Iliada · Homer

Księga XIX

ok. 9 min czytaniaBrońŁzyKoń

Księga XIX

1
Opuściwszy Jutrzenka[1319] oceanu wody
Rzucała blask na nieba i ziemskie narody.
Tetys[1320] przyszła do syna z górnego siedliska;
On, jęcząc, martwe zwłoki przyjaciela[1321] ściska,
5
Z płaczącym wodzem broni towarzysze płaczą.
Matka ściskając syna zdjętego rozpaczą:
— «Czas już, mój synu! — rzecze — by ten ból przeminął.
Niech zmarły leży, z boga wyroku on zginął.
BrońOto zbroja, Hefajsta[1322] przemysłem[1323] zrobiona,
10
Jakiej żaden śmiertelny nie wdział na ramiona».
To rzekłszy, świetny ciężar składa mu pod nogą.
Jęknęła groźnie zbroja; przerażeni trwogą
Nie śmieli Ftyjotowie[1324] ciągnąć po niej okiem,
Ale się nagle drżącym w tył cofali krokiem.
15
Pelid, gdy ją obaczył, gniew mu serce ścisnął
I pod powieką ogniem iskrzącym się błysnął.
Chciwą ręką cudowny dar boga uchwycił,
A gdy się już tak miłym widokiem nasycił:
— «Matko! — zawoła — bóg mnie tym darem zaszczyca,
20
Boska go wyrobiła, nie ludzka, prawica.
Ja nie zwlekając piersi do boju uzbroję;
Lecz kiedy się oddalę stąd, bardzo się boję,
By nieczyste robactwo, padając na rany,
Które liczne odebrał przyjaciel kochany,
25
W członki nie zapuściło skazy i zepsucia».
A matka: — «Oddal, synu, troskliwe te czucia!
Ręka moja robactwo natrętne oddali,
Chciwie żrące rycerzy, których Ares[1325] zwali.
Nie zepsuje się, choćby cały rok leżało,
30
Owszem, nową świeżością upięknię to ciało.
Ty na radę zbierz zaraz wodze i narody
I gniew złożywszy, przystąp z Atrydem[1326] do zgody,
A z tą zbroją wdziej męstwo do wielkiego czynu».
Rzekła i bohaterski duch zagrzała w synu.
35
W nozdrze zaś Patroklowi dla ochrony ciała
Czerwony nektar[1327] z wonną ambrozyją[1328] wlała.
Pelid[1329] obiegał brzegi morskie i hukliwy
Z piersi głos wypuszczając, zwoływał Achiwy[1330].
Liczni na radę tłumem idą wojownicy…
40
By widokiem rycerza napaść oczy swoje,
Którego długo krwawe nie widziały boje…
Już są wszyscy, milczenie wszystkim wargi ścina,
Gdy powstawszy, Achilles tak mówić zaczyna:
— «Królu! Przez brankę[1331] serce w nas się rozjątrzyło.
45
Lepiej by to i dla mnie, i dla ciebie było,
Skoro przez nią niezgoda wszczęła się zajadła,
By po wzięciu Lirnessu[1332] z rąk Artemis[1333] padła.
Nie okryłyby ziemi tylu Greków ciała
Przez czas, gdy w sercu moim zapalczywość trwała.
50
Troja i Hektor[1334] z naszej korzystał niechęci,
Ach! Długo nam jej skutki nie wyjdą z pamięci!…
Ja gniew mój przezwyciężam, anim się nauczył
Tej sztuki, żebym wieczny upór w piersiach tuczył.
Zagrzej Greków, Achilles im staje na czele!
55
Doświadczymy niedługo, czy nieprzyjaciele
Będą śmieli okręty cały dzień oblegać.
O! Kto z nich przed mą włócznią zdoła się wybiegać[1335],
Jakże będzie się żywo cieszył, gdy nareszcie
Znajdzie swe bezpieczeństwo i spokojność w mieście»!
60
Rzekł, lud krzyknął; we wszystkich radość i nadzieja,
Że z serca gniewy złożył wielki syn Peleja.
Wstał Atryd, król wśród królów trzymający przodek[1336],
Lecz z miejsca, gdzie był, mówił, i nie szedł na środek:
— «Przyjaciele, rycerze, mężne wojowniki!…
65
Często skargi ostrymi wojsko mnie przebodło,
Nie ze mnie jednak było naszych nieszczęść źródło.
