O krasnoludkach i sierotce Marysi · Maria Konopnicka

U królowej Tatry

U królowej Tatry

I

1320

Podróż, PoświęcenieTrzy dni, trzy noce wędrowała Marysia do królowej Tatry.

1321

Pierwszego dnia wiodły ją pola i łąki przez kraj szeroko oczom i sercu otwarty, cały w zbożach, w trawach, w woni kwiecia stojący. Cały ten dzień szum kłosów słychać było, szmer traw i szeptanie kwiatów:

1322

— Sierota… sierota… sierota…

1323

I rozstępowały się przed nią zboża w obie strony, jakoby je rozdzieliły wielkie skrzydła wiatru, a Marysia szła w ten las srebrzysty, modrząc się wskroś kłosów niebieską spódniczyną swoją jako bławat polny. Szła, wyciągając ręce przed siebie i szepcząc:

1324

— Prowadź mnie, prowadź, pole, do królowej Tatry!

1325

I prowadziło.

1326

Wyciągały się przed nią bruzdy zroszone, sypiąc perłami poranka, wyciągały się przed nią miedze długie, kwieciem wonnym tkane; biegły przed nią ścieżyny miękkie, niezabudek[659] pełne, a w powietrzu słychać było skowronka, który, w skrzydła szare bijąc, śpiewał:

1327

— Tędy, tędy, sieroto!

1328

Grusze polne chyliły się ku wędrownicy małej, pytając, czy nie chce ich cienia; kopce graniczne[660] zatrzymywały ją na krótki wypoczynek pod krzakiem kwitnących jeżyn; krzyż czarny, między trzema brzozami na rozstaju stojący, wyciągał do niej ramiona, a wszystko, co tam grało i śpiewało w polach: ptaszęta, muszki, pszczoły i świerszczyki, wszystko na jedną nutę grało i śpiewało:

…Idź, nieboże! Idź pod zorze!
Niech ci Pan Bóg dopomoże!
1329

Jak kraj szeroki i długi, tak wśród pól i łąk siedzą wioski ciche, czerniejąc i bielejąc niskimi chatami; jak kraj szeroki i długi, porykują trzody, rżą konie w paszach świeżych, owieczki się runami po pagórkach śnieżą, nawoływania i echa fujarek lecą daleko, roznośnie[661], a dokoła błękit… błękit… błękit…

1330

Za Marysią drepce Podziomek, migając czerwonym kapturkiem wśród zieloności łąk i pól niby krasny[662] maczek; brodę zadziera wysoko, zdaje mu się, że to on sierotkę wiedzie… Ale nie tak było:

Wiodły ją te polne dróżki,
Modre chabry i ostróżki,
Wiodła ją ta miedza szara,
Śpiew skowronka, brzęk komara,
Wiodły ją te szumne kłosy,
Łężne trawy[663], w perłach rosy,
Wiodła ją ta zorza złota, —
Bo sierota!
1331

Ale drugiego dnia weszła Marysia w świat chłodny i mroczny, w świat zmierzchów zielonych i głębokiej ciszy, w świat borowy[664].

1332

Otoczyły ją tam dęby rosochate[665], zgarbione, z szeroko rozrosłymi konarami, na których szemrał liść świetnej zieleni. Otoczyły ją tam sosny czarne, bez ruchu stojące, o pniach kapiących złotą, bursztynową żywicą; a wśród sosen czarnych zabielały brzozy szemrzące liściem drobnym i graby[666] zadumane, na których świstały kosy, i niska kalina — na niskich dołkach stojąca, a wody spragniona.

1333

I szła Marysia, sierota, szła jakby przez kościół ogromny, tysiącem kolumn podparty, kobiercem[667] mchów wysłany, a z góry, wysoko, przez liście rzucało słońce garście złotych blasków.

1334

I szła Marysia, sierota, zlękniona głęboką ciszą, co raz[668] szepcząc w duszy:

1335

— Prowadź mnie, prowadź, borze, do królowej Tatry!

