Mały Książę · Antoine de Saint Exupéry

XI – XXII

XI

239

Druga planeta była zamieszkana przez pyszałka.

240

Pycha, Próżność— Ach! Ach! Oto odwiedził mnie admirator! — zawołał z daleka pyszałek, gdy tylko zauważył Małego Księcia. Dla pyszałków inni ludzie są bowiem admiratorami.

241

— Dzień dobry — powiedział Mały Książę. — Ma pan śmieszny kapelusz.

242

— To kapelusz do ukłonów — odpowiedział pyszałek. — Aby się kłaniać w czasie wiwatów na moją cześć. Niestety, nikt nigdy tu nie zagląda.

243

— Ach tak? — zdziwił się Mały Książę, który nic z tego nie rozumiał.

244

— Uderz w dłonie — poradził mu pyszałek.

245

Mały Książę uderzył w dłonie. Pyszałek skromnie się ukłonił, uchylając kapelusza.

246

„To zabawniejsze niż wizyta u króla” — pomyślał Mały Książę i ponownie uderzył w dłonie. Pyszałek ponownie się ukłonił, uchylając kapelusza.

247

Po pięciu minutach takich ćwiczeń Mały Książę poczuł się znużony monotonią zabawy.

248

— A co trzeba zrobić, żeby kapelusz spadł? — zapytał.

249

Ale pyszałek go nie usłyszał. Jedyne, co potrafi usłyszeć pyszałek, to pochwały.

250

— Czy na pewno jesteś moim admiratorem? — spytał Małego Księcia.

251

— Co to znaczy „admirator”?

252

— Admirator to ktoś, kto jest przekonany, że jestem najprzystojniejszy, najlepiej ubrany, najbogatszy i najinteligentniejszy na całej planecie.

253

— Ale ty jesteś sam na swojej planecie!

254

— Zrób mi przyjemność i mimo wszystko bądź moim admiratorem!

255

— Jestem twoim admiratorem — powiedział Mały Książę z lekkim wzruszeniem ramion — ale co ci to daje?

256

I już go nie było. „Dorośli są zdecydowanie dziwni” — myślał sobie Mały Książę w czasie podróży.

XII

257

Na następnej planecie mieszkał pijak. Ta wizyta trwała bardzo krótko, ale pogrążyła Małego Księcia w wielkim smutku:

258

— Co ty tu robisz? — spytał pijaka, którego zastał siedzącego w milczeniu przed baterią pustych butelek i drugą baterią pełnych.

259

Alkohol, Pijaństwo— Piję — odpowiedział pijak z posępną miną.

260

— Dlaczego pijesz? — spytał Mały Książę.

261

— Żeby zapomnieć — odpowiedział pijak.

262

— Żeby zapomnieć o czym? — dopytywał się Mały Książę, któremu już było go żal.

263

— Żeby zapomnieć, że się wstydzę — wyznał pijak, spuszczając głowę.

264

— Wstydzisz się czego? — drążył Mały Książę, który chciał mu pomóc.

265

— Wstydzę się, że piję! — dopowiedział pijak i ostatecznie zapadł w milczenie.

266

Mały Książę, bezradny, odjechał. „Dorośli są zdecydowanie bardzo, bardzo dziwni” — myślał sobie w czasie podróży.

XIII

267

Czwarta planeta była planetą biznesmena. Człowiek ten był tak zajęty, że nawet nie podniósł głowy, gdy zjawił się Mały Książę.

268

— Dzień dobry — powiedział ten. — Zgasł panu papieros.

269

— Trzy plus dwa równa się pięć. Pięć plus siedem dwanaście. Dwanaście plus trzy piętnaście. Dzień dobry. Piętnaście plus siedem dwadzieścia dwa. Dwadzieścia dwa plus sześć dwadzieścia osiem. Nie mam czasu drugi raz go zapalić. Dwadzieścia sześć plus pięć trzydzieści jeden. Uff! To daje pięćset jeden milionów sześćset dwadzieścia dwa tysiące siedemset trzydzieści jeden.

270

— Pięćset milionów czego?

271

— Co? Jeszcze tu jesteś? Pięćset jeden milionów… sam już nie pamiętam czego … mam tyle pracy! Jestem poważnym człowiekiem, nie zajmuję się głupstwami! Dwa plus pięć równa się siedem…

272

— Pięćset milionów czego? — powtórzył Mały Książę, który nigdy nie rezygnował z raz zadanego pytania.

273

Biznesmen uniósł głowę.

274

Interes, Własność, GwiazdaMieszkam na tej planecie od pięćdziesięciu czterech lat i tylko trzy razy coś mi przeszkodziło. Za pierwszym razem był to chrząszcz, który spadł Bóg wie skąd. Straszliwie buczał i przez niego czterokrotnie pomyliłem się w dodawaniu. Drugi raz zdarzył się jedenaście lat temu i był to atak reumatyzmu. Za mało się ruszam. Nie mam czasu, żeby się wałęsać. Jestem poważnym człowiekiem. Trzeci raz… jest teraz! A więc jak powiedziałem pięćset jeden milionów…

275

— Milionów czego?