Gniewny Zeus[1337] i Mojra[1338], i Jędza[1339] szalona
W cieniach nocy błądząca — wlały złość do łona
Wtenczas, gdy Achillowi śmiałem gwałt wyrządzić.
70
Zaślepiony od bogów, jakżem nie miał zbłądzić?…
Chciał Zeus mym zaślepieniem srodze mi zaszkodzić;
Ja dziś błąd mój uznaję, pragnę go nagrodzić.
Bierz broń, lud zapal, aby w męstwie nie ustawał;
Dam wszystko, com niedawno przez Odysa[1340] dawał.
75
Lecz choć w pole cię zapał najgorętszy niesie,
Proszę, byś się zatrzymał chwilę, Achillesie!
Wnet słudzy zniosą dary, a wtedy rozumiem,
Sam uznasz, że dla ciebie skąpym być nie umiem».
— «Królu, dzierżący berło twych przodków dziedziczne —
80
Rzekł Pelid — godny rządzić narody tak liczne!
Czy dasz, czy też zatrzymasz pyszne dary twoje,
Czyń, co ci się podoba. My zaś bierzmy zbroje,
Niechaj na słowach droga chwila nie upływa,
Idźmy walczyć, rąk naszych wielkie dzieło wzywa»!…
85
— «Bogów synu! — Odyseusz tymi rzecze słowy —
Achillu! Hamuj w sobie zapał Aresowy
I głodnych ludzi w pole nie prowadź niebacznie;
Bo gdy raz bój uparty z Trojany się zacznie,
A bóg w piersi rycerzom odwagę wlać raczy,
90
Nierychły[1341] bardzo koniec ta walka obaczy.
Każ, niech w namiotach wojsko chleb i wino bierze:
Chleb i wino do boju umacnia rycerze.
Nikt nie dotrzyma pola do słońca zachodu,
Kto cierpi we wnętrznościach przykre czucie głodu;
95
Przy najdzielniejszym sercu członki mu słabieją,
Pod niebem i pragnieniem kolana się chwieją.
Inny jest mąż, gdy dobrze pokarmu użyje:
Silny, niezmordowany, cały dzień się bije,
Nie osłabi go praca ani ciężar zbroi,
100
Póki wszyscy nie zejdą, na placu dostoi[1342].
Zatem posiłek wojsku każ wziąć, Achillesie!
Tymczasem Agamemnon upominki zniesie.
Niech je wszystek lud widzi, a ty na nie okiem
Rzuciwszy, tak przyjemnym uciesz się widokiem!…»
105
Atryd na to: — «Odysie! Dobrze radzić zwykły,
Nowym stwierdzasz dowodem twój rozum przenikły…
Achilles niecierpliwy, że się bitwa zwleka,
Niechaj na prośbę moją kilka chwil zaczeka…
Tobie zaś przyjacielu zdaję to życzliwy:
110
Najpierwszą młódź wybrawszy pomiędzy Achiwy,
Pójdź do namiotu mego z rycerstwa ozdobą,
Przynieś dary, przyprowadź razem branki z sobą».
— «Przemożny ludów królu! — rzekł Achilles boski —
Proszę, byśmy podobne odłożyli troski
115
Na ów czas, gdy po walce wytchniemy przyjemnie,
A ogień ten zwolnieje[1343], co się pali we mnie.
Leżą trupy rycerzy: Pryjamid[1344] ich pobił,
Kiedy go chwałą Zeus przemożny ozdobił,
A wy chcecie używać słodyczy biesiady!
120
Ach! Gdyby mojej chciano usłuchać tu rady,
W tym Grek momencie, gardząc pragnieniem i głodem,
Upartą zwiódłby walkę z zdradzieckim narodem.
Wieczorem stół zastawim, weźmiem w ręce czasze[1345];
Słodka uczta, gdy zmyjem we krwi krzywdy nasze!
125
Teraz możeż smakować biesiada wesoła,
Gdy zabity przyjaciel mój o zemstę woła,
Gdy towarzysze łzami kropią jego zwłoki?
Nie łaknę, tylko rzezi, jęków i posoki[1346]».