1336

I zaszumiały dęby rosochate i czarne sosny, i brzozy, i graby, i niska kalina, i podniosły się szumy górne po wierzchołkach i szepty ciche po najniższych gałązkach, młodym liściem odzianych, a w szumach i szeptach wyraźnie słychać było:

1337

— Tędy!… Tędy!… Idź tędy, sieroto!

1338

I otworzyły się przed Marysią borowe głębie, i upadły blaski słońca na dróżkę mchami słaną, przed same stopki bose, właśnie jakby kto w mrokach borowych sypał gwiazdy złote, wskroś zmierzchów wiodące.

1339

I szła Marysia, i wzniosła głosek[669] cichy, i śpiewała z pełnego serca piosenkę prostą, nieuczoną, rzewną, której wtórzył szmer brzozy i szumy dębów starych:

Oj, lesie, ciemny lesie,
Oj, głos się przez cię niesie,
Oj, szumią w tobie drzewa,
Oj, cichość twoja śpiewa!
1340

A kiedy tak szła, śpiewając, odzywał się w dali to huk siekiery drwala, to kukanie kukułki, to poświst wiewiórki, to stukanie dzięcioła w pień drzewny.

1341

A kiedy, zaśpiewana, dróżkę zmylić miała, zastępował jej to krzak jeżyn i za spódniczkę potargnął[670], to zahuczał puchacz w dziupli schowany, to zielona jaszczureczka ścieżynę przebiegła, to orzeszyna schylała gibkie gałązki do jej płowej główki, szepcząc:

1342

— Tędy… tędy… tędy!

1343

Za Marysią szedł Podziomek, migając czerwonym kapturkiem niby kraśny[671] grzybek borowy, a idąc, zadzierał brodę, bo mu się zdawało, że to on Marysię wiedzie… Ale nie tak było:

Wiodły ją te brzozy drużki[672],
Mchy zielone spod jej nóżki,
Wiodły ci ją te kaliny,
Leśne gąszcze i drożyny,
Wiodły ci ją dęby, sosny,
Szum głęboki, szum żałosny,
Wiódł ci ją bór przez swe wrota —
Bo sierota!
1344

Ale trzeciego dnia weszła Marysia w świat gór i strumieni, który był modry od mgieł i dalekich szczytów, a srebrny od wód, a dzikszy niżeli oba tamte pierwsze światy.

1345

GóryJak okiem zajrzeć, stoją skalne zręby, pod niebo się wspinając, jedne na drugie tłocząc, bodąc chmury czołem.

1346

Jak okiem zajrzeć, huczą zdroje żywe, pasma wód tryskają spod głazów i biegną z szumem, i pienią się, i grają, i przegląda się w nich złoto słońca i modrość[673] nieba. I przeglądają się w nich gnane wiatrem chmury, co modrość tę zdmuchują i to złoto gaszą. Dziki, groźny świat! Strach iść tam, między te skały! Drogą tu — strumień, co po kamykach brzęczy, głosem — huk głazów toczących się w przepaście, pieśnią — skwir orłów ważących w powietrzu mrocznym ciężkie swoje skrzydła. Gdzie oko puścić, gdzie spojrzeć — kamień i woda. Taki świat!

1347

Idzie Marysia sierota, twarzyczka jej pobladła, oczęta się zamgliły, serce struchlało w piersi. Idzie, ręce wyciąga przed siebie i szepcze:

1348

— Prowadźcie mnie, góry, do królowej Tatry!

1349

I wnet rozstąpiły się skały wysokie i ukazały dolinki ciche, jasne, miękkimi ścieżeczkami wiodące, i zaszemrały zdroje żywe, każdy przędący nić srebrną i modrą, i zakrakał orzeł w powietrzu wiszący, a wszystkie te głosy zdawały się mówić wyraźnie:

1350

— Idź, idź, idź naprzód, sieroto!