276

Biznesmen zrozumiał, że nie ma co liczyć na spokój.

277

— Milionów tych małych rzeczy, które czasami widać na niebie.

278

— Much?

279

— Ależ skąd. Tych małych rzeczy, które błyszczą.

280

— Pszczół?

281

— Ależ skąd. Tych małych pozłacanych rzeczy, które skłaniają wałkoni do marzeń. Ale ja jestem poważnym człowiekiem. Nie mam czasu na marzenia.

282

— Aha! Gwiazd?

283

— Zgadza się. Gwiazd.

284

— I po co ci pięćset milionów gwiazd?

285

— Pięćset jeden milionów sześćset dwadzieścia dwa tysiące siedemset trzydzieści jeden. Jestem poważnym człowiekiem, jestem dokładny.

286

— I po co ci te gwiazdy?

287

— Po co?

288

— Tak.

289

— Po nic. Posiadam je.

290

— Posiadasz gwiazdy?

291

— Tak.

292

— Już widziałem króla, który…

293

Własność, Gwiazda— Królowie nie posiadają. Oni „królują”. To zupełnie co innego.

294

— A po co ci posiadać gwiazdy?

295

— Po to, żeby być bogatym.

296

— A po co ci być bogatym?

297

— Po to, żeby kupować inne gwiazdy, jeśli ktoś je znajdzie.

298

„On rozumuje trochę jak tamten pijak” — pomyślał Mały Książę.

299

Mimo to zadał jeszcze inne pytania:

300

— Jak można posiadać gwiazdy?

301

— A niby do kogo należą? — odparował opryskliwy biznesmen.

302

— Nie wiem. Do nikogo.

303

— To znaczy, że należą do mnie, bo ja pierwszy o tym pomyślałem.

304

— I to wystarczy?

305

— Oczywiście. Jeśli znajdujesz diament, który nie należy do nikogo, jest twój. Jeśli znajdujesz wyspę, która nie należy do nikogo, jest twoja. Jeśli jako pierwszy wpadasz na jakiś pomysł, opatentowujesz go: jest twój. A do mnie należą gwiazdy, bo nikt przede mną nie pomyślał, żeby je objąć w posiadanie.

306

— To prawda — powiedział Mały Książę. — A co z nimi robisz?

307

— Zarządzam nimi. Liczę je, a potem przeliczam — odparł biznesmen. — To niełatwe. Ale jestem poważnym człowiekiem!

308

Małemu Księciu to jeszcze nie wystarczyło.

309

— A ja, jeśli posiadam szalik, mogę owinąć nim szyję i zabrać ze sobą. Jeśli posiadam kwiat, mogę go zerwać i zabrać ze sobą. Ale ty nie możesz zerwać gwiazd!

310

— Nie, mogę jednak ulokować je w banku.

311

— Co to znaczy?

312

— To znaczy, że mogę zapisać na karteczce liczbę swoich gwiazd. A potem zamknąć tę karteczkę w szufladzie na klucz.

313

— I to wszystko?

314

— To wystarczy!

315

„Zabawne — pomyślał Mały Książę. — Dość poetyckie. Ale mało poważne.”

316

Własność, OpiekaMały Książę miał zupełnie inne wyobrażenie o rzeczach poważnych niż dorośli.

317

— Jeśli o mnie chodzi — dodał — posiadam kwiat, który codziennie podlewam. Posiadam trzy wulkany, które przeczyszczam co tydzień, łącznie z tym wygasłym. Bo nigdy nic nie wiadomo. To, że posiadam te wulkany i że posiadam mój kwiat, jest dla nich użyteczne. Ale ty nie jesteś użyteczny dla gwiazd…

318

Biznesmen otworzył usta, lecz nie znalazł odpowiedzi, więc Mały Książę ruszył w drogę.

319

„Dorośli są naprawdę niezwykli” — powiedział sobie po prostu w czasie podróży.

XIV

320

Piąta planeta była bardzo ciekawa. Najmniejsza ze wszystkich. Było na niej zaledwie dość miejsca, aby zmieścić latarnię i latarnika. Praca, PięknoMały Książę nie umiał sobie wytłumaczyć, czemu może służyć gdzieś tam na niebie, na planecie bez domów i mieszkańców, istnienie latarni i latarnika. Powiedział sobie jednak:

321

„Może i rzeczywiście ten człowiek jest absurdalny. Ale jest mniej absurdalny od króla, pyszałka, biznesmena i pijaka. Jego praca przynajmniej ma sens. Kiedy zapala latarnię, to tak jakby dzięki niemu rodziła się kolejna gwiazda albo kwiat. Kiedy gasi latarnię, usypia kwiat albo gwiazdę. To bardzo piękne zajęcie. I naprawdę użyteczne, ponieważ jest piękne.”

