Skąpiec · Molière (Molier)

AKT IV

ok. 13 min czytaniaSkąpiecKradzież

AKT IV

SCENA PIERWSZA

KLEANT, MARIANNA, ELIZA, FROZYNA

KLEANT

623

Zostańmy tutaj, będzie nam o wiele lepiej. Nikt nie podsłuchuje, możemy mówić swobodnie.

ELIZA

624

Tak, pani; brat zwierzył mi się z miłości swej dla ciebie. Znam dobrze przykrości i niedole takiego położenia; niech mi pani wierzy, z całego serca biorę udział w waszej sprawie.

MARIANNA

625

Jakąż miłą pociechą jest posiadać życzliwość osoby takiej, jak pani! Błagam, abyś na zawsze zechciała mi zachować tę szlachetną przyjaźń, podwójnie cenną w moich smutnych losach.

FROZYNA

626

Daję słowo, kapitalne głupstwo strzeliliście oboje, żeście mi się zawczasu nie zwierzyli z całą historią. Oszczędziłabym wam z pewnością niejednego kłopotu i nie bylibyśmy zabrnęli tak daleko.

KLEANT

627

Cóż robić? Widocznie mój zły los tak pokierował sprawą. Ale, piękna Marianno, powiedz, jakie ty masz plany?

MARIANNA

628

Mój Boże, czyż w mojej jest mocy czynić jakieś postanowienia? Zależność, w jakiej żyję, czyliż mi się nie każe ograniczyć jeno do życzeń?

KLEANT

629

Więc żadnego oparcia nie ma dla mnie w twoim sercu, tylko same życzenia? Żadnego współczucia? Sympatii? Ani śladu przywiązania zdolnego do czynu?

MARIANNA

630

Cóż mam powiedzieć, Kleancie? Postaw się na moim miejscu! Radź, rozkazuj sam; zdaję się zupełnie na ciebie; zbyt jestem pewna twego charakteru, aby przypuszczać, iż mógłbyś żądać czegoś sprzecznego z honorem i przystojnością.

KLEANT

631

Ach, i cóż za los być ograniczonym do tego, na co pozwalają ciasne uczucia surowego honoru i małodusznej przystojności!

MARIANNA

632

Cóż chcesz? Gdybym nawet chciała pominąć względy powinne mej płci, nie mogę zapomnieć o matce. Nie potrafiłabym przemóc na sobie, aby niewdzięcznością odpłacić dobroć i serdeczność, jakich zawsze doznawałam. Ją staraj się przekonać; użyj wszystkich dróg, aby ją zjednać. Możesz czynić i mówić, co ci się podoba, daję ci zupełną swobodę; gdybyć chodziło tylko o to, bym oświadczyła się na twoją korzyść, chętnie jestem gotowa wyznać wszystko, co czuję.

KLEANT

633

Frozyno, poczciwa Frozyno, a ty, czy zechcesz dopomóc?

FROZYNA

634

Czyż trzeba nawet pytać? Chciałabym, z całego serca. Wiecie dobrze, że ja mam dość sobie ludzką naturę. Niebo nie dało mi serca z kamienia; aż nadto lubię wyświadczać ludziom przysługi, a cóż dopiero, gdy widzę młodych, kochających się tak poczciwie i szczerze. Jakże tedy wziąć się do rzeczy?

KLEANT

635

Pomyśl trochę, proszę cię o to.

MARIANNA

636

Poradź co.

ELIZA

637

Znajdź sposób odrobienia tego, coś zdziałała.

FROZYNA

638

To nie tak łatwo. Do Marianny Co się tyczy matki, to ma ona na tyle rozsądku, aby ją można było przejednać i nakłonić; zgodzi się może przelać na syna to, co przeznaczała dla ojca. Do Kleanta Ale największa bieda, to że pański ojciec jest pańskim ojcem.

KLEANT

639

To oczywiste.

