Romeo i Julia · William Shakespeare (Szekspir)

AKT CZWARTY

AKT CZWARTY

Ksiądz, ZaświatySCENA PIERWSZA

Cela Ojca Laurentego. Ojciec Laurenty i Parys.

OJCIEC LAURENTY

2240
W ten czwartek zatem? To bardzo pośpiesznie.

PARYS

Mój teść, Kapulet, życzy sobie tego;
A ja powodu nie mam, by odwlekać.

OJCIEC LAURENTY

Obyczaje, ŻałobaNie znasz pan, mówisz, uczuć swojej przyszłej;
Krzywa to droga, ja takich nie lubię.

PARYS

2245
Bez miary płacze nad śmiercią Tybalta,
Małom jej przeto mówił[194] o miłości,
Bo Wenus w domu łez się nie uśmiecha.
Ojciec jej, mając to za niebezpieczne,
Że się tak bardzo poddaje żalowi,
2250
W mądrości swojej przyśpiesza nasz związek,
By zatamować źródło tych łez, które
W odosobnieniu cieką za obficie.
A w towarzystwie prędzej mogą ustać.
Znasz teraz, ojcze, powód tej nagłości.

OJCIEC LAURENTY

na stronie
2255
Obym mógł nie znać powodów do zwłoki!
głośno
Patrz, hrabio, oto twa przyszła nadchodzi.
Wchodzi Julia.

PARYS

Szczęsny traf dla mnie, piękna przyszła żono!

JULIA

Być może, przyszłość jest nieodgadniona.

PARYS

To „może” ma być już w ten czwartek z rana.

JULIA

2260
Co ma być, będzie.

OJCIEC LAURENTY

Prawda to zbyt znana.

Ciało, Kobieta, Mężczyzna, Miłość, WłasnośćPARYS

Przyszłaś się, pani, spowiadać przed ojcem?

JULIA

Mówiąc to, panu bym się spowiadała.

PARYS

Nie zaprzecz przed nim, pani, że mię kochasz.

JULIA

2265
Że jego kocham, to wyznam i panu.

PARYS

Wyznasz mi także, tuszę, że mnie kochasz.

JULIA

Gdyby tak było, większą by to miało
Wartość wyznane z daleka niż w oczy.

PARYS

Biedna! łzy bardzo twarz twą oszpeciły.

JULIA

2270
Niewielkie przez to odniosły zwycięstwo;
Dosyć już była uboga przed nimi.

PARYS

Tym słowem bardziej ją krzywdzisz niż łzami.

JULIA

Nie jest to krzywda, panie, ale prawda,
I w oczy sobie ją mówię.

PARYS

2275
Twarz twoja
Do mnie należy, a ty jej uwłaczasz.

JULIA

Nie przeczę; moja bowiem była inna.
Masz–li czas teraz, mój ojcze duchowny,
Czyli też mam przyjść wieczór po nieszporach?

OJCIEC LAURENTY

2280
Nie brak mi teraz czasu, smętne dziecię.
Racz, panie hrabio, zostawić nas samych.

PARYS

Niech mię Bóg broni świętym obowiązkom
Stać na przeszkodzie! Julio, w czwartek z rana
Przyjdę cię zbudzić. Bądź zdrowa tymczasem
2285
I przyjm pobożne to pocałowanie.
wychodzi

JULIA

O! zamknij, ojcze, drzwi; a jak je zamkniesz,
Przyjdź płakać ze mną. Nie ma już nadziei!
Nie ma ratunku! Nie ma ocalenia!

