Boska komedia, Raj · Dante Alighieri

Pieśń XI – Pieśń XV

Pieśń XI

1546

(Ciąg dalszy. Mowa św. Tomasza o św. Franciszku z Asyżu. Skarga na ówczesnych dominikanów)

O nieroztropne śmiertelnych starania!
Lot wasz zwichnięty przez rozumowania
Ziemię zamiata waszymi skrzydłami.
1550
FilozofJeden się uczył prawa z całą żądzą,
Ten głowę łamał aforycznym zdaniem[183],
Drudzy sofizmem albo siłą rządzą:
Ten się wycieńczał ciała rozkoszami,
Ten się upajał słodkim próżnowaniem,
1555
Ten sprawy kraju ciągle miał na pieczy,
Drugi zysk gonił duchownego chleba:
Podczas gdy wolny od tych wszystkich rzeczy,
Ja z Beatrycze wstąpiłem do nieba,
Gdzie mnie czekało tak świetne przyjęcie,
1560
Gdy każda z dusz tych w wirowym zakręcie
Na punkcie koła, skąd krążyć zaczęła,
Jak świeca na swym świeczniku stanęła;
Ze światła, które przed chwilą mówiło[184],
Głos wyszedł słodszy, głos dźwięczny i czysty:
1565
«Jak od światłości promień wiekuistej
Blask mój zapala, w jej jasności boskiej
Widzę twe myśli, powody ich troski.
Ty wątpisz, pragniesz całej żądzy siłą,
Abym wyrazy wkładał ci do ucha,
1570
Jasne, z pojęciem zgodne twego ducha.
Słowa, gdzie rzekłem: »Droga do zasługi
Umacnia duszę, jeśli z niej nie zbłądzi«,
I te: »Nad niego nie wzniósł się nikt drugi«.
Tu jak najściślej rozróżnić wypada.
1575
ReligiaOpatrzność światem z tą nauką rządzi,
W którą wzrok ludzki jak w bezdeń zapada.
Aby w godowej doprowadzić części
Oblubienicę do jej Oblubieńca[185]
Co ją zaślubił z wykrzykiem boleści,
1580
Krwią i kolcami cierniowego wieńca:
Aby ją więcej ufającą w siebie,
Więcej mu wierną, połączyć z nim w niebie,
Opatrzność dla niej dwóch książąt zesłała[186],
Aby do celu wiedli ją najprościej,
1585
Drogą miłości i drogą mądrości.
Gdy pierwszy ogniem seraficznym pała,
Drugi mądrością słów swoich i czynów
Odbił na ziemi światło Cherubinów.
O dwóch powiadam, gdy mówię o jednym,
1590
Bo oba wielcy duchem niepowszednim,
Bo jeden miały cel i kres ich dzieła.
Między Tupino a krynicą żywą[187]
Góra porosła zieloną oliwą,
Błogosławiony gdzie mieszkał Ubaldo,
1595
Pochyłość swoją w dolinę zsunęła:
Skąd na Perugię wiatr to chłodną chmurą,
To skwarem zieje, podczas gdy za górą
W jarzmie Nocera jęczy i Gualdo.
Na tych pagórków pochyłym skłonieniu,
1600
Z pieluch się na świat wywinęło słońce,
Jakby z Gangesu ogniem buchające.
O! Kto chcesz nazwać rzecz po jej imieniu,
Miejsce to nie zwij Asyżem z powodu
Że straci wiele na słowa znaczeniu,
1605
Zwać je właściwiej miejscem słońca wschodu,
Co ledwo weszło ponad ziemią skrzepłą,
Świat poczuł jego dobroczynne ciepło.
ŚwiętyOd dziecka z ojcem wiódł wojnę zaciętą
O swą kochankę, o niewiastę świętą[188],
1610
Której jak śmierci, choć ta nie dba o to,
Nikt nie otwiera swoich drzwi z ochotą.
Z nią ślubnym węzłem złączył się duchownie
Odtąd z dnia na dzień kochał ją gwałtownie;
Ona po pierwszym wdowa oblubieńcu[189],
1615
Więcej tysiąca lat we wdowim wieńcu
Smutna przeżyła; świat wzgardą ją krwawił,
Żaden zalotnik przed nią się nie stawił,
Chociaż bez trwogi przy swym Amyklasie[190]
Przyjęła gościa w chruścianym szałasie,
1620
Na głos którego drżał świat w owym czasie;
Chociaż jej statku taka moc i siła,
Kiedy Maryja u stóp krzyża stoi,
Ona z Chrystusem na sam krzyż wstąpiła.
Czas zdjąć zasłonę z ciemnej mowy mojej,
1625
Święty Franciszek i ubóstwo, mówię,
Są to ci sami czuli kochankowie.
Ich zgoda, pokój ich oblicza błogi,
Słodycz ich wzroku, kędy tylko przyszli,
Pociągał tłumy, święte budził myśli.
1630
Pierwszy szanowny Bernard bosonogi
Biegł za tą parą kochanków szczęśliwą,
Myśląc, że jeszcze bieży dość leniwo.
O! Godna cześci[191] ta bogactw pogarda.
Egid, Sylwester, przykładem Bernarda,
1635
Szli bosonodzy w ślad oblubienicy.
Tak pan z swą panią i rodziną całą[192],
Której sznur skromny już krępował ciało,
Stanął u progu Piotrowej stolicy.
Wzrok mu spuszczała nie wstydem natchniona
1640
Myśl, że był gminnym synem Bernardona,
Ale pokora z godnością królewską.
ŚwiętyPrzed Innocentym u stóp jego tronu
Złożył surowe statuty zakonu,
Na które pierwsze zyskał przyzwolenie.
1645
Tak, gdy ubogiej trzody rozmnożenie
Z dnia na dzień rosło za łaską niebieską,
Przez Honoriusza Duch Święty niedługo
Ozdobił jego chęć koroną drugą[193],
Lecz gdy pragnieniem męczeństwa zagrzany,
1650
Rad poszedł krzewić między Azyjany,
Palmę Chrystusa i siejbę prawd boskich;
Gdy tam nawrócić nie mógł dzikich ludów,
Czynny, do dawnych znów powrócił trudów,
Zbierać owoce z drzew rodzinnych włoskich,
1655
Gdzie między Arno a Tybrem wysoki
I wielki święty na złomach opoki[194]
Przyjął ostatnie od Chrystusa rany
Które na ciele nosił przez dwa roki.
A gdy Bóg jego chcąc uczcić zasługę,
1660
Wzywał do siebie pokornego sługę,
Zalecał braci swojej w chwili zgonu,
Jak prawym jego dziedzicom zakonu,
Kochankę, którą ukochał przez ciernie[195].
Aby kochali statecznie i wiernie.
1665
Ta piękna dusza w chwili, gdy zrzucała
Ziemską powłokę, dla swojego ciała
Nie marmurowej pragnęła kolumny,
Lecz chłodnej ziemi, tej nędzarza trumny[196].
Teraz sam rozważ umysłem swobodnym,
1670
Kto był Franciszka towarzyszem godnym,
Łodzią Piotrową sterować w jej biegu[197],
Na pełnym morzu gnać ją do jej brzegu?
Nasz Patriarcha! ŚwiętyCześć dla zakonnika,
Który ścieżkami chodzi Dominika;
1675
On barki dobrym towarem naciska.
Dziś jego trzoda nowej paszy chciwa[198],
W zagrodach swoich niechętnie przebywa,
Wciąż się na różne rozbiega pastwiska.
Im dalej takie koczujące owce
1680
Od swoich zagród zabiegną w manowce,
Bez mleka znoszą wymiona w owczarnię.
Wprawdzie niejeden od grożącej chmury
W strachu do swego pasterza się garnie,
Lecz ich tak mało, że i sukna mało
1685
Krają na swoje habity, kaptury.
Jeśli pojąłeś słów moich treść całą,
Żądza twa syta, a rozum niech sądzi,
O ile drzewo da się obrać z liści.
Tak prawda słów mych wyraźnie się iści:
1690
»Droga umacnia duszę, gdy nie błądzi«».

