Pieśń XVI
2299
Ciąg dalszy. Kaciagwida mówi o późniejszych dziejach i teraźniejszych stosunkach Florencji.
2300O błahe nasze po krwi uszlachcenie!
Jeśli na ziemi wzbijasz w pychę ludzi,
Gdzie tak mdłe ducha naszego skłonienie;
Rzecz ta podziwu już we mnie nie wzbudzi,
Odtąd gdy próżny chwaliłem się z ciebie,
2305
Tam gdzie nie błądzą żądze, mówię, w niebie.
Ty jesteś płaszczem, co szybko się skraca,
Jeśli z dnia na dzień zasługa lub praca
Nowego sukna dla cię nie przykroi,
Czas mknie z nożycą wkoło poły twojej.
2310
Od
Wy[299], co pierwszy Rzym użył w swej mowie,
A które potem jego potomkowie
Z nowożytnego wygnali języka,
Począłem mówić: przeto Beatryce
Stojąc na stronie wpół się uśmiechnęła,
2315
Podobna do tej wiernej służebnicy,
Co na błąd pierwszy Ginewry kaszlnęła,
O czym szeroko powiada kronika.
Rodzina«Wy» tak mówiłem, «ojcem mi jesteście.
Wy ośmielacie mówić mnie nareszcie,
2320
Wy tak wysoko mnie do się wznosicie,
Że czuję wyższe i pełniejsze życie;
Radość w me serce strumieniami wsięka
[300],
Serce radością wzbiera, lecz nie pęka.
Powiedz mi, droga krynico krwi mojej,
2325
Krew jakich przodków twoje źródło poi,
Nad twą kolebką jakie przeszły lata?
O Świętojańskiej powiedz mi owczarni
[301]
Czy ludzie zgodni żyli w niej, nieswarni
[302],
Czy była w mężów dostojnych bogata?»
2330
Jak się ożywia na wiatr żar w płomieniu,
Tak na pieszczotę słów mych w okamgnieniu
Światło jasnością żywszą się oblekło,
Słodziej, lecz mową nie naszą tak rzekło
[303]:
— «Od dnia, gdy pierwsze wymówiono Ave!
2335
Aż do dziś świętej, matki mej połogu,
W którym mnie zległa, błogosławiąc Bogu,
Pięćset pięćdziesiąt trzy razy Mars biegał
Do stóp Lwa swego i ognie jaskrawe
Wciąż ten planeta w lwim oku zażegał
[304],
2340
Jam się urodził, gdzie przodkowie moi
W tym samym miejscu rodzili się, żyli,
W ostatniej miasta starego dzielnicy,
Kędy ciekawy tłum mrowi się, ściska,
Idąc na wasze doroczne igrzyska.
2345
Dość o mych przodkach, skąd przyszli, czym byli?
Milczeć tu raczej, nie mówić przystoi,
Lud wtedy zdolny do miecza i zbroi
Aż od posągu Marsa do Chrzcielnicy
[305]
Składał część piątą dzisiejszej ludności;
2350
Ta dziś złożona z dziwnej mieszaniny,
Z włóczęgów z Kampi, Certaldo, Figiny
[306].
Dawniej krew strzegła w rodzimej czystości,
Do rzemieślnika od barońskiej mości.
Lepiej by było miedzą szachowaną
2355
Przytykać do nich, jak graniczną ścianą,
Z strony Gulazzo albo Trespiano
[307],
Niźli mur miasta mieć zapowietrzony
Gawiedzią z Signy i Agugliony
[308],
Co wzrok wyszczerza lichwą zaostrzony.
2360
Gdyby nie będąc Florencyja
[309] płochą,
Dziś dla Cezara nie była macochą,
Lecz kochającą matką swego syna,
Kramarz nie hańbiąc nazwy florentyna
[310],
Do Simifonti wróciłby, jak trzeba
[311],
2365Gdzie jego ojciec chodził, żebrząc chleba.
Dziś w Montemurlo siedzieliby Konti,
Cerchi w Akonie, a Buondelmonti
W Waldegriewe.
MiastoMieszanina osób
Zawsze na miasta działa w zgubny sposób,
2370
Do zła ma dosyć zarodów, jak wiele
Razem pokarmów natłoczonych w ciele.
Byk ślepy prędzej niźli ślepe jagnie
[312]
Może się potknąć lub zagrzęznąć w bagnie;
Pięć szpad nie tyle ran śmiertelnych zada,
2375
Co może czasem zadać jedna szpada.
Spojrzyj na mury Luni i Chiuzy,
Na Synigaglją, ruina i gruzy!
Słysząc, jak świetne wygasnęły
[313] rody,
Mniej dziwnym zda się, gdy kres mają grody.
2380
Wszystko co wasze, tak jak wy umiera,
Lecz śmierć czasami zakrywa swe skutki
W niektórych rzeczach, bo wasz żywot krótki.
Jak księżyc wznosząc, to zniżając fale,
Morzom ich brzegi daje i zabiera,
2385
Szczęście z twym miastem tak igra niestale.
A więc nie będzie rzecz dziwna i nowa,
Że świetność domów florenckich rodowa
[314]
Zgasła i spadła z potęgi swej wierzchu,
Chociaż ich sława ginie w czasów zmierzchu.
2390
Już Filipesków, Alberigów domy,
Widziałem, przeszły jako cień znikomy.
