Boska komedia, Czyściec · Dante Alighieri

Pieśń XXI – Pieśń XXV

Pieśń XXI

2916

(Krąg V. Dlaczego góra się zatrzęsła. Stacjusz.)

Pragnienie, co się nigdy nie ugasza,
Chyba tą wodą, o którą stroskana
Samarytanka błagała u Pana[327],
2920
Bodło mię; ledwo krok sunąłem nogą.
Politowaniem wzruszał obraz żywy
Za grzechy nasze zemsty sprawiedliwej.
I oto, pióro co pisze Łukasza[328],
Jak niespodzianie dwom idącym drogą
2925
Jawił się Chrystus z grobu zmartwychwstały,
Cień się pokazał i szedł poza nami.
Patrząc na stopy leżących wzdłuż skały[329];
Niepostrzeżony, nim tymi słowami
Przemówił: «Bracia moi, pokój z wami!»
2930
Nagleśmy oczy za się obrócili,
Gestem go wzajem pozdrowił Wirgili,
I mówił: «Witaj pozdrowieniem twojem,
Obyś w królestwo prawdy wszedł z pokojem,
Co mnie na wieczne wygnanie skazało[330]».
2935
«Jak to?» duch mówił, «Cóż wasz pośpiech znaczy,
Gdy was tam wyżej Bóg przyjąć nie raczy.
Kto was prowadził tak wysoką skałą?»
A mój mistrz: «Znaków gdy ujrzysz niemało,
Jakimi Anioł znaczył go na czole[331],
2940
Przyznasz mu prawo być w wybranych kole,
Że przed nim niebios rozemknie się brama.
Lecz gdy mu życia nić niedoprzędzioną
Prządka nie zwiła jeszcze na wrzeciono,
Więc jego dusza, wspólna siostra nasza,
2945
Wejść by nie mogła tak wysoko sama,
Bo jej piór lot nasz jeszcze nie podnasza.
Przeto wyszedłem z piekielnej otchłani,
Za wyższą wolą wskazywać mu drogę.
I wskażę, ile znam i znać ją mogę[332].
2950
Lecz, proszę, powiedz, dlaczego w tej chwili
Trzęsła się góra i dlaczego na niej,
Z wierzchu do stóp jej, które płucze morze,
Krzyknęły duchy w jednym wielkim chorze».
To mówiąc, spotkał jak w igle Wirgili
2955
Ucho mej żądzy; czułem, jak koleją
Głód mi pragnienia łagodził nadzieją.
Duch rzekł: «Ta góra od świata początku
Rządzi się prawem wiecznego porządku,
Wolna od wszelkich zaburzeń natury[333].
2960
Hałasu tego powód był jedyny,
Że duszę niebo przyjęło z tej góry.
Tu nie ma żadnej przygodnej przyczyny.
Deszczowe, śnieżne i gradowe chmury,
Szrony, co rosę na powietrzu mrożą,
2965
Za trzystopniowym progiem się nie tworzą.
Tu chmur nie widzim, błyskawic i tęczy,
Co zmienia u was barwę swych obręczy,
Tu suchy wyziew za próg nie przenika
Zajęty stopą bożego klucznika.
2970
Być może, niżej zrąb tej góry świętej
Mniej więcej wstrząsa przyczyna podziemna;
Czemu jej wyżyn wiatr w ziemi zamknięty[334]
Nie zachwiał nigdy, to zagadka ciemna.
Góra ta drżeniem wtenczas się porusza,
2975
Gdy oczyszczona ze zmaz wstaje dusza
I wzlata wyżej, głośno, potem ciszej,
Jej wniebowzięciu ten krzyk towarzyszy[335].
Wola jest tylko próbą oczyszczenia,
Dusza gdy siebie ze swych zmaz wyzwoli,
2980
Wola ją bodzie, że swój pobyt zmienia[336];
Tak duch używa sprawiedliwej woli.
Duch rad by zbliżyć chwilę wyzwolenia,
Lecz żądza skruchy na to nie przyzwoli;
Bo sprawiedliwość, jaką się tu rządzą,
2985
Chce po grzeszniku, aby z równą żądzą,
Jak lgnął do grzechu, tęsknił do pokuty.
Ja, com lat pięćset i więcej przykuty
W mękach przeleżał, gdyście tu wkroczyli,
Oto, zaiste, poczułem w tej chwili
2990
Tę wolną wolę lepszego pobytu.
Dlategoś słyszał od góry tej szczytu
Do jej podnóża takie drżenie skały,
Krzyk, z jakim duchy cześć Panu śpiewały,
Aby je prędzej wziął do swojej chwały».
2995
Tak mówił: a jak milsze ochłodzenie
Czujem w napoju, im większe pragnienie,
Czułem, to mówiąc, jak rzeźwił me chcenie.
A wódz mój: «Widzę was łowiące sieci,
Jak z nich wyzwala siebie, kto w nie wleci;
3000
Widzę, dlaczego drży ta góra święta
I przez co wasza radość jest poczęta.
Lecz mów, kim byłeś? Na tej skały bryle
Dlaczego wieków przeleżałeś tyle?»
— «Gdy dobry Tytus był z nieba wybrany[337],
3005
By w Jeruzalem wśród dymiących zgliszczy,
Krwi przez Judasza zemścił się przelanej,»
Duch odpowiedział «żyłem w one lata,
Świecąc tytułem, który wobec świata
I trwa najdłużej, i najwięcej błyszczy[338].
3010
Kiedym się wstawił słodkimi pieśniami,
Mnie, Tolozana, spotkał tryumf w Rzymie,
Tam skronie moje wieńczono laurami:
Lecz promień wiary nie świecił mi jeszcze.
Na ziemi noszę Stacyjusza[339] imię;
3015
Śpiewałem Teby, a potem Achilla,
Lecz wielki przedmiot znużył mię do tyla,
Żem padł w pół drogi pod drugim ciężarem.
Zapał mój spotkał to ognisko wieszcze,
Którego grzał się iskrami i żarem[340].
3020
O Eneidzie mówię, która długo
Była mi matką poezyi drugą;
Bez niej myśl moja, co z niej pokarm ssała,
I jednej drachmy wagi by nie miała.
Gdybym z Wirgilim żył w spółczesnej porze,
3025
O rok tu jeden, choć wola mi wzbrania,
Rad bym przedłużył czas mego wygnania».
Mistrz na mnie spojrzał ze wzroku wyrazem
Takim, co milcząc, «milcz» mówił zarazem[341].
Wola choć wiele, lecz nie wszystko może:
3030
Śmiech jak płacz, jeśli go skłonność w nas budzi
Lub doń zewnętrzny przedmiot usposobi,
Woli najszczerszych nie usłucha ludzi.
Jam się uśmiechnął, jak ten, co znak robi:
Cień to postrzegłszy zamilkł w tym momencie
3035
I patrzał bystro oczyma w me oczy,
Gdzie skłonność duszy widna jak w przeźroczy.
I rzekł: «O, gdybyś oczyszczony z grzechu
Spełnił z twym dobrem wielkie przedsięwzięcie!
Lecz za co twarz twą przebiegł błysk uśmiechu?»
3040
Na obie strony chwiałem się jak trzcina,
Ów każe milczeć, ten mówić zaklina,
Westchnąłem, kłopot mój pojął Wirgili.
Mnie pojmujący mówił mistrz tej chwili:
«Mów, odpowiadaj, patrz, on cały w uchu!»
3045
— «Może się dziwisz, starożytny duchu,
Żem się uśmiechnął?» rzekłem «Nie sądź krzywo,
Ciebie zadziwi jeszcze większe dziwo.
Ten, co prowadzi mię do raju progów,
Patrz, oto stoi duch Wirgilijusza[342];
3050
Od niego twoja uczyła się dusza
Śpiewać potężnie i ludzi, i bogów.
Wierz, mego śmiechu był powód niewinny,
Nie podejrzewaj, powód ten, nie inny;
Wobec mojego wodza twe pochwały
3055
Same z lic moich uśmiech wywołały».
Stacyjusz zgiął się jak trzcina pochwiana,
Chcąc mego mistrza objąć za kolana.
A mistrz: «Stój, bracie, czyn twój jest złudzeniem
Bo i ja jestem takim jak ty cieniem».
3060
A duch powstając: «Tu poznać masz porę,
Jaką miłością ja do ciebie gorę!
Gdy mimo nasze próżności niemałe,
Chciałem uścisnąć cień jak ciało stałe».

