Lilla Weneda · Juliusz Słowacki

AKT III

AKT III

SCENA I

Sala w zamku Lecha. Lech i Sygoń.

LECH

975
Poznałeś teraz Wenedów, Sygonie?
Wiesz, jak ciskają od oka toporem?
W uszach mi dzwoni okropne żelazo;
Ażem był jęknął trwogą zadławiony,
Gdy nad Derwida głową zobaczyłem
980
Drzazgi z żelaza rozsypane skrami.
Jużem się lękał, że w topora jęku
Zarąbanego starca jęk usłyszę:
Lecz nie, wyciągnął ręce i od drzewa
Jak widmo, z włosem równo odrąbanym,
985
Odstał; krwawymi łzami zapłakany,
Z obliczem pełnym boskiego uśmiechu…
Ach! czyn Weneda taki musi przeżyć
Nasze mogiły. — Czy wiesz co, Sygonie?
Stań mi pod drzewem, stań mi tak na celu;
990
Niechaj na twoich włosach zaprobuję
Oka i miecza!

SYGOŃ

Lechu, jestem łysy.

LECH

Ty łysy, prawda, to sęk! lecz ja muszę
Niedźwiedziom wydrzeć sławę pozyskaną;
995
Dziś spać nie mogłem; a kiedy nad rankiem
Zamknąłem oczy, to widmo Salmona
Jawiło mi się i mówiło do mnie
Samymi tylko urągowiskami.
Słychać trąbkę rycerską.
1000
Cóż to? czy słyszysz? słyszysz róg Salmona?
To Salmon trąbi przed zamkową bramą.
Jakże — mówiłeś mi, że Salmon zginął?

SYGOŃ

Klnę się na Boga, żem go widział trupem.

LECH

Ale to Salmon, patrz, stoi przed bramą.

SYGOŃ

1005
Ten mi się rycerz zdaje trochę chudszy.

LECH

Stare masz oczy — nie poznajesz zbroi?
To Salmon — o! mój Salmon! — Chodź, to Salmon!
Wychodzą.

SCENA II

Sala taż sama.

GWINONA

wchodzi.
Co słyszę? Salmon zatrąbił. — O! Boże!
Gdy ja tortury straszne wymyśliłam,
1010
Aby się pomścić za niego — on żyje.
Także to pewna, że serce przywyka
Do konieczności, choć najokropniejszej,
I z jakiejkolwiek bądź rozpaczy — nie chce
Powracać w przeszłą radość i z trupami
1015
Powróconymi znów się zapoznawać;
Także to pewna, że Śmierć, Pamięć, Pająkosierocone
Przez zmarłych miejsca, gdy raz już są puste,
Muszą pozostać tak, dla niezmienienia
Naszych nadziei, które jak pająki
1020
Wnet zarabiają sieć, gdzie los przeleciał,
By w niej nie widzieć pustki i rozdarcia.
Zaczęłam się mścić za niego — on wraca.
Zemsta bez celu jest i bez przyczyny —
A już jest rzeczą zaczętą. Więc znowu
1025
Do mego serca miłości nieczystej
Wraca gorący wąż na dawne miejsce,
I na wystygłe miejsce znów powraca.
Trzeba więc wszystko rozpocząć na nowo
I nigdy nie być pewną końca, nigdy!
Lech, Ślaz w zbroi, wniesiony na rękach rycerzy, Sygoń.

SYGOŃ

1030
Salmon! niech żyje Salmon!

LECH

O! Gwinona!
Witajże ty go — przynieście puchary.
Kto dziś nie pije, z tym ja dojdę ładu. —
KłamstwoJakżeś, Salmonie mój, uniknął śmierci?

ŚLAZ

1035
Zaraz opowiem, tylko mnie postawcie
Na moje nogi, na me własne nogi.
Tak, jestem Salmon, Salmon bez wątpienia,
Zaczarowany Salmon, lepszy Salmon
Niż tamten Salmon niezaczarowany;
1040
Jestem Salmona dusza w innym ciele.

LECH

Odsłońże hełmu, niechaj cię zobaczę.

ŚLAZ

O ba! — mój także hełm zaczarowany,
Jakem się zamknął w nim, tak dotąd siedzę…
Przeklęta klatka!

LECH

1045
Co mówisz?

ŚLAZ

Niech zginę,
Jeżeli kłamię. Nie ja w hełmie chodzę,
Ale hełm ze mną włóczy się po świecie
I będzie trzymał, aż mu się spodoba
1050
Uwolnić moją głowę, aby jadła.
Ten hełm jeść nie chce i ust nie otwiera;
Przeklęta, diabła machina, panowie,
Na ogłodzenie człowieka.

