Boska komedia, Raj · Dante Alighieri

Pieśń XXI – Pieśń XXV

Pieśń XXI

3066

7. Saturn: święci kontemplacyjnego życia. Duchy tworzą drabinę. Zakończenie materii o błogosławieństwie niechrześcijan. Damiani przemawia przeciw urągającemu z przykazań bożych wyższemu duchowieństwu.

Znów moje oczy, z nimi dusza cała
Do mojej pani odwrócone były,
Całą uwagę tylko w niej utkwiły:
3070
Ona uroczo więcej się nie śmiała:
«Gdybym uśmiechem błyszczącym za wiele
Tu zaświeciła,» rzekła Beatryce:
«Spłonąłbyś cały na proch jak Semele[405],
Bo piękność moja w blask rośnie stopniami,
3075
Ile, coś widział w ciągu naszej jazdy,
Wstępujem dworca wiecznymi schodami,
Gdybym ci blasku jej nie złagodziła,
Tu wystawiona na jej błyskawice
Tak by zwietrzała twa śmiertelna siła
3080
Jak liść piorunem okruszony z drzewa.
Jużeśmy przyszli aż do siódmej gwiazdy[406],
Co pod lwa piersią swe żary zagrzewa,
Które łagodząc z nim przyświeca ziemi[407].
Myśl twoją ciskaj za oczyma twymi,
3085
A zrób zwierciadło z oczu dla obrazu,
Co się w nich cały odbije do razu».
O! Kto by wiedział, jak strzelistym okiem
Błogosławionym pasłem się widokiem,
W chwili gdy wzrok mój oderwałem od niej,
3090
Przyzna, że trudno być posłusznym godniej
Pani, co wagą łaski nad swym sługą
Równoważyła jedną rozkosz drugą.
W planecie, który świat biegiem okola,
Noszącym imię kochanego króla[408],
3095
Pod którym ziemskie zło jak trup zastygło.
Widziałem długą drabinę, bez końca[409]
Z barwą pozłoty od promienia słońca,
Szczebli jej wyższych oko nie dościgło.
Widziałem światła po szczeblach schodzące,
3100
Patrząc, myślałem, że z niebios zasłony
Zarazem świateł wybłysło tysiące.
PtakA jak z nałogu przyrodnego wrony,
Gdy świta ranek, skrzydłami trzepocą,
Grzejąc nastygłe skrzydła chłodną nocą,
3105
Jedne daleko lecą bez powrotu,
Drugie tam, skąd się zerwały do lotu,
Te w miejscu krążą; w takim ciągłym ruchu
Snuły się światła drabiną rozległą,
Nim każde szczebla pewnego dobiegło.
3110
To, co na szczeblu najwyższym stanęło,
Tak promienisty blask rzucać poczęło,
Ażem rzekł w sobie: «Co ciebie natchnęło
Miłością, jaką objawiasz mi, duchu!»
Lecz ta, od której zależą rozkazu
3115
Milczenie moje, głos mego wyrazu,
Milczała ciągle, ja pytać nie śmiałem.
Potem, gdy w moim milczeniu wyśledzi
Oczyma Tego, który wszystko widzi,
Chęć, co przez słowa objawić się wstydzi,
3120
Rzekła: «Niech twoja żądza swym upałem
Sama stopnieje». Więc tak się ozwałem:
«MiłośćLubom nie godzien[410] twojej odpowiedzi,
W imię tej, która mówić mi pozwala,
Szczęśliwa duszo! Z twej światłości środka,
3125
Jaką radości skra w tobie zapala,
Mów, czy cię do mnie zbliża pociąg dzielny,
Mów, za co w raju melodyja[411] słodka
Nagle w tej sferze swój akord urywa,
Gdy tak pobożnie niżej go wygrywa?»
3130
«Ty masz podobnie słuch jak wzrok śmiertelny»
Odpowiedziała: — «tu nikt z nas nie śpiewa
Dla tej przyczyny, co i Beatryce
Kryje uśmiechu swego błyskawice.
Schodzę tak nisko świętymi szczeblami,
3135
Aby ci duszę ugościć godami
Słowa i światła jakie mnie odziewa:
Schodzę, nie żebym kochała cię więcej,
Wzwyż tak kochają, a może goręcej,
Co świadczą światłem rzęśniejąc bogatem;
3140
Lecz miłość wielka, przez którą pobożnie
Służymy Woli rządzącej wszechświatem,
Nas, jako widzisz, umieszcza tu różnie.»
— «O święte światło!» rzekłem «Na tym dworze
Wiecznego króla widzę miłość wolna
3145
Posługom niebios wystarczyć jest zdolna;
Lecz tego moja myśl pojąć nie może,
Dlaczego jedna ze współświateł grona
Na tę posługę byłaś przeznaczona?»
Jeszcze nie były słowa domówione,
3150
Światło krążyło jak koło we młynie,
Miłość tak w jego mówiła średzinie[412]:
«Tu światłość boża na mnie promień ciska,
Który przenika mych blasków zasłonę,
Moc jej i wzrok mój razem zespolone
3155
Tak mnie podnoszą, że gdy wzrok wytężę,
Arcytreść widzę, gdzie ta moc się lęże[413].
Iskrę wesela, co ze mnie wybłyska,
Biorę, zapalam u tego ogniska,
Ponieważ jasność mych promieni żywa
3160
Jasności wzroku mego dorównywa.
Duch, co najwięcej rozjaśnia się w niebie,
Seraf, co z wiedzą wielką i szeroką
Najwięcej w Bogu zagłębił swe oko,
Nie zaspokoi odpowiedzią ciebie,
3165
Jeśli to, o co pytasz, tak zapada
W otchłań tajemnic, jak rzecz zakazana,
Której stworzony wzrok nigdy nie zbada.
Gdy cię powita twa ziemia kochana,
Odnieś to ludziom, aby nie ufali,
3170
Że mogą sami w tym celu iść dalej.
Duch, dym na ziemi, tu zaś światło boże,
Czyż tam to mógłby, czego tu nie może,
Chociaż go niebo podniosło dość sporo?»
Tak mnie wstrzymała tych mądrych słów siła,
3175
Żem przestał badać i tylko z pokorą
Świętej światłości spytałem: «Kto była?»
«Gdzie skały między dwoma Włoch brzegami
Tak wysokimi jeżą się garbami[414],
Że często chmura grzmi pod ich stopami;
3180
Gdzie jest garb skały Katrija nazwany[415],
Klasztor daleko białym murem świeci,
Na cześć jednego Boga zbudowany».
Tak odpowiedział duch mi po raz trzeci,
I mówił dalej: — «PobożnośćTam na służbie bożej
3185
Tak się wzmocniłem, że choć chłód się sroży,
Upał doskwiera, brałem to za jedno,
Chleb mi z oliwą był strawą powszednią,
Wszystko z łagodnym znosiłem wytrwaniem,
Wesół i syty świętym rozmyślaniem.
3190
Klasztor ten żyzną był dla niebios niwą,
Dziś daje szczupłe albo żadne żniwo.
W tym miejscu byłem, Piotr Damian na imię[416]
Gdy drugi, Piotrem przezwany grzesznikiem,
Mieszkał w Rawennie, nad Adryjatykiem[417].
3195
Już byłem ciężki wiekiem, gdy mi w Rzymie
Kazano w owym kapeluszu chodzić[418],
Co ze złych w gorsze zwykł ręce przechodzić.
PobożnośćPiotr, Paweł, oba chudzi, bosonodzy,
Żyli żebranym chlebem jak ubodzy;
3200
PychaGdy teraz wasi pasterze współcześni,
Zwani duchowni, a w rzeczy cieleśni,
Tak sytych stołów zatyli rozkoszą,
Że ich pachołki z siedzenia podnoszą;
Gdy na koń siędą nie o swojej sile,
3205
Koń stąpa cały zakryty purpurą,
Jakby z nim człowiek szedł pod jedną skórą;
O cierpliwości, co pobłażasz tyle!»
Na te jej słowa liczne światła boże
Do niej ze szczebli na szczeble zbiegały,
3210
Iskrząc się piękniej za każdym obrotem;
A stając przy niej taki krzyk wydały,
Jaki się z niczym porównać nie może;
I nic w tym krzyku nie słyszałem potem,
Tak byłem jego zagłuszony grzmotem.

