Chmury · Arystofanes
PROLOG
PROLOG
(1–262)
Scena przedstawia plac publiczny między sąsiednimi domami Sokratesa i Wykrętowica. Namienia już na świtanie, po czym robi się piękny, jasny, poranek. Wnętrze domu Wykrętowica na pierwszym planie otwarte, w głębi widać śpiącego Odrzykonia i pachołka; na progu staje Wykrętowic stary, siwy, ale krzepki jeszcze chłop, ubrany w biały chiton[70] i takąż chlajnę[71] czyli opończę, na nogach sandały: przeciąga się i ziewa, chodząc tu i tam przed domem. Posąg Hermesa z boku.
SCENA I
Wykrętowic, Ksantias, potem Odrzykoń.
WYKRĘTOWIC
ziewa przeciągle, kilkakrotnie, pozierając na niebo
ziewa
czyż noc się nie skończy?
ziewa
Kiedyż oświtnie, kiedy się dzień zacznie?
5Wżdy[72] kury piały, tak dawno słyszałem…
Przez cię nie wolno chamów tknąć ni ręką![77]
pokazuje na wnętrze domu i widoczne łoże
A ten przezacny młokos, owinięty
10Pięciu kołdrami, śpi jak cztery dziewki…
I ani myśli wstawać, tylko… grzmoci!
Wżdy łeb obwinę i spróbuję chrapnąć.
otula głowę opończą i usiłuje zasnąć na ławie przed domem
Ach, spać nie mogę, nędzarz!
po chwili
Jak pchły, żrą mnie
15Wybryki syna, koszta, owsy, cugi[78],
Konno pojeżdża, dobiera i sprzęga
Do maści, nawet śpiąc, frymarczy końmi[81],
Gdy ja tu ginę, termin z nowiem idzie
20I procent rośnie!
na pachołka — ku sieni
Pachoł, zapal lampę!
Wychodzi zaspany Ksantias z lampką oliwną.
Przynieś rachunki, odczytamy sobie,
Com komu winien[82], by choć procent spłacić.
Pachoł podaje zwoje i tabliczki.
Poświeć, zobaczym[83]…
Czyta przy świetle lampki oliwnej, którą trzyma pachołek.
ze złością
Cóż to za Pasja? Pożyczyłem… na co?
przypomina
A… gdym kupował gniadosza. Przebogi!
Oby mi pierwej gnidy ślepie zżarły!
ODRZYKOŃ
woła przez sen
Filon, nie szachruj; nie lza[85], jedź swym torem…
WYKRĘTOWIC
ODRZYKOŃ
przez sen
Ileż ty torów jeździsz na wyścigach?
WYKRĘTOWIC
Ścigasz ty ojca poprzez mnogie tory!…
Więc tyle Pasja: jakież inne dłużki?
35Amynias żąda trzech min za rydwanik.
ODRZYKOŃ
przez sen
Konia mi wytrzeć, a potem do stajni!
WYKRĘTOWIC
coraz gwałtowniej i głośniej
ODRZYKOŃ
zrywa się z łoża, wychodzi na próg i woła z gniewem
WYKRĘTOWIC
Woźny «Pluskiewka» wygryza mnie z łoża…
ODRZYKOŃ
Daj mi, narwańcze, zdrzymnąć[89] się choć chwilkę!
Wchodzi do wnętrza i rzuca się na łoże.
SCENA II
Wykrętowic i Pachołek.
WYKRĘTOWIC
Milknie i zamyśla się.
Nim zeswatała mnie z twą zacną matką!
Lampka ciemnieje.
Aza[93], mnie chłopski żywot wieść najmilej
50
Ale w bród miałem oliwek, pszczół, jagniąt!
Aliści[96] żonę wziąłem — bratanicę
Megakla, rodu Megaklesów córę…[97]
Chłopski syn, wziąłem pannę z miasta; szumną,
55Dumną, spieszczoną, słowem arcyksiężnę[98]!
Owa[99], po ślubie idziemy w łożnicę:
Ja cuchnę wełną, wędzarnią i kisem[100].
Ona wonieje szafranem i mirrą,
Lubieżnych pieszczot warg chce i całunków.
60Pompy, smaczności, Afrodyty kunsztów…
śmieje się jakby na wspomnienie
Wśród ostatnich słów lampka gaśnie.
KSANTIAS
WYKRĘTOWIC
gwałtownie
KSANTIAS
podchodząc ze strachem
Jegomość! Za co?
