Boska komedia, Czyściec · Dante Alighieri

Pieśń XVI – Pieśń XX

Pieśń XVI

2151

(Marko Lombardo mówi o dwu słońcach. Dantego zapatrywania polityczne.)

Ciemność piekielnej nocy pozbawionej
Gwiazd i księżyca, grubszej, o nie kłamię!
Na wzrok nie mogła narzucić zasłony,
2155
Jak dym, co wtenczas skrył nas w swej omroczy[242]:
Gryzące dymy zamykały oczy.
Wódz podszedł do mnie i podał mi ramię.
Jak ślepy, aby nie zbłąkać się z drogi
Lub o głaz ostry nie obrazić nogi,
2160
Krok w krok za swoim przewodnikiem kroczy:
Podobnie szedłem w tym straszliwym ciemnie,
Wciąż nasłuchując, co mi wódz mój powie;
Wódz mówił: «Strzeż się, nie odchodź ode mnie».
Słyszałem głosy, jak słowo po słowie
2165
Śpiewały, żebrząc łaski i pociechy:
«Baranku Boży, który gładzisz grzechy!»
Od słów tych zwrotkę poczynając śpiewu.
— «Słyszę li duchów głosy uroczyste?» —
A mistrz: «Głos duchów ty słyszysz, zaiste,
2170
Tu one węzeł rozwiązują gniewu».
— «Przerzynający nasze dymy, witaj!
Ktoś jest? Gdy mówisz, widzę z twojej mowy,
Czas jeszcze liczysz na bieg księżycowy?»
Tak rzekł głos jeden; więc mistrz mówił do mnie:
2175
«Odpowiedz jemu uważnie a skromnie;
I kędy tu nam iść wyżej, zapytaj».
A ja: «Czyszczące swą zmazę stworzenie,
By pięknym, obym ja czci takiej dożył!
Wrócić do Tego, który ciebie stworzył:
2180
Dziwy posłyszysz, chciej tylko iść ze mną».
— «Pójdę, o ile pozwoli to ciemno»,
Duch odpowiedział, «a jeśli zaćmienie
Dymu obłąka ślad naszego kroku,
Zbliżym się głosem w niedostatku wzroku».
2185
— «Tam wyżej niosę ciało skazitelne,
A tu przyszedłem przez kręgi piekielne,»
Rzekłem, «a jeśli łaska niebios Pana
Daje mi widzieć blask swojego dworu
I dojść tam drogą niezwykłego toru,
2190
Podróż w dzisiejszych czasach niesłychana[243]!
Nie kryj mi twego przedśmiertnego miana
I czy tu idę dobrze, mów zarazem,
Słowa twe będą naszym drogoskazem».
— «Mnie, Marka, matka ma w Lombardii zległa[244],
2195
Mądrość ma była w sprawach świeckich biegła,
A prawość moja, cnota z cnót jedyna,
Do której nikt dziś łuku nie napina.
Chcąc iść tam wyżej, prosto idź opoką»,
Duch odpowiedział i dodał po chwili:
2200
«Przyczyń się za mną będąc tam wysoko!»
A ja: «Na wiarę prośba cię nie zmyli,
Ale wątpieniem myśl się moja gmatwa[245],
A jej dwoistość zgodzić rzecz niełatwa;
Gdy twoje zdanie obecne rad godzę
2205
Ze zdaniem, co gdzieś słyszałem po drodze.
Więc świat bez cnoty, w swoich sądach zmienny,
Jak mi powiadasz, a złością brzemienny:
Chciej tę przyczynę wyłuszczyć tak jasno,
Abym mógł drugich oświecić przez ciebie,
2210
Ten jej na ziemi, drugi szuka w niebie».
Duch tchnął boleścią w głębokim westchnieniu
I tak jął mówić po krótkim milczeniu:
«Bracie, świat ślepy, zdradzasz mową własną,
Że stamtąd idziesz: wy, którzy żyjecie,
2215
W niebie szukacie wszech przyczyn na świecie,
Jakby rzecz każda, jak wielka, tak mała,
Koniecznie z jego woli się ruszała:
Gdyby tak było, w złu, co was okala,
Mogłaby zginąć wasza wolna wola.
2220
Sprawiedliwości czyżby było zadość
Za złe czuć boleść, a za dobro radość!
Niebo skłonności szczepi w sercu ludzi,
Nie mówię, wszystkie; z nieba światło macie,
Przez co od złego dobro odróżniacie,
2225
I wolną wolę; zrazu bój ją trudzi,
W pierwszym natarciu gdy się skłonność budzi:
Lecz wykarmiona dobrze w sercu męża,
Złamie wpływ sfery i wszystko zwycięża.
Jako wolnymi tylko Arcysiła
2230
Zarządza wami, jej natura boska
Na własny obraz w was duszę stworzyła,
Której opieką sfera się nie troska.
Więc gdy świat błędem obecność[246] porywa,
Przyczyna błędu wewnątrz was spoczywa:
2235
Przejrzyj tę prawdę w słów moich powłoce.
Bo z ręki tego wymyka się dusza,
Który ją w duchu jak swoje kochanie
Pieści, kołysze naprzód, nim się stanie
Podobna dziecku, co ledwo się rusza,
2240
Śmiejąc się, płacząc, igra i szczebioce.
Dusza prostaczka i nic niewiedząca
Prócz że ją miłość stworzyła bez końca,
Zwraca się do niej jako kwiat do słońca.
Zrazu ku dobrom znikomym się kłoni,
2245
Zwiedziona, za ich błyskotkami goni,
Jeśli przewodnik jej albo wędzidło
Nie nakierują gdzie indziej jej skrzydło.
Przeto wędzideł było nam potrzeba,
Prawa i króli, co by z wyżyn nieba
2250
Społecznych grodów mogli widzieć wieże[247].
Prawa są, lecz któż z miłością je strzeże?
Pasterz idący na czele swej trzody,
Przeżuwać może karmę rozmaitą,
Lecz nierozkłute jego jest kopyto[248].
2255
Dlatego cała trzoda nań pogląda[249],
Czy jej przewodnik nasyca swe głody
Rzeczami, jakie żre sama żarłocznie,
I tym się karmiąc nic więcej nie żąda,
Tak zły kierunek świat zepsuł widocznie,
2260
Lecz nie naturę waszą, co odtrąca
Zło nieustannie pragnące jej szkodzić.
Rzym, co ulepszył ludy, miał dwa słońca[250],
Przez które były oświecone, droga,
Co przez świat idzie, a druga do Boga.
2265
Lecz z dwóch słońc jedno już drugie zaćmiło:
Z laską pasterską miecz spoił się siłą[251],
I jedno z drugim nie mogą się zgodzić,
Bo tak złączone nie boją się wzajem.
Nie wierzysz? Pomyśl, po czym kłos poznajem;
2270
Każdą roślinę poznasz po jej ziarnie.
W kraju Lombardów, jak pamięć ogarnie,
Każdy był prawym, dzielnym wojownikiem,
Nim się zatliły kłótnie z Fryderykiem[252].
Dziś tam bezpiecznie ten wchodzi do domu,
2275
Co by wprzód nie mógł być gościem dla sromu[253].
O! trzech tam jeszcze żyje po staremu,
W których wiek stary przygania nowemu:
A im leniwo, zda się, cieką lata,
Nim Bóg ich wezwie do lepszego świata.
2280
Ci starce, Konrad Palazzo z Gerardem,
Gwido, którego Frank zowie Lombardem[254].
Jak rzekłem wyżej, o! źle się sprzymierza
W kościele rzymskim miecz z laską pasterza;
Kiedy dźwignieniem[255] dwóch rządów się strudził,
2285
Wpadł w błoto, siebie i swój ciężar zbrudził».
«Mój Marko!» rzekłem, «smutnych czasów świadku,
Obraz ich jasno przez twe słowa świeci;
Teraz pojmuję, dlaczego od spadku
Usunął Mojżesz Lewitowe dzieci[256].
2290
Lecz ten Gerardo, ów mędrzec z przydomka,
O którym słyszeć tak miło z ust ziomka,
Kto on? przygana tego wieku żywa,
Ta zgasłych rodów ruina sędziwa!»
A Marko odrzekł: «Albo twoja mowa
2295
Zwodzi mię, albo kuszą mię twe słowa,
Gdy mówiąc ze mną zdajesz się, Lombardzie,
Sam nic nie wiedzieć o dobrym Gerardzie.
Ten mu przydomek rad każdy nadaje,
Pomnąc cnót pełną jego córkę Gaję[257].
2300
Bóg z tobą! żegnam, nie mogę iść dalej.
Patrz, już wokoło dym przestaje buchać,
Już świt bieleje i ogniem się pali,
Anioł w tej chwili zstępuje tu z nieba,
Przed jego przyjściem odejść mi potrzeba».
2305
To rzekł i więcej już nie chciał mię słuchać.