Niegdyś przy bramie, gdzie zdradą szkaradną
Łódź obciążona dzisiaj tonie na dno,
Stał Rawignanów dom, skąd hrabia Gwido
2395
I wszyscy z krwi tej rozrodzeni idą.
Już De la Pressa z chlubą rodowitą
Umiał sprawować rzecząpospolitą;
Już Galigajo dla herbowej cześci
[315]
Miecz swój wyzłacał po wierzch rękojeści,
2400
Już herb Kolumna zdobił ściany dworca
[316];
Świetniał Sachetti, Sifanti i Galli,
I ci wielmożni, którym wstyd twarz pali,
I ich potomkom, na wspomnienie korca
[317],
Szczep już był wielki, z którego Kalfuci
2405
Swoje rodowe latorośle wiedli;
Za mnie, pamiętam, Sizzi, Arriguci,
W kurulskich krzesłach z powagą zasiedli;
Dumne, dziś uschłe szczepy florentynów
Pęczniały kwiatem wielkich cnót i czynów.
2410
Tacy ojcowie, o krwi ich obrazo!
Byli tych synów, którzy każdą razą
Nim na biskupa padnie los wyboru,
Tuczą się chlebem biskupiego dworu
[318]
Ów ród nowotny
[319], co z głupstwa i pychy
2415
Jak smok srożeje, kto odeń ucieka,
Pokaż mu zęby lub kiesę z daleka,
Stoi przed tobą jak baranek cichy;
Już wzrastał w górę, ale z krwi tak lichej,
Aże się zmarszczył Ubertin Donato,
2420
Gdy go teść jego pokumał z krwią taką.
Już z Fiesoli przybył Kaponsako,
Kupczyć na rynku towar przemycany;
Już jakiś Gjuda, jakiś Infangato
Między celniejsze liczył się mieszczany.
2425
Nowotna szlachta świeżo ozdobiona
Rycerskim krzyżem wielkiego Hugona
[320]
Którego chwałę cześci
[321] pamięć wasza
Doroczną ucztą w dzień święta Tomasza,
Do dzisiaj błyszczy szlacheckim klejnotem.
2430
Niejeden herb swój dzierzgający złotem
Na stronę ludu przerzucał się potem
[322];
Jeszcze by Borgo więcej był spokojny,
Gdyby go sąsiad nie podszczuł do wojny.
Dom, skąd się wasze poczęły boleści,
2435
A skąd przez słuszną sprawiedliwość bożą
Tak rozmnożone jeszcze się umnożą,
Dom ten w powszechnej współziomków żył cześci.
Buondelmonte! W złeś rady uwierzył,
Żeś z takim domem krwi twej nie sprzymierzył
[323]
2440
Spadło by z wielu ciężkie smutków brzemię,
Gdyby Bóg ciało twe darował Emie.
Gdyś po raz pierwszy przejeżdżał tą rzeką,
Trzebaż, by posąg, co na moście stoi
Twą krwią zbroczyli współziomkowie twoi,
2445
Za którą teraz krwi strumienie ciekną
[324].
Z tymi i wielu innymi rodami,
Byt Florencyi był arcyszczęśliwy,
Nikt w niej ze smutku nie zalał się łzami.
Lud jej był sławny, a tak sprawiedliwy,
2450
Że jej herbowy kwiat, lilija biała
[325]
Z ostrzem swej włóczni w dół się nie zginała,
Nigdy niezgody krwią nie sczerwieniała
[326]».
Pieśń XVII
2453
Ciąg dalszy. Kaciagwida przepowiada poecie wygnanie jego, gościnny pobyt u Kangranda, sławę jego poematu, upatrując w Dantem powołanego kaznodzieję i nauczyciela.
2455
Czy prawda, że był bez ojca poczęty,
Dotąd jest jeszcze przestrogą dla matek,
By mniej słabymi były dla swych dziatek.
Takim się wydać mogłem Beatrycy
I tej światłości promiennej i świętej,
2460
Która wpierw dla mnie swe miejsce zmieniła.
Dlatego moja Pani tak mówiła:
«Wyrzuć na zewnątrz cały zapał chęci,
Z wiernym odciskiem wewnętrznej pieczęci;
Nie, żeby z nas kto mógł coś więcej wiedzieć
2465
Przez twoje słowa: co myślisz w tej dobie?
Lecz, żebyś śmiał swe pragnienie powiedzieć,
A drugi słysząc, podał napój tobie».
— «
WizjaDrogi mój szczepie, coś wrósł tak wysoko!
Jak rozum ziemski widzi, że nie może
2470
Dwóch kątów tępych zamykać trójroże
[328],
Przygodne rzeczy, nim się staną w sobie
Tym, czym być mają, tak widzi twe oko,
Patrząc w zwierciadło, które ci odbija
Czas przyjść mający, jak ten, który mija.
2475
Gdy mnie Wirgili wodził drogą nową
Przez świat umarłych i na górę ową,
Gdzie dusze skrucha i pokuta leczy,
Słyszałem wróżbę przyszłości surową:
Lecz ja odtrącę cios, co mnie uderzy,
2480
Nieporuszony jak czworobok wieży.
Dlatego rad bym wcześniej i powoli
Oswoić siebie z grozą przyszłej doli;
Grot przewidziany nie tak nas kaleczy».
Z woli mej Pani tak mówiłem śmiało
2485
Do światła, co wprzód ze mną rozmawiało,
Wyznając przed nim moją żądność całą.
