- Literum
- Lektury szkolne
- Klasy 7–8
- Reduta Ordona

1
Nam strzelać nie kazano. — Wstąpiłem[1] na działo
I spojrzałem na pole; Rosjanin, Wrógdwieście armat grzmiało.
Artyleryji ruskiéj ciągną się szeregi,
Prosto, długo, daleko, jako morza brzegi;
5I widziałem ich wodza; — przybiegł, mieczem skinął
I jak ptak jedno skrzydło wojska swego zwinął.
Wylewa się spod skrzydła ściśniona piechota
Długą, czarną kolumną, jako lawa błota,
Nasypana iskrami bagnetów. Jak sępy,
10Czarne chorągwie na śmierć prowadzą zastępy.
Przeciw nim sterczy biała, wąska, zaostrzona,
Sześć tylko miała harmat. Wciąż dymią i świecą;
I nie tyle prędkich słów gniewne usta miecą,
15Nie tyle przejdzie uczuć przez duszę w rozpaczy,
Ile z tych dział leciało bomb, kul i kartaczy[4].
Śmierć, Wojna, ŻołnierzPatrz, tam granat w sam środek kolumny się nurza,
Jak w fale bryła lawy, pułk dymem zachmurza;
Pęka śród dymu granat, szyk pod niebo leci
20I ogromna łysina śród kolumny świeci.
Tam kula, lecąc, z dala grozi, szumi, wyje,
Ryczy, jak byk przed bitwą, miota się, grunt ryje; —
Już dopadła; jak boa śród kolumn się zwija,
Pali piersią, rwie zębem, oddechem zabija.
25Najstraszniejszéj nie widać, lecz słychać po dźwięku,
Po waleniu się trupów, po ranionych jęku:
Gdy kolumnę od końca do końca przewierci,
Jak gdyby środkiem wojska przeszedł anioł śmierci.
Bóg, Król, Przywódca, Szatan, Władza, WrógGdzież jest król, co na rzezie tłumy te wyprawia?
30Czy dzieli ich odwagę, czy pierś sam nadstawia?
Nie, on siedzi o pięćset mil na swéj stolicy,
Król wielki, samowładnik świata połowicy[5].
Zmarszczył brwi, — i tysiące kibitek[6] wnet leci;
Podpisał, — tysiąc matek opłakuje dzieci;
35
Mocarzu, jak Bóg silny, jak szatan złośliwy!
Gdy poselstwo paryskie twoje stopy liże[12]:
Warszawa jedna twojéj mocy się urąga,
40Podnosi na cię rękę i koronę ściąga,
Koronę Kazimierzów, Chrobrych z twojéj głowy,
Boś ją ukradł i skrwawił, synu Wasilowy!
Car dziwi się — ze strachu drżą Petersburczany[13],
Car gniewa się — ze strachu mrą jego dworzany;
45
Rosjanin, ŻołnierzAle sypią się wojska, których Bóg i wiara
Jest car. — Car gniewny: umrzem, rozweselim cara!
Posłany wódz kaukaski[14] z siłami pół-świata,
Wierny, czynny i sprawny — jak knut w ręku kata.
Klęska, WrógUra, ura! Patrz, blisko reduty, już w rowy
50
Już czernią się na białych palisadach wałów.
Jeszcze reduta w środku, jasna od wystrzałów,
Czerwieni się nad czernią: jak w środek mrowiska
Wrzucony motyl błyska, — mrowie go naciska, —
55Zgasł; — tak zgasła reduta. Czyż ostatnie działo,
Strącone z łoża, w piasku paszczę zagrzebało?
Zgasnął ogień. — Już Moskal rogatki[19] wywalał.
Gdzież ręczna broń? — Ach, dzisiaj pracowała więcéj,
60Niż na wszystkich przeglądach za władzy książęcéj[20]!
Zgadłem, dlaczego milczy, — bo nieraz widziałem
Garstkę naszych walczącą z Moskali nawałem.