FROZYNA

640

Myślę niby, że zachowa ciężką urazę, jeśli dostanie odkosza[60], i wcale go to nie usposobi życzliwie dla pańskiego małżeństwa. Trzeba by tedy, aby zerwanie wyszło od niego samego i aby w jakiś sposób mógł się zrazić do Marianny.

KLEANT

641

Masz słuszność.

FROZYNA

642

Wiem, że mam słuszność, ale to jeszcze mało. To by zatem była droga: ale licho wie, jak znaleźć po temu środki. Czekajcie, gdyby się postarać o jakąś kobietę, nie nadto młodą, sprytną — niby coś w moim rodzaju — która by, przebrana naprędce, pod jakimś dziwacznym nazwiskiem markizy lub wicehrabiny, umiała odegrać rolę znakomitej damy, gdzieś z Bretanii czy skądinąd. Podejmuję się wmówić w ojca, że to jest osoba, która, prócz nieruchomości, posiada sto tysięcy talarów w gotowiźnie; że zakochała się w nim śmiertelnie i pragnie koniecznie zostać jego żoną, tak iż gotowa jest intercyzą przekazać mu cały majątek. Ani wątpię, że da się złapać. Bo, ostatecznie, on kocha pannę bardzo, wiem, ale cośkolwiek bardziej jeszcze kocha złotko: i skoro, omamiony jego blaskiem, zgodzi się ustąpić ciebie, mniejsza, że później czeka go ciężkie rozczarowanie co do owej markizy.

KLEANT

643

Bardzo dobry pomysł.

FROZYNA

644

Pozwólcie mi tylko działać. Przypominam sobie jedną z przyjaciółek, która się nada tutaj doskonale.

KLEANT

645

Bądź przekonana, Frozyno, o mojej wdzięczności. W każdym razie, urocza Marianno, pozwól, abyśmy zaczęli sprawę od zjednania matki; to już byłby duży krok naprzód. Uczyń, błagam, ze swej strony wszystko, co będzie w twej mocy. Użyj wpływu, jaki ci daje jej przywiązanie do ciebie. Rozwiń siłę twej wymowy, wszystkie potężne czary, jakie niebo włożyło w twe oczy i usta, i nie poniechaj tych czułych słówek, nieśmiałych próśb i przymilnych pieszczot, którym, to pewna, nikt się oprzeć nie potrafi.

MARIANNA

646

Uczynię, co w mej mocy, nie zaniedbam niczego.

SCENA DRUGA

HARPAGON, KLEANT, MARIANNA, ELIZA, FROZYNA

HARPAGON

na stronie, niespostrzeżony przez tamtych
647

Ho, ho! Syn całuje w rękę przyszłą macochę, a pani macocha coś się nie bardzo opiera! Czyżby się w tym kryła jakaś tajemnica?

ELIZA

648

Ojciec idzie.

HARPAGON

649

Karoca gotowa: możecie jechać, choćby zaraz.

KLEANT

650

Skoro nie jedziesz, ojcze, może ja paniom będę towarzyszył.

HARPAGON

651

Nie: zostań. Mogą pojechać i same; będziesz mi potrzebny.

SCENA TRZECIA

HARPAGON, KLEANT

HARPAGON

652

I cóż, Kleancie, pomijając kwestię macochy, jak ci się wydaje ta młoda osoba?

KLEANT

653

Jak mi się wydaje?

HARPAGON

654

Tak, co sądzisz o jej obejściu[61], urodzie, wykształceniu?

KLEANT

655

Phi!

HARPAGON

656

Cóż zatem?

KLEANT

657

Jeśli mam mówić szczerze, muszę przyznać, żem się rozczarował. Robi wrażenie skończonej kokietki, figura dość niezręczna, uroda średnia, a rozumek nader pospolity. Nie myśl, ojcze, że mówię to, aby cię zniechęcić. Skoro ma być macocha, ta czy inna, to już wszystko jedno.

HARPAGON

658

Mówiłeś jednak przed chwilą…

KLEANT

659

Powiedziałem jej parę grzeczności w twoim imieniu, ojcze, aby ci zrobić przyjemność.