Pieśń XXII

3064

(Stacjusz i Wirgiliusza Ekloga 4. Krąg VI. Żarłocy, głodni, leżący pod drzewem życia. Piąte P znikło.)

3065
Wprowadzający nas w krąg szósty góry,
Znak z mego czoła zmazawszy skrzydłami,
Już był odleciał anioł białopióry.
W sprawiedliwości zatopionych cieni,
Zwróconych do niej wszystkimi żądzami
3070
Cały chór mówił nam: «Błogosławieni[343]»
I na tym słowie «łaknący» głos słodki
Zamilkł, i reszty nie domówił zwrotki.
Po schodach, czując większą lekkość ruchów,
Bez trudu szedłem śladem lekkich duchów.
3075
Wirgili zaczął: «Miłość w głębi ducha
Zatlona cnotą, gdy na zewnątrz bucha,
W lot drugą miłość swą iskrą zapala.
Odtąd gdy do nas zszedł cień Juwenala
W przedsień piekielną i skłonność twą dla mnie,
3080
W słowach strzelistych objawił niekłamnie,
Takie spółczucie poczułem ku tobie,
Jakiegoś nie czuł ku obcej osobie,
Że z tobą spieszno iść mi po tej skale.
Jeślim mój język rozwiązał za wiele,
3085
Przebacz mi, odtąd jako przyjaciele
Nawzajem z sobą mówmy poufale.
Mogłali[344] zgrzeszyć łakomstwem twa dusza,
Którą zmysł piękna zachwyca i wzrusza
Tak ukształcony przez ciebie?» Te słowa
3090
Wzbudziły lekki uśmiech Stacyjusza.
Wtem odpowiedział: «Szczerość mię nie drażni,
Widzę w niej drogi znak twojej przyjaźni.
Zaiste, pozór rzeczy mylny bywa,
Bo nam zakryta przyczyna prawdziwa:
3095
Zaiste, mniemasz, co zdradza twa mowa,
Żem był do ziemi łakomstwem przykuty,
Może z powodu miejsca mej pokuty?
Jam się łakomstwem brzydził za żywota[345],
Czasu tysiąca księżyców za mało,
3100
By zmyć pokutą jego plamę całą.
I gdyby żądz mi nie hamował z góry
Wiersz twój gromiący brud ludzkiej natury:
»Czegóż nie zbroi chciwość głodna złota[346]
Musiałbym toczyć głazy wpół schylony[347],
3105
Z potępieńcami biegając w przegony.
Wtenczas postrzegłem, że rozrzutnym szałem
Często zanadto dłoń mą otwierałem[348]:
I żalem, skruchą, w modlitwach przyczynnych,
Grzech ten zgładziłem jak i wiele innych.
3110
Ileż głów łysych z grobów się podniesie
W straszny dzień Sądu tych, co zapomnieli,
Że grzech ten skruchą z swej by duszy zdjęli,
Bądź w ciągu życia, bądź przy jego kresie.
Wiedz, te dwa grzechy, których względna sprzeczność
3115
Łączy je z sobą przez ich ostateczność,
Tu jad swój tracą już na całą wieczność.
Więc jeśli w jednym kręgu z łakomcami,
Duch się mój czyścił pokutą i łzami,
To się trafiło przez grzech mój przeciwny».
3120
A sielskich wierszy rzekł śpiewak[349] przedziwny:
«Gdyś bratnich wojen piał śpiew uroczysty,
A w nim Jokasty żal, smutek dwoisty[350],
Z dźwięków, jakimi przez twe usta brzmiała
Poważna Klio, ani mogłem wnosić,
3125
Że ci wśród wiernych Wiara miejsce dała,
Bez której dobrze czynić to nie dosyć.
Gdy prawdę mówisz, powiedz, światłość jaka
Tak rozproszyła twe dawne ciemności,
Że swoją łódkę z morskich nawałności
3130
Rad skierowałeś do łodzi rybaka[351]
A on: — «Tyś pierwszy we mnie zapał wzniecił
Chodzić w twe ślady drogą ścieżek nowych
I pić ze źródeł jak ty parnasowych;
Pierwszyś w miłości bożej mię oświecił.
3135
Ty jak ów byłeś, co latarkę w nocy[352]
Niesie za sobą, sam żadnej pomocy
Nie ma z jej światła, lecz za nim idącym
Oświeca drogę blaskiem migającym.
Odkąd wyrzekłeś: »Świat się nasz odmładza,
3140
Z nieba wiek złoty, nowe ludzi plemię
Z sprawiedliwością zstępują na ziemię«.