Pieśń XXII

3215

Przepowiednia zmian w kościele. Św. Benedykt. Skarga na zakon, klasztory i opactwa benedyktynów. Wyższy wzlot ku niebu gwiazd stałych, najpierw do konstelacji Bliźniąt, pod którą Dante się urodził. Dante spogląda wstecz na drogę przebytą i na ziemię.

Tym przerażony krzykiem niespodzianie,
Na przewodniczkę spojrzałem z daleka,
Jak małe dziecko, co się tam ucieka,
Gdzie swe złożyło największe ufanie.
3220
Ona, jak matka ratująca syna,
Gdy przed nią stoi blady, bez oddechu,
Głosem, na który pierzcha dziecka trwoga,
Rzekła: — «BógCzy nie wiesz, gdzie jesteś, dla Boga!
Nie wiesz, że w niebie ucieczka jedyna
3225
I że to wszystko, co się w niebie święci,
Wynika tylko z żywej dobra chęci?
Jakżeby ciebie, pomyśl, przeobraził
Śpiew świateł bożych, blask mego uśmiechu,
Gdy ich krzyk ciebie do tyla przeraził!
3230
Gdybyś w tym krzyku zgadł treść ich pacierza[419],
Poznałbyś zemstę, jakiej z upragnionym
Sercem, zaiste, doczekasz przed zgonem.
Miecz z góry nigdy prędzej nie uderza,
Ani leniwiej, gwoli[420] tym, co mogą
3235
Wyglądać jego z pragnieniem lub trwogą.
A teraz odwróć oczy w inną stronę,
Obaczysz duchy w swych światłach zamknione,
Jeśli, jak mówię, zwrócisz wzrok ode mnie».
Zwracając oczy, jak chciała, widziałem
3240
Ze sto sfer małych, co się gronem całem
W promienie wspólne stroiły wzajemnie.
Stałem podobny ostrożnej osobie,
Co ukrywając ostrze żądzy w sobie,
Nie śmie z pytaniem wymknąć się nie w porę.
3245
Większa z tych pereł i najwięcej słodka
Ciekawość moją ukoić zstąpiła.
«Gdybyś» głos taki przemówił z jej środka:
«Mógł widzieć miłość, jaka tu w nas gore,
Już by myśl twoja wyrażoną była,
3250
Gdybyś zbyt późno nie stanął u kresu,
Który cię siłą pociąga magnesu,
Wpierw pożądaną odpowiedź odbierzesz
Na myśl, od której tak się pilno strzeżesz.
Góra, na której dziś kasyno siedzi[421],
3255
Zwiedzana niegdyś od błędnej gawiedzi,
Miała świątynie i zbory pogańskie;
Pierwszy zaniosłem na nią imię Pańskie,
Pierwszego prawdy wiekuistej posła,
Co nas od ziemi tak wysoko wzniosła.
3260
A promień łaski tak świecił nade mną,
Że z miast okólnych zdjąłem chmurę ciemną,
Mroczącą światłość tumanem pogaństwa,
Który świat zwodził wiarą oszukaństwa.
Patrz na tłum świateł, jaki tu migoce,
3265
Byli to ludzie o marności swojej
Rozmyślający, którzy w życiu całem
Zapłomieniali duch takim zapałem,
Co rodzi święte kwiaty i owoce.
Tu jest Romuald[422], tu są bracia moi,
3270
Co się zamknęli po celach klasztornych,
I w nich serc strzegli stałych i pokornych».
A ja: — «Współczucie, jakie mówiąc do mnie,
Objawiasz w słowach, ta życzliwość szczera
Widna we wszystkich światłach wokoło mnie,
3275
Tak rozwinęły mą ufność, jak słońce
Rozwija różę, gdy swój kwiat otwiera,
Że błagam ciebie przez prośby gorące,
Jeśli w twej łasce tak wysoko stoję,
Pokaż odkryte mi oblicze twoje[423]».
3280
Duch na to: — «Żądz twoich otucha
W ostatniej sferze[424] spełni się dla ducha,
Gdzie się spełniają i drugich, i moje.
Tam jest chęć każda doskonale cała,
Bo w tamtej sferze każda część jej ciała
3285
Nieporuszona tkwi, gdzie zawsze stała;
Sfera bez miejsca ponad przestrzeniami
Stoi nie krążąc między biegunami[425],
Nasza drabina aż do niej dotyka,
Przeto zakryta oczom śmiertelnika.
3290
We śnie ją Jakub patriarcha zoczył[426]
Aż po wierzchołek, co się zaobłoczył,
Skroś obwieszoną gronami aniołów.
ReligiaDziś, by iść po niej, nikt z ziemskich padołów
Stopy nie ruszy, a moja reguła