Los, Samobójstwo, Konflikt wewnętrzny, HonorOJCIEC LAURENTY

Ach, Julio! Znam twą boleść; mnie samego
2290
Nabawia ona prawie odurzenia,
Słyszałem, i nic tego nie odwlecze,
Że w przyszły czwartek wziąć masz ślub z tym hrabią

JULIA

Nie mów mi, ojcze, że o tym słyszałeś;
Chyba, że powiesz, jak tego uniknąć,
2295
Jeżeli w swojej mądrości nie znajdziesz
Żadnego na to środka, to przynajmniej
Postanowienie moje nazwij mądrym,
A w tym sztylecie zaraz znajdę środek.
Bóg złączył moje i Romea ręce,
2300
Ty nasze dłonie; i nim ta dłoń, świętą
Pieczęcią twoją z Romeem spojona,
Inny akt stwierdzi, nim to wierne serce
W zdradzieckim buncie odda się innemu,
To ostrze zada śmierć sercu i dłoni.
2305
Daj mi więc jaką radę, zaczerpniętą
Z długoletniego doświadczenia twego,
Albo bądź świadkiem, jak ten nóż rozstrzygnie
Sprawę pomiędzy mną a moim losem,
Wnet zaradzając temu, czego ani
2310
Wiek, ani rozum nie mógł doprowadzić
Do rozwiązania zgodnego z honorem.
Mów prędko; pilno mi wstąpić do grobu,
Jeśli mi powiesz, że nie ma sposobu.

OJCIEC LAURENTY

Stój, córko! Mam ja w myśli pewien środek,
2315
Wymagający równie rozpaczliwej
Determinacji, jak jest rozpaczliwe
To, czemu chcemy zapobiec. Jeżeli,
Dla uniknięcia małżeństwa z Parysem,
Masz siłę woli odjąć sobie życie,
2320
To się odważysz snadź na coś takiego,
Co będąc tylko podobnym do śmierci
Uwolni cię od hańby, jakiej chciałaś
Ujść przez zadanie jej sobie naprawdę.
Masz–li odwagę, toć wskażę ten środek.

JULIA

2325
Gotycyzm, NiebezpieczeństwoO! każ mi, zamiast być żoną Parysa,
Skoczyć ze szczytu wieży; w rozbójniczych
Gościć jaskiniach, w legowiskach wężów,
Zamknij mię w jedną klatkę z niedźwiedziami
Albo mię wepchnij nocą do kostnicy,
2330
Zewsząd pokrytej szczątkami szkieletów,
Poczerniałymi kośćmi i czaszkami,
Każ mi wejść żywcem w grób świeżo kopany
I w jeden całun z trupem się obwinąć;
Wszystko to dawniej dreszcz budziło we mnie,
2335
Ale bez trwogi uczynię to zaraz,
Bylebym tylko pozostała czystą
Małżonką mego lubego kochanka.

OJCIEC LAURENTY

Słuchaj więc; idź do domu, bądź wesoła,
Przystań na związek z hrabią. Jutro środa;
2340
Staraj się jutro na noc zostać sama,
Niech Marta nie śpi ten raz w twym pokoju.
Sen, ŚmierćMasz tu flaszeczkę; weźmiesz ją do łóżka
I filtrowany likwor ten wypijesz;
A wnet po wszystkich żyłach cię przebiegnie
2345
Usypiający dreszcz, który owładnie
Wszelką żywotną funkcją; wszystkie pulsa
Wstrzymają w tobie swe zwyczajne bicie;
Ni dech, ni ciepło nie wskaże, że żyjesz.
Róże ust twoich i policzków zbledną
2350
Jak popiół; oczu zasłony zapadną,
Jak gdy dłoń śmierci zakrywa dzień życia;
Każdy twój członek pozbawiony władzy
Zdrętwieje, stęgnie[195], zziębnie jak u trupa.
I w tym pozornym stanie nagłej śmierci
2355
Zostawać będziesz czterdzieści dwie godzin,
Wtedy się ockniesz jak ze snu błogiego.
Gdy więc nazajutrz z rana narzeczony
Przyjdzie cię zbudzić, znajdzie cię umarłą;
Po czym, jak każe zwyczaj, przystrojona
2360
W godowe szaty, w odsłoniętej trumnie,
Złożoną będziesz pod owym sklepieniem,
Gdzie leżą wszyscy ze krwi Kapuletów.
Uwiadomiony tymczasem przeze mnie
O naszym planie, Romeo przybędzie;
2365
Wraz ze mną czekać będzie w owym lochu
Na twe ocknienie i tej samej nocy
Uprowadzi cię skrycie do Mantui.
KobietaTo cię uchroni od hańby grożącej;
Jeśli brak woli lub niewieścia bojaźń
2370
Od wykonania tego cię nie wstrzyma.

