- Literum
- Lektury szkolne
- Matura rozszerzona
- Chmury
- PARABASIS CHORI (ZWROT DO WIDZÓW)
Chmury · Arystofanes
PARABASIS CHORI (ZWROT DO WIDZÓW)
PARABASIS CHORI (ZWROT DO WIDZÓW)
(510–626)
Kommation, śpiew chóralny.
CHÓR
Starość, NaukaDalejże śmiało naprzód z radosną odwagą,
Mężny człowieku!
Niechaj cię wiedzie szczęście, iże z tą powagą
680Późnego wieku
Imasz[235] się spraw młodzieńczych, barwami młodości
Starca niedolę
Krasząc: mądrości
Ucząc się w szkole!
POETA
685
Widzowie, do was ja teraz[236]
Prawdy słowami przemówię
Otwarcie, prze Dyjonysa,
Bożyca[237], co mnie hodował!
Obym zwycięstwo tak zyskał,
690Obym tak przez was był uznan,
Jak was uważam za widzów
I sędziów sztuki wytwornych,
Jak wierzę, iż ta komedia
Jest pośród moich najlepsza
695I najprzedniejsza. Dlatego
Jam się pokusił powtórnie
Rzecz tę zastawić przed wami,
Wszak pracy misternej to dzieło.
A jednak owym tam błaznom
700Dank[238] przysądzono przede mną:
Jam był niegodzien! Że na to
Wyście zwolili, o znawcy!
Wprost wam przyganiam[239] do oczu
Ja, co me trudy wam niosę!
705Mimo to nigdy, z mej woli,
Nie rzucę was, sędzie wytworni!
Od chwili bowiem, gdy ludzie,
Co poją serca prawością,
Poklaski dali tu memu:
710Skromnemu przeciw Porubcy[240],
— Wtedym był jeszcze wżdy dziewką,
Nijakoż było mi rodzić;
Toć podrzuciłem to dziecię;
Ktoś inny podjął miłościw,
715Wyście zaś dali opiekę
I wychowali dostojnie! —
— Odtąd porękę mam świętą,
Że sąd wasz trafny, bezstronny.
Teraz więc sztuka ta moja,
720Jakoby owa Elektra,
Przyszła tu patrząc, czy najdzie
Znawców tak samo życzliwych:
Jeśli ich ujrzy wśród widzów,
To pozna brata po włosach[241]!
725Patrzcie zaś, jako jest skromna
Z urody: wszak nie przyszyła
Wisielca o łbie czerwonym,
Wałka ze skóry, by śmieszyć
Gawiedź uliczną i młodzież!
730Wszakże nie szydzi z łysego,
Ni wodzi tańce błazeńskie.
Sztuka, Przemoc, ŻartNi żaden stary dziadyga,
Gdy wiersz wygłasza, nie bije
Palicą po łbie nikogo
735Z aktorów, aby tą sztuczką
Zasłonić nicość dowcipu.
Nie skaczą w niej z pochodniami,
Nie wrzeszczą: oj, dadada!
W siebie i własną poezję
740Dufna — stanęła przed wami!
Acz jestem takim poetą,
Kędziorów jednak nie trefię,
Nie oszukuję was, dając
To samo dwakroć lub trzykroć,
745Lecz zawsze nowe idee
Wprowadzam pełne pomysłów,
Nic nie podobne do siebie,
Odrębne, zawsze dowcipne.
Jam to Kleona, gdy panem
750Był bezgranicznym, w brzuch kopnął;
Nie byłem jednak tak czelnym,
By deptać powalonego.
Lecz tamci, kiedy raz jeden
Hyperbol kozła wywinął,
755Już po nicponiu wciąż jeżdżą.
Ba — matkę jego kalają!
Oto nasamprzód Eupolis
Dał Marikasa na scenie,
Rycerzy moich małpując,
760W sposób szelmowski, sam szelma;
Babsko pijane mu przydał
Dla sprośnych tanów: ten pomysł
Dawno już Frynich wprowadził,
Smok potem babę pożera.
765Następnie na Hyperbola
Hermippos napadł ze sceny,
A teraz wszyscy już inni
Nań ujadają gromadą,
Każdy zaś musi tam wsadzić
770Mą o węgorzach przypowieść[242].
Kto się więc śmieje z tych błazeństw,
Tego ma sztuka zawiedzie,
Lecz jeśli szczerze was cieszą
Pomysły moje i duch mój,
775Dacie tym dowód na przyszłość,
Na zawsze — żeście rozsądni!
