Mały Książę · Antoine de Saint Exupéry

XXIII – XXVII

XXIII

541

— Dzień dobry — powiedział Mały Książę.

542

— Dzień dobry — powiedział sprzedawca.

543

Czas, KorzyśćBył to sprzedawca udoskonalonych tabletek, które gaszą pragnienie. Zażywa się jedną na tydzień i to wystarczy, żeby już nie chciało się pić.

544

— Po co to sprzedajesz? — spytał Mały Książę.

545

— To wielka oszczędność czasu — powiedział sprzedawca. — Specjaliści to wyliczyli. Oszczędza się pięćdziesiąt trzy minuty tygodniowo.

546

— I co się robi z tymi pięćdziesięcioma trzema minutami?

547

— To, co się komu podoba…

548

„Gdybym to ja miał pięćdziesiąt trzy minuty do wykorzystania — pomyślał Mały Książę — poszedłbym wolniutkim krokiem do studni…”

XXIV

549

Był to już ósmy dzień awarii, która rzuciła mnie na pustynię, a słuchając historii o sprzedawcy, wypiłem ostatnią kroplę z zapasu wody.

550

— Ach, przyjemne są te twoje wspomnienia — powiedziałem Małemu Księciu — ale jeszcze nie naprawiłem samolotu, nie mam już nic do picia i też byłbym szczęśliwy, gdybym mógł pójść wolniutkim krokiem do studni!

551

Przyjaźń, Śmierć— Mój przyjaciel lis… — zaczął.

552

— Mój chłopcze, nie ma już co mówić o lisie!

553

— Dlaczego?

554

— Dlatego, że umrzemy z pragnienia…

555

Moje rozumowanie nie trafiło do niego i odpowiedział:

556

— Dobrze jest mieć przyjaciela, nawet jeżeli ma się umrzeć. Co do mnie, bardzo się cieszę, że miałem lisa za przyjaciela…

557

„On nie zdaje sobie sprawy z niebezpieczeństwa — pomyślałem. — Nigdy nie chce mu się jeść ani pić. Wystarczy mu odrobina słońca…”

558

On jednak popatrzył na mnie i odpowiedział na moje myśli:

559

— Mnie też chce się pić… poszukajmy studni…

560

Machnąłem ręką ze znużeniem: to absurd szukać po omacku studni w bezkresie pustyni. Mimo wszystko ruszyliśmy w drogę.

561

Szliśmy wiele godzin, zapadła noc i zapłonęły gwiazdy. Widziałem je jak we śnie, ponieważ miałem lekką gorączkę z powodu odwodnienia. W pamięci tańczyły mi słowa Małego Księcia:

562

— A więc ty też odczuwasz pragnienie? — spytałem go.

563

Nie odpowiedział na moje pytanie. Powiedział po prostu:

564

— Woda też może być dobra dla serca.

565

Nie zrozumiałem, co ma na myśli, ale się nie odezwałem… Dobrze wiedziałem, że nie należy zasypywać go pytaniami.

566

Był zmęczony. Usiadł. A ja przy nim. Po chwili milczenia powiedział jeszcze:

567

— Gwiazdy są piękne z powodu róży, której nie widać…

568

Odpowiedziałem: „Oczywiście” i patrzyłem w milczeniu na zmarszczki na piasku w świetle księżyca.

569

Piękno, Tajemnica, Pustynia— Pustynia jest piękna — dodał.

570

To była prawda. Zawsze lubiłem pustynię. Siadasz na wydmie. Nic nie widać. Nic nie słychać. A jednak w ciszy coś promieniuje…

571

— Piękna dodaje pustyni fakt, że skrywa gdzieś studnię — powiedział Mały Książę.

