- Literum
- Lektury szkolne
- Matura podstawowa
- Pamiętniki
- Rok pański 1669
Pamiętniki · Jan Chryzostom Pasek
Rok pański 1669
Rok pański 1669
364W Miławczycach mieszkając i Smogorzów trzymając, poczęli mię collaterales[3011] posponować[3012] pretendując[3013], że to a[d]vena[3014] z inszego województwa. Jedno znosiłem cierpliwie, nie mają[c] okazyjej do resentymentu[3015], a bardziej czasując[3016] rzeczy i uważając, że to tak zwyczajnie bywa, gdy kto z inszego województwa wnidzie inter sympatriotas[3017], drugie też, kiedy się do resentymentu podała okazyja, refutować non neglexi[3018].
365Jednego czasu przyjechali do mnie krewni żony mojej z matki, pan Stanisław Szembek, burgra[b]ia krakowski, i pan Żelecki Franciszek; przyprowadzili z sobą jakiegoś też swego krewnego niejakiego, wielkiego pijaka. Byłem im rad, ale mi wielce gniewno było na owego Kardowskiego[3019], bo ustawicznie przymawiał Mazurom, jak się ślepo rodzą, jako ciemną gwiazdę mają et varia[3020]. Oni się tym srodze delektowali i przyświadczali mu też, chcąc mię skonfundować, i na to go umyślnie zaciągnęli. Przyniesiono na stół główkę cielęcą: powiedział na nię, że to mazowiecki papież. Obaczył ciasto, kładzione pod cielęciną żółto: powiedział, że to mazowieckie komunikanty. Zgoła, wielkie dawał okazyje. Ja widząc, że to na mnie te przymówki, mówię mu: „Panie bracie, [nie] trzeba by ku nocy Mazurów wspominać, żeby się nie przyśnili, a do tego nie masz ich tu; ale jam jest mazowiecki samsiad[3021], muszę Waści za nich odpowiedać”. On po staremu persistit[3022]. Po wieczerzej poszedł w taniec Szembek; Żelecki mówi do mnie: „Pódźwa mu służyć”. Odpowiem: „Dobrze”. Tańcujemy tedy; aż skoro już Wielkiego[3023] poczęli tańcować, a on, stojąc na trakcie, począł śpiewać:
366Mazurowie nasi po jaglanej kaszySłone wąsy mają, w piwie je maczają
i tak owę piosnkę kilka razy powtarza, mnie też już gniewno się uczyniło. Wezmę owego Żeleckiego na ręce tak, jako dzieci noszą, bo chłopek był mały — rozumieli oni, że ja to czynię z kochania — i idę z nim, a pomijając Kardowskiego śpiewającego tę piosnkę, uderzę go w piersi Żeleckim; padł w znak, srogi chłop jako dąb, dosiągł jakoś ławy głową, uderzył się w tył, zemdlał. Żelecki też, bom nim o drugiego ze wszystkiej siły uderzył, nie mógł wstać. Potem do szabel. Było ich kilka czeladzi w izbie, bo już drudzy po kątach pijani spali; wyparowałem[3024] ich z izby. Wróciłem się do Szembeka, przyłożę mu sztych do tłustego brzucha; zawoła: „Stój, com ci winien?” A owi dwaj na ziemi leżą. Dopiero mówię: „Bodej was zabito! Na coście przyjechali? Żebyście mię konfundowali? Że to ja widzę, że mi przez tego pijaka cały dzień kurzycie pod nos, a ja cierpiałem; dłużej też znieść tego nie mogę”. Skoczyły kobiety: „Stój! Stój!” Daliśmy sobie pokój. Dopiero pana Żeleckiego podnosić z ziemie, pana Kardowskiego trzeźwić, wódki w nos lać, zęby rozdzierać, a potem i po cyrulika biegać, bo sobie łeb rościąn o ławę. Poszedł tedy Szembek z Żeleckim spać; jam sobie pił na fantazyją i czeladzi swojej dawać kazałem. A potem z pijanymi ich pacholarzami cuda robili, w nos im papier zapalali, wąsy im różnymi rzeczami smarowali (bo to leżało jak drwa po sieniach i lada gdzie) i jakie się mogły wymyślić konfuzyje, takie mieli. Poprzepraszalić my się nazajutrz, ale potem, ile razy ze mną siedzieli, zawsze poważnie i w wielkiej modestyjej[3025]. Wstydzili się zaś potem tego, bo się to rozgłosiło między samsiadami, ale nie wiedzieli, co z tym czynić, a mnie już lepiej szanowali.