WYKRĘTOWIC
bijąc go w kark, mówi dobitnie i powoli
Za to, żeś wsadził za gruby knot w lampę!
Wrzeszcząc Ksantias ucieka — z lampą i tablicami.
70
Koń, ImięPotem nam synek — ten oto, się rodził,
Mnie i mej zacnej małżonce: więc zaraz
Jęliśmy[105] sądzić się o jego imię.
Ona coś zawsze zowie go od konia:
Dzierżykoń albo Miłokoń, Konisław,
75A ja mu dzieję[106] po dziadku Odrzycu.
Tak się swarzymy[107], aż po długim czasie
Godzim się wspólnie zwać go Odrzykoniem[108]…
Synka na łono wziąwszy, tak pieściła:
«Kiedy urośniesz, jak Megakles, jadąc
80W gród na rydwanie, płaszcz przewiesisz dumnie…»
Jam zaś powiadał: «Kiedy z tej uboczy
Barany pędząc, jak ociec w kożuchu»…
Przebóg, nie słuchał nawet mojej gwary!
No — i szkapiarnia zjadła wszytkie dudki[109]!
po chwilce milczenia
85
Noc dzisiaj całą suszę łeb, jak radzić…
Mam ci plan jeden przecudowny, śmiały;
Dali[110] się syn doń przekonać — to wygram.
Owo go zbudzić trza naprzód: ba, grzecznie:
Jakoż go zbudzić najgrzeczniej, najsłodziej?
wchodzi na próg i woła czule
SCENA III
Wykrętowic, Odrzykoń.
ODRZYKOŃ
Piękny efeb, mina butna, włosy w bujnych kędziorach, wąsy i broda zaledwo meszek i pierwszy puch. Okryty krótkim, wełnianym, białym chitonem, na nogach sandały: wychodzi na próg, ziewając.
Cóż, papo?
WYKRĘTOWIC
Ucałuj ojca, podaj rączkę prawą!
ODRZYKOŃ
podaje rękę, mówiąc z niechęcią
Dobrze, coć[111] trzeba?
WYKRĘTOWIC
Mów, miłujesz ojca?
ODRZYKOŃ
WYKRĘTOWIC
Pfe! Dajże pokój z twoim Władykoniem!
Ten ci twój bożek winien całej biedy!
Lecz jeśli szczerze, z serca mnie miłujesz,
Słuchaj, mój synu!
ODRZYKOŃ
WYKRĘTOWIC
Porzucisz zaraz swoje złe nałogi.
Będziesz się uczył tam, gdzie cię zawiodę.
ODRZYKOŃ
Rozkazuj, ojcze!
WYKRĘTOWIC
Posłuchasz?
ODRZYKOŃ
WYKRĘTOWIC
pokazując na dom Sokratesa
Poźryj[113] ku tej stronie!
Czy widzisz ową bramkę i ten dworek?
ODRZYKOŃ
Widzę; cóż w rzeczy[114] chałupa ta znaczy?
WYKRĘTOWIC
ODRZYKOŃ
Cóż to za jedni?
WYKRĘTOWIC
Nie pomnę już nazwisk
Tych wolnodumców[117] pięknych a szlachetnych.
ODRZYKOŃ
z obrzydzeniem, bardzo głośno
WYKRĘTOWIC
oglądając się trwożnie, zatyka mu usta
Ej — ej — milcz synu, nie mów takich bluźnierstw!
Pragnieszli[120], aby ociec miał chleb w zębach,
Do nich się garnij, a pluń na koniarstwo!
ODRZYKOŃ
WYKRĘTOWIC
z wielką czułością
Idź, błagam ciebie, najmilejszy, złoty.
Idź, ucz się od nich!
ODRZYKOŃ
z oburzeniem
Mam się uczyć? Czego?
WYKRĘTOWIC
ODRZYKOŃ
Nie myślę słuchać! Nie śmiałbym rycerstwu
Spojrzeć do oczu z cerą tych wymoczków.
WYKRĘTOWIC
wybucha gniewem
ODRZYKOŃ
z emfazą
Wujcio Megakles nie zgodzi się nigdy,
Bym żył bez koni. Idę, nie znam ciebie!
Odchodzi.
SCENA IV
Wykrętowic sam.
WYKRĘTOWIC
po chwili milczenia, skupiwszy energię
Raz mną rzuciło, lecz nie pogromiło.
145Z bożą pomocą sam się uczyć będę
W tej owo szkole, w tej tu pomysłowni…
zamyśla się
Pojmę misternych mów cienkie trzaseczki?