572

Ze zdziwieniem zrozumiałem nagle to tajemnicze promieniowanie piasku. Kiedy byłem małym chłopcem, mieszkałem w starym domu, w którym, jak chciała legenda, był zakopany skarb. Oczywiście nikt go nigdy nie odkrył, a może nawet nie szukał. A jednak cały dom był przez to jak zaczarowany. Mój dom gdzieś tam w samym środku skrywał tajemnicę…

573

— Słusznie — powiedziałem do Małego Księcia — nieważne, czy chodzi o dom, o gwiazdy, czy o pustynię, to, co czyni je pięknymi, jest niewidoczne!

574

— Cieszę się — powiedział — że jesteś tego samego zdania, co mój lis.

575

Ponieważ Mały Książę zasypiał, wziąłem go na ręce i szedłem dalej. Byłem wzruszony. Miałem wrażenie, że niosę kruchy skarb. Więcej nawet, miałem wrażenie, że niosę najbardziej kruchy skarb na Ziemi. Patrzyłem w świetle księżyca na to blade czoło, na te przymknięte oczy, na kosmyki powiewające na wietrze i myślałem: „Widzę tylko zewnętrzną powłokę. To, co najważniejsze, jest niewidoczne…”.

576

Ponieważ na jego rozchylonych ustach rysowało się coś na kształt uśmiechu, powiedziałem sobie jeszcze w duchu: „WiernośćW tym uśpionym małym książątku najbardziej wzrusza mnie jego wierność wobec pewnego kwiatu, obraz róży, która promieniuje w nim jak płomień lampy, nawet kiedy śpi…”. Zrozumiałem, że jest jeszcze bardziej bezbronny, niż sądziłem. Lampa potrzebuje, by ją chronić: może ją zgasić powiew wiatru…

577

W ten sposób, idąc przed siebie, o wschodzie słońca trafiłem na studnię.

XXV

578

— Ludzie pakują się do pociągów ekspresowych — powiedział Mały Książę — ale sami nie wiedzą, czego szukają. Dlatego miotają się i kręcą w kółko…

579

I dodał:

580

— Nie warto…

581

Woda, Dar, ŚwiętoStudnia, do której doszliśmy, była niepodobna do studni saharyjskich. Studnie saharyjskie to zwykłe dziury wywiercone w piasku. Ta wyglądała na studnię służącą całej wsi. Ale wsi nie było, a ja miałem wrażenie, że śnię.

582

— Dziwna rzecz — powiedziałem do Małego Księcia — wszystko jest gotowe: blok, wiadro i sznur…

583

Zaśmiał się, wziął do ręki sznur, wprawił blok w ruch.

584

A blok zajęczał jak stara chorągiewka na dachu, kiedy wiatr budzi się z długiego snu.

585

— Słyszysz, zbudziliśmy tę studnię i śpiewa — powiedział Mały Książę.

586

Nie chciałem, żeby się męczył.

587

— Pozwól, że to zrobię — powiedziałem — to dla ciebie za ciężkie.

588

Powoli wciągnąłem wiadro aż na cembrowinę. Ustawiłem je równo. W uszach wciąż mi brzmiał śpiew bloku, a w wodzie, która jeszcze drżała, widziałem drgające słońce.

589

— Jestem spragniony tej wody — powiedział Mały Książę — daj mi pić.

590

A ja zrozumiałem, czego szukał!

591

Podsunąłem mu wiadro do ust. Pił, nie otwierając oczu. Spokojnie, jakby coś świętował. Ta woda była zdecydowanie czymś więcej niż tylko napojem. Powstała z marszu pod gwiazdami, ze śpiewu bloku, z wysiłku moich ramion. Była miła sercu jak prezent. Kiedy byłem małym chłopcem, światełka na choince, kolędy w czasie pasterki i kojące uśmiechy dodawały podobnego blasku podarkom, które mi dawano.

592

— Tam, skąd jesteś, ludzie uprawiają po pięć tysięcy róż w jednym ogrodzie — powiedział Mały Książę — a i tak nie znajdują w nich tego, czego szukają…

593

— Nie znajdują — potwierdziłem.

594

— A przecież to, czego szukają, można by znaleźć w jednej róży albo w odrobinie wody…

595

— Oczywiście — odpowiedziałem.

