Boska komedia, Czyściec · Dante Alighieri

Pieśń XI – Pieśń XV

Pieśń XI

1391

(Ojcze nasz. Malarz. Oderisi i inni.)

«Ojcze nasz, niebem nieobjęty twojem,
Przez miłość, z jakąś ukochał głęboko
Pierwsze istoty, co są tam wysoko,
1395
Święć się Twe imię przez wszelkie stworzenie,
Moc, mądrość Twoja przez ich dziękczynienie:
Przyjdź Twe Królestwo, gdy to z swym pokojem
Nie znijdzie do nas, nasz duch mdły, o Boże!
Sam doń o własnej sile dojść nie może.
1400
Jak aniołowie ofiarę Ci w niebie
Robią z swej woli, śpiewając Hosannę,
Oby tak ludzie robili dla Ciebie!
Dziś nam, błagamy, daj powszechną mannę[149],
Bez której na tej pustyni żywota
1405
Wstecz idzie, kto się więcej naprzód miota.
Jak winy drugich przebaczamy sami,
Ty na karb łaski policz nasze długi,
Przebacz, a nie patrz na nasze zasługi.
Spraw, nasza wola tak ułomna, oby
1410
Starego wroga uniknęła proby!
Zbaw ją od złego, niech z pokus powstanie.
A tę ostatnią modlitwę, o Panie!
Nie mówim za nas, tu złe nas nie mami,
Lecz za tych, którzy zostali za nami».
1415
Modląc się za się i za nas zarazem,
Szły duchy, każdy ugięty pod głazem,
Podobne temu, co w śnie marząc mniema,
Że dźwiga ciężar barkami obiema.
A idąc, mdlały z trudu i żałości,
1420
W krąg pierwszym gzymsem, co górę okola,
By się oczyścić z światowych ciemności.
Jeśli tam za nas modlą się tak szczerze,
Słusznie tu za nich słać modły, pacierze,
Tym, których dobrą zasadę ma wola.
1425
Trzeba im pomóc obmywać te plamy,
Jakie tam wszyscy ze świata wnaszamy;
Aby te dusze, już lekkie i czyste,
Mogły ulecieć pod kręgi gwiaździste.
— «Prawo i łaska ulżą wam zaiste[150],
1430
I wasze skrzydła lekkie, jako trzeba,
Podług żądz waszych wzniosą was do nieba.
Wskażcie, skąd prędzej na schody dojść można.
Gdzie ścieżka do nich jak najmniej bezdrożna.
Bo mój towarzysz wędrując tą skałą,
1435
Ze krwi i kości Adamowe ciało
Dźwigając, za mną sunie krok powoli
Po złomach skał tych, mimo dobrej woli».
Zgodnie do wodza mojego przemowy,
Nie wiem, duch jaki odrzekł tymi słowy:
1440
«Brzegiem na prawo wstępujcie tu z nami,
Znajdziecie przejście pomiędzy skałami,
Którędy może iść człowiek żyjący.
Gdyby nie kamień na barkach ciężący,
Co mi do ziemi twarz i czoło chyli,
1445
Spojrzałbym, może poznałbym w tej chwili
Tego, co nie chce zwać się po imieniu,
By litość jego wzbudzić w mym cierpieniu.
Z możnych Toskanów ja byłem Latynem,
Aldobrandeska pierworodnym synem.
1450
Nie wiem, czyś kiedy znał nasze nazwisko?
Z mych antenatów pełen próżnej chluby,
Wzbiłem się w pychę, a pycha nie wierzy,
Że pochodzimy ze wspólnej macierzy.
Gardziłem ludźmi, z nikim ani blisko,
1455
Ta wzgarda była przyczyną mej zguby.
Jak mię w Maremmie zabito zdradziecko,
W Kampognatiko powie lada dziecko.
Jestem Omberto[151], grzech mój w oczach stoi,
Pychą zginąłem ja i wszyscy moi.
1460
Za grzech ten ciężar zgina barki moje,
Aż nim tą karą Boga zaspokoję.
Czegom nie robił między żyjącymi,
Tu robię teraz między umarłymi».
Słuchając jego w dół zwiesiłem głowę.
1465
Wtem drugi, nie ten, co uciął rozmowę,
Ledwo się zwrócić pod ciężarem zdołał,
Spojrzał, mnie poznał, po imieniu wołał,
Z męką trzymając wzrok we mnie utkwiony;
Szedł obok drugich cały pochylony.
1470
— «Ty Oderisi[152]?» rzekłem doń, «O, chlubo
Ziemi Urbino, jak cię witać lubo!
Zaszczycie sztuki pod nowym nazwaniem,
Co zwą w Paryżu: illuminowaniem».
—«Bracie» rzekł: «teraz Franczesko z Bolony[153]
1475
Kość, papier barwi w świetniejsze kolory.
On wieńcem chwały promienieje wszystek,
Z której mi został ledwo mały listek.
W życiu do pochwał nie byłbym tak skory,
Bom chciał prześcignąć drugich pędzla prace;
1480
Tej dumy cło tu pogrobowe płacę.
Byłaby jeszcze nie tu moja droga,
Gdybym się w końcu nie zwrócił do Boga.
O jakżeś marna, ludzkiej władzy chwało!
Roślino wiotka, z krasą krótkotrwałą,
1485
Szybko zieloność z jej wierzchołka znika,
Gdy barbarzyństwa czasów nie dotyka.
Pierwszy z malarzy Cimabue, oto,
Blask jego sławy przygasza Giotto[154].
Tak Gwido wydarł drugiemu Gwidowi
1490
Palmę nadania prawa językowi[155]:
A może gdzieś już narodził się trzeci,
Co spędzi obu i w gniazdo ich wleci.
Bo rozgłos świata, to poświst wichrowy,
Który przychodzi z strony tej i owej,
1495
Wiejąc imieniem raz tym, znowu innym.
Kondycja ludzka, ŚmierćO czybyś większą przyodział się chwałą,
Kładąc w grób wiekiem potyrane ciało,
Czy mrąc na ustach z szczebiotem dziecinnym?
Mów, będziesz więcej mieć imię błyszczące,
1500
Nim lat przeżyjesz jakie trzy tysiące?
Wiek ten z wiecznością porównany zda się
Krótszym niż jedno okamgnienie w czasie,
Do księżycowej porównane jazdy,
Na niebie bodaj najleniwszej gwiazdy[156].
1505
Ten, co krok ciężki sunie przez kamienie,
Wśród Włoch miał głośne imię bohatera[157].
Dziś o nim ledwo kto wspomni w Sijenie.
Będąc jej władcą, syt świetnych wawrzynów,
Pod Montaperto pobił florentynów,
1510
O których wtenczas tak dumną stolicę
Dzisiaj targ robią jak o nierządnicę.
O! wasza chwała to trawa zielona,
To, co jej barwę daje i odbiera,
Pod słońcem wzrosła, w słońcu upalona».
1515
Ja na to: «Pełne prawdy twoje słowa
Szczepią w mym sercu niemałą pokorę,
Wielką mą pychę ty uniżasz w porę:
Kto on, o którym nadmienia twa mowa?»
— «To Prowencano! zwykły pychą błądzić,
1520
Jak samodzierżca chciał Sijeną[158] rządzić:
I odkąd jemu śmierć zamknęła oczy,
Bez odpoczynku jak kroczył, tak kroczy.
Taką monetą tu swe długi płaci
Ten, co za wiele śmiał wznieść się nad braci».
1525
A ja: «Jeżeli dochodzące duchy
Kresu dni swoich bez żalu i skruchy
Stoją na dole, iść wyżej nie mogą,
(Chyba zbawienne modły im pomogą,)
Aż nim czas równy ich życiu upłynie,
1530
Skądże mu wolno iść po tej wyżynie?»
«Za dni swej chwały» cień rzekł «on w Sijenie
Sam z dobrej woli na rynku przyklękał,
Żebrząc jałmużny, wstydu się nie lękał[159],
Aby wykupić więźnia przyjaciela,
1535
Którego Karol więził od lat wiela,
I czuł w swych żyłach wszystkich pulsów drżenie!
Dość mówić o tym; ciemne są me słowa,
Lecz wkrótce myśl, co pod nimi się chowa,
Postępkiem ziomków twoich oświecony,
1540
Ujrzysz wyraźnie spod tych słów zasłony.
Czyn ten wycofał z woli niebios Pana
Z krańców czyśćcowych duszę Prowencana».