Pieśń XVII

2306

(Widzenia obrazów gniewu. Krąg IV. Gnuśni chrześcijanie w szybkim pędzie. Wieczór. Moralny podział czyśćca.)

Przypomnij sobie, czytelniku miły,
Jeśli cię kiedy w Alpach mgły zgęszczone
Nagle wilgotnym obłokiem nakryły,
2310
Patrzałeś jak kret przez skórzaną błonę;
Mgła zaś gdy rzadziej swoje kłęby zwija,
Przez nią słoneczny blask słabo przebija;
A wyobrazisz, jak ja mimochodem
Ujrzałem słońce przed jego zachodem.
2315
Tak równo z wodzem gdy stanąłem w kroku,
Na koniec z dymu wyszedłem obłoku
W chwili, gdy góry tej poziomsze skały[258]
Promienie dla się zmarłe pożegnały.
Imaginacjo! czasem tak daleko
2320
Skrzydło twe z sobą człowieka porywa[259],
Że on nie słyszy, nie widzi powieką,
Jak wkoło niego z tysiąc trąb przegrywa.
Cóż cię ożywia, gdy nie bodą zmysły?
Oto ożywia cię promień wybłysły
2325
Aż z wysokości nieba, gdzie się tworzy,
Schodząc sam przez się albo z woli bożej.
Synobójczyni widziałem oblicze[260]
Którą żal w piórka przyodział słowicze,
Ptak, co swą boleść tak rozkosznie kwili!
2330
Duch mój sam w siebie zebrał się w tej chwili,
Nic nie przyjmując z zewnętrznego świata:
Fantazja moja, co pod gwiazdy lata,
Spadła obrazem aż na krzyż Hamana,
Którego dumą twarz napiętnowana;
2335
Przy nim widziałem króla Ahaswera,
Tuż stała żona królewska Estera
I Mardocheusz, twarz pełna pogody,
W słowach i w czynach mąż prawy, bez zmazy.
Gdy z ócz mych prysły te oba obrazy,
2340
Jak bańka z braku, co ją tworzy, wody,
Wtem przystąpiła płacząca dziewica
Na tło mych widzeń i ku mnie swe lica
Zwraca, i mówi: «Czemu, o królowo!
Gniew ciebie w ziemię zakopał surową?
2345
Siebie zabiłaś, nie chcąc córki zgubić,
Jednak tyś twoją Lawinię zgubiła[261].
Matko! mnie więcej boli twa mogiła
Niż tego, który pragnął mię zaślubić».
SenSenne powieki gdy blask draśnie we dnie,
2350
Sen wnet się łamie, lecz nim się dokruszy,
Jeszcze się ślizga po marzącej duszy.
Podobnie moje widzenia wokoło
Pierzchając znikły, gdy mi twarz i czoło
Drasnęło światło większe niż powszednie.
2355
Spojrzałem za się, chcąc widzieć, gdzie byłem,
Gdy głos przemówił: «Wstępujcie na schody!»
I w ten głos całą uwagę utkwiłem.
Czułem się skorszym[262] i lżejszym niż wprzódy
I niecierpliwą wolą cały drżałem,
2360
Aż w mówiącego twarzą w twarz spojrzałem.
Lecz jak powieki nasze mruży słońce
Kształt swój zbytecznym swym blaskiem kryjące,
Tak blask tę siłę odebrał wzrokowi.
— «Oto jest boży anioł», mistrz mój mówi:
2365
«Co nas prowadzi tędy nieproszony,
A sam się kryje w blasku swej zasłony.
On robi z nami, co człowiek na ziemi
Na wzór ten robić powinien z bliźniemi:
Bo ten, kto prośby proszącego czeka,
2370
Widząc potrzebę, nie śpieszy z pomocą,
Nie licz na serce takiego człowieka.
Bądźmy posłuszni anioła wezwaniu,
Szybko te schody szczeblujmy[263] przed nocą,
Bo je przejdziemy chyba na zaraniu».
2375
Tak wódz mój mówił i w szyję opoki
Ku schodom nasze zwróciliśmy kroki.
Pierwszy ich stopień gdym dotknął stopami,
Poczułem jakby od skrzydeł powiewu
Wiatr na mym czole[264]; głos mówił za nami:
2380
«Błogosławieni, co wolni od gniewu!».
Promienie słońca uchodząc przed nocą,