Przez ciebie, gdy mnie duch twój wieszczy krzepi,
Byłem poetą i chrześcijaninem.
Lecz mój rysunek gdybyś widział lepiej,
3145
Pędzel ten zarys farbą naprowadza.
Już ziarno wiary słowami i czynem,
Po całej ziemi, aż po świata krańce
Sieli wiecznego królestwa posłańce.
Jak w twojej wieszczbie, widząc, że duch wieje,
3150
W tym, co kazali nowi kaznodzieje,
Stałem się pilnym ich słowa słuchaczem;
Przed ich świętością padłem na kolana.
A gdy je ścinał miecz Domicyjana[353],
Łzy moje z krwią ich mieszałem i płaczem.
3155
Niosłem im pomoc, życie ich niewinne
Kazało zbrzydzić wszystkie sekty inne.
Wprzód nim pieśń moja wojujące Greki
Zaprowadziła nad tebańskie rzeki[354],
Chrzest już przyjąłem, lecz dla głupiej trwogi
3160
Długo pozornie czciłem fałszu bogi.
Za tę oziębłość z górą cztery wieki
Biegałem ciągle, nie zażywszy wczasu,
Po kręgu czwartym: ty, coś zdjął zasłonę
Ćmiącą mym oczom dobro nieskończone;
3165
Ponieważ mamy jeszcze dosyć czasu,
Jeśli wiesz, powiedz, cień Terencyjusza[355],
Plauta, Warrona, gdzie, czy potępieni?
Po jakim kręgu ich błąka się dusza?»
— «Oni, ja, Persy, wiele innych cieni,
3170
Mieszkamy razem» rzekł wódz «z ślepym Grekiem[356],
Którego Muzy karmiły swym mlekiem
Dłużej od wszystkich; jest krąg w piekle wielki,
Tam często gwarzym, wlekąc czas w tęsknotach,
O pięknej górze, o jej chłodnych grotach,
3175
W których mieszkają nasze karmicielki[357].
Symonidesa cień, Anakreona
I wielu Greków mieszka w kręgu owym,
Którzy zdobili skroń liściem laurowym.
Tam są wsławione twej Muzy pieśniami
3180
Smutna Izmena, mężna Antygona,
Deidamia ze swymi siostrami[358]».
Zamilkli oba, Stacyjusz, Wirgili,
Przebiegłszy schody w krąg oczy zwrócili:
Cztery dnia sługi odeszły, a piąta
3185
Stojąc przy wozie służebna się krząta[359],
Kierując dyszla wierzch zapłomieniony.
A wódz mój mówił: «Ja myślę, że teraz
Prawej od brzegu trzymajmy się strony,
Obchodząc górę, tak szliśmy już nieraz».
3190
Zwyczaj ten był więc naszym drogoskazem
I szliśmy dalej z mniejszym utrudzeniem,
Śmielsi drugiego ducha przyzwoleniem.
Z tyłu ja, cienie po przedzie szły razem,
A z ich rozmowy czerpałem naukę,
3195
Poznając głębiej poezyi sztukę.
Rozmowę słodką przerwał widok drzewa[360],
Którego owoc wonny i uroczy
Na środku drogi nęcił nasze oczy.
Jak jodła wierzchem, co w niebo powiewa,
3200
Stopniowo zwęża gałęzi koronę;
Drzewo to rosło od ziemi zwężone,
Aby nikt, myślę, nie czepiał się po niem.
Jak strumień z góry wytryska nad błoniem,
Z głazu, co nasze zamykał nam iście,
3205
Tryskała wilgoć i dżdżyła na liście.
Dwaj się poeci ku drzewu zbliżyli,
Wtem głos ze środka liści zaświergoce:
«Nie wam pożywać te piękne owoce!»
Znów głos w te słowa zaszumiał po chwili:
3210
«Maryja więcej troszczyła się o to[361],
Jak przyjąć gości sproszonych na gody,
Niż o swe usta łaknące, któremi
Modli się w niebie za grzesznych na ziemi.
Dawne Rzymianki słynące prostotą
3215
Lubiły napój ze zdrojowej wody[362],
Daniel stołem królewskim pomiata[363],
I jako mędrzec zasłynął skroś świata.
Pierwszy wiek świata był piękny jak złoto,
Żołądź najmilszym pokarmem o głodzie,
3220
Pragnący znalazł nektar w czystej wodzie.
Miód i szarańcza karmiły Chrzciciela
W puszczy[364] bezludnej; stąd jego tak zgodnie
Wielkim i sławnym zwał lud Izraela,
Co z Ewangelii poznałeś dowodnie[365]».