GWINONA

Rycerze!
1055
Zrąbcie mu głowę z karku, to nie Salmon.

ŚLAZ

Przysięgam! mości panowie, ja Salmon.

GWINONA

Salmon zabity był wczora.

ŚLAZ

Ja wczora
Byłem zabity, do śmierci zabity. —
1060
Nie dobywajcie mieczów, mospanowie,
Bo jak mnie teraz zabijecie, to już
Gotówem[60] nigdy nie żyć. Zabijanie
To na raz sztuka; raz mi się udało,
Drugi raz może mi się już nie uda
1065
Chodzić po śmierci.

LECH

Cóż więc? jesteś duchem.

ŚLAZ

Schowajcie miecze, a powiem, czym jestem.

LECH

Jeśliś nie Salmon, to śmierć!

ŚLAZ

Jestem Salmon.

LECH

1070
Więc mów jak Salmon.

ŚLAZ

Otóż to jest sztuka
Mówić jak Salmon zaczarowanemu.

LECH

Któż to na ciebie rzucił takie czary?

ŚLAZ

Kto? Wczoraj martwy leżałem na polu;
1075
Wtem jakaś wiedźma, co paliła trupy,
Przyszła i wzięła mnie za nogi — to nic,
Ja byłem martwy, nie mówiłem słowa —
Aż mnie ta straszna olbrzymka, dlatego
Że byłem martwy, chciała rzucić w ogień;
1080
Więc ja zacząłem krzyczeć… więc ta wiedźma
Puściła moje nogi — więc ja wstałem —
Więc ona gniewna, że ja nie umarłem,
Zaczarowała mnie: wyjęła oczy
I dała inne oczy na pamiątkę,
1085
Oczy wydarte z kota, szare, kocie,
Przez które zaraz zobaczyłem w nocy,
Że mi już także nosa odmieniła,
I bocianowi wziąwszy dziób, przypięła
Do mojej twarzy, pomiędzy oczyma;
1090
Więc zaraz, wstydząc się takiego nosa,
Spuściłem na nos przyłbicę — więc potem
Chciałem odemknąć, aż moja przyłbica
Nie chciała; i tak — szlachetni rycerze,
Jeżeli teraz chcecie się przekonać,
1095
Jak ja okropnie jestem odmieniony
Czarami wiedźmy tej, to z łaski waszej
Przyłbicę mi tę otwórzcie.

GWINONA

otwierając hełm Ślaza
O nieba!

ŚLAZ

No, cóż? i jakże wy mnie znajdujecie?

GWINONA

1100
Straszydło chude!

ŚLAZ

Co chude, to chude!
Mój pan już na mnie został anatomem.

GWINONA

O jakim panu ty mówisz?

ŚLAZ

O jakim?
1105
O Panu Bogu.

LECH

Ale ci ta wiedźma
Mężnego serca nie zaczarowała?

ŚLAZ

Serca? To byłoby już bez potrzeby
Czarować serce; i cóż? — czy nie dosyć
1110
Takiego nosa?

LECH

Tyś był najpiękniejszy
Z moich rycerzy, dziś brzydki straszliwie.

ŚLAZ

Tylko mi dajcie jeść, a obaczycie,
Że jak utyję, to nie będę szpetnym.

LECH

1115
Oby ci pierwszą Bóg przywrócił postać.
Wychodzą wszyscy prócz Gwinony.

GWINONA

KłamstwoTo jakiś oszust w Salmona zbroicy.
O! jak rycerze są ci łatwowierni!
Najmniejsze kłamstwo, a już ich oszuka;
A choć szychową nić[61] zobaczą, nie chcą
1120
Wyciągnąć kłębka; jedni przez lenistwo,
Drudzy widzący w tym może pożytek,
Albo zabawę; i tak oszukani
Potem przez dobroć rosnąć pozwalają
Fałszu krzewinie, wstydząc się za ludzi,
1125
Którzy się wstydzić powinni. O! głupi
Lud z rąk rycerskich i z głów niemyślących;
Któremu chciałabym wlać moją twardość,
Inaczej… pierwsza burza — a już po nich.
Pokażę im myśl skierowaną wiecznie
1130
Jako sztyletu ostrze w serce wroga;
Pokażę, co to jest kobieca wola,
Jaka głuchota na postronne jęki,
Jakie wlepienie oczu w samo łono
Raz przedsięwziętej rzeczy być powinno.
1135
Jeśli niczego nie nauczę — biada!
Wychodzi.

