- Literum
- Lektury szkolne
- Matura podstawowa
- Iliada
- Księga XVIII
Iliada · Homer
Księga XVIII
Księga XVIII
1
Antyloch przed oblicze Achilla[1232]
przychodzi.
A serce najsmutniejszym przeczuciom otwierał:
5— «Skąd to jest — słowy tymi sam w sobie narzeka —
Że Grek rozpierzchnion w polu ku nawom ucieka?
Ach! By mnie nie strapiła ma Dola zaciekła!
Ach! By się nie ziściło, co mi Tetys[1235]
rzekła…
Pewnie los nieszczęsnego Patrokla[1236]
dni skrócił!
10Zleciłem, aby ognie zgasiwszy, powrócił
I nie śmiał bronią z mężnym Hektorem[1237]
się ścierać».
Gdy nie przestawał myśli tak smutnych rozbierać,
Nestora syn[1238]
przychodzi, łza mu gęsta ciecze
I żałosną donosząc nowinę, tak rzecze:
15— «Achillu, głos ode mnie usłyszysz zbyt srogi:
Za co nas tak okropnie utrapiły bogi!
Leży Patrokl! O nagie zwłoki Grek się bije,
Bo już zbroja — Hektora pyszne piersi kryje».
ŻałobaRzekł; jemu boleść czarna mgłą oczy zasłoni.
20
Sypie na głowę, wściekły z tak bolesnej straty,
Szpecąc nim boskie czoło i prześliczne szaty.
Wyniosłym ciałem ziemię szeroko zakrywa,
W piasku się tacza, z głowy piękny włos wyrywa…
25Antyloch łączył rzewne łzy do jego jęku,
Lecz ręce Achillesa w swoich trzymał ręku,
Bojąc się, by tak srogim utrapiony razem,
W rozpaczy sam zabójczym nie pchnął się żelazem.
Achilles stęka żalem ściśniony gwałtownym.
30Na dnie morza siedząca przy ojcu szanownym,
Tetys[1241]
jęknęła, smutne słysząc jęki syna.
Nereid[1242]
grono do niej kupić się zaczyna…
Jęczą, razy gęstymi śnieżne bijąc łona,
Gdy między nimi rzecze Tetys rozkwilona[1243]:
35— «Słuchajcie mnie, o siostry! Wam powiedzieć muszę,
Jak okrutne boleści moją cisną duszę:
Matka, SynAch! Jakżem nieszczęśliwa jest matka! Niestety!
Wydałam na świat syna, wszystkie ma zalety:
Największy z bohaterów, zaszczyt swej ojczyzny,
40Wyrósł mi na kształt krzewu ssącego grunt żyzny.
Posłałam go na wojnę dla Troi pogromu,
Lecz go więcej w Peleja[1244]
nie obaczę domu.
Dręczy się, póki słońce ogląda na niebie,
A z matki nie ma żadnej pomocy dla siebie.
45Śpieszę zaraz obaczyć i spytać się syna,
Skąd ta, gdy walczyć przestał, boleści przyczyna».
To wyrzekłszy, głębokie opuszcza jaskinie,
Za nią płaczące tłumem cisną się boginie;
Przed nimi srebrne wały[1245]
morze na pół dwoi.
50Gdy przybyły do krain żyznorodnych Troi,
Porządkiem na brzeg wyszły, który był zajęty
Achilla i Ftyjotów licznymi okręty.
Rycerz wzdychał, wtem nagle twarz matki zabłyśnie;
Chwyta za głowę syna, z czułym jękiem ściśnie.
55— «Synu! — mówi — dlaczego łzami skraplasz lice[1246]?
Odkryj matce twojego serca tajemnice!
Jużeś skutek zupełny twoich próśb oglądał,
Gdyś, obie do Zeusa wzniósłszy ręce, żądał,
By Grek, do naw[1247]
odparty, w hańbie i rozpaczy
60Poznał, ile dla niego broń Achilla znaczy».
A syn z ciężkim westchnieniem: — «Prawda, matko miła,
Że prośby moje wola Zeusowa spełniła.