1351

I szła Marysia, zasłuchana w huk wód i w huk głazów, i w szmery drobnych strumyków, i w szumy piór orlich. I szła, zapatrzona w ogromne budowania gór i w szczyty ich wyniosłe, pod samo niebo idące, w światła i w cienie ich, i w moc ich ogromną. A tak wielka była ta moc i ta siła, że piosnka sieroty umilkła, jak milknie ptaszę, gdy nań ciemność padnie. I szła ze struchlałym sercem, szepcząc z cicha:

1352

— Ziemio! Ziemio! Ziemio!

1353

Za Marysią dreptał Podziomek, migając między skałami czerwonym kapturkiem i zadzierał brodę, mniemając, że on to sierotę wiedzie. Ale nie tak było:

…Wiodły ją te skalne szczyty,
Ten świat górski, w niebo wzbity,
Wiodły ją te szumne zdroje
Na te zamki, na pokoje…
Wiodły ją te orle pióra,
Ta stojąca w śniegach góra,
Wiodły ją te huczne wiatry
Do królewskich komnat Tatry —
Wiodła ją ta zorza złota,
Bo sierota!

II

1354

Bogini, Góry, NaturaStał dwór królowej Tatry na wysokiej górze; na górze tak wysokiej, że chmury u stóp jej leżały, jako siwych owiec stada, a szczyt promieniał słońcem na czystym lazurze.

1355

Dwa bory świerków wiodły do wrót zamku; dwie skały, dwa kamienne olbrzymy straż przed wrotami trzymały; dwa gaje kosodrzewiny[674] rozścielały kobierce mchu na schodach do komnat królowej wiodących, dwa potoki dzień i noc lały po przysionku[675] srebro z malachitowych[676] dzbanów wyrzeźbionych cudnie; dwa orły latały nad wieżycami zamku, dwa wichry wyły u jego progów jak dwa brytany; dwie gwiazdy sine paliły się w otworach wieżyc: zaranna i wieczorna jutrzenkowa gwiazda[677]. I przestrach, i zachwyt ogarnął Marysię i duszką jej wstrząsnął, gdy się przed tym dworem znalazła.

1356

Podniosła głowę i szeptała z cicha:

1357

— Jezu! A gdzież to ja zaszła?

1358

A wtem poszedł powietrzem huk jakby stu gromów i rozległ się chór świerkowego boru, który na czarnych harfach pieśń potężną grając, tak śpiewał:

1359

Bogini, Siła— …Straszna i potężna jest królowa Tatra. Wysoko nad ziemią wzniesiona jej głowa! Korona lodów na skroni, śniegów zasłona spływa po jej szyi, mgły sinej szata postać jej odziewa. Jej oczy posępne i mściwe rzucają błyskawice, jej głos jest hukiem potoków i grzmotów burzy. Jej gniew zapala pioruny i łamie bory, jej łoże, z chmur czarnych usłane, snu nie udziela nikomu, jej stopy gniotą kwiat każdy i każdą trawkę… jej serce kamienne nie wzrusza się nigdy i niczym. Straszna i potężna jest królowa Tatra!

1360

Zadrżała Marysia, chóru tego słuchając, który gdy umilkł, biły echa po przepaściach, jako nawałnica, staczając się coraz niżej i niżej, a grożąc dolinom cichym.

1361

Lecz zaledwie echa te umilkły, ozwał się drugi chór, na lutniach[678] srebrnych pieśń swą grając.