Wstawały proste z brzegów widnokręga[265],
Patrzą, już gwiazdy tu i tam migocą.
Odwago moja, gdzie jest twa potęga?
2385
Myślałem w sobie, bo czułem, jak nogi
Mdlały pode mną na pośrodku drogi[266].
Z mistrzem stanąłem, przebiegłszy te schody,
Jak łódź zaryta na mieliźnie wody.
W tym nowym kręgu natężałem ucha,
2390
Chcąc coś posłyszeć, była cisza głucha:
Potem do mistrza mówiłem w te słowa:
«Z jakiej się czyści duch obrazy Boga
Tu, gdzie jesteśmy? gdy spoczywa noga,
Niech się z letargu przebudzi twa mowa» .
2395
A mistrz: «Tu miłość leniwa łzy leje,
Płacząc lenistwa dobrego uczynku.
Tu ruch jest żywszy leniwego wiosła.
Lecz prawda jaśniej w tobie rozednieje,
Zwróci myśl do mnie, aby ci przyniosła
2400
Dojrzały owoc z tej chwili spoczynku.
MiłośćO! bez miłości Stwórca i stworzenie
Nigdy nie byli[267]: jest w ludziach wrodzona
I dobrowolna miłość, ty wiesz o tym:
Miłość przyrodna[268], błędem nieskażona,
2405
A druga błądzi występnym przedmiotem,
To przez zbyt silne, to zbyt mdłe pragnienie.
O ile prądy tej miłości płyną
Ku pierwszym dobrom lub z widoków względnych
Kierujem pociąg jej do dóbr podrzędnych,
2410
Miłość nie będzie zła swego przyczyną.
Lecz gdy ku złemu obraca się cała
Lub gdy za dobrem w żądz swoich pogoni
Więcej, jak trzeba, lub leniwiej goni,
Wtenczas stworzenie przeciw Stwórcy działa.
2415
Stąd miłość wasza, zważ głębszym myśleniem,
Jest i cnót wszystkich, i błędu nasieniem,
Za którym idzie zasłużona kara.
Miłość, NienawiśćA jako miłość przyciągać się stara
Przedmioty, które zajęła zbawieniem,
2420
Wszystkie stworzenia czuć i kochać zdolne
Żyją od własnej nienawiści wolne.
Jak swego bytu istota osobna
Pojąć nie może i żyć w rozłączeniu
Z Arcyistotą, tak w każdym stworzeniu
2425
Nienawiść Stwórcy jest rzecz niepodobna.
Miłość, Pozory, ZłoPodział ten jeśli dość jasny poznamy,
Że przeciw bliźnim jest zło, co kochamy.
Miłość ta źródło mając w waszej glinie,
W trojaki sposób ze wnętrza was płynie.
2430
Ten chce się podnieść upadkiem sąsiada,
Bo na nim zrąb swej wielkości zakłada;
Drugi się lęka, że cześć, władzę straci,
Gdy jego bliźni szczęśliwszy od braci;
Przyczyna jego smutku i goryczy
2435
Jest w tym, że jemu przeciwieństwa życzy.
Trzeci obrazą swej krzywdy wybucha,
Zemstę jej cicho warzy w głębi ducha.
Ta błędna miłość trojakiej natury
Kaja się w niższych trzech kręgach tej góry.
2440
Jeszcze o jednej miłości rzec chciałem,
Co szuka dobra ze ślepym zapałem.
Każdy po ciemnie ugania omackiem
Za jakimś dobrem jak dziecko za cackiem;
Każdy dla tego mniej więcej z wytrwaniem,
2445
By je posiadać, upędza się za niem.
Gdy cię pociąga miłość zbyt leniwa
Ku dobru, w którym duch wiecznie spoczywa,
Krąg ten, jeżeli żal szczery cię skruszy,
Miejscem pokuty będzie dla twej duszy.
2450
Jest inne dobro, błyskotne z daleka,
Które nie robi szczęśliwym człowieka,
Zwodna[269] szczęśliwość! bo jego treść marna
Nie jest owocem z dóbr wieczystych ziarna.
Miłość ujęta dóbr wiotkich więzami,
2455
Czyni pokutę w trzech kręgach nad nami.
Lecz jak ten podział trojaki jest jasny,
Zamilknę, wydasz o nim sąd twój własny».