3295
Na to tam służy, aby papier psuła[427].
Klasztorne w lochy zmieniły się mury,
Worami stęchłej mąki są kaptury.
Najcięższa lichwa nie tyle się sroży
W grzechowym buncie przeciw woli bożej,
3300
Jak owoc bogactw, który serca mnisze
Jak jad oszala[428] w łakomstwie i pysze.
Grosz, jaki Kościół na ziemi oszczędza,
Niech ma żebrząca w imię Boga nędza,
Nie, żeby po nim brali spadki sporsze,
3305
Krewni, gamraty lub co jeszcze gorsze.
Mdłym ciałem waszym taka krewkość miota,
Że każda dobra ustawa zwietrzeje,
Nim dąb wyrośnie, a żołędź dojrzeje.
ReligiaPiotr zaczął zawód bez srebra i złota,
3310
Ja postem, ciągłą modlitwą w klasztorze:
Franciszka zakon stanął na pokorze.
Gdy zważysz, jakim z nas każdy siał ziarnem,
Przyznasz, że białe dziś stało się czarnem.
Jednak gdy słowo boże z nieba rzekło,
3315
Cofnął się Jordan i morze uciekło,
Cud był dziwniejszy, niż gdy zobaczycie
Skuteczne leki na to nadużycie».
To rzekłszy, światłość w światła się wmieszała,
Gromada świateł w kłąb szyk swój ściskała,
3320
Potem jak wicher podniosła się cała.
Jednym skinieniem moja pani słodka
Po tej drabinie popchnęła mnie w górę[429],
Tak moc jej moją zwalczyła naturę.
Nigdy na ziemi gdzie wchodzą i schodzą,
3325
Ruch nie zadziwi tak skorym obrotem,
Co by mógł z moim porównać się lotem.
Mów, czytelniku; bądźmy z sobą szczersi,
Czy mnie ten triumf po raz drugi spotka?
Gdy wspomnę o nim, łzą oczy zachodzą,
3330
Płaczę mych grzechów i biję się w piersi.
A jak, zaprawdę, dosyć okamgnienia,
By wsadzić palec i wyjąć z płomienia,
Podobnie szybko stopą śmiertelnika
Wśród gwiazd stanąłem, co idą w ślad Byka[430].
3335
O świetne gwiazdy! jakże blask wasz gore,
Z was to mój geniusz, jaki on jest, biorę;
Z wami wschodziło, z wami zachodziło
Światło, co nad mą kolebką świeciło,
Gdym tchnął raz pierwszy powietrzem toskańskim
3340
Potem, gdym wstąpił za zrządzeniem Pańskim
Na drogę waszej kołującej jazdy,
Wyście mnie w siebie przyjęły, o gwiazdy!
A teraz do was wzdycha dusza moja,
Krzepcie ją jako jej tarcza i zbroja
3345
W trudnej a ciężkiej pielgrzymce po niebie,
Która ją całą pociąga do siebie.
«Kiedyś tak bliski» rzekła Beatryce,
«Kresu zbawienia, musisz twoje oko
Wytężyć przed się bystro i szeroko:
3350
Lecz wpierw na chwilę opuść w dół źrenice,
Patrz, ile świateł dałam pod twe stopy,
Abyś, o ile podobna, wespoły
Myśli i serce wesołe przedstawił
Tłumowi, który pod niebieskie stropy
3355
Triumfujący leci i wesoły».
Wszystkie sfer siedem w bezmiernej przestrzeni
Wzrok mój przeglądał i nasz glob się jawił
Przy nich tak mały, tak lichy z wejrzenia,
Ażem się zaśmiał. Kto ten świat mniej ceni,
3360
A myślą wzlata wciąż w Królestwo Boże,
Ten rzeczywiście dobrym zwać się może.
Zapłomieniony stał księżyc, widziałem
Pod cieniem, który dał powód wierzenia,
Żem go być mniemał zsiadło-ciekłym ciałem[431].
3365
Tu znoszę wzrokiem, choć ogniście płonie,
Blask twego syna, o Hiperyjonie[432]!
Widzę, jak krążą ku niemu zwrócone
W pobliżu jego Maja i Dijone[433].
Stamtąd mi błysnął Jowisz, skąd zaczyna
3370
Łagodzić ojca płomienie i syna[434].
Wszystkie siedm[435] planet, ich obrót po niebie,
Wielkość, ich względną odległość od siebie
Widziałem w jasnej powietrza przeźroczy:
Glob nasz, punkt mały wśród świata przestworza,
3375
Który tak w dumę wzbija nas na ziemi,
Gdy z bliźniętami krążyłem wiecznemi,
Pokazał mi się od gór aż do morza.
Potem podniosłem wzrok na piękne oczy.

