Boska komedia, Piekło · Dante Alighieri

Pieśń XXVI – Pieśń XXX

Pieśń XXVI

3534

(Krąg VIII. Tłumok VIII. Źli doradcy: Ulisses.)

3535
Ciesz się, Florencjo! Twe skrzydła olbrzymie
Przez ląd i morze szeleszczą w tej dobie,
Nawet do piekła zaniosły twe imię.
W kręgu złodziei, daj wiarę zaklęciu,
Obywateli twych znalazłem pięciu[382],
3540
A co mnie wstydem rumieni i tobie,
Zda się, nie robi wielkiego zaszczytu,
Jeśli po ranu[383], w marzeniach przedświtu,
Marzących sny są prawdziwsze niekiedy,
Wkrótce się dowiesz, co ci życzy Prato[384]
3545
Jeśli nieszczęście już cię nawiedziło,
Co być musiało, nie przed czasem było;
Bo w czas im dalej zajdzie moje lato[385],
Więcej mi będą ciężyć twoje biedy!
Wódz szedł i tymi szczeblami, co skały,
3550
Gdyśmy schodzili, dla nas wykowały,
Powraca, ciągnąc mnie za swoją nogą[386].
I tak samotną pośród głazów drogą
Stopa się plącząc, między skał osęki,
Postępowała za pomocą ręki.
3555
Jam się zasmucił i jeszcze się smucę,
Po ile razy pamięć moją zwrócę
Na dziwne, co tam widziałem, przedmioty,
Zawściągam silniej wodze mego ducha,
By swej nie stracił przewodniczki cnoty;
3560
I gdy mi gwiazda rai światłem błogiem
Jakie bądź dobro, nie chcę być mu wrogiem.
Jak w porze roku, gdy więcej palące
Twarz swą najdłużej nam odkrywa słońce,
Wieśniak na wzgórku wczasując przed nocą,
3565
Gdy komar brzęczy, a zamilknie mucha,
Widzi w dolinie robaczki błyszczące,
Gdy w ciemnych liściach winnicy migocą:
OgieńTak ja widziałem na dnie ósmej jamy
Mnóstwo płomyków patrząc z wierzchu tamy.
3570
Jak ów pomszczony za się przez niedźwiedzi
Za lekkomyślną niewiarę gawiedzi[387],
Widząc ognisty rydwan Elijasza[388],
Gdy zaprząg wichru w niebo go unasza,
Tylko oczyma lekki płomyk tropił,
3575
Co się jak obłok w powietrzu roztopił:
Tak na dnie jamy każdy kształt płomyka
Ruszał się, kryjąc w swym wnętrzu grzesznika.
Z mostu uwięzłem cały w tym widoku
I gdybym ręką nie chwycił się głazu,
3580
Niepchnięty w otchłań upadłbym do razu.
Wódz widząc moje wytężenie w oku,
Rzekł: «Tu duch każdy żyć w ogniu skazany,
Chodzi płomieniem jak suknią odziany[389]».
Odpowiedziałem: «Mistrzu, z twego słowa
3585
Na to, co widzę, pada jasność nowa:
Mów, z tylu ogni migających w zmierzchu,
Jaki to płomień, co rozdzielon z wierzchu,
Jako ze stosu na dwie strony wionął,
Na którym z bratem swym Eteokl płonął[390]
3590
Mistrz: «Dyjomeda duch i Ulissesa
Za karę wspólnej ich zdrady po zgonie
W jednym płomieniu nierozdzielnie płonie;
W nim płaczą sławnej zasadzki trojańskiej[391],
Z której nam wyszedł piękny szczep rzymiański[392];
3595
W nim za łzy cierpią córki Likomeda[393],
Co w swoim żalu ukoić się nie da,
Umarła skarży jeszcze Achillesa;
I w nim pokutę cierpią i karanie,
Za uwiezione Palladium kryjomie[394]».
3600
— «O! jeśli mogą przemówić z płomienia,
Niech ci ta prośba za tysiąc próśb stanie,