Pieśń XXIII

3225

(Cienie. Foreze Donati mówi o rozpuście niewiast florenckich.)

Gdy między gęste i zielone liście
Wciskałem oczy, podobny chłopcowi
Co z próżnowania w lesie ptaszki łowi,
Wódz mój jak ojciec zbliżył się i mówi:
3230
«Idź, synu, daru chwili źle nadużyć,
Tu trzeba czasu użyteczniej użyć[366]».
Zważywszy radę mądrą rzeczywiście,
Ku mędrcom krok mój zwróciłem i oczy,
Idąc ich śladem lekki i ochoczy.
3235
Oto słyszałem i płacz, i śpiewanie:
Psalm «Usta moje otwórz mi, o Panie[367]
Pobudzał we mnie radość i cierpienie.
«Co za głos» rzekłem: «Brzmi w żałosnym echu?»
A mistrz: «Być może, nowe idą cienie,
3240
Tu rozwiązywać węzeł swego grzechu».
Zamyślonego obyczaj pielgrzyma,
Gdy nieznajomych spotyka podróżnych,
Zwraca się do nich, lecz się nie zatrzyma;
Tak orszak cieniów niemych i pobożnych,
3245
Szybkim za nami postępując krokiem,
Szedł, a przechodząc rzucał na nas okiem.
A cienie były straszliwej chudości,
Źrenica ciemna, w twarz głęboko wpadła,
Pod skórą widne zarysy ich kości.
3250
Nie sądzę, aby na swojej osobie
Miał więcej suchą Erizychton skórę[368],
Gdy wewnątrz głodu upaleniem gore.
Oto był takim, pomyśliłem w sobie,
Lud, gdy wychodził przez zgliszcza i dymy,
3255
Tracąc zburzonej gród Jerozolimy[369],
Gdzie matka z głodu własne dziecko zjadła.
Oczy ich były jak wklęsłe pierścienie,
Z których wyjęto błyszczące kamienie.
Kto w twarzach ludzkich przywykł czytać OMO[370]
3260
Złożyłby z lic ich głoskę M widomą.
Któż by uwierzył, jeśliby sam wprzódy
Nie wiedział skutku owoców i wody
Drażniących żądze cierpieniem tak żywym?
Nie mogąc znaleźć sam przyczyny na to,
3265
Na twarze kryte łuską trędowatą,
Na taką chudość patrzałem z podziwem.
Cień jeden oczy z jam czaszki wywrócił
I spojrzał na mnie; potem z ust wyrzucił
Te słowa: «Jakąż łaską Bóg mię darzy!»
3270
Nie mógłbym nigdy jego poznać z twarzy,
Wyschły jak trzaska, poznałem po głosie;
Iskra przeze mnie przebiegła, zdało się,
I przy jej świetle zdołałem wydostać
Z dna mej pamięci Forezego postać[371].
3275
— «Nie zważaj» błagał «na ten trąd tak suchy.
Na brak wyraźny ciała w mej osobie,
Lecz nie odmawiaj, mów, kto jest przy tobie?
Jakie dwa ciebie prowadzą tu duchy?»
— «Kiedy nad tobą umarłym płakałem,
3280
Nie mniej bolesne łzy» odpowiedziałem
«Leję nad twoim tak zmienionym ciałem.
Powiedz, dla Boga, co się z tobą stało,
Co tak cię nagle z ciała rozebrało?
Póki z podziwu myśli nie wyzwolę,
3285
Milczę; źle mówi, kto ma inną wolę».
A duch: «Tajemna siła z wiecznej rady[372]
Schodzi w tę wodę i w rdzeń tego drzewa,
Które za nami oto stoi z dala;
Przez nią ja jestem tak chudy i blady.
3290
Ten lud szkieletów, który płacząc, śpiewa,
Będąc bez miary posłusznym swej gębie,
Tu się uświęca przez głód i pragnienie.
Woń, co z owoców i wody wynika,
Rozwiana wiatrem wzdłuż tego trawnika,
3295
Jadła, napoju w nas żądzę zapala.
Chodząc tu w kółko po skały tej zrębie
Nieraz poczujem mękę, mękę mówię,
Gdy powinienem był rzec: pocieszenie.
Bo wola, która iść przez to pustkowie
3300
Do tego drzewa bodzie nasze siły,
Jest tą, co bodła Chrystusa rzec: »Eli[373]!«,
Gdy nas wyzwalał krwią ze swojej żyły».
A ja: «Foreze, od dnia, gdy z pościeli
Śmiertelnej w lepsze tu życie wstąpiłeś,
3305
Pięciu lat spełna jeszcze nie przeżyłeś.
Jeśli się w tobie kończy grzechu władza
Wprzód, zanim w ciebie wsiąknęła głęboko
Boleść zbawienna, co nas jedna z Bogiem:
Jak tu zaszedłeś jeszcze tak wysoko?
3310
Myśliłem spotkać cię za czyśćca progiem,
Tam niżej, gdzie czas czasem się nagradza[374].
A on: «Winienem czułej Nelli mojej[375],
Że słodki piołun boleści mię poi;
Jej łzy, westchnienia i pobożne modły
3315
Z miejsc, gdzie duch czeka, prędzej mię wywiodły.
Kobieta, StrójTym milsza Bogu moja dobra wdowa,
Że wśród zepsucia ślub swój wiernie chowa.
W dzikich sardyńskich górach, ile pomnę,
Niewiasty więcej wstydliwe i skromne
3320
Niż tam, gdzie Nella łzy leje w żałobie[376].
Czegóż chcesz, bracie? Oto powiem tobie,
W duchu już widzę czas przyszły na ziemi,
Z którym obecna godzina się zleje,
Gdy z ambon gromić będą kaznodzieje,
3325
Głośne z bezwstydnych strojów florentynki,
Co rade świecić piersiami nagiemi[377].
Kto Saracenki zmuszał lub Turczynki
Aż przez zakazy świeckie lub duchowne,
Ażeby stroje nosiły stosowne?
3330
Gdyby bezwstydne zgadły wieszczym duchem,
Jaki gniew nieba ściąga ta rozpusta,
Już by do wycia otworzyły usta.
Gdy się nie mylę, ich lament posłyszę
Wprzód nim twarz dziecka pokryje się puchem,
3335
Które dziś do snu pieśń mamki kołysze.
Lecz mów, kto jesteś? O, nie bądź nam głuchy!
Widzisz, nie jeden ja, lecz wszystkie duchy
Patrzą w to miejsce z ciekawym zapałem,
Gdzie stojąc słońce zakrywasz swym ciałem».
3340
A ja: «Gdy sobie przypomnisz, jakimi
Byliśmy oba spół żyjąc[378] na ziemi,
To przypomnienie myślami smutnymi
Duch twój obciąży jako smutek ciągły[379].
Ten oto mędrzec z tego życia lasu
3345
Mnie wyprowadził, gdy onego czasu
Tego brat wschodził na niebie okrągły[380]».
I pokazałem słońce: «on zaiste,
Do rzeczywiście zmarłych zstąpił ze mną,
Wiódł mię przez noc ich głęboką i ciemną;
3350
Wodzi przez kręgi i schody łamane
Tej góry, która, któż by się nie zdziwił?
Tak was prostuje, was, których świat skrzywił,
On mnie prowadzi w wyższe okolice,
Tam, kędy spotkam moją Beatrycę:
3355
Wtenczas bez niego sam jeden zostanę.
Tak mi powiadał oto on, Wirgili
(Palcem wskazałem idącego skałą).
Drugi jest cieniem, dla którego w chwili,
Gdy się rozstawał z waszą rzeszą całą,
3360
Wasze królestwo po wszech kręgach drżało».

Pieśń XXIV

3361

(Papież Marcin IV i inni. Przedostatnie P znika z czoła.)