Ej, śmiele stuknę!
idzie ku zagrodzie Sokratesa, wali gwałtownie we wrota
Wychodzi blady, rozczochrany, obszargany, bosonogi
uczeń.
SCENA V
Przed domem Sokratesa. Wykrętowic i uczeń Sokratesa, pełniący obowiązek odźwiernego.
UCZEŃ
Wściekł się! To wali! Któż tam do pioruna!!
WYKRĘTOWIC
Ja, syn Odrzyców, Wykrętowic, z Kikin[127].
UCZEŃ
WYKRĘTOWIC
Odpuść mi, jestem z wioszczyny zapadłej.
Lecz przebóg, cóżeś za dziwo poronił?
UCZEŃ
WYKRĘTOWIC
UCZEŃ
Powiem, lecz to jest tajemnica święta.
Owad, Nauka, FilozofWłaśnie Sokrates spytał Chajrefonta,
Ile pchła własnych stóp uskoczyć zdoła,
Co jednym susem ze brwi Chajrefonta
165Skoczyła sobie na mistrza łysinę.
WYKRĘTOWIC
z ogromnym zaciekawieniem
I on to zmierzył?
UCZEŃ
Najdokładniej w świecie.
Wosk roztopiwszy, pchłę sprawnie uchwycił
I obie łapki zanurzył w płyn lepki.
170Wosk ostygł: pchła ma damskie, perskie buty.
Te zdjął i nimi rozmierzył odległość.
WYKRĘTOWIC
Królu Dijosie! To ci spryt nad spryty!
UCZEŃ
Zdziwisz się, kiedy poznasz inny pomysł
Mistrza!
WYKRĘTOWIC
UCZEŃ
Pytał go kiedyś Chajrefont Sfetejski[131],
Jak myśli o tym: czy ryjkiem gra komar,
Czy też muzykę czyni tyłka końcem?
WYKRĘTOWIC
Cóż mistrz powiedział o komarzym tonie?
UCZEŃ
180
Owad, Nauka, FilozofTak rzecz wyłuszczył: komar ma kiszeczkę
Wąską. Jelitem cienkim wiatr pomyka,
Przemocą party, wprost na dół do tyłka,
Który się kończy podwiniętym lejkiem.
Więc zadek śpiewa, gdy weń dmuchnie komar.
WYKRĘTOWIC
ze zdumieniem
UCZEŃ
WYKRĘTOWIC
bardzo zaciekawiony
Jako? Gadaj żywnie[135]!
UCZEŃ
Filozof, ZwierzętaGdy badał drogi i zmiany księżyca
Z głową zadartą, gębę rozdziawiwszy,
Jaszczurka z dachu wprost siknęła do niej[136].
WYKRĘTOWIC
śmieje się do rozpuku
UCZEŃ
Wczoraj na wieczerzę
Nie było w domu ni kawałka chleba.
WYKRĘTOWIC
No — czym was karmił, jak się mistrz wychytrzył?
UCZEŃ
WYKRĘTOWIC
Uczeń otwiera drzwi ostrożnie, lecz w tej chwili wysypuje się cała gromada młodzików obszarpanych, bladych, chudych i brudnych. W głębi dużej sali widać innych uczniów w rozmaitych pozach; tuż obok stoją różne przyrządy naukowe, jak cyrkle, gnomony[141], tablice geograficzne z metalu, oraz astronomiczne rysunki gwiazd i nieba. Wykrętowic, zobaczywszy tylu obdartusów, woła zdumiony
WYKRĘTOWIC
O Heraklesie, a to co za stwory?
UCZEŃ
Co się tak gapisz, do kogo ich równasz?
WYKRĘTOWIC
UCZEŃ
Szukają rzeczy pod ziemią.
WYKRĘTOWIC
A? cebul
Szukają? Chłopcy, nie troszczcie się o to!
Znam pole takie, gdzie są duże, ładne.
215A ci, co robią, co się tak zgarbili?
UCZEŃ
Erebu[144] mroki przebijają wzrokiem.
WYKRĘTOWIC
pokazując na bose pięty uczniów
Czemuż ich zady spoglądają w niebo?
UCZEŃ
śmiejąc się
Z własnej fantazji liczą niebios gwiazdy.
do uczniów, którzy się tłoczą z ciekawością do nowo przybyłego.
Wnijdźcie[145] w dom zaraz, bo tu mistrz was spotka!
WYKRĘTOWIC
Uczniowie odchodzą i nikną w głębi budynku.