Pieśń XXIII

3379

Oddział drugi. W niebie gwiazd stałych, w kręgu róży i lilii, panny Marii z apostołami i Adamem. Wewnętrzne udoskonalenie Dantego. Okazują się Chrystus i Panna Maria.

3380
PtakJak między liśćmi ptaszyna ukryta,
Siedząc przy gnieździe ukochanych dzieci,
Gdy noc świat siecią nakrywa ciemnoty,
Ażeby widzieć swe drogie przedmioty
I znaleźć pokarm, po który poleci
3385
Nakarmić siebie i głód swojej dziatwy,
(Trud wprawdzie miły dla niej lecz niełatwy,)
Przez przeźrocz liści bez przerwy patrząca
Z strzelistą żądzą oczekuje słońca,
Śledzi oczyma, czy jutrzenka świta?
3390
Tak moja pani stojąc w miejsce wryta,
Wyprostowana, obracała oczy
W stronę, gdzie słońce powolniej się toczy[436],
A tak ciekawie widząc ją patrzącą,
Stałem się jak ten, co żądzą gorącą
3395
Czego innego chciałby i koleją
Niepokój żądzy kołysze nadzieją.
Lecz między moim czas oczekiwaniem
Przeleciał chwilą, a światła łyskaniem,
Jakim się większa część nieba oblekła.
3400
«Oto Chrystusa triumfu legiony
I cały owoc» Beatrycze rzekła
«Z obrotu sfer tych zarazem uszczkniony[437]».
I zdało mi się, z jej oczu, z jej liców
Radość tryskała iskrami, płomieniem;
3405
Pomimo woli tu czuję potrzebę
Zakryć blask tego obrazu milczeniem.
Jak podczas pełni pogodnych księżyców
Pośród nimf wiecznych uśmiecha się Febe[438]
Oświecających niebios okolice;
3410
Tak tam wzniesione nad świateł tysiące,
Widziałem, światła zapalało słońce[439]
Jak nasze niebios zapala pochodnie.
I przez blask jego promiennej przeźroczy
Żywą treść światła widziałem dowodnie;
3415
Rzekłem, zalśnione opuszczając oczy,
«Droga, o słodka moja Beatryce[440]
A ona: — «Ciebie przytłoczył blask siły,
Która się nie da złamać siłą drugą;
W niej jest moc, mądrość, jakim równych nie ma,
3420
Co między niebem a ziemią tak długo
Oczekiwane drogi otworzyły[441]».
Jak ogień kiedy wymyka się z chmury,
Polotu ognia chmura nie zatrzyma,
Spada na ziemię wbrew swojej natury[442],
3425
Podobnie duch mój w takim wrażeń tłumie,
Rósł, stał się większym i wyszedł sam z siebie,
Lecz co z nim było, przypomnieć nie umie.
«Otwieraj oczy, patrz, czym jestem w niebie,
To, co widziałeś, siły ci użycza
3430
Znieść blask uśmiechu mojego oblicza[443]».
Byłem jak człowiek, co ze snów objęcia
Zerwany, lube gdy wionie marzenie,
Chce zapomniane przypomnieć widzenie.
Słysząc ofiarę tak godną przyjęcia,
3435
Która na jotę nigdy nie zwietrzeje
Z księgi, gdzie przeszłość wpisuje swe dzieje.
Gdyby tu wszystkich poetów języki
Muz, co najsłodszym wykarmione mlekiem,
Zaświergotały chórem jak słowiki,
3440
Wtór mi trzymając, gdy echem dalekiem
Las rozwołują melodyją[444] maju,
Jeszcze bym zwątpił, czy mi się poszczęści
Doścignąć prawdę w tysiącznej jej części,
Śpiewając święty uśmiech, blask jej twarzy.
3445
Równie pieśń święta kreśląc obraz raju
Powinna skakać jak krok podróżnika,
Gdy na swej drodze zawadę spotyka.
Ale kto ciężar przedmiotu rozważy
I ramię, jakie dźwigając go, mdleje,
3450
Przebaczy, jeśli pod nim się zachwieje.
Nie małej łódce krajać fal tych wały,
Po jakich buja tu mój okręt śmiały;
Nie żeglarzowi, który z niepogodą
Spotkać się boi, żeglować tą wodą.