HARPAGON

660

Zatem nie masz do niej żadnej sympatii?

KLEANT

661

Ja? Ani trochę.

HARPAGON

662

Bardzo tedy żałuję; to niweczy pewien projekt, który urodził mi się w głowie. Patrząc na nią, zacząłem zastanawiać się nad moim wiekiem; pomyślałem, że świat miałby prawo bardzo głową kręcić, iż biorę za żonę tak młodą osobę. Ten wzgląd sprawił, iż postanowiłem odstąpić od zamiaru; że zaś już prosiłem o jej rękę i jestem poniekąd związany, byłbym ją oddał tobie, gdyby nie twoja tak wyraźna niechęć.

KLEANT

663

Mnie?

HARPAGON

664

Tobie.

KLEANT

665

Za żonę?

HARPAGON

666

Za żonę.

KLEANT

667

Posłuchaj, ojcze. To prawda, nie jestem zbyt zachwycony tą panienką, ale, aby ci zrobić przyjemność, gotów jestem zaślubić ją, jeśli każesz.

HARPAGON

668

Nie, synu, jestem rozsądniejszy, niż myślisz, nie chcę cię zmuszać wbrew skłonności.

KLEANT

669

Pozwól, ojcze: zadam sobie ten przymus dla ciebie.

HARPAGON

670

Nie, nie. Małżeństwo nie może być szczęśliwe bez prawdziwego przywiązania.

KLEANT

671

To może znaleźć się z czasem, ojcze! Wszakże mówią, że miłość jest często owocem małżeństwa.

HARPAGON

672

Nie; mężczyzna nie powinien puszczać się na takie próby: potem są z tego przykre skutki, za które ja nie chcę odpowiadać. Gdybyś czuł jakąś sympatię dla niej, a, wówczas, to co innego; ożeniłbym cię w moje miejsce; ale, gdy tego nie ma, pójdę za pierwotnym zamiarem i sam ją poślubię.

KLEANT

673

A więc, ojcze, skoro tak, trzeba, abym ci odsłonił serce i wyjawił naszą tajemnicę. Wiedz, iż pokochałem Mariannę od pierwszego dnia, w którym ujrzałem ją na przechadzce. Zamiarem moim było prosić cię o pozwolenie zaślubienia jej i powstrzymała mnie jedynie świadomość twoich zamiarów i obawa twego gniewu.

HARPAGON

674

Czyś ją odwiedzał i w domu?

KLEANT

675

Tak, ojcze.

HARPAGON

676

Często?

KLEANT

677

Dość często, jak na czas tak krótki.

HARPAGON

678

Dobrze cię przyjmowano?

KLEANT

679

Bardzo dobrze, lecz nie wiedząc, kim jestem; to właśnie przyczyna zdziwienia Marianny.

HARPAGON

680

Czy wyjawiłeś jej swoje uczucia i zamiary?

KLEANT

681

Owszem; mówiłem nawet z matką.

HARPAGON

682

Jakże przyjęła oświadczyny?

KLEANT

683

Bardzo życzliwie.

HARPAGON

684

A córka, czy odwzajemnia twoje uczucie?

KLEANT

685

Jeśli mam wierzyć temu, co mi okazuje, sądzę, ojcze, że ma dla mnie niejaką przychylność.

HARPAGON

po cichu na stronie
686

Bardzom rad, że wiem, czego się trzymać; o to mi właśnie chodziło. Głośno. Otóż, synu, czy wiesz, co ci powiem? Że musisz z łaski swojej wybić sobie tę miłostkę z głowy, zaniechać wszelkich kroków względem osoby, którą ja dla siebie wybrałem, oraz jak najrychlej zaślubić tę, którą ci przeznaczam.