SCENA III

Pole przy lesie. Lilla Weneda. Lelum i Polelum w łańcuchach.

LILLA WENEDA

Wolni jesteście. Niech Roza Weneda
Rozerwie wam te na rękach łańcuchy,
A ja do ojca idę niewolnika.
Za trzy dni ojca wam żywego wrócę.
1140
Miłość, Siostra, Brat, KochanekLelum, ja byłam twoją narzeczoną,
Dziś jestem smutnej śmierci narzeczoną,
I może więcej nigdy nie powrócę,
I może nigdy się nie zobaczymy.
Pamiętaj o mnie, o! pamiętaj o mnie!
1145
Ja cię kochałam jako siostra twoja,
Ja cię kochałam jak wierna kochanka,
Dzisiaj cię kocham jak ta, co ma umrzeć.
Pamiętasz, jak my dziećmi maleńkimi
Z obu stron ojca harfy uklęknieni,
1150
Przez złote struny dawaliśmy sobie
Pocałowania; dziwiąc się, że każdy
Nasz pocałunek strun się kończył jękiem;
Była to dziwna losu przepowiednia!
Cóż teraz myślisz o tym harfy jęku?

LELUM

1155
PocałunekJeżeli śmierci masz wczesnej przeczucie,
Chodź, przedśmiertelne weź pocałowanie.

LILLA WENEDA

Harfa naszego ojca jest w niewoli,
A ja nie jestem jeszcze zaślubioną,
Ust moich ci dać nie mogę płonących.

LELUM

1160
Więc rozpuść, Lillo, twoje złote włosy,
Schowaj się za nie, jako za strunami
Harfy ojcowskiej… niechaj przez warkocze
Twych koralowych ust dotknę ustami…

LILLA WENEDA

O! nie, jak prosty gołąb ja się rzucę
1165
Na wasze łono… kochajcie mnie, bracia,
Bo mi na świecie źle, ciemno i smutno…
Lecz to zwyczajna powieść — bądźcie zdrowi.
Jeśli zapyta o mnie jakie echo,
Mówcie: umarła.
Odchodzi.

LELUM

1170
Bracie mój! słyszałeś?
Ona ma umrzeć…

POLELUM

Całe piekło we mnie.
Nie więcej czułem, gdy topór okropny
Kręciłem w ręku przeciw ojca głowie,
1175
Jak teraz, słysząc wasze szczebiotanie,
Dzieci niedoli. Nie martw się, za trzy dni
Wszyscy będziemy niczym.

ImięLELUM

O! Polelum,
Ty po mnie zostaniesz.

POLELUM

1180
Po tobie?

LELUM

Dlatego ciebie tak nazwała wróżka:
Gdy Lelum skona, żyć będziesz po Lelum.

POLELUM

PrzysięgaJa zadam kłamstwo wróżbie… ja nie będę
Z waszymi groby[62] żył w kraju niewoli.
1185
Świadczę się tobą, słońce, jeśli kiedy
Ujrzysz mnie żywym na brata kurhanie,
To natęż tak twe oczy, światła Boże,
Aż mi zapalisz włos na tej bezwstydnej
Głowie, co mogła wszystko, wszystkich przeżyć.
1190
Próżno los wróży, że będę ostatnim,
Ostatnią tu będzie jaka kobieta,
Albo rzecz jaka żywa jeszcze słabsza,
Monstrum, któremu Bóg nie dał w rozpaczy
Władzy skonania — to będzie ostatnim.
1195
Słońce zapłoni się, jakby zhańbione,
Że nie ma komu świecić, tylko gadom
I tym, co umrzeć jak ludzie nie śmieli.
Chodź! wróżka powie nam, jak mamy skonać.
Wychodzą.

SCENA IV

Sala w zamku Lecha. Gwinona, RYCERZE, Lech.

