmę wielką czyniło wsławionemu z dawna rycerską prawością imieniu. Gdy bowiem jako tułacz wkraczał do państwa cudzego, a wieśniak żaden nie chciał słuchać rozkazów tułacza, występował na spotkanie Bolesława Władysław pośpiesznie, jako mąż korny, i zbliżającego się przez uczczenie oczekiwał, zsiadłszy z konia już z dala. A przeciwnie Bolesław pokory skromnego króla nie uszanował, lecz wystawnością pychy wstrętnej serce swe nadął. „Tegoć to — rzekł —jak wychowańca w Polsce wypielęgnowałem, tego postanowiłem królem Węgrów. Nie przystoi mi z nim jako z równym się obchodzić, lecz z konia nie schodząc, jakby jednemu z powinnych sobie książąt pocałunkiem cześć wyrządzić”. Co słysząc Władysław, zmieszał się nieco i z drogi uchylił; nie przeto[148] usługę mu wszelką po kraju całym czynić wielkomyślnie polecił. Później wszakże zgodnie i po przyjacielsku, jako dwaj bracia, żyli pospołu. Lecz Węgrzy w inny to sposób i głębiej wzięli do serca. Owszem nietajona zawiść stąd powzięta miała, jak powiadają, znacznie się przyłożyć do ukrócenia dni jego.
29. O synie tegoż Bolesława Mieszku trzecim
140Miał zaś król Bolesław syna (w końcu) jedynaka, imieniem Mieszka[149], który by zaiste przodkom nie ustąpił był w zacności, gdyby zawistne Parki nie przecięły pasma dni młodzieńca, gdy właśnie wstępował w okres lat dojrzalszych. Owego młodzieńca bowiem król Węgrów Władysław piastował u siebie po zgonie ojca, a jak syna własnego miłował. I w rzeczy samej młodzieniec rówienników swych wszystkich, tak z Węgrów, jak z Polaków, przechodził uczciwością obyczajów i urodą, a w umyśle każdego znaki widzialnymi budził nadzieję chlubnego panowania. Stąd to zdało się stosowne stryjowi jego, książęciu Władysławowi przyzwać pod wróżbą jakąś nieszczęsną na nowo do Polski, a wbrew złym losom ożenić go z księżniczką rusińską[150]. Wstąpiwszy zatem w związek małżeński, młodzieniec, któremu zaledwie włos wysypywał się na brodę, lecz pełen urody, tak się rozumnie i wdzięcznie prowadził, tak do obyczaju starego poprzedników się stosował, że z dziwną lubością kraj cały weń się wpatrywał.
141Atoli wyroki pomyślności ludzkiej nieprzyjazne uciechę tę wkrótce w boleść zamieniły, gasząc nadzieje rzadkiej prawości i kwiat wieku podcinając. Mówią bowiem, że pewni zawistni w obawie, ażeby za krzywdę ojca się nie pomścił, młodzieńca szlachetnych przymiotów trucizną ze świata zgładzili, niektórzy zaś z nim pospołu pijący przy uczcie ledwo od grożącej śmierci byli ocaleni. Król, Żałoba, LudPo zgasłym młodzieńcu Mieszku cała Polska płakała jak macierz po zgonie syna jedynego. Ani ci tylko, którym znany był bliżej, łzami zaleli się rzewnemi, lecz i ci, którzy go nigdy na oczy swe nie widzieli, łkając za marami zgasłego postępowali. Wieśniacy bowiem pługów, pasterze trzód swoich odbiegli, rękodzielnicy prace swą opuścili, wyrobnicy odstąpili zarobku dziennego z żalu po Mieszku; małe chłopcy nawet i dziewczęta, sługi męskie i służebnice, pogrzeb Mieszka uczcili łzami i westchnieniami. Na koniec biedna matka, gdy spuszczany był do grobu syn ukochany, przez godzinę jakby umarła tchnienia żywotnego z piersi nie wydała, ledwo po skończonym obrzędzie, przez wyniesienie na świeże powietrze, skrapianie zimną wodą i trzeźwienie, do życia ocknioną była przez biskupów. Jakoż nie czytamy, aby zgon którego z królów albo książąt, u barbarzyńskich nawet ludów, taki żal obudził, ani wspaniałych władców prowincji pogrzeby tak rzewnie były obchodzone, ani takich smutnych pieni zasłyszał kto na dorocznym obchodzie po zgonie cesarza. Lecz zamilczmy już o smutku po młodzieńcu złożonym w grobie, a przejdźmy do radości z powodu rodzącego się do panowania młodzieńca.