Pieśń XII

1543

(Ku kołu II. Obrazy u wyjścia. Anioł zdejmuje z czoła poety pierwsze P.)

Jak pług ciągnące woły równym ruchem,
1545
Nim słodki mistrz mię nie ostrzegł słowami,
Krok w krok stąpałem z tym przygiętym duchem[160].
Lecz kiedy rzekł mi: «Rzuć go a idź dalej,
Bo tu jest dobrze żaglem i wiosłami
Gnać, ile można, swą łódkę po fali».
1550
Wyprostowałem całe moje ciało,
Jako chcącemu iść prędzej przystało,
Choć myśli miałem przygięte w tej chwili[161]:
I szliśmy szybko, ja i mistrz Wirgili,
Dowodząc oba, jak lekcyśmy byli[162]!
1555
W końcu rzekł do mnie: «Spuść na dół twe oczy,
A lżej ci będzie wędrować tą drogą[163],
Widząc grunt, jakim twoja stopa kroczy».
Jak nad sklepioną kościołów podłogą
Dla przedłużenia umarłych pamięci
1560
Płaskorzeźbami wyrażają groby
Zeszłych ze świata popiersia osoby;
Obraz ich w sercach pobożnych żal budzi,
Rozpamiętując pamięć zmarłych ludzi,
Często nam w oczach, aż łza się zakręci:
1565
Tak droga między otchłanią i górą
Wzrok mój nęciła niejedną figurą,
A każda z stokroć większym życiem kuta
I podobieństwem podług sztuki dłuta.
Widziałem tego, co piękniej stworzony
1570
Od wszystkich stworzeń, które z nim na głowę
Spadały z nieba jak skry piorunowe[164].
Tam Bryjareusz leżał z drugiej strony[165],
W pierś Jowiszowym grotem ugodzony;
Przytłaczał ziemię swoim skrzepłym ciałem.
1575
Wokoło ojca stoją Mars, Pallada,
W ich ręku jeszcze broń tryumfu świeci,
Patrzą, jak olbrzym na proch się rozpada.
U stóp Babelu Nemroda widziałem[166],
Stał, poglądając jako obłąkany
1580
Na tłum narodów w Sennarze zebrany.
Niobe! wzrok mi zabiegł łzą gorącą,
Pośród tej drogi widząc cię płaczącą
Między siedmiorgiem twych umarłych dzieci[167].
Saulu! tam własny miecz w twe piersi wbity,
1585
Jak na Gilboe; odtąd gór tych szczyty
Schną niezwilżane ni rosą, ni deszczem[168].
Arachne! jak tam tyś wyschła i zwiędła!
Widziałem ciebie zmienioną w pająka[169],
Smutny po niciach twych się krosien błąka,
1590
Któreś, niestety, na swą zgubę sprzędła.
Twój, Raboamie, strach mię wstrząsał dreszczem,
Gdy tam uciekasz jak zbieg w twym rydwanie,
Nim cię lud własny skazał na wygnanie.[170]
Rznięta marmuru wyrażała szyba,
1595
Jako Alkmeon własną matkę zmusza
Przypłacić drogo zgon Amfiarausza[171];
Jako synowie wściekli Sanheriba[172]
W świątyni głowę ojcowi ucięli
I samotnego trupa odbieżeli[173];
1600
Jak Asyryjczyk, gdzie go popłoch niesie,
Pierzchał po zgonie twym, Holofernesie!
I Cyrus dłutem był rznięty w marmurze,
Od Massagetów zabity królowej;[174]
Ta zda się mówi do odciętej głowy:
1605
«Tyś krwi łaknęła, we krwi cię zanurzę».
Widziałem Troję w gruzach i w popiele:
O Ilijonie dumny! jak niewiele
Miejscaś tam zajął w płaskorzeźby ramach,
W dymie twych gmachów i w skruszonych bramach.
1610
Arcymistrz pędzla i dłuta do razu
Snadź[175] tam malował i dłutował z głazu
Wszystkie postaci tak pełne wyrazu.
Żywi jak żywi, zmarli jak umarli,
Wszyscy się zdali, gdy ich depcąc nogą
1615
Z schylonym czołem szedłem ową drogą.
Wy, coście w pysze swe głowy zadarli,
Synowie Ewy! nie zniżajcie czoła,
Idąc, niech duma, co was tak unasza,
Ujrzy na końcu, jak zła droga wasza!
1620
Już wkoło góry uszliśmy niemało,
I słońce wyżej ponad nami stało,
Czego zajęty wzrok nie dostrzegł zgoła:
Kiedy idący ciągle wprzód tą skałą
Rzekł: «Podnieś głowę, a idź sporszym krokiem,
1625
Patrz, oto ku nam idzie anioł gończy,
Szósta dnia sługa już swą służbę kończy[176].
Uczcij go całą osobą i wzrokiem,
Niech go z pokorą dusza twoja wita,
Myśl, że dzień taki więcej nie zaświta».
1630
Nie ciemną dla mnie zdała się ta mowa,
Korzystaj z czasu, chciał rzec przez te słowa.
Biało odziana szła piękna istota,
Twarz jej jak gwiazda poranna migota.
Anioł otworzył ramiona, a potem
1635
Wpół otworzonem powiał skrzydłem złotem,
Mówiąc: «Tu chodźcie, oto bliskie schody,
Tu oczyszczeni idą jak na gody».
Jak odpowiedzieć niewielu jest w stanie
Na tak urocze i święte wezwanie!
1640
Przecz ludzie wzlatać tam wyżej stworzeni,
Spadają lada wiatrem potrąceni?
Anioł wprowadził nas w skały wydroże,
Przy wejściu skrzydłem uderzył mię w czoło;
I przyrzekł podróż lekką i wesołą.
1645
Jak na tę górę stopa łatwiej wschodzi,
Gdzie święty kościół i krzyż, godło boże,
Nad florenckimi panują murami[177];
Bo ściana góry porznięta schodami,
W czasach szczęśliwszych, gdy obyczaj stary
1650
Szanował wagi, rachunki i miary,
Tak się przez schody pochyłość łagodzi
Stoczona z kręgu drugiego opoki,
Choć ją z obu stron ściska głaz wysoki.
Gdyśmy wchodzili w skał ciasne wąwozy,
1655
Z uroczych głosów zabrzmiał śpiew w mym uchu:
Błogosławieni są ubodzy w duchu[178].
O jak te ścieżki różne od piekielnych!
Gdy tu wchodzimy wśród pieśni weselnych,
Tam pośród jęków i okrzyków zgrozy.
1660
Ledwo wstąpiłem na te schody święte,
Zda się, że ciało było ze mnie zdjęte,
Stokroć lżej po nich szedłem niż płaszczyzną.
— «Mistrzu, mów, jaki tu ciężar spadł ze mnie,
Że mi tak lekko stąpać i przyjemnie?»
1665
On odpowiedział: «Gdy skrzydło anioła
Wszystkie P w końcu zetrze z twego czoła[179],
W ślad dobrej woli stopy się poślizną,
Nie czując trudu, jaki teraz znoszą,
Im wyżej, z większą wstępując rozkoszą».
1670
Na wzór rzecz jakąś na głowie niosących,
Którą, nie mogąc domyśleć się sami,
Podejrzewają z gestów przechodzących;
Domysł co prędzej chcąc sprawdzić rękami,
Póty szukają, aż nim rąk ich czynność
1675
Wypełni wiernie ich oczu powinność;
Zaraz do czoła sięgnąłem palcami[180],
I gdy znalazłem mniej jedną literą,
Jakimi anioł me czoło naznaczył,
Ten, co gest nowy zauważać raczył,
1680
Wódz mój radością uśmiechnął się szczerą.

