O krasnoludkach i sierotce Marysi · Maria Konopnicka

Sobótka

Sobótka[707]

I

1470

Sąsiedzi nie poznawali teraz ubogiego Skrobka.

1471

Po owej nocy wiosennej, wskroś której razem z wonią zroszonych traw i kwiatów leciała pieśń wielkiego mistrza Sarabandy, Skrobek powstał z progu swej lepianki jak gdyby innym człowiekiem.

1472

Czy to były czary?

1473

Przemiana, Nadzieja, Chłop, ZiemiaNie, to nie były czary! Pierwszy raz tylko ów biedak przemógł ospałość swej myśli, swej duszy, pierwszy raz poczuł miłość do opuszczonego przez długie lata kawałka ziemi, do tego zagona[708] bezpłodnie leżącego pod niebem, skąd i na niego przecież świeciło boże słonko i deszcz rzęsny[709] rosił.

1474

Pierwszy raz poczuł ogromne natchnienie do pracy, więc i ogromną siłę.

1475

Ta siła tak mu weszła w piersi, w ręce, w ramiona, że ledwo wytrwał w bezczynności do rana, a garść słomy, na której legiwał[710], wydała mu się nocy tej jakby mrowiskiem, jakby madejowym łożem[711].

1476

— Co zmarnowanego dobra i żywota! Co sił po próżnicy i we mnie i w tej ziemi zmarniałych!

1477

Że też na niego choć przed rokiem, choć przed dwoma nie przyszła taka godzina…

1478

Ot, czekała, czekała go ta ziemia cierpliwa, dobra… Czekała go, w dziki kwiat strojąc się i w dzikie trawy, jak Cyganka, bo jej nie przyodziała praca jego złotą szatą kłosów…

1479

Teraz on ją ustroi… Teraz ją odżywi… Teraz on syn, syn! A ona matka rodzona!…

1480

Piały już kury, kiedy umęczony myślami swymi Skrobek usnął wreszcie. Śniło mu się, że po modrym niebie chodzi, miesięcznym sierpem[712] gwiazdy kosi i w stogi je wielkie u bożych stóp składa…

1481

Ot, taki sen złoty…

1482

Ledwo świt, dobył Skrobek pieniędzy z garnka ukrytego w słomie pod strzechą[713] i poszedł pług[714] kupować i bronę[715], do kołodzieja[716] Wojcieszka, na drugi koniec wioski. Droga przez wieś pusta jeszcze była i cicha; ale Wojcieszek już okrakiem na stołku przed chatą siedział i śmigłą[717] drzewinę strugiem[718] na dyszel[719] strugał, pogwizdując na szpaka, co go u siebie od wielu lat chował.

1483

Ledwo Skrobek na drodze się pokazał, już ten szpak krzyczeć zaczął:

1484

— Wojcieszku! Wojcieszku! Wojcieszku!

1485

Kiwnął na to stary głową i rzecze:

1486

— Gość idzie.

1487

— Gość! Gość! Gość! — wrzasnął szpak gwiżdżącym dyszkantem[720], a w tej chwili przybliżył się Skrobek.

1488

— Pochwalony!

1489

— Na wieki! — odrzekł Wojcieszek, a tuż i szpak za nim.

1490

— Zmyślny ptak! — rzecze Skrobek z dziwem. — Musi chyba u organisty w naukach był?

1491

— I… nie! — Wojcieszek na to. — Samem go wyuczył[721]. Człowiek sierota stary, odumarli bliscy i pokrewni, ust nie ma otworzyć do kogo, to się choć do ptaka, niemego stworzenia, odezwie. A czegóż to chcecie?

1492

— A pługa. Ale to tęgiego pługa!

1493

— No! Cóż tam będziecie orać i komu?

1494

— Sobie! Sobie i dzieciskom na chleb orać będę ów to ziemi szmatek[722], co go uroczyskiem[723] zwą.

1495

— Ho?… — zadziwił się Wojcieszek — Na tę ziemię toby potrza[724] harmaty[725], nie pługa. To ziemia zastarzała… zadziczona[726]… ciężko z nią będzie.

1496

— Ciężko… ciężko… ciężko! — zapiszczał nagle szpak i kaszlać, i dychać zaczął jak zmęczony człowiek, bo i to potrafił.