322

Kiedy wylądował na planecie, z szacunkiem przywitał się z latarnikiem.

323

— Dzień dobry. Właśnie zgasiłeś latarnię, dlaczego?

324

— Takie są zasady — odparł latarnik. — Dzień dobry.

325

— Co to znaczy „zasady”?

326

— Żeby gasić latarnię. Dobry wieczór.

327

Zapalił latarnię.

328

— Ale dlaczego z powrotem ją zapaliłeś?

329

— Takie są zasady — odparł latarnik.

330

— Nie rozumiem — powiedział Mały Książę.

331

— Nie ma tu nic do rozumienia — powiedział latarnik. — Zasady to zasady. Dzień dobry.

332

I zgasił latarnię. Czas, Obowiązek, PracaNastępnie otarł pot z czoła chusteczką w czerwoną kratę.

333

— Mam okropny zawód. Dawniej wszystko odbywało się w granicach rozsądku. Gasiłem rano i zapalałem wieczorem. Miałem resztę dnia na odpoczynek i resztę nocy na sen…

334

— Czy od tamtego czasu zasady się zmieniły?

335

— Zasady się nie zmieniły — powiedział latarnik. — W tym całe nieszczęście! Z roku na rok planeta krążyła coraz prędzej, a zasady się nie zmieniły!

336

— No i?

337

— No i teraz w minutę robi jeden obrót, a mnie zostaje tylko sekunda na odpoczynek. Zapalam i gaszę latarnię raz na minutę!

338

— To zabawne! Dzień trwa u ciebie minutę!

339

— To wcale nie jest zabawne — powiedział latarnik. — Minął już miesiąc, odkąd rozmawiamy.

340

— Miesiąc?

341

— Tak. Trzydzieści minut. Trzydzieści dni! Dobry wieczór.

342

I znów zapalił latarnię.

343

Mały Książę popatrzył i poczuł sympatię do latarnika tak wiernego zasadom. Przypomniał sobie o zachodach słońca, które sam czasami wywoływał, przesuwając krzesło. Zapragnął pomóc przyjacielowi.

344

— Wiesz co… znam sposób na to, żebyś mógł odpocząć, kiedy zechcesz…

345

— Zawsze chcę — powiedział latarnik.

346

Bo można być jednocześnie sumiennym i leniwym.

347

— Twoja planeta jest tak mała — ciągnął Mały Książę — że wystarczy zrobić trzy kroki, aby ją obejść dookoła. Powinieneś posuwać się na tyle wolno, by zawsze pozostawać w słońcu. Będziesz odpoczywał w marszu, a dzień potrwa tak długo, jak zechcesz.

348

— Wiele mi to nie pomoże — powiedział latarnik — bo w życiu najbardziej lubię spać.

349

— A to pech — stwierdził Mały Książę.

350

— A to pech — powiedział latarnik. — Dzień dobry.

351

I zgasił latarnię.

352

„Tym człowiekiem wszyscy inni by pogardzali — pomyślał Mały Książę, kontynuując podróż — i król, i pyszałek, i pijak, i biznesmen. A jednak tylko on nie wydaje mi się śmieszny. Być może dlatego, że nie zajmuje się wyłącznie sobą.”

353

Westchnął z żalem i jeszcze pomyślał:

354

„Tylko z nim mógłbym się zaprzyjaźnić. Ale jego planeta jest naprawdę zbyt mała. Nie ma na niej miejsca dla dwóch…”

355

Mały Książę nie śmiał przyznać sam przed sobą, że żal mu było opuszczać tę błogosławioną planetę przede wszystkim ze względu na tysiąc czterysta czterdzieści zachodów słońca w ciągu doby!

XV

356

Szósta planeta była dziesięć razy większa. Zamieszkiwał ją starszy pan, który pisał bardzo grube książki.

357

— Proszę! Eksplorator[2] przyszedł! — zawołał na widok Małego Księcia.

358

Mały Książę usiadł na stole, by chwilę odetchnąć. Już tyle się napodróżował!

359

— Skąd przybywasz? — spytał starszy pan.

360

— Cóż to za gruba księga? — odezwał się Mały Książę. — Co pan tu robi?

361

— Jestem geografem — odparł starszy pan.

362

— Kto jest geograf?

363

— To taki uczony, który wie, gdzie są położone morza, rzeki, miasta, góry i pustynie.

364

— Bardzo to ciekawe — powiedział Mały Książę. — To nareszcie wygląda na prawdziwy zawód! I rozejrzał się po planecie geografa. Nigdy jeszcze nie widział tak majestatycznej planety.

365

— Piękna ta planeta. Czy są na niej oceany?

366

— Tego nie mogę wiedzieć — odparł geograf.

367

— Ach! — Mały Książę był rozczarowany. — A góry?