CHÓR
Strofa (Śpiew)
Niebem władnący bogów bóg,
Zeusie gospodnie[243] znijdź w ten próg,
Ciebie pierwszego zwę w mój chór!
I ciebie, o chodzący w sławie ojcze mój,
Eterze święty,
785Co wszystkim nam zesyłasz życiodajny zdrój.
Wzywam w chór!
I ciebie, rumaków słonecznych właście,
Co w ognia promieniach
Trzymasz niebios i ziem przepaście,
790Wielki w bożych i w ludzkich wielki pokoleniach,
Wzywam w chór!
EPIRRHEMA (POBUDKA)
ARCYCHMURA PIERWSZA
O słuchacze cni, wytworni,
Raczcie skłonić ku nam uszy,
Wżdy o nasze ciężkie krzywdy
795Żalim się przed wami z duszy.
Acz najwięcej z wszystkich bogów
Miastu temu dobra dajem,
Palnych ani płynnych ofiar
My, jedyne, nie dostajem.
800My, co was, jak oczka, strzeżem!
Bo gdy wojnę — na agorze
Ot — tak z bzika — uchwalacie,
Grzmimy, lejem w tejże porze[244].
Owa, gdyście bogów wroga,
805Paflagona, łupiskórę,
Wojewodą obierali,
Brwi zmarszczywszy — złe, ponure,
Zaczęłyśmy jawić wróżbę:
W blaskach ryczał grom po gromie.
810Miesiąc[245] zboczył ze swych torów,
Nawet słońce swoje płomię[246]
Przydusiło[247], zaraz w siebie
Knot wciągnąwszy, i orzekło,
Że nie świeci, jeśli Kleon —
815Wódz — i zaćmą się oblekło!
Wyście go i tak wybrali…!
Mądrzy mówią, że w tym grodzie
Rej bezgłowie cięgiem wiedzie,
Lecz bogowie w miłej zgodzie
820Błędy i przecherstwa wasze
Pchną na gładsze tory snadnie[248];
Aby się i dziś powiodło,
Taka rada od nas padnie:
Gdyby tak Kleona kruka
825Na kradzieży schwycić; gdyby
Dopaść nawet na łapówce
I zagłobić mu kark w dyby —
To znów, jako w dawne czasy,
Choćbyście co pobroili,
830Łaska bogów szczęścia szalę
Ku nam zwróci i przechyli.
CHÓR
Antystrofa (Odśpiew)
Febie[249] mój, który dzierżysz łuk,
Kintu, podniebnej skały, róg,
Książę Delijski, rzuć — zejdź w chór!
I ty, o boska ksieni nasza, przybądź w lud,
Pallas Ateno!
840O pawęży[250] strażniczko, ty, co dzierżysz gród,
Aten gród!
Ty Bakchu, bożycu, książę parnaski,
Co łuną smolaków
Pośród Bakchantek siejesz blaski,
845Wodząc delfickie pląsy przeświętych orszaków,
Przybądź w chór!
ANTEPIRRHEMA (OD-ZEW)
ARCYCHMURA DRUGA
Kiedyśmy się w drogę ku wam
Tutaj właśnie puszczać miały,
Księżyc spotkał nas w przestworach,
850Dając do was odkaz[251] mały:
«Ateńczyków mi pozdrówcie
I Związkowych» — tak powiada —
«Lecz niech wiedzą, że się wściekam,
Bo dojedli[252] mi nie lada,
855Acz ich wszystkich nie słowami,
Ale czynem wspieram godnie,
Każdy bowiem mniej o drachmę,
Już co miesiąc na pochodnie
Daje tak, że idąc wieczór
860Na swą czeladź woła: »Dzieci,
Nie kupować mi pochodni,
Wżdy miesiączek cudnie świeci«.» —
Wypominał inne łaski,
Lecz wy nawet dni się jego
865Nie trzymacie po dawnemu,
Nieład wnosząc do wszystkiego.
Mówił, że mu każdym razem
Grożą bogi już obuszkiem,
Kiedy minie ich biesiada
870I w dom idą z pustym brzuszkiem,
Rozminąwszy się ze świątkiem
Wedle kalendarza daty[253],
Bo po sądach się włóczycie,
Gdy im trzeba bić obiaty[254]!