Gdy tak wciąż idziem i wciąż rozmawiamy,
Szliśmy wypustem granitowej ściany,
Szybko jak okręt dobrym wiatrem gnany.
3365
A zmarłych zda się po dwa razy cienie,
Wiedząc, żem żywy, przez oczu swych jamy
Pokazywały swoje zadziwienie.
«Ten cień» mówiłem «z naszego powodu,
Snadź[381] w niebo swego nie nagli pochodu[382].
3370
Mów, gdzie Pikarda[383]? Mów, gdy łaska twoja,
W tłumie, co na mnie zwraca wzrok tak głodny,
Czy jest choć jeden mąż uwagi godny?»
Foreze mówił: «Piękna siostra moja
I taka dobra! Duch jej w zachwyceniu
3375
Cieszy się w raju tryumfu koroną».
I dodał potem: «Tu nam nie wzbroniono
Wzajem nazywać siebie po imieniu,
Tak podobieństwo nasze głód sfałszował».
Wskazując palcem: «Patrz, jak wyschły głodem
3380
Buonadżunta, z miasta Lukki rodem.
Patrz, ten najchudszy, jakby z krzyża zdjęty,
W ramionach swoich trzymał kościół święty[384],
Frank ten węgorze warzył w słodkim winie,
Nie myślił, kładąc je żywcem w naczynie,
3385
Że będzie takim postem pokutował».
Koleją wielu po imieniu woła,
Z nazwanych żaden ani zmarszczył czoła.
Widziałem między tylu żarłokami
Ubalda, jak żuł powietrze zębami,
3390
Bonifacego, co na uczty, gody,
Arcybiskupie marnował dochody[385].
Markiza z Forli, co z pełnego dzbana
Pragnienie gasił do zmroku od rana[386].
Podobny temu, co w tłumie rad bada,
3395
Kto jemu więcej do serca przypada,
Wybrałem sobie znajomego z Lukki[387]:
On imię jakiejś wyjąkał Gentuki
Gardłem zranionym przez ogień suchotny.
«Duchu,» doń rzekłem «jeśliś tak ochotny
3400
Rozmawiać ze mną, gdy ci głos nie drażni
Wyschłej gardzieli, chciej mówić wyraźniej».
Duch zaczął mówić: «Niewiasta zrodzona,
Której lic jeszcze nie kryje zasłona,
Przez nią podobasz mieszkać w moim mieście;
3405
Z tą przepowiednią pójdziesz tam nareszcie.
Jeśli co błędnie usta moje mruczą,
Przyszłe wypadki same cię pouczą.
Lecz mów, azali w tobie nie widzimy
Tego, co wydał na świat nowe rymy,
3410
Gdzie na początku jest wiersz: »Piękne panie!
Co pojmujecie tak żywo kochanie[388]«?»
A ja: «Gdy miłość natchnie mego ducha,
Co myśl z jej mowy wewnętrznej podsłucha,
Co ona mówi, ja tylko to piszę[389]».
3415
«O bracie!» rzekł on «z tego, co ja słyszę,
Postrzegam węzeł, co poetów tylu
Zatrzymał z dala od twojego stylu,
Zwłaszcza Notera, mnie i Guitona[390].
Spod pióra twego tryska pieśń natchniona,
3420
Kogo natchnienia lot wyżej porywa,
Dwóch stylów z sobą ten nie porównywa».
Rad w sobie, zamilkł[391]: jak jeden za drugim
Ptak zimujący nad brzegami Nilu
Zrywa się, leci, ciągnie pasem długim,
3425
Tak wszystkie duchy, wszystkie, co tam były,
Zwracając twarze swój pochód nagliły,
Lekkie zarazem chudością i wolą.
Jak biegącemu[392] gdy nogi zabolą,
Znużony swoich spółbiegaczów rzuca,
3430
Zanim odetchną zmordowane płuca:
Tak i Foreze za trzodą szczęśliwą,
Z tyłu, opodal szedł za mną leniwo,
I mówił do mnie: «Kiedyż cię zobaczę?»
— «Nie wiem,» odrzekłem «jak żyć będę długo,
3435
Lecz w chęci rad bym tu pielgrzymkę drugą
Odbyć co prędzej: bo moja kraina,
Gdzie pędzą życie z dnia na dzień tułacze,