Pieśń XIII

1681

(Koło[181] II. Zazdrośni. Sapia.)

Na wierzchu schodów byliśmy, gdzie skała
Drugim wypustem górę zamykała,
Kędy wstępując czyszczą się grzesznicy.
1685
Tam jako pierwszy jest krąg wkoło góry,
Wzwyż podniesiony, bez żadnej różnicy,
Tylko łuk jego prędzej się zagina[182].
Tam płaskorzeźbą rzezane figury
Nie nęcą oczu, a oczu uwaga:
1690
Brzeg równy, droga jednostajnie naga,
A barwa skał jej ołowianosina.
Wódz mówił: «Jeśli będziem czekać kogo[183],
Aby zapytać, jaką tu iść drogą,
Czas nazbyt długą zmitrężymy zwłoką».
1695
Na koniec w słońce zatopił swe oko,
Środek swych ruchów wsparł na prawej nodze
I cały lewą obrócił się stroną.
«O słodkie światło[184]! pod którym ja wchodzę
Na nową drogę z ufnością natchnioną,
1700
Prowadź nas» mówił «tym kręgiem, jak trzeba.
Ty świat ogrzewasz i świecisz nam z nieba,
Jeśli przyczyna jaka nie zawadzi,
O! niech twój promień zawsze nas prowadzi».
Przestrzeń, co milą zwą na tym padole,
1705
Przeszliśmy szybko zbrojni w czynną wolę.
I oto czułem, jak ku nam bieżeli,
Bo nie widziałem, duchy czy anieli?
Mówiąc, wzywając uprzejmie, by społem
Ucztować z nimi za miłości stołem[185].
1710
Głos pierwszy lecąc szeleścił słowami:
Vinum non habent[186] i przeszedł za nami,
Wtórząc te słowa jak dźwięk echa długi.
Nim ścichł, przechodził, wołając, głos drugi:
«Jam Orest[187]!» i znikł jak pierwszy w tej chwili.
1715
«Czyje to głosy, skąd ich echo leci?»
Gdym pytał, lecąc przemówił głos trzeci:
«Miłujcie bliźnich, co wam źle robili[188]».
Dobry mistrz mówił z słodyczą oblicza:
«Krąg ten biczuje, smaga grzech zawiści[189],
1720
Dlatego Miłość potrząsa sznur bicza.
Wędzidło grzechu dźwięk wydaje inny,
Dźwięk ten posłyszysz, gdzie tej zmazy winny
W pokucie duch się przebaczeniem czyści.
Teraz w tę stronę wytężaj spojrzenie,
1725
A ujrzysz duchy leżące na skale,
Każdy o ścianę jej leży oparty».
I czujne oczu podwoiłem warty,
Patrzałem bystrzej i widziałem cienie,
Jak głaz sinymi okryte płaszczami.
1730
Gdy coraz dalej i dalej stąpałem,
«Maryjo! módl się za nami!» słyszałem;
Potem wołali: «Pietrze i Michale!
I wszyscy święci, módlcie się za nami!»
Gdzieżby był człowiek tak zimnym kamieniem,
1735
Co by się moim nie wzruszył widzeniem?
Bo gdy patrzałem z bliska na te duchy,
Widząc wyraźniej ich rysy i ruchy,
Z boleści łzą mi nabiegła źrenica.
Ciało ich kryła licha włosiennica,
1740
Jeden na drugim opierał mdłe ciało,
A wszyscy byli podpierani skałą.
Jak ślepi co dzień łaknąc manny z nieba,
Siedzą przy kruchcie i wołają: chleba,
Jeden na drugim zwisłą głowę trzyma;
1745
By litość w sercu poruszyć człowieka,
Żebrzą nie tylko słowem, lecz oczyma,
Gdzie jej skra niemniej żywe ognie nieci;
A jako słońce dla ślepych nie świeci
Równie tym cieniom, o których się mówi,
1750
Niebo odmawia światła ich wzrokowi[190].
Cieniów tych drutem sposzyta[191] powieka,
Jako dzikiemu robią sokołowi[192],
Gdy niepowolny na łowca[193] wołania.
Myśląc, że drugim obelgę zadajem,
1755
Widząc ich, od nich niewidziani wzajem,
Stanąłem twarzą wprost do poradnika.
On, co chcę mówić, gdy milczę, przenika,
Rzekł, nie czekając mojego pytania:
«Mów, lecz twe słowa w trzeźwe ujmij pęta».
1760
Wirgili z wolna szedł z tej strony drogą,
Skąd łatwo w przepaść uśliznąć się nogą,
Bo droga żadnym zrębem niezamknięta.