368

— Tego nie mogę wiedzieć — powiedział geograf.

369

— A miasta i rzeki, i pustynie?

370

— Tego też nie mogę wiedzieć — odpowiedział geograf.

371

— Przecież jest pan geografem!

372

— To prawda — przyznał geograf — ale nie jestem eksploratorem. Bardzo brakuje mi eksploratorów. Nauka, Wiedza, Prawda, Kłamstwo, PijaństwoGeograf nie jest kimś, kto liczy miasta, rzeki, góry, morza, oceany i pustynie. Zbyt poważna z niego persona, żeby się gdzieś włóczyć. Geograf nie odchodzi od biurka. Ale za to przyjmuje eksploratorów. Wypytuje ich i notuje ich wspomnienia. A jeśli wspomnienia któregoś wydadzą mu się interesujące, wówczas przeprowadza badanie moralności eksploratora.

373

— A dlaczego?

374

— Dlatego, że kłamliwy eksplorator spowodowałby katastrofę w książkach geograficznych. Podobnie jak eksplorator, który piłby za dużo.

375

— A dlaczego? — pytał dalej Mały Książę.

376

— Dlatego, że pijany widzi podwójnie, więc geograf zarejestrowałby dwie góry tam, gdzie jest tylko jedna.

377

— Znam kogoś — powiedział Mały Książę — kto byłby złym eksploratorem.

378

— To możliwe. Kiedy moralność eksploratora zdaje się bez zarzutu, wówczas przechodzi się do badań nad jego odkryciem.

379

— Jadąc na miejsce?

380

— Nie. To zbyt skomplikowane. Ale żąda się od eksploratora dowodów. Na przykład w przypadku odkrycia wielkiej góry istnieje wymóg, żeby przywiózł stamtąd wielkie kamienie.

381

Geograf nagle okazał zainteresowanie:

382

— Ale ty przybywasz z daleka! Jesteś eksploratorem! Opisz mi swoją planetę!

383

I tu geograf otworzył rejestr i zatemperował ołówek. Opowieści eksploratorów zapisuje się najpierw ołówkiem. Na zapisanie atramentem należy poczekać aż do czasu, gdy eksplorator dostarczy dowodów.

384

— A więc? — zapytał geograf.

385

— Och, u mnie nie jest zbyt ciekawie — powiedział Mały Książę. — Moja planeta jest bardzo mała. Mam trzy wulkany. Dwa czynne i jeden wygasły. Ale nigdy nic nie wiadomo.

386

— Nigdy nic nie wiadomo — powiedział geograf.

387

Kwiaty, Przemijanie, Niebezpieczeństwo— Mam też kwiat.

388

— O kwiatach nie piszemy — zareagował geograf.

389

— Ależ dlaczego? Są najładniejsze!

390

— Dlatego, że kwiaty są efemeryczne.

391

— Co to znaczy „efemeryczne”?

392

— Dzieła geograficzne — powiedział geograf — są najcenniejsze spośród wszystkich książek. Nigdy się nie starzeją. Bardzo rzadko się zdarza, żeby góra zmieniła położenie. Bardzo rzadko się zdarza, żeby z oceanu wyciekła woda. Piszemy o rzeczach, które są wieczne.

393

— Ale wygasłe wulkany mogą się obudzić — przerwał mu Mały Książę. — Co to znaczy „efemeryczny”?

394

— Nie ma dla nas znaczenia, czy wulkan jest wygasły, czy też czynny — stwierdził geograf. — Dla nas liczy się góra. Ona się nie zmienia.

395

— Ale co to znaczy „efemeryczny”? — powtórzył Mały Książę, który nigdy w życiu nie wycofał się z raz zadanego pytania.

396

— To znaczy „zagrożony rychłym wyginięciem”.

397

— Moja róża jest zagrożona rychłym wyginięciem?

398

— Naturalnie.

399

„Moja róża jest efemeryczna — pomyślał Mały Książę — a w dodatku ma tylko cztery kolce do obrony przed światem! A ja zostawiłem ją całkiem samą!”

400

To był jego pierwszy odruch żalu, otrząsnął się jednak i zapytał:

401

— Co radziłby mi pan zwiedzić?

402

— Planetę o nazwie Ziemia — odparł geograf. — Ma dobrą opinię.

403

Mały Książę odjechał, myśląc o swojej róży.

XVI

404

Siódmą planetą była więc Ziemia.

405

Obraz świataZiemia to nie byle jaka planeta! Liczy stu jedenastu królów (oczywiście nie pomijając królów afrykańskich), siedem tysięcy geografów, dziewięćset tysięcy biznesmenów, siedem i pół miliona pijaków, trzysta jedenaście milionów pyszałków, czyli około dwóch miliardów dorosłych[3].