Pozwól mi czekać, nim dwoiste płomię
Zbliży się do nas, wszak po tośmy przyszli.
Patrz, z jaką żądzą ku niemu się chylę!»
3605
A mistrz: «Rad spełnię chwalebne życzenia,
Lecz trzymaj język na wodzy milczenia;
Ja mówić będę, odgadłem twe myśli;
Bo ci grzesznicy w uprzedzeniu dzikiem
Może, jak Grecy, wzgardzą twym językiem?»
3610
Gdy płomień do nas zbliżył się, mistrz chwilę
I miejsce k'temu wybrawszy stosowne,
W tych słowach usta otworzył wymowne:
«Wy, w jednym ogniu jak dwóch w jednym ciele,
O, jeśli miła wam mało czy wiele,
3615
Pisana, wielka moja pieśń na świecie!
Stójcie, niech jeden z was powie poecie,
Gdzie umarł, trudy skończywszy wędrowne?»
Starożytnego wierzchołek ogniska
Zaczął się ruszać, o dziw niepojęty!
3620
Szumiąc jak płomień wiatrami rozdęty;
I wierzch zwężony w kształcie obeliska
Tam i sam wodząc, jak język gotowy
Przemówić słowo, zabrzmiał tymi słowy:
«AmbicjaGdym zbiegł od Cyrcy[395], jej więzień niestety!
3625
Z wyspy, skąd blisko do miasta Kajety[396],
Już ani słodycz pocałunków syna,
Ni stary ojciec, tęskniąca rodzina,
Miłość wzajemna czułej Penelopy,
Nie mogły wstrzymać wędrownika stopy:
3630
Chciałem świat poznać i zwyczaje ludów
I opowiedzieć dzieje jego cudów.
Podróż, PrzywódcaZebrawszy szczupłą, lecz wierną drużynę,
Na pełne morze w jednej łodzi płynę;
Wody, co brzegi marokańskie liżą,
3635
Aż po hiszpański półwysep, ostrowy,
Ile ich patrzy w morskie wód zwierciadła,
Łódź białoskrzydła obleciała chyżo.
Już mnie i moich wiek nachylił długi,
Gdyśmy wpłynęli do morskiego gardła[397],
3640
Gdzie stoi wbity słup jeden i drugi,
Jakby ostrzegał znak herkulesowy:
Człowieku, tutaj kres twojej żeglugi!
W prawo rzuciłem Sewilli wybrzeże,
Na lewo Septy mauretańskiej wieże.
3645
— O bracia! rzekłem, po tylu przygodach
Rzucamy kotew[398] na zachodnich wodach;
A więc użyjmy tej reszty żywota.
Zwiedźmy, wszak krótkim tu każdy z nas gońcem,
Świat niemieszkalny tam dalej za słońcem!
3650
Myślcie, skąd człowiek swój początek bierze:
On nie stworzony, aby żył jak zwierze,
Cel jego trudów nauka i cnota.
Tą mową, jakbym połechtał ostrogą,
Zagrzani dalszą puszczają się drogą,
3655
Gdzie morze szerzej roztacza wód łona.
Łódź ku wschodowi tyłem obrócona,
Na lewo zwraca tor zuchwałej jazdy,
Skrzydłami wioseł jak ptak upierzona;
Z drugiej półkuli wszystkie nocne gwiazdy
3660
Patrzały na nas, gdy z pierwszej półsenne
Spadając oczy mrużyły promienne.
Księżyc pięć razy swe oblicze zmienne
Zmienił od czasu, jakeśmy pływali
Po tej bezbrzeżnej oceanu fali:
3665
Wtem nam się góra pokazała w dali[399],
Tak wielkiej żywe nie widziało oko.
Pierś naszą radość wypełnia szeroko,
Lecz za radością w ślad rozpacz przychodzi:
Zrywa się burza od nowego lądu,
3670
Uderza wichrem w sam przód naszej łodzi,
Trzy razy wirem okręca ją prądu,
Za czwartym… snadź[400] tak chciały sądy boże,
Z szumem nad nami zamknęło się morze».

