Noc listopadowa · Stanisław Wyspiański

W MIESZKANIU LELEWELA

ok. 7 min czytaniaOjciecŚmierćBóg

W MIESZKANIU LELEWELA

Duży pokój na pierwszem piętrze. Z lewej dwa okna. Drzwi w głębi, wiodące do sieni. Z prawej drzwi do pokoju obok. Ściany żółte, pokryte szafami z półek prostych, na których stosy książek nieoprawionych. Stół, kilka krzeseł, kanapa. Na stole lampa, przyrządy pisarskie i rysownicze, blachy i rylce, medale, monety.

LELEWEL JOACHIM[235]

siedzi, pochylony nad stolikiem
w ręku trzyma monetę i szkło zwiększające
Czyja to może być moneta — ?
2020
Napis już prawie nieczytelny.
B, O — Bolesław — ale który?
odkłada monetę
bierze książkę
Dla porównania weźmy dzieło…
słychać pukanie
ze sieni wpada:

BRONIKOWSKI[236] KSAWERY

zdyszany
Jesteś, kochany? — — biegłem pędem
i ledwom dopadł rogu Freta.
Tuż za nim przez uchylone drzwi wchodzi:

HERMES[237]

przystaje u drzwi

BRONIKOWSKI

2025
Wiesz co się dzieje?!

Ojciec, ŚmierćLELEWEL

Ciszej. — Cicho. —
Tam —
wskazuje na boczne drzwi z lewej
Tam mój ojciec stary — kona.

BRONIKOWSKI

Rzecz rozpoczęła się spragniona.
2030
Byt zaczęliśmy nieśmiertelny.
Podchorążowie już powstali
i wzięli Księcia lub zabili.
Rząd trzeba złożyć, i tej chwili.

LELEWEL

Co mówisz?! — Dawno się gotuję; —
2035
lecz dziś — gdy chwile policzone; —
ty wiesz, co dla tej Sprawy czuję. — —
Gdy każda jego dzisiaj chwila
może ostatnia być — — zmęczenie —
bezsenne noce — wczoraj — dalej —
2040
już od tygodnia — jak nikogo
nie widywałem.

BRONIKOWSKI

Dzisiaj rano
przysięgę od nich odebrano
w kościele — czynił to Nabielak.
2045
Nabielak stanął na ich czele.
W tej chwili w ruchu miasto całe.
A jutro już…

LELEWEL

Dzień nowy — !
Z dawna — tak — byłem już gotowy —
2050
lecz dziś — co mówisz — nic nie słyszę,
bo tam — tam jestem cały słuchem,
bo — lada chwila — — tam jest siostra —
czuwa — więc cicho mówić muszę,
bo zasnął chwilę. — — — W tym, co mówisz,
2055
ciężar ogromny spadł na duszę.

BRONIKOWSKI

Aleś ty jeden jest, człowieku,
konieczny. — Zebrać trzeba ludzi.
W chwili tej, gdy się naród budzi,
ty nie chcesz wziąć na siebie grzechu
2060
niedbalstwa?

LELEWEL

Innych macie.

BRONIKOWSKI

Tyś przyrzeczenie składał, bracie.
Natychmiast zwołaj — spisz ich listę.
Poniechaj sprawy osobiste,
2065
bo to jest rzecz ogromnej wagi,
to się stać musi.

BógLELEWEL

To się stanie,
co Bóg zakreślił w swojej woli,
nie to, co człowiek zaś ma w planie.

BRONIKOWSKI

2070
Pan nie masz prawa.

LELEWEL

Serce boli.
Bóg wprzódy inne skreślił prawo.
Tu moje prawo — dziś, w tej chwili
od łoża ojca pójść nie mogę.
2075
Nie pójdę nigdzie. —

BRONIKOWSKI

Czyś oszalał?!

LELEWEL

Nie będę mojej duszy kalał,
i tom pamięci ojca winien,
żem przy nim zostać dziś powinien.
2080
Bóg, co ojczyznę z martwych wskrzesza,
snać[238] sam mnie skazał dziś w odstawę
i innym w ręce daje Sprawę
a mnie z tej winy dziś rozgrzesza.

BRONIKOWSKI

Mam odejść z niczem?