406

Światło, Obraz świata, Czas, TeatrAby dać wam wyobrażenie o rozmiarach Ziemi, powiem, że przed wynalezieniem elektryczności trzeba było utrzymywać na niej istną armię czterystu sześćdziesięciu dwóch tysięcy pięciuset jedenastu latarników.

407

Z daleka wyglądało to przepięknie. Armia ta poruszała się równo jak w balecie. Na samym początku pojawiali się latarnicy z Nowej Zelandii i Australii. Zapalali swoje latarnie, po czym szli spać. Wtedy podejmowali taniec latarnicy z Chin i Syberii. Następnie oni również znikali za kulisami. Wtedy przychodziła kolej latarników z Rosji oraz Indii. Potem tych z Afryki i Europy. Potem z Ameryki Południowej. Potem z Ameryki Północnej. Nigdy nie mylili się co do kolejności wejścia na scenę. Widowisko było podniosłe.

408

Jedynie zapalacz jedynej latarni na biegunie północnym i jego kolega od jedynej latarni na biegunie południowym pędzili próżniacze, beztroskie życie: pracowali dwa razy do roku.

XVII

409

Kiedy człowiek chce zabłysnąć dowcipem, zdarza się, że trochę nakłamie. Nie byłem do końca uczciwy w swojej opowieści o latarnikach. Obraz świataIstnieje ryzyko, że mógłbym dać fałszywe wyobrażenie o naszej planecie tym, którzy jej nie znają. Ludzie zajmują na Ziemi bardzo niewiele miejsca. Gdyby dwa miliardy jej mieszkańców stanęło obok siebie, nieco się ścieśniając, jak na wiecu, bez trudu pomieściliby się na placu długim na dwadzieścia mil i szerokim na dwadzieścia mil. Całą ludzkość można by stłoczyć na którejś z małych wysepek na Pacyfiku.

410

Oczywiście dorośli wam nie uwierzą. Wyobrażają sobie, że zajmują dużo miejsca. W swoich oczach są wielcy jak baobaby. Poradźcie im, żeby sobie wszystko przeliczyli. Uwielbiają liczyć, więc to im się spodoba. Ale wy nie traćcie czasu na takie zajęcie. To zbyteczne. Przecież macie do mnie zaufanie.

411

Spotkanie, WążPo przybyciu na Ziemię Mały Książę był bardzo zaskoczony, nie widząc nikogo. Zdążył się już przestraszyć, że pomylił planety, aż tu jakiś pierścieniowaty kształt w kolorze księżyca poruszył się na piasku.

412

— Dobry wieczór — powiedział na wszelki wypadek Mały Książę.

413

— Dobry wieczór — powiedział wąż.

414

— Na jaką planetę spadłem? — zapytał Mały Książę.

415

— Na Ziemię, w Afryce — odparł wąż.

416

— Ach!… Czyli na Ziemi nie ma nikogo?

417

— Tutaj jest pustynia. Na pustyni nikogo nie ma. Ziemia jest duża — powiedział wąż.

418

Mały Książę usiadł na kamieniu i podniósł oczy ku niebu.

419

Gwiazda, Podróż, Szczęście— Zastanawiam się — powiedział — czy gwiazdy są oświetlone po to, aby każdy mógł pewnego dnia odnaleźć tę swoją. Spójrz na moją planetę. Znajduje się dokładnie nad nami… Ale jest tak daleko!

420

— Jest piękna — stwierdził wąż. — Po co tu przyjechałeś?

421

— Niezbyt mi się układa z pewną różą — powiedział Mały Książę.

422

— Aha! — odpowiedział wąż.

423

I obaj zamilkli.

424

Samotność, Pustynia, Kondycja ludzka— Gdzie są ludzie? — odezwał się w końcu Mały Książę. — Można się poczuć samotnym na tej pustyni…

425

— Wśród ludzi też można się poczuć samotnym — powiedział wąż.

426

Mały Książę długo mu się przyglądał.

427

Wąż, Władza, Trucizna, Śmierć, Król— Dziwne z ciebie zwierzę, cienkie jak palec… — powiedział w końcu.

428

— Ale jestem potężniejszy niż palec króla — odparł wąż.

429

Mały Książę uśmiechnął się.

430

— Nie jesteś zbyt potężny… nie masz nawet nóg… i nie możesz nawet podróżować…

431

— Mogę cię przenieść dalej niż statek — powiedział wąż.

432

Owinął się Małemu Księciu wokół kostki, zupełnie jak złota bransoleta.

433

— Tego, kogo dotknę, przywracam ziemi, z której powstał — powiedział jeszcze. — Ale ty jesteś czysty i przybyłeś z gwiazdy…

434

Mały Książę nic nie odpowiedział.

435

— Żal mi cię, że taki jesteś słaby i znalazłeś się na tej Ziemi zbudowanej z granitu. Mogę ci kiedyś pomóc, jeśli będziesz bardzo tęsknił za swoją planetą. Mogę…

436

— Ojej, doskonale wszystko zrozumiałem — powiedział Mały Książę — ale dlaczego zawsze wyrażasz się tak zagadkowo?