Jemu jeszcze Odyseusz mądry odpowiada:
130
— «Achillu! W którym zaszczyt lud grecki posiada,
W polu, gdzie twoja włócznia gęste trupy kładzie,
Dam ci pierwszość; ty pierwsze daj mi miejsce w radzie.
Wyższym od ciebie laty i dłuższym poznaniem,
Pozwól, abym twój zapał miarkował[1347] mym zdaniem:
135
Czyż Grecy czcić powinni pamięć zmarłych postem?
Codziennie śmierć rycerzów obala pomostem:
I kiedyż byśmy wreszcie łzy z oczu otarli?
Oddajmy cześć pogrzebną tym, którzy umarli,
Ale się nam potrzeba stałością[1348] uzbroić,
140
Przez dzień płakać, a potem jęk smutny ukoić.
Więc, którzyśmy po srogim pozostali boju,
Nie oszczędzajmy sobie jadła i napoju,
Abyśmy twardą miedzią[1349] cali uzbrojeni
Bez przerwy bój stoczyli na krwawej przestrzeni.
145
Niech drugiego nikt gnuśnie[1350] rozkazu nie czeka,
Biada temu, kto wyjście swoje w nawach zwleka!
Wszyscy się rzućmy, wojsko wyprowadźmy całe
I przy flocie zetrzyjmy Trojany zuchwałe»!…
Atryd rozpuścił radę; porusza się rzesza
150
I do swojego każdy namiotu pośpiesza.
Chlubni Tesalczykowie z wodza swego chwały,
Niosą darów królewskich ciężar okazały.
Przyszły branki, z nich każda w miejscu swym usiada;
Rumaki do Achilla przyłączone stada.
155
Bryzeis[1351], być mogąca Kiprydy[1352] obrazem,
Widząc Patrokla srogim skłutego żelazem,
Krzyczy, pada na ciało (rany jego liczne),
Drze łono, miękką szyję, policzki prześliczne,
Wynurzając wśród jęków swój żal, wśród łez wielu:
160
— «Patroklu! Bryzeidy biednej przyjacielu!
ŁzyŻywegom cię odeszła, rycerzu waleczny,
Dziś, gdy wracam, już ciebie okrywa cień wieczny!
Nieszczęścia po nieszczęściu me ciągnie tęsknice!
Mąż[1353], którego mi dali kochani rodzice,
165
Widziałam, jak przed miastem pchnięty miedzią zginął;
Tenże smutny los braci lubych nie ominął…
Gdy Pelid zabił męża i miasto obalił,
Tyś moje łzy ocierał, tyś jęków się żalił.
I abym nie tak czuła srogość mojej zguby,
170
Świetneś mi z Achillesem obiecywał śluby.
Ty miałeś płynąć ze mną do Ftyi przez wody,
Ty mi sprawić weselne przyrzekałeś gody[1354].
Płaczę ciebie, z łez oczu nigdy nie osuszę,
Twa dobroć zawsze będzie zajmować mą duszę».
175
Inne branki swe jęki łączą z jej rozpaczą:
Lecz na pozór Patrokla, w rzeczy[1355] — siebie płaczą.
Achilla proszą wodze, by się chciał posilić…
Cieszą, nic ku pociesze nie może go schylić,
Aż stanie wśród krwawego Aresa igrzyska.
180
Dręcząca pamięć nowe jęki mu wyciska:
— «Biedny! Lecz najgodniejszy mojego kochania!
Tyś o mnie, przyjacielu, czułe miał starania,
Tyś gotował posiłek, tyś mój stół nakrywał,
Kiedy na pole sławy dźwięk Aresa wzywał!
185
Dzisiaj, gdy cię na łożu pogrzebnym oglądam,
Nic nie chcę, łzami tylko zasilać się żądam.
Cóż mi pokarm bez tego, co obok mnie siedział?
Gdybym nawet o śmierci ojca się dowiedział,
Nie czułbym w piersiach moich boleśniejszej rany!
190
Może teraz we Ftyi starzec rozpłakany[1356]
Wzdycha, pragnąc godnego siebie widzieć syna;
A mnie obca daleko trzyma tu kraina,
Dla złej Heleny[1357] długie toczącego boje…
Tak jęczał i w przytomnych[1358] wodzach tkliwość sprawił:
195
Każdy westchnął wspomniawszy, co w domu zostawił.