367Tam w Miławczycach mieszkając — arenda była wyciągniona[3026] lata tanie — straciłem na tej arendzie więcej, niż 2 000 złotych; z tegom tylko był tam kontent, żem liszek szczwał bardzo siła trojgiem chartów bez gończych psów, a woziłem po trzy, po 4 na dzień.
368Król, Szlachcic, Polak, Polska, Polityka, Bijatyka, ObyczajeNastąpiła potem elekcyja króla. Wyszły od arcybiskupa innotescencyje[3027] do województw, zagrzewając ordines Reipublicae[3028] do elekcyjej prędkiej a życząc, żeby się ten akt per deputatos[3029] mógł odprawić. Aleć województwa słowa na to nie dały rzec, ale żeby wszystkim wsiadać na koń tak jako na wojnę. Wiedzieli, co za ducha ma w sobie arcybiskup; wiedzieli, że on do śmierci praktyki francuskiej nie odstąpi; wiedzieli też i to, że wiele nowych do tej oblubienice gotuje się konkurentów, jako to: książę Longwil[3030], książę nejburskie[3031], książę lotaryńskie[3032]. Gromadzą się tedy województwa dobrym porządkiem kożde u siebie w domu, a potem ruszyły się ku Warszawie. Ja, żem się w Krakowskiem ożenił, jużem też tam z nimi był pod chorągwią krakowskiego powiatu, gdzie Pisarski Achacy[3033] rotmistrzował. Poszliśmy tedy pod Wysimierzyce[3034] i tam staliśmy więcej niżeli tydzień, potem pod Warszawą primis diebus Iunii[3035] stanęliśmy. Potem jako z rękawa wysypały się województwa, wojska wielkie, poczty pańskie, piechoty, zgoła, ludzi bardzo pięknych i wiele. Sam Radziwiłł Bogusław[3036] miał z sobą ludzi z ośm tysięcy, bardzo pięknych. Wtenczas najpierwszy raz w Polszcze muzyka, którą zowią pruska, słyszana była, co na tych pomortach[3037] grają przed rajtaryją.
369Opuścił tedy uszy arcybiskup, powątpi[e]wając w swojej intencyjej, ale po staremu nie ustaje w dopinaniu i ma nadzieję.
370Aleć jak się kołowanie zaczęło, różni różnie sądzą: ten będzie królem, ten będzie, a o tym nikt nie wspomnie, którego sam Bóg przejrzał. Ci, co posłali swoich posłów, starając się o to, mając nadzieję, że się według ich stanie intencyjej; a ten[3038] nie spodziewa się niczego, wiedząc, że do tego żadnego nie było i nie masz podobieństwa. Francuskie subiekta jako zhukane[3039] laborant[3040] skrycie, ale nejburskie i lotaryńskie jawn[i]e. O polskim zaś konkurencie i wzmianki żadnej nie masz. Tam dają, darują, syp[i]ą, leją, częstują, obiecują; ten nikomu nic nie daje, ani obiecuje, ani o to prosi, a przecie odnosi.
371A kiedy już po kilku sesyjach i po odebranej od posłów cudzoziemskich legacyjej i po deklarowanej kożdego posła za swego pana dla Rzpltej uczynności, najbardziej nam przypadł do serca Lotaryńczyk ex ratione[3041], że to pan wojenny i młody, a jego też poseł w swojej powiedział perorze na końcu te słowa: „Quotquot sunt inimici vestri, cum omnibus in hac arena certabit[3042]”. Soluta sessio ad cras[3043].