437

— Ja rozwiązuję wszystkie te zagadki — powiedział wąż.

438

Obaj zamilkli.

XVIII

439

Wiedza, Obraz świata, Kwiaty, Kondycja ludzkaMały Książę przeszedł całą pustynię i trafił tylko na jeden kwiat. Kwiat o trzech płatkach, całkiem niepozorny.

440

— Dzień dobry — powiedział Mały Książę.

441

— Dzień dobry — odpowiedział kwiat.

442

— Gdzie są ludzie? — spytał grzecznie Mały Książę.

443

Obok tego kwiatu przeszła kiedyś karawana[4].

444

— Ludzie? Istnieje ich sześciu lub siedmiu, jak sądzę. Widziałem ich lata temu. Ale nigdy nie wiadomo, gdzie ich szukać. Wiatr nimi miota. Nie mają korzeni, to ich bardzo ogranicza.

445

— Żegnaj — powiedział Mały Książę.

446

— Żegnaj — odrzekł kwiat.

XIX

447

Mały Książę wszedł na wysoką górę. Jedynymi górami, jakie dotychczas znał, były trzy wulkany, które sięgały mu do kolan. A wygasły wulkan służył mu za taboret. „Z tak wysokiej góry — pomyślał — zobaczę od razu całą planetę i wszystkich ludzi…” Ale zobaczył jedynie ostre igły skalne.

448

— Dzień dobry — powiedział na wszelki wypadek.

449

— Dzień dobry… Dzień dobry… Dzień dobry… — odpowiedziało echo.

450

— Kim jesteście? — spytał Mały Książę.

451

— Kim jesteście… Kim jesteście… Kim jesteście… — odpowiedziało echo.

452

— Zostańcie moimi przyjaciółmi, jestem samotny — powiedział.

453

— Jestem samotny… jestem samotny… jestem samotny… — odpowiedziało echo.

454

„Cóż za dziwna planeta — pomyślał wtedy. — Zupełnie sucha, szpiczasta i zasolona. A ludziom brak wyobraźni. Powtarzają to, co się do nich mówi… Na mojej planecie miałem różę, zawsze odzywała się pierwsza…”

XX

455

DrogaPo długiej wędrówce przez piaski, skały i śniegi Mały Książę znalazł w końcu drogę. A drogi zawsze prowadzą do ludzi.

456

— Dzień dobry — powiedział.

457

Miał przed sobą ogród różany.

458

— Dzień dobry — odpowiedziały róże.

459

Mały Książę przyjrzał się im. Wszystkie były podobne do jego kwiatu.

460

— Kim jesteście? — zapytał, osłupiały.

461

— Jesteśmy różami — powiedziały róże.

462

— Ojej! — zawołał Mały Książę.

463

I poczuł się bardzo nieszczęśliwy. Jego róża powiedziała mu, że nie ma drugiego takiego kwiatu jak ona we wszechświecie. A tutaj było ich pięć tysięcy w jednym ogrodzie, i wszystkie podobne do siebie!

464

„Okropnie by się rozgniewała, gdyby to zobaczyła… — pomyślał. — Zaczęłaby mocno kaszleć i udawałaby umierającą, żeby uniknąć śmieszności… A ja byłbym zmuszony ją pielęgnować, bo w przeciwnym razie, aby i mnie upokorzyć, naprawdę doprowadziłaby się do śmierci…”

465

BogactwoPotem jeszcze pomyślał: „Sądziłem, że jestem bogaty, bo mam wyjątkowy kwiat, a mam tylko zwyczajną różę. Ją i trzy wulkany, które sięgają mi do kolan, przy czym jeden wygasł być może już na zawsze. To chyba nie czyni ze mnie wielkiego księcia…”

466

I położył się na trawie, i zapłakał.

XXI

467

Wtedy pojawił się lis.

468

— Dzień dobry — powiedział lis.

469

— Dzień dobry — odpowiedział grzecznie Mały Książę. Odwrócił się, ale niczego nie zobaczył.

470

— Tu jestem — zabrzmiał głos — pod jabłonią…

471

— Kim jesteś? — spytał Mały Książę. — Jesteś bardzo ładny…

472

— Jestem lisem — odparł lis.

473

— Chodź pobawić się ze mną — zaproponował Mały Książę. — Jestem taki smutny…

474

— Nie mogę się z tobą bawić — powiedział lis. — Nie jestem oswojony.

475

— Ach, przepraszam — powiedział Mały Książę, lecz po zastanowieniu dodał: — Co to znaczy „oswoić”?

476

— Nie jesteś stąd — powiedział lis. — Czego szukasz?

477

— Szukam ludzi — powiedział Mały Książę. — Co to znaczy „oswoić”?