875A tymczasem, gdy my, bóstwa,
Posty suszym w pewne doby,
Sarpedona czy Memnona
Opłakując dni żałoby,
U was kielich i śmiech dzwoni!
880Za to na ten rok mianowan
Arcyksiędzem wasz Hiperbol,
Został z wieńca obrabowan
Przez nas, bogów! Niechże sobie
Zapamięta ten niecnota,
885Jak to trzeba po księżycu
Naprawować[255] dni żywota!
SCENA XI
Sokrates, Wykrętowic, Chór.
SOKRATES
wychodząc z uczelni
Klnę się na Oddech, na Chaos, na Wiatry,
Że nie widziałem tak dzikiego chama,
Takiej ciemięgi, tumana i gapia,
890Co, nim się kilku drobiazgów wyuczył,
Już ich zapomniał! Jednakże spróbuję
Wezwać go na dwór, tu — na światło dzienne.
bardzo głośno, zwrócony do uczelni
Hej! Wykrętowic! Sam tu, wynieś łoże!
WYKRĘTOWIC
odpowiadając z wnętrza
Cóż kiedy pluskwy ruszyć go nie dają!
Wykrętowic boso, tylko w chitonie, wynosi powoli i niezgrabnie tapczan nakryty baranicą.
SOKRATES
WYKRĘTOWIC
Baczę.
SOKRATES
Powiadaj, czego najpierw chcesz się uczyć
Z przedmiotów, których nie znasz jeszcze: rzeknij,
Czy chcesz o miarach, taktach czy imionach?
WYKRĘTOWIC
z werwą
SOKRATES
zniecierpliwiony
Nie to! Lecz którą z miar za najpiękniejszą
Mniemasz: potrójną czy poczwórną miarę[257]?
WYKRĘTOWIC
Ostatnią, bo też nie ma jako garniec[258].
SOKRATES
WYKRĘTOWIC
Tak? Załóż się ze mną,
Że cztery kwarty mieści cały garniec!
SOKRATES
Niechże cię…! Jesteś dzik i tępa głowa.
Lecz może snadniej pojmiesz coś o taktach[259]?
WYKRĘTOWIC
SOKRATES
Więc przede wszystkim już w obejściu z ludźmi
Będziesz wytworny, umiejąc rozróżnić
Każdy takt, czy to wojenny, czy daktyl[260]…
WYKRĘTOWIC
przerywając, ze zdziwieniem
Daktyl?
SOKRATES
WYKRĘTOWIC
Przeć go znam.
SOKRATES
Więc opisz!
WYKRĘTOWIC
Po co? Wszak jadłem… no daktyl, jak daktyl.
Sokrates zaprzecza głową; wtedy pokazuje mu tak zwaną „figę”.
Gdym był chłopięciem, to brano za daktyl[261].
SOKRATES
z obrzydzeniem
WYKRĘTOWIC
w pasji
A tyś co? Dziad, żebrak!
Tych bredni nie chcę się uczyć.
SOKRATES
Więc czegóż?
WYKRĘTOWIC
Jednej, jedynej rzeczy, kręcić prawem!
SOKRATES
WYKRĘTOWIC
Dyć wiem, co męskie; jeszczem nie ogłupiał.
Byk, cap i baran, pies, kogut i gawron[262].
SOKRATES
ironicznie
WYKRĘTOWIC
Jakoż to, jak to?
SOKRATES
No — gawron i gawron.
WYKRĘTOWIC
Tak, prawda, przebóg! Jako mam zaś mówić?
SOKRATES
«Gawron» na samca, na samkę «gawronka».
WYKRĘTOWIC
uradowany
Dobrze, pięknie, klnę się Wiatrem![263]
Wiesz co? Już za tę jednę twoją lekcję
Sypnę ci mąki jęczmiennej w dzież hojnie.
SOKRATES
WYKRĘTOWIC
W jaki sposób?
Ja dzież przemieniam na męskie?
SOKRATES
Tak właśnie,
Jakbyś odmieniał Kleonyma.
WYKRĘTOWIC
ze zdumieniem
SOKRATES
U ciebie jedno, czy dzież, czy Kleonym.
WYKRĘTOWIC
z urąganiem
Ależ Kleonym nigdy nie miał dzieży,
śmiejąc się
Wżdy ciasto miesił w kulistym moździerzu.
Na koniec jakże mam gadać?
SOKRATES
WYKRĘTOWIC
Dzieża jak baba?
SOKRATES
Teraz dobrze mówisz!