Pieśń XXVII

3674

(Krąg VIII. Tłumok VIII. Ciąg dalszy. Gwido z Montefeltro.)

3675
Płomień prostując ostrze i milczący
Odchodził od nas jak szermierz od mety,
Za przyzwoleniem słodkiego poety.
Cierpienie, KaraGdy oto, widzę, drugi płomień kroczy,
Na swoje ostrze zwrócił moje oczy,
3680
Głosem, co szumiał zeń z trzaskiem i sykiem;
Jak sycylijski byk żarem ziejący[401]
Co po raz pierwszy, i słusznie zaiste,
Ryknął swojego budownika krzykiem,
A potem ryczał jękiem nieszczęśliwych,
3685
Których palono w jego wnętrzu żywych;
To ciało z miedzi, niejeden w złudzeniu
Myślał, że wiercą bóle rzeczywiste:
Tak zamkniętego ducha głos w płomieniu
Nie mając ujścia trzask ognia udawał,
3690
Lecz gdy przez ostrze utorował drogę,
Dał mu ruch, jaki jemu język dawał,
Słyszałem, w takie zamienił się słowo:
«Ty, co lombardzką przemówiłeś mową,
Mówiąc: Idź, dłużej pytać cię nie mogę[402],
3695
Chociaż przyszedłem za późno, nie w porę,
O, nie odmawiaj, racz pomówić ze mną!
Widzisz, że mówię, a jednak ja gorę[403].
O, jeśli schodzisz w naszą otchłań ciemną
Z słodkiej i pięknej Latynów krainy,
3700
Z której tu czynię pokutę za winy,
Ciekawość ziomka przez litość uspokój,
Mów, w Romaniji[404] wojna jest czy pokój?
Bo ja z latyńskiej matki życie wziąłem,
W górach pomiędzy Tybrem a Urbinem».
3705
Słuchałem jeszcze z pochylonym czołem,
Gdy mistrz mnie trącił i rzekł: «Mów z Latynem!»
Mając odpowiedź już gotową w myśli,
WojnaBez zwłoki rzekłem: «Duchu, któż określi,
Jak jest Romania twoja niespokojna!
3710
Gdym odszedł, jawna nie wrzała w niej wojna[405],
Rząd po staremu tyrański w Rawennie,
Orzeł z Polenty wziął ją w dziób swój orli[406],
I nakrył Cerwię sąsiednią skrzydłami.
Posoką Franków zbroczony kraj Forli,
3715
Pod zielonego lwa leży szponami[407].
Brytan z Werukio, on i jego szczenię[408],
Co mogą śmiało Montagna zadławić,
Rządzą w Rimini, tam jest ich siedzenie,
Gdzie już przywykli swoje zęby krwawić.
3720
Ludem Faency rządzi starożytny
Lew w gnieździe białym na tarczy błękitnej[409],
Łaknący ciągłej w stronnictwach odmiany.
Ludy osiadłe nad rzeką Sawijo[410],
Podobnie jako gród ich zbudowany
3725
Pomiędzy górą a doliny szyją,
Między niewolą a wolnością żyją.
Teraz kto jesteś? Mów, o, nie bądź twardy!
Względność umieją szanować Lombardy,
Mnie mówiącemu odpowiedz nawzajem».
3730
Płomień sczerwieniał trochę swym zwyczajem,
Wierzch zaostrzony tam i sam obrócił,
Tchnął i wśród iskier te słowa wyrzucił:
«Gdybym ja mniemał, że tu z gościem gadam,
Który na ziemię stąd wróci szczęśliwy,
3735
Płomień mój wnet by nieruchomym został;
Lecz jeśli prawdę mówią, że nikt żywy
Z tej się otchłani piekieł nie wydostał,
Mało się troszcząc o wstyd, odpowiadam.
Pycha, KłamstwoByłem żołnierzem, byłem franciszkanem[411],
3740
Biorąc sznur, w moją poprawę wierzyłem
I mógłbym stanąć bez grzechu przed Panem;
Alem skuszony był przez Arcymnicha[412],