KLEANT

687

Więc tak, ojcze! W ten sposób igrasz ze mną? Dobrze zatem, skoro rzeczy zaszły tak daleko, oświadczam ci, ojcze, że nie poniecham Marianny; że nie ma ostateczności, do ktorej bym się nie posunął, aby ci wydrzeć zdobycz; i że jeżeli ty masz zgodę matki, ja może znajdę inne drogi.

HARPAGON

688

Jak to, obwiesiu! Ty byś śmiał ojcu stawać w drodze[62]!

KLEANT

689

To ojciec mnie staje w drodze: ja mam prawo pierwszeństwa.

HARPAGON

690

Czy nie jestem twoim rodzicem? Czyś mi nie jest winien uszanowanie?

KLEANT

691

To nie są rzeczy, w których by dzieci winny ustępować rodzicom: miłość nie zna takich względów.

HARPAGON

692

Ty mnie poznasz, jak cię porządnie kijem wygrzmocę.

KLEANT

693

Wszystkie groźby nie zdadzą się na nic.

HARPAGON

694

Wyrzekniesz się Marianny?

KLEANT

695

Nigdy.

HARPAGON

696

Kija! Dawajcie prędko kija!

SCENA CZWARTA

HARPAGON, KLEANT, JAKUB

JAKUB

697

Panowie, co to? Panowie! Co się dzieje?

KLEANT

698

Drwię sobie z tego!

JAKUB

do Kleanta
699

Paniczu, powoli, powoli.

HARPAGON

700

A to bezczelnik!

JAKUB

701

Panie, panie, przez litość!

KLEANT

702

Nie ustąpię ani kroku.

JAKUB

do Kleanta
703

Paniczu! Własnemu ojcu?

HARPAGON

704

Puść mnie, ja go nauczę.

JAKUB

do Harpagona
705

Panie! Własnego syna? Mnie jak mnie, ale syna…

HARPAGON

706

Niechże więc Jakub sam rozsądzi tę sprawę i powie, czy mam słuszność.

JAKUB

707

Więc dobrze. Do Kleanta Niech się pan trochę oddali.

HARPAGON

708

Kocham pewną osobę i pragnę ją zaślubić; a ten bezczelny obwieś durzy się w niej również i chce się o nią starać wbrew mej woli.

JAKUB

709

A, źle robi.

HARPAGON

710

Czyż to nie jest potworne, aby syn stawał w drodze ojcu? Czyż proste uszanowanie nie powinno go trzymać z dala od osoby, którą ja wybrałem?

JAKUB

711

Ma pan słuszność. Niech mi pan pozwoli z nim pomówić; niech pan tu zostanie.

KLEANT

do Jakuba, który podchodzi ku niemu
712

Więc dobrze, skoro ojciec uczynił cię swym sędzią, i ja się nie wzdragam; również pragnę, Jakubie, oddać sprawę pod twoją ocenę.

JAKUB

713

Czyni mi pan wielki zaszczyt.

KLEANT

714

Pokochałem młodą panienkę, która przychylnie patrzy na to uczucie i przyjmuje z całą tkliwością me wyznania; tymczasem ojcu zachciewa się stawać w poprzek naszej miłości swymi pretensjami!

JAKUB

715

Źle robi, to pewna.

KLEANT

716

Czyż nie wstyd w jego wieku myśleć jeszcze o małżeństwie? Czy jemu przystało odgrywać czułego kochanka? Czyż nie powinien zostawić młodszym tej roli?

JAKUB

717

Ma pan słuszność. To są kpiny! Pozwól pan, bym mu rzekł dwa słowa. Do Harpagona No cóż, syn pański nie jest taki pomylony, jak pan twierdzi; mówi wcale roztropnie. Powiada, że świadom jest szacunku, jaki panu jest winien; uniósł się jedynie w pierwszym zapędzie, ale obecnie gotów jest poddać się pańskim rozkazom, byleby pan zechciał się z nim lepiej obchodzić i dać mu za żonę osobę wedle jego gustu.

HARPAGON

718

Ach, jeśli o to chodzi, powiedz mu, Jakubie, że w ten sposób wszystko może uzyskać, i że wyjąwszy[63] Marianny, zostawiam mu zupełną swobodę wyboru.