I nie przez ciemną słów myśli zawiłość,
Jaką wyrocznie starożytne słyną,
Straszące ludy ogłupiałe w grzechu,
2490
Wpierw nim odkupił świat Baranek Boży,
Lecz jasnym słowem, treściwą łaciną,
Odpowiedziała ta ojcowska miłość,
Zamknięta w świetle, lecz widna z uśmiechu
Tejże światłości, w której się zamyka.
2495
— «
WizjaPrzygodne rzeczy, co przypadek tworzy
W granicach zmysłów, w świecie podsłonecznym,
Wszystkie pod wzrokiem kształtują się wiecznym,
Lecz zeń konieczność nie więcej wynika,
Jak obraz łodzi z oka podróżnika,
2500
Płynącej prądem swobodnym potoku:
Zeń, jak z organu harmonija
[329] słodka
Wchodzi do uszu, odbija w mym oku
Smutny swój obraz czas, co ciebie spotka.
Jak Hipolita wygnała macocha,
[330]
2505
Tego chcą, wszyscy naglą twe wygnanie,
Przez tychże samych, niesłychana zbrodnia,
Co tym zajęci, wkrótce się to stanie,
Tam, gdzie Chrystusem radzi kupczą co dnia
2510
Już wrogi twoje wabią cię na harce,
Już ostrzą bronie twojej krwi łakome
I jak się dzieje, sąd zwycięskiej strony
Przysądzi winę stronie zwyciężonej;
Lecz zemsta boża przyjdzie dać widome
2515
Świadectwo prawdzie, tej zemsty szafarce.
Porzucisz drogie osoby i rzeczy,
Ten grot wygnania najsrożej kaleczy;
Poznasz, jak gorzką zaprawiony solą
Chleb cudzy dany nie z gościnną wolą;
2520
Poznasz, jak przykro, bodaj się nie rodzić,
Po cudzych schodach wstępować i schodzić!
A co najwięcej zgarbi twe ramiona,
To ciżba głupia z tobą potępiona,
Niewdzięczna, podła; jej gniew ją uzbroi
2525
Przeciwko tobie; nie ty, ale ona
Mieć będzie czoło od wstydu czerwone.
Gdy tym dowiedzie zwierzęcości swojej,
PolitykaPięknie ci będzie, żeś umiał w potrzebie
Własne stronnictwo wyrobić sam z siebie.
2530
Pierwszą tułacza ulgę i zachronę
Znajdziesz w uprzejmej Lombarda gościnie,
Który ma w herbie orła na drabinie
[333]
Jego życzliwy dla ciebie dostatek
Tak zrówna ściśle i prośbę, i datek,
2535
Że co na końcu kładzie pańska duma,
Stanie się pierwszym między wami dwoma.
Na jego dworze rośnie dzieciuch mężny,
Co wpływ tej gwiazdy poczuł tak potężny
[334],
Że męstwem zrówna pierwsze bohatery.
2540
Niepostrzeżony jeszcze dziś od ludów,
Bo nad nim krążą lat dziewięć te sfery:
Lecz nim Gaskończyk Henryka omami
[335],
On jak mąż wielki zabłyśnie cnotami,
Pogardą bogactw i znoszeniem trudów.
2545
Śmiało licz na nim
[336], on pełen szczodroty,
Jego wróg tej mu nie zaprzeczy cnoty;
Przezeń się ludzi przeobrazi mnóstwo,
Bogactwo zniży, podniesie ubóstwo.
Co rzekłem o nim proroczym językiem,
2550
Zapisz w pamięci, lecz nie mów przed nikim».
I mówił rzeczy niepodobne
[337] prawie
Dla tych, co będą widzieć je na jawie.
«Synu,» rzekł w końcu «oto są przyczyny,
Dlaczegoś słyszał wróżby rozmaite,
2555
Oto zapadnie przed tobą ukryte
W czasie, co pędzi lata, dni, godziny.
Nim wyszaleje wściekłość ich zawzięta,
Dożyjesz przez nich zasłużonej chłosty».
2560
Gdy znak milczeniem dała dusza święta,
Że już dosnuła wątek swej rozmowy,
Do której dałem pierwszą nić osnowy;
Jako wątpiący, co zasięga rady
Osoby w zdaniu mającej sąd prosty,
2565
Przy tym z miłością patrzącej mu w duszę,
Jak czas rumaka już bodzie ostrogą,
Pod jeźdźcem rumak wyciąga się dzielny,
Ku mnie jak wicher pędzi wiatronogi,
2570
Aby mi cios swój dać uczuć boleśniej;
Przeto w przezorność uzbroić się muszę,
Ażebym, tracąc własny kąt tak drogi,
Nie stracił cudzych przez gorycz mej pieśni
[338].
Tam niżej, w ciemnej i strasznej otchłani,
2575
Gdzie duch w goryczy żyje nieśmiertelnej,
I na wierzchołku góry bliższej słońca,
Skąd mnie porwały oczy mojej Pani,
Z gwiazdy na gwiazdę wędrując bez końca,
Tylem się rzeczy nasłuchał, dowiedział,
2580
Dla wielu, gdybym wiernie je powiedział,
Treść ich byłaby może zbyt gryząca.
Jeślim przyjaciel prawdy bojaźliwy,
Lękam się wiek mój przeciągnąć sędziwy
Wśród tych, co żyjąc życiem pasożytnym,
2585
Czas teraźniejszy nazwą starożytnym».