W grzech dawny jego wtrąciła mnie pycha,
Wiedz i dlaczego, i przez co zgrzeszyłem.
3745
Gdym nosił ciało i kość wzięte z matki,
Przebiegłość głównym była moim rysem,
Z czynów mnie zwać by nie lwem, raczej lisem,
Wykrętów moich znajdziesz żywe świadki;
Mistrz w sztuce zdrady, zdradami mojemi
3750
Stałem się głośnym aż do krańców ziemi.
Lecz gdy dożyłem sędziwego wieku,
Gdzie każdy człowiek u dni swoich ścieku
Rad zwija żagiel, zbiera liny statku,
Co wprzód lubiłem, zbrzydło mi w ostatku.
3755
Pokutowałem za klasztorną kratą,
Płacząc na moje upłynione[413] lato,
Jużem się cieszył, że do nieba zdążę!
Religia, GrzechFaryzeuszów nowych pan i książę
Grzmiał ciągłą wojną, siedząc w Lateranie;
3760
Nie Saraceny, żydzi, nie poganie,
Wrogami jego byli chrześcijanie.
Żaden z nich rogów księżyca nie zniża[414],
Na ziemi pogan nikt nie utkwił krzyża.
On w sobie zniżył wielkie namiestnictwo,
3765
Sam kalał ślubów zakonnych dziewictwo,
Sznur mój miał za nic, który w owej chwili
Więcej wychudzał tych, co go nosili.
Lecz jak Konstantyn, gdy go trąd kaleczył[415],
Wezwał Sylwestra, by z trądu uleczył,
3770
Tak on mnie wezwał; leczyłem, mnich lichy,
Arcykapłana od gorączki pychy.
Pytał o radę, jam stał zasromany,
Bo mówił do mnie, jakby był pijany,
I dodał: »Z góry rozgrzeszam cię z winy,
3775
Naucz, jak zburzyć mury Palestriny.
Ty wiesz, kto niebo otwiera, zamyka,
Wiesz, że dwa klucze są w ręku klucznika,
Lecz mój poprzednik nie znał ich użycia[416]«.
Takie dowody niełatwe do zbicia
3780
Mnie uderzyły; wszedłem w radę z głową,
Że lepiej mówić jak zostać niemową,
I rzekłem: »Jeśli gładzisz, ojcze święty,
Grzech w mojej myśli tej chwili poczęty,
Słuchaj, ja radzę ze szczerością całą:
3785
Wiele obiecuj, a dotrzymaj mało[417],
Będziesz zwycięzcą na twojej stolicy«.
Kiedym umierał, w chwili mego zgonu,
Wzywał mnie patron mojego zakonu,
A wtem cherubin przyszedł czarnolicy,
3790
I rzekł do niego: »Zakonny patronie!
Śmierć, Wspomnienia, Grzech, Piekło, OgieńRobisz mi krzywdę, ja praw moich bronię,
On być powinien w potępieńców gronie.
Gdy mu z ust wyszła taka rada dzika,
Odtąd ja za czub rad trzymam grzesznika;
3795
Odpust bez skruchy to niepodobieństwo!
Rzecz niepodobna, godna mego śmiechu,
Razem chcieć grzechu i żałować grzechu.
Czyn ten potępia samo przeciwieństwo«.
O! Jak szalałem obłąkaniem dzikiem,
3800
Gdy on mnie porwał i zawołał z krzykiem:
»Możeś nie myślał, że byłem loikiem?«
I przed Minosem stawiać mnie sam zniknął.
Sędzia ten ogon skręcił z osiem razy[418],
Potem go ugryzł, a wściekły z obrazy:
3805
»Oblec go w ogień wiekuisty!«, krzyknął.
Za grzech ten w jamę wrzucony na mękę,
Noszę, jak widzisz ognistą sukienkę».
To rzekłszy, odszedł płomień potępiony,
Kręcąc, miotając swój wierzch zaostrzony.
3810
Ja i wódz szliśmy na arkadę tamy,
Pod którą cierpią karę na dnie jamy
Ci, co sumienie na bliźniego szkodę
Śmieli obciążyć, wzbudzając niezgodę.