Wzrusza się liczne wojsko i porzuca brzegi.
A jak się gęste bielą na powietrzu śniegi,
Gdy Boreasz[1359] zawieje niosący pogody:
Tak, gdy się z naw ruszyły achajskie narody,
200
Błysnęły na powietrzu ognie pałające,
Strzelały razem w górę płomieni tysiące
I tarcze, i przyłbice, i silne oszczepy;
Blask z nich idzie wysoko aż pod nieba sklepy[1360].
Tym blaskiem upiękniona ziemia się rozśmiała,
205
A pod mężów stopami jęczy przestrzeń cała.
Wpośród zastępów chciwy kurzawy i znoju[1361]
Wyprawia się szlachetny Achilles do boju…
Zapalon, ciężkie Troi gotujący[1362] jęki,
Przywdziewa zbroję, dzieło nieśmiertelnej ręki.
210
Na lekką nogę piękne cholewy zaciąga,
Które mocno haftkami[1363] srebrzystymi sprząga;
Nieprzebitym pancerzem piersi zabezpiecza,
Z ramion zawiesza ciężar ogromnego miecza:
Wziął i puklerz[1364] ozdobny, który ogniem błyskał,
215
I jako świetny księżyc blask daleko ciskał…
Ciężką przyłbicą czoło wspaniałe pokrywa,
Świecąc się na kształt gwiazdy groźna kita[1365] pływa,
Na złotym hełmie złote wstrząsają się włosy:
Zbroja kształtna i trwała na najtęższe[1366] ciosy.
220
Doświadcza jej na sobie, czy ciału przystoi[1367],
I czy będzie miał wolny ruch w tak ciężkiej zbroi;
Lecz ta jakby na skrzydłach unosiła męża.
Nareszcie ojcowskiego dostaje oręża:
Wyjęta z pochew długa i ogromna dzida,
225
Której by nikt nie dźwignął prócz ręki Pelida.
Niegdyś Chejron[1368] ściął jesion, Pelijonu[1369] chlubę,
I dał go Pelejowi na rycerzy zgubę.
Automedon[1370] waleczny, drugi Alkim[1371] skory
Dzielne rumaki w pyszne przybierają szory[1372];
230
Już hartowne wędzidła w twardych pyskach żują,
Lejc przywiązany w tyle, już na wozie czują
Biegłego powoźnika, który z biczem stoi.
Zaraz Achilles siada w jaśniejącej zbroi,
Jak słońce gdy niezgłębne rzuca morza tonie,
235
I groźnym głosem — ojca upomina konie:
Koń — «Ksancie i Baliu, których krew Podargi rodzi,
Pomnijcie wrócić pana zdrowego do łodzi,
Gdy się boju nasycim; lepiej mi się sprawić
I trupem jak Patrokla nie chciejcie zostawić».
240
Ten wyrzut Ksant słyszawszy, Ksant, co bystrze lata,
Schyla głowę i piasek grzywą swą zamiata,
A Hera[1373] dała tymi odezwać się słowy:
— «Bądź pewny, Achillesie, że dziś będziesz zdrowy.
Dzień jednak niedaleki, gdy nie wrócisz z pola
245
Nie nasza w tym jest wina, lecz wyroku wola.
Nie, że naszymi nogi mniej skory[1374] bieg władał,
Zginął nieszczęsny Patrokl i zbroi postradał;
Syn Latony[1375], niechybne miotający strzały,
Obalił go na czele dla Hektora chwały.
250
Bieg nasz choćby się równał i z Zefiru[1376] lotem,
Ty musisz zginąć, boga i człowieka grotem:
Nie chybi to, co stoi w smutnej losu księdze».
Na tym wyrazie usta zamknęły mu Jędze[1377].
— «Ty mi zgon wróżysz! — gniewny Achilles zawoła
255
Wiem ja, że nic od śmierci zbawić mnie nie zdoła.
Tu, daleko od ojca i matki, polegnę.
Jednak ochotnym sercem na Trojany biegnę:
Poznają dobrze oręż mój nieprzyjaciele».
— Rzekł i wołając, pędzi na Achajów czele.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.