478

— Ludzie mają strzelby i polują — powiedział lis. — To bardzo przykre! Hodują również kury i tylko to jest w nich interesujące. Czy szukasz kur?

479

— Nie — odparł Mały Książę. — Przyjaźń, Miłość, Obraz świataSzukam przyjaciół. Co to znaczy „oswoić”?

480

— To rzecz, o której niestety zapomniano — powiedział lis. — To znaczy „stworzyć więzi”.

481

— Stworzyć więzi?

482

— Naturalnie — powiedział lis. — Na razie jesteś dla mnie chłopcem podobnym do stu tysięcy innych chłopców. I wcale cię nie potrzebuję. Ty też mnie nie potrzebujesz. Jestem dla ciebie tylko lisem podobnym do stu tysięcy innych lisów. Jeżeli jednak mnie oswoisz, będziemy sobie wzajemnie potrzebni. Będziesz dla mnie jedyny na świecie. I ja będę dla ciebie jedyny na świecie…

483

— Zaczynam coś rozumieć — powiedział Mały Książę. — Jest taka róża… wydaje mi się, że mnie oswoiła…

484

— Możliwe — powiedział lis. — Na Ziemi spotyka się przeróżne rzeczy…

485

— O, tu nie chodzi o Ziemię — powiedział Mały Książę.

486

Lisa najwyraźniej bardzo to zaintrygowało:

487

— Na innej planecie?

488

— Tak.

489

— Czy na tej planecie są myśliwi?

490

— Nie.

491

— O, to dobrze! A kury?

492

— Nie.

493

— Nic nie jest doskonałe — westchnął lis, po czym wrócił do tematu. — Przyjaźń, Miłość, Obraz świataMoje życie jest monotonne. Poluję na kury, a ludzie polują na mnie. Wszystkie kury są do siebie podobne i wszyscy ludzie są do siebie podobni. Trochę się więc nudzę. Jeżeli jednak mnie oswoisz, moje życie będzie jakby opromienione słońcem. Stukot twoich kroków będzie dla mnie brzmiał inaczej od wszystkich innych. Te inne wpędzają mnie pod ziemię. Twoje będą wywabiać mnie z jamy jak muzyka. Poza tym: spójrz! Widzisz tam pole pszenicy? Nie jadam chleba. Pszenica jest mi niepotrzebna. Pszeniczne pola z niczym mi się nie kojarzą. I to jest smutne! Ale ty masz złote włosy. Kiedy mnie oswoisz, będzie cudownie! Pszenica jest złocista i będzie mi ciebie przypominać. Pokocham szum wiatru w zbożu…

494

Lis zamilkł i spojrzał przeciągle na Małego Księcia.

495

Przyjaźń, Wiedza, Czas, Szczęście— Proszę… oswój mnie — powiedział.

496

— Chętnie — odparł Mały Książę — ale nie mam wiele czasu. Muszę jeszcze znaleźć przyjaciół i poznać mnóstwo rzeczy.

497

— Można poznać tylko te rzeczy, które się oswoi — powiedział lis. — Ludzie nie mają czasu na poznawanie czegokolwiek. Kupują gotowe rzeczy w sklepach. Ponieważ jednak nie istnieją sklepy z przyjaciółmi, ludzie nie mają już przyjaciół. Jeśli chcesz mieć przyjaciela, oswój mnie!

498

— Jak to zrobić? — spytał Mały Książę.

499

— Trzeba okazać wiele cierpliwości — odparł lis. — Na początek usiądziesz w pewnej odległości ode mnie, o tak, na trawie. Będę na ciebie popatrywał kątem oka, a ty nie będziesz nic mówił. Język jest źródłem nieporozumień. Ale każdego dnia będziesz mógł usiąść trochę bliżej…

500

Mały Książę wrócił nazajutrz.

501

— Szkoda, że nie wróciłeś o tej samej porze. Jeżeli przyjdziesz, dajmy na to, o czwartej po południu, już od trzeciej zacznę odczuwać szczęście. Czas będzie upływał, a ja będę coraz szczęśliwszy. O czwartej zacznę się wiercić i niepokoić: poznam cenę szczęścia! Jeżeli jednak będziesz przychodzić o dowolnej porze, nigdy nie będę wiedział, na którą godzinę mam przygotować swe serce… Rytuały są niezbędne.

502

Czas, Święto— Co to jest rytuał? — spytał Mały Książę.

503

— To również jest coś, co niestety popadło w zapomnienie — powiedział lis. — Coś, co sprawia, że dany dzień różni się od innych dni, a godzina od innych godzin. Na przykład wśród moich myśliwych istnieje pewien rytuał. W czwartki idą potańczyć z dziewczętami z wioski. No i czwartek to cudowny dzień! Wypuszczam się wtedy na spacer aż po winnicę. Gdyby myśliwi szli na potańcówkę byle kiedy, każdy dzień byłby podobny do innych, a ja w ogóle nie miałbym wakacji.