UCZEŃ
Lecz im nie wolno na świeżym powietrzu,
Ani na dworze długo baraszkować.
WYKRĘTOWIC
Więc gorze[146] nam, gorze!
Rozchylają się w głębi uczelni opony[147]: widać w górze, u samego stropu, Sokratesa siedzącego w ogromnym koszu, wiszącym na linie. Teraz spostrzega go Wykrętowic.
WYKRĘTOWIC
UCZEŃ
On jest.
WYKRĘTOWIC
Któż ten on?
UCZEŃ
Sokrates.
WYKRĘTOWIC
z adoracją
Sokrates!?
Sokrates nie słyszy wołającego, przeto chłop zwraca się do ucznia.
UCZEŃ
udając ogromnie zajętego
Sam go zawołaj; nie mam chwilki czasu!
Wybiega pędem.
SCENA VI
Wykrętowic, Sokrates.
WYKRĘTOWIC
woła coraz głośniej
Mości Sokrates, mości Sokratesku!
Sokrates, zawieszony w powietrzu, opuszcza się z wolna i nie dotykając sceny, mówi z kosza.
SOKRATES
Po cóż mnie wzywasz, ty marna istoto?
WYKRĘTOWIC
Racz mnie nasamprzód[149] objaśnić, co robisz?
SOKRATES
WYKRĘTOWIC
Więc z góry patrzysz na bogów, jak z grzędy
Kogut na kury?
SOKRATES
Nie mógłbym inaczej
Nadziemskich tajni przeniknąć do głębi:
240Muszę zawiesić jaźń, aby um[150] wiotki
Zmieszał się z równie powiewnym eterem[151],
Kto z ziemi, z dołu, bada górne zjawy,
Nic nie wykryje. Ziemia bowiem ciągnie
Swą siłą k'sobie mdłe[152] opary umu;
245Tak ciągnie z ziemi opary rzeżucha.
WYKRĘTOWIC
do siebie
Jako? Um ciągnie parę do rzeżuchy?!
do Sokratesa
Mój Sokratesku, zleź ty z kosza do mnie,
Byś mnie nauczył tego, po com przybył.
Sokrates wychodzi z kosza, który podciąga jeden z uczniów w górę. Postać jego gruba, jakby „od topora”, głowa potężna, kark krótki, gruby, oczy wypukłe, groźne, chiton brudny, boso. Majestatycznym krokiem zbliża się ku ławie i zasiada, podczas gdy Wykrętowic stoi z uszanowaniem.
SOKRATES
Za czym przybyłeś?
WYKRĘTOWIC
wznosząc doń ręce błagalnie
SOKRATES
Jakże się stało, żeś tak zabrnął w długi?
Bóg, NaukaWYKRĘTOWIC
Choroba końska, nosacizna[154] żre mnie:
255Wżdy wyucz ty mnie swojej drugiej mowy,
Tego wywodu, co nic nie oddaje…
Religia, FilozofA ja ci, klnę się na bogi, zapłacę!
SOKRATES
Na jakie bogi klniesz się? Tej monety
Boskiej my wcale nie uznajem.
WYKRĘTOWIC
SOKRATES
Nie rozumiesz tego.
A czy chcesz poznać li prawdę o bogach?
WYKRĘTOWIC
SOKRATES
Chcesz, by moje Bóstwa,
Chmury, gadały z tobą?
WYKRĘTOWIC
Z całej duszy!
SOKRATES
Siadaj tu zatem na święty trój… tapczan[156]!
WYKRĘTOWIC
Natychmiast siada na tapczanie: w tej chwili przybiega kilku uczniów, niosących przybory potrzebne do rytuału, jako to: wieńce, mąkę w koszyczku, kadzielnicę i żużelnik z ogniem. Wprawnie pomagają mistrzowi w ceremonii.
SOKRATES
z kapłańską powagą wkłada sobie wieniec mirtowy na
głowę, a drugi podają chłopu.
Ten zaś wieniec włóż na skronie[157].
WYKRĘTOWIC
z trwogą
Po cóż to? Gwałtu! Chciałbyś mnie, Sokracie,
W ofierze bogom rznąć, jak Atamanta[158]?
SOKRATES
WYKRĘTOWIC
wkłada wieniec na głowę z pomocą chłopaków
Cóż ja zyskam na tym?
SOKRATES
Sypie na głowę chłopa mąkę i sól z koszyczka.
WYKRĘTOWIC
zasłaniając się rękami przed zbyt grubymi kawałkami soli
Strona 1 z 1 · 45% utworu
Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.