1497

Skrobkowi mdło[727] się jakoś zrobiło pod sercem. Opadała go dawna ospałość jakby… Ale się wnet z niej otrząsnął i rzecze:

1498

— Pług ma być tęgi, bo ziemia tęga jest i praca tęga, no i robotnik tęgi!…

1499

Rozśmiał się, wyciągnąwszy przed siebie żylaste, w kułak ściśnięte ręce i wesoło spojrzał.

1500

— Ha, no, to się i zrobi! — rzekł Wojcieszek na to.

1501

— Zrobi… zrobi!… — wrzeszczał teraz szpak, bijąc radośnie skrzydłami.

1502

Skrobkowi oczy palić się zaczęły, a czując wielką siłę duszną[728], prędko mówił:

1503

Ziemia, Praca, Chłop— Uczyńcież mi, Wojcieszku, grządziel[729] taki, co by jak się na nim zeprę[730], kamienie sam odwalał na prawo, na lewo, gdzie tyluśko jaki! Uczyńcież krój[731] setny, jak słońce świecący, co by w samo serce ziemi szedł i pod samym sercem miejsce na ziarno czynił! Uczyńcież odkładnicę[732] rządną[733], co by skiby[734] kładła ode wschodu słońca aż na zachód słońca, raz koło razu, równiuśko, drobniuśko, jakby w taniec szedł. Uczyńcież mi i przetyczkę[735], i kółko, i rączkę, a rozłożysto, a tęgo, a mocno! A drzewo bierzcie co najsposobniejsze, nie z gąszcza borowego, ale z polanki, co skowronek ośpiewał, co fujarki obgrały, co z polem znające jest… Taki mi uczyńcie pług!

1504

— Pług! Pług! Pług! — krzyczał szpak wniebogłosy, chcąc Skrobka zagłuszyć.

1505

A Wojcieszek uśmiechał się dobrotliwie i siwą głową kiwał.

1506

— Po waszej woli! — rzekł wreszcie, gdy ptak umilkł nieco — Po waszej woli! Umiem ja zrobić pług dla lenia i dla robotnego. Umiem zrobić pług pański i chłopski! Ho! ho! Ja i taki potrafię, co w ziemię jak w masło idzie, choćby tam kamień na kamieniu leżał!

1507

— Róbcież z Bogiem, a w dobrą godzinę! — rzecze na to Skrobek, rozwiązując szmatkę z pieniędzmi. — Daję, co mogę; a przyczyńcież[736] i bronę.

1508

— Co nie mam przyczynić! — rozśmiał się Wojcieszek. — Przyczynię taką zębatą, jak wilk! Wyczesze wam ziemię jak baba konopie: moja w tym sztuka!

1509

— No, to zostańcież z Panem Jezusem! — rzecze Skrobek, któremu już się ręce do siekiery i do karczunku[737] rwały. Za tydzień wrócę.

1510

— Za tydzień — odrzekł Wojcieszek. — I szczęść Boże w pracy!

1511

— Szczęść!… Szczęść!… Szczęść! — wrzeszczał szpak za wracającym się ku chatynce Skrobkiem, który tak prędko szedł, jakby mu z dziesiątek lat ubyło.

II

1512

PracaDziwili się teraz ludzie, którym koło uroczyska[738] wypadła droga, co za człowiek taki o każdej dnia godzinie pnie siekierą w nim rąbie, chaszcze i kamienie dobywa[739], na miedzę daleko toczy, krzaki tarniny kopie, piołuny i dziewanny siecze, ziemię spod dziczek[740] wybiera.

1513

Kto szedł, stawał i na robotnika tego patrzał, co tak wielki ogień w oczach miał, taki pot na czole kipiący, jakby z niedźwiedziem za bary szedł — a nie ustawał.

1514

— Sprostowalibyście krzyża — mówili chłopi.

1515

A Skrobek:

1516

— Nie ten się gnie, kogo praca gnie, tylko ten, co go lenistwo i bieda przygina.

1517

Przechodziły dziewczęta, więc patrzą i mówią cienkim, litościwym głosem:

1518

— A toć na was potu jak tej rosy w trawie. Spocznijcież nieco!

1519

A Skrobek:

1520

— Nie będzie ten chleba jadł, kto ziemi nie urosi[741] potem.