596

Mały Książę powiedział jeszcze:

597

Wzrok, Serce, BłądzenieLecz oczy są ślepe. Trzeba szukać sercem.

598

Napiłem się. Oddychałem głęboko. Piasek ma o świcie kolor miodu. Ten miodowy kolor również mnie uszczęśliwiał. Ale dlaczego po tym szczęściu musiał przyjść smutek…

599

— Powinieneś dotrzymać obietnicy — powiedział cicho Mały Książę, który znowu usiadł przy mnie.

600

— Jakiej obietnicy?

601

— Pamiętasz… kaganiec dla mojego baranka… jestem odpowiedzialny za tę różę!

602

Wyjąłem z kieszeni moje niedopracowane rysunki. Mały Książę zobaczył je i powiedział ze śmiechem:

603

— Twoje baobaby przypominają trochę kapustę!

604

— Ooo!

605

Byłem tak dumny z tych baobabów!

606

— Twój lis… te uszy… przypominają trochę rogi… i są za długie!

607

I śmiał się dalej.

608

— Jesteś niesprawiedliwy, mój mały, kiedyś potrafiłem rysować tylko zamknięte boa i otwarte boa.

609

— Ach, to wystarczy, dzieci je zrozumieją.

610

Narysowałem więc kaganiec. Serce mi się ścisnęło, kiedy mu go podawałem:

611

— Planujesz coś, o czym nie wiem…

612

Nie odpowiedział mi jednak.

613

— Wiesz, jeśli chodzi o moje lądowanie na Ziemi… jutro będzie rocznica… — powiedział. Pomilczał chwilę, po czym dodał: — Spadłem niedaleko stąd…

614

I zaczerwienił się.

615

A ja znowu, nie rozumiejąc dlaczego, poczułem dziwny smutek. Przyszło mi jednak do głowy pewne pytanie:

616

— A zatem to nie przez przypadek tamtego ranka osiem dni temu, kiedy cię poznałem, spacerowałeś sobie sam, tysiąc mil od zamieszkałych terenów? Byłeś w drodze powrotnej do miejsca, w którym spadłeś?

617

Mały Książę jeszcze bardziej się zaczerwienił.

618

Dodałem z wahaniem:

619

— Być może z powodu tej rocznicy?

620

SłowoMały Książę znowu poczerwieniał. Nigdy nie odpowiadał na pytania, ale kiedy ktoś się czerwieni, to znaczy „tak”, prawda?

621

— Och, boję się… — powiedziałem.

622

Tym razem mi odpowiedział:

623

— Teraz musisz zająć się pracą. Musisz wrócić do swojego samolotu. Poczekam tu na ciebie. Przyjdź tu jutro wieczorem…

624

To jednak mnie nie uspokoiło. Przypomniałem sobie lisa. Przyjaźń, Miłość, ŁzyKiedy ktoś dał się oswoić, może się zdarzyć, że będzie musiał trochę popłakać.

XXVI

625

Obok studni wznosiły się ruiny starego, kamiennego muru. Kiedy nazajutrz wieczorem wróciłem po pracy, już z daleka zobaczyłem mojego Małego Księcia, jak siedzi z nogami zwieszonymi z muru. Usłyszałem, jak mówi:

626

— Czyli nie przypominasz sobie? To nie było dokładnie tutaj!

627

Ktoś musiał mu coś odpowiedzieć, bo zareagował:

628

— Ależ tak! Tak! Dzień się zgadza, ale nie miejsce…

629

Byłem coraz bliżej muru. Nadal nikogo nie widziałem. A jednak Mały Książę znowu odpowiedział na czyjeś słowa:

630

— Oczywiście. Zobaczysz, gdzie zaczynają się moje ślady na piasku. Poczekaj tam na mnie. Przyjdę dziś w nocy.

631

Od muru dzieliło mnie dwadzieścia metrów, a jednak nadal nic nie widziałem.

632

Po chwili milczenia Mały Książę powiedział jeszcze:

633

— Czy twój jad jest silny? Jesteś pewien, że nie będę długo cierpiał?