3455
— «ReligiaDlaczego w mojej twarzy twa źrenica
Tak się zatapia, do tyla zachwyca,
Że jej nie zwracasz na ten ogród chwały,
Która w promieniach Chrystusa rozkwita.
Tam kwitnie Róża[445], w której słowo boże
3460
Stało się ciałem, tam wzrok twój powita
Białością śniegi wstydzące lilije,
Których woń wskazać dobre drogi może[446].
Tak Beatrycze, posłuszny jej słowu,
Wzrok mój do walki wyzywałem znowu:
3465
Jak niegdyś okiem zakrytym cieniami,
Widziałem łąkę usłaną kwiatami,
Gdy się kryjomie i nagle przebije
Promień słoneczny przez szczelinę chmury
Widziałem światła oświecone z góry,
3470
Nie widząc źródła, co ich blask roznieca[447]
ReligiaŁaskawa siła, która tak oświeca,
Tak się podniosła nad światła okolne,
Że moim oczom dała miejsce wolne
Widzieć, gdy patrzeć już nie były zdolne
3475
Imię pięknego kwiatu[448], które zawsze
Modląc się wzywam rano i wieczorem,
Duch mój zwróciło na płomię jaskrawsze,
Największe między światłami świętymi[449];
A gdy mi dwoje ócz moich w prawdziwej
3480
Piękności, obraz owej gwiazdy żywej
Odmalowały zgodnie z jego wzorem,
Z nieba zstąpiła światłość zaiskrzona[450],
Mająca formę koła jak korona,
Wieńcząc tę gwiazdę biegła wokoło niej.
3485
Ta melodyja, jaka tu nam dzwoni
Najsłodszą nutą, co za serce chwyta,
Warknie jak chmura piorunem rozbita,
Z dźwiękiem tej boskiej porównana liry[451]
Koronującej szafir nad szafiry,
3490
Jakim najczystsze niebo błękitnieje.
«ReligiaJestem miłością, anielskim kochaniem,
Krążę wokoło z szybkością wirową
Wzniosłej radości poczętej z żywota[452],
Co był, jak świata wróżyły nadzieje,
3495
Pożądanego naszego mieszkaniem.
I krążyć będę, o niebios królowo!
Póki za synem spieszysz z matki troską
W najwyższą sferę, która więcej boską
Stanie się przez cię, bo wchodzisz w jej wrota.»
3500
Gdy melodyja zamilkła kolista,
Już drugich świateł rzesza promienista
Brzmiała wołaniem: «ReligiaMaryjo przeczysta!»
Płaszcz ów królewski, co swoimi poły
Nakrył te sfery i sfer tych żywioły[453],
3505
Co się ożywia i blaski swe mnoży,
O ile powiew poddyma go boży,
Wiał spodnią połą jeszcze tak wysoko,
Że tam, gdzie byłem, nie wpadał mi w oko.
Dlatego wzrok mój bezsilnym spojrzeniem
3510
Za uwieńczonym nie zdążył płomieniem,
Który się wznosił za swoim nasieniem[454].
A jak niemowlę do piastunki swojej
Wyciąga ręce, gdy go pierś napoi,
I w znak podzięki wiesza się u szyi,
3515
Każde z tych świateł objętością całą
Wierzchołki blasków swoich przedłużało,
W dowód czułości wielkiej dla Maryi.
Potem stanęły, słodko jak anieli
Nucąc ów słodki śpiew: Regina coeli.
3520
Pamięć tej nuty we mnie nie zaginie.
ReligiaO! Jak skarb wielki złożony w te skrzynie
Takie bogate, co kiedyś na ziemi
Były ziarn bożych siewami dobremi.
Tam duch ucztuje w skarbach, które cnotą
3525
I pobożnością zebrał przez wiek cały,
Które z wygnania swego z Babilonu[455],
Płacząc, przynosił, gdzie zostawił złoto.
Tam triumfuje męczeńskim wawrzynem,
Społem z Maryją i jej Bożym Synem,
3530
Z ludem Starego, Nowego Zakonu
Piotr trzymający klucze od tej chwały[456].

Pieśń XXIV

3532

Ciąg dalszy. Św. Piotr poucza poetę o wierze. Wyznanie wiary poety.