GWINONA

Tak być nie może, nie, tak być nie może.
1200
Z tym starcem trzeba skończyć… przyprowadźcie
Króla Derwida i z mego pokoju
Przynieście harfę. Klnę się wam na duszę,
Że ta dziewczyna cierpi pomięszanie;
Lub pomięszanie cierpi, lub fałszywa;
1205
A w jej białości tyle jest kolorów
Jak na szyi gołębia… harfiarka!
Dumna, że czoło mi stawi… żebraczka!
Otoż mój człowiek.
Derwid wprowadzony przez rycerzy staje przed królową, przy nim stawiają harfę.
1210
Postawcie go tutaj,
Bliżej, przy harfie postawcie. Człowieku!
Widzisz, że wolę mam żelazną — słuchaj!
Błysnął ci topór synowski nad głową,
Ale miał litość nad tobą i synem
1215
I tylko trochę urąbał warkocza,
A głowę dla mnie zostawił nietkniętą…
Widzę w tym jednak czarodziejską sprawę;
Topory wasze muszą mieć na ostrzu
Synowskie oczy; harfy — córek serca;
1220
Ta harfa twoja dzisiaj postawiona
Przy łożu moim o każdej godzinie
Nocnej budziła mnie jękiem boleśnym,
Choć nawet wicher nocy ją nie trącił[63],
Ani się ciche dotknęły motyle.
1225
Naucz mnie twego czarodziejstwa, powiedz,
Jak wy nieżywe rzeczy czarujecie?
A z córki twojej uczynię królewnę,
Synowi memu starszemu zaślubię,
Ty będziesz teściem królewica. I cóż?

DERWID

1230
Harfa jęczała!… co mówisz, jęczała?…
Przy tobie stojąc, jęczała?

GWINONA

Cóż, starcze?

DERWID

Kto słyszał harfy jęk, we trzy dni skona.

GWINONA

Szalony starzec! śmiercią mi zagraża.

DERWID

1235
Ty, ty za trzy dni umrzesz.

GWINONA

Ha?

DERWID

Słyszałaś.

GWINONA

Nędzarzu!

DERWID

Trumno!

GWINONA

1240
Nieszczęsny!

DERWID

Śmiertelna!

GWINONA

Mój niewolniku!

DERWID

Królowo trzydniowa!

GWINONA

Umarły!

DERWID

1245
PiesJak pies zachrzypłaś od krzyku.

GWINONA

Śliny mam dosyć…
Plwa na starca.

DERWID

O! bogi! o! bogi!
Dajcie mi oczy moje, będę płakał…

GWINONA

Ha! Sczerwieniła ci się twarz, harfiarzu!

DERWID

1250
Tyś mię oplwała krwią.

GWINONA

Patrzcie, rycerze,
Ten człowiek królem był!

DERWID

KobietaPatrzcie, rycerze,
Oto gadzina ta była kobietą!

GWINONA

1255
Człowiek ten kiedyś miał szacunek ludzki.

DERWID

I ta kobieta miała niegdyś ojca…

GWINONA

Proś w mego ojca imię, toć przebaczę.

DERWID

W imię cię ojca potępiam, przeklinam
I bogom daję piekielnym za trzy dni…

GWINONA

1260
Za to, żem ciebie zabiła?

DERWID

Że dręczysz.

GWINONA

Ha! więc ty czujesz?

DERWID

Ha! więc ty się cieszysz?

GWINONA

Już nacieszyłam się, teraz zabiję.

DERWID

1265
Ukąsisz tylko i umrę z wścieklizny.

GWINONA

Lękasz się mego zęba?

DERWID

Nie, choroby.

GWINONA

Rycerze, proszę, zlitujcie się nad nim.
To człowiek biedny… to człowiek szalony.
1270
Harfiarzu, klęknij!

DERWID

Rzuć tu na podłogę
Twe czarne serce, pod moje kolana.

GWINONA

Nudzi mnie kłótniarz ten. — Daj mu policzek.

DERWID

Stój! splamisz ręce, ja mam twarz oplwaną.

GWINONA

1275
Cóż to, ja sama mam bić tego króla?
Masz!
Uderza go.

DERWID

Nikczemnico! niech cię Bóg obali.
O! serce moje! o!
Mdleje.

GWINONA

Wynieście trupa
1280
I rzućcie wężom!
Rycerze wynoszą Derwida.
Gryfie! ty dopilnuj,
Niech do wężowej wieży rzucą starca.
Gryf wychodzi.
1285
Kobieta, GniewGłupie, bez serca rycerstwo patrzało,
Gdy we mnie wzbierał gniew; kiedym ja wrzała,
To stali cicho, jak uliczne chłopcy,
Sykaniem szczwając psa mojego gniewu.
Milczeli wszyscy. — Gdyby tylko jeden
1290
Na starca słowem uderzył gryzącym
I mej bezsilnej kobiecej wściekłości
Przyszedł z pomocą, byłabym ostygła.
Lecz nie, milczeli; a jam się rzucała
W przepaść wściekłości, rozkoronowana,
1295
Znienawidzona i nienawidząca;
Z całego serca ich nienawidząca.
Lilla Weneda wchodzi.