JULIA

O, daj mi, daj mi! nie mów o bojaźni!

OJCIEC LAURENTY

Masz, idź, bądź niewzruszona i szczęśliwa
W tym przedsięwzięciu! Wyprawię natychmiast
Jednego z naszych braci do Mantui
2375
Z listem do twego męża.

JULIA

O nadziejo!
Ty mi bądź bodźcem, a hasłem Romeo!
Bądź zdrów, mój ojcze!
odchodzi

SCENA DRUGA

Pokój w domu Kapuletów. Wchodzą Kapulet, Pani Kapulet, Marta i słudzy.

Sługa, JedzenieKAPULET

do Służącego
2379

Proś te osoby, co tu są spisane.

Służący wychodzi.
2380

A waść dwudziestu biegłych zbierz kucharzy.

DRUGI SŁUŻĄCY

2381

Nie będzie zły ani jeden, jaśnie panie, bo się przekonam wprzód o każdym, czy umie sobie oblizywać palce.

KAPULET

2382

A to na co?

DRUGI SŁUŻĄCY

2383

Zły to kucharz, jaśnie panie, co nie oblizuje sobie palców[196], o którym się więc przekonam, że tego nie umie, tego nie sprowadzę.

KAPULET

Ruszaj!
Wychodzi Służący.
2385
Wątpię, czy wszystko na czas wygotujem.
Córka, Ksiądz, Obyczaje, OjciecBodaj cię! Prawdaż to, że Julia poszła
Do ojca Laurentego?

MARTA

Poszła, panie.

KAPULET

To dobrze; może on co dla niej wskóra.
2390
Cięta, uparta to skóra na buty.
Wchodzi Julia.

MARTA

Patrz pan, jak raźnie wraca od spowiedzi.

KAPULET

No, sekutnico, gdzie żeś to bywała?

JULIA

Gdzie mię żałować nauczono, panie,
Za grzech uporu i nieposłuszeństwa
2395
Naprzeciw woli twojej. Świątobliwy
Kapłan Laurenty kazał mi się rzucić
Do twych nóg i o przebaczenie prosić.
Przebacz mi, ojcze! będę już uległa.

KAPULET

Niech tam kto pójdzie prosić pana hrabię:
2400
Jutro mieć muszę spleciony ten węzeł.

JULIA

Spotkałam hrabię w celi Laurentego
I okazałam mu miłość, jak mogłam,
Nie przekraczając granicy skromności.

KAPULET

To co innego; tak, to dobrze, powstań;
2405
Tak być powinno, tak córce przystoi.
Prosić tu hrabię, żeby przyszedł zaraz.
Dalipan, święty to człek z tego mnicha;
Słusznie mu całe miasto cześć oddaje.

JULIA

Marto, pójdź ze mną do mego pokoju.
2410
Wszak mi pomożesz przymierzyć przyborów,
Jakie na jutro uznasz za stosowne?

PANI KAPULET

Po co dziś? jutro będzie dosyć czasu.

KAPULET

Idź z nią, idź, jutro pójdziem do kościoła.
Julia z Martą wychodzi.

PANI KAPULET

Nie wiem, czy zdążym z przygotowaniami;
2415
Już wieczór.

KAPULET

Nie troszcz się; dojrzę wszystkiego
I wszystko będzie dobrze, za to ręczę.
Idź do Juleczki, pomóż jej się przebrać.
Ja się tej nocy nie położę; będę
2420
Na ten raz pełnił urząd gospodyni.
SługaHej, służba! Cóż to? wszyscy się rozeszli?
Mniejsza z tym, pójdę sam hrabię uprzedzić
O zaszłej zmianie. Córka, OjciecLekko mi na sercu,
Że się ten kozioł przecie opamiętał.
Wychodzą.

SCENA TRZECIA

Pokój Julii. Wchodzi Julia i Marta.