«Religia, ChrystusPańskiej wieczerzy wybrana gromado,
Którą baranek ugaszcza biesiadą,
3535
W sposób, że zawsze macie sytą wolę,
Jeśli przez łaskę Boga on pożywa
To, co z waszego stołu jemu spada,
Jako przechodzeń na ziemskim padole;
Rozważ, jak jego zapał jest bezmierny,
3540
Ochłodź go trochę, ty, co z tej cysterny,
Bez dna i brzegów zawsze pijesz rada,
Skąd, co on myśli, zaiste wypływa».
Tak Beatrycze: a wesołe duchy,
Na stałych osiach kołowymi ruchy
3545
Wirując szybko, stały się sferami,
Na obraz komet rzęśniejąc[457] ogniami.
I jako koła w budowie zegarów
Zdają się krążyć wedle swych rozmiarów,
Gdy pierwsze stoi, ostatnie już leci,
3550
Sfer tych obrotu szybkość lub leniwość
Kazały sądzić, jaka ich szczęśliwość[458]!
Oto ze sfery, co najpiękniej świeci,
Widziałem, wyszło tak szczęśliwe płomie[459],
Że wszystkie inne pobladły widomie[460]:
3555
Płomie obeszło wkoło Beatrycy
Trzy razy, jakby wieńcem błyskawicy,
Z pieśnią tak boską, że jako niemowa
W mej wyobraźni na to nie mam słowa;
Dlatego pióro wysileniem dysze
3560
I skacze tylko, lecz o niej nie pisze;
Bo wyobraźni naszej słabe skrzydło,
Mdłą jest słów barwa na to malowidło.
«O święta siostro! Głos twej prośby szczery
Duch mój odrywa od tej pięknej sfery».
3565
Tak święty płomień z środka swego koła
Obrócił oddech wprost do pani mojej,
I tchnął te słowa, jako wyżej stoi.
A ona: — «ReligiaŚwiatło wieczne apostoła,
Któremu nasz Pan złożył kluczów brzemię
3570
Od tej radości, jaką zniósł na ziemię,
Badaj go ściśle, on zdać sprawę gotów,
Jak zechcesz, z lekkich czy ważnych przedmiotów
Względnych do wiary, której moc i siła
Ciebie po wodach wzburzonych wodziła[461].
3575
Jak wierzy, kocha, spodziewa się szczerze,
Ty wiesz, bo wzrok twój w tym zwierciadle czyta[462],
Gdzie się maluje rzecz każda odbita;
Lecz w tym królestwie gdy w zaszczyt ubiera
Obywatelstwa tylko wiara szczera,
3580
Dobrze żeś przyszedł mówić mu o wierze[463].
A jak bakałarz[464] przez cześć ku mistrzowi
Milczy, gdy mistrz mu zadaje pytanie,
Nie wyrokuje, lecz przyzwala na nie;
Tak się zbroiłem w dowody i słowa,
3585
Aby już była odpowiedź gotowa,
Kiedy spowiednik taki: «Mów!» przemówi.
«Mów, co jest wiara? Mów, chrześcijaninie!»
Wtenczas podniosłem moje czoło śmiało
Ku światłu, skąd mi to słowo powiało:
3590
Potem spojrzałem w oczy Beatrycy,
Ona znak dała skinieniem źrenicy,
Abym co prędzej w to święte naczynie
Lał wodę z mojej wewnętrznej krynicy.
«Niech mi da łaska, przez którą przychodzę»
3595
Rzekłem «tu mówić z wielkim Naczelnikiem,
Myśl mą wysłowić treściwym językiem,
Jakim nam pióro twego brata pisze[465],
Co z tobą złączył Rzym na dobrej drodze:
Wiara jest treścią rzeczy spodziewanych[466],
3600
A zaś wywodem rzeczy niewidzianych.
To jej istota». Wtem głos posłyszałem:
«Twój sens dość prosty, bo z tego, co słyszę,
Widzę, pojmujesz, dlaczego on w treści
Najpierw, a potem w wywodzie ją mieści».
3605
Nie myśląc długo, tak odpowiedziałem:
«WiaraRzeczy głębokie tu widne na oko,
Tam są zakryte tak wielką pomroką,
Że ich byt stoi na jednym wierzeniu,
Na tym nadziei węgielnym kamieniu;
3610
Stąd miejsce treści wiara zastępuje.