Pieśń XII

1691

(Ciąg dalszy. Mowa św. Bonawentury o św. Dominiku. Skargi na ówczesnych franciszkanów. Teologowie: Hugo, Chryzostom, Anzelm, Joachim i inni.)

Gdy światło rzekło swe ostatnie słowo[199],
Młyn święty[200] zaczął kołować na nowo:
Jeszcze pierwszego obrotu nie skończył,
1695
Już go krąg drugi zamknął w swym obwodzie,
I jak muzyczne dwa akordy w zgodzie,
Ruch z ruchem jego, a pieśń z pieśnią złączył.
Pieśń ta w słodyczy, w melodyi[201] sile,
Głos naszych syren, naszych muz powszednie
1700
Pieśń ta do tyla przewyższała, ile
Wyższe nad odblask światło bezpośrednie.
Jak równoległe, jedną barwną lśniące,
Dwa łuki niebo pokazuje oku,
Gnące się lekko na lekkim obłoku,
1705
Gdy swą Junona posłankę wysyła;
Łuk się zewnętrzny z wewnętrznego rodzi,
(Na podobieństwo głosu, co wychodzi
Z ust nimfy, którą tak miłość strawiła[202],
Jako poranne mgły przetrawia słońce)
1710
Jak łuki, mówię, niebieskiego stropu,
Co było ludziom znakiem wróżb weselnych,
Przymierza z niebem, gdy Bóg rzekł Noemu,
Że już nie będą mieć nigdy potopu;
Równie dwa wieńce tych róż nieśmiertelnych
1715
Nas okrążyły, a pierwszy drugiemu,
Zewnętrzny krąg był równy wewnętrznemu.
Gdy ten korowód piesień[203] i płomieni,
Zlany z pieszczących głosów i promieni,
Wstrzymał się zgodnie (jak woli człowieka
1720
Oboich oczu posłuszna powieka,
Co się zamyka razem i otwiera),
Ze świateł nowych, jedna światła sfera
Powiała głosem jakby dźwiękiem słowa,
Ażem się zwrócił, skąd te dźwięki wiały,
1725
Jak do bieguna igła magnesowa.
I rzekła[204]: «Miłość, co mnie piękną robi,
O innym wodzu radzi wejść w rozmowę,
Z powodu wodza mojego pochwały;
Słusznie, gdzie jeden, niech będzie i drugi,
1730
W ich bojowaniu równe ich zasługi,
Niech jednoczesny blask chwały ich zdobi.
Za swym sztandarem wojsko Chrystusowe[205],
Którego nabór kosztował tak drogo,
Postępowało leniwo i z trwogą.
1735
Kiedy się troskać zaczął Cezar wieczny,
Widząc zastępów tych stan niebezpieczny,
Jak już mówiłem, swej Oblubienicy
Posłał dwóch w pomoc rycerzy w kapicy,
Na których słowo i znak wszyscy zbiegi[206]
1740
Zbłąkani w swoje wrócili szeregi.
W tej części świata, skąd ciepły powiewa
Wiatr do Europy[207], jej łąki i drzewa
Najpierwszym kwiatem i liściem odziewa,
Wód Oceanu blisko, za którymi
1745
Słońce zapada, kryjąc się od ziemi,
Pod lwa opieką leży Kallaroga[208];
Gdzie lew na herbie jest z obojej strony
Jako zwycięzca i jak zwyciężony.
Tam się urodził ów zapaśnik Pański,
1750
Czuły kochanek wiary chrześcijańskiej,
Wrogów Kościoła boży miecz i trwoga,
Wierzących słodycz i kochanie ludów.
A jego dusza, największy cud z cudów,
Ledwo w żywocie matki żyć poczęła,
1755
Już matkę duchem proroczym natchnęła[209].
Kiedy ślub z wiarą brał nad świętym zdrojem,
A kościół żegnał mówiąc: idź z pokojem!
W śnie był widziany przez chrzestnych rodziców
Cudowny owoc świecący jak płomię[210],
1760
Co miał wyjść z niego i jego dziedziców.
I gdybym czym był, mógł stać się widomie,
Duch święty zstąpił, by dać imię tego
Co nowochrzczeńca posiadał całego[211],
I dał mu chrzestne imię Dominika.
1765
Chrystus go wybrał sam na ogrodnika
Swego ogrodu, bo sercem i głową
Pokochał pierwszą radę Chrystusową[212].
Często piastunka znalazła go rano,
Zrywał się ze snu i zginał kolano,
1770
Modląc się długo jako mnich za kratą,
Jak gdyby mówił: »Przyszedłem tu na to«.
Słusznie cię, ojcze jego, Szczęsnym zwano,
Słusznie cię, jego matko, zwą Joanną[213],
Jeżeli wykład, o jakim wieść gada,
1775
Imionom waszym wiernie odpowiada.
On z tłumem nie biegł za mądrością świata,
Prawdę ukochał, karmił się jej manną[214],
W mądrości ducha gdy dojrzał nad lata,
Zajął się pilnie uprawą winnicy.
1780
Gdy przyszedł poznać majestat Piotrowy,
Co niegdyś wspierał ubogie i wdowy,
A dziś ma dla nich serce kute z miedzi,
(O co ja świętej nie skarżę stolicy,
Lecz raczej tego, który na niej siedzi[215]),
1785
ChciwośćNie żądał płatnych odpustów, pacierzy,
By za sześć liczbę dwa lub trzy odliczył[216]
I niezajętych posad mieć nie życzył,
Ani dziesięcin brał z pola lub z broga[217],
Które należą do ubogich Boga.
1790
ŚwiętyLecz pragnął tylko wojować kacerzy[218]
Ziarnem, z którego cudownie te drzewa
Wyrosły w liczbie dwadzieścia i cztery[219],
Z których tu wieniec nad tobą powiewa,
On silny wolą, w apostolstwie szczery,
1795
Jak spadająca ze skały kaskada,
Z opoki Piotra na kacerzów spada[220],
Gdzie większy opór tam swój prąd natężał,
Kacerskie błędy łamał i zwyciężał.
I z tej kaskady trysnęły poniki[221],
1800
Przy których ścieku, w ich rzeźwiącym chłodzie,
Skróś w powszechnego kościoła ogrodzie,
Odżyły zwiędłe kwiaty i trawniki,
Gdy mógł być jeden taktem kołem wozu,
Z którego pobił Kościół, matka wasza,
1805
Wylęgłe wrogi wśród swego obozu;
Łatwo, zaiste, twój rozum podoła
Objąć drugiego doskonałość koła[222],
O którym tyleś słyszał od Tomasza.
Lecz kolej torem kół tych wyżłobiona
1810
Zarasta zielem, nikt po niej nie jeździ[223],
Gdzie było wino, dzisiaj pleśń się gnieździ.
Tak swój chód jego zmieniła rodzina,
Nie przodem stopy, piętą iść zaczyna.
Wkrótce złe żniwo dadzą złe nasiona,
1815
Na źle uprawnej wzrośnie kąkol grzędzie
I nikt go zwozić do stodół nie będzie.
Z kart księgi mojej jedna mówi karta:
»Jestem, czym byłem«, ani w Akwasparta,
Ani w Kasala nikt o tym nie pisze[224],
1820
Ten zwalnia, drugi ściska życie mnisze.
ŚwiętyBonawentura chrzestne moje imię,
Blask mnie nie łudził doczesnego świata;
Tu ze mną błyszczą światłości olbrzymie,
Duch Augustyna i Illuminata[225].
1825
Godło ubóstwa, powróz, bosa noga,
Myśl ich i serce zbliżyły do Boga.
Tu jest San Wiktor, duch Piotra Hiszpana,
Którego sława z ksiąg dwunastu znana.
Tu świecą dusze proroka Natana,
1830
Metropolity Wschodu, Chryzostoma,
I Joachima przyszłości świadoma:
Tu jest ów Donat, co raczył w mozole
Pisma i mowy sztukę krzewić w szkole.
Chwaląc wielkiego rycerza Kościoła,
1835
Byłem zagrzany współczuciem Tomasza;
Jego wymowie któż się oprzeć zdoła?
Czuje to ze mną cała rzesza nasza».