JULIA

2425
Tak, ten strój wezmę. Ale, Grzech, Modlitwazłota nianiu,
Proszę cię, zostaw mię na tę noc samą,
Bo dużo muszę pacierzy odmówić
Dla uproszenia sobie względów niebios
Nad moim stanem, jak wiesz, pełnym grzechu.
Wchodzi Pani Kapulet.

PANI KAPULET

2430
Takeś zajęta? Mam–że ci dopomóc?

JULIA

Nie, pani; jużeśmy we dwie wybrały,
Co mi na jutro może być potrzebne.
Pozwól, bym teraz sama pozostała,
I niechaj Marta spędzi tę noc z tobą.
2435
Pewnam, że wszyscy macie dość roboty
Przy tym tak nagłym obchodzie.

PANI KAPULET

Dobranoc!
Połóż się, spocznij; potrzebujesz tego.
Wychodzą Pani Kapulet i Marta.

JULIA

Dobranoc! Bóg wie, kiedy się zobaczym.
2440
Zimny dreszcz trwogi na wskroś mię przejmuje
I jakby mrozi we mnie ciepło życia.
Zawołam na nie, by mnie pokrzepiły;
Sen, ŚmierćNianiu! I po cóż tu ona? Straszliwy
Ten czyn wymaga właśnie samotności.
2445
Ha! pójdź, flakonie!
Gdyby jednakże ten płyn nie skutkował?
Miałażbym gwałtem z hrabią być złączona?
Nie, nie, ucieczka w tym: leż tu w odwodzie.
kładzie na stole sztylet[197]
KsiądzA gdyby też to miała być trucizna,
2450
Którą mi ksiądz ten zręcznie śmierć chce zadać,
By ujść zarzutu, że dał ślub kobiecie,
Którą już pierwej zaślubił z kim innym?
To by być mogło; ale nie, tak nie jest,
Bo jego świętość jest wypróbowana,
2455
I nawet myśli tej nie chcę przypuszczać.
GotycyzmLecz gdybym w grobie się ocknęła pierwej,
Nim mię Romeo przyjdzie oswobodzić?
To byłoby okropnie!
Nie udusiłażbym się wśród tych sklepień,
2460
Gdzie nigdy zdrowe nie wnika powietrze,
I nie umarłażbym wprzód, nim Romeo
Przyjdzie na pomoc? A choćbym i żyła,
Czyliżby straszny wpływ nocy i śmierci,
Którą dokoła będę otoczona,
2465
Obok wrażenia, jakie sprawić musi
Samaż miejscowość tego sklepionego
Starożytnego lochu, w którym kości
Zmarłych mych przodków od lat niepamiętnych
Nagromadzone leżą, kędy świeżo
2470
Złożony Tybalt gnije pod całunem;
I kędy nocą, o pewnych godzinach,
Duchy, jak mówią odbywają schadzki;
SzaleniecNiestety! czyliżby prawdopodobnie
To wszystko, gdybym wcześniej się ocknęła,
2475
A potem zapach trupi, Roślinykrzyk podobny
Do tego, jaki wydaje ów korzeń
Ziela pokrzyku[198], gdy się go wyrywa,
Krzyk wprawiający ludzi w obłąkanie[199],
Czyliżby wszystko to, w razie ocknienia
2480
Nie pomieszało mi zmysłów? Czyliżbym
Po szalonemu nie igrała wtedy
Z kośćmi mych przodków? nie poszła się pieścić
Z trupem Tybalta? i w tym rozstrojeniu
Nie rozbiłażbym sobie rozpaczliwie
2485
Głowy piszczelą którego z pradziadów
Jak pałką? Patrzcie! patrzcie! zdaje mi się,
Że duch Tybalta widzę ścigający
Romea za to, że go wygnał z ciała.
Stój! stój, Tybalcie!
przytyka flakon do ust
2490
Do ciebie, mój luby,
Spełniam ten toast zbawienia lub zguby.
Wypija napój i rzuca się na łóżko.

SCENA CZWARTA

Sala w domu Kapuletów. Wchodzą Pani Kapulet i Marta.