A cienie zasię[194] z drugiej były strony,
Tak ich bolało druciane sposzycie,
1765
Że łzy z ich oczu lały się obficie.
— «O! pewni» rzekłem do nich obrócony,
«Oglądać światłość wiekuiście boską,
Co waszej żądzy jedyną jest troską!
Niech Łaska na karb drugiego cierpienia
1770
Rozproszy męty waszego sumienia[195].
O, niechaj przez nią waszych myśli rzeka,
Czysta i jasna jako zdrój przecieka!
Mówcie (czym rozkosz sprawicie mi wielką),
Czy między wami spotkam duszę włoską?
1775
Bo widok ziomka współczucie w nas wzrusza».
— «Bracie! z nas każda jest obywatelką[196]
Bożego miasta; chcesz mówić, czy dusza
Jest między nami, która od powicia
Wśród Włoch odbyła swą pielgrzymkę życia?»
1780
Taką odpowiedź słyszeć mi się zdało.
Trochę wprzód, w miejscu nie nazbyt odległem,
Tym więcej prawdę jej uczułem całą.
Widziałem, jeden z tłumu, co tam siedzi,
Zdawał się czekać mojej odpowiedzi.
1785
Gdy kto zapyta, po czym to postrzegłem,
On stał jak ślepy z podniesioną brodą.
«Duchu,» mówiłem «co z tą ślepą trzodą
Sam się poniżasz, abyś wyżej siedział,
Jeśli tym jesteś, co mi odpowiedział,
1790
Mów, jaki kraj twój, jakie twoje miano?»
— «Byłam Sienką,» niewiasta odrzekła:
«Brud mego życia tu czyszczę z drugimi,
Żebrząc o Łaskę łzami gorącymi.
Byłam niemądrą, choć Sapią mię zwano[197].
1795
W nieszczęściu drugich czułam radość piekła,
Gdybyś nie myślał, że ja ciebie zwodzę,
Słuchaj, zawiścią jak szalałam srodze!
Już łuk dni moich zniżał się powoli,
Wtenczas, gdy moi ziomkowie przy Kolii
1800
Stanęli zbrojno wobec swego wroga;
Prosiłam o to, co Bóg chciał, u Boga[198];
Za danym hasłem gdy bitwę zaczęli,
Nasi złamani wśród bitwy pierzchnęli,
Gnani w ucieczce; widząc takie łowy,
1805
Z radości szał mię opanował nowy:
Wołałam wodząc oczyma po niebie,
»Teraz, o Boże, nie lękam się ciebie!«
Tak kos zdradzony ciepłym dniem zimowym,
Śpiewa, nie myśląc o zamrozie nowym.
1810
Przy schyłku życia nad grobowym progiem,
Chciałam w pokoju pojednać się z Bogiem:
Jeszcze by dług mój nie zmniejszył się może
Pokutą, gdyby nie Piotr Petinagno[199],
Który litością nad mym grzechem zdjęty,
1815
Codziennie wołał na modlitwie świętej:
»O, nad grzesznicą ulituj się, Boże!«
Lecz skąd twe chęci tak nas badać pragną?
Kto jesteś? zda się otwarte masz oczy,
Gdy mówisz, głos twój pełny i uroczy».
1820
«Oczy me» rzekłem «tu poszyją druty[200],
Lecz nie na długo; bo kaźń tej pokuty
Prędko mą duszę z tej skazy oczyści,
Mało zgrzeszyłem spojrzeniem zawiści.
Więcej mnie trwoży tu, pod tą opoką
1825
Noszących wielkie ciężary katusza,
Jak one ciężą, czuje moja dusza».
Duch: «Kto wprowadził ciebie tak wysoko,
Ciesząc powrotu wiarą nadaremną?»
Ja: «Ten, co milczy i stoi tu ze mną.
1830
Ja żyję, naucz mię, duchu wybrany,
Czy chcesz, bym jeszcze stopy śmiertelnemi
Zwiedził dla ciebie twój kraj ukochany?»
Duch rzekł: «To słyszeć dla mnie rzecz tak nowa,
Widać, że ciebie Bóg w swej łasce chowa;
1835
Więc mi dopomóż modlitwą na ziemi.
Na święte imię zaklinam cię Pańskie,
Gdy kiedy wstąpisz na ziemie toskańskie,
Chciej przed moimi oczyścić mię z brudu.
Tam ich zobaczysz wśród próżnego ludu[201],
1840
Co swe nadzieje wiatrami karmione
Utkwił jak kotew w porcie Talemone.
Więcej on straci, jak ci, co szukali
Dyjany w piasku zagrzebanej fali;
Lecz jeszcze więcej stracą admirali».