Pieśń XIII

1838

(Ciąg dalszy. Obydwa wieńce teologów we wspólnym poruszeniu. Św. Tomasz mówi jeszcze o Adamie i Chrystusie.)

Kto chcesz zrozumieć i rozważyć ściślej,
1840
Com wtedy widział, utwórz obraz w głowie
I taki obraz, podczas gdy ja mówię,
Mocno jak skała niech stoi w twej myśli[226].
Gwiazda, NieboGwiazd ci piętnaście wyobrazić trzeba,
Oświecających różne części nieba
1845
Taką światłością, co przez chmur zasłonę
Przenika na skroś powietrze zgęszczone;
Schwyć wóz gwiaździsty wyobraźni okiem,
Co się po niebie toczy tak szerokiem,
Że choć zawraca dyszlem dniem i nocą,
1850
Wciąż nam promienie jego kół migocą;
Wyobraź jeszcze zwierzę, co otwiera
Dwoje ócz złotych na krańcu tej osi,
Wokoło której pierwsza krąży sfera[227];
I że na niebie te gwiazdy osobne,
1855
Łącząc się, tworzą dwa znaki podobne
Do dwoistego wieńca Aryjadny[228]
W chwili, gdy czuła chłód śmierci bezwładny;
I że przeciwny wir kół je unosi,
Chociaż w ten sposób prąd ich biegu żenie[229],
1860
Że wzajem swoje mieszają promienie;
Wtedy mieć będziesz słaby odblask wzoru,
Rzeczywistego obraz gwiazdozbioru
I podwójnego tańca, co z zapałem
Wokoło punktu ruszał się, gdzie stałem.
1865
Com kiedy widział, wszystko przy tym blednie,
Przewyższa nasze widzenia uprzednie,
Jak bieg najszybszej sfery porównany
Z biegiem fal naszej leniwej Chijany[230].
Tam pieśń Bachusa, Peana nie cześci[231],
1870
Lecz trzy Osoby jednej boskiej treści,
W jednej Osobie, jak dwie zlane głoski,
Bożej z naturą ludzką zjednoczenie.
Tańce i pieśni ucichły ucięte
I ku nam światła spoglądały święte,
1875
Winszując sobie przejścia w troskę z troski[232],
Światło, z którego poznałem powieści[233]
cudowny żywot bożego żebraka[234],
W te słowa swoje przerwało milczenie:
«Ponieważ ziarno wysiane z przetaka[235]
1880
Do swego spichrza już musiałeś wrzucić,
Miłość mnie wzywa, co dla mnie jest błogo,
Zbity w połowie snop tobie domłócić[236].
Mniemasz, że w tego pierś, z którego kości
Stworzoną była najpierwsza kobieta[237],
1885
A która światu kosztuje tak drogo!
I że w pierś ową, co włócznią przebita[238],
Spełniając bożą sprawiedliwość w chwale,
Mimo ciężaru naszych win i złości
Wagą swych zasług przechyliła szalę,
1890
Tyle wlał światła, ile jego złożył
W naturze ludzkiej, czym ją uwielmożył,
Ten, który pierwsze jak i drugą stworzył.
Co wyżej rzekłem, również tym zdziwiony,
Opowiadając, że błogosławiony,
1895
Którego w piątym świetle duch zamknięty,
Nie ma równego, choć z matki poczęty.
Teraz co mówię, zwróć na to baczenie;
A moje słowa i twoje wierzenie
Zetkną się w prawdzie węzłem rozumowym,
1900
Jak kół promienie w ich punkcie środkowym.
Co jest i nie jest w śmiertelnej kolei[239],
Co nie umiera i co umrzeć może,
Jest tylko blaskiem tej arcyidei,
Z jaką w połogu jest kochanie boże.
1905
Bowiem ta światłość żywa, co wytryska
Z rozpromienionej potęgi ogniska,
Z miłością ma w niej wspólną wiekuistość,
A ten stosunek tworzy Ich troistość,
W dziewięciu sferach przez skutek swej łaski
1910
Jako w zwierciadle zestrzela swe blaski,
Lecz pozostając nieśmiertelnie jedną.
Z tych sfer schodzące promienie jej bledną,
Stopniowie[240] słabszych sił wiążąc osnowę,
W końcu żyjątka tworzy jednodniowe.