Innego światła nie mając stworzenie,
Rozumowaniem objaśnia wierzenie;
Stąd wywód w imię wiary rozumuje.»
Wtem usłyszałem: — «Gdyby mądrość wasza,
3615
Co się nauką z ksiąg i ust ogłasza,
Była tak dobrze pojętą, tak czystą,
Rozum wasz nigdy nie byłby sofistą».
Duch tchnął te słowa z miłością strzelistą.
A potem dodał: «Próbę doskonałą
3620
Wagi i ceny dałeś tej monety,
Lecz powiedz szczerze, czy masz ją w swej kiesie[467]
Ja na to: — «Mam ją tak świeżą i całą,
Że podejrzewać jej stępla nie chce się».
W kolei z światła powiał głos wymowny:
3625
«Skąd ci się dostał klejnot tak kosztowny[468],
Zaród cnót wszystkich i do cnót podniety?»
A ja: — «Obfity deszcz świętego Ducha,
Co wezbranymi potokami płynie
Po starym i po nowym pergaminie[469]
3630
Jest sylogizmem[470] dla mnie tak subtelnym,
Że wszystkie szermy[471] językiem śmiertelnym
Jako wiatr szumią mimo mego ucha».
Głos mówił znowu: — «ReligiaGdy wiarą duchową
Czcisz obietnicę i starą, i nową,
3635
Za co ją, powiedz, masz za boże słowo?»
A ja: — «Dowodem są dwa wielkie dzieła[472],
Których natura z siebie nie poczęła,
Dla których w ogień żelaza nie kładła
I nigdy młotem nie biła kowadła».
3640
Odpowiedziano: — «Co świadczy, że żywa
Prawda z nich tryska, kto cię przekonywa?»
— «Gdyby świat Chrystus nawrócił bez cudów[473]
Rzekłem «w tym jednym byłby cud dla ludów.
Gdy siałeś ziarno o głodzie i bosy,
3645
Z niego winnica urosła bezmiernie,
Teraz, o zgrozo! Zamieniona w ciernie.»
Gdym zamilkł, święte ozwały się głosy:
«Boże jedyny! My chwalimy ciebie!»
Z tą melodyją, co się śpiewa w niebie.
3650
Gdy tak Pan święty[474] ze mną rozumował,
Z niższych na wyższe gałęzie szczeblował,
Ażeśmy doszli do wierzchołka drzewa.
I mówił: «Łaska, co twój duch zagrzewa,
Usta ci trzeźwą otworzyła mową,
3655
Potwierdzam myśli, co wyszły przez słowo;
Teraz wytłumacz, w co wierzysz, skąd błysło
To, na czym twoje wierzenie zawisło?»
— «O święty Ojcze! Dziś znasz z objawienia,
W coś wierzył silnie; kiedy jedna droga
3660
Wiodła młodzieńca i ciebie, was obu,
Tyś młodsze nogi wyprzedził u grobu[475].
Chcesz, bym tu odkrył skład mego wierzenia,
ReligiaPowiadam: wierzę w Jedynego Boga,
Który nie będąc poruszon wiecznością,
3665
Porusza niebo żądzą i miłością.
W pomoc tej wierze ślą dowody liczne
Księgi fizyczne i metafizyczne,
I prawda, co stąd jako deszcz z obłoków
Dżdży przez Mojżesza, Psalmy i proroków,
3670
Przez Ewangelię, przez twoje, o święty!
Pismo, gdyś duchem bożym był natchnięty.
Wierzę w trzech osób Trójcę wiekuistą,
Wierzę w tak jedną treść ich i troistą,
Że znoszą w sobie Sunt i Est zarazem.[476]
3675
Tę tajemniczą, o czym tu jest mowa.
Naturę boską, z treści jej obrazem,
Kościół, bożego nauczaniem słowa
Zapieczętował w głębi mego ducha.
Oto zasada, iskra, która siebie
3680
Rozciąga w płomień, płomieniem wybucha
I świeci we mnie jak gwiazda na niebie».
Jak pan z ust sługi słysząc wieść wesołą,
Gdy ten zamilknie, winszując jej sobie,
Oburącz sługę uściska na dobie;
3685
Tak apostolska światłość, gdy skończyłem
Mówić, a z której rozkazu mówiłem,
Trzy razy nucąc, trzy razy znak dała
Błogosławieństwa, objęła mnie wkoło;
Tak się jej moja mowa podobała.