LELEWEL

2085
Z niczem — z niczem. —

BRONIKOWSKI

Z jak strasznym mówisz to obliczem — — ?
Ja tu biegłem i wbiegłem zdyszany,
bom sądził, że rozum zastanę,
że Pallas[239], że wróżka Ulissa[240]
2090
u ciebie przebywa z egidą —
a widzę, że nie słuchasz Pallady,
tylkoś wylękły, tylkoś blady,
nie rączy, jako człowiek czynu.

LELEWEL

Nie najdziesz u mnie Pallady,
2095
nie najdziesz u mnie nadziei.
Przez myśli moich ognisko
cień przemknął się z Cheronei;
przetom wylękły, przetom blady.
Nie najdziesz Pallady, nadziei.
2100
Raczej, to widzę, Hermes nagi
wszedł i u wrót tych z wężem czeka,
by duszę wieść człowieka,
gdyby dziś martwe ojca ciało
w mym ręku syna — tam ostało.
2105
Dopokąd[241] Bóg ten wrót mych strzeże,
dostępu nie ma tu Bóg inny.
Sądź przeto, bracie, czym jest winny — ?
Dzisiaj nic nie wiem, nie pamiętam.
Wszystko na dzisiaj we mnie zmarło
2110
i łzy… ściskają…

BRONIKOWSKI

odchodzi

LELEWEL

Bądź zdrów. —
słucha pode drzwiami pokoiku ojca
wraca do stolika
usiada
bierze monetę i szkło zwiększające
Bolesław — ale który — ?
Napis — i rycerz na koniku —
z mieczem i tarczą — gwiazda z boku.
2115
Wykopalisko. — Przerysuję.
Z rysunku łatwiej wymiarkuję[242]. —
rysuje
Cięży głowa.
Niejasno widzę. — Kształt się gubi.
przestaje rysować

HERMES

idzie w kierunku pokoiku bocznego

LELEWEL

zamyślony
Któż — ? Czartoryski — ja — Niemcewicz. —
2120
Lubecki może — ? — Rzecz się złoży.
Sejm trzeba zwołać. — Palec Boży. —
Chłopicki! — — Sprawa się zaczyna.
Późno.
patrzy ku zegarowi
Już dziewiąta godzina.

HERMES

wchodzi we drzwi z prawej
do pokoiku ojca Lelewela

LELEWEL

wstaje
chwieje się
idzie do okna
stoi chwilę przy oknie
odchodzi od okna
ku stolikowi
usiada
zegar poczyna bić dziewiątą
Ze drzwi z prawej
wychodzi:

HERMES

prowadząc starego Ojca Lelewela

OJCIEC

idący za Hermesem ku drzwiom w głębi
zatrzymuje się w pół drogi
poza krzesłem syna

OJCIEC

2125
Nie czekaj, stamtąd nikt nie wraca.
Żywemu tobie żywa praca.
Nie czekaj — jestem marny cień
i zgasnę, skoro błyśnie świt.
Padam, jak pada stary pień,
2130
skruszały, zgnębion wielą[243] lat.
Bierz jeno żywą szybką myśl
i gotuj Czyn i sposób[244] Czyn
spólnością, zgodą kurnych chat.
Goń szybką myśl — myśl lotny puch,
2135
przegania wichrem świat.
O spiesz, o spiesz, myśl lotny puch,
gnana w przestrzeniach wichrem burz.
Ockniesz się jutro w klątwie strat
a wtedy pojmiesz głębie win:
2140
czym będzie jutro, czym jest dziś,
gdy błyśnie szary świt….

LELEWEL

zadumany
Jak starożytny grecki mit,
nieznany mężom życia bieg
i niezgadniony kresny czas,
2145
gdy Kloto[245] dzierga krosien ścieg.
Dzisiajże starzec ciężko legł,
gdy się obudza żądza mas
i pędem rwie i naprzód rwie
spólnością wszystkich klas.
2150
Trzebaż, abym ja ognia strzegł
a ręce moje załamane
u wrót grobowca, który sypię
ojcu — mnież cieszyć się na stypie?

Ojciec, ŚmierćOJCIEC

O żegnaj, lice zadumane —
2155
żegnaj, w dalekie idę kraje,
na elizejskie ciche gaje
i wzrok się myli, oczy lsną
i ledwie syna cię poznają,
bądź zdrów — o nie plam ty się krwią — !