1521

Idą baby, dziwują się, głowami zawitymi w krasne[742] chusty kręcą i mówią:

1522

— Reta! Reta!… A toć się chłopisko na nic zerwie! Ani tego chleba nie poje, co go z tej ziemi zbierze.

1523

A Skrobek:

1524

— Nie pojem ja, to pojedzą insi[743]! Człeka dziś, jutro, a tej ziemi zawsze!

1525

Współpraca, Praca, CzaryAle choć Skrobek tak pracował pilno, nie ruszyłby sam o swej mocy ani jednego z tych wielkich kamieni i pnia ani jednego nie dobyłby na wierzch, gdyby mu nie pomagały drobne Krasnoludki. Nie widział ich chłop, bo takie się przytaić umieją, i nieraz się sam sobie dziwił:

1526

— Hej! Hej! Skąd się ta moc bierze we mnie? — mówił, wywalając pień ogromny, co w ziemi na sążeń[744] tkwił. — Czterech chłopów robić by tu co miało!

1527

A nie widział, że tuż przy nim cała gromada Krasnoludków pień co siły pcha, okopuje, obrąbuje, aż wióry lecą! Skrobek raz siekierą z góry, a ci dziesięć razy; aż go i wywalą!

1528

Chwyci się Skrobek kamienia i aż zadumieje[745].

1529

„Co u grzecha! — myśli — Kamień taki, że to ha! A letko[746] się toczy”.

1530

A nie widzi, że gromada Krasnoludków razem z nim pcha; dźwignie on raz, oni dziesięć razy!

1531

Taką pomoc miał.

1532

Więc się tylko ta robota paliła Skrobkowi w ręku.

1533

A kiedy przyszedł ósmy dzień, nikt by tego uroczyska nie poznał. Spod głazów i korzeni, spod krzów[747] i zielska wyjrzała nowa ziemia do rannego słońca. Zaczerniały przed chatynką pnie wielkie, smolne[748], na opał zimowy złożone; legły na miedzy wysokie kupy chrustu i tarniny, gdzieniegdzie tylko sterczy po brzegu krzak głogu, żeby granice znaczył, a zresztą pole czyste, równe, górki rozkopane, doły zarzucone, a skowronek polatuje nad tą nowizną i śpiewa tak cudnie, tak rozgłośnie, jakby srebrne gęśliki grały na hejnał poranny.

1534

Radość, Ziemia, ChłopZapłakał z radości Skrobek, wiodąc pług nowy na zagon swój własny, czapkę zdjął, poklęknął[749], ucałował ziemię z dzikości dawnej dobytą, grzmotnął się w piersi raz i drugi, a chwyciwszy za grządziel[750], zagłębił w rolę krój[751] ostry, szeroki, w którym rozbłysło wielkim blaskiem słońce.

1535

— A hej! — krzyknął chłop. — A hej, pole ty moje!

1536

A pod gajem rozległo się szerokie echo:

1537

„A hej! A hej!”

1538

Tam na ostatniej miedzy śpiewał i klaskał w ręce wesoły naród Krasnoludków, patrząc na oracza swego. Sam król Błystek we własnej osobie skinął złotym swoim berłem nad nowym pługiem, a błogosławił mu, aby chleba dobywał z ziemi w radości i w spokoju.

1539

BrudAle kiedy wieczorem ze swego pólka świeżą ziemią pachnącego Skrobek do chaty wracał, mdło[752] mu się zrobiło na wspomnienie tego brudu, jaki go tuż za progiem czekał. Tam na roli[753] wonnie, czysto, tam nad rolą niebo jak modre jezioro, na którym we dnie pławi się słońce, a wieczorem pływa księżyc, srebrnym wiosłem skry krzesze, a z każdej strony gwiazda jasna; a tu w chacie niechlujnej wszystko szare, zakopciałe, pyłem przysute[754], śmieciem przytrzęsione.

1540

„Już i w boru[755] ładniej — myśli Skrobek. — W boru dziki chmiel[756] po drzewach się wiesza, a w chacie pajęczyna od kąta do kąta. Na kruku czarne pióra świecą się jak woda, a na mnie i na moich chłopcach koszule ociężały z brudu! Nawet na jaszczurce onej skóra taka czysta, że się w niej słońce przejrzy, a chłopaczyska moje umurzane[757] tak, że można by rzepę na nich siać”.