Smutna jest, bliska grozi jej ruina».
«Idź!» rzekł «już widzę zwierzę, jak Donata[393],
3440
Ogonem wlecze w otchłań zatracenia,
Gdzie żadnym grzechom nie ma przebaczenia.
Koń jak wiatr pędzi, kurz trupem zamiata,
Wstrząsł się, trup wagą swojego ciężaru
Okaleczały runął w przepaść jaru.
3445
Tym sferom krążyć maluczko po niebie,
(I spojrzał w niebo) aż sam ujrzysz z trwogą
To, co me słowa jaśniej rzec nie mogą.
Czas w tym królestwie drogi, żegnam ciebie!
Idąc tak we dwóch, choć się chętnie dzielę
3450
Z tobą mym czasem, tracę go za wiele».
Jak kiedy jazda na jazdę naciera,
Jeździec rycerskim uniesion zapałem,
Z szeregu naprzód pomyka się cwałem,
I cześć pierwszego natarcia odbiera;
3455
Foreze od nas wielkim skoczył krokiem.
Jam tylko z dwoma pozostał na drodze,
Oba tak wielcy w poezyi wodze[394]!
Gdy już nie mogłem doścignąć go okiem,
Tak jak ścigałem myślą jego słowa,
3460
Spostrzegłem, oto stała jabłoń nowa,
Pełna owoców; a duchów gromada
Tworząc ruchome koło drzewa wieńce,
Z krzykiem ku liściom wyciągała ręce;
Jak małe dzieci próżnych pełne chęci,
3465
Gdy je nadzieja podarunku nęci,
Każde swe prośby strzeliste przekłada;
Proszony od nich, nic nie odpowiada,
Tylko nad nimi trzyma cacko w dłoni
Drażniąc ich żądze jak owoc jabłoni.
3470
Od tego drzewa duchy w skok odbiegły,
Jak gdyby swego błędu nie postrzegły;
Pod jabłoń głuchą na ich łzy i prośby
Myśmy podeszli: — «Ani kroku bliżej!
Przechodźcie dalej, jabłoń jest tam wyżej,
3475
Z której owocu skosztowała Ewa,
Ta latoroślą jest tamtego drzewa[395]».
Liść szumiał głosem, nie wiem czyjej, groźby.
Samotrzeć szliśmy, krocząc bliżej strony,
Gdzie brzeg był skały więcej podniesiony.
3480
«Pomnijcie» mówił głos «na płód nieczysty
Z chmury poczęty, o piersi dwoistej,
Co po pijanu[396] napadł Tezeusza[397].
Miękkość Hebreów niech zgrozą porusza,
Czerpaniem wody z potoku zdradzona,
3485
Gdy w Madyjanie grzmiał miecz Gedeona[398]».
Tak wyższym brzegiem kamiennych pokładów
Idąc, słuchałem dość licznych przykładów
Grzechu obżarstwa; jego plagi srogiej.
Potem wychodząc na pośrodek drogi,
3490
Na tysiąc kroków szliśmy zamyśleni,
Milcząc i tonąc w domysły wątpliwe.
«Gdzie to idziecie, myśląc, wszyscy troje?»
Głos rzekł; ja czoło uchyliłem moje,
Jak robią w strachu zwierzęta lękliwe;
3495
Chcąc wiedzieć, kto to był, podniosłem głowę.
Nigdy szkło w ogniu tak się nie czerwieni,
Nie więcej błyszczą roztopy kruszcowe,
Jako duch, który tak kończył przemowę:
«Tędy, gdy chcecie, idźcie w imię Boga,
3500
Tędy idących do pokoju droga».
A widok jego pozbawił mię wzroku.
Ku mistrzom moim przybliżyłem kroku,
Jak człowiek uchem pytający ciszy,
Idzie w kierunku głosu, jaki słyszy.
3505
Jako majowy powiew, poseł zorzy,
Wonią traw, kwiatów przewiewa świat boży,
Taki wiatr, czułem, uderzył mi w czoło,
Poczułem lekkie poruszenie skrzydła[399],
Pióra wiejące wonnością kadzidła.
3510
I głos poczułem mówiących wokoło:
«Błogosławieni, łaska boża z tymi,
Których krew w sercu zbytkiem żądz nie dymi.
Co tyle łakną powszedniego chleba,
Ile rozsądnie głód nasycić trzeba».