WYKRĘTOWIC
do publiczności obrócony, mówi do siebie, jakby sobie
wbijał w pamięć
Trza mówić dzieża i ta Kleonyma.
SOKRATES
WYKRĘTOWIC
Wiem przecie, które żeńskie.
SOKRATES
Wymień kilka.
WYKRĘTOWIC
Lilia, Filinna, Klejgora, Demetria[265].
SOKRATES
WYKRĘTOWIC
Tych krocie,
Jak Filoksenos, Melesjas, Amynias.
SOKRATES
Widzisz, ty drabie, wszak ci to nie męskie!
WYKRĘTOWIC
Te wam nie męskie?
SOKRATES
WYKRĘTOWIC
Jak bym miał wołać: «Hej, bywaj Amynio!»[266]
SOKRATES
Widzisz… wołałeś na babę Amynię!
WYKRĘTOWIC
SOKRATES
pokazując na tapczan
Nie, przebóg! Teraz połóż się tu.
WYKRĘTOWIC
Po co?
SOKRATES
Masz tu wymyślić coś sam, samodzielnie!
WYKRĘTOWIC
ze wstrętem i strachem
SOKRATES
Taki mój rozkaz!
usadza Wykrętowica przemocą na tapczanie, odstępuje na bok i staje w pozie ogromnie zamyślonej.
SCENA XII
Wykrętowic, Chór.
WYKRĘTOWIC
To ci los nieszczęsny!
Dziś mnie pchły, pluskwy, prusaki zagryzą!
Podczas następującego śpiewu rzuca się Wykrętowic na tapczanie, tocząc wojnę z pluskwami.
CHÓR
Strofa
Teraz podumaj i wiercąc się w kółko, nieboże,
980Skupiaj twe zmysły,
A skoro wpadniesz w dociekań bezdroże,
Na inne przeskocz pomysły,
A sen przesłodki niech krąży, daleki
Od twej powieki!
WYKRĘTOWIC
ARCYCHMURA
bardzo poważnie
Co cię dręczy, co cię boli?
WYKRĘTOWIC
Ginę, nieszczęsny! Z tego pielecha
Wyłazi, żre mię
To pruskie plemię!
990Obgryzują żywcem boki,
Wysysają z cielska soki,
Wywlekają mądze z miecha,
Zadek rąbią:
Na śmierć trąbią!
ARCYCHMURA
WYKRĘTOWIC
Jak nie biadać, gdy duch w piętach!
Poszły grosze, poszło zdrowie,
Siły poszły i chodaki,
A tu spać mi nie da mrowie,
1000Bo stąd źganie, stamtąd darcie:
Zeżrą mnie już wnet robaki
Wrzeszczącego, jak na warcie!
SCENA XIII
Wykrętowic, Sokrates, Chór.
SOKRATES
jakby ocknąwszy się z głębokiej zadumy, zbliża się
nagle do Wykrętowica.
Cóż ty wyrabiasz, dlaczego nie myślisz?
WYKRĘTOWIC
Na Posejdona, myślę.
SOKRATES
WYKRĘTOWIC
Czy pluskwy ze mnie zostawią choć flaczek!
SOKRATES
Zdychaj tu, leniu!
WYKRĘTOWIC
Duszo moja, zdycham!
SOKRATES
Obwija mu głowę baranicą i wchodzi do uczelni, aby dać pozór[269] na innych uczniów.
WYKRĘTOWIC
gdy tylko Sokrates zniknął — wysunął głowę spod baranicy
Kroćset…! Któż wydębi
Z tych tu run owczych jaką myśl frantowską[270]?
SOKRATES
wychodząc od siebie
Trzeba popatrzyć, co on tam porabia?
do Wykrętowica, który głowę schował w tejże chwili
WYKRĘTOWIC
głowę wysuwając
Na Apolla, nie śpię.
SOKRATES
Masz co?
WYKRĘTOWIC
Nic, przebóg!
SOKRATES
Nie masz nic, nic zgoła?
WYKRĘTOWIC
SOKRATES
z gniewem, plując
Natychmiast okryj łeb i wymyśl sposób!!
WYKRĘTOWIC
Jaki? Toć ty mnie wskaż go, Sokratesie!
SOKRATES
Sam naprzód wymyśl, co chcesz, samodzielnie!