Skarb, jaki moje oczy wyszukały
W tej sferze, blaskiem wyiskrzył się cały,
Jak w złotym lustrze odbite promienie;
I tak przemówił: «
PrawdaKto swoim nieczyste
2590
Lub cudzym wstydem obciążył sumienie,
Gorycz twej mowy poczuje, zaiste:
Całe, nie kłamiąc, objaw twe widzenie,
Jak je widziałeś; przysłowie poucza,
Niech się ten drapie tam, gdzie świerzb dokucza
[339],
2595
Bo choć twa mowa zrazu niesmak sprawi,
Lecz za to pokarm żywotny zostawi
Temu, kto dobrze ją w myśli przetrawi.
Twój krzyk to zrobi, co wiatr, który bierze
Za cel swych szturmów co najwyższe wieże,
2600
Co piorun bijąc w wyższe drzewa boru.
Dlatego tobie, tu na każdej sferze,
Niżej na górze i w otchłani płaczu,
Wskazano dusze sławą notowane.
Bo nie zatrzymasz uwagi w słuchaczu
2605
Przykładem wziętym z powszedniego wzoru,
Z czynów, co przeszły zaledwo dojrzane».
Pieśń XVIII
2607
Zakończenie. Kaciagwida wymienia Jozuego, Machabeusza, Karola, Rolanda Godofreda z Bulionu, Gwiskarda i innych. 6. Ku Jowiszowi, gwieździe sprawiedliwych monarchów. Duchy tworzą swym szeregiem słowa Diligite justitiam itd., potem orła. Skarga na stolicę apostolską.
Już w sobie światłość cieszyła się błoga
[340],
Sama ze swoją myślą tajemniczą,
2610
Ja z moją, słodycz miarkując goryczą
[341].
Niewiasta, która wiodła mnie do Boga
[342],
Mówiła: «Myślom daj inny kierunek,
Myśl, żem jest bliska tego, który wchodzi
W boleść skrzywdzonych, ból krzywdy łagodzi».
2615
Jam się obrócił cały ku głosowi
Pocieszycielki, co tak słodko mówi.
Ile ja wtedy i z jakim zapałem
W świętych jej oczach miłości widziałem,
Tu łamię pędzel na ten wizerunek;
2620
Nie tylko, że nie ufam w moje słowa,
Lecz i przez słabość umysłu powszednią,
Który rzecz wyższą nad siebie nie może
Wysłowić, gdy mu łaska nie pomoże.
To tylko powiem, że jej słodka mowa
2625
Gdym patrzył na nią, tak w sercu utkwiła,
Aż mnie z żądności wszelkiej wyzwoliła.
Podczas gdy wieczna rozkosz bezpośrednio
Opromieniając Beatrycze lica,
Mnie ich natchnionym upaja wyrazem,
2630
Ona z uśmiechem, co duszę zachwyca,
«Odwróć się» rzekła «i słuchaj zarazem,
Nie tylko w oczach moich jest raj cały».
A jak uczucie w twarzy się maluje,
Gdy silne całą duszę opanuje,
2635
Tak w blasku, w iskrach tej światłości świętej,
Do której moje oczy się zwracały,
Poznałem wolę i chęć jej tajemną
Mówienia jeszcze o czymkolwiek ze mną.
I w dobrotliwie rozmowie poczętej
2640
Tak rzekła: — «Na tej, patrz, piątej gałęzi
Wierzchołkiem swoim żyjącego drzewa
[343],
Na którym owoc w kwiecie i zawięzi
I liść zielony bez przerwy powiewa,
Są duchy wiecznym szczęśliwe zbawieniem,
2645
Które przed swoim tu wniebowstąpieniem
Tak wielką sławą słynęły na ziemi,
Że każdą Muzę wzbogaciłbyś niemi.
Patrz na ramiona oto tego krzyża,
Każdy, którego nazwę po imieniu,
2650
To samo tobie zrobi w okamgnieniu,
Co w chmurze robi jej iskra tak chyża
[344]».
I wtem widziałem, jak światło olbrzymie
Przeszło po krzyżu, Jozue na imię,
Prędzej niż wyraz głos wymówić zdołał;
2655
Machabeusza gdy na imię wołał,
Widziałem, oto druga światłość śmiga,
Kręcąc się w kółko jak frucząca cyga
[345].
Karloman, Roland! Gdy głos w kolej woła,
Wzrok mój na krzyżu wysoko, wysoko,
2660
Ścigał dwa światła, jak myśliwca oko
Tropi w powietrzu lot swego sokoła.
I na tym krzyżu w kolej Guiskarda
Przebiegły światła Godfreda, Ryszarda
[346].
Wtenczas zmieszane z drugimi światłami,
2665
Równie szybkimi wirując kręgami,
Dowiodło światło, co do mnie mówiło,
Jakim śpiewakiem w chórze niebios było.
Spojrzałem w lewo, aby w Beatrycy
Czytać powinność moją, z jej źrenicy,
2670
Z jej słów i gestów: i widziałem oczy
Takie wesołe, wzrok jej tak uroczy,
Którym swe wszystkie zgasiła spojrzenia,
Nawet ostatni wzrok pełen natchnienia.
A jako człowiek, kiedy dobrze robi,
2675
Przez żywszą rozkosz spostrzega w istocie,
Że sam z dnia na dzień postępuje w cnocie,
Podobnie w moim kolistym obrocie,
Zdało się, z niebem łuk większy pisałem,
Patrząc na moją panią, jak się zdobi
2680
Blaskiem i światłem więcej doskonałem.
