Iliada · Homer
Księga XXIV
Księga XXIV
1
Zakończone igrzyska, rozchodzą się ludy,
Po wieczerzy w spoczynku dzienne topiąc trudy.
I sen, co wszystkie rzeczy żyjące zwycięża,
5Nie chwycił go: daremnie rzucił się na łoże…
Ciągle myśli o druhu[1677], obfite łzy toczy,
Już bokiem, grzbietem pościel, już piersiami tłoczy,
To nagle się porywa, błędnym chodzi krokiem
Nad brzegiem, aż Jutrzenka pięknym spojrzy okiem.
10
Trup, ZemstaZnowu zaprzęga bystre konie i powrozem
Uwiązawszy trup nagi Hektora[1678]
za wozem,
Zajadły, trzykroć włóczy przy Patrokla[1679]
grobie;
Sam wraca do namiotu, aby spocząć sobie,
A trup rzuca na piasku smutnie rozciągnięty.
15Lecz nad zmarłym Hektorem Feb[1680], litością tknięty,
Zelżone[1681] jego zwłoki od zepsucia bronił…
Dwunasty raz powstała Jutrzenka różowa,
Gdy nieśmiertelnym rzecze Apollo w te słowa:
— «Nielitośni bogowie, mszczący się bez miary!
20Czy was Hektor mnogimi nie błagał ofiary?
Wy się jednak pastwicie nad nędznym po zgonie,
Nie chcecie go powrócić ojcu, matce, żonie,
Synowi i spółziomkom, aby ręką bratnią
Złożywszy go na stosie, cześć dali ostatnią.
25Pelid[1682]
wam miły, człowiek bez czucia, bez duszy,
Którego twardych piersi żaden wzgląd nie ruszy.
Lwa srogość nosi w sercu. Jako lew do stada,
W swej sile dumnie ufny, zapalony wpada
I pasące się woły zabija przy żłobie:
30Tak Achilles przytłumił wszelkie czucie w sobie.
Nie dość ma, że Hektora zwalił swym orężem:
Włóczy go, nad umarłym natrząsa się mężem.
Mimo swą siłę, za to oburzy gniew boży,
Bo na cóż to na ziemię nieczułą się sroży»?
35Na te słowa się w Hery[1683]
oczach gniew zapali:
Bóg, Kondycja ludzka— «Jeśli Hektor i Pelid w jednej u was szali,
Natenczas Apollina skarg słuchać możecie.
Lecz kto ten Hektor, chciejcie zważyć bogi, przecie:
Wszak śmiertelny i piersi ssał śmiertelnej matki;
40Achilles — syn bogini; tej liczne zadatki
Mojej dałam przyjaźni, ode mnie chowana,
I za miłego bogom Peleja[1684]
wydana…»
Wtedy rzekł Chmurowładca[1685]: — «Dość tego niech będzie!
Hero, miarkuj się w twoim na bogów zapędzie:
45Nie jedna cześć dla obu, próżne więc niesnaski[1686],
Ale i Hektor z Trojan godzien bogów łaski.
Ja go zawsze kochałem: on składał mi dary,
Od niego mi wspaniałe szły co dzień ofiary,
Kurzył się wonnym dymem ołtarz mej świątnice[1687]:
50Ten my hołd odbieramy, Olimpu dziedzice…
Więc zaraz prędką poślę Irydę[1688]
do Troi,
I wielkiego Achilla ułagodził dary[1691]…
55Pośpiesza w dom Pryjama. Tam żal z ciężkiej straty:
Syny, siedząc przy ojcu, łzą zlewają szaty;
Starzec, smutnym rodzeństwa otoczony kołem,
Głowę płaszczem obwinął, osuł[1693] się popiołem
Nagarnionym, gdy długo czołgał się spłakany.
60Łkania cór i synowych odbijały ściany
Wspominają imiona z żałobnymi jęki
Mężów, co w polu chwały z greckiej padli ręki.
Przybliża się do króla Irys wiatronoga,
Łagodzi głos, bo starca zimna trzęsła trwoga:
65— «Ufaj, synu Dardana[1694]! Nie bój się daremnie,
Bo nie nowego smutku masz posłankę we mnie,
Ale dowód łaskawej Zeusa[1695]
opieki,
Który, chociaż od ciebie bardzo jest daleki,
Twojego się nieszczęścia litując niemało,
70Każe ci iść odkupić Hektorowe ciało.