634

Przystanąłem ze ściśniętym sercem, ciągle jeszcze nic z tego nie rozumiejąc.

635

— Teraz już idź — powiedział. — Chcę zejść!

636

Wtedy i ja spojrzałem w dół, na podstawę muru, i aż odskoczyłem! W stronę Małego Księcia wyciągał się żółty wąż z gatunku tych, które zabijają w ciągu trzydziestu sekund. Zacząłem biec, szukając w kieszeni rewolweru, ale wąż mnie usłyszał i powoli wtopił się w piasek jak zanikająca struga wody, po czym niespiesznie prześliznął się z metalicznym szelestem między kamieniami.

637

Znalazłem się pod murem akurat na czas, by złapać w ramiona moje małe książątko, blade jak śnieg.

638

— Cóż to znowu za historia! Rozmawiasz teraz z wężami?

639

Odwinąłem złoty szalik, z którym się nie rozstawał. Zwilżyłem mu skronie i dałem pić. Nie miałem już odwagi o cokolwiek go pytać. Spojrzał na mnie z powagą i zarzucił mi ramiona na szyję. Czułem jego serce bijące jak u umierającego ptaka, trafionego z karabinu. Powiedział:

640

— Cieszę się, że już wiesz, co nie działało w twoim samolocie. Będziesz mógł wrócić do siebie…

641

— Skąd wiesz?

642

Przyszedłem właśnie po to, żeby mu oznajmić, że wbrew wszelkim oczekiwaniom naprawa się udała!

643

Nie odpowiedział na moje pytanie, ale dodał:

644

— Ja też dzisiaj wrócę do siebie… — A po chwili rzucił ze smutkiem: — To znacznie dalej… i droga znacznie trudniejsza…

645

Czułem, że dzieje się coś niezwykłego. Ściskałem go w ramionach jak małe dziecko, a mimo to miałem wrażenie, że on jakby spada pionowo w przepaść i że nie mogę zrobić nic, aby go utrzymać…

646

Wzrok miał bardzo poważny, błądził nim gdzieś daleko.

647

— Mam twojego baranka. I skrzynkę dla baranka. I mam kaganiec…

648

Uśmiechnął się smutno. Odczekałem dłuższą chwilę. Czułem, że powoli się ogrzewa.

649

— Chłopczyku, przestraszyłeś się…

650

Oczywiście, że się przestraszył!

651

On jednak zaśmiał się cicho.

652

— Dziś wieczorem jeszcze bardziej będę się bał…

653

Poczucie nieuchronności znowu ścięło mi krew w żyłach. Zrozumiałem, jak nieznośna jest dla mnie myśl, że już nigdy nie usłyszę jego śmiechu. Był dla mnie jak studnia na pustyni.

654

— Chłopczyku, chcę znowu słyszeć twój śmiech.

655

On jednak powiedział:

656

— Dziś w nocy minie rok. Moja gwiazda znajdzie się dokładnie nad miejscem, w którym spadłem w zeszłym roku…

657

— Chłopczyku, powiedz, że ta historia z wężem, umówionym spotkaniem i gwiazdą to tylko zły sen…

658

Ale on nie zareagował na moje słowa, tylko powiedział:

659

— To, co najważniejsze, jest niewidoczne…

660

— Oczywiście.

661

— Tak samo jest z kwiatem. Jeżeli kochasz kwiat, który znajduje się na jakiejś gwieździe, lubisz nocą oglądać niebo. Na wszystkich gwiazdach są kwiaty.

662

— Oczywiście.

663

— Tak samo jest z wodą. Woda, którą dałeś mi do picia, była jak muzyka — z powodu bloku i liny, pamiętasz… była tak dobra.