1915
Przez co rozumiem urodzone rzeczy,
Których żywotność znikoma i marna,
Które wpływ nieba, co świat ma na pieczy,
Zapładza różnie z ziarnem lub bez ziarna.
Wosk ich jest różny jak siła rodząca,
1920
Co różną iskrę ich bytu roznieca,
A jednak spod ich pieczęci tysiąca
Mniej albo więcej ideał prześwieca.
Stąd drzewo dobry lub zły owoc rodzi
Wedle nasienia, z jakiego pochodzi,
1925
I wy się z różną skłonnością rodzicie.
Gdyby wosk[241] doszedł, stanął na swym szczycie
I gdyby niebo swą pieczęć odbiło
Na takim wosku z bezpośrednią siłą,
Byłaby widną idealność cała!
1930
Ale natura, którą błąd przesiąka
Podobnie jako ziemski sztukmistrz działa,
Zna on swą sztukę; lecz drży jego ręka.
Przeto, gorąca miłość, gdy co tworzy,
A na jej utwór zstąpi promień boży,
1935
Doskonałością piętnuje swe dzieła:
Tak była niegdyś ziemia utworzona,
W doskonałości zwierzęcej skończona,
Tak i Dziewica bez zmazy poczęła.
Bo nigdy, chętnie potwierdzam twe zdanie,
1940
Natura ludzka nie była, nie będzie,
Czym była w pierwszej i drugiej Osobie[242].
Ledwo nie słyszę, jak dajesz pytanie,
Dlaczego trzeci nie ma równych sobie[243].
O co on prosił, azaliś nie wiedział,
1945
Gdy we śnie z nieba głos doń: »Proś!« powiedział,
Mądrości bożej wzywał duchem czystym
Ten człowiek, chcąc być królem rzeczywistym.
On liczby natur niebieskich nie badał,
Lub jak żelazna konieczności władza
1950
Z przypadkowością konieczność wyradza;
Lub jak ruch pierwszy wszech rzeczom ruch nadał;
Jego królewskiej myśli nie zaprząta,
Czy można trójkąt umieścić w półkolu,
Który by mógł być bez prostego kąta.
1955
Więc jeśliś pojął, że miałem na celu
Mądrość monarszą mówiąc o tym królu,
Oto nauka z żadną niezrównana,
Gdzie strzała słów mych była celowana.
Z tego, co rzekłem, zgadniesz, co ci powiem:
1960
Mnóstwo jest króli, lecz dobrych niewielu.
Z tym rozeznaniem przyjmij moje słowa,
A które twoje mniemanie przechowa
O pierwszym ojcu stworzonym przez Boga
I o kochanku naszym[244]. Ta przestroga
1965
Niechaj twe stopy ocięży ołowiem,
Abyś szedł ciężkim i powolnym krokiem
Do Nie zakrytym i Tak przed twym okiem.
Głupota, PrawdaBo ten zbyt nisko w kole głupców stoi,
Kto wprzód rozwagą nie zgłębiwszy rzeczy,
1970
To albo owo zatwierdza lub przeczy.
Często sąd ludzki błądzi z drogi swojej,
Ciżba na słowo do wierzenia łatwa,
A sądy wasze namiętność wam gmatwa.
Bo kto chce prawdę upolować żywcem,
1975
Niech będzie kniei świadomym myśliwcem;
Inaczej przeklnie chybny[245] strzał swych grotów,
Jeszcze sam w kniei obłąkać się[246] gotów[247].
Jak łatwo zbłądzić, tropiąc prawdę w lesie,
Jasny masz dowód na Parmenidesie:
1980
Tak Sabeliusz, Aryjusz i inni
W wykładzie pisma wielu błędów winni;
Oni są jako zwierciadła fałszywe,
Gdzie proste twarze zdają się być krzywe.
Człowiek, co w sądach swoich jest zbyt śmiałym,
1985
Ocenia zboże w kłosie niedośpiałym[248]:
Widziałem zimą krzew nagi, a latem
Błyszczał bogatą zielenią i kwiatem;
Widziałem okręt, co morza przepłynął,
A w swoim porcie rozbił się i zginął.
1990
Piotrze czy Pawle, widząc jak ten kradnie,
Ów uposaża kościoły przykładnie,
Sąd o nich lepiej zdaj na sądy boże,
Gdy pierwszy powstać, drugi upaść może».