Z wielkimi się darami wypraw na okręty,
Aby przez nie Achilles mógł zostać ujęty.
Sam jedź, nie bierz nikogo; dość, że woźny wsiędzie,
Który do miasta z ciałem wóz prowadzić będzie.
75Nie obawiaj się śmierci, nie poddawaj trwodze…
Uczci cię Achill, twoim obrońcą się stanie,
Pocieszy nieszczęsnego, pokornego dźwignie».
Odchodzi bystra Irys i ledwie się mignie.
80Myśląc Pryjam czym prędzej jechać do obozu,
Każe zaprzęgać muły, nieść skrzynie do wozu…
Synowie wolę ojca pełnią w niemej grozie,
Wynoszą wóz i skrzynię ładują na wozie…
Potem szacowne sprzęty wynoszą z komnaty,
85Przeznaczone dla ciała Hektora opłaty,
I zaprzęgają muły z twardymi kopyty[1698];
Od Myzów Pryjam zyskał ten dar znakomity.
Konie prowadzą, które tyle ojciec sobie
Podobał, że swą ręką sypał obrok w żłobie.
90Wtedy Hekabe[1699], ciężkim ściśniona kłopotem,
Wino słodkie w naczyniu trzymająca złotem,
Staje przed jarzmem[1700]
koni i męża nakłania,
Aby się nie ruszyli bez bogów wezwania[1701]:
Modlitwa, Ptak, Omen— «Wezwij Zeusa — powiada — gdyś jechać się zaciął,
95By cię zdrowym powrócił spośród nieprzyjaciół.
Pomimo mnie twój umysł tej wyprawy żąda;
Więc boga, który z Idy[1702]
na Troję pogląda,
A czarną straszy chmurą ziemnego mieszkańca,
Proś, aby ci na wieszczbę[1703]
swego dał posłańca:
100Niech po prawicy ptaków król skrzydła roztoczy.
Jeśli taki obaczysz znak na własne oczy,
Możesz jechać z ufnością między greckie straże;
Lecz jeśli Zeus posłańca swego nie pokaże,
Choć ten zamysł u ciebie mocno przedsięwzięty,
105Zaklinam cię, mój mężu, nie jedź na okręty!»
— «O małżonko! — rzekł starzec — spełnię radę twoję[1704]
I troski trwożliwego serca zaspokoję.
Dobrze jest podnieść ręce do boga z pokorą,
Może te modły skutek pomyślny odbiorą».
110Zaraz kazał lać słudze wodę na prawicę:
Przyszła, niosąc nalewkę[1705]
razem i miednicę.
Umyty bierze złotą czarę z rąk małżonki
I między wspaniałego pałacu przysionki
Leje wino, i ręce ku niebu podnosi:
115— «Boże! Którego z Idy świat wszechmocność głosi,
Nie miej nędznego człeka płaczu w poniewierce!
Prowadź mnie do Achilla i zmiękcz jego serce!
Niechaj ptak, co powietrznych krajów berło trzyma,
Przeleci po prawicy przed mymi oczyma.
120Gdy tą pomyślną wieszczbą raczysz mnie ucieszyć,
Będę mógł do naw greckich z ufnością pośpieszyć».
Skłonił się na wezwanie jego bóg przychylny
I zaraz Pryjamowi przysłał znak niemylny,
Orła, ptaka łowczego. A jak rozłożyście
125Dwa obszerne podwoje[1706]
zamykają wniście
Domu opatrzonego w dostatki bogacza:
Tak on szeroko skrzydła ogromne roztacza.
Po prawicy przeleciał nad wieżami miasta.
Na to we wszystkich radość i nadzieja wzrasta.
130Siadł król na świetnym wozie, dobrze sobie tuszył[1707]
I z brzmiącego przysionka z pośpiechem wyruszył.
Z wozem czterokołowym idą muły przodem,
Idaj[1708]
nimi kieruje: tuż równym zawodem
Podjeżdża Pryjam, biczem zacinając konie.
135Zebrani przyjaciele jego w licznym gronie
Odprowadzają, cała zapłakana rzesza,
Jak gdyby na śmierć jechał. Król w pole pośpiesza,
A lud wraca do miasta, z nim zięcie i syny.
Zeus postrzegł ich tam obu wpośrodku równiny,
140Ulitował się starca nieszczęsnego doli,
Więc głosi Hermesowi[1709]
wyrok swojej woli:
— «Synu, wszak w tobie ludzi największa otucha,
Ty na ich prośby chętnie nadstawujesz ucha:
Śpiesz na ziemię, Pryjama nie odstępuj krokiem,
145Tak prowadź, by go żaden Grek nie dostrzegł okiem,
Póki pod Achillesa namiotem nie stanie».