Pieśń XXV

3690

Ciąg dalszy. Poeta wspomina o swym dziele; wyraża nadzieję powrotu do Florencji i koronacji. Św. Jakub wypytuje poetę o nadziei chrześcijańskiej. Św. Jan zjawia się. Beatrycze na czas jakiś znika.

O! Jeśli kiedy dożyję dnia tego[477],
Że to poema święte, do którego
Niebo i ziemia przykładały rękę,
Nad którym ślęcząc, przez lat wiele schudłem,
3695
Rozbroi srogość i dziką niewdziękę[478],
Co mnie wyłącza z tej pięknej owczarni,
Gdzie z dziecka spałem, baranek szczęśliwy,
Wróg wilków, co ją wojują bezkarnie,
Wrócę poeta, nad chrztu mego źródłem
3700
Koroną z lauru wieńczyć włos już siwy:
Bo tam w dni moich przyjęła mnie progu
Wiara, co dusze daje poznać Bogu,
Dla której Piotr mnie tak objął dokoła.
I szła wprost ku nam światłość ze świeczników,
3705
Z których zszedł do nas pierwszy z namiestników,
Którego Chrystus zostawił na ziemi[479].
A Pani moja mówiła wesoła:
«Patrz, oto święty! którego, wiesz z wieści,
Rojem pielgrzymów Galicyja cześci[480]».
3710
Gołąb z gołąbką gruchoty[481] czułemi
Wzajemną czułość wylewają z siebie,
Podobnie czule dwaj apostołowie
Jeden drugiego witał i w rozmowie
Chwalili pokarm żywiący ich w niebie.
3715
Skończywszy mówić, do mnie się zbliżyli,
Tak płomieniejąc, aż wzrok mój razili.
«Duchu» z uśmiechem rzekła Beatryce,
«Ty, coś o naszej pisząc Bazylice,
Opowiedziałeś jej triumfu dzieje,
3720
W tej wzniosłej sferze daj słyszeć nadzieję!
Bo każdą razą tyś ją wyobrażał,
Gdy Jezus trzech was w swym blasku przerażał[482]».
— «Uspokój siebie, podnieś oczy śmiało,
W błogosławione tu duch wchodząc chóry,
3725
Dojrzewa grzany naszych ogni żarem».
Taką pociechą drugie światło wiało:
Wtenczas podniosłem oczy na te góry[483],
Co przytłaczały mnie swoim ciężarem.
— «Ponieważ chce nasz Monarcha ze swej łaski,[484],
3730
Abyś przed śmiercią jego dworu blaski
Oglądał z jego pierwszymi dworzany[485],
Ażebyś widząc obraz niekłamany
Przepychu, jakim Jego dwór jaśnieje,
W sobie i drugich ośmielał nadzieję,
3735
Mów, czym jest ona, skąd ci przyszła ona?
Mów, jak wykwita z głębi twego łona?»
Tak druga światłość jeszcze przemówiła.
A ta, co lot mój tak wysoko wzbiła.
Odpowiedź moją sama uprzedziła:
3740
«Wojującego żaden syn Kościoła
Odeń czuć więcej nadziei nie zdoła;
Jak na tym słońcu zapisano stoi,
Co nas ubiera w blask światłości swojej.
Przeto z Egiptu przyjść mu dozwolono,
3745
Aby tu święte Jeruzalem witał,
Za życia, jeszcze przed służbą skończoną.
Dwa inne punkty, o któreś go pytał,
Nie, żeby wiedzieć, lecz abyś wyczytał
Z jego słów, ile ta cnota ci droga,
3750
Niech sam objaśni; treść ich dosyć łatwa
Głowy mu próżną chlubą nie zagmatwa,
I niech przyzwoli na to łaska Boga».
Jak uczeń w szkole, gdy mistrz jego bada.
Wesół mistrzowi na to odpowiada,
3755
Do czego długim ćwiczeniem się wprawił,
Aby mu swoją zasługę objawił,
Rzekłem: — «NadziejaNadzieja jest oczekiwaniem
Przyszłej błogości, wiarą rzeczywistą
Wynikłą z łaski i zasług uprzednich;
3760
Światłość ta z gwiazd mi wybłysła niejednych;
Lecz pierwszy w serce wlał ją swym śpiewaniem
Wszechmocny śpiewak Wszechmocnego Pana.
»Cześć Imieniowi Twemu!« na kolana
Padając śpiewam rad w duchu z psalmistą,
3765
»Kto z moją wiarą w tobie ma ufanie,
Komuż jest obce twoje imię, Panie!«
Deszcz jego z pism twych tak zalał mi duszę,
Że w drugich potop ten przelewać muszę».
Gdy to mówiłem, sferą ognia całą
3770
Jak błyskawicą święte światło drżało;
Po chwili rzekło: — «Miłość dla tej cnoty,
Która szła ze mną w obozów namioty,
Aż do męczeństwa, na miecze i groty,
Którą ty kochasz, te ci słowa wieje;
3775
Lubię, żeś taką pokochał nadzieję».
A ja: — «Z Pism Starych i Nowych jest droga
Dla dusz wskazana wybranych przez Boga,
Widzę ją jasno: wszak Izajasz mówi[486]:
W ojczyźnie swojej każdemu duchowi
3780
Przydane będzie dwoiste pokrycie;
Ojczyzną jego jest to wieczne życie.
Brat twój wyraźniej w księgach objawienia
O białych płaszczach i palmach nadmienia[487]».
Ledwo zamilkłem, po chwili milczenia
3785
Hymn Sperent in te słyszałem nad nami
Zawtórowany wszystkich sfer głosami;
Z wszech sfer wybłysła światłość tak świecąca[488]
Gdyby Rak mógł mieć taki odblask słońca,
Miesiąc zimowy byłby dniem bez końca.
3790
A jak dziewica wstaje bojaźliwa,
Idzie wesoła i w taniec się zrywa,
Ażeby tańcem uczcić pannę młodą,
Nie żeby w tańcu podnieść swą urodę,
Tak szła ta światłość z zarzewiem wesołym
3795
Między dwa światła kręcące się kołem,
Jako przystało ich żywej miłości.
Światłość porwana w tych dwóch kół obroty
Godziła z nimi takt pieśni i nuty;
A moja Pani wobec tych światłości,
3800
Jak w ślubnym wieńcu piękna narzeczona,
Stała milcząca i nieporuszona.
Po chwili rzekła: — «Religia, Chrystus, PtakPatrz, to uczeń Pana,
Ten co naszego grzał pierś pelikana[489],
Którego z krzyża Bóg Syn upomina,
3805
Aby Maryi zastąpił jej syna[490].»
I z tych światłości swych oczu nie zdjęła,
Potem, jak przedtem, nim mówić zaczęła.
Jak ten, co długo wzrok zatapia w słońcu,
Zmierzcha mu w oczach, nic nie widzi w końcu,
3810
Wobec ostatniej światłości olśnąłem[491].
Głos z niej przemówił: — «ReligiaDlaczego oczyma
Szukasz tu rzeczy takiej, której nie ma[492]?
Wiedz, ciało moje jest ziemią na ziemi,
I takim będzie z ciałami innemi,
3815
Aż liczba nasza złoży liczbę społem,
Wprzód zakreśloną wiecznym przeznaczeniem.
Dwa tylko światła z podwójnym odzieniem
Wzleciały w niebo w chwale i w pokorze[493]
I tak się noszą w tym wiecznym klasztorze[494].
3820
Na świecie waszym powtórz, co ja mówię».
Słysząc to, koło stanęło zdumione,
Z trzech świateł, z dźwięku trzech głosów złożone.
Tak gdy chcą spocząć znużeni majtkowie
W chwili, gdy wodę wiosłem krajać mają,
3825
Na świst piszczałki wszystkie wiosła stają.
Ach! Jakież w duszy wzruszenie przemogłem
W chwili, gdy oczy zwróciłem za siebie,
Chcąc Beatrycze widzieć i nie mogłem,
Choć byłem przy niej tak blisko i w niebie.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.