1362

Chór ten śpiewał:

1363

Bogini, Dobro— Dobra i litościwa jest królowa Tatra! Ona mgły cienkie przędzie, nagość gór odziewa, wianki z kosodrzewiny wije, na czołach im kładzie. Ona śniegi martwe w jasne potoki zamienia, pola i niziny wodą zdrojową poi, aby wydały plon chleba. Ona orłom siwym uchronę[679] w domu swym daje, a pisklęta ich bezpióre w gniazdach wysokich kolebie. Ona w komorach swych chowa kozicę śmigłą i zakrywa ją przed postrzałem łowca[680]… Ona okiem słodkim w doliny patrzy, kwiat w nich tchnieniem najświeższym od skwarów broni… Ona tka z aksamitnych mchów cudne makaty[681] i wyściela nimi przepaście tajemne. Ona wyżywia lud ubogi, co pól i zbóż nie ma, a dziatki z góralskiej chaty uczy patrzeć w błękit, gdzie ma dom swój… Dobra i litościwa jest królowa Tatra!

1364

Umilkł chór, a echa pieśni jego opadały w doliny coraz ciszej, ciszej, jak szmery wód i jak szumy lasów.

1365

Słuchała Marysia i duszka w niej odżyła, a oczy napełniły się wdzięcznymi łzami.

1366

Kiedyć tak dobra ta królowa jest, to i jej, sieroty, nie opuści może…

1367

Podejdzie tedy bliżej, aż tu słyszy, jak jeden z orłów rzecze ludzkim głosem:

1368

— Idź śmiało, sieroto!

1369

Spojrzała Marysia w górę, ku orłu[682] owemu i rzecze:

1370

— Jakże pójść mam po tak stromej, po tak kamienistej drodze?

1371

Na to orzeł:

1372

— Nie lękaj się, ja ci pióro ze skrzydła mego zrzucę, to ci lżej będzie.

1373

Zaszumiało pióro orle w powietrzu i u stóp Marysi spadło. Podjęła je sierota, do piersi przyciska, idzie lekko i żwawo, kamyków nie czuje, ziemi ledwie dotyka, w powietrzu prawie płynie.

1374

Przebyła stromą ścieżkę, u wrót zamku staje.

1375

— Jakżeż ja wejdę — mówi — kiedy tam śniegi, lody?

1376

A wtem spojrzy w górę, promień słoneczny mówi ludzkim głosem:

1377

— Nie lękaj się, ja te śniegi i lody ogrzeję!

1378

I zaraz się uczyniła jakby złota dróżka, tak słońce zagrało na niej.

1379

Idzie Marysia, zimna nie czuje, ot, jakby stąpała nie po śniegu, ale po tym białym kwieciu, co z jabłoni w maju opada. Tak zaszła do samego przedsionka.

1380

— Jakże ja pójdę dalej — rzecze — kiedy w potoku nóżki zamoczyć muszę!

1381

A wtem spojrzy w górę, słucha, a tu mgiełka mówi ludzkim głosem:

1382

— Nie lękaj się, idź śmiało, ja ci most srebrny przez ten potok rzucę.

1383

I zaraz się mgiełka zaczęła nisko nad potokiem słać, tak gęsta, że Marysia przeszła po niej jak po srebrnej kładce. I nagle się w progu królewskiej komnaty znalazła.

1384

Strach, PokoraStruchlało serce w sierocie i już się porywała nazad biec[683], nie mogąc znieść tej ogromnej jasności, jaka z komnaty biła, kiedy Podziomek, który nie mógł nadążyć dzieweczce, nadbiegł, dysząc srodze, a ujrzawszy wahanie się Marysi, drzwi prędko pchnął i do komnaty ją wciągnął.

1385

Zakrzyknęła dziewczyna, olśniona światłem i bogactwem komnaty, pełnej błękitu i zieloności majowej, wśród której na tronie siedziała królowa Tatra.

1386

Spuściła Marysia oczy, nie śmie spojrzeć w przejasne lica królowej, stanęła w progu, poruszyć się nie waży ni przemówić słowa i stoi tak zatrwożona w sierocym ubóstwie swoim.

1387

Ale królowa Tatra skinęła białą ręką i rzecze:

1388

— Kto jesteś, dziecko?