Zlecił, a Hermes pełni ojca rozkazanie.
Zaraz do nóg przywiązał skrzydła złote, wieczne,
Na których ziemi, morza krańce ostateczne
150Równy wiatrom przelata. Wziął laskę (tą ludzi
Jednych, gdy chce, usypia, drugich ze snu budzi):
Z laską puszcza się Hermes bystrolotnym biegiem
I staje nad obszernym Hellespontu[1710]
brzegiem.
W okazałej postaci idzie jak król młody,
155Gdy mu pierwszy włos kryje kwitnące jagody[1711].
Pryjam z woźnym za Ila grobem chwilę stoją,
Gdzie i konie, i muły w brodach Ksantu[1712]
poją.
Już i noc czarnym cieniem kraj ziemski powleka,
Wtem woźny idącego postrzega człowieka:
160— «Synu Dardana — rzecze — radź o sobie pilnie!
Idzie człowiek, obydwu zgubi nieomylnie.
Uciekajmy lub chwyćmy pokornie za nogi,
Może się nam da zmiękczyć i cios cofnie srogi».
Na ten głos zadrżał Pryjam, członki mu zdrętwiały
165I z bojaźni na głowie zjeżył się włos biały.
A wtem zbliża się Hermes, za ręce go chwyta,
Słodkimi zabezpiecza słowami i pyta:
— «Dokąd się wyprawujesz, ojcze, tak niewcześnie[1713],
Gdy noc wszystkich żyjących pogrążyła we śnie?
170Nie uważasz, o starcze, że tu niedalecy,
Sprzysięgli na twą zgubę, znajdują się Grecy?
Niechże postrzeże który, że skarby prowadzisz,
Niech na ciebie napadnie — jak sobie poradzisz?
Już niemłody, niewiele możesz ufać dłoni,
175Ten też starzec zapewne ciebie nie obroni.
Ja ci nic złego nie chcę i drugich w tej dobie[1714]
Odeprę, widzę bowiem obraz ojca w tobie».
— «Prawda, że niebezpieczną przedsiębiorę drogę
Rzekł król — wszystkiego, synu, obawiać się mogę:
180Lecz widzę, że mój jeszcze los bogów dotyka,
Gdy mi dają takiego w tobie przewodnika.
Jaki kształt! Jaki umysł! Jak szalone lice[1715]!
O! Nie z ziemi, lecz z nieba są twoi rodzice!»
— «Nie mylisz się, bogowie mają cię na pieczy.
185Ale mi powiedz szczerze, gdzie wieziesz te rzeczy?
Prowadziszli te skarby, że się wam nie szczęści,
Do obcych ludzi, chcąc je ocalić choć w części?
Czyli[1716], gdy śmiercią syna chciał los cię zasmucić,
Wszyscy myślicie Troję z bojaźni porzucić?
190Jaki rycerz! Najśmielszych on w boju wyścigał
I całą moc Achajów na swych barkach dźwigał!»
— «Jak zacna krew, młodzieńcze, w żyłach twoich płynie
Rzekł Pryjam — gdy z tym czuciem mówisz o mym synie!»
Bóg na to: — «Ty mnie, starcze, doświadczasz w tej porze,
195Takie czyniąc pytania o wielkim Hektorze.
O! Nieraz go w potrzebie[1717] orężnej widziałem,
Szczególniej, gdy nadludzkim uniesień zapałem
Rżnął Greki, na okręty śmiałym wpadał krokiem:
Myśmy na to zdumionym poglądali okiem.
200Gniewny na króla Pelid wstrzymał nas od boju,
Któremu ja w rycerskim towarzyszę znoju.
W jednej przybyłem nawie; ojciec mój, bogaty
Poliktor[1718]
i długimi obciążony laty,
Sześciu miał synów: innych trzyma dom spokojny,
205Mnie jednego z Achillem los wysłał do wojny.
Wyszedłem nieprzyjaciół obrotów dociekać.
Już Grecy dłużej szturmu nie myślą przewlekać…»
— «Gdy w tobie towarzysza Achilla oglądam
Rzekł Pryjam — mów rzetelnie, co ja wiedzieć żądam
210Jestli mój syn u floty? Powiedz mi otwarcie,
Czy go, w sztuki pociąwszy, dał psom na pożarcie?»