Lecz jak pociechę w ciężki żal wyrok zamienił,
Gdy ten, com go najwięcej z towarzyszów cenił
65I któregom ukochał jako duszę moję,
Patrokl zginął! Już Hektor pyszną dzierży zbroję,
Wtenczas dan Pelejowi upominek drogi,
Gdy cię w łoże śmiertelne wprowadzały bogi[1248].
Obyś była została w bogiń morskich gronie,
70A Pelej był w śmiertelnej pokochał się żonie!
Dziś cię smutne z człowiekiem połączyły śluby,
Żebyś rzewnie płakała twego syna zguby.
Nie uściskasz go więcej po wojennym trudzie!
Ja żyć nie chcę i pierwej nie ujrzą mnie ludzie,
75Póki mą dzidą Hektor żywota nie straci
I swą śmiercią Patrokla śmierci nie opłaci».
A Tetys wylewając hojne łez potoki:
— «Ach, synu! Sam przyśpieszasz twej śmierci wyroki.
Jeżeli Hektor zginie, twój zgon się nie zwlecze».
80— «Niech zginę zaraz — rycerz zapalony rzecze
Gdy od tego nieszczęścia los mnie nie uchronił,
By umarł mój przyjaciel, a jam go nie bronił…
Choć moja krzywda ciężka, potrzebie ulegnę,
Wraz na zabójcę mego przyjaciela biegnę;
85Potem niechaj śmierć na mnie spełni wyrok srogi,
Nie odradzaj mi, matko! Twe łzy, twe zaklęcia
Niezdolne mnie od tego cofnąć przedsięwzięcia».
Na to mówi królowa srebrnopłynnych toni:
90— «Czynu tak chwalebnego matka ci nie broni.
Z niebezpieczeństwa, które wkoło ich ścisnęło,
Wyrwać swych towarzyszów, rycerskie jest dzieło…
Ale póty[1251]
się hamuj w bojowym zapędzie,
Dopóki tu do ciebie matka nie przybędzie.
95Jutro z pierwszym promieniem obaczysz mnie rano,
Z piękną zbroją przez władcę Hefajsta[1252] kowaną».
Wraz tym słowem ostrzega sióstr Nereid grono:
— «Wy powróćcie się w morza niezgłębnego łono,
Gdzie podeszły[1253]
nasz ojciec ma pałac wspaniały,
100I powiedzcie mu wszystko, coście tu słyszały.
Ja śpieszę do Hefajsta, czy na prośbę moję
Nie skłoni się dla syna nową ukuć zbroję».
Rzekła; nimfy się skryły w ocean głęboki.
Sama dąży szybkimi do Olimpu kroki,
105By przyniosła dla ciebie zbroję, Achillesie.
Gdy Tetydę lot bystry do górnych bram niesie,
Z strasznym okrzykiem Greków Hektor pędzi wściekły:
Zlękłe roty[1254]
do brzegów i floty uciekły;
Mimo pracy rycerzy jeszcze nie zostało
110Bezpieczne od obelgi
zabitego ciało.
Już piechoty, już jazdy orszak[1255]
je okrążył
I Hektor, co jak pożar zapalony dążył,
Trzykroć chcąc zostać panem tak srogiej zdobyczy,
Chwyta za nogi trupa i na Trojan krzyczy;
115Trzykroć Ajasy, w męską przyodziani śmiałość,
Odparli natarczywą Hektora zuchwałość.
On, rozżarty[1256], już na nich z nową mocą godzi,
Już, stojąc, na swych woła, ale nie uchodzi.
Jak pasterz pilnujący trzód na bujnej paszy,
120Głodnego lwa od bydła niełatwo odstraszy:
Tak Ajasy, choć groźni męstwem, bronią srogą,
Zajadłego Hektora zatrwożyć nie mogą.
I byłby wyrwał trupa, wieczną zyskał chwałę,
Gdy Hera, chcąc odwrócić tak wielką zakałę[1257],
125Szybką Irydę[1258]
zsyła z górnych nieba progów…
Zbliżywszy się posłanka tak rycerza budzi:
— «Wstań, Pelido, ze wszystkich najstraszniejszy ludzi!
Daj pomoc Patroklowi! Dla niego bój krwawy
Obiedwie toczą strony przed samymi nawy;
130Mnóstwo rycerzy ginie, okrutna rzeź wzrasta,
Ci chcą ocalić trupa, ci porwać do miasta;
Najbardziej bije Hektor, bo sobie uradził[1259],
Aby mu odciął głowę i na pal ją wsadził.