A jak rumieniec z białej twarzy panny
Znika, nim oczy podniesie spuszczone,
Tak szybko w chwili, gdym wzrok zwrócił w stronę,
Po złagodzonej białości spostrzegłem,
2685
Że już na szóstą gwiazdę nieba wbiegłem
[347].
W tej Jowiszowej pochodni widziałem,
Jak świętych świateł migot nieustanny
Przedstawiał oczom nasze abecadło.
Jak opuszczając ponadrzeczne żery,
2690
Wesoło w górę podnoszą się ptaki,
I z siebie samych na zgłosek zwierciadło
Liniję
[348] długą tworzą, to zygzaki;
Tak święte w środku swych świateł istoty
Lecąc, śpiewały i na tle tej sfery
2695
To D, to J L tworzyły litery.
Zrazu takt pieśni wymierzał ich loty,
Potem w milczeniu stawały niektóre,
Wyobrażając tych zgłosek figurę.
O Muzo! Którą lotny Pegaz nosi,
2700
Przez którą sława nieśmiertelność głosi
Piewców i wieszczów, co nieśmiertelnemi
Tyle miast, królestw zrobili na ziemi,
Tu mnie z triumfem doprowadź do celu,
Oświeć mnie sobą, a żebym z zapałem
2705
Skreślił ich kształty, jak je sam poznałem,
Objaw moc swoją w tych wierszach niewielu.
Wtem samogłosek razem z spółgłoskami,
Pięć razy siedem błysnęło przed nami:
Diligite Justitiam na początku stało;
2710
Qui Judicatis Terram okres zamykało
[349].
I w samym środku M piątego słowa,
Światła, co sobą te głoski tworzyły,
Stanęły w sposób, że zdało się złotem
Pisze na srebrze gwiazda Jowiszowa
[350].
2715
I drugie światła na wierzch M zstąpiły,
Śpiewając dobro
[351], co je swym przymiotem
Ciągnie do siebie: i widziałem potem,
Jak widzim głownie silnie uderzone,
Co miecą z trzaskiem iskry niezliczone,
2720
Z których brać wróżbę głupi się przechwala
[352].
Więcej tysiąca
[353] świateł wkrąg poczęło
Wznosić się, latać jak złote obłoki;
A gwoli
[354] słońcu, które je zapala,
Jednych lot wyższy, tych mniej był wysoki.
2725
Kiedy już każde w swym miejscu stanęło,
Te same światła, wyraźnie, jak stały,
Głowę i szyję orła rysowały.
Ten, co malował takie malowidło,
Z siebie, nie z mistrza wziął wzór i prawidło;
2730
Z jego twórczości wynika ta siła,
Co wszystkim gwiazdom kształt ich nakreśliła.
A drugie światła, co w grona splecione
Wyobrażały ponad M koronę,
Mało wyraźnym ruchem swych obrotów
2735
Skończyły orła figurę rysować.
O słodka gwiazdo! Ileż tych klejnotów
Każą mi razem wierzyć i pojmować,
Że sprawiedliwość nasza jest poczętem
I urodzonym światłem w niebie świętem
[355],
2740
Którego jesteś pięknym dyjamentem
[356].
Dlatego błagam Wszechmocnego w duchu,
Jako przyczyny twej siły i ruchu,
By zauważał, skąd się dym podnasza,
Który nam twoje promienie przygasza,
2745
Aby się wzruszył i mieczem anioła
Wygładził wszystkie przekupnie kościoła,
Co męczenników wzrósł krwią i cudami.
WalkaZastępy niebios! Módlcie się za temi,
Których obłąkał zły przykład na ziemi:
2750
Dotąd walczono na ostre mieczami,
Dziś bój tajemny wre odjęciem chleba,
Jakim rad żywić czuły Ojciec z nieba
[357].
Lecz ty, co piszesz i mażesz wespoły
[358],
Pomnij na pierwsze wiary apostoły,
2755
Co dla winnicy zepsutej przez ciebie
Pomarli ciałem, duchem żyją w niebie.
Mógłbyś powiedzieć: miłość, żądza taka
Mnie zespoliła z świętym pustelnikiem
[359],
Który dla tańca został męczennikiem,
2760
Że odtąd nie znam Pawła i rybaka
[360].
Pieśń XIX
2761
Na Jowiszu. Orzeł przemawia. O błogosławieństwie dla niechrześcijan. O sądzie bożym. O ówczesnych monarchach.
Z rozpostartymi przede mną skrzydłami
Piękny ten obraz przedstawił się cały,
Który świętego zachwytu czuciami
2765
W nim zgromadzone rozweselał dusze.
Każda się zdała jako rubin mały,
W którym słoneczko tak jasne świeciło,
Że w moich oczach swój promień odbiło.
Co tu słowami opowiedzieć muszę,
2770
Tego nikt jeszcze nie śpiewał, nie pisał,
Nikt wyobraźni tak nie rozkołysał,
By mógł to pojąć, co tu pióro skreśli:
Bo wzrok mój widział i uszy słyszały
Dziób, który mówił głosem słowa żywym:
2775
Ja i
Mój, kiedy
My i
Nasz miał w myśli
[361].