30. O związku małżeńskim Władysława, ojca Bolesława trzeciego
142Po zgonie tedy króla Bolesława i zgasłych już wcześniej innych braciach, pozostał sam tylko książę Władysław i ten na osierocony tron wstąpił. Pojąwszy za żonę Judytę, córkę Wratysława króla czeskiego, doczekał się z niej syna, Bolesława trzeciego[151], o którym właśnie rzecz naszą w następnej opowieści zamierzyliśmy. Teraz zaś, gdyśmy poczynając z korzenia, doszli treściwie do drzewa, obróćmy ku temu umysł nasz i pióro, abyśmy do szeregu poprzedniego konar niosący owoc włączyli. Byli albowiem jeszcze rodzice młodzieńca bezpotomni, a trwając na postach i modłach, przy tym hojne czyniąc jałmużny ubogim, o to błagali Boga wszechmocnego, który pocieszył nieraz matki bezpłodne, dał Chrzciciela na błagania Zachariaszowi i otworzył łono Sary w tym celu, aby w nasieniu Abrahama wszystkie pobłogosławił narody, aby ich także uszczęśliwił takim synem spadkobiercą, który by znał bojaźń Bożą, wspierał i wywyższał Kościół święty, sprawiedliwość wymierzał, na chwałę Boga i zbawienie ludu swego rządy Polski sprawował. Gdy tak bezprzerwnie czynili, wszedł do nich biskup Franko, z dzielnicy wielkopolskiej[152], który niosąc radę zbawienną, takimi wręcz się odezwał słowy: „ Jeżeli tego, co powiem, dopełnić nie zaniedbacie, ręczę wam za skutek waszych pragnień”. Oni zaś z chciwością największą pasterza słuchając i upewniając z góry, iż żadnych nie poszczędzą ofiar w nadziei doczekania się potomstwa, domagali się tylko, by mówił jak najprędzej. Na to Pasterz: „Jest — rzecze — niejaki święty na południowej granicy Galii, nieopodal Marsylii, kędy Rodan uchodzi do morza — kraina ta Prowansją, a święty Idzim się zowie — który jest w takiej zasłudze u Boga, iż każdy, pobożną swą ufność w nim pokładający a w wiernej mający go pamięci, o cokolwiek by go prosił, sowicie wysłuchany będzie. Każcie więc na podobieństwo chłopca ulać postać złotą, przysposobić dary królewskie i św. Idziemu poślijcie je spiesznie”. Co tchu więc się wyrabia naśladowany wizerunek pacholęcy oraz kielichy ze złota najczystszego, gromadzą się złoto, srebro, materie bławatne i szaty do użycia kościelnego, i przez zaufanych posłów wyprawiają do Prowansji z dołączonym pisaniem następnym[153]:
List Władysława do ś. Idziego i braci zakonnej jego imienia
143Władysław, z Bożej łaski panujący książę Polski, oraz Judyta, ślubem małżeńskim z nim złączona. O[dilonowi], opatowi czcigodnemu św. Idziego, a także wszelkiej braci, służby pobożności najpowolniejszej. Za posłyszeniem z wieści, że Idzi święty przywileju zlitowania szczególniejszą jaśnieje godnością, i że za daną sobie władzą od Boga rychłym pomocnikiem się staje, w nadziei ubłagania potomstwa, ślemy upominki naszej pobożności i o wasze święte modły na poparcie prośby naszej z pokorą się domagamy.
31. O postach i modlitwach dla uproszenia przyjścia na świat Bolesława trzeciego
144Po odczytaniu zatem listu i przyjęciu upominków sobie złożonych opat wraz z bracią odprawili post trzydniowy, w połączeniu z litaniami i modlitwami, w których wzywali wszechmocności Bożej, aby przez wzgląd na dary sobie ninie przez pobożność wiernych nadesłane, a w liczbie daleko większej jeszcze ślubowane na przyszłość[154], wysłuchała błagań tychże i skutkiem pożądanym uwieńczyła, a przez to chwałę imienia swego zwiększyła pomiędzy ludami nieznajomymi i rozszerzyła sławę swojego sługi, Idziego, daleko. ZabobonyA więc, sługo Boży, w którego imię wznoszą się te modły, ziść śluby sług twoich błagalne! Za pacholę wyjednaj pacholę; za udane wyjednaj prawdziwe; niech otrzymają cieleśne w zamian za przynoszone w darze kruszcowe[155].
145Lecz po co rozwodzić się dłużej? Jeszcze nawet post przez zakonników wykończony nie był w Prowansji, a matka już się w Polsce poczęciem syna uradowała. Jeszcze z krainy tamtej posłowie nie odjechali, a już głosili im z góry zakonnicy o tym poczęciu zwierzchniej ich pani. Przetoż co żywo do dom odprawieni, pełni otuchy, jako wierzący przepowiedni mnichów najzupełniej, cieszą się naprzód z poczęcia, a wkrótce będą w dwójnasób więcej, ziszczeniem ślubu swego pocieszeni.
Na tym księga pierwsza się zamyka.
Strona 1 z 1 · 32% utworu
Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.