Pieśń XVIII

2458

(O miłości. Cienie. Opat Albert.)

Rozumowanie skończył mistrz uczony,
2460
I bystro na mnie patrzał, czy rad byłem;
Ja nowym jeszcze pragnieniem drażniony,
Milczałem zewnątrz, a wewnątrz mówiłem:
«Może go zbytkiem zapytań morduję[270]».
Lecz ten prawdziwy ojciec, gdy chęć całą
2465
Odkrył, co serce z bojaźni skrywało,
Mówiąc sam, skłonił przemówić doń śmiało.
«Mistrzu, twym światłem do tyla się krzepi
Wzrok mój, że jasno myśl twych słów pojmuję,
Proszę, mój ojcze, w jaśniejszej przeźroczy
2470
Pokaż tę miłość, do której przyczyny
Odnosisz wszelkie dobre i złe czyny».
«Zwróć ku mnie» mówił «przenikliwe oczy.
Twego rozumu, a ujrzysz błąd lepiej
Tych, co chcą drugich prowadzić, choć ślepi.
2475
Serce, MiłośćSerce, stworzone z skłonnością kochania[271],
W czym upodoba, za tym się ugania
W chwili, gdy czuje pociąg podobania.
Pojęcie wasze, co w lot wszystko łowi,
Schwycony przedmiot przedstawia duchowi:
2480
W nim takim blaskiem ten przedmiot pozłaca,
Że wprost ku niemu dusza się obraca:
I gdy się wznosi doń z żywą skłonnością,
Jest przyrodzoną ta skłonność miłością,
Która przez rozkosz z wami się tak splata.
2485
I jako płomię, co w powietrze wzlata[272],
Spełniając ślepą swej natury wolę,
Gdzie się przepala dłużej w swym żywiole,
Tak nakłoniona poddaje się dusza
Żądzy, ten bodziec duchowy porusza
2490
Serce człowieka nieustannym biciem,
Nim rzecz kochana stanie się użyciem.
Widzisz, jak prawdzie błąd kłamstwo zadaje,
Twierdząc, co dłużej zbijać niepotrzebna,
Że każda miłość jest w sobie chwalebna.
2495
Treść jej, być może, dobrą mu się zdaje;
Że wosk jest dobry, czyś przyznać gotowy,
Że dobrym każdy jest odcisk woskowy?»
«Jasno mi rozum przy świetle twej mowy»,
Odpowiedziałem «wytłumaczył miłość,
2500
Lecz sam uwięznął[273] w zwątpienia zawiłość.
Bo jeśli miłość w nas ostrzem swych grotów
Ugadza[274] z łuku zewnętrznych przedmiotów,
Żadnej zasługi dusza mieć nie może,
Czy idzie prosto, czy schodzi w rozdroże».
2505
Mistrz: «Ile zdolna rozumu potęga,
Punkt ten objaśnię, dalej on nie sięga,
Czekaj, aż dojdziesz sam do Beatrycy[275],
Bo wiara klucz ma od tej tajemnicy.
Każdy duch z treści swojej niewcielony,
2510
Różny od ciała, jednak z nim złączony,
Zamknięty w sobie ma własność szczególną,
Której nam uczuć i dowieść nie wolno:
Lecz się objawia przez skutki i czyny
Jak przez zielony liść życie rośliny.
2515
Człowiek nic nie wie, skąd się w nim lgnie miłość,
Jaka pociągów pierwszych jest pochyłość,
Które podobnie są w nas jako w pszczole,
Dla miodobrania latającej w pole.
Ta pierwsza wola, co skłonność prowadzi,
2520
Ni do pochwały jest, ni do zganienia.
Więc gdyby wszystko zlać w tę arcywolę,
Macie wrodzony przymiot, który radzi,
Który stać winien w progu przyzwolenia.
Rozum jest gruntem, skąd dla was wypływa
2525
Powód zasługi, zasługa prawdziwa,
Podług jak waszej panując krewkości,
Uprawnia dobre albo złe skłonności.
Mędrcy zgłębiając treść rzeczy aż do dna,
Przyznali, że jest ta wolność przyrodna[276],
2530
I jako owoc swoich myśli kwiatu,
Księgę morału zostawili światu.
Przypuśćmy, miłość, co iskrą z was błyska,
Że z konieczności wynika ogniska,
Lecz w was jest władza, co ją, gdzie chce, kłoni.
2535
Szlachetny przymiot, który Beatryce
Zwie wolną wolą; jej ci tajemnicę
Ona rozwiąże, z tobą mówiąc o niej».
KsiężycKsiężyc jak w północ, wznosząc się powoli,
Coraz nam rzadsze pokazywał gwiazdy,
2540
Idąc przez obłok to ciemny, to biały,
Jak pieczęć w ogniu czerwienił się cały.
Księżyc przebiegał tor słonecznej jazdy
W chwili, gdy widział Rzym już zachodzące
Między Sardynią a Korsyką słońce.
2545
Ten, przez którego gródek Pietoli[277],
Więcej od miasta Mantuanów słynny,
Ciężar z mych myśli zdjął mistrz dobroczynny.
W rzeczy wywodach przeglądając jaśnie,
Byłem jak człowiek marzący, gdy zaśnie:
2550
Lecz z tej senności zbudziły mię duchy,
Bieżąc za nami gwałtownymi ruchy.
Jak niegdyś Asop widziała w Achai
Bezładny pochód szalejącej zgrai,
Kiedy Tebanie z pochodniami w nocy
2555
Idąc, Bachusa wzywali pomocy;
Równie w tym kręgu szybkimi krokami
Biegli, swym biegiem wiatr czyniąc za nami,
Ci, których gnała miłość dobrej woli[278].
Gdy nas tłum duchów na końcu okoli,
2560
Dwa pierwsze duchy wołały ze łzami:
«Szybko na górę pobiegła Maryja[279].
Cezar pod grodem marsylskim nie leżał[280],
Szybko namioty obozowe zwija,
Jak błysk piorunu do Hiszpanów bieżał».
2565
Drugie wołały: «Miłość czas tak ceni,
Nie traćmy czasu przez brak jej płomieni,
Żarliwość w dobrym łaskę zazieleni».
— «O duchy, których żarliwość gorąca
Dziś wynagradza może w roztargnieniu
2570
Waszą ostygłą chęć w dobrze czynieniu,
Oto żyjący, wierzcie, was nie zwodzę,
Chce na tę górę wejść przed wschodem słońca.
Najbliższe przejście wskażcie nam po drodze».
Tak mówił wódz mój, a jeden z gromady
2575
Duch odpowiedział: «Idźcie w nasze ślady.
My śpieszym nie chcąc nic stracić na czasie,
Przebacz, że wola nas wstrzymać nie może,
Gdy ci nasz pośpiech niegrzecznością zda się.
Byłem opatem w zenońskim klasztorze[281],
2580
A Rusobrody panował w tej dobie,
Z bólem łagodne jego królowanie
Rozpamiętują dzisiaj w Mediolanie.
O! już ten stoi jedną nogą w grobie,
Który zapłacze, że w miejsce pasterza,
2585
Synowi zwierzchność klasztoru powierza,
Który miał ciała budowę kaleką,
A rozum jeszcze więcej wykrzywiony,
A był ze złego związku urodzony».
Czy na tym zmilkła ucięta rozmowa,
2590
Nie wiem, bo duch był ode mnie daleko:
Rad zatrzymałem w pamięci te słowa.
On, moja tarcza, moc w każdej potrzebie,
Przemówił do mnie: «Obróć się tam twarzą,
Patrz, jak dwa duchy idąc koło ciebie,
2595
Bodą lenistwo słowami i gwarzą:
Lud, co przez morze suchą przeszedł nogą[282],
Ciężko lenistwem zgrzeszywszy przed Panem,
Nie złożył swoich kości nad Jordanem.
Ci się niemęską znikczemnili trwogą,
2600
Co Eneasza w pół drogi odbiegli,
Gdy sycylijski piękny ląd postrzegli».
Kiedy sprzed oczu zniknęły te cienie,
Jedna za drugą biegły myśli czynne,
A z tych się snuły nowe myśli inne;
2605
I tak wirując nieustannym kołem,
Nieznacznie w senne zlały się marzenie,
Aż rad zamknąłem oczy i usnąłem.

Pieśń XIX

2608

(Widzenie rozkoszy doczesnych i łaski. Krąg V. Skąpcy i marnotrawcy. Piąty poranek drogi. Czwarte P znika. Papież Hadrian V.)