Wstań więc! I nie leż dłużej w spoczynku niegodnym,
135Nie dawaj sam Patrokla na pastwę psom głodnym;
Gdy zwłoki jego będą zelżone[1260]
szkaradnie,
Na ciebie stąd, na ciebie cała hańba padnie…»
Poszła Irys, Achilles wstaje, a Pallada[1261]
Swoją tarczę na silne ramiona mu wkłada…
140
StrachZbliżył się do okopów, lecz pomny przestrogi
Swej matki, tam nie poszedł, gdzie bój huczał srogi.
Krzyknął, ogromnie razem krzyknęła Pallada:
Zaraz trwoga w pierś mężów, w zastępy strach pada.
A jak ostro przenikłym dźwiękiem trąba ryczy,
145Gdy nieprzyjaciel chciwy rzezi, krwi, zdobyczy
Do przypuszczenia szturmu znak wydaje zwykły:
Taki z piersi Achilla wyszedł głos przenikły.
Trojanie usłyszawszy to brzmienie straszliwe
Przelękli się niezmiernie: konie pięknogrzywe
150Wozy nazad[1262] zwróciły, przyszłe czując klęski
I w piersiach powoźników[1263]
struchlał umysł męski…
Trzykroć bohater stojąc nad okopem krzyknął,
Trzykroć strach sprzymierzeńców i Trojan przeniknął.
Tam dwunastu przedniejszych śmierć zwaliła mężów:
155Spadli z wozów od własnych przebici orężów.
Wreszcie Grecy, wyrwawszy z rzezi i posoki[1264],
Na łożu pogrzebowym kładą martwe zwłoki.
Koło nich rzewnie wierni towarzysze płaczą.
Achilles napełniony żalem i rozpaczą
160Patrzy na smutne reszty ranami okryte,
Idzie, nad przyjacielem łzy lejąc obfite.
Sam pozwolił mu wozu i ognistych koni[1265],
Lecz wróconego w żywej nie uściskał dłoni…
Trojańskie też na drugiej bohatery[1266]
stronie
165Rzuciły rzezi pole i wyprzęgły konie.
Przed wieczerzą naprędce złożona ich rada,
Wszyscy zdumieni stoją, żaden z nich nie siada.
Strach ściska serca mężów zebranych w tym kole,
Że długo niewidziany rycerz wyszedł w pole.
170Mądry Polidam[1267]
pierwszy swe zdanie otwiera…
— «Uważcie, przyjaciele — rzekł radca wsławiony
Jakiej się dzisiaj chwycić powinniśmy strony;
Ja radzę, by do miasta powrotu nie zwlekać
I przy flocie, od murów z dala, dnia nie czekać[1268]…
175Teraz Achilla więzi noc i spoczywanie,
Lecz gdy nas jutro zbrojny w tym miejscu zastanie,
Trudno będzie odwadze jego się obronić.
Szczęśliwy, kto do murów potrafi się schronić!
Mnóstwo Trojan żreć będą psy i sępy sprosne[1269].
180Ach! Bogowie! Odwróćcie rzeczy tak żałosne!
Jeśli mnie posłuchacie, choć was troski gonią,
Noc na rynku spędzimy, czuwając pod bronią.
Miasta mury strzec będą i wieże ogromne,
I szańce[1270]
nieprzebyte, i bramy niezłomne.
185Rano, z Jutrzenką, zbrojni staniemy na wieży.
Niech ten mąż najgwałtowniej, jeśli chce, uderzy,
Cóż przeciw nam dokazać może? — Nic zaiste[1271].
Daremnym biegiem konie spieniwszy ogniste,
Do naw powróci, w smutku pogrążon i wstydzie,
190Choćby najbardziej pragnął, do miasta nie wnidzie[1272]:
Nim je złupi, psy wprzódy nakarmi swym ciałem».
Hektor nań ostro patrząc, tak rzecze z zapałem:
— «Polidamie! Twa mowa gniew obudza we mnie.
Chcesz, byśmy w murach znowu gnuśnieli[1273]
nikczemnie!