1389

Marysia ustka[684] otwarła, sili[685] się przemówić, a nie może, tak jej głos w piersiach zamarł z wielkiego podziwu.

1390

Tu więc Podziomek, fajkę za plecy założywszy, dwornie się skłoni królowej i rzecze:

1391

— To jest pastuszka z Głodowej Wólki, Marysia, sierota!

1392

I znów szastnął nogami, kłaniając się z wielkim rozmachem.

1393

Uśmiechnęła się królowa łaskawie na widok Krasnoludka, a potem zwróciła twarz cudną ku Marysi i pyta:

1394

— Czego chcesz, sierotko?

1395

Nie mogła już wytrwać Marysia i wyciągnąwszy wychudzone ręce, zawoła:

1396

— Gąsek moich chcę, jasna królowo! Gąsek moich żywych siedmiu, co mi je lis zdusił! I żeby gąsior znów gęgał do dnia, a gąski żeby mu się odzywały i szczypały trawę, i żeby się znów na naszej łączce pasły…

1397

Tu buchnie płaczem i oczy rękami zakryje, sypiąc przez drobne palce łzy bujne, rzęsiste.

1398

Zrobiła się cisza w komnacie, wśród której słychać było żałosne łkanie sieroty. Aż skinie królowa Tatra dobrotliwie i tak przemówi z wolna:

1399

Miłosierdzie, Dobro— Wielu tu było i wielu prośby swe niosło. I prosili mnie o złoto, o srebro, o poprawę doli. Lecz taki, który by chciał odejść tym, czym był z początku swego, jako to dziecko chce, nie znalazł się tutaj. Niechaj się więc stanie, jak pragniesz!

1400

Podniesie się z tronu królowa Tatra i Marysię do okna pociągnie.

1401

Spojrzy sierota i zaklaśnie w ręce…

1402

— Czy sen to czy nie sen?

1403

Z dworu królowej Głodową Wólkę widać jak na dłoni. Idą gościńcem pastuszki, z długich biczów rzęsiście klaskają, stada gęsi pędzą; a pod lasem na łączce siedem gąsek trawę skubie, gąsior gęga, siodłata mu się odzywa, a Gasio, psiak wierny, siedzi przy nich, ku lasowi patrzy i skomli z cicha, na panią swoją czeka.

1404

— Jezu!… Jezu!… — zawoła Marysia, nie mogąc więcej słów znaleźć w tej ogromnej radości, jaka jej serce przenika. — Gąski żywe! Żywe moje gąski!

III

1405

Gdy tak sierota przez łzy radośnie wykrzykuje, dotknie jej królowa i rzecze:

1406

— Marysiu!

1407

DomOcknęła się dziewczyna, patrzy, co takiego?

1408

Leży na ławie, na pęku siana świeżego, przykrytym jakąś płachetką[686]. Przy ławie stół sosnowy, na nim parę garnków do góry dnem przewróconych, dalej duży komin z ogromnym zapieckiem[687]; przed kominem leży zwinięty kot bury i pęk suchego chrustu, postronkiem[688] z kulką związany. Nieco dalej cebrzyk[689] z wodą i blaszanym półkwartkiem. Przez rozbite okienko zaglądają do izby gałązki bzu, ciemnym liściem odziane. U stóp jej siedzą na zydelku[690] dwa chłopaki jasnowłose, w zgrzebnych koszulinach, rozwartych pod szyją. Rumiane promienie zachodzącego słońca przez liście bzu się sypią i na śniadych piersiach obu chłopiąt malują złote krążki.

1409

Marysia gorącość[691] wielką czuje, a w głowę coś ją ciśnie. Dotyka rączyną — głowa owiązana szmatką.

1410

Na ten jej ruch oba chłopięta porwały się i do niej przypadły.

1411

— Jakże ci? — woła jeden.

1412

— Chcesz pić? — woła drugi.

1413

Marysia patrzy, ale nie poznaje.