W godzinie, kiedy gasnące dnia żary,
2610
Wystygłe zimnem ziemi lub Saturna,
Księżycowego już nie grzeją chłodu:
Gdy geomanta[283] swoje szczęście czyta
W gwieździe, co jemu wybłyska od Wschodu
W chwili przedświtu, nim zorza bezchmurna
2615
Rozwidni wkrótce gościniec nieb szary;
Z odciętą ręką, wzrok jej zezem pada,
Krzywa, a twarz jej jak tynk muru blada.
Patrzałem na nią, a jak słońce ciepłe
2620
Ożywia członki nocnym chłodem skrzepłe,
Wzrok mój jej język rozwiązał, jej ciało
Z wolna zagrzewał, prostował ją całą
I zarumieniał trupio blade lica,
Jak gdy miłości wzrok czuje dziewica.
2625
Tak rozwiązany język dźwięcznie nucił,
Dziś bym ją słuchać z trudnością porzucił.
«Jestem» śpiewała: «ta syrena słodka,
Którą gdy żeglarz wędrujący spotka,
Staje wśród morza i nadstawia ucha,
2630
Z taką rozkoszą mojej pieśni słucha!
Śpiew mój z pół drogi Ulissesa zwrócił,
Rzadki odchodzi, kto wszedł w progi moje,
Rzadki się trzeźwi, kogo ja upoję».
Jeszcze syrena ust swych nie zamknęła,
2635
Gdy przy mnie święta niewiasta stanęła[286],
A pragnąc pierwszą zmieszać swą pogardą,
«Kto ta kobieta?» zapytała hardo.
Wirgili z cześcią[287] w swym sercu poczętą
Podszedł i patrzał na niewiastę świętą.
2640
A ta, gdy pierwszą za piersi schwyciła,
Darła jej szatę, jej brzuch mi odkryła,
Skąd do mnie buchnął taki swąd w tej chwili,
Aż się zbudziłem; a dobry Wirgili
Mówił z słodyczą nad wszelkie wyrazy:
2645
«Już cię wołałem najmniej ze trzy razy,
Wstań, idźmy szukać w tych skałach przechodu».
Wstałem, już kręgi pozłacał blask wschodu
Tej świętej góry; dzień świtał wesoło,
Gdy szedłem, słońce miałem poza sobą.
2650
Idąc za wodzem schyliłem me czoło,
Podobny temu, co dźwiga na głowie
Myśli tysiące, a swoją osobą
Udaje ścięty łuk mostu w połowie[288].
Kiedym posłyszał: «Idźcie, tu iść trzeba!»
2655
Słowa te wiały melodyją z nieba;
Ten, który mówił, jak łabędzia białe
Otworzył skrzydła i prowadził w skałę.
Z obu stron twarda ścisnęła nas góra.
Musnął mi czoło wstrząsając swe pióra[289],
2660
«Ci, którzy płaczą» rzekł, «błogosławieni,
Łzy ich pociecha w wesele zamieni[290]».
— «Po co tak w ziemię spuszczasz twe spojrzenie?»
Przemówił wódz mój, gdy anioł skrzydłami
Cicho w powietrzu wznosił się nad nami.
2665
A ja: — «Tak ściga mię nowe widzenie,
Wtrąca w niepokój, zachodzi mi drogę,
Że odeń myśli oderwać nie mogę».
— «Starą guślarkę» rzekł «widziałeś z bliska,
Co w niższych kręgach tyle łez wyciska.
2670
Widziałeś, człowiek przez jakie pochopy
I środki od niej oderwać się może[291].
Dość o tym: w ziemię zarywszy twe stopy,
Spojrzyj w niebiosa, na te cuda boże,
Jakimi wzrok twój przynęca król wieczny,
2675
Tocząc tak wielki po nich krąg słoneczny».
Jak sokół naprzód nogom się przygląda,
Nim na głos łowca[292] podniesie swe oczy,
A potem skrzydła do lotu roztoczy,
Polować zdobycz, której tak pożąda:
2680
Tak ja, o ile rozszczepia się skała
Dla stopy, aby po niej wzwyż stąpała,
Szedłem bez przerwy długą szyją lochu,
Aż do piątego kręgu; tam widziałem
Leżące duchy twarzami do ziemi[293],
2685
Płacząc, mówiły, zda się, słowy temi:
«Ach! dusza moja przylgnęła do prochu[294]».
I tak wzdychały piersiami całemi,
Że ledwo uchem kilka słów schwytałem.
— «Wybrani Pańscy! w których sprawiedliwość
2690
Z nadzieją słodzi waszych mąk dotkliwość,
Wskażcie, jak dalej iść na wyższe stopnie».
— «Gdy przychodzicie nie leżeć tu z nami[295],
Lecz pielgrzymując tej góry kręgami
Tylko szukacie drogi; więc roztropnie,
2695
Idąc półkolem jak krąg zatoczony,
Od brzegu prawej trzymajcie się strony».
Poeta pytał, a duch odpowiedział;
Z tych słów poznałem, że duch i połowy
Wieści, skąd idę i dokąd, nie wiedział.
2700
Ja do ócz mistrza obróciłem oczy,
Mistrz na chęć moją przyzwolił ochoczy,
Czym ośmielony poszedłem do ducha,
Którego z pierwszej poznałem przemowy,
Mówiąc: «Gdy we łzach dojrzewa twa skrucha,
2705
Bez której żaden duch z grzechu nie wstanie,
O zawieś dla mnie twe większe staranie.
Powiedz, kim byłeś? skąd na skał tych szczycie,
Wszyscy grzbietami do góry leżycie?
Może chcesz, bym się przyczynił za tobą,
2710
Tam, skąd tu wchodzę żyjącą osobą».
A on: — «Dlaczego nie twarzą, jak trzeba,
Ale tu leżym grzbietami do nieba,
Dowiesz się o tym; lecz wprzódy wiedz, oto
Byłem ja niegdyś następcą Piotrowym[296]!
2715
Przy Kiawari piękna rzeka płynie,
Imię jej dało tytuł mej rodzinie:
W miesiąc poczułem, w tak niedługim czasie,
Jak ciężko chodzić w płaszczu barankowym
Temu, kto nie chce zaszargać go w błoto:
2720
Ciężar mu inny jak puch lekki zda się.
Skrucha ma była, niestety, leniwa!
Będąc pasterzem chrześcijańskich ludów,
Poznałem, marność życia jak fałszywa,
Jak marny jego cel starań i trudów;
2725
Widziałem, jak tam troska sercem miota,
Nie mogąc wyżej wznieść się, moją duszę
Zatliłem żądzą wiecznego żywota.
Aż do tej chwili, z wstydem wyznać muszę,
Grzech ją łakomstwa odwracał od Boga,
2730
Za co, jak widzisz, kara jej tak sroga!
Z grzechu chciwości tak czyszczą się duchy,
Tu dopełniając czyn poczętej skruchy:
W czyśćcu ich bodaj największe katusze.
Jak w ziemskich rzeczach zatopione oko,
2735
Spojrzeć ku niebu nie mogło wysoko,
Chce sprawiedliwość, abyśmy naszemi
Oczyma lgnęli jak krety do ziemi.
Jak w nas łakomstwo miłość dobra studzi,
W zawiązku morząc współczucie dla ludzi,
2740
Grzech ten gładzimy w sprawiedliwej męce.
Więźnie, związani za nogi i ręce,
Nim się gniew boży przebłaga widomie,
Póty tu będziem leżeć nieruchomie».
Ukląkłem, jeszcze nim mówić zacząłem,
2745
Duch poczuł uchem znak uszanowania:
«Co ciebie» mówił «tak do ziemi skłania?»
A ja: — «Sumienie moje słusznie radzi
Przed majestatem twym uderzyć czołem».
«Wstań, bracie!» mówił «wyprostuj kolana,
2750
Ja, ty i drudzy z społecznej czeladzi,
Wszyscyśmy słudzy jedynego Pana.
Jeśli pojąłeś z Ewangelii świętej,
Tekst: Neque nubent w tych słowach zamknięty,
On ci zrozumieć moją myśl posłuży[297].
2755
A teraz odejdź, nie chcę, byś stał dłużej;
Obecność twoja przerywa łzy ducha,
W których dojrzewa, jak mówiłeś, skrucha.
Jest tam Aglaja, domu mego chwała[298],
Dobra z natury, jeśli ją do winy
2760
Nie wciągnie przykład zły naszej rodziny,
Ona mi jedna krewna pozostała».