Potem rzekł: — «
PobożnośćZa to żem był sprawiedliwym,
Żem strzegł pobożnie przykazania boże,
Wzniesiony jestem tu do takiej chwały,
Co być zwalczoną przez żądzę nie może.
2780
Cień mój na ziemi przemknął nie bez śladu,
Lecz źli nie idą w ślad mego przykładu».
Jak z wielu żarów wybucha od razu
Jedno gorąco, tak z miłości wiela
Wychodził jeden głos z tego obrazu.
2785
«O kwiaty» rzekłem «wiecznego wesela,
Gdy, jako jedną woń w kwiatu koronie,
Czuję zarazem wszystkie wasze wonie,
Nasyćcie, dysząc woniami lubemi,
Wielki post, jakim już wyschłem i zbladłem,
2790
Bo nie znalazłem pokarmu na ziemi.
Gdy sprawiedliwość boża jest zwierciadłem
Dla każdej sfery, snadź
[362] wam sfera wasza
Zasłoną jego szyby nie przygasza.
Wiecie, gdy mówi, jak mi słuchać miło,
2795
Znacie wątpienie, co mnie ogłodziło».
Jak sokół, gdy mu zdejmą kaptur z głowy,
Zatacza szyją do lotu gotowy
Nastrzępia pióra, żądz ukryć nie umie,
Trzepotem skrzydeł daje poklask sobie;
2800
Taki ruch w orła widziałem osobie,
Zbudowanego z pochwał bożej łaski,
Z piesień
[363] tych pochwał, który ten zrozumie,
Czyj się duch w wieczne rozpromienił blaski.
Orzeł tak mówił: — «Ten, co sam wytykał,
2805
I cyrklem mierzy światów pogranicze,
Który w nich tyle rzeczy pozamykał,
Jedne widome, drugie tajemnicze,
Nie mógł zarówno na wszechświata kręgi
Wycisnąć pieczęć swej twórczej potęgi,
2810
Bo jego »Stań się« polot był zbyt chyży.
PychaCo nam za dowód i twierdzenie staje,
Że pierwszy pyszny stojący najwyżej
[364]
Ze wszystkich stworzeń, choć swój upad
[365] zwlekał,
Przed dojrzałością, jaką łaska daje,
2815
Upadł, bo w pysze na światło nie czekał.
Stąd i twór niższy
[366] jest naczyniem ciasnym,
By objąć dobro, które nie ma końca,
Które się mierzy w sobie cyrklem własnym;
Stąd wzrok nasz, promień tylko Arcysłońca,
2820
Ducha, co sobą napełnia świat cały,
Z natury swojej tak niedoskonały,
Że tylko w skutku przyczynę postrzega,
Poza kres jego dalej nie wybiega.
Rozumy toną w sprawiedliwość wieczną,
2825
Jak oko w bezdeń morską albo rzeczną;
Dno blisko brzegu widzisz łatwo okiem,
Na pełnym morzu nie dojrzysz go wzrokiem,
Dno jest, lecz dno to głębokość wam kryje.
Nie ma światłości, gdy ona nie wschodzi
2830
Z miejsca, gdzie wiecznie trwa pogoda stała,
Będzie to ciemność, co dnia nie urodzi,
Cień lub trucizna znikomego ciała.
Teraz wyciągaj ku mnie długą szyję,
Ściągam zasłonę, oto się odkrywa,
2835
O którą pytasz, Sprawiedliwość żywa.
Chcesz mówić; zda się mówiącego słyszę:
Człowiek zrodzony nad Indu brzegami,
Choć o Chrystusie nie czyta, nie pisze,
Dobre uczynki rad godzi z chęciami,
2840
O ile rozum może rządzić głową,
Czysty jest czynem i myślą, i mową,
A że umiera bez chrztu i bez wiary,
Gdzież sprawiedliwość jego przyszłej kary?
Gdzie jego wina, jeśli on nie wierzy?
2845
Co za trybunał twój z tak bystrym okiem,
Co o tysiące mil chce sądzić wzrokiem,
Który przestrzenie ledwo na piędź mierzy.
Kto z was tak ze mną szermuje na słowo,
Gdyby nie światłość Pisma wam święcąca
[367],
2850
Musiałby wątpić i wątpić bez końca.
Rozumie ziemski, zły siew twego pola,
Sama przez siebie dobra Arcywola
[368],
Jak Arcydobro, nigdy swego chcenia,
I wiekuistych pociągów
[369] nie zmienia.
2855
Co sprawiedliwe, z nią jest zespolone,
Żadne ją dobro nie nęci stworzone
[370]
Bo wszelkie dobro z niej się wypromienia».
Jak bocian w gnieździe, gdy nakarmi dzieci,
Krąży nad gniazdem, nim na żer poleci,
2860
I jak to pisklę, co pokarmem syte,
A jeszcze w niego trzyma oczy wryte,
Tak orzeł wisiał w powietrznej przeźroczy,
Tak ja ku niemu podnosiłem oczy.
Złożonym pierzem z dusz wielu powiewał,
2865
Latając wkoło, tak do siebie śpiewał:
«Pieśń moja, ludzie, dla was niepojęta,
Jak ciemna dla was sprawiedliwość święta».
Potem te Ducha Świętego zapały
Spoczęły w godle, które legiami
2870
Rzymskimi niegdyś straszyło świat cały.
I orzeł tymi jął mówić słowami:
Co nie wierzyli w Chrystusa jak w Boga,
Przed wbiciem na krzyż i po zdjęciu z krzyża.