1414

— Co wy za jedni? — pyta.

1415

— My Skrobkowe, on Kuba, a ja Wojtuś — odrzecze starszy.

1416

— A czyja to chata?

1417

— Czyjażby?… Skrobkowa.

1418

— To skądże ja tutaj?

1419

— A tatuś cię przynieśli i już!

1420

— A skądże mię wzięli?

1421

— A toć spod boru! Z miasteczka tatuś wracali i szli do boru, żeby sobie kija nowego wyciąć, bo mu się biczysko złamało. A tu jakiś psiak żółty skomle, za sukmanę tatusia targa, a do krzaków ciągnie.

1422

— Mój Gasio! — zawoła Marysia. — Czy mu się co złego nie stało?

1423

— Ej, jemu ta nic złego — odpowiedział, śmiejąc się, Kuba — ale ciebie, niebożę, naleźli[692] tatuś prawie że bez duszy[693], taj przynieśli do chałupy, taj już.

1424

— A moja gospodyni?

1425

— E!… Zarówno tam gospodyni! Lepiej się z nami zostań! My już tatusia prosili, żeby cię do gospodyni nie dawał!

1426

— Tatuś mówią — dodał Kuba — że mało chleba, ale się z tobą i tak podzielim, bo teraz w boru jest co jeść, to nie będzie głodu!

1427

Na to Wojtuś:

1428

— O jej! Co ma być głód! Mało to jagód czerwonych i czarnych, abo i grzybów! Zeszłoroczne orzechy też jeszcze gdzieniegdzie najdzie[694].

1429

— Tatuś nawet rzemienia wziął na nas — zawołał ze śmiechem Kuba — tak my się naparli!

1430

— Wybił was? Za co? — spytała Marysia z przestrachem.

1431

— E, wybić, to ta nie bardzo wybił, ino postraszył trochę — rzecze, śmiejąc się, Kubuś. — Ale my het prosili, już i na rzemień nie patrzyli.

1432

— To mnie tatuś zostawił tutaj?…

1433

— Zaraz to nie zostawił tak ze wszystkim! — objaśnił Wojtuś. — Bo, powiada, trzeba się przepytać w Głodowej Wólce, czyja to dziewucha.

1434

— A pytał?

1435

— Pytał! Co by nie miał pytać? Dowiedział się o twojej gospodyni.

1436

— No i cóż?

1437

— A cóż? Lamentowała, że cię wilki porwały, a później znowu lamentowała, że cię nie zeżarły, tylko że tu w chałupie leżysz chora. „Cóż ja — powiada — z chorą gęsiarką pocznę! Już mi się insza dziewucha nagodziła[695], to ją trzymać muszę”.

1438

— To są gęsi? — pyta radośnie Marysia, unosząc się na ławie.

1439

— A są! Cztery białe, a trzy siodłate[696]. A jakże!

1440

— Piękne gęsie! — dodał Kubuś z powagą.

1441

Marysia przymrużyła oczęta, westchnęła, jakby jej kamień z serca spadł.

1442

Coś tam jeszcze chłopcy szczebiotali, ale już tego nie słyszała Marysia, bo ją nagły sen chwycił z tej niemocy.

1443

Kiedy się znowu obudziła, już było szaro.

1444

Słońce zaszło. W izbie nie było nikogo. Przez uchylone drzwi mrugały do Marysi złote gwiazdki, które po szafirowym niebie wędrując, zaglądały po drodze do sierotki, aby się dowiedzieć, czy zdrowa.

1445

Drzwi drgnęły, coś wpadło do izby, potrąciło zydle i rzuciło się na dziewczynkę.

1446

— Gasio! Mój Gasio! — krzyknęła słabym głosem Marysia, tuląc psinę. — Nie zapomniałeś o Marysi sierotce?

1447

I posypały jej się z oczu łzy bujne a słodkie.