Pieśń XIV

1845

(Gwido del Duka i Renier de Kalboli. Przeciw Florencji i Pizie.)

«Nie wiesz, kto wkoło naszej góry kroczy,
Wprzód nim śmierć jemu dała polot chyży,
Co jak chce, mruży i otwiera oczy?»
«Wiem, że tu idą jacyś dwaj przychodnie;
1850
Kto on, ja nie wiem: ty, co stoisz bliżej,
Aby rad odrzekł, zapytaj łagodnie».
Tak wsparte jeden na drugim dwa duchy,
Ode mnie w prawo między sobą gwarzą.
Jeden z nich bliższy, z podniesioną twarzą[202],
1855
Rzekł do mnie: «Duchu, co w ciele zamknięty
Idziesz ku niebu jak wpół wniebowzięty,
Pociesz nas, nie bądź naszym prośbom głuchy,
Mów, skąd i ktoś jest? widna łaska boża,
Jaka twą duszę w tobie uwielmoża,
1860
O tyle sobą nas tu zachwyciła,
Jak chce rzecz nowa, co nigdy nie była».
A ja: «Przez środek Toskaniji[203] płynie
Niewielka rzeka, co krynicą małą
Ledwo się sączy z góry Falterona[204],
1865
A stumilowym ujściem nieznużona.
Przy jej wybrzeżu oblokłem się w ciało.
Mówiąc, kto jestem, rzekłbym słowa marne,
Bo imię moje jeszcze dość nie słynie[205]».
Duch odpowiedział, ten co pierwszy pytał:
1870
«Jeślim rozmowy twojej myśl wyczytał,
Pod jej zasłoną widzę rzekę Arnę».
A drugi rzekł doń: «Dlaczego nazwisko
Ukrył tej rzeki jak na pośmiewisko?»
Cień zagadnięty na to odparł żywo:
1875
«Nie wiem, lecz żadne nie będzie w tym dziwo,
Gdy takiej rzeki nazwisko zaginie.
Bo od jej źródła, kędy Apeniny,
Od których morzem odcięte Peloro[206],
Toną w powietrzu jako obłok siny,
1880
Aż do jej kresu, gdzie powraca szkody
Zrządzone morzu przez ubytek wody,
Jaką zeń chmury w dni słoneczne biorą,
Wszyscy od cnoty stronią jak od węża,
Tak lud w tym kraju zły nałóg zwycięża!
1885
Tam ludzie tak swą naturę zmienili,
Jakby się Cyrcy karmią[207] utuczyli.
Pośród tych wieprzów[208], o wspomnieć bolesno!
Godnych przeżuwać chyba żołędź leśną,
Nie owoc dany na pokarm człowieka,
1890
Zrazu nurt wąski toruje ta rzeka,
W kolej zstępując korytem pochyłem,
Spotyka małe kundle, które warczą,
Więcej niż siły na ich wark wystarczą:
Ze wzgardą do nich obraca się tyłem
1895
I szybko płynie; im bystrzej przecieka
Ta nieszczęśliwa i przeklęta rzeka
Wita psy, co się mianują wilkami;
Potem głębszymi werznięta brzegami,
Spotyka lisy, co chytrzy i zdradni
1900
Odwietrzą łatwo przynętę w zapadni.
Rad prorokuję, choć wobec słuchacza,
W korzyść mu pójdzie widzieć obraz czasu,
Jaki duch prawdy przede mną roztacza.
Widzę synowca twego, bohatera[209],
1905
Który tych wilków staje się myśliwcem;
Rzęże jak bydlę, ścierw ich kupczy żywcem,
Biorąc im życie sobie cześć odbiera.
Wychodzi krwawy ze smutnego lasu[210],
Który od dzisiaj wyschłych aż do rdzeni
1910
Drzew i za tysiąc lat nie zazieleni».
Jak na wieść smutną proroczego ducha,
Miesza się, blednie twarz tego, co słucha,
Z jakiej bądź strony nań godzi nieszczęście:
Podobnie drugi cień, który, jak sądzę,
1915
Ażeby słuchać, ku nam się obrócił,
Wyraźnie w twarzy mieszał się i smucił,
Pocierał czoło i zaciskał pięście,
Gdy te do niego dochodziły słowa.
Postać drugiego i pierwszego mowa,
1920
Wiedzieć, kto oni, wzbudziła mą żądzę.
Modląc się prawie błagałem ich o to:
Przeto duch pierwszy jął mówić z ochotą:
«Ty chcesz to wymóc na mojej osobie,
Czegoś nie zrobił dla mnie; lecz gdy w tobie
1925
Znak bożej łaski tak widomie pała,
Dla cię nie będą skąpe usta moje:
Gwido del Duka tu przed tobą stoję;
Krew niegdyś we mnie tak zawiścią wrzała,
Że gdybym spotkał wesołość człowieka,
1930
Widziałbyś bladość, jak mą twarz powleka.
Patrz, z mojej siejby jaką żnę tu słomę!
Zazdrość, ZemstaPrzecz w to, o ludzie, kłaść serce łakome,
Gdzie jedno dobro, łechcąc wasze chcenia,
Drugiego dobra pragnie wyłączenia?
1935
Szlachcic, UpadekPatrz, Rinieri, skarb Kalbolich domu,
Spadek cnót jego nie dany nikomu.
Przebóg! Nie tylko ich następcy sami
Pomiędzy morzem a Apeninami[211]
Tak znikczemnieli, że tam ziemia dzika,
1940
Pasożytnymi pokryta chwastami,
Dziś by zawiodła nadzieje rolnika.
Gdzież jest Arigo, gdzie Piotr Trawersaro[212]?
Romański szczepie! jak twą szlachtę starą
Ty znikczemniłeś; gdzie jej blask obaczę?
1945
Kowal w Bolonii, a Fosko w Faency[213],
Wykluty z ziarka drobnego, nic więcej,
Z pniów swych puszczają gałęzie rodowe.
O Toskańczyku! nie dziw się, że płaczę,
Gdy przypominam sławne rody owe.
1950
Gwidona z Prato, Ugolina d'Azzo[214],
Co żyli z nami: o rodowa skazo!
Ich potomkowie bodajby nie byli
Dziedzictwo cnót ich tak marnie strwonili.
Płaczę, gdy wspomnę rycerze i damy,
1955
Ich gry, turnieje, jakich dziś nie mamy:
W piersi, gdzie wrzała miłość i zalotność,
Dziś tylko chłodna gnieździ się przewrotność.
Czemuś nie runął, zamku Brettinaro[215],
Odkąd twe pany bez skazy poległy,
1960
By się nie zbrukać jak ścian twoich cegły!
W Bagnokawallo gmach stoi bezdzietny,
Nikczemnych hrabiów płodzi Kastokaro[216].
Dziś Ugolina z Fantoli ród świetny
Bezpiecznie może świecić na cześć ziomków,
1965
Bo już zepsutych nie wyda potomków,
Idź, Toskańczyku, gdzie cię żądza niesie,
Dziś więcej płakać mi jak mówić chce się,
Tak wasz kraj serce zakrwawił mi srodze».
Byliśmy pewni, że te słodkie duchy
1970
Z miłością śledzą wszystkie nasze ruchy,
Skazówką dla nas było ich milczenie[217].
Podczas gdy jedni szliśmy po tej drodze,
Jak piorun, gdy się chmura z chmurą zetrze,
Spadł głos z wysoka, mówiąc przez powietrze:
1975
«Kto bądź mię spotka, powinien mię zabić[218]
I znikł jak gromu dalekiego grzmienie.
Gdy w naszym uchu hałas jął się słabić[219],
Głos drugi zagrzmiał z tak wielkim łoskotem,
Jakby raz po raz huczał grzmot za grzmotem:
1980
«Jestem Aglaurą zastygłą kamieniem[220]
Tuląc się z trwogą do poety boku,
W tył, a nie naprzód posunąłem kroku[221].
Powietrze, głos ten gdy przebrzmiał z daleka,
Wkoło nas cichym dyszało milczeniem.
1985
Wódz mówił: «Oto masz twarde wędzidło,
Które by swoim żelazem powinno
Zawściągać[222], trzymać w granicach człowieka.
Lecz wam przynęta tak drażni myśl czynną,
Że wróg, co z dawna z tej krewkości szydzi,
1990
Was jako wędą przyciąga w swe sidło.
Przeto wędzidła hart i napomnienie
Tracą moc swoją przez lekceważenie.
Niebo kołując nad głowy waszymi
Was pięknościami pociąga wiecznymi,
1995
A jednak wasze oko lgnie do ziemi:
Za to was chłosta On, co wszystko widzi!»

