- Literum
- Lektury szkolne
- Matura rozszerzona
- Noc listopadowa
- W ALEJACH UJAZDOWSKICH
Noc listopadowa · Stanisław Wyspiański
W ALEJACH UJAZDOWSKICH
W ALEJACH UJAZDOWSKICH
Drzewa wielkim schyliły się skłonem
bezlistnych, sczerniałych gałęzi.
Cała droga liściem uścielona,
które wiatr rozgania drgające.
3125Noc jeszcze. Widać w oddali,
jak wojska stanęły szwadronem,
w pogotowiu.
W. KSIĄŻĘ
sam
w mundurze, otulony w płaszcz
przechadza się wśród zeschłych liści
KURUTA
wchodzi
zbliża się powoli
Przybył generał…
W. KSIĄŻĘ
Małczat!
KURUTA
W. KSIĄŻĘ
Małczat!
KURUTA
Jazdy pułki cztery
czekają.
W. KSIĄŻĘ
Niech czekają.
KURUTA
W. KSIĄŻĘ
Nie wydam.
KURUTA
Wydać trzeba.
W. KSIĄŻĘ
Na cóż to się przyda?
KURUTA
odchodzi
W. KSIĄŻĘ
KURUTA
nadbiega
Wasza Cesarska Mość każe — — ?
W. KSIĄŻĘ
daje znak, by się zbliżył
Słyszysz ty ten szum liści i w liści pogwarze
szepty — ?
KURUTA
W. KSIĄŻĘ
Niechaj dzień nie wschodzi.
Kto to przybył — ?
KURUTA
Krasiński generał.
W. KSIĄŻĘ
Niech czeka.
KURUTA
W. KSIĄŻĘ
To ty rozkazuj.
KURUTA
Nie wiem. — Ja nie umiem.
W. KSIĄŻĘ
Wyjdź przed front i klnij głośno.
KURUTA
Książę — nie rozumiem?
W. KSIĄŻĘ
kopie nogą liście
Szit, szit — szit, szit… szit, te liście marzą.
O czym? — O Wielkim Księciu…? Hej…
KURUTA
wzrusza ramionami
Wszak ci[314] tu Wasza Miłość na czele wojsk stoi. —
Tak gotowi powiedzieć — że Książę się — boi.
W. KSIĄŻĘ
KURUTA
odchodzi
W. KSIĄŻĘ
sam
KURUTA
wraca
zbliża się do W. Księcia
W. KSIĄŻĘ
w zaufaniu
Tak te drzewa na wiosnę — pędy puszczą nowe.
Tak teraz jest listopad, niebezpieczna pora.
Zaczęło się to wczoraj — tak wczoraj z wieczora
3165Od czego się zaczęło — i co to się stało?
Liście spadły, tak drogę zaścieliły całą.
Liście suche, szit, szit…
KURUTA
wzrusza ramionami
odchodzi
W. KSIĄŻĘ
sam
KURUTA
po chwili wraca
zbliża się do W. Księcia
Przebudziła się właśnie.
W. KSIĄŻĘ
Cóż?
KURUTA
W. KSIĄŻĘ
Cóż plecie — ?
KURUTA
wzrusza ramionami
W. KSIĄŻĘ
A niech plecie.
KURUTA
wzrusza ramionami
W. KSIĄŻĘ
Niech lekarz ją leczy.
KURUTA
milczy
W. KSIĄŻĘ
Nieprzytomna?
KURUTA
W. KSIĄŻĘ
Wynoś się!
KURUTA
Książę panie?
W. KSIĄŻĘ
Do drogi się zbierać!
KURUTA
W. KSIĄŻĘ
patrzy wielkimi oczyma
A! A! A! Wenera!
KURUTA
Wasza Miłość — ?
W. KSIĄŻĘ
spostrzegł Joannę
Ot moja pani.
JOANNA
we futrze, półubrana
wchodzi
PANNY
biegną za nią
W. KSIĄŻĘ
gestem zatrzymuje orszak
JOANNA
nuci
3185
«Mówił ojciec do swej Basi:
biją w tarabany…».
Nie, to nie tak — — tak. — Mars mnie zabiera
na swoje łoże — w miłość.
W. KSIĄŻĘ
otula ją
JOANNA
wskazuje orszak panien stojący opodal
Patrzaj — to są moje
boginie uskrzydlone. — One swoje stroje
zwinęły; — czyli skrzydła rozchylą nad głowy?