1448

A tymczasem Gasio skomlał radośnie, ogonkiem kręcił i lizał jej śniade rączyny.

1449

SenEj, Marysiu, sieroto! Niejedna rzecz na świecie tak się składa jak sen dziwny, złoty. I niejedne łzy osusza litościwa ręka w śnie takim!

*

1450

Tymczasem wielki dziw był w Głodowej Wólce, kiedy nowa gęsiarka gąski na łączkę pognała. Przypatrywali się ludzie, głowami kręcili, medytowali i tak, i tak, zgadywali różnie.

1451

— Albo te same gęsie, albo nie te same!… Jakże mówicie, kumo[697]?

1452

— Jak mam mówić, kiedy mi się w oczach mieni. Może te, a może nie te! Siodłata większa jakby… jakby okazalsza!

1453

— Gdzie ona tam większa! Widzi mi się, że ze wszystkim krótsza.

1454

— Aż dziwno, co o tych gęsiach powiadają ludzie: toś poduszone miały być, a teraz znów chodzą!

1455

— No, no!… Osobliwość!…

1456

I rozchodziły się kumy, kiwając głowami z dziwu.

1457

Ale bardziej niżeli kumy dziwił się lis Sadełko. Chyłkiem, milczkiem skradał się on pod lasem, nachodząc to z lewej, to znów z prawej strony, a przypatrując się spod oka pastuszce i jej małemu stadku.

1458

— Co to jest? — szeptał sam do siebie. — Co się to znaczy? Albom tych gęsi już raz nie podusił?

1459

I na samo wspomnienie oblizywał się szeroko po zbójeckiej gębie.

1460

— Skądże się znów żywe wzięły?

1461

FałszNiespokojny, złym przeczuciem tknięty, pobiegł, słaniając się pod drzewami, na polankę, gdzie je był[698], podusiwszy, poskładał. Patrzy, bielą się jeszcze w trawie śnieżne puchy, ale samych gąsek już nie ma.

1462

— Okradziony jestem!… Zrabowany jestem!… Zniszczony! — krzyknie wielkim głosem ów niecnota[699], jakby najuczciwszy zwierz, któremu krzywdziciel pracę jego odejmie, i nuż się z wielkiego gniewu po ziemi tarzać…

1463

Wtem spostrzegł jakieś niewielkie, żółtawe zwierzątko, w wysokiej trawie na dwóch łapkach stojące, które nastawiwszy duże, okrągławe uszki patrzyło na jego desperację bystrymi, czarnymi oczkami.

1464

Zaraz się tedy porwał w wielkim gniewie, a jako był nie tylko okrutny, ale i przewrotny ów niecnota, zazgrzytał w kielce[700] i wrzaśnie:

1465

Gniew— Ty, co się tu gapisz? Co sobie widowisko robisz?… Patrzcie go!… Na łapy się oto wspiął jak na teatrze! Musiałeś ty widzieć, kto mi tu gęsi pobrał, kiedy tak poglądasz? Czekaj, zakarbuję[701] ja to sobie na twojej skórze. Odpowiesz ty mi za to! W złąś godzinę mi tu w oczy wlazł[702]!

1466

Byłby może i wprost do gardła mu skoczył, ale ubogi chomik zaraz po pierwszych słowach Sadełka w trawę na łapy padł i prędko ku norce swojej dreptać począł, ogromnie wystraszony, iż tak słusznego[703] zwierza na siebie uraził[704].

1467

Nie gonił go Sadełko na razie, bo co tylko[705] był gołębia zdusił i czuł się syty, schrustawszy[706] go do ostatniej kostki; pogroził tylko w stronę chwiejącej się za śladami uciekającego chomika trawy.

1468

— Czekaj!… Jeszcze my się spotkamy z sobą, jak będę kiedy na czczo!… Jeszcze ja się z tobą porachuję, ty wścibski!…

1469

I poszedł w las, kipiąc złością i parskając srodze.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.