LILLA WENEDA

Pani! gdzie ojca mego niosą?

GWINONA

Na śmierć.

LILLA WENEDA

Powiedz, na jaką śmierć ty go skazałaś?

GWINONA

1300
Kazałam rzucić na pożarcie wężom.

LILLA WENEDA

Wężom!

GWINONA

Spójrzałam wczoraj w jedną wieżę,
Która przy zamku stoi zrujnowana; —
Spójrzałam: z gadzin okropne powoje —
1305
Błyszczące, pełne ślin, pną się na ściany;
A w głębokości gniazda wężów leżą,
Błyskają oczy, wiją się ogony,
I ciągły słychać świst, sykanie, gwary,
Jak w garnku wrącym. — Tam, w ciemność okropną.
1310
W tę sykającą ciemność, w to wężowe
Błoto, w ten straszny ul kazałam rzucić
Twojego ojca.

LILLA WENEDA

O! Boże! o! Boże!
Mój ojciec wężom jest rzucony głodnym?
1315
Węże nie będą mieć nad nim litości!
O! więc mi skonać!

GWINONA

I cóż, gołębico?
Żadnego teraz ratunku, wybiegu,
Tu nie pomoże topór twego brata,
1320
Tu nie pomogą twoje łzy: — pożarty
I rozszarpany między gadzinami
Twój stary ojciec.

LILLA WENEDA

Dźwięk, Zemsta, OpiekaTa harfa go zbawi.
Chwyta za harfę i wybiega.

GWINONA

Harfa? Idź z Bogiem, waryjatko smętna,
1325
Czegoż dokażesz, harfą uzbrojona,
Przeciwko zemście wężów i kobiety?
Wychodzi.

SCENA V

Sala taż sama. Lech i Sygoń wchodzą.

LECH

Sygonie, człowiek ten nie jest Salmonem.
Przy uczcie jeden mu dał w łeb talerzem:
Ten człowiek — widząc krew cieknącą z czoła,
1330
Zawołał: „Octu!” — Gdyby to był Salmon,
Byłby zawołał: „Szabli!” Wiesz, co myślę?
Już postawiłem go na straży w bramie,
Zmieniwszy zbroję, razem nań wpadniemy;
Jeżeli, zamiast bronić się jak Salmon,
1335
Będzie o życie błagał na kolanach,
Każę go jak psa powiesić i śćwiczyć[64].
GONIEC wchodzi.

GONIEC

Lechu! Nowiny są okropne z pola.
Wenedy znów się rzucają do broni.
Lechon, najstarszy twój syn, zostawiony
1340
Na drugiej stronie Gopła ze stu ludźmi,
Wzięty w niewolę.

LECH

Nie mówić Gwinonie!
Ona miłuje bardzo tego syna.
Każ ostrzyć miecze i naprawiać tarcze,
1345
W ostatniej walce dzidami pokłute —
To dobrze, mój Sygonie. Bój zaczęty. —
O! syn mój biedny! — Ale te psy wściekłe
Nie będą śmieli jeńca zamordować? —
Nie mówić tylko nic o tym Gwinonie;
1350
Syna odbiję, nim się ona dowie.

GONIEC

Różne biegają straszne przepowiednie
O przyszłej walce między Wenedami;
Wszystkie te wróżby sieje czarownica
Młoda i piękna, co na łysej górze
1355
Ma wykopany loch, podobny gniazdom
Rzecznych jaskółek.

LECH

Cóż za wróżby, powiedz?

GONIEC

Potwór, Przywódca, WalkaMówią, że wódz ich będzie miał dwie głowy,
Dwa serca, oczu czworo płomienistych,
1360
Lecz jeden tylko oszczep, jedną tarczę.

LECH

Na Boga! ja mu odetnę dwie głowy,
Ja mu rozrąbię tą szablą dwa serca;
Lepiej by wyszli, gdyby miał dwie tarcze
I dwa oszczepy, a mózg tylko jeden.

GONIEC

1365
Mówią, że walka będzie oświecona
Błyskawicami.

LECH

Dobrze, będzie widno.

GONIEC

Ta czarownica z góry zapowiada,
Że po tej walce, martwych popiołami
1370
Nakryta, za rok porodzi mściciela.