Czyli znowu ulecą? —
jakby powtarzała za kim
jakby mówiła do kogoś
Bądź zdrowy. —
Gdzie ty biegniesz? — Tyś w twoje zwycięstwo uwierzył!
Patrzaj — tyś oszukany!!! — Pożar się rozszerzył!!
Ratuj mnie!! — Miłość moja wiąże cię w niemocy?!
3200Pusty pałac — ? Jak czarne okropne otchłanie. —
Noc i straszliwa głuchość. — Ulituj się panie!
Sen, MiłośćOn odpycha mnie! Pęta miłości mej zrywa!
Ja byłam z tobą — w śnie moim szczęśliwa — —
przytomnieje
szeptem
To sen był — — taki był mój sen — tej nocy.
W. KSIĄŻĘ
prowadzi ją ku głębi
sanie zajeżdżają w głębi
JOANNA
usiada w saniach
obok niej usiada jedna z panien
W. KSIĄŻĘ
odszedł od żony
przesyła jej z daleka całusa
Żołnierze wprowadzają w głębi konia
GENERAŁ WINCENTY KRASIŃSKI
wchodzi
Sanie z W. Księżną odjeżdżają
W. KSIĄŻĘ
zapatrzony za odjeżdżającą W. Księżną
nagle zwraca się
spostrzega Krasińskiego
usiłuje sobie przypomnieć
Lecz mnie uwierzyć trudno. — Tak już widzę. Chcę.
Ja was każę powiązać!
wpatruje się w Krasińskiego
KRASIŃSKI
obojętnie
Wiąż.
W. KSIĄŻĘ
O polski panie!
Wiązać Was? — —
wpatruje się w Krasińskiego
3215
Nie. Ja tak was ostawić nie mogę.
Wy buntowni. — Wy, jakoż nie? Tak wy Polacy.
I jakoż wy, wy polscy, wy byliby tacy,
żeby rzucić swą Sprawę — swoją Polskę rzucić
i stać po stronie Cara? — Wy potężni.
3220Jak ja patrzę się na was tak — że wy orężni,
tak ja blednę. — Wybaczcie przyjacielu, bracie,
ale wy moje wrogi mnie — wy się nie znacie.
Tak wy zdrajce!
KRASIŃSKI
w gniewie
Zamilcz! — —
ochłonął
głosem stłumionym
3225
Wybacz książę.
Wasza Cesarska Mość w obłędzie gada
i nie zważa na cios, gdy ostre słowo pada,
słowo błędu.
W. KSIĄŻĘ
Polska, RosjaJa jasno widzę. Ja upadłem.
3230Upadłem już. — Już w ogniach, hej, pobladłem.
Ja już skończyłem się. A teraz wy gwiazdami.
Tak na was czas — wy nie będziecie z nami.
Nie łudzę się. Nie, nie chcę. Zostaniem wrogowie.
Tak ja was upokorzyć chcę — wy, wy panowie!
3235Dlaczego jeszcze tu? — Tam miasto się gotuje.
Tam pożar wre. Powstanie? Szał. Wszyscy orężni.
Błyskawice wstrzymali w pędzie — i potężni!
A wy — czemu wy tu? — Tak ja się o was boję.
Wy trupy — — — jeśli ze mną związani w przymierze.
3240Wy nie wierzycie w Polskę — ? Co? — A ja w nią wierzę!
wpatruje się w Krasińskiego
KRASIŃSKI
Powstanie, Polityka, PaństwoNie widzi Car, co polską wziął koronę,
że my tam trupów naszych ścielem mosty.
Nie widzi Wielki Książę brat, żeśmy wbrew woli
narodu, co nas woła tam — u jego boku
3245stanęli, jako mur, co brata chroni
i dzisiaj, gdy nam Bóg na Wolność dzwoni,
my nie o sobie myślim w takiej chwili,
lecz by tej szczędzić krwi, co tam się leje,
gdyście jej tyle w kaźniach roztrwonili,
3250krwi naszej spodleni złodzieje.
Zginął Potocki, Blumer, Nowicki generał
a przy Potockim byłem ja, kiedy umierał,
gdy śród poległych trupa wyszukano.
Zginął Trębicki, Siemiątkowski zginął.
3255Ja, Wielki Książę, jeżelim ocalał,
to nie na to, bym honor mój w podłości kalał,
by mnie pod pręgierz bezwstydu stawiano.