JAKUB

719

Niech mi pan pozwoli z nim pogadać. Do Kleanta Widzi panicz, ojciec nie taki uparty, jak pan sobie wyobraża; powiedział, że tylko zuchwalstwo pańskie doprowadziło go do wściekłości, tylko sposób postępowania panicza mu się nie podoba; ale gotów jest zezwolić na to, czego pan pragnie, bylebyś pan wszedł na drogę zgody i okazał całą powolność[64], uszanowanie i pokorę, jakie syn powinien jest ojcu.

KLEANT

720

Ach, Jakubie, możesz go zapewnić, że, byleby mi oddał Mariannę, znajdzie we mnie zawsze najuleglejszego syna i że nigdy nic nie uczynię przeciwko jego woli.

JAKUB

do Harpagona
721

Rzecz załatwiona, zgadza się.

HARPAGON

722

Doskonale.

JAKUB

do Kleanta
723

Wszystko ułożone; przyjmuje obietnicę.

KLEANT

724

Bogu dzięki!

JAKUB

725

Teraz mogą panowie spokojnie pomówić z sobą: nie ma już żadnego powodu do niezgody: sprzeczaliście się, bo jeden nie mógł drugiego zrozumieć.

KLEANT

726

Mój poczciwy Jakubie, wdzięczny ci będę całe życie.

JAKUB

727

Et, nie ma za co, paniczu.

HARPAGON

728

Zobowiązałeś mnie, Jakubie, zasłużyłeś sobie nagrodę. Harpagon szpera w kieszeni, Jakub wyciąga rękę, ale Harpagon wydobywa tylko chustkę do nosa, mówiąc: No, no, będę o tym pamiętał, bądź spokojny.

JAKUB

729

Całuję rączki.

SCENA PIĄTA

HARPAGON, KLEANT

KLEANT

730

Chciej mi przebaczyć, ojcze, chwilę uniesienia.

HARPAGON

731

Drobnostka!

KLEANT

732

Upewniam, że szczerze żałuję mego postępku.

HARPAGON

733

A ja serdecznie się cieszę, że wreszcie przyszedłeś do porządku.

KLEANT

734

Jakiś ty dobry, ojcze, że raczysz tak rychło zapomnieć moich błędów!

HARPAGON

735

Łatwo przychodzi rodzicom zapomnieć błędów dzieci, skoro wrócą na drogę obowiązku.

KLEANT

736

Jak to! Żadnej urazy nie chowasz za me szaleństwa?

HARPAGON

737

Przejednałeś mnie zupełnie powolnością i posłuszeństwem.

KLEANT

738

Przyrzekam ci, ojcze, że aż do grobowej deski zachowam w sercu pamięć twej dobroci.

HARPAGON

739

A ja przyrzekam ci, że nie ma rzeczy, której byś nie uzyskał ode mnie.

KLEANT

740

Ach, ojcze, nic więcej nie żądam: dosyć dałeś, dając mi Mariannę.

HARPAGON

741

Co?

KLEANT

742

Powiadam, ojcze, że zbyt wiele ci już zawdzięczam, i że wszystko się dla mnie mieści w twej dobroci, która mi raczy oddać Mariannę za żonę.

HARPAGON

743

A któż ci powiedział, że ja chcę oddać Mariannę?

KLEANT

744

Ty, ojcze.

HARPAGON

745

Ja?

KLEANT

746

Oczywiście.

HARPAGON

747

Jak to! To tyś obiecał, że się jej wyrzekasz.

KLEANT

748

Ja, wyrzec się?

HARPAGON

749

No, tak.

KLEANT

750

Ani myślę.

HARPAGON

751

Nie odstąpiłeś od zamiaru ubiegania się o nią?

KLEANT

752

Przeciwnie, trwam przy nim bardziej niż kiedy.

HARPAGON

753

Co, ty obwiesiu, znowu zaczynasz?