LECH

To przepowiednia nie dla mnie, nie dla mnie —
Nim ten popielnik wyrośnie ohydny,
Ja będę w grobie, a mój syn na tronie.
Ale to wszystko są na dzieci strachy,
1375
I wódz ten z dwoma głowami, i mściciel.
Dosyć! Już ciemno, dosyć już tych bredni!
Bić się będziemy i to jest najlepsza. —
Chodźmy Salmona wypróbować męstwo.
Wychodzą.

SCENA VI

Dziedziniec w zamku LECHA. Ślaz przy bramie. — Noc.

ŚLAZ

Rycerz, Obowiązek, OdwagaTrzeba Salmoństwo to skończyć… dalibóg!
1380
Salmoństwo moje bardzo niebezpieczne
I różnych rzeczy wymaga — na przykład:
Odwagi. Gdybym wiedział, że ze zbroją
Spadają na mnie takie obligacje,
Byłbym nie tykał jej… ani tych rzeczy,
1385
Które rycerza są… Co widzę? Chryste!
Pan mój dawniejszy prosto w bramę dąży.
Wyda się kłamstwo… po radę do głowy…
Słychać stukanie do drzwi. — Ślaz otwiera drzwi i ujrzawszy ŚWIĘTEGO GWALBERTA zatrzymuje go halabardą u wejścia.
Ktoś ty?

ŚWIĘTY GWALBERT

1390
Domowi temu niosę pokój.

ŚLAZ

A więc nie wejdziesz, my żyjemy z wojny.

ŚWIĘTY GWALBERT

Puść mnie do Lecha, puść, mężny rycerzu,
Niech cię Spiritus Sanctus[65]… O! pohańcze!
Mówię ci, puść mnie, bo ci spadnie głowa.
1395
Ty się wielkiemu sprzeciwiasz cudowi;
CudDziś nad jeziorem, równa gołębiowi
Białością, cała powietrzem tęczowa,
Z gwiazdy sinymi, matka Chrystusowa
Pokazała się — ukląkłem, a ona:
1400
„Idź, bo stary Derwid kona,
Córka jego, mój gołąbek,
Z bolu umiera”.
Tak mówiąc, w tęczy się rąbek
Owinęła postać święta,
1405
I uniosła ją anielska sfera
Z tęczą, z gwiazdami, z tysiącem promieni.

ŚLAZ

Czemuś nie nabrał tych gwiazd do kieszeni?
Mógłbyś zapłacić teraz odźwiernemu.

ŚWIĘTY GWALBERT

Pieniądz, ŚwiętyZapłacić? święci nie płacą.

ŚLAZ

1410
Czemu?

ŚWIĘTY GWALBERT

Bóg daje wszystko temu, kto jest z Bogiem.
Ale nie trzymaj mnie przed zamku progiem,
Twój upór sługę mego przypomina.

ŚLAZ

Co to za człowiek był?

ŚWIĘTY GWALBERT

1415
At, łajdaczyna!

ŚLAZ

Gdzież jest?

ŚWIĘTY GWALBERT

Już teraz diabeł wziął do piekła.

ŚLAZ

Już w piekle?

ŚWIĘTY GWALBERT

W piekle.

ŚLAZ

1420
Hum… dobra nowina.

ŚWIĘTY GWALBERT

Miałem łajdaka sługę, skradł mi wszystko
I spalił czaszkę wielkiego olbrzyma,
Z której ja sobie uczyniłem celę:
Tak że w tej czaszce, gdzie niegdyś mieszkały
1425
Bogi Walhalli[66], teraz się świeciła
Czystość dziewicza w gwiaździstej koronie
I odzywała się czysta modlitwa.

ŚLAZ

To jakiś sługa niewierny!

ŚWIĘTY GWALBEBT

Diabeł, GłupiecBies sługa!
1430
Teraz ja myślę, że to sam Lucyfer
Podjął się u mnie służby i oszukał.
Lecz nie przełamie diabeł mocy Boga,
Ani piekielne pokusy przemogą. —
Jeżeli jeszcze ten diabeł bezwstydny
1435
Jest w ludzkiej skórze, to pod dyscypliną…
Lecz zdaje mi się, że to nie był diabeł,
Rycerzu, on był na diabła za głupi.

ŚLAZ

na stronie
Wolałbym, żeby trzymał się był o mnie
Pierwszej opinii. — Ach! Ach! myśl szczęśliwa!
1440
Przemienię tego siwosza w Salmona.
głośno
Chodź tu, staruszku święty!