2875
Wołając »Chryste!« wiele mu ubliża,
Lecz ci w dzień sądu staną przed nim dalej
[372],
Jak ci, co nigdy Chrystusa nie znali.
Wtedy Etiop grzechem niezmazany
Przyjdzie potępić takie chrześcijany,
2880
Dwa zbory pójdą na rozstajne drogi,
Jeden bogaty wiecznie, ten ubogi.
Co waszym królom powiedzą Persowie,
W chwili gdy ujrzą tę księgę otwartą
[373],
W której tych króli głoską niezatartą
2885
Każdy występek, zły czyn zapisany.
Tam ujrzą między Alberta czynami,
Jak puści orła, co skrwawi szponami
Królestwo Pragi i zmieni w pustkowie
[374].
Tam ujrzą boleść mieszkańców Sekwany,
2890
Gdy puszcza w obieg pieniądz fałszowany
Król, który umrze raniony kłem dzika
[375].
Tam ujrzą dumę Szkota i Anglika,
Której za ciasne ich ziem pogranicze
[376].
Tam ujrzą króli, Czecha i Hiszpana
[377],
2895
Których rozrzutność w przypowieść podana.
Tam całe życie Chromego Karola
Zawrą w dwóch znakach głoski tajemnicze,
I znaczyć będzie jego dobroć, męstwo,
A zaś
M głoska tych cnót przeciwieństwo
[378].
2900
Tam zapisana chciwość i zła wola
Włodarza państwa przy ognistej Etnie
[379],
Kędy Anchizes kończył dni stuletnie:
I aby dowieść, jak był mało warty,
Życiorys jego przez skrócone słowa
2905
Księga zamyka w kilku wierszach karty.
Księga ta pamięć haniebną przechowa
Wuja i brata
[380], przez których spodlony
Lud niegdyś mężny spodlił dwie korony.
Tam wśród norweskich i duńskich włodarzy
2910
Spotka Dalmatę, co w spółce lichwiarzy
Fałszował ważne weneckie cekiny.
Biedna Panonio
[381], z twoich władców winy,
Błoga Nawarro, jeśli cię od Franków
Zasłonią góry tarczą skalnych blanków
[382],
2915
Już ziemia Cypru z boleści wykrzyka,
Skarżąc na rządy drapieżne Henryka
[383];
Dziki jak zwierzę, mściwy a zawzięty,
Wspólne ma rysy z dzikimi bydlęty
[384]».
Pieśń XX
2919
Orzeł kończy mowę. Duchy śpiewają. Przemawia orzeł powtórnie i wymienia niektóre duchy: Dawida, Trajana, Hiskię, Konstantyna, Wilhelma, Ryfeusza. Dalsze pouczenia o błogosławieństwie niechrześcijan.
2920Gdy światło, które oświeca świat cały,
Schodząc z półkuli naszej, dzień przetrawia,
Niebo, co przezeń świeciło w dzień biały,
Nagle wieczorną poświatę roznieci
Przez wiele świateł, w których jedno świeci;
2925
Taki stan nieba pamięć mi przedstawia,
Gdy dziób swój godło zamknęło monarsze.
Urocze pieśni znów śpiewać poczęły,
Które z pamięci mej jak sen wionęły.
2930
Z jakim gorącem, o miłości słodka,
Płoniesz w tych światłach, wybłyskasz z ich środka
[387],
Skąd ich duch iskrzy świętymi myślami!
Gdy szóstej gwiazdy te drogie kamienie
Anielskich dzwonków przerwały dzwonienie,
2935
Zda się, słyszałem, szmer, łoskot strumyka,
Co jasne wody staczając skałami,
Świadczył dostatek źródła, skąd wynika
[388].
DźwiękJak w szyi lutni dźwięk kształt swój odlewa,
Jak otworami wierzbowego drzewa
2940
Wiatr wpadający całą fletnią śpiewa,
Tak nie czekając, wrzawa tonów taka
Zarazem w szyi zaszumiała ptaka,
Jakby ta była jak fletnia dziurawa.
I przez dziób jego wyszła głosu wrzawa
2945
W kształcie słów takich, na jakie czekałem
Spragnionym sercem, gdzie je zapisałem.
Ptak mówił: — «We mnie ta cząstka widząca,
Co w ziemskich orłach znosi promień słońca,
Chce, abyś sam jej przypatrzył się bliżej.
2950
Patrz, z tylu świateł tej orlej budowy,
Te, co oczyma iskrzą z mojej głowy,
Na pierwszych szczeblach tu stoją najwyżej.
Patrz, ten co błyszczy w środku mej powieki,
Świętego Ducha piewcą był przed wieki
[389],
2955
Po miastach arkę obnosił przymierza,
Teraz tu wartość swych piesień
[390] odmierza
Miarą nagrody i sam je ocenia
Wedle ich skutków i łaski natchnienia.
Z pięciu tworzących świetny łuk brwi mojej,
2960
Ten, co najbliżej mego dzioba stoi,
Po stracie syna pocieszył żal wdowi
[391],
Ile kosztuje, poznał z doświadczenia,
Niebieskich uciech, ziemskiego cierpienia,
Nie być z owczarni miłej Chrystusowi.
2965
Patrz, ten, co świeci, gdzie brew łuk podnasza,
Szczerą pokutą wobec Izajasza,
Zwlekł na lat wiele swój kres ostateczny
[392],
Wie, że sąd nigdy nie zmienia się wieczny,
Chociaż na ziemi modlitwa gorąca
2970
Przemienia czasem zachód na wschód słońca.