LELEWEL

wstaje
2160
Czemuż to ręce załamane?
Mój czyn — tam — znak — ostatni kres,
tam krew — mój ojciec kona tam
i ja w ustawnym żalu łez.
O precz — o precz — wyzwolin mnie,
2165
bo mnie ten ciężar łzawy gnie.
Ja nie chcę łez — chcę krwi, chcę krwi! —
— Ojcze!

OJCIEC

O nie plam ty się krwią —

LELEWEL

Chcę krwi — ach głos — czyj szept, czyj cień — ?
2170
Po szybach wicher brzękiem gra,
na ulicach się huragan zrywa.
Tłum ludzi pędzi — tam, to tu —.
Zmęczonym tak — o snu — o snu —
bezsennych nocy tyle
2175
a tam się obudzą za chwilę,
tam wstają, gonią, rodzą myśl,
budują państwo — ognia żec[246]! —
O czemuż mnie nie wolno biec — ?

OJCIEC

Odchodzę precz, odchodzę precz —
2180
próżno mnie twego serca strzec.

LELEWEL

Dzieła poczęli dziś część lwią.

OJCIEC

Synu, o nie plam ty się krwią.

LELEWEL

Wolność, dziś święto, dzisiaj czyn.
Myśl lotny puch — ulata precz —
2185
tam Polska już poczęta rzecz.

OJCIEC

Byłeś mi wdzięczny syn…

LELEWEL

Precz łzy, precz smutku, precz, precz żal;
już myśl poczęła wielką rzecz,
myśl lotna, ścigła — precz łzy, precz…

OJCIEC

2190
We wieczność idę, w dal.

LELEWEL

Potęgę sił mi tęgich daj!
Przemóc obawy, troski, znój,
biec tam, gdzie ma się zacząć bój
a Polska państwem letnich snów!

OJCIEC

oddala się ku drzwiom w głębi, za Hermesem
2195
W spokojów wiecznych idę gaj.
Bądź zdrów, bądź zdrów, bądź zdrów.
przepada we drzwiach

LELEWEL

odwraca się
spostrzega drzwi otwarte
Ha! Co to — !? Czy kto przyszedł znów
mnie wzywać — co to? — Pusta sień.
Z pokoiku z lewej wchodzi

SIOSTRA LELEWELA

znużona

LELEWEL

patrząc na nią
Mój ojciec!!! —
w kierunku drzwi
2200
Ojca mego cień!

SIOSTRA

wskazując drzwi pokoiku
niepewno cicho
Śpi — śpi — —

LELEWEL

cicho w myślach
Wiem, wieczny to już sen.

SIOSTRA

Nie śmiałam dotknąć skroni, czoła. —

LELEWEL

chce coś mówić

SIOSTRA

Ciszej. — —

LELEWEL

2205
Głos zbudzić go nie zdoła.
Duch jego odszedł już daleko.
wchodzą oboje do pokoiku ojca
skąd tejże chwili Lelewel wraca

SIOSTRA

wraca i zatrzymuje się w progu pokoiku
Patrz, łzy z przymkniętych powiek cieką…

LELEWEL

Ostatnie jego do nas słowa…

SIOSTRA

Był ktoś u ciebie — wejść nie śmiałam,
2210
lecz uchyliłam drzwi na chwilę.
Odeszłam odeń tylko tyle,
co was u drzwi słuchałam.
Prot właśnie nadejść miał w tej porze,
więc chciałam z nim prześcielić łoże,
2215
bo sama nie byłabym w stanie… —
Skończyła się już nasza trwoga —
gdy odszedł duch od Boga.
Przez otwarte drzwi z korytarza wpada:

PROT, BRAT LELEWELA

przejęty radością
gdy ma wybuchnąć potokiem słów
z wieścią z miasta,
słowa mu giną i martwieją na widok brata i siostry
stojących bez ruchu

NIKE SPOD CHERONEI

wbiega tuż za nim
i przesłaniając go ręką w gwałtownym ruchu
mówi za niego:
Radość wam wróżę!
Umarli biorą róże!!
2220
Mrą wasi wrogowie
i waszych świętości stróże
walczą! Idą w honorze!
Więzy zerwane!
Śmierć kosi! Przez ten dom dąży!
2225
Zbudź się ludom chorąży!
Śmierć tobie wzięła trud
i ciężar, co ciąży.
Zbrój się w męczarni ducha!
Tam krew i zawierucha!! — — —
2230
Czyż wy zdeptać miłości niezdolni?! —
Wy dziś już — wolni!!
bębny wojsk przechodzących daleko w ulicach

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.