Na to Hermes: — «Zrzuć, starcze, troski nadaremne!
Nie tknęły się go ptaki, ni bestyje ziemne…
W szczególnej on zostaje u bogów obronie:
215Kochali go za życia, kochają po zgonie».
DarRzekł, a starzec z radosnym czuciem odpowiada:
Pobożność— «Dobrze czyni, kto bogom winne dary składa.
Nigdy mój syn (ach! smutna wzięła go potrzeba!)
Nie zapomniał w swym domu o mieszkańcach nieba;
220Oni na łonie śmierci względni[1719]
nam wzajemnie.
Lecz proszę, chciej tę piękną czarę wziąć ode mnie.
Bądź mi wsparciem, bogowie błogosławią cnocie,
Jedź i postaw mnie w samym Achilla namiocie!»
Na to Hermes: — «O starcze, kusisz mój wiek młody!
225Ale żadne nie mogą skłonić mnie powody
Wziąć z darów dla Achilla jaki upominek.
Miałby złe bardzo skutki takowy uczynek.
I jaż bym z jego krzywdą bogacić się życzył?
Tobie, choćby do Argos[1720], będę przewodniczył
230Morzem, lądem, jak zechcesz; a przy takiej straży
Nikt się na ciebie ręki podnieść nie odważy».
Po tej rozmowie lekkim skokiem na wóz wsiada,
Bierze bicz z ręki starca, lejcem żywo włada,
A i w muły, i w konie wlewa zapał nowy.
235Widzą przed sobą wieże i głębokie rowy,
Tam ucztę gotowały straż mające Greki[1721];
Im przesłodki sen Hermes spuszcza na powieki.
Już wrzeciądze[1722]
odjęte, już otwarta brama
Z bogatymi darami wprowadza Pryjama.
240Otóż namiot Achilla: w górę go wywiodły
Wierne Ftyjoty[1723], ściąwszy niebotyczne jodły;
Lud mieszkanie rycerza balami ukrzepił[1724],
A dach zebraną trzciną na łąkach zasklepił.
Z gęstych go palów parkan otaczał dokoła,
245Rygiel drzwi ledwie mężów trzech podważyć zdoła:
Pelid się tylko nad nim bynajmniej nie silił,
Sam i łatwo go zamknął, i łatwo odchylił.
Więc Hermes, co go twórcą korzyści świat głosi,
Wtenczas ciężką zaporę dla starca podnosi,
250Wprowadza wiozącego upominek drogi,
Skacze z wozu i takie daje mu przestrogi:
— «Jestem Hermes. Przyszedłem tu z Zeusa mocy,
Abym ci w twojej drodze użyczył pomocy…
Idź, chwyć nogi rycerza, nie przestawaj błagać
255Przez ojca i przez matkę, pięknym kształtną włosem,
I przez syna, by nad twym zlitował się losem».
Gdy tak razem[1725]
ostrzeże starca i pocieszy
Hermes, znów do Olimpu wyniosłego śpieszy.
Pryjam wysiadł na ziemię, został Idaj czuły[1726],
260Aby pilnował z wozem rumaki i muły.
Do mieszkania Achilla starzec prosto zmierza,
Zastaje towarzyszy z dala od rycerza;
Sam tylko Automedon[1727]
wierny, Alkim drugi,
Szczep Aresa[1728], gotowi stali dla usługi.
265Tylko co się napojem i jadłem nasycił.
Wszedł Pryjam cicho, ukląkł, za nogi uchwycił
I rękom srogim, które w podziemne otchłanie
Tylu strąciły synów, dał pocałowanie.
Jako gdy kto zabije gwałtownie człowieka,
270Przed zemstą prawa w obce krainy ucieka,
Wszystkich zdumi, w dom wszedłszy, gdzie schronienia żąda:
Tak Pelid na Pryjama zdumiony pogląda.
Zdziwieni towarzysze patrzają po sobie,
Gdy starzec zaczął, w ciężkiej pogrążon żałobie:
275
Ojciec, Syn, Śmierć— «Pomnij na ojca swego, boski Achillesie!
W równym on ze mną wieku, w ostatnich lat kresie!
Może niesprawiedliwi cisną go sąsiedzi,
Nie ma, kto by złe odparł, pod którym się biedzi;
Jednak słysząc, że żyjesz, wolny od rozpaczy
280Krzepi się tą nadzieją, że syna obaczy,
Gdy z Troi do ojczystej powrócisz krainy.