Pieśń XIV

1994

(Zakończenie. O przemianie ciał. Kręgi 5–7: Święci chrześcijańskiego życia. 5.) Mars. Bojownicy boży (męczennicy, wojacy i inni) tworzą krzyż.)

1995
Ze środka na wierzch jak jest krągła czasza,
To z wierzchu w środek woda się unosi,
Podług nacisku, jaki w czaszy spotka,
Od swej powierzchni lub ze swego środka[249],
Co mówię, czułem to w duchu najściślej
2000
W chwili, gdy dusza zamilkła Tomasza,
Przez podobieństwo jasne jak z krynicy
Wynikłe z jego słów i Beatrycy,
Gdy po Tomaszu tak mówić raczyła:
«On potrzebuje, choć w głosie i w myśli
2005
Jeszcze się jego żądza nie zdradziła,
Treść drugiej prawdy zbadać aż do rdzeni.
Mów doń, czy światło, co jest twą ozdobą,
Będzie jak teraz wiekuiście z tobą?
Jeśli tak być ma, powiedz, gdy się stanie
2010
Widzialnym duszy waszej pomieszkanie,
Czy wzrok wasz zniesie blask waszych promieni[250]
Jak czasem w tańcu panny i młodzieńce
Szał swej radości, unosząc się kołem,
Zdradzają głosem, spojrzeniem wesołem,
2015
Tak na tę prośbę czułą i wymowną
Odpowiedziały święte duchów wieńce
Nową radością i pieśnią cudowną.
«ReligiaKto skarży na to, że przez śmierć na ziemi
Duchem żyć wiecznie wzlatuje w niebiosa,
2020
Taki nie poczuł czuciami naszemi,
Jak bosko rzeźwi wiekuista rosa.
W Dwóch i Trzech Jedność królująca wiecznie,
W Trzech i Dwóch Jedność żyjąca społecznie[251],
Obejmująca świat, a nieobjęta[252]».
2025
Tak po trzy razy brzmiała pieśń ich święta,
Pieśń tak urocza, że kto raz ją słucha,
Dość ma nagrody na zasługę ducha.
Głos skromny wyszedł z najmniejszego koła[253],
Jak do Maryi był głos jej anioła,
2030
Raj, ZaświatyI mówił: «MiłośćPóki czas nam słodko bieży[254]
Na ucztach raju, póty miłość nasza
Bez przerwy będzie wkoło tej odzieży
Z ogniska swego rozpromieniać blaski.
Zapał miłości, co nasz blask podnasza,
2035
Od naszych widzeń niebieskich zależy,
Które o tyle wyiskrzą się jasno,
O ile dusza nad zasługę własną
Mieć będzie prawa do udziału łaski.
Wtenczas my w święte obleczem się ciała,
2040
Wtenczas i nasza osoba zapała
Żywszą wdzięcznością, bo już będzie cała!
Żywiej nas zatli niż teraz zapala
Światłość, co na się nam patrzeć pozwala:
Wtedy się ducha wytęży spojrzenie,
2045
Bez końca święte róść będzie widzenie,
Zapał, co odeń zachwyca płomyka,
I promień, który z zapału wynika.
Jako żar płomień dający przez płomie[255]
Żywą białością prześwieca widomie,
2050
Blask, co otacza nas, zwyciężon będzie
Blaskiem ciał naszych, gdy na rozkaz boży
Ziemia zamknięte mogiły otworzy.
Niezmrużonymi nań spojrzym oczyma,
Bo zmartwychwstałych ciał silne narzędzie
2055
Wrażenie wszelkiej rozkoszy wytrzyma[256]».
Wtem oba chóry z tak wielkim zapałem,
Tak jednozgodnie «Amen» wymówiły,
Jakby pragnęły tej chwili z mogiły
Wskrzeszonym, żywym przyoblec się ciałem,
2060
Może nie dla się, lecz dla swoich matek,
Dla swoich ojców, drogich żon i dziatek,
Dla wielu innych drogich im na ziemi,
Wprzód nim się stały światłami wiecznemi.
I oto światła widziane okola[257]
2065
Blask nowych świateł jakby aureola
Słońca, gdy wschodzi na widnokrąg czysty[258].
Jak na początku wieczornego zmroku