1541

Pochylił głowę zasumowany[758] Skrobek, westchnął ciężko, do chaty wchodzi.

1542

Lecz cóż to?

1543

Izba jakby nie ta sama. Komin świeżą gliną wylepiony, pajęczyny omiecione, ława, stół, zydle[759] pomyte, śmieci jakby nigdy nie bywało, cała chatynka uboga pojaśniała, wypiękniała nagle.

1544

Radość, DomPrzetarł chłop oczy, myśli, że ino patrzeć, jak się to wszystko gdzieś podzieje[760], ale izba stoi, jak stała, a w niej ład aż pachnie.

1545

— Któż to tak tu gospodarował? — spyta Skrobek.

1546

— A to Marysia sierota i my też! — odkrzyknął Kubuś.

1547

Skrobkowi serce zmiękło. Jakby lepsze czasy dla niego nastały. Jakby się dobro jakieś nad nim rozpostarło i przeniknęło przez oczy do duszy. Przytulił troje dzieci do siebie, a gdy ujrzał, że Wojtuś i Kubuś mają włoski poczesane gładko i liczko umyte, łza ojcowska padła na trzy jasne główki, które ucałował kolejno.

1548

A tu jak na toż jaskółka wracała do gniazdka, do swoich maleńkich pisklątek na podwieczerze. Trzy razy zapędzała się i trzy razy wracała, nie mogąc chaty poznać, takie w niej zmiany. Dopieroż obejrzawszy cały ów porządek, nucić i świergotać wesoło zaczęła:

Chłop… chłop… chłop!…
Pole swoje kop!
Chatę czysto rządź,
I wesołym bądź!
1549

Jak widzicie, nie była to bardzo ładna piosneczka, ale jaskółka, wiejska prostaczka, nie umie uczenie śpiewać. Za to jak wesoło, jak raźno! Aż się ludziom od jej piosenki lżej czyni na duszy.

1550

I Skrobkowi uczyniło się dziwnie lekko, błogo. A iż przy pracy i w porze dnia znojnego[761] też był prochem przysuty[762], po wiaderko sięgnął, do studni poszedł, ręce i twarz czysto obmył, czuprynę strząsnął i schludziwszy[763] odzież, do misy kartofli wesoło z dziećmi siadł za stołem.

1551

I tak już mu to zwyczajem zostało.

1552

Chłopięta Skrobkowe nienawykłe widzieć, aby się ojciec przed wieczerzą mył i żeby tak mile na nich patrzał, razem z jaskółką dziwiły się tej odmianie.

1553

— Musi Wielkanoc będzie! — mówił z głębokim namysłem Wojtuś.

1554

A Kuba:

1555

— Musi[764], tatuńcio wieprzka kupować będą!

1556

Chodzili teraz obaj z wielką powagą, wystawiwszy naprzód brzuszyny, ręce w tył, głowy zadarte, włosy wodą przymuskane gładko, sami sobie dziwiący się, a z partesa stąpający[765] bosymi nożętami, precz[766] wyglądając owej Wielkanocy i owego wieprzka.

1557

Dawniej ich Skrobek nierad przy sobie widział i nieraz odpędzał od siebie, żeby na ich głód i na ich nędzę nie patrzeć; teraz w pole ich za sobą wołał, na miedzy siedzieć kazał i słuchając ich dziecięcych głosków[767], ocierał pot z czoła i szeptał z uśmiechem:

1558

— Ciężko mnie, ale wam lżej będzie!

III

1559

Dzień gasnął. Ogromna kula słońca staczała się cicho po zachodnim, stojącym w różanych światłach niebie.

1560

NocOd boru noc szła miesięczna[768] i złota, wlokąc za sobą srebrno-mgliste szaty. W zroszonych trawach derkacz krzyknął tu, to tam; spod boru odhuknął mu bąk ukryty w łozach[769]; klucz żurawi[770] płynął pod zachodnią zorzę, obwołując się w powietrzu przeciągłym kruczeniem; silna woń ziół i traw dyszała nad ziemią.

1561

Wieczór to był świętojański[771], tajemniczy, dziwny wieczór taki, w którym ludzie rozumieją głosy zwierząt, ptaków i wszelkiego ziela.