Lecz ja, najnieszczęśliwszy, miałem dzielne syny[1729],
Z których podobno żaden żywy nie zostaje,
Odkąd wojnę przynieśli przed nasz gród Danaje[1730]…
285Większą liczbę Ares ich w polu poobalał;
Ostatni, co ich bronił i miasto ocalał,
Hektor, zginął od ciebie, walcząc za ojczyznę.
Po niego tu przychodzę. Uczcij mą siwiznę!
Masz okup wielkiej ceny, masz drogie ofiary:
290
Przypomnij ojca, obu nas ciężar lat gniecie.
Możesz być kto ode mnie biedniejszy na świecie?
Jam usta — tegom wreszcie nieszczęśliwy dożył
Na ręce synów moich zabójcy położył!»
295Rzekł. Na wspomnienie ojca rycerz czule wzdycha,
I z wolna rękę starca od siebie odpycha.
Ten Hektora wspomniawszy, w nim państwa nadzieje,
Leżąc u nóg Achilla, rzęsiste łzy leje;
Tamten na dwie osoby swą czułość rozdziela:
300Już płacze ojca, znowu płacze przyjaciela.
Spólne
ich narzekania i płacz pomieszany
Smutnym echem namiotu powtarzały ściany.
Pofolgowawszy[1732]
sercu łzami obfitymi,
Wstał i podając rękę, podniósł starca z ziemi;
305Wzruszyła go poważna głowa, broda siwa,
Na koniec się do niego w tych słowach odzywa:
Odwaga— «O nieszczęśliwy starcze! Coś ty nędzy zażył!
Jakżeś się sam przez obóz grecki przejść odważył,
Ażebyś przed obliczem rycerza się stawił,
310Który cię tylu synów walecznych pozbawił?
Gdyś to zrobił, z żelaza kute serce w tobie.
Na co się mamy dręczyć? Próżne nasze smutki,
Żadne z nich dobre dla nas nie wynikną skutki.
315Smutek dostali ludzie od bogów podziałem
Oni się tylko cieszą szczęściem doskonałem.
Dwoiste pod Zeusowym tronem jest naczynie:
Z jednego złe, z drugiego dobre dla nas płynie.
Czyje losy z obydwu naczyń Zeus miesza,
320Tego na przemian smuci, na przemian pociesza.
Komu ze złego czerpa, ten skazan na nędzę,
W ohydzie, wzgardzie, smutną ciągnie życia przędzę[1734]:
Błąka się, pod ciężarem zgryzoty się trudzi,
Równie znienawidzony od bogów i ludzi.
325Dla Peleja bogowie szczodrzy od początku,
Zdziwiał wszystkich skarbami, wielkością majątku.
I nad Ftyjoty berłem przemożnym się chlubił;
Choć śmiertelny, boginię za żonę poślubił.
Ale mu niebo w innym uskąpiło względzie,
330Tronu jego potomstwo po nim nie osiędzie:
Jednego spłodził syna i ten prędko zginie.
Oto pędzę dni smutne w dalekiej krainie,
Żadnym nie będąc wsparciem dla starego ojca,
Tu siedzę, twój niszczyciel, twych synów zabójca.
335I na ciebie bogowie wylali swe dary:
Co tylko dzierży Lesbos, gdzie rządził Makary,
Flygija i Hellespont, toś wszystko posiadał,
Nadto świetne i liczne potomstwo bóg nadał.
Lecz twoje szczęście w jednej nie trzyma się mierze:
340Wre bój przy murach miasta, giną wam rycerze.
Znoś więc! Żaden od nędzy nie wyjęty człowiek,
Przytłum w sercu boleści i otrzyj łzy z powiek,
Bo nie odzyskasz syna, który już w Erebie,
Nie wskrzesisz go, a płaczem gubisz jeszcze siebie».
345— «Nie zapraszaj, bym siedział — rzekł mąż równy bogu
Póki Hektor niegrzebny[1735] przy twym leży progu.
Oddaj ciało niezwłocznie, o tę łaskę proszę,
Chciej przyjąć liczne dary, które ci przynoszę.
Obyś ich użył, miłą obaczył ojczyznę,
350Gdyś mi życie zachował, uczcij mą siwiznę.
Przez ciebie jeszcze słońca cieszę się widokiem».
Pelid na niego patrząc zapalonym okiem:
— «Nie chciej mnie gniewać, starcze, nie bądź mi natrętny!