664

— Oczywiście…

665

Gwiazda, Śmiech, Przyjaźń, Obraz świata— Nocą będziesz oglądał gwiazdy. Moja jest zbyt mała, żebym mógł ci pokazać, gdzie się znajduje. I tak jest lepiej. Moja gwiazda będzie dla ciebie jedną z wielu. A więc będziesz lubił oglądać wszystkie gwiazdy… Każda będzie twoją przyjaciółką. Poza tym dostaniesz ode mnie prezent…

666

Znowu się zaśmiał.

667

— Och, chłopczyku, mój mały chłopczyku, jak ja lubię, gdy się śmiejesz!

668

— To właśnie będzie mój prezent… tak jak z wodą…

669

— Co chcesz przez to powiedzieć?

670

— Ludzie miewają różne gwiazdy. Dla tych, którzy podróżują, gwiazdy to przewodniczki. Dla innych to jedynie małe światełka. Dla jeszcze innych, którzy są uczeni, co gwiazda, to zagadnienie. Dla mojego biznesmena gwiazdy to złoto. Ale wszystkie te gwiazdy milczą. Ty będziesz miał gwiazdy, jakich nie ma nikt…

671

— Co chcesz przez to powiedzieć?

672

— Ponieważ będę mieszkał i się śmiał na jednej z nich, kiedy spojrzysz nocą w niebo, wszystkie gwiazdy będą się śmiały do ciebie. Ty, akurat ty, będziesz miał gwiazdy, które potrafią się śmiać.

673

I znów się zaśmiał.

674

— A kiedy się pocieszysz (każdy znajduje w końcu pocieszenie), będziesz zadowolony, że mnie znałeś. Zawsze będziesz moim przyjacielem. Będziesz miał ochotę śmiać się ze mną. I czasami otworzysz okno, tak po prostu, dla przyjemności… Twoi znajomi będą się dziwić, że się śmiejesz, patrząc na niebo. Wtedy im powiesz: „Tak, gwiazdy zawsze mnie rozśmieszają!” A oni pomyślą, że zwariowałeś. Zrobię ci niezłego psikusa.

675

I znów się zaśmiał.

676

— To tak, jakbym zamiast gwiazd podarował ci całe góry dzwonków, które potrafią się śmiać…

677

I jeszcze się zaśmiał. A potem znów spoważniał.

678

— Wiesz… nie przychodź tej nocy.

679

— Nie opuszczę cię.

680

Wąż, Trucizna— Będę wyglądał tak, jakbym cierpiał… trochę jakbym umierał. Po prostu tak będzie. Nie przychodź tego oglądać, nie warto.

681

— Nie opuszczę cię.

682

On jednak był zmartwiony.

683

— Mówię ci o tym… również z powodu węża. Chodzi o to, żeby cię nie ukąsił… Węże są złośliwe. Potrafią ukąsić dla przyjemności…

684

— Nie opuszczę cię.

685

Jakaś myśl dodała mu otuchy:

686

— To prawda, że nie wystarcza im jadu na drugie ukąszenie…

687

Tej nocy przeoczyłem moment, kiedy ruszył w drogę. Wymknął się bezszelestnie. Kiedy zdołałem go dogonić, szedł zdecydowanym, szybkim krokiem. Powiedział tylko:

688

— Ach, jesteś…

689

I wziął mnie za rękę. Ale coś go jeszcze gnębiło:

690

Podróż, Śmierć, Ciało— Niesłusznie postąpiłeś. Będzie ci przykro. Będę wyglądał na umarłego, a to nie będzie prawda…

691

Nic nie powiedziałem.

692

— Zrozum. To za daleko. Nie mogę tam zabrać tego ciała. Jest za ciężkie.

693

Nic nie powiedziałem.

694

— Ono będzie jak stara, porzucona łupina. W porzuconej łupinie nie ma nic smutnego…

695

Nic nie powiedziałem.

696

Trochę się zniechęcił. Ale zdobył się na jeszcze jeden wysiłek:

697

— Wiesz, to się odbędzie spokojnie. Ja też będę patrzył w gwiazdy. Wszystkie gwiazdy będą jak studnie z zardzewiałym blokiem. Wszystkie gwiazdy dadzą mi pić…

698

Nic nie powiedziałem.