1562

Tego wieczora Skrobek doorywał pola. Szeroko, daleko słychać było jego pokrzykiwanie ochocze, raźne:

1563

— Wio!… Wiśta, maluśka!… Wiśta!… Wio!…

1564

Słuchały pokrzykiwania tego chłopięta Skrobka, siedząc na zroszonej ziemi, na wprost wielkiej czerniejącej kupy chrustu i tarniny, przytulone do siebie lnianymi główkami i już drzemiące po trochu. To wielkie słońce gasnące, ta noc idąca w rosach obejmowały ich jakby miękkie, złoto-srebrne skrzydła kołyszące do snu.

1565

Naraz poruszył się Kubuś:

1566

— Ziemia gada… — rzecze z wolna sennym, cichym głosem.

1567

Ale Wojtuś oburzył się na to.

1568

— O!… Głupi!… Widzicie go!… Bo to ziemia ma gębę, żeby gadała?

1569

— A nie?… A czym by prosiła Pana Jezusa o deszcz albo o słońce?… I zioła gadają, i trawy…

1570

— Słyszałeś ich to?

1571

— Słyszałem.

1572

— Cóż powiadały?

1573

— A, powiadały różności… O!… I teraz gadają!

1574

Wojtuś nastawił uszu. Istotnie, od łąk, od boru szedł szmer i szept, jakby ciche głosy z tysiąca tysięcy piersi drobniuchnych idące…

1575

— O! — powtórzył Kubuś.

1576

Wytrzeszczył oczy starszy, bo mu się zdawało, że tak lepiej słyszeć będzie, i nasłuchiwał pilnie.

1577

Ale głosy łączyły się teraz, zlewały w słowa coraz pełniejsze, coraz wyrazistsze, niby dalekie, a tak bliskie, jakby wprost do duszy szeptane.

1578

Wyraźnie teraz usłyszeli obaj malcy coś jakby brzęk, jakby śpiew, jakby dzwonków polnych dzwonienie:

Cyt… cyt… cyt!
Nim zorzą spłonie świt,
Nim wschód zapali jutrzni[772] znak,
Na senną ziemię sypmy mak,
Na senne trawy — rosy łzy,
Na niskie chaty — ciche sny,
Sny ciche sypmy z srebrnych sit!
Cyt… cyt… cyt!…
1579

— Słyszysz? — zaszeptał Kubuś.

1580

— Słyszę, ale się boję — rzecze Wojtuś i silniej przytulił się do brata.

1581

A wtem głosy zbliżyły się i jeszcze wyraźniejsze się zdały.

Cyt… cyt… cyt!
Wskroś złotych kłosów żyt,
Wskroś wonnych ziół, wskroś wonnych traw
Nasz taniec płynie kołem żwaw,
Nasz taniec płynie w cichą noc,
Co czarów ma i dziwów moc,
Wskroś puchów płynie, kwietnych kit…
Cyt… cyt… cyt!…
1582

Zaszumiało, zatętniało nagle spod kamieni, spod ziół, spod krzaków, jakby lekkuchne kroki wielu drobnych, śpieszących stopek… Chłopcy wstrzymali oddech, wytrzeszczyli oczy, wyciągnęli szyje — patrzą — dziw!

1583

Tuż na miedzy, pod starą, wypróchniałą gruszą zaroiła się trawa od maleńkich, pstro przybranych ludków, którzy się za ręce pobrawszy, wesoło tańczyć zaczęli.

1584

— Krasnoludki… kraśnięta! — szepnął Wojtuś.

1585

A wtem miesiąc na niebo wszedł i całą polankę srebrnym światłem oblał.

1586

— Król!… — zawołał Kubuś stłumionym głosem. — O!… Król…

1587

I ukazywał palcem starą polną gruszę, z której wnętrza uderzyła wielka, biała jasność.

1588

Oślepiony tą nagłą jasnością Wojtuś nie widział zrazu nic; po chwili dopiero ujrzał, że w wypróchniałym wnętrzu starej gruszy siedział stary, bardzo stary król, w białej szacie, w koronie i ze złotym berłem.

1589

Już chciał Wojtuś krzyknąć: „Laboga!”, kiedy wtem z wielkiego stosu chrustu i tarniny, które Skrobek z pólka swego dobył i na miedzy złożył, zaczęły się ukazywać małe polatujące iskry, niby pszczoły złote i małe pełznące smużki ognia, niby węże złote.