195Dziś, gdy mi bóg łaskawszy tę chwałę dać raczył,
Żem Greki zatrwożone przy nawach osaczył,
Przestań obywatelów płochą[1274]
radą zwodzić;
Nikt z Trojan nie usłucha, ja zdołam przeszkodzić.
Teraz bądźcie powolni[1275]
mym słowom, rycerze:
200Niechaj każdy posiłek na miejscu swym bierze
I pilnując obozu w polu czuwa zbrojny…
Rano, skoro Jutrzenkę różopalcą zoczym,
Uzbrojeni, przy nawach srogą walkę stoczym.
Jeśli prawda, że w pole Achilles wychodzi,
205Chciwie żądając boju, sam on sobie szkodzi.
Ja przed nim nie ustąpię, mężnie mu dostoję:
Albo mam głowę jego, albo on ma moję[1276];
Jeden się z nas uwieczni. Ares słusznie włada:
Kto chce zwalić drugiego, sam częstokroć pada».
210Rzekł; mowę tę z okrzykiem przyjęli Trojanie.
Głupi! Pallas im zdrowe odebrała zdanie:
W Hektorze źle radzącym swoją ufność kładą,
A pogardzają dobrą Polidama radą.
Biorą posiłek, czujnie na obozy baczą,
215Przy Patroklu zaś całą noc Achaje[1277]
płaczą.
Łono jego Achilles w silnych cisnąc rękach,
Bez przerwy smutne jęki wydawał po jękach.
A jak lew, gdy mu dzieci skryte w gęstym lesie,
Przedarłszy się do kniei myśliwiec uniesie,
220Nie widząc ich, wróciwszy, srodze się zasmuca,
Potem ryczy okropnie i wściekły się rzuca
Obiegając doliny za śladem człowieka:
Tak, między nimi jęcząc, Achilles narzeka:
— «Biada mi! Jakżem strasznie zawiódł mego druha
225Menojtia[1278], gdy odchodząc dodawałem ducha,
Gdym go ciesząc, zaręczał, że po wzięciu Troi
Syn, pełen sławy, łupów, żal jego ukoi.
Ale układy ludzkie bogów niszczy wola:
Obydwu krwią chce wyrok zrumienić te pola.
230I ja do ojczystego nie wrócę siedliska,
Ni mnie tam Pelej[1279]
stary, ni Tetys uściska:
ZemstaTa mnie zatrzyma ziemia. Lecz kiedy po tobie,
Kochany mój Patroklu, w smutnym mam lec grobie,
Nie wprzódy czarną bryłą twe ciało pokryję,
235Aż Hektora, twojego zabójcę, zabiję!…»
Rzekł i do ognia trójnóg[1280]
przystawić zalecił
I obmyć martwe ciało, które kurz oszpecił.
Słudzy wodza ogromne naczynie nalali;
Suchym podsycon drzewem już się ogień pali
240I wkoło miedź ogarnia płomieniem gorącym.
A skoro wrzeć zaczęła woda w kotle brzmiącym,
Myją ciało i maszczą w pachnące oleje;
Długo oszczędzon drogi sok w rany się leje.
Potem kładą na łożu: od głowy trup cały
245Okrywa[1281] prześcieradło miękkie i płaszcz biały.
A kiedy noc rozwlekła ponure zasłony,
Przy Achillu Patrokla płaczą Myrmidony[1282]…
Tetys tymczasem w domu Hefajstowym staje.
Dom ten wśród mieszkań bogów świetnie się wydaje.
250Nieśmiertelny gmach z miedzi gwiazdami ozdobił
I własną go prawicą kulawy bóg zrobił.
W kuźni był, wpośród miechów[1283], z ciężkim w ręku młotem,
Cały pracą zajęty, słonym płynął potem.
Razem dwadzieścia pysznych ukształcał trójnogów[1284]
255Mających przyozdabiać pałac ojca bogów…
Zoczy Tetydę Charys[1285]
pięknie ustrojona,
Krasnych liców bogini, Hefajstowa żona.
Bieży mówiąc: — «Cóż naszej radości wyrowna!
Dawnoś u nas nie była, bogini szanowna;
260Jakież przecie znagliły twe przyjście zamiary?