Pieśń XX

2762

(Hugo Kapet. O godności papieża.)

Naprzeciw lepszej woli nie bez szkody
Wola bój toczy; przeto dając ucha,
2765
Kosztem mej chęci, zgodnie z chęcią ducha,
Wpół suchą gąbkę wydobyłem z wody[299].
I szliśmy z wodzem miejscem w skale wolnym[300],
Jak gzymsowaniem wąskim i okolnym;
Bo duchy łzami, co z ich ócz spadały,
2770
Miękcząc zło, które owładło świat cały[301],
Na dłuż zajęły brzeg drugi tej skały.
Bądź, starożytna wilczyco, przeklęta[302],
Chciwsza w twym głodzie nad wszystkie zwierzęta.
O niebo! które swym ruchem, jak zda się,
2775
Wszystko, co ziemskie, odmieniasz nam w czasie.
Mów, pożądany, o, kiedyż się zjawi,
Co tę wilczycę spłoszy lub zadławi?
A szliśmy wolnym i mierzonym krokiem,
Na cienie bacznym poglądałem okiem,
2780
Bolejąc nad ich płaczem i żalami.
«Słodka Maryjo!» głos jęknął przed nami[303],
Jakby rodzącej niewiasty jękami.
Głos dalej mówił: «Ty byłaś ubogą,
Ile ze żłobu ludzie sądzić mogą,
2785
W którym złożyłaś twój ciężar tak święty!»
Głos potem dodał: «Fabrycjusz nad złoto
Przeniósł ubóstwo ożenione z cnotą[304]».
W tych słowach czułem urok niepojęty.
Więc krok mój naprzód pomknęła chęć nowa,
2790
By poznać ducha, co mówił te słowa.
Duch się unosił jeszcze nad szczodrotą
Biskupa z Miry, co ubogie panny
Wspierał, by wiodły żywot nienaganny[305].
«Duchu, co mówisz tak dobrze!» do niego
2795
Rzekłem, «kim byłeś, powiedz, i dlaczego
Tu jesteś jeden, co w pamięć bogaty,
Tak zasłużone odnawiasz pochwały?
Nie będą słowa twoje bez zapłaty,
Jeśli powrócę kończyć krótkie życie,
2800
Które do kresu swojego tak leci!»
— «Odpowiem tobie», duch mówił w zachwycie;
«Nie dla pomocy, darmo jej życzycie[306],
Lecz że tak rzadka łaska w tobie świeci
Przed śmiercią jeszcze, gdy w ciele twa dusza.
2805
Byłem ja ziarnem drzewa, które cały
Świat chrześcijański swym cieniem zagłusza,
Że rzadko owoc tam znajdziesz wystały[307].
Gdyby poczuli swą moc Flandryjczycy,
Piorun ich zemsty ujrzałbym niedługo.
2810
Co oby zdarzył Ten, co wszystkich sądzi!
Nazwisko moje było Kapet Hugo[308],
Zrodzeni ze mnie Filipy, Ludwicy,
Ród mój bez przerwy ziemią Franków rządzi.
Syn ubogiego w Paryżu rzeźnika,
2815
Gdy dawnych króli szczep usychał stary,
Prócz latorośli jedynej, Ludwika,
Który na pośmiech chodził w sukni szarej,
Odważnie rządu pochwyciłem wodze.
Tłum mnie przyjaciół wiódł po nowej drodze
2820
I syna na tron wprowadziłem wdowi,
Z krwi jego wyszli pomazańce nowi.
Póki prowanckie[309] wiano w moim domu,
Z krwi mej nie zdjęło przyrodnego sromu,
Zła, znacząc mało, nie robił nikomu.
2825
Potem gdy w moc swej potęgi uwierzył,
Kłamstwem i gwałtem na przemian grabieżył;
W chwili, gdy skruchą sumienie swe koił,
Ziemie Normandów, Gaskonów przyswoił.
Karol wszedł do Włoch[310], a w żalu i skrusze
2830
Ściął Konradyna[311] i Tomasza duszę[312]
Posłał do nieba w pokucie i skrusze.
Przyjdzie czas wkrótce, co na włoskie pola
Od Franków wpędzi drugiego Karola[313].
Pozna go lepiej włoska ziemia wasza:
2835
Bez broni, tylko sam włócznią Judasza
Zręcznie szermując przy waszej niezgodzie,
Pierś Florencyji na wylot przebodzie.