Nowe nam światła rzęśnieją[259] z obłoku,
Co być i nie być wydają się oku;
2070
Zdało się, że nowe widziałem istoty,
Tworzące jakby obwód światła złoty,
Opasujący te dwa kołowroty;
Świętego ducha odblask rzeczywisty!
Którego blaski tak się razem wzmogły,
2075
Że ich me oczy wytrzymać nie mogły.
Lecz Beatrycze, kiedym spojrzał na nią,
Tak miała uśmiech piękny i uroczy,
Że to widzenie musi być wbrew chęci
W liczbie tych, które znikły z mej pamięci.
2080
Ale wzmocnione, gdy podniosłem oczy,
W końcu spostrzegłem, że sam z moją panią
Wzniosłem się w sferę wyższego zbawienia[260].
Postrzegłem wyższy polot naszej jazdy
Po nowym świetle, po uśmiechu gwiazdy,
2085
Co się czerwieńszym blaskiem zarumienia;
Modlitwą, wspólną wszystkim sercom mową,
Bogu za łaskę dziękowałem nową.
Jeszcze w mym sercu zarzewie jej tliło,
Czułem, że była przyjętą i miłą.
2090
Bo światła tak się wydały zatlone[261]
Wśród dwóch promieni i takie czerwone,
Ażem rzekł: «Jak ty je zdobisz, o słońce!»
Chrystus, ReligiaJak droga mleczna z gwiazd plejadą całą
Wielkich i małych, swą liniją[262] białą
2095
Biegunów świata dotykając końce,
Ślepi[263] w szkła zbrojne oczy bystrowidza
I najuczeńszych badaczy zawstydza,
Tak świętych świateł gwiazdozbiór bogaty
Pośrodku Marsa tworzył znak szanowny[264]
2100
Jak połączone w kole dwa kwadraty.
Tu pamięć talent do pokory zniża,
Bo się rozświecał Chrystus z tego krzyża,
Gdzież porównania znajdę obraz równy?
Kto swój krzyż chętnie na ramiona bierze
2105
I za Chrystusem idzie w świętej wierze,
Co tu opuszczam, przebaczy, zaiste,
Gdy na tym krzyżu ujrzy Cię, o Chryste!
Od stóp do wierzchu krzyża, po ramionach
Ruchome światła to w ściśnionych gronach,
2110
To się rozpierzchłe mrowiły bez końca,
W starciu się iskrząc żywszymi blaskami.
Tak widzim czasem w przyćmionej świetlicy,
Drobnych atomów latająca rzesza
Prostymi albo w zygzak linijami
2115
Słoneczny promień gronami obwiesza,
Gdy ten zabłądzi przez szczel[265] okiennicy,
Którą nas przemysł[266] broni od gorąca.
Jak struny arfy, gdy je wiatr potrąca,
Tworzą szmer dźwięczny temu słuchaczowi,
2120
Co jego nuty wyraźnej nie złowi,
Taki na krzyżu lał się dźwięk uroczy
Ze świateł, jakie postrzegły me oczy,
Który mą duszę przenikał zapałem,
Chociaż ich hymnu sam nie rozumiałem.
2125
Czułem, że śpiewa wysokie pochwały,
Bo w nim te słowa najwyraźniej brzmiały:
«Wstań i zwyciężaj!» choć szły mimo ucha,
Jak temu, co nie rozumie, a słucha.
Miłość mnie taką pociągała siłą,
2130
Że dotąd żywiej serce me nie biło
Do więzów, które dźwigać mi tak miło[267]!
MiłośćMoże ja mową zbyt zuchwałą błądzę,
Kiedy śmiem niżej kłaść pod tą rozkoszą
Niewysłowioną rozkosz podziwiania
2135
Uroczych oczu, gdzie gaszą me żądze.
Kto wie, że piękność nam światła odsłania
Coraz to żywsze, im wyżej nas wznoszą,
I żem w tej chwili w oczy mojej pani
Nie patrzał, chociaż cały w niej i dla niej,
2140
Ten mnie, w czym siebie oskarżam, nie zgani,
Wymówkę moją przyjmie choć w połowie
I jasną prawdę dopatrzy w tej mowie:
Bo się wysłowić nie da rozkosz święta,
Czystsza, im wyżej jest z nas w niebo wzięta.