Pieśń XV

1997

(Drugie P znika. Krąg III. Gniewni w dymie. Widzenie łagodności. Wieczór.)

Ile od świtu do godziny trzeciej
Upłynie czasu, nim sfera obleci
2000
Jak żywe dziecko zawsze igrająca[223];
Snadź tyle czasu zostało dla słońca
Ubiec nad czyśćcem kres dziennego toru:
Tu była północ, tam gwiazda wieczoru[224].
Promienie na nas w samą twarz padały,
2005
Bośmy obeszli krąg góry obwodu,
Kierując nasze kroki do zachodu.
Gdym poczuł, jak mi upaliła czoło
Światłość daleko większa jak słoneczna[225],
Na tę rzecz nową zdumiałem się cały,
2010
Z trwogi oczyma zataczając wkoło.
Wzwyż nad powieki wzniosłem obie ręce,
Robiąc dla oczu zasłonę naprędce,
Kędy się jasność łamała zbyteczna.
Jak w przeciwległe wznosi się przestrzenie
2015
Promień odbity w wodzie lub zwierciadle,
Pod jednym kątem wznosząc się, jak zstąpił;
Wtedy gdy kamień spada prostopadle,
Jak uczy sztuka nas i doświadczenie:
Tak byłem rażon[226] światłością tajemną,
2020
Która swój promień odbiła przede mną,
Aż wzrok mój przed nim w głąb oka ustąpił.
«Jaka to światłość, ojcze, co me oko»,
Rzekłem, «jak strzałą przebija głęboko,
Zda się wprost ku nam pomyka się bliżej?»
2025
«Nie dziw się» odrzekł, «że widok uroczy
Niebieskich gońców jeszcze lśni twe oczy.
Goniec ten wzywa, by człowiek szedł wyżej.
Na światło, co go znieść wzrok twój nie zdoła,
Patrzeć z rozkoszą przywykniesz powoli,
2030
Ile ci czuć ją natura pozwoli».
Kiedyśmy byli już blisko anioła:
«Idźcie!» rzekł pełen anielskiej pogody;
«Od dwóch poprzednich tu mniej strome schody[227].
Jużeśmy zeszli z kręgu, gdy za nami
2035
Misericordes beati śpiewano[228],
I: «Bądź tu, duszo zwycięzcy, wesoła[229]
Mój wódz, ja, szliśmy samotni schodami:
A idąc krokiem dość sporym[230], myślałem
Z jego słów korzyść wyciągnąć żądaną.
2040
Więc go zaszedłem z boku i spytałem:
«Co duch romański chciał rzec, mówiąc ciemno
O dobrach, które zawiścią wzajemną
Jedne od drugich wyłączać się rade?»
A wódz: Własność, Zazdrość, Miłość, Duch«On teraz zna niebezpieczeństwo
2045
Grzechu, co ściągnął nań czyśćca męczeństwo:
Potępia zawiść, duchową szkaradę,
Która was brudem tak powszednim kali[231],
Aby mniej drudzy na ten grzech płakali.
Bo gdy lgną wasze żądze i nadzieje
2050
Do tych dóbr, z których część każda maleje
Gdy się ich całość na wielu rozrzuca,
Zawiść wzdychaniem morduje wam płuca.
Gdybyście w niebo wznieśli żądze wasze,
Które na ziemi lada fraszka drażni,
2055
W sercach by takiej nie było bojaźni.
Bo tam kto więcej mówi: Oto nasze!
Ten większą cząstkę posiada z dóbr ducha,
W nim miłosierdzie większym ogniem bucha».
— «Twych odpowiedzi ja łaknę bez końca,»
2060
Rzekłem, «bo duch mój trawi myśl wątpiąca.
Jakżeby mogło dobro podzielone
Więcej bogacić licznych posiadaczy,
Niż gdyby było w jednostce skupione?»
A mistrz: «Twej myśli ruch zawsze ślimaczy,
2065
Tkwi w rzeczach ziemskich, w ciasnym kółku chodzi,
Ze światła prawdy w niej się ciemność rodzi.
Najwyższe dobro i niewysłowione
Spada, gdzie miłość ku niemu drży cała,
Jak schodzi promień do jasnego ciała,
2070
Gdzie większy zapał większym blaskiem pała.
Duch ile więcej ukochał miłośnie,
O tyle wieczna jego wartość rośnie;
Tam dusz społecznych im większe zebranie,