Pieśń XXVIII

3814

(Krąg VIII. Tłumok IX. Siejący niezgodę. Mahomet i Bertran de Born.)

3815
Nawet od więzów rymu w wolnej mowie[419],
Raz, dwa rzecz jedną mówiąc, kto opowie
Rany, krew całą, jaka tam się leje?
Nie ma języka, co by wydał w słowie
To, nad czym umysł tylko się dumieje[420].
3820
Gdyby zarazem zebrać w jednej chwili
Wszystkich poległych Rzymian pod Kannami,
Chcących fortunę przełamać odwagą,
Gdzie dzieląc łupy zwycięska Kartago,
Jak pisze Liwiusz, który się nie myli,
3825
Rzymskie pierścienie mierzyła korcami;
I tych, co walcząc przeciw Guiskarda[421],
Czuli po cięciach, jak stal jego twarda,
I tych, co kości jeszcze dziś zbieramy,
Pod Kaperano i Taglijakozzo,
3830
Gdzie Konradyna, dziwo niepojęte!
Bez broni podstęp pokonał Alarda[422]:
Wszystkie te członki skłute lub odcięte
Patrzących mniejszą raziłyby zgrozą
Jak straszny widok tej dziewiątej jamy[423].
3835
Z dziurawej kadzi mniej wina wyciecze,
Ile krwi ciekło z rozciętego ducha,
Od samej brody aż poniżej brzucha;
Z kolan drgające zwisały jelita;
Widziałem serce, część wnętrza okryta
3840
Raziła oczy czerwonością nagą.
Podczas gdym jego oglądał z uwagą,
Spojrzał, rękoma pierś rozdarł i rzecze:
«Patrz, ja, Mahomed, jak siebie kaleczę!
Przede mną Ali[424] cały we łzach kroczy,
3845
Twarz mu po czaszkę jedna rana broczy;
Szatan tu stoi i z naszej gromady
Każdego bierze na ostrze swej szpady;
Gdy kończym obrót swej bolesnej drogi,
Tu choć najszersza zamyka się rana
3850
W chwili, gdy stajem przed mieczem szatana.
Lecz ty, kto jesteś, co stoisz bez trwogi?
Może niedługo skoczysz z tej wyżyny,
Gdzie ciebie strącą twoje własne winy?»
— «On nieumarły, nie lżyj go bezkarnie!
3855
On nie na męki wstąpił w wasze progi,
Lecz aby wszystkie tu poznał męczarnie:
Zmarły żywego, po nowej mu drodze,
Przez całe piekło z wyższej woli wodzę».
Mistrz rzekł i dodał: «Prawdzie nie skłamałem».
3860
A na dnie jamy wszyscy potępieńce
Stanęli, patrzą na mnie gronem całem,
Zapominając z podziwu o męce.
— «Jak ujrzysz słońce, powiedz Dulcynowi[425]
Jeśli tu prędko zstąpić nieochoczy,
3865
Niech skupi żywność, śniegiem się otoczy;
Bo jak ci mówię, bez śniegu i głodu,
Nowarczyk w górach niełatwo go złowi».
DuchTak z podniesioną stopą do pochodu,
Duch Mahometa mówił, potem nogę
3870
Na dłuż prostując poszedł w swoją drogę.
Duch drugi z krtanią przebitą, kaleki,
Z nosem rozciętym pod same powieki,
I z jednym uchem od lewego oka,
Stanął, z nim całe wstrzymało się grono:
3875
Duch patrząc na mnie z twarzą zadziwioną,
Otworzył gębę jak jamę czerwoną,
Którą broczyła świeża krwi posoka,
I rzekł: «Schodzący tu gościu bez winy,
Jeśli nie ludzi wielkie podobieństwo,
3880
Widziałem ciebie pomiędzy Latyny.
Przypomnij sobie Piotra z Medicyny[426]!
Idąc z Wercelli smugiem do Markabo[427]
Kara, ŚmierćOstrzeż ode mnie dwóch najlepszych z Fano,
Andziolello i Gwido ich miano[428],
3885
Że niespodziane czeka ich męczeństwo.
Gdy zmysł proroczy widzi tu niesłabo,
Wrzucą ich w morze w porcie Katoliki;
Bo od Majorki do Cypru zatoki
Neptun nie widział nigdy takiej zbrodni,
3890
Gdzie wciąż koczują greckie rozbójniki.
Zdrajca rządzący, chociaż jednooki,
Krajem, którego duch, co za mną kroczy,
Nie chciałby nigdy widzieć w żywe oczy,
Sprosi ich w gości, zdradzi najniegodniej,
3895
Czym ich uwolni od ślubów ofiary
Przeciw wiejącym wiatrom od Fokary[429]».
— «Gdy chcesz,» odrzekłem, «abym tam wysoko
Mówił o tobie w twoim ziemskim raju,
Kto ten nieszczęsny, wskaż mi go na oko,
3900
Któremu było tak gorzko w tym kraju?»
Do towarzysza duch wyciągnął rękę,
Na oścież jemu otwierając szczękę,
Krzyczał: «Patrz teraz, to on, lecz nie mówi:
On myśl wątpiącą uśpił Cezarowi,
3905
Twierdząc, że zawsze niebezpiecznie czekać,
Zamiar dojrzały do czynu odwlekać».
Jakże przeraził mnie wrażeniem dzikiem,
Ze swoim w krtani uciętym językiem,
Ten Kurion[430] niegdyś tak zuchwały w mowie.
3910
Duch drugi obie miał ucięte ręce,
W zmroku wywijał tępymi ramiony.
Krwią, co z nich ciekła, cały oczerniony,
I krzyknął, krzyk ten aż mi szumiał w głowie:
«Przypomnij Moskę[431], przebóg, ja to rzekłem:
3915
»Koniec koroną powinien być czynów!«
Z tych słów urosły kłótnie florentynów».
— «I śmierć twej całej rodziny!» dodałem.
On wtenczas z bólu łypiąc okiem wściekłem,
Odszedł jak gdyby już oszalał w męce.
3920
Ja wciąż na trzodę piekielną patrzałem;
I to widziałem, czego bez dowodu
Nie śmiałbym w pieśni opowiadać mojej,
Gdyby nie dobry nasz świadek, sumienie,
Które pod zbroją nam czystości swojej
3925
Serce umacnia, zagłusza zwątpienie.
DuchWidziałem, wierzcie na słowo poety,
Tułów bez głowy, jako inne cienie
Szedł równie dobrze sporym krokiem chodu,
A w ręku trzymał swą uciętą głowę;
3930
Głowa na włosach na obraz latarni
Zwieszona, z gestem bolesnym męczarni
Patrzając na nas, mówiła: Niestety!
Tułów przejrzysty jak szkło kryształowe
Sam stał się lampą i razem w tej chwili
3935
Dwoje ich w jednym, jeden w dwojgu byli.
Ile to widmo było rzeczywiste,
Pan nasz i mściciel wie o tym zaiste!
Tułów podszedłszy pod szyję mostową,
Wzniósł w górę rękę z całą swoją głową,
3940
Ażeby do nas przybliżyć swe słowo,
Które tak brzmiało: «Gościu nieumarły,
Patrz, jakie męki na mnie się wywarły,
Patrz, czy jest większa od mojej tortura?
Jeśli mną zająć chcesz ciekawość czyją,
3945
Wiedz, że ja byłem Bertrandem z Bornijo[432]
Dałem złe rady młodemu królowi,
Jątrzyłem syna przeciwko ojcowi:
Sam Architofel nie gorszym się wyda,
Co Absalona jątrzył na Dawida.
3950
Za to żem dzielił, co łączy natura,
Chodzę tu, przebóg, jak bezgłowa mara;
I słusznie, jaka zbrodnia, taka kara».

Pieśń XXIX

3953

(Krąg VIII. Tłumok X. Fałszerze. Alchemiści.)