ŚWIĘTY GWALBERT

Dzięki Bogu,
Poganin zaczął już przezierać w światło.
1445
Nazwał mnie świętym, do chrztu niedaleko.

ŚLAZ

na stronie
Ja ciebie ochrzczę, dalibóg, że ochrzczę!
Usalmonuję ciebie.
głośno
Przewielebny,
1450
Już noc, Lech teraz śpi.

ŚWIĘTY GWALBERT

Pokaż mi drogę,
Ja go obudzę.

ŚLAZ

Pomyśl! — To lew srogi,
Gotów się rzucić na ciebie i pozrzeć[67].

ŚWIĘTY GWALBERT

1455
Więc mi to będzie wieniec męczennika.

ŚLAZ

Staruszku, ty masz oczy bazyliszka
W świętym czerepie, mnie oczarowałeś.
Już gotów jestem zaraz zejść ze straży,
Choć za to można jak nic zgubić głowę,
1460
Lecz na usługi twoje jestem gotów.

ŚWIĘTY GWALBERT

Uczyń to, uczyń, a nagroda w niebie.

ŚLAZ

DuszaWięc mi oddadzą w niebie moją głowę?
Ja wcale innej nie żądam nagrody,
Ja moją głowę bardzo kocham, cenię;
1465
Jeśli przyrzekasz, że jak głowę stracę,
To ją odzyskam, pójdę budzić Lecha.

ŚWIĘTY GWALBERT

Przeczuwasz prawie święte pismo boże.
Kto tutaj, mówi Chrystus, straci duszę,
A straci dla mnie, to duszę swą zyska.

ŚLAZ

1470
Ale nic Chrystus nie mówi o głowie?

ŚWIĘTY GWALBERT

Głowa jest niczym, gdzie chodzi o duszę.

ŚLAZ

BezpieczeństwoKiedy nic Chrystus nie mówi o głowie,
To dla mnie wcale nie ma bezpieczeństwa,
Ja wolę głowę niż duszę.

ŚWIĘTY GWALBERT

1475
Nędzniku!
Ja ci dowiodę, że światowe szczęście…

ŚLAZ

Ty mi dowodzisz, a twój Derwid ginie.
Lepiejże moją zbroję weź na siebie
I postój za mnie na straży przy bramie,
1480
To pójdę, Lecha obudzę i wrócę.

ŚWIĘTY GWALBERT

Rycerzu, daj mi zbroję i zbudź Lecha.

ŚLAZ

Stójże tu stary, dzida w ręce prawej
Przeciwko wrogom, tak… hełm na łysinę.
na stronie
1485
A terazże mu zamknąłem przyłbicę.
Jeśli otworzy, będzie mądry.
głośno
Stój tu…
Jeśli spytająć[68]: „Kto?” — odpowiedz: „Salmon”.
1490
Ja jestem Salmon… Za chwilę powrócę.
Wykrada się za bramę zamku i ucieka.

ŚWIĘTY GWALBERT

w zbroi, chodząc wielkim krokiem
Więcże[69] to, Boże, i w rycerskim stanie
Dobrzy są ludzie, dobrzy, choć poganie.
Otóż włożyłem rycerską kolczugę,
Najświętsza Panno, patrz na twego sługę.
1495
Oto jak rycerz spod twojego znaku,
Jak nowy olbrzym Gedeon[70] w szyszaku,
Trąbą mi teraz tylko walić mury
I piorunować grzeszniki i króle.
Cóż to za zbrojni ludzie z latarniami?
Lech i Sygoń z latarniami, zbrojno.

LECH

1500
Tu był na straży Salmon.

ŚWIĘTY GWALBERT

Jestem Salmon.

LECH

Sygonie, patrzaj na tego człowieka.
Jeśli to Salmon, to się znów odmienił.
To jakiś możny jest czarownik. Mówisz,
1505
Że jesteś Salmon; Salmon straci głowę,
Jeśli się wyda, że nie jesteś Salmon.

ŚWIĘTY GWALBERT

O! nieba… jestem Salmon.

LECH

Patrz no, Sygoń,
Włos mu wygląda siwy spod szyszaka,
1510
Króciutkie nogi w łapciach spod puklerza,
To jakiś możny diabeł, możny diabeł. —
O! czarowniku, jeżeliś ty Salmon,
Po śmierci w ciało ubrany diabelskie,
To na kawałki potnę twoje ciało,
1515
Aż dusza twoja w ogniu gorejąca
Nie będzie miała w co się ubrać — broń się!
Napada z mieczem.