Tym większa jest ich miłość i kochanie;
2075
Jak jedna drugą szyba zwierciadlana,
Treść kochającą odbija kochana.
Jeśli za skąpo twoją żądzę sycę,
Jeśli głód czują twoje myśli czynne,
Tam wyżej wkrótce twoja Beatryce
2080
Ukoi żądzę tę i wszystkie inne[232].
Postępuj dalej, bo co prędzej warto
Pięć plam ci zetrzeć, jako dwie już starto[233],
A które łzami Bóg zmywać pozwolił».
Gdy chciałem mówić: «Tyś mnie zadowolił»,
2085
Wszedłem w krąg inny; oczy moje głodne
Widzieć przedmioty oglądania godne
Skazały moje usta na milczenie.
Tam śniły mi się sny zachwycające[234]:
W świątyni ludu widziałem tysiące,
2090
Niewiasta stojąc w drzwiach domu bożego,
Z słodyczą matki mówiła: «Dlaczego,
Mój synu, ty nam nie wracasz do domu,
Płacząc my ciebie szukamy dzień trzeci[235]».
Gdy zmilkła, znikło me pierwsze widzenie,
2095
Potem się druga zjawiła niewiasta,
ŁzyW cieniu jej rzęsów[236] kropla wody świeci,
Ta, jaką czasem z oczu ból wyciska,
Draśnięty wielkim gniewem przeciw komu.
Łkając mówiła: «Jeśliś ty pan miasta[237],
2100
Które jak nazwać spór wiedli bogowie,
A skąd ognisko wszystkich nauk błyska:
O Pizystracie! Skarż śmiałe ramiona,
Co naszą córkę tuliły do łona».
Pan ten łaskawy i pełen słodyczy,
2105
Z pogodną twarzą odrzekł białogłowie:
«Zaiste, skargi twej zasada płocha,
Cóż zrobim temu, który źle nam życzy,
Gdy potępiamy tego, co nas kocha?»
Potem widziałem, ludzie rozsrożeni,
2110
Którym gniew piersi jak zarzewiem pali,
«Ukamienować młodzieńca!» wołali[238].
«Ukamienujem,» każdy w tłumie krzyczy.
Młodzian padając pod gradem kamieni,
Nim wpół zgiętego cios ostatni dobił,
2115
Oko, Modlitwa, MiłosierdzieWciąż ze swych oczu drzwi do nieba robił;
I przebaczając ślepą wściekłość wroga,
Za prześladowców modlił się do Boga,
W postaci takiej, co litość porusza.
Do rzeczywistych przedmiotów gdy dusza
2120
Zeszła z tych widzeń, co zewnątrz jej były[239],
Poznałem, gdy się zmysły rozbudziły,
Że treść mych złudzeń nie była fałszywa.
Mój wódz, co na mnie mógł patrzeć w tej chwili
Jak na człowieka, co ze snu się zrywa:
2125
«Czego się słaniasz?» mówił mi, «co tobie?
Zamknąwszy oczy, tyś uszedł z pół mili,
BłądzenieChwiejąc się na wzór nocnego błąkacza,
Co się od wina lub od snu zatacza».
«Ojcze mój,» rzekłem, «powiem prawdę całą,
2130
Co mi się w duszy jak w śnie przywidziało,
Kiedy pode mną drżały nogi obie».
A wódz: «Sto masek włóż na twoje lica,
Wszystkie twe myśli przejrzy ma źrenica.
Twoje widzenia na to objawione
2135
Były w twym duchu, byś serce spragnione
Rzeźwił słodkimi wodami pokoju,
Z wiekuistego jakie płyną zdroju.
Jam ciebie zgoła nie pytał: co tobie?
Jako ten, który tylko widzi okiem,
2140
Przestaje widzieć, gdy trupem legł w grobie[240].
Chciałem ci nadać więcej ruchów żywych,
Tym środkiem trzeba pobudzać leniwych,
Którzy się lenią dnia użyć przed zmrokiem».
Przez ten zmrok szliśmy bez szlaku i toru,
2145
Patrząc daleko, ile mogły oczy,
Przeciw błyszczącym promieniom wieczoru;
Dym jak noc czarny wprost ku nam się toczy;
Z wolna kłębami sunął się na wietrze,
Nie było miejsca stanąć gdzie w uboczy[241],
2150
A mroczył wzrok nasz i czyste powietrze.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.