699

— Będzie tak zabawnie! Ty będziesz miał pięćset milionów dzwonków, ja będę miał pięćset milionów studni…

700

I też zamilkł, bo płakał…

701

— To tu. Pozwól, że sam zrobię ten krok.

702

Usiadł jednak, ponieważ się bał.

703

— Wiesz… moja róża… jestem za nią odpowiedzialny! A ona jest tak słaba! I tak naiwna. Ma zaledwie cztery małe kolce, żeby się bronić przed światem…

704

Ja też usiadłem, bo nie mogłem już utrzymać się na nogach.

705

— Tak… To wszystko — powiedział.

706

Jeszcze chwilę się wahał, po czym wstał. Zrobił krok. Ja nie mogłem się ruszyć.

707

Coś żółtego mignęło koło jego kostki, nic więcej. Przez moment stał nieruchomo. Nie krzyknął. Upadł powoli, jak pada drzewo. Bezszelestnie — z powodu piasku.

XXVII

708

Minęło już sześć lat… Nigdy jeszcze nie opowiedziałem tej historii. Koledzy na mój widok ucieszyli się, że wróciłem żywy. Byłem smutny, ale im mówiłem:

709

— To zmęczenie…

710

Teraz trochę się pocieszyłem. To znaczy… niezupełnie. Wiem, że wrócił na swoją planetę, bo o wschodzie słońca nie znalazłem jego ciała. To nie było ciężkie ciało… A nocą lubię słuchać gwiazd. Są jak pięćset milionów dzwoneczków…

711

Dzieje się jednak coś niezwykłego. Do kagańca, który narysowałem dla Małego Księcia, zapomniałem dodać skórzany pasek! Niemożliwe, żeby założył go barankowi. Zastanawiam się więc: co się wydarzyło na jego planecie? Możliwe, że baranek zjadł różę…

712

Czasem mówię sobie: „Na pewno nie! Mały Książę co noc chowa swoją różę pod kloszem i pilnuje baranka…”. Wtedy jestem szczęśliwy. A gwiazdy śmieją się cicho.

713

Kiedy indziej myślę: „Wystarczy chwila nieuwagi i już po wszystkim! Mógł zapomnieć któregoś wieczoru o szklanym kloszu albo baranek wymknął się cichuteńko nocą”. I wtedy dzwonki stają się łzami!…

714

Wielka to tajemnica. Dla was, którzy również kochacie Małego Księcia, jak i dla mnie świat wygląda zupełnie inaczej w zależności od tego, czy gdzieś tam, nie wiadomo gdzie, baranek, którego nie znamy, zjadł pewną różę, czy też nie…

715

Spójrzcie w niebo. Zapytajcie sami siebie: „Czy baranek zjadł różę, czy nie?”. Zobaczycie, jak wszystko się zmieni…

716

A żaden dorosły nigdy nie zrozumie, że to naprawdę bardzo ważne!

717

A to jest według mnie najpiękniejszy i najsmutniejszy krajobraz na świecie. Ten sam co na poprzedniej stronie, ale narysowałem go jeszcze raz, żeby go wam dobrze pokazać. W tym właśnie miejscu Mały Książę zjawił się na Ziemi i stąd zniknął.

718

Przyjrzyjcie się uważnie temu krajobrazowi, abyście na pewno go rozpoznali, jeśli pewnego dnia pojedziecie do Afryki, na pustynię. Gdybyście więc tamtędy przechodzili, to błagam, nie spieszcie się, poczekajcie przez chwilę dokładnie pod tą gwiazdą! Jeżeli podejdzie wtedy do was śmiejący się chłopiec, jeżeli będzie miał złote włosy i nie będzie odpowiadał na zadawane pytania, łatwo zgadniecie, kto to taki. A wtedy bądźcie tak mili i nie pozwólcie mi dłużej się smucić: napiszcie do mnie szybko, że wrócił…

Tekst: Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Spis treści i audiobook.