Nie macie prawa pytać, Książę, w co ja wierzę.
Pewna, że mnie z podłością nie wiąże przymierze.
oddaje szpadę
W. KSIĄŻĘ
3260
Zostaw ty to! — I waruj tu, jak pies, u moich nóg;
Ha, ha! — Gdy polskie ozwało się serce,
tak ja pokażę wam, kto wasi zdzierce.
Sumienia obrachunek zrobię. Spłacę dług.
Tam, pod pokojami Belwederu, tam w lochu
3265człowiek jest, od lat kilku zamkniony.
Tak to perła. — Tak ty nie czujesz się zarumieniony
przede mną?!
Tak ty mówisz, że masz serce i czujesz?!
Ty spojrzyj jemu w twarz —
nawołuje
KURUTA
wbiega
W. KSIĄŻĘ
szepce mu do ucha
KURUTA
staje zdumiały
W. KSIĄŻĘ
przynagla gestem
KURUTA
odchodzi
W. KSIĄŻĘ
Skończył się Wielki Książę —
zrywa z piersi gwiazdę i ordery
depce nogami
Precz, precz — depcę, gardzę.
To nic — to wszystko dał mi Car. — Nie chcę — nie.
nasłuchuje
Ojciec, MorderstwoSłyszycie — tam — ? Ta noc, jak wicher hula — dmie
3275W noc taką skonał ojciec mój. — —
nagle trwoży się
Ja nie był jego kat!
krzyczy
zasłaniając oczy
to brat — to brat, to brat, to brat, to brat!!
KRASIŃSKI
stoi nieporuszony
w głębi armaty przeciągane przejeżdżają
ku prawej stronie
W. KSIĄŻĘ
idzie ku generałowi Krasińskiemu
chwyta go za guz munduru na piersi
śmieje się
wskazuje w głąb
KRASIŃSKI
patrzy we wskazanym kierunku
W. KSIĄŻĘ
Tak ja tu klejnot mam! — Ja ci pokażę.
Prometeusz[317] wasz polski.
wskazuje
WALERIAN ŁUKASIŃSKI
ślepy
w łachmanach, w kajdanach na nogach i rękach
wchodzi
prowadzony przez straż
STRAŻ
wiąże Łukasińskiego do armaty
zdejmują mu kajdany z nóg.
Słychać dzwony z Warszawy
W. KSIĄŻĘ
idzie ku głębi
dosiada konia
STRAŻ
oddala się od Łukasińskiego
ŁUKASIŃSKI
poczuł, że straż już się odeń oddaliła.
I poczuł, że chwila wolności nadeszła,
ta chwila, w której go wiodą;
choć skuty w kajdany,
do działa związany,
3285to jednak ci jego wrogowie,
jak tchórze tej chwili
zadrżeli, zwątpili —
powietrze czuć swobodą.
I poczuł, że bracia
3290wzlecieli orłowie,
wzlecieli tam w Warszawie;
że dzwony, co biją,
wieść niosą gloryją,
że wstali bohaterowie.
3295
«Wytrwania! Wytrwania,
o dajże im Boże,
niech siły ich się nie zmarnią.
Bądź srogie więzienie
wieczyste me łoże
3300i żywot jedyną męczarnią.
Niech wloką, niech wloką,
niech w lochy zakują,
niech sępy żreją me ciało,
by ino tym braciom,
3305co dzwonią w Warszawie,
zwycięstwo się walki dostało.»
I dłonie przed siebie wyciąga i słucha,
wiew każdy powietrza czuje
i twarz mu się mieni,
3310w zachwycie jest ducha,
spełnione dzieło zgaduje.
Uklęka — łzy cieką,
pierś łkaniem się wstrząsa,
radością płonie oblicze
3315i szepce, a trudno mu słowa się wleką,
modlitwy łka tajemnicze:
«O pójdziesz ty kiedyś
mój duchu na gody
za kaźń twą, żywota gorycze.
3320W tych dzwonach z Warszawy
do ciebie to gońce:…»
Witaj — Jutrzenko — swo—bo—dy — — ,
za to—bą — zba—wie—nia — Słoń—ce[318].
powstaje
KRASIŃSKI
przesłania twarz dłońmi
W. KSIĄŻĘ
rusza z miejsca
Rozpoczyna się pochód.
Strona 1 z 1 · 100% utworu
Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.