372Nazajutrz[3044] pozjeżdżali się do szopy. Okryły wojska pole; dopiero różni różnie dają sentencyje, ten tego, ten zaś inszego chwaląc. Ozwie się jeden szlachcic z województwa łęczyckiego, którzy zaraz nad kołem stali na koniach: „Nie odzywajcie się, Kondeuszowie, bo tu będą kule koło łba latały”. Senator jeden odpowiedział mu coś crude[3045]. Kiedy to poczną ognia dawać: senatorowie z miejsc w nogi, między karety, pod krzesła; rozruch, tumult. Zaraz insze chorągwie skoczyły z drugą stronę piechotę potrącać, deptać; piechota w rozsypkę. Obstąpiono circumcirca[3046] koło. Kiedy to poczęto egzorty[3047] prawić: „Zdrajcy! wytniemy was, nie wypuściemy was stąd; darmo mieszacie Rzpltą; inszych senatorów constituemus[3048], ex gremio[3049] sobie króla obierzemy, jakiego nam P. Bóg poda do serca”. Tak ci skończyła się owa sessyja tragicznym widowiskiem. Starczyzna przecie powyjmowali kożdy swoich; obróciły się chorągwie w pole, a panowie biskupowie, senatorowie powyłazili spod krzeseł, spod karet, wpół ledwie żywi, i pojechali do gospód, drudzy też, co w polu stali, do namiotów.
373Nazajutrz sessyja nie była, bo się panowie smarowali po utrząśnieniu i olejki, hiacynty pili po przestrachu. Województwa też w pole nie wychodziły, ale w obozie stały.
374Posyłają województwa 16 Iunii[3050] do arcybiskupa, żeby wyjechał na sessyją i zagaił według prawa continuationem operis[3051]. Odpowiedział, że „nie wyjadę, bo nie jestem securus[3052] zdrowia, i insi panowie senatorowie nie wyjadą”. Posłano znowu, że już wojska zmykają się ku szopie[3053]. „Kto cnotliwy i senator i kto chce, niech z nami wyjedzie; obierzemy sobie pana. Kto nie wyjedzie, będziemy go mieli za zdrajcę ojczyzny i, jaka stąd będzie konsekwencyja, niech się domyśli!” Stanęły tedy województwa jak o pół ćwierci mile od szopy. Już tedy senatorowie nie do szopy zjeżdżali się, ale do nas. Nasz kasztelan krakowski, Warszycki, i insi senatorowie przyjechali do nas. Dopieroż w radę de praeteritis[3054], co się komu ten podoba postępek. Pan[3055] krakowski rzecze: „Imię Jego święte, (bo to jego przysłowie), chwalę ja ten postępek; w tym się ma pokazać polska generositas[3056], że to króla powinna obierać wszystka nobilitas, non certus numerus personarum[3057]. Nie mam ja o to urazy, lubo mi kule świstały nad głową, bo wiem, że to u każdego szlachcica haeret in pectore[3058] ta malevolentia[3059] ludzi, która się już wszystkiemu światu ogłosiła, i owszem, jeżeli pożyję, na tym będę stał, aby sejmy odprawowały się na koniach, bo inaczej nie upilnują nam posłowie tych naszych wolności, których antecessorowie[3060] nasi krwawo nabyli”. Dawał przykłady dawne, że póko Polacy tak czynili, póty floruit[3061] złota wolność; i teraz trzeba się nam koniecznie ze snu porwać, odstąpiwszy też pro tempore[3062] wczasów domowych”. Przysyłają wtem do nas Wielgopolacy: „Co z tym mamy czynić, ponieważ o nas nie dbają panowie senatorowie?” Odpowiedzieliśmy i zaraz swoich posłaliśmy posłów, że „my mamy swoich senatorów, ruszamy się do szopy i będziemy o sobie radzić”. Ad locum electionis[3063] ruszyły się [województwa] i stanęły. O! kiedy się to z Warszawy karety wysypią, jedni ryścią, drudzy na cwał; do koła, co żywo (bo się spodziewali, że ich województwa prosić będą i nic bez nich nie zaczną), a potem i arcybiskup przyjechał, obaczywszy, że się nie kłaniają i przepraszać nie myślą za onegdajsze napsztykanie[3064].