Nimeś przyszedł, Hektora oddać byłem chętny…
355Nie wzbudzaj we mnie gniewu, przestań mi się kwilić[1736],
Żebym cię stąd nie wypchnął; tak, winny dwa razy,
Zgwałciłbym ludzkość, złamał Zeusa rozkazy[1737]».
Drżący król woli jego poddać się nie zwłoczył[1738],
Z prędkością lwa z namiotu Achilles wyskoczył,
360Lecz nie sam: Automedon, Alkim za nim śpieszy:
Ich przyjaźnią po stracie Patrokla się cieszy.
Konie i muły z jarzma wyprzągłszy, prowadzą
Woźnego do namiotu i na krześle sadzą;
A z wozu ładownego biorą sprzęt bogaty,
365Przeznaczony dla ciała Hektora opłaty…
Brankom ciało myć kazał i maścić na boku,
Chcąc ojcu bolesnego oszczędzić widoku…
Miękka dłoń dziewic myje ciało i namaszcza,
Okrywa piękną szatą i obwodem płaszcza.
370Pelid je na pogrzebne łoże dźwignął z ziemi
I na wozie położył z towarzyszami swemi,
A wzywając Patrokla wpośród jęków wielu:
— «Nie miej mi — rzecze — za złe, miły przyjacielu,
Jeśli się w Hadzie[1739] dowiesz o moim uczynku,
375Żem wziął okup za ciało w drogim upominku…»
Powróciwszy, naprzeciw Pryjama usiądą
I co uczynił, tymi słowy opowiada:
Rano go przy Jutrzenki obaczysz promieniu.
380Teraz przyjmij posiłek, uśmierz serca mękę.
I Niobe[1741]
ściągnęła do pokarmu rękę,
Chociaż dwunastu dzieci żałowała straty.
Sześć miała cór, sześć synów, jakby świeże kwiaty:
Synów jej brzmiąca Feba zabiła cięciwa,
385Córy strzałą Artemis[1742] obaliła mściwa
Za to, że matka śmiała równać się Latonie…
Przez dziewięć dni leżały wśród własnej posoki,
Nie grzebane, Zeus w twarde lud zmienił opoki;
Dziesiątego dnia bogi złożyły ich w grobie.
390Po łzach matka pokarmu nie przeczyła sobie…
My, zacny starcze, ból nasz zwyciężmy nareście[1743]:
Napłaczesz się dość syna, gdy już będziesz w mieście,
Tam niech nic nie tamuje biegu łzom rzęsistym».
Wstaje prędko i owce rżnie z runem srebrzystym;
395Odarli towarzysze, na sztuki posiekli
I przyprawiwszy mięso, na rożnach upiekli.
Kładą na stół, a chleby, które w koszach mieli,
Automedon rozdaje, Pelid mięso dzieli.
Przygotowana uczta do smaku przypadła,
400A kiedy już dość mieli napoju i jadła,
Stary Pryjam nie spuszczał z Achillesa oka:
Dziwi go kształt nadludzki i postać wysoka.
Żądza poznania starca w Achillu taż sama:
Zadziwia go powaga i mądrość Pryjama.
405W zadumieniu wzajemnym przepędzili chwilę.
Żałoba, Sen— «Pozwól — pierwszy rzekł Pryjam — niech się snem zasilę.
Odtąd, jak zginął Hektor z tobą w pojedynku,
Nie tylko nie użyłem żadnego spoczynku,
Alem, na ziemi leżąc, w popiele się taczał,
410Łzy lał bez przerwy, jęczał, wzdychał i rozpaczał.
Dotąd nie jadłem, do ust nie przytknąłem czary».
Rycerz młodzi i brankom daje rozkazanie,
By miękkie pod przysionkiem zrobili posłanie
415Ze skór i sztuk szkarłatnych, i z przecudnym wzorem
Kobierców, i nakrycia z wełnianym kędziorem.
Wyszli natychmiast, w ręku trzymając pochodnie,
Ścielą łoża, gdzie starcy będą spać wygodnie.
Żartując, że w namiocie mieścić ich nie może,
420Tak mówi: — «Pod przysionkiem gotowe jest łoże,
Mógłby tu przyjść kto z Greków: i w noc wiele razy
Przychodzą szukać rady, albo brać rozkazy.
Gdyby się twoja bytność do króla doniosła,
Nowa by do okupu zawada[1746]
urosła.