Pieśń XXV

3515

(W drodze do kręgu VII. Rozprawa o powstaniu duszy, o śmierci i cieniach. Krąg VII. Rozpustnicy wśród płomieni i burzy.)

Była godzina niecierpiąca zwłoki,
Bo ustąpiły kręgu południka
Noc dla Skorpiona, a słońce dla Byka[400].
Jak robi człowiek naglący swe kroki,
3520
Co bądź napotka, idzie swoją drogą,
Jeśli potrzeba, bodzie go ostrogą.
Jakeśmy weszli w sklepiony loch skały,
Jeden za drugim, bo w chwili przechodu
Nas rozdzieliła zbytnia ważkość schodu.
3525
Jak chęć latania czując bocian mały,
Podnosi skrzydła, to spuszcza koleją,
Gdy te już gniazda porzucić nie śmieją[401]:
Tak zapytania chęć we mnie paliła,
To zapalała siebie, to gasiła,
3530
Ażem poruszył wargą, jak gotowy
Człowiek przemówić gorącymi słowy.
A chociaż szliśmy dość szybko tą razą[402],
Ojciec mój rzekł mi: «Puszczaj strzałę słowa,
Widzę nagiąłeś łuk aż po żelazo».
3535
Wtedy ja usta otworzyłem śmiało:
— «Jak można schudnąć, tam gdzie was nie bodzie
Potrzeba łaknąć pokarmu o głodzie?»
A mistrz: «To dla cię zaiste rzecz nowa,
Lecz gdybyś żywiej w swej myśli przedstawił,
3540
Jak się trawiło Meleagra ciało[403],
W miarę jak ogień suche drewno trawił;
Gdybyś uważał, jako w jednym czasie,
Ledwo twa postać po zwierciadle wionie,
Cały twój obraz w jego szkle już tonie,
3545
Co było twardym, wnet ci miękkim zda się[404].
Oto przeze mnie Stacyjusz[405] wezwany
Raczy lekarzem być na twoje rany».
Stacjusz: «Jeśli widzisz być koniecznym,
Bym wobec ciebie o karaniu wiecznym[406]
3550
Rozprawiał przed nim, niech to mię wymówi,
Że, uczeń, nie śmiem zaprzeczać mistrzowi».
A do mnie: «Synu, słuchaj, moje słowo
Na twe pytanie rzuci światłość nową.
Dziecko, Krew, PrzemianaKrew niewypita przez spragnione żyły[407],
3555
Która zostaje jak zbytnia[408] potrawa,
Gdy syty ucztą gość od stołu wstawa,
Przeczysta, w sercu bierze treść tej siły,
Która ukształca wszystkie członki wasze
Jak ta, co wsiąkać w te członki stworzona,
3560
Krąży po żyłach. A lepiej strawiona
Schodzi w część ciała, którą tu w mym rymie
Lepiej przemilczeć niż nazwać na imię.
Stamtąd kroplami na krew drugą wpływa
Drugiej istoty, w przyrodzoną czaszę.
3565
Tam wspólny pociąg dwie treści ożenią,
Jedną skłonioną przyjmować wrażenia,
A drugą działać, gdy ta oddziaływa.
Wtenczas ojcowska krew działać zaczyna,
Zrazu tężejąc, w kolej treść stężałą
3570
Ożywia jako mające żyć ciało.
Krew rodzicielska swoją treścią czynną,
Kiedy już duszą staje się roślinną
I żyć, i rosnąć pocznie jak roślina,
(Lecz z tą różnicą, gdy ta jest już w brzegu,
3575
Tamta na drogę wchodzi w pełnym biegu),
Zrazu tak działa, że już się mocuje
Jak morska gąbka rusza się i czuje;
I wnet rozwija dane przyrodzeniem
Władze człowieka, których jest nasieniem.
3580
Szerzy się, to się rozciąga, mój synu,
Siła, co z serca rodzica pochodzi,
A skąd natura skład członków wywodzi.
Lecz dalszy rozwój zważając jej czynu,
Jak ten zwierzokrzew mający żyć mlekiem,
3585
Jak ssące zwierzę, staje się człowiekiem,
Nie widzisz jeszcze; oto jest punkt główny,
Gdzie mędrszy od cię wpadł w błąd niewymowny[409];
Umysł od duszy oddzielając w błędzie,
Że widnym jego nie było narzędzie.
3590
Otwórz twe serce, bo doń z prawdą dążę.