Rozmaitymi tłum ludu ranami
3955
Tak moje oczy upoił w tej chwili,
Że pragnął spocząć i trzeźwić je łzami.
«Co tak spoglądasz?» przemówił Wirgili,
«Czemu tak pilno patrzą twe powieki
Na tłum tych cieniów tak smutnie kaleki?
3960
Tegoś nie robił przy drugich tłumokach:
Gdy chcesz policzyć, duchów tu jest ile,
Pomyśl; ta jama wykuta w opokach,
Ma w swym obwodzie dwadzieścia dwie mile.
Księżyc już zaszedł pod nasze podnóże[433],
3965
Odtąd dość krótki (szanuj lot chwil czynnych,)
Czas dozwolony do pielgrzymki twojej;
Jeszcze masz widzieć wiele rzeczy innych,
O których może myśl twa ani roi».
Odpowiedziałem: «Gdybyś spojrzeć raczył
3970
Na powód, co tu wzrok mój tak zahaczył,
Dłużej mi patrzeć pozwoliłbyś może?»
Wódz szedł, ja za nim z wolna sunąc nogą,
Dodałem jeszcze, wciąż mówić ochoczy:
«Tam, skąd utkwione odjąłem me oczy,
3975
W jamie, co w skał tych zapadła krawędzie,
Myślę, swej winy płacze duch mój krewny,
Która tam jego kosztuje tak drogo!»
Mistrz odpowiedział: «Hamuj pociąg rzewny,
Dłużej tym duchem nie rozrzewniaj myśli,
3980
Marz o czym innym, gdzie on jest, niech będzie.
Widziałem jego w chwili, gdyśmy przyszli
Na łuk mostowy, on cię zauważał,
Wskazywał, żywo palcem ci pograżał;
Słyszałem, jak nań jeden duch przeklęty:
3985
Geri del Bello, po imieniu krzyknął[434],
Lecz tyś był hrabią z Hetfortu zajęty[435],
W to miejsce wtedy spojrzałeś, gdy zniknął».
A ja: «Śmierć jego, której wstyd podziela
Krew nasza, od nas wygląda mściciela;
3990
Dlatego, myślę, z uczuciem pogardy,
Nie mówiąc do mnie, odszedł duch ten hardy,
Co go w mej duszy jeszcze droższym czyni».
Tak mówiąc szliśmy do pierwszej przystani,
Skąd mógłbym widzieć dno innej otchłani,
3995
Gdyby być mogło świetlej[436] w tej jaskini.
Gdym już od mostu stał o kilka kroków,
Krzywda, KaraGdzie był ostatni klasztor Złych Tłumoków[437],
Krzyki boleści, co w mej czułej duszy,
Ile ich było, razem się zmieniły
4000
W żelazne strzały, tak serce raniły,
Tak, że rękoma zatykałem uszy.
W miesiącu sierpniu społem tłum zebrany
Chorych z Maremmy i Waldikijany[438]
I co w sardyńskich szpitalach się mieści,
4005
Dałby nam chyba obraz tych boleści.
Z jamy buchały podobne wyziewy,
Jakimi dysze[439] zgangreniałe[440] ciało.
I zwróciliśmy krok nasz na brzeg lewy[441],
Który się długo jedną ciągnie skałą;
4010
KaraSpojrzałem w otchłań, gdzie na dnie jej łoża
Karze fałszerzy sprawiedliwość boża.
Nie mógł smutniejszy być widok w Eginie,
Gdzie tysiącami chory lud wymierał,
A mór[442] zwierzęta i płazy pożerał;
4015
Gdzie, jeśli wierzyć na poetów słowo,
Z nasienia mrówek wylęgły na nowo
Lud ją zaludnił, zwany Mirmidony,
Jak widok duchów w tej ciemnej dolinie,
Jakby stos trupów bezładnie zrzucony.
4020
Ten brzuchem cały do ziemi przypada,
Ów głowę skłonił na ramię sąsiada,
Ci na czworakach pełzają jak gady.
A szliśmy milcząc jako dwa niemowy[443],
Słuchając, patrząc na chore gromady,
4025
Niezdolne dźwigać bezwładne tułowy[444].
Dwóch wzajem na się opartych siedziało[445],
Strupy im całe cętkowały ciało;
Jak zgrzebłem żywo pociąga stajenny
Przed przyjściem pana, choć ziewa półsenny,
4030
Tak ci po strupach paznokciami wodzą,
Przez co bolesne swe świerzby łagodzą,
Przeciwko którym już nie było środka;
Jak pod kucharskim nożem pstrąg lub płotka
Miece[446] łuskami, tak strupów kawały
4035
Spod ich paznokci jak łuska leciały.
«Ty, co jak garbarz przez smutną konieczność,»
Rzekł wódz mój, «skórę chropawą pryszczami
Wyprawiasz, gładząc paznokcia ostrzami,
Mów, czy się spotkam tutaj z Latynami?
4040
Oby twój paznokć[447] nie stępiał przez wieczność!»
— «Tutaj w nas obu dwóch Latynów witasz!»
Rzekł jeden z płaczem, «ktoś ty, co nas pytasz?»
Mój wódz tak mówił: «Jestem duch i oto
Schodzę tu razem z żyjącą istotą,
4045
By całe piekło poznał chodząc ze mną».
Dwa cienie łamiąc podporę wzajemną,
Ze drżeniem ku mnie zwrócili się[448] oba;
Na wieść tę wszyscy zerwali się społem.
Mistrz rzekł: «Mów teraz, co ci się podoba».
4050
Rad z przyzwolenia tak mówić zacząłem:
«Niech pamięć o was czas, co wszystko gładzi
Wskrzesi od wschodu słońca do zachodu;
Czary, Grzech, KaraKto wy jesteście, z jakiego narodu,
Że wśród mąk takich wam tu serce radzi
4055
Przede mną z chęcią otworzyć się szczerą?»
Cień rzekł: «Arezzo jest moja kraina[449]
Kazał mnie spalić z Syjeny Albero,
Chociaż tu inna wtrąciła mnie wina.
Wprawdzie z nim mówiąc napomknąłem żartem,
4060
Że ze mnie dzielny powietrzny latawiec;
On człowiek małej głowy a ciekawiec[450],
Chciał, abym odkrył sztuki tajemnicę;
A że nie byłem Dedalem w praktyce,
Spłonąłem za to, żem kumał się z czartem.
4065
A że był ze mnie alchemik imienny,
Minos niemylny w sędziego pojęciu,
Wtrącił mnie w Tłumok ostatni z dziesięciu».
«Oprócz Francuzów,» mówiłem poecie,
«Więcej próżnego narodu na świecie
4070
Nie ma zaiste jako lud z Syjeny».
Wtenczas to słysząc, drugi trędowaty,
Mówił: «Z nich pierwszym wyjątkiem jest Strikka[451],
Który wydawał pieniądz przyzwoicie,
Trwonił kapitał, gdy brakło intraty;
4075
Drugim Nikolo, co pierwszy użycie
Zbytkowne odkrył wonnego goździka[452]
Mógłbym wyłączyć inne pasibraty[453],
Z tych Asciano winnicę bogatą,
Wielki las przejadł i Abbagliato
4080
Dowiódł, że jemu w głowie niepstrokato.
Lecz iżbyś wiedział, kto twoim wykrzykom
Taki wtór trzyma przeciw sieneńczykom,
Skieruj twe oczy do mojej figury,
A w twej pamięci rysy me odżyją.
4085
Ja za pomocą alchemiji złoto
Rad fałszowałem, jam cień Kapokijo[454]!
Możesz przypomnieć, że byłem niecnotą
A przy tym małpą wyborną z natury».