PANI KAPULET

Weź te półmiski i wydaj korzenie.

MARTA

Piekarz o pigwy woła i daktyle.
Wchodzi Kapulet.

GospodarzKAPULET

Śpieszcie się, śpieszcie! Już drugi kur zapiał;
2495
Poranny dzwonek ozwał się: to trzecia[200],
Dojrzyj ciast, moja Marto, nie szczędź przypraw.

MARTA

Co to za wścibstwo[201]? Idź–że się pan przespać.
Dalipan, jutro się nam rozchorujesz
Z tego niewczasu.

KAPULET

2500
Ani krzty! Do licha!
Nie wysypiałem się dla spraw mniej ważnych,
A przecież nigdy nie zachorowałem.

PANI KAPULET

Wiem ci ja dobrze, wiem, umiał jegomość
Swojego czasu myszkować; lecz teraz
2505
Ja czuwam nad tym, abyś pan nie czuwał.
Wychodzą Pani Kapulet i Marta.

KAPULET

Zazdrosna sztuka!
SługaWchodzą słudzy z rożnami, koszami i drzewem.
Hej! co tam niesiecie?

PIERWSZY SŁUGA

Rzeczy do kuchni, ale nie wiem jakie.

KAPULET

Śpiesz się.
Wychodzi Służący.
2510
Idź, wasze, suchszych szczap narąbać;
Piotr ci kloc wskaże po temu.

DRUGI SŁUGA

Jeżeli
O kloca idzie, to dość mnie samego;
Nie potrzebuję się zwracać do Piotra.
wychodzi

KAPULET

2515
Masz słuszność; żywo! Wesołe ladaco!
Sam będziesz klocem. Dalipan, już dnieje
I hrabia będzie tu zaraz z muzyką.
Tak przyrzekł.
Słychać muzykę.
Otóż idzie; już go słychać.
2520
Hej! Żono! Marto! Chodźcie tu! Hej! Marto!
Wchodzi Marta.
Idź, obudź Julkę, ubierz ją co żywo.
Ja pogawędzę tymczasem z Parysem.
Śpiesz się, nie marudź; pan młody już przyszedł.
Co tchu się zwijaj.
wychodzi

SCENA PIĄTA

Pokój Julii. Julia w łóżku. Wchodzi Marta.

ŚmierćMARTA

2525
Ciało, Małżeństwo, SenPanienko! Julciu! Jak się to zaspało!
Wstawaj gołąbku! Wstawaj! Wstydź się, śpiochu!
Panienko! duszko! rybko! Ani mrumru!
Chcesz, widzę, wyspać się za cały tydzień.
Jakbyś wiedziała, że ci hrabia Parys
2530
Następnej nocy nie da oka zmrużyć.
Odpuść mi, Panie, amen! Jak śpi smacznie!
Muszę ją jednak zbudzić. Julciu! Julciu!
Niech no cię hrabia Parys tak zastanie,
To się dopiero zerwiesz. Cóż to? w sukni?
2535
Jużeś ubrana i znów się pokładłaś?
Dosyć już tego! Julciu! Panno Julio! -
AlkoholHa! przez Bóg żywy! Na pomoc! na pomoc!
Ona nie żyje! O, ja nieszczęśliwa!
Po co mi było się rodzić? Na pomoc!
2540
Choć trochę akwawity! Panie! Pani!
Wchodzi Pani Kapulet.

PANI KAPULET

Co za hałas?

MARTA

O dniu niefortunny!

PANI KAPULET

Mów, co się stało?

MARTA

Patrz, pani.

PANI KAPULET

2545
O nieba!
O moje dziecię! o moja pociecho!
Wstań! odżyj albo umrę razem z tobą!
Na pomoc! wołaj pomocy!
Wchodzi Kapulet.

KAPULET

Co za guzdralstwo! Pan młody już czeka.

MARTA

2550
Ona nie żyje; rozstała się z życiem!
O dniu żałosny!

PANI KAPULET

O dniu opłakany!
Ona nie żyje, nie żyje, nie żyje!