Dziecko, Dusza, CiałoGdy już tkań mózgu w płodzie się zawiąże,
Stwórca, któremu swój twór uznać miło,
Wesół się zwraca i zstępuje z góry
Ku arcydziełu takiemu natury,
3595
Tchnie weń duch nowy, który z taką siłą
Czynność mózgową jeszcze pół roślinną
Łączy, zespala ze swą treścią czynną,
Aż jedna dusza z nich się przeobraża,
Ta żyje, czuje i siebie rozważa.
3600
Gdybyś ze słów mych sąd pogodził sprzeczny
I mniej się dziwił, zważ upał słoneczny,
Który złączony z sokami, co płyną
Z winnej jagody, przemienia się w wino.
Z prządki wrzeciona gdy nić życia rwie się,
3605
Wnet z ciałem rozwód bierze dusza nasza[410],
Z sobą co ludzkie, co boskie, unasza;
Czujące władze krzepną w tym momencie,
Lecz za to pamięć, wola i pojęcie
Bystrzej działają i w szerszym zakresie.
3610
Dusza z doczesnych na ziemi noclegów,
Z natchnienia woli, tej skazówki nieba,
Schodzi cudownie do jednego z brzegów,
Tam wieść odbiera, kędy iść jej trzeba.
Gdy wstąpi w miejsce swego pomieszkania,
3615
Ją opromienia siła kształtowania,
Zarówno czynna gdy żyła w swym ciele.
A jak powietrze, gdy mży obłok dżdżysty,
Chłonąc od słońca odblask promienisty,
W rozlicznych barwach tęcz maluje wiele;
3620
Podobnie kędy zatrzyma się dusza,
Otaczająca ją w krąg atmosfera,
Kształt, jaki na niej wyciśnie, przybiera.
A jak z ogniska buchające płomie[411]
Za ruchem jego w ślad idzie widomie,
3625
W kierunku duszy nowy kształt się rusza.
A że kształt tylko jest wyobrażeniem
Samego ducha, zowiemy go cieniem:
Dusza przez związek ze swym kształtem ścisły
Urządza wszystkie aż do wzroku zmysły.
3630
Dlatego kiedy chcemy, rozmawiamy,
Śmiejem się, płaczem i głośno wzdychamy,
Co mogłeś słyszeć, idąc w krąg tej góry.
Według żądz naszych, jak słabiej lub żywiej
Czujem boleści żądło jadowite,
3635
Cień bierze na się kształty rozmaite;
Toć jest przyczyna, co ciebie tak dziwi!»
Już do ostatniej przyszliśmy tortury[412],
Zwracając w prawo krok nagłym zawrotem,
Szliśmy już innym zajęci przedmiotem.
3640
Tam z brzegu góry płomień słupem buchał[413],
Z brzegu otchłani wiatr na płomień dmuchał,
A wiatr wciąż płomień odpychał uparty;
Więc trzeba było od strony otwartej
Iść nam osobno i szedłem strwożony,
3645
Tu mając ogień, otchłań z drugiej strony.
Mistrz mówił: «Trzymaj krótko wodze wzroku,
Tu łatwo, idąc, uśliznąć się w kroku!»Dziewictwo
«Deus clementiae[414]» przez płomie wiejące,
Słyszałem, głosów śpiewało tysiące,
3650
Nie mniej płomienne jam oczy obrócił,
Widziałem duchy przez ogień idące,
Dlategom patrzał, myśl ważąc na dwoje,
To na ich stopy, to na stopy moje.
Z ostatnią hymnu dośpiewaną głoską
3655
Chór w głos wykrzyknął: «Virum non cognosco[415]».
Potem chór wolniej, coraz ciszej nucił.
Hymn ten skończywszy, chór zakrzyknął cały:
«Dyjana[416] z gajów wygnała Helicę[417],
Wenery jadem zatrutą dziewicę».
3660
Na koniec w kolej śpiewano pochwały
I żon, i mężów czystego żywota,
Co żyli, jak chce małżeństwo i cnota.
I to jest ciągłym ich zajęciem zda się,
Nim z nich rdzy płomień nie opali w czasie,
3665
Nim z ran czyśćcowych przez takie to leki
Ostatnią ranę wygoją na wieki.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.