375Zasiedli tedy, już non tam numerose[3065], jako przedtem, bo kto bardzo tchórz, to ten uczynił się chorym, obawiając się takiego drugiego albo gorszego huczku; a drudzy też i prawdziwie w chorobę powpadali z przelęknienia, albo też brzuch tłusty utrząsnął się. O jednym powiedali, że padł przez dyszel, uciekając, ledwie szyje nie złamał i jego właśni hejducy ledwie go z ziemie podnieśli i na nogach postawili. Zasiadszy w kole, siedzą, jakoby z choroby powstali, nic nie mówiąc żaden do żadnego. Ozwie się ktoś tam z kupy: „Mści Panowie, nie na próżnowanieśmy tu przyjechali: milcząc a patrzając na siebie, nic tu nie sprawiemy. Ponieważ ksiądz JMość z Prażmowa funkcyjej urzędowi swemu należytej nie czyni dosyć, więc prosiemy JMści pana kasztelana krakowskiego, jako pierwszego in regno[3066] senatora, aby nam był dyrektorem; wszakże też to nie papieża obierają, możemy się obeść i bez księdza”. Dopiero się arcybiskup porwie: „A, moi Mości Panowie, pókom ja żyw, w tych wszystkich okazyjach, quae sunt mei muneris[3067], ojczyźnie i kożdemu z WMMPanów specialiter[3068] służyć non desinam[3069]. I teraz zaczynajmy szczęśliwie, aza Bóg pobłogosławi, o co dnia dzisiejszego cum toto clero[3070] Jego świętego prosiłem Majestatu, żeby łaską Ducha świętego raczył nakłonić serca nas wszystkich, co by mogło być z Jego świętą chwałą a z dobrem ojczyzny naszej” et similia[3071]. „WMMPanowie mianujcie, kto się z tak wielu zacnych podoba konkurentów, a ja, starszy brat i sługa WMMPanów, do gotowego”. Brali insi głosy pro et contra[3072]; my też już zacinamy się rationibus[3073]: „Ja tego”. — „Ja też tego życzę”. — „Mnie się podoba ten”. — „Mnie też ten”. Racyja tego taka, tu też taka.
376To się agituje, a Wielgopolacy już krzyczą: „Vivat rex!” Skoczy od nas kilku, na kogo wołają; przynieśli nowinę, że na Lotaryńczyka. W łęczyckim województwie znowu i w brzeskim kujawskim intulerunt[3074] to, że „nam nie trzeba bogatego pana, bo on będzie bogatym, zostawszy królem polskim. Nie trzeba nam z inszymi kolligowanego monarchami, bo to jest periculum libertatis[3075]; ale nam trzeba virum fortem, virum bellicosum[3076]. Gdybyśmy byli mieli Czarnieckiego, pewnie by był usiadł na tronie; że go nam Bóg wziął, obierzmy jego ucznia, obierzmy Polan[ow]skiego[3077]”. To się agituje; ja per curiositatem[3078] skoczyłem do Sandomirzanów, którzy najbliżej nas stali, aż tam trafiłem na tę materyją, że życzą sobie de sanguine gentis[3079] i mówią: „Niewiele by nam trzeba szukać króla, mamy go między sobą. Wspomniawszy na cnotę i poczciwość i przeciwko ojczyźnie wielkie merita[3080] księcia ś. pamięci Hieremiego Wiśniowieckiego[3081], słuszna by rzecz zawdzięczyć to jego posteritati[3082]. Owo jest książę JMość Michał[3083]; czemuż go nie mamy mianować? Alboż nie z dawna wielkich książąt familiej? Alboż nie godzien korony?” A on siedzi między szlachtą pokorniusieńki, skurczył się, nic nie mówi. Skoczę ja znowu do swoich i powiedam: „Mości Panowie, już w kilku województwach zanosi się na Piasta”. Spyta mię pan krakowski: „A na któregoż?” Powiedam, że „na Polanowskiego, a tu na Wiśniowieckiego”. A