WYKRĘTOWIC
zniecierpliwiony
SOKRATES
Dalej, nakryj się; swą lotną jaźń szczypaj
I punkt po punkcie rozważaj zadanie
Podług systemu, punkt za punktem!
WYKRĘTOWIC
nakrywając głowę
Losie!
SOKRATES
Milcząc czeka chwilkę.
WYKRĘTOWIC
Drogi, mój złoty Sokratku!
SOKRATES
Cóż dziaduś?
WYKRĘTOWIC
SOKRATES
Wyjaw go!
WYKRĘTOWIC
Powiedz, dobrodzieju…
SOKRATES
Cóż tam?
WYKRĘTOWIC
SOKRATES
Cóż byś ty na tym zyskał?
WYKRĘTOWIC
SOKRATES
Jak to?
WYKRĘTOWIC
No tak: bo procent płaci się co miesiąc.
SOKRATES
Nieźle! Więc wtóre zadam rozmyślanie.
1050Gdybyć skarżono o pięć talencików,
Jakbyś tej skardze zgrabnie kark ukręcił?
WYKRĘTOWIC
Jakby tu, jako? Nie wiem, trza pomyśleć.
Obwija głowę.
SOKRATES
Milczy przez chwilę.
WYKRĘTOWIC
wysuwa głowę
Mam ci już sposób świetny na twą skargę,
Sam przyznać musisz.
SOKRATES
Jakiż ten twój sposób?
WYKRĘTOWIC
SOKRATES
A, szkło? Szkiełko takie?
WYKRĘTOWIC
SOKRATES
Na wdzięki Charyt[276], nieźle!
WYKRĘTOWIC
Jak się cieszę
Żem skręcił skargę pięciotalentową!
SOKRATES
WYKRĘTOWIC
lekceważąco
No — cóż ta?
SOKRATES
Mając już przegrać wobec braku świadków?
WYKRĘTOWIC
Wróble już piszczą o tym.
SOKRATES
WYKRĘTOWIC
drwiąco
Owszem!
Gdy przedostatnią sprawę sądzą, zanim
Mnie wywołają, w te pędy się wieszam!
SOKRATES
To brednie!
WYKRĘTOWIC
SOKRATES
z gniewem
Drwisz sobie?! Precz stąd! Nie uczę cię więcej!
WYKRĘTOWIC
zrywa się z tapczana i przypada do kolan Sokratesa
Za co? Błagam cię, Sokratesie, daruj!
SOKRATES
WYKRĘTOWIC
Już… zaraz mówię: najpierw… najpierw… było,
Co najpierw?… Aha! W czym się ciasto miesi…
Nie! Cóż to było?
SOKRATES
odwracając się z pogardą i gniewem
Staje na boku i zamyśla się.
SCENA XIV
Wykrętowic i Chór.
WYKRĘTOWIC
Litości! Cóż ja, niebożątko, pocznę:
Zdechnę, jeśli się kręcić nie wyuczę!
zwraca się do Chóru błagalnie
O Chmury! Dyć wy dajcie mądrą radę!
CHÓR
WYKRĘTOWIC
Mam ci ja synka pięknego, dzielnego,
Alić się nie chce uczyć! Wżdy co czynić?
CHÓR
I ty to ścierpisz!
WYKRĘTOWIC
1100
Ha — cóż; śliczny, bujny,
Krew to po matce pańska, ba, książęca!
Ale poń pójdę: nie zechce mnie słuchać,
Wyścigam z domu, dalibóg, na zawsze!
Do Sokratesa
Zaczekaj chwilkę na mnie, tu w tym miejscu.
Wykrętowic wbiega do swego domu.
SCENA XV
Sokrates, Chór.
CHÓR
Antystrofa[281] (Śpiew)
Sokrates wchodzi do swego domu.
SCENA XVI
Wykrętowic, Odrzykoń, Chór.
WYKRĘTOWIC
popychając przed sobą syna i gwałtownie fukając
Klnę się na Mgliska, dłużej cię nie trzymam,
Idź precz, precz lizać słupy Megaklesa[283]!
ODRZYKOŃ
WYKRĘTOWIC
wybucha śmiechem
WierzeniaPatrzaj! Zeus, Olimp! Ale też to bałwan;
śmieje się
Wstyd! Tyli[284] drągal… wierzy w jakieś Zeusy!
ODRZYKOŃ
Ty szydzisz z tego?
WYKRĘTOWIC
1120
Tak: zwłaszcza gdy widzę,
Żeś dzieciak, skoro wierzysz w tę starzyznę.