425Ale mi powiedz, jak ci potrzebny czas długi
Do oddania synowi ostatniej usługi,
Abym lud wstrzymał i sam nie myślał o wojnie».
— «Gdy mi pozwolisz pogrzeb odprawić spokojnie
Rzekł Pryjam — i powściągniesz Greki przez tę porę,
430Nową od ciebie łaskę, Achillu, odbiorę…
Dziewięć dni w domach płakać go zasiędziem,
Dziesiątego pogrzebną biesiadę jeść będziem;
Potem dźwigniem grobowiec, a gdy trzeba, zbroje
Na nowo wdziejem, nowe rozpoczniemy boje».
435— «Będziesz miał czas żądany do pogrzebnej części
Wszystko daję, Pryjamie, dla twojej boleści».
To rycerz powiedziawszy rękę starca bierze,
Aby zaufał jego szczerości i wierze.
Zaraz Pryjam i herold pod przysionek wyśli[1747],
440Kładą się, oba pełni niespokojnych myśli…
Tak spoczywał ród bogów i ród ludzi ziemny.
Hermesa[1748] nie pochwycił powiek sen przyjemny,
I cały w różnych myślach nie przestawał radzić,
Jak straż podejść, Pryjama skrycie wyprowadzić.
445Więc stanąwszy nad głową, mówi poseł boski:
— «Toż cię, starcze, już żadne nie zajmują troski?
Że Pelid cię oszczędził, uczcił wiek dostojny,
Możesz wśród nieprzyjaciół bawić się[1749] spokojny?
Drogąś opłatą syna lubego odkupił,
450Ale się lękaj, by cię więcej Grek nie złupił:
Niech się o tobie Atryd[1750], niech się obóz dowie,
Trzykroć tyle za ciebie muszą dać synowie».
Zląkł się, zbudził herolda, a Hermes do wozu
Zaprzągł konie i muły, i ruszył z obozu.
455Śpieszą się, ich wyjazdu nie poczuły Greki.
Gdy do krętej Skamandru zbliżyli się rzeki,
Która z nieśmiertelnego Zeusa się rodzi,
Tam Hermes bystrym lotem na Olimp odchodzi.
Już Jutrzenka szkarłatne ukazała skronie:
460Oni ku miastu z jękiem popędzają konie,
Na przedzie z martwym ciałem postępują muły.
Nikt nie był z mężów, z niewiast, tak ranny, tak czuły,
Jak Kasandra[1751]. Ta pierwsza na zamek pobiegła,
Ta herolda i ojca lubego postrzegła,
465I na wozie złożone ciało wojownika;
Jęczy, na wszystkie strony żałobnie wykrzyka:
— «Trojanie i Trojanki! Nuż więc, teraz śpieszcie!
Jak zwycięzcę Hektora witaliście w mieście,
Gdy z tryumfem powracał z wojennego trudu:
470Idźcie! On był zaszczytem ojczyzny i ludu!»
Wszystkich żal przejął, całe miasto się wyrusza,
Męże, niewiasty, żadna nie została dusza.
Pod bramą na trup żona i matka upada,
Rwą włosy, a płacząca ciśnie się gromada.
475Tak nad wielkim Hektorem byliby zapewne
Aż do zachodu słońca ronili łzy rzewne,
Gdy Pryjam rzecze z wozu: — «Ustąpcie, Trojanie,
Dajcie mi wolne przejście! Kiedy w domu stanie,
Tam będziecie nad ciałem do woli płakali».
480Rozstąpili się, mułom z wozem miejsce dali.
W domu złożono ciało na łoże ozdobne:
Wtedy śpiewaki pieśni zaczęli żałobne
Dla ostatniej zmarłego bohatera cześci[1752];
Ich głosom towarzyszy w kolej jęk niewieści.
485Andromacha[1753]
Hektora głowę w rękach trzyma,
Zaczyna żal z pełnymi łez rzewnych oczyma:
— «Giniesz, kochany mężu, w samym wieku kwiecie,
Mnie wdową zostawujesz! Nasz syn, jeszcze dziecię,
Któreśmy nieszczęśliwi rodzice wydali,
490Nie dorośnie lat, prędzej to miasto się zwali.
Nie ma w tobie, Hektorze, największej obrony:
Tyś sam ocalał dzieci i cnotliwe żony;
Wszystkie teraz zwycięzca weźmie na swe statki!
Ty, synu, lub popłyniesz w towarzystwie matki,
495Gdzie (takiż widok moje zasmuci oblicze!)