Pieśń XXX

4089

(Ciąg dalszy.)

4090
Morderstwo, GrzechGdy za Semelę gorączką obrazy[455]
Junona wrzała przeciw krwi tebańskiej,
Spędzając na nich gniew po wiele razy,
Widząc swą żonę Atamas szatański
Wchodzącą w progi z dwojgiem małych dzieci,
4095
Krzyknął jak wściekły: «Rozciągajmy sieci,
Lwica z lwiątkami w ich przeguby wleci».
I jedno dziecko, Learkiem nazwane,
Porwał i cisnął o twardą skał ścianę,
A matka, myśl tę snadź rozpacz natchnęła,
4100
Z drugim ciężarem swoim utonęła.
Kiedy Fortuna twarz swą odwróciła
Od wielkich Trojan, tak że jednej chwili
Społem królestwo i króla stracili,
Hekuba smutna, niewolnica chora,
4105
Płacząc nad ciałem swego Polidora[456],
Jak pies szalona w swej boleści wyła,
Tak boleść wszystkie jej zmysły zmąciła!
Nienawiść, KaraJednak Tebanie i Trojanie wściekli,
Choć tyle zwierząt i ludzi wysiekli,
4110
Nie pastwili się z okrucieństwem takiem:
Dwa cienie nagie biegły jednym szlakiem,
Gryząc się w biegu, jak wieprz wszystkim w oczy
Rzuca się, gdy z swej zagrody wyskoczy.
Jeden z nich, biegnąc, wpadł na Kapokiję,
4115
W kark jemu pięścią grzmotnął ponad uchem,
Zwalił, po ziemi ciągnął go za szyję,
Gracując drogę Kapokija brzuchem.
A Griffolino, z przestrachu wielkiego
Drżąc, mówił do mnie: «To duch Jana Skiki[457],
4120
Tak wszystkich dręczy ten szaleniec dziki».
— «Jeśli ten drugi duch cię nie uszczyknie[458]
Zębem lub szponą,» wołałem do niego,
«Powiedz mi wprzódy, kto on jest, nim zniknie».
A on: Kłamstwo, Grzech«To Myrry starożytnej dusza[459],
4125
Która do ojca czuła upał żywy,
Przeciwko prawu miłości uczciwej;
Pragnąc grzech ukryć w kryjomym niewstydzie,
Ojca pod cudzą postacią spokusza[460],
Podobnie jak duch, który oto idzie!
4130
Znęcony zyskiem końskich stad królowy,
Wybieg zaiste cudacki i nowy,
Zamiast Donata w łóżko się położył,
Skłamał testament i znów z grobu ożył».
Gdy znikli z oczu mych ci dwaj okrutni,
4135
DuchWnet odwróciłem ciekawe spojrzenie,
Patrzeć na inne tam leżące cienie.
Jeden cień byłby podobny do lutni[461],
Gdyby miał otwór jego brzuch obrzydły,
W miejscu, skąd ciało rozdziela się w widły:
4140
Puchlina wodna w jego ciele całem
Zmieniając kształty przez wilgoci chore,
Rozwarte usta zwiesiła do brody,
Jako suchotnik, gdy pragnieniem gore.
«Wy, których wita z podziwem ta jama,»
4145
Cień mówił, «patrzcie na mistrza Adama[462]!
Czegom zapragnął, żyjąc wszystko miałem,
Teraz, niestety, pragnę kropli wody.
Małe strumyki, co żywią nurt Arny,
Płynąc z pagórków zielonych Kasenty,
4150
Z rzeźwiącą treścią, przejrzyste aż do dna,
Ciągną tam oczy tu z wieczności czarnej;
Bo ich obrazu marzone ponęty
Więcej mnie trawią jak puchlina wodna.
Tu Sprawiedliwość z swoim sądem w zgodzie,
4155
Tym samym miejscem, gdziem grzeszył, mnie bodzie,
Kłamstwo, Grzech, KaraBy więcej westchnień wydostać z grzesznika.
Tam jest Romena, gdziem oprócz psot wiela
Fałszował pieniądz z popiersiem Chrzciciela,
Za co spalono żywcem fałszownika.
4160
Lecz gdybym spotkał tu duchy Gwidona
I Aleksandra, i obu ich brata[463],