Lecz zbliż się do mnie, a dowiesz się więcej!
Powiem rzecz taką, że od razu będziesz
Uczonym — tylko nikomu ni słówka!
ODRZYKOŃ
WYKRĘTOWIC
Przysięgasz na Zeusa?
ODRZYKOŃ
Tak, papo!
WYKRĘTOWIC
ODRZYKOŃ
zdumiony
WYKRĘTOWIC
Toć hań Wir królem, Zeusa napędziwszy.
ODRZYKOŃ
Ach, cóż ty bredzisz?
WYKRĘTOWIC
Tak ci jest naprawdę!
ODRZYKOŃ
Któż ci to mówił?
WYKRĘTOWIC
ODRZYKOŃ
Więc już do tegoś stopnia zbziczał, papo,
Że tym szaleńcom wierzysz?
WYKRĘTOWIC
bardzo gwałtownie, oglądając się z trwogą
ODRZYKOŃ
Któż się co od nich nauczył dobrego?
WYKRĘTOWIC
Wątpisz? Co tylko mądrym świat nazywa,
U nich jest. Poznasz, jakiś sam gbur, głuptas.
Ba! Czekaj tutaj na mnie małą chwilkę!
Wbiega do domu Sokratesa.
Odrzykoń, Chór.
ODRZYKOŃ
pokazuje palcem na czoło i puka
1150
Bieda! Wszak papa zbzikował! Co robić?
Czy skarżyć, by go sąd uznał za bzika,
Czy bzik ten leczyć trzeba u trumniarza?
Wbiega Wykrętowic z gawronami w ręku.
Wykrętowic, Odrzykoń, Chmury.
WYKRĘTOWIC
pokazując jednego gawrona
Zobaczym teraz: jak go zwiesz, mój synku?
ODRZYKOŃ
To? Gawron.
WYKRĘTOWIC
pokazując drugiego
ODRZYKOŃ
Gawron.
WYKRĘTOWIC
Tak samo? Oba? Jesteś śmieszny!
Otóż od dzisiaj masz tu ją nazywać
Gawronką, samca zaś tylko gawronem[288].
ODRZYKOŃ
WYKRĘTOWIC
Ba, dobrze uczą, lecz com się nauczył,
Zawszem zabaczył[289]. Toć nie dziw, bom stary.
ODRZYKOŃ
opatruje go ze wszystkich stron
Przez to, jak widzę, zgubiłeś opończę?
WYKRĘTOWIC
ODRZYKOŃ
A ciżmy, gdzież są, gdzieś je podział, ciapo?
WYKRĘTOWIC
ODRZYKOŃ
Pójdę — bylebyś potem nie żałował.
WYKRĘTOWIC
Ładnie, że słuchasz!
krzycząc w kierunku pomysłowni
Sokrates wychodzi
Wychodź, przywiodłem właśnie do cię syna,
Choć się przeciwił!
SCENA XVII
Wykrętowic, Odrzykoń, Sokrates, Chór.
SOKRATES
protekcjonalnie
Boć to mleczak jeszcze:
Nie zna zagadnień w powietrzu wiszących.
ODRZYKOŃ
opryskliwie
WYKRĘTOWIC
A do stu katów! Tu będziesz kląć mistrza!?
SOKRATES
z godnością
Patrzcie go: «wiszać» — paskudna wymowa:
Wargi masz chyba opuchłe? Mów: «wieszać»!
Jak taki zdoła przed sądem wykręcać
1185Skargi lub pozwy, jak sędziów tumanić?
Choć i Hyperbol pojął, płacąc hojnie!
WYKRĘTOWIC
Moja rzecz płacić. Ucz go, ma on dowcip
Wrodzony. Gdy był tycim jeszcze bębnem,
Doma chałupki klecił, łódki strugał,
1190Ze skóry wózki grzeczne[295] szył: co powiesz?
Z łupin granatu żaby nawet robił!
PrawoNiech się więc uczy obu tych wywodów,
Tego prawego i tego nieprawa,
Co nieprawością swą bije prawego;
1195Nie da się obu — to wszelkim sposobem
Wyucz go tego nieprawa przynajmniej!
SOKRATES
Będzie się uczył od nich samych, od tych
Obu wywodów. Żegnam cię.
Odchodzi do siebie.
WYKRĘTOWIC
wołając za nim
Strona 1 z 1 · 73% utworu
Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.