Twardy cię pan na prace skaże niewolnicze;
Że ich liczne Hektora ręką męże padły,
Na tobie brata, ojca, syna mszcząc się zgonu,
500Zepchnie na zatracenie z wieży Ilijonu[1756].
Śmierć, SłowoA mnie nędzną skazałeś na dozgonne jęki,
Konając nie ściągnąłeś z łoża do mnie ręki,
Aniś wyrzekł jakiego roztropnego słowa,
Które by, jak ostatnią pamiątkę, twa wdowa
505Rozmyślała łzy lejąc i we dnie, i w nocy».
Tak biedna narzekała na swój stan sierocy,
A niewiasty łączyły głębokie wzdychania.
Hekuby[1757]
żal gwałtowne przerywają łkania:
— «Najukochańszy z synów, mój Hektorze drogi!
510Póki byłeś przy życiu, kochały cię bogi,
I po śmierci doznałeś względnej ich opieki:
Innych synów przedawał Pelid w kraj daleki,
Lemnu[1760], gdzie żyli w więzach i okryci wzgardą;
515Tyś padł w szlachetnym boju. Prawda, iż się srożył,
Żeś mu Patrokla trupem twą włócznią położył,
Włóczył cię koło grobu!… O! Zemsta zaciekła!
Jednak go tą srogością nie przywołał z piekła.
Ciebie oglądam świeżym, masz twą piękność całą,
520Jakbyś najłagodniejszą poległ Feba strzałą».
We wszystkich ciężkie jęki wzbudził płacz królowy[1761].
Trzecia, Helena[1762]
tymi żal zaczyna słowy:
— «Hektorze, z braci męża najwięcej mi luby!
(Z pięknym bowiem Parysem związały mnie śluby.)
525Ach! Czemum nie zginęła pierwej nieszczęśliwa!
Dwudziesty rok pobytu mego tu upływa
Odtąd, gdym się ważyła ojczyznę porzucić;
Nigdy mnie przykrym słowem nie chciałeś zasmucić.
Owszem, kiedy bratowe moje albo siostry,
530Albo świekra[1763]
— czyniły jaki wyrzut ostry
(Bo świekr[1764]
był zawsze ojcem), tyś biedną zasłaniał,
Tyś do ludzkości twoją łagodnością skłaniał.
Płacząc nad tobą, siebie, nieszczęśliwa, płaczę,
Już takiego obrońcy w Troi nie obaczę.
535Dzisiaj bez przyjaciela, wzgardzona, obrzydła,
Będą u wszystkich na kształt jakiego straszydła».
Tak narzeka, a z oczu jej strumień łez ciecze;
Wzdycha z nią cała Troja, gdy Pryjam tak rzecze:
— «Pośpieszcie się, Trojanie! Zwieźcie drzewo z lasu,
540Nie bójcie się zasadzek w tym przeciągu czasu.
Przyrzekł Pelid nie pierwej zwrócić broń do miasta,
Aż na niebie zaświeci Jutrzenka dwunasta[1765]».
Zaraz lud woły, muły do wozów zakłada,
Z murów nieprzeliczona wychodzi gromada;
545
PogrzebDziewięć dni jęczy Ida pod toporów ciosem.
Gdy dziesiąta Jutrzenka z pięknym wstała włosem.
Wynieśli ciało z płaczem spółziomkowie mili
I złożywszy na stosie, ogień podniecili.
Ale gdy pierwsza zorza płomieniami błyśnie,
550Wielkie mnóstwo do stosu Hektora się ciśnie;
Zgasili go, czarnego wina lejąc wiele.
Potem bracia i wierni jego przyjaciele
Zebrali białe kości, łzy lejąc potokiem,
W głębi serca tak smutnym wzruszeni widokiem.
555Składają w złotą puszkę ostatki żałobne,
Którą kryją z purpury zasłony ozdobne,
Wreszcie w rowie głębokim umieszczają zwłoki,
Toczą głazy i wznoszą grobowiec wysoki,
A na Achajów szpiegi uważają wszędzie,
560By nie wpadli, gdy w świętym zabawni[1766]
obrzędzie.
Tak kiedy rycerzowi grobowiec wynieśli,
Do królewskiego domu gromadnie się ześli;
Świetną ucztę ludowi dał Pryjam w swym dworze:
Ten był obchód pogrzebny po wielkim Hektorze.
Strona 1 z 1 · 100% utworu
Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.