tymczasem hukną w Sandomirskiem: „Vivat Piast!” Dębicki[3084], podkomorzy, ciska czapkę do góry, wrzeszczy na wszystek głos: „Vivat Piast! Vivat rex Michael[3085]!” A tu też nasi Krakowianie: „Vivat Piast!” Rozbieży się nas kilka między województwa insze z musztułukiem[3086], wołając: „Vivat Piast!” Łęczycanie i Kujawianie, rozumiejąc, że na ich Polanowskiego, poczęli zaraz też wołać; insze województwa toż. Wrócę się nazad do swoich, a tu go już biorą pod ręce, biorą go do koła. Starczyzna nasza krakowska negat, contradicit[3087] (bo od inszych piniędzy dużo nabrali i obietnice mieli wielkie), osobliwie Pisarski i Lipski[3088], mówiąc: „Dla Boga! co czyniemy? Czy nas szaleństwo ogarnęło? Stójmy! tak nie może to być”. Pan krakowski już od nas odstąpił, bo to jego był krewny; tam jest przy nominacie. Inszych senatorów idzie obviam[3089] wiele. Jedni powtarzają, drudzy też milczą. Rzecze do mnie Pisarski (bo też on mię przecie miał w powadze): „Mości panie Bracie, co w tym terminie rozumiesz?”. Odpowiem: „To rozumiem, co mi Bóg do serca podał: Vivat rex Michael[3090]!” Potem zaraz wyjadę z szerega, skoczę za Sendomirzanami; co żywo, za mną, że i chorążowie z chorągwiami musieli, a Pisarski, czapką tylko o łeb uderzywszy, pojechał na stronę.
377Wprowadziliśmy go[3091] tedy do koła szczęśliwie. Tam dopiero gratulationes[3092], tam dopiero pociecha dobrych, a smutek złych.
378Czynił ci arcybiskup te ceremonie, co do jego urzędu należały, jako to circa inaugurationem[3093] i w inszych gratiarum actionis[3094] po kościołach cyrkumstancyjach[3095], ale z jakim sercem, z jaką ochotą! Właśnie, kiedy owo wilka zaprzęgą do pługa i każą mu gwałtem orać. Co wybuchnęło potem in publicum[3096]; co z dobrym panem robili za dziwy, o tym się niżej napisze.
379Nazajutrz zaraz był król kilką milionów droższy; tak wiele mu nadano podarunków, karet, cugów, obiciów, śreber i różnych splendorów. Nawet sami posłowie tych książąt, którzy o koronę konkurowali, dawali mu podarunki. Dosyć na tym, że tak P. Bóg ku niemu skłonił serca ludzkie, że to, kto co mógł mieć najspecyjalniejszego, to mu niósł a oddawał: nie tylko z koni pięknych, rumaków, ale i z rynsztunków, kto miał choć parę pistoletów w heban oprawnych albo w słoniową kość.
380Rozjechali się tedy do domu nobilitas[3097], już nie pod chorągwiami, ale sparsim[3098]. Ja też, u moich Rawianinów pobawiwszy, pojechałem do domu.
381Koronacyja potem była w Krakowie dnia 29 września w wielkiej ludzi różnych frekwencyjej i sejm coronationis[3099] zaczął się zaraz, ale molo eventu[3100], rozerwany przez Olizara[3101], posła województwa kijowskiego, który proceder już to był z praktyki[3102].
382Wojsko na ten czas stało pod Bochryniem[3103], ale żadnego z nieprzyjacielem nie uczynili eksperymentu.
383Wyprawiono nihilominus[3104] po tym zerwanym sejmie ks. Andrzeja Olszowskiego[3105], biskupa chełmińskiego, do cesarza JMości, prosząc o siostrę[3106] jego w małżeństwo królowi. Wszystko to otrzymał snadno[3107], bo cesarz tego sobie życzył i sam się z tym odezwał.
Strona 1 z 1 · 77% utworu
Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.