ŚWIĘTY GWALBERT

O! panie! ja nie Salmon!

LECH

Któż ty taki?

ŚWIĘTY GWALBERT

Nazywają mnie powszechnie Gwalbertem,
1520
Świętym Gwalbertem. Otwórzcie przyłbicę,
Bo ja nie umiem tej klatki otworzyć…

LECH

To tak jak tamten. Wymówka ta sama.
Nędzniku, wziąłeś na się inną postać;
Przebiegły jesteś… włos ci czarny zbielał;
1525
Jam ciebie chudym widział przed godziną,
Teraz żołądek masz pełny i może
Płonących węgli masz pełny żołądek.
Na Boga! czarów nie będę igraszką…
Do mnie, rycerze!
1530
Klaszcze, wchodzi kilku z rycerstwa.
Weźcie tego diabła. —
Sygoń, niech rzucą go wężom, do wieży.

ŚWIĘTY GWALBERT

Święta Maryjo! Broń twojego sługi.
Żołnierstwo wynosi ŚWIĘTEGO GWALBERTA, który krzyczy i wyrywa się. Sygoń wychodzi za nimi. Na krzyk starca wbiega Gwinona.

GWINONA

Co to jest za zgiełk? co to są za krzyki?

LECH

1535
Kazałem wężom rzucić czarownika.
Ten Salmon, żono, to był zły duch mocny.

GWINONA

Wąż Węże niegłodne, dziś jadły człowieka.
Sygoń wraca.

LECH

Sygonie! Cóż to, powróciłeś blady?

SYGOŃ.

Panie! powracam znad wężowej wieży.

GWINONA

1540
I tam widziałeś poszarpane członki[71]
Człowieka w paszczy wężowej trzeszczące?
I tam słyszałeś gadzin smętne świsty?
I tam widziałeś jęczącą dziewczynę,
Która nad straszną wieżą nachylona,
1545
Wąż, Strach, PtakJak słowik, gdy się na węża zapatrzy,
Skrzydełek tylko lekkiem trzepotaniem
Okazywała strach?

SYGOŃ

Wąż, Muzyka, CudJa tam widziałem
Rzecz, która ludzkie przechodzi umysły.
1550
Przy wieży biała księżycem dziewica
Siedzi, na harfie grająca; a przy niej
W krąg stoją węże tak wyprostowane,
Jak morska fala wzdęta nad dziewczyną;
Ona te węże czarodziejską pieśnią
1555
Zaczarowane trzyma i spokojne;
Ale już widać, że jej białe ręce
Mdleją na strunach, że się pieśń zakończy
Z życiem harfiarki w głodnych wężów paszczy.

GWINONA

Więc wieża, gdzie ten stary człowiek?…

SYGOŃ

1560
Pusta.
Spoczywa w głębi i śpi Derwid stary.
Bo wszystkie węże, pieśnią wywabione,
Są słuchaczami córki.

GWINONA

Zwyciężyła!
1565
Dobądźcie z wieży starego Derwida.
O! głupie węże! o! przeklęte gady!
Córce odebrać harfę i wypędzić.
Derwida zamknąć w podziemne ciemnice;
Czego nie zrobił wąż, dokażę głodem.
1570
Czy go nakarmi córka, zobaczycie.

SYGOŃ

A z tym Salmonem co zrobić?

LECH

Zamknąć go
W jednym więzieniu z Derwidem… zamorzyć;
Oba są warci zgonu, czarownicy.
Wychodzą.

CHÓR DWUNASTU HARFIARZY

1575
O! święta ziemio polska! arko ludu!
Jak zajrzeć tylko myślą, krew się lała.
Śpiew, HistoriaW przeszłości słychać dźwięk tej harfy cudu,
Co wężom dała łzy i serca dała.
Słuchajcież wy! gdy ognie zaczną buchać,
1580
Jeżeli harfy jęk przyleci z dala,
Będziecież[72] wy jak węże stać i słuchać?
Będziecież wy jak morska czekać fala,
Aż ścichnie pieśń i krew oziębnie znowu
I znów się staną z was pełznące węże?
1585
Aż rzucą was do mogilnego rowu,
Gdzie z zimnych jak wy serc się hańba lęże[73]?
Powstanie, BuntJuż czas wam wstać!
Już czas wam wstać i bić, i truć oręże.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.