1590

A jednocześnie zabrzmiał znów w powietrzu śpiew dzwoniący, cichy:

Cyt… cyt… cyt…
Czy słyszysz chrustu zgrzyt?
Czy słyszysz złotych iskier trzask?
Czy widzisz złoty żaru blask?
Czy widzisz, jak wskroś traw i ros,
Sobótki naszej płonie stos?
Jak ogień bucha aż po szczyt?
Cyt… cyt… cyt!…
1591

Jeszcze ten śpiew brzmiał, kiedy ze stosu chrustu i tarniny buchnęły jasne płomienie, w których jaskrawym świetle coraz szybciej, coraz lżej, coraz powietrzniej tańczyły Krasnoludki, tak że patrząc na nich, prawie się kręciło w głowie.

1592

— Reta!… Tatuńciu!… — wołał Wojtuś w nagłym przerażeniu. — Reta!… Krasnoludki tańcują!

1593

— Król… król! — szeptał Kubuś, wlepiwszy oczęta w gruszę, jakby urzeczony. — Król!

1594

I tulił głowinę w chude ramionka, jak to czyni ptak senny, drżąc od strachu i od chłodnej rosy.

1595

Ale Skrobek nie widział i nie słyszał nic. Pot mu zastygł na grzbiecie, ramiona się naprężyły, oczy pałały ogniem wielkiej a cichej radości.

1596

Doorał ostatniego zagonu uroczyska, pług w miedzę zatknął, a zdjąwszy czapkę, spojrzał po szerokim, w miesięcznych blaskach stojącym niebie i rzekł silnym głosem:

1597

— Dziękaż[773] Ci, Panie Jezu Chryste, żeś mi w tej robocie dopomógł, amen!

1598

I wziąwszy szkapę za uzdę, szedł dużym krokiem ku miedzy, gdzie siedzieli chłopcy, szedł tak żwawo po tej pracy, jakby po najlepszym wypoczynku, lekki, radosny, do szpiku, zda się, kości przenikniony światłem i ciszą tej nocy.

1599

Szedł, a dokoła niego brzmiały stłumione lekuchne, jakby unoszące się z niewidzialnych skrzypców[774] głosy:

Cyt… cyt… cyt…
Już oracz pracy syt,
My tańczym żwawo aż do dnia,
Dopóki jedna miga skra,
My tańczym aż do złotych zórz,
Nim brzask nasypie w błękit róż,
My tańczym, tańczym aż po świt…
Cyt… cyt… cyt!…
1600

Jakby urzeczony słuchał Skrobek śpiewania tego, wodząc wzrokiem po roztworzystej[775], zalanej blaskiem miesięcznym okolicy, a tuż przy nim, przy samych nogach, szedł silny, krótki cień jego, na ziemi odbity.

1601

Smutek, Zwątpienie, CieńSpojrzał na niego Skrobek raz, spojrzał drugi raz i westchnął ciężko. Czyż nie tak samo, jak ten cień czarny, chodziła przy nim jego czarna dola?

1602

Zwiesił głowę i zadumał się; owa powietrzna muzyka umilkła dla niego.

1603

To i co, że zagon zorany, to i co, że ziemia sprawiona?… A czymże on ją, nieborak, zasieje, kiedy ani ziarna nie ma, ani na ziarno grosza?

1604

Co zarobił przy tartaku, co sobie za tych lepszych czasów w garnku uskładał, to wszystko poszło na pług, na bronę, na siekierę, na jadło, choć szmatkę z onymi groszakami ściskał, aż mu piszczały w ręku. A co pomoże ściskać, jak do kowala potrza[776] albo na sól?… Toć ostatniego miedziaka[777] onegdaj[778] wydał…

1605

To jakże teraz będzie?… Jak zaradzi tej świętej ziemi, która ziarna czeka?…

1606

Tak w trosce swej zatopiony szedł Skrobek do chaty, a cień za nim; minął opłotki[779], cień za nim; doszedł do proga, cień za nim; jeszcze się i na progu ten niezbyty[780] towarzysz położył. Kto wie, może się i do chaty wcisnął. Ale go już Skrobek nie widział, tylko czapkę na stół cisnąwszy, na ławie ciężko siadł i we frasunku[781] się swoim pogrążył.

1607

Wtem drzwi skrzypły[782], a do izby weszła cichuchno Marysia, wracająca z dalekiej wyprawy.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.