KAPULET

Córka, OjciecPuśćcie mię, niech zobaczę… Jak lód zimna;
2555
Krew w niej zastygła; członki jej zdrętwiały…
Dawno już życie z tych ust uleciało.
Śmierć ją zwarzyła, jak mróz najpiękniejszy
Pierwiosnek w maju. Nieszczęsny ja starzec!

MARTA

O niefortunny dniu!

PANI KAPULET

2560
O dniu boleści!

Ojciec, Dziecko, Córka, DziedzictwoKAPULET

Śmierć ta, niszcząca wszystkie me nadzieje,
Głos mi tamuje i zamyka usta.
Wchodzi Ojciec Laurenty i Parys z muzykantami.

OJCIEC LAURENTY

Czy panna młoda już jest w pogotowiu
Iść do kościoła?

KAPULET

2565
Iść, ale nie wrócić;
O synu, w wilię dnia twojego ślubu
Śmierć zaślubiła twą oblubienicę.
Patrz, oto leży ten kwiat w jej uścisku.
Śmierć jest mym zięciem, śmierć jest mym dziedzicem.
2570
Umrę i wszystko jej oddam, bo wszystko
Oddaje śmierci, kto oddaje ducha.

PARYS

Tak dawnom wzdychał do tego poranku
I takiż widok czekał mię u mety!

MatkaPANI KAPULET

Dniu nienawistny, przeklęty! ohydny,
2575
Stokroć obmierzły, jakiemu równego
W obiegu swoim czas jeszcze nie widział!
Jedno mieć tylko, jedno biedne dziecko,
Jedną uciechę i jedną pociechę.
I tę zabiera śmierć nielitościwa!

MARTA

2580
O smutny, smutny dniu! o dniu żałosny!
Najopłakańszy, najniefortunniejszy,
Jaki widziałam w życiu kiedykolwiek!
O dniu! o smutny dniu! O dniu żałosny!
Nie było nigdy jeszcze dnia takiego.
2585
O! stokroć smutny dniu, stokroć żałosny!

PARYS

Okrutna, sroga świętokradzka śmierci!
Tyś mię podeszła, obdarła, zgnębiła.
Przez ciebiem niebo stracił, okrutnico!
O Julio! luba! życie! już nie życie.
2590
Nie mniej jednakże luba i po śmierci!

KAPULET

Los, OjciecZawistny, twardy, niecny, zbójczy losie!
Po cóż ci, po co było tak tyrańsko
Wniwecz obracać naszą uroczystość!
O moje dziecko! raczej duszo moja,
2595
Nie moje dziecko, bo dziecko jest trupem;
I wraz z nim cała pociech mych ostoja,
Cały wdzięk życia stał się śmierci łupem!

OJCIEC LAURENTY

Przestańcie! Rozpacz nie leczy rozpaczy.
Nadobne dziecię to było własnością
2600
Zarówno nieba, jak i waszą, niebo
Zabrało swoją część; tym lepiej dla niej,
Wyście nie mogli waszej części ziemskiej
Ustrzec od śmierci, ale część jej lepszą
Niebo zachowa w wiekuistym życiu.
2605
Jej wywyższenie było szczytem waszych
Życzeń i dążeń. W nim zakładaliście
Swój raj na ziemi i płaczecie teraz,
I rozpaczacie, widząc ją wzniesioną
Ponad obłoki do istnego raju?
2610
O, zła to miłość jęczeć z żalu wtedy,
Kiedy tym, których kochamy, jest dobrze.
Małżeństwo, Kobieta, ŻonaNie ta dziewica dobrze poszła za mąż,
Co długie lata przeżyła w zamęściu,
Lecz ta, co młodo zamężną umiera.
2615
Połóżcie tamę łzom i umaiwszy
To piękne ciało liśćmi rozmarynu,
Każcie je, wedle zwyczaju, niebawem
W świątecznych szatach zanieść do kościoła.
Żałoba, Łzy, RozumŚwiętymi wprawdzie są boleści prawa,
2620
Przecież rozsądek z łez się naigrawa.