KLEANT

754

Nic mnie nie zdoła odmienić.

HARPAGON

755

Zobaczysz, niegodziwcze, jak ja się wezmę do ciebie!

KLEANT

756

Weź się, ojcze, jak ci się podoba.

HARPAGON

757

Zabraniam pokazywać mi się na oczy!

KLEANT

758

Bardzo mi przyjemnie.

HARPAGON

759

Wyrzekam się ciebie!

KLEANT

760

I owszem.

HARPAGON

761

Wydziedziczam cię!

KLEANT

762

Jak się ojcu podoba.

HARPAGON

763

I darzę cię moim przekleństwem!

KLEANT

764

Może ojciec schować dla siebie swoje dary.

SCENA SZÓSTA

KLEANT, STRZAŁKA

STRZAŁKA

wychodząc z ogrodu ze szkatułką
765

Ach, w porę pana zastaję! Prędko proszę za mną!

KLEANT

766

Co się stało?

STRZAŁKA

767

Niech pan idzie za mną, powiadam: dobra nasza.

KLEANT

768

Jak to?

STRZAŁKA

769

Mamy, czego nam trzeba.

KLEANT

770

Co?

STRZAŁKA

771

Cały dzień na to czatowałem.

KLEANT

772

Co to takiego?

STRZAŁKA

773

Skarb ojca: udało mi się przychwycić.

KLEANT

774

Jakżeś tego dokonał?

STRZAŁKA

775

Wszystko opowiem. Umykajmy: słyszę jego krzyki.

SCENA SIÓDMA

HARPAGON sam, krzycząc jeszcze w ogrodzie, wpada bez kapelusza.
776

Skąpiec, KradzieżZłodziej! Złodziej! Rozbójnik! Morderca! Ratunku! Kto w Boga wierzy! Jestem zgubiony! Zamordowany! Gardło mi poderżnęli: wykradli mi pieniądze! Kto to być może? Co się z nim stało? Gdzie uciekł? Gdzie się ukrywa? Jak go znaleźć? Gdzie pędzić? Gdzie go szukać? Może tu? Może tam? Kto to taki? Trzymaj! Chwytając siebie za ramię Oddaj pieniądze, łotrze! Ha, to ja sam! Zmysły tracę, nie wiem, gdzie jestem, kto jestem, co robię. Och, moje kochane złoto! Moje biedne złoto! Mój drogi przyjacielu! Wydarto mi ciebie; odkąd mi ciebie wydarto, straciłem mą podporę, pociechę, radość: wszystko skończone dla mnie, nie mam co robić na świecie. Bez ciebie żyć mi niepodobna. Stało się; już nie mogę; umieram; już umarłem; pogrzebano mnie! Czyż nikt się nie znajdzie, kto by mnie wskrzesił, oddając mi moje drogie pieniądze lub wskazując, kto je ukradł? Co? Co mówisz? Nie, nie ma nikogo? Ha! Ten, co popełnił zbrodnię, od dawna musiał mnie śledzić: wybrał chwilę, gdy rozmawiałem z wyrodnym synem. Śpieszmy. Pójdę sprowadzić sąd, cały dom każę wziąć na tortury: sługi, służące, syna, córkę, siebie samego! Co tu ludzi naokoło! Na kogo spojrzę, już go podejrzewam: w każdym domyślam się, widzę złodzieja. Hej tam! O kim tam mówią? O tym, co mnie ograbił? Co to za hałas na górze? Czy to złodziej? Przez litość, jeśli ktoś zna jaki ślad, błagam, niechaj mi wskaże. Czy się nie ukrył tam między wami? Patrzą na mnie wszyscy i śmieją się! Przysiągłbym, że oni wszyscy pomagali mu w kradzieży. Dalej, prędko, komisarzy, policji, straże, sędziów, kleszcze, szubienice, katów! Wszystkich każę powywieszać; a jeśli nie odnajdę mego skarbu, sam się potem powieszę…

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.