Pieśń XV

2145

5. Na Marsie (Ciąg dalszy). Kaciagwidy pochwała dawnych dobrych czasów Florencji.

Wola, przez którą tchnie zawsze życzliwość
I miłość, której natchnienia są prawe,
Jak przez złą wolę objawia się chciwość[268],
Tej liry dźwięczną uciszyła wrzawę,
2150
Aby spoczęły święte struny krzyża[269],
Których strój mistrz ich podnosi, to zniża.
Mogłaż być głuchą takich istot rzesza
Godziwym prośbom? Kiedy dla zachęty
Abym ją prosił, przerwała śpiew święty.
2155
Dowód, dlaczego żali się bez końca
Kto z żądz doczesnych skrę znikomą skrzesza,
A taką miłość od siebie odtrąca.
Jak nocą w jasnej powietrza przeźroczy,
Szybko lecące światło meteoru,
2160
Rażąc nam dotąd obojętne oczy,
Zdaje się gwiazdą, która miejsce zmienia,
Prócz że z tej strony, skąd się zapłomienia
I gaśnie, światło nie traci promienia;
Tak z tej niebieskiej sfery gwiazdozbioru,
2165
Z prawego krańca prawie do stóp krzyża,
Trzęsąc iskrami biegła gwiazda chyża.
Brylant ze swojej nie zerwał się nici[270],
Śliznąc[271] się tylko smugiem promienistym,
Błyszczał jak ogień w alabastrze czystym.
2170
Gdy wierzyć Muzie, jaką świat się szczyci,
Nie mniej pobożnie twój cień, Anchizesie[272],
Spotykał syna w elizejskim lesie[273]:
«O! Pełneś łaski Bogów, dziecię moje,
Komuż jak tobie niebieskie pokoje
2175
Aż po dwa razy rozwarły podwoje[274]
Tak rzekła światłość; pełen cześci[275] dla niej
Z schylonym czołem stałem zadziwiony,
Potem zwróciłem wzrok do mojej Pani,
Pełen podziwu z tej i z drugiej strony.
2180
Uśmiech promienny jako słońce w maju
Błysnął w jej oczach blaskami takimi,
Że ja myślałem oglądać moimi
Dno mojej łaski i mojego raju[276].
Potem duch słodki dla ucha i oka
2185
Mówił przeze mnie niepojęte rzeczy;
Treść jego mowy tak była głęboka.
On nie z rozmysłu, aby mówić ciemno,
Lecz z konieczności snadź[277] je krył przede mną,
Bo wyższe były nad rozum człowieczy.
2190
Lecz gdy łuk strunę odpuścił zapału,
By lot słów zniżyć do celu pomału,
W jaki wbić wolno strzałę rozumową,
Pierwsze, com pojął, takie było słowo:
«Chwała niech będzie w Trójcy Jedynemu,
2195
Co tak życzliwy nasieniu mojemu».
I dodał: «Długą i słodką tęsknotę,
Jakąm zaczerpnął[278], czytając z zapałem
W tej wielkiej księdze[279], gdzie czarno na białem
Głoska swej treści nie zmieni na jotę,
2200
Tyś mi ugasił w tym świetle, skąd mówię,
Za co dziękuję świętej białogłowie[280],
Która cię z grzechu wyzwoliwszy sidła,
Abyś tu wzleciał, przypięła ci skrzydła.
Wierzysz, że twoja myśl do mnie przychodzi
2205
Od arcymyśli i błąd cię nie zwodzi,
Jak się z jedności pięć i sześć rozwija[281].
Przeto nie pytasz, kto jestem? Skąd płonie
Blask mój weselej w tym wesołym gronie?
Tak jest, jak wierzysz: tu wielcy i mali
2210
Patrzą w zwierciadło, gdzie jak w szybie fali,
Nim co pomyślisz, twa się myśl odbija.
Lecz żeby miłość, w którą czujne oko
Z ciągłym czuwaniem zatapiam głęboko,
Która mi słodkie zaostrza łaknienie,
2215
Poczuła całe swe zadowolenie[282],
Objaw twą wolę, śmiało wciel ją w słowo,
Już mam dla ciebie odpowiedź gotową».
Do Beatrycze potem wzrok zwróciłem,
Co mnie słyszała wpierw, nim przemówiłem;
2220
Uśmiech jej w takiej świecił aureoli,