Lecz wnidź i przyjmij wdzięczne gościnności dary».
To wyrzekłszy, boginię do domu wprowadza
I na cudnie zrobionym tronie ją posadza,
Na podnóżku ozdobnym noga jej spoczywa.
265Sama wychodzi zaraz i męża przyzywa:
— «Pójdź, bo Tetyda mówić chce z tobą, o panie»!
— «Jakiegoż gościa moje przyjmuje mieszkanie! —
Rzekł Hefajst — jak ją kochać, jak ją czcić należy!
Gdy wstydząc się kalectwa mego, z górnej wieży
270Strąciła mnie na ziemię srogiej matki wola,
Doznałem, co to nędza, czułem, co niedola.
Wtenczas Tetys biednego litując się stanu
I Eurynome[1286]
skryły w łonie oceanu…
Gdy Tetys do mnie przyszła, uściskam ją mile,
275Muszę się jej wypłacić za dobrodziejstw tyle.
Ty idź! Niech zastawiony stół gościnny będzie,
A ja miechy poskładam i całe narzędzie».
To rzekłszy, od kowadła powstał bóg wysoki
I z wolna nierównymi ruszając się kroki,
280Oddala miechy z ognia, w kuźnicy ład czyni
I swoich prac narzędzia składa w srebrnej skrzyni.
Gąbką ociera z dymu swe czoło wyniosłe
I ręce, i kark silny, i piersi obrosłe.
Wdział szatę, a do ręki wziął berło złocone;
285Dwa zaś posągi w kształcie dwóch dziewic zrobione
Krok niepewny swym pewnym krokiem podpierały:
I ruch, i głos, i rozum bogi im nadały
I przemysł[1287], najcudniejsze dzieła robić zdolny.
Idą, pilnie zważając na pana krok wolny.
290Stanąwszy, gdzie siedziała srebrnych wód królowa,
Uścisnął ją za rękę i rzekł w takie słowa:
— «Bogini, której tyle doznałem przysługi,
Czego chcesz? Dom nasz ciebie nie widział czas długi.
Powiedz, ja się do twoich żądań chcę sposobić,
295Wszystko zrobię, co mogę i co się da zrobić».
A Tetys rozpłakana: — «Ach! Hefajście drogi!
Któraż z bogiń, dzierżących olimpijskie progi,
Tyle doznała smutków, nędzy i niedoli,
Ile ich na mnie spadło z bogów ojca woli…
300Wydałam na świat syna, zaszczyt swej ojczyzny,
Wyrósł mi na kształt krzewu, ssącego grunt żyzny;
Posłałam go na wojnę dla Trojan pogromu,
Lecz go więcej w Peleja nie obaczę domu.
A chociaż krótko słońce ogląda na niebie,
305Dręczy się, nie ma z matki pomocy dla siebie…
Więc niech matki nieszczęsnej prośba cię nakłoni:
Daj dla syna, któremu krótki wiek wytknięty,
Tarczę, przyłbicę, pancerz, obuw kształtnie spięty.
Zbroję, którą miał, w ręku Patrokla postradał[1288],
310Zgon przyjaciela jemu najsroższy cios zadał».
— «Porzuć troski, szanowna i miła bogini!
I czegóż dla Tetydy Hefajst nie uczyni?
Obym tak mógł zatrzymać srogą śmierć w zapędzie,
Kiedy go niezbłagany wyrok ścigać będzie,
315Jak mu zbroję wyrobię, która na kształt cudu
Błyszczeć się będzie w oczach zdziwionego ludu»!
Idzie do kuźni, zwraca wprost ku ogniu miechy:
W dwudziestu piecach gęste ich szumią oddechy,
Na przemiany swe piersi wzdymają i płaszczą,
320I różny wiatr posłuszną wyziewając paszczą,
Do roboty, do chęci sztukmistrza[1289]
stosowne,
Raz wolne niecą żary, drugi raz gwałtowne.
Potem w piec rozpalony grube kładzie szyny
Z miedzi, z drogiego złota, ze srebra i cyny,
325A stawiąc pod kowadło wielkie pniak niezłomny,
Jedną ręką wziął kleszcze, drugą młot ogromny.