504

I tak Mały Książę oswoił lisa. Rozstanie, Przyjaźń, Korzyść, Obraz świataA kiedy nadeszła pora odjazdu, lis powiedział:

505

— Ach! Będę za tobą płakał.

506

— To twoja wina — powiedział Mały Książę. — Nie chciałem cię krzywdzić, ale ty zapragnąłeś, żebym cię oswoił.

507

— Oczywiście — powiedział lis.

508

— Ale teraz będziesz płakał!

509

— Oczywiście.

510

— Czyli nic na tym nie zyskałeś!

511

— Zyskałem z powodu koloru pszenicy — powiedział lis. A potem dodał: — Idź jeszcze raz popatrzeć na róże. Zrozumiesz, że ta twoja jest jedyna na świecie. Potem wrócisz się ze mną pożegnać, a ja podaruję ci pewien sekret.

512

Przyjaźń, Miłość, Obraz świataMały Książę poszedł jeszcze raz popatrzeć na róże.

513

— Wcale nie jesteście podobne do mojej róży, nic jeszcze nie znaczycie — powiedział im. — Nikt was nie oswoił i wy nikogo nie oswoiłyście. Jesteście takie, jaki dawniej był mój lis. Był po prostu lisem podobnym do stu tysięcy innych lisów. Ale uczyniłem go swoim przyjacielem i teraz jest jedyny na świecie.

514

Róże mocno się zawstydziły.

515

— Jesteście piękne, ale puste — dodał. — Za was nie oddałoby się życia. Oczywiście zwykły spacerowicz pomyślałby o mojej róży, że jest podobna do was. Ale ta jedna róża jest ważniejsza niż wy wszystkie, bo to ją podlewałem. Bo to ją umieściłem pod kloszem. Bo to ją chroniłem za parawanem. Bo to dla niej zabijałem gąsienice (oprócz dwóch lub trzech, żeby mieć motyle). Bo to jej słuchałem, kiedy się skarżyła lub przechwalała, a nawet czasami milczała. Bo jest moją różą.

516

Mały Książę wrócił do lisa.

517

— Żegnaj — powiedział.

518

— Żegnaj — odparł lis. — A oto mój sekret. Jest bardzo prosty: dobrze widzi się tylko sercem. To, co najważniejsze, jest niewidoczne dla oczu.

519

— To, co najważniejsze, jest niewidoczne dla oczu — powtórzył Mały Książę, żeby zapamiętać.

520

Czas, Kondycja ludzkaCzas, który poświęciłeś swojej róży, czyni ją tak ważną.

521

— Czas, który poświęciłem mojej róży… — powtórzył Mały Książę, żeby zapamiętać.

522

— Ludzie zapomnieli o tej prawdzie — powiedział lis. — Ale tobie nie wolno o niej zapomnieć. Na zawsze bierzesz odpowiedzialność za to, co oswoiłeś. Jesteś odpowiedzialny za swoją różę…

523

— Jestem odpowiedzialny za moją różę… — powtórzył Mały Książę, żeby zapamiętać.

XXII

524

— Dzień dobry — powiedział Mały Książę.

525

— Dzień dobry — powiedział dróżnik.

526

— Co tu robisz? — zapytał Mały Książę.

527

— Sortuję podróżnych na pakiety po tysiąc osób — powiedział dróżnik. — Wysyłam pociągi, które ich wywożą raz na prawo, raz na lewo.

528

W tym momencie oświetlony ekspres, hucząc jak grzmot, wprawił w drżenie budkę dróżnika.

529

— Bardzo się im spieszy — zauważył Mały Książę. — Dokąd tak pędzą?

530

— Tego nie wie nawet maszynista — powiedział dróżnik.

531

Podróż, Błądzenie, Kondycja ludzkaI wtedy zahuczał drugi oświetlony ekspres, jadący w przeciwną stronę.

532

— Już wracają? — spytał Mały Książę.

533

— To nie ci sami — powiedział dróżnik. — Wymieniają się.

534

— Nie podobało im się tam, gdzie byli?

535

— Nikomu nie podoba się tam, gdzie jest — powiedział dróżnik.

536

W tym momencie zahuczał grzmot trzeciego oświetlonego ekspresu.

537

— Czy ścigają tych pierwszych podróżnych? — spytał Mały Książę.

538

— Nikogo nie ścigają — odpowiedział dróżnik. — Tam w środku wszyscy albo śpią, albo ziewają. Jedynie dzieci rozpłaszczają nosy na szybach.

539

Dziecko, Czas, Zabawa, WiedzaJedynie dzieci wiedzą, czego szukają — zauważył Mały Książę. — Tracą czas na szmacianą lalkę i ta lalka staje się dla nich bardzo ważna, i jeśli ktoś im ją zabierze, płaczą…

540

— Szczęściarze z nich — powiedział dróżnik.

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.