Gdy godzinę wołano dwa słowa: pal, nabij;
Gdy oddechy dym tłumi, trud ramiona słabi[21];
65A wciąż grzmi rozkaz wodzów, wre żołnierza czynność;
Na koniec bez rozkazu pełnią swą powinność,
Na koniec bez rozwagi, bez czucia, pamięci,
Żołnierz, jako młyn palny, nabija — grzmi — kręci
Broń od oka do nogi, od nogi na oko:
70Aż ręka w ładownicy długo i głęboko
Szukała, nie znalazła — i żołnierz pobladnął[22],
Nie znalazłszy ładunku, już bronią nie władnął[23];
I uczuł, że go pali strzelba rozogniona;
Upuścił ją i upadł; nim dobiją, skona!…
75
Już lazła, jak robactwo na świeżego trupa.
Pociemniało mi w oczach; a gdym łzy ocierał,
Słyszałem, że coś do mnie mówił mój jenerał[25].
On przez lunetę, wspartą na mojém ramieniu,
80Długo na szturm i szaniec poglądał w milczeniu.
Na koniec rzekł: „Stracona”. — Spod lunety jego
Wymknęło się łez kilka, — rzekł do mnie: „Kolego,
Wzrok młody od szkieł lepszy; patrzaj, tam na wale,
Znasz Ordona, czy widzisz, gdzie jest?” — „Jenerale,
85Czy go znam? — Tam stał zawsze, to działo kierował.
Nie widzę — znajdę — dojrzę — śród dymu się schował:
Lecz śród[26] najgęstszych kłębów dymu, ileż razy
Widziałem rękę jego, dającą rozkazy. —
Śmierć bohaterskaWidzę go znowu — widzę rękę — błyskawicę,
90Wywija, grozi wrogom, trzyma palną świécę,
Biorą go — zginął. — O, nie — skoczył w dół, do lochów!” —
„Dobrze — rzecze jenerał, — nie odda im prochów”.
Tu blask, — dym, — chwila cicho — i huk jak stu gromów!
Zaćmiło się powietrze od ziemi wyłomów:
95Harmaty[27] podskoczyły i jak wystrzelone
Toczyły się na kołach; lonty zapalone
Nie trafiły do swoich panew. I dym wionął
Prosto ku nam; i w gęstéj chmurze nas ochłonął.
GróbI nie było nic widać, prócz granatów blasku,
100I powoli dym rzedniał, opadał deszcz piasku.
Spojrzałem na redutę. — Wały, palisady,
Działa i naszych garstka, i wrogów gromady:
Wszystko jako sen znikło! — Tylko czarna bryła
Ziemi niekształtnéj leży — rozjemcza mogiła.
105Tam i ci, co bronili, — i ci, co się wdarli,
Pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli;
Rosjanin, ŚmierćChoćby cesarz Moskalom kazał wstać: już dusza
Moskiewska, tam raz pierwszy, cesarza nie słusza[28]!
Tam zagrzebane tylu set ciała, imiona:
110Dusze gdzie? Nie wiem; lecz wiem, gdzie dusza Ordona.
On będzie Patron szańców! — Bóg, Kara, Koniec świataBo dzieło zniszczenia
W dobréj sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia:
Bóg wyrzekł słowo stań się, Bóg i zgiń wyrzecze!
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze[29],
115Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Obleją, jak Moskale redutę Ordona:
Karząc plemie[30] zwycięzców zbrodniami zatrute,
Bóg wysadzi tę ziemię, jak on swą redutę[31].
Strona 1 z 1
Motywy w utworze
Inne lektury: klasy 7–8, romantyzm
Tekst i nagranie pochodzą z serwisu Wolne Lektury, domena publiczna lub wolna licencja. Podział tekstu na części udostępniamy na tych samych warunkach. Wesprzyj Wolne Lektury.
Pan Tadeusz, czyli ostatni zajazd na Litwie
Świtezianka
Balladyna
Śmierć Pułkownika
Zemsta
Dziady, część II