Wielki i tęgi puklerz[1290]
boski sztukmistrz robi:
Złoty obwód okręgi troistymi zdobi,
Srebrzysty wiąże rzemień. Pięć blach w kupę bije,
330A na powierzchni cuda swojej sztuki ryje.
Wydana ziemia, niebo, ocean głęboki,
Słońce nieustannymi biegające kroki,
Księżyc i nieba w gwiazdach ozdobna korona,
335I Arktos[1294], wozem zwany, bo jak wóz się toczy
Na Oryjona ciągle obracając oczy;
W tej części nieba krąży wiecznymi obwody,
A nigdy się nie zniża w oceanu wody.
Ryje także dwa miasta długo nieśmiertelne,
340Jedno wyraża śluby i gody weselne:
Prowadzą przy pochodniach z domu nowożeńców,
— «Hymen[1295]! Hymen!» wołają, a grono młodzieńców
Skocznymi tany lekkie zawiązuje koła;
Brzmi fletni[1296]
i oboi kapela wesoła.
345W progach domów niewiasty chciwym patrzą okiem,
Nie mogąc się tak miłym nasycić widokiem
W tymże mieście na rynku liczny lud się tłoczy,
Między dwoma mężami żwawy spór się toczy
O zabójstwa zapłatę. Ten — lud zabezpiecza
350Pod przysięgą, że oddał, a tamten zaprzecza.
Stawią świadki, by prędszy sprawy koniec mieli
Na dwie strony krzykliwa gromada się dzieli.
Woźni lud uciszają; we środku zaś rada
Sędziwych na świecących kamieniach zasiada.
355Biorąc z rąk woźnych berło z nim każdy powstaje,
I gdy nań przyjdzie kolej, wyrok w sprawie daje.
We środku dwa talenta[1297]
dla tego nagrody,
Kto słuszność najlepszymi wykaże dowody.
Pod murami drugiego miasta wojska stoją,
360Straszny blask oręż ciska, lecz w chęciach się dwoją:
Jedni je na łup dzikim skazują zapałem,
Drudzy bogactwa jego chcą wziąć równym działem.
Lecz niestrwożeni knują zasadzki mieszkańce:
Niewiasty, dzieci, starce osiadają szańce,
365Do skrytej zaś wyprawy gotują się młodzi;
Oboje złoci, odzież złota, w złotej zbroi,
Wzrostem, kształtem celują, jak bogom przystoi,
Przyszedłszy tam, gdzie zrobić zasadzkę wypada,
370Gdzie się nieprzyjacielskie napawały[1300]
stada,
Skrycie pochyłe rzeki zasiadają brzegi;
Dwa zaś, wybrane od nich, na pagórku szpiegi
Czekają, aż się zbliżą i owce, i woły.
Nie myśląc o nieszczęściu, trzody stróż[1301]
wesoły
375Idzie, na fletni nucąc pieśni rozmaite.
Za danym znakiem męże wypadły ukryte,
Krzyk ostry naokoło i postrach się szerzy;
Biorąc trzody, krew leją niewinnych pasterzy.
Głos boju gdy rycerze radzący usłyszą,
380Wsiadają na swe wozy, piersi zemstą dyszą,
Lecą na bystrych koniach, aż w niedługiej chwili
Nieprzyjaciół pędzących zdobycz dogonili.
Wszczyna się bój nad rzeką: tamci walczą stale,
Obie rażą się strony w okrutnym zapale…
385Ta strona ciągnie trupy, tamta ją odpycha.
Wszystko pod boskim dłutem żyje i oddycha.
Tamże wydał przemyślny bóg obszerne pole:
Liczni rolnicy tłuste przewracają role[1302];
Dopiero w nie po trzykroć zapuścili pługi.
390A ile razy zakrój dokańczają długi,
Dziedzic ich tam obchodzi, gdzie się kończy staje,
I pełny wina puchar każdemu z nich daje.
Ci, zagrzani nagrodą słodkiego napoju,
Nowe rysują bruzdy i nie szczędzą znoju[1303].
395W złocie czystą wydała ziemię boga sztuka:
Czerni się i zdziwiony wzrok łatwo oszuka.
Druga niwa[1304]
okryta dojrzałymi kłosy:
Żeńce[1305]
tną zboże, ostre mając w ręku kosy,
Gęste spadają garści; tuż za nimi dążą
400Trzej wiązacze, co zboże w grube snopy wiążą.