Ale tam zamiast cudzych ziem zaboru,
Na grzech zarobi i stratę honoru,
2840
Grzech, co mu zgoła ciężaru nie zmniejszy,
Że na sumieniu wyda się mu lżejszy.
Trzeci, co wyszedł jak więzień z okrętu[314],
Widzę, jak córkę przedaje bez wstrętu,
Jako kupczący korsarz niewolnice.
2845
Łakomstwo! gdzież są twej chuci granice?
Jeśliś do tyla w mojej krwi zawrzało,
Że targ śmie robić o swe własne ciało.
Lecz gdyby przyszłe, przeszłe i dzisiejsze
Zło w twoich oczach wydało się mniejsze,
2850
Widzę w Anagni, jak w bojowym szyku
Franków sztandary wieją lilijami,
Więźnia Chrystusa w jego namiestniku[315].
Lud po raz drugi z niego szatę zdziera,
Biczuje groźbą i na nowo poi
2855
Octem i żółcią; widzę, jak umiera
Pomiędzy dwoma żywymi łotrami.
Widzę nowego Piłata z Zachodu,
Co krwią duchowną nie nasyca głodu
I bez wyroku kościoła stolicy
2860
Jej bojowników obnaża z kapicy[316].
O Panie! kiedyż doczekam się twojej
Zemsty, co skryta w chmurze tajemnicy,
Gniew twój łagodzi i osładza w niebie?
Com o jedynej rzekł oblubienicy
2865
Świętego Ducha, co skłoniła ciebie
Zasięgnąć moich objaśnień i rady,
Póki dzień świeci, modlimy się do Niej[317];
Lecz gdy noc zmrokiem tę górę osłoni,
Rozpamiętujem przeciwne przykłady:
2870
Pigmaliona żarłoczność do złota[318],
Ile zła przez nią zbroił ten niecnota.
Nędzę Midasa, głupią chciwość jego,
Achana kradzież łupów przy Jerycho[319],
Który do dzisiaj swoją duszą lichą
2875
Zda się czuć żądło gniewu Jozuego.
Rozpamiętujem los Helijodora[320],
Jak był końskimi zdeptany kopyty,
Ananijasza[321] i Polimnestora».
Wtem zagrzmiał okrzyk aż pod niebo wzbity:
2880
«Krassusie! skarbów łakomych niesyty,
Gdy ci Partowie złoto w usta leli,
Mów, jaki złota smak był w twej gardzieli?»
«Czasem ten głośno, drugi ciszej gada,
Podług zapału, w jaki, mówiąc, wpada.
2885
W dzień nie ja jeden[322], naszem gronem całem
Rozpamiętujem o cnotach z zapałem,
Lecz tu głos drugich nie wpadł ci do ucha».
Ledwośmy tego pożegnali ducha,
Skwapliwe naprzód pomykając kroki,
2890
Góra aż do dna zadrżała opoki[323];
Poczułem w sobie mimowolne drżenie,
Jako idący człowiek na stracenie.
Zaiste Delos nie drżał tak wstrząśniony[324],
Gdy został gniazdem położnym Latony[325],
2895
Nim porodziła dwoje oczu nieba
W jednym połogu, Dyjanę i Feba,
Potem ze wszystkich stron potężnym krzykiem,
Śpiew: Gloria Deo in excelsis szumiał,
O ilem słowa w tym krzyku zrozumiał,
2900
Najbliżej odeń stojąc na mą trwogę:
«Nie bój się» mówił mistrz do mnie zwrócony:
«Póki ja jestem twoim przewodnikiem.»
Tam nieruchomi, jak ci pastuszkowie,
Którym nucili śpiew ten aniołowie[326],
2905
Staliśmy póty, aż chwiejące skałą
Trzęsienie ziemi z tym śpiewem ustało.
I szliśmy dalej w naszą świętą drogę,
Patrząc na cienie leżące na skale,
Co znów szerzyły swe powszednie żale.
2910
Nigdy, o jeśli pamięć mię nie myli,
Nieświadom rzeczy, nie drżałem tak cały,
Aby ją poznać, zbadać, jak w tej chwili.
W nagłym pochodzie pytać go nie śmiałem,
A sam w treść rzeczy spojrzeć nie umiałem
2915
Tak zamyślony szedłem i nieśmiały.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.