Trzeci z kolei, którego w tym sława,
Że przeniósł na wschód mnie, orła, i prawa
[393]
Zły zbierał owoc z najlepszych zamiarów:
Samochcąc berło ustąpił Cezarów
2975
Rzymskim pasterzom i sam stał się Grekiem,
Czuje, że nie jest dla niego szkodliwym
Zło wywołane sercem dobrotliwym,
Choć świat wstrząsnęło trzęsieniem dalekiem.
Ten, co na łuku pochyłości świeci,
2980
Patrz, oto Wilhelm
[394]! Jako ojca dzieci,
Płacze go naród, którego zła dola
Skarży żyjących Frydryka, Karola;
Jak sprawiedliwy król w niebie kochany,
Widzisz po blasku, jakim jest odziany.
2985
Któż by uwierzył tam na waszej ziemi,
Wśród tylu błędów, że zrodzony w Troi
Ryfeusz oto na łuku brwi mojej
Jest piątym między światłami świętymi
[395]
Lepiej on od was wie, co łaska boża,
2990
Chociaż nie widzi jeszcze dna jej morza».
Skowronek śpiewa pod obłoki wzbity,
A potem nagle swój akord urywa,
Ostatniej nuty melodyją
[396] syty.
Takim zdał mi się wizerunek godła
2995
Przedwiecznej woli, co z siebie wywiodła
Cały świat rzeczy, gdzie w danym zakresie,
Przez nią rzecz każda tym, czym jest, staje się.
Choć była widna moja myśl wątpliwa,
Jak przez szkło farba, którym się nakrywa,
3000
Chciała milczenie przerwać niecierpliwa;
Z ust mych: «Co widzę, to dla mnie rzecz nowa
[397]!»
Własnym ciężarem wypadły te słowa,
Bo ja widziałem iskrami zapału
Rozpromienioną radość nie po mału
[398].
3005
Błysnąwszy żywiej ze źrenic oboich,
Orzeł odpowiedź dał mi w okamgnieniu,
Snadź
[399] nie chciał dłużej trzymać mnie w zdumieniu.
«
WiaraWierzysz w te rzeczy na wiarę słów moich;
Jak ten, co umie rzecz zwać po imieniu,
3010
Nie wie, co ona i dlaczego znaczy,
Jeśli kto drugi jej nie wytłumaczy.
Niebo modlitwy gwałtu nie odtrąca
[400],
Żywa nadzieja i miłość gorąca
Nad wolą bożą zwycięstwo odnoszą;
3015
Nie w sposób, jakim wre z mężem bój męża,
Ona zwyciężać daje się z rozkoszą,
A zwyciężona dobrocią zwycięża.
Pierwsza i piąta dusza na brwi mojej
3020
Jak mogły wstąpić w te anielskie szranki?
Wiedz, one z ciał swych wyszły nie poganki,
Jak mniemasz, ale z wiarą chrześcijanki:
Ta, że krzyżowa ofiara się zbliża,
Druga, że triumf wypełnił się krzyża.
3025
Jedna piekielnych wystąpiła żarów,
Skąd nikt nie wraca do dobrych zamiarów,
W kość się i ciało ubrała z kolei,
Co było żywej zapłatą nadziei.
Żywej nadziei taka moc i siła,
3030
Że wprost u Boga łaskę wymodliła,
Aby ją wskrzesić i wstrząsnąć jej wolę,
By mogła z siebie zdjąć grzechu niewolę.
Dusza ta wchodząc w ciała klatkę starą
[401],
Krótko w niej żyła, oświecona wiarą,
3035
Ogniem miłości i żądzą zasługi
Tak zapłonęła, że przy śmierci drugiej
Stała się godną tych niebieskich godów.
Druga, przez łaskę, co fontanną bije
Z tak głębokiego źródła, że niczyje
3040
Oko nie zbada jego głębokości,
Całą swą miłość złożyła w prawości
[402].
Dlatego Bóg ją jak po szczeblach schodów,
Wzniósł tak wysoko, skąd by jej spojrzenie
Przejrzało przyszłe nasze odkupienie.
3045
Z wiarą gotując przyszłe drogi Pańskie,
Karciła błędy, skażenia pogańskie:
Trzy te niewiasty, których postać świętą
Przy prawym wozu oglądałeś kole
[403],
Zamiast chrztu dobrą krzewiły w nim wolę,
3050
Na trzy tysiące lat nim chrzcić zaczęto.
O ludzie! Bądźcie w swych sądach ostrożni,
Gdy my, co stoim przed obliczem bożem,
Wszystkich wybranych jeszcze znać nie możem.
3055
Słodka jest dla nas niewiadomość taka;
Chcieć zgodnie z Bogiem stan jest arcysłodki».
Takim lekarstwem święty obraz ptaka
Leczył, oświecał, wzmacniał wzrok mój krótki.
A jako biegle grający lutnista
3060
Za dźwiękiem struny wodzi głos śpiewaka,
Skąd śpiewu nuta jest pełna i czysta;
Tak, pomnę, orzeł gdy mówił z zapałem,
Błogosławione dwa światła widziałem
[404],
Mrugając zgodnie jak oczu źrenice,
3065
Rzucały z dźwiękiem słów tych błyskawice.