I mnóstwo drobnych dzieci w pracy nie ustaje,
Zbiera garści i pierwszym do wiązania daje.
W milczeniu król wzniósł berło, którego ta niwa,
Ciesząc się nieskończenie z obfitego żniwa.
405Pod cieniem dębu wiejską zajęci biesiadą
Woźni, wołu zabiwszy, mięso w ogień kładą:
I żeńce znajdą pokarm z pola wracające,
Dla nich dłonie niewiasty w miękkiej grzebią mące.
Tuż winnica, obfitym płodem obciążona:
410Wśród złota, którym błyszczy, wiszą czarne grona.
Tyki ze srebra rzeźbiarz porządkiem zasadza,
Rowem ze stali, płotem z cyny ją ogradza,
A jedna tylko do niej wiedzie ścieżka kręta.
Tędy weseli chłopcy i raźne dziewczęta,
415Gdy czas zbierania przyjdzie, z głośnymi okrzyki
Niosą ładowne[1306]
słodkim owocem koszyki.
W środku młodzieniec ruszać formingę[1307]
uczony
Gra, sam sobie zgodnymi przynucając tony;
Młodzież idzie i takiej wesołości rada
420W takt i nogą, i wdzięcznym głosem odpowiada.
Dalej głowy i silne podnosząc szyje
Ze złota, z cyny, wołów pyszne[1308]
stado ryje:
Biegną, rycząc, na paszę, tam gdzie rzeka płynie,
Nurty głośno szumiące w gęstej pędząc trzcinie.
425Ze złota czterech idzie pasterzy za trzodą,
A dziesięciu za sobą śmiałych kundli wiodą.
Wtem nagle dwóch straszliwych lwów
z kniei[1309]
wypada,
Porywają buhaja wśród drżącego stada:
On biedny, gdy go ciągną, przeraźliwie ryczy;
430Spieszą psy i pasterze, lecz wziętej zdobyczy
Wydrzeć lwom nie potrafią; już skórę odarli,
Już wypili krew czarną i wnętrze pożarli.
Próżno kundlów[1310]
pasterze do natarcia grzeją,
Szczekają one z bliska, lecz ugryźć nie śmieją.
435Ryje także dolinę: tej miłe manowce
Śnieżnym okryte runem napełniają owce;
Widać chaty i stajnie, gdzie się kryją trzody,
I w koło otoczone drzewami zagrody.
Ryje i cudny taniec, który Dedal[1311]
w Krecie
440Wymyślił Aryjadnie[1312], prześlicznej kobiecie;
Skaczą chłopcy i dziewki wziąwszy się za ręce.
Lekka zasłona wdzięki pokrywa dziewczęce,
Na chłopcach zaś bogatsza zawieszona odzież;
Obojej płci z urody najdobrańsza młodzież.
445Dziewczęta głowy w piękne ustroiły wieńce,
Na srebrze złote mają mieczyki młodzieńce.
Raz jak koło (ruch jego ledwie wzrok dostrzegnie,
Gdy go doświadcza garncarz, czyli[1313] bystro biegnie)
Uczone stopy w szybkie kręcą kołowroty;
450To znowu się mieszając wśród wdzięcznej ochoty,
W tysiącznych kształtach pląsy lekkim robią skokiem.
Liczny lud stoi miłym zachwycon widokiem:
W pośrodku zaś dwa skoczki z wszystkich zadziwieniem
Pokazują swe sztuki i słodkim brzmią pieniem[1314].
455Nareszcie świetny puklerz sztukmistrz doskonały
Szumiącymi obwodzi oceanu wały.
Takie zrobiwszy dzieło cudnym wynalazkiem,
Kuje pancerz, płomienie swym gaszący blaskiem;
Ukuta i przyłbica w różne dziwy ryta,
460Ciężka, mocna; na hełmie złota pływa kita[1315];
Ukończywszy, bóg złożył przed Achilla matką.
Ta jak jastrząb z Olimpu pośpiesza na ziemię,
Niosąc zbroję Hefajsta, przemisterne[1318]
brzemię.
Strona 1 z 1 · 75% utworu
Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.