KAPULET

Małżeństwo, Przemiana, PogrzebCośmy na gody poprzysposabiali,
To musi teraz posłużyć na pogrzeb;
Weselna uczta zamieni się w stypę,
Dźwięk strun w jęk dzwonów, pieśni w smętne treny,
2625
Mirtowy wieniec martwą skroń otoczy,
Słowem, wszystko się w opak przeistoczy.

OJCIEC LAURENTY

Wyjdźcie stąd, państwo, i ty, hrabio, także.
Niech się gotuje każdy odprowadzić
Te piękne zwłoki na wieczny spoczynek.
2630
Snadź niebo na was o coś zagniewane;
Nie jątrzcież jego gniewu jeszcze gorzej
Oporem przeciw świętej woli bożej.
Wychodzą Kapulet, Pani Kapulet, Parys i Ojciec Laurenty.

Muzyka, SługaPIERWSZY MUZYKANT

2633

Trzeba nam podobno schować dudy w miech i wynieść się za drzwi.

MARTA

Tak, tak, schowajcie swoje instrumenta[202],
2635
Poczciwi ludzie, nie ma tu co robić.

DRUGI MUZYKANT

Możeć się jeszcze co znajdzie.
Wchodzi Piotr.

PIOTR

2637

Zagrajcie mi na basetli, panowie muzykanci, zagrajcie mi na basetli, jeżeli mi dobrze życzycie.

PIERWSZY MUZYKANT

2638

Dlaczego na basetli?

PIOTR

2639

Bo moja dusza gra teraz na drumli[203]. Zagrajcie mi co smętnie skocznego dla rozweselenia.

PIERWSZY MUZYKANT

2640

Daj nam waść pokój; nie pora teraz do gędźby[204].

PIOTR

2641

Nie chcecie zatem?

PIERWSZY MUZYKANT

2642

Nie.

PIOTR

2643

Czekajcie, zapłacę wam za to.

PIERWSZY MUZYKANT

2644

Czym takim?

PIOTR

2645

Nie brzęczącą monetą, jak mi Bóg miły! ale bitą monetą; monetą godną rzępołów.

PIERWSZY MUZYKANT

2646

To my się waćpanu równą monetą odpłacimy; monetą godną lokajów.

PIOTR

2647

Wprzód ja wam lokajską klingą zagram po brzuchu.

DRUGI MUZYKANT

2648

Schowaj, waćpan, swój rożen, a wydobądź lepiej swój dowcip.

PIOTR

2649

Strzeżcie się ostrza mego dowcipu, bo was przeszyje na wylot. Baczność!

śpiewa
Gdy z piersi płynie jęk,
A serce żal zakrwawia,
Muzyki srebrny dźwięk…
2650

Dlaczego srebrny dźwięk? Dlaczego muzyki srebrny dźwięk? Cóż waść na to, mości Barania Kiszko?

PIERWSZY MUZYKANT

2651

Już–ci dlatego, że srebro ma dźwięk miły.

PIOTR

2652

Pleciesz! a waść co na to, mości Klawicymbale?

DRUGI MUZYKANT

2653

Dlatego sądzę, że muzykanci grają za srebro.

PIOTR

2654

Pleciesz także! A waść co o tym sądzisz, mości Kaleczyuchu?

TRZECI MUZYKANT

2655

Nie wiem doprawdy, co o tym sądzić.

PIOTR

2656

O, przepraszam, zapomniałem, że jesteś śpiewakiem. No, to ja powiem za ciebie: „Muzyki srebrny dźwięk” mówi się dlatego, że muzykanci rzadko kiedy złoto za muzykę dostają.

wychodzi śpiewając
Muzyki srebrny dźwięk
Natychmiast ulgę sprawia.

PIERWSZY MUZYKANT

2659

Cóż to za bezczelny łotr z tego hultaja!

DRUGI MUZYKANT

2660

Pal go kaci! JedzenieZejdźmy tam na dół wmieszać się między orszak żałobny i czekać, rychło co spadnie z półmiska.

Wychodzą.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.