Jeszcze bym tego nie mieniał widoku
Na Fontebrandę, co stoi w mym oku[464].
Już jeden pono tu zstąpił ze świata,
4165
Jeśli wieść do mnie doszła nieskażona
Z ust innych cieniów; ale co mi po tem,
Gdy ja tu leżę jak przybity młotem!
Gdybym tak lekki był, że zrobić mogę
W sto lat krok jeden, już poszedłbym w drogę,
4170
Szukając jego w tej wielkiej przepaści.
Która w obwodzie ma mil jedenaście
A wszerz pół mili. Zły duch, co w nich siedzi.
Skusił mnie radą tych hrabiów Romeny,
Abym w mennicy bił takie floreny,
4175
W których jest najmniej trzy karaty miedzi».
Rzekłem do niego: «Wskaż tych dwóch na imię,
Co tam na prawo leżą razem w dymie,
Jak zimą dymiąc parą z mokrej ręki?»
— «Tak ich znalazłem,» odpowiedział «wtedy,
4180
Gdy mnie w tę otchłań wtrącono na męki,
I wątpię, z miejsca czy ruszą się kiedy?
To cień świadczącej krzywo Putyfary[465],
Drugi Grek Sinon, co oszukał Troję;
W zgniłej gorączce tu leżą oboje,
4185
Z ciał swych cuchnące wyziewając pary».
Cień pierwszy zemstę warzący w milczeniu,
Że śmiał bezczelną nazwać po imieniu,
Pięścią w brzuch twardy Adama uderzył,
Który jak bęben huk daleki szerzył,
4190
Mistrz Adam wzajem dłonią niemniej twardą
Odbił policzek mówiąc doń ze wzgardą:
«Choć mi puchlina poruszyć się broni,
O! do wybitej dość ruchu mam w dłoni».
Na to cień drugi: «Gdyś na stos wstępował,
4195
Pewnoś tak żywo ręką nie szermował,
Lecz miałeś równie, może więcej, żywą
Rękę, gdy biłeś monetę fałszywą».
Opuchły tak rzekł: «Nie kłamie twe słowo,
Lecz gdzieś był z swoją prawdomówną mową,
4200
Kiedy o prawdę pytano się w Troi?»
— «Jam fałsz powiedział,» Grek odparł na nowo,
«A tyś fałszował pieniądz najniegodniej.
Jam winny jednej, a ty mnóstwa zbrodni».
— «Czy koń drewniany na myśli ci stoi?»
4205
Cisnął żart mówca, co miał brzuch wydęty,
«Świat za mną woła: bądź, kłamco, przeklęty!»
— «Niech ci nawzajem» tak Grek mówił w gniewie
«Język pragnienie spali jak zarzewie,
Niech zgniła woda tak twój brzuch wydyma,
4210
By jak zagroda stał ci przed oczyma».
A mincarz[466]: «Bluźnisz na twą gębę całą,
Bo jeśli pragnę i mam spuchłe ciało,
Tyś sam w gorączce i gore ci głowa.
Ażebyś lizał Narcyza zwierciadło[467],
4215
Krótka by ciebie skłoniła przemowa».
Gdym był zajęty ich kłótnią zajadłą,
Mistrz rzekł: «Czas, abyś tę gawiedź porzucił,
Niewiele braknie, bym z tobą się skłócił».
Na głos ten jam się do mistrza obrócił,
4220
Wstyd, Wina, SłowoOgromnym wstydem spłoniony na twarzy;
Podobny temu, co nieszczęście marzy,
A marząc życzy, by to, co się śniło,
Snem się rozwiało, jakby nic nie było.
Chciałem przemówić, wstyd mi uciął słowa,
4225
Choć wola z winy tłumaczyć się radzi,
Ze wstydu przed nim stałem jak niemowa.
Mistrz rzekł: «Wstyd mniejszy większe winy gładzi,
Uspokój siebie i nie patrz tak smutnie:
Gdy czasem trafisz na podobne kłótnie,
4230
Gdzie ludzie w mowie nie dosyć są skromni,
Że, wódz twój, jestem przy tobie, przypomnij!
Słowo, MądrośćBo chcieć łakomie słuchać lada bredni,
Chętka ta zdradza umysł dość powszedni».

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.