Że podniósł w górę skrzydło mojej woli.
Więc rzekłem: «BógMiłość i wiedza od chwili,
Kiedyście pierwszą równość tu uczcili[283],
W każdym z was w dziwnej stoją równowadze;
2225
Bo w słońcu, które na was blask swój zlewa,
Światłem oświeca, a ciepłem zagrzewa,
Tak w Nim podobne są te obie władze,
Że przy nich wszystkie ziemskie podobieństwa
Miałyby jeszcze pozór przeciwieństwa.
2230
Lecz moc i wola nasza, jako wiecie,
Nierównym lotem buja w naszym świecie;
Będąc śmiertelnym, tę nierówność czuję
Sercem, gdy usta nie dosyć wymowne,
Za twe ojcowskie przyjęcie dziękuję.
2235
Wzbogacający to cacko kosztowne[284],
Powiedz mi, błagam, żyjący Topazie,
Jakim na ziemi zwano cię imieniem?»
— «Gałązko moja! drogaś mej osobie,
Szczepu twojego ja jestem nasieniem».
2240
Taką odpowiedź dał mi Duch na razie,
A potem mówił: «Ten, który dał tobie
Nazwisko twoje, twój klejnot rodowy,
Sto lat i więcej za grzech wielkiej buty
Obchodzi pierwszy krąg góry czyśćcowej[285];
2245
On, były syn mój, twoim jest pradziadem,
Pomnij modlitwą i dobrym przykładem
Skrócić mu zakres trudu i pokuty.
W starym obwodzie Florencyja[286], pomnę,
Wciąż wiodła życie spokojne i skromne;
2250
Nie znała wieńców sadzonych perłami[287],
Dla niej byłoby dziwo nad dziwami,
Gdyby dla oka miał większe ozdoby
Pas od tej, która go nosi, osoby.
Ojciec o córki nie troskał się szczęście,
2255
Skromnym jej wianem mierzył jej zamęście;
Florenckie żony nie były bezdzietne,
Sprzęty domowe proste, lecz szlachetne,
Bo Sardanapal[288] celu ich użytku
Jeszcze nie skrzywił przez rozpustę zbytku.
2260
Nad Montemalo, co przepychem słynie,
Ucellatoja wzniosła się niewiele[289]
Choć ją, jak w blasku przewyższy w ruinie.
Berti, widziałem, nosił pas skórzany,
A jego żona idąc od zwierciadła
2265
Nie rumieniła twarzy malowanej.
Norli i Wekjo[290] nie wstydził się radła[291],
Żony ich doma przędły swe kądziele[292].
Błogie niewiasty! A każda wiedziała,
Że swoje kości w grobach ojców złoży,
2270
Że jej, gdy męża proch łzami oblała,
Wdowiego łoża Frank nie scudzołoży.
Jedne czuwały nad kolebką dziatek,
W pieluchach ucząc je tej mowy słodkiej,
Tej pierwszej ojców radości i matek;
2275
Drugie, fruczące kręcąc kołowrotki[293],
O sławnych mężach gwarzyły w swym kole,
Co miała Troja, Rzym i Fiesole.
Większe wzbudziło dziwo w one lata
Imię Saltrela niż dziś Cyncynata[294].
2280
W tak pięknych czasach, gdy wiek kwitnął złoty
Obywatelstwa, pokoju i cnoty,
Matka rodzajne gdy poczuła bóle,
Wezwawszy w pomoc Marii Dziewicy,
Zległa mnie dzieckiem zdrowym i wesołym
2285
I w starej naszej florenckiej chrzcielnicy[295]
Kaciagwida na chrzcie imię wziąłem.
Zachęcon braci żonatych przykładem
Z Ferrary żonę pojąłem kochaną,
Przez nią w dom weszło twoje drugie miano[296].
2290
Potem poszedłem z cesarzem Konradem[297]
Bić Saracenów: Konrad gdy ich pobił,
Mnie znakiem swego rycerstwa ozdobił,
Do tyla w bitwach cenił moje męstwo.
Saracen winą waszego pasterza
2295
Ziemie wam garnie, swój zabór rozszerza[298].
Miecz Saracena wyzwolił mnie w boju
Z nędz twego świata: a tak przez męczeństwo